Maryja jako królowa - Michał Gołębiowski - ebook

Maryja jako królowa ebook

Gołębiowski Michał

0,0

Opis

Maryja jako królowa i kadzidło Michała Gołębiowskiego to głęboki esej teologiczno-duchowy ukazujący tajemnicę Matki Bożej w świetle tradycji Kościoła, poezji i symboliki liturgicznej. Autor prowadzi czytelnika przez obrazy zaczerpnięte z Pisma Świętego, hymnów starożytnych i mistyki chrześcijańskiej, by przybliżyć Maryję jako żywą osobę – Matkę, Królową i Świątynię Boga. To książka dla tych, którzy pragną pogłębić swoją wiarę i odkryć bogactwo maryjnej duchowości w perspektywie modlitwy, kontemplacji i poetyckiej wrażliwości. 

 

Gołębiowski z pomocą Ojców Kościoła oraz Psalmistów ukazuje nam prawdziwą litanijną wieżę z kości słoniowej i dom złoty, w którym w obłoku słodkich woni boswelli, styraksu i mirry, poczęła się historia Zbawienia. Ta książka jest hymnem pochwalnym współczesnych dla Matki Kościoła i nową litanią świeckich, w której Maryja zyskuje nowe imię – Bożego Promienia dla nas, „ludu, który siedzi w ciemnościach”. Po tej poetyckiej lekturze zrozumiemy, dlaczego marmur kararyjski najlepiej oddaje piękno Bogurodzicy. Jest ona „żywym ołtarzem”, kiedy siedzimy w cieniu, spożywając cicho chleb żywota.

Malwina Gogulska, krytyk literacki 

Tyle świętych słów wypowiadamy coraz bardziej „mechanicznie”, a w końcu porzucamy – na rzecz bardziej „osobistych”. Potem nie potrafimy już znaleźć tych właściwych, bo w katolicyzmie – to Słowo prowadzi myśl, to, co powszechne, ożywia osobistą wiarę, uczucia, odpowiedzialność. W książce Michała Gołębiowskiego stare słowa, którymi od wieków czcimy naszą Matkę i Królową, ożywają. Stają się ikoną, w której możemy Ją oglądać i z Nią rozmawiać. W języku czci znajdujemy słowa miłości. Słowa naszych ojców stają się znowu nasze i tak – czytając tę książkę – odzyskujemy mowę naszej wiary.

Marek Jurek

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 182

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł:

Maryja jako królowa i kadzidło

Copyright © by Wydawnictwo Dębogóra, 2025

Projektgraficzny:

Piotr Łysakowski

Skład:

Piotr Białecki

ISBN 978-83-67316-83-5

Wydawnictwo Dębogóra

Ul. Dąbrówki 7

62-006 Dębogóra

WWW.DEBOGORA.COM

Książkę tę dedykuję Mamie, na pamiątkę wspólnych odwiedzin ludźmierskiego sanktuarium Matki Bożej, Gaździny Podhala. Jestem pewien, że Msze święte, w których razem uczestniczyliśmy, pozostały na zawsze w Sercu Jezusa. Oby ten esej byłprzypomnieniem.

„Ucieszyłem się bardzo, gdy mi powiedziano: Udajemy się w drogę do domu Pana. I oto już jesteśmy, Jeruzalem, w twoich bramach” (Ps 122,1-2).

Chcę napisać o tym, kim Maryja jest w wierze Kościoła jako wspólnoty; w pobożności, która nie opiera się jedynie na badaniu litery Pisma, lecz korzysta z niego jak ze słowa naprawdę żyjącego; drogi, na której posilamy się sakramentami, modlitwą i kontemplacją, odsłaniając i wyciągając na światło dzienne to, co ukryte wgłębinie.

Chcieć tego, czego chce wola Boża, być wolnym dla Jego prowadzenia, mieć to samo upodobanie w drodze, tej czy innej, w zależności od tego, którą On wskaże, nie potrzebować, ale żyć całością życia. Taką modlitwę dołączam dodedykacji.

25 grudnia, Uroczystość Narodzenia Pańskiego –

2 lutego, Święto Ofiarowania Pańskiego

Nowy Targ – Ludźmierz

Wstęp, czyli wzniosłość i bezradność

Dym kadzidła jest ponoć modlitwą, tyle że pozbawioną słów.

Jest jak cichy znak krzyża albo adoracja. Albo jak milcząca obecność, która po prostu czeka, nie śpieszy się i nie zakłóca trwania, pełna szacunku dla przestrogi z Pieśni nad pieśniami: Zaklinam was, córy Jerozolimy, na gazele i łanie polne, nie przeszkadzajcie mojej umiłowanej, nie budźcie jej, póki nie zechce wstać sama (Pnp 3,5)1.

Zapach może wielbić Boga. Jeśli jest piękny, to naturalnie uczestniczy w majestacie i prawdzie nieba, które, jak mówią psalmy, samo jest źródłem wszelkiego piękna. Bardziej biegłym w znajomości świętych pism zapach kadzidła kojarzy się też z „wonią przyjemną” Jezusa Chrystusa. Wszystko, co przesiąka Jego obecnością, znajduje życie. Dopóki król pozostaje na uczcie, dokoła rozchodzi się zapach mego nardu (Pnp 1,12) – to także słowa Pieśni nad pieśniami. Zapowiedzią tej królewskiej uczty jest każda Mszaświęta.

Ale kadzidło kontemplowano też na wiele innych sposobów, na przykład odnosząc symbolikę tego szczególnego narzędzia uwielbienia do życia służebnic i sług Pańskich. Węgielki ułożone we wnętrzu złotego trybularza – to my i nasza egzystencja. Ogień, który na nie pada – to płomień Bożej miłości. Jeden dotyk po trzykroć Świętego potrafi rozgrzać, wypalić i strawić to, co doczesne, aby w ten sposób uzyskać woń przemienionego istnienia. Stąd zresztą mieszanka, która według Ewagriusza z Pontu czyni kadzidło prawdziwie szlachetnym: trochę żywicy, kasja, onyks i odpowiednio nasączone drewno. Składniki te oznaczają poszczególne przymioty ducha, a i tak całość musi poddać się płomieniom. Jest to, owszem, symbol ofiary. Każda ofiara wiąże się natomiast ze zniszczeniem, choć w tym przypadku jest to zniszczenie, które oznacza początek nowegożycia.

Dym kłębi się wokół ołtarza i wypełnia zapachem wnętrze świątyni. Po chwili unosi się ku szczytom nastawy, gdzie w złotą konstrukcję wmontowano obraz Maryi w chwale. Wokół jej głowy – wieniec światła, a gęste chmury pod jej stopami. „Obłoki, straszne moje obłoki, jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi”2, pisał Czesław Miłosz, patrząc z bojaźnią i drżeniem na wspaniałość natury. Tymczasem na obrazie – Maryja, którą unoszą nad ziemię właśnie te „straszne obłoki”. A może straszniejsze, bo należące już do tego drugiego świata. Oto potęga stworzenia służy jejwywyższeniu.

Zapach kadzidła przywołuje na myśl rozgrzane piaski Lewantu, gdzie u początków istnienia Kościoła dojrzewały formy czci i chwały przyniesione później przez mnichów na Zachód. „Wzniosły i wspaniały byłby obraz, nie ważę się jednak wierzyć, iż byłbym zdolny go wyrazić. Łatwiej jest oddać blask i żar słońca, niż opowiedzieć piękność Maryi”3 – tak pisał jeden z najwybitniejszych poetów języka syryjskiego, św. Jakub z Sarug. Upały są w tamtych stronach potężne, zwłaszcza w południe, kiedy światło dnia rozlewa się po pustynnych wydmach. A jednak znacznie potężniejsze okazują się prawdywiary.

Przekonanie o niewymownej „wzniosłości” Maryi pojawia się w kolejnych strofach pieśni św. Jakuba z Sarugkilkukrotnie i niemal cyklicznie, w wielu różnych postaciach i odsłonach, raz w odniesieniu do księżyca, gwiazd i słońca, innym zaś razem – do świątynnej zasłony, świec, ognia, świętych miejsc i ziemskich kosztowności, tak jakby poeta chciał z całą mocą zastrzec, że język jest w tym przypadku narzędziem bardzo niedoskonałym. Można więc uznać, że zmagania św. Jakuba z Sarug nie dotyczyły poezji ani artystycznego tworzywa, które na ogół spędzały sen z powiek artystom słowa, lecz spraw znacznie większych, to znaczy – chwały matki Zbawiciela, prawdziwej służebnicy, a jednocześnie wielkiejkrólowej.

Może dlatego w wielu starożytnych hymnach ku czci Najświętszej Panny kłębi się od obrazów, dźwięków, barw, a nawet smaków. Wiersz bywał przecież przyprawą dla wiary. Podobnie z poezją dojrzałego średniowiecza, którą niesłusznie kojarzy się ze źle pojętą surowością form. Można odnieść wrażenie, że ona jeszcze mocniej tętni życiem (czyli tym, co mistycy nazwali „uświęconymi zmysłami”), a jej język przypomina bardziej miłosne wyznania z Pieśni nad pieśniami, aniżeli usystematyzowany traktat teologiczny. Wszystko po to, aby tym wyraziściej ukazać duchowość ucieleśnioną w Bogu, który stał się człowiekiem. Gdy przechodził, potrafił kruszyć góry i pogrążać całe krainy, nie naruszając przy tym najmniejszego źdźbła, liścia czy nasiona. Wreszcie postanowił narodzić się z kobiety, przyjął ludzkie zmysły i ciało; złączył się z tym, co ziemskie. Zostawiło to, oczywiście, trwały ślad na języku wyrażania chwały takiego „namacalnego” Boga.

Dla tych, którzy życie wyobrażają sobie jako żeglugę, Najświętsza Panna była okrętem, który niesie wśród wichrów i burz drogocenne dary z krańców świata. Ci, którzy nazwali doczesność polem uprawnym, dostrzegli w Maryi dojrzały kłos zapowiadający obfity plon. Nazwano ją również zasadzonym w ogrodzie drzewem, które za sprawą poczęcia Jezusa Chrystusa wydało życiodajny owoc. W każdym razie bogactwo obrazów – korowodu, wina, płomienia, zasłony, zorzy, komnat czy kadzidła – dowodziło, że język poetycki stara się na różne sposoby uchwycić tajemnicę Maryi, stając się w tym wysiłku niezwykle płodnym, choć na koniec musi z pokorą uznać swojąbezradność.

W wyznaniu św. Jakuba z Sarug, wszakże jednego z największych mistrzów literatury syryjskiej, nie należy doszukiwać się fałszywej pokory czy retorycznej przesady. Jest przecież prawdą, że uchwycenie tego, kim była i jest Maryja, sprawia znaczną trudność. Przede wszystkim dlatego, że mowa tu o żywej osobieludzkiej.

Maryja, choć czczona w obrazach, nie jest mitem, figurą czy abstrakcyjną ideą. Jest rzeczywistym człowiekiem, a głębia ludzkiej duszy, jak wiadomo, przekracza pojemność słów i pojęć. Kto z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku (1 Kor 3,11), pytał Apostoł Paweł.Pewnym echem tej wypowiedzi są słowa św. Piotra z Alkantary: „Nie zdołasz nigdy dostatecznie ocenić wartości twej duszy, która jest ulubionym przybytkiem Bożym”4. Z kolei królowa Judyta pouczała zgromadzenie Izraela: Przecież daleko wam do tego, żebyście mogli przeniknąć do głębi ludzkiego serca i poznać tajniki ludzkiego ducha, a chcielibyście przeniknąć Tego, który stworzył wszystko (Jdt 8,14).

Serce ludzkie – to studnia, otchłań, nieskończony horyzont, zwłaszcza kiedy wybierze je sobie na mieszkanie Duch Święty. Dlatego św. Warsonofiusz z Optinypisał:

(...) postarajcie się wniknąć i zagłębić się w siebie. Przecież w każdej z was mieści się świat niewysłowionego piękna, w którym kryje się wiele czystych zachwtów, niewysłowionych radości. Wejdźcie w siebie, a one otworzą się przed wami5.

Osoba ludzka stworzona na obraz i podobieństwo Boga, mimo iż poddana nieubłaganemu prawu śmierci, jednocześnie pozostaje kimś nieskończonym. Przypomina studnię bez dna, jest sama w sobie odrębnym światem. Ma w sobie otchłań, którą wypełnić może tylko Stwórca. Jak więc mówi Pismo, człowiek jest „przeznaczony do wieczności” (zob. Mdr 2,23), a w związku z tym – nie daje się zredukować do tego, co materialne, praktyczne, doczesne, ani nawet wypowiedziane za pomocą języka, choćby tak pięknego i pełnego ukrytych znaczeń, jak język poetycki. Tymczasem upodobało się Bogu wyrażać swoje zamysły właśnie przez człowieka zawołanego po imieniu. Od początku było to szansą iwyzwaniem.

Oto jaka rzesza świadków wiary otacza nas zewsząd (Hbr 12,1), mówi List do Hebrajczyków. Otacza nas – po grecku perikeimenon kai – zawiera w sobie aspekt wzajemnego połączenia, związku i wsparcia. Nawet pustelnik nigdy nie jest sam. Jest z nim Jezus Chrystus, a w Nim i przez Niego – Maryja i święci. Wszyscy oni są żywymi osobami. Nie należą wyłącznie do historii, pozostają obecni teraz, jak długo trwa dziś waszego życia (Hbr 3,13). Nie wystarczy o nich mówić, naśladować i wychwalać; trzeba z nimi być, osobiście, czasem sam na sam. Wiara nie ogranicza się bowiem do moralnego postępowania. Ona jest całym życiem. Rzeczywistością zaś jest sam Chrystus (Kol 2,17).

Ponadto, jak poucza przykład Ojców Kościoła, nie sposób snuć rozważań teologicznych samym tylko intelektem, bez osobistego zaangażowania w czyn, wiarę i pobożność. Na tym, swoją drogą, polega różnica pomiędzy poezją w dzisiejszym rozumieniu a poezją pisaną przez wczesnych chrześcijan oraz średniowiecznych mnichów. Tę drugą nie tyle się czytało, co raczej – praktykowało. Model lektury przedstawiał się tu zasadniczo odmiennie. Dawne hymny religijne były bowiem tekstem, który należało „ucieleśnić” poprzez włączenie w modlitwę i medytację, najlepiej cykliczną, wplecioną w codzienne obowiązki; samo czytanie nie wystarczało. Poezja nie służyła do zwyczajnej lektury, ona żyła, krążyła w krwioobiegu, aby wypełniać zwyczajne życie treściami wiary. Już samo to przybliża do takiego ujęcia duchowości, które wykracza poza pracę czystointelektualną.

To samo dotyczy życia religijnego jako wzajemności między osobami. Nauczycielu, gdzie mieszkasz? – pytali uczniowie, kiedy po raz pierwszy spotkali swojego Mistrza.A Jezus odpowiedział: Chodźcie i zobaczcie (J 1,38-39). W tym zaproszeniu zawierała się oczywiście głębsza myśl. Kultura żydowska widziała bowiem w spożywaniu posiłku w cudzym domu znak zaufania oraz zażyłej wspólnoty między osobami. Kiedy Jezus Chrystus zaprosił uczniów do miejsca, w którym mieszkał na co dzień, to wyraźnie dał im znać, że zobaczenie prawdy na temat Boga wymaga związania bliskości ich osób z JegoOsobą.

W rozważaniu duchowym według Ojców pustyni nie można więc było pominąć aspektu „wejrzenia” i „widzenia” jako spotkania twarzą w twarz w domu Boga. Aby stało się to możliwe, potrzeba było, po pierwsze, zasiąść przy jednym stole, a po drugie – chcieć i dać siępoznać.

W podobnym duchu Paweł Apostoł na krótko przed męczeńską śmiercią pisał: wiem, komu zawierzyłem, i jestem pewien (2 Tm 1,12). Wynika z tego, że wierzyć należy nie tylko „w coś”, na co ma się nadzieję i co zostało powiedziane, ale także „komuś”. Wydaje się, że tylko taka wiara, choć wygląda na coś bardzo niepewnego, napełnia duszę osobliwą „pewnością”. Wymaga przy tym, aby w wyznaniu widzieć nie tyle same słowa i twierdzenia, ile rzeczywistość w pełni znaczenia tego słowa. Stoi za nią Bóg, którego również należy poznać, skoro chrześcijaństwo nie jest mitem, ideą lub jedną z wielu archetypicznych opowieści o człowieku. Jest ono prawdą, a w sensie praktycznym – odpowiedzią na wezwanie żywej i stale obecnej Osoby. Z tego powodu teologia katolicka mówi nie tyle po prostu o Bogu, lecz dodaje, że jest to „Bóg żywy” oraz „Bógżywych”.

Mistrzowie duchowości przypominali ponadto, że „ucieleśniony” i „osobowy” charakter chrześcijaństwa domaga się tego, aby medytować nad jego prawdami w postawie modlitwy. Inaczej ludzki intelekt nie zdoła dotrzeć tam, gdzie powinien, nie sięgnie tego, czego mógłby dotknąć. Przede wszystkim jednak w szczerej modlitwie dokonuje się otwarcie osoby na Osobę, spotkanie człowieka powołanego do wieczności z Bogiem, który sam jestwiecznością.

A zatem, teologia to nauka, którą zgodnie z tradycją mniszą, powinno się uprawiać na kolanach. Najważniejsze dzieła z tej dziedziny były nieraz całkiem dosłownie zapisywane w tej pozycji. Wielu z nich patronowała Najświętsza Panna, która sama w ciągu swojego życia zachowywała wszystkie te słowa w swym sercu (Łk 2,51).

***

Wszystko, co do tej pory powiedziano o nieskończoności ludzkiej duszy, dotyczy, rzecz jasna, także Maryi. Ona również jest obecnym, rzeczywistym i żywym człowiekiem, a za obrazem czy figurą zawsze kryje się ktoś prawdziwy. Maryja była, co więcej, wybraną osobą, w której rozegrało się Bosko-ludzkie misterium, jedyne w dziejach człowieka, od dawna zapowiadane i nie mające się powtórzyć. Była, jak stwierdził wspomniany już św. Jakub z Sarug, „najpiękniejszą świątynią świata”6, ponieważ najgłębsze tajemnice rozgrywają się w miejscu świętym. Została ozdobiona niewidzialnymi klejnotami. Żyła wśród swoich jako zasłona przybytku, za którą skrywa się Chrystus. Bóg stał się, dzięki jej zgodzie, „podobny do gazeli”, która „stanęła za murem” ludzkiej natury, „zaglądając przez okno” i „patrząc poprzez kraty” (por. Pnp 2,9) macierzyństwa swojej wybranej służebnicy.

Tego rodzaju pięknych poetycko obrazów Maryi, konkretnej żywej osoby, a zarazem wybranego przybytku samego Boga, jest w pobożności katolickiej całe mnóstwo. Każdy z autorów próbował na swój sposób uchwycić niesłychany cud (a w kategoriach tego świata – skandal) narodzenia z kobiety przedwiecznego i nieskończonego Boga, który przyjął w niej ludzką naturę. Ujrzą to, o czym nikt nie mówił, ukaże się im coś, czego nie widzieli (Iz 52,15)7. A jednak rzeczywistość przekroczyła nawet tak wspaniałe zapowiedziproroków.

Dziś, być może, dosłowność tych prawd gubi się w gęstwinie kulturowych przyzwyczajeń. Aby jednak na nowo uświadomić sobie, czym było Wcielenie, a przez to uzyskać pełniejszy jego ogląd, warto powołać się na słowa św. Anzelma z Canterbury, żyjącego w jedenastym wieku benedyktyńskiego teologa i DoktoraKościoła:

Sprzeciwiają się nam niewierzący, wyśmiewając naszą prostoduszność, ponieważ według nich dopuszczamy się obrazy i zniewagi Boga, gdy uznajemy, że zstąpił On w łono niewiasty, narodził się z kobiety, wzrastał karmiony mlekiem i ludzkim pożywieniem oraz liczne inne rzeczy, które wydają się nie przysługiwać Bogu, które mógłbym przemilczeć, takie jak: zmęczenie, głód, pragnienie, razy od bicza oraz to, że został powieszony na krzyżu między złoczyńcami8.

Wcielenie Boga jest tajemnicą tak skandaliczną dla naturalnego widzenia świata, że nawet pod koniec siedemnastego wieku Baruch Spinoza z nieukrywanym zgorszeniem pisał do swojego przyjaciela, Alberta Burgha: „O, młodzieńcze pozbawiony rozumu, któż cię omamił, byś sądził, że spożywasz Najwyższego i Wiecznego, On zaś zamieszkuje twoje wnętrzności”9. Niderlandzki filozof miał wprawdzie na myśli katolicką naukę o Eucharystii. Wiadomo jednak, że prawdziwa obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie stanowi przedłużenie i konsekwencję Jego Wcielenia. Bóg stał się człowiekiem, przyszedł do codzienności Nazaretu, ukryty w ludzkiej zwyczajności, a później dał się wiernym na codziennypokarm.

Maryja była, jako żywa osoba, świątynią, w której dokonało się tomisterium.

***

Pewien prorok połknął święty zwój podany przez Boga (zob. Ez 3,2-3). Wtedy jego wnętrze wypełniło się słowami z nieba. Odtąd mógł głosić światu pokój. Podobnie z Maryją, która „połknęła” zwiastowanie anielskie, przyjęła obietnicę, a następnie w jej łonie poczęło się żywe Słowo. Jest to istota pobożności maryjnej. Bóg potrzebował amfory, którą mógłby napełnić swoim winem. Wybrał do tego Maryję. Ona zaś przyjęła tę rolę w imieniu całej ludzkości. Od jej „tak” zaczął się nowy czas i nowyświat.

Chrześcijańskim pisarzom nigdy nie było dość zmysłowych skojarzeń związanych z przyjściem Boga w ludzkim ciele. Każdy z poetyckich obrazów wydobywał nową głębię z tego, co wydarzyło się pewnego dnia w Nazarecie. W jednym ze swoich hymnów św. Efrem Syryjczyk na różne sposoby zdumiewał się tymi prawdami, przypisując Maryi słowa wyznania skierowane do własnegoSyna:

Mieszkasz cały u mnie

i cały kryjesz się w Ojcu (...).

We mnie i w niebiemieszkasz,

jak niebo chcę Cię chwalić, Panie!10

Czy nie jest to wiara, która okazała się skandaliczna dla pogan? Bóg, którego nie da się objąć myślą i który nieskończenie przekracza samo niebo, został poczęty w łonie kobiety. Tymczasem, jak pisał św. Jan z Damaszku, „z ziemskiej natury na ziemi utworzył niebo Ten, który niegdyś uczynił sklepienie”11. W pewnym sensie to ziemskie niebo okazało się zresztą doskonalsze od tego nad głowami, ponieważ „Ten, co na pierwszym stworzył słońce, z drugiego ma się narodzić jako Słońce sprawiedliwości”12.

Można uznać te stwierdzenia za przesadę, a przecież św. Jan z Damaszku wskazuje jedynie prostą konsekwencję wiary w prawdę, iż Bóg stał się człowiekiem. W wigilię Wielkanocy Kościół również głosi, że większym cudem było odkupienie człowieka, aniżeli jegostworzenie.

Maryja była więc, powtórzmy, żywym sanktuarium, w którym dokonała się nieznana ludziom tajemnica. Właśnie z tego powodu Kościół głosi, że jest ona „najpiękniejszą świątynią świata”. A skoro świątynią, to także wyjątkowym przybytkiem, wybranym tabernakulum, nowym Izraelem, a wreszcie – królową. W niej samej – w jej ciele jak w żywym sanktuarium – dokonało się spotkanie Boga z człowiekiem, którego sam ludzki umysł nie potrafiłby zgłębić, jeśli nie otrzymałby światłałaski.

Sanktuarium, naczynie, przybytek, żywy ogród, najpiękniejszy kwiat wzgórz Galilei – to miejsca, przejawy lub narzędzia Bożej obecności. Bóg zechciał jednak, aby za tymi obrazami krył się człowiek. Dlatego do „najpiękniejszej świątynią świata” wchodzi się poprzez spotkanie i wzajemność osób. Wybrana amfora Pana to nie „coś”, lecz „ktoś”. Kiedyś Bóg posługiwał się wprawdzie figurami i przedmiotami, lecz były one zaledwie cieniem przyszłych dóbr (Hbr 10,1). Obecnie życie wewnętrzne dojrzewa poprzez wzajemne udzielanie się głębin duszy. Dlatego chrześcijanie nie tylko wpatrują się w Maryję jako ikonę zawierzenia Bogu i naczynie Pańskie, ale także osobiście się do niejzwracają.

Jak już wspomniano, dotykamy tutaj przepastnych otchłani ludzkiej duszy. Ja mam swoją tajemnicę, i ona również; jesteśmy prawdziwymi osobami. Język prędzej czy później zdradza tu swoje ograniczenia. Mówiąc więc o Maryi jako rzeczywistej osobie, a jednocześnie królowej wiary, najlepiej obrać drogę symbolu i misterium. Obie te formuły przez wieki funkcjonowały przecież jako najlepszy sposób przekazu głębszych prawd, zwłaszcza takich, które nie mieszczą się w doraźności i dosłowności, a przez to okazują się – wbrew pozorom – tym bardziejrealne.

Właściwe odczytanie misterium i symbolu od zawsze wymagało osobistego zaangażowania i partycypacji w prawdzie, którą się poznaje. Nie zawsze znajduje to jednak zrozumienie. Ponieważ ani symbol, ani misterium nie operują na powierzchownym widzeniu rzeczy, lecz sięgają głębiej, aż do źródła, zamysłu i duchowości, zbyt pochopnie szuka się w nich elementów narracji mitologicznej, tak jakby chodziło wyłącznie o piękno poetyckie lub przejawy starożytnej wyobraźni. Tymczasem Maryja była naprawdę świecą i kadzidłem, rzeczywiście poczęła słońce, zrodziła drzewo i połknęła niebo – w takiej mierze, w jakiej obrazy te wydobywają głęboką duchową prawdę, której nie da się wyrazić zwyczajnym językiem.

W przeciwieństwie do mnichów i świętych z zamierzchłych czasów, jesteśmy dziś znacznie bardziej zorientowani na czysto intelektualne przyswajanie treści, oddzielając w ten sposób myśl od ciała. Misterium jest czymś radykalnie odmiennym: to przestrzeń, która otwiera na kontemplację prawdy, na myślenie głębsze niż powierzchnia samych faktów, dosłownych treści czy abstrakcyjnychformuł.

W kolejnych rozdziałach spróbuję przejść przez różne wymiary rzeczywistości wyznawanej u samych początków Kościoła; tej, którą chrześcijanie w pewnym momencie nazwali ukoronowaniem, wstawiennictwem i panowaniem Maryi, matki Jezusa Chrystusa i całego Kościoła. Choć siłą rzeczy nie będzie to wywód wyczerpujący, to warto chyba żywić nadzieję, że uda się rzucić choćby skromne światło na tajemnicę świątyni Pańskiej. „I krąg promieni da się wymalować”, pisał św. Jakub z Sarug, „lecz chwały Maryi nie zdoła oddać żaden mówca”13.

Nikt jednak nie twierdzi, że nie należy próbować. Wręcz przeciwnie, św. Efrem Syryjczyk, pisał: „Dziewica bez zmazy dziś mię zachęciła, aby o Niej mówić”14. Na wezwanie może być jedna odpowiedź, jakkolwiekniedoskonała.

1 Cytaty biblijne, jeśli nie zaznaczono inaczej, podaję za Biblią Warszawsko-Praską, wyd. II, Sandomierz2013.

2 Cz. Miłosz, Obłoki, w: tegoż, Wiersze, t. 1, Kraków 1987, s. 38.

3 Jakub z Sarug, Pieśń o Błogosławionej Dziewicy Bogarodzicy Maryi, w: Syryjskie Hymny o Maryi, tłum. W. Kania, A, Bielenin, oprac. M. Starowieyski, Kraków 2020, s. 142.

4 Piotr z Alkantary, Pokój duszy, tłum. B. Łubieński, Sandomierz, 2013, s. 20.

5 Myśli o modlitwie. Z pism starców z pustelni optyńskiej, tłum. D. Krupińska, Kraków 2021, s. 104-107.

6 Jakub z Sarug, jw., s. 145.

7 Zarówno Wcielenie, jak i męka Jezusa Chrystusa były wprawdzie zapowiadane przez proroków. W tym sensie mówiono o nichi były one widziane. Proroctw tych nie rozumiano jednak aż do czasu, gdy się spełniły. Chociaż zatem Izrael zapowiadał tajemnice zbawienia, a myśl pogańska dzięki łasce Bożej miała na ten temat pewne intuicje, to rzeczywiście, przed wypełnieniem dni, nikt nie mówił o czymś tak przewyższającym oczekiwania proroków imędrców.

8 Anzelm z Canterbury, O Wcieleniu, tłum. A Rosłan, Dębogóra 2024, s. 57.

9 B. Spinoza, List LXXIV (LXXVI). Do Alberta Burghaz 1675 roku. Cyt. za: B. Spinoza, On the Improvement of the Understanding. The Ethics. Correspondence, tłum. R. H. M. Elwes, New York 1955, s. 416.

10 Efrem Syryjczyk, Kołysanka 1 (Pieśń Maryi do Boskiego Dziecięcia), s. 47.

11 Jan z Damaszku, Homilia, w: Ojcowie Kościoła greccy i syryjscy. Teksty o Matce Bożej, tłum. W. Kania, Niepokalanów 1981, s. 221.

12 Jan z Damaszku, s. 221.

13 Jakub z Sarug, jw., s. 142.

14 Efrem Syryjczyk, Hymn XX. O starcu Symeonie, w: Syryjskie Hymny o Maryi, s. 130.

I.

Kim jest ona, quae est ista

Liturgia Kościoła przy różnych okazjach powtarza pytanie z Pieśni nad pieśniami: quae est ista, czyli kim jest ona (Pnp 3,6), aby odnieść je do matki JezusaChrystusa.

Kim jest ta, co się wyłania z pustyni wśród słupów dymu, owiana wonią mirry i kadzidła, i wszelkim wyszukanym zapachem (Pnp 3,6), pyta chór panien towarzyszących oblubienicy. W symbolicznej wykładni obrazują one dusze zgromadzone przed ołtarzem Pańskim, a więc – po prostu Kościół. Czasem może zdumiewać natarczywość, z jaką w pobożności katolickiej zadawano pytanie quae est ista, nawet przy okazji świąt i uroczystości, które wskazywały na Maryję tylko pośrednio. Wynika z tego, że było ono z pewnych względów istotne dla rozwijającej się wiary chrześcijan dawnychwieków.

Pustynia, dym przypominający obłok Bożej obecności, a wokół niego – piękne zapachy, kadzidło i mirra. Egzegeci chętnie kojarzą ten obraz z pochodem ludu Izraela uroczyście wnoszącego Arkę Przymierza do przybytku. Ale jeśli rzeczywiście jest to Arka, to w Pieśni nad pieśniami wyraźnie uczłowieczona, przedstawiona w postaci kobiety. A zatem – quae est ista, „kim jest ona”? Wciąż próbowano zgłębić jej prawdziwą tożsamość igłębię.

Równie istotne pytania dotykały źródeł i przyczyn wyjątkowego miejsca Maryi w pobożności Kościoła. Dlaczego wierni „okadzają” tę kobietę tak wyjątkową czcią, skoro fundamentem i celem wiary jest Jezus Chrystus? Jeśli nawet jest ona nową Arką, tym razem nie uczynioną z drzewa akacji i złota, lecz z ciała i krwi, to przecież najważniejszy jest zawsze Bóg. Tylko Jemu należy się pokłon. On samwystarcza.

Próby odpowiedzi na te wątpliwości, aczkolwiek wielokrotnie podejmowane w historii Kościoła, za każdym razem wymagały powrotu do źródłowego przekazu wiary, zgodnie zresztą z zaleceniem Piotra Apostoła: będę wam bez przerwy przypominał te sprawy, mimo że są wam dobrze znane (2 P 1,12). Powtarzanie ma, jak widać, spore znaczenie, zarówno dla osobistej modlitwy, jak i dla wyznawania wiary. Dawni mnisi nadali tej czynności nazwę ruminationis