Łzy smoka - Iwona Surmik - ebook + audiobook

Łzy smoka ebook

Iwona Surmik

4,5
3,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Smok - jedna z najbardziej charakterystycznych postaci w gatunku fantasy - stał się motywem przewodnim opowiadań zamieszczonych w antologii "Księga smoków". Gdy mogłoby się wydawać, że o bohaterze niezliczonych opowieści i legend nie da się wymyślić już nic nowego, Iwona Surmik czyni z niego symbol, który można odbierać jako zapowiedź degradacji środowiska naturalnego lub bezwzględnego, brutalnego boga.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 30

Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Iwona Surmik

Łzy smoka

Saga

Łzy smoka

Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2006, 2021 Iwona Surmik i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726771381

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Łzy smoka

Góra wyrastała pośrodku lasu. Już z daleka wyglądała na niepasującą do otoczenia, jakby przypadkiem porzuconą i całkiem samotną. Była szara, ale kiedy słońce kryło się za chmurami przybierała odcień czerni, a obmyta deszczem lśniła niezwykłą barwą zieleni. Rosnącą wokół bujną roślinność przetrzebiły okoliczne plemiona, bo opływająca górę rzeka i liczne naturalne źródła pozwalały na osiedlenie się. Ludzie wycinali niewielką przestrzeń, budowali chaty, orali i siali proso, hodowali bydło. Rzadko spotykali się z mieszkańcami innych wiosek, jeszcze rzadziej wyruszali do miasteczka, żeby sprzedać albo wymienić owoce swojej pracy. Tak naprawdę niewiele potrzebowali  parę garnków, ciepłe derki, materiał na ubrania, żelazne groty do włóczni i strzał, ostrza do noży.

Plemię Waho od wieków żyło w cieniu góry i szanowało ją. Nikt nie ośmieliłby się odłupać nawet kamyczka, grozić ogniem czy biegać po skałach. W zamian góra, na swój kamienny sposób, strzegła ich przed niebezpieczeństwem. Na jej grzbiecie wyładowywały swój gniew pioruny, z jej zboczy spłynął wodospad, który ugasił pożar, w jej trzewiach mieściła się jaskinia, miejsce ostatniego spoczynku zmarłych. Była też swojego rodzaju wyrocznią i sądem. Z wielką starannością zbierane okruchy skał, sproszkowane i dodane do wody sprowadzały wizje, a napojeni taką mieszanką podejrzani o przestępstwo wyznawali swoje winy lub oczyszczali się z zarzutów.

Góra miała też swój sekret, który ujrzeli nieliczni  jezioro ukryte między wypukłościami. Waho wierzyli, że to źródło mądrości, i pokolenia przywódców wyruszały na pielgrzymkę, by dostąpić objawienia.

* * *

Przycupnięta pod południowym stokiem wioska składała się z kilkunastu chat, zbudowanych z bali i krytych strzechą. Najważniejszym miejscem był plac z olbrzymią hikorą. Tu gromadzili się mężczyźni, żeby omówić istotne kwestie, w jej cieniu gwarzyły kobiety i bawiły się dzieci.

Stojące na wprost drzewa domostwo wyróżniało się werandą. Plecione krzesło wodza Waho było puste. Ansi umierał, a jego trzy tłuste żony krzątały się wokół, jakby wymiecenie podłogi, czy zmielenie mąki na zapas mogło zatrzymać go dłużej.

Starzec miał grubą, szarą, pooraną zmarszczkami skórę, czarne oczy i mocno zarysowane łuki brwiowe, które nadawały mu wyraz surowości. Najmłodsza żona, Pawa, czuwała nad nim nieustannie i podawała chłodną wodę do picia, a drobny młodzieniec  wnuk o imieniu Kabu  starał się zapamiętać każdą wskazówkę mamrotaną przez Ansiego w chwilach przytomności. Niezdolni do pracy członkowie plemienia czuwali na zewnątrz, kołysząc się w przód i w tył, i mrucząc pieśń ułatwiającą umierającemu przejście na drugą stronę.

Upiorny monotonny zaśpiew przynosił ulgę śmiertelnie choremu Ansiemu. Mimo to nie był jeszcze gotów, żeby opuścić świat żyjących i dołączyć do przodków.

 Okaż jej szacunek. Obiecaj...  szepnął, kiedy Kabu z tobołkiem na plecach szykował się do wyjścia.

 Obiecuję  powiedział Kabu i po raz ostatni uścisnął drżącą rękę dziadka.

Starzec zamknął oczy. Powiedział już wszystko, teraz mógł tylko czekać.

* * *

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.