Milanowianki, cz. 1 - Agnieszka Ostrowska [red.] - ebook

Milanowianki, cz. 1 ebook

Agnieszka Ostrowska [red.]

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Milanówku

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 245

Rok wydania: 2014

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



MILANOWIANKI

Milanówek 2014

MILANOWIANKI

Copyright Stowarzyszenie Milanowianki, 2014

Wydawca:

Stowarzyszenie Milanowianki

ul. Olszowa 18a, 05-822 Milanówek

milanowianki.pl

Milanówek 2014

Wydanie I

Konsultacja naukowa:

dr Bożena Jozefow-Czerwińska

Redakcja i korekta:

Agnieszka Ostrowska

Projekt okładki:

Edyta Budziewska

Skład i łamanie:

Piotr Sztandar-Sztanderski, Edyta Budziewska

Publikacja bezpłatna, nie może być sprzedawana. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Publikacja została opracowana i wydana w ramach projektu Milanowianki, dofinansowanego

ze środkow Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

ISBN 978-83-939759-0-7

Wstęp czyli Czas na Milanowianki

Gdy w 2009 roku, nie będąc jeszcze mieszkanką Milanówka, lecz podgrodziskiej wsi Chlebnia, wzięłam udział w projekcie dla liderek z terenów wiejskich Praca i rozwój. Kobiety aktywne na rzecz zrównoważonego rozwoju lokalnych społeczności realizowanego przez krakowską fundację Przestrzeń Kobiet, nawet przez myśl mi nie przeszło, że stanie się on zalążkiem wspaniałej przygody z Milanowiankami. Poznając Ewę Furgal i Natalię Saratę, twórczynie Przestrzeni Kobiet, poznałam też bliżej ich badawczo-edukacyjny projekt Krakowski Szlak Kobiet, odzyskujący zapomniane historie i dorobek krakowskich emancypantek. Z żalem musiałam porzucić gotowość udziału w nim, gdyż skierowany był dla mieszkanek Krakowa i okolic. Drobną rekompensatą była książki wydana w ramach projektu Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie Emancypantek, którą otrzymałam wraz z piękną dedykacją Ewy i Natalii1.

Po kilku latach, gdy poszerzyłam moje kompetencje zawodowe jako animatorka działań społeczno-kulturalnych i trenerka rozwoju osobistego, a także gdy zostałam mieszkanką Milanówka, pewnego wiosennego dnia 2013 roku udałam się do Biblioteki Miejskiej, by wnikliwie przewertować wszystkie publikacje na temat Milanówka znalazłam w jej księgozbiorze. Czego, a raczej kogo bardzo wnikliwie wypatrywałam? Odpowiedź nasuwa temat publikacji, którą trzymają Państwo w rękach. Oczywiście szukałam kobiet z Milanówka. Wynik tych poszukiwań mnie nie zaskoczył, znając wcześniejsze doświadczenia Krakowianek spodziewałam się, żewszystkie książki zdominują historie mężczyzn, ich wkładu i dorobku w dzieje i kształt naszego miasta. Nie oznacza to oczywiście, że wszelki ślad po kobietach związanych z Milanówkiem zaginął. Było tam kilka postaci, które przewijały się we wszystkich tytułach. Jednak widoczna na pierwszy rzut oka dysproporcja w ilości bohaterek ’i bohaterów wskazywała na to, że Milanówek był miastem zdecydowanie zdominowanym przez płeć męską. Z bólem stwierdziłam, że najwięcej postaci kobiecych pojawia się w doskonałej skądinąd publikacji o... milanowskim cmentarzu2. Nie będę tu przytaczała dokładnych wyliczeń nazwisk żeńskich i męskich, jakie poczyniłam w trakcie zaznajamiania się z literaturą poświęconą Milanówkowi. Ich wynik w żaden sposób nie odbiega od tego, co prezentują podręczniki szkolne, encyklopedie czy przewodniki miejskie, które [...] przedstawiają historię miasta tworzoną, pisaną i interpretowaną z perspektywy męskiego doświadczenia. W tych przekazach kobiety odgrywają rolę przykładnych żon i matek, cnotliwych królowych lub awanturujących się mieszczańskich żon, czasem muz wybitnych artystów – mężczyzn3.

Odczuwając tak duży brak kobiecych postaci w publikacjach o naszym mieście, zaproponowałam Milanowskiemu Centrum Kultury, że podczas Festiwalu Otwarte Ogrody 2013 chętnie poprowadzę historyczno-kulturowy warsztat Dziewczyny z Milanówka. Moja inicjatywa spotkała się z życzliwym przyjęciem MCK-u. Na leżakach ustawionych na trawie przed jego siedzibą spotkało się kameralne grono osób, które przyciągnął intrygujący tytuł spotkania. Jedną z nich była Monika Samoraj, rodowita Milanowianka, znająca krakowską fundację i jej projekty. Entuzjazm, jaki okazała Monika mojej raczkującej idei poszukiwania niezwykłych kobiet związanych z Milanówkiem I zbierania o nich historii, opowieści, wspomnień i materiałów sprawił, że jednorazowy warsztat zaczął przybierać realne kształty większego projektu. Dużym bodźcem i inspiracją do stworzenia konceptu Milanowianek stała się także wystawa poświęcona Felicji Witkowskiej, otwarta w MCK w tym samym dniu, w którym odbywał się wspomniany powyżej warsztat Dziewczyny z Milanówka. Wystawa ta oraz wspomnienie Andrzeja Pettyna o pani fotograf opublikowane w Biuletynie4 z okazji wystawy oraz nazwania imieniem Felicji Witkowskiej jednej z nowych milanowskich ulic w pewnym sensie dopełniły i potwierdziły moją potrzebę skupienia uwagi na historiach kobiet z naszego miasta. Odpoczątku kształtowania tej idei wiedziałam, że do współpracy pragnę zaprosić kobiety z Milanówka, bądź w jakimś sposób z Milanówkiem związane i zainteresowane historią i losami jego obecnych i dawnych mieszkanek.

Przyjaźnie usposobiona do tego pomysłu Aneta Majak, Dyrektor Milanowskiego Centrum Kultury zaoferowała nam nie tylko wirtualną przestrzeń na stronie ośrodka, ale przede wszystkim realne miejsce na spotkanie inicjatywne projektu funkcjonującego pod roboczą nazwą Dziewczyny z Milanówka. Ilość kobiet, jakie przyszły na inauguracyjne spotkanie przerosła moje najśmielsze ocze­kiwania. Wokół stołu w małym domku przy MCK, wśród pięknej wystawy malarstwa na jedwabiu usiadło kilkanaście kobiet w różnym wieku, z których wiele wówczas widziałam po raz pierwszy. Na szczęście znałam kilka z nich, i miałam świadomość ich życzliwości i przychylności, co bardzo mi pomogło w opowiadaniu o moim pomyśle na ten projekt. A były wśród nich: życzliwie nas goszcząca „w swoich progach” Aneta Majak, dobry duch projektu – Monika Samoraj, która przez wiele miesięcy nie tylko mnie wspierała, lecz wręcz motywowała do działania, dodając wiary w sens i wartość tej oddolnej, kobiecej inicjatywy, Agata Markiewicz – nauczycielka historii w Społecznym Gimnazjum, badaczka kobiecych losów, która jest autorką aż trzech tekstów w niniejszej książce: opowieści o Bronisławie Agnieszce Lasockiej (str. 49), o Julii Wagner (str. 131), właścicielce willi Róże i babci jednej z uczestniczek naszego projektu oraz przyjacielskiej opowieści o milanowskiej artystce Marzennie Rogali (str. 189). Nasza serdeczna znajomość przetrwała od czasu, gdy przed ośmiu laty nasze dzieci wspólnie chodziły do zerówki w szkole przy ul. Brzozowej. Jest wreszcie w tym gronie znana mi najdłużej – 25 lat – Maria Smoleń, która na zawsze pozostanie dla mnie Marysią Wędrowską, koleżanką z roku i wzorową studentką Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Nasza słaba młodzieńcza znajomość z roku (ja niestety nie zaliczałam się wówczas do pilnych studentek i weszłam w wiek dojrzały dzięki temu, że Marysia po wielu latach rozpoznała mnie na poczcie w Milanówku i podeszła się przywitać. Nie sposób pominąć Małgorzaty Frankowskiej z milanowskiego Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Piasta, z którą zawarłam znajomość podczas naszych bibliotecznych poszukiwań, gdy ja szukałam kobiecych śladów w milanowskich wydawnictwach, a Małgosia zbierała materiały do pracy podyplomowej poświęconej willi „Waleria” (jej obszerny tekst o bohaterkach tej willi znajduje się na str. 55 niniejszej publikacji). W tym pierwszym, i jak na razie jedynym spotkaniu grupy projektowej wzięła też udział Krystyna Glapa, Milanowianka z wyboru, zapalona turystka, pilotka i organizatorka ruchu turystycznego, na doświadczenie której jawnie liczyłam przy tworzeniu Milanowskiego Szlaku Kobiet, jednak ogrom obowiązków, jaki stoi przed kobietą prowadzącą swoją firmę, biuro podróży Invitatio, nie pozwolił Krysi już później włączyć się do naszych działań.

Wstępna prezentacja idei i założeń projektu spotkała z życzliwym zainteresowaniem większości obecnych na tym pierwszym spotkaniu Pań, gdyż wszystkie zadeklarowały gotowość udziału w projekcie, chęć poszukiwań kobiet, o których zechcą opowiedzieć i napisać na potrzeby – planowanej wówczas, a dziś już zmaterializowanej – tej oto książki. W ten sposób poznałam fantas­tyczne kobiety, których obecność w moim życiu stała się dla mnie ogromnie ważna, i które z ręką na sercu mogę nazwać już moimi dobrymi koleżankami, a niektóre wręcz przyjaciółkami. Jest w tym gronie Elżbieta Lesiak, która zanim na 23 lata wyjechała za chlebem do Stanów Zjednoczonych, miała zaszczyt „pożenić” ze sobą większość par biorących ślub w Milanówku, pracowała bowiem w tutejszym Urzędzie Stanu Cywilnego. Zawsze pogodna i uśmiechnięta, ciesząca się prawdziwą wolnością na emeryturze, po blisko ćwierćwieczu na nowo z dziecięcą fascynacją poznaje Milanówek, czemu dała wyraz w osobistym, poetyckim tekście „Milanowskie impresje” opublikowanym w jednym z tego­rocznych Biuletynów Miasta. W naszej pracy zbiorowej znajduje się osobisty i wnikliwy tekst Eli o Profesorce Halinie Markiewicz (str. 121). Obecność Eli w grupie Milanowianek zawdzięczamy jej dawnej koleżance z pracy, Pani Dorocie Wojciechowskiej, która ją namówiła do wzięcia udziału w spotkaniu organizacyjnym. Pani Dorota, cicha admiratorka Ligi Polskich Kobiet, marząca o jej reaktywacji w naszym mieście, rodowita Milanowianka kochająca Milanówek i jego mieszkańców, potrafiąca z wdziękiem obdarować mnie w maju biało-różowym bukietem konwalii, napisała ciepłe wspomnienie o swojej innej koleżance z pracy – hrabiance Róży Sokołowskiej (str. 147).

Kolejną cenną „zdobyczą” w naszym gronie jest Elżbieta Kubek, pasjonatka patriotycznych kart historii Milanówka, kobieta o iście młodzieńczym zapale badawczym i pasji odkrywania niezna­nych faktów życzliwości, ogromna skarbnica wiedzy, znająca wszystkich, których warto i należy znać w Milanówku. To właśnie Eli zawdzięczam aranżację spotkania z Panem Ryszardem Witkowskim, synem mojej bohaterki – Felicji (str. 89). Ogromne zaangażowanie Eli w prace projektu Milanowianki było bardzo pomocne zarówno podczas zbierania pomysłów na postaci naszych bohaterek, jak i w zdo­bywaniu cennych informacji wzbogacające teksty niejednej z nas. Talenty badawcze i dociekliwość Eli znalazły wyraz w opowieści o Celinie Nahlik-Petry (str. 81), doborze wielu pamiątek i materiałów na wystawę towarzyszącą naszej książce. To Eli zawdzięczamy zaproszenie do grupy kolejnej barwnej i nietuzinkowej postaci – Marii Ołpińskiej. Obie panie wspólnie zebrały i opracowały bogaty zbiór wspomnień o profesor Annie Szadkowskiej, przeprowadzając wiele wywiadów z jej uczniami. Tekst ten znajdzie Czytelnik na str. 171. Marysia jest także autorką opowieści o kobiecie, którą całe życie darzyła szacunkiem i podziwem – Barbarze Moes (str. 109).

Elżbieta Kubek pomogła również w odnalezieniu i dotarciu do niezwykłej kobiety – treserki tygrysów, bohaterki i narratorki tekstu spisanego przez Darię Selka-Bonnę (str. 163). W pierwszym okresie prac projektowych dowiedziałyśmy się, że gdzieś w Milanówku mieszka treserka lwów. Informacja ta na tyle zapaliła Darię pochodzącą z Gdańska – miasta z lwem w herbie, że bez namysłu postanowiła przygotować historię treserki lwów. Przygotowała nawet obraz kobiety dosiadającej lwa. Niestety, próby nawiązania kontaktu i przeprowadzenia rozmowy z treserką lwów, starania te spełzły na niczym. Nieoceniona w tym momencie okazała się Ela Kubek, która na jednym z naszych cyklicznych spotkań poinformowała, że oprócz treserki lwów mieszka w Milanówku treserka tygrysów, Halina Mozes. Okazała się przemiłą i chętną do rozmówczynią, czego efektem jest nagrana i spisana przez Darię jej historia.

Z pewnym opóźnieniem dołączyła do grona kobiet skupionych wokół projektu Milanowianki Małgorzata Trębińska z oryginalnym pomysłem ubrania opowieści o swojej bohaterce – Hannie Mickiewicz w formę listu (str. 139). Natomiast od samego początku jest w naszym gronie Bożena Józefów-Czerwińska, doktor Zakładu Antropologii Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztoraw Pułtusku. Bożenka mimo że nie podjęła rękawicy rzuconej przez niżej podpisaną autorkę projektu i nie przygotowała opowieści o wybranej przez siebie kobiecie z Milanówka, podjęła się przygotowania naukowego tekstu o historii o istnieniu (czy raczej nieistnieniu, które nazywa „niewidzialnością”) kobiet na przestrzeni dziejów, sięgając do czasów plemiennych, a nawet momentami wykraczając nawet poza gatunek ludzki. Z jej niezwykłą pracą mamy przyjemność zapoznać się tuż po tym skromnym słowie wstępnym, na stronie...

Nie bez wpływu na ilość i jakość działań podjętych w ramach projektu Milanowianki jest uznanie, z jakim projekt spotkał się ze strony Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, otrzy­mując dotację z Programu Ministra Priorytet Edukacja Kulturalna na rok 2014. Pozwoliło to przepro­wadzić cykl warsztatów, podczas których uczestniczki projektu zapoznawały się z metodami badania historii, zbierania opowieści i wspomnień, dokumentów i fotografii, poznały podstawy prawa autorskiego czy wzięły udział w warsztatach połączonych z sesją fotograficzną zrealizowaną w klima­tycznych wnętrzach L’amour Maison. Efekty tej sesji można podziwiać w indywidualnych portretach współautorek niniejszej publikacji oraz na fotografii zbiorowej wszystkich uczestniczek projektu Milanowianki.

Mimo że już oddajemy do rąk czytelników książkę podsumowującą ważny etap naszych działań, to wraz z jej wydaniem projekt się nie kończy, ale przechodzi do kolejnej fazy zwanej Milanowianki w akcji. Jak sama nazwa wskazuje, kolejną część projektu będzie charakteryzować dalsza aktywność jego uczestniczek. Jednym z jej przejawów będzie oprowadzanie chętnych grup szlakiem wycieczki miejskiej nazwanym Szlakiem Milanowianek, wytyczonym przy okazji prac nad tą książką. Jego uroczysta inauguracja ma miejsce podczas Festiwalu Otwarte Ogrody 14 czerwca 2014 roku z premierą naszej pracy zbiorowej i seminarium zorganizowanym w Milanowskim Centrum Kultury. Mapka wraz z legendą, wzbogacona treściami z książki, da możliwość także odbywania indywidualnych spacerów Szlakiem Milanowianek.

A po wakacjach czekają nas kolejne działania – cykl warsztatów przeprowadzonych przez międzypokoleniowe zespoły kobiet skupionych wokół projektu Milanowianki dla miejscowych szkół. Ich celem będzie towarzyszenie i wspieranie najmłodszego pokolenia naszego miasta w odkrywaniu, poznawaniu i materialnym rekonstruowaniu historii Przodkiń ze swoich rodzin. Liczymy na to, że dzięki temu młodzież nawiąże dialog ze starszym pokoleniem w swoim najbliższym otoczeniu, czego wynikiem będą fascynujące opowieści, prace plastyczne czy nagrania audio i wideo.

Mam nadzieję, że w tych kilku słowach wstępu udało się przybliżyć czytelnikom tej książki jej korzenie, współautorki oraz ideę projektu Milanowianki, spajającego to wszystko klamrą.

Wierzę, że zapoczątkowana zaledwie rok temu inicjatywa zbiorowego pochylenia się nad losa­mi dawnych i obecnych Milanowianek, będzie rozkwitać w najbliższych latach. Wiele miesięcy spotkań, warsztatów, dyskusji i wspólnych działań sprawiło, że kobiety skupione wokół naszego projektu od pewnego czasu regularnie mnie dopytują, czy po wydaniu tej książki ruszymy z pracami nad kolejną częścią opowieści o Milanowiankach. Żadna z nas nie wyobraża sobie, że po tym, co dotychczas wspólnie przeżyłyśmy, projekt mógłby przejść do lamusa. Pojawiają się propozycje kolejnych bohaterek, rośnie zainteresowanie Pań z Milanówka naszymi działaniami. Tak oto idea sprzed roku zmaterializowała się w pierwszą rocznicę jej narodzin.

Na to, czy kolejny tom Milanowianek trafi do Państwa rąk podczas Festiwalu Otwarte Ogrody 2015, wpływ będzie miał między innymi odbiór tej książki. Będziemy szczęśliwe, gdy spotka się ona z zainteresowaniem i ciepłym przyjęciem przez Czytelniczki i Czytelników. Jest ona żywym dowodem na to, że gdy o czymś marzymy, gdy czegoś bardzo pragniemy i mamy odwagę głośno komunikować światu tę naszą potrzebę, za sprawą wielu dobrych sił i ludzi, z zasianego w sercu nasionka kiełkuje roślinka, przybierając z czasem formę barwnego, fascynującego kwiatu. Ów kwiat – symboliczna róża stanowiąca element logotypu projektu Milanowianki dziś wydał pierwsze owoce w postaci tej oto książki, wystawy i wycieczki miejskiej Szlakiem Milanowianek. Jakie owoce wyda w następnej kolejności? Grono Pań współtworzących nasz projekt czeka na nie z pasją i energią do dalszych działań.

Życzę Państwu, „moim” Milanowiankom i sobie, by we wszystkich aspektach życia zawsze towarzyszyła nam dobra i twórcza energia, będąca wynikiem radości współtworzenia, współpracy i wspólnotowości, jaka stała się udziałem grupy kobiet podczas wielu miesięcy pracy nad książką, którą oddajemy w Państwa ręce.

Na koniec pragnę gorąco podziękować wszystkim, których życzliwość, serdeczność i przy­chylność przyczyniły się do realizacji projektu Milanowianki i powstania naszej publikacji.

Dziękuję przywołanej już w tym tekście Anecie Majak za jej wiarę, otwartość i zaufanie, jakimi obdarzyła nieznaną sobie wcześniej, piszącą te słowa inicjatorkę projektu, za udostępnienie nam uroczej Galerii Matulka na spotkania projektowe, a także za współpracę oraz ogromną cierpliwość i wyrozumiałość okazane mi podczas żmudnych prac nad opracowywaniem wniosku konkursowego do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz nad tą książką. Aneta, o czym mało kto wie, jest także autorką logotypu projektu Milanowianki.

Wyrazy sympatii i wdzięczności kieruję do Edyty Budziewskiej, autorki pięknego projektu graficznego i okładki książki Milanowianki, zaproszeń i plakatów na jej premierę.

Podziękowania należą się też Emilii Zadykowicz, opiekunce Galerii Matulka, za życzliwość, uśmiech i wsparcie organizacyjne.

Pragnę też podziękować Agnieszce Jakackiej z Galerii L’amour Maison za udostępnienie przestrzeni do wykonania sesji fotograficznej Pań uczestniczących w projekcie. Za efekt wizualny, który przerósł nasze najśmielsze oczekiwania, odpowiedzialna jest fotograf Iza Kalicińska i wizażystka Paulina Siwicka. Klimat tych fotografii nie byłby możliwy bez wsparcia ze strony Iwony Dornarowicz w postaci garderoby teatralnej wypożyczonej nam na potrzeby sesji. Dziękuję za możliwość cudownej zabawy, jakiej doświadczyłyśmy podczas przymiarek i stylizowania się do zdjęć na nasze bohaterki.

Dziękuję Muzeum Teatralnemu za udostępnienie fotografii do tekstu Elżbiety Kubek o Celinie Nahlik-Petry oraz za wypożyczenie rekwizytów na wystawę o bohaterkach tej książki.

Szczególnie mocno dziękuję wszystkim autorkom naszej publikacji za ich wkład, zaangażowanie, poświęcony czas, wyrazy przyjaźni i okazywane mi zaufanie i serce podczas tych wielu miesięcy realizacji projektu. Z kolei w imieniu uczestniczek projektu gorąco dziękuję wszystkim osobom, które wsparły nas podczas zbierania materiałów do opowieści o naszych bohaterkach – bohaterkach tej książki.

Chciałabym także wyrazić wdzięczność Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego za finansowe wsparcie naszego przedsięwzięcia.

Nie mogę nie wspomnieć o wsparciu Ewy Furgał i Natalii Saraty z krakowskiej Fundacji Przestrzeń Kobiet, jakiej udzieliły naszej grupie przesyłając nam wszystkie dostępne tomy książek z cyklu Krakowski Szlak Kobiet.

Moje osobiste, głębokie podziękowania należą się moim córkom – Ani i Tosi za ogromną wyrozumiałość za moje częste nieobecności i późne powroty do domu spowodowane częstymi spotka­niami projektu i wielomiesięczną pracą nad książką Milanowianki. Mam cichą nadzieję, że moja radość z faktu realizacji projektu i wydania tej książki będzie choć częściową rekompensatą za te wszystkie wieczorne oczekiwania na mój powrót. Bez Waszego wsparcia i tolerancji moje działania nie byłyby możliwe.

Agnieszka Ostrowska

Pomysłodawczyni, koordynatorka i trenerka projektu Milanowianki

Milanówek, 1 czerwca 2014 roku

1 Cyt. Agnieszce, z życzeniami odkrywania nowych dróg w Krakowie, z podziwem dla Twojej siły, z podziękowaniami za dobrą energię, z nadzieją na kolejne spotkania na szlaku, w Krakowie, Natalia i Ewa. Kraków, 7.11.2009 r. w Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie Emancypantek pod redakcją Ewy Furgal, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009, str. 7.

2Cmentarz w Milanówku. Przewodnik bibliograficzny pod red. Elżbiety Kubek, Moniki Jurgo-Puszcz, Marii Smoleń i Teresy Wiącek. Archiwum Dokumentacji Osobowej I Płacowej Milanówek 2009 r.

3Krakowski Szlak Kobiet. Przewodniczka po Krakowie Emancypantek pod redakcją Ewy Furgał, Fundacja Przestrzeń Kobiet, Kraków 2009, str. 7.

4 A. Pettyn Praca i rodzina były sensem Jej życia, Biuletyn Miasta Milanówka nr 3/2013, str. 12-13

O kobietach co stały się widzialne w rozważaniach z antropologii kulturowej

Bożena Józefów-CzerwińskaAkademia Humanistyczna, im. Aleksandra Gieysztora

Niewidzialność...

Milanówek jest i był i będzie miejscem szczególnym, ze względu nie tylko na wyjątkową przyrodę, ale przede wszystkim na ludzi, którzy tu mieszkają, ale i dawniej mieszkali. To właśnie tu w okresie powojennym ściągały elity wraz ze swymi dziećmi, które po trudach wojny, w tak pięknym zakątku przyrody nie tylko powrócić do zdrowia, ale i do harmonii, radości życia.

Miejsce to nie pełniło jednak roli sanatorium, ale jak pokazały czasy drugiej wojny światowej, było istotnym bastionem konspiracyjnej walki o polskość. Jednak zanim o tym..., to właśnie przyroda Milanówka, jego klimat i specyfika oddziaływały na wielu żyjących tu twórców, często kształtując ich już od najmłodszych lat. Wspomnieć choćby powinniśmy o księdzu Janie Twardowskim, który tu właśnie w otoczeniu cudownej przyrody, ale przede wszystkim swych sióstr i matki zdobył tak wielką wrażliwość, która żyje dla nas wciąż w całej jego twórczości 5. Tu także wielu wspaniałych literatów i poetów pozostawiło po sobie trwały ślad nie tylko w historii tego miejsca, ale i narodu. Ciągle jednak są to historie mężczyzn.

Wprost trudno uwierzyć, jak niewiele dotąd wiemy o kobietach, które tu dawniej mieszkały a które także na polach nauki, sztuki i wszelkiej innej aktywności społecznej budowały nasze dzie­dzictwo kulturowe. Książka ta dowodzi, iż były równie wyjątkowe i że powinniśmy dla nich znaleźć miejsce w historii.

Z punktu obserwacji antropologa kulturowego, a o tym właśnie będzie ten rozdział, warto byśmy się jednak przyjrzeli bliżej przyczynom owej niewidzialności, poszukując jednocześnie odpowiedzi na pytania: Jakie role i funkcje pełniły kobiety w zróżnicowanych społecznościach

I dziejach? Jak powstawały wspólnoty oparte o model społeczności patriarchalnych? I w końcu: Jakie skutki mają współczesne transformacje ról społecznych kobiet i mężczyzn?

Zanim na dobre rozwiniemy nasze rozważania, powinniśmy dodać, że tradycyjne role społeczne kobiet i mężczyzn były i są w ogromnym stopniu kształtowane kulturowo, ale i zmieniają się zarówno w czasie, jak i w przestrzeni poszczególnych kultur.6

W antropologicznych badaniach pragniemy: „wyjaśnić to, co wspólne wszystkim ludziom, a zarazem to, co różni ich od siebie kulturowo. Pod tym względem kobieta stanowi jeden z najbardziej prowokujących problemów. Z jednej strony jej podrzędny status w społeczeństwie jest faktem powszechnym i ponad-kulturowym, z drugiej strony zaś poszczególne kulturowe koncepcje i symbolizacje kobiecości są zazwyczaj zróżnicowane, a czasem nawet wzajemnie sprzeczne. Co więcej, rzeczywiste traktowanie kobiet, ich względna władza i wkład w życie wspólnoty zmienia się w zależności od kultury, epoki historycznej i miejscowych tradycji. Oba te aspekty – uniwersalność faktu i kulturowe modyfikacje – oczekują jakiegoś wyjaśnienia”.7

Marek Szopski, stwierdził, że tożsamość kobiety czy mężczyzny zależy nie od empirycznie doświadczanego dymorfizmu płciowego, lecz od społecznie konstruowanej tożsamości rozpoczynającej się w momencie naszego przyjścia na świat.8 W tradycyjnych społecznościach podział ról ze względu na płeć ostatecznie konstytuował się w momencie przekroczenia granicy dorosłości. Ta związana była z najważniejszą inicjacją badaną w ramach modelu obrzędowości przejścia.9

Z tego względu przyjrzyjmy się wpierw naszemu biologicznemu dziedzictwu i badaniom naczelnych, by móc spojrzeć co nas łączy a co odróżnia od świata prymarnych. Następnie poddamy refleksji proces i konsekwencje dorastania człowieka w kulturze, a w nim przejmowania wzorców, ról społecznych kobiet i mężczyzn. Przyjrzymy się społecznościom najbardziej archaicznym, żyjącym na krawędziach znanego nam świata i znaczeniu inicjacji męskiej w społeczności rdzennej z wyspy Vokeo, czyniącej z chłopców – mężczyzn. W końcowej części tego rozdziału zbliżymy się do naszych kodów kulturowych i cywilizacyjnych, by przyjrzeć się bliżej naszej kulturze a w niej stosunku do płci i ich wzajemnych relacji.

W świecie naszych, nie tak dalekich kuzynów...

Sfera ludzkich wytworów kultury i instytucji często wyrasta z dziedzictwa naturalnego, z tej przyczyny istotne jest byśmy także przyjrzeli się sposobom organizacji grup naczelnych i osobników wchodzących np. w skład stad szympansów, ale i ich kuzynów Bonobo. Podobnie, jak w świecie ludzkim, zaznacza się w stadach hierarchia osobników. Istnieją jednak znaczne różnice pomiędzy szympansami, a ich odmianą z gatunku Bonobo. W grupie szympansów zazwyczaj na czele stada stoi samiec alfa, który pełni funkcje opiekuńcze wobec grupy, a tuż za nim w hierarchii znajduje się główna samica. Im silniej inne osobniki powiązane są bliskimi relacjami z główną parą (idea centrum) tym – na tle innych – zaznacza się ich wyższy status.

Na podstawie badań Jean Gooday wiemy, że co jakiś czas inne jednostki walczą o przywództwo w stadzie, a jest ono najczęściej wynikiem rywalizacji o władzę młodych samców. Konflikty zazwyczaj inicjowane są wtedy, gdy rywalizujący o władzę młodzi, łącząc się w koalicję mogą doprowadzić do obalenia dotychczasowego przywódcy. Dostrzegamy tu przemyślaną strategię walki o władzę. Poszczególny osobnik miałby nikłe szansę, by ją przejąć. W przypadku indywidualnych dążeń inne osobniki sprzymierzone z samcem alfa stanęły by w jego obronie, tłumiąc zapędy buntownika. Sytuacja jednak zmienia się, gdy młode samce wiążą się w koalicję. To proces przypominający rewolucję. Grupa samców przegania najważniejszego, by następnie między sobą rywalizować o władzę. To czas chaosu i niepewności, podwyższonego stresu i niepokoju grupy – destabilizacji i jej dysharmonii. W konsekwencji przejęcia władzy, nowy samiec alfa nierzadko niszczy potomstwo pokonanego konkurenta.10 Nadto wykazano, że, podobnie jak ludzie, szympansy mogą prowadzić wojny wyniszczające, likwidując inne konkurencyjne stada.

Te doniesienia o świecie szympansów nie są tak odległe od doświadczeń ludzkości. Nie­wątpliwie dają one nam asumpt do poszukiwania przyczyn konfliktów, ale i ich sposobów rozła­dowania napięć, w oparciu o wnikliwsze badania organizacji stada i ról poszczególnych jego członków. Stres wywołany w efekcie cykliczności zmian i walk o władzę (okresy rewolucji), w toku ewolucji mógł prowadzić do wytworzenia takich adaptacji, które będą zmniejszały ryzyko dysharmonii i konfliktów w grupie11. Wydaj e się, że nie bez znaczenia są właśnie te nakazy i zakazy protospołeczne powstrzy­mujące nastanie chaosu, jednocześnie regulujące zachowaniem stada, a w świecie ludzkim kontrolu­jące zachowanie członków społeczności (mechanizmy regulacji dążące do utrzymania stanu homeostazy w stadzie).

Pewne jest to, że w świetle badań prymatologów u naszych nie tak dalekich szympa­nsich kuzynów panuje model samczej dominacji, nie oznacza to jednak, że samice są w tych społecznościach są uległe i bierne, ale że rzadziej rywalizują z samcami, za to częściej z samicami.12Co ciekawe, zdaniem coraz szerszej grupy badaczy, to właśnie konkurencja pomiędzy osobnikami tej samej płci (niekoniecznie samcami) łegła u podłoża zjawiska eksploatacji jednej z płci przez drugą.13

Inne wnioski płyną z obserwacji szympansów Bonobo. Wysoki status w stadzie mają samice. Samce rywalizujące o względy samic wypracowały wiele „ludzkich” strategii działań i zachowań wpływających na ich atrakcyjność. Znacznie częściej niż u szympansów, samce dzielą się z samicami pożywieniem. Przejmują także nierzadko od samic opiekę nad potomstwem. Co ciekawe, w świetle najnowszych badań cechy te są także istotne dla kobiet dokonujących wyboru swego partnera14.

Powracając do Bonobo, przedstawiciele tego gatunku jako jedyni zdolni są do kopulacji w takiej pozycji, by móc spojrzeć sobie w oczy. Względem ostatniej kwestii powinniśmy dodać, że w badaniach zachowań prymarnych długo pokutowały stereotypowe poglądy na temat seksualności samic. Korzenie ich sięgają czasów Karola Darwina.15 W świetle nowszych badań, co podsumowała Sarah Blaffer Hrdy, tych poglądów nie można już utrzymać.16 Warto na kanwie naszych rozważań przytoczyć wspomnienia tej prymatolożki, która podjęła się obalania mitów i stereotypów związanych m.in. z seksualnością – nawet jeśli odnosiły się one do stad prymarnych.

Gdy Hardy publikowała swoją książkę w 1981 r bała się ostracyzmu nie tylko płynącego ze środowiska nauki, ale i pozostałej części społeczeństwa: Wychowałam się na amerykańskim Południu, w czasach gdy kobiecie nie wołno było przyznawać się do jakichkolwiek potrzeb seksualnych (...) w łatach 80 XX w USA, zanim skandale seksualne następnej dekady odmieniły język publicznego dyskursu... W tamtej epoce jeśli ktokolwiek chciał rozmawiać o orgazmie, łechtaczce – nawet gdyby dotyczyłoby to orangutanów – musiał mieć dobrze po 5o-tece, twarz pokerzysty i nie ruszać się z laboratorium. Były to czasy zażartej dyskusji wokół domniemanego konserwatyzmu socjobiologii i jej skrytego rasizmu, seksizmu oraz antyfeminizmu (...). Jedna z koleżanek ostrzegła mnie, że jeśli opublikuję tą książkę ona napisze zjadliwą krytykę; inna próbowała uprzedzić wydawnictwo informując, co sądzi o moich pomysłach.17

Pomijając już powyższe kwestie powinniśmy dodać, że na tle innych gatunków znanych w przyrodzie jesteśmy wyjątkowi przede wszystkim jednak z innych względów. W wielu gatunkach samice po zakończeniu okresu zdolności do reprodukcji umierają. Tak w świecie człekokształtnych się nie dzieje, a opieka nad starszyzną wydaje się być wpisana w naszą cechę dziedzictwa naturalnego. To także może być efektem adaptacji zwiększających szansę ich szansę przeżycia, ale może tu zachodzić reakcja zwrotna, bowiem ogromną rolę w wychowaniu potomstwa odgrywają nie tylko rodzice, ale i dziadkowie. Rodzimy się bezbronni, a możliwość naszego przeżycia jest zdeterminowana wyłącznie opieką innych, przy czym przez wiele lat jest to opieka ciągła.18

Wychowanie i wzorce w procesie kulturalizacji

Dla Emila Durkheima z tych uwarunkowań powstaje dwoista natura człowieka (homo duplex). Są w nim dwie istoty: jakaś istota indywidualna, której podstawą jest organizm, przez co ma wyraźnie ograniczony zakres działania, oraz jakaś istota społeczna, która w nas, w dziedzinie intelektu i moralności, reprezentuje najwyższą rzeczywistość poznawalną poprzez obserwację. Najwyższą rzeczywistość, to znaczy społeczeństwo.. 19

Znacznie bardziej interesuje nas jednak to, że mózg dziecka kształtuje się także, czy wręcz przede wszystkim po przyjściu jego na świat. Proces ten zawsze jest związany z wpływem innych jednostek. W efekcie jesteśmy kombinacją dziedzictwa naturalnego, dopełnianego przez kulturę (proces kulturalizacji). Za Wuthnowem możemy przyjąć, że: zasadniczymi elementami kultury są mentalne konstrukcje, wytwarzane lub przyjmowane przez jednostki; a także przedstawiają one, wyrastają z, wyrażają, lub wskazują na subiektywne stany jednostki, takie jak poglądy czy lęki”.20Transmisja zarówno wartości, jak i postaw odbywa się na poziomie procesu socjalizacji jednostek do życia społecznego, ale u ich podstaw, co podkreślał Mirosław Marody leży przede wszystkim założenie o symbolicznie konstruowanym charakterze rzeczywistości społecznej, która jest kształtowana w nieustającym procesie społecznego ustalania znaczeń – teoria wyrastającej z przełomowej książki Petera Bergera i Thomasa Luckmanna pt. Społeczne tworzenie rzeczywistości.21 Badania neurobiologów i kognitywistów potwierdziły te hipotezy badawcze, dowodząc, że otoczenie społeczne w którym człowiek dorasta, ma wpływ na procesy mentalizacji, percepcji świata i przystosowanie do życia społecznego, jego odbiór jak i kształtowanie się świadomości wewnętrznego ja. Proces ten rozpoczynać się może jeszcze w wieku prenatalnym, bowiem dziecko rozwijające się we wnętrzu matki jest odbiorcą m in. jej stanów emocjonalnych.22

Właściwy rozwój umysłu następuje już w życiu społecznym i rozpoczyna się od chwili narodzin dziecka. Wpierw, w opinii Daniela Siegela, dotyczy ono rozwoju emocjonalnego, na podstawie którego w mózgu rozwija się uogólniona reprezentacja relacji z opiekunami, rozumiana jako: umysłowy model przywiązania, dzięki której (dziecko) wie czego ma oczekiwać od matki (ojca). Do czasu pierwszych urodzin dziecka powtarzane wzorce utajnionego uczenia się zostają głęboko zakodowane w mózgu... przewlekłe występowanie stanów (emocjonalnych od ufności, po strach)... mogą kształtować reaktywacje pamięci utajnionej, którym nie towarzyszy poczucie przypominania. Po prostu wchodzimy w te utrwalone stany i przeżywamy je jako rzeczywistość naszego teraźniejszego doświadczenia... ta wiedza może pomóc zrozumieniu różnych aspektów międzyludzkich.23

Wiedza ta będzie mogła się uaktywniać nawet i w ciągu całego życia, zapisana bowiem zostaje w mózgu w kodach pamięci utajnionej, której nie towarzyszy proces świadomego przypominania sobie zdarzeń, lecz przywoływane są stany emocjonalne wchodzące w skład modeli umysłowych.

Z tym fenomenem wiąże się także proces reaktywowani reprezentacji z pamięci jawnej, zależnej od cech wewnętrznego i zewnętrznego środowiska... wpływ kontekstu na wydobywanie z pamięci jawnej pokazuje, że kiedy istnieje podobieństwo między warunkami w świecie fizycznym (obrazy wzrokowe, dźwięki, zapachy) lub w czyimś stanie umysłu (emocje, modele umysłowe, stany ogólnego pobudzenia), a warunkami obecnymi w czasie początkowego kodowania, wydobywanie przebiega sprawniej (wydobywanie przechowywanej w umyśle reprezentacji – ekforia plus sprzężenia skojarzeniowe). Te skojarzone wspomnienia i sygnały wydobywania mogą być wplecione w proces zapamiętywania i wejść w skład „zrekonstruowanej pamięci”. Reprezentacje przypominające te dawne są gromadzone na nowo w czasie procesu przypominania. Wydoby­wanie to zatem jak zasugerował Robert Bjork, „modyfikator pamięci”: akt reaktywowania reprezentacji umożliwia zapisanie jej ponownie w zmodyfikowanej formie... procesy te wyjaśniają w jaki sposób nasze wspomnienia – które możemy traktować jako fakty – mogą rzeczywiście zmieniać się w czasie i ewoluować w ciągu całego życia.24

Od początku swych narodzin dziecko wpisane jest życie społeczne, przyswaja w nim także znaczenia, emocje im przypisywane, a wtoku jego dalszego dojrzewania, wedle Zbigniewa Witaszka, zachodzi także proces głębokiego przyswojenia sobie wzorców zachowań typowych dla danej kultury... tych wzorców traktowanych najczęściej w sposób nieświadomy.25 W tym kontekście odnosząc się do koncepcji struktury Sewella, pojęcie struktury rzeczywiście opisuje, jakkolwiek skomplikowanie, coś bardzo ważnego w naturze relacji społecznych: tendencję do odtwarzania się wzorów tych relacji, nawet wtedy, gdy aktorzy w nie zaangażowani są nieświadomi tych wzorów lub nie pragną ich reprodukcji”.26

Te wszystkie składowe wpływają więc na to, jak dziecko kategoryzuje m.in. stosunek do płci, przyjmuje wzorce dotyczące ról społecznych kobiet i mężczyzn, ale i absorbuje absorbuje emocjonalne konotacje, obrazujące wartościowanie społeczności według, płci. Jeśli od początku swego życia dorasta z poczuciem świadomości gorszej płci, nie pozostaje to bez wpływu na dorosłe życie jednostki i manifestowane przez nią postawy.

Zanim jednak powrócimy do rozważań poświęconych silnie manifestowanej w społeczności asymetrii płci, warto sięgnąć do przykładów etnograficznych, dążąc do zrozumienia znaczenia osiągania dojrzałości, a zwłaszcza męskości. O ile dojrzewanie dziewczynek i przekształcacie się ich w kobiety jest z łatwością dostrzegalne względem ich transformacji ciała oznaczającego wejście w okres reprodukcji, o tyle dla chłopców wiek dorosłości odkupiony jest często nawet i wieloletnią inicjacją. Niezwykle interesujące w tej materii staje się poddanie rozważaniom tych zjawisk na tle tzw. modelu obrzędowości przejścia by prześledzić nie tylko, w jaki sposób chłopiec staje się pełnoprawną, dojrzałą społeczną jednostką, ale i zdobywa wiedzę zarezerwowaną wyłącznie dla mężczyzn.

„Mężczyźni grają na fletach, a kobiety rodzą dzieci”.27

Naszą kulturową wędrówkę rozpocznijmy od przykładów najstarszych, najbardziej archaicz­nych społeczności a w tym celu przenieśmy się w odległe strony, wpierw do Papui Nowej Gwinei, badanej m.in. przez naszego wybitnego Bronisława Malinowskiego28, uważanego za ojca współczesnej, nowoczesnej etnografii29, jak i jego wspaniałych kontynuatorów, takich jak np. Wojciech Bęben30, Stanisław Wargacki i in.31

Wyspa Vokeo32, zwaną także Wyspą Menstruujących Mężczyzn33, w pracy Stanisława Wargackiego, nazwę swą zawdzięcza rytualnemu zabiegowi nacinania męskiego przyrodzenia w trakcie inicjacji, gdy mężczyzna jej doświadczający jest określany tym samym terminem, co menstruująca kobieta. O ile dojrzałość kobiet wyznacza przemiana jej ciała, jak i menstruacja, etap przejścia chłopca w wiek mężczyzny nie jest już tak czytelny, jak transformacja dziewczynki – w kobietę potwierdzająca jej dojrzałość płciową). Ta luka dopełniania jest kulturowo i wiąże się z rytuałami przejścia, które niosły szansę uzyskania statusu dorosłości.

By zrozumieć głębszy sens tych działań i niżej opisanej inicjacji, powinniśmy się wpierw odnieść do mitu z nią związanego, mitu: O świętych fletach.

Kiedyś pewna kobieta będąca w ciąży i z radością oczekująca narodzin swe