Mala M. - Paulina Świst, Lilka Płonka - ebook + audiobook
BESTSELLER

Mala M. ebook i audiobook

Paulina Świst, Lilka Płonka

4,1

420 osób interesuje się tą książką

Opis

Świat Mali staje na głowie, kiedy dziewczyna zawiera bardzo bliską znajomość z niebieskookim bogiem seksu. Zadurzona, oszołomiona i zdezorientowana postanawia za wszelką cenę odszukać mężczyznę, który w pół godziny dał jej więcej rozkoszy niż wszyscy jej dotychczasowi faceci razem wzięci. Jak na złość, nie wiadomo skąd pojawia się „ten drugi” – szarmancki, uroczy, inteligentny sąsiad, gotów uczynić wiele w imię utrzymania dobrosąsiedzkich stosunków. Lepszy wróbel w garści czy gołąb na dachu? To najmniejszy z problemów, jakie zwalają się Mali na głowę. Część z nich dotyczy jej najlepszej przyjaciółki Zuzy, a to się Mali wcale, ale to wcale nie podoba…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 213

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 24 min

Lektor: Paulina Świst i Lilka Płonka

Oceny
4,1 (2209 ocen)
1172
433
370
177
57
Sortuj według:
maaartyna

Z braku laku…

Jestem zawiedziona. Spodziewałam się książki od , której nie będę mogła się oderwać. Niestety taką nie jest. Książkę dość szybko się czyta, choć opisy przemyśleń głównej bohaterki są stanowczo za długie i męczące. Tak na prawdę nie ma żadnej konkretnej akcji, a jak już się zaczyna coś dziać książka się kończy...nie wiem czy sięgnę po kolejną część...
70
elcia200287

Nie oderwiesz się od lektury

Dlaczego w wersji papierowej jest 310 stron a na ebooku tylko 110?
Latomaxmoska

Całkiem niezła

Jestem ogromną fanką Śwista i po tej książce i tym duecie spodziewałam się czegoś ekstra. Książka poprawna, lekka, fajnie napisana, ale.... ani nie wrzało, ani nie było efektu wow. Czegoś tam zdecydowanie mi brakuje, ale... po kolejną cześć i tak sięgnę ;)
10
ania83sosnowiec

Nie oderwiesz się od lektury

Kochani w dniu dzisiejszym przychodzę do Was z recenzją premierową nowego duetu na książkowym rynku. Znana Wam Paulina Świst wraz z Lilianą Płonką stworzyły duet iście z piekła rodem. Książkowy duet, który mnie zachwycił. Z niecierpliwością czekam na kontynuację. Brawo! Mala M, czyli Malwina, kobieta z niewyparzonym językiem, pijąca alkohol jak rasowy mężczyzna, której przemyślenia wywoływały łzy z moich oczu. Kobieta, po zakrapianej imprezie żyje wspomnieniami seksu z niebieskookim przystojniakiem. Niespodziewanie ze wspomnień i oparów alkoholowych wyrywa ją sąsiad. Oczywiście przystojny, inteligenty, przy którym zrobiła z siebie idiotkę do kwadratu. Niby przebojowa, wyszczekana a przy chłopach dostaje małpiego rozumu. Paweł, bo tak ów sąsiad ma na imię dla Mali, jest chodzącym ideałem. Ale... No właśnie, pozostaje wspomnienie niebieskookiego Boga seksu i rozkoszy. Przypadkowe spotkanie w skansenie i pogoń za autem rozpoczyna niebezpieczną przygodę. Czy Mala wybierze grzecznego s...
oligatorka

Z braku laku…

Nie dałam rady....
00

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redakcja: Monika Frączak

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Dorota Piekarska, Barbara Milanowska (Lingventa)

Zdjęcia na okładce

© Arthur-studio10/Shutterstock

© by Paulina Świst, Lilka Płonka

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1542-4

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Naszym Natchnieniom

PROLOG

Zorientowałam się, że wszedł za mną do pokoju dopiero wtedy, kiedy usłyszałam skrzypnięcie zamykanych drzwi.

Odwróciłam się. Stał nieruchomo, z założonymi rękami i przyglądał mi się z szyderczym uśmiechem. Oczy miał jeszcze bardziej niebieskie, niż mi się wcześniej wydawało. Niebieskie i bardzo błyszczące. Usta były pełne, zmysłowe, prawie niemęskie, ale doskonale pasujące do twarzy o wyrazistych ostrych rysach. Mocną, lekko wystającą szczękę pokrywał trzydniowy ciemny zarost. Dopiero teraz zauważyłam niewielką bliznę na jego prawym policzku – wcześniej, w salonie, w którym trwała impreza, nie zwróciłam na to uwagi. Właściwie nie zwróciłam uwagi na nic poza jego oczami. Dopiero teraz mogłam spokojnie mu się przyjrzeć. Poczułam, jak momentalnie robi mi się ciep­ło. Houston! Mamy, kurwa, problem. Mój typ. Zdecydowanie i niepodważalnie. Te oczy z bliska nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Kawał wrednego, pewnego siebie skurwysyna. Tacy faceci zwykle byli skomplikowani i sporo przeżyli. Zimno­krwistym chujem nie zostaje się dlatego, że ktoś ci w szkole podprowadził wrotki… Ciekawe, co za historia kryje się za tym spojrzeniem?

Nie wiem, jak długo stałam jak idiotka ze szminką w jednej ręce i lusterkiem w drugiej. Szminką w kolorze krwistej czerwieni. Nie wiem czemu, ale byłam pewna, że chciałby ją rozmazać mi na ustach, zepsuć te precyzyjne linie, zeszmacić ten obraz. Miałam wrażenie, że lubi zostawiać swoje piętno na nieskazitelnych rzeczach.

Wolę nawet nie myśleć, jaką miałam minę – jakieś wyobrażenie na ten temat mogło mi dać rozbawienie, które pojawiło się na jego twarzy. Błys­kawicznie ruszył w moim kierunku. Zatrzymał się tuż przede mną – tak blisko, że musiałam szeroko rozłożyć ręce, żeby nie pomazać mu koszuli szminką.

Był niższy, niż przypuszczałam. Górował nade mną, ale najwyżej o pół głowy. Przeniósł wzrok najpierw na moją prawą dłoń, tę ze szminką, a potem na lewą, w której kurczowo ściskałam lusterko. Lustereczko, powiedz przecie, kto jest największą lamą na świecie? – pomyślałam, widząc jego wzrok. Był pewien, że upolował gazelę… i oczywiście miał sto procent racji. Czyli na dodatek inteligentny, co wróżyło mi sromotną, dogłębną i historyczną porażkę. Wyjął mi z rąk najpierw szminkę, potem lusterko i odłożył je na biurko. Znów pomyślałam, że ma w sobie coś z drapieżnika. Tak jakby pokój zeskanował już w chwili wejścia, a teraz miał dokładny i ściśle określony plan polowania. Jako osobę totalnie spontaniczną zawsze zachwycały mnie takie ścis­łe umysły. Precyzyjne, konkretne, umiejące sobie w naturalny sposób radzić z sytuacjami, które zwykłych śmiertelników doprowadziłyby do przegrzania zwojów. Wciąż trwałam w bezruchu, z kretyńsko uniesionymi rękami, w których już niczego nie trzymałam. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że może dobrze byłoby je opuścić, ale nie zdążyłam. Podniósł ręce i splótł swoje palce z moimi.

Poczułam się tak, jakby ktoś podpiął mnie pod dwieście trzydzieści woltów. W głowie usłyszałam trzask iskier. On chyba też, bo mocniej docisnął ręce, odrobinę przechylił głowę i zbliżył twarz do mojej twarzy. Bawił się. Lampart, który stoi nad gazelą i zastanawia się, czy zeżreć ją od razu, czy za cztery minuty. Cały czas wpatrywałam się w te niezwykłe oczy – czujne, taksujące, lekko zmrużone w uśmiechu. Jego usta zatrzymały się kilka mi­limetrów przed moimi ustami. Wstrzymałam oddech.

A potem mnie pocałował.

Ze spokojem straceńca uświadomiłam sobie, że to najwspanialszy pocałunek w moim długim, niestety już ponadtrzydziestoletnim, życiu. Miękki i zarazem zdecydowany, delikatny i silny, agresywny i zachęcający. Zupełnie naturalnie na niego odpowiedziałam i błyskawicznie poczułam, jak się rozpływam. Tak jakbym całe życie cze­kała tylko na ten moment. Pyk! To ten! Nie myślałam, skupiłam się tylko na odczuciach. Im bardziej na mnie naciskał, tym bardziej robiłam się uległa.

Wciąż dotykaliśmy się tylko dłońmi, no i oczywiście ustami. I językami.

Tak bardzo skoncentrowałam się na całowaniu, że nawet nie zauważyłam, że już nie zaciskam palców na jego dłoniach. Właśnie rozpinał mi zamek błyskawiczny w sukience, choć nie miałam pojęcia, kiedy się do tego zabrał. Fachura. Zrobił to tak szybko i delikatnie, że zanim zdążyłam zaprotestować, suwak był całkowicie opuszczony. Do końca. Czyli do majtek. Widać było, że robił to setki razy. A ponieważ nie zdążyłam sprzeciwić się, to uznałam, że nie będę się wygłupiać i robić afery po fakcie. Tym bardziej że z pulsującą cipką czekałam na dalszy pokaz jego umiejętności.

Nie czekałam długo.

Lewą ręką przygarnął mnie mocno, prawą szybkim zdecydowanym ruchem wsunął w rozcięcie sukienki i opuścił majtki. Nie przerywając pocałunku, objął mój tyłek. Klepnął mnie bardzo mocno, jednocześnie podniósł na mnie wzrok. Chyba chciał sprawdzić, czy nie przegiął, choć po jego minie widziałam, że raczej nie bierze tego pod uwagę. Jęknęłam głucho, by go upewnić, że właśnie tędy droga. Uśmiechnął się tak, jakby chciał powiedzieć: grzeczna dziewczynka.

Oj tak, będę dziś grzeczna.

Objęłam go. Pod dłońmi czułam twarde mięśnie pleców. Przesunęłam ręce na szerokie barki, na kark. Był tak napięty, że miałam wrażenie, że dotykam ciepłego posągu. Z erekcją.

Wyraźnie czułam, że jest bardziej niż gotowy. Chwycił mnie znów za oba pośladki, rozsunął, a potem od tyłu wbił mi palec w cipkę. Jęknęłam i zacisnęłam ręce na jego karku. Byłam zupełnie mokra.

Przez chwilę poruszał we mnie palcem, po czym cofnął dłonie, położył mi je na biodrach, oderwał usta od moich ust i odsunął mnie od siebie. Gwałtownie nabrałam powietrza. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów. Nie uśmiechał się już. Przyglądał mi się z chłodnym zainteresowaniem, jakby badał moją reakcję, uzależniając od niej dalsze postępowanie. Chyba spodobało mu się to, co zobaczył, bo uśmiechnął się szerzej niż przedtem. Zrobił pół kroku wstecz, rozpiął guziki koszuli i szybko ją zrzucił.

Był… idealny.

Proporcjonalnie zbudowany, z szeroką, niezbyt obficie zarośniętą klatką piersiową, pięknie zarysowanymi barkami i szyją, na której wyraźnie pulsowało tętno. Zrobiło mi się przyjemnie, bo wszystko wskazywało na to, że najwyraźniej nie tylko ja w tym towarzystwie zaraz oszaleję z podniecenia. Wyciągnęłam rękę i czubkami palców musnęłam to miejsce. Drgnął, złapał mnie za dłoń i podniósł do ust, a potem ugryzł mnie w palec, przeszywając mnie spojrzeniem diabelskich oczu.Mam przejebane, pomyślałam z zupełnie nieadekwatną do sytuacji radością.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz