Krzysia i intryga z trucizną - Frances Watts - ebook + książka

Krzysia i intryga z trucizną ebook

Frances Watts

0,0
12,72 zł

lub
Opis

Ktoś knuje intrygę, by otruć sir Waltera!

Sir Walter urządza wielką ucztę na Zamku Jutrzenki. Krzysia przypadkowo podsłuchuje, jak jego wrogowie knują spisek, by go otruć. Jeśli Krzysi nie uda się powstrzymać intrygantów, Zamek Jutrzenki stanie u progu wojny!Czy dziwaczna, uzdrawiająca misktura pomoze ocalić zamek?

Newsweek Polska:

"To nie jest lektura dla grzecznych panienek w pantofelkach i falbaniastych sukienkach. A może właśnie dla nich? Historia o zadziornej i odważnej Krzysi pokazuje bowiem, że przesłodzone historie o kucykach i księżniczkach wcale nie są jedyną opcją dla małych dziewczynek. Bo i część z nich wcale taka nie jest. Są raczej jak Krzysia, bohaterka serii o Strażniczce Mieczy - uwielbają przygody, wyzwania, łażenie po drzewach i wcale nie zamierzają być gorsze od chłopaków, choć oni oczywiście są święcie przekonani, że dziewczynki nadają się tylko do kuchni."

ksiazkisaniebezpieczne - blog:

"Krzysia jest bardzo inteligentną, bystrą i spostrzegawczą osobą. W pracy rzetelna i obowiązkowa, a do tego wszystkiego zaradna i dzielna w niezwykle męskim świecie. Może brakuje jej przebojowości, ale na pewno nie zadziorności i szczęścia. Jakież to dziewczęce! Odnajdzie grupkę wspaniałych, bardzo nietypowych przyjaciół i pomocników. Miecze mają swoje tajemnice.  Cykl jest wspaniałą alternatywą dla słodkich dziewczęcych serii."

ksiazkisaniebezpieczne - blog

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 40




First published in 2012 by Allen & Unwin, Australia

Tytuł oryginału: Sword Girl, The Poison Plot

Copyright © Text, Frances Watts 2012

Copyright © Ilustrations, Gregory Rogers 2012

Translation © Grzegorz Stabeusz 2014

Polish edition © Wydawnictwo Literówka 2014

Redakcja i korekta: Weronika Szelęgiewicz

Skład: Pracownia Mole

Projekt okładki: Marzenna Dobrowolska

Projekt okładki australijskiej: Liz Seymour

Wydanie pierwsze, Warszawa 2015

ISBN978-83-937601-4-5

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without prior permission in writing from the publisher.

Wydawnictwo Literówka

www.literowka.com

[email protected]

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Dla Davida, który miał kichawkę

F. W.

Dla Matta

G. R.

ROZDZIAŁ 1

– Z drogi, z drogi! Pięćdziesiąt gatunków świeżej ryby z dostawą do kuchni!

Był wczesny poranek i Krzysia przechodziła przez ogromny dziedziniec Zamku Jutrzenki. Uskoczyła z drogi przed wózkiem klekoczącym po bruku, by usłyszeć krzyk za plecami:

– Uważaj, jak chodzisz, mała. Mam tu z pięćset jajek w koszyku!

– Przepraszam – powiedziała Krzysia, gdy kobieta od jajek przepchnęła swój wózek tuż obok niej.

Na dziedzińcu panował ruch, jakiego jeszcze tutaj nie widziała. Zeszła z drogi mężczyźnie toczącemu ogromne kręgi sera – były wielkości koła od wozu.

– Dostawa drobiu: szpaki, bociany i łabędzie!

Krzysia wychyliła głowę, by spojrzeć na ptactwo przypięte do specjalnego pasa, zwisającego z szyi mężczyzny.

Co tu się dzieje?

Prawie docierała do zbrojowni, w której pracowała jak co dzień, gdy zwróciła uwagę na niskiego i tęgiego mężczyznę w brązowym płaszczu. Mimo całego zgiełku panującego na dziedzińcu mężczyzna ten spokojnie patrzył w niebo.

– Dzień dobry panu – powiedziała Krzysia do medyka.

– Hę? – odezwał się medyk. – O, witaj Strażniczko. Widziałaś może gołębia pocztowego?

– Nie – powiedziała Krzysia. – Przynajmniej dzisiaj rano to nie.

– Niech to kurka wodna! Potrzebuję trochę jego odchodów do jednej z moich receptur – medyk znów zaczął patrzeć w niebo.

– Proszę pana, dlaczego na zamku jest dziś taki zgiełk? – spytała Krzysia.

– Zgiełk? – medyk zlustrował kupców kręcących się wokoło i śpieszących w każdą z możliwych stron. – To pewnie ma coś wspólnego z wielką ucztą – powiedział.

– Wielka uczta? – zapytała podniecona Krzysia. – Jaka uczta?

Jednak medyk już odszedł.

– Gdzie jest ten gołąb? – mamrotał jeszcze pod nosem do siebie.

Krzysia pomyślała z nadzieją, że może kowal Kowalczyk będzie wiedział coś więcej o szykowanej wielkiej uczcie.

Weszła do zbrojowni i spostrzegła kowala Kowalczyka jak zwykle stojącego obok paleniska – oklepywał właśnie jakąś część zbroi wymagającej naprawy. Kilka rodzajów tarcz i hełmów leżało na ławie, oczekując na swoją kolej.

– Mistrzu, słyszałeś o wielkiej uczcie? – spytała Krzysia.

Kowal spojrzał na nią spod swoich krzaczastych brwi.

– O tak, słyszałem o niej – powiedział. – Nie mamy jednak czasu na uczty, sir Benedykt i jego rycerze wyruszają jutro na obchód ziem sir Waltera. Będą potrzebować dwa tuziny mieczy, więc lepiej bierz się do roboty.

– Tak jest, Mistrzu – powiedziała Krzysia. – Już się biorę.

Była przecież Strażniczką Mieczy i to do jej obowiązków należało czyszczenie i ostrzenie wszystkich mieczy na zamku.

Przeszła przez drzwi na lewo od paleniska i weszła do sali mieczy, by szybko zabrać się do pracy. Wyjmowała ostrza po kolei z długiego stelaża naprzeciw drzwi i pilnikiem oraz osełką ostrzyła każdy z nich, po czym czyściła olejem goździkowym.

– Ciężko pracujesz od wczesnego rana, kochanie – usłyszała głos dochodzący z mniejszego stelaża, stojącego głębiej, w zacienionej części izby. To był głos kogoś ze Starego Żelastwa czyli z tych mieczy, które nigdy nie brały udziału w bitwie, więc rycerze Zamku Jutrzenki nigdy ich nie używali. Zanim Krzysia rozpoczęła tu pracę, były zakurzone i odstawione na bok, lecz teraz ich ostrza lśniły w świetle świec, a ich blask odbijał się na ścianie. Czego jednak żaden z rycerzy nie wiedział – oprócz sir Benedykta – miecze te nadal przechowywały dusze swoich ostatnich właścicieli.

Krzysia spojrzała na szablę, która przemówiła.

– Witaj, Nino – powiedziała. – Kowal mówił, że sir Benedykt zabiera jutro kilku rycerzy na patrol, więc muszę przygotować miecze.

Sir Benedykt był najodważniejszym rycerzem Zamku Jutrzenki i odpowiadał za bezpieczeństwo tak zamku, jak i wszystkich ziem należących do sir Waltera Łysego i jego żony, lady Beaty Znudzonej.

– Patrol? – głęboki bas dobiegał ze sztyletu o długiej rękojeści. – To brzmi jak kłopoty przy granicach, jeśli mnie pytasz.

– Wcale cię nie pytam, Gwidonie Groszu – odparła Nina. – Co ty zresztą wiesz o patrolowaniu? Byłeś kupcem, a nie rycerzem.

– Myślę, że Gwidon może mieć rację – powiedział jakiś młodszy głos. To był Kacper Łabędź. Kacper był kiedyś giermkiem ćwiczącym fechtunek, miał zostać rycerzem, ale wcześniej rozchorował się okropnie i umarł. – Słyszałem paru rycerzy rozmawiających tu kilka dni temu i jeden z nich mówił, że sir Malkolm Podły próbował zagrabić część ziem sir Waltera Łysego.

– Kim jest sir Malkolm Podły? – chciała wiedzieć Krzysia.

– Posiada ziemie na zachód stąd, kochanie – wyjaśniła Nina. – Jednak jego własnych ziem nigdy mu nie starczało. O, nie. On pragnie również ziem swoich sąsiadów.

– To znaczy, że chce zabrać jakieś ziemie sir Waltera? – krzyknęła Krzysia.

– Nie tylko ziemie – mruknął ponuro Gwidon Grosz. – Sir Malkolm Podły chce zdobyć Zamek Jutrzenki – i jeśli sir Benedykt nie zatrzyma go przy granicy...

Serce Krzysi zaczęło mocno bić.

– To