Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
KIM BYŁA MARIA TERESA CARLONI? JAKI WPŁYW MIAŁA NA WSPÓŁCZESNY KOŚCIÓŁ? CO PRZEKAZAŁA STALINOWI? CZY DZIĘKI JEJ MODLITWIE NAWRÓCIŁ SIĘ W DNIU SWOJEJ ŚMIERCI? JAKIE TAJEMNICE PRZEKAZAŁA PAPIEŻOM – PIUSOWI XII, JANOWI XXIII I JANOWI PAWŁOWI II?
Didier Rance na podstawie świadectw, dokumentów i badań opisuje zdumiewającą historię mistyczki, która w służbie prześladowanych chrześcijan dosłownie przekraczała granice fizyczne i duchowe. Dar bilokacji pozwolił jej dotrzeć tam, gdzie inni nie mogli, do więzień i gułagów w Europie Wschodniej i za żelazną kurtyną spotykać się z więzionymi kardynałami i księżmi ściganymi przez władze komunistyczne. Niezwykłe życie Marii Teresy obfitowało w mistyczne doświadczenia, takie jak stygmaty i objawienia. W każdy piątek przeżywała mękę Jezusa. Oddała się całkowicie realizacji Chrystusowego przykazania miłości. Ta książka odsłoni przed tobą historię niezłomnej wiary, pokory i odwagi, która poruszy twoje serce.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 131
Data ważności licencji: 7/24/2027
Originally published under the title
Maria Teresa Carloni. Mystique au service des chrétiens persécutés
© Yves Briend Éditeur S.A. / Éditions Salvator – Paris 2020
Published by arrangement with SAS Lester Literary Agency & Associates
Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2023
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Esprit 2023
All rights reserved
Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym.
Redakcja: Magdalena Kolanko
Korekta: Edyta Muszyńska
ISBN 978-83-67925-47-1
Wydanie I, Kraków 2023
Wydawnictwo Esprit sp. z o.o.
ul. Władysława Siwka 27a, 31-588 Kraków
tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl
W latach 2003–2004 pewien włoski wydawca książek o tematyce kulinarnej, sportowej i, sporadycznie, religijnej, w „hołdzie autorce” (zmarłej ponad dwadzieścia lat wcześniej) porozsyłał do różnych adresatów pisma Marii Teresy Carloni, a także teksty o niej. W odpowiedzi zaczęły napływać listy od kardynałów z Wiednia, Warszawy, Wrocławia, Budapesztu, Pragi, Lwowa, Zagrzebia, Lublany, od biskupów i księży z Europy Wschodniej1 prześladowanych za czasów komunizmu, od kardynałów z Watykanu, choćby Francuza Rogera Etchegaraya czy Włocha Luigiego Poggiego, od włoskich biskupów i kolejnych osobistych sekretarzy Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II – listy nie tylko zawierające podziękowania, ale również podkreślające niezwykłą, zdaniem ich autorów, rolę tej kobiety.
Kim więc była Maria Teresa Carloni, której dziedzictwo – jak napisał autor jednego z listów – należy do całego Kościoła? Z perspektywy mieszkańców małej miejscowości, gdzie żyła, była skromną, schorowaną kobietą, która rzadko opuszczała swój dom, a zasłużyła się przede wszystkim stworzeniem lokalnego oddziału honorowych krwiodawców.
Poproszono mnie, żebym opowiedział o jej życiu, dlatego otrzymałem dostęp do świadectw, dokumentów i badań, które pozwoliły mi odkryć to, czym się dzielę w tej książce: historię kobiety rzeczywiście skromnej, wręcz pokornej (co wielu uważa za najwybitniejszą cechę jej charakteru), ale również podejmującej śmiałe działania, potajemnie spotykającej się za żelazną kurtyną z więzionymi kardynałami i tajnymi księżmi ściganymi przez władze komunistyczne; a także – i tutaj pozostawiamy na boku to, co racjonalne, prawdopodobne, żeby zagłębić się w to, co nadnaturalne, jeśli nie fikcyjne – zdumiewającą historię mistyczki, która otrzymała stygmaty, w kolejne piątki przeżywała Mękę Jezusa, miała objawienia i, dzięki darowi bilokacji, mogła docierać do więzień i gułagów Europy Wschodniej; i wreszcie, a może przede wszystkim, historię kobiety, która poważnie wzięła sobie do serca Chrystusowe przykazanie miłości Boga i bliźniego.
Czasem treść tych dokumentów wydawała się tak zdumiewająca, że wielokrotnie musiałem stawiać czoła pokusie zaprzestania dalszych badań, która streszczała się w obawie: „Nikt ci nie uwierzy”. W przekazach dotyczących Marii Teresy Carloni wyczuwałem jednak prawdziwość, którą sam nauczyłem się rozpoznawać przez ponad trzydzieści lat przeżytych w służbie Kościołom Europy Wschodniej i przy okazji moich własnych spotkań z prześladowanymi.
Dotyczące pewnych faktów nieścisłości, które można zauważyć w świadectwach (historyk jednak uzna to raczej za dobry znak), nie przynoszą szkody ogólnej spójności tych przekazów. Poza tym, gdyby to miała być fikcja, to czy spisałoby ją aż tyle osób: nie tylko Maria Teresa Carloni, ale także jej ojciec duchowy, zwierzchnicy Kościoła katolickiego Europy Wschodniej tamtego okresu – ci wszyscy wyznawcy wiary, których długie lata spędzone w więzieniach czy obozach wcale nie skłaniały do literackiego fałszerstwa (wielu z nich należy dziś do grona beatyfikowanych, inni także mogliby do niego należeć) – jak również wielu innych ludzi Kościoła, w tym wszyscy papieże od Piusa XII po Jana Pawła II (z wyjątkiem Jana Pawła I, którego pontyfikat trwał bardzo krótko)? No przepraszam!
Zdaniem Szekspira „Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom”. Doświadczenia tych, którzy swoje życie oddali Chrystusowi, a także tych, którzy ich wspierali, mogą się czasami wydawać niewiarygodne. To, co nadnaturalne, jest prawdziwe, chociaż nieprawdopodobne – jedynie Kościół ma władzę wyrokowania w tej dziedzinie (zob. poniżej: Do czytelnika). Diecezjalny proces beatyfikacyjny Marii Teresy Carloni otwarto w 2016 roku nie ze względu na te nadzwyczajne zjawiska, ale z uwagi na jej życie modlitewne oraz cierpienia przeżywane w zjednoczeniu z Chrystusem i w służbie innym ludziom – i to jest istotą jej świadectwa.
Zgodnie z dekretem papieża Urbana VIII i wytycznymi Soboru Watykańskiego II autor oświadcza, że nie zamierza uprzedzać oceny nadnaturalnej autentyczności faktów i przekazów dotyczących Sługi Bożej Marii Teresy Carloni, do których odnosi się w tej książce. Taka ocena należy do Kościoła i autor w pełni się jej podporządkowuje. Występujące tu pojęcia „nadnaturalny”, „mistyczny”, „stygmaty”, „bilokacja” mają wartość świadectwa złożonego przez ludzi.
W 1919 rok Włochy weszły osłabione pierwszą wojną światową, a ich ciężką sytuację pogłębiła epidemia grypy zwanej hiszpanką. Rok ten naznaczyły groźne zamieszki społeczne, próby wzniecenia rewolucji i rozwój ruchu faszystowskiego Mussoliniego, który 9 października zorganizował swój pierwszy kongres we Florencji. Dzień wcześniej, sześć lat po swoim starszym bracie Adolfie, Maria Teresa Carloni przyszła na świat w Urbanii – małej, położonej nad zakolem rzeki Metauro miejscowości w regionie Marche, niedaleko Adriatyku. Miasteczko nie zapomniało, że kiedyś, aż do czasu zniszczenia w 1277 roku, było wolnym miastem o nazwie Castel delle Ripe. Później rozpoczęła się odbudowa miasta, które na długie wieki przyjęło nazwę Casteldurante, w nawiązaniu do sprzyjającego mu biskupa Langwedocji Guillaume’a Duranda. Znalazłszy się pod panowaniem kondotierów, miasto zwróciło na siebie uwagę Montaigne’a, który wspomniał o nim w swoim Journal de voyage en Italie [Dzienniku podróży po Włoszech]. W 1631 roku cały region przyłączono do Państwa Kościelnego. Papież Urban VIII upiększył miasto i nadał mu nową nazwę pochodną od swojego imienia: Urbania. Miasto – dumne ze swojej przeszłości, swojego renesansowego pałacu, swoich warsztatów ceramicznych i z tego, że w nim przyszedł na świat Bramante, genialny architekt bazyliki św. Piotra w Rzymie – w 1919 roku liczyło sześć tysięcy mieszkańców. Poza katedrą mogło się poszczycić wieloma kościołami i kaplicami, w tym zadziwiającym Kościołem Zmarłych, gdzie przechowywano średniowieczne mumie. Chociaż Urbania bez większych wstrząsów stała się miastem włoskim w wyniku procesu jednoczenia kraju sześćdziesiąt lat wcześniej, zachowała głębokie przywiązanie do Kościoła. Po ogłoszeniu encykliki Rerum novarum (1891 rok) rozwinął się w niej społeczny ruch katolicki, który liczbą swoich członków (21554 członków w opozycji do 6345 „czerwonych”) i swoimi działaniami zdystansował ruchy rewolucyjne tego regionu.
Sierota
Ojciec Marii Teresy, Guido Carloni, opuścił swoje rodzinne miasto Fabriano, oddalone od Urbanii sześćdziesiąt kilometrów na południe, żeby poślubić urodzoną w Urbanii Adele Rossi i zamieszkać z nią pod numerem 15 przy via Filippo Ugolini, w samym sercu starego miasta, naprzeciwko seminarium i kościoła św. Franciszka. „Dom Rossich”, dawna rezydencja władz kościelnych, z tego powodu nazywana „Pałacem Gubernatora”, był pięknym budynkiem z pomieszczeniami zdobnymi w barokowe malowidła i romantyczne freski. Rodzina Rossich, związana z władzami kościelnymi i żarliwie wyznająca wiarę katolicką, dwa wieki wcześniej z rąk papieża Aleksandra VII otrzymała szlachectwo, potwierdzone przez Klemensa IX pod koniec XVII wieku wraz z nadaniem jej tytułu hrabiowskiego. Rodzina Rossich, podobnie jak rodzina Carlonich, posiadała liczne dobra.
Guido i Adele Carloni znani byli ze swojej hojności i pobożności, a Maria Teresa otrzymała chrzest dziesięć dni po urodzeniu. W zubożałych i zagrożonych Włoszech rodzina Carlonich należała do warstwy uprzywilejowanej, ale już w 1920 roku zaczęły na nią spadać nieszczęścia: najpierw poważnie zachorowała Adele, a niedługo potem jej mąż – oboje prawdopodobnie na raka. Młoda kobieta umarła pod koniec 1922 roku, a Guido kilka miesięcy później.
Babka Teresa Rossi, sześćdziesięcioczteroletnia wdowa, odważnie postanowiła zająć się wychowaniem dwóch sierot, liczących dziewięć oraz trzy i pół roku. Kobieta odznaczała się osobowością równie silną co surową, toteż wpoiła swoim wnukom ścisłe zasady religijne i moralne: bezkompromisowy katolicyzm, praktykę religijną, uczciwość, zgodność słów z czynami, opanowanie, prostotę życia – nie wahała się przy tym stosować kar cielesnych. Mała Maria Teresa miała silny charakter i często ścierała się z babką, która uważała jej zachowanie za kaprysy. Oznaki przywiązania i uczucia ze strony dziewczynki nie znajdowały zrozumienia u babki, więc mała przelewała je na lalkę: „Kiedy miałam pięć lat, już śniłam o miłości. Zasypiałam, tuląc w ramionach brzydką lalkę, i płakałam, bo czułam się jej matką… Ta lalka pomogła mi zrozumieć, że należy cierpieć i kochać, nigdy o nic nie prosząc”2. Teresa Rossi postanowiła wysłać zaledwie siedmioletnią wnuczkę do szkoły podstawowej w Pesaro, odległym o siedemdziesiąt kilometrów od Urbanii.
„Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie…”
Mała Maria Teresa darzyła Jezusa głęboką miłością, szczególnie Jezusa Ukrzyżowanego. Pobożna pani Rossi utrzymywała kontakty z klerem Urbanii, zatem jej wnuki, będąc w domu, miały okazję spotykać się z odwiedzającymi babkę księżmi. Ale Maria Teresa jeszcze przed ukończeniem dziesiątego roku życia odkryła, że wśród tych księży, a także wśród innych osób dorosłych zapraszanych przez babkę do domu, jak również wśród służby są i tacy, których słowa, a nawet sposób życia niepokoją swoją frywolnością czy wręcz są sprzeczne z wpajanymi jej przez babkę zasadami moralnymi i wytycznymi wiary chrześcijańskiej. Ta prawa dziewczynka obdarzona silną uczuciowością cierpiała z tego powodu tak bardzo, że jej Pierwsza Komunia okazała się klęską: Maria Teresa toczyła wewnętrzną walkę między swoją miłością do Jezusa a odrazą do złych księży, między wątpliwościami wobec religii zdającej się ich tolerować a poczuciem, że to, co widziała i słyszała, zniszczyło jej czystość, aż w końcu doszła do wniosku, że jej Pierwsza Komunia była świętokradztwem.
Buntowniczka?
Dziewczynka kontynuowała naukę w Pesaro. Już jako dziecko, a później jako dziewczyna coraz bardziej zamykała się w sobie, szczególnie w czasie pobytów w Urbanii: bała się księży i spowiedzi, Jezus budził w niej zarówno zainteresowanie, jak i odrazę, szarpały nią konflikty wewnętrzne, miała myśli samobójcze. Ale poza domem miała wielu przyjaciół i zaczęła uprawiać sporty: jeździła konno albo na motorze i samochodem z bratem, odbywała wycieczki w Alpy, a raz nawet zgubiła się przy Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda, gdzie dopiero jeden z psów ze schroniska zdołał ją odnaleźć. W wieku szesnastu lat wyglądała na starszą o lat dziesięć, jej ściągnięta twarz wyrażała siłę woli. Na odwrocie jednego ze swoich zdjęć wśród skał napisała: „To, co możliwe, już zrobiłam, a to, co niemożliwe, dopiero muszę zrobić”.
Nie wszystkie jej przyjaźnie podobały się już prawie osiemdziesięcioletniej babce. PaniRossi powiedziała o tym wnuczce, która nie wzięła sobie do serca obiekcji babci. Dziewczyna przeżywała silne napięcia, bo przyswoiła sobie wpojone jej zasady chrześcijańskie i pomimo wątpliwości co do kleru zachowała pełną świadomość tego, co dobre, a co złe, a także odczuwała strach przed grzechem. Kiedy miała siedemnaście lat, wewnętrzny konflikt się zaostrzył. Jej niechęć do księży wyraźnie się pogłębiła w wyniku nieuczciwości pewnego księdza, przyjaciela rodziny, który roztrwonił spadek po swoim ojcu. Wtedy zdecydowała się na szczerą i całkowitą spowiedź, jednak spowiednik nie zrozumiał istoty problemu i zlekceważył go. Maria Teresa natychmiast opuściła konfesjonał i wybiegła z kościoła, obiecując sobie, że jej noga więcej tam nie postanie. Zdążyła jeszcze rzucić wyzwanie wiszącemu w kościele krzyżowi: „Jeszcze się zobaczymy”.
Porzucenie praktyk religijnych nie rozwiało jednak jej skrupułów, nie wyciszyło niepokojów sumienia. Po ukończeniu nauki w Pesaro Maria Teresa podjęła studia na uniwersytecie w Wenecji, w Instytucie Pedagogiki, dając w ten sposób wyraz swojemu zainteresowaniu sprawami intelektualnymi i służbą innym. Napisany przez nią wówczas esej, zatytułowany Wokół człowieka i jego edukacji, ujawnił jej kulturę i wrażliwość na wymiar moralny relacji międzyludzkich, szczególnie w dziedzinie edukacji. Młoda Carloni marzyła o małżeństwie i przede wszystkim o dzieciach. Idąc za swoimi upodobaniami literackimi, spotykała się z pewnym młodym poetą i w wieku osiemnastu lat się z nim zaręczyła. Młody człowiek zachowywał jednak czystość cielesną i w Marii Teresie widział tylko muzę, nie żonę, więc dziewczyna szybko się zniechęciła, zerwała z nim, a swój smutek istnienia przelała w poezję.
Wejrzyj na moją nędzę i opłakuj ją…Jaskółko…Kiedy odlecisz daleko,Pomyśl o tym, kto ruszyć się nie może.Los dał mi więzienieI muszę w nim zostać na zawsze3.
1 Określenia „kraje Europy Wschodniej” używa się w tekście umownie, w odniesieniu do wszystkich państw, którym narzucono ustrój komunistyczny: zarówno Rosji, jak i Czech, Polski, Bułgarii, Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, Jugosławii itd. [przyp. tłum.].
2 Cyt. za: A. Di Chio, L. Mirri, Maria Teresa Carloni, apostołka prześladowanego Kościoła, tłum. W. Kapica, Warszawa 2009, s. 26.
3 Cyt. za: C. Campana, Una missione per la Chiesa perseguitata. Itinerario di Maria Teresa Carloni (1919–1983), Camerata Picena 2018, s. 58–59.
