Lato ognia i krwi. Wojna chłopska w Niemczech 1524–1525 - Lyndal Roper - ebook

Lato ognia i krwi. Wojna chłopska w Niemczech 1524–1525 ebook

Lyndal Roper

0,0
99,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Najpełniejsza historia szesnastowiecznego powstania, które odmieniło oblicze Europy

Wojna chłopska w Niemczech była największym buntem ludowym w zachodniej Europie przed rewolucją francuską. W latach 1524–1525 ogarnęła niemieckie ziemie z oszałamiającą szybkością: tysiące ludzi łączyły się w zbrojne gromady, domagając się nowego, bardziej egalitarnego porządku. Chłopi przejęli kontrolę nad rozległymi obszarami południowych i środkowych Niemiec, paląc i plądrując klasztory, konwenty i zamki. Ostatecznie jednak nie byli w stanie przeciwstawić się siłom panów, którzy w zaledwie dwa miesiące stłumili bunt, zabijając – według różnych rachunków – od siedemdziesięciu do stu tysięcy chłopów.

W pierwszej od lat tak szeroko zakrojonej pracy poświęconej historii wojny chłopskiej wybitna historyczka Lyndal Roper odsłania dalekosiężne konsekwencje tego skazanego na klęskę zrywu. Choć zwycięzcy uznawali powstanie za naiwne i chaotyczne, Roper – opierając się na dogłębnych badaniach – ukazuje je jako spójny ruch masowy inspirowany radykalnymi ideami reformacji. Ta porywająca, choć tragiczna historia kreśli obraz chłopów walczących o zmianę świata.

Książka Roku „Financial Times”, „BBC History Magazine” oraz „History Today”

Poruszająca opowieść o nadziei i przemocy, o sporze o ziemię, władzę i sprawiedliwość społeczną – i o tym, jak przegrana rewolta zmieniła przyszłość

 

Lyndal Roper – profesor prestiżowej królewskiej katedry historii (Regius Professor of History) na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jedna z najwybitniejszych znawczyń dziejów wczesnonowożytnych Niemiec, reformacji i historii społecznej. Autorka wielokrotnie nagradzanych książek Martin Luter. Prorok i buntownik oraz Witch Craze. Jest członkinią British Academy, Australian Academy of the Humanities oraz Berlin-Brandenburgische Akademie der Wissenschaften. Jej prace słyną z klarowności wywodu i empatii wobec bohaterów, a także z umiejętności łączenia mikrohistorii z szeroką panoramą przemian europejskich. Mieszka w Oksfordzie, południowej Walii i Berlinie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 752

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginalny:  Summer of Fire and Blood: The German Peasants' War

Przekład: Marta Fihel

Redakcja: Anna Żółcińska

Korekta: Maria Żółcińska

Skład i łamanie: Amadeusz Targoński | targonski.pl

Projekt okładki: Sebastian Cabaj | instagram.com/pan_cabaj

Opracowanie e-wydania: Karolina Kaiser |

Ilustracja na okładce: domena publiczna / Rudolf Schiestl „Bauernkrieg” / Wikimedia Creative Commons CC0 License

Mapy na str. 12–13, 152 i 243: © Peter Palm, Berlin/Germany

Copyright © Lyndal Roper 2025

All rights reserved.

Copyright © 2026 for this Polish edition by MT Biznes Sp. z o.o.

All rights reserved.

Copyright © 2026 for this Polish translation by MT Biznes Sp. z o.o.

All rights reserved.

Wydanie pierwsze

Warszawa 2026

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

MT Biznes Sp. z o.o.

wydawnictwoprzeswity.pl

[email protected]

ISBN 978-83-8175-758-4 (epub)

ISBN 978-83-8175-759-1 (mobi)

Pochwały dla Lata ognia i krwi

„Niezwykła i błyskotliwa książka. W sugestywnej, pięknej, krystalicznie czystej prozie Roper zdołała odtworzyć skomplikowane krajobrazy Niemiec z początku XVI wieku – ich krajobraz fizyczny, psychologiczny, duchowy, społeczny i polityczny. Autorka opisuje marzenia i czyny, które ukształtowały wojnę chłopską, największy bunt ludowy w zachodniej Europie przed rewolucją francuską, oraz to, jak ta wojna wpłynęła na przyszłość. To głęboka opowieść o próbie zmiany świata, sensacyjna narracja, jednocześnie ludzka i humanistyczna, opowieść, która oświeca, rezonuje i wzbudza niepokój”.

Helen Castor, autorka książki Wilczyce. Królowe, które rządziły Anglią przed Elżbietą I

„Lato ognia i krwi to książka napisana pięknie i z uczuciem. Opowiada o zapomnianej traumie XVI wieku – kiedy tysiące zwykłych ludzi położyły na szali całe życie w nadziei na zbudowanie nowego świata. Wyciąga historie naszych niepiśmiennych, chłopskich przodków z marginesu historii i przywraca im właściwe miejsce oraz pełnię człowieczeństwa. Znajdujemy w tej książce ostrzeżenie, że kwestie, które poruszyli chłopi, to bardzo pilne pytania również dziś i musimy zmierzyć się z nimi ponownie”.

Suzannah Lipscomb, autorka książki Journey Through Tudor England

„Roper to urodzona gawędziarka, której opowieści zapierają dech w piersiach. Jej reinterpretacja wojny chłopskiej to epopeja teologiczna, ekologiczna i społeczna o nadzwyczajnej sile rażenia. Autorka pokazuje, dlaczego chaotyczna przemoc, symboliczny arsenał braterstwa oraz labirynt marzeń i wizji powinny mieć dla nas znaczenie w XXI wieku”.

Joanna Bourke, autorka książki Fear

„Wciągająca opowieść o przełomowym wydarzeniu w historii Niemiec, która pomaga naprawdę zrozumieć, dlaczego tak wielu zwykłych ludzi myślało, że mogą zmienić świat. Lyndal Roper pisze pięknie i okazuje pełne współczucia zrozumienie dla bohaterów po obu stronach tej złożonej i krwawej walki”.

Peter H. Wilson, autor książki Wojna trzydziestoletnia 1618–1648. Tragedia Europy

„Lato ognia i krwi ożywia dramat, przemoc i nieprzewidywalność niemieckiej wojny chłopskiej dzięki niedoścignionej wiedzy historycznej i niezrównanym umiejętnościom pisarskim Roper. Nie znajdziecie bardziej przekonującej i wnikliwej relacji z tego burzliwego masowego powstania”.

Joel F. Harrington, autor książki Opowieść kata. Z pamiętnika mistrza Frantza Schmidta z Norymbergi

dla Martina

Chrystus bowiem odkupił i wykupił nas wszystkich swoją drogocenną krwią,

zarówno najpokorniejszego pasterza, jak i największego pana, wszystkich bez wyjątku.

Tak Biblia dowodzi, że jesteśmy wolni i pragniemy być wolni.

„Dwanaście artykułów”

Niemiecka wojna chłopska 1524–1526. Mapę narysował Peter Palm.

Wstęp

Wojna chłopska w Niemczech była największym powstaniem ludowym na zachodzie Europy przed rewolucją francuską. Niczym potężna zaraza rozprzestrzeniła się z południowo-zachodnich Niemiec na obszary Wirtembergii, Szwabii, Allgäu, Frankonii, Turyngii i Saksonii aż po Alzację znajdującą się dziś na terenie Francji, Austrii i Szwajcarii. W kolejnych regionach formowały się zbrojne oddziały chłopskie, a bunt obejmował nawet odległe od siebie miejsca. W kulminacyjnym momencie w rewoltę zaangażowało się ponad sto tysięcy ludzi (być może znacznie więcej), którzy przyłączali się do rebeliantów, by zbudować nowy świat chrześcijańskiego braterstwa. I przez kilka miesięcy odnosili zwycięstwa. Władza i rządy upadały, znana struktura Świętego Cesarstwa Rzymskiego obracała się w gruzy, obnażając kruchość zastanych hierarchii społecznych i religijnych. Ludzie zaczęli nawet marzyć o nowym porządku.

Ale ten stan rzeczy nie trwał długo. Wiosną 1525 roku „Aufruhr”, czyli „rozruchy” lub „bunt”, jak nazywali te wydarzenia współcześni, osiąg­nęły apogeum, zmiatając wszystko na swojej drodze. W maju sytuacja się odwróciła. Siły panów stłumiły bunt i uśmierciły od siedemdziesięciu do stu tysięcy chłopów. W to krwawe lato życie stracić mógł jeden procent ludności obszaru objętego wojną, co – jak na okres tylko nieco dłuższy niż dwa miesiące – stanowiło ogromną stratę[1].

Mimo że jej zasięg był ogromny, wojna chłopska i jej krwawa klęska popadły w ostatnich latach w zapomnienie. Ludzie pamiętają epokę Marcina Lutra i jego reformację, która na zawsze podzieliła zachodnie chrześcijaństwo na katolików i tych, do których ostatecznie przylgnęło miano protestantów. Wojnę chłopską zaczęto postrzegać jako akt dywersji, przerywnik ważny głównie ze względu na to, co mówi nam o Lutrze, ponieważ to właśnie wtedy Luter wystąpił po stronie książąt, a przeciwko „wściekłym psom”, zbuntowanym chłopom. Od tego momentu reformacja w Niemczech będzie miała charakter konserwatywny. Reformatorzy głównego nurtu sprzymierzą się z władcami, dzięki czemu osiągną swoje cele, a kiedy po wojnie powstanie nowy Kościół, znajdzie on poparcie wśród ludzi władzy.

Jednak nie da się zgłębić ani możliwości procesów reformatorskich, ani ich ograniczeń bez zrozumienia wojny chłopskiej, tej gigantycznej traumy tkwiącej w samym jądrze reformacji. Z drugiej strony idee, marzenia i nadzieje, jakie rozbudziła reformacja, miały wpływ na przebieg i formę wojny chłopskiej. A z kolei samej wojny nie sposób zrozumieć w oderwaniu od odurzającej atmosfery religijnej gorączki, która towarzyszyła rebelii.

Aby zrozumieć, dlaczego tak potężny ruch wykiełkował w niewielkich, pozornie odizolowanych ośrodkach w odległym zakątku cesarstwa, musimy wsłuchać się w to, co napędzało chłopów. To nie przypadek, że zaledwie trzy lata po tym, jak Luter sprzeciwił się cesarzowi i cesarskiemu stanowi posiadania, pierwsi chłopi z majątków panów i opatów postanowili zaprzestać pracy i połączyć siły. W 1520 roku sam Luter napisał krótki, ale przejmujący traktat – jedno z trzech wielkich pism reformacyjnych z tego roku, w których przedstawił swoją myśl teologiczną – zatytułowany O wolności chrześcijańskiej. Okładkę niemieckiego wydania zdobiło otoczone płomieniami słowo „wolność”. Zwolennicy Lutra mogli później utrzymywać, że miał on na myśli wolność duchową, ale faktem było, że wielu chłopów na południowym zachodzie, szczególnie poddanych katolickich klasztorów, konwentów i opactw, które atakował Luter, stanowiło własność swoich panów. Dla nich wolność oznaczała również koniec poddaństwa. Pomimo późniejszego potępienia wojny chłopskiej przez Lutra bez jego idei byłaby ona nie do pomyślenia[2].

Stawiając czoła cesarzowi Karolowi V w Wormacji w 1521 roku, Luter dał niezapomniany przykład oporu. Samotny mnich w pożyczonej sutannie przed audytorium dygnitarzy odzianych w odświętne stroje dokonał konfrontacji z najpotężniejszą potęgą w kraju i wygłosił mowę, odmawiając odwołania swoich słów, dopóki nie przekona go Pismo Święte. Nic dziwnego, że chłopi czerpali z jego myśli dla dobra swojej sprawy. Nic dziwnego, że zakładali, że ich poprze[3].

Ale nie zrobił tego. Pod koniec marca 1525 roku bunt chłopski przerodził się już w ruch masowy, którego żądania znalazły swój wyraz w „Dwunastu artykułach”. Wyszły zapewne spod pióra Sebastiana Lotzera, mieszczanina i kuśnierza, który spisał je na podstawie setek skarg, które różne grupy chłopów formułowały już od wielu tygodni. Pod wpływem Marcina Lutra, kaznodziei Christopha Schappelera, który sam był zwolennikiem szwajcarskiego reformatora Huldrycha Zwingliego, oraz radykalnego ewangelikalizmu Lotzer pomógł przeobrazić zbiór konkretnych, pozornie przypadkowych skarg wobec poszczególnych panów w szeroko zakrojoną wizję teologiczną zgodną z radykalnymi postulatami reformacji. Lokalne spory mogły teraz przerodzić się w ruch masowy, który wyszedł daleko poza indywidualne niesnaski między chłopem a szczególnie okrutnym opatem lub panem. Jednak Lotzer nie był autorem tej myśli teologicznej ani nie był pierwszym, który zastosował ją do stosunków w społeczeństwach rolniczych – zrobili to już sami chłopi, formułując swoje skargi. „Dwanaście artykułów” stało się dokumentem powszechnie uznanym przez ruch, nawet gdy rebelianci nie znali dokładnie jego treści i mimo że w wielu regionach modyfikowano go, dostosowując do lokalnych warunków. Artykuły szybko wydrukowano przy wykorzystaniu nowej technologii, możliwej dzięki wynalezieniu ruchomej czcionki. Pismo trafiło do odbiorców na terenie całych Niemiec. Można je było wziąć do ręki, wskazać każde żądanie i odpowiednie fragmenty Biblii, które dowodziły ich boskiego pochodzenia[4].

Istotną cechą wojny chłopskiej była masowość ruchu. Zbyt długo opisy tej wojny koncentrowały się na jej przywódcach, takich jak Thomas Müntzer z Turyngii, uznany przez Fryderyka Engelsa, a później przez reżim NRD za bohatera rewolucji, rywala reakcyjnego giganta Lutra. W wojnie rzeczywiście brało udział wiele postaci o niezwykle dużym znaczeniu, jak na przykład Götz von Berlichingen, rycerz o żelaznej ręce, który został przywódcą chłopów po tym, jak jego teściowa nie doręczyła mu wezwania jego pana-seniora do walki przeciwko nim – w każdym razie tak właśnie twierdził później w swojej kłamliwej autobiografii, napisanej w wieku 90 lat. Albo Florian Geyer, szlachcic, który również dowodził armiami chłopskimi i został ostatecznie zadźgany przez zamachowca. Albo Czarna Hofmännin, chłopka, która twierdziła, że podburzała chłopskie oddziały i wcierała sobie w buty tłuszcz z ciał pomordowanych szlachciców. Albo „Bauernjörg”[„Jerzy Pogromca Chłopów”], Jerzy (Georg) Truchsess von Waldburg, który dowodził armią panów Związku Szwabskiego i bezlitośnie podpalał zbuntowane wioski[5].

Ale to był ruch społeczny, a nie dramat Wielkich Ludzi. Chłopska strona historii została zapomniana, ponieważ jej bohaterowie jej nie spisali – albo dlatego, że byli niepiśmienni, albo dlatego, że zostali zabici lub straceni podczas wojny. To zwycięzcy – panowie i teologowie głównego nurtu, którzy byli wrogami chłopów – spisali historię tej wojny.

Namiętności i marzenia, które napędzały ruch, mogą wydawać się niejasne, naiwne i wzajemnie sprzeczne. Chociaż historycy próbowali wydestylować ideologię ruchu z programowych pism niektórych jego przywódców, nie był to bunt napędzany przez garstkę pisarzy. Była to masowa walka jednostek, które narażały i często traciły życie, próbując stworzyć nowy świat. Niniejsza książka szeroko omawia burzliwe koleje losu ogromnej liczby ludzi po to, by zrekonstruować ich czyny, słowa i upragnione cele.

Wizja, za którą podążali, dotyczyła relacji człowieka ze stworzeniem. Byli rozsierdzeni, że panowie rościli sobie prawo do posiadania na włas­ność zasobów naturalnych – wody, wspólnej ziemi, lasów i puszcz, podczas gdy były one dziełem Boga, danym wszystkim. Byli rozjuszeni tym, że panowie odebrali im wolność i uzurpowali sobie prawo do ich posiadania, podczas gdy, jak wykazał Luter, Chrystus odkupił nas wszystkich swoją drogocenną krwią, „tak więc Biblia dowodzi, że jesteśmy wolni i chcemy być wolni”. Byli oburzeni rosnącymi nierównościami, które widzieli wokół – poszczególne jednostki, jak Fuggerowie, najbogatsi kupcy świata, gromadziły bogactwa na skalę, jakiej nigdy wcześniej nie widziano. Chcieli, by ludzie żyli jak bracia, powiązani wzajemnymi powinnościami, a nie jak panowie i poddani. Ich ideały miały bezsprzecznie męski charakter, opierały się na więzi między chłopami walczącymi, choć nie oznacza to, że kobiety ich nie popierały. Pragnęli, by decyzje podejmowano kolektywnie, a zasobami naturalnymi chcieli rozporządzać z szacunkiem dla środowiska stworzonego przez Boga[6].

Żeby zrozumieć ich bunt, musimy przywołać świat, w którym zwierzęta – takie jak woły, konie, krowy, świnie, owce i drób – żyły blisko ludzi, a kaprysy pogody miały znaczenie niewyobrażalne dla współczesnych pokoleń. Związek między pracą, zbiorami i pożywieniem był oczywisty, a nie zapośredniczony przez potężne przedsiębiorstwa i złożone procesy przemysłowe. Energia konieczna do napędzania maszyn pochodziła z wody, drewna i węgla drzewnego, a jasne było, do kogo należą te zasoby i kto ograniczał do nich dostęp.

Pomimo sojuszu sił sprzysiężonych przeciwko sobie przez większość wojny chłopi nie uciekali się do przemocy; upokarzali, ale nie zabijali swoich panów. Kwestionowali ustalony porządek akurat w okresie ekspansji kapitalizmu i odkryć geograficznych dokonywanych przez Europejczyków, ale niekoniecznie chcieli obalić wszelką władzę. Jednak to władze pokonały chłopów, tłumiąc ich ruch. Na jego gruzach stworzyły architekturę współczesnego świata.

Historia chłopów ma dziś dla nas znaczenie. Może nam pomóc odnaleźć nowe odpowiedzi na pytania, które dotkliwie nas dręczą. Historia ta obrazuje też wizję radykalnej reformacji, której teologiczne, społeczne i polityczne postulaty mogły skierować historię na zupełnie inne tory. Taką reformację straciliśmy z oczu i dlatego musimy zrozumieć, co kierowało działaniami chłopów. Ponieważ to, co było ważne dla nich, ma znaczenie również dla nas.

Część pierwszaJesień

Hans Wertinger,

Wrzesień

(Landshut, 1525–1526), Germanisches Nationalmuseum (Germańskie Muzeum Narodowe), Norymberga.

Hans Behem z piszczałką i bębnem, podczas wypasu owiec, kiedy ukazała mu się Dziewica Maryja. Obraz na drzeworycie ma zaskakująco pozytywne przesłanie, jakby zachęcał do pielgrzymki. ART Collection / Alamy Stock Photo.

Rozdział 1Zalążki

Wojna chłopska nie wzięła się znikąd. Od końca XV wieku raz po raz wybuchały bunty i wnoszono przeciw panom skargi oraz stawiano ich przed sądem, ale żadna z tych rebelii nie dorównywała wojnie chłopskiej pod względem rozmiarów, zasięgu czy wizji. Najbardziej dramatycznym zrywem był ruch religijny, którego kulminację stanowiły masowe zamieszki u stóp ogromnego zamku biskupa w Würzburgu.

Zaczął się on w 1476 roku od pewnej wizji. W małej frankońskiej wiosce Niklashausen pasterz Hans Behem ogłosił, że otrzymał rozkazy od Matki Boskiej. Nakazała mu: „Powiedz wszystkim ludziom, że mój syn pragnie i nakazuje, aby wszystkie cła, podatki, prace przymusowe, obciążenia i opłaty, których żądają prałaci, książęta i szlachta, zostały całkowicie i natychmiast zniesione. Niechaj zaprzestaną uciskania biednych”. Behem był nie tylko pasterzem, ale i doboszem, jednak Maryja zażądała, aby porzucił to motywowane próżnością zajęcie, spalił swoją piszczałkę i bęben i zajął się prawieniem kazań. Wezwał słuchaczy do pokuty i wyrugowania ze swojego życia próżności – nawoływał do niszczenia butów, eleganckich ubrań i biżuterii. Wkrótce po nocy Walpurgi (30 kwietnia) w dolinie rzeki Tauber w okolicy Niklashausen zaczęły gromadzić się tłumy ludzi ze świecami i ofiarami, którzy chcieli zobaczyć wizjonera. Wokół Dobosza z Niklashausen narodził się wielki ruch pielgrzymkowy[7].

Wkrótce zaniepokojony miejscowy biskup powiadomił arcybiskupa Moguncji. Behem zaczął krytykować Kościół. Jego wizje zawierały rewolucyjne żądania świata bez podatków, opłat i dziesięcin. Najświętsza Panienka powiedziała mu, że pola i lasy mają być wspólną własnością. Na początku lipca, po tym, jak tłumy pielgrzymów wkroczyły wraz z Behemem do Eichstätt, do akcji wkroczył biskup Würzburga. 13 lipca, gdy pielgrzymi tłoczyli się w Niklashausen, biskup Rudolf rozkazał aresztować dobosza i doprowadzić go do swojego zamku – twierdzy Marienberg. Przerażeni pielgrzymi pod przywództwem tamtejszego rycerza, Konrada von Thunfelda, ruszyli masowo na Marienberg, aby ocalić dobosza. Około szesnastu tysięcy ludzi maszerowało przez całą noc, by wczesnym rankiem dotrzeć do mostu nad Menem. „Oddajcie nam Młodzieńca – krzyczeli – zwróćcie świętego i niewinnego człowieka, bo inaczej zniszczymy twierdzę i miasto”[8].

Tłum z pewnością wierzył, że objawi się sama Matka Boska i zwróci im dobosza. Ale po długim impasie Maria nie zstąpiła na ziemię. Gdy część tłumu odstąpiła, otworzono wrota zamku, a ludzie biskupa zaczęli strzelać do tych, którzy się jeszcze nie poddali. Zgromadzeni na przewężeniu przy moście stanowili łatwy cel. Wielu zginęło, a setki trafiły do niewoli. Chłopska krew znaczyła ścieżkę prowadzącą do twierdzy, w której biskup po cichu dokonał spalenia Dobosza z Niklashausen, uznanego za heretyka. W tym właśnie miejscu po niemal pięćdziesięciu latach dogaśnie również płomień wojny chłopskiej[9].

Na tym drzeworycie ze słynnej

Kroniki świata

Hartmanna Schedela widać twierdzę Marienberg górującą nad miastem Würzburg. Würzburg, Schedelsche Weltchronik, 1493.

Jednak choć dobosz poniósł klęskę, nie popadł w zapomnienie, a jego bunt nie był jedynym. W Schwarzwaldzie i Wirtembergii chłopi byli przyzwyczajeni do podważania autorytetu władzy. Pozywali swoich panów do sądu, organizowali strajki czynszowe i odmawiali pracy. Sprzeciwiali się składaniu drobnych dowodów wierności – na przykład daniny w postaci kury postnej – które kosztowały niewiele, ale symbolizowały niewolę. W 1493 roku w pobliżu Schlettstadt w Alzacji wybuchł bunt, podczas którego domagano się wydalenia Żydów (obwiniano ich o pobieranie wygórowanych odsetek), ograniczenia dochodów księży i reformy wymiaru sprawiedliwości. Chłopi tworzyli tajne związki, do których przynależność wymagała złożenia przysięgi i które organizowały zgromadzenia w charakterystycznych punktach orientacyjnych, takich jak wzgórze Ungersberg. Podobno przysięga wymagała wzniesienia trzech palców i narysowania łopatą koła na ziemi; ci, którzy znajdowali się wewnątrz koła, dołączali do związku[10].

Ponieważ symbolem tych buntów były buty, przylgnęła do nich nazwa buntów Bundschuh. Nazwa stanowi grę słów i odnosi się do wyrazu „Bund”, związku ludzi „powiązanych” ze sobą, a także do słowa „Bundschuh”, oznaczającego but wykonany z taniej skóry, jakie zazwyczaj nosili chłopi, wiążąc te ciżmy do nóg za pomocą długich skórzanych rzemyków. To obuwie nieokrzesanego, prymitywnego ludu było najprostszym z możliwych, nie wymagało szewskiego kunsztu i nie miało nic wspólnego z bajecznymi skórzanymi butami, jakie nosiła szlachta. By ostrzec swych odbiorców przed nadciągającym niebezpieczeństwem zbuntowanych chłopów, wystarczyło, że autor drzeworytu przedstawił flagę z chłopskim butem.

Na przełomie wieków powstania wybuchały często. W 1491 roku objęły okolice Kempten i kilka innych miejsc, gdzie władzę sprawowały instytucje klasztorne, a w 1493 roku okolice Schlettstadt w Alzacji. W 1502 roku w regionie Spiry doszło do znacznie poważniejszego powstania, któremu przewodził nieustraszony chłopski rewolucjonista Joss Fritz. Bunt ten miał również wymiar religijny, ponieważ każdy, kto do niego dołączał, musiał uklęknąć i pięć razy odmówić Ojcze nasz i Zdrowaś Mario. Hasło buntowników brzmiało: „Bóg cię błogosławi, bracie. Jak się miewa świat?”. Odpowiedź: „Nie możemy uwolnić się od plagi księży”. Pobożność szła w parze z głęboko zakorzenionym antyklerykalizmem[11].

Dziesięć lat później ten sam Joss Fritz brał udział w wielkim powstaniu, które zaplanowano na jesień 1513 roku w regionie Breisgau niedaleko Fryburga. Jego uczestnicy wywiesili niebiesko-białą flagę ozdobioną wizerunkami Chrystusa na krzyżu, Maryi i Jana Chrzciciela, papieskimi i cesarskimi insygniami oraz przedstawieniem klęczącego chłopa; po drugiej stronie umieszczono Bundschuh. Rebelianci żądali równego dostępu do lasów, puszcz i wody, domagali się, by prawo do połowu ryb i polowań na zwierzynę i ptactwo obejmowało zarówno bogatych, jak i biednych, by ograniczyć dochody klasztorów i konwentów oraz wysokość odsetek od zaciągniętych pożyczek, by dwór cesarski w Rottweil i sądy kościelne zostały pozbawione jurysdykcji nad chłopami oraz by jedynymi panami pozostali papież i cesarz. Plany rewolty zdradzono, a bunt nigdy nie doszedł do skutku, ale Fritz nie ustawał w budowie siatki powstańców łączącej wsie i małe miasta w całym regionie[12].

W tym samym roku chłopi z sąsiedniej Wirtembergii zorganizowali się przeciwko swojemu władcy, księciu Ulrykowi, który w roku nieurodzaju próbował podnieść podatki, a następnie zastosował wybieg polegający na zaniżeniu wagi odważników, podczas gdy ceny towarów pozostały niezmienione. Chłopi przeprowadzili „próbę” nowego odważnika, wrzucając go do rzeki, a kiedy zatonął, doszli do wniosku, że jest nielegalny. Buntownicy nazwali siebie „Biednymi Konradami”, terminem, jakiego pobłażliwie używała szlachta w odniesieniu do biedoty, który odtąd sami traktowali z dumą. Poparł ich lekarz z Marbach, Aleksander Seitz, który w 1514 roku został skazany na śmierć, choć ocalił życie, uciekając do Szwajcarii. Władze stłumiły bunt, biorąc do niewoli aż 1700 chłopów, których przed pokazowym procesem przez wiele godzin przetrzymywano w skwarze w tym samym miejscu, w którym po raz pierwszy zorganizowali nielegalne zgromadzenie. Po przybyciu książąt chłopi na klęczkach błagali o litość i zwrócono im wolność pod warunkiem oddania broni, choć czterech „przywódców” bezzwłocznie ścięto. W kolejnych dniach w miastach stracono kilku kolejnych rebeliantów, m.in. w Schorndorfie, gdzie głowę mężczyzny zatknięto na szczycie miejskiej wieży, oraz w Stuttgarcie, gdzie egzekucji przez ścięcie dokonano na rynku. A jednak pod pewnymi względami bunt zakończył się sukcesem: książę Ulryk musiał wycofać swoje odważniki. Zaledwie pięć lat później zostanie zdetronizowany przez wojska Związku Szwabskiego, militarno-politycznej organizacji książąt, miast i biskupów na południowym zachodzie[13].

Niestrudzony Joss Fritz najwyraźniej próbował ponownie wzniecić bunt w 1517 roku, ale powstanie udaremniono, zanim w ogóle zdążyło się rozpocząć. Nie mogąc pojmać wszystkich spiskowców, władze widocznie uznały, że rebelianci nadal cieszą się poparciem w Schwarzwaldzie, Wirtembergii i Alzacji, choć te wnioski być może odzwierciedlały raczej niepokój rządzących, a nie realne zagrożenie. Buntownicy kontynuowali tajną działalność i podobno posługiwali się tajnym znakiem – kciukiem w prawej pięści – oraz hasłem „To jest dobre” („Das ist gut”) – sformułowaniem wesołym i pozornie niewinnym. Choć bunty, które nastąpiły po spaleniu Dobosza z Niklashausen, nie posunęły się daleko, mogły dla rebeliantów stanowić praktyczną i przydatną w późniejszym czasie lekcję tworzenia siatki organizacyjnej, przekazywania informacji i zdobywania poparcia[14].

Dla jego krytyków powstanie Dobosza z Niklashausen z 1476 roku stało się symbolem wszystkiego złego, co wiąże się z buntami. Już w 1494 roku Sebastian Brant, mieszkający wówczas w Würzburgu, opublikował należący dziś do klasyki Okręt błaznów, w którym zawarł rozdział zatytułowany „Lekceważenie Pisma”. Wydrwił w nim właśnie „Muzykanta z Niklashausen” z jego „kapliczkami” i „celami”, ponieważ według Branta był on głupcem ignorującym Pismo Święte, skoro sądził, że można pytać zmarłych o wieści o życiu pozagrobowym, i ustanowił siebie autorytetem w sprawach piekła i nieba. W ten sposób Brant powiązał „głupców”, błędnie interpretujących Pismo, z powstaniami chłopskimi – nie tylko z Niklashausen, ale także z innymi buntami wiejskimi swoich czasów[15].

To skojarzenie miało moc oddziaływania. W 1506 i ponownie w 1514 roku würzburski opat i historyk Johannes Trithemius napisał historię ruchu z Niklashausen, sprowadzając Behema, pasterza-dobosza, do roli zwykłego hodowcy świń. Również Trithemius nazwał zwolenników Behema „głupcami” i kpił, że używali kłaczków z czapki Dobosza jako lekarstwa i traktowali je jak święte relikwie. Daty powstania tych pism nie były przypadkowe, ponieważ w 1506 roku doszło do buntu w Schwarzwaldzie, a w latach 1513–1514 bunt „Biednego Konrada” wstrząsnął Wirtembergią.

W 1514 roku rymowany pamflet o okręcie błaznów z Bundschuh zawierał drzeworyt przedstawiający fantastyczny statek z dwiema parami butów płynących w przeciwnych kierunkach. Johannes Adelphus,

Narrenschiff vom buntschuch

(Augsburg), 1514, karta tytułowa, Staatsbibliothek München (Biblioteka Państwowa w Monachium).

W tych buntach i reakcjach na nie widać już wzorce, które zarysują się również dwanaście lat później. Choć ich zarzewiem była trudna sytuacja chłopów, dzięki buntom doszło do koalicji mieszczan i wieśniaków, a by zwiększyć liczbę członków, tworzono związki i ligi. Ważna w nich była koncepcja sprawiedliwości wywiedziona z przekazu religii, ale równie istotny był antysemityzm. Sztandary często miały charakter religijny, przedstawiając w szczególności Maryję, ale także Chrystusa, Jana Chrzciciela i św. Jerzego. Buntownicze nastroje opanowały Schwarz­wald, Wirtembergię i Alzację. W tych samych miejscach w 1525 roku powstańcy będą tam odnosić sukcesy.

Wcześniejsze bunty od tych z 1524 i 1525 roku różniły się poziomem ambicji. Dawniejsi buntownicy brali na celownik konkretne nadużycia i podatki, a nie obowiązujący ustrój jako taki. Wiele buntów z łatwością stłumiono, zanim zdążyły się na dobre rozpocząć – było wielu zdrajców, którzy wydali ich plany władzom, i nie jest jasne, na jak duże poparcie tak naprawdę mogli liczyć ich uczestnicy. W rzeczywistości strach przed buntami mógł być silniejszy niż one same. Chociaż kwestie religijne były dla nich istotne, bunty nie miały charakteru przede wszystkim antyklerykalnego; w Wirtembergii bunt Biednego Konrada skierowano przeciwko księciu Ulrykowi, a nie przeciwko Kościołowi ani nawet przeciwko szeroko pojętej szlachcie, i nie miał on ogólnego uzasadnienia teologicznego. Wczesne bunty miały znacznie bardziej ograniczony zakres geograficzny. W stosunkowo spokojnym kolejnym dziesięcioleciu można by pomyśleć, że siły rebeliantów zostały wyczerpane, a ich kampanie dobiegły końca, gdyż chłopi zaczęli znowu pozywać swoich panów sądownie, zamiast ryzykować bunt. Ale byłby to błędny wniosek.

Wojna chłopska z lat 1524–1525 była znacznie poważniejsza i miała szerszy zasięg niż wcześniejsze bunty spod znaku Bundschuh, a to ze względu na wpływ Marcina Lutra, na początek reformacji i na wynikającą z niej atmosferę religijnego wrzenia. Od samego początku idee Lutra budziły zapał i porywały ludzi. Jego 95 tez, które zapoczątkowały reformację w 1517 roku, drukowano na pojedynczych arkuszach papieru o wymiarach około 30 na 45 cm, które można było przytwierdzić zarówno do ścian i murów, jak i do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze. Wezwanie do pokuty stanowiło atak na Kościół i papiestwo, które sprzedawały zbawienie i okradały biednych. W ciągu kilku tygodni tezy zdobyły powszechną popularność, a po przetłumaczeniu ich z łaciny na niemiecki pojawiły się na ulicach Norymbergi, gdzie mogli zapoznać się z nimi ci, którzy łaciny nie znali. Przesłanie Lutra podważało zastany porządek i miało aspekt emancypacyjny. Luter podkreślał, że Chrystus przyszedł nie po to, by nieść pokój, ale dzierżąc miecz, jak to ujęła Ewangelia według świętego Mateusza. Precz więc z wszystkimi prorokami, którzy „usiłują zaradzić katastrofie mojego narodu, mówiąc beztrosko: Pokój, pokój, a tymczasem nie ma pokoju!” (Jr 6,14) – pisał, chwaląc tych, którzy głosili wiarę w krzyż[16].

Dziewięćdziesiąt pięć tez stanowiło dopiero początek. W 1520 roku Luter napisał pismo Do szlachty chrześcijańskiej narodu niemieckiego o poprawie stanu chrześcijańskiego, mocną polemikę, w której wyjaśnił, co jego idee oznaczały dla społeczeństwa laickiego i co powinni teraz zrobić ludzie świeccy. Za pomocą od dawna uznawanych prawd i zasad szybko uporał się z pielgrzymkami, kultem świętych i życiem zakonnym, sugerując nawet, że duchowni powinni mieć prawo do zawierania małżeństw. Wydane po łacinie w tym samym roku pismo O niewoli babilońskiej Kościoła było być może jeszcze bardziej rewolucyjne, ponieważ atakowało papieża bezpośrednio jako Antychrysta i potępiało papieski dwór „kurtyzan”. Luter ogłosił, że sam Chrystus nalegał, aby ludzie świeccy przyjmowali komunię pod obiema postaciami – opłatka i wina. Wino mszalne nie powinno być zarezerwowane wyłącznie dla duchowieństwa. Jakby rozmawiając z czytelnikiem, wyjaśnił: „Ale co jednak ma dla mnie największą wagę i jest dla mnie całkowicie rozstrzygające, to słowa Chrystusa: »To jest Krew moja, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów«. Widzicie tu bardzo wyraźnie, że krew jest dana wszystkim tym, za których grzechy została przelana. Lecz któż odważy się powiedzieć, że nie została przelana za ludzi świeckich? I czy nie widzicie, do kogo się zwraca, podając kielich? Czyż nie daje go wszystkim?”[17].

Luter przejął i rozwinął idee krytyki społecznej i politycznej, które zostały sformułowane na sejmach cesarskich, tzw. Gravamina, czyli skargi narodu niemieckiego, i zadbał o to, by zwracać się do zwykłych ludzi po niemiecku. Inna broszura z 1520 roku, O wolności chrześcijańskiej, wydana po niemiecku, zataczała szerokie kręgi i rozmyślnie była przeznaczona, jak to ujął Luter, dla „ludzi prostych”, „albowiem takim tylko służę”. Zaczyna się od paradoksu, że „1. Chrześcijanin jest całkowicie wolnym panem wszystkich rzeczy, nikomu nie podległym. 2. Chrześcijanin jest najuleglejszym sługą wszystkich rzeczy i wszystkim podległy”. Terminy, w których przedstawił tę sprzeczność, same w sobie były uderzające – chrześcijanin jest nie tylko wolny, ale jest panem (Herr) wszystkich rzeczy. Herr to niemieckie słowo oznaczające feudalnego suwerena. A mimo to chrześcijanin ma również obowiązek służenia wszystkim – sformułowanie to podważało zasadność kościelnego przepychu i dostatku. Ale najbardziej rewolucyjnym słowem było „Freiheit”, czyli wolność. Luter pisał: „Jedyna rzecz jest potrzebna do życia, sprawiedliwości i wolności chrześcijańskiej – nieskażone Słowo Boże, Ewangelia Chrystusowa”. Luter miał oczywiście na myśli „wolność” w sensie religijnym, ale nawet to twierdzenie było prowokacyjne, a buntownicy wzięli sobie do serca nacisk na wolność. Kiedy chłopi opracowali swój program, dwanaście artykułów, znany był on jako „Artykuły chrześcijańskiej wolności”, a „ewangelia, ewangelia, ewangelia” stało się ich mantrą[18].

Jeszcze silniejszy oddźwięk miało przekonanie Lutra, że Kościół bronił ludziom dostępu do czegoś cennego. Chrystus odkupił nas swoją drogocenną krwią, a jednak to właśnie wino mszalne, zarezerwowane wyłącznie dla duchowieństwa, trzymano z daleka od osób świeckich. W parafiach i wspólnotach w całych Niemczech mianowano pierwszych kaznodziejów ewangelickich, a ludzie świeccy po raz pierwszy przyjmowali komunię pod postacią wina. To nowe i nieoczekiwane doświadczenie musiało utwierdzić ich w przekonaniu, że do tej pory oszukiwano ich i pozbawiano tego, czemu zawdzięczali wolność. Gdy fundacje religijne, które finansowano z pieniędzy pochodzących z odpustów lub mszy, zostały rozwiązane, nagle pojawiły się nowe środki. Stanowiły bogactwo, które można było przeznaczyć na wsparcie biednych lub budowę szkół. Reformy społeczne i religijne szły zatem ramię w ramię.

W 1521 roku pewien autor porównał nawet podróż Lutra na sejm w Wormacji, którą odbył, by bronić swoich dzieł przed cesarzem i zgromadzonymi stanami cesarstwa, do podróży samego Chrystusa. Okładka innej broszury, opisującej „Pasję” Marcina, została zilustrowana drzeworytem dzielnego zakonnika. Luter stał się bohaterem, a na okładce jeszcze innej broszury przedstawiono go podczas walki z papieżem, kardynałami i cesarzem. Został przedstawiony jako wojownik, podobnie jak wcześniej ewangelicki chłop. Wieści o tych wydarzeniach rozeszły się po karczmach, salach obrad i łaźniach, docierając zarówno do piśmiennych, jak i analfabetów. Kiedy więc Luter pisał o wolności, trudno było oskarżyć chłopów o celowe wypaczenie jego myśli. W tym wczes­nym okresie wydawało się, że świat można zbudować na nowo, zgodnie z ewangelickimi zasadami. Broszury przedstawiające ewangelickiego chłopa sprzedawano razem z dziełami Lutra, przeznaczonymi na ten sam rynek. Wolność była kwestią zarówno świecką, jak i religijną[19].

Na początku lat dwudziestych XVI wieku, kiedy w licznych miastach i wioskach na terenie całego cesarstwa idee Lutra zaczęto wcielać w życie, chłopa, tak niedawno jeszcze traktowanego jako zagrożenie, zaczęto postrzegać jako cnotliwego, gorliwego bojownika o ewangelię. W tekście opowiadającym się za prymatem Pisma Świętego nad bullami papieża i soborami biskupimi reformator Andreas Karlstadt dowodził: „twierdzę (…) że Pismo Święte jest ważniejsze niż sobór powszechny i jeśli chłop przy pługu mógłby wskazać soborowi werset Pisma Świętego (…) sobór powinien ustąpić miejsca chłopu i oddać mu cześć ze względu na Pismo Święte”. Zwolennicy Lutra zachęcali zwykłych ludzi do czytania Biblii po niemiecku, dając do zrozumienia, że mądrością dorównują lub nawet przewyższają teologów z wykształceniem uniwersyteckim, którzy dzielą włos na czworo, analizując bez końca nieistotne kwestie. Sam Karlstadt odrzucił swoje tytuły akademickie i zaczął nosić się po chłopsku. Ludzie świeccy zaczęli publikować broszury wzywające do przemian religijnych; popularność zyskały „dialogi”, w których chłopi przewyższali rozumem mnichów, księży czy akademików. Kaznodzieja z Waldshut, Balthasar Hubmaier, twierdził: „Kto nie szuka chleba w pocie czoła, powinien być wyklęty, niegodny pokarmu, który spożywa”. W 1521 roku sam Luter odkrył swoje wiejskie korzenie, zatrzymując się we wsi Möhra w drodze do Wartburga po sejmie w Wormacji, aby spotkać się ze swoimi krewnymi. Wydawało się, że każdy chce być chłopem[20].

Strona tytułowa, Diepold Peringer,

Ain Sermon geprediget vom Pawren zu Werdt

, 1524, Bayerische Staatsbibliothek, Monachium.

W 1522 roku niepiśmienny chłop z wioski Wöhrd, Diepold Peringer, zaczął głosić ewangelię, przyciągając wielkie tłumy. Jego kazania drukowano, a on sam stał się swego rodzaju sensacją, lecz został zdemaskowany jako duchowny-rebeliant, który z całą pewnością umiał czytać i pisać. Jego historia wiele mówi o gorączkowym klimacie początku lat dwudziestych XVI wieku: takie czasy wymagały niezwykłego chłopa-kaznodziei. Broszurom Peringera towarzyszyła zazwyczaj ilustracja – wizerunek pewnie stojącego mężczyzny w chłopskim kapeluszu i w butach. Ale nie były to wiązane sznurkiem do nóg buty typu Bundschuh. Były to raczej buty lepszej jakości, które nie budziły już takiej grozy, podobnie jak sztylet u boku postaci. Chłop patrzył wprost na czytelnika, jakby jeden chrześcijanin chciał nawiązać kontakt z drugim. To przedstawienie „chłopa ewangelickiego” było tak powszechne, że jego popularność dorównywała nawet popularności wizerunku samego Lutra, którego twarz widniała na okładkach wielu jego dzieł we wczesnych latach jego działalności. Fikcyjna postać „Karsthansa” – prostego chłopa-kaznodziei, który potrafił stawić czoła biskupom i papieżom – zaczęła pojawiać się w drzeworytach czasów reformacji. Wkrótce doczekał się on swojego odpowiednika w życiu realnym – w 1523 roku w Alzacji wędrowny kaznodzieja znany jako Karsthans miał podobno głosić „pogląd luterański”. Przez ten krótki okres chłopi byli więc modni, postrzegani jako indywidualiści o własnych poglądach, a nie bezosobowy, zwierzęcy tłum. Na drzeworytach propagandowych reformacji ukazywano ich jako prawdziwych obrońców ewangelii, z książkami w dłoniach i toczących spory z mnichami i księżmi[21].

Jedna z idei Lutra w szczególności wpłynęła na przebieg wojny chłopskiej: jego pojmowanie kapłaństwa. Luter twierdził, że kapłani nie stanowią odrębnej kasty ludzi, oddzielonych od świeckich poprzez sakrament święceń. Uznawał natomiast, że każdy wierny jest kapłanem, a wspólnota – „wspólnotę polityczną” i „zbór” określa się w języku niemieckim tym samym słowem – miała wyznaczyć swojego kaznodzieję. Były to koncepcje wywrotowe, ponieważ Kościół niemiecki w latach dwudziestych XVI wieku podlegał złożonemu systemowi praw własności. Lokalnego księdza mogli wyznaczać władcy, których siedziba znajdowała się w dużej odległości – wystarczyło, że akurat posiadali prawa beneficjum i pobierali dochody, jednak mogli nawet nigdy w danym miejscu nie być.

Sytuacja nabrzmiała jesienią 1524 roku, kiedy ludzie zapragnęli słuchać ewangelii. Lud znienawidził kapłanów niechętnych nowej ideologii, a kongregacje poszukiwały „pobożnych” kaznodziejów, którzy mogliby ich zastąpić. Luter początkowo postulował przyznanie wspólnotom prawa do wyznaczania własnych pastorów, ale szybko uznał, że mogą one korzystać z tego przywileju tylko pod warunkiem zapewnienia środków na utrzymanie pastora. Nie można było na ten cel przeznaczyć dziesięcin, ponieważ prawo do ich poboru mieli właściciele, których prawo własności należało szanować. Luter zdawał sobie sprawę, że jego propozycja jest nierealistyczna. Społeczności wiejskie nie miały pieniędzy, by opłacać kaznodzieję, więc musiały zadowolić się tym, co miały. W istocie, gdyby miasta i społeczności wiejskie posłuchały rady Lutra, skutecznie powstrzymałoby to reformację, chyba że sam władca przejąłby na siebie wydatki i utworzył kościół terytorialny. W tamtym momencie takiego rozwiązania nie brano pod uwagę – nawet pan samego Lutra nie opowiedział się za reformacją. Jeśli właścicielem lokalnego duszpasterstwa był klasztor, obecność ewangelickiego kaznodziei nie leżała w jego interesie, a zatem konflikt ze zgromadzeniem zainspirowanym nowymi ideami był nieunikniony. Tymczasem lokalne społeczności, które chciały usłyszeć Słowo Boże, nie miały żadnego rozwiązania.

Diepold Peringer,

Des Christlichen Pawern getrewer Rath

, Norymberga 1524. Bayerische Staatsbibliothek, Monachium.

W październiku 1524 roku, tuż po pierwszych buntach wojny chłopskiej, ukazała się broszura, która miała być kontraktem dla nowego pastora z Wendelstein koło Schwabach. Do odbiorcy zwracano się w niej per „ty”, co brzmiało lekceważąco, i oznajmiano w niej wprost: „Dlatego nie będziemy cię uznawać za pana, lecz jedynie za sługę gminy, tak że nie ty będziesz nam rozkazywał, lecz my tobie”. Wydrukowana w Norymberdze broszura stanowiła wzór nowego rodzaju kontraktu między pastorem a parafią. Broszura rzekomo zawierała warunki zatrudnienia nowego pastora, które gmina wiejska i sołtys przedstawili urzędnikom w Schwabach. Wbrew zasadom własności beneficjów, a nawet wbrew wszelkim władzom politycznym, gmina samodzielnie sporządziła kontrakt. Broszura niemal na pewno była dziełem lokalnego zwolennika reformacji, pogrążonego w zaciekłym konflikcie ze swoim bratem, księdzem katolickim. Wynikało z niej jednak, ile można zdziałać, jeśli społeczność zdecyduje się wziąć sprawy w swoje ręce. Jak później ujęła to gmina Seewen w pobliżu Solury: „Chcemy, aby ksiądz naszego ludu miał odpowiedni, godziwy dochód dla dwojga, a nie żebrał od nas jak dawniej”. Chcieli, żeby miał wystarczająco dużo pieniędzy, by utrzymać żonę, zamiast żyć z konkubiną, i byli gotowi za to zapłacić[22].

Peter Vischer,

Alegoria Reformacji

, 1524. Luter przedstawiony jest jako nagi Herkules prowadzący bohaterskiego chłopa; postaci kobiece reprezentują cnoty i kluczowe idee luterańskie. Kościół rzymski leży jak roztrzaskany kolos. Szkic, pochodzący z kolekcji Johanna Wolfganga von Goethego, można zobaczyć w jego domu w Weimarze. Za uprzejmą zgodą Goethe-Nationalmuseum Weimar.

Wśród buntowników silny oddźwięk wywołała również inna myśl Lutra, mianowicie jego twierdzenie, że „życie mnisie” nie jest dobrą pracą. Nie czynił rozróżnienia między zakonnikami a mnichami, raczej lubił stroić sobie żarty z ogromnej różnorodności zakonów. Modlitwy, medytacji czy odprawiania godzinek nie ceniono już jako usług świadczonych przez mnichów na rzecz całego społeczeństwa. Liczba powołań monastycznych gwałtownie spadła, a w ciągu kolejnych lat wielu byłych mnichów, mniszek i zakonników po prostu opuściło swoje klasztory. Gdy Luter wrócił z Wartburga, zastał klasztor w Wittenberdze pusty, pozostał tylko on i jeszcze jeden mnich, i chociaż sam przez jakiś czas pozostał mnichem, wielu innych zdjęło habity. Klasztory pustoszały na terenie całego cesarstwa[23].

Utrata pozycji przez klasztory miała ogromne reperkusje społeczne i gospodarcze, zarówno w miastach, jak i na wsi, gdzie klasztory kontrolowały rozległe połacie ziemi. Wiele zakonów było bogatymi i wpływowymi właścicielami ziemskimi. Zakony posiadały imponujące budynki, magazyny pełne zboża, piwnice pełne wina, stawy pełne ryb potrzebnych podczas Wielkiego Postu i w każdy piątek, biblioteki wypełnione książkami i mnóstwem dokumentów. Udzielały pożyczek, powiększały swoje grunta i posiadały nieruchomości w miastach, często w centralnych lokalizacjach[24]. Niektóre klasztory pełniły funkcję lokalnych właścicieli ziemskich i posiadały własny system sądów kościelnych. Liczne sprawowały władzę nad niewielkimi terytoriami lokalnymi i zostały włączone w systemy polityczne cesarstwa jako niezależne byty. Niektóre, jak Krzyżacy, były zakonami rycerskimi, do których należeli zarówno kapłani, jak i rycerze. Założone podczas krucjat, nadal pełniły rolę sił kolonizacyjnych, podporządkowując sobie „pogańską” ludność miejscową. Wszystkie miały własne struktury władzy na szczeblu lokalnym, regionalnym, ponadregionalnym, aż po międzynarodowy.

Upadek instytucji kościelnych oznaczał, że chłopi, spośród których wielu było poddanymi biskupów, opatów, klasztorów i konwentów, stanęli w obliczu bezprecedensowej sytuacji, w której ich dawne pretensje do rządzących mogły nagle zostać zaspokojone. W aparacie władzy powstała próżnia, a rozproszone grupy mnichów, którzy pomimo reformacji pozostali w budynkach z pustymi celami, w znacznej mierze utraciły wysoki status społeczny. Skoro życie poświęcone modlitwie i kontemplacji nie miało sensu, skoro żebractwo i śluby ubóstwa miały zostać odrzucone, to jaką funkcję społeczną pełnili mnisi? Upadek klasztorów rozpalił głęboko zakorzenioną nienawiść wobec mnichów i mniszek, którzy mieszkali w tych bogatych gmachach, rozsianych po wsiach i zależnych od pracy miejscowych chłopów. Były namacalnym świadectwem skupienia w jednym miejscu władzy i bogactw, które można było spożytkować inaczej. Mnisi reprezentowali nierówność i wyzysk, a teraz ich pobożność została zdemaskowana jako religijne oszustwo. Antyklerykalizm i wrogość wobec idei życia zakonnego – antymonastycyzm – były dodatkowo podsycane przez zaciekłe polemiki byłych mnichów i nielicznych byłych mniszek, którzy teraz odrzucali swoje dawne życie i dawną tożsamość. Jeśli klasztor posiadał prawo patronatu wobec lokalnego kościoła i odmawiał mianowania księdza ewangelickiego lub wprowadzenia „głoszenia ewangelii”, nienawiść do klasztorów podsycał ewangeliczny żar. A w miastach, gdzie aktywnie działali kaznodzieje reformacji, łatwo było wzniecić gniew przeciwko mnichom katolickim, którzy głosili starą doktrynę.

Trudno było odróżnić pretensje o charakterze religijnym od tych o podłożu ekonomicznym. Klasztory zajmowały cenne grunty w miastach, a ich stodoły, nierzadko w widocznych miejscach, wypełniało oddawane w ramach dziesięciny ziarno, podczas gdy ceny zboża rosły. Zakony posiadały kościoły i „domy miejskie”, zgromadzone przez nie bogactwa kłuły w oczy mieszkańców zatłoczonych miast. Wspólnoty zakonne były zwolnione z podatków, zakonnicy nie byli obywatelami i nie musieli pełnić służby wartowniczej; często również ich wyroby, takie jak piwo, nie były objęte podatkiem, co dawało im kolejną przewagę ekonomiczną. Dla przykładu, cysterskie opactwo Grünhain w Zwickau warzyło piwo konkurencyjne wobec piwa wytwarzanego przez miejscowych. Potężne budynki miejskie opactwa stały się celem brutalnych ataków. W Heilbronnie ogromna posiadłość w samym mieście oraz dodatkowe placówki w jego okolicy stanowiły własność Krzyżaków, natomiast w Mühlhausen ich zwierzchności podlegały dwa największe kościoły parafialne; mieli tam też dwa wytworne domy – jeden w centrum, a drugi w dolnym mieście. W grudniu 1523 roku rozwścieczone kobiety z Mühlhausen, uzbrojone w noże, zagnały do kościoła nieszczęsnego krzyżackiego księdza, Johannesa Textora. Żądania, aby przysłać ewangelickich kaznodziejów, mogły w ten sposób łatwo przerodzić się w ataki na zakonników i klasztory, a ich kuszące bogactwa mogły zostać wykorzystane do finansowania nowych pomysłów, które przysłużyłyby się całej społeczności. Poczucie sprawczości, podlane goryczą i wściekłością na gromadzące dobytek zakony, mogło zapoczątkować radykalne działania[25].

Wszystkie te pretensje oraz wywołane nimi emocje niemal sięgnęły zenitu w 1524 roku. Od dawna przepowiadano nadchodzącą katastrofę, która miała nastąpić owego roku, kiedy to pięć planet znajdzie się w znaku Ryb. Astrolog Johann Virdung z Hassfurtu przepowiadał w broszurach, które doczekały się wielu wydań, że nastąpią wówczas powodzie, zbiory będą słabe, winorośl nie zaowocuje, że będzie to czas bitew i chorób oraz podziałów między chrześcijanami. Duchowieństwo zostanie zmuszone do „wychylenia kielicha goryczy”, a wszystkie te zdarzenia zaowocują katastrofami politycznymi.

Strona tytułowa, Leonhard Reynmann,

Practica vber die Grossen vnd mannigfeltigen Coniunction der Planeten… 1524

, Landshut, 1523. Biblioteka Saksońska i Uniwersytecka w Dreźnie.

Takie niepokoje mogły wkrótce przyczynić się do odrodzenia buntów chłopskich, zwłaszcza w czasach religijnych przemian. W 1520 roku lekarz Alexander Seitz, który wspierał ruch Biednego Konrada w 1514 roku, napisał broszurę o budzącej grozę koniunkcji planet. Absolwent uniwersytetów w Padwie i Tybindze, humanista, autor popularnych traktatów medycznych, był również silnie związany z antyszlachecką retoryką. Pisał, że jak „bęben lub piszczałka człowieka dzięki swej melodii wzbudzają nastrój i podsycają gniew, by wojować, lub wzmagają pragnienie tańca”, tak i planety wpływają na stan emocjonalny ludzi. Zaobserwowane niedawno znaki, takie jak krzyż na tarczy słonecznej i tęcza, która pojawiła się na niebie nad Wiedniem, zwiastowały katastrofę, po której „biedak” weźmie krzyż na swoje barki, choć dźwigał już najcięższe brzemię, bo „co odrzucają panowie, to chłopi muszą znosić”. Broszura Seitza była słabo maskowanym atakiem na ówczesnych władców. I nie tylko on wiązał zwiastuny katastrofy zarówno ze światem przyrody, jak i z panującym porządkiem społecznym. Wróżbici byli zgodni, że wkrótce wydarzy się coś strasznego, ale co? Złowieszczy nastrój nadał wydarzeniom większe znaczenie[26].

Proroctwo Seitza dotyczące krzyża solarnego spełniło się dopiero po roku, ale – jak zauważył Lorenz Fries, kronikarz wojny chłopskiej – astronomowie pomylili się w jednej kwestii. Przepowiadana powódź nie była zalewem wody, ale „powodzią krwi, bo w samych krajach niemieckich w ciągu dziesięciu tygodni utonęło w niej ponad sto tysięcy ludzi”. Tej jesieni zwiastowana katastrofa nabrała realnych kształtów[27].

Jesień to pora roku, kiedy wędrujące po niebie słońce odwraca się od ziemi, a długie letnie dni pracy stają się krótsze. Pod koniec roku rolniczego nadchodzi czas rachunków i podsumowań. Plony zostały zebrane i nareszcie jest dość jedzenia. Trzeba zaorać pola i zasiać oziminy. Produkty rolne składa się w magazynach i robi z nich przetwory; siano układa się w stogi; ziarno oddziela od plew, przesiewa i umieszcza w stodołach; z nasion tłoczy się olej; warzywa marynuje lub soli; owoce suszy, soli albo zagrzebuje w piasku lub popiele; a orzechy wkłada do pojemników. Warzy się piwo, a winogrona udeptuje w beczkach, by w październiku, „miesiącu wina”, otrzymać z nich wino. Późną jesienią trzeba ubić zwierzęta, których nie da się wykarmić zimą, a ich mięso sprzedać lub zapeklować. W lesie zbiera się grzyby i jagody, a świnie wypuszcza na wypas żołędziami. Jesienią trzeba bacznie obserwować pogodę – chłopi muszą ocenić, kiedy ostatnie promienie słońca mogą jeszcze ogrzać winogrona przed zbiorami, umieć uniknąć deszczu, który mógłby zniszczyć plony, wiedzieć, że zbliżają się już opady śniegu, kiedy należy przerwać pracę.

Żniwa oznaczały również moment spłacenia dziesięcin i czynszów panom. W miarę jak zapełniały się stodoły możnych, zapasy chłopów kurczyły się. Dziesięcina, dziesiąta część całego zboża, była teoretycznie przeznaczana na utrzymanie księdza, choć w praktyce czasami trafiała do kieszeni inwestorów, którzy skupowali dziesięciny po to, by nimi spekulować, lub do instytucji kościelnych, z których dochodów wypłacano uposażenie księdza. Kolejną niewielką dziesięcinę pobierano od wszystkich innych produktów rolnych, w tym owoców, oleju, sera, wosku i małych zwierząt. Chłopi niemal powszechnie sprzeciwiali się tym żądaniom, ponieważ cel tych opłat nie był dla nich oczywisty. Niemniej jednak dziesięciny trzeba było płacić jesienią, w dzień św. Michała lub w dzień św. Marcina. Byli zobowiązani do świadczenia usług, takich jak pomoc przy żniwach i siewie, przewozie i wielu innych drobnych czynnościach, co było szczególnie uciążliwe w okresie, kiedy potrzebna była każda para rąk. I właśnie jesienią, podobnie jak w okresie Wielkiego Postu, trzeba było złożyć opłatę w postaci kury, która symbolizowała osobistą przynależność chłopa do pana[28].

Jesień była porą roku, w której chłopi najdotkliwiej odczuwali ciężar, jaki nakładali na nich Kościół i panowie, ale byli też wówczas najedzeni i na tyle optymistycznie nastawieni, by rzucić władzom wyzwanie. Po żniwach mieli czas, by głośno wyrazić swoje żale, oraz pieniądze, by je spisać.

Wszystko zaczęło się od ślimaków – a przynajmniej tak twierdzili współcześni. W Stühlingen w południowych Niemczech, niedaleko granicy z kantonami szwajcarskimi, hrabina z Lupfen nakazała swoim poddanym zbierać muszle ślimaków, które miały posłużyć jej dwórkom do nawijania nici. Czysty idiotyzm tego żądania wiele mówi o obojętności panów na los chłopów. 23 czerwca 1524 roku, w czasie równonocy (Sonnwende), kiedy zgodnie ze starym pogańskim zwyczajem staczano ze wzgórza płonące koła ze słomy, aby zatrzymać słońce, chłopi powstali. W maju tego roku chłopi z pobliskiego klasztoru św. Błażeja również zbuntowali się przeciwko swoim panom, a niepokoje przeciągnęły się do jesieni, kiedy to do buntowników dołączyli chłopi z Hegau w południowej Badenii nieopodal Jeziora Bodeńskiego. Jesienią przerwali oni pracę, wdali się w spór prawny ze swoim panem, utworzyli zorganizowaną grupę i wykonali własny sztandar. Zaczęła się wojna chłopska.

Ślimaki stały się częścią folkloru wojny chłopskiej, symbolem rozpadu racjonalnych i uporządkowanych relacji między panami a chłopami. Ale kiedy chłopi ze Stühlingen zgłaszali swoje pretensje i żale, nie wymienili ślimaków, choć wiemy o nich z co najmniej trzech różnych źródeł. Mieli wystarczająco dużo innych: sześćdziesiąt dwa zarzuty, obejmujące prawie każdy inny szczegół życia chłopskiego, od zbioru i tłoczenia dzikich jagód, poprzez zbieranie smardzów, utrzymywanie psów myśliwskich należących do panów, po siew, podwiązywanie, zbieranie i suszenie konopi na przędzę. Było to oskarżenie całego systemu[29].

Na swojego rzecznika wybrali Hansa Müllera z Bulgenbach, poddanego opactwa św. Błażeja. Ten błyskotliwy mówca i przebiegły taktyk miał doświadczenie wojskowe z czasów, gdy służył jako najemnik we Francji. W czasie wojny chłopskiej miał prawdopodobnie około trzydziestu pięciu lat, był elokwentny, skłonny do podejmowania ryzyka, u szczytu swojej sprawności fizycznej i młody jak na dowódcę w społeczeństwie, które ceniło wynikające z wieku doświadczenie. Potrafił być też bezwzględny: w późniejszym czasie, gdy armia odkryła szpiega, podobno skonfiskował jego pieniądze, dotkliwie go pobił, a następnie osobiście powiesił na gałęzi i zostawił na śmierć. (Wykonywanie egzekucji stanowiło dyshonor, a ta sprawa stała się powszechnie znana, ponieważ skazańcowi udało się wyswobodzić i uratować, a potem opowiedzieć o niej)[30].

Bunt rozpoczął się w regionie wysuniętym najdalej na południowy zachód, w miejscu od dawna targanym niepokojami, gdzie napięte stosunki między panem a chłopem często prowadziły do pozwów sądowych. Wydaje się, że na samym początku rewolta nie miała charakteru stricte religijnego. Trudno jednak stwierdzić, co naprawdę czuli buntownicy, ponieważ ich skargi spisane były językiem odpowiednim dla sądu, pozbawionym natchnionej retoryki religijnej, która pojawi się dopiero później. Hans Müller i inni członkowie jego grupy dość szybko zaczęli powoływać się na „miłość chrześcijańską” i wzywać innych do „opowiedzenia się po stronie boskiej sprawiedliwości i wspierania Słowa Bożego”.

Bunt z pewnością napędzały antyklerykalizm i nienawiść do mnichów, zwłaszcza w sąsiednim bogatym opactwie benedyktyńskim św. Błażeja w pobliżu Waldshut. Tej jesieni tamtejsi chłopi odmówili płacenia dziesięcin i danin, domagając się wolności. Do opactwa należały rozległe posiadłości ziemskie w różnych regionach, sprawowało też ono władzę na znacznym obszarze, a wielu chłopów, którzy uczestniczyli w buntach 1524 roku, było jego poddanymi. Nawiązali oni kontakty z miastami i reformatorami, choć początkowo niekoniecznie z powodów religijnych. Mieszkańcy pobliskiego Stühlingen utworzyli oddział dowodzony przez Hansa Müllera i pod koniec lipca co najmniej sześciuset z nich przybyło do maleńkiego miasteczka Waldshut, gdzie zatrzymali się na trzy dni. W październiku do buntu przyłączyli się chłopi z Hegau i wkrótce pobliski region Klettgau – znajdujący się pod ochroną Zurychu, gdzie reformacja była w pełnym rozkwicie – zwrócił się do Zurychu o pomoc[31].

Dlaczego Waldshut? Właśnie w Waldshut doktor Balthasar Hubmaier, kaznodzieja i intelektualista, rozwijał ruch reformacyjny, którego ośrodkami były kongregacje, a to z inspiracji Andreasa Karlstadta z Orlamünde, byłego sojusznika Lutra, z którym już wcześniej zerwał. Teraz skargi natury religijnej i niezadowolenie z porządku feudalnego wybrzmiewały jednocześnie, co stanowiło wybuchową mieszankę w regionie, gdzie wielu chłopów mieszkało na ziemiach klasztornych. Walds­hut miało długą historię konfliktów z opactwem św. Błażeja: opactwo rościło sobie prawa do miasta, stanowiło konkurencję ekonomiczną i miało baczenie na chłopów, którzy chcieli się przenieść do miasta. Hub­maier był uczniem nie kogo innego, jak Johannesa Ecka, katolickiego przeciwnika Lutra, i prawdopodobnie dzięki jego patronatowi zdobył prominentne stanowisko kaznodziei katedralnego w Ratyzbonie. Przyczynił się do podsycenia tam nastrojów antysemickich, a w 1516 roku rozpoczęły się ataki na lokalną społeczność żydowską, sprowokowane oskarżeniami o lichwę. Synagoga została doszczętnie spalona, a na jej miejscu wybudowano kaplicę ku czci „pięknej Maryi”. Donoszono o cudach, a dokumentował je sam Hubmaier. Pielgrzymi zaczęli tłumnie przybywać do Ratyzbony[32].

A potem z jakiegoś powodu słynny kaznodzieja opuścił miasto i udał się do Waldshut, rzekomo ze względu na wybuch zarazy pod koniec 1520 roku. Tętniące życiem, duże i bogate miasto cesarskie i jego elitarne kręgi Hubmaier zamienił na małą mieścinę, położoną wprawdzie na ważnych szlakach między Bazyleą, Schwarzwaldem i Zurychem, ale zupełnie prowincjonalną. Prawdopodobnie z początku nadal był ortodoksyjnym katolikiem, a nawet powrócił do Ratyzbony, aby wygłaszać kazania w kaplicy „pięknej Maryi”. Jednak w kwietniu 1523 roku był już pod wpływem szwajcarskiego reformatora Huldrycha Zwingliego i wkrótce zaczął głosić kazania skierowane przeciwko „szatańskiemu klerowi, pożeraczom dusz” – czyli księżom katolickim, którzy prowadzili wiernych do piekła przez to, że nie głosili ewangelii. Pod wpływem Hub­maiera mieszkańcy Waldshut zniszczyli wizerunki świętych, a nawet zrzucili z ambony krucyfiks, podczas gdy biskup Konstancji powoływał się na nauki Hubmaiera, według których „nikogo nie należy zmuszać do płacenia odsetek, dziesięcin, czynszów ani wnoszenia innych opłat, ani do posłuszeństwa czy poddaństwa wobec rządzących”. Hubmaier konsekwentnie zaprzeczał, jakoby kiedykolwiek występował przeciwko dziesięcinie lub namawiał do nieposłuszeństwa, ale potępiał lichwę. W maju 1523 roku ten były marianin głosił kazania o właściwej interpretacji Zwiastowania i nie nauczał już wewnątrz kościoła, lecz poza nim – na górze, jak czynili to inni radykalni kaznodzieje przed nim. Ponieważ władzę nad tym obszarem sprawowali katolicy, Habsburgowie austriaccy, jego kazania natychmiast doprowadziły do nasilenia wrogich nastrojów między radą lokalną a władcą terytorium[33].

Najpóźniej w maju 1524 roku duchowieństwo katolickie zostało zmuszone do opuszczenia Waldshut. Sam Hubmaier wyjechał na pewien czas, gdy miastu groziła interwencja wojsk austriackich. Mimo że interesy mieszczan i chłopów nie zawsze były zbieżne i pomimo wzajemnej podejrzliwości obydwu grup miasto stopniowo sprzymierzało się z chłopami sprzeciwiającymi się habsburskim władcom i zaczęło wzmacniać siły obronne. Pod koniec sierpnia lub na początku września ośmiuset chłopów ponownie wkroczyło do miasta. Szóstego października rozpoczęli oni dobrze zorganizowany marsz przez ten obszar, by zdobyć poparcie, a kiedy Hubmaier wrócił do Waldshut, został przyjęty tak, jakby to sam Bóg zstąpił do nich z niebios. Hubmaier wprowadził mszę w języku niemieckim i kazał usunąć obrazy, światła ołtarzowe, szaty ołtarzowe i sztandary z kościołów w Waldshut. Radykalny duchowny Thomas Müntzer, o którym więcej powiemy później, również przebywał pod koniec tego roku w okolicach Klettgau, prawdopodobnie przez osiem tygodni, w tym w Griessen, rządzonym przez opata z zakonu świętego Błażeja, i być może kontaktował się z Hubmaierem[34].

Hubmaier szczególnie oddziaływał na kobiety, które dopuszczano nawet do uczestnictwa w podejmowaniu decyzji razem ze społecznością, co późniejszego kronikarza wprawiało w przerażenie. Kiedy Austriacy rozkazali Hubmaierowi odejść, podobno pojawiły się z bronią w ratuszu. Hubmaier najwyraźniej szanował kobiety: choć przyznawał, że powinny milczeć podczas zgromadzeń i uczyć się od swoich mężczyzn w domu, dodawał: „Jeśli mężczyzn porazi strach, stają się jak kobiety, a wtedy to kobiety powinny mówić jak mężczyźni i być jak mężczyźni, tak jak Debora, Olda, prorokini Anna, cztery córki Filipa ewangelisty, a w naszych czasach – Argula”. (Argula von Grumbach była luterańską szlachcianką, która ostro atakowała akademików związanych z uniwersytetem w Ingolstadt za karanie studentów wyznania luterańskiego, a której broszury cieszyły się ogromną popularnością – na stronach tytułowych przedstawiano ją jako szanowaną mężatkę, z książką w dłoni, ganiącą zatęchłe środowisko profesorskie). Uwagi Hubmaiera należały do najbardziej pozytywnych wypowiedzi na temat roli kobiet we wczesnym okresie reformacji; w nietypowy sposób zwracał się zarówno do braci, jak i do sióstr w swoich wydanych drukiem dziełach[35].

Rozmowy trwały, a tymczasem władze gromadziły wojska, by dać chłopom odpór, ale na początku grudnia przywódca chłopski, Hans Müller z Bulgenbach, zorganizował marsz przez Schwarzwald. W każdym mijanym miejscu chłopi „odczytywali na głos swoje skargi i zapewniali, że nikomu nie zrobią krzywdy, że zapłacą za to, co wypiją i zjedzą, i nawoływali wszystkich chłopów, by pomogli im w dochodzeniu sprawiedliwości”. Marsze przez trudny teren Schwarzwaldu świadczyły o ich harcie ducha i determinacji i pozwoliły im dotrzeć do odizolowanych wiosek oraz nawiązać sojusze, które przetrwały do następnej jesieni. Trzysta lat później, podczas rewolucji 1848 roku, rewolucyjny bohater Friedrich „Carl” Hecker, prawdopodobnie zainspirowany kampanią Müllera, zorganizował podobny marsz przez Schwarzwald. Nawet jeden z wrogo nastawionych kronikarzy, który znał Müllera, opisał go jako mężczyznę imponującego wzrostu, bystrego, doświadczonego w walkach we Francji i niezrównanego mówcę. Müllerowi i jego zwolennikom udało się zdobyć miasto Bräunlingen i rozprzestrzenić bunt; ostatecznie pomógł on utworzyć trzy armie chłopskie: Allgäu, Jeziora Bodeńskiego i Baltringen[36].

Powstańcy z Hauenstein zajęli klasztor św. Błażeja, należący do ich pana, przejmując i biorąc w posiadanie instytucję, która wcześniej ich wyzyskiwała. Pierwszego grudnia chłopi splądrowali benedyktyński klasztor św. Trudperta, „oczyścili” go i stworzyli nową przestrzeń religijną; jeden z buntowników zakrzyknął, że „nie chce już mieć za pana opata, tego krzywoprzysięzcy, zdrajcy i łotra”, dodając jeszcze kilka obelg. Tymczasem powstańcy z Waldshut przetopili monstrancje, które służyły do przechowywania i wystawiania hostii, i pocięli jedwabne szaty liturgiczne, po czym wykorzystali materiał jako paski do spodni. Następnie ustanowili mszę w języku niemieckim, by była zrozumiała dla zwykłych ludzi. Praktyka religijna nie polegała, ich zdaniem, na wystawianiu na pokaz magicznych przedmiotów ani na sprawowaniu władzy przez kapłanów, lecz na słuchaniu Słowa Bożego[37].

Rebelianci ze Stühlingen działali na dwóch frontach; maszerując na Waldshut, odmówili płacenia danin i wszczęli proces sądowy przeciwko swojemu władcy, hrabiemu. W kolejnych miesiącach proces ten toczył się bardzo powoli i został przekazany do Reichskammergericht, cesarskiego sądu apelacyjnego w Esslingen. Tymczasem chłopi z Hegau na południu Badenii, którzy również zwrócili się przeciwko swoim panom, podobnie dążyli do rozwiązania sporu drogą sądową, jednak proces zakończył się niewiążącą ugodą. Wbrew zwyczajowi wśród sędziów byli wyłącznie przedstawiciele szlachty. Takie doświadczenia musiały sprawić, że dochodzenie sprawiedliwości na drodze sądowej straciło w oczach chłopów i nie przyniosło im ulgi. Kwestie religijne nie były jeszcze tak istotne, a druga wizyta chłopów w Waldshut odbyła się pod nieobecność Hubmaiera. Jednak to, że buntownicy ze Stühlingen podjęli marsz na miasto, wskazuje, jak wzajemny wpływ interesów chłopów i mieszkańców miast, zbuntowanych przeciwko austriackim władcom, mógł tamtej jesieni przyczynić się do radykalizacji obu stron i jak idee „luterańskie” wywierały na chłopów coraz większy wpływ[38].

Andreas Lettsch, kronikarz i mnich pracujący dla opactwa św. Błażeja, nie miał wątpliwości, że Hubmaier był „inicjatorem i prowokatorem całej wojny chłopskiej”. Johann Fabri, piszący w 1528 roku po śmierci Hubmaiera, również obarczał go winą i uznał, że jego kazania skonstruowane zostały według powtarzającego się schematu. Otóż Hubmaier zaczynał od stwierdzenia, że nadszedł czas, aby odebrać władzom świeckim środki przymusu; następnie, że ludzie powinni pod przysięgą wierności wobec wspólnoty wybrać przywódców całego regionu; następnie, że powinno się wykluczyć bezbożników; a wreszcie, że szlachta i duchowieństwo powinni opuścić wszystkie zamki, klasztory i domy księży, by zamieszkać w „zwykłych” domostwach. Ten człowiek, jak dawał do zrozumienia Fabri, był wichrzycielem z programem – ale to oznacza, że późniejsze wydarzenia można by interpretować jako bunt, którego cele nie zostały wówczas jeszcze sformułowane. Nie jest też jasne, jak dużym poparciem cieszył się Hubmaier wśród chłopów w tamtym okresie; jego opublikowane dzieła w niewielkim stopniu dotyczą chłopskich trosk i problemów. Mieszkańcy Waldshut czerpali jednak z jego pism i kazań odwagę, by lojalnie trwać przy swojej sprawie; wspominali, jak Austriacy zastraszali ich przedstawicieli, grożąc im: „Na rany Boskie, ubijemy wasze żony na śmierć, kiedy wejdziemy, chcemy wyrwać chwasty z korzeniami, chcemy wbić wam Słowo Boże w uszy tak, że będziecie klaskać w dłonie nad głowami, i ukarać was, by dać przykład wszystkim, którzy przyłączą się do sekty luterańskiej”[39].

Przed 13 października panowie oferowali mieszkańcom Stühlingen i innym grupom chłopskim arbitraż i mediacje, choć niezadowolenie wciąż narastało. Złe nastroje obejmowały coraz bardziej rozległe obszary, ale najsilniej dały się odczuć w odizolowanym zakątku południowo-zachodnich Niemiec i w regionach w pobliżu Szwajcarii, nie objęły natomiast Frankonii ani nie dotarły do rejonu wokół Würzburga, gdzie w 1476 roku Dobosz z Niklashausen rozpoczął swoją pielgrzymkę. Niezadowolenie wciąż dotyczyło przede wszystkim konkretnych problemów ludności wiejskiej; by zaspokoić swe roszczenia, chłopi poprzestawali na negocjacjach i uciekali się do spraw sądowych. Religia była istotna, ale nowa doktryna dopiero się kształtowała; Waldshut na różne sposoby stosował taktykę defensywną i trzymał się z daleka od marszów Müllera przez Schwarzwald. Ponadto nie wszyscy buntownicy chłopscy postrzegali swoje skargi w kategoriach religijnych[40].

Wydawało się, że kiedy nastąpi ochłodzenie, chłopi raczej nie staną do walki. Sytuacja pozornie nie wymagała więc pilnej reakcji ze strony władz, a Związek Szwabski doszedł do wniosku, że bunt będzie można stłumić równie łatwo, jak poprzednie – miał zatem inne priorytety. Mimo to 24 grudnia w Szwabii uformował się oddział z Baltringen. W styczniu chłopi z Klettgau, którzy wcześniej szukali pomocy w walce z rebeliantami w Zurychu, byli już wciągnięci na ich orbitę ewangelicką – w zamian za pomoc Zurychczycy zażądali deklaracji, że Klettgau­czycy staną w obronie „prawdziwego Słowa Bożego”. Sam Zwingli, reformator z Zurychu i syn zamożnego chłopa, rozumiał skargi chłopów i siłą rzeczy nie skłaniał się ku traktowaniu zażaleń i pretensji jako aktów nieposłuszeństwa ani ich nie odrzucał, choć później jego stanowisko stało się bardziej zniuansowane. 29 stycznia mieszkańcy Klettgau odbyli marsz na Waldshut, tak jak wcześniej rebelianci ze Stühlingen, gdzie powitano ich z otwartymi ramionami. Najwyraźniej zima nie ostudziła płomieni buntu[41].

[1] Autorzy z epoki wskazywali zazwyczaj liczbę 100 000 poległych, choć niektórzy podawali tę liczbę ofiar w odniesieniu do samych południowych Niemiec; Jacob Fugger uważał, że zginęło 50 000 osób. Do takich szacunków należy oczywiście podchodzić z dystansem, ponieważ pochodzą one od zwycięzców, którzy zaniżali również własne straty. Günther Franz, prawdopodobnie największy współczesny autorytet w dziedzinie badań nad tą wojną, przyjmuje liczbę 100 000 ofiar dla samych górnych i środkowych Niemiec (Der deutsche Bauernkrieg, t. 1, s. 299). Peter Blickle podaje liczbę znacznie niższą, bo 20 700, ale jego dane obejmowały tylko zabitych przez armię Związku Szwabskiego (w południowo-zachodnich Niemczech) i tylko w bitwach (Bauern­jörg, s. 292–296). Georges Bischoff szacuje, że w samej Alzacji zginęło od 16 000 do 20 000, a być może nawet 30 000 ludzi (La guerre des paysans, s. 341, 344). Żadna z tych liczb nie obejmuje Austrii i Tyrolu. Ponieważ większość poległych w niemieckiej wojnie chłopskiej stanowili mężczyźni, Franz twierdzi, że liczba poległych stanowiła blisko 2 procent całej męskiej populacji; Franz szacuje, że 10 do 15 procent mężczyzn zdolnych do noszenia broni w regionach objętych wojną zginęło w bitwach lub w następstwie kar. Dla porównania, podczas I wojny światowej zginęło 2 procent populacji Wielkiej Brytanii (zob. Winter, Britain’s »Lost Generation« i wiele stron internetowych). (Jestem wdzięczna Michaelowi Roperowi za tę informację). Najnowsze statystyki na temat populacji w 1525 r. można znaleźć w pracy Pfistera, Urban Population in Germany, 1500–1850, rys. 3.1. Prawdopodobnie nigdy nie poznamy faktycznej liczby ofiar, ale niewątpliwie była ona bardzo wysoka.

[2]The Freedom of a Christian, WS 7, s. 20–38, 49–73 (łacina); LW 31, s. 333–377. Wydanie polskie: Marcin Luter, O wolności chrześcijańskiej, przeł. W. Niemczyk, Chrześcijański Instytut Wydawniczy Znaki Czasu, Warszawa 1991.

[3] Doskonały opis wydarzeń z sejmu wormackiego znajduje się w: Parker, Emperor: A New Life of Charles V, rozdz. 5.

[4] Na temat dwunastu artykułów zob. Mayenburg, Gemeiner Mann und Gemeines Recht; a także: Ruszat-Ewig, Die 12 Bauernartikel; Ruszat-Ewig, Sebastian Lotzer.

[5] Autobiografia Götza von Berlichingena zob. von Berlichingen, Mein Fehd und Handlungen (w przygotowaniu tłumaczenie na angielski autorstwa Joela Harringtona, Götz von Berlichingen:My Feuds and Actions); na temat Floriana Geyera zob. Barka, Florian Geyer; na temat Jerzego Truchsessa von Waldburga zob. Blickle, Bauernjörg. Truchsess – dziedziczny tytuł stolnika Rzeszy, który stał się elementem nazwiska.

[6] Blickle, Revolution (wydanie: Oldenbourg, 2004), s. 323, „Die zwölf Artikel” zob. Blickle, The Revolution of 1525, „The Twelve Articles” (dodatek), s. 197, Artykuł 3, tłum. na angielski Brady i Midelfort (z tej wersji i tłumaczenia korzysta autorka w całej książce).

[7] Arnold, Niklashausen 1476, s. 270 (Trithemius); Wunderli, Peasant Fires, s. 70.

[8] Arnold, Niklashausen 1476, s.271 (Trithemius). Na temat zamku zob. Helmberger, Festung Marienberg Würzburg, s. 10–16.

[9] Wunderli, Peasant Fires i Arnold, Niklashausen 1476. Nazwisko „Behem” lub „czeski” skłoniło niektórych do sugestii, że dobosz mógł mieć powiązania z husytami, ale nie zostało to udowodnione, a nazwisko to nie jest w tym regionie rzadkie, zob. Arnold, Niklashausen, s. 83. Dobosz został wspomniany w słynnej drukowanej Kronice Hartmanna Schedla, a pieśni o nim krążyły szeroko. Zapis jednej z takich pieśni znaleziono w klasztorze w Bebenhausen koło Tybingi, zob. Maurer, Bauernkrieg im deutschen Südwesten, s. 15.

[10] Bischoff, La guerre des paysans, s. 83–97; Virck, Urkunden und Akten der Stadt Strassburg (zwany dalej Strassburg), s. 103; Rosenkranz, Bundschuh, t. 1, s. 59. Zob. też Rosenkranz, Bundschuh, t. 2 (Quellen), s. 241. W 1514 r. mówiono, że oni także spotkali się na wzgórzu.

[11] Przykłady obuwia chłopskiego zob. Rückert, Der „Arme Konrad” vor Gericht, s. 156–159; Bischoff, La guerre des paysans, s. 101–107. O butach szlachty zob. Rublack, Matter in the Material Renaissance. Na temat Fritza zob. Adam, Joß Fritz; Scott, Freiburg and the Breisgau, s. 165–189; Klebon, Im Taumel des Evangeliums, s. 34–36. Na temat haseł zob. Scott, Freiburg, s. 174; Rosenkranz, Bundschuh, t. 1, s. 137–250, 182–183; i Rosenkranz, Bundschuh, t. 2, s. 93.

[12] Na temat flag zob. Rosenkranz, Bundschuh, t. 1, s. 313, i t. 2, s. 225, wyznanie Hansa Humela: widział flagę, zanim została namalowana, i wzruszająco opisuje swoją radość z jej widoku. Na temat żądań zob. Rosenkranz, Bundschuh, t. 2, s. 183. Na temat kolei buntów zob. Rosenkranz, Bundschuh, t. 1, s. 251–394.

[13] Miegel, Alexander Seitz. Kiedy w 1516 r. Seitzowi ponownie groziło wygnanie, „all schwanger und ander ersam frowen zu Baden” (wszyscy zbuntowani) złożyli petycję z prośbą o pozwolenie mu na pozostanie, Miegel, s. 99. W 1525 r. brał udział w zamieszkach w Reutlingen. Zob. także Bischoff, La guerre, s. 108–113.

[14] Dillinger, Freiburgs Bundschuh; Dillinger, Der Bundschuh von 1517; Rosenkranz, Bundschuh, t. 2, s. 309. Inne spojrzenie: Bischoff, La guerre, s. 113–117.

[15] Zob. Brant, Doctor Brants Narrenschiff. Pod hasłem „Pogarda dla Pisma Świętego” cytuje „Sackpfiffers von Nickelshusen”, fo. 15 v., „Muzykant z Niklashausen” cyt. za: Brant S., Okręt błaznów, przeł. Andrzej Lam, Akademia Humanistyczna im. A. Gieysztora, Pułtusk 2010.

[16] WS 1, s. 233–238, 238 nr 17 [sic]; LW 31, 33, Thesis 92.

[17]To the Christian Nobility, WS 6, s. 404–469; LW 44, s. 123–219. On the Bablonian Captivity, WS 6, s. 497–573; LW 36, s. 11–219. Cytat za: WS 6, 504:11–18; LW 36, s. 22.

[18]The Freedom of a Christian, WS 7, s. 20–38, 49–73 (łac.); LW 31, s. 333–377. Luter napisał tekst w języku niemieckim i zadedykował go Hermannowi Mühlpfortowi z Zwickau. Cytaty: WS 7, 21:1–4, 22:3–5; LW 31, s. 345. Ujął to nieco inaczej w niemieckim niż w łacińskim: „Hatt die seele keyn ander dinck, widder yn hymel noch auff erden, darynnen sie lebe, frum, frey und Christen sey, den das heylig Evangely, das wort gottis von Christo geprediget”, WS 7, 22:3–5, zob. WS 7, 50:33–35. W odniesieniu do chłopskiego używania retoryki religijnej, Schreiber, Der deutsche Bauernkrieg, t. 2, s. 104–105 (listy zespołu szwarcwaldzkiego). To powiązanie między użyciem przez Lutra słowa „wolność” a niepokojami chłopskimi zostało dokonane już na wczesnym etapie: w dziele przeciwnika Lutra, Thomasa Murnera, Uon dem grossen Lutherischen Narren, znalazł się drzeworyt przedstawiający landsknechta ze sztandarem z napisem „Fryheit”, fo. P i v. Polskie tłumaczenia cytatów za: Luter M., O wolności chrześcijańskiej, przeł. W. Niemczyk, Chrześcijański Instytut Wydawniczy Znaki Czasu, Warszawa 1991.

[19] Roper, Luther, s. 191; i zob. Oberman, The Gospel of Social Unrest.

[20] Karlstadt, Kritische Gesamtausgabe, t. 3, s. 544–545: Welche Bücher biblisch sind, 1520. Broszura była niemiecką wersją tekstu „Które księgi są biblijne”, który miał pomóc świeckim w lekturze Biblii. Słowa te pochodziły z nowej sekcji, którą dodał, „Notabilia”, w której potępiono papieża Leona X jako heretyka i która stanowiła jego ostateczne zerwanie z Rzymem. Odniesienie do soborów Kościoła jest ważne, ponieważ koncyliarzyści argumentowali, że to sobory Kościoła zgromadzonego, a nie sam papież, powinny stanowić tradycję kościelną równą autorytetem Pismu Świętemu – stanowisko reformatorskie, z którym Luter zerwał w Wormacji w 1521 r., upierając się, że Pismo Święte jest jedynym autorytetem. Hubmaier, Schriften, s. 74. Był to ostatni moment Achtzehn Schlußreden. Wszyscy „müssiggenger”, niezależnie od tego, kim byli, byli „verflucht”, przeklęci – dotyczyło to również szlacheckich rentierów i duchownych katolickich. O pobycie Lutra w Möhrze zob. Roper, Luther, s. 18, 195, 438.

[21] Zachowało się co najmniej pięćdziesiąt takich obrazów i ponad trzydzieści wydań jego kazań, które były drukowane nawet po jego demaskacji. Jestem wdzięczna Bethan Winter, która zebrała obrazy z VD 16 i obliczyła ich ogólną liczbę. Na temat strasburskich Karsthansów zob. Virck, Strassburg, s. 106. Był również inny „Karsthans”, we Fryburgu, Hans Maurer, który studiował w Tybindze i Fryburgu – zob. Scott, Freiburg, s. 191. W 1563 r. pięćdziesięciopięcioletni świadek wspominał, że słyszał kaznodzieję chłopa ubranego na niebiesko na rynku w Heilbronnie, który musiał zostać w domu z powodu deszczu, Rauch, Urkundenbuch der Stadt Heilbronn, t. 4 (dalej Heilbronn IV), 7 stycznia 1525 r. Postać Karsthansa jako ewangelickiego chłopa głoszącego kazania pojawiła się po raz pierwszy w 1520 r., zob. Scribner, Images of the Peasant, s. 30.

[22] Wendelstein, Dorffmayster vnnd Gemaind zu wendelstains fürhalten; Franz, Quellen, s. 316. Sędzia Hans Herbst zaczął pisać proreformacyjne pamflety, krytykując swojego szwagra, pastora Johanna Lincka, za brak ewangelicznego zapału i opowiadając się za utworzeniem wspólnej kasy zapomogowej z myślą o biednych (na okładce broszury przedstawiono wizerunek tkaczki): Eyn gesprech von dem gemaynen Schwabacher Kasten. Nic więc dziwnego, że wysiłki Herbsta zostały wkrótce ukarane więzieniem. Niezależnie od tego, czy to on napisał list nominacyjny (a jego agresywny ton sugeruje, że mógł być nawet parodią opublikowaną przez przeciwnika), nastrój broszury z pewnością oddaje ogólny klimat jego twórczości. Opublikował pięć takich broszur w Norymberdze w latach 1524/25. Na temat Seewen w pobliżu Solothurn zob. Franz, Der deutsche Bauernkrieg, Aktenband (zwany dalej Akten), s. 278.

[23] Zob. Das Bapstum mit seynen glider gemalet und beschriben, WS 19, s. 6–43: ta ilustrowana broszura ukazała się rok po wojnie chłopskiej i przedstawia sześćdziesięciu pięciu różnych dostojników kościelnych i zakonów, których postaci można rozpoznać po habicie. Każdej podobiźnie towarzyszy drwiący werset. Na temat powrotu Lutra zob. Roper, Luther, s. 200–204, 475–476, nn. 18–26.

[24] Karant-Nunn, Zwickau in Transition, s. 37–39, 187; Raucha, Heilbronn IV, s. 46, 81–83, 899. Zob. Cohn, Anticlericalism.

[25] Na temat Grünhaina zob. Karant-Nunna, Zwickau in Transition, s. 37–38, 39, 123–127. W 1522 r. klasztor uwięził chłopa, co wywołało zamieszki, które rada najwyraźniej wykorzystała do sekularyzacji klasztoru – choć nie udało jej się uzyskać wiejskich jurysdykcji opactwa. Cysterski skład (militarny) w Zwickau ostatecznie stał się nową szkołą powszechną, AGBM 2, s. 23–24, skarga Textora do Wysokiego Mistrza Niemieckiego Zakonu, 5 lutego 1524; obie instytucje należały do odrębnych komturii zakonu. Zob. też Müller, Deutsche Orden und Thüringen.

[26] Seitz, Ain Warnung des Sündtfluss, fo. A iii r; a iii v. Seitz był również zaangażowany w wojnę chłopską i później uciekł do Szwajcarii; gdzie publikował do śmierci w 1545 r. Nieco inną interpretację jego stanowiska politycznego można znaleźć w Barnes, Astrology, który twierdzi, że nie nawoływał do rewolucji, s. 114. Takie prognozy można znaleźć na przykład w Hans Virdung, Practica deutsch, oraz we wcześniejszych ostrzeżeniach, Virdung, Practica Teütsch, a także na znakach w Wiedniu, Virdung, Außlegung vnd Beteütung; Reynmann, Practica; i zob. na ten temat Scribner, Images