Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Przegrana wojna obronna 1939 roku przyniosła Polsce terror okupantów i opór podbitych. Nie wszystkie postawy Polaków z lat 1939-1945 można było uznać za chwalebne. Nie brakowało przypadków zdrady, denuncjacji, kolaboracji. Polskie Państwo Podziemne, na ile mogło, stanowczo reagowało na zjawiska i postawy szkodzące bezpieczeństwu i morale społeczeństwa. Sądy konspiracyjne wydawały wyroki na zdrajców, które były wykonywane przez żołnierzy podziemia.
Piotr Czyżewski opisuje działalność podziemnego wymiaru sprawiedliwości oraz kilka spektakularnych przypadków, którymi się zajął. Omawia sprawy:
- zabójstwa Igo Syma, czołowego amanta przedwojennego kina, który werbował polskich aktorów do gry w antypolskim filmie „Heimkehr” oraz w niemieckim Teatrze Miasta Warszawy;
- płk. Janusza Albrechta, szefa sztabu podziemnego Związku Walki Zbrojnej (poprzednika Armii Krajowej), aresztowanego w 1941 roku przez Niemców i zwolnionego w celu nawiązania kontaktu z komendantem ZWZ Stefanem Roweckim. Na żądanie dowództwa popełnił on samobójstwo, zażywając truciznę.
- inżyniera Stefana Witkowskiego, założyciela i dowódcę tajemniczej organizacji „Muszkieterzy”, która w pierwszych latach wojny prowadziła szeroką działalność wywiadowczą. Za kontakty z Niemcami został on skazany na śmierć i zastrzelony we wrześniu 1942 roku.
- Eugeniusza Świerczewskiego, członka siatki wywiadowczej ZWZ „Stragan”, później agenta gestapo, który wskazał Niemcom miejsce pobytu gen. Roweckiego, co umożliwiło jego aresztowanie.
Książka ukazuje ciekawe aspekty podziemnej walki i okupacyjnej rzeczywistości. Stawia też ważkie pytania dotyczące wymierzania sprawiedliwości w warunkach wojennych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 346
I gdy raz jeszcze rzucam pytanie: wielkości, gdzie twoje imię? Znajduję odpowiedź: wielkość naszego narodu w wielkiej epoce 1863 roku istniała, a polegała ona na jedynym może w dziejach naszych rządzie, który, nieznany z imienia, był tak szanowany i tak słuchany, że zazdrość wzbudzać może we wszystkich krajach i u wszystkich narodów.
Józef Piłsudski, Rok 1863
Cytat ze strony poprzedniej nie został użyty przypadkowo. O fenomenie państwa podziemnego pisał sam marszałek Józef Piłsudski. Nieznany z imienia, był tak szanowany i tak słuchany, że zazdrość wzbudzać może we wszystkich krajach i u wszystkich narodów. Choć pisał wtedy o Rządzie Narodowym okresu powstania styczniowego, gdyby dożył czasów największego konfliktu dwudziestego wieku, zapewne powieliłby te słowa o Polskim Państwie Podziemnym okresu drugiej wojny światowej.
Tematyka polskiej konspiracji ciekawi i inspiruje kolejne pokolenia. Rzesze naukowców, ale i sympatyków historii starają się popularyzować ten obszar polskiej historii, ukazując jego złożoność, gigantyczny wysiłek jego członków oraz unikatowość w skali całego świata. Nie było drugiego takiego tworu na świecie i zakres jego działalności obejmował szeroki wachlarz życia społeczeństwa – począwszy od edukacji, a skończywszy na walce zbrojnej.
Nie będzie odkrywcze stwierdzenie, że rynek popularyzowania historii w Polsce jest obecnie mocno nasycony tematyką polskiego podziemia okresu drugiej wojny światowej. Niewątpliwie dodatnią cechą takiej aktywności jest propagowanie wiedzy o dziejach minionych, które są dla Polaków świeże i żywe. Żyją wciąż przedstawiciele pokolenia, które pamięta tragiczną historię Polski rozdartej w 1939 roku między Rosję a Niemcy. Wiele nowych dla historii wydarzeń i osób z nimi związanych jest odkrywanych przez zawodowych historyków prowadzących naukowe badania w obszarze dziejów Polskiego Państwa Podziemnego. Historie te inspirują dalsze grono pasjonatów, którzy w dobie współczesnych technologii i masowości dostępu do internetu są w stanie docierać do szerokiej grupy odbiorców, popularyzując przeróżne tematy historyczne. Kanały wideo, podcasty, posty w social mediach. Każda z tych form może nam przybliżyć jakąś ciekawą historię i przenieść nas na chwilę w czasie do opowiadanych wydarzeń.
Taką formą utrwalania historii są też książki. Zarówno te naukowe, co do zasady mocniejsze warsztatowo, jak i luźniej popularyzujące wybrane zagadnienia historyczne. To właśnie od pewnej naukowej publikacji zaczęło się moje zainteresowanie tematem tej książki. Gdy pewnego razu w moje ręce wpadła praca Leszka Gondka o podziemnym wymiarze sprawiedliwości, okazało się, że lektura ta przekazuje sporą liczbę krótkich, choć fascynujących historii, które, odnalezione na kartach zakurzonych stron, odkrywają całe piękno nauki historycznej. Tym, co złapało mnie w sidła historii o sądownictwie podziemnym, była postać Janusza Albrechta. Wspomniana w pracy Gondka mimochodem, wystarczająco uruchomiła proces, który fizyk noblista Richard Feynman nazwałby przyjemnością poznawania. Zachęcony krótką notką o Albrechcie, rozpocząłem poszukiwania dalszych interesujących historii osób, które otarły się o wyroki sądów polskiego podziemia.
Od tamtej chwili odkrycia tragicznej historii postaci Janusza Albrechta minęło trochę czasu, a ja wciąż mam poczucie, że tematyka sądownictwa podziemnego z okresu drugiej wojny światowej nie jest wystarczająco promowana na rynku wydawniczym w naszym kraju. Jako Polacy jesteśmy dumni z naszej przeszłości i naszego first to fight. Zagadnienia Polskiego Państwa Podziemnego mają znacząco bogatą literaturę naukową i popularnonaukową. Jednakże pomimo kilku istotnych prac poświęconych tematyce podziemnego wymiaru sprawiedliwości, brak jest w mojej ocenie na obecnym rynku wydawniczym pozycji, która byłaby adresowana do zwykłego czytelnika i zwięźle przedstawiała różnorakie aspekty funkcjonowania podziemnego sądownictwa wraz z kilkoma interesującymi portretami osób, na które podziemie wydało wyrok śmierci.
Choć w zakończeniu książki czytelnik będzie miał okazję zapoznać się z komentarzem i opisem najważniejszych publikacji, którymi wspierałem się podczas pisania tej pozycji, to warto już teraz zarekomendować kilku twórców, którzy pogłębią wiedzę na temat podziemnego sądownictwa. Najważniejszymi autorami, którzy spoglądają na tę tematykę z punktu widzenia prawno-historycznego, są takie postacie, jak Władysław Sieroszewski (sędzia podziemny), Leszek Gondek, Paweł Maria Lisiewicz, Piotr Szopa czy też Bartłomiej Szyprowski. Dzieła tych autorów są bardzo solidne z warsztatowego punktu widzenia, a perspektywa Sieroszewskiego jest unikatowa, bowiem pisał ją również przez pryzmat własnych doświadczeń, jako jeden z filarów warszawskiej podziemnej Temidy. Niektórzy z nich skupiają większą uwagę na samym funkcjonowaniu sądownictwa, a inni poświęcają jej więcej portretom osób skazanych. Nie można zapominać ponadto o innych twórcach, których publikacje pomagają lepiej zrozumieć tematykę wyrokowania w dobie okupacji. Najbliżej poniższej książce będzie prawdopodobnie do pozycji Lisiewicza, która w interesujących mnie proporcjach prezentuje zasady funkcjonowania podziemnych sądów i odrobinę bardziej rozbudowane portrety osób skazanych. Ostatnie jej wydanie pochodzi jednak z 1988 roku. Nie śmiałbym jednak porównywać warsztatowo niniejszej książki z pracą tego autora, choć żywię nadzieję, że dołoży ona popularyzatorską cegiełkę możliwie jak najbliższą wartości tej, której swe pióro poświęcił Paweł Maria Lisiewicz.
Po cóż zatem kolejna publikacja w zakresie tej tematyki? Otóż celem niniejszej pracy jest wprowadzić odbiorcę niezaznajomionego do tej pory z aspektami sądownictwa podziemnego w podstawy zasad jego funkcjonowania, prezentując dodatkowo rozbudowane portrety osób, które zostały skazane na karę śmierci przez polskie podziemie. Z nadzieją spoglądam także na takie zainteresowanie tematem czytelnika, aby dzięki tej pozycji mógł pogłębiać dalej swoją wiedzę na podstawie dużo bardziej rozbudowanych źródłowo publikacji popularnonaukowych i naukowych, które są przywoływane na łamach niniejszej książki i rekomendowane przeze mnie do dalszego zapoznawania się z ich treścią. Mam nadzieję, iż ten łączny rezultat popularyzacji kwestii wyroków w polskim podziemiu przybliży choć o jeden krok znajomość tej problematyki szerszemu gronu czytelników.
Książka w swej zasadniczej części jest podzielona na pięć głównych rozdziałów. Pierwszy to opis zasad funkcjonowania sądownictwa podziemnego. Rozdział ten pozwoli na rozróżnienie aspektów specjalnego sądownictwa cywilnego i wojskowego wraz z ich szczególnymi zasadami działania uwarunkowanymi okolicznościami okupacji kraju. Kolejne cztery rozdziały to portrety osób, na które podziemie wydało wyrok: aktora Igo Syma, szefa sztabu Związku Walki Zbrojnej Janusza Albrechta, dowódcy organizacji „Muszkieterzy” Stefana Witkowskiego i krytyka literackiego Eugeniusza Świerczewskiego. Kryterium wyboru tych osób było to, iż albo ich sylwetki były niejednoznaczne moralnie, albo bardzo ważne dla historii drugowojennej konspiracji.
Portrety te zatem ukazują różne postawy, które dla polskiego podziemia stały się podstawą wydania wyroku śmierci. Dodatkowo myślą przewodnią wyboru tych, a nie innych osób jest ich nie zawsze jednoznaczny sposób postępowania kwalifikujący do wymierzenia kary śmierci. Czy czytelnik, podążając za przedstawioną historią, zgodzi się z wyrokiem podziemia skazującym te osoby na pozbawienie życia? To od tego pytania zrodziły się moje plany napisania pracy o podziemnym wymiarze sprawiedliwości, gdy pochłonęła mnie historia Janusza Albrechta. Wyjątkowo szeroko potraktowany został kazus Stefana Witkowskiego ze względu na wyjątkowość i wielotorowość jego działalności w życiu polskiego podziemia.
Książka nie rości sobie prawa do bycia wyczerpującą monografią czy publikacją naukową. Jednakże jej celem jest nie tylko dołożyć cegiełkę do popularyzacji tematyki podziemnej Temidy i uprzyjemnić czytelnikowi wieczór z książką, ale również zachęcić do własnych refleksji na temat szczególnych aspektów funkcjonowania sądów oraz postaw osób skazanych. Czy organy podziemne mogły podejmować lepsze decyzje? Czy udało się uniknąć błędów w wyrokowaniu? Czy sądownictwo podziemne było faktycznie potrzebne? Dlaczego bohaterowie czterech rozdziałów tej książki zdecydowali się na takie, a nie inne sposoby postępowania? Na te i inne pytania postaramy się odpowiedzieć w tej publikacji. Być może zainspirują one czytelników do poszukiwania odpowiedzi na własne pytania dotyczące zagadnień, które pozostały niewyjaśnione lub odkrycia nowych informacji o nich.
Pojęcie sądów podziemnych brzmi enigmatycznie. Czy to oznacza, że schodzono do piwnic lub kanałów, by sądzić podsądnych podziemnej Temidy i wydawać wyroki w sprawach gardłowych? Czy też były to sądy funkcjonujące jawnie pod nadzorem okupanta? Otóż należy odróżnić sądownictwo powszechne, jawnie funkcjonujące na obszarze Generalnego Gubernatorstwa, od sądownictwa niejawnego, podziemnego, związanego z największą organizacją podziemną w okupowanym kraju, tj. Związkiem Walki Zbrojnej, a następnie Armią Krajową.
Sądownictwo jawne polskie zostało utrzymane w utworzonym Generalnym Gubernatorstwie. Kompetencje tych sądów zostały w sposób oczywisty ograniczone i obejmowały sprawy mniejszej wagi, jednak miały one charakter polski i można tu mówić o pewnej ciągłości tego wymiaru sprawiedliwości. Działał on pod niemieckim zwierzchnictwem, a polscy sędziowie podczas rozpraw nie mogli używać polskiego godła oraz innych insygniów Rzeczypospolitej. Co ciekawe, gdy dochodziło do kontaktów polskich prawników ze sprawującymi nadzór nad polskimi sądami niemieckimi wydziałam sprawiedliwości, komunikacja była merytoryczna i wolna od nazistowskiej ideologii1. Mimo nimbu elitarności zawodu, praca w wymiarze sprawiedliwości nie dawała przywilejów podczas okupacji. W przypadku łapanki dokument poświadczający tę pracę nie chronił przed aresztowaniem i torturami. Co więcej, pensje za które pracowano, były głodowe2.
Chwila refleksji pozwala na zrozumienie takiego podejścia okupanta do pozostawienia jurysdykcji polskich sądów w sprawach mniejszej wagi, ponieważ w życiu podczas wojny – choć tak różnym od życia codziennego w dobie pokoju – również toczyły się zwykłe spory o miedzę. Rozstrzyganie takich spraw nie uwłaczało prestiżowi państwa okupowanego, a koniec końców i tak to niemieckie wydziały sprawowały nadzór nad zachowanymi polskimi sądami.
Poza sądownictwem polskim w Generalnym Gubernatorstwie działały również sądy niemieckie. Orzekały one w sprawach osób narodowości niemieckiej. Karały również zamachy na autorytet i bezpieczeństwo państwa niemieckiego lub życie, zdrowie i własność jego obywateli. Poza tym sędziowie niemieccy uzyskali uprawnienia w zakresie uchylania wyroków polskich i przekazywania tych spraw do sądów niemieckich3. Warto ponadto nadmienić, że dyskryminacja i terror panowały także w sądownictwie niemieckim na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy, gdzie w zdecydowanej większości jego ofiarami byli właśnie Polacy. Za zwykłe kopnięcie Niemca Polak mógł zostać skazany na karę śmierci. Z drugiej strony za brutalne pobicie obywatela Polski mieszkaniec Rzeszy mógł liczyć na uniewinnienie4.
Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że niemiecki wymiar sprawiedliwości stał się pomocniczym organem wspierającym nazistowską machinę terroru w likwidacji narodu polskiego5. W jednym z wyroków powojennego trybunału orzekającego w sprawie niemieckich sędziów możemy znaleźć stwierdzenie, iż pod ich prawniczymi togami ukryte były mordercze sztylety6.
Nie były to jednak wszystkie rodzaje sądownictwa, które funkcjonowało na terenach podbitych. Wspomniane wyżej sądownictwo miało charakter jawny. Jak zatem możemy nazwać sądownictwo niejawne na terenach okupowanej Polski? Był to podziemny wymiar sprawiedliwości legitymizowany przez władze emigracyjne i egzekwowany na terenie podbitej Polski przez odpowiednie komórki podziemia, który stawał się narzędziem sankcji wobec tych, których zachowania nosiły znamiona prześladowania członków społeczeństwa lub we współpracy z okupantem narażały innych na niebezpieczeństwo.
Taki opis sądów podziemnych byłby nadmiernym uproszczeniem, dlatego też pierwsze trzy podrozdziały nakreślą charakter funkcjonowania trzech rodzajów sądów podziemnych: Sądów Kapturowych, Wojskowych Sądów Specjalnych i Cywilnych Sądów Specjalnych. Były to organy stworzone z myślą o obronie okupowanego narodu, podtrzymywania jego morale i eliminacji jednostek współpracujących z agresorem bądź zagrażających organizacji wojskowej czy też społeczeństwu. Natomiast ostatnie dwa podrozdziały będą poświęcone egzekucjom jako szczególnym aspekcie funkcjonowania podziemnego aparatu sprawiedliwości, który uzupełni wiedzę dotyczącą mechanizmów działających w podziemnej Temidzie.
Druga część tej publikacji skupia się na portretach i historiach osób, na które polskie podziemie wydało wyrok, dlatego wprowadzenie do sądownictwa podziemnego jest niezbędne do zrozumienia sposobu wyrokowania kary śmierci w tym wymiarze sprawiedliwości. Nawet pomimo faktu, iż wiele dokumentów świadczących o wyrokach zaginęło lub orzeczenia te mogły zapadać niekiedy w nieformalnym gronie. Pochylimy się jednakże nad prawnymi aspektami takich decyzji i posuniemy się do pewnych refleksji związanych ze słusznością zapadłych wyroków.
Niemiecki atak na Polskę bez wypowiedzenia wojny, jak i następujące później wkroczenie Rosjan na Kresy Wschodnie zwiastowały nadchodzącą rychłą klęskę Rzeczypospolitej w kampanii wrześniowej. Wskutek tego polski rząd postanowił ewakuować się do Rumunii. Przepisy konstytucji kwietniowej uprawniały prezydenta do wyznaczenia swego następcy w wypadku wybuchu wojny. Prawo pozwalało zachować ciągłość władzy i zabezpieczyć jej legalne przekazanie na ręce kontynuatora. Nie obyło się jednak bez politycznych kontrowersji podczas samego wyznaczenia następcy. Ówczesny prezydent Ignacy Mościcki początkowo mianował do pełnienia tej funkcji słynnego adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego, tj. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, który sprawował wtedy urząd polskiego ambasadora w Rzymie. Z powodu nacisku polskiej przedwrześniowej opozycji i polityków francuskich, którzy nie zgadzali się z tą kandydaturą, adiutant Piłsudskiego postanowił tej nominacji nie przyjąć, w rezultacie czego prezydent Mościcki wyznaczył na swego następcę Władysława Raczkiewicza7.
Sanacyjna przeszłość Wieniawy-Długoszowskiego zablokowała mu karierę prezydencką, ponieważ w dobie błyskawicznej klęski państwa polskiego odpowiedzialność za nią spadła na obóz sanacyjny i ludzi sympatyzujących z ruchem piłsudczykowskim. Raczkiewicz jako bardziej neutralny kandydat stał się akceptowalny dla sił politycznych szykujących nowe miejsce dla polskiego rządu po wrześniowej klęsce. Pomimo tego przesilenia Mościckiemu udało się skutecznie zrzec urzędu, co w następstwie dalszych wydarzeń – otrzymania władzy przez nowego prezydenta i ukonstytuowania się nowego rządu we Francji – pozwoliło zachować legalną kontynuację państwowych władz Rzeczypospolitej.
Poza działaniami związanymi z ustabilizowaniem sytuacji politycznej poprzez stworzenie rządu za granicą, w nocy z 26 na 27 września 1939 roku powołano do życia Służbę Zwycięstwu Polski8. Organizacja ta przecierała szlaki późniejszym wojskowym organizacjom konspiracyjnym – Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. O złożoności procesów kształtujących polskie podziemie możemy przeczytać w podrozdziale „Akcja scaleniowa”. Od pierwszych dni okupacji stawało się również oczywiste, że trzeba będzie powołać jakiś rodzaj sądownictwa, który byłby elementem polskiego oporu i sądziłby osoby współpracujące z okupantem.
Pośpiech przy tworzeniu takich struktur nigdy nie jest jednak dobrym doradcą, zwłaszcza że sądy takie miały orzekać o życiu i śmierci. Niemniej jednak oczywiste było, że taka potrzeba istnieje. Podczas funkcjonowania Służby Zwycięstwu Polski nie utworzono regularnej siatki sądów, które objęłyby swoją działalnością cały kraj. Istniał jednak sąd specjalny powołany do życia przy Komendzie Głównej Służby Zwycięstwu Polski. Nie wiadomo jednak zbyt wiele o jego działalności. Zespół sądzący miał składać się z oficerów sztabu i wydać kilka wyroków śmierci, w tym na jednego z jego członków. Egzekucji miała dokonywać grupa ochrony sztabu pod dowództwem podchorążego Jerzego Nowakowskiego9.
Z kraju zaczęły płynąć głosy czołowych przedstawicieli struktur polskiego podziemia, sygnalizujące rządowi we Francji potrzebę powołania regularnej siatki podziemnego wymiaru sprawiedliwości, który mógłby orzekać karę śmierci i aktywnie reagować na naganne zachowania społeczne. W styczniu komendant organizacji podziemnej Stefan Rowecki („Grot”, „Rakoń”) alarmował o potrzebie utworzenia w kraju Sądów Kapturowych10. Odpowiedź z Francji przyszła w lutym i wskazywała na pewne niezrozumienie wyzwań, przed którymi stało podziemie w kraju.
Polecano usuwanie z organizacji szpiegów i prowokatorów. Brakowało jednak postawienia sprawy w szerszym kontekście i wskazania na ochronę ogółu społeczeństwa, koncentrując uwagę na zdrajcach wewnątrz organizacji. Rekomendowano również utworzenie jednej instancji dla całego obszaru okupacji i zatwierdzanie wyroków przez komendanta okupacji i reprezentację polityczną11. Ocena tych zaleceń wzbudza krytyczne spojrzenie na akcentowanie centralizacji takiego aparatu sądowniczego. Warunki okupacji znacznie uniemożliwiały płynną komunikację, a w szczególności trudno wyobrazić sobie jedną instancję i zatwierdzanie wyroków wymagających wykonania na terenie całego kraju komendantowi, który jest w jednym miejscu.
Replika Roweckiego z marca 1940 roku nie pozostawiała żadnych wątpliwości co do jego stanowiska. Odpowiadał on, że taka forma funkcjonowania podziemnego aparatu sprawiedliwości byłaby niewykonalna, biorąc pod uwagę panujące w kraju warunki. „Rakoń” uważał, że niemożliwe jest „na Śląsku zestawiać akta i przekazywać je do Warszawy, aby tam zapadł wyrok”. Jako żołnierz „Grot” oznajmiał prosto z mostu, że w przypadku szpiegów „powinien dowódca właściwy mieć prawo jak wroga na polu walki rozstrzelać”. Ponadto, dodawał, iż osobnicy w postaci szpiegów-prowokatorów są likwidowani na wniosek komendantów wojskowych zatwierdzonych przez komendanta okręgu. Można rzec, iż praktyka dościgała zbliżającą się teorię12.
Dzięki zawziętości komendanta Związku Walki Zbrojnej 16 kwietnia 1940 roku Komitet dla Spraw Kraju13 podjął uchwałę w sprawie Sądów Kapturowych. Ten akt prawny stał się podstawą prawną ukształtowania Sądów Kapturowych, które powołano w maju, wydając akt prawny Kodeks Sądów Kapturowych oraz związane z nim przepisy materialne. Była to pierwsza próba usystematyzowania funkcjonowania sądów podziemnych w okupowanej Polsce14.
Forma ich powołania budzi pewne wątpliwości autorów badających tematykę sądowniczą. Podkreślał je wspomniany we wstępie sędzia podziemnego wymiaru sprawiedliwości Władysław Sieroszewski, który ubolewał, iż kodeks i przepisy materialne nie zostały powołane do życia w formie ustawy lub dekretu, które polskie władze wydały np. w sprawie nieważności aktów prawnych władz okupacyjnych (z dnia 30 listopada 1939 roku)15. W opinii innego badacza, Grzegorza Górskiego, konstytucyjne unormowania sugerowały zastosowanie do tworzenia sądów wojskowych trybu ustawy i nie jest zrozumiałe, czemu prezydent nie zdecydował się na formę choćby dekretu (który mógł wydać w czasie stanu wojennego)16. Konkludując, przyjęta forma uchwały zamiast ustawy nie jest zadowalającą podstawą ukształtowania podziemnego sądownictwa w okupowanej Polsce. Tworząc system tak istotny z punktu widzenia stosunków społecznych jak wymiar sprawiedliwości, uchwała nie wydaje się odpowiadać ciężarowi gatunkowemu utworzenia podziemnego sądownictwa, a forma dekretu lub ustawy, która zwykle normuje sprawy istotne z punktu widzenia wspomnianych już stosunków społecznych, mogłaby dać lepszą legitymację utworzeniu takich sądów. Okupacyjne warunki zmuszały jednak do podejmowania takich, a nie innych decyzji i Sądy Kapturowe zostały zaakceptowane w gronie polskiego podziemia bez względu na formę prawną ich ukonstytuowania.
Wymienione tutaj aspekty związane z wątpliwościami dotyczącymi formy prawnej mają na celu nakreślić jedną zasadniczą cechę podziemnego sądownictwa, która będzie przewijać się przez cały okres jego funkcjonowania. Chodzi mianowicie o fakt, iż trudno oczekiwać stuprocentowego upewniania się, że wszystkie aspekty prawne związane z funkcjonowaniem tych sądów nie stoją w sprzeczności z pewnymi ogólnymi normami konstytucyjnymi. Naturalnie w czasie wojny wiele norm prawnych, które gwarantują choćby prawo oskarżonego do obrony czy jawność rozpraw, musiało być porzuconych ze względu na warunki stanu wojny, w jakim Polska znalazła się we wrześniu 1939 roku.
Również metoda ukonstytuowania sądów podziemnych, choć zapewne mogła być kontestowana, nie pozostawia wątpliwości, że ze swej natury decyzja o powołaniu sądów była niezbędna w celu realizacji adekwatnej reakcji polskich władz podziemnych na szerzącą się wśród jednostek degrengoladę. Aspekt wątpliwości co do formy powołania sądów nie ograniczał się wyłącznie do Sądów Kapturowych, lecz również do ich sukcesora, tj. powołanych ponad półtora roku później Wojskowych Sądów Specjalnych. Władysław Sieroszewski, poszukując odpowiedzi na pytanie, czemu rząd na emigracji nie zdobył się na wydanie dekretów w sprawie konstytuowania się sądów, oceniał, że kluczowe mogły być potencjalne rozbieżności między stronnictwami partycypującymi w Radzie Narodowej17. Natura spraw poruszanych w takich aktach prawnych mogła spowodować przeciągające się dyskusje i brak konsensusu politycznego co do jednolitego akceptowalnego tekstu dokumentu. Dlatego więc, spoglądając na decyzje rządu emigracyjnego, można w taki sposób odczytać intencje związane z możliwie szybką reakcją na potrzeby polskiej organizacji podziemnej, tj. niezwłoczne powołanie struktury sądów podziemnych karzących na śmierć tych, którzy współpracują z okupantem18.
Powołane do życia sądy nosiły miano Sądów Kapturowych. Historyk Stanisław Salmonowicz uważał je za ważną cezurę czasową w dziejach podziemnego wymiaru sprawiedliwości:
Problem zdrajców narodu, kolaborantów narastał już od pierwszych dni okupacji i już wówczas podejmowano czasem przeciw nim skuteczne działania, jednakże stworzenie odpowiedniego aparatu karzącego „w imieniu Rzeczypospolitej” nastąpiło stosunkowo późno. Były tu wątpliwości natury prawnej czy nawet moralnej. Chodziło jednak o stworzenie pewnego uporządkowanego systemu działania, który chroniłby interesy narodowe wobec jednostek szkodliwych, a zarazem nie dopuszczał do samowoli czy pochopnych decyzji oddolnych organów Podziemia19.
Nazwa Sądów Kapturowych wydaje się być specyficzna dla tego typu aparatu sądowniczego. W przeszłości, w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej, powoływano sądownictwo kapturowe podczas okresu bezkrólewia20. Sądy powołane w maju 1940 roku nie miały jednak zbyt wiele wspólnego z charakterem kapturów sprzed setek lat. Skupmy się chwilę na samej nazwie. Nazwa „kapturowy” determinuje myślenie o tej formie aparatu sprawiedliwości, która kojarzy się z tajnym sprzysiężeniem, samosądami i może mieć pewien negatywny wydźwięk w społeczeństwie. Nie było intencją twórców, by jakiekolwiek samosądy legalizować21. Stąd kodeks i ułożenie systematyki działania tych sądów w odpowiedni dokument, który pozwoli na proces i wyrok – możliwie jak najbardziej sprawiedliwy. Gdy w listopadzie 1941 roku powołano następcę Sądów Kapturowych, tj. Wojskowe Sądy Specjalne, dostrzegamy wyraźną zmianę w nazewnictwie, która staje się bardziej neutralna w odbiorze.
Bez względu na to, co można sądzić o nazwie, najważniejsze było to, w jakiej formie sądy miały orzekać. Na to pytanie odpowiada wspomniany już Kodeks Sądów Kapturowych. Przepisy kodeksu miały siedemnaście punktów i zdecydowanie odbiegały od standardowej struktury aktów prawnych. Nie miały typowego podziału na paragrafy czy litery. Kodeks rozpoczynał się od punktu pierwszego, który warto tu przytoczyć:
Sądy kapturowe na terenie okupacji powołane są do sądzenia i wyrokowania w wypadkach zbrodni zdrady, szpiegostwa, denuncjacji oraz nieludzkiego prześladowania i krzywdzenia ludności polskiej22.
W tym jednym zdaniu ujęto esencję zachowań, które stanowiły przedmiot ścigania i orzekania kar względem osób dopuszczających się opisanych czynów zabronionych. W celu uszczegółowienia tego, co kryje się pod wymienionymi powyżej pojęciami, wydano również wspominane już przepisy materialne, które można uznać za suplement do kodeksu. I tak oto przepisy materialne definiowały powyższe pojęcia:
Zbrodni zdrady dopuszcza się obywatel Państwa Polskiego, który ujawnia innej osobie tajemnicę organizacji ZWZ lub tajemnicę Państwa Polskiego, dotyczącą obrony państwa lub jego Sił Zbrojnych.
Zbrodni szpiegostwa dopuszcza się ten, kto udziela rządowi obcego państwa informacji, wiadomości, dokumentów lub innych przedmiotów dotyczących istnienia lub działalności organizacji ZWZ, Polskich Sił Zbrojnych, organizacji i spraw polskich stowarzyszeń, zrzeszeń, instytucji i władz, które mogą być użyteczne obcemu państwu przeciwko ZWZ, państwu lub narodowi polskiemu.
Zbrodni prowokacji dopuszcza się ten, kto w porozumieniu z władzą obcego państwa lub z własnej inicjatywy, bez rozkazu organizacji polskiej namawia, nakłania lub podżega do czynów lub działalności przeciwko obcemu państwu, celem ich ujawnienia.
Zbrodni denuncjacji dopuszcza się obywatel polski, który przed rządem obcego państwa oskarża lub skierowuje ściganie o czyn przeciwko obcemu państwu.
Kto w sposób nieludzki, sprzeczny z naturalnym poczuciem sprawiedliwości prześladuje lub krzywdzi ludność polską czynem lub zarządzeniem, dopuszcza się zbrodni nieludzkiego prześladowania i krzywdzenia ludności polskiej23.
Ostatni akapit wskazywał, iż kto dopuszcza się wymienionych przestępstw, podlega karze śmierci. W taki oto sposób przepisy materialne starały się definiować zachowania wzmiankowane w punkcie pierwszym Kodeksu Sądów Kapturowych, dodając również opis jednego czynu zabronionego, tj. prowokacji. Przepisy materialne były wszelako szczupłe, dlatego też, jak wskazuje Bartłomiej Szyprowski, w sprawach nieuregulowanych ich uzupełnieniem były przepisy takich aktów prawnych, jak na przykład kodeks karny (1932 rok) i kodeks karny wojskowy (1932 rok). W szczególności dlatego, iż – jak zauważa autor – same przepisy musiały wyjść spod pióra osoby bez wykształcenia prawniczego i razi m.in. ich nieostrość oraz ocenny charakter24.
Kto zatem podlegał przepisom kodeksowym? W pierwotnym zamyśle twórców sądownictwa kapturowego orzeczeniom tych sądów mieli podlegać członkowie organizacji Związku Walki Zbrojnej – zarówno obecni, jak i ci, którzy z organizacji wystąpili. Dla obywateli polskich, okupantów lub cudzoziemców niebędących członkami organizacji przewidziano w przepisach kodeksowych, że ich sprawy będą podlegać właściwości Sądów Kapturowych przy Delegaturze Rządu25. Oznacza to, że początkowy zamysł określał dwutorowość podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Podział miał być związany z „kapturami” wojskowymi (przy Związku Walki Zbrojnej) i cywilnymi (przy delegaturach). Historia początkowych lat wojny napisała jednak inny scenariusz i cywilne sądy specjalne powstały dużo później, o czym mowa w dalszym podrozdziale. Na taką ewentualność przepisy kodeksowe były również przygotowane. Statuowały, że dla okręgów, w których sądy przy delegaturach nie powstawały, obywatele polscy, okupanci lub cudzoziemcy niebędący członkami organizacji, będą sądzeni przez Sądy Kapturowe Związku Walki Zbrojnej odpowiedniej właściwości26.
Owa właściwość odpowiadała strukturze terytorialnej Związku Walki Zbrojnej. Sądy miały być powoływane przy Komendach Okupacji, Komendach Obszaru oraz Komendach Okręgów i miały rozpatrywać zbrodnie, które zostały popełnione na terenach im właściwych lub za granicą, ale sprawcy pojawili się na terenach wspomnianych komend.
Procedurę rozpoczynało postępowanie przygotowawcze. Było ono odrębne od postępowania sądowego, które odbywało się na rozprawie. Miało ono formę dochodzenia. Przepisy kodeksowe nie uszczegóławiały czynności dopuszczalnych w dochodzeniu, przez co wspierano się przedwojennymi przepisami postępowania karnego (w tym wojskowego). Wedle tych przepisów dochodzenie polegało na „nieformalnym rozpytywaniu podejrzanych i osób, które mogły coś wiedzieć o przestępstwie i sprawcy, zbieraniu niezbędnych informacji o osobie podejrzanego oraz dokonywaniu wywiadów i innych czynności wynikających z istoty dochodzenia”27. Według Kodeksu Sądów Kapturowych dochodzenie miał inicjować sędzia śledczy, miało ono trwać najdłużej siedem dni i było tajne oraz zaoczne28.
Praktyka okupacyjna spowodowała, że instytucja sędziego śledczego nie znalazła racji bytu. W takiej sytuacji postępowania były inicjowane przez przewodniczących składów sędziowskich, co zaburzało zasadę, iż kto inny orzeka, a kto inny inicjuje. Źródłem inicjowanych postępowań były zwykle doniesienia płynące do Komendantów Obszarów, Okręgów lub Podokręgów. Siedmiodniowy termin trwania postępowania również nie odpowiadał warunkom lat wojny, ponieważ w środowisku konspiracyjnym, tj. podwójnych środków ostrożności, potrzebny był dłuższy czas do zebrania wystarczającego materiału oraz jego analizy. Na tym polu powstawały często spięcia między podziemnymi sądami a kontrwywiadem dostarczającym informacji o donosicielach czy szantażystach, które bywały niekompletne. Według organizacji wojskowej podziemny aparat sprawiedliwości powinien zaufać materiałom dostarczanym przez kontrwywiad, a w praktyce sądy nierzadko odsyłały je do uzupełnienia29.
W Sądach Kapturowych spotykać się mieli sędzia śledczy, obrońca, prokurator i skład orzekający. Wiemy już, że instytucja sędziego śledczego nie istniała w praktyce podziemnego sądownictwa. Jak zatem wyglądał skład orzekający? Przepisy wskazywały na konieczność powołania spośród dwóch sędziów przynajmniej jednego zawodowego sędziego przedwojennego. W przypadku braku takiego absolutnym minimum miała być osoba z wykształceniem prawniczym. Drugi sędzia mógł być niefachowcem. Przewodniczącym natomiast mieli zostawać odpowiedni komendanci okupacji i obszarów. Mogli delegować tę rolę na odpowiedniego komendanta niższego szczebla (komendant okupacji na komendanta obszaru, a ten na komendanta okręgu). Wszyscy sędziowie musieli być członkami Związku Walki Zbrojnej30.
Co do samej rozprawy, naturalnie była ona tajna. Ich jawność groziłaby zdekonspirowaniem sędziów. Dbając o bezpieczeństwo sądowników, rozprawy miały trwać nie dłużej niż trzy godziny i odbywać się przed południem. Zapobiegało to przeciąganiu rozpraw do późnych godzin i nadejściu godziny policyjnej. Co do istoty rozpraw pojawia się zasadniczy problem prawa oskarżonego do obrony. Z natury rzeczy przepisy nie zmuszały składów orzekających do przesłuchiwania oskarżonego, ponieważ groziło to natychmiastowym spaleniem składu, jeśli osoba oskarżona faktycznie była winna. Kodeks pozostawił jednak opcję doprowadzenia oskarżonego na rozprawę, ale tylko wtedy, gdy nie groziło to dekonspiracją sądu, a jego wiedza mogła pozwolić na uzyskanie ważnych wiadomości i dałoby się go bezwzględnie zabezpieczyć dla wymiaru kary31. Oto więc osądzający nieśli na sobie wielkie brzemię odpowiedzialności – jak zauważył prawnik Zdzisław Krzemiński, wyrokowanie w ówczesnych konspiracyjnych warunkach „wymagało nie tylko odwagi, ale także wielkiej rozwagi”32.
Gdy zapadał wyrok, decydowano większością głosów. Pod uwagę brano zeznania świadków i można było również zasięgać opinii biegłych. W przypadku biegłych nie ujawniano im personaliów oskarżonego, co wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem, mając na uwadze przedsięwzięte środki ostrożności. Wyrok mógł być dwojaki: oskarżony zostawał uniewinniony albo orzekano karę śmierci. Wyroki skazujące miał zatwierdzać Delegat Rządu33. Praktyka jednak podążała inną drogą. Opóźnienia związane z tworzeniem podziemnych struktur cywilnych względem wojskowych i ewentualne względy prestiżowe (cywilna władza zatwierdzająca wyroki sądów tworzonych przy komendach podziemnej organizacji wojskowej) mogły być źródłem napięć i rolę delegatur w tym zakresie przejęli komendanci poszczególnych obszarów lub okręgów34. Zatwierdzony wyrok stawał się ostateczny i prawomocny – nie przewidywano od niego środka odwoławczego35. Gdy wyrokowano karę śmierci, przekazywano odpowiednie instrukcje do zespołów likwidacyjnych lub wydzielonych oddziałów podziemia zbrojnego. O tym, jak wyglądały likwidacje, dowiemy się w dwóch ostatnich podrozdziałach tego rozdziału.
Opisane wyżej zasady funkcjonowania pierwszych podziemnych sądów zawierają szereg aspektów, które, jak się okazało w konfrontacji z warunkami okupowanej Polski, wymagały koniecznego poprawienia. Chybiona okazała się wspomniana instytucja sędziego śledczego. Dochodzenia, które miały trwać tylko siedem dni, były zbyt krótkie. Możliwość orzekania wyłącznie uniewinnienia albo kary śmierci nie uwzględniała przypadków, gdy przestępstwo udowodniono w toku postępowania, lecz nie było ono aż tak ciężkie, aby karać za nie śmiercią. Co z możliwością zawieszenia postępowania i wznowienia go, gdyby pojawiły się nowe okoliczności? Z pewnością funkcjonowanie Sądów Kapturowych nie było idealne i między innymi te aspekty determinowały potrzebę zmiany i poprawy ich funkcjonowania w przyszłości. Osobną kwestią były prace nad utworzeniem sądownictwa specjalnego cywilnego, które nadzorowałyby delegatury, a nie wojskowa organizacja podziemna.
Polskie Państwo Podziemne stanęło przed tymi wyzwaniami i postanowiło raz jeszcze sprostać opracowaniu zasad na nowo. Dzięki tym refleksjom powołano do życia nowe sądownictwo specjalne – Wojskowe Sądy Specjalne.
Sama nazwa nowo przekształconych sądów ma wydźwięk bardziej poważny. Podziemne „kaptury” mogły wywoływać pewne negatywne skojarzenia, przypominające choćby niemieckie sądy kapturowe z czasów powstań śląskich. Wskazywał na to dowódca podziemia generał Stefan Rowecki w jednym ze swych meldunków do Naczelnego Wodza z listopada 1941 roku, argumentując potrzebę zmianę ich nazwy. Nie było to jedyne spostrzeżenie niosące się echem do Londynu. „Grot” wskazywał również na obniżające się morale polskiego społeczeństwa oraz pogłębiający się niedostatek36. Z tego względu, biorąc pod uwagę głos płynący wprost z realiów okupowanej Polski, postanowiono uwzględnić krajowe opinie przesłane w postaci projektu organizacji nowego sądownictwa i zasad jego funkcjonowania.
Wspominaliśmy przy okazji powołania do życia sądownictwa kapturowego, iż sędzia podziemny Władysław Sieroszewski ubolewał w swych wspomnieniach nad brakiem odpowiedniej formy prawnej sankcjonującej wejście w życie w stosunku do rangi normowanej materii. W ten sam sposób odnosił się do formy wprowadzenia w życie prawa normującego działalność Wojskowych Sądów Specjalnych – wedle jego opinii brakło tu formy prawnej w postaci dekretu lub ustawy37.
Dokument Statutu Wojskowych Sądów Specjalnych sporo czasu przeleżał w Londynie. Wrócił do kraju prawie rok później – 10 września 1942 roku. Odesłany akt zawierał kosmetyczne poprawki, lecz nie oznaczało to, że wcześniej wstrzymywano się z wyrokowaniem na podstawie zasad sporządzonych w statucie. Przywoływany w tym rozdziale Sieroszewski wspominał, że owe statutowe przepisy obowiązywały już od początku 1942 roku38. Ponadto istnieją również dane wskazujące, że Sąd Kapturowy Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej posługiwał się nimi już we wrześniu 1941 roku39.
Transformacja związana z nazewnictwem nie jest ściśle związana z historią nowelizacji zasad podziemnego sądownictwa. Pojęciem „sądy specjalne” nazywano czasami sądownictwo kapturowe już wcześniej, czego dowodem może być podziemny Biuletyn Informacyjny z 3 kwietnia 1941 roku mówiący, iż w kraju są czynne Sądy Specjalne40. Jednakże w tamtym okresie wciąż funkcjonowały Sądy Kapturowe powołane rok wcześniej. Być może zabieg widoczny w Biuletynie był po prostu próbą zastąpienia niefortunnych skojarzeń związanych z kapturami nazwą mniej kojarzącą się z tajemniczymi sądami, a bardziej z legalnym, choć podziemnym aparatem sprawiedliwości. Niemniej jednak obserwowano również zjawisko odwrotne, gdzie bywało, że o Wojskowych Sądach Specjalnych pisano w prasie podziemnej jako o sądach kapturowych41.
Dokument statuujący nowe sądy wyraźnie jednak kreował nazwę Wojskowe Sądy Specjalne. Przyjrzyjmy się teraz zasadom ich działalności, uwzględniając również niedociągnięcia, o których alarmowało krajowe podziemie. Już na samym początku dokumentu artykuł 1 statutu stwierdza, że ścigane będą przestępstwa usiłowane lub popełnione przez osoby wojskowe po 4 grudnia 1939 roku. Data może zaskakiwać, skąd bowiem cezura czasowa rozpoczynająca się od grudnia, skoro wojna trwała już od września? Pewną podpowiedzią może być opinia wydana przez Stanisława Ochockiego. Był on w czasie wojny sędzią Wojskowego Sądu Specjalnego w Wilnie. Jego zdaniem data ta pozwalała uniknąć niektórym oficerom odpowiedzialności za porzucanie swych oddziałów podczas wojny obronnej i nie krył swego rozczarowania w stosunku do tego przepisu statutu42.
Według koncepcji Sądów Kapturowych miały one sądzić osoby związane z podziemiem wojskowym, a dla osób spoza tego grona planowano utworzyć osobne sądy przy krajowych delegaturach. Wojskowe Sądy Specjalne miały natomiast sądzić każdego, kogo przestępstwo mogło godzić w bezpieczeństwo Armii Krajowej. Oznaczało to oficjalne rozszerzenie zakresu osób mogących być sądzonymi przez opisywane sądy i było pewną klauzulą ogólnej kompetencji43. Dla osób spoza organizacji podziemnej szykowano również trzeci rodzaj sądownictwa – Cywilne Sądy Specjalne, które faktycznie udało się utworzyć w przeciwieństwie do pierwotnych koncepcji sądów przy delegaturach, które miały działać równolegle do sądownictwa kapturowego o charakterze wojskowym. Jednak do tematu cywilnego sądownictwa specjalnego wrócimy w kolejnym rozdziale.
Postępowanie wszczynał prokurator na polecenie właściwego komendanta. Miało ono trwać „spiesznie”. Tryb „spiesznego” prowadzenia dochodzenia był odpowiedzią na problem zbyt krótkiego terminu na jego przeprowadzenie w przepisach Sądów Kapturowych, które wynosiło siedem dni. Sformułowanie nakazywało zdecydowane działanie, ale nie wiązało rąk, jeśli dochodzenie nie przyniosło żadnych efektów w trakcie przepisowego tygodnia44.
Dokument statutowy nie precyzował, jakie czynności mają być przeprowadzane podczas dochodzenia. Można zatem uznać, że w tej materii uzupełnieniem przepisów Statutu Wojskowych Sądów Specjalnych były szczegółowe postanowienia Kodeksu Sądów Kapturowych i innych aktów normatywnych obowiązujących przed wybuchem drugiej wojny światowej, a które odnosiły się do zasad i czynności w postępowaniu przygotowawczym45. Podczas dochodzenia można było korzystać z zeznań, dowodów rzeczowych jak również z opinii biegłych. Materiały uwzględniały m.in. listy, fotografie, odciski palców czy też opinie grafologów. Dopuszczano możliwość przesłuchania oskarżonego, lecz wyłącznie pośrednio, tak aby oskarżony nie domyślił się, że jest prowadzone przeciwko niemu postępowanie. Najbardziej pożądanym scenariuszem było, aby takie wypytywanie odbywało się w obecności świadka46.
Zrezygnowano również z sędziego śledczego. Oznaczało to, że umocniła się rola prokuratora. Dochodzenie prowadziły z reguły jednostki terenowe Armii Krajowej lub komórki kontrwywiadu. Materiały dochodzeniowe uwzględniały doniesienie karne, raporty, zeznania świadków czy też zapisy „przypadkowych” rozmów z oskarżonym. Na przykład: dowódca Obszaru Warszawskiego Armii Krajowej, generał Albin Skroczyński „Łaszcz”, w swoim rozkazie z 16 października 1942 roku uszczegóławiał dla podległego sobie obszaru, co powinno zawierać modelowe doniesienie karne przesłane do prokuratora. Powinny to być podstawowe informacje o oskarżonym, takie jak imię i nazwisko, ewentualny pseudonim, data urodzenia, miejsce obecnego pobytu. Uzasadnienie oskarżenia wymagało wymienienia dowodów, na bazie których oskarżenie się opierało, a do zeznań świadków należało dołączyć również ich krótką charakterystykę. Od dokumentacji wymagano, aby była zwięzła, pisana drobnym, choć wyraźnym pismem na niedużych kartkach. Rozkaz mówił wprost, by „unikać zbytniej pisaniny”47. Wojenne czasy nie sprzyjały generowaniu obszernej dokumentacji procesowej, a szybkiemu i dyskretnemu przeprowadzeniu procesu. Przy ryzyku wpadki i dostania się dokumentacji w ręce niemieckie mniejsza ilość informacji równała się mniejszej ilości konsekwencji potencjalnej wsypy.
Opisany rozkaz pokazuje, jak dbano o odpowiednie procedury i wskazówki dla osób pracujących na rzecz skutecznego działania podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Choć przepisy statutowe wyznaczały ogólne zasady postępowań, bywało, że uzupełniano je dokumentami uściślającymi jego proceduralne kierunki. Rozkaz „Łaszcza” nie jest jedynym takim przykładem. Instrukcja dochodzeniowa, o której wspomina rozkaz generała Kazimierza Tumidajskiego ws. WSS i Prokuratury przy Komendzie Okręgu z 7 sierpnia 1943 roku, wskazywała na potrzebę powołania referentów sądowych. Już we wstępie można przeczytać, że „dotychczasowy bieg spraw karnych (…) dowiódł, że właściwi komendanci i ich podkomendni są niedostatecznie poinformowani o trybie postępowania i właściwości rzeczonych sądów”, a dalsza treść rozkazu sygnalizuje intencje scentralizowania spraw sądowych w poszczególnych inspektoratach „w ręku referatów sądowych inspektoratu, posiadających możliwie kwalifikacje prawnicze”48. Warte uwagi jest wyrażenie „możliwie” – nie były one niezbędne, lecz jednak pożądane.
Zostawiając krótkie przywołanie dwóch rozkazów jako przykładów uzupełniania luk i adresowania potrzeb sprawniejszego działania podziemnego sądownictwa, wróćmy do zagadnień statutowych Wojskowych Sądów Specjalnych. Postępowanie przygotowawcze mogło zakończyć się trojako: odmową ścigania, złożeniem aktu oskarżenia przewodniczącemu sądu lub wniesieniem o jego zawieszenie. O ile dwa pierwsze rozwiązania nie wymagają szerszego komentarza, o tyle warto nieco szerzej powiedzieć o ostatnim. Zawieszenie na poziomie dochodzenia pozwalało na niezamykanie sobie furtki do potencjalnego doprowadzenia oskarżonego przed sąd, jeśli prokurator był przekonany, że za czyn popełniony przez oskarżonego należałoby wymierzyć karę nie bardziej surową niż pozbawienie wolności.
Było to ważne unormowanie, o którym Paweł Maria Lisiewicz mówi jako o doniosłym novum procesowym49. Ułomność dotychczasowych zasad z „kapturów”, gdy osąd czynu oskarżonego był zerojedynkowy w postaci skazania albo uniewinnienia, została naprawiona, gdy przepisy zezwoliły na zawieszenie postępowania i niedopuszczenie do sytuacji, w której przestępca popełnił czyn zabroniony, lecz zamiast pójść do więzienia, zyskiwał certyfikat niewinności. Dzięki możliwości zawieszenia postępowania przygotowawczego można było poczekać na pojawienie się nowych okoliczności, które mogły wpłynąć na jego wznowienie z potencjalnym skutkiem gardłowym dla oskarżonego, lub po prostu zebrać i utrwalić dowody przestępstwa, które groziło karą pozbawienia wolności, a którą można byłoby orzec w przyszłej odrodzonej Polsce.
Prokurator mógł odesłać materiały do kontrwywiadu lub innej jednostki w celu ich uzupełnienia, jeśli zaobserwował, że ich dotychczasowa treść jest niewystarczająca, aby podjąć merytoryczną decyzję. W celu zapobiegnięcia potencjalnej stracie czasu bywało, że prokuratorzy konsultowali otrzymane materiały z przewodniczącymi sądów, by upewnić się, czy sąd nie zażąda ich uzupełnienia50.
Spójrzmy teraz na samo postępowanie sądowe, gdy prokurator zdecydował się wnieść akt oskarżenia do przewodniczącego sądu. Kim miał być przewodniczący w świetle przepisów statutowych? Otóż przeciwnie do Sądów Kapturowych, gdy na ich czele mieli stać komendanci wojskowi, w przypadku Wojskowych Sądów Specjalnych powinien to być sędzia w znaczeniu ustawy o ustroju sądownictwa. W sprawach orzekały trójki sędziowskie. Mieli do ich składu należeć sędziowie, a w przypadku ich braku adwokaci lub członkowie Związku Walki Zbrojnej51.
Odmiennie do przepisów kodeksowych „kapturów”, w rozprawach nowego sądownictwa wojskowego mieli nie brać udziału obrońca i prokurator. Być może powód absencji prokuratora w procesie wynikał z jego iluzorycznej roli, jaką odgrywał w wypadku orzekania na podstawie dowodów pośrednich52. Natomiast brak prokuratora na rozprawie skutkował również brakiem obrońcy. Trójka sędziowska pozostawała zatem bez słyszalnego głosu prokuratora i obrońcy na rozprawie. Niemniej jednak starano się wyrokować z rozwagą. Zdarzało się, że sądy odsyłały materiały do prokuratora celem ich uzupełnienia. Wspominał o tym J. Gozdawa–Gołębiowski w opracowaniu Obszar Warszawski Armii Krajowej, sygnalizując, że podziemny sąd wojskowy tego obszaru miał problemy związane z brakiem fachowego aparatu dochodzeniowego, który skutkował zwracaniem akt celem uzupełnienia dochodzeń53.
Sama rozprawa była tajna. Orzeczenia co do zasady zapadały większością głosów. W przypadku orzekania o karze śmierci wymagano, by wyrok zapadł jednogłośnie. Ciekawą opinię o kierunku zmiany wyrokowania wygłosił Józef Garliński. Szef Wydziału Bezpieczeństwa Komendy Głównej Armii Krajowej pisał, iż nowy wymóg był reakcją „na zbytnią pochopność w ferowaniu wyroków, czemu sprzyjała atmosfera okupacji i niemieckiego bezprawia”54. Na pewno odejście od głosowania metodą większości głosów zawężało ryzyko pomyłki. W przypadku wątpliwości jednego z sędziów w Wojskowych Sądach Specjalnych oskarżony zachowałby głowę. Nie dziwią zatem sytuacje, gdy prokurator konsultował materiał dowodowy z przewodniczącym sądu jeszcze przed rozprawą.
Statut regulował, iż sądy są powołane do „ścigania przestępstw, przewidzianych w obowiązujących przepisach karnych”, które mogły zostać popełnione lub usiłowane przez osoby wojskowe, jak również do rozpatrywania wszystkich spraw „o przestępstwa godzące (bezpośrednio) w bezpieczeństwo Sił Zbrojnych w Kraju”55. Ponadto jego treść zezwalała na orzeczenie kary śmierci nawet, gdy w obowiązujących przepisach nie groziła za nie taka kara. Ta forma zaostrzenia represji względem sprawcy miała również nadzór cywilny – w takich wypadkach wymagane było, aby wymierzenie kary śmierci było zaaprobowane przez Delegata Rządu na Kraj. Z punktu widzenia prawnego jest to wykładnia rozszerzająca i pozwalająca podziemnemu wymiarowi sprawiedliwości na surowsze reakcje. Jednak, jak wskazywał L. Gondek, dzięki temu podejściu można było bardziej adekwatnie reagować na specyficzne rodzaje przestępstw ujawniające się w okupowanym społeczeństwie56.
Nowa forma specjalnego sądownictwa wojskowego usankcjonowała również pewną praktykę utrwaloną podczas obowiązywania Kodeksu Sądów Kapturowych. Chodzi mianowicie o zatwierdzanie wyroków przez komendantów wojskowych. Tym razem nie odsyłano do autorytetu władz cywilnych, tylko wprost sankcjonowano zatwierdzenia wyroków przez władzę podziemnej organizacji wojskowej – z wyjątkiem tych opisanych powyżej. Ponadto dodatkową formę kontroli i upewniania się co do sprawiedliwości wydanych wyroków wprowadzono w sytuacjach, gdy komendant nie zatwierdzi zapadłego orzeczenia – wtedy sprawę miał rozpoznać nowy skład sądzący. W takim wypadku przy powtórnym rozpoznaniu pomijano wymóg zatwierdzenia wyroku – tak jakby powtórne rozpatrzenie sprawy było wystarczającą kontrolą i podkreśleniem potrzeby podwójnej skrupulatności w dociekaniu o winie oskarżonego57.
Przykładem takiej interwencji jest wyrok śmierci wydany 20 czerwca 1943 r. na Janusza Francuza za niewykonanie rozkazu. Generał Tadeusz Komorowski „Bór” nie zatwierdził wyroku, po czym nowy skład sądzący uniewinnił oskarżonego. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy Tadeusz „de Vran” Towarnicki, zastępca dowódcy oddziału 993/W przeznaczonego do dokonywania egzekucji wyroków sądów specjalnych, został skazany za nieuzgodnioną z władzami podziemia akcję na niemiecki sklep Meinla w Warszawie, zakończoną podziałem łupów między uczestnikami akcji. Komendant Okręgu Warszawskiego wyroku nie zatwierdził i po pierwszym orzeczeniu zapadłym w sądzie tegoż okręgu sprawa powędrowała do sądu Obszaru Warszawskiego, gdzie postępowanie zawieszono ze względu na zasługi bojowe „de Vrana”58. O oddziale 993/W i samym Towarnickim będzie jeszcze okazja wspomnieć w niniejszej pracy.
Zatwierdzenie wyroku nie było jedynym zabezpieczeniem przed ewentualnymi pomyłkami. Statut Wojskowych Sądów Specjalnych wprowadzał nowy element, nieobecny we wcześniejszym sądownictwie kapturowym. Było to wznowienie postępowania. W przypadku wyjątkowych okoliczności, takich jak na przykład fałszywe zeznania czy ujawnienie nowych dowodów przeciwko oskarżonemu, można było wznowić postępowanie na jego niekorzyść. Podobnie, gdyby nowe dowody świadczyły o niewinności skazanego lub byłby on skazany za przestępstwo cięższe niż przezeń popełnione, można było wznowić postępowanie na korzyść skazanego59.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. A. Szulczyński, W togach, ale bez godła, „Polityka” 2018, nr 4 (3145), s. 54–56. [wróć]
2. Tenże, Sądownictwo polskie w Generalnym Gubernatorstwie 1939– –1945, Warszawa 2020, s. 165. [wróć]
3. A. Wrzyszcz, Organizacja niemieckiego resortu sprawiedliwości w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939–1945, [w:] „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio G. Ius”, 2013, vol. 60, nr 1, s. 124. [wróć]
4. M. Becker, Sądownictwo niemieckie i jego rola w polityce okupacyjnej na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy 1939–1945, Warszawa 2020, s. 319–320. [wróć]
5. M.J. Mazurkiewicz, Ludobójstwo Niemiec na narodzie polskim (1939–1945). Studium historyczno-prawne, Warszawa 2021, s. 291. [wróć]
6. W. Kulesza, Crimen laesae iustitiae. Odpowiedzialność karna sędziów i prokuratorów za zbrodnie sądowe według prawa norymberskiego, niemieckiego, austriackiego i polskiego, Łódź 2013, s. 43. [wróć]
7. G. Górski, Polonia Restituta. Ustrój państwa polskiego w XX wieku, Lublin 2007, s. 117. [wróć]
8. T. Maciejewski, Historia ustroju Polski, Koszalin 1998, s. 177. [wróć]
9. A.K. Kunert, Wojskowe Sądownictwo Specjalne ZWZ-AK 1940–1944, „Więź” 1981, nr 2, s. 111. [wróć]
10. L. Gondek, Polska karząca 1939–1945. Polski podziemny wymiar sprawiedliwości w okresie okupacji niemieckiej, Warszawa 1988, s. 36. [wróć]
11.Armia Krajowa w dokumentach. 1939–1945, T. I: wrzesień 1939 – czerwiec 1941, T. Pełczyński (red.), Wrocław 1990 s. 136–137. [wróć]
12. Tamże, s. 152–153. [wróć]
13. Komitet dla Spraw Kraju (pierwotnie Komitet Ministrów dla Spraw Kraju) powołano do życia na emigracji 13 listopada 1939 roku. Celem powołania Komitetu było ustalenie i organizacja współpracy z okupowanym krajem. Zobacz więcej: A. Pachowicz, Komitet Ministrów dla Spraw Kraju 1939–1945, Warszawa 2010, s. 7. [wróć]
14.Armia Krajowa w dokumentach…, T. I, s. 220. [wróć]
15. W. Sieroszewski, Przyczynek do historii Wojskowych Sądów Specjalnych, Warszawa 1974, maszynopis, s. 11. [wróć]
16. G. Górski, Wymiar sprawiedliwości na ziemiach polskich w latach 1939–1945, [w:] Dzieje wymiaru sprawiedliwości, T. Maciejewski (red.), Koszalin 1999, s. 347. [wróć]
17. W. Sieroszewski, dz. cyt., s. 11. [wróć]
18. Warto dodać komentarz polemiczny Grzegorza Górskiego, który wskazywał, że w wypadku wojskowych sądów ewentualne rozbieżności nie miały żadnego znaczenia. Decyzja Naczelnego Wodza miała mieć charakter dyspozycji artykułu 14 dekretu o ustroju sądów wojskowych z 1936 roku, a regulacją Naczelnego Wodza zostało określone, jakie sądy wojenne funkcjonują w ramach „wojennej organizacji sił zbrojnych”. Nie stawały się one wtedy zatem sądami polowymi tylko wojskowymi sądami specjalnymi przy konspiracyjnych komendach Armii Krajowej. Według autora taka konstrukcja zwalniała z konieczności regulacji ustawowej tej materii. Zobacz więcej: G. Górski, Wymiar sprawiedliwości…, s. 348. [wróć]
19. G. Górski i in., Polskie Państwo Podziemne. Polish Underground State, Warszawa 1999, s. 48. [wróć]
20. J. Bardach i in., Historia ustroju i prawa polskiego, Warszawa 2009, s. 240. [wróć]
21. Na podstawie przypuszczeń P.M. Lisiewicz dociekał, czy w podejściu do nazewnictwa sądów nie zaważyły przekonania Naczelnego Wodza generała Władysława Sikorskiego o stworzeniu pewnego tajnego związku grupującego oficerów z nieskazitelną przeszłością niczym zakon rycerski. P.M. Lisiewicz, W imieniu Polski Podziemnej. Z dziejów wojskowego sądownictwa specjalnego Armii Krajowej, Warszawa 1988, s. 19. [wróć]
22.Armia Krajowa w dokumentach…, T. I, s. 229. [wróć]
23. Tamże, s. 233–234. [wróć]
24. B. Szyprowski, Sąd Kapturowy przy Komendzie Głównej ZWZ (sierpień 1940 r. – listopad 1941 r.). Podziemie w walce ze zdrajcami Rzeczypospolitej, Warszawa 2016, s. 59–62. [wróć]
25. Delegatura podlegała Delegatowi Rządu RP na Kraj. Delegatura powstała na mocy rozporządzeń rządowych z okresu kwietnia i maja 1940 r. Pierwotnie zakładano powołać delegatów – dla ziem wcielonych do Rzeszy, Generalnego Gubernatorstwa i ziem pod okupacją sowiecką, ale po aresztowaniu delegata dla ziem wcielonych do Rzeszy, Adolfa Bnińskiego, utworzono jedną Delegaturę na Kraj, na której czele stanął Cyryl Ratajski. Była podstawowym organem politycznym w kraju i łącznikiem między rządem na emigracji a okupowanym krajem. Zobacz więcej: S. Gajewski, K.M. Nawacka, Historia ustroju Polski, Olsztyn 2008, s. 151. [wróć]
26. L. Gondek, dz. cyt., s. 79. [wróć]
27. B. Szyprowski, Sąd Kapturowy przy Komendzie…, s. 80. [wróć]
28.Armia Krajowa w dokumentach…, T. I, s. 230. [wróć]
29. L. Gondek, dz. cyt., s. 83. [wróć]
30.Armia Krajowa w dokumentach…, T. I, s. 230–231. [wróć]
31. L. Gondek, dz. cyt., s. 81. [wróć]
32. Z. Krzemiński, Kartki z dziejów warszawskiej adwokatury, Warszawa 2008, s. 157. [wróć]
33.Armia Krajowa w dokumentach…, T. I, s. 231–232. [wróć]
34. L. Gondek, dz. cyt., s. 83–84. [wróć]
35. G. Górski, Ustrój Polskiego Państwa Podziemnego 1939–1944. Studium historyczno-prawne, Lublin 1995, s. 183. [wróć]
36.Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, T. II: czerwiec 1941 – kwiecień 1943, T. Pełczyński (red.), Wrocław 1990, s. 149–150. [wróć]
37. W. Sieroszewski, dz. cyt., s. 11. [wróć]
38. Tamże, s. 26. [wróć]
39. B. Szyprowski, Prokurator w sądownictwie Polskiego Państwa Podziemnego, „Wojskowy Przegląd Prawniczy” 2012, nr 1–2, s. 9. [wróć]
40. L.Gondek, dz. cyt., s. 38 i 156. [wróć]
41. J. Marszalec, Koncepcje zapewnienia porządku publicznego przez służby i agendy Polskiego Państwa Podziemnego podczas okupacji i planowanego powstania zbrojnego oraz po wywalczeniu niepodległości, [w:] Organy bezpieczeństwa i wymiar sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego, W. Grabowski (red.), Warszawa 2005, s. 44. [wróć]
42. P. Rokicki, Wymiar Sprawiedliwości Polskiego Państwa Podziemnego na Wileńszczyźnie, [w:] Organy bezpieczeństwa…, s. 96. [wróć]
43. P.M. Lisiewicz, dz. cyt., s. 43. [wróć]
44. B. Szyprowski, Prokurator w sądownictwie…, s. 15. [wróć]
45. Tamże. [wróć]
46. W. Sieroszewski, dz. cyt., s. 31. [wróć]
47. A.K. Kunert, Wojskowe Sądownictwo…, s. 116. [wróć]
48. I. Caban, Z. Mańkowski, Związek Walki Zbrojnej i Armia Krajowa w Okręgu Lubelskim 1939–1944. Część druga: dokumenty, Lublin 1971, s. 108. [wróć]
49. P.M. Lisiewicz, W imieniu Polski…, s. 44. [wróć]
50. A.K. Kunert, Wojskowe Sądownictwo…, s. 117. [wróć]
51. E. Kurkowska, Podstawy prawne organizacji i zasady postępowania w sądownictwie Polskiego Państwa Podziemnego, [w:] „Studia z Dziejów Państwa i Prawa Polskiego”, t. XV, Kraków 2015, s. 166. [wróć]
52. P.M. Lisiewicz, W imieniu Polski…, s. 45. [wróć]
53. J. Gozdawa-Gołębiowski, Obszar Warszawski Armii Krajowej. Studium Wojskowe, Lublin 1992, s. 129. [wróć]
54. J. Garliński, Polska w drugiej wojnie światowej, Warszawa 2009, s. 155. [wróć]
55.Armia Krajowa w dokumentach…, T. II, s. 151. [wróć]
56. L. Gondek, dz. cyt., s. 90. [wróć]
57.Armia Krajowa w dokumentach…, T. II, s. 153. [wróć]
58. W. Sieroszewski, dz. cyt., s. 44. [wróć]
59.Armia Krajowa w dokumentach…, T. II, s. 153. [wróć]
