Masz to po mnie. Jakie przekonania dostałyśmy od naszych matek i babek? - Marta Szarejko - ebook + audiobook + książka

Masz to po mnie. Jakie przekonania dostałyśmy od naszych matek i babek? ebook i audiobook

Marta Szarejko

4,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Nasze prababki, babki, matki i my.

Przekazy rodzinne współczesnych Polek.

„Muszę posprzątać”, „O tym się na szczęście zapomina”, „Mama by się obraziła”, „Jak ty wyglądasz?”, „Rób swoje”… Jak pracują w nas słowa, które słyszymy od najważniejszych kobiet w naszym życiu?

Po kądzieli otrzymujemy i przekazujemy wiele chcianych i niechcianych prezentów. Nie tylko kolor oczu, włosy czy określone cechy charakteru, ale też słowa mocy, zakazy, nakazy i tabu. Wsparcie, wzmocnienie albo sztywny gorset.

Reportażystka i dziennikarka Marta Szarejko rozmawia z najlepszymi przewodniczkami po naszym kobiecym świecie: psychoterapeutkami i socjolożkami z różnych miast w Polsce o tym, co nam powiedziały albo co przemilczały nasze matki i babki w kwestiach miłości, seksu, rodziny, dzieci, jedzenia, pracy, religii czy pieniędzy. W jaki sposób ten międzypokoleniowy przekaz wpływa na nasze samopoczucie, ciało, emocje i życiowe wybory? Co z tego spadku odrzucamy, a co same chciałybyśmy dać naszym córkom?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 259

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 49 min

Lektor: Magda KarelHanna Chojnacka-Gościniak

Oceny
4,5 (51 ocen)
35
10
5
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Cleo23

Dobrze spędzony czas

Zdecydowanie dla kobiet 40+. Młodsze mogą się w niej nie odnaleść. Książka bardzo trudna. Płakałam i to nie raz 😕. Widziałam w tych historiach/przypadkach siebie, córkę, teściową i babcię... Porusza ciężkie tematy, daje do myślenia... Były momenty,gdy czułam, że autorka grzebała w mojej głowie i nie było to zbyt przyjemne...Trzeba przeczytać 💪
20
Panikara1

Nie oderwiesz się od lektury

Warto przeczytać
10
kainomysz

Nie oderwiesz się od lektury

fantastyczna ksiazka, w formie rozmow, wiec br ardzo przyjemnado czytania, napisana prostym językiem
00
Madzik1907

Nie oderwiesz się od lektury

Każda kobieta powinna znać te książkę.
00
SakeSake

Nie oderwiesz się od lektury

Szybko i ciekawi czyta się tą książkę . Czy kazda kobiera znajdzie tam cos dla siebie? Tego nie umiem ocenić, ale wiele cekawych momentów zatrzymalo mnie do zadumy .
00

Popularność




Opieka re­dak­cyjna: DO­ROTA WIERZ­BICKA
Re­dak­cja: ANETA TKA­CZYK
Ko­rekta: PAU­LINA BIE­NIEK, EMI­LIA KO­LINKO, AGNIESZKA MAŃKO
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych: PA­WEŁ PAN­CZA­KIE­WICZ
Pro­jekt gra­ficzny wnę­trza książki: ANNA PA­PIER­NIK
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
© Co­py­ri­ght by Marta Sza­rejko © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2025
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-08-08716-9
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Mi­łość

roz­mowa z AGNIESZKĄ KOCH

„W świe­tlicy od­by­wały się liczne ide­owe spo­tka­nia, a także za­bawy ta­neczne, po któ­rych młode włók­niarki wy­cho­dziły za mąż za gór­ni­ków. To była je­dyna szansa urzą­dze­nia wła­snego ży­cia we wła­snym miesz­ka­niu” – to słowa z re­por­tażu Mi­chała Mońki Ostat­nie tango w ho­telu „Ry­tex”, który uka­zał się w zbio­rze Kto dzi­siaj ko­cha[8] z 1981 roku.

Na­sze matki, czyli ko­biety uro­dzone w la­tach pięć­dzie­sią­tych i sześć­dzie­sią­tych XX wieku, to naj­czę­ściej ko­biety sku­pione na ro­dzi­nie. Nie za­wsze mo­gły się re­ali­zo­wać za­wo­dowo, ka­riera wy­ma­gała od nich du­żego sa­mo­za­par­cia i od­wagi. Stu­dio­wa­nie w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku wcale nie było oczy­wi­ste. To czas awansu spo­łecz­nego – część z nich prze­pro­wa­dziła się ze wsi do mia­sta, ale ce­lem była praca, i w do­mach, a ra­czej go­spo­dar­stwach wiej­skich, czę­sto zo­sta­wiały duże ro­dziny. Wy­cho­dząc z nich, wie­działy, że nikt ich nie bę­dzie utrzy­my­wał. A jak się utrzy­mać i jed­no­cze­śnie stu­dio­wać w du­żym mie­ście bez żad­nej po­mocy? Do­bra praca w tym cza­sie była waż­niej­sza – z jed­nej strony ozna­czała nie­za­leż­ność i można było po­ma­gać ro­dzi­com, z dru­giej sta­no­wiła prze­pustkę do do­brego ży­cia. Była też kry­te­rium wy­boru part­nera.

„My pa­trzymy na męż­czyzn prak­tycz­nie – nie pije, ma miesz­ka­nie i to, co inni – to wy­star­czy, żeby iść z nim przed oł­tarz”. I jesz­cze: „Taka młoda, po szkole, jesz­cze w chłop­cach prze­biera, kręci no­sem. Chce uczu­cio­wego, bez na­ło­gów, opie­kuń­czego. Stare po kil­ku­na­stu la­tach cze­ka­nia pójdą za każ­dym, który po­każe klu­cze”[9].

Czę­sto nie cho­dziło o to, żeby męż­czy­zna był ja­koś nie­zwy­kle ma­jętny, tylko żeby miał sta­bilną pracę i żeby były wi­doki na nor­malne ży­cie, czyli miesz­ka­nie i stałą pen­sję. Mąż miał być ży­wi­cie­lem ro­dziny, a żona straż­niczką do­mo­wego ogni­ska. Role były kon­kret­nie roz­pi­sane.

Stąd męż­czyźni, któ­rzy do dziś po­tra­fią zro­bić so­bie tylko her­batę. Świet­nie po­ka­zuje to Jo­anna Ba­tor w Pia­sko­wej Gó­rze: kuch­nia to kró­le­stwo Ja­dzi Chmury, jej mąż na­wet się do niej nie zbliża. Jej to daje wła­dzę, jemu spo­kój.

I na­wet je­śli ko­bieta pra­co­wała za­wo­dowo, to zwy­kle było mniej ważne – praca nie była pa­sją, tylko obo­wiąz­kiem. Zwy­kle ko­biety nie zaj­mo­wały też wy­so­kich sta­no­wisk, ra­czej niż­szy szcze­bel, więc za­robki nie były osza­ła­mia­jące. To się zresztą aż tak bar­dzo nie zmie­niło: ko­biety wciąż za­ra­biają go­rzej, na­wet je­śli zaj­mują te same sta­no­wi­ska co męż­czyźni. Choć oczy­wi­ście wy­ko­nały skok w po­rów­na­niu z tym, co miały ich matki. Po­ko­le­nie na­szych ba­bek i pra­ba­bek świet­nie znało swoje miej­sce w sze­regu.

Były na końcu łań­cu­cha, naj­mniej ważne. Z książki Marty Strze­lec­kiej Zie­mianki. Co pa­nie z dwo­rów łą­czyło z chłop­kami do­wie­dzia­łam się, jak brzmiało po­wi­ta­nie swata, który przy­cho­dził do ro­dzi­ców dziew­czyny: „Chcemy się za­py­tać, czy wa­sza ja­łoszka nie tę­skni do byczka? Czy nie ma­cie to­waru na sprze­daż, który młody kupi i do­brze za­płaci; ku­pisz, nie ku­pisz, po­tar­go­wać nie za­wa­dzi”[10].

Na­sze babki i pra­babki na­prawdę rzadko miały coś do po­wie­dze­nia w więk­szo­ści kwe­stii. Ich córki miały le­piej, ale na bank sły­szały prze­kaz w stylu: „Sprawdź naj­pierw, czy na pewno ma cho­ciaż je­den gar­ni­tur”. Czyli zo­bacz, czy ma kasę, jaką ma po­zy­cję. Za­równo na­sze babki, jak i matki były wy­cho­wy­wane do roli pod­rzęd­nej wo­bec męż­czy­zny.

„Żona pięt­na­sto­mor­go­wego go­spo­da­rza w swoim pa­mięt­niku spi­sa­nym w 1935 roku wspo­mi­nała wła­sny ślub: «...za­wie­dli mnie le­d­wie żywą do oł­ta­rza i tam ka­zali po­wta­rzać słowa ja­kiejś przy­sięgi, z któ­rej nie zda­wa­łam so­bie wcale sprawy. Zresztą ja tego czło­wieka wcale nie ko­cha­łam, tylko ba­łam się go, ba­łam okrop­nie!»”[11].

Ide­ałem dla chło­pek, czyli na­szych ba­bek i pra­ba­bek, był męż­czy­zna, który nie bił, za­pew­niał do­stat­nie ży­cie i przy­naj­mniej czę­ściowo uwal­niał od ko­niecz­no­ści cięż­kiej fi­zycz­nej pracy. To ich je­dyna szansa na zmianę losu. Wy­jazd do mia­sta i praca słu­żą­cej czę­sto oka­zy­wały się złym roz­wią­za­niem, po­nie­waż za­ra­bia­jąc poza do­mem, ko­bieta nie pod­le­gała kon­troli męża, a to za­gra­żało za­sta­nemu po­rząd­kowi, więc nie było mile wi­dziane. Siła pa­triar­chatu.

Co babki prze­ka­zały swoim cór­kom, czyli na­szym mat­kom, na te­mat związ­ków?

Żeby la­wi­ro­wać – pod­po­rząd­ko­wać się, ale jed­no­cze­śnie ro­bić swoje. To ta nie­szczę­sna szyja – nie zno­szę jej, ale ona do tej pory jest żywa, ten spo­sób my­śle­nia wciąż funk­cjo­nuje. Na­sze matki mają to ob­cy­kane na tip-top: jak być szyją. Głowa my­śli, ale szyja nią kręci – ile razy wszyst­kie to sły­sza­ły­śmy? Do tej pory wi­dać, że ko­biety 60+ są w tym mi­strzy­niami – szare emi­nen­cje we wła­snych związ­kach. To moim zda­niem prze­kaz od ich ma­tek, które nie miały nic do po­wie­dze­nia, ale chciały, żeby ich cór­kom było ła­twiej. Nie było szans, żeby pewne rze­czy ro­bić wprost, więc uży­wały ma­ni­pu­la­cji – tak usta­wić fa­ceta, żeby ro­bił to, czego one chcą.

I żeby obyło się bez kon­fron­ta­cji.

Oczy­wi­ście! Wszystko z uśmie­chem na ustach i po­daną kawką.

Co one mó­wiły swoim cór­kom?

My­ślę, że nie mu­siały nic mó­wić, wy­star­czyło, że córki to wi­działy. I nie chcą tego. Bo to był ogromny koszt dla tych ma­tek i związ­ków. Dużo na­pię­cia, nie­wy­ra­żo­nych pre­ten­sji, żalu i oczy­wi­ście bier­nej agre­sji.

Albo agre­syw­nej agre­sji.

Prze­moc psy­chiczna, emo­cjo­nalna, fi­zyczna, eko­no­miczna, sek­su­alna też były na po­rządku dzien­nym. Cza­sami w jed­nym domu różne jej formy. Bo je­śli jest eko­no­miczna, to i emo­cjo­nalna. Je­śli jest sek­su­alna, to fi­zyczna i psy­chiczna rów­nież. Trudno je roz­dzie­lić. Nie znam chyba ro­dziny, w któ­rej w ogóle prze­mocy nie było, kosz­marne czasy. I do­dat­kowo nie można było o tym mó­wić, wy­no­sić tego z domu, bo to ozna­cza­łoby zdradę, brak lo­jal­no­ści – brudy trzeba prać w domu. Więc my, dziew­czyny, wi­dząc to i ob­ser­wu­jąc na­sze matki, po­wie­dzia­ły­śmy so­bie, że tego nie chcemy, po­nie­waż wiemy, jaki jest koszt. Wiemy, jak czę­sto one mu­siały re­zy­gno­wać z wła­snego głosu, żeby męż­czy­zna się nie zde­ner­wo­wał. Żeby było spo­koj­nie.

Ale same wcale nie były spo­kojne.

Oczy­wi­ście, że nie, bo to ogromny cię­żar: dźwi­gać głowę. Do­dat­kowo nikt szyi nie do­ce­nia – duża od­po­wie­dzial­ność, mała sa­tys­fak­cja. A je­śli coś w niej klik­nie, całe ciało prze­staje cho­dzić.

Co ro­bimy z prze­ka­zami na­szych ma­tek na te­mat związ­ków?

Nie wszy­scy są go­towi na zmianę. Dla wielu pa­triar­chat wciąż sta­nowi bez­pieczną ramę – może nie­zbyt wy­godną, ale zna­jomą. Prze­wi­dy­walną. Znam pary, które wciąż dzielą obo­wiązki tak, jak to ro­bili ich ro­dzice. I je­śli im to pa­suje, to nam nic do tego. Tylko że czę­sto im nie pa­suje.

Ko­biety usta­wiają się w kontrze do tego prze­kazu.

Nie chcą już tak żyć, obie­cały so­bie, że nie będą ta­kie jak ich matki. „Nie dam się stłam­sić”, „Nie będę jego sprzą­taczką”, „Mu­szę być nie­za­leżna” – my­ślą. „Będę tak wy­eman­cy­po­wana i nie­za­leżna, że byle kogo do sie­bie nie do­pusz­czę”. Tylko po­tem się oka­zuje, że to sito jest tak gę­ste, że wła­ści­wie na ni­kogo nie ma miej­sca.

Albo na ni­kogo nie ma czasu, bo praca, która daje nie­za­leż­ność, oka­zuje się waż­niej­sza.

„Wi­dzia­łam moją matkę, która nie dość, że pra­co­wała za­wo­dowo, to jesz­cze wszystko ro­biła w domu, za­ha­ro­wy­wała się przez całe ży­cie, wła­ści­wie słu­żyła męż­czyź­nie, i co z tego ma? Czę­sto nie ma z nim na­wet do­brej re­la­cji! Nie mó­wiąc o sta­bil­no­ści fi­nan­so­wej albo ja­kiejś sa­tys­fak­cji z ży­cia. Obie­cuję so­bie, że taka nie będę, a po­tem się oka­zuje, że jed­nak chcę mi­ło­ści, po­trze­buję jej, nie chcę być sa­motna. Z dru­giej strony przy­zwy­cza­iłam się do tego, że je­stem sama. W tym czuję się bez­piecz­nie. Dzięki temu je­stem nie­za­leżna” – to słowa, które czę­sto sły­szę od mo­ich pa­cjen­tek.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

[8]Kto dzi­siaj ko­cha, wy­bór i re­dak­cja He­lena Ma­dany, War­szawa 1981, s. 21.
[9] Tamże, s. 15.
[10] Ma­ria Strze­lecka, Zie­mianki. Co pa­nie z dwo­rów łą­czyło z chłop­kami, War­szawa 2023, s. 15.
[11] Tamże.