Legendarny Jezus? Argument za historyczną wiarygodnością tradycji synoptycznej - Gregory A. Boyd,Paul Rhodes Eddy - ebook

Legendarny Jezus? Argument za historyczną wiarygodnością tradycji synoptycznej ebook

Gregory A. Boyd, Paul Rhodes Eddy

0,0

Opis

Czy życie Jezusa opisane w Ewangeliach jest prawdą historyczną, czy wymysłem naiwnych ludzi wierzących w mity? Czy można rzetelnie ocenić wiarygodność Ewangelii? Jaki wpływ na ich powstanie miała tradycja ustna i kim naprawdę byli ich autorzy?

Nawet dojrzali chrześcijanie miewają wątpliwości co do osoby i boskości Chrystusa. W tej książce czytelnik odnajdzie zarówno pytania zadawane przez sceptyków i wątpiących, jak i odpowiedzi na nie.

Autorzy Legendarnego Jezusa? dokonują rzetelnego przeglądu argumentów przedstawianych przez zwolenników hipotezy mitologicznej i budują przekonującą interdyscyplinarną argumentację przemawiającą za niepowtarzalnym i wiarygodnym miejscem Jezusa w historii ludzkości. W tej książce zgromadzili imponujący zestaw dowodów, wnikliwie przeanalizowali ewangeliczne portrety Jezusa i sprawdzili, czy są one prawdopodobnym opisem historii.

Czytelnik zyskuje naukowe potwierdzenia, że Jezus istniał naprawdę, a Jego obecność na ziemi jest dobrze udokumentowana. I choć każdy Ewangelista pokazywał prawdę z określonej pozycji, autorzy twierdzą, że można przedstawić argument kumulatywny na rzecz ogólnej wiarygodności Ewangelii synoptycznych, i śmiało rzucają wyzwanie tym, którzy kwestionują autentyczność opisanego tam Jezusa.

Autorzy przystępnym językiem przedstawiają poważne badania historyków i badaczy Nowego Testamentu, dzięki czemu ich książka jest satysfakcjonującą lekturą zarówno dla specjalisty zgłębiającego temat, jak i dla laika.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 1204

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Po­słu­chaj od­cinka: „Czy Ewan­ge­lie są wia­ry­godne? Czy można ufać Bi­blii?”
Ty­tuł ory­gi­nału:The Je­sus Le­gend: A Case for the Hi­sto­ri­cal Re­lia­bi­lity of the Syn­op­tic Je­sus Tra­di­tion
Co­py­ri­ght © 2007 by Paul Rho­des Eddy and Gre­gory A. Boyd Ori­gi­nally pu­bli­shed in En­glish by Ba­ker Aca­de­mic, a di­vi­sion of Ba­ker Pu­bli­shing Group, Grand Ra­pids, Mi­chi­gan, 49516, U.S.A.  All ri­ghts re­se­rved. Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2024
Re­dak­tor pro­wa­dzący – Ka­ta­rzyna Ło­pa­ciuk
Re­dak­tor me­ry­to­ryczny – dr hab. Ry­szard Mor­dar­ski, prof. UKW
Re­dak­cja ję­zy­kowa – Ka­ta­rzyna Ło­pa­ciuk
Ko­rekta – Mag­da­lena Mi­sie­wicz, Mał­go­rzata Ko­niar­ska
Pro­jekt okładki – Ka­ta­rzyna Trzeszcz­kow­ska
Skład – Elż­bieta Pich
Ilu­stra­cja na okładce – Je­sus ap­po­ints Pe­ter as head of the church (akwa­forta P.L. Ghezzi, Wel­l­come Col­lec­tion, do­mena pu­bliczna)
Wy­da­nie 1
ISBN 978-83-67634-50-2 (PDF) ISBN 978-83-67634-51-9 (EPUB) ISBN 978-83-67634-52-6 (MOBI)
Fun­da­cja Pro­do­teo ul. Rudzka 9 lok. 54 01-689 War­szawapro­do­teo.pl ebook do­stępny na: con­tra­gen­ti­les.pl/ksie­gar­nia

Z de­dy­ka­cją dlaJima Be­ilby’egoi Ro­gera For­stera

Chciał­bym za­de­dy­ko­wać tę pracę Ji­mowi Be­ilby’emu, mo­jemu ko­le­dze, współ­pra­cow­ni­kowi i bli­skiemu przy­ja­cie­lowi. Jego fi­lo­zo­ficzna prze­ni­kli­wość, umie­jęt­no­ści edy­tor­skie i ochota do pracy nad mo­imi no­tat­kami wzbo­ga­ciły na prze­strzeni lat moją pracę na­ukową. Jego wie­dza z za­kresu eko­no­mii spra­wiła, że sta­łem się lep­szym za­rządcą. Jego szczera i pełna po­świę­ce­nia przy­jaźń jest dla mnie bło­go­sła­wień­stwem. Dzię­kuję, Jim.

Paul

Pra­gnę za­de­dy­ko­wać tę pracę Ro­ge­rowi For­ste­rowi, za­ło­ży­cie­lowi i li­de­rowi Ich­thus Fel­low­ship z sie­dzibą w Lon­dy­nie. Przez 50 lat Ro­ger nie­stru­dze­nie i bez­in­te­re­sow­nie słu­żył Kró­le­stwu Bo­żemu za po­mocą bły­sko­tli­wo­ści in­te­lektu i chry­stu­so­wej ofiar­no­ści. Ro­ge­rze, do­póki cię nie po­zna­łem, nie wie­dzia­łem, czym jest uzna­nie i pra­gnie­nie na­śla­do­wa­nia dru­giego czło­wieka. Dzię­kuję.

Greg

PO­DZIĘ­KO­WA­NIA

Je­ste­śmy wdzięczni wielu oso­bom za róż­nego ro­dzaju wkład, słowa za­chęty i wspar­cie na­szego przed­się­wzię­cia. Jim Be­ilby, Mi­chael Hol­mes, Erik Le­afblad, Jeff Lehn i Ste­wart Kelly po­dzie­lili się z nami war­to­ścio­wymi uwa­gami na te­mat szki­ców wielu roz­dzia­łów. Dzięki ko­re­spon­den­cji z Ja­me­sem Dun­nem i The­odo­rem We­ede­nem udało się nam wzbo­ga­cić roz­działy po­świę­cone tra­dy­cji ust­nej.

Chciał­bym (ja, Paul) wy­ra­zić wdzięcz­ność wo­bec Be­thel Uni­ver­sity za za­pew­nie­nie mi urlopu na­uko­wego na eta­pie zbie­ra­nia in­for­ma­cji zwią­za­nych z ni­niej­szym przed­się­wzię­ciem, a także wo­bec mo­jej cioci Ju­die i wujka Tima O’Briena za udo­stęp­nie­nie mi wów­czas ich wła­snego schro­nie­nia przed świa­tem w Punta Rassa (ach, piękne Sa­ni­bel!). Pra­gnę rów­nież po­dzię­ko­wać Be­thel Uni­ver­sity Alumni As­so­cia­tion za udzie­le­nie dwóch gran­tów ba­daw­czych sta­no­wią­cych wspar­cie dla re­ali­za­cji na­szego przed­się­wzię­cia. Dzię­ku­jemy Betty Bond i dzia­łowi wy­po­ży­czalni mię­dzy­bi­blio­tecz­nych Be­thel Uni­ver­sity za ich nie­stru­dzone po­świę­ce­nie w po­szu­ki­wa­niu nie­zli­czo­nych to­mów zwią­za­nych z tą książką – oraz za ich cier­pli­wość wo­bec nas pod­czas tego pro­cesu!

Chciał­bym (ja, Greg) po­dzię­ko­wać mo­jemu kry­tycz­nemu ko­le­dze Ro­ber­towi Price’owi, z któ­rym wiele razy mia­łem przy­jem­ność i za­szczyt pu­blicz­nie de­ba­to­wać. Price jest au­to­rem jed­nych z naj­sil­niej­szych ar­gu­men­tów na rzecz hi­po­tezy le­gen­dar­nej, a na­sze liczne po­le­miki po­mo­gły mi i Pau­lowi do­pra­co­wać nasz do­wód na wia­ry­god­ność Ewan­ge­lii.

Obaj je­ste­śmy wdzięczni za obec­ność i wspar­cie na­szej wspól­noty ko­ściel­nej, Wo­odland Hills Church, w St. Paul, w sta­nie Min­ne­sota, gdzie mamy przy­wi­lej słu­żyć ra­zem w za­rzą­dzie ze­społu dusz­pa­ster­skiego. Słowa po­dzię­ko­wa­nia na­leżą się rów­nież na­szej ko­le­żance z ze­społu kie­row­ni­czego Ja­nice Roh­ling za jej nie­ogra­ni­czoną cier­pli­wość do nas, ile­kroć dys­ku­sja zba­cza ku teo­lo­gii!

Nie­zmien­nie, szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia kie­ru­jemy pod ad­re­sem na­szych dro­gich ro­dzin – przede wszyst­kim żon, Kelly Eddy i Shel­ley Boyd – za ich nie­skoń­czoną mi­łość i ła­skawe wspar­cie dla na­szych przed­się­wzięć na­uko­wych.

Na za­koń­cze­nie chcie­li­by­śmy wy­ra­zić głę­bo­kie uzna­nie dla dwóch bli­skich przy­ja­ciół, Jima Be­ilby’ego i Ro­gera For­stera, któ­rym za­de­dy­ko­wa­li­śmy tę książkę.

SKRÓTY

ABD

An­chor Bi­ble Dic­tio­nary

ANF

Ante-Ni­cene Fa­thers

ANRW

Au­fstieg und Nie­der­gang der römi­schen Welt: Ge­schichte und Kul­tur Roms im Spie­gel der neu­eren For­schung, part 2, The Prin­ci­pate, ed. by W. Ha­ase and H. Tem­po­rini (Ber­lin, de Gruy­ter, 1974–)

BAR

„Bi­bli­cal Ar­cha­eology Re­view”

CBQ

„Ca­tho­lic Bi­bli­cal Qu­ar­terly”

DDD

Dic­tio­nary of De­ities and De­mons in the Bi­ble

EQ

„Evan­ge­li­cal Qu­ar­terly”

ExpT

„Expo­si­tory Ti­mes”

HTR

„Ha­rvard The­olo­gi­cal Re­view”

JAAR

„Jo­ur­nal of the Ame­ri­can Aca­demy of Re­li­gion”

JBL

„Jo­ur­nal of Bi­bli­cal Li­te­ra­ture”

JETS

„Jo­ur­nal of the Evan­ge­li­cal The­olo­gi­cal So­ciety”

JJS

„Jo­ur­nal of Je­wish Stu­dies”

JR

„Jo­ur­nal of Re­li­gion”

JSHJ

„Jo­ur­nal for the Study of the Hi­sto­ri­cal Je­sus”

JSJ

„Jo­ur­nal for the Study of Ju­da­ism”

JSNT

„Jo­ur­nal for the Study of the New Te­sta­ment”

JSNT­Sup

„Jo­ur­nal for the Study of the New Te­sta­ment: Sup­ple­ment Se­ries”

JSOT

„Jo­ur­nal for the Study of the Old Te­sta­ment”

JSOT­Sup

„Jo­ur­nal for the Study of the Old Te­sta­ment: Sup­ple­ment Se­ries”

JSSR

„Jo­ur­nal for the Scien­ti­fic Study of Re­li­gion”

JTS

„Jo­ur­nal of The­olo­gi­cal Stu­dies”

LCL

Loeb Clas­si­cal Li­brary

NovT

No­vum Te­sta­men­tum

No­vT­Sup

No­vum Te­sta­men­tum Sup­ple­ments

NTS

New Te­sta­ment Stu­dies

SBL

So­ciety of Bi­bli­cal Li­te­ra­ture

SBLDS

So­ciety of Bi­bli­cal Li­te­ra­ture Dis­ser­ta­tion Se­ries

SBLSP

So­ciety of Bi­bli­cal Li­te­ra­ture Se­mi­nar Pa­pers

SJT

„Scot­tish Jo­ur­nal of The­ology”

TynB

„Tyn­dale Bul­le­tin”

WUNT

Wis­sen­scha­ftli­che Unter­su­chun­gen Neuen Te­sta­ment

ZAW

Ze­it­schrift für die alt­te­sta­men­tli­che Wis­sen­schaft

ZNW

Ze­it­schrift für die neu­te­sta­men­tli­che Wis­sen­schaft und die Kunde der äl­te­ren Kir­che

Wszyst­kie cy­taty bi­blijne za wy­da­niem: Pi­smo Święte Sta­rego i No­wego Te­sta­mentu – Bi­blia Ty­siąc­le­cia, wyd. piąte na nowo opra­co­wane i po­pra­wione, Pal­lot­ti­num, Po­znań 2020, chyba że za­zna­czono ina­czej.

WSTĘP

HI­PO­TEZA O LE­GEN­DAR­NYM PO­CHO­DZE­NIU JE­ZUSA

Głów­nym za­ło­że­niem ni­niej­szej książki jest usta­le­nie, czy przed­sta­wiony w Ewan­ge­liach ka­no­nicz­nych wi­ze­ru­nek (wi­ze­runki) Je­zusa – ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem Ewan­ge­lii syn­op­tycz­nych – na­leży uznać za wia­ry­godną hi­sto­rię, czy też za zmy­śloną le­gendę. Ten drugi wa­riant bę­dzie na­zy­wany w dal­szej czę­ści książki „hi­po­tezą le­gen­darną”[1]. Ze wzglę­dów, które zo­staną wy­ja­śnione w dal­szej czę­ści książki, mu­simy uwzględ­nić naj­now­sze od­kry­cia po­cho­dzące z wielu dys­cy­plin, mię­dzy in­nymi z et­no­gra­fii, folk­lo­ry­styki oraz ba­dań po­świę­co­nych prze­ka­zom ust­nym. Sta­no­wi­sko, któ­rego bę­dziemy bro­nić, brzmi na­stę­pu­jąco: je­śli, uwzględ­nia­jąc re­la­cje o zja­wi­skach nad­przy­ro­dzo­nych, po­zo­sta­niemy au­ten­tycz­nie otwarci na moż­li­wość (nie tylko lo­giczną, ale re­al­nie hi­sto­ryczną; zo­bacz roz­dział pierw­szy), iż przed­sta­wiony (przed­sta­wione) w Ewan­ge­liach syn­op­tycz­nych wi­ze­ru­nek (wi­ze­runki) Je­zusa można uznać za hi­sto­ryczną prawdę, to sto­su­jąc od­po­wied­nią me­to­do­lo­gię hi­sto­ryczną i opie­ra­jąc się na świa­dec­twach[2], da się uza­sad­nić (na grun­cie czy­sto hi­sto­rycz­nym) wnio­sek, że syn­op­tyczne przed­sta­wie­nie (przed­sta­wie­nia) Je­zusa można uznać za hi­sto­rycz­nie wia­ry­godne – a wręcz za naj­bar­dziej praw­do­po­dobne od­zwier­cie­dle­nie rze­czy­wi­stego Je­zusa[3]. Osta­tecz­nie, jak twier­dzimy, ar­gu­ment ku­mu­la­tywny do­ty­czący ogól­nej wia­ry­god­no­ści syn­op­tycz­nych wi­ze­run­ków Je­zusa z Na­za­retu po­wi­nien być taki, że obo­wią­zek do­wodu a po­ste­riori (zo­bacz roz­dział dzie­wiąty) spo­czywa na oso­bach, które twier­dzą, iż wi­ze­ru­nek ten jest za­sad­ni­czo nie­wia­ry­godny.

Jed­nym z głów­nych ce­lów ni­niej­szej książki jest ze­sta­wie­nie licz­nych ba­dań o cha­rak­te­rze in­ter­dy­scy­pli­nar­nym, które w ja­kiś spo­sób od­no­szą się do za­gad­nie­nia hi­sto­rycz­no­ści tra­dy­cji syn­op­tycz­nej zwią­za­nej z Je­zu­sem. Szcze­gól­nie waż­nym im­pul­sem do na­pi­sa­nia tej pracy był fakt, że czę­sto istotne wy­niki współ­cze­snych ba­dań in­ter­dy­scy­pli­nar­nych nad sta­ro­żyt­nymi kul­tu­rami, w któ­rych pod­stawę sta­no­wił prze­kaz mó­wiony, nie zo­stały uwzględ­nione w ba­da­niach nad hi­sto­rycz­nym Je­zu­sem tak sze­roko i do­kład­nie jak na­leży. Znaczna część ar­gu­men­tów na rzecz hi­po­tezy le­gen­dar­nej wy­wo­dzi się z ana­chro­nicz­nego po­dej­ścia do pier­wot­nej tra­dy­cji do­ty­czą­cej Je­zusa, które od­wo­łuje się do współ­cze­snego pa­ra­dyg­matu ję­zyka li­te­rac­kiego. Sta­wiamy tezę, że kiedy ta pier­wotna tra­dy­cja jest roz­pa­try­wana z per­spek­tywy ukie­run­ko­wa­nej na prze­kaz ustny – oraz zgod­nie z wła­ściwą me­to­do­lo­gią ba­dań hi­sto­rycz­nych – wów­czas hi­po­teza le­gen­darna staje się trudna do utrzy­ma­nia.

Tym wpro­wa­dze­niem pra­gniemy na­kre­ślić spo­sób re­ali­za­cji na­szego przed­się­wzię­cia. Naj­pierw od­nie­siemy się do głów­nego za­rzutu, który można sfor­mu­ło­wać prze­ciwko na­szej te­zie: mia­no­wi­cie iż w dzi­siej­szym post­mo­der­ni­stycz­nym świe­cie prze­ko­na­nie, że można osią­gnąć coś w ro­dzaju obiek­tyw­nego po­zna­nia hi­sto­rii (czy na­wet po­winno się dą­żyć do jego osią­gnię­cia), jest na­iwne. W od­po­wie­dzi na ten za­rzut przed­sta­wio­nych zo­sta­nie kilka po­bież­nych in­for­ma­cji na te­mat me­tody, która zo­stała przez nas wy­ko­rzy­stana pod­czas re­ali­za­cji tej pracy (bę­dzie ona sze­rzej opi­sana w roz­dziale pierw­szym oraz sys­te­ma­tycz­nie sto­so­wana przy ana­li­zie tek­stów syn­op­tycz­nych w roz­dziale dzie­wią­tym i dzie­sią­tym).

Na­stęp­nie ja­sno zo­sta­nie przed­sta­wione sta­no­wi­sko (sta­no­wi­ska), które są przed­mio­tem tego stu­dium, to zna­czy hi­po­teza le­gen­darna. Za­pre­zen­to­wany zo­sta­nie prze­gląd ośmiu głów­nych spo­so­bów ar­gu­men­ta­cji, które za­zwy­czaj są przy­ta­czane przez zwo­len­ni­ków hi­po­tezy le­gen­dar­nej. Za­rys ten bę­dzie peł­nił funk­cję ra­mową dla roz­wi­nię­cia ar­gu­men­ta­cji ku­mu­la­tyw­nej, która może zo­stać przed­sta­wiona na rzecz hi­po­tezy le­gen­dar­nej oraz dla sfor­mu­ło­wa­nia w od­po­wie­dzi na nią kry­tycz­nej ar­gu­men­ta­cji ku­mu­la­tyw­nej prze­ma­wia­ją­cej za ogólną wia­ry­god­no­ścią syn­op­tycz­nego wi­ze­runku (syn­op­tycz­nych wi­ze­run­ków) Je­zusa.

Post­mo­der­ni­styczne wy­zwa­nie rzu­cone hi­sto­rio­gra­fii

Zwrot lin­gwi­styczny

Przy współ­cze­śnie pa­nu­ją­cych post­mo­der­ni­stycz­nych tren­dach ist­nieje wy­raźny scep­ty­cyzm wo­bec kla­sycz­nego hi­sto­rio­gra­ficz­nego za­ło­że­nia, że (przy­naj­mniej w teo­rii) moż­liwe jest osią­gnię­cie cze­goś w ro­dzaju obiek­tyw­nego po­zna­nia prze­szło­ści. Zda­niem wielu współ­cze­snych ideał „obiek­tyw­nej hi­sto­rii” jest nie tylko nie­moż­li­wym do osią­gnię­cia, ale wręcz nie­re­ali­stycz­nym i bez­u­ży­tecz­nym dą­że­niem. Po­nie­waż zgod­nie z na­szym sta­no­wi­skiem ocena wszyst­kich istot­nych da­nych na­uko­wych prze­ma­wia za wnio­skiem, iż przed­sta­wie­nie Je­zusa w tra­dy­cji syn­op­tycz­nej jest oparte na fak­tach hi­sto­rycz­nych, zmu­szeni je­ste­śmy od­nieść się do tego hi­per­scep­tycz­nego poj­mo­wa­nia hi­sto­rio­gra­fii przez post­mo­der­ni­stów.

Od czasu tak zwa­nego zwrotu lin­gwi­stycz­nego, za­ini­cjo­wa­nego przez Fer­di­nanda de Saus­sure’a i roz­wi­nię­tego w skrajny, post­struk­tu­ra­li­styczny spo­sób przez Ja­cques’a Der­ridę, Mi­chela Fo­ucaulta i in­nych, post­mo­der­ni­styczna kry­tyka ro­zumu za­częła za­gra­żać prze­kształ­ce­niem hi­sto­rio­gra­fii (i in­nych dzie­dzin) w jedną z sub­dy­scy­plin re­to­ryki i teo­rii li­te­ra­tury. W prze­ko­na­niu wspo­mnia­nych wy­żej my­śli­cieli jest to tylko i wy­łącz­nie ję­zyk „i nic poza tym”. Żad­nego sta­ro­żyt­nego ani współ­cze­snego tek­stu nie można in­ter­pre­to­wać, jak gdyby miał ja­kiś ze­wnętrzny punkt od­nie­sie­nia wy­kra­cza­jący poza niego sa­mego, nie­za­leż­nie od in­ten­cji au­tora. Lu­dziom może się wy­da­wać, że roz­ma­wiają o tym, co fak­tycz­nie wy­da­rzyło się w prze­szło­ści, ale w rze­czy­wi­sto­ści po pro­stu po­słu­gują się ję­zy­kiem w spo­sób, który od­po­wiada kon­wen­cjom oraz służy re­ali­za­cji bie­żą­cych ce­lów spo­łecz­nych i oso­bi­stych.

W kon­se­kwen­cji, jak twier­dzi Hay­den White, mu­simy za­ak­cep­to­wać fakt, że „nar­ra­cje hi­sto­ryczne to słowne fik­cje, któ­rych treść jest w rów­nym stop­niu wy­my­ślona, co od­kryta, a ich formy są bliż­sze swoim li­te­rac­kim od­po­wied­ni­kom ani­żeli tym na­uko­wym”[4]. White nie ma na my­śli żad­nej kon­kret­nej hi­sto­rio­gra­fii. Cho­dzi mu o pi­sar­stwo hi­sto­ryczne w ogóle: o ja­ką­kol­wiek hi­sto­rię, w ja­kim­kol­wiek cza­sie i ja­kim­kol­wiek miej­scu. Ke­ith Jen­kins stwier­dza ana­lo­gicz­nie, iż w ob­li­czu post­mo­der­ni­stycz­nego zwrotu lin­gwi­stycz­nego „hi­sto­ria jawi się dziś je­dy­nie jako ko­lejne wy­ra­że­nie po­zba­wio­nej pod­staw opi­nii w świe­cie po­zba­wio­nych pod­staw opi­nii”[5].

Ocena skraj­nych post­mo­der­ni­stycz­nych po­glą­dów

Na­leży za­uwa­żyć, iż prze­łom post­mo­der­ni­styczny wy­warł zna­czący wpływ na współ­cze­sną hi­sto­rio­gra­fię (jak rów­nież na inne dzie­dziny). Po­mimo że z fi­lo­zo­ficz­nego punktu wi­dze­nia mało jest w tym nur­cie ele­men­tów ory­gi­nal­nych, to jed­nak jako ca­łość zmu­sił on nas do zmie­rze­nia się z fak­tem, iż do­ma­ga­nie się prawdy może cza­sami (je­śli nie za­zwy­czaj) do­ty­czyć in­nych spraw niż dą­że­nie do rze­tel­nego od­two­rze­nia prze­szło­ści (na przy­kład wpły­wów po­li­tycz­nych itp.). Post­mo­der­ni­styczna wraż­li­wość uwy­pu­kliła do­nio­słą rolę, jaką we wszyst­kich na­szych dzie­dzi­nach ba­dań po­znaw­czych od­gry­wają czyn­niki su­biek­tywne i spo­łeczne. W kon­se­kwen­cji prze­łom post­mo­der­ni­styczny przy­czy­nił się do zwięk­sze­nia świa­do­mo­ści o tym, że twier­dze­nia do­ty­czące hi­sto­rii ni­gdy nie są cał­ko­wi­cie obiek­tywne, za­wsze są one wy­łącz­nie praw­do­po­dobne i tym sa­mym za­wsze mogą być kwe­stio­no­wane[6]. Fakt ten musi skło­nić nas do więk­szej po­kory oraz sa­mo­kry­ty­cy­zmu pod­czas for­mu­ło­wa­nia i obrony praw­dzi­wo­ści twier­dzeń hi­sto­rio­gra­ficz­nych[7].

Po­mimo owego po­zy­tyw­nego wkładu hi­per­scep­tyczne wnio­ski, które nie­któ­rzy wy­snuli z prze­łomu post­mo­der­ni­stycz­nego, są jed­nak ob­cią­żone licz­nymi wąt­pli­wo­ściami i zo­stały pod­dane ostrej kry­tyce[8]. Dwa z tych pro­ble­mów za­słu­gują na uwagę. Po pierw­sze, je­śli przyj­miemy sta­no­wi­sko skraj­nego nurtu post­mo­der­ni­stycz­nego – szcze­gól­nie z grupy post­struk­tu­ra­li­stów/de­kon­struk­cjo­ni­stów – i od­rzu­cimy tym sa­mym moż­li­wość po­zna­nia – a na­wet dą­że­nia do mniej lub bar­dziej obiek­tyw­nego po­zna­nia – prze­szło­ści, zmu­szeni zo­sta­niemy do za­ak­cep­to­wa­nia faktu, iż nie można już mó­wić o „do­brej” lub „złej” – „uza­sad­nio­nej” lub „nie­uza­sad­nio­nej” – hi­sto­rio­gra­fii[9]. Je­śli zaś upie­ramy się, aby mó­wić w taki spo­sób, mu­simy zgo­dzić się, że przez to roz­róż­nie­nie mamy na my­śli je­dy­nie to, iż po pro­stu upodo­ba­li­śmy so­bie je­den z ro­dza­jów hi­sto­rio­gra­fii lub pe­wien zbiór kon­klu­zji hi­sto­rycz­nych za­miast in­nego. Je­żeli od­rzu­cimy kon­cep­cję obiek­tyw­no­ści hi­sto­rii, to bę­dziemy mu­sieli na przy­kład uznać, że neo­na­zi­stow­ski tekst pro­pa­gan­dowy za­prze­cza­jący ist­nie­niu Ho­lo­kau­stu za­słu­guje na taką samą uwagę i rangę, co na­ukowa pu­bli­ka­cja hi­sto­ryczna dro­bia­zgowo do­ku­men­tu­jąca okru­cień­stwa na­zi­stow­skich Nie­miec. Tego ro­dzaju wnio­sek jest oczy­wi­ście nie­do­rzeczny (co zna­mienne, tej kon­sta­ta­cji na­wet skrajni post­mo­der­ni­ści nie chcą kwe­stio­no­wać), choć post­mo­der­ni­ści naj­wy­raź­niej nie po­tra­fią tego prze­ko­nu­jąco do­wieść[10]. Jak za­uwa­żyli Mi­chael Sher­mer i Alex Grob­man, „jak na iro­nię, to wła­śnie na ta­kich spra­wach jak ne­ga­cja Ho­lo­kau­stu koń­czy się cała dys­ku­sja na te­mat re­la­ty­wi­zmu hi­sto­rycz­nego. Wy­star­czy za­py­tać de­kon­struk­cjo­ni­stów, czy uwa­żają, że prze­ko­na­nie mó­wiące o tym, że Ho­lo­kaust się wy­da­rzył, jest tak samo za­sadne, jak prze­ko­na­nie, iż się nie wy­da­rzył, a wów­czas dys­ku­sja szybko się skoń­czy”[11]. A jed­nak w tym skraj­nie scep­tycz­nym, post­mo­der­ni­stycz­nym uję­ciu hi­sto­rio­gra­fii nie ma prze­ko­nu­ją­cych ar­gu­men­tów, które mo­głyby pod­wa­żyć za­sad­ność twier­dzeń ne­ga­cjo­ni­stów Ho­lo­kau­stu. Ozna­cza to, że ra­dy­kalne post­mo­der­ni­styczne po­strze­ga­nie hi­sto­rii jest otwarte nie tylko na kry­tykę hi­sto­rio­gra­ficzną, ale rów­nież na kry­tykę mo­ralną.

Skoro każda nar­ra­cja hi­sto­ryczna jest „fik­cją słowną”, skoro jest tylko „ję­zy­kiem i ni­czym wię­cej” i skoro w kon­se­kwen­cji ża­den tekst nie ma żad­nego ze­wnętrz­nego punktu od­nie­sie­nia, to stwier­dze­nie bę­dą­cych „nie na miej­scu” ten­den­cyj­no­ści, pro­pa­gandy, błę­dów oraz fał­szerstw w któ­rym­kol­wiek tek­ście, sta­ro­żyt­nym czy też współ­cze­snym, jest tak samo nie­wy­ko­nalne, jak i po­zba­wione sensu. Dany punkt wi­dze­nia na hi­sto­rię można oce­nić jako stron­ni­czy lub błędny tylko wów­czas, gdy można po­rów­nać go z in­nymi źró­dłami lub za po­mocą in­nych me­tod, które uznaje się za bar­dziej wia­ry­godne. Jed­nakże to znowu za­kłada ist­nie­nie ja­kie­goś spo­sobu, dzięki któ­remu mo­żemy wyjść poza na­sze „fik­cje słowne” i w pew­nym stop­niu obiek­tyw­nie oce­nić wia­ry­god­ność źró­deł hi­sto­rycz­nych. Kiedy jest to nie­moż­liwe, wów­czas wpa­damy w pu­łapkę czy­sto su­biek­tyw­nych opi­nii i pre­fe­ren­cji.

Po dru­gie, je­śli White, Jen­kins, Fo­ucault i po­zo­stali mają słusz­ność, upie­ra­jąc się, że tek­sty nie mogą wy­kra­czać poza nie same, to nie bar­dzo wia­domo, do czego ci au­to­rzy się od­no­szą, gdy twier­dzą, iż ża­den tekst nie może wy­kra­czać poza wła­sne gra­nice. Je­żeli ich roz­wa­ża­nia są „po­prawne” (w sto­sunku do czego?), to na­leży uznać, że oni sami je­dy­nie roz­wi­jają pre­fe­ro­wane przez sie­bie formy „fik­cji słow­nej” – i w tym przy­padku ani oni, ani nikt inny nie może uznać ich za „po­prawne”. I po­now­nie, przy­ję­cie wy­ni­ków ich ana­lizy jest za­ra­zem pod­da­niem jej sa­mej kry­tyce, co czyni ją ko­lej­nym „wy­ra­że­niem po­zba­wio­nej pod­staw opi­nii w świe­cie po­zba­wio­nych pod­staw opi­nii”; nie można za­tem uznać ich wnio­sków za „po­prawne” w ja­kim­kol­wiek sen­sow­nym zna­cze­niu. Po­dą­ża­jąc tym sa­mym to­kiem ro­zu­mo­wa­nia, je­żeli wszyst­kie twier­dze­nia do­ty­czące praw­dzi­wo­ści są wy­łącz­nie ide­olo­gicz­nie mo­ty­wo­wa­nymi roz­gryw­kami o wła­dzę, jak to su­ge­rują skrajni post­mo­der­ni­ści, to co po­wiemy o stwier­dze­niu do­ty­czą­cym praw­dzi­wo­ści, ja­koby „wszyst­kie twier­dze­nia do­ty­czące praw­dzi­wo­ści były wy­łącz­nie ide­olo­gicz­nie mo­ty­wo­wa­nymi roz­gryw­kami o wła­dzę”? Trzeba uznać, że samo to twier­dze­nie jest ni­czym wię­cej, jak tylko ko­lejną ide­olo­gicz­nie mo­ty­wo­waną roz­grywką o wła­dzę, a w ta­kim przy­padku nie ma pod­staw do przy­ję­cia ge­ne­ra­li­zu­ją­cego wnio­sku, że wszyst­kie twier­dze­nia do­ty­czące praw­dzi­wo­ści są wy­łącz­nie ide­olo­gicz­nie mo­ty­wo­wa­nymi roz­gryw­kami o wła­dzę. Jed­nym zda­niem, skraj­nie post­mo­der­ni­styczna kon­cep­cja ulega sa­mo­re­fu­ta­cji. W re­zul­ta­cie, co nie jest za­ska­ku­jące, zwo­len­nicy tych po­glą­dów są ska­zani na nie­spój­ność pod­czas obrony swo­ich twier­dzeń. Są oni zmu­szeni do unik­nię­cia wła­snej kry­tyki, aby móc ją uza­sad­nić. Można stwier­dzić, że słowa nie mogą wy­kra­czać poza swoje gra­nice, wy­łącz­nie przy za­ło­że­niu że przy­naj­mniej słowa, któ­rych to stwier­dze­nie do­ty­czy, mogą wy­kra­czać i wy­kra­czają poza nie[12].

Po­szu­ki­wa­nie hi­sto­rycz­nej prawdy w ob­li­czu post­mo­der­ni­zmu

Z uwagi na kry­tykę, jak ta wspo­mniana po­wy­żej, wielu uczo­nych słusz­nie twier­dzi, że nie na­leży re­zy­gno­wać z idei obiek­tyw­no­ści w hi­sto­rio­gra­fii (oraz w in­nych ga­łę­ziach na­uki). Oczy­wi­ście nie ozna­cza to po­stu­lo­wa­nia po­wrotu do na­iw­nego i bez­kry­tycz­nego, zdro­wo­roz­sąd­ko­wego uję­cia pracy hi­sto­rycz­nej, które cza­sami gło­szono w prze­szło­ści – to zna­czy do po­glądu, że hi­sto­rio­gra­fia jest po pro­stu „do­cho­dze­niem do (nie­zin­ter­pre­to­wa­nych) fak­tów”. Po­dob­nie jak wielu in­nych, uwa­żamy, że jest jak naj­bar­dziej wy­ko­nalne, aby zaj­mo­wać się kry­tyczną hi­sto­rio­gra­fią w spo­sób, który uwzględ­nia słuszne spo­strze­że­nia wy­ni­ka­jące z post­mo­der­ni­stycz­nego zwrotu lin­gwi­stycz­nego, bez od­rzu­ca­nia re­ali­zmu hi­sto­rycz­nego lub idei obiek­tyw­no­ści. Jak stwier­dził J.H. He­xter na kilka lat przed za­pre­zen­to­wa­niem przez White’a teo­rii „hi­sto­rii jako fik­cji słow­nej”, można przy­jąć, że hi­sto­rio­gra­fia (i inne ini­cja­tywy ko­gni­tywne) jest nie­od­łącz­nie po­wią­zana z re­to­ryką, a jed­no­cze­śnie nie uzna­wać, że jest wy­łącz­nie re­to­ryką – to zna­czy, nie re­zy­gnu­jąc z dą­że­nia do po­zna­nia „prze­szło­ści ta­kiej, jaką rze­czy­wi­ście była”[13]. Rów­nież Ke­ith Wind­schut­tle utrzy­muje, że nie ma pro­blemu z twier­dze­niem, iż „hi­sto­ria jest formą li­te­ra­tury”. Pro­blem po­wstaje do­piero wtedy, gdy ktoś po­suwa się da­lej i twier­dzi, że „hi­sto­ria jest wy­łącz­nie formą li­te­ra­tury”[14].

Pod­po­wia­damy, aby w ob­li­czu pa­nu­ją­cego obec­nie post­mo­der­ni­zmu współ­cze­śni hi­sto­rycy wciąż po­tra­fili uczyć się za­cho­wa­nia istot­nej rów­no­wagi od Tho­masa Car­lyle’a. Roz­my­śla­jąc nad fak­tem, że na ba­da­nia hi­sto­ryczne sil­nie wpły­wają czyn­niki su­biek­tywne i so­cjo­lo­giczne, stwier­dził on:

Te roz­wa­ża­nia za­iste przy­no­siły nie­wielki po­ży­tek, skoro, za­miast uczyć nas czuj­no­ści i głę­bo­kiej po­kory pod­czas na­szych do­cie­kań hi­sto­rycz­nych, znie­chę­cały nas do ich po­sza­no­wa­nia, czy też do nie­stru­dzo­nej pracy nad nimi[15].

Roz­wa­ża­nia do­ty­czące trud­no­ści w dą­że­niu do po­zna­nia obiek­tyw­nej prawdy mają war­tość tylko wtedy, gdy służą zwięk­sze­niu na­szej czuj­no­ści i po­kory w dą­że­niu do po­zna­nia obiek­tyw­nej prawdy. Oczy­wi­ście, po­ję­cie „obiek­tyw­nej hi­sto­rii” jest pew­nym ide­ałem i można do niego je­dy­nie dą­żyć. Jed­nakże to wła­śnie ten prak­tycz­nie nie­osią­galny cel czyni zro­zu­mia­łymi na­sze próby poj­mo­wa­nia prze­szło­ści i mó­wie­nia o niej, po­dob­nie jak na­sze naj­bar­dziej pier­wotne in­tu­icje od­no­szące się do tego mó­wie­nia i poj­mo­wa­nia (na przy­kład to, że nie wszyst­kie per­spek­tywy hi­sto­rio­gra­ficzne są rów­nie war­to­ściowe)[16].

Wri­ght pro­po­nuje wni­kliwe i wy­wa­żone po­dej­ście do tej kwe­stii w od­nie­sie­niu do ba­dań nad hi­sto­rycz­nym Je­zu­sem, kiedy pi­sze: „Fakt, iż ktoś ma­jący swój okre­ślony punkt wi­dze­nia coś wie, nie ozna­cza, że wie­dza ta jest mniej war­to­ściowa”. Ra­czej, jak ar­gu­men­tuje, to po pro­stu ozna­cza wie­dzieć co­kol­wiek. Nie ist­nieje wie­dza, która nie wy­nika z „okre­ślo­nego punktu wi­dze­nia”. Da­lej czy­tamy, że kiedy uznamy, iż su­biek­tywne czyn­niki mają wpływ na wszyst­kie na­sze oceny, to „obawa, że »fak­tyczne wy­da­rze­nia« ukryją się pod na­tło­kiem spo­strze­żeń po­szcze­gól­nych lu­dzi [...] po­winna zo­stać od­rzu­cona jako bez­pod­stawna”. I pod­su­mo­wuje to w na­stę­pu­jący spo­sób:

Na­leży z całą mocą stwier­dzić, że od­kry­cie, iż dany au­tor jest „stron­ni­czy”, nie świad­czy o war­to­ści pre­zen­to­wa­nych przez niego in­for­ma­cji. Zo­bo­wią­zuje nas to je­dy­nie do by­cia świa­do­mym tej stron­ni­czo­ści (a także na­szej wła­snej) i do oceny ma­te­riału na pod­sta­wie jak naj­więk­szej liczby źró­deł[17].

Za­ło­że­nia i me­to­do­lo­gia

To jest istota sta­no­wi­ska me­to­do­lo­gicz­nego, które przy­ję­li­śmy w tej książce. Otwar­cie przy­zna­jemy, że tak jak każdy pod­cho­dzimy do tego za­gad­nie­nia z sze­re­giem za­ło­żeń i aprio­rycz­nych prze­ko­nań, które mają wpływ na na­szą pracę. Jed­nakże nie gwa­ran­tu­jemy, że to ko­niecz­nie pro­wa­dzi nas, czy ko­go­kol­wiek in­nego, do po­czy­nie­nia po­stę­pów w dą­że­niu do „obiek­tyw­nej hi­sto­rii”. Jak traf­nie stwier­dził Ha­skell: „obiek­tyw­ność nie ozna­cza neu­tral­no­ści”[18].

Tym, co za­sad­ni­czo umoż­li­wia uczo­nym wy­kra­cza­nie poza ich oso­bi­ste i so­cjo­lo­giczne ten­den­cje oraz for­mu­ło­wa­nie twier­dzeń na te­mat rze­czy­wi­sto­ści, jest nie­za­chwiane i bez­kom­pro­mi­sowe dą­że­nie do po­zna­nia prawdy. Nie da się za­prze­czyć, że – jak usil­nie twier­dzą w szcze­gól­no­ści de­kon­struk­cjo­ni­ści – ła­two można nas prze­ko­nać, iż po­szu­ku­jemy prawdy, gdy w rze­czy­wi­sto­ści po­szu­ku­jemy je­dy­nie bez­pie­czeń­stwa i/lub wła­dzy. Dla przy­kładu naj­bar­dziej rze­telni i prze­ni­kliwi zwo­len­nicy me­tody hi­sto­ryczno-kry­tycz­nej sto­so­wa­nej w ba­da­niach nad No­wym Te­sta­men­tem od po­czątku ro­zu­mieli, że me­toda sama w so­bie ni­gdy nie słu­żyła tylko jako na­rzę­dzie do upra­wia­nia obiek­tyw­nej hi­sto­rio­gra­fii. Była ona ra­czej – od sa­mego po­czątku – także „orę­żem wy­zwa­la­nia” z ko­ściel­nej nie­woli[19]. Jed­nakże fakt, iż ła­two może dojść do wy­ko­rzy­sta­nia hi­sto­rio­gra­fii jako środka słu­żą­cego głów­nie ukry­wa­niu re­pre­syj­nych ce­lów, nie ozna­cza, że jest to nie­unik­nione. Je­dy­nym spo­so­bem, aby oprzeć się temu na­sta­wio­nemu na wła­sne po­trzeby su­biek­ty­wi­zmowi, a za­ra­zem je­dy­nym spo­so­bem, aby­śmy na­dal mo­gli spój­nie twier­dzić, że na­wet je­śli ni­gdy nie osią­gniemy obiek­tyw­nej prawdy, to za­leży nam na dą­że­niu do niej, jest po­wzię­cie zo­bo­wią­za­nia, że li­czy się tylko prawda, a na­stęp­nie przed­ło­że­nie na­szych kon­klu­zji szer­szej opi­nii i pod­da­nie ich kry­tycz­nej ana­li­zie.

Jak wy­ja­śnimy w roz­dziale pierw­szym, wy­maga to od nas go­to­wo­ści do pod­da­nia wszyst­kiego – włą­czyw­szy w to zwłasz­cza, na­sze fi­lo­zo­ficzne i re­li­gijne za­ło­że­nia oraz aprio­ryczne prze­ko­na­nia – su­ro­wej kry­tyce ze strony in­nych po­szu­ku­ją­cych prawdy osób. Chcemy, aby wspól­nota kry­tycz­nie my­ślą­cych na­ukow­ców mo­gła uznać wszyst­kie na­sze wy­po­wie­dzi za uczciwe. Mimo iż me­toda hi­sto­ryczno-kry­tyczna za­zwy­czaj ba­zuje na nie­pod­wa­żal­nym na­tu­ra­li­stycz­nym za­ło­że­niu, że cuda się nie zda­rzają, my opo­wiemy się za tezą, że praw­dzi­wie kry­tyczna me­toda hi­sto­ryczna do­pusz­cza po­da­nie tego (i każ­dego in­nego) fun­da­men­tal­nego za­ło­że­nia w wąt­pli­wość[20]. Na przy­kład, praw­dziwa me­toda hi­sto­ryczno-kry­tyczna musi mię­dzy in­nymi uwzględ­niać uję­cia kul­tu­rowe, które nie wy­wo­dzą się z Za­chodu, a które do­pusz­czają ist­nie­nie zja­wisk nad­przy­ro­dzo­nych, w celu za­kwe­stio­no­wa­nia przy­ję­tego na Za­cho­dzie na­tu­ra­li­stycz­nego po­glądu na świat[21].

Jak się prze­ko­namy w dal­szej czę­ści ni­niej­szej pracy, ten szcze­gólny przy­kład praw­dzi­wie kry­tycz­nego po­dej­ścia jest nie­zwy­kle ważny, po­nie­waż to wła­śnie na­tu­ra­li­styczne za­ło­że­nie, zgod­nie z któ­rym wi­ze­ru­nek (wi­ze­runki) Je­zusa do­ko­nu­ją­cego cu­dów w Ewan­ge­lii nie może (nie mogą) być osa­dzone w hi­sto­rii, w du­żej mie­rze skła­nia zwo­len­ni­ków teo­rii le­gen­dar­nej do stwier­dze­nia, że ewan­ge­liczny wi­ze­ru­nek Je­zusa z Na­za­retu nie ma pod­staw hi­sto­rycz­nych. Jak zo­stało to już po­wy­żej za­zna­czone, nasz kontr­ar­gu­ment opiera się na te­zie, która mówi, że je­śli po­zwo­limy po­dać w wąt­pli­wość na­tu­ra­li­styczne za­ło­że­nia Za­chodu, po­zo­sta­jąc otwar­tymi na re­alną moż­li­wość, iż wi­ze­ru­nek (wi­ze­runki) Je­zusa przed­sta­wiony (przed­sta­wione) w Ewan­ge­liach syn­op­tycz­nych w znacz­nej mie­rze opiera się na fak­tach hi­sto­rycz­nych, to od­kry­jemy, że ist­nieją prze­ko­nu­jące pod­stawy do uzna­nia, że ten wi­ze­ru­nek jest hi­sto­rycz­nie wia­ry­godny – że fakt, iż ten ogólny wi­ze­ru­nek jest za­ko­rze­niony w hi­sto­rii, jest bar­dziej praw­do­po­dobny ani­żeli nie­praw­do­po­dobny.

Jed­nakże jedno nie wy­klu­cza dru­giego. Oczy­wi­ście, jako twórcy tej pu­bli­ka­cji wpro­wa­dzamy do pracy wła­sne za­ło­że­nia re­li­gijne i fi­lo­zo­ficzne. Wy­maga to od nas ja­snego wy­ja­śnie­nia tych za­ło­żeń i prze­ko­nań oraz umoż­li­wie­nia ich kry­tycz­nej oceny. Krótko rzecz uj­mu­jąc, wie­rzymy w ist­nie­nie oso­bo­wego Boga Stwórcy. Po­nadto je­ste­śmy prze­ko­nani, że Bóg cza­sami działa w świe­cie w spo­sób, który wy­kra­cza poza stałe pra­wi­dło­wo­ści po­rządku na­tu­ral­nego. Ozna­cza to, że uwa­żamy, iż ist­nieje sfera du­chowa (to zna­czy nad­przy­ro­dzona) i że cza­sami czyn­niki oso­bowe w tej sfe­rze dzia­łają w spo­sób, który jest wi­doczny, lecz nie­spo­dzie­wany w rze­czy­wi­sto­ści ma­te­rial­nej – czyli cuda są moż­liwe i za­cho­dzą. Z róż­nych po­wo­dów, któ­rych więk­szość zo­sta­nie omó­wiona w ni­niej­szej pracy, uwa­żamy, że przed­sta­wiona w Pi­śmie Świę­tym hi­sto­ria Je­zusa jest oparta na wy­da­rze­niach hi­sto­rycz­nych. Na pod­sta­wie tego i wielu in­nych po­wo­dów do­szli­śmy do wnio­sku, że hi­sto­ryczny Je­zus jest ob­ja­wie­niem Boga Stwórcy. In­nymi słowy, wie­rzymy, że Ewan­ge­lie są nie tylko oparte na fak­tach hi­sto­rycz­nych, ale rów­nież, że ich główne prze­sła­nie jest teo­lo­gicz­nie praw­dziwe.

Co wię­cej, na­sze ba­da­nia prze­pro­wa­dzamy jako osoby, które do­świad­czyły w swoim ży­ciu obec­no­ści zmar­twych­wsta­łego Je­zusa (cze­goś, co tak in­ter­pre­tu­jemy). Fak­tem jest, że nasz świa­to­po­gląd jest w du­żej czę­ści ukształ­to­wany przez do­świad­cze­nie re­li­gijne oraz przez całą chrze­ści­jań­ską kul­turę. Do tego wszyst­kiego otwar­cie przy­zna­jemy, że do re­ali­za­cji tego za­da­nia przy­stę­pu­jemy jako na­uczy­ciele aka­de­miccy, któ­rzy do­świad­czyli już zma­gań z fi­lo­zo­ficz­nymi i hi­sto­rycz­nymi za­rzu­tami sta­wia­nymi wie­rze chrze­ści­jań­skiej i któ­rzy, przy­naj­mniej we wła­snym mnie­ma­niu, od­na­leźli wia­ry­godne od­po­wie­dzi na więk­szość tych za­rzu­tów. A za­tem, choć do­kła­damy wszel­kich sta­rań, aby na­sze obecne ba­da­nia były pro­wa­dzone z za­an­ga­żo­wa­niem w dą­że­niu do po­zna­nia prawdy i w związku z tym je­ste­śmy szcze­rze otwarci na kry­tykę za­równo na­szych za­ło­żeń oraz prze­ko­nań, jak i kon­kret­nych usta­leń – czyli mamy na­dzieję, że mi­sja na rzecz prawdy weź­mie górę nad na­szą chę­cią zdo­by­cia bez­pie­czeń­stwa i/lub wła­dzy – to rzecz ja­sna, w rze­czy­wi­sto­ści je­ste­śmy da­lecy od neu­tral­no­ści przy oce­nie da­nych. Po­dob­nie jak wszy­scy inni, je­ste­śmy stron­ni­czy pod­czas re­ali­za­cji na­szych ba­dań.

Nie­mniej je­ste­śmy prze­ko­nani, że stron­ni­czość wy­ni­ka­jąca z po­wodu na­szego chrze­ści­jań­skiego wy­zna­nia, która prze­nika do tej pracy, nie sta­nowi za­gro­że­nia dla na­szego celu, czyli dą­że­nia do po­zna­nia „obiek­tyw­nej hi­sto­rii”, w więk­szym stop­niu niż stron­ni­czość któ­re­go­kol­wiek in­nego hi­sto­ryka. Nie cho­dzi o to, czy je­ste­śmy ten­den­cyjni: każdy z nas jest. Cho­dzi o to, czy w ra­mach przy­ję­tej me­tody i re­guł przed­kła­damy dą­że­nie do prawdy po­nad na­sze oso­bi­ste prze­ko­na­nia? Czy na­sza chęć po­zna­nia prawdy prze­waża na przy­kład nad chę­cią za­spo­ko­je­nia po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa i/lub obrony ak­tu­al­nego sta­no­wi­ska za wszelką cenę? Czy po­zwa­lamy, aby na­sze ten­den­cje de­ter­mi­no­wały wnio­ski na­wet w ob­li­czu ja­snych i kon­kret­nych ar­gu­men­tów prze­ma­wia­ją­cych prze­ciwko nim, czy też je­ste­śmy skłonni do­pu­ścić pod­wa­ża­jące na­sze prze­ko­na­nia ar­gu­menty i ewen­tu­al­nie zmo­dy­fi­ko­wać na­sze wnio­ski? Pa­mię­ta­jąc o na­szych za­ło­że­niach i wcze­śniej­szych prze­ko­na­niach, po­zo­staje nam je­dy­nie po­sta­wić przed sobą za­da­nie dą­że­nia do uzy­ska­nia moż­li­wie naj­wier­niej­szego uję­cia hi­sto­rii. To, w ja­kim stop­niu uda nam się zre­ali­zo­wać ten cel, musi roz­strzy­gnąć sam czy­tel­nik oraz szer­sze grono spo­łecz­no­ści aka­de­mic­kiej.

Czym jest hi­po­teza le­gen­darna?

Drugą rze­czą, którą mu­simy zro­bić przed przej­ściem do na­szego ba­da­nia, jest okre­śle­nie, co głosi teza le­gen­darna, którą po­dej­mu­jemy w tej książce. W osią­gnię­ciu tego za­da­nia po­mocne bę­dzie po­dzie­le­nie róż­nych po­glą­dów do­ty­czą­cych hi­sto­rycz­nego Je­zusa, które można dziś spo­tkać wśród uczo­nych spe­cja­li­zu­ją­cych się w te­ma­tyce No­wego Te­sta­mentu, na cztery sze­roko po­jęte (i, co na­leży przy­znać, zbyt uprosz­czone) ka­te­go­rie. Oczy­wi­ście ten za­kres po­glą­dów ma cha­rak­ter pew­nego uogól­nie­nia i służy je­dy­nie jako uży­teczna heu­ry­styka.

1. Uczeni tacy jak Bruno Bauer, Ar­thur Drews i Geo­rge Al­bert Wells twier­dzą, że tra­dy­cja do­ty­cząca Je­zusa jest pra­wie w ca­ło­ści – a może na­wet cał­ko­wi­cie – fik­cyjna (to zna­czy jest „le­gendą” w zna­cze­niu, w ja­kim my uży­wamy tego ter­minu)[22]. W rze­czy­wi­sto­ści bar­dziej traf­nym okre­śle­niem tego sta­no­wi­ska by­łoby ra­czej „Je­zus mi­to­lo­giczny”, a nie „Je­zus le­gen­darny”, po­nie­waż w mo­wie po­tocz­nej „mit” ko­ja­rzy się z opo­wie­ścią, która nie ma żad­nych pod­staw hi­sto­rycz­nych, pod­czas gdy „le­genda” to fik­cyjna opo­wieść, która do­ty­czy rze­ko­mej po­staci hi­sto­rycz­nej. Nie­za­leż­nie od tego, zgod­nie z tym sta­no­wi­skiem nie mamy wła­ści­wych pod­staw, aby przy­pusz­czać, że któ­ry­kol­wiek frag­ment opisu po­staci Je­zusa jest oparty na fak­tach hi­sto­rycz­nych, łącz­nie z sa­mym ist­nie­niem hi­sto­rycz­nej osoby na­zwa­nej Je­zu­sem. Część uczo­nych, któ­rych można za­li­czyć do tej grupy, jak na przy­kład Ro­bert Price, wy­co­fuje się nieco z tej tezy i twier­dzi, że po pro­stu bra­kuje nam wy­star­cza­ją­cych da­nych, żeby roz­strzy­gnąć, czy hi­sto­ryczny Je­zus z Na­za­retu ist­niał. W ta­kiej sy­tu­acji do­cho­dzi do swo­istego Je­zu­so­wego agno­sty­cy­zmu[23].

2. Wy­niki pracy ta­kich uczo­nych, jak Ru­dolf Bult­mann i Bur­ton Mack, wska­zują, że mamy wy­star­cza­jąco dużo wia­ry­god­nych da­nych, aby stwier­dzić, iż rze­czy­wi­ście ist­niał w hi­sto­rii czło­wiek na­zwany Je­zu­sem[24]. Jed­nak, jak pod­kre­ślają, do­stępne nam re­la­cje o nim są tak nie­wia­ry­godne oraz prze­sy­cone le­gendą i mi­tem, że nie mo­żemy usta­lić zbyt wiele hi­sto­rycz­nych in­for­ma­cji na jego te­mat, które by­łyby pewne.

3. Obec­nie po­śród uczo­nych spe­cja­li­zu­ją­cych się w pro­ble­ma­tyce No­wego Te­sta­mentu – przede wszyst­kim tych wy­wo­dzą­cych się z tra­dy­cji po-Bult­man­now­skiej – co­raz po­wszech­niej­szy staje się po­gląd, zgod­nie z któ­rym ba­da­nia hi­sto­ryczne są w sta­nie uka­zać istotne fakty hi­sto­ryczne do­ty­czące Je­zusa. Jed­nakże, jak twier­dzą, Je­zus, któ­rego mo­żemy od­kryć w hi­sto­rycz­nym źró­dle, znacz­nie różni się od le­gen­dar­nego wi­ze­runku przed­sta­wio­nego w No­wym Te­sta­men­cie. A co naj­waż­niej­sze, uczeni z tego grona uwa­żają, że wia­ry­god­ność za­war­tych w Ewan­ge­lii wy­po­wie­dzi Je­zusa oraz do­ko­ny­wa­nych przez niego cu­dów – czyli tych ele­men­tów ewan­ge­licz­nego wi­ze­runku (wi­ze­run­ków) Je­zusa z Na­za­retu, które nadały kształt temu, co na­zy­wamy pier­wotną wer­sją re­li­gii chrze­ści­jań­skiej – sta­nowi w więk­szo­ści część le­gendy, nie zaś hi­sto­rycz­nego tek­stu Ewan­ge­lii. Ro­bert Funk i John Do­mi­nic Cros­san są przy­kła­dami zna­nych uczo­nych, któ­rzy opo­wia­dają się za wa­rian­tem tego sta­no­wi­ska[25].

4. Czwartą i ostat­nią grupę sta­no­wią uczeni, któ­rzy twier­dzą, iż sta­no­wi­ska 1–3 są zbyt scep­tyczne wzglę­dem tre­ści Ewan­ge­lii[26]. Po­dob­nie jak w przy­padku sta­no­wi­ska trze­ciego uczeni ci utrzy­mują, że ba­da­nia hi­sto­ryczne istot­nie mogą do­star­czyć sporo wia­ry­god­nych in­for­ma­cji na te­mat hi­sto­rycz­nego Je­zusa. Jed­nak w prze­ci­wień­stwie do zwo­len­ni­ków sta­no­wi­ska trze­ciego uczeni tacy jak John Me­ier i Ni­cho­las Tho­mas Wri­ght twier­dzą, że Je­zus, któ­rego można zre­kon­stru­ować po­przez wła­ściwe ba­da­nia hi­sto­ryczne, uj­mu­jąc rzecz ca­ło­ściowo, jest rze­tel­nie od­zwier­cie­dlony w wi­ze­runku (wi­ze­run­kach) z Ewan­ge­lii syn­op­tycz­nych.[27] Waż­nym czyn­ni­kiem, który zdaje się od­róż­niać uczo­nych z tego grona od tych z po­przed­niej grupy, jest duża waga, którą przy­wią­zują do ży­do­stwa (za­równo pod wzglę­dem re­li­gij­nym, jak i et­nicz­nym) Je­zusa z Na­za­retu oraz kon­tek­stu kul­tu­ro­wego.

Ta czwarta grupa, jak i wszyst­kie po­przed­nie, jest dość sze­roka, je­żeli cho­dzi o pre­zen­to­wane po­glądy. Je­den z ele­men­tów, co do któ­rego zwo­len­nicy tego nurtu róż­nią się mię­dzy sobą, do­ty­czy sto­sunku do moż­li­wo­ści wy­ka­za­nia w spo­sób rze­telny re­al­no­ści ele­men­tów nad­przy­ro­dzo­nych za­war­tych w ewan­ge­licz­nym wi­ze­runku (wi­ze­run­kach) Je­zusa. Po­mimo ist­nie­ją­cych róż­nic wśród uczo­nych, któ­rych umie­ści­li­by­śmy w tej gru­pie, można za­uwa­żyć coś w ro­dzaju sze­ro­kiego kon­sen­susu. Z jed­nej strony, zga­dzają się oni, że z de­fi­ni­cji dys­cy­plina hi­sto­rio­gra­fii, w ra­mach któ­rej pra­cują, do­ty­czy zda­rzeń praw­do­po­dob­nych (nie zaś pew­nych) i ogra­ni­cza się do opisu zda­rzeń, które są em­pi­rycz­nie po­świad­czone w za­pi­sie hi­sto­rycz­nym. Z dru­giej strony, zga­dzają się, że współ­cze­sny se­ku­la­ry­styczny świa­to­po­gląd Za­chodu jest tylko jed­nym z wielu, a nad­zwy­czajne zda­rze­nia, któ­rych nie da się wy­ja­śnić żadną dzia­łal­no­ścią ludzką ani si­łami na­tury, mogą się wy­da­rzyć i mają miej­sce w hi­sto­rii. Zgod­nie przy­znają, iż próba roz­po­zna­nia i ana­lizy nad­przy­ro­dzo­nej mocy spraw­czej ta­kich zja­wisk wiąże się z przej­ściem z dzie­dziny hi­sto­rii do dzie­dziny teo­lo­gii i/lub fi­lo­zo­fii, przez co nie jest za­da­niem prze­zna­czo­nym dla hi­sto­ryka jako hi­sto­ryka. Jed­nakże rów­nież zga­dzają się, że ta­kie za­gad­nie­nia wy­ma­gają zgłę­bia­nia oraz że dane hi­sto­ryczne umoż­li­wiają doj­ście do wnio­sku, iż zda­rze­nia po­strze­gane we­dług tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej jako cu­downe rze­czy­wi­ście za­ist­niały w hi­sto­rii – w spo­sób, któ­rego nie da się spro­wa­dzić do me­ta­fory, psy­cho­so­ma­tyki i tym po­dob­nych[28]. Kon­klu­du­jąc, nie wie­rzą oni, że kry­tyczna hi­sto­rio­gra­fia po­winna a prioriwy­klu­czać moż­li­wość nad­zwy­czaj­nego zda­rze­nia, ta­kiego, które w spe­cy­ficz­nym, wła­śnie opi­sa­nym sen­sie można za­sad­nie na­zwać „nad­przy­ro­dzo­nym”. Za­ra­zem sta­rają się oni ja­sno za­zna­czać, kiedy wy­po­wia­dają się jako uczeni zaj­mu­jący się kry­tycz­nie hi­sto­rią, a kiedy prze­cho­dzą na grunt teo­lo­gii[29].

Ce­lem ni­niej­szej książki jest zba­da­nie i obrona sze­ro­kiego sta­no­wi­ska tej ostat­niej grupy uczo­nych w od­nie­sie­niu do róż­nych form po­glądu, który na­zy­wamy „tezą le­gen­darną”. A za­tem przez po­ję­cie „hi­po­tezy le­gen­dar­nej” od­no­simy się w szcze­gól­no­ści do zwo­len­ni­ków po­glą­dów pre­zen­to­wa­nych przez opi­sane po­wy­żej grupy 1–3. Raz jesz­cze warto nad­mie­nić, iż nie chcemy w ża­den spo­sób lek­ce­wa­żyć ogrom­nych róż­nic, ja­kie wy­stę­pują po­mię­dzy sta­no­wi­skami tych trzech grup. W isto­cie bę­dziemy je od­po­wied­nio ak­cen­to­wać, kiedy bę­dzie to za­sadne. A jed­nak, po­mimo tych zna­czą­cych róż­nic, wspo­mniane trzy grupy łą­czy jedno prze­ko­na­nie i wła­śnie ono bę­dzie przed­mio­tem ana­lizy na ła­mach ni­niej­szej książki: iż syn­op­tyczny wi­ze­ru­nek (wi­ze­runki) Je­zusa jest w znacz­nym za­kre­sie, je­śli nie w ca­ło­ści, le­gen­darny – co ozna­cza, że w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści jest hi­sto­rycz­nie nie­praw­dziwy.

Co głosi hi­po­teza le­gen­darna?

Nad­szedł czas, aby za­pre­zen­to­wać prze­gląd wszyst­kich ar­gu­men­tów, ja­kie można przed­sta­wić na rzecz hi­po­tezy le­gen­dar­nej, a przy oka­zji streścić naszą kry­tyczną ocenę tego sta­no­wi­ska. Zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej w obro­nie swo­ich ujęć sto­sują naj­czę­ściej co naj­mniej osiem głów­nych me­tod ar­gu­men­ta­cji.

Na­tu­ra­lizm

Jak za­uwa­żył Van Au­stin Ha­rvey, dla lu­dzi „na­iw­nych i my­ślą­cych ka­te­go­riami mi­to­lo­gicz­nymi” w cza­sach an­tycz­nych po­wszechne było przy­pi­sy­wa­nie „nie­ty­po­wych zja­wisk wy­stę­pu­ją­cych w przy­ro­dzie oraz hi­sto­rii [...] po­nadna­tu­ral­nym by­tom wszel­kiego ro­dzaju”. Lu­dzie ci „żyli w mi­to­lo­gicz­nym świe­cie [...] po­zba­wieni ja­kiej­kol­wiek kon­cep­cji na­tu­ral­nego po­rządku lub prawa”[30]. Czasy się jed­nak zmie­niły, twier­dzi Ha­rvey oraz inni. Nasz po­sto­świe­ce­niowy, za­chodni świa­to­po­gląd jest nie­ubła­ga­nie na­tu­ra­li­styczny. My, współ­cze­śni lu­dzie Za­chodu, od­bie­ramy więc przy­rodę, jak i hi­sto­rię, jako pod­le­ga­jące na­tu­ral­nej za­sa­dzie przy­czy­no­wo­ści[31].

Stąd dzi­siejsi miesz­kańcy Za­chodu, cho­ciaż wciąż od­naj­dują war­tość du­chową w sta­ro­żyt­nych mi­tach i le­gen­dach, nie mogą dłu­żej uzna­wać ich za hi­sto­ryczne bez względu na to, czy są one za­warte w czczo­nej świę­tej księ­dze, ta­kiej jak Bi­blia, czy w ja­kim­kol­wiek in­nym źró­dle. Jak na­pi­sał Ha­rvey: „Nie po­tra­fimy zro­zu­mieć świata w spo­sób, w jaki po­strze­gali go lu­dzie w I wieku. [...] Nie­jako owoc zo­stał już nad­gry­ziony. [...] Na­sze oczy przej­rzały, a w pa­mięci zo­stał trwale wy­ryty nowy ob­raz rze­czy­wi­sto­ści”[32]. W tym „no­wym ob­ra­zie rze­czy­wi­sto­ści” po pro­stu nie ma miej­sca na nad­przy­ro­dzone in­ge­ren­cje. Zgod­nie ze sło­wami Ro­berta Funka, za­ło­ży­ciela The Je­sus Se­mi­nar, an­tyczny po­gląd, zgod­nie z któ­rym „Bóg od czasu do czasu in­ge­ruje w na­tu­ralny po­rzą­dek rze­czy, aby ko­goś wspo­móc lub skar­cić, prze­stał być wia­ry­godny”[33].

Jak się twier­dzi, współ­cze­śni lu­dzie Za­chodu nie tylko nie są w sta­nie uwie­rzyć w zda­rze­nia nad­przy­ro­dzone, ale z za­sady nie po­winni ak­cep­to­wać wy­ja­śnień od­wo­łu­ją­cych się do sił nad­przy­ro­dzo­nych, na­wet je­żeli by­łoby to moż­liwe. Po­stęp, który do­ko­nał się we współ­cze­snych na­ukach, był wy­ni­kiem nie­stru­dzo­nego po­szu­ki­wa­nia przez spo­łecz­ność na­ukową na­tu­ral­nych wy­ja­śnień oraz od­rzu­ce­nia od­wo­łań do sił nad­przy­ro­dzo­nych. Wy­co­fa­nie się z tego sta­no­wi­ska i ak­cep­ta­cja od­wo­łań do od­dzia­ły­wa­nia sił nad­przy­ro­dzo­nych by­łyby pod­wa­że­niem istoty no­wo­żyt­nej na­uki i fak­tycz­nym po­wro­tem do „na­iw­nego” oraz „mi­tycz­nego” spo­sobu my­śle­nia z cza­sów an­tycz­nych. Ist­nieje za­tem pe­wien ro­dzaj in­te­lek­tu­al­nego, a na­wet etycz­nego na­kazu – przy­naj­mniej ze strony uczo­nych w na­ukach hu­ma­ni­stycz­nych i przy­rod­ni­czych – zo­bo­wią­zu­ją­cego do ak­cep­to­wa­nia wy­łącz­nie na­tu­ra­li­stycz­nych wy­ja­śnień zja­wisk[34].

We­dług opi­nii wielu uczo­nych ist­nieją rów­nież inne po­wody, dla któ­rych warto przy­jąć na­tu­ra­lizm. Po pierw­sze, je­dy­nym spo­so­bem, w jaki mo­żemy po­znać prze­szłość, jest two­rze­nie ana­lo­gii z te­raź­niej­szo­ścią (jest to w isto­cie słynna za­sada ana­lo­gii Tro­elt­scha). Nie mamy za­tem żad­nego ana­lo­gicz­nego spo­sobu oceny do­nie­sień o nad­przy­ro­dzo­nych zja­wi­skach z prze­szło­ści, skoro ist­nieje prze­ko­na­nie, że dzi­siejsi lu­dzie nie do­świad­czają po­nadna­tu­ral­nych zja­wisk. Z za­sady na­leży je więc od­rzu­cić.

Po dru­gie, nie­któ­rzy utrzy­mują, iż ak­cep­ta­cja chwi­lo­wego za­wie­sze­nia prawa na­tury – czyli cudu – jest we­wnętrz­nie ir­ra­cjo­nalna nie­za­leż­nie od tego, ja­kie po­ten­cjalne do­wody zo­staną na to przed­sta­wione. Jak stwier­dził Da­vid Hume, praw­do­po­do­bień­stwo, że opi­sy­wany cud się wy­da­rzył, musi być oce­niane w od­nie­sie­niu do praw­do­po­do­bień­stwa, że tak się nie stało, a całe na­sze do­świad­cze­nie prze­ma­wia za tym, że się nie wy­da­rzył. Dla­tego, na przy­kład, szansę na to, że Je­zus na­prawdę zmar­twych­wstał, na­leży osza­co­wać jako uła­mek w sto­sunku do wszyst­kich zna­nych przy­pad­ków osób po­twier­dza­ją­cych na­tu­ralne prawo, zgod­nie z któ­rym mar­twi lu­dzie nie wra­cają do ży­cia. In­nymi słowy, na­leży uznać to za coś nie­wy­obra­żal­nie nie­praw­do­po­dob­nego, do tego stop­nia że żadne po­ten­cjalne świa­dec­twa hi­sto­ryczne ani żadna ar­gu­men­ta­cja nie mogą za­prze­czyć temu po­glą­dowi.

Wszyst­kie te czyn­niki po­wo­dują, że na­ukowe po­dej­ście do No­wego Te­sta­mentu z za­sady nie po­zwala za­ak­cep­to­wać nad­na­tu­ral­nych ele­men­tów ewan­ge­licz­nego wi­ze­runku (wi­ze­run­ków) Je­zusa jako wy­da­rzeń hi­sto­rycz­nych. Na­leży in­ter­pre­to­wać te opo­wie­ści jako le­gendy, wła­ści­wie nie­róż­niące się od mnó­stwa in­nych wy­my­ślo­nych le­gend, które można od­na­leźć we wszyst­kich kul­tu­rach sta­ro­żyt­no­ści. Tę li­nię ar­gu­men­ta­cji roz­wi­niemy i oce­nimy do­kład­niej w roz­dziale pierw­szym (Cuda i me­toda).

Ju­da­izm hel­le­ni­styczny

Zwy­kle wy­ja­śnie­nie, dla­czego sta­ro­żytni do­szli do wiary w mity i le­gendy, które wy­zna­wali, nie jest skom­pli­ko­wane. Mity i le­gendy za­zwy­czaj do­brze pa­sują do kul­tu­ro­wych prze­ko­nań lu­dzi, któ­rzy je wy­znają, peł­niąc przy tym wy­raźną funk­cję so­cjo­lo­giczną. Dla­tego wiele za­leży od tego, czy uzna­jemy, że re­li­gijne/kul­tu­rowe śro­do­wi­sko ju­da­izmu z I wieku – szcze­gól­nie ju­da­izmu ga­li­lej­skiego, z któ­rego wy­ło­niła się wspól­nota wy­znaw­ców Je­zusa – sprzy­jało tego ro­dzaju fa­bry­ko­wa­niu mi­tów, które, jak za­kła­dają zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej, może sta­no­wić wy­ja­śnie­nie twier­dzeń za­war­tych w Ewan­ge­liach. Na przy­kład, czy kon­cep­cja czy­nią­cego cuda bo­skiego czło­wieka pa­suje do kul­tu­ro­wych prze­ko­nań pa­le­styń­skich Ży­dów z I wieku? Hi­po­teza le­gen­darna bę­dzie znacz­nie bar­dziej wia­ry­godna, je­śli od­po­wiedź na to py­ta­nie bę­dzie twier­dząca, niż je­śli bę­dzie ona prze­cząca.

Chrze­ści­jań­scy apo­lo­geci tra­dy­cyj­nie opo­wia­dali się za ne­ga­tywną od­po­wie­dzią na to py­ta­nie. Ju­da­izm w I wieku – także ju­da­izm ga­li­lej­ski – nie sprzy­jał przy­ję­ciu kon­cep­cji bo­skiego czło­wieka. Wszak, jak się twier­dzi, Ży­dzi z I wieku byli w isto­cie mo­no­te­istami, dla któ­rych sama idea czło­wieka dzie­lą­cego w ja­kimś sen­sie wy­wyż­szony sta­tus Jahwe ozna­czała bluź­nier­stwo. To mię­dzy in­nymi z tego po­wodu chrze­ści­jań­scy apo­lo­geci uwa­żają, że aby wy­tłu­ma­czyć, jak po­wstał wcze­sny ży­dow­ski po­gląd utoż­sa­mia­jący Je­zusa z czy­nią­cym cuda ucie­le­śnie­niem Jahwe-Boga, trzeba wy­kro­czyć poza zwy­czajne so­cjo­lo­giczne wy­ja­śnie­nia.

Zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej utrzy­mują jed­nak, że naj­now­sze dane hi­sto­ryczne spra­wiają, że ta droga ar­gu­men­ta­cji jest nie­prze­ko­nu­jąca. Za­zwy­czaj twier­dzą oni, iż dane te wska­zują, że re­li­gijno-kul­tu­rowy świa­to­po­gląd Ży­dów ży­ją­cych w I wieku, w tym Ży­dów ga­li­lej­skich, nie róż­nił się zbyt­nio od świa­to­po­glądu ich po­gań­skich są­sia­dów ży­ją­cych w tym sa­mym cza­sie.

Na przy­kład, obec­nie mamy li­te­rac­kie i ar­che­olo­giczne do­wody na to, że nie­któ­rzy sta­ro­żytni Ży­dzi prak­ty­ko­wali ma­gię i astro­lo­gię. Od­kry­li­śmy mię­dzy in­nymi sta­ro­żytne sy­na­gogi ozdo­bione sym­bo­lami zo­dia­ków i in­nymi po­gań­skimi mo­ty­wami. Od­ko­pano ga­li­lej­ską sy­na­gogę, która za­wiera mo­zaikę pod­ło­gową przed­sta­wia­jącą grec­kiego boga He­liosa oto­czo­nego dwu­na­sto­mie­sięcz­nym ko­łem zo­diaku. To wszystko wska­zuje, że sta­ro­żytni pa­le­styń­scy Ży­dzi byli znacz­nie bar­dziej zhel­le­ni­zo­wani, a na­wet po­gań­scy, niż do­tych­czas są­dzono.

Co rów­nie istotne, ist­nieją pewne li­te­rac­kie świa­dec­twa, które wska­zują, że daw­niej nie­pod­wa­żalna gra­nica mię­dzy Jahwe a stwo­rze­niami ule­gła pew­nemu za­ciem­nie­niu jesz­cze przed po­ja­wie­niem się Je­zusa. O naj­wyż­szych rangą anio­łach, wy­wyż­szo­nych pa­triar­chach i sper­so­ni­fi­ko­wa­nych bo­skich atry­bu­tach (na przy­kład mą­dro­ści) nie­kiedy wy­ra­żano się w spo­sób, który tra­dy­cyj­nie za­re­zer­wo­wany był tylko i wy­łącz­nie dla Jahwe. Można też od­na­leźć przy­kłady Ży­dów od­wo­łu­ją­cych się do róż­nych bo­ha­te­rów jako ob­da­rzo­nych nad­przy­ro­dzoną mocą „bo­skich lu­dzi” (the­ios aner), czyli ter­minu uży­wa­nego w kon­tek­ście grecko-rzym­skim w od­nie­sie­niu do osób, które, jak wie­rzono, po­sia­dały za­równo ce­chy ludz­kie, jak i bo­skie. To praw­do­po­dob­nie ozna­cza, że dawny su­rowy mo­no­te­izm czę­ści sta­ro­żyt­nych Ży­dów stał się bar­dziej miękki w cza­sach Je­zusa.

W świe­tle tych usta­leń, jak ar­gu­men­tują zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej, wy­daje się, że nie mamy po­wo­dów, żeby uznać za mniej praw­do­po­dobne, iż w I wieku Ży­dzi roz­wi­nęli i przy­jęli le­gendę o czy­nią­cym cuda bo­skim czło­wieku, niż że uczy­nili to po­ga­nie. Nie mu­simy za­tem się­gać poza ob­ręb dzia­ła­nia ogól­nych me­cha­ni­zmów so­cjo­lo­gicz­nych, aby wy­ja­śnić na­ro­dziny chrze­ści­jań­stwa. Tę ar­gu­men­ta­cję roz­wi­niemy i pod­damy ana­li­zie w roz­dziale dru­gim (Ży­dow­ska le­genda o „wcie­lo­nym Jahwe”?).

Le­gen­darne ana­lo­gie do hi­sto­rii Je­zusa

Wielu uczo­nych wy­kra­cza poza ogólne twier­dze­nie, że ju­da­izm w I wieku był śro­do­wi­skiem sprzy­ja­ją­cym po­wsta­niu le­gendy o bo­skim czło­wieku, i ar­gu­men­tuje, że mo­żemy wia­ry­god­nie wska­zać kon­kretne re­li­gijne i kul­tu­rowe źró­dła, które dały po­czą­tek le­gen­dzie Je­zusa. Na przy­kład Price twier­dzi, że an­tyczny świat ba­senu Mo­rza Śród­ziem­nego „był prze­siąk­nięty re­li­giami skon­cen­tro­wa­nymi na śmierci i zmar­twych­wsta­niu boga zba­wi­ciela”[35]. Na­stęp­nie do­ko­nuje on kla­sy­fi­ka­cji roz­ma­itych przy­kła­dów, żeby do­wieść, iż „kult Chry­stusa” był je­dy­nie ko­lej­nym przy­pad­kiem owych sta­ro­żyt­nych re­li­gii zwią­za­nych z mo­ty­wem śmierci i zmar­twych­wsta­nia.

Nie­któ­rzy zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej opie­rają się na ana­lo­giach do sta­ro­żyt­nych grecko-rzym­skich le­gend i mi­tów, inni na­to­miast po­wo­łują się na do­mnie­mane po­do­bień­stwa mię­dzy ewan­ge­liczną opo­wie­ścią o Je­zu­sie a róż­nymi mi­tami o he­ro­sach, spo­ty­ka­nymi na prze­strzeni dzie­jów. Pewni uczeni, jak Price, łą­czą ele­menty obu po­dejść.

Je­den ze spo­so­bów ana­lizy mi­tów o he­ro­sach, który oka­zał się przy­datny dla zwo­len­ni­ków hi­po­tezy le­gen­dar­nej, za­czerp­nięty zo­stał od an­giel­skiego folk­lo­ry­sty Lorda Ra­glana[36]. We­dług ana­lizy Ra­glana mity o he­ro­sach mają na ogół kilka wspól­nych ele­men­tów. Na przy­kład matką bo­ha­tera jest naj­czę­ściej kró­lew­ska dzie­wica; jego oj­cem – za­zwy­czaj król; oko­licz­no­ści po­czę­cia bo­ha­tera są pod ja­kimś wzglę­dem nie­zwy­kłe; bo­ha­ter jest czę­sto uzna­wany za syna boga; czę­sto też do­cho­dzi do próby za­bi­cia bo­ha­tera w okre­sie nie­mow­lę­cym.

Wielu ba­da­czy znaj­duje wy­raźne po­do­bień­stwa mię­dzy ana­lizą mitu o he­ro­sie Ra­glana a hi­sto­rią Je­zusa z No­wego Te­sta­mentu. Alan Dun­des ar­gu­men­tuje na przy­kład, że z li­sty 22 cech mitu o he­ro­sie Ra­glana w hi­sto­rii Je­zusa z Na­za­retu od­zwier­cie­dlone są wszyst­kie, z wy­jąt­kiem pię­ciu, co czyni Je­zusa bliż­szym wzor­co­wemu bo­ha­te­rowi ide­al­nemu Ra­glana ani­żeli wielu in­nych le­gen­dar­nych bo­ha­te­rów[37].

Price po­suwa się na­wet da­lej, twier­dząc, że „każdy szcze­gół hi­sto­rii [Chry­stusa] pa­suje do ar­che­typu mi­tycz­nego bo­ha­tera, bez żad­nych wy­jąt­ków”. Na tej pod­sta­wie Price wnio­skuje, iż „twier­dze­nie, że za tym mi­tem kryła się po­stać hi­sto­ryczna, jest nie­uza­sad­nione”[38].

Na po­dob­nej za­sa­dzie część uczo­nych twier­dzi, iż bi­blijny Je­zus jest w du­żej mie­rze, je­śli nie cał­ko­wi­cie, le­gen­darny na pod­sta­wie ana­lo­gii do hi­sto­rii Je­zusa z Na­za­retu, które można za­ob­ser­wo­wać w róż­nych ru­chach re­li­gij­nych na prze­strzeni dzie­jów. Na przy­kład w II wieku po­wstał kult wo­kół czło­wieka o imie­niu Apol­lo­nios. Jego wy­znawcy twier­dzili, że do­ko­ny­wał on cu­dów, a na­wet wskrze­sił z mar­twych pewną dziew­czynę. Nie­któ­rzy twier­dzili, że po­ja­wił się po swo­jej śmierci. A część jego wiel­bi­cieli czciła go jako istotę bo­ską[39]. Po­dob­nie w XVII wieku nie­jaki Sa­ba­taj Cwi zo­stał ob­wo­łany me­sja­szem, miał czy­nić cuda, a na­wet był czczony jako bó­stwo za ży­cia (lub krótko po nim) przez swo­ich licz­nych ży­dow­skich wy­znaw­ców[40]. Tak samo pe­wien uzdro­wi­ciel z po­czątku XX wieku w Kongo, znany jako Kim­bangu, miał po­dobno do­ko­ny­wać wielu cu­dów, w tym wskrze­szać zmar­łych, a nie­któ­rzy z jego wy­znaw­ców już za ży­cia czcili go jako bó­stwo[41].

We­dług nie­któ­rych zwo­len­ni­ków hi­po­tezy le­gen­dar­nej zja­wi­ska tego typu po­ka­zują, że tak na­prawdę nie ma nic uni­kal­nego w fak­cie, iż nie­długo po śmierci Je­zusa nie­któ­rzy z jego zwo­len­ni­ków opo­wia­dali o tym, że czy­nił cuda, a na­wet za­częli go czcić jako Boga. Po­wo­dów, żeby przy­jąć wcze­sno­chrze­ści­jań­skie prze­kazy na te­mat Je­zusa za hi­sto­ryczne, nie jest więc wię­cej niż tych od­no­szą­cych się do prze­ka­zów zwo­len­ni­ków Apol­lo­niosa, Sa­ba­taja Cwiego, Kim­bangu lub in­nej po­dob­nej po­staci. Roz­wi­niemy sze­rzej oraz pod­damy ana­li­zie ten spo­sób ar­gu­men­ta­cji w roz­dziale trze­cim (Jedna z wielu le­gend?).

Mil­cze­nie w źró­dłach po­za­chrze­ści­jań­skich

Je­śli Je­zus do­ko­nał czy­nów, które przy­pi­suje mu się w Ewan­ge­liach, to czy nie na­le­ża­łoby się spo­dzie­wać, że zwró­ciłby uwagę przy­naj­mniej kilku po­gań­skich pi­sa­rzy? Tym­cza­sem, jak twier­dzą nie­któ­rzy uczeni, poza No­wym Te­sta­men­tem znaj­du­jemy nie­wiele lub nie znaj­du­jemy żad­nych wzmia­nek o Je­zu­sie. Zda­niem nie­któ­rych – zwłasz­cza przed­sta­wi­cieli naj­bar­dziej ra­dy­kal­nego nurtu hi­po­tezy le­gen­dar­nej (na przy­kład grupa pierw­sza) – wska­zuje to, że cu­do­twórca z Ewan­ge­lii jest czy­stą le­gendą, która nie różni się za­sad­ni­czo od mi­to­lo­gicz­nych po­staci zba­wi­cieli z in­nych sta­ro­żyt­nych re­li­gii mi­ste­ryj­nych.

Oczy­wi­ście chrze­ści­jań­scy uczeni od dawna od­no­to­wują, że choć wzmianki o Je­zu­sie w in­nych niż chrze­ści­jań­skie źró­dłach są skromne, to jed­nak można je zna­leźć. Jó­zef Fla­wiusz, Ta­cyt, Swe­to­niusz, Pli­niusz Młod­szy, Tal­lus, Cel­sus, Lu­kian z Sa­mo­sat, Mara bar Se­ra­pion oraz nie­które ży­dow­skie tra­dy­cje ra­bi­niczne za­wie­rają pewne od­nie­sie­nia do Je­zusa i/lub pier­wot­nej wspól­noty chrze­ści­jan. W isto­cie zgod­nie z tra­dy­cją ar­gu­men­to­wano, iż część in­for­ma­cji zna­le­zio­nych w tych źró­dłach po­twier­dza pewne szcze­góły ży­cia Je­zusa za­pi­sane w Ewan­ge­liach. Wbrew temu jed­nak bar­dziej ra­dy­kal­nie na­sta­wieni zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej prze­ko­nują, że każde z tych od­nie­sień jest hi­sto­rycz­nie po­dej­rzane. Można wy­ka­zać, że nie­które frag­menty są chrze­ści­jań­skimi wtrą­ce­niami, a te, które nie sta­no­wią in­ter­po­la­cji, są je­dy­nie prze­ka­zem po­gło­sek – czyli tego, co ów­cze­śni chrze­ści­ja­nie opo­wia­dali o Je­zu­sie. Nie ma za­tem so­lid­nych świa­dectw po­twier­dza­ją­cych ist­nie­nie Je­zusa z Na­za­retu w żad­nym z po­za­chrze­ści­jań­skich sta­ro­żyt­nych źró­deł. Tę wer­sję ar­gu­men­ta­cji zgłę­bimy i pod­damy ana­li­zie w roz­dziale czwar­tym (Zmowa mil­cze­nia?).

Mil­cze­nie św. Pawła

Szcze­gól­nie po­pu­lar­nym ar­gu­men­tem po­śród naj­bar­dziej skraj­nej grupy zwo­len­ni­ków hi­po­tezy le­gen­dar­nej – czyli obroń­ców teo­rii mi­to­lo­gicz­nej – jest twier­dze­nie, że św. Pa­weł nie od­nosi się wcale lub w nie­wiel­kim za­kre­sie do hi­sto­rycz­nego Je­zusa. Na przy­kład we­dług Wel­lsa:

Li­sty [św. Pawła] nie za­wie­rają żad­nej wzmianki o ro­dzi­cach Je­zusa, czy tym bar­dziej o nie­po­ka­la­nym po­czę­ciu. Nie wspo­mi­nają o miej­scu na­ro­dzin [...] Nie wska­zują czasu ani miej­sca Jego ziem­skiej eg­zy­sten­cji. Nie od­no­szą się do Jego pro­cesu przed rzym­skim urzęd­ni­kiem ani do Je­ro­zo­limy jako miej­sca eg­ze­ku­cji. Nie wy­mie­niają ani Jana Chrzci­ciela, ani Ju­da­sza, ani za­par­cia się przez Pio­tra swego mi­strza [...] Li­sty te nie wspo­mi­nają rów­nież o żad­nych cu­dach, które Je­zus miałby uczy­nić, co jest szcze­gól­nie ra­żą­cym po­mi­nię­ciem, po­nie­waż we­dług Ewan­ge­lii do­ko­ny­wał ich tak wiele[42].

Uczeni tacy jak Wells, Do­herty i Price twier­dzą, że spo­sób po­strze­ga­nia Je­zusa przez św. Pawła w ni­czym nie przy­po­mina ak­tu­al­nej, współ­cze­snej syl­wetki Ga­li­lej­czyka, o któ­rej czy­tamy w Ewan­ge­liach. Jego ob­raz Je­zusa – bę­dący naj­wcze­śniej­szym, jaki po­sia­damy – jest bar­dziej ogól­ni­ko­wym wi­ze­run­kiem fi­gury ko­smicz­nego zbawcy, który ist­niał w nie­zna­nej, od­le­głej prze­szło­ści i/lub mi­tycz­nej sfe­rze du­cho­wej. W isto­cie Chry­stus, któ­rego opi­suje św. Pa­weł, jest cał­kiem po­dobny do bóstw, które można od­na­leźć w sta­ro­żyt­nych re­li­giach mi­ste­ryj­nych. Zda­niem wspo­mnia­nych uczo­nych, trudno więc nie dojść do wnio­sku, że pierwsi chrze­ści­ja­nie po­strze­gali Je­zusa jako ro­dzaj bli­żej nie­okre­ślo­nego bó­stwa, które zo­stało uhi­sto­rycz­nione jako sto­sun­kowo nie­dawno ży­jąca po­stać do­piero po śmierci św. Pawła – na sku­tek tra­dy­cji prze­ka­zów ust­nych, a w szcze­gól­no­ści pod­czas spi­sy­wa­nia Ewan­ge­lii.

Rów­nie istotne dla nie­któ­rych zwo­len­ni­ków hi­po­tezy le­gen­dar­nej jest rze­kome twier­dze­nie, iż św. Pa­weł rzadko, o ile w ogóle, cy­tuje Je­zusa. W efek­cie twier­dzą oni, że św. Pa­weł spra­wia wra­że­nie zu­peł­nie nie­świa­do­mego póź­niej­szego chrze­ści­jań­skiego po­glądu, we­dle któ­rego Je­zus był prze­wod­ni­kiem w spra­wach etycz­nych[43]. Na przy­kład nie cy­tuje Je­zusa, gdy po­dej­muje za­gad­nie­nia, o któ­rych we­dług Ewan­ge­lii Je­zus jed­no­znacz­nie na­uczał. We­dług nie­któ­rych wska­zuje to na fakt, iż kiedy św. Pa­weł pi­sał, nie ist­niała pa­mięć o Je­zu­sie jako na­uczy­cielu. Jest to ra­czej ele­ment mi­to­lo­gicz­nego kształ­to­wa­nia wi­ze­runku Je­zusa z Na­za­retu przez ustną tra­dy­cję po­cząt­ków Ko­ścioła oraz przez spi­sy­wa­nie Ewan­ge­lii. Sze­rzej prze­ana­li­zu­jemy tę li­nię ar­gu­men­ta­cji w roz­dziale pią­tym (Mil­cze­nie św. Pawła?).

Spon­ta­niczne fał­szer­stwo prze­ka­zów ust­nych tra­dy­cji Je­zu­so­wej

Bez względu na sta­no­wi­sko w pa­le­cie po­glą­dów na te­mat hi­sto­rycz­nego Je­zusa z Na­za­retu, wszy­scy uczeni zga­dzają się, że przy­naj­mniej część (je­śli nie ca­łość) tre­ści Ewan­ge­lii po­cząt­kowo obie­gała wspól­noty chrze­ści­jań­skie w for­mie ust­nej. Zwo­len­nicy hi­po­tezy le­gen­dar­nej zwy­kle ar­gu­men­tują, że po­nie­waż prze­kaz ustny jest z na­tury spon­ta­niczny i nie­sta­bilny – i tym sa­mym nie­wia­ry­godny hi­sto­rycz­nie – ów pro­ces prze­kazu ust­nego sprzy­jał roz­wo­jowi le­gen­dar­nych opo­wie­ści o Je­zu­sie.

Ar­gu­ment ten opiera się na pew­nych pod­sta­wo­wych prze­ko­na­niach do­ty­czą­cych po­cząt­ko­wej tra­dy­cji prze­ka­zów ust­nych zwią­za­nych z Je­zu­sem, które od po­czątku XX wieku funk­cjo­nują wśród kry­ty­ków No­wego Te­sta­mentu. Pre­cy­zu­jąc, cho­dzi o sześć za­ło­żeń, które były po­wszech­nie czy­nione przez uczo­nych spe­cja­li­zu­ją­cych się w ana­li­zie ust­nych form li­te­ra­tury obec­nych w Ewan­ge­liach (to zna­czy w me­to­dzie hi­sto­rii form). Za­ło­że­nia te są na­stę­pu­jące:

Naj­wcze­śniej­sze wspól­noty chrze­ści­jań­skie skła­dały się naj­praw­do­po­dob­niej z lu­dzi nie­wy­kształ­co­nych i nie­pi­śmien­nych. W każ­dym ra­zie byli oni bar­dziej za­in­te­re­so­wani gło­sze­niem Ewan­ge­lii niż jej spi­sy­wa­niem. Dla­tego też w prze­ka­zy­wa­niu tra­dy­cji do­ty­czą­cej Je­zusa po­le­gali oni je­dy­nie na for­mie ust­nej. To umoż­li­wiło tra­dy­cji zwią­za­nej z Je­zu­sem więk­szą swo­bodę ewo­lu­owa­nia, niż by­łoby w prze­ciw­nym przy­padku.Tra­dy­cje ustne nie mogą prze­ka­zy­wać dłu­go­trwa­łych, jed­no­li­tych nar­ra­cji. Stąd na­leży przy­jąć, że ramy nar­ra­cyjne ma­te­riału ewan­ge­licz­nego są w więk­szo­ści, a na­wet w ca­ło­ści, fik­cyj­nym two­rem au­to­rów Ewan­ge­lii.Wcze­sne wspól­noty chrze­ści­jań­skie były słabo za­in­te­re­so­wane lub wcale nie były za­in­te­re­so­wane ży­wo­tem Je­zusa, po­nie­waż zaj­mo­wało je gło­sze­nie światu prze­sła­nia o zba­wie­niu oraz za­spo­ka­ja­nie po­trzeb swo­ich wspól­not. Dla­tego Ewan­ge­lie prze­ka­zują nam wię­cej o „śro­do­wi­sku ży­cio­wym” (Sitz im Le­ben) wcze­snych wspól­not chrze­ści­jań­skich ani­żeli o Je­zu­sie.Tra­dy­cje ustne są kształ­to­wane i re­wi­do­wane przede wszyst­kim przez wspól­noty, nie jed­nostki. Je­śli we wcze­snych wspól­no­tach chrze­ści­jań­skich byli ja­cyś na­oczni świad­ko­wie hi­sto­rycz­nego Je­zusa z Na­za­retu, to peł­nili oni nie­wielką lub wręcz żadną funk­cję re­gu­la­cyjną w prze­ka­zy­wa­niu ust­nej tra­dy­cji o Je­zu­sie. Wszyst­kie te zja­wi­ska łącz­nie umoż­li­wiły ewo­lu­cję tra­dy­cji w spo­sób wy­jąt­kowo nie­skrę­po­wany.Tra­dy­cje prze­ka­zów ust­nych ewo­lu­ują zgod­nie z do­strze­gal­nymi pra­wami. Dzięki temu w wielu przy­pad­kach mo­żemy się­gnąć wstecz od tek­stu Ewan­ge­lii w celu roz­po­zna­nia pier­wot­nych „form”, ja­kie przy­bie­rał ma­te­riał ewan­ge­liczny, i spraw­dzić, jaką rolę od­gry­wał we wcze­snym Ko­ściele. W ten spo­sób od­kry­wamy po raz ko­lejny, że Ewan­ge­lie opo­wia­dają wię­cej o Sitz im Le­ben wcze­snych wspól­not czczą­cych Je­zusa niż o nim sa­mym.Po­cząt­kowo Ko­ściół po­le­gał mocno na „na­tchnio­nych ob­ja­wie­niach” pro­ro­ków pier­wot­nego Ko­ścioła. Wiele ma­te­ria­łów za­war­tych w Ewan­ge­liach można uznać za po­chodną tych ob­ja­wień, od­bie­ra­nych i wy­gła­sza­nych w celu utrzy­ma­nia zna­cze­nia Je­zusa dla stale roz­wi­ja­ją­cych się wcze­snych wspól­not chrze­ści­jań­skich. Taka wi­zja oczy­wi­ście wzmac­nia wnio­sek, iż ma­te­riał ewan­ge­liczny od­zwier­cie­dla przede wszyst­kim ży­cie pier­wot­nego Ko­ścioła, a nie ży­cie Je­zusa z Na­za­retu.

I znów, znaczna część ni­niej­szej książki obej­muje przy­bli­że­nie róż­no­rod­nych in­ter­dy­scy­pli­nar­nych ba­dań nad prze­ka­zem ust­nym do pro­ble­ma­tyki na­tury i wia­ry­god­no­ści tra­dy­cji do­ty­czą­cej Je­zusa. Zgod­nie z tymi za­ło­że­niami do­ko­namy oceny pierw­szych trzech z wy­mie­nio­nych wy­żej sze­ściu for­mal­nych za­ło­żeń i roz­wa­żymy je w roz­dziale szó­stym (Li­te­ra­tura an­tyczna i tra­dy­cja prze­kazu ust­nego) oraz od­nie­siemy się do po­zo­sta­łych trzech w roz­dziale siód­mym (Pa­mięć hi­sto­ryczna czy fan­ta­zja pro­ro­cza?).

Brak wia­ry­god­no­ści hi­sto­rycz­nej Ewan­ge­lii

Ostatni zbiór ar­gu­men­tów wy­ko­rzy­sty­wa­nych na po­par­cie hi­po­tezy le­gen­dar­nej do­ty­czy sa­mego spi­sy­wa­nia Ewan­ge­lii. Je­den z istot­nych wąt­ków roz­wa­żań kon­cen­truje się wo­kół py­ta­nia, czy au­to­rzy Ewan­ge­lii za­mie­rzali nadać swoim dzie­łom cha­rak­ter hi­sto­ryczny. Wielu ba­da­czy hi­po­tezy le­gen­dar­nej twier­dzi, że tak nie było, a ich dzieła miały być od­czy­ty­wane ra­czej jako re­la­cje o cha­rak­te­rze fik­cyj­nym. Jedna grupa uczo­nych utrzy­muje, że Ewan­ge­lie są przy­kła­dem sta­ro­żyt­nych po­wie­ści, a inni, że są one przy­kła­dem hel­le­ni­stycz­nych epo­sów mi­tycz­nych (na przy­kład na wzór Ody­sei i Iliady Ho­mera) lub ży­dow­skich mi­dra­szy. Jesz­cze inni uczeni zaj­mu­jący się hi­po­tezą le­gen­darną przy­znają, że Ewan­ge­lia może być ga­tun­kiem sta­ro­żyt­nej bio­gra­fii lub hi­sto­rio­gra­fii, ale po­mimo tego ar­gu­men­tują, że nie zwięk­sza to zbyt­nio za­ufa­nia do rze­tel­no­ści tych dzieł, po­nie­waż oba sta­ro­żytne ga­tunki były w du­żej mie­rze nie­wia­ry­godne. Oce­niamy te ar­gu­menty w roz­dziale ósmym (Ga­tu­nek i cha­rak­ter Ewan­ge­lii ka­no­nicz­nych).

Cię­żar do­wodu i nie tylko

I na za­koń­cze­nie, różni uczeni spe­cja­li­zu­jący się w hi­po­te­zie le­gen­dar­nej przed­sta­wili sze­reg in­nych ar­gu­men­tów, które, we­dług ich spo­sobu my­śle­nia, jesz­cze bar­dziej po­twier­dzają po­gląd, że Je­zus z Ewan­ge­lii syn­op­tycz­nych jest w więk­szo­ści, je­śli nie w ca­ło­ści, le­gen­darny. Sam fakt, że dzieła te za­wie­rają re­la­cje o nad­przy­ro­dzo­nych wy­da­rze­niach – tego ro­dzaju, które zwy­cza­jowo uzna­jemy za le­gen­darne, gdy na­po­ty­kamy je w in­nych źró­dłach – ozna­cza, że dzieła te mu­szą być z na­tury uznane za nie­praw­do­po­dobne. Dla­tego też na tych, któ­rzy uwa­żają Ewan­ge­lie za hi­sto­rycz­nie wia­ry­godne, spo­czywa cię­żar do­wodu. Z tej per­spek­tywy wi­dać wy­raź­nie, że Ewan­ge­lie są mocno nie­obiek­tywne i dla­tego nie wolno da­wać wiary, iż prze­ka­zują ja­ką­kol­wiek wia­ry­godną hi­sto­rię. Co wię­cej, tek­sty te są wza­jem­nie sprzeczne i brak im po­waż­nego ze­wnętrz­nego po­par­cia w in­nych li­te­rac­kich lub ar­che­olo­gicz­nych świa­dec­twach. Stąd, jak się twier­dzi, mamy wszel­kie prze­słanki, aby stwier­dzić, że nie są to dzieła, które można uznać za wia­ry­godne, je­śli cho­dzi o prze­ka­zy­wa­nie rze­tel­nych re­la­cji o hi­sto­rycz­nym Je­zu­sie. Roz­wa­żymy ten zbiór ar­gu­men­tów w roz­dziale dzie­wią­tym (Ocena Ewan­ge­lii syn­op­tycz­nych jako źró­dła hi­sto­rycz­nego) oraz w roz­dziale dzie­sią­tym (Tra­dy­cja syn­op­tyczna a hi­sto­ryczny Je­zus z Na­za­retu). Nad­szedł za­tem czas na roz­po­czę­cie owej drogi we­ry­fi­ka­cji. A punk­tem wyj­ścia jest oczy­wi­ście za­gad­nie­nie me­to­do­lo­gii hi­sto­rycz­nej.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

Wstęp

[1] An­giel­ski ter­min le­gend ma kilka róż­nych zna­czeń, które są za­leżne od kon­tek­stu. W pew­nych krę­gach aka­de­mic­kich, na przy­kład na nie­któ­rych wy­dzia­łach folk­lo­ry­styki, po­ję­cie to od­nosi się do prze­kazu osa­dzo­nego w sto­sun­kowo nie­daw­nej lub przy­naj­mniej hi­sto­rycz­nie ukształ­to­wa­nej prze­szło­ści, który, choć uwa­żany przez prze­ka­zu­ją­cych za praw­dziwy, może być lub nie być oparty na rze­czy­wi­stej sy­tu­acji hi­sto­rycz­nej. O licz­nych za­sto­so­wa­niach i za­wi­ło­ściach de­fi­ni­cji ter­minu le­gend – w tym o jego re­la­cji z ter­mi­nem hi­story – zob. L. Degh, A. Vaz­so­nyi, Le­gend and Be­lief, w: Folk­lore Genre, ed. D. Ben-Amos, Uni­ver­sity of Te­xas Press, Au­stin 1976, s. 93–123; R.A. Geo­r­ges, The Ge­ne­ral Con­cept of Le­gend: Some As­sump­tions to Be Re­exa­mi­ned and Re­as­ses­sed, w: Ame­ri­can Folk Le­gend: A Sym­po­sium, ed. W.D. Hand, Uni­ver­sity of Ca­li­for­nia Press, Ber­ke­ley 1971, s. 1–19; H. Ja­son, Con­cer­ning the ‘Hi­sto­ri­cal’ and the ‘Lo­cal’ Le­gends and Their Re­la­ti­ves, w: To­ward New Per­spec­ti­ves in Folk­lore, ed. A. Pa­re­des, R. Bau­man, Uni­ver­sity of Te­xas Press, Au­stin 1972, s. 134–144; E. Oring, Le­gend, Truth, and News, „So­uthern Folk­lore” 1990, Vol. 47, No. 2, s. 163–177; T. Shi­bu­tani, Le­gen­dary Ac­co­unts and Hi­sto­rio­gra­phy, w: tenże, Im­pro­vi­sed News: A So­cio­lo­gi­cal Study of Ru­mor, Bobbs-Mer­rill, In­dia­na­po­lis 1966, s. 155–161; Y. Ze­ru­ba­vel, The Hi­sto­ric, the Le­gen­dary, and the In­cre­di­ble: In­ven­ted Tra­di­tion and Col­lec­tive Me­mory in Israel, w: Com­me­mo­ra­tions: The Po­li­tics of Na­tio­nal Iden­tity, ed. J.R. Gil­lis, Prin­ce­ton Uni­ver­sity Press, Prin­ce­ton 1994, s. 105–123. W po­dob­nej kwe­stii do­ty­czą­cej an­giel­skiego ter­minu me­mo­rate zob. L. Degh, A. Vaz­so­nyi, The Me­mo­rate and the Proto-Me­mo­rate, „Jo­ur­nal of Ame­ri­can Folk­lore” 1974, Vol. 87, No. 345, s. 225–239. Na po­trzeby ni­niej­szego opra­co­wa­nia bę­dziemy po­słu­gi­wać się ter­mi­nem le­gend w jego po­tocz­nym zna­cze­niu, czyli jako opo­wie­ści o cha­rak­te­rze nie­hi­sto­rycz­nym/fan­ta­stycz­nym. Od D.F. Straussa, przez Ru­dolfa Bult­manna, aż po Ro­berta Funka oraz wśród człon­ków Je­sus Se­mi­nar ter­min le­gend w ba­da­niach do­ty­czą­cych No­wego Te­sta­mentu zdaje się peł­nić funk­cję eu­fe­mi­stycz­nego okre­śle­nia rze­ko­mej re­la­cji hi­sto­rycz­nej, która w rze­czy­wi­sto­ści jest (przy­naj­mniej w du­żej czę­ści) fik­cyjna. Zob. D.F. Strauss, The Life of Je­sus, 4th ed., trans. M. Evans, Blan­chard, New York 1860, § 2; R. Bult­mann, The Hi­story of the Syn­op­tic Tra­di­tion, trans. J. Marsh, Blac­kwell, Oxford 1963, s. 244–245; R.W. Funk, The Je­sus Se­mi­nar, The Acts of Je­sus: What Did Je­sus Re­ally Do?, Har­per­San­Fran­ci­sco, San Fran­ci­sco 1998, s. 15–17.

Na wstę­pie win­ni­śmy rów­nież za­zna­czyć, iż główny przed­miot na­szego za­in­te­re­so­wa­nia sta­no­wią Ewan­ge­lie syn­op­tyczne. Pod wzglę­dem de­tali i ele­men­tów cha­rak­te­ry­stycz­nych po­sta­no­wi­li­śmy w du­żej mie­rze po­mi­nąć Ewan­ge­lię wg św. Jana. Nie dla­tego, że uwa­żamy ją z za­ło­że­nia za mniej wia­ry­godną od Ewan­ge­lii syn­op­tycz­nych, lecz dla­tego, że jest ona tak od­mienna od po­zo­sta­łych Ewan­ge­lii ka­no­nicz­nych, iż przy roz­pa­try­wa­niu jej pod wzglę­dem hi­sto­rycz­nym ko­nieczne jest za­sto­so­wa­nie zu­peł­nie in­nego po­dej­ścia. Spo­wo­do­wa­łoby to jed­nak znaczne po­sze­rze­nie ob­ję­to­ści już i tak po­kaź­nego opra­co­wa­nia. Z ostat­nio opu­bli­ko­wa­nych prac stwier­dza­ją­cych za­sad­ni­czo po­zy­tywną ocenę wia­ry­god­no­ści hi­sto­rycz­nej czwar­tej Ewan­ge­lii zob. C.L. Blom­berg, The Hi­sto­ri­cal Re­lia­bi­lity of John’s Go­spel: Is­sues and Com­men­tary, In­te­rVar­sity, Do­wners Grove, IL 2001; C.S. Ke­ener, The Go­spel of John: A Com­men­tary, 2 vols., Hen­drick­son, Pe­abody, MA 2003. Aby za­po­znać się z nie­daw­nym i nie­zwy­kle cie­ka­wym opra­co­wa­niem, które po­daje w wąt­pli­wość zbyt czę­ste „od­hi­sto­rycz­nie­nie Ewan­ge­lii Jana” i „od­se­pa­ro­wa­nie Jana od Je­zusa”, zob. P.N. An­der­son, The Fo­urth Go­spel and the Qu­est for Je­sus: Mo­dern Fo­un­da­tions Re­con­si­de­red, Clark, New York 2006.

[2] Na kar­tach ni­niej­szej pracy od­wo­łu­jemy się do do­wo­dów hi­sto­rycz­nych. Bę­dziemy to jed­nak czy­nić, miejmy na­dzieję, nie z per­spek­tywy na­iw­nego ewi­den­cja­li­zmu, we­dle któ­rego świa­dec­twa prze­ma­wiają same za sie­bie w ja­kiś aprio­ryczny, po­zba­wiony kon­tek­stu spo­sób. Jak wska­zują ostat­nie ba­da­nia in­ter­dy­scy­pli­narne do­ty­czące pro­ble­ma­tyki do­wo­dze­nia, świa­dec­twa i kry­te­ria do­wo­dowe na­leży roz­pa­try­wać i oce­niać za­wsze w ra­mach okre­ślo­nego kon­tek­stu so­cjo­kul­tu­rowo-ję­zy­ko­wego. Do­ty­czy to da­nych hi­sto­rycz­nych, praw­nych i in­nych. Aby za­po­znać się z uwa­run­ko­waną przez kon­tekst róż­no­rod­no­ścią kry­te­riów do­wo­do­wych w ob­rę­bie po­je­dyn­czego spo­łe­czeń­stwa, zob. S.U. Phi­lips, Evi­den­tiary Stan­dards for Ame­ri­can Trials: Just the Facts, w: Re­spon­si­bi­lity and Evi­dence in Oral Di­sco­urse, ed. J.H. Hill, J.T. Irvine, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, New York 1992, s. 248–259.
[3] Nie­któ­rzy chrze­ści­jań­scy czy­tel­nicy mogą być roz­cza­ro­wani, że ar­gu­men­tu­jemy je­dy­nie, iż jest wia­ry­godne/naj­bar­dziej praw­do­po­dobne to, że syn­op­tyczny por­tret Je­zusa jest za­sad­ni­czo za­ko­rze­niony w hi­sto­rii. Być może tacy czy­tel­nicy ocze­ki­wa­liby stwier­dze­nia, iż jest pewne, że ewan­ge­liczny wi­ze­ru­nek Je­zusa zo­stał oparty w ca­ło­ści na hi­sto­rycz­nych wy­da­rze­niach. Jed­nakże, jak to wy­ja­śnimy w ko­lej­nym roz­dziale, ze względu na ogra­ni­cze­nia zwią­zane z me­to­do­lo­gią hi­sto­rii oraz skoń­czoną wie­dzą ludzką roz­wa­ża­nia czy­sto hi­sto­ryczne ni­gdy nie wy­kro­czą po­nad praw­do­po­do­bień­stwo. Z uwagi na fakt, iż po­dej­mu­jemy to za­gad­nie­nie ze sta­no­wi­ska kry­tycz­nej hi­sto­rio­gra­fii, roz­pa­tru­jemy Ewan­ge­lie syn­op­tyczne w spo­sób, w jaki roz­pa­try­wa­li­by­śmy każdy inny sta­ro­żytny tekst. Pod wzglę­dem hi­sto­rio­gra­ficz­nym nie ma zna­cze­nia, że pi­sma te są uznane przez Ko­ściół za ka­no­niczne i na­tchnione. Au­to­rzy ni­niej­szej książki są chrze­ści­ja­nami wy­zna­nia ewan­ge­lic­kiego wy­kwa­li­fi­ko­wa­nymi w za­kre­sie teo­lo­gii. Mimo że nie­wąt­pli­wie mamy wła­sne za­ło­że­nia (zob. da­lej), to jed­nak na po­trzeby tego stu­dium przy­ję­li­śmy kry­tyczną per­spek­tywę hi­sto­rio­gra­ficzną. Twier­dze­nia przed­sta­wione w tej książce będą da­lece ostroż­niej­sze, niż gdy­by­śmy pi­sali pod­ręcz­nik teo­lo­giczny po­świę­cony sa­mej na­tu­rze Pi­sma Świę­tego. Na przy­kład, cho­ciaż z teo­lo­gicz­nego punktu wi­dze­nia uzna­nie ist­nie­nia pew­nych nie­ści­sło­ści lub ele­men­tów spre­pa­ro­wa­nych w Ewan­ge­liach by­łoby pro­ble­ma­tyczne, nie wpływa to na na­szą mi­ni­ma­li­styczną tezę hi­sto­rio­gra­ficzną: a mia­no­wi­cie że Ewan­ge­lie syn­op­tyczne są – rzecz uj­mu­jąc ogól­ni­kowo i me­ry­to­rycz­nie – osa­dzone w hi­sto­rii. Na­leży rów­nież za­uwa­żyć, iż uzna­nie, że hi­sto­ryczne usta­le­nia są za­wsze w naj­lep­szym ra­zie praw­do­po­dobne, nie sta­nowi żad­nej prze­szkody dla wiary chrze­ści­jań­skiej – przy­naj­mniej wów­czas, gdy jest ona po­praw­nie poj­mo­wana. W kon­tek­ście bi­blij­nym wiara jest przede wszyst­kim po­ję­ciem zwią­za­nym z przy­mie­rzem, które wska­zuje na czynne za­ufa­nie od­no­śnie do na­tury i obiet­nic po­cho­dzą­cych ze strony part­nera tego przy­mie­rza. Aby za­po­znać się z po­moc­nym wy­wo­dem do­ty­czą­cym za­gad­nie­nia wiary i hi­sto­rii, zob. N.T. Wri­ght, The New Te­sta­ment and the Pe­ople of God, For­tress, Min­ne­apo­lis 1992, s. 93–96; J.D.G. Dunn, Chri­stia­nity in the Ma­king, Vol. 1: Je­sus Re­mem­be­red, Eerd­mans, Grand Ra­pids 2003, s. 102–105; A.G. Pad­gett, Ad­vice for Re­li­gious Hi­sto­rians: On the Myth of a Pu­rely Hi­sto­ri­cal Je­sus, w: The Re­sur­rec­tion: An In­ter­di­sci­pli­nary Sym­po­sium on the Re­sur­rec­tion of Je­sus, ed. S.T. Da­vis, D. Ken­dall, G. O’Col­lins, Oxford Uni­ver­sity Press, New York 1997, s. 287–307. Po­nadto, po­nie­waż czę­sto bę­dziemy w tej książce po­słu­gi­wali się sfor­mu­ło­wa­niem „syn­op­tyczny wi­ze­ru­nek Je­zusa”, na­leży za­zna­czyć, iż uży­cie słowa „wi­ze­ru­nek” („wi­ze­runki”) jest za­mie­rzone. Nie za­mie­rzamy bo­wiem w ża­den spo­sób pod­wa­żać od­ręb­no­ści przed­sta­wień Je­zusa za­war­tych we wszyst­kich trzech Ewan­ge­liach syn­op­tycz­nych.
[4] H. White, Hi­sto­ri­cal Te­xts as Li­te­rary Ar­ti­fact, w: tenże, Tro­pics of Di­sco­urse: Es­says in Cul­tu­ral Cri­ti­cism, Johns Hop­kins Uni­ver­sity Press, Bal­ti­more 1978, s. 82. Zob. też jego pierw­szą słynną salwę: tenże, Me­ta­hi­story: The Hi­sto­ri­cal Ima­gi­na­tion in Ni­ne­te­enth-Cen­tury Eu­rope, Johns Hop­kins Uni­ver­sity Press, Bal­ti­more 1973. Wśród in­nych sta­now­czych post­mo­der­ni­stycz­nych kry­tyk ja­kie­go­kol­wiek ro­dzaju obiek­ty­wi­zmu w hi­sto­rio­gra­fii wy­mie­nić na­leży: F.R. An­ker­smit, Hi­story and Tro­po­logy: The Rise and Fall of Me­ta­phor, Uni­ver­sity of Ca­li­for­nia Press, Ber­ke­ley 1994; tenże, Hay­den White’s Ap­peal to the Hi­sto­rians, „Hi­story and The­ory” 1998, Vol. 37, No. 2, s. 182–193; R. Bar­thes, Dys­kurs hi­sto­rii, tłum. K. Ja­rosz, „Er(r)go: Teo­ria, Li­te­ra­tura, Kul­tura” 2010, nr 1/2, s. 95–107; K. Jen­kins, Re-thin­king Hi­story, Ro­utledge, New York 1991; H. Kel­l­ner, Lan­gu­age and Hi­sto­ri­cal Re­pre­sen­ta­tion: Get­ting the Story Cro­oked, Uni­ver­sity of Wi­scon­sin Press, Ma­di­son 1989; A. Mun­slow, De­con­struc­ting Hi­story, Ro­utledge, New York 1997.
[5] K. Jen­kins, In­tro­duc­tion, w: The Post­mo­dern Hi­story Re­ader, ed. K. Jen­kins, Ro­utledge, New York 1998, s. 1. W za­kre­sie roz­wa­żań po­cho­dzą­cych z róż­nych per­spek­tyw do­ty­czą­cych za­leż­no­ści post­mo­der­ni­zmu i hi­sto­rio­gra­fii zob. Post-Struc­tu­ra­lism and the Qu­estion of Hi­story, D. At­tridge, G. Ben­ning­ton, R. Young, eds., Cam­bridge Uni­ver­sity Press, New York 1987; G.G. Ig­gers, Hi­sto­rio­gra­fia XX wieku: prze­gląd kie­run­ków ba­daw­czych, tłum. A. Ga­dzała, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 2010; P. No­vick, That No­ble Dream: The „Ob­jec­ti­vity Qu­estion” and the Ame­ri­can Hi­sto­ri­cal Pro­fes­sion, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, New York 1988; E.A. Clark, Hi­story, The­ory, Text: Hi­sto­rians and the Lin­gu­istic Turn, Ha­rvard Uni­ver­sity Press, Cam­bridge, MA 2004. W ostat­nim roz­dziale swo­jej książki Clark wy­ko­rzy­stuje usta­le­nia post­mo­der­ni­stycz­nej hi­sto­rio­gra­fii do in­ter­pre­ta­cji sta­ro­żyt­nej hi­sto­rii chrze­ści­jań­stwa.
[6] Zob. R.E. Fry­ken­berg, Hi­story and Be­lief: The Fo­un­da­tions of Hi­sto­ri­cal Un­der­stan­ding, Eerd­mans, Grand Ra­pids 1996 – przy­kład uczo­nego mie­rzą­cego się z tym pro­ble­mem na grun­cie wiary chrze­ści­jań­skiej.
[7] W roz­dziale pierw­szym zo­sta­nie wska­zane, że wielu bi­bli­stów spe­cja­li­zu­ją­cych się w kry­tyce hi­sto­rycz­nej nie po­trak­to­wało do­sta­tecz­nie po­waż­nie nie­któ­rych im­pli­ka­cji prze­łomu post­mo­der­ni­stycz­nego. Na­leży za­uwa­żyć, iż ta post­mo­der­ni­styczna in­tu­icja do­ty­cząca hi­sto­rii nie jest ni­czym od­kryw­czym. Już pod ko­niec XVIII wieku Faust u Go­ethego wy­ra­ził po­dobne za­pa­try­wa­nie do swo­jego asy­stenta Wa­gnera: „Czasy prze­szło­ści, dla nas, przy­ja­cielu, To księga zwarta aż pie­częci sied­mią. Co du­chem czasu zwie­cie – niech wam po­wiem – Jest wła­snym du­chem wa­szym” – cyt. za: J.W. Go­ethe, Faust: część pierw­sza i druga, wyd. 3, Pań­stwowy In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, War­szawa 1977, s. 54. Na po­czątku XIX wieku Ja­mes Bron­terre O’Brien prze­strze­gał: „Nie wierz­cie w hi­sto­rię, trak­tuj­cie ją jako zbiór fał­szerstw, stwo­rzo­nych wzo­rem współ­cze­snych ga­zet, nie ze względu na prawdę, czy do­bro ludz­ko­ści, ale po to, aby zwieść ogół i tym spo­so­bem wspie­rać wsze­la­kie nad­uży­cia oraz nik­czemne in­sty­tu­cje na­le­żące do bo­ga­czy” – J.B. O’Brien, Poor Man’s Gu­ar­dian, 5 De­cem­ber 1835, cyt. za: T. Lum­mis, Li­ste­ning to Hi­story: The Au­then­ti­city of Oral Evi­dence, Bar­nes & No­ble, To­towa, New York 1987, s. 11. Po­dob­nie w 1894 roku J.A. Fro­ude za­uwa­żył, że hi­sto­ria jest „dzie­cin­nym pu­de­łecz­kiem z li­ter­kami, za po­mocą któ­rych dziecko może uło­żyć każde słowo, ja­kiego so­bie tylko za­ży­czy” – Short Stu­dies on Great Sub­jects, 1894, cyt. za: E.H. Carr, Hi­sto­ria – czym jest: wy­kłady im. Geo­rge’a Ma­cau­laya Tre­ve­ly­ana wy­gło­szone na uni­wer­sy­te­cie w Cam­bridge sty­czeń–ma­rzec 1961, wyd. 2 oprac. przez R.W. Da­viesa, tłum. P. Kuś, Zysk i S-ka Wy­daw­nic­two, Po­znań 1999, s. 38. Jesz­cze w tym sa­mym stu­le­ciu Marks roz­wi­nął i zra­dy­ka­li­zo­wał tę in­tu­icję, a Nie­tz­sche nadał kie­ru­nek przy­szłemu post­mo­der­ni­stycz­nemu pro­gra­mowi w od­nie­sie­niu do hi­sto­rii. Stąd też skrajna post­mo­der­ni­styczna kry­tyka hi­sto­rii w swej isto­cie nie jest ni­czym no­wym, a wiele sła­bo­ści tego nurtu my­ślo­wego, które do­strze­żono w prze­szło­ści, na­dal po­zo­staje cha­rak­te­ry­styczne dla jego naj­now­szych wcie­leń.
[8] Jak twier­dzi Ernst Bre­isach (E. Bre­isach, On the Fu­ture of Hi­story: The Post­mo­dern Chal­lenge and Its After­math, Uni­ver­sity of Chi­cago Press, Chi­cago 2003), hi­sto­ria za­sad­ni­czo prze­trwała kry­zys wy­wo­łany skrajną post­mo­der­ni­styczną kry­tyką. Cho­ciaż jej za­pał zo­stał ostu­dzony – to zna­czy zo­sta­li­śmy po­zba­wieni ja­kie­go­kol­wiek hi­sto­rycz­nego po­zy­ty­wi­zmu oraz na­iw­nego dą­że­nia do czy­stego obiek­ty­wi­zmu hi­sto­rycz­nego – to, jak stwier­dzili Joyce Ap­pleby, Lynn Hunt oraz Mar­ga­ret Ja­cob na ła­mach swo­jej ostat­niej i cie­szą­cej się uzna­niem książki, istoty ludz­kie za­cho­wują „zdol­ność do od­róż­nia­nia fał­szy­wych i wia­ry­god­nych przed­sta­wień prze­szło­ści, a po­nadto, do ar­ty­ku­ło­wa­nia kry­te­riów po­moc­nych za­równo au­to­rom, jak i ich czy­tel­ni­kom w do­ko­ny­wa­niu owych roz­róż­nień” (J. Ap­pleby, L. Hunt, M. Ja­cob, Po­wie­dzieć prawdę o hi­sto­rii, tłum. S. Am­ster­dam­ski, Zysk i S-ka Wy­daw­nic­two, Po­znań 2000, s. 272). Trójka wy­mie­nio­nych uczo­nych uznaje kon­cep­cję, którą na­zy­wają „re­ali­zmem prak­tycz­nym” (zob. zwłasz­cza s. 257–262). W celu za­po­zna­nia się z in­nymi wni­kli­wymi przy­kła­dami kry­tyki tego skraj­nego post­mo­der­ni­stycz­nego wy­zwa­nia rzu­co­nego hi­sto­rii lub ostat­nimi sta­no­wi­skami kry­tyczno-re­ali­stycz­nej hi­sto­rio­gra­fii (fi­lo­zo­fii hi­sto­rii) zob. M. Bunzl, Real Hi­story: Re­flec­tions on Hi­sto­ri­cal Prac­tice, Ro­utledge, New York 1997; A. Cook, Hi­story/Wri­ting, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, New York 1989; G.R. El­ton, Re­turn to Es­sen­tials: Some Re­flec­tions on the Pre­sent State of Hi­sto­ri­cal Study, Cam­bridge Uni­ver­sity Press, New York 1991; R.J. Evans, In De­fense of Hi­story, Granta, Lon­don 1997; J. Gor­man, Un­der­stan­ding Hi­story: An In­tro­duc­tion to Ana­ly­ti­cal Phi­lo­so­phy of Hi­story, Uni­ver­sity of Ot­tawa Press, Ot­tawa 1992; T.L. Ha­skell, Ob­jec­ti­vity Is Not Neu­tra­lity: Expla­na­tory Sche­mes in Hi­story, Johns Hop­kins Uni­ver­sity Press, Bal­ti­more 1998; G. Him­mel­farb, Nowa i stara hi­sto­ria: eseje kry­tyczne i re­in­ter­pre­ta­cje, tłum. A. Aru­miń­ska, wyd. I, In­sty­tut Pi­lec­kiego, War­szawa 2021; E.D. Hirsch, Back to Hi­story, w: Cri­ti­cism in the Uni­ver­sity, ed. G. Graff, R. Gib­bons, Nor­th­we­stern Uni­ver­sity Press, Evan­ston, IL 1985, s. 106; C.B. McCul­lagh, The Truth of Hi­story, Ro­utledge, New York 1998; R. Mar­tin, The Past wi­thin Us: An Em­pi­ri­cal Ap­pro­ach to Phi­lo­so­phy of Hi­story, Prin­ce­ton Uni­ver­sity Press, Prin­ce­ton 1989; M.G. Mur­phy, Phi­lo­so­phi­cal Fo­un­da­tions of Hi­sto­ri­cal Know­ledge, SUNY, Al­bany 1994; L. Stone, Hi­story and Post-Mo­der­nism, „Past and Pre­sent” May 1992, No. 135, s. 189–204; A. Tuc­ker, A The­ory of Hi­sto­rio­gra­phy as a Pre-Science, „Stu­dies in Hi­story and Phi­lo­so­phy of Science” 1993, Vol. 24, No. 4, s. 633–667; K. Wind­schut­tle, The Kil­ling of Hi­story: How Li­te­rary Cri­tics and So­cial The­ori­sts Are Mur­de­ring Our Past, Free Press, New York 1996; P. Za­go­rin, Hi­story and Post­mo­der­nism: Re­con­si­de­ra­tions, „Hi­story and The­ory” 1990, Vol. 29, No. 3, s. 263–274; tenże, Re­jo­in­der to a Post­mo­der­nist, „Hi­story and The­ory” 2000, Vol. 39, No. 2, s. 201–209. Aby za­po­znać się z kształ­cącą se­rią roz­mów z wie­loma uczo­nymi zaj­mu­ją­cymi się tymi za­gad­nie­niami, zob. E. Do­mań­ska, En­co­un­ters: Phi­lo­so­phy of Hi­story after Post­mo­der­nism, Uni­ver­sity Press of Vir­gi­nia, Char­lot­te­sville 1998. Od­no­śnie do ar­gu­men­ta­cji, zgod­nie z którą post­struk­tu­ra­lizm nie ma za­sto­so­wa­nia na polu fi­lo­zo­fii hi­sto­rii oraz wkro­czył tam w nie­uza­sad­niony spo­sób, zob. A. Tuc­ker, The Fu­ture of the Phi­lo­so­phy of Hi­sto­rio­gra­phy, „Hi­story and The­ory” 2001, Vol. 40, No. 1, s. 37–56.
[9] O moż­li­wo­ściach i zna­cze­niu od­róż­nia­nia „uza­sad­nio­nej” od „nie­uza­sad­nio­nej” hi­sto­rio­gra­fii zob. A. Tuc­ker, A The­ory of Hi­sto­rio­gra­phy as a Pre-Science, zwłasz­cza s. 653–655.

[10] Warto za­uwa­żyć, iż na przy­kład Hay­den White sta­now­czo wy­stę­puje prze­ciwko oso­bom ne­gu­ją­cym Ho­lo­kaust, ar­gu­men­tu­jąc, że przy­ję­cie ta­kiego sta­no­wi­ska jest „rów­nie nie­przy­zwo­ite mo­ral­nie, jak szo­ku­jące in­te­lek­tu­al­nie” (H. White, The Po­li­tics of Hi­sto­ri­cal In­ter­pre­ta­tion: Di­sci­pline and De-Sub­li­ma­tion, w: tenże, The Con­tent of the Form: Nar­ra­tive Di­sco­urse and Hi­sto­ri­cal Re­pre­sen­ta­tion, Johns Hop­kins Uni­ver­sity Press, Bal­ti­more 1983, s. 76). Jed­nak jak za­uwa­żył Wulf Kan­ste­iner – zwa­żyw­szy na jego za­ło­że­nia teo­re­tyczne – fun­da­menty epi­ste­mo­lo­giczne, na któ­rych to czyni, są wąt­pliwe (W. Kan­ste­iner, Hay­den White’s Cri­ti­que of the Wri­ting of Hi­story, „Hi­story and The­ory” 1993, Vol. 32, No. 3, s. 273–295). W celu za­po­zna­nia się z prze­ni­kliwą i zróż­ni­co­waną ana­lizą po­glą­dów White’a, w tym z wy­raź­nym roz­gra­ni­cze­niem po­mię­dzy twier­dze­niami White’a a tymi, które po­ja­wiają się w bar­dziej skraj­nym i w pełni post­mo­der­ni­stycz­nym sta­no­wi­sku, zob. A.D. Mo­ses, Hay­den White, Trau­ma­tic Na­tio­na­lism, and the Pu­blic Role of Hi­story, „Hi­story and The­ory” 2005, Vol. 44, No. 3, s. 311–332.

Gło­śne twier­dze­nie White’a mó­wiące, że zaj­mo­wa­nie się hi­sto­rią na za­sa­dzie struk­tury nar­ra­cyj­nej za­wsze pro­wa­dzi do wy­pa­cze­nia przed­miotu ba­dań, spo­tkało się z kontr­ar­gu­men­ta­cją wielu my­śli­cieli. Zob. na przy­kład D. Carr, Nar­ra­tive and the Real World: An Ar­gu­ment for Con­ti­nu­ity, „Hi­story and The­ory” 1986, Vol. 15, No. 2, s. 117–131; tenże, Time, Nar­ra­tive, and Hi­story, In­diana Uni­ver­sity Press, Blo­oming­ton 1986; W. Dray, Nar­ra­tive and Hi­sto­ri­cal Re­alism, w: tenże, On Hi­story and Phi­lo­so­phers of Hi­story, Brill, New York 1989, s. 131–163; N. Car­roll, In­ter­pre­ta­tion, Hi­story and Nar­ra­tive, „Mo­nist” 1990, Vol. 73, No. 2, s. 134–166; L. Pompa, Nar­ra­tive Form, Si­gni­fi­cance and Hi­sto­ri­cal Know­ledge, w: Phi­lo­so­phy of Hi­story and Con­tem­po­rary Hi­sto­rio­gra­phy, ed. D. Carr, W. Dray, T.F. Ge­ra­ets et al., Uni­ver­sity of Ot­tawa Press, Ot­tawa 1982, s. 143–157. Jak wy­gląda to z per­spek­tywy ba­da­czy No­wego Te­sta­mentu, zob. G.R. Osborne, Hi­sto­ri­cal Nar­ra­tive and Truth in the Bi­ble, JETS 2005, Vol. 48, No. 2, s. 673–688. Obrona sto­so­wa­nia me­tody nar­ra­cyj­nej w hi­sto­rio­gra­fii nie ozna­cza, iż nie wy­stę­pują w tej ma­te­rii po­ten­cjalne trud­no­ści. Aby za­po­znać się z wni­kli­wym omó­wie­niem wielu przy­pad­ków, w któ­rych hi­sto­rycy mogą po­peł­niać różne błędy lo­giczne, po­słu­gu­jąc się me­todą nar­ra­cyjną, zob. D.H. Fi­scher, Hi­sto­rians’ Fal­la­cies: To­ward a Lo­gic of Hi­sto­ri­cal Tho­ught, Har­per & Row, New York 1970, s. 131–163.