Licencja na zabijanie - Piotr Czyżewski - ebook

Licencja na zabijanie ebook

Piotr Czyżewski

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Przegrana wojna obronna 1939 roku przyniosła Polsce terror okupantów i opór podbitych. Nie wszystkie postawy Polaków z lat 1939-1945 można było uznać za chwalebne. Nie brakowało przypadków zdrady, denuncjacji, kolaboracji. Polskie Państwo Podziemne, na ile mogło, stanowczo reagowało na zjawiska i postawy szkodzące bezpieczeństwu i morale społeczeństwa. Sądy konspiracyjne wydawały wyroki na zdrajców, które były wykonywane przez żołnierzy podziemia.

Piotr Czyżewski opisuje działalność podziemnego wymiaru sprawiedliwości oraz kilka spektakularnych przypadków, którymi się zajął. Omawia sprawy:

- zabójstwa Igo Syma, czołowego amanta przedwojennego kina, który werbował polskich aktorów do gry w antypolskim filmie „Heimkehr” oraz w niemieckim Teatrze Miasta Warszawy;

- płk. Janusza Albrechta, szefa sztabu podziemnego Związku Walki Zbrojnej (poprzednika Armii Krajowej), aresztowanego w 1941 roku przez Niemców i zwolnionego w celu nawiązania kontaktu z komendantem ZWZ Stefanem Roweckim. Na żądanie dowództwa popełnił on samobójstwo, zażywając truciznę.

- inżyniera Stefana Witkowskiego, założyciela i dowódcę tajemniczej organizacji „Muszkieterzy”, która w pierwszych latach wojny prowadziła szeroką działalność wywiadowczą. Za kontakty z Niemcami został on skazany na śmierć i zastrzelony we wrześniu 1942 roku.

- Eugeniusza Świerczewskiego, członka siatki wywiadowczej ZWZ „Stragan”, później agenta gestapo, który wskazał Niemcom miejsce pobytu gen. Roweckiego, co umożliwiło jego aresztowanie.

Książka ukazuje ciekawe aspekty podziemnej walki i okupacyjnej rzeczywistości. Stawia też ważkie pytania dotyczące wymierzania sprawiedliwości w warunkach wojennych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 346

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Cytat

I gdy raz jesz­cze rzu­cam pyta­nie: wiel­ko­ści, gdzie twoje imię? Znaj­duję odpo­wiedź: wiel­kość naszego narodu w wiel­kiej epoce 1863 roku ist­niała, a pole­gała ona na jedy­nym może w dzie­jach naszych rzą­dzie, który, nie­znany z imie­nia, był tak sza­no­wany i tak słu­chany, że zazdrość wzbu­dzać może we wszyst­kich kra­jach i u wszyst­kich naro­dów.

Józef Pił­sud­ski, Rok 1863

Wstęp

Cytat ze strony poprzed­niej nie został użyty przy­pad­kowo. O feno­me­nie pań­stwa pod­ziem­nego pisał sam mar­sza­łek Józef Pił­sud­ski. Nie­znany z imie­nia, był tak sza­no­wany i tak słu­chany, że zazdrość wzbu­dzać może we wszyst­kich kra­jach i u wszyst­kich naro­dów. Choć pisał wtedy o Rzą­dzie Naro­do­wym okresu powsta­nia stycz­nio­wego, gdyby dożył cza­sów naj­więk­szego kon­fliktu dwu­dzie­stego wieku, zapewne powie­liłby te słowa o Pol­skim Pań­stwie Pod­ziem­nym okresu dru­giej wojny świa­to­wej.

Tema­tyka pol­skiej kon­spi­ra­cji cie­kawi i inspi­ruje kolejne poko­le­nia. Rze­sze naukow­ców, ale i sym­pa­ty­ków histo­rii sta­rają się popu­la­ry­zo­wać ten obszar pol­skiej histo­rii, uka­zu­jąc jego zło­żo­ność, gigan­tyczny wysi­łek jego człon­ków oraz uni­ka­to­wość w skali całego świata. Nie było dru­giego takiego tworu na świe­cie i zakres jego dzia­łal­no­ści obej­mo­wał sze­roki wachlarz życia spo­łe­czeń­stwa – począw­szy od edu­ka­cji, a skoń­czyw­szy na walce zbroj­nej.

Nie będzie odkryw­cze stwier­dze­nie, że rynek popu­la­ry­zo­wa­nia histo­rii w Pol­sce jest obec­nie mocno nasy­cony tema­tyką pol­skiego pod­zie­mia okresu dru­giej wojny świa­to­wej. Nie­wąt­pli­wie dodat­nią cechą takiej aktyw­no­ści jest pro­pa­go­wa­nie wie­dzy o dzie­jach minio­nych, które są dla Pola­ków świeże i żywe. Żyją wciąż przed­sta­wi­ciele poko­le­nia, które pamięta tra­giczną histo­rię Pol­ski roz­dar­tej w 1939 roku mię­dzy Rosję a Niemcy. Wiele nowych dla histo­rii wyda­rzeń i osób z nimi zwią­za­nych jest odkry­wa­nych przez zawo­do­wych histo­ry­ków pro­wa­dzą­cych naukowe bada­nia w obsza­rze dzie­jów Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego. Histo­rie te inspi­rują dal­sze grono pasjo­na­tów, któ­rzy w dobie współ­cze­snych tech­no­lo­gii i maso­wo­ści dostępu do inter­netu są w sta­nie docie­rać do sze­ro­kiej grupy odbior­ców, popu­la­ry­zu­jąc prze­różne tematy histo­ryczne. Kanały wideo, pod­ca­sty, posty w social mediach. Każda z tych form może nam przy­bli­żyć jakąś cie­kawą histo­rię i prze­nieść nas na chwilę w cza­sie do opo­wia­da­nych wyda­rzeń.

Taką formą utrwa­la­nia histo­rii są też książki. Zarówno te naukowe, co do zasady moc­niej­sze warsz­ta­towo, jak i luź­niej popu­la­ry­zu­jące wybrane zagad­nie­nia histo­ryczne. To wła­śnie od pew­nej nauko­wej publi­ka­cji zaczęło się moje zain­te­re­so­wa­nie tema­tem tej książki. Gdy pew­nego razu w moje ręce wpa­dła praca Leszka Gondka o pod­ziem­nym wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści, oka­zało się, że lek­tura ta prze­ka­zuje sporą liczbę krót­kich, choć fascy­nu­ją­cych histo­rii, które, odna­le­zione na kar­tach zaku­rzo­nych stron, odkry­wają całe piękno nauki histo­rycznej. Tym, co zła­pało mnie w sidła histo­rii o sądow­nic­twie pod­ziem­nym, była postać Janu­sza Albrechta. Wspo­mniana w pracy Gondka mimo­cho­dem, wystar­cza­jąco uru­cho­miła pro­ces, który fizyk nobli­sta Richard Feyn­man nazwałby przy­jem­no­ścią pozna­wa­nia. Zachę­cony krótką notką o Albrech­cie, roz­po­czą­łem poszu­ki­wa­nia dal­szych inte­re­su­ją­cych histo­rii osób, które otarły się o wyroki sądów pol­skiego pod­zie­mia.

Od tam­tej chwili odkry­cia tra­gicz­nej histo­rii postaci Janu­sza Albrechta minęło tro­chę czasu, a ja wciąż mam poczu­cie, że tema­tyka sądow­nic­twa pod­ziem­nego z okresu dru­giej wojny świa­to­wej nie jest wystar­cza­jąco pro­mo­wana na rynku wydaw­ni­czym w naszym kraju. Jako Polacy jeste­śmy dumni z naszej prze­szło­ści i naszego first to fight. Zagad­nie­nia Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego mają zna­cząco bogatą lite­ra­turę naukową i popu­lar­no­nau­kową. Jed­nakże pomimo kilku istot­nych prac poświę­co­nych tema­tyce pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, brak jest w mojej oce­nie na obec­nym rynku wydaw­ni­czym pozy­cji, która byłaby adre­so­wana do zwy­kłego czy­tel­nika i zwięźle przed­sta­wiała róż­no­ra­kie aspekty funk­cjo­no­wa­nia pod­ziem­nego sądow­nic­twa wraz z kil­koma inte­re­su­ją­cymi por­tre­tami osób, na które pod­zie­mie wydało wyrok śmierci.

Choć w zakoń­cze­niu książki czy­tel­nik będzie miał oka­zję zapo­znać się z komen­ta­rzem i opi­sem naj­waż­niej­szych publi­ka­cji, któ­rymi wspie­ra­łem się pod­czas pisa­nia tej pozy­cji, to warto już teraz zare­ko­men­do­wać kilku twór­ców, któ­rzy pogłę­bią wie­dzę na temat pod­ziem­nego sądow­nic­twa. Naj­waż­niej­szymi auto­rami, któ­rzy spo­glą­dają na tę tema­tykę z punktu widze­nia prawno-histo­rycz­nego, są takie posta­cie, jak Wła­dy­sław Sie­ro­szew­ski (sędzia pod­ziemny), Leszek Gon­dek, Paweł Maria Lisie­wicz, Piotr Szopa czy też Bar­tło­miej Szy­prow­ski. Dzieła tych auto­rów są bar­dzo solidne z warsz­ta­to­wego punktu widze­nia, a per­spek­tywa Sie­ro­szew­skiego jest uni­ka­towa, bowiem pisał ją rów­nież przez pry­zmat wła­snych doświad­czeń, jako jeden z fila­rów war­szaw­skiej pod­ziem­nej Temidy. Niektó­rzy z nich sku­piają więk­szą uwagę na samym funk­cjo­no­wa­niu sądow­nic­twa, a inni poświę­cają jej wię­cej por­tre­tom osób ska­za­nych. Nie można zapo­mi­nać ponadto o innych twór­cach, któ­rych publi­ka­cje poma­gają lepiej zro­zu­mieć tema­tykę wyro­ko­wa­nia w dobie oku­pa­cji. Naj­bli­żej poniż­szej książce będzie praw­do­po­dob­nie do pozy­cji Lisie­wicza, która w inte­re­su­ją­cych mnie pro­por­cjach pre­zen­tuje zasady funk­cjo­no­wa­nia pod­ziemnych sądów i odro­binę bar­dziej roz­bu­do­wane por­trety osób ska­za­nych. Ostat­nie jej wyda­nie pocho­dzi jed­nak z 1988 roku. Nie śmiał­bym jed­nak porów­ny­wać warsz­ta­towo niniej­szej książki z pracą tego autora, choć żywię nadzieję, że dołoży ona popu­la­ry­za­tor­ską cegiełkę moż­li­wie jak naj­bliż­szą war­to­ści tej, któ­rej swe pióro poświę­cił Paweł Maria Lisie­wicz.

Po cóż zatem kolejna publi­ka­cja w zakre­sie tej tema­tyki? Otóż celem niniej­szej pracy jest wpro­wa­dzić odbiorcę nie­za­zna­jo­mio­nego do tej pory z aspek­tami sądow­nic­twa pod­ziem­nego w pod­stawy zasad jego funk­cjo­no­wa­nia, pre­zen­tu­jąc dodat­kowo roz­bu­do­wane por­trety osób, które zostały ska­zane na karę śmierci przez pol­skie pod­zie­mie. Z nadzieją spo­glą­dam także na takie zain­te­re­so­wa­nie tema­tem czy­tel­nika, aby dzięki tej pozy­cji mógł pogłę­biać dalej swoją wie­dzę na pod­sta­wie dużo bar­dziej roz­bu­do­wa­nych źró­dłowo publi­ka­cji popu­lar­no­nau­ko­wych i nauko­wych, które są przy­wo­ły­wane na łamach niniej­szej książki i reko­men­do­wane przeze mnie do dal­szego zapo­zna­wa­nia się z ich tre­ścią. Mam nadzieję, iż ten łączny rezul­tat popu­la­ry­za­cji kwe­stii wyro­ków w pol­skim pod­zie­miu przy­bliży choć o jeden krok zna­jo­mość tej pro­ble­ma­tyki szer­szemu gronu czy­tel­ni­ków.

Książka w swej zasad­ni­czej czę­ści jest podzie­lona na pięć głów­nych roz­dzia­łów. Pierw­szy to opis zasad funk­cjo­no­wa­nia sądow­nic­twa pod­ziem­nego. Roz­dział ten pozwoli na roz­róż­nie­nie aspek­tów spe­cjal­nego sądow­nic­twa cywil­nego i woj­sko­wego wraz z ich szcze­gól­nymi zasa­dami dzia­ła­nia uwa­run­ko­wa­nymi oko­licz­no­ściami oku­pa­cji kraju. Kolejne cztery roz­działy to por­trety osób, na które pod­zie­mie wydało wyrok: aktora Igo Syma, szefa sztabu Związku Walki Zbroj­nej Janu­sza Albrechta, dowódcy orga­ni­za­cji „Musz­kie­te­rzy” Ste­fana Wit­kow­skiego i kry­tyka lite­rac­kiego Euge­niu­sza Świer­czew­skiego. Kry­te­rium wyboru tych osób było to, iż albo ich syl­wetki były nie­jed­no­znaczne moral­nie, albo bar­dzo ważne dla histo­rii dru­go­wo­jen­nej kon­spi­ra­cji.

Por­trety te zatem uka­zują różne postawy, które dla pol­skiego pod­zie­mia stały się pod­stawą wyda­nia wyroku śmierci. Dodat­kowo myślą prze­wod­nią wyboru tych, a nie innych osób jest ich nie zawsze jed­no­znaczny spo­sób postę­po­wa­nia kwa­li­fi­ku­jący do wymie­rze­nia kary śmierci. Czy czy­tel­nik, podą­ża­jąc za przed­sta­wioną histo­rią, zgo­dzi się z wyro­kiem pod­zie­mia ska­zu­ją­cym te osoby na pozba­wie­nie życia? To od tego pyta­nia zro­dziły się moje plany napi­sa­nia pracy o pod­ziem­nym wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści, gdy pochło­nęła mnie histo­ria Janu­sza Albrechta. Wyjąt­kowo sze­roko potrak­to­wany został kazus Ste­fana Wit­kow­skiego ze względu na wyjąt­ko­wość i wie­lo­to­ro­wość jego dzia­łal­no­ści w życiu pol­skiego pod­zie­mia.

Książka nie rości sobie prawa do bycia wyczer­pu­jącą mono­gra­fią czy publi­ka­cją naukową. Jed­nakże jej celem jest nie tylko doło­żyć cegiełkę do popu­la­ry­za­cji tema­tyki pod­ziem­nej Temidy i uprzy­jem­nić czy­tel­ni­kowi wie­czór z książką, ale rów­nież zachę­cić do wła­snych reflek­sji na temat szcze­gól­nych aspek­tów funk­cjo­no­wa­nia sądów oraz postaw osób ska­za­nych. Czy organy pod­ziemne mogły podej­mo­wać lep­sze decy­zje? Czy udało się unik­nąć błę­dów w wyro­ko­wa­niu? Czy sądow­nic­two pod­ziemne było fak­tycz­nie potrzebne? Dla­czego boha­te­ro­wie czte­rech roz­dzia­łów tej książki zde­cy­do­wali się na takie, a nie inne spo­soby postę­po­wa­nia? Na te i inne pyta­nia posta­ramy się odpo­wie­dzieć w tej publi­ka­cji. Być może zain­spi­rują one czy­tel­ni­ków do poszu­ki­wa­nia odpo­wie­dzi na wła­sne pyta­nia doty­czące zagad­nień, które pozo­stały nie­wy­ja­śnione lub odkry­cia nowych infor­ma­cji o nich.

Czym było sądownictwo podziemne?

Historia

Poję­cie sądów pod­ziem­nych brzmi enig­ma­tycz­nie. Czy to ozna­cza, że scho­dzono do piw­nic lub kana­łów, by sądzić pod­sąd­nych pod­ziem­nej Temidy i wyda­wać wyroki w spra­wach gar­dło­wych? Czy też były to sądy funk­cjo­nu­jące jaw­nie pod nad­zo­rem oku­panta? Otóż należy odróż­nić sądow­nic­two powszechne, jaw­nie funk­cjo­nu­jące na obsza­rze Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa, od sądow­nic­twa nie­jaw­nego, pod­ziem­nego, zwią­za­nego z naj­więk­szą orga­ni­za­cją pod­ziemną w oku­po­wa­nym kraju, tj. Związ­kiem Walki Zbroj­nej, a następ­nie Armią Kra­jową.

Sądow­nic­two jawne pol­skie zostało utrzy­mane w utwo­rzo­nym Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie. Kom­pe­ten­cje tych sądów zostały w spo­sób oczy­wi­sty ogra­ni­czone i obej­mo­wały sprawy mniej­szej wagi, jed­nak miały one cha­rak­ter pol­ski i można tu mówić o pew­nej cią­gło­ści tego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. Dzia­łał on pod nie­miec­kim zwierzch­nic­twem, a pol­scy sędzio­wie pod­czas roz­praw nie mogli uży­wać pol­skiego godła oraz innych insy­gniów Rze­czy­po­spo­li­tej. Co cie­kawe, gdy docho­dziło do kon­tak­tów pol­skich praw­ni­ków ze spra­wu­ją­cymi nad­zór nad pol­skimi sądami nie­miec­kimi wydzia­łam spra­wie­dli­wo­ści, komu­ni­ka­cja była mery­to­ryczna i wolna od nazi­stow­skiej ide­olo­gii1. Mimo nimbu eli­tar­no­ści zawodu, praca w wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści nie dawała przy­wi­le­jów pod­czas oku­pa­cji. W przy­padku łapanki doku­ment poświad­cza­jący tę pracę nie chro­nił przed aresz­to­wa­niem i tor­tu­rami. Co wię­cej, pen­sje za które pra­co­wano, były gło­dowe2.

Chwila reflek­sji pozwala na zro­zu­mie­nie takiego podej­ścia oku­panta do pozo­sta­wie­nia jurys­dyk­cji pol­skich sądów w spra­wach mniej­szej wagi, ponie­waż w życiu pod­czas wojny – choć tak róż­nym od życia codzien­nego w dobie pokoju – rów­nież toczyły się zwy­kłe spory o mie­dzę. Roz­strzy­ga­nie takich spraw nie uwła­czało pre­sti­żowi pań­stwa oku­po­wa­nego, a koniec koń­ców i tak to nie­miec­kie wydziały spra­wo­wały nad­zór nad zacho­wa­nymi pol­skimi sądami.

Poza sądow­nic­twem pol­skim w Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie dzia­łały rów­nież sądy nie­miec­kie. Orze­kały one w spra­wach osób naro­do­wo­ści nie­miec­kiej. Karały rów­nież zama­chy na auto­ry­tet i bez­pie­czeń­stwo pań­stwa nie­miec­kiego lub życie, zdro­wie i wła­sność jego oby­wa­teli. Poza tym sędzio­wie nie­mieccy uzy­skali upraw­nie­nia w zakre­sie uchy­la­nia wyro­ków pol­skich i prze­ka­zy­wa­nia tych spraw do sądów nie­miec­kich3. Warto ponadto nad­mie­nić, że dys­kry­mi­na­cja i ter­ror pano­wały także w sądow­nic­twie nie­miec­kim na zie­miach pol­skich wcie­lo­nych do Rze­szy, gdzie w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści jego ofia­rami byli wła­śnie Polacy. Za zwy­kłe kop­nię­cie Niemca Polak mógł zostać ska­zany na karę śmierci. Z dru­giej strony za bru­talne pobi­cie oby­wa­tela Pol­ski miesz­ka­niec Rze­szy mógł liczyć na unie­win­nie­nie4.

Ogól­nie rzecz bio­rąc, można powie­dzieć, że nie­miecki wymiar spra­wie­dli­wo­ści stał się pomoc­ni­czym orga­nem wspie­ra­ją­cym nazi­stow­ską machinę ter­roru w likwi­da­cji narodu pol­skiego5. W jed­nym z wyro­ków powo­jen­nego try­bu­nału orze­ka­ją­cego w spra­wie nie­miec­kich sędziów możemy zna­leźć stwier­dze­nie, iż pod ich praw­ni­czymi togami ukryte były mor­der­cze szty­lety6.

Nie były to jed­nak wszyst­kie rodzaje sądow­nic­twa, które funk­cjo­no­wało na tere­nach pod­bi­tych. Wspo­mniane wyżej sądow­nic­two miało cha­rak­ter jawny. Jak zatem możemy nazwać sądow­nic­two nie­jawne na tere­nach oku­po­wa­nej Pol­ski? Był to pod­ziemny wymiar spra­wie­dli­wo­ści legi­ty­mi­zo­wany przez wła­dze emi­gra­cyjne i egze­kwo­wany na tere­nie pod­bi­tej Pol­ski przez odpo­wied­nie komórki pod­zie­mia, który sta­wał się narzę­dziem sank­cji wobec tych, któ­rych zacho­wa­nia nosiły zna­miona prze­śla­do­wa­nia człon­ków spo­łe­czeń­stwa lub we współ­pracy z oku­pan­tem nara­żały innych na nie­bez­pie­czeń­stwo.

Taki opis sądów pod­ziem­nych byłby nad­mier­nym uprosz­cze­niem, dla­tego też pierw­sze trzy pod­roz­działy nakre­ślą cha­rak­ter funk­cjo­no­wa­nia trzech rodza­jów sądów pod­ziem­nych: Sądów Kap­tu­ro­wych, Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych i Cywil­nych Sądów Spe­cjal­nych. Były to organy stwo­rzone z myślą o obro­nie oku­po­wa­nego narodu, pod­trzy­my­wa­nia jego morale i eli­mi­na­cji jed­no­stek współ­pra­cu­ją­cych z agre­so­rem bądź zagra­ża­ją­cych orga­ni­za­cji woj­sko­wej czy też spo­łe­czeń­stwu. Nato­miast ostat­nie dwa pod­roz­działy będą poświę­cone egze­ku­cjom jako szcze­gól­nym aspek­cie funk­cjo­no­wa­nia pod­ziem­nego apa­ratu spra­wie­dli­wo­ści, który uzu­pełni wie­dzę doty­czącą mecha­ni­zmów dzia­ła­ją­cych w pod­ziem­nej Temi­dzie.

Druga część tej publi­ka­cji sku­pia się na por­tre­tach i histo­riach osób, na które pol­skie pod­zie­mie wydało wyrok, dla­tego wpro­wa­dze­nie do sądow­nic­twa pod­ziem­nego jest nie­zbędne do zro­zu­mie­nia spo­sobu wyro­ko­wa­nia kary śmierci w tym wymia­rze spra­wie­dli­wo­ści. Nawet pomimo faktu, iż wiele doku­men­tów świad­czą­cych o wyro­kach zagi­nęło lub orze­cze­nia te mogły zapa­dać nie­kiedy w nie­for­mal­nym gro­nie. Pochy­limy się jed­nakże nad praw­nymi aspek­tami takich decy­zji i posu­niemy się do pew­nych reflek­sji zwią­za­nych ze słusz­no­ścią zapa­dłych wyro­ków.

Sądy Kapturowe

Nie­miecki atak na Pol­skę bez wypo­wie­dze­nia wojny, jak i nastę­pu­jące póź­niej wkro­cze­nie Rosjan na Kresy Wschod­nie zwia­sto­wały nad­cho­dzącą rychłą klę­skę Rze­czy­po­spo­li­tej w kam­pa­nii wrze­śnio­wej. Wsku­tek tego pol­ski rząd posta­no­wił ewa­ku­ować się do Rumu­nii. Prze­pisy kon­sty­tu­cji kwiet­nio­wej upraw­niały pre­zy­denta do wyzna­cze­nia swego następcy w wypadku wybu­chu wojny. Prawo pozwa­lało zacho­wać cią­głość wła­dzy i zabez­pie­czyć jej legalne prze­ka­za­nie na ręce kon­ty­nu­atora. Nie obyło się jed­nak bez poli­tycz­nych kon­tro­wer­sji pod­czas samego wyzna­cze­nia następcy. Ówcze­sny pre­zy­dent Ignacy Mościcki począt­kowo mia­no­wał do peł­nie­nia tej funk­cji słyn­nego adiu­tanta mar­szałka Józefa Pił­sud­skiego, tj. Bole­sława Wie­niawę-Dłu­go­szow­skiego, który spra­wo­wał wtedy urząd pol­skiego amba­sa­dora w Rzy­mie. Z powodu naci­sku pol­skiej przedwrze­śnio­wej opo­zy­cji i poli­ty­ków fran­cu­skich, któ­rzy nie zga­dzali się z tą kan­dy­da­turą, adiu­tant Pił­sud­skiego posta­no­wił tej nomi­na­cji nie przy­jąć, w rezul­ta­cie czego pre­zy­dent Mościcki wyzna­czył na swego następcę Wła­dy­sława Racz­kie­wi­cza7.

Sana­cyjna prze­szłość Wie­niawy-Dłu­go­szow­skiego zablo­ko­wała mu karierę pre­zy­dencką, ponie­waż w dobie bły­ska­wicz­nej klę­ski pań­stwa pol­skiego odpo­wie­dzial­ność za nią spa­dła na obóz sana­cyjny i ludzi sym­pa­ty­zu­ją­cych z ruchem pił­sud­czy­kow­skim. Racz­kie­wicz jako bar­dziej neu­tralny kan­dy­dat stał się akcep­to­walny dla sił poli­tycz­nych szy­ku­ją­cych nowe miej­sce dla pol­skiego rządu po wrze­śnio­wej klę­sce. Pomimo tego prze­si­le­nia Mościc­kiemu udało się sku­tecz­nie zrzec urzędu, co w następ­stwie dal­szych wyda­rzeń – otrzy­ma­nia wła­dzy przez nowego pre­zy­denta i ukon­sty­tu­owa­nia się nowego rządu we Fran­cji – pozwo­liło zacho­wać legalną kon­ty­nu­ację pań­stwo­wych władz Rze­czy­po­spo­li­tej.

Poza dzia­ła­niami zwią­za­nymi z usta­bi­li­zo­wa­niem sytu­acji poli­tycz­nej poprzez stwo­rze­nie rządu za gra­nicą, w nocy z 26 na 27 wrze­śnia 1939 roku powo­łano do życia Służbę Zwy­cię­stwu Pol­ski8. Orga­ni­za­cja ta prze­cie­rała szlaki póź­niej­szym woj­sko­wym orga­ni­za­cjom kon­spi­ra­cyj­nym – Związ­kowi Walki Zbroj­nej i Armii Kra­jo­wej. O zło­żo­no­ści pro­ce­sów kształ­tu­ją­cych pol­skie pod­zie­mie możemy prze­czy­tać w pod­roz­dziale „Akcja sca­le­niowa”. Od pierw­szych dni oku­pa­cji sta­wało się rów­nież oczy­wi­ste, że trzeba będzie powo­łać jakiś rodzaj sądow­nic­twa, który byłby ele­men­tem pol­skiego oporu i sądziłby osoby współ­pra­cu­jące z oku­pan­tem.

Pośpiech przy two­rze­niu takich struk­tur ni­gdy nie jest jed­nak dobrym doradcą, zwłasz­cza że sądy takie miały orze­kać o życiu i śmierci. Nie­mniej jed­nak oczy­wi­ste było, że taka potrzeba ist­nieje. Pod­czas funk­cjo­no­wa­nia Służby Zwy­cię­stwu Pol­ski nie utwo­rzono regu­lar­nej siatki sądów, które obję­łyby swoją dzia­łal­no­ścią cały kraj. Ist­niał jed­nak sąd spe­cjalny powo­łany do życia przy Komen­dzie Głów­nej Służby Zwy­cię­stwu Pol­ski. Nie wia­domo jed­nak zbyt wiele o jego dzia­łal­no­ści. Zespół sądzący miał skła­dać się z ofi­ce­rów sztabu i wydać kilka wyro­ków śmierci, w tym na jed­nego z jego człon­ków. Egze­ku­cji miała doko­ny­wać grupa ochrony sztabu pod dowódz­twem pod­cho­rą­żego Jerzego Nowa­kow­skiego9.

Z kraju zaczęły pły­nąć głosy czo­ło­wych przed­sta­wi­cieli struk­tur pol­skiego pod­zie­mia, sygna­li­zu­jące rzą­dowi we Fran­cji potrzebę powo­ła­nia regu­lar­nej siatki pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, który mógłby orze­kać karę śmierci i aktyw­nie reago­wać na naganne zacho­wa­nia spo­łeczne. W stycz­niu komen­dant orga­ni­za­cji pod­ziem­nej Ste­fan Rowecki („Grot”, „Rakoń”) alar­mo­wał o potrze­bie utwo­rze­nia w kraju Sądów Kap­tu­ro­wych10. Odpo­wiedź z Fran­cji przy­szła w lutym i wska­zy­wała na pewne nie­zro­zu­mie­nie wyzwań, przed któ­rymi stało pod­zie­mie w kraju.

Pole­cano usu­wa­nie z orga­ni­za­cji szpie­gów i pro­wo­ka­to­rów. Bra­ko­wało jed­nak posta­wie­nia sprawy w szer­szym kon­tek­ście i wska­za­nia na ochronę ogółu spo­łe­czeń­stwa, kon­cen­tru­jąc uwagę na zdraj­cach wewnątrz orga­ni­za­cji. Reko­men­do­wano rów­nież utwo­rze­nie jed­nej instan­cji dla całego obszaru oku­pa­cji i zatwier­dza­nie wyro­ków przez komen­danta oku­pa­cji i repre­zen­ta­cję poli­tyczną11. Ocena tych zale­ceń wzbu­dza kry­tyczne spoj­rze­nie na akcen­to­wa­nie cen­tra­li­za­cji takiego apa­ratu sądow­ni­czego. Warunki oku­pa­cji znacz­nie unie­moż­li­wiały płynną komu­ni­ka­cję, a w szcze­gól­no­ści trudno wyobra­zić sobie jedną instan­cję i zatwier­dza­nie wyro­ków wyma­ga­ją­cych wyko­na­nia na tere­nie całego kraju komen­dan­towi, który jest w jed­nym miej­scu.

Replika Rowec­kiego z marca 1940 roku nie pozo­sta­wiała żad­nych wąt­pli­wo­ści co do jego sta­no­wi­ska. Odpo­wia­dał on, że taka forma funk­cjo­no­wa­nia pod­ziem­nego apa­ratu spra­wie­dli­wo­ści byłaby nie­wy­ko­nalna, bio­rąc pod uwagę panu­jące w kraju warunki. „Rakoń” uwa­żał, że nie­moż­liwe jest „na Ślą­sku zesta­wiać akta i prze­ka­zy­wać je do War­szawy, aby tam zapadł wyrok”. Jako żoł­nierz „Grot” oznaj­miał pro­sto z mostu, że w przy­padku szpie­gów „powi­nien dowódca wła­ściwy mieć prawo jak wroga na polu walki roz­strze­lać”. Ponadto, doda­wał, iż osob­nicy w postaci szpie­gów-pro­wo­ka­to­rów są likwi­do­wani na wnio­sek komen­dan­tów woj­sko­wych zatwier­dzo­nych przez komen­danta okręgu. Można rzec, iż prak­tyka dości­gała zbli­ża­jącą się teo­rię12.

Dzięki zawzię­to­ści komen­danta Związku Walki Zbroj­nej 16 kwiet­nia 1940 roku Komi­tet dla Spraw Kraju13 pod­jął uchwałę w spra­wie Sądów Kap­tu­ro­wych. Ten akt prawny stał się pod­stawą prawną ukształ­to­wa­nia Sądów Kap­tu­ro­wych, które powo­łano w maju, wyda­jąc akt prawny Kodeks Sądów Kap­tu­ro­wych oraz zwią­zane z nim prze­pisy mate­rialne. Była to pierw­sza próba usys­te­ma­ty­zo­wa­nia funk­cjo­no­wa­nia sądów pod­ziem­nych w oku­po­wa­nej Pol­sce14.

Forma ich powo­ła­nia budzi pewne wąt­pli­wo­ści auto­rów bada­ją­cych tema­tykę sądow­ni­czą. Pod­kre­ślał je wspo­mniany we wstę­pie sędzia pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści Wła­dy­sław Sie­ro­szew­ski, który ubo­le­wał, iż kodeks i prze­pisy mate­rialne nie zostały powo­łane do życia w for­mie ustawy lub dekretu, które pol­skie wła­dze wydały np. w spra­wie nie­waż­no­ści aktów praw­nych władz oku­pa­cyj­nych (z dnia 30 listo­pada 1939 roku)15. W opi­nii innego bada­cza, Grze­go­rza Gór­skiego, kon­sty­tu­cyjne unor­mo­wa­nia suge­ro­wały zasto­so­wa­nie do two­rze­nia sądów woj­sko­wych trybu ustawy i nie jest zro­zu­miałe, czemu pre­zy­dent nie zde­cy­do­wał się na formę choćby dekretu (który mógł wydać w cza­sie stanu wojen­nego)16. Kon­klu­du­jąc, przy­jęta forma uchwały zamiast ustawy nie jest zado­wa­la­jącą pod­stawą ukształ­to­wa­nia pod­ziem­nego sądow­nic­twa w oku­po­wa­nej Pol­sce. Two­rząc sys­tem tak istotny z punktu widze­nia sto­sun­ków spo­łecz­nych jak wymiar spra­wie­dli­wo­ści, uchwała nie wydaje się odpo­wia­dać cię­ża­rowi gatun­ko­wemu utwo­rze­nia pod­ziem­nego sądow­nic­twa, a forma dekretu lub ustawy, która zwy­kle nor­muje sprawy istotne z punktu widze­nia wspo­mnia­nych już sto­sun­ków spo­łecz­nych, mogłaby dać lep­szą legi­ty­ma­cję utwo­rze­niu takich sądów. Oku­pa­cyjne warunki zmu­szały jed­nak do podej­mo­wa­nia takich, a nie innych decy­zji i Sądy Kap­tu­rowe zostały zaak­cep­to­wane w gro­nie pol­skiego pod­zie­mia bez względu na formę prawną ich ukon­sty­tu­owa­nia.

* * *

Wymie­nione tutaj aspekty zwią­zane z wąt­pli­wo­ściami doty­czą­cymi formy praw­nej mają na celu nakre­ślić jedną zasad­ni­czą cechę pod­ziem­nego sądow­nic­twa, która będzie prze­wi­jać się przez cały okres jego funk­cjo­no­wa­nia. Cho­dzi mia­no­wi­cie o fakt, iż trudno ocze­ki­wać stu­pro­cen­to­wego upew­nia­nia się, że wszyst­kie aspekty prawne zwią­zane z funk­cjo­no­wa­niem tych sądów nie stoją w sprzecz­no­ści z pew­nymi ogól­nymi nor­mami kon­sty­tu­cyj­nymi. Natu­ral­nie w cza­sie wojny wiele norm praw­nych, które gwa­ran­tują choćby prawo oskar­żo­nego do obrony czy jaw­ność roz­praw, musiało być porzu­co­nych ze względu na warunki stanu wojny, w jakim Pol­ska zna­la­zła się we wrze­śniu 1939 roku.

Rów­nież metoda ukon­sty­tu­owa­nia sądów pod­ziem­nych, choć zapewne mogła być kon­te­sto­wana, nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści, że ze swej natury decy­zja o powo­ła­niu sądów była nie­zbędna w celu reali­za­cji ade­kwat­nej reak­cji pol­skich władz pod­ziem­nych na sze­rzącą się wśród jed­no­stek degren­go­ladę. Aspekt wąt­pli­wo­ści co do formy powo­ła­nia sądów nie ogra­ni­czał się wyłącz­nie do Sądów Kap­tu­ro­wych, lecz rów­nież do ich suk­ce­sora, tj. powo­ła­nych ponad pół­tora roku póź­niej Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych. Wła­dy­sław Sie­ro­szew­ski, poszu­ku­jąc odpo­wie­dzi na pyta­nie, czemu rząd na emi­gra­cji nie zdo­był się na wyda­nie dekre­tów w spra­wie kon­sty­tu­owa­nia się sądów, oce­niał, że klu­czowe mogły być poten­cjalne roz­bież­no­ści mię­dzy stron­nic­twami par­ty­cy­pu­ją­cymi w Radzie Naro­do­wej17. Natura spraw poru­sza­nych w takich aktach praw­nych mogła spo­wo­do­wać prze­cią­ga­jące się dys­ku­sje i brak kon­sen­susu poli­tycz­nego co do jed­no­li­tego akcep­to­wal­nego tek­stu doku­mentu. Dla­tego więc, spo­glą­da­jąc na decy­zje rządu emi­gra­cyj­nego, można w taki spo­sób odczy­tać inten­cje zwią­zane z moż­li­wie szybką reak­cją na potrzeby pol­skiej orga­ni­za­cji pod­ziem­nej, tj. nie­zwłoczne powo­ła­nie struk­tury sądów pod­ziem­nych karzą­cych na śmierć tych, któ­rzy współ­pra­cują z oku­pan­tem18.

Powo­łane do życia sądy nosiły miano Sądów Kap­tu­ro­wych. Histo­ryk Sta­ni­sław Sal­mo­no­wicz uwa­żał je za ważną cezurę cza­sową w dzie­jach pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści:

Pro­blem zdraj­ców narodu, kola­bo­ran­tów nara­stał już od pierw­szych dni oku­pa­cji i już wów­czas podej­mo­wano cza­sem prze­ciw nim sku­teczne dzia­ła­nia, jed­nakże stwo­rze­nie odpo­wied­niego apa­ratu karzą­cego „w imie­niu Rze­czy­po­spo­li­tej” nastą­piło sto­sun­kowo późno. Były tu wąt­pli­wo­ści natury praw­nej czy nawet moral­nej. Cho­dziło jed­nak o stwo­rze­nie pew­nego upo­rząd­ko­wa­nego sys­temu dzia­ła­nia, który chro­niłby inte­resy naro­dowe wobec jed­no­stek szko­dli­wych, a zara­zem nie dopusz­czał do samo­woli czy pochop­nych decy­zji oddol­nych orga­nów Pod­zie­mia19.

Nazwa Sądów Kap­tu­ro­wych wydaje się być spe­cy­ficzna dla tego typu apa­ratu sądow­ni­czego. W prze­szło­ści, w cza­sach Rze­czy­po­spo­li­tej szla­chec­kiej, powo­ły­wano sądow­nic­two kap­tu­rowe pod­czas okresu bez­kró­le­wia20. Sądy powo­łane w maju 1940 roku nie miały jed­nak zbyt wiele wspól­nego z cha­rak­te­rem kap­tu­rów sprzed setek lat. Skupmy się chwilę na samej nazwie. Nazwa „kap­tu­rowy” deter­mi­nuje myśle­nie o tej for­mie apa­ratu spra­wie­dli­wo­ści, która koja­rzy się z taj­nym sprzy­się­że­niem, samo­są­dami i może mieć pewien nega­tywny wydźwięk w spo­łe­czeń­stwie. Nie było inten­cją twór­ców, by jakie­kol­wiek samo­sądy lega­li­zo­wać21. Stąd kodeks i uło­że­nie sys­te­ma­tyki dzia­ła­nia tych sądów w odpo­wiedni doku­ment, który pozwoli na pro­ces i wyrok – moż­li­wie jak naj­bar­dziej spra­wie­dliwy. Gdy w listo­pa­dzie 1941 roku powo­łano następcę Sądów Kap­tu­ro­wych, tj. Woj­skowe Sądy Spe­cjalne, dostrze­gamy wyraźną zmianę w nazew­nic­twie, która staje się bar­dziej neu­tralna w odbio­rze.

Bez względu na to, co można sądzić o nazwie, naj­waż­niej­sze było to, w jakiej for­mie sądy miały orze­kać. Na to pyta­nie odpo­wiada wspo­mniany już Kodeks Sądów Kap­tu­ro­wych. Prze­pisy kodeksu miały sie­dem­na­ście punk­tów i zde­cy­do­wa­nie odbie­gały od stan­dar­do­wej struk­tury aktów praw­nych. Nie miały typo­wego podziału na para­grafy czy litery. Kodeks roz­po­czy­nał się od punktu pierw­szego, który warto tu przy­to­czyć:

Sądy kap­tu­rowe na tere­nie oku­pa­cji powo­łane są do sądze­nia i wyro­ko­wa­nia w wypad­kach zbrodni zdrady, szpie­go­stwa, denun­cja­cji oraz nie­ludz­kiego prze­śla­do­wa­nia i krzyw­dze­nia lud­no­ści pol­skiej22.

W tym jed­nym zda­niu ujęto esen­cję zacho­wań, które sta­no­wiły przed­miot ści­ga­nia i orze­ka­nia kar wzglę­dem osób dopusz­cza­ją­cych się opi­sa­nych czy­nów zabro­nio­nych. W celu uszcze­gó­ło­wie­nia tego, co kryje się pod wymie­nio­nymi powy­żej poję­ciami, wydano rów­nież wspo­mi­nane już prze­pisy mate­rialne, które można uznać za suple­ment do kodeksu. I tak oto prze­pisy mate­rialne defi­nio­wały powyż­sze poję­cia:

Zbrodni zdrady dopusz­cza się oby­wa­tel Pań­stwa Pol­skiego, który ujaw­nia innej oso­bie tajem­nicę orga­ni­za­cji ZWZ lub tajem­nicę Pań­stwa Pol­skiego, doty­czącą obrony pań­stwa lub jego Sił Zbroj­nych.

Zbrodni szpie­go­stwa dopusz­cza się ten, kto udziela rzą­dowi obcego pań­stwa infor­ma­cji, wia­do­mo­ści, doku­men­tów lub innych przed­mio­tów doty­czą­cych ist­nie­nia lub dzia­łal­no­ści orga­ni­za­cji ZWZ, Pol­skich Sił Zbroj­nych, orga­ni­za­cji i spraw pol­skich sto­wa­rzy­szeń, zrze­szeń, insty­tu­cji i władz, które mogą być uży­teczne obcemu pań­stwu prze­ciwko ZWZ, pań­stwu lub naro­dowi pol­skiemu.

Zbrodni pro­wo­ka­cji dopusz­cza się ten, kto w poro­zu­mie­niu z wła­dzą obcego pań­stwa lub z wła­snej ini­cja­tywy, bez roz­kazu orga­ni­za­cji pol­skiej nama­wia, nakła­nia lub pod­żega do czy­nów lub dzia­łal­no­ści prze­ciwko obcemu pań­stwu, celem ich ujaw­nie­nia.

Zbrodni denun­cja­cji dopusz­cza się oby­wa­tel pol­ski, który przed rzą­dem obcego pań­stwa oskarża lub skie­ro­wuje ści­ga­nie o czyn prze­ciwko obcemu pań­stwu.

Kto w spo­sób nie­ludzki, sprzeczny z natu­ral­nym poczu­ciem spra­wie­dli­wo­ści prze­śla­duje lub krzyw­dzi lud­ność pol­ską czy­nem lub zarzą­dze­niem, dopusz­cza się zbrodni nie­ludzkiego prze­śla­do­wa­nia i krzyw­dze­nia lud­no­ści pol­skiej23.

Ostatni aka­pit wska­zy­wał, iż kto dopusz­cza się wymie­nio­nych prze­stępstw, pod­lega karze śmierci. W taki oto spo­sób prze­pisy mate­rialne sta­rały się defi­nio­wać zacho­wa­nia wzmian­ko­wane w punk­cie pierw­szym Kodeksu Sądów Kap­tu­ro­wych, doda­jąc rów­nież opis jed­nego czynu zabro­nio­nego, tj. pro­wo­ka­cji. Prze­pisy mate­rialne były wsze­lako szczu­płe, dla­tego też, jak wska­zuje Bar­tło­miej Szy­prow­ski, w spra­wach nie­ure­gu­lo­wa­nych ich uzu­peł­nie­niem były prze­pisy takich aktów praw­nych, jak na przy­kład kodeks karny (1932 rok) i kodeks karny woj­skowy (1932 rok). W szcze­gól­no­ści dla­tego, iż – jak zauważa autor – same prze­pisy musiały wyjść spod pióra osoby bez wykształ­ce­nia praw­ni­czego i razi m.in. ich nie­ostrość oraz ocenny cha­rak­ter24.

Kto zatem pod­le­gał prze­pi­som kodek­so­wym? W pier­wot­nym zamy­śle twór­ców sądow­nic­twa kap­tu­ro­wego orze­cze­niom tych sądów mieli pod­le­gać człon­ko­wie orga­ni­za­cji Związku Walki Zbroj­nej – zarówno obecni, jak i ci, któ­rzy z orga­ni­za­cji wystą­pili. Dla oby­wa­teli pol­skich, oku­pan­tów lub cudzo­ziem­ców nie­bę­dą­cych człon­kami orga­ni­za­cji prze­wi­dziano w prze­pi­sach kodek­so­wych, że ich sprawy będą pod­le­gać wła­ści­wo­ści Sądów Kap­tu­ro­wych przy Dele­ga­tu­rze Rządu25. Ozna­cza to, że począt­kowy zamysł okre­ślał dwu­to­ro­wość pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. Podział miał być zwią­zany z „kap­tu­rami” woj­sko­wymi (przy Związku Walki Zbroj­nej) i cywil­nymi (przy dele­ga­tu­rach). Histo­ria począt­kowych lat wojny napi­sała jed­nak inny sce­na­riusz i cywilne sądy spe­cjalne powstały dużo póź­niej, o czym mowa w dal­szym pod­roz­dziale. Na taką ewen­tu­al­ność prze­pisy kodek­sowe były rów­nież przy­go­to­wane. Sta­tu­owały, że dla okrę­gów, w któ­rych sądy przy dele­ga­tu­rach nie powsta­wały, oby­wa­tele pol­scy, oku­panci lub cudzo­ziemcy nie­bę­dący człon­kami orga­ni­za­cji, będą sądzeni przez Sądy Kap­tu­rowe Związku Walki Zbroj­nej odpo­wied­niej wła­ści­wo­ści26.

Owa wła­ści­wość odpo­wia­dała struk­tu­rze tery­to­rial­nej Związku Walki Zbroj­nej. Sądy miały być powo­ły­wane przy Komen­dach Oku­pa­cji, Komen­dach Obszaru oraz Komen­dach Okrę­gów i miały roz­pa­try­wać zbrod­nie, które zostały popeł­nione na tere­nach im wła­ści­wych lub za gra­nicą, ale sprawcy poja­wili się na tere­nach wspo­mnia­nych komend.

Pro­ce­durę roz­po­czy­nało postę­po­wa­nie przy­go­to­waw­cze. Było ono odrębne od postę­po­wa­nia sądo­wego, które odby­wało się na roz­pra­wie. Miało ono formę docho­dze­nia. Prze­pisy kodek­sowe nie uszcze­gó­ła­wiały czyn­no­ści dopusz­czal­nych w docho­dze­niu, przez co wspie­rano się przed­wo­jen­nymi prze­pi­sami postę­po­wa­nia kar­nego (w tym woj­sko­wego). Wedle tych prze­pi­sów docho­dze­nie pole­gało na „nie­for­mal­nym roz­py­ty­wa­niu podej­rza­nych i osób, które mogły coś wie­dzieć o prze­stęp­stwie i sprawcy, zbie­ra­niu nie­zbęd­nych infor­ma­cji o oso­bie podej­rza­nego oraz doko­ny­wa­niu wywia­dów i innych czyn­no­ści wyni­ka­ją­cych z istoty docho­dze­nia”27. Według Kodeksu Sądów Kap­tu­ro­wych docho­dze­nie miał ini­cjo­wać sędzia śled­czy, miało ono trwać naj­dłu­żej sie­dem dni i było tajne oraz zaoczne28.

Prak­tyka oku­pa­cyjna spo­wo­do­wała, że insty­tu­cja sędziego śled­czego nie zna­la­zła racji bytu. W takiej sytu­acji postę­po­wa­nia były ini­cjo­wane przez prze­wod­ni­czą­cych skła­dów sędziow­skich, co zabu­rzało zasadę, iż kto inny orzeka, a kto inny ini­cjuje. Źró­dłem ini­cjo­wa­nych postę­po­wań były zwy­kle donie­sie­nia pły­nące do Komen­dan­tów Obsza­rów, Okrę­gów lub Pod­okrę­gów. Sied­mio­dniowy ter­min trwa­nia postę­po­wa­nia rów­nież nie odpo­wia­dał warun­kom lat wojny, ponie­waż w śro­do­wi­sku kon­spi­ra­cyj­nym, tj. podwój­nych środ­ków ostroż­no­ści, potrzebny był dłuż­szy czas do zebra­nia wystar­cza­ją­cego mate­riału oraz jego ana­lizy. Na tym polu powsta­wały czę­sto spię­cia mię­dzy pod­ziem­nymi sądami a kontr­wy­wia­dem dostar­cza­ją­cym infor­ma­cji o dono­si­cie­lach czy szan­ta­ży­stach, które bywały nie­kom­pletne. Według orga­ni­za­cji woj­sko­wej pod­ziemny apa­rat spra­wie­dli­wo­ści powi­nien zaufać mate­ria­łom dostar­cza­nym przez kontr­wy­wiad, a w prak­tyce sądy nie­rzadko odsy­łały je do uzu­peł­nie­nia29.

W Sądach Kap­tu­ro­wych spo­ty­kać się mieli sędzia śled­czy, obrońca, pro­ku­ra­tor i skład orze­ka­jący. Wiemy już, że insty­tu­cja sędziego śled­czego nie ist­niała w prak­tyce pod­ziem­nego sądow­nic­twa. Jak zatem wyglą­dał skład orze­ka­jący? Prze­pisy wska­zy­wały na koniecz­ność powo­ła­nia spo­śród dwóch sędziów przy­naj­mniej jed­nego zawo­do­wego sędziego przed­wo­jen­nego. W przy­padku braku takiego abso­lut­nym mini­mum miała być osoba z wykształ­ce­niem praw­ni­czym. Drugi sędzia mógł być nie­fa­chow­cem. Prze­wod­ni­czą­cym nato­miast mieli zosta­wać odpo­wiedni komen­danci oku­pa­cji i obsza­rów. Mogli dele­go­wać tę rolę na odpo­wiedniego komen­danta niż­szego szcze­bla (komen­dant oku­pa­cji na komen­danta obszaru, a ten na komen­danta okręgu). Wszy­scy sędzio­wie musieli być człon­kami Związku Walki Zbroj­nej30.

Co do samej roz­prawy, natu­ral­nie była ona tajna. Ich jaw­ność gro­zi­łaby zde­kon­spi­ro­wa­niem sędziów. Dba­jąc o bez­pie­czeń­stwo sądow­ni­ków, roz­prawy miały trwać nie dłu­żej niż trzy godziny i odby­wać się przed połu­dniem. Zapo­bie­gało to prze­cią­ga­niu roz­praw do póź­nych godzin i nadej­ściu godziny poli­cyj­nej. Co do istoty roz­praw poja­wia się zasad­ni­czy pro­blem prawa oskar­żo­nego do obrony. Z natury rze­czy prze­pisy nie zmu­szały skła­dów orze­ka­ją­cych do prze­słu­chi­wa­nia oskar­żo­nego, ponie­waż gro­ziło to natych­mia­sto­wym spa­le­niem składu, jeśli osoba oskar­żona fak­tycz­nie była winna. Kodeks pozo­sta­wił jed­nak opcję dopro­wa­dze­nia oskar­żo­nego na roz­prawę, ale tylko wtedy, gdy nie gro­ziło to dekon­spi­ra­cją sądu, a jego wie­dza mogła pozwo­lić na uzy­ska­nie waż­nych wia­do­mo­ści i dałoby się go bez­względ­nie zabez­pie­czyć dla wymiaru kary31. Oto więc osą­dza­jący nie­śli na sobie wiel­kie brze­mię odpo­wie­dzial­no­ści – jak zauwa­żył praw­nik Zdzi­sław Krze­miń­ski, wyro­ko­wa­nie w ówcze­snych kon­spi­ra­cyj­nych warun­kach „wyma­gało nie tylko odwagi, ale także wiel­kiej roz­wagi”32.

Gdy zapa­dał wyrok, decy­do­wano więk­szo­ścią gło­sów. Pod uwagę brano zezna­nia świad­ków i można było rów­nież zasię­gać opi­nii bie­głych. W przy­padku bie­głych nie ujaw­niano im per­so­na­liów oskar­żo­nego, co wydaje się być roz­sąd­nym roz­wią­za­niem, mając na uwa­dze przed­się­wzięte środki ostroż­no­ści. Wyrok mógł być dwo­jaki: oskar­żony zosta­wał unie­win­niony albo orze­kano karę śmierci. Wyroki ska­zu­jące miał zatwier­dzać Dele­gat Rządu33. Prak­tyka jed­nak podą­żała inną drogą. Opóź­nie­nia zwią­zane z two­rze­niem pod­ziem­nych struk­tur cywil­nych wzglę­dem woj­sko­wych i ewen­tu­alne względy pre­sti­żowe (cywilna wła­dza zatwier­dza­jąca wyroki sądów two­rzo­nych przy komen­dach pod­ziem­nej orga­ni­za­cji woj­sko­wej) mogły być źró­dłem napięć i rolę dele­ga­tur w tym zakre­sie prze­jęli komen­danci poszcze­gól­nych obsza­rów lub okrę­gów34. Zatwier­dzony wyrok sta­wał się osta­teczny i pra­wo­mocny – nie prze­wi­dy­wano od niego środka odwo­ław­czego35. Gdy wyro­ko­wano karę śmierci, prze­ka­zy­wano odpo­wied­nie instruk­cje do zespo­łów likwi­da­cyj­nych lub wydzie­lo­nych oddzia­łów pod­zie­mia zbroj­nego. O tym, jak wyglą­dały likwi­da­cje, dowiemy się w dwóch ostat­nich pod­roz­dzia­łach tego roz­działu.

* * *

Opi­sane wyżej zasady funk­cjo­no­wa­nia pierw­szych pod­ziem­nych sądów zawie­rają sze­reg aspek­tów, które, jak się oka­zało w kon­fron­ta­cji z warun­kami oku­po­wa­nej Pol­ski, wyma­gały koniecz­nego popra­wie­nia. Chy­biona oka­zała się wspo­mniana insty­tu­cja sędziego śled­czego. Docho­dze­nia, które miały trwać tylko sie­dem dni, były zbyt krót­kie. Moż­li­wość orze­ka­nia wyłącz­nie unie­win­nie­nia albo kary śmierci nie uwzględ­niała przy­pad­ków, gdy prze­stęp­stwo udo­wod­niono w toku postę­po­wa­nia, lecz nie było ono aż tak cięż­kie, aby karać za nie śmier­cią. Co z moż­li­wo­ścią zawie­sze­nia postę­po­wa­nia i wzno­wie­nia go, gdyby poja­wiły się nowe oko­licz­no­ści? Z pew­no­ścią funk­cjo­no­wa­nie Sądów Kap­tu­ro­wych nie było ide­alne i mię­dzy innymi te aspekty deter­mi­no­wały potrzebę zmiany i poprawy ich funk­cjo­no­wa­nia w przy­szło­ści. Osobną kwe­stią były prace nad utwo­rze­niem sądow­nic­twa spe­cjal­nego cywil­nego, które nad­zo­ro­wa­łyby dele­ga­tury, a nie woj­skowa orga­ni­za­cja pod­ziemna.

Pol­skie Pań­stwo Pod­ziemne sta­nęło przed tymi wyzwa­niami i posta­no­wiło raz jesz­cze spro­stać opra­co­wa­niu zasad na nowo. Dzięki tym reflek­sjom powo­łano do życia nowe sądow­nic­two spe­cjalne – Woj­skowe Sądy Spe­cjalne.

Wojskowe Sądy Specjalne

Sama nazwa nowo prze­kształ­co­nych sądów ma wydźwięk bar­dziej poważny. Pod­ziemne „kap­tury” mogły wywo­ły­wać pewne nega­tywne sko­ja­rze­nia, przy­po­mi­na­jące choćby nie­miec­kie sądy kap­tu­rowe z cza­sów powstań ślą­skich. Wska­zy­wał na to dowódca pod­zie­mia gene­rał Ste­fan Rowecki w jed­nym ze swych mel­dun­ków do Naczel­nego Wodza z listo­pada 1941 roku, argu­men­tu­jąc potrzebę zmianę ich nazwy. Nie było to jedyne spo­strze­że­nie nio­sące się echem do Lon­dynu. „Grot” wska­zy­wał rów­nież na obni­ża­jące się morale pol­skiego spo­łe­czeń­stwa oraz pogłę­bia­jący się nie­do­sta­tek36. Z tego względu, bio­rąc pod uwagę głos pły­nący wprost z realiów oku­po­wa­nej Pol­ski, posta­no­wiono uwzględ­nić kra­jowe opi­nie prze­słane w postaci pro­jektu orga­ni­za­cji nowego sądow­nic­twa i zasad jego funk­cjo­no­wa­nia.

Wspo­mi­na­li­śmy przy oka­zji powo­ła­nia do życia sądow­nic­twa kap­tu­ro­wego, iż sędzia pod­ziemny Wła­dy­sław Sie­ro­szew­ski ubo­le­wał w swych wspo­mnie­niach nad bra­kiem odpo­wied­niej formy praw­nej sank­cjo­nu­ją­cej wej­ście w życie w sto­sunku do rangi nor­mo­wa­nej mate­rii. W ten sam spo­sób odno­sił się do formy wpro­wa­dze­nia w życie prawa nor­mu­ją­cego dzia­łal­ność Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych – wedle jego opi­nii bra­kło tu formy praw­nej w postaci dekretu lub ustawy37.

Doku­ment Sta­tutu Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych sporo czasu prze­le­żał w Lon­dy­nie. Wró­cił do kraju pra­wie rok póź­niej – 10 wrze­śnia 1942 roku. Ode­słany akt zawie­rał kosme­tyczne poprawki, lecz nie ozna­czało to, że wcze­śniej wstrzy­my­wano się z wyro­ko­wa­niem na pod­sta­wie zasad spo­rzą­dzo­nych w sta­tu­cie. Przy­wo­ły­wany w tym roz­dziale Sie­ro­szew­ski wspo­mi­nał, że owe sta­tu­towe prze­pisy obo­wią­zy­wały już od początku 1942 roku38. Ponadto ist­nieją rów­nież dane wska­zu­jące, że Sąd Kap­tu­rowy Komendy Głów­nej Związku Walki Zbroj­nej posłu­gi­wał się nimi już we wrze­śniu 1941 roku39.

Trans­for­ma­cja zwią­zana z nazew­nic­twem nie jest ści­śle zwią­zana z histo­rią nowe­li­za­cji zasad pod­ziem­nego sądow­nic­twa. Poję­ciem „sądy spe­cjalne” nazy­wano cza­sami sądow­nic­two kap­tu­rowe już wcze­śniej, czego dowo­dem może być pod­ziemny Biu­le­tyn Infor­ma­cyjny z 3 kwiet­nia 1941 roku mówiący, iż w kraju są czynne Sądy Spe­cjalne40. Jed­nakże w tam­tym okre­sie wciąż funk­cjo­no­wały Sądy Kap­tu­rowe powo­łane rok wcze­śniej. Być może zabieg widoczny w Biu­le­ty­nie był po pro­stu próbą zastą­pie­nia nie­for­tun­nych sko­ja­rzeń zwią­za­nych z kap­tu­rami nazwą mniej koja­rzącą się z tajem­ni­czymi sądami, a bar­dziej z legal­nym, choć pod­ziem­nym apa­ra­tem spra­wie­dli­wo­ści. Nie­mniej jed­nak obser­wo­wano rów­nież zja­wi­sko odwrotne, gdzie bywało, że o Woj­sko­wych Sądach Spe­cjal­nych pisano w pra­sie pod­ziem­nej jako o sądach kap­tu­ro­wych41.

Doku­ment sta­tu­ujący nowe sądy wyraź­nie jed­nak kre­ował nazwę Woj­skowe Sądy Spe­cjalne. Przyj­rzyjmy się teraz zasa­dom ich dzia­łal­no­ści, uwzględ­nia­jąc rów­nież nie­do­cią­gnię­cia, o któ­rych alar­mo­wało kra­jowe pod­zie­mie. Już na samym początku doku­mentu arty­kuł 1 sta­tutu stwier­dza, że ści­gane będą prze­stęp­stwa usi­ło­wane lub popeł­nione przez osoby woj­skowe po 4 grud­nia 1939 roku. Data może zaska­ki­wać, skąd bowiem cezura cza­sowa roz­po­czy­na­jąca się od grud­nia, skoro wojna trwała już od wrze­śnia? Pewną pod­po­wie­dzią może być opi­nia wydana przez Sta­ni­sława Ochoc­kiego. Był on w cza­sie wojny sędzią Woj­skowego Sądu Spe­cjalnego w Wil­nie. Jego zda­niem data ta pozwa­lała unik­nąć nie­któ­rym ofi­ce­rom odpo­wie­dzial­no­ści za porzu­ca­nie swych oddzia­łów pod­czas wojny obron­nej i nie krył swego roz­cza­ro­wa­nia w sto­sunku do tego prze­pisu sta­tutu42.

Według kon­cep­cji Sądów Kap­tu­ro­wych miały one sądzić osoby zwią­zane z pod­zie­miem woj­sko­wym, a dla osób spoza tego grona pla­no­wano utwo­rzyć osobne sądy przy kra­jo­wych dele­ga­tu­rach. Woj­skowe Sądy Spe­cjalne miały nato­miast sądzić każ­dego, kogo prze­stęp­stwo mogło godzić w bez­pie­czeń­stwo Armii Kra­jo­wej. Ozna­czało to ofi­cjalne roz­sze­rze­nie zakresu osób mogą­cych być sądzo­nymi przez opi­sy­wane sądy i było pewną klau­zulą ogól­nej kom­pe­ten­cji43. Dla osób spoza orga­ni­za­cji pod­ziem­nej szy­ko­wano rów­nież trzeci rodzaj sądow­nic­twa – Cywilne Sądy Spe­cjalne, które fak­tycz­nie udało się utwo­rzyć w prze­ci­wień­stwie do pier­wot­nych kon­cep­cji sądów przy dele­ga­tu­rach, które miały dzia­łać rów­no­le­gle do sądow­nic­twa kap­tu­ro­wego o cha­rak­te­rze woj­sko­wym. Jed­nak do tematu cywil­nego sądow­nic­twa spe­cjal­nego wró­cimy w kolej­nym roz­dziale.

Postę­po­wa­nie wsz­czy­nał pro­ku­ra­tor na pole­ce­nie wła­ści­wego komen­danta. Miało ono trwać „spiesz­nie”. Tryb „spiesz­nego” pro­wa­dze­nia docho­dze­nia był odpo­wie­dzią na pro­blem zbyt krót­kiego ter­minu na jego prze­pro­wa­dze­nie w prze­pi­sach Sądów Kap­tu­ro­wych, które wyno­siło sie­dem dni. Sfor­mu­ło­wa­nie naka­zy­wało zde­cy­do­wane dzia­ła­nie, ale nie wią­zało rąk, jeśli docho­dze­nie nie przy­nio­sło żad­nych efek­tów w trak­cie prze­pi­so­wego tygo­dnia44.

Doku­ment sta­tu­towy nie pre­cy­zo­wał, jakie czyn­no­ści mają być prze­pro­wa­dzane pod­czas docho­dze­nia. Można zatem uznać, że w tej mate­rii uzu­peł­nie­niem prze­pi­sów Sta­tutu Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych były szcze­gó­łowe posta­no­wie­nia Kodeksu Sądów Kap­tu­ro­wych i innych aktów nor­ma­tyw­nych obo­wią­zu­ją­cych przed wybu­chem dru­giej wojny świa­to­wej, a które odno­siły się do zasad i czyn­no­ści w postę­po­wa­niu przy­go­to­waw­czym45. Pod­czas docho­dze­nia można było korzy­stać z zeznań, dowo­dów rze­czo­wych jak rów­nież z opi­nii bie­głych. Mate­riały uwzględ­niały m.in. listy, foto­gra­fie, odci­ski pal­ców czy też opi­nie gra­fo­lo­gów. Dopusz­czano moż­li­wość prze­słu­cha­nia oskar­żo­nego, lecz wyłącz­nie pośred­nio, tak aby oskar­żony nie domy­ślił się, że jest pro­wa­dzone prze­ciwko niemu postę­po­wa­nie. Naj­bar­dziej pożą­da­nym sce­na­riu­szem było, aby takie wypy­ty­wa­nie odby­wało się w obec­no­ści świadka46.

Zre­zy­gno­wano rów­nież z sędziego śled­czego. Ozna­czało to, że umoc­niła się rola pro­ku­ra­tora. Docho­dze­nie pro­wa­dziły z reguły jed­nostki tere­nowe Armii Kra­jo­wej lub komórki kontr­wy­wiadu. Mate­riały docho­dze­niowe uwzględ­niały donie­sie­nie karne, raporty, zezna­nia świad­ków czy też zapisy „przy­pad­ko­wych” roz­mów z oskar­żo­nym. Na przy­kład: dowódca Obszaru War­szaw­skiego Armii Kra­jo­wej, gene­rał Albin Skro­czyń­ski „Łaszcz”, w swoim roz­ka­zie z 16 paź­dzier­nika 1942 roku uszcze­gó­ła­wiał dla pod­le­głego sobie obszaru, co powinno zawie­rać mode­lowe donie­sie­nie karne prze­słane do pro­ku­ra­tora. Powinny to być pod­sta­wowe infor­ma­cje o oskar­żo­nym, takie jak imię i nazwi­sko, ewen­tu­alny pseu­do­nim, data uro­dze­nia, miej­sce obec­nego pobytu. Uza­sad­nie­nie oskar­że­nia wyma­gało wymie­nie­nia dowo­dów, na bazie któ­rych oskar­że­nie się opie­rało, a do zeznań świad­ków nale­żało dołą­czyć rów­nież ich krótką cha­rak­te­ry­stykę. Od doku­men­ta­cji wyma­gano, aby była zwię­zła, pisana drob­nym, choć wyraź­nym pismem na nie­du­żych kart­kach. Roz­kaz mówił wprost, by „uni­kać zbyt­niej pisa­niny”47. Wojenne czasy nie sprzy­jały gene­ro­wa­niu obszer­nej doku­men­ta­cji pro­ce­so­wej, a szyb­kiemu i dys­kret­nemu prze­pro­wa­dze­niu pro­cesu. Przy ryzyku wpadki i dosta­nia się doku­men­ta­cji w ręce nie­miec­kie mniej­sza ilość infor­ma­cji rów­nała się mniej­szej ilo­ści kon­se­kwen­cji poten­cjal­nej wsypy.

Opi­sany roz­kaz poka­zuje, jak dbano o odpo­wied­nie pro­ce­dury i wska­zówki dla osób pra­cu­ją­cych na rzecz sku­tecz­nego dzia­ła­nia pod­ziem­nego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści. Choć prze­pisy sta­tu­towe wyzna­czały ogólne zasady postę­po­wań, bywało, że uzu­peł­niano je doku­men­tami uści­śla­ją­cymi jego pro­ce­du­ralne kie­runki. Roz­kaz „Łasz­cza” nie jest jedy­nym takim przy­kła­dem. Instruk­cja docho­dze­niowa, o któ­rej wspo­mina roz­kaz gene­rała Kazi­mie­rza Tumi­daj­skiego ws. WSS i Pro­ku­ra­tury przy Komen­dzie Okręgu z 7 sierp­nia 1943 roku, wska­zy­wała na potrzebę powo­ła­nia refe­ren­tów sądo­wych. Już we wstę­pie można prze­czy­tać, że „dotych­cza­sowy bieg spraw kar­nych (…) dowiódł, że wła­ściwi komen­danci i ich pod­ko­mendni są nie­do­sta­tecz­nie poin­for­mo­wani o try­bie postę­po­wa­nia i wła­ści­wo­ści rze­czo­nych sądów”, a dal­sza treść roz­kazu sygna­li­zuje inten­cje scen­tra­li­zo­wa­nia spraw sądo­wych w poszcze­gól­nych inspek­to­ra­tach „w ręku refe­ra­tów sądo­wych inspek­to­ratu, posia­da­ją­cych moż­li­wie kwa­li­fi­ka­cje praw­ni­cze”48. Warte uwagi jest wyra­że­nie „moż­li­wie” – nie były one nie­zbędne, lecz jed­nak pożą­dane.

Zosta­wia­jąc krót­kie przy­wo­ła­nie dwóch roz­ka­zów jako przy­kła­dów uzu­peł­nia­nia luk i adre­so­wa­nia potrzeb spraw­niej­szego dzia­ła­nia pod­ziem­nego sądow­nic­twa, wróćmy do zagad­nień sta­tu­to­wych Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych. Postę­po­wa­nie przy­go­to­waw­cze mogło zakoń­czyć się tro­jako: odmową ści­ga­nia, zło­że­niem aktu oskar­że­nia prze­wod­ni­czą­cemu sądu lub wnie­sie­niem o jego zawie­sze­nie. O ile dwa pierw­sze roz­wią­za­nia nie wyma­gają szer­szego komen­ta­rza, o tyle warto nieco sze­rzej powie­dzieć o ostat­nim. Zawie­sze­nie na pozio­mie docho­dze­nia pozwa­lało na nie­za­my­ka­nie sobie furtki do poten­cjal­nego dopro­wa­dze­nia oskar­żo­nego przed sąd, jeśli pro­ku­ra­tor był prze­ko­nany, że za czyn popeł­niony przez oskar­żo­nego nale­ża­łoby wymie­rzyć karę nie bar­dziej surową niż pozba­wie­nie wol­no­ści.

Było to ważne unor­mo­wa­nie, o któ­rym Paweł Maria Lisie­wicz mówi jako o donio­słym novum pro­ce­so­wym49. Ułom­ność dotych­cza­so­wych zasad z „kap­tu­rów”, gdy osąd czynu oskar­żo­nego był zero­je­dyn­kowy w postaci ska­za­nia albo unie­win­nie­nia, została napra­wiona, gdy prze­pisy zezwo­liły na zawie­sze­nie postę­po­wa­nia i nie­do­pusz­cze­nie do sytu­acji, w któ­rej prze­stępca popeł­nił czyn zabro­niony, lecz zamiast pójść do wię­zie­nia, zyski­wał cer­ty­fi­kat nie­win­no­ści. Dzięki moż­li­wo­ści zawie­sze­nia postę­po­wa­nia przy­go­to­waw­czego można było pocze­kać na poja­wie­nie się nowych oko­licz­no­ści, które mogły wpły­nąć na jego wzno­wie­nie z poten­cjal­nym skut­kiem gar­dło­wym dla oskar­żo­nego, lub po pro­stu zebrać i utrwa­lić dowody prze­stęp­stwa, które gro­ziło karą pozba­wie­nia wol­no­ści, a którą można byłoby orzec w przy­szłej odro­dzo­nej Pol­sce.

Pro­ku­ra­tor mógł ode­słać mate­riały do kontr­wy­wiadu lub innej jed­nostki w celu ich uzu­peł­nie­nia, jeśli zaob­ser­wo­wał, że ich dotych­cza­sowa treść jest nie­wy­star­cza­jąca, aby pod­jąć mery­to­ryczną decy­zję. W celu zapo­bie­gnię­cia poten­cjal­nej stra­cie czasu bywało, że pro­ku­ra­to­rzy kon­sul­to­wali otrzy­mane mate­riały z prze­wod­ni­czą­cymi sądów, by upew­nić się, czy sąd nie zażąda ich uzu­peł­nie­nia50.

Spójrzmy teraz na samo postę­po­wa­nie sądowe, gdy pro­ku­ra­tor zde­cy­do­wał się wnieść akt oskar­że­nia do prze­wod­ni­czą­cego sądu. Kim miał być prze­wod­ni­czący w świe­tle prze­pi­sów sta­tu­to­wych? Otóż prze­ciw­nie do Sądów Kap­tu­ro­wych, gdy na ich czele mieli stać komen­danci woj­skowi, w przy­padku Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych powi­nien to być sędzia w zna­cze­niu ustawy o ustroju sądow­nic­twa. W spra­wach orze­kały trójki sędziow­skie. Mieli do ich składu nale­żeć sędzio­wie, a w przy­padku ich braku adwo­kaci lub człon­ko­wie Związku Walki Zbroj­nej51.

Odmien­nie do prze­pi­sów kodek­so­wych „kap­tu­rów”, w roz­pra­wach nowego sądow­nic­twa woj­sko­wego mieli nie brać udziału obrońca i pro­ku­ra­tor. Być może powód absen­cji pro­ku­ra­tora w pro­ce­sie wyni­kał z jego ilu­zo­rycz­nej roli, jaką odgry­wał w wypadku orze­ka­nia na pod­sta­wie dowo­dów pośred­nich52. Nato­miast brak pro­ku­ra­tora na roz­pra­wie skut­ko­wał rów­nież bra­kiem obrońcy. Trójka sędziow­ska pozo­sta­wała zatem bez sły­szal­nego głosu pro­ku­ra­tora i obrońcy na roz­pra­wie. Nie­mniej jed­nak sta­rano się wyro­ko­wać z roz­wagą. Zda­rzało się, że sądy odsy­łały mate­riały do pro­ku­ra­tora celem ich uzu­peł­nie­nia. Wspo­mi­nał o tym J. Goz­dawa–Gołę­biow­ski w opra­co­wa­niu Obszar War­szaw­ski Armii Kra­jo­wej, sygna­li­zu­jąc, że pod­ziemny sąd woj­skowy tego obszaru miał pro­blemy zwią­zane z bra­kiem facho­wego apa­ratu docho­dze­nio­wego, który skut­ko­wał zwra­ca­niem akt celem uzu­peł­nie­nia docho­dzeń53.

Sama roz­prawa była tajna. Orze­cze­nia co do zasady zapa­dały więk­szo­ścią gło­sów. W przy­padku orze­ka­nia o karze śmierci wyma­gano, by wyrok zapadł jed­no­gło­śnie. Cie­kawą opi­nię o kie­runku zmiany wyro­ko­wa­nia wygło­sił Józef Gar­liń­ski. Szef Wydziału Bez­pie­czeń­stwa Komendy Głów­nej Armii Kra­jo­wej pisał, iż nowy wymóg był reak­cją „na zbyt­nią pochop­ność w fero­wa­niu wyro­ków, czemu sprzy­jała atmos­fera oku­pa­cji i nie­miec­kiego bez­pra­wia”54. Na pewno odej­ście od gło­so­wa­nia metodą więk­szo­ści gło­sów zawę­żało ryzyko pomyłki. W przy­padku wąt­pli­wo­ści jed­nego z sędziów w Woj­sko­wych Sądach Spe­cjal­nych oskar­żony zacho­wałby głowę. Nie dzi­wią zatem sytu­acje, gdy pro­ku­ra­tor kon­sul­to­wał mate­riał dowo­dowy z prze­wod­ni­czą­cym sądu jesz­cze przed roz­prawą.

Sta­tut regu­lo­wał, iż sądy są powo­łane do „ści­ga­nia prze­stępstw, prze­wi­dzia­nych w obo­wią­zu­ją­cych prze­pi­sach kar­nych”, które mogły zostać popeł­nione lub usi­ło­wane przez osoby woj­skowe, jak rów­nież do roz­pa­try­wa­nia wszyst­kich spraw „o prze­stępstwa godzące (bez­po­śred­nio) w bez­pie­czeń­stwo Sił Zbroj­nych w Kraju”55. Ponadto jego treść zezwa­lała na orze­cze­nie kary śmierci nawet, gdy w obo­wią­zu­ją­cych prze­pi­sach nie gro­ziła za nie taka kara. Ta forma zaostrze­nia repre­sji wzglę­dem sprawcy miała rów­nież nad­zór cywilny – w takich wypad­kach wyma­gane było, aby wymie­rze­nie kary śmierci było zaapro­bo­wane przez Dele­gata Rządu na Kraj. Z punktu widze­nia praw­nego jest to wykład­nia roz­sze­rza­jąca i pozwa­la­jąca pod­ziem­nemu wymia­rowi spra­wie­dli­wo­ści na surow­sze reak­cje. Jed­nak, jak wska­zy­wał L. Gon­dek, dzięki temu podej­ściu można było bar­dziej ade­kwat­nie reago­wać na spe­cy­ficzne rodzaje prze­stępstw ujaw­nia­jące się w oku­po­wa­nym spo­łe­czeń­stwie56.

Nowa forma spe­cjal­nego sądow­nic­twa woj­sko­wego usank­cjo­no­wała rów­nież pewną prak­tykę utrwa­loną pod­czas obo­wią­zy­wa­nia Kodeksu Sądów Kap­tu­ro­wych. Cho­dzi mia­no­wi­cie o zatwier­dza­nie wyro­ków przez komen­dan­tów woj­sko­wych. Tym razem nie odsy­łano do auto­ry­tetu władz cywil­nych, tylko wprost sank­cjo­no­wano zatwier­dze­nia wyro­ków przez wła­dzę pod­ziem­nej orga­ni­za­cji woj­sko­wej – z wyjąt­kiem tych opi­sa­nych powy­żej. Ponadto dodat­kową formę kon­troli i upew­nia­nia się co do spra­wie­dli­wo­ści wyda­nych wyro­ków wpro­wa­dzono w sytu­acjach, gdy komen­dant nie zatwier­dzi zapa­dłego orze­cze­nia – wtedy sprawę miał roz­po­znać nowy skład sądzący. W takim wypadku przy powtór­nym roz­po­zna­niu pomi­jano wymóg zatwier­dze­nia wyroku – tak jakby powtórne roz­pa­trze­nie sprawy było wystar­cza­jącą kon­trolą i pod­kre­śle­niem potrzeby podwój­nej skru­pu­lat­no­ści w docie­ka­niu o winie oskar­żo­nego57.

Przy­kła­dem takiej inter­wen­cji jest wyrok śmierci wydany 20 czerwca 1943 r. na Janu­sza Fran­cuza za nie­wy­ko­na­nie roz­kazu. Gene­rał Tade­usz Komo­row­ski „Bór” nie zatwier­dził wyroku, po czym nowy skład sądzący unie­win­nił oskar­żo­nego. Podobna sytu­acja miała miej­sce, gdy Tade­usz „de Vran” Towar­nicki, zastępca dowódcy oddziału 993/W prze­zna­czo­nego do doko­ny­wa­nia egze­ku­cji wyro­ków sądów spe­cjal­nych, został ska­zany za nie­uzgod­nioną z wła­dzami pod­zie­mia akcję na nie­miecki sklep Meinla w War­sza­wie, zakoń­czoną podzia­łem łupów mię­dzy uczest­ni­kami akcji. Komen­dant Okręgu War­szaw­skiego wyroku nie zatwier­dził i po pierw­szym orze­cze­niu zapa­dłym w sądzie tegoż okręgu sprawa powę­dro­wała do sądu Obszaru War­szaw­skiego, gdzie postę­po­wa­nie zawie­szono ze względu na zasługi bojowe „de Vrana”58. O oddziale 993/W i samym Towar­nic­kim będzie jesz­cze oka­zja wspo­mnieć w niniej­szej pracy.

Zatwier­dze­nie wyroku nie było jedy­nym zabez­pie­cze­niem przed ewen­tu­al­nymi pomył­kami. Sta­tut Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych wpro­wa­dzał nowy ele­ment, nie­obecny we wcze­śniej­szym sądow­nic­twie kap­tu­ro­wym. Było to wzno­wie­nie postę­po­wa­nia. W przy­padku wyjąt­ko­wych oko­licz­no­ści, takich jak na przy­kład fał­szywe zezna­nia czy ujaw­nie­nie nowych dowo­dów prze­ciwko oskar­żo­nemu, można było wzno­wić postę­po­wa­nie na jego nie­ko­rzyść. Podob­nie, gdyby nowe dowody świad­czyły o nie­win­no­ści ska­za­nego lub byłby on ska­zany za prze­stęp­stwo cięż­sze niż prze­zeń popeł­nione, można było wzno­wić postę­po­wa­nie na korzyść ska­za­nego59.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. A. Szul­czyń­ski, W togach, ale bez godła, „Poli­tyka” 2018, nr 4 (3145), s. 54–56. [wróć]

2. Tenże, Sądow­nic­two pol­skie w Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie 1939– –1945, War­szawa 2020, s. 165. [wróć]

3. A. Wrzyszcz, Orga­ni­za­cja nie­miec­kiego resortu spra­wie­dli­wo­ści w Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie w latach 1939–1945, [w:] „Anna­les Uni­ver­si­ta­tis Mariae Curie-Skło­dow­ska. Sec­tio G. Ius”, 2013, vol. 60, nr 1, s. 124. [wróć]

4. M. Bec­ker, Sądow­nic­two nie­miec­kie i jego rola w poli­tyce oku­pa­cyj­nej na zie­miach pol­skich wcie­lo­nych do Rze­szy 1939–1945, War­szawa 2020, s. 319–320. [wróć]

5. M.J. Mazur­kie­wicz, Ludo­bój­stwo Nie­miec na naro­dzie pol­skim (1939–1945). Stu­dium histo­ryczno-prawne, War­szawa 2021, s. 291. [wróć]

6. W. Kule­sza, Cri­men laesae iusti­tiae. Odpo­wie­dzial­ność karna sędziów i pro­ku­ra­to­rów za zbrod­nie sądowe według prawa norym­ber­skiego, nie­miec­kiego, austriac­kiego i pol­skiego, Łódź 2013, s. 43. [wróć]

7. G. Gór­ski, Polo­nia Resti­tuta. Ustrój pań­stwa pol­skiego w XX wieku, Lublin 2007, s. 117. [wróć]

8. T. Macie­jew­ski, Histo­ria ustroju Pol­ski, Kosza­lin 1998, s. 177. [wróć]

9. A.K. Kunert, Woj­skowe Sądow­nic­two Spe­cjalne ZWZ-AK 1940–1944, „Więź” 1981, nr 2, s. 111. [wróć]

10. L. Gon­dek, Pol­ska karząca 1939–1945. Pol­ski pod­ziemny wymiar spra­wie­dli­wo­ści w okre­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej, War­szawa 1988, s. 36. [wróć]

11.Armia Kra­jowa w doku­men­tach. 1939–1945, T. I: wrze­sień 1939 – czer­wiec 1941, T. Peł­czyń­ski (red.), Wro­cław 1990 s. 136–137. [wróć]

12. Tamże, s. 152–153. [wróć]

13. Komi­tet dla Spraw Kraju (pier­wot­nie Komi­tet Mini­strów dla Spraw Kraju) powo­łano do życia na emi­gra­cji 13 listo­pada 1939 roku. Celem powo­ła­nia Komi­tetu było usta­le­nie i orga­ni­za­cja współ­pracy z oku­po­wa­nym kra­jem. Zobacz wię­cej: A. Pacho­wicz, Komi­tet Mini­strów dla Spraw Kraju 1939–1945, War­szawa 2010, s. 7. [wróć]

14.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. I, s. 220. [wróć]

15. W. Sie­ro­szew­ski, Przy­czy­nek do histo­rii Woj­sko­wych Sądów Spe­cjal­nych, War­szawa 1974, maszy­no­pis, s. 11. [wróć]

16. G. Gór­ski, Wymiar spra­wie­dli­wo­ści na zie­miach pol­skich w latach 1939–1945, [w:] Dzieje wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, T. Macie­jew­ski (red.), Kosza­lin 1999, s. 347. [wróć]

17. W. Sie­ro­szew­ski, dz. cyt., s. 11. [wróć]

18. Warto dodać komen­tarz pole­miczny Grze­go­rza Gór­skiego, który wska­zy­wał, że w wypadku woj­sko­wych sądów ewen­tu­alne roz­bież­no­ści nie miały żad­nego zna­cze­nia. Decy­zja Naczel­nego Wodza miała mieć cha­rak­ter dys­po­zy­cji arty­kułu 14 dekretu o ustroju sądów woj­sko­wych z 1936 roku, a regu­la­cją Naczel­nego Wodza zostało okre­ślone, jakie sądy wojenne funk­cjo­nują w ramach „wojen­nej orga­ni­za­cji sił zbroj­nych”. Nie sta­wały się one wtedy zatem sądami polo­wymi tylko woj­sko­wymi sądami spe­cjal­nymi przy kon­spi­ra­cyj­nych komen­dach Armii Kra­jo­wej. Według autora taka kon­struk­cja zwal­niała z koniecz­no­ści regu­la­cji usta­wo­wej tej mate­rii. Zobacz wię­cej: G. Gór­ski, Wymiar spra­wie­dli­wo­ści…, s. 348. [wróć]

19. G. Gór­ski i in., Pol­skie Pań­stwo Pod­ziemne. Polish Under­gro­und State, War­szawa 1999, s. 48. [wróć]

20. J. Bar­dach i in., Histo­ria ustroju i prawa pol­skiego, War­szawa 2009, s. 240. [wróć]

21. Na pod­sta­wie przy­pusz­czeń P.M. Lisie­wicz docie­kał, czy w podej­ściu do nazew­nic­twa sądów nie zawa­żyły prze­ko­na­nia Naczel­nego Wodza gene­rała Wła­dy­sława Sikor­skiego o stwo­rze­niu pew­nego taj­nego związku gru­pu­ją­cego ofi­ce­rów z nie­ska­zi­telną prze­szło­ścią niczym zakon rycer­ski. P.M. Lisie­wicz, W imie­niu Pol­ski Pod­ziem­nej. Z dzie­jów woj­sko­wego sądow­nic­twa spe­cjal­nego Armii Kra­jo­wej, War­szawa 1988, s. 19. [wróć]

22.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. I, s. 229. [wróć]

23. Tamże, s. 233–234. [wróć]

24. B. Szy­prow­ski, Sąd Kap­tu­rowy przy Komen­dzie Głów­nej ZWZ (sier­pień 1940 r. – listo­pad 1941 r.). Pod­zie­mie w walce ze zdraj­cami Rze­czy­po­spo­li­tej, War­szawa 2016, s. 59–62. [wróć]

25. Dele­ga­tura pod­le­gała Dele­ga­towi Rządu RP na Kraj. Dele­ga­tura powstała na mocy roz­po­rzą­dzeń rzą­do­wych z okresu kwiet­nia i maja 1940 r. Pier­wot­nie zakła­dano powo­łać dele­ga­tów – dla ziem wcie­lo­nych do Rze­szy, Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa i ziem pod oku­pa­cją sowiecką, ale po aresz­to­wa­niu dele­gata dla ziem wcie­lo­nych do Rze­szy, Adolfa Bniń­skiego, utwo­rzono jedną Dele­ga­turę na Kraj, na któ­rej czele sta­nął Cyryl Rataj­ski. Była pod­sta­wo­wym orga­nem poli­tycz­nym w kraju i łącz­ni­kiem mię­dzy rzą­dem na emi­gra­cji a oku­po­wa­nym kra­jem. Zobacz wię­cej: S. Gajew­ski, K.M. Nawacka, Histo­ria ustroju Pol­ski, Olsz­tyn 2008, s. 151. [wróć]

26. L. Gon­dek, dz. cyt., s. 79. [wróć]

27. B. Szy­prow­ski, Sąd Kap­tu­rowy przy Komen­dzie…, s. 80. [wróć]

28.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. I, s. 230. [wróć]

29. L. Gon­dek, dz. cyt., s. 83. [wróć]

30.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. I, s. 230–231. [wróć]

31. L. Gon­dek, dz. cyt., s. 81. [wróć]

32. Z. Krze­miń­ski, Kartki z dzie­jów war­szaw­skiej adwo­ka­tury, War­szawa 2008, s. 157. [wróć]

33.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. I, s. 231–232. [wróć]

34. L. Gon­dek, dz. cyt., s. 83–84. [wróć]

35. G. Gór­ski, Ustrój Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego 1939–1944. Stu­dium histo­ryczno-prawne, Lublin 1995, s. 183. [wróć]

36.Armia Kra­jowa w doku­men­tach 1939–1945, T. II: czer­wiec 1941 – kwie­cień 1943, T. Peł­czyń­ski (red.), Wro­cław 1990, s. 149–150. [wróć]

37. W. Sie­ro­szew­ski, dz. cyt., s. 11. [wróć]

38. Tamże, s. 26. [wróć]

39. B. Szy­prow­ski, Pro­ku­ra­tor w sądow­nic­twie Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego, „Woj­skowy Prze­gląd Praw­ni­czy” 2012, nr 1–2, s. 9. [wróć]

40. L.Gon­dek, dz. cyt., s. 38 i 156. [wróć]

41. J. Mar­sza­lec, Kon­cep­cje zapew­nie­nia porządku publicz­nego przez służby i agendy Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego pod­czas oku­pa­cji i pla­no­wa­nego powsta­nia zbroj­nego oraz po wywal­cze­niu nie­pod­le­gło­ści, [w:] Organy bez­pie­czeń­stwa i wymiar spra­wie­dli­wo­ści Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego, W. Gra­bow­ski (red.), War­szawa 2005, s. 44. [wróć]

42. P. Rokicki, Wymiar Spra­wie­dli­wo­ści Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego na Wileńsz­czyź­nie, [w:] Organy bez­pie­czeń­stwa…, s. 96. [wróć]

43. P.M. Lisie­wicz, dz. cyt., s. 43. [wróć]

44. B. Szy­prow­ski, Pro­ku­ra­tor w sądow­nic­twie…, s. 15. [wróć]

45. Tamże. [wróć]

46. W. Sie­ro­szew­ski, dz. cyt., s. 31. [wróć]

47. A.K. Kunert, Woj­skowe Sądow­nic­two…, s. 116. [wróć]

48. I. Caban, Z. Mań­kow­ski, Zwią­zek Walki Zbroj­nej i Armia Kra­jowa w Okręgu Lubel­skim 1939–1944. Część druga: doku­menty, Lublin 1971, s. 108. [wróć]

49. P.M. Lisie­wicz, W imie­niu Pol­ski…, s. 44. [wróć]

50. A.K. Kunert, Woj­skowe Sądow­nic­two…, s. 117. [wróć]

51. E. Kur­kow­ska, Pod­stawy prawne orga­ni­za­cji i zasady postę­po­wa­nia w sądow­nic­twie Pol­skiego Pań­stwa Pod­ziem­nego, [w:] „Stu­dia z Dzie­jów Pań­stwa i Prawa Pol­skiego”, t. XV, Kra­ków 2015, s. 166. [wróć]

52. P.M. Lisie­wicz, W imie­niu Pol­ski…, s. 45. [wróć]

53. J. Goz­dawa-Gołę­biow­ski, Obszar War­szaw­ski Armii Kra­jo­wej. Stu­dium Woj­skowe, Lublin 1992, s. 129. [wróć]

54. J. Gar­liń­ski, Pol­ska w dru­giej woj­nie świa­to­wej, War­szawa 2009, s. 155. [wróć]

55.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. II, s. 151. [wróć]

56. L. Gon­dek, dz. cyt., s. 90. [wróć]

57.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. II, s. 153. [wróć]

58. W. Sie­ro­szew­ski, dz. cyt., s. 44. [wróć]

59.Armia Kra­jowa w doku­men­tach…, T. II, s. 153. [wróć]