Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Nie uwierzycie! Idę na najważniejsze urodziny tego sezonu!
W dodatku będą tam absolutnie WSZYSCY.Chłopaki również. Co za historia! Duży ogród pełen girland i balonów, gry i zabawy, ciastka bez limitu i… niespodzianka. Podobno tylko dla mnie. Jak zaraz tego komuś nie powiem, to wybuchnę. Mama jak zwykle jest zajęta, a Grzegorz, mój ojczym, z takim zaangażowaniem tłumaczy mojemu bratu ułamki, jakby to miało uratować świat. A tu trzeba ratować mnie! Bo w co ja się ubiorę? Na szczęście jest babcia Scarlett. Musimy wymyślić coś ekstra! Nie mogę być przecież codzienną Lukrecją. Muszę wyglądać jak gwiazda, bo co jeśli na urodzinach pojawi się najfajniejszy chłopak w całej szkole?
ANNE GOSCINNY, córka René Goscinnego, stworzyła współczesną serię dziewczyńskich przygód, które zilustrowała CATEL. Pokolenie Mikołajka dorosło, czas więc na nowe: pokolenie Lukrecji! Dotychczasowe tomy serii zostały docenione przez czytelników, o czym świadczą nominacje do tytułu najlepszej książki dziecięcej w plebiscytach Empiku i portalu Lubimyczytać.
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginałuLe monde de Lucrèce 10
IlustracjeCatel
Adaptacja okładkiMaria Gromek
Redaktorka nabywającaAleksandra Marton
Redaktorka prowadząca Karina Krysiak
Opieka redakcyjnaSylwia Stojak
AdiustacjaMagdalena Matyja-Pietrzyk
KorektaAleksander StępieńKinga Kosiba
ISBN 978-83-8427-419-4
Copyright © Anne Goscinny – Catel – Éditions Gallimard Jeunesse, 2025Le monde de Lucrèce 10 © Gallimard Jeunesse, 2025Copyright © for the translation by Paweł ŁapińskiCopyright © for the Polish edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026
Przeczytaj, co o książce sądzą inni czytelnicy, i oceń ją na lubimyczytać.pl
Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]
Wydanie I, Kraków 2026
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Dla Clémence, Valentine,
Lou i Mahée
Oraz dla Patrice’a H.,
który umożliwił Lukrecji
znalezienie drogi
między dwoma wspomnieniami…
Dzień przed rozpoczęciem mojej nauki w gimnazjum mama zabrała mnie na obiad do naleśnikarni na rogu ulicy, tuż obok swojej kancelarii. Bardzo lubię, kiedy spędzamy czas tylko we dwie, bez mojego młodszego brata.
– No i co, Lulu? – spytała mama. – Jak się właściwie czujesz jako gimnazjalistka?
– Cieszę się, że dorastam – odpowiedziałam radośnie. – Pewnego dnia zdam maturę, potem egzamin na prawo jazdy, zakocham się, będę miała dzieci, a może nawet wnuki!
Mama spojrzała na mnie, jakby widziała mnie po raz pierwszy, po czym zamilkła.
– Mamo! Naleśnik ci stygnie!
– No tak, masz rację, myszko – stwierdziła po chwili, posypując naleśnik cukrem.
– Ale mamo! Co ty robisz? Właśnie posłodziłaś sobie naleśnika z szynką i serem!
Mama tylko się zaśmiała i przyznała, że ewidentnie jest dzisiaj rozkojarzona. Ale kiedy po chwili posłodziła też sałatkę, uznawszy, że jest bez smaku, pomyślałam, że musi być naprawdę roztrzęsiona.
Położyłam dłoń na jej dłoni i zrozumiałam, że pewnego dnia to ja będę się o nią troszczyć.
A ona jakby usłyszała moje myśli, bo się uśmiechnęła.
– Wiesz – zaczęła, jakby mówiła sama do siebie – gimnazjum samo w sobie jeszcze niczego nie zmienia, człowiek nie dorasta tak z dnia na dzień!
Moja mama nie bardzo lubi, kiedy coś się zmienia, dlatego postanowiłam szybko zacząć inny temat, żeby ją jakoś pocieszyć.
– Scarlett oczywiście przyjdzie do nas wieczorem na kolację?
– Dzisiaj nie. Wyobraź sobie, że postanowiła nauczyć się obsługi komputera i zapisała się na specjalny kurs!
– Scarlett to ma dobrze. Paulina też ma dostać komputer, wiesz? Ja również chciałabym mieć swój – rzuciłam, rozcinając jajko sadzone królujące na moim naleśniku.
– Komputer? – Mama się zakrztusiła. – A czemu nie od razu okręt podwodny albo hodowlę psów rasowych?
– Ponieważ w gimnazjum komputer jest bardziej przydatny niż okręt podwodny – odpowiedziałam, trochę poirytowana.
Zrozumiałam, że mama jest bardziej drażliwa niż zwykle. Robi się taka za każdym razem, gdy dociera do niej, że dorastam. Kiedy byłam mała, czyli rok temu, nadal kupowała mi bluzki w kwiatuszki i z okrągłym kołnierzykiem. W tym roku poprosiłam o bluzę z kapturem i nowe trampki za kostkę z gwiazdką z boku.
Po wytrawnych naleśnikach zamówiłyśmy jeszcze po jednym na słodko, z polewą czekoladową. Poczułam się spokojniej, kiedy kelnerka zabrała ze stołu solniczkę i pieprzniczkę!
– Masz ochotę na kawę? – spytała mama.
– Na kawę? – powtórzyłam, chcąc się upewnić, że dobrze ją usłyszałam. – Nie, jestem jeszcze za mała, żeby pić kawę.
Mama się zaśmiała i powiedziała, że oczywiście mam rację, zdążę jeszcze w życiu polubić kawę, spróbować alkoholu, wyjść za mąż, mieć dzieci…
– No a jak będzie z tym komputerem? – spytałam.
– Zobaczymy, Lukrecjo – odpowiedziała.
Kiedy mama zwraca się do mnie „Lukrecjo”, to zwykle oznacza, że się na coś nie zgadza. A ja wiem, że jeśli mam mieć jakiekolwiek szanse na uzyskanie tego, czego chcę, to lepiej zmienić temat.
– Mamo?
– Tak, kochanie?
– A ty jak się ubierałaś, kiedy byłaś w moim wieku?
Dorośli uwielbiają opowiadać o swoim dzieciństwie.
Mama zapatrzyła się w dal i zastanawiała się długo, jakby to było bardzo ważne pytanie i naprawdę nie wolno jej się było pomylić.
– Za moich czasów nosiło się spódnice, swetry w bordowe albo brązowe romby i drapiące rajstopy. Miałam czółenka z dwiema sprzączkami, nie były wygodne jak twoje adidasy! A przede wszystkim nie mogłam chodzić do szkoły w spodniach!
Zaśmiałam się i powiedziałam, jak bardzo się cieszę, że żyję w moich czasach, bo nie zniosłabym drapiących rajstop ani bordowych rombów.
W drodze do domu zrobiłyśmy listę rzeczy, które są dzisiaj lepsze.
Zaczęłam od kuchenki mikrofalowej.
– Super się sprawdza, kiedy trzeba szybko podgrzać coś, co Grzegorz długo przygotowywał w kuchni – zauważyłam.
Potem przeszłyśmy do telefonu komórkowego.
– Dzięki niemu możesz do mnie zadzwonić, kiedy tylko wyjdę ze szkoły – powiedziałam do mamy, celowo uwydatniając swoje dołeczki. – Czyli widzisz, postęp to jednak dobra rzecz!
– Lukrecjo, mam nadzieję, że nie zamierzasz wracać znów do tej historii z komputerem!
– No co ty! – odparłam, nieco urażona. – Telefon służy do dzwonienia i tyle, a już szczególnie mój. A na komputerze można pracować, szukać materiałów do prezentacji, doskonalić się w dziedzinie, która nas interesuje, wyszukiwać dodatkowe zadania z matematyki, żeby zaliczyć sprawdzian, wysyłać maile do ludzi, których się lubi, ale z którymi nie ma się okazji widywać codziennie, uczyć się samodzielności…
– Dobrze, już dobrze, Lulu – mruknęła mama. – Rozumiem, co masz na myśli.
Otwierając drzwi do domu, spojrzała na mnie z tą samą miną, z którą wysłuchuje swoich klientów, kiedy przyznają, że faktycznie ukradli biżuterię z salonu jubilerskiego – ale tylko przypadkiem. Musicie wiedzieć, że moja mama jest adwokatką.
Pomogłam jej wypakować z bagażnika akta, które przywiozła ze sobą, po czym bez słowa poszłam do swojego pokoju. Z mamą tak już jest – trzeba ją zostawić w poczuciu, że powiedziała ostatnie słowo.
Włączyłam Madonnie lampkę grzewczą, ponieważ we wrześniu dni robią się coraz krótsze, a żółw jest strasznie wrażliwy na światło. Umyłam jej skorupę bardzo miękką szczoteczką do zębów. Madonna wysunęła główkę – to jej sposób na wyrażanie wdzięczności. Dobrze nam we dwie.
Chwilę wzajemnego zrozumienia gwałtownie przerwał mój brat, który wpadł do mojego pokoju, oczywiście bez pukania.
– Lulu! Znasz się może na piramidach?
– Możesz wejść, Wiktorze. Dzień minął mi dobrze, dziękuję, że pytasz!
– Tak, jasne… A z tymi piramidami?
– Nie mam pojęcia o piramidach.
– Serio? Przecież jako dzieci byliśmy w Grecji ze Scarlett, tatą i mamą.
Wzniosłam oczy do nieba.
– Wiktorze, litości, piramidy są w Egipcie!
– Ach! No i sama widzisz, jednak potrafisz mi pomóc! W przyszłym tygodniu mam prezentację przed całą klasą. Muszę opowiedzieć historię piramid z datami i mnóstwem zupełnie niepotrzebnych szczegółów.
Z Wiktorem zawsze jest tak samo. Nic nie robi przez całe wakacje, a w pierwszym tygodniu nauki wpada w totalną panikę, że dostanie złą ocenę od razu na początek semestru.
– Przykro mi, Wiktorze, ale w tej kwestii nie mogę dla ciebie nic zrobić. Musisz poprosić o pomoc Grzegorza albo mamę.
– Chyba oszalałaś – stwierdził mój brat, stukając się palcem wskazującym w skroń. – Przez całe lato wypytywali mnie, czy nie mam czegoś do zrobienia w wakacje, a ja przysięgałem, że nie!
Spojrzałam na mój regał z książkami, ale nie było tam nic o Egipcie.
– Masz jeszcze cały tydzień – podpowiedziałam bratu.
Kiedy Wiktor wpada w panikę, przeważnie czuję potrzebę, żeby go jakoś pocieszyć. Zresztą mama zawsze powtarza, że jestem odpowiedzialną starszą siostrą.
– No, nie całkiem – mruknął. – Prezentacja jest na poniedziałek, a mamy czwartek!
Wiktor usiadł na podłodze w moim pokoju i zaczął gryzmolić po jednym z moich nowiutkich zeszytów.
– Ej! Co ty robisz? – krzyknęłam.
– Ćwiczę rysowanie piramid – odpowiedział Wiktor.
Akurat miałam się na niego rzucić, żeby wyrwać mu włosy, kiedy mama zawołała go, żeby poszedł się myć.
– Liczę na ciebie, Lulu! – rzucił, bardzo szybko zamykając drzwi, żebym nie zdążyła się zdenerwować.
Oczywiście wróciłam myślami do sprawy komputera. Gdybym miała własny, wpisałabym w wyszukiwarce hasło „piramidy” i mogłabym pomóc Wiktorowi. Wyobraziłam sobie, że na moim biurku stoi duży ekran – trochę jak ten w gabinecie mamy, którego nie mogę ruszać – a przed nim całkowicie biała, miękka klawiatura. Kiedy stuka się w klawisze, człowiek ma wrażenie, że palce lekko się zapadają, jakby dotykały aksamitu.
Czasami, kiedy mamy nie ma w domu, lubię siadać przy jej biurku. Prostuję plecy i udaję, że bardzo szybko stukam w klawiaturę. Muszę się nieco przesunąć na przód fotela, bo inaczej moje stopy nie sięgają podłogi! Ale nigdy nie wchodzę do internetu – za bardzo się boję, że mama by się zorientowała.
Kiedy Wiktor kończy się myć, zazwyczaj przychodzi do nas Scarlett. Najpierw dzwoni trzy razy, żebyśmy się zorientowali, że to ona, a potem otwiera drzwi swoim kluczem. Moja babcia jest całkiem zbzikowana! Ale tego wieczoru, kiedy Grzegorz zawołał nas na kolację, Scarlett nie było.
– Twoja matka nie przyjdzie? – zdziwił się Grzegorz, zwracając się do mamy.
– Może wpadnie porwać deser – odpowiedziała mama.
– Ech! – westchnął Wiktor, trochę zawiedziony – Wolałbym, żeby wpadła porwać nas!
Grzegorz i mama się zaśmiali. Ja nie. Zawsze jestem trochę zazdrosna, kiedy Wiktor rozbawia naszych rodziców.
– Wyobraźcie sobie, że wasza babcia ma dzisiaj pierwsze zajęcia komputerowe! – kontynuowała mama.
– To naprawdę zbzikowane, żeby brać lekcje obsługi komputera – zauważyłam. – Przecież to nie jest aż takie trudne!
W tej samej chwili rozległy się trzy dzwonki, a potem Scarlett otwarła drzwi, po czym postawiła w przedsionku jakąś pomarańczową torbę, której dotychczas u niej nie widziałam.
– Jeszcze nie jemy deseru, Scarlett! – zauważył Wiktor.
– Szybko, kochanieńcy! Nalejcie mi coś do picia! – wysapała Scarlett, jakby właśnie ukończyła maraton.
Grzegorz wrzucił jej do kieliszka kilka kostek lodu i zalał je różowym winem.
– A niech mnie, Grzegorzu! Chcesz mnie zabić? Wino z lodem?
– To cię trochę orzeźwi, Scarlett! – odpowiedział Grzegorz uprzejmie. – Jesteś cała czerwona. Co się stało?
Babcia wyjęła z torebki puderniczkę, poklepała policzki specjalną gąbeczką, poprawiła Griszkę, swój kołnierz z lisa, uspokoiła oddech i wszystko nam wyjaśniła.
– No więc to było tak! Gerard, mój narzeczony, wyjeżdża na dwa tygodnie na trzeci ślub swojej siostry do Australii.
– Myślałam, że bierzesz te lekcje, żeby nauczyć się obsługi komputera – zauważyłam.
– Właśnie tak! Gerard podarował mi taki mały, przenośny komputer, śliczniutki i bardzo dobry, żebyśmy mogli wysyłać sobie maile i zdjęcia. Ale ja, chociaż jestem jeszcze bardzo młoda, nie należę do pokolenia, które urodziło się otoczone przez te wszystkie maszyny. Na przykład żeby wysłać zdjęcia, najpierw robię je moim aparatem, potem oddaję do wywołania, wkładam do koperty, a na koniec naklejam znaczek i idę na pocztę!
Wiktor zapytał, czy możemy przejść do deseru, bo zanim zdjęcia Scarlett dotrą do Australii, tarta cytrynowa Grzegorza stanie się całkiem niezjadliwa.
– No więc w dużym skrócie – kontynuowała Scarlett – pewien młody człowiek przyszedł do mnie po południu, żeby założyć mi konto i nauczyć mnie wysyłania zdjęć przez internet. Pokazał mi też, że wystarczy wpisać jakiekolwiek słowo w taki mały prostokąt, który pojawia się po uruchomieniu komputera, żeby otrzymać całą masę informacji!
Wiktor zrobił zblazowaną minę, wgryzając się w swoją porcję tarty cytrynowej, po czym dodał:
– Czyli masz maila, potrafisz obsługiwać wyszukiwarkę i dodawać załączniki!
– Właśnie tak! – odparła Scarlett z dumą. – Możecie mi wierzyć, że to nieporównywalnie trudniejsze od pokera! Zresztą muszę się wam przyznać, że uważam za trochę pospolite, żeby tak skracać czas wysyłania zdjęcia albo listu. Parę lat temu miałam romans z pewnym włoskim markizem. Zanim włożyłam list do koperty, perfumowałam delikatnie kartkę i składałam na niej pocałunek. Zamiast podpisu zostawiałam ślad swoich ust!
Mama chwyciła Grzegorza za rękę, jakby ją to wzruszyło.
– Faktycznie, papierowe listy były takie romantyczne – przytaknęła babci.
Grzegorz czule pocałował mamę w czoło. Zachowywali się, jakby byli zupełnie sami.
– Kiedy wysyłasz maile do Gerarda, zawsze możesz psiknąć perfumami w ekran – podpowiedział jej Wiktor.
Ja nic nie powiedziałam. Ale nie umknął mi widok pomarańczowej torby, którą Scarlett postawiła w przedsionku.
– Lulu – odezwała się Scarlett – kiedy już wyjmiesz mi z kieliszka ten straszny lód, skocz, proszę, po tę pomarańczową torbę, która stoi przy wejściu.
Przyniosłam babci torbę. Była ciężka, ale tylko trochę.
Scarlett otwarła ją i wyciągnęła nowiutki laptop o pięknej, połyskującej szarością obudowie.
– Doszłam do wniosku, że zdecydowanie wolę papeterię, słowniki, koperty i te śliczne znaczki. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak wiele można przekazać za pośrednictwem znaczków! Proszę, Lulu, to dla ciebie! – oświadczyła babcia, kładąc obok mojego talerza swój śliczny laptop. – Poprosiłam nawet tego młodego człowieka, który był u mnie dziś po południu, żeby ci założył własne konto mailowe!
Mama już miała coś powiedzieć, ale Grzegorz ją uprzedził.
– Dziękujemy, droga Scarlett! Komputer na pewno bardzo się przyda naszej Lukrecji w gimnazjum. Moi rodzice planowali jej go podarować na Gwiazdkę, ale ich ubiegłaś!
Ja w tym czasie spoglądałam na laptop i nie mogłam w to wszystko uwierzyć.
Kiedy go otworzyłam, wydał cudowny dźwięk. Zupełnie jakby mnie witała orkiestra symfoniczna w pełnym składzie.
– Hasło do logowania to „lululord”, bez odstępów i małymi literami – poinformowała mnie Scarlett. – To w sumie chyba już wszystko, co zrozumiałam z moich zajęć komputerowych!
– „Lulu” rozumiem, ale dlaczego „lord”? – spytała mama.
– Ojej, kochanie, to chyba jasne: na pamiątkę tego angielskiego lorda, który się we mnie kiedyś zakochał!
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Komputer
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
Meritum publikacji
