Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Biblioteka Publiczna Gminy Pruszcz Gdański
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 226
Rok wydania: 1973
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jan
Tyszkiewicz
Karol
Mórawski
Krzyżacy
Światowid
biblioteka
popularno-
naukowa.
Na okładce:
Podobizna chorągwi wielkiego mistrza
zdobyta pod Grunwaldem
Druga strona okładki:
Gotycki dziedziniec na zamkuw LidzbarkuWarmińskim
Trzecia strona okładki:
Fragment murów obronnych Fromborka
Okładka, opracowanie strony tytułowej i stron rozdziałowych
Stanisława Kaźmierczyka
Mapy opracował graficznie Stanisław Żakowski
Redaktor techn.: Stanisław Przepiórkowski
Korektor: M. Orzechowska
Copyright by „Książka i Wiedza”, 1973
Warszawa, Poland
O krzyżakach pisano już niejednokrotnie. Podejmowanie tego tematu nie jest rzeczą łatwą. Zauważyć trzeba, że dzieje krzyżaków nie zaczynają się od sprowadzenia ich przez księcia Konrada Mazowieckiego i nie kończą się sekularyzacją Prus. Dzieje Zakonu są silnie wrośnięte w całokształt średniowiecznej historii Europy, poczynając już od pierwszych wypraw krzyżowych i powstania Zakonu Teutońskiego w Palestynie.
Historycznej epopei zmagań Polski z krzyżakami nie można ograniczać do XIV i XV wieku, mówić o Grunwaldzie i wojnie trzynastoletniej: Konflikty z krzyżakami rozpoczęły się niemal od chwili ich pojawienia się nad dolną Wisłą. Były też wprowadzeniem do nowego etapu starć niemiecko-polskich. Granice polityczne, które ukształtowało państwo krzyżackie, były przez 700 lat zarzewiem niezgody.
Z drugiej strony interesujące jest, kim byli niesforni sąsiedzi Polski z północnego wschodu, przeciw którym sprowadzeni zostali na pomoc rycerze krzyżaccy. Jak układały się stosunki z nimi przed XIII w.? Czy pozostawili po sobie jedynie nazwy rzek, miejscowości i miano państwa, które wyrosło na ich spopielałych prochach? Jak wchłonięci zostali przez państwo zakonne? Skąd wzięła się potęga zakonu?
Autorzy w miarę możności próbowali dać na te pytania krótką odpowiedź. Zapewne nie wszystkich uda im się zadowolić. Każdy z Czytelników znajdzie tutaj trochę informacji, po bardziej szczegółowe i wnikliwe musi sięgnąć do dalszej literatury. Nasza popularyzacja skierowana jest przede wszystkim do młodzieży.
Ważną rolę odegrać mogą w poznaniu przeszłości materialne realia z epoki: zabytki sztuki i architektury. Mamy nadzieję, że praca nasza zachęci Czytelników do lepszego poznania naszych zbiorów muzealnych, średniowiecznych zamków, budowli sakralnych i komunalnych Polski północnej.
Autorzy
U różnych ludów świata i na różnych stopniach ich rozwoju kulturalnego spotyka się przekonanie o ich centralnym położeniu w stosunku do innych, o tym, że któraś ze szczególnie czczonych miejscowości wznosi się w samym środku globu ziemskiego. Wyobrażenia te, wyrastające właściwie z prymitywnych koncepcji geograficznych widzących Ziemię jako płaską tarczę, pokutowały długo w naukowej myśli średniowiecza. Pomijając inne przykłady egzotyczne, ze starych kultur wspomnieć warto choćby Chiny, które już w starożytności nosiły oficjalną nazwę „kraju środka”. Jest oczywiste, że w religii żydowskiej ośrodkiem świata była Jerozolima. Świadczy o tym szereg ustępów w mistycznej literaturze żydowskiej. Także u Greków starożytnych spotykamy się z tym pojęciem, a mianowicie wyznaczaniem „pępka ziemi”, którym to miały być Delfy, ośrodek politycznej konsolidacji plemion helleńskich.
Dla świata chrześcijańskiego, szczególnie we wczesnym średniowieczu, pierwszoplanowe znaczenie miała Palestyna. Tu miął żyć i nauczać Chrystus, tu narodziło się chrześcijaństwo, tu corocznie przybywało zewsząd tysiące pielgrzymów. Zwłaszcza Jerozolima uchodziła za miejsce, gdzie świat rozpoczął swoje istnienie.
Dopóki panami tych ziem byli Arabowie, choć różnili się religią, wyznając islam, odnosili się z pełną tolerancją do chrześcijańskich pielgrzymów z Europy. Ale na tych terenach pokazał się nowy, prężny zdobywca — Turcy Seldżucy. Jako wyznawcy islamu odznaczali się znacznie większą gorliwością i gdy opanowali Palestynę z Jerozolimą — tzw. Ziemię Świętą — rozeszły się groźne wieści o prześladowaniu pielgrzymów chrześcijańskich, a także chrześcijan syryjskich i palestyńskich.
Wieści o prześladowaniach pielgrzymów, a także miejscowych chrześcijan w Palestynie i Syrii, były ostatnim powodem w łańcuchu przyczyn, które wyzwoliły szeroki ruch zwany wyprawami krzyżowymi.
W r. 1095 na soborze w Clermont papież Urban II — na prośbę cesarza bizantyjskiego zagrożonego przez Turków — ogłosił wielką wyprawę rycerską do Ziemi Świętej. Ale obok względów religijnych papież skorzystał skwapliwie z zaproszenia cesarza także ze względów bardzo prozaicznych. W ówczesnej Europie źle się działo. Pełno tu było ubogich rycerzy, którzy po prostu trudnili się rozbojem. Wskutek tego miasta, którym utrudniało to handel, organizowały własne wojska obronne. Chłopi zaś, zależni od panów, obowiązani do zaspokajania ich potrzeb i kaprysów, często popadali w skrajną nędzę. Ziemia — licho uprawiana, złymi narzędziami — dawała skąpe plony. A gdy przyszedł rok nieurodzaju, ludność, zagrożona głodem, porzucała swoje siedziby i szła na poszukiwanie lepszego losu.
Wyprawy krzyżowe mogły pociągnąć tych wszystkich biednych, głodnych, niezadowolonych. Europa mogła odetchnąć. Dlatego papież obiecywał uczestnikom nie tylko nagrodę w niebie za oswobodzenie Grobu Chrystusa, ale i bogactwa na ziemi.
Ziemia, zdawałoby się bliskich wybrzeży azjatyckich, po której stąpał Chrystus w swoich wędrówkach wśród ludzi, była dla chłopstwa celem bliskim sercu, a jednocześnie jakże konkretnym. Tam mogli znaleźć także nową ojczyznę, ziemię, uczciwie zapracowany kawałek chleba, a kto wie — może i osobistą swobodę.
Pierwsza wyprawa przyniosła duży sukces. Na terenach wydartych muzułmanom powstało królestwo jerozolimskie pod rządami Europejczyków. Dwuletnie walki doprowadziły do zdobycia kolejnych warowni i opanowania samej Jerozolimy. 15 lipca 1099 r. dwudniowy szturm przełamał zacięty opór obrońców biblijnego miasta. Opanowanie stolicy Palestyny było dużym sukcesem, więcej jednak militarnym niźli politycznym. Rozpoczął się teraz trudny okres rządów w zdobytym kraju i przystosowanie do miejscowych warunków, ludzi i klimatu.
Zdobywców europejskich było mało. Zasilani być mogli tylko przez europejskich pielgrzymów. O ich utrzymanie, zdrowie i wyżywienie dbano pieczołowicie. Ufundowano dla pielgrzymów zajazdy, zwane hospicjami, a dla chorych czy ułomnych szpitale i przytułki. Tego rodzaju schronienia dla pobożnych pielgrzymów znano już nieco wcześniej. Podlegały one bractwom, zorganizowanym jednak dość luźno. Ale teraz, w nowych warunkach, trzeba było jeszcze zapewnić Europejczykom osłonę i bezpieczeństwo osobiste. Bandy Saracenów grasowały w okolicy, okrutnie obchodząc się z nieostrożnymi pielgrzymami.
Dawne bractwo św. Jana, funkcjonujące w Jerozolimie od 1070 r., zostało zreorganizowane i utworzyło zakon rycerski joannitów, zwanych również szpitalnikami. Mieli oni bronić pielgrzymów.
W 1118 r. wokół Hugona z Payens skupiło się kilku rycerzy. Od siedziby w pałacu królewskim w pobliżu świątyni Grobu Chrystusa (świątynia — łac. templum) nazwani zostali templariuszami. Obok ślubów, które obowiązywały we wszystkich zakonach: czystości, posłuszeństwa i ubóstwa, byli oni zobowiązani do zbrojnej walki z niewiernymi. Nowy zakon zyskał szybko wielką popularność w Palestynie i w Europie. Gdy wśród templariuszy przeważali rycerze pochodzenia francuskiego, u joannitów byli to głównie Włosi. Pomijając krótkie, dzieje hiszpańskiego zakonu Montjoya, przyłączonego w 1204 r. do templariuszy, trzeba wymienić i czwarty zakon, skupiający głównie Niemców.
Zakony rycerskie były wyłączone spod zwierzchnictwa biskupów i podlegały bezpośrednio Rzymowi. Władcy świeccy nie mieli na nie żadnego wpływu. Zakony były więc państwem w państwie, zarówno w sprawach religijnych, jak i politycznych. Każdy zakon obierał sobie wielkiego mistrza, zespół urzędników, którym powierzano różnorakie dziedziny, oraz kapitułę, która decydowała o polityce zakonu. Trzon zakonu stanowiła uprzywilejowana grupa rycerzy, obok nich byli kapelani prowadzący pracę duszpasterską. Najliczniejsza wszakże była rzesza braci służebnych.
Podział na grupy w łonie zakonów odpowiadał w zasadzie podziałowi społecznemu. Rycerzami byli młodsi synowie feudałów, kapelanem mógł zostać każdy posiadający święcenia; do trzeciej zaś grupy wchodzili plebejusze, mieszczanie i chłopi. Rozwijający się zakon dzielił się na poszczególne domy, jak gdyby obronną klasztory, w których władzę sprawował komtur. Klasztory łączyły się w miarę potrzeby w prowincje zakonne, rządzone przez wielkich komturów albo też mistrzów prowincjonalnych.
Jednym ze ślubów zakonnych obowiązujących zbrojnych mnichów było ubóstwo. Przestrzegano go jednak jedynie wobec poszczególnych zakonników. Zakon jako instytucja duchowna obrastał w dobra, nadania, kruszce i zdobycze.
Niemieckie bractwo szpitalne, działające w Jerozolimie od 1128 roku, formę zakonu rycerskiego otrzymało dopiero w 1190 r. za sprawą księcia Fryderyka Szwabskiego, dowodzącego krucjatą podjętą przez jego ojca, cesarza Fryderyka Rudobrodego. Cel zakonu został jasno sprecyzowany: miał zapewnić cesarstwu trwałe oparcie na Bliskim Wschodzie. Tak zwany później zakon krzyżacki nosił początkowo nazwę: Zakon Szpitala Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Przyjmowano tu niemal wyłącznie Niemców. Zakon ukonstytuował się pod murami Akki podczas trzeciej wyprawy krzyżowej. Po zdobyciu miasta przez chrześcijan 12 lipca 1191 r. wystawił dla siebie w mieście kościół i szpital.
Ponieważ wkrótce zainteresowania i zabiegi cesarza Henryka VI skupiły się na Sycylii i basenie Morza Śródziemnego, zakon niemiecki postarał się o poparcie papieża. Planowana przez cesarza krucjata w czerwcu 1195 roku nie doszła jednak do skutku wobec groźnego powstania ludności sycylijskiej. Wkrótce cesarz zapadł na febrę, która w przeciągu kilku tygodni wyczerpała jego organizm i spowodowała śmierć 28 września 1197 roku. Cesarskie plany nie mogły być podjęte przez 3-letnie dziecko, młodocianego syna cesarza.
W 1198 roku zakonnicy niemieccy jako oficjalny strój przyjęli biały płaszcz naznaczony czarnym krzyżem, noszony na zbroi i przerzucony przez lewe ramię. Stąd też zwano ich popularnie krzyżakami.
Już w początku XIII wieku, wykorzystując różnorakie ofiary możnych w postaci dóbr ziemskich, zgromadzili, krzyżacy w swych rękach pokaźne, choć rozproszone włości, głównie w południowych Niemczech, ale i we Włoszech, Austrii, Lotaryngii, Alzacji, a także w Czechach.
Posiadłości europejskie zakonu krzyżackiego zorganizowane były w 12 okręgach terytorialnych, zwanych baliwatami, podlegających kierownictwu tzw. mistrza niemieckiego (Deutschmeister), podporządkowanego bezpośrednio wielkiemu mistrzowi w Jerozolimie. Był nim wówczas Herman von Salza, sprawujący władzę w latach 1210—1239. Mistrz Herman podjął energiczne starania o przeniesienie zakonu do Europy. A właśnie tutaj zarysowały się obiecujące perspektywy.
Ostatnie lata XII i pierwsze XIII wieku zaznaczyły się na terenie Węgier dość dużym rozprzężeniem organizacji państwowej.
Liczne walki i tarcia wewnętrzne oraz nieprzemyślane wyprawy wojenne przyczyniły się nie tylko do osłabienia wewnętrznej prężności kraju, lecz również stały się przyczyną zmniejszenia autorytetu Węgier na terenach naddunajskich. Słabość władzy centralnej wykorzystywana była tak przez silne możnowładztwo węgierskie, jak i nieprzyjaciół zewnętrznych. Dla zabezpieczenia więc granic wschodnich, między innymi dla obrony przed napadami Kumanów oraz przed rosnącym w siłę państwem bułgarskim, król Andrzej II wezwał w 1211 r. niemiecki zakon krzyżowy.
Sprowadzenie i osiedlenie krzyżaków wiązało się z projektami króla Andrzeja i papieża umocnienia roli kościoła rzymskiego. Kolejno bowiem odsunęły się od Rzymu młode państwa — serbskie i bułgarskie, ulegając wpływom obrządku wschodniego. Ich usamodzielnienie się stwarzało niebezpieczeństwo dla nie ukształtowanych jeszcze wschodnich prowincji węgierskich. Walka więc z obrządkiem wschodnim, poddanie tych kresowych okolic zwierzchniej władzy węgierskiej miały stać się naczelnym zadaniem zakonu.
Krzyżacy zostali osadzeni przez Andrzeja w południowo-wschodnim Siedmiogrodzie, pomiędzy ludnością węgierską i niemieckimi kolonistami, na terenach ograniczonych rzekami Olt, Tatrang i Barza, zwanych też od górzystego krajobrazu Barzasag (dziś okolice rumuńskiego Braszowa). Otrzymali tu 40—45-milowy kwadrat ziemi. Po niepowodzeniach w walkach z Saracenami z tym większym zapałem rozpoczęli krzyżacy działalność na Węgrzech. Położyli kres napadom Kumanów, zasiedlili nie zamieszkałe dotąd tereny, a potem z niewiarygodną wprost szybkością podnieśli gospodarkę i dochody.
Zakładali liczne osiedla i zamki, wokół których skupiali się koloniści — rolnicy oraz hodowcy. Wolni dotąd pasterze ze wschodnich Karpat i część podbitych Kumanów poddani zostali silnej i prężnej administracji krzyżackiej. Krzyżacy grabili ziemie nawet należące do Węgrów, budowali, wbrew zakazowi króla, grody i miasta warowne o dużym znaczeniu militarnym.
Nawet jednak wobec tak żywej i energicznej działalności trudno mówić o jakiejkolwiek asymilacji krzyżaków na gruncie węgierskim. Ścisłe zamknięcie kręgu zakonnego do rodowitych Niemców, posługiwanie się językiem niemieckim, zachowanie swych zwyczajów i nieuznawanie praw i zwyczajów węgierskich wytworzyło nową jednostkę nie tylko administracyjną, lecz także polityczną. Zrodziło się państwo w państwie, uniezależniając się od władz węgierskich, tak świeckich, jak i duchownych.
Krzyżacy uznawali tylko zwierzchność wielkiego mistrza, nie słuchali ani namiestników królewskich, ani samego króla.
Rzecz oczywista, że takie stosunki musiały wywołać reakcję. Król Andrzej, za sprawą żony, Gertrudy Merańskiej, popierał cudzoziemców, faworyzował krzyżaków. Wskutek rosnącego niezadowolenia musiał teraz odbierać rozdane dobra królewskie, aby poprawić sytuację finansową.
Jednakże w stosunku do krzyżaków akcja egzekucyjna pozostała tylko w sferze zamierzeń. Papieżowi Honoriuszowi III i wielkiemu mistrzowi Hermanowi von Salza nietrudno było nakłonić króla do zaniechania zamiaru. Na skutek tego już w maju 1222 r. nadał on ponownie ziemię zakonowi i nie tylko potwierdził poprzednie przywileje, ale dodał nowe.
Aby wzmocnić swą pozycję i prawo do ziemi, krzyżacy oddali się pod opiekę papieża, a majętności swe przekazali mu w lenno. Honoriusz III skorzystał oczywiście z takiej okazji. W 1224 r. wydał bullę, w której przyjmował Barzasag pod swą opiekę, zastrzegając co prawda, iż tylko w sprawach religijnych, ale zrozumiałe, że wraz z tym osiągnął wpływ na życie polityczne Węgier, a z czasem i na kraje sąsiednie. Tego rodzaju postępowanie zaskoczyło nawet króla Andrzeja. Na początku 1225 r. wkroczył z wojskiem do Siedmiogrodu, by ukarać krzyżaków. Spotkawszy się z oporem, spustoszył ziemię, nałożył na krnąbrnych surowe kary, a grody obronne, zbudowane wbrew jego zakazom, zburzył i zrównał z ziemią, krzyżakom nakazał opuścić granice państwa węgierskiego.
Pomimo protestów krzyżackich i interwencji papieża, który zachęcał ich do oporu, król był nieprzejednany, a oddziały zbrojne w Siedmiogrodzie stanowiły dostateczną rękojmię jego stanowiska. Ani papież Honoriusz III, ani jego następca Grzegorz IX nie zdołali nic uzyskać.
Jeszcze w roku 1234 na polecenie papieża nastąpiła ostatnia próba odzyskania posiadłości krzyżackich. Arcybiskup ostrzyhomski Robert usiłował przekonać władcę, że głowa kościoła winna interweniować w sprawie odzyskania kościelnego majątku, który — ofiarowany Bogu — nie może przecież powrócić do rąk świeckich. Ale i ta ostatnia próba się nie udała. Również syn Andrzeja, Bela, podówczas książę siedmiogrodzki, ostro występował przeciw faworytom swej matki..
Wraz z dojściem do władzy Beli IV (1235— 1270) sprawa krzyżacka na Węgrzech upadła ostatecznie.
Można graniczyć, z kimś o miedzę, w przenośni i dosłownie, ale jakie to jest sąsiedztwo zależy zawsze od obu stron graniczących. Stosunków między odrębnymi — kulturą, pochodzeniem i językiem — społeczeństwami z natury rzeczy nie można trafnie przedstawić w kilku słowach. Są one z reguły skomplikowane i wynikają z wcześniejszych wydarzeń dziejowych. Z zabytków archeologicznych nie możemy dowiedzieć się wszystkiego na temat świata wyobrażeń i przekonań lub też stosunków międzyludzkich panujących w ubiegłych wiekach. Sumując jednak różnorodne dane można uzyskać pewne wiadomości o naszych sąsiadach zza miedzy, na północ od której siedzieli pogańscy Prusowie, Jaćwingowie oraz Pomorzanie. Przyjrzyjmy się więc najpierw tej ziemi za miedzą, a potem jej ludom w pradziejach.
Dzieła starożytnych geografów niewiele podają wiadomości o ziemiach północnej Europy. Najwięcej ciekawego materiału dostarcza geograf aleksandryjski Klaudiusz Ptolemeusz (II w. n.e.) w dziele: Wstęp do geografii. Wśród wyliczonych przez niego ludów poczesne miejsce zajmują Wenedowie. Są to, według przeważającej opinii współczesnych uczonych, przodkowie Słowian. Bardziej na wschód od wymienionych żyło — według Ptolemeusza — wiele ludów, wśród nich Galindowie, Sudynowie i Stawanowie.
Otóż pięć z tych nazw z pewnością można zaliczyć do grupy słowiańsko-bałtyckiej. Są to: prasłowiańscy Wenedowie i Weletowie, bałtyccy — Galindowie i Sudynowie oraz sąsiadujący z nimi na południu słowiańscy Stawanowie.
Ludy bałtyckie: Prusowie i Litwini, wywodzą się z prawspólnoty bałtycko-słowiańskiej należącej do wielkiej rodziny tzw. ludów praindoeuropejskich. Wspólnotę tę określano głównie na podstawie pokrewieństwa języków. Wielowiekowe sąsiedztwo słowiańsko-bałtyckie zacieśniało wzajemne więzi. Językoznawcy uważają, że przodkowie plemion pruskich, a w szczególności Galindowie i Jaćwingowie, byli pod względem języka i kultury społeczeństwem przejściowym, zbliżając się na równi do obu sąsiadów. Ale o języku zaginionych ludów świadczą jedynie nielicznie zapisane nazwy osób, miejscowości czy rzek, nadawane przez pierwotnych mieszkańców.
Na środkowym Pojezierzu Mazurskim zamieszkiwali w początkach naszej ery zapewne Galindowie — nazwa określająca przypuszczalnie zbiorowo kilka plemion. Ludy starosudawskie były przodkami znanych dobrze w średniowieczu Jaćwingów. Nad brzegami morza mieszkały wtedy plemiona pruskie z centrum osadniczym na Półwyspie Sambijskim. Stąd przed połową I tysiąclecia naszej ery rozprzestrzenili się Prusowie na Wyżynę Elbląską i dalej, w kierunku Wisły. Sąsiedztwo terytorialne i zbliżone języki ułatwiały kontakty plemieniom pruskim i jaćwieskimze Słowianami.
Docierał do tych terenów szlak bursztynowy. Biegł on z Italii przez obecne Czechy, Śląsk, Wielkopolskę i Kujawy do ujścia Wisły. Tutaj brzegiem Bałtyku skręcał do Sambii, gdzie bursztynu wyrzucanego przez fale i wykopywanego z ziemi było najwięcej. W zamian za bursztyn, futerka kun, wosk czy niewolników napływały nad Bałtyk drogocenne ozdoby i przedmioty zbytku: naczynia brązowe, srebrne, szklane oraz srebrne monety.
W późniejszym okresie, około 200—400 roku n.e., zmieniają się wśród plemion pruskich i sudawskich stosunki społeczne i gospodarcze. Grupa możnych wzrasta w liczbę i bogactwo. Ona głównie korzysta z dobrodziejstw handlu z cesarstwem. Groby z bogatym wyposażeniem, obecność wędzideł i ostróg określają znaczenie społeczne, jakie miał zmarły za życia. Z owej arystokracji rodowej wyłaniano wodza plemiennego. Kierował on drużyną wojowników — wolnych członków wspólnoty. Bronią były włócznie, oszczepy o grotach ż zadziorami, czekany i tarcze z żelaznymi okuciami. Możni walczyli konno. Podstawę bytu stanowiło rolnictwo i hodowla. Ważną rolę odgrywało myślistwo.
Na obecnej Suwalszczyźnie, gdzie mieszkali wtedy przodkowie Jaćwingów, obok grobów płaskich sypano także kurhany. Zmarłych palono na stosach lub grzebano bez palenia. Zmarłym mężczyznom wkładano broń, sprzączki, szpile i naczynia, kobietom zaś brązowe i srebrne naszyjniki, sznury z różnobarwnych paciorków szklanych, bransolety, a z przedmiotów codziennego użytku przęśliki, igły, noże, osełki i naczynia gliniane.
Czas zwany okresem wędrówki ludów, przypadający na 375—570 r. n.e., przyniósł nowe przemiany. Na ziemiach obecnej Polski wskutek naporu różnych stepowych koczowników, określanych ogólną nazwą Hunów, liczba ludności wydatnie się zmniejszyła. Na północ najeźdźcy nie dotarli. Staroprusowie zajęli wtedy na stałe Mazury zachodnie.
Znany jest projekt listu Teodoryka Wielkiego, króla Ostrogotów, pisany około 525 r. w Rawennie do Hestów (zapewne Prusów) z podziękowaniem za przesłany bursztyn. Niestety list, podobnie jak miejsce znalezienia składu bursztynu (200 kg surowca i 30 kg paciorków) w Basonii pow. Puławy z V—VI wieku, nie wskazuje wyraźnie, kędy przebiegała droga ku północy: do ujścia Wisły czy też wzdłuż Narwi? Port Truso, gdzie skupiał się handel między przypływającymi morzem Skandynawami i — być może — Arabami czy Chazarami a Prusami (IX—X w.), położony był w zalewie morskim. W tymże czasie na ziemie Prusów napływają srebrne monety arabskie, świadczące o handlu wzdłuż brzegów Bałtyku, idącym od ujść Dźwiny ku Sambii.
Z X wieku i czasów późniejszych znane są przede wszystkim grody Prusów (np. Stary Dwór, Tolkmicko i inne). W stosunku do poprzedniego okresu daje się zauważyć w kulturze bytowej raczej zubożenie. Na używanych przez Prusów naczyniach pojawia się ornamentyka słowiańska taka, jaką znaleźć można wtedy i na Mazowszu.
Podstawą gospodarczą plemion pruskich i jaćwieskich we wczesnym średniowieczu było rolnictwo i inne gałęzie gospodarstwa wiejskiego z dużym udziałem myślistwa i bartnictwa. Wytapiano rudę żelazną. Mimo zaczątków wyodrębnionego rzemiosła przedmioty zbytku i lepsze narzędzia sprowadzano wtedy z Rusi. Na Rusi też kupowano w latach nieurodzaju zboże, płacąc w zamian skórkami bobrzymi, kunimi i srebrem. Ludność Jaćwieży w XII w. szacuje się na około 50 tys. Plemiona pruskie, zamieszkałe niegdyś w obecnych granicach polskich, trzeba zaś określić jako kilkakrotnie liczniejsze. Dawałoby to w sumie około 200—300 tysięcy mieszkańców.
W X—XII wieku w każdym plemieniu zarysowuje się wyraźny podział na możnych i lud. Pewną rolę grają w społeczeństwie nie wolni, przede wszystkim jeńcy wojenni — Słowianie i inni. Ludność mieszkała w grupach osad stanowiących terytorialne wspólnoty wiejskie, zwane przez samych Prusów lauks, tzn. polami. Władza zwierzchnia, formalnie obieralna i uznana przez wszystkich, pozostawała w rękach starszyzny rodowej i plemiennej.
Żeglarz normański Wulfstan, który w IX wieku zwiedził targowisko w Truso, podaje, że kraj Prusów jest ludny i ma dużo grodów. Każdym grodem włada osobny dostojnik. Były to więc gródki starszyzny plemiennej. Uwagę Wulfstana zwrócił zwyczaj, że tylko konagis (książę?) wraz z grupą bogatszych ludzi pijał jako przysmak kobyle mleko zwane kumysem (lit. kume — klacz). Wymagało to bowiem zabicia źrebięcia, a konie były drogie. Niezamożni kontentowali się miodem.
W dobie podboju nieraz słychać o wielmożach pruskich i jaćwieskich. Dwóch pruskich — Surwabuno i Warpole — znamy z imienia jako inicjatorów nadania Ziemi Lubawskiej biskupowi misyjnemu Chrystianowi. Wymienia ich bulla papieża Innocentego III z 1216 roku. Dysponowali widać tymi obszarami jako własnością.
Plemiona Prusów w momencie podboju zajmowały kolejno od zachodu: Pomezanię i tereny sąsiadujące z Ziemią Chełmińską, Pogezanię — krainę wokół obecnego Elbląga; obok mieszkali Warmowie, dalej Sambowie, Natangowie, Nadrowowie i Skalowowie na pograniczu z Litwą. Na południu Pojezierza Mazurskiego ulokowali się Bartowie i Galindowie. Jaćwingowie zajmowali okolice Ełka i Suwałk.
Puszcze pograniczne prusko-mazowieckie ciągnęły się nad prawymi dopływami Narwi i Wisły. Ludność słowiańska stykała się z Prusami na Ziemi Dobrzyńskiej i Chełmińskiej. Ziemia Chełmińska bowiem już w XII w. należała do gęsto zaludnionych ziem polskich.
Ziemia Dobrzyńska nad górną Wkrą i Skrwą zabezpieczała Mazowsze od strony Prus. Ziemia Chełmińska przytykała do obszarów zajętych przez Prusów. Tylko porozumienie z sąsiadami i wzajemna tolerancja ludności słowiańskiej i pruskiej tłumaczą taki stan rzeczy. Można nawet przypuścić, że przeważający tutaj liczebnie i znaczeniem gospodarczym Słowianie byli okresowo podporządkowani zwierzchnictwu Prusów.
Krótki i trudny do zrozumienia zabytek zwany tekstem Geografa Bawarskiego, zapisany około połowy IX wieku, podaje tylko ogólną nazwę Prusów jako Bruzi. Podobnie dość ogólnikowo brzmi relacja z podróży Ibrahima ibn Jakuba z około 966 r. Rozległe państwo Mieszka I według Ibrahima graniczyć miało na wschodzie z Rusią, a na północy z Prusami (Burus). Na zachód od Rusów, zgodnie z wiadomością uzyskaną przez Ibrahima na dworze cesarskim, mieściło się „miasto kobiet”, czyli legendarne władztwo Amazonek. Jest możliwe, że łączyło się to ze zwyczajem Prusów zabijania zbędnej liczby noworodków, zwłaszcza dziewczynek. Matki wówczas — według krzyżackiego kronikarza z XIII w. Dusburga — miały je ukrywać w puszczy i wychowywać potajemnie. W ten sposób legenda o Amazonkach, znana już w starożytności, zlokalizowana została na północno-wschodnich krańcach ówcześnie znanej Europy.
W dorzeczu górnej Narwi Mazowszanie pojawili się wcześniej i liczniej od Rusinów, którzy w X wieku trzymali się środkowego biegu Bugu.
Nad Narwią osadnictwo słowiańskie stosunkowo wcześnie zaczęło, się zagłębiać w pograniczne puszcze, zagospodarowując je i zbliżając się do wysuniętego ku południowi plemienia jaćwieskich Połekszan. Pozostałe plemiona jaćwieskie mieszkały u źródeł rzeki Czarnej Hańczy. Terytorium bowiem Jaćwieży średniowiecznej widzieć można na wschód od wielkich jezior mazurskich aż po środkowy bieg Niemna.
Wszystko wskazuje, że do połowy XI wieku pogranicze polsko-bałtyckie było spokojnym sąsiedztwem, nie zakłócanym przez większe wojny. Porozumienie władców polańskich z plemionami pruskimi w pierwszej połowie X wieku, kiedy rozszerzali oni swoje władztwo z Wielkopolski na północ i wschód, byłoby bardzo korzystne dla obu stron zainteresowanych. Wśród imion używanych w rodzinie Piastów łatwo wyróżnić przejęte od obcych dynastii, z którymi nawiązywano stosunki rodzinne poprzez małżeństwa. Zapożyczone imiona przyjmowano też jako drugie imię lub nadawano młodszemu potomstwu.
Około 930 r. małżeństwo gnieźnieńskiego Siemomysła z córką możnego konagisa pruskiego wydaje się zupełnie prawdopodobne. Stąd — jak uważa S. Kętrzyński — wypływa możliwość pruskiego pochodzenia imienia Mieszko. Imię Mieszko jest zupełnie wyjątkowe i niespotykane poza dynastią Piastów, a znaczenia imienia Mieszko nie znamy.
Kontynuacją wcześniejszych poczynań politycznych władców polańskich nad dolnym biegiem Wisły była działalność Bolesława Chrobrego. Z Żywota świętego Wojciecha, napisanego wkrótce po śmierci apostoła Prusów, wiadomo, że miejscowy książę wschodniopomorski, podporządkowany Gnieznu, pojął za żonę jakąś Piastównę — siostrę lub córkę Bolesława. Pomorze było jeszcze pogańskie, podobnie jak Prusy.
O życiu codziennym i tradycyjnej kulturze duchowej Prusów wiele szczegółów powiedzieć się nie da. Pogaństwo pruskie, które stało się formalną przyczyną podboju, nie odbiegało znacznie od pogaństwa słowiańskiego. Wierzyli Prusowie w wiele rodzajów demonów: gór, dolin, lasów i wód czy poszczególnych drzew i krzewów, jak np. w Puszajtisa żyjącego rzekomo w krzakach czarnego bzu. Domostwo pruskie zamieszkiwać miały duchy domowe, zwane kaukami. Karzełki te odwdzięczały się za dobre traktowanie opieką nad gospodarstwem, zaniedbywane zaś, mścić się miały bezlitośnie. Puszajtisowi, strzegącemu drzew i gajów, znoszono pod krzaki bzu potrawy i napoje. Demony podobne do boginek słowiańskich zaludniały lasy i pola.
Wielu było bogów o charakterze regionalnym. Najpopularniejsi z nich to: władca burzy i pioruna Perkunas, bóg płodności i życia Potrimpos, bóg śmierci Patollo. Tej trójcy bóstw poświęcony był olbrzymi dąb w miejscowości Romowe w Nadrowii. Na dębie były posągi bogów. Palił się tutaj wieczny ogień, podtrzymywany przez licznych kapłanów. W żniwa oddawano cześć bóstwu plonów Kurchowi, a także bóstwu ziemi — Żeminele.
Posągi bogów rzeźbiono w drzewie i prymitywnie ciosano w kamieniu. Zwane w późniejszej tradycji ludowej babami kamiennymi, przedstawiały postacie męskie z rogiem w ręku i mieczem. Miejscami kultu były święte gaje, lasy, pola i wody, gdzie nie wolno było wyrąbywać drzew i polować. Wejście obcego karane było surowo. Niezwykłe kształtem i wiekiem drzewa uznawano za naturalne miejsca przebywania bogów. Ogromne głazy były dla pogańskich Prusów miejscami ofiar.
Rybacy pruscy odprawiali specjalne obrzędy, aby uprosić dobry połów. Pierwsze ze schwytanych ryb spalano jako ofiarę koło dużych głazów przyniesionych tutaj przez lodowiec. Rybacy sudawscy zbierali się na obrzędy w jakimś budynku, gdzie gotowali ryby. Urządzali wesołą ucztę, jedząc i pijąc z drewnianych czarek. Na zakończenie kapłan przepowiadał kierunek wiatru i określał czas i miejsce udanego połowu. Wandulutti wróżyli z fal i piany wodnej.
Urządzano obchód sobótkowy, święto zmarłych i obchody rolnicze. Święto przodków urządzał ród. Były to stypy po cmentarzach wśród lasów i gajów, gdzie jadłem ugaszczano dusze zmarłych. Obiatom tym zazwyczaj towarzyszyły tańce i śpiewy.
W bogatych obrzędach pogańskich uczestniczyli kapłani. Kapłan — ofiarnik — zwany był wurszajtisem. Specjalni kapłani zajmowali się ceremoniałem pogrzebowym i chwalili czyny zmarłego. Wróżby częstokroć wskazywały i określały ofiary. W wyjątkowych okolicznościach, a więc choćby przed rozpoczęciem wojny, składano ofiary z ludzi, na ogół ze znaczniejszych jeńców. Wróżono z upływu ich krwi lub palono ich na stosie w pełnym oporządzeniu wojennym. Mówią o tym wyraźnie źródła z początku XII w.
Składano też ofiary z dzieci. Najchętniej jednak ofiarowywano zwierzęta: kozła, byka, świnię — dla bóstwa ziemi. Świnia odgrywała pewną rolę w magii płodności. Zwierzęciem ofiarnym była również czarna kura. Koguta jedli młodzi nowożeńcy w noc poślubną. Miało im to zapewnić płodność.
Znaczną rolę u ludów pruskich odgrywał kult ciał niebieskich: słońca, księżyca, gwiazd i zjawisk przyrody — burzy, grzmotu. Na Litwie i u Jaćwingów przesiedlonych do Sambii z końcem XIII wieku długo zachowała się cześć dla jakiegoś bóstwa gwiezdnego zwanego Suaiksliks. Miało ono zapewnić urodzaj i płodność zwierząt.
Zwyczaj noszenia amuletów, podobnie jak na Litwie i Żmudzi, trwał uparcie do XVII wieku. Występować też zaczął u ludności pochodzenia słowiańskiego, która tutaj napłynęła, i ludności niemieckiej.
Osobno należałoby powiedzieć o znachorach, którzy leczyli choroby, stosując najrozmaitsze zabiegi magiczne.
Udając się w 997 roku na misję do Prusów, biskup Wojciech Sławnikowic ochrzcił w Gdańsku wielu pogańskich Pomorzan. Wybrał się do Prusów — jak pisze autor Żywota — „jako że kraj ów był bliższy i znany wspomnianemu księciu” (tj. Bolesławowi). Wcześniejsze wydarzenia sprawiły, że wśród najbliższych osad pruskich za deltą Wisły przywitano misjonarza z niechęcią, ale dawano mu możność odwrotu. Widocznie autorytet Chrobrego sięgał aż tutaj. Wojciech jednak posunął się w głąb terytoriów pruskich i został zamordowany.
Wyprawa misyjna miała charakter pokojowy, nie zaś zbrojny. Ten sam rys noszą poczynania chrystianizacyjne Brunona z Kwerfurtu, który zginął wraz ze swymi pomocnikami w początkach 1009 roku „gdzieś na pograniczu Prus i Rusi”, jak zapisał współczesny kronikarz. Było to więc z pewnością nad górną Narwią, wśród Jaćwingów. Obie akcje misyjne prowadzono za zgodą Chrobrego.
Wiadomość, że Chrobry walczył z Jaćwingami, podaje kronikarz z XII w. Adam Bremeński. Według niego: „Bolesław, władca (rex) wielce chrześcijański, z Ottonem III będąc w sojuszu, wszystkich Słowian sobie podporządkował, a także Ruś (Ruzziam) i Prusów (Pruzzos), którzy zabili świętego Wojciecha. Szczątki jego sprowadził. Bolesław do Polski”. W słowach tych widać wyraźną przesadę. Słowiańszczyzna już wtedy sięgała na Bałkany i po Wołgę na wschodzie. Podbój Prusów nie mógł być trwały, a był zapewne jedynie częściowy, podobnie jak na Rusi nastąpiła tylko chwilowa interwencja.
Podobną informację podaje Gall Anonim, pisząc, że Chrobry rozszerzył chrześcijaństwo w trzech krajach: Selencji, Pomeranii i Prusach. Selencją nazywano teren jednego z plemion jaćwieskich.
W obu przypadkach: Adama Bremeńskiego i Galla Anonima, widać, że próby chrystianizacji łączono automatycznie z podbojem politycznym, jak to bywało z reguły w XII wieku na Połabszczyźnie i później.
Różne poszlaki potwierdzają północno-wschodni kierunek zainteresowań politycznych Bolesława. Zachowane źródła pisane wskazują, że obie misje, Wojciecha i Brunona, były skierowane do Prusów za sprawą samego księcia Bolesława. Okrężna droga Wojciecha przez Gdańsk dowodzi, że najprostsza przez Ziemię Chełmińską nie była wtedy możliwa; być może z powodu jakichś lokalnych zatargów. Chrobry słusznie chciał drogą pokojową nawiązać kontakt z centrum osadnictwa pruskiego, najgęściej zaludnioną i najbardziej rozwiniętą gospodarczo Sambią. Tam też skupiał się handel dalekosiężny i korzystne kontakty z obcymi przybyszami.
Wobec zagrożenia ze strony władców duńskich, plemionom sambijskim mogło zależeć na porozumieniu z Bolesławem. W układzie gnieźnieńskim z 1000 roku cesarz niemiecki Otton III oddawał Bolesławowi kraje pogan, które ten już podbił lub dopiero podbije. Był to więc niejako podział strefy wpływów z cesarstwem niemieckim, ale też w części mowa o już istniejącym stanie rzeczy. Poganami, o których mówił cesarz niemiecki, mieli być — wobec opanowania Pomorza i założenia biskupstwa w Kołobrzegu — zapewne Prusowie i Jaćwingowie.
Kontakty władcy Polski z Jaćwieżą wypływały z konieczności posiadania sojuszników do walki z Rusią. Współdziałanie Polaków z Jaćwingami przeciw Rusi można widzieć podczas wyprawy księcia kijowskiego Jarosława pod Brześć nad Bugiem w 1022 r. Roczniki niemieckie wspominają też o oddziałach bliżej nie określonych pogan w wojskach króla Mieszka II, kiedy ten najeżdżał na Niemcy w 1028 i 1030 roku. Być może, były to posiłki z Jaćwieży.
W okresie rozprzężenia i upadku monarchii polskiej oraz jej odbudowy przez Kazimierza Odnowiciela postawa i aktywność sąsiadów z północnego wschodu odgrywała nadal istotną rolę. Możnowładca mazowiecki Miesław (dotąd w historii zwany Masławem) wszedł w bliskie porozumienie z plemionami pomorskimi i jaćwieskimi. Naturalnym biegiem rzeczy w przeciwnym obozie musiał się znaleźć Kazimierz, więc spokrewnił się z Jarosławem Mądrym. Jak wiadomo, Miesław ze swymi pogańskimi sojusznikami został pokonany, ale doszło do tego dopiero w 1047 r.
Walkę z plemionami pruskimi podjął właściwie dopiero Bolesław Krzywousty. O kilku zwycięskich wyprawach na Prusów wspomina Gall Anonim. Nie przyniosły one trwałych rezultatów i nie o to zresztą chodziło Bolesławowi. Dość, że zapewnił Polsce z tej strony spokój. Wtedy mógł się zająć całkowicie Pomorzem. Niemal równocześnie słychać o zwycięstwach ruskich nad Jaćwingami w 1102 i 1112 r. Jaćwież, sama zajęta walką, nie mogła wspomóc Prusów.
Mało znaną kartą z działalności Krzywoustego są jego zabiegi zmierzające do utworzenia w szczególnie ważnych i trudnych do zarządzania pogranicznych terytoriach specjalnych okręgów obronnych — marchii. Wiadomo o istnieniu marchii głogowskiej i gdańskiej. Na wzór marchii powoływanych na kresach cesarstwa były one jednostkami organizacyjnymi znacznie przewyższającymi zarówno obszarem, jak i zadaniami zwykłe kasztelanie. Na ich terenie istniało obok siebie kilka okręgów grodowo-kasztelańskich. Miały one ułatwić zarządzanie i obronę granic Polski. Marchia gdańska miała utrwalać władzę polską nad dolną Wisłą i wybrzeżem Bałtyku, a także z pewnościąorganizować obronę przed napadami plemion pruskich.
Rozdrobnienie dzielnicowe po śmierci Bolesława Krzywoustego osłabiło aktywność polityczną Polski. Książęta polscy odstąpili w 1145 r. księciu ruskiemu okręg Wizny nad Narwią jako bazę przeciw Jaćwieży. Kolonizacja ruska, posuwając się od Bugu, zetknęła się w dorzeczu Narwi z wcześniej zamieszkałymi tutaj Mazowszanami.
Szereg drobnych wiadomości z Mazowsza informuje o stosunkach polsko-pruskich w XII wieku.
Osadnicy wchodzili w kontakty handlowe. Możni pruscy przebywają wtedy nawet w stolicy Mazowsza, Płocku. Mazowszanie zakładają osady na terenie pruskim.
