Mężczyzna o tysiącu twarzy - Sonia Kronlund - ebook + książka

Mężczyzna o tysiącu twarzy ebook

Sonia Kronlund

0,0
44,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Reporterskie śledztwo tropem genialnego manipulatora

Jest pilotem samolotów pasażerskich, innym razem fotografem wojennym, inżynierem w zakładach Peugeota, żołnierzem w Strefie Gazy, policjantem, lekarzem albo franczyzobiorcą firmy kosmetycznej. Bywa Hiszpanem, Argentyńczykiem, Brazylijczykiem lub Portugalczykiem. Ma na imię Daniel, Alexander, Ricardo, Jeremias, Carlos, Antonio. Jego ojciec jest kolejarzem w Buenos Aires, sędzią w Rio de Janeiro albo nie żyje, bo zginął w katastrofie śmigłowca.

Nic z tego nie jest prawdą. (fragment książki)

Przez lata zwodzi kobiety, zdradza je i oszukuje. Prowadzi równoległe życia w kilku krajach na dwóch kontynentach. Jego ofiary są skłonne uwierzyć w nawet najbardziej bezczelne kłamstwa i absurdalne wytłumaczenia.

Na czym polega jego sekret? Czy wystarcza, że dla swoich wybranek jest zawsze dokładnie taki, jakim chcą go widzieć? I kim się okaże, gdy opadną już wszystkie maski?

Prawdziwa historia podróży z luksusowych paryskich apartamentów przez brazylijskie komisariaty do skrytej w zimowej mgle Polski.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 170

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: L’homme aux mille visages

Opieka redakcyjna: PIOTR TOMZA

Redakcja: ANNA RUDNICKA

Korekta: ANNA DOBOSZ, JOLANTA STAL, ANETA TKACZYK

Projekt okładki i stron tytułowych: ELIZA LUTY

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Éditions Grasset & Fasquelle, 2024 © Copyright for the Polish translation by Magdalena Kamińska-Maurugeon © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-08722-0

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Liar, liar, pants on fire

Your nose is longer than a telephone wire.1

THE CASTAWAYS, LIAR, LIAR (1965)

§

Niniejsza opowieść stanowi próbę odtworzenia faktów, wypowiedzi, jakie padły, a także prawd i kłamstw, które ujawniono na podstawie licznych świadectw. Niektóre imiona, miejsca i drobne szczegóły zostały jednak zmienione, by ochronić anonimowość większości opisanych tu osób.

1.

Gdy miałam dwadzieścia parę lat, pierwszy chłopak, z którym się związałam, ukrył magnetofon w moim salonie, między grzejnikiem a ścianą. Pod swoją nieobecność nagrywał wszystko, co się tam działo. Potem odsłuchiwał nagrania, czyli moje rozmowy z przelotnymi gośćmi albo przez telefon, i robił do nich drobne aluzje. Jeśli mówiłam coś o nim lub o naszej relacji, nawiązywał do tego, zadając różne pytania i podając szczegóły, które mnie przerażały. Skąd wiedział, co powiedziałam? To był obłęd. Ciągnęło się to przez wiele miesięcy. W końcu wyznał mi prawdę, a ja wpadłam w panikę. Zerwałam z nim.

Kilka lat później wyjechałam do Londynu, by zamieszkać z młodym Anglikiem zatrudnionym w branży wydawniczej. Był to najbardziej brytyjski z Brytyjczyków, jak z Asteriksa: zadzierał nosa, zaprawiał wrzątek chmurką mleka, a do spania wkładał szlafmycę. Pewnego dnia dowiedziałam się, że od dłuższego czasu nigdzie nie pracuje, bo w istocie jest Amerykaninem bez wizy. Rano szedł do biblioteki, a wieczorem udawał, że wraca z roboty. Tym razem przestraszyłam się jeszcze bardziej. Myślałam, że którejś nocy mnie zamorduje, jeśli poinformuję go o swoim odkryciu. Nie pisnęłam ani słowa. Obserwowałam przez parę dni, jak wychodzi i wraca, pije swoją herbatkę i zagryza – a jakże – totalnie brytyjskimi scone’ami, czyli przypominającymi bułeczki półkruchymi ciastkami. Zaczęłam go podpytywać o jego zajęcie. Odpowiadał wymijająco. Z czasem musiał się domyślić, że wiem. Nie porozmawialiśmy o tym. Odeszłam.

Tak działo się również później. Mężczyźni, których kochałam, bywali często oszustami i manipulantami. To przygnębiające, ale widać tacy są w moim typie. Ta kuriozalna skłonność dopadała mnie także w pracy. Najbardziej interesowali mnie krętacze, hochsztaplerzy i inni szarlatani. Dlatego, gdy zgłosiła się do mnie Marianne i poznałam historię jej i Ricarda, stwierdziłam, że to, co mi opowiedziała, dotyczy też moich osobistych, pokręconych, niekończących się poszukiwań. A fakt, że człowiek ten nigdy nie stanął na mojej drodze i nie figuruję dziś na liście jego ofiar, uważam za zwykły przypadek.

Czternastego listopada 2015 roku, po długiej nocy zamachów w Bataclanie i w ogródkach paryskich kawiarni, około szóstej rano Marianne widzi, jak jej partner Alexandre szykuje się w pośpiechu, żeby pojechać do Szpitala Louis-Mourier w Colombes, gdzie pracuje jako lekarz specjalista, chirurg klatki piersiowej. Para trzydziestolatków mieszka w Paryżu, w pobliżu kanału Saint-Martin. Dzielą duże, białe mieszkanie z kolorowymi półkami; Marianne kupiła je i gruntownie wyremontowała dwa lata wcześniej. Jest ilustratorką, jada głównie żywność ekologiczną, odwiedza kina nad kanałem i ważne wystawy. Do zamachów doszło w pobliżu ich domu. Oboje są w szoku. Czują, że to dotyczy także ich, że są na celowniku. Wychodząc, Alexandre wie, że czeka go ciężki dzień. W nocy ordynator pozwolił mu się wyspać, ale ranni nie mogą dłużej czekać na operacje.

Gdy wieczorem wraca do domu, Marianne widzi, że jest przybity i ma ponurą minę. Opada na kanapę, milczący i wyczerpany. Powinni iść na umówiony już dawno aperitif u sąsiadów, ale Alexandre nie ma siły. Marianne delikatnie go namawia, żeby się trochę rozerwał; przekonuje, że wyjście dobrze mu zrobi. On w końcu się zgadza. Nie może jednak zapomnieć o całym minionym dniu, opowiada więc o tym, co widział i przeżył. Sąsiedzi – Djamila i Olivier – nigdy nie zapomną, jak tamtego wieczoru wszyscy zalewali się łzami, gdy Alexandre opisywał podziurawionych przez kule, okaleczonych lub sparaliżowanych pacjentów, których operował. Są wstrząśnięci, gdy mówi o rannej w Bataclanie dziewczynie, której nie zdołał uratować; zmarła na stole operacyjnym. I o trudnym doświadczeniu, jakim było poinformowanie o tym jej ojca, gdyż nijak nie mógł znaleźć odpowiednich słów...

Djamilę i Oliviera uderzają prostota i skromność Alexandre’a. Zrobił swoje, nic poza tym; nie podkreśla swoich zasług. W młodości pomagał ofiarom wojen jako członek organizacji Lekarze bez Granic i to wtedy nauczył się, jak twierdzi, odpowiednich gestów oraz dystansu. Po raz pierwszy o tym wspomina, głównie o swoim pobycie w Sudanie. Nie chwali się, nie popada w przesadę. Ale to właśnie dzięki tym doświadczeniom mógł dziś dostrzec pewną wstrząsającą prawdę o swoich pacjentach: część kul, które wydobył z ich ciał, nie pochodziła z broni terrorystów, lecz policjantów.

Djamila i Olivier czują wdzięczność. Przez cały dzień w odrętwieniu tkwili przed telewizorem, oglądając w kółko relacje z ataków, a kładą się spać niemal dumni, bo okazuje się, że znają jedną z nielicznych osób, które stanęły na wysokości zadania w tych fatalnych okolicznościach.

Gdy Marianne analizuje swój związek z Alexandre’em, czas spędzony z nim w apartamencie przy wąskiej, ukwieconej uliczce, gdzie nadal mieszka, gdy rozmawia o tym z sąsiadami, którzy teraz wspierają ją z całych sił, uznaje ten wieczór za jeden z najbardziej oszałamiających momentów w swoim życiu.

Bo nic z tego, o czym mówił Alexandre, nie jest prawdą. Teraz Marianne to wie. Alexandre nigdy nie przekroczył progu tamtego szpitala. Nie jest lekarzem. Nie ma nawet na imię Alexandre.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

ŹRÓDŁA CYTATÓW

1 Fragment piosenki Liar, Liar zespołu The Castaways, napisanej przez Jima Donnę i Dennisa Craswella, nagranej w 1965 roku. ↩