Król powróci - Adam Szumorek - ebook

Król powróci ebook

Szumorek Adam

0,0
44,90 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Żyjemy w świecie pełnym złych wiadomości i jesteśmy spragnieni tych dobrych. Jednak w ich poszukiwaniu raczej nie sięgamy po Apokalipsę Jana. Sam tytuł brzmi złowieszczo. Kojarzy się z końcem świata, zagładą, kataklizmami, klęskami żywiołowymi, wojnami, uciskiem i sądem. Ta księga, która wielu przeraża, zdaje się dużo mówić o straszliwych czasach końca, a tak niewiele o naszym codziennym życiu.

Nic jednak bardziej mylnego. Jan w swojej Apokalipsie nieustannie przypomina nam Dobrą Wiadomość o zbawieniu, jakie może nam dać tylko Jezus. Jego przesłanie, choć adresowane do siedmiu kościołów w Azji Mniejszej, jest ponadczasowe i ciągle aktualne, ponieważ stawia każdego przed najważniejszymi pytaniami:

Kto jest twoim Królem?
Czy twoje życie bardziej przypomina świat,
w którym żyjesz, czy Jezusa, któremu służysz?

Czas usłyszeć Dobrą Wiadomość Apokalipsy, która może zmienić twoje życie. Król jest już w drodze!

Adam Szumorek - nauczyciel, pisarz, wykładowca kaznodziejstwa, jeden z pastorów
Społeczności Chrześcijańskiej TOMY w Tomaszowie Mazowieckim. Studiował teologię w
Polsce, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii. W Spurgeon’s College w Londynie uzyskał tytuł doktora w dziedzinie kaznodziejstwa i lingwistyki. Jego pasją jest uczenie rozumienia i komunikowania Biblii. Autor książek Spotkanie z Wszechmocnym, Na bezdrożach Starego Testamentu oraz Wywrotowe historie. Jednak ze wszystkich swoich życiowych ról najbardziej cieszy się z tego, że jest dzieckiem Boga.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 292

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Autor: Adam Szumorek

Redakcja: Katarzyna Stolarek-Kulec

Korekta: Joanna Salamon, Agnieszka Luberadzka

Konsultacja merytoryczna: dr hab. Jerzy Sikora

Skład i przygotowanie do druku: Sandra Holona-Biegun

Projekt graficzny okładki: Radosław Krawczyk

Konwersja na czytniki mobilne: Szymon Bolek

Copyright © Adam Szumorek, Ustroń 2025Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty biblijne pochodzą z Biblii EIB, Nowe Przymierze, Wydanie Liga Biblijna, 2019

Wydawca: Szaron

Księgarnia | Wydawnictwo | Hurtownia

ul. 3 Maja 49a, 43-450 Ustroń

tel. 503 792 766

[email protected]

[email protected]

szaron.pl

Wydanie I, Ustroń 2025

ISBN 978-83-973739-1-4

Rekomendacje

Kiedyś byłem na uczcie z owoców morza. Postawiono przede mną talerz z całym homarem. Nie wiedziałem, jak się za niego zabrać, więc postanowiłem zjeść coś innego. Z pomocą przyszedł gospodarz imprezy, który pokazał mi części jadalne i zaprezentował, jak posługiwać się narzędziami. Od tamtej chwili homar należy do moich ulubionych potraw.

Adam Szumorek w książce Król powróci zaprasza nas na ucztę i pokazuje, jak zjeść homara. Po jej przeczytaniu Apokalipsa wylądowała na topie listy moich ulubionych ksiąg Nowego Testamentu.

Mirosław Muszczyński, pastor zboru Kościoła Zielonoświątkowego „Nowe Życie” w Warszawie

Po tej książce zakochałem się w Apokalipsie!

Andrzej Burzyński, dyrektor Akademii Rozwoju Przedsiębiorcy

Chyba każdy z nas czekał na taki „podręcznik” do Objawienia św. Jana. Adam Szumorek w niezwykły sposób oswaja tego starego wilka i sprawia, że treści, tak często nadinterpretowane i niezrozumiałe, stają się czytelne jak nigdy wcześniej. Apokalipsa nadal pozostaje tajemniczą księgą, jednak dzięki Adamowi i jego wnikliwej pracy widzimy więcej i wyraźniej, a Dobra Nowina płynąca z kart Objawienia budzi nadzieję i radość z oczekiwania na przyjście Króla.

Michał Kupczyk, Exodus 15

To kolejna świetna pozycja książkowa, która wyszła spod pióra doktora Adama Szumorka. Autor uwrażliwia czytelników na zasady, jakimi powinniśmy się kierować, próbując zrozumieć tę niezwykłą księgę zwaną Objawieniem Jana. Nie jest to drobiazgowy komentarz do jej przesłania. Adam Szumorek nie wyjaśnia wszystkich szczegółów, ale odnosi się do szerokiego, powtórzeniowego raczej niż chronologicznego, obrazu Janowej Apokalipsy, jednocześnie bardzo praktycznie wiążąc jej ponadczasowe przesłanie z naszym codziennym życiem tu i teraz. W przystępny, ciekawy, a zarazem wnikliwy sposób zwraca uwagę na to, co jest istotne w Objawieniu Jana. Wyczula czytelników, aby wgłębiając się w tę wyjątkową księgę, nie przegapili tego, co najważniejsze, czyli zachwytu nad Bogiem, który siedzi na tronie, i oczekiwania na Tego, który był, który jest i który przyjdzie znów.

dr Mirosław Marczak, Wspólnota Chrześcijańska Swojczyce, Wrocław

Bardzo lubię zagadki, ale Księga Apokalipsy zawsze zdawała się zagadką zbyt trudną – pełną symboli i ukrytych znaczeń. Myślałam, że mam za małą wiedzę, aby się w nią zagłębiać.

Książka Adama Szumorka zaskoczyła mnie od samego początku. Jest napisana pięknym i stosunkowo prostym w odbiorze językiem. Każdy kolejny rozdział sprawia, że czytelnik chce czytać dalej, gdyż ma wrażenie, że za chwilę coś zakrytego i przed nim się otworzy. I rzeczywiście się otwiera, choć niekoniecznie to, czego się spodziewa.

W książce nie znajdziemy kolejnej porcji spiskowych teorii wszechświata. Choć momentami jest konfrontacyjna, zachęca do przemyślenia relacji z Bogiem. To książka pełna nadziei, nie strachu – i co ważne, ma dobre zakończenie. Gorąco polecam!

Alicja Zwolak-Plichta, dyrektor Chrześcijańskiego Centrum Edukacyjnego

Adam Szumorek rozumie główne przesłanie Księgi Objawienia, potrzebę Kościoła dotyczącą tego przesłania oraz sposób przekazywania biblijnej prawdy prostym językiem. Jego książka Król powróci dostrzega trudności współczesnego czytelnika w poruszaniu się po tajemniczym świecie Objawienia Jana i oferuje drogę nie tylko do zrozumienia przesłania tej księgi, ale także do uchwycenia zamierzonego wpływu, jaki ma ona wywrzeć na chrześcijan. To, co Apokalipsa robi dla Kościoła, Adam Szumorek robi dla Apokalipsy – pomaga zachować właściwą perspektywę. Zarówno pastorzy, jak i czytelnicy bez przygotowania teologicznego wiele zyskają dzięki jego pracy.

Mackenzie Johnson, misjonarz i nauczyciel w Społeczności Chrześcijańskiej TOMY w Piotrkowie Trybunalskim, doktorant w Union School of Theology, Południowa Walia

Na rynku księgarskim znajdziemy wiele pozycji poruszających zagadnienia związane z Objawieniem św. Jana. Z jednej strony są to mniej lub bardziej wyczerpujące komentarze biblistów, z drugiej – popularne książki, których autorzy starają się zinterpretować treść księgi i przewidzieć przyszłość, dopasowując narrację Apokalipsy do obserwowanej rzeczywistości i własnych wyobrażeń.

Adam Szumorek poszedł inną drogą. Nie jest to z pewnością kolejna wizja przyszłych wydarzeń i nadchodzących katastrof. Nie jest to także uczone dzieło teologa lub biblijnego egzegety, choć nie brakuje w nim dobrej egzegezy. To książka na wskroś homiletyczna, napisana przez praktykującego kaznodzieję, który regularnie staje przed swoją wspólnotą, próbując przybliżać jej Słowo Boże.

Książka zawiera więc liczne ilustracje i przykłady aktualizujące treść napisanego 1900 lat temu i nadal intrygującego utworu biblijnego, sporo odniesień do pierwotnego kontekstu oraz przede wszystkim niezmiennie aktualne przesłanie o nadziei, o wytrwaniu w obliczu prześladowań i pokusy do rozpłynięcia się w niechrześcijańskim otoczeniu, a także o ostatecznym zwycięstwie Boga nad wszelkimi przeciwnościami i wrogimi siłami.

Okazuje się, że mimo upływu czasu okoliczności, które nas otaczają, nie są aż tak bardzo odmienne od tego, co dotykało chrześcijan w I wieku na obszarze Azji Mniejszej, jak mogłoby się wydawać. Polecam więc wszystkim książkę Adama. Zarówno szukającym rzetelnej egzegezy, jak i spragnionym przesłania, które może odmienić ich życie.

dr hab. Jerzy Sikora, prof. Uniwersytetu Łódzkiego, Wydział Filozoficzno-Historyczny

Największym atutem tej książki jest to, że nie pozbawia Kościoła bogactwa Księgi Objawienia. Jest to pozycja, która sprawia, że wiele trudnych do zrozumienia symboli z Apokalipsy staje się bardziej przystępnych, ponieważ autor osadza je w kontekście Starego Testamentu i starożytnego świata, w którym zostały zapisane. Jednak to dopiero początek. Celem autora nie jest tylko wyjaśnienie symboliki, ale przede wszystkim pokazanie, jak prawdy zawarte w Objawieniu odnoszą się do życia współczesnego chrześcijanina. Liczne przykłady z codziennego życia, literatury czy historii sprawiają, że książkę czyta się bardzo płynnie, a przeplatanie tych przykładów z tekstem biblijnym pozwala lepiej zrozumieć, jakie znaczenie Apokalipsa ma dla nas dzisiaj. Z każdą stroną widać coraz lepiej, jak wielką nadzieję może ona nieść. Nadzieję wypływającą z tego, że pomimo smoka, bestii i zła tego świata jego prawowity Król nadchodzi i przynosi ze sobą nowe stworzenie.

Paweł Lupa, wykładowca w Instytucie Studiów Biblijnych przy Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym w Warszawie oraz na platformie edukacyjnej Bibliowersytet

Część IW poszukiwaniu dobrej wiadomości

Co czytamy i jak to zrozumieć?

Czytać albo nie czytać – oto jest pytanie

Krytycy są bardziej szaleni niż poeci. […] I chociaż święty Jan Ewangelista w swojej wizji widział wiele dziwnych bestii, to nie widział stworzenia tak straszliwego, jak to opisywane przez jego komentatorów1.

G.K. Chesterton

Na ekranie starego telewizora pojawił się mówca w idealnie skrojonym garniturze i z nienagannie ułożoną fryzurą. Uśmiechając się szeroko, opowiadał o czasach ostatecznych, które, jego zdaniem, zaczną się lada moment, a może nawet już trwają. Pokazywał na wykresach chronologię przyszłych wydarzeń. Z zapałem opowiadał o pochwyceniu Kościoła, czyli o nagłym i niespodziewanym zabraniu do nieba naśladowców Jezusa. Wydarzenie to, jak twierdził, spowoduje chaos na ziemi, gdyż w jednej chwili znikną miliony chrześcijan, a pozostali nie będą wiedzieli, co się z nimi stało. Również ci zabierani będą zaskoczeni, ponieważ zostaną pochwyceni do nieba podczas wykonywania codziennych czynności: piloci samolotów podczas rejsowych lotów międzykontynentalnych, lekarze w trakcie przeprowadzania operacji, nauczyciele w samym środku lekcji, a kierowcy w czasie jazdy po autostradzie. Nietrudno sobie wyobrazić ogólnoświatową katastrofę, do jakiej to doprowadzi. A to dopiero początek tarapatów, ponieważ zaraz po pochwyceniu Kościoła nastanie wielki ucisk i panowanie antychrysta, który stanie na czele światowego rządu.

Następnie telewizyjny kaznodzieja przeczytał opis zabójczej szarańczy z Objawienia Jana, zwanego też Apokalipsą, który niewątpliwie pobudzał wyobraźnię:

Z wyglądu szarańcza przypominała konie przygotowane do bitwy. Łby zdobiły jej wieńce jakby ze złota, pyski wyglądały jak twarze ludzkie, grzywy przypominały włosy kobiet, a zęby — kły jak u lwów. Miała też pancerze jakby żelazne, a dźwięk pracujących skrzydeł brzmiał jak odgłos wielu zaprzężonych w konie rydwanów, pędzących do bitwy. Ponadto szarańcza miała ogony podobne do skorpionowych oraz żądła. Te ogony mogły wyrządzać szkodę ludziom przez okres pięciu miesięcy2.

– Czy ktoś kiedyś widział taką szarańczę? Oczywiście, że nie. To nie może być zwykła szarańcza – odpowiedział kaznodzieja na zadane przez siebie pytanie. – To nic innego jak nowoczesne śmigłowce bojowe.

Aby to udowodnić, pokazał rysunek szarańczy, obok którego umieścił zdjęcie śmigłowca.

– Czyż nie wyglądają podobnie? Jan na pewno widział uzbrojone śmigłowce, ale wtedy nie wiedział, na co patrzy. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia ze śmigłowcami i właśnie dlatego opisał je jako morderczą szarańczę siejącą spustoszenie na ziemi.

To było ponad trzydzieści lat temu. Muszę przyznać, że tego typu obrazy przemawiały do wyobraźni nastolatka. Moi rodzice właśnie założyli kablówkę, abym miał częstszy kontakt z językiem angielskim. A ja, szukając ciekawych programów do oglądania, wybierałem te, które mówiły o Biblii, z przekonaniem, że trafiłem na żyłę złota. Później okazało się, że choć niewątpliwie była to jakaś żyła, to z całą pewnością nie było to złoto. Jeśli nie złoto, to co? Dobre pytanie.

***

Apokalipsa od wieków rozpalała wyobraźnię czytelników. Nie trzeba sięgać daleko w głąb historii, żeby się o tym przekonać. Kiedy powstawała Unia Europejska, niektórzy widzieli w niej odrodzone Cesarstwo Rzymskie – utożsamiano ją z dziesięcioma rogami bestii, które symbolizują dziesięć królestw. Państw tworzących unię szybko przybywało, więc także teorię modyfikowano.

Kiedy nastąpił wybuch w elektrowni atomowej w Czarnobylu, znaleźli się tacy, którzy uważali, że to spełnienie proroctwa o gwieździe Piołun mającej spaść na ziemię i zatruć jej wody. W interpretacji doszukiwali się powiązań znaczeniowych słowa Czarnobyl ze słowem piołun. Podobnie kiedy w czasie wojny o Kuwejt w 1991 roku zapłonęły szyby naftowe, a dym był tak gęsty, że nie było widać słońca, mówiono, że wypełnia się proroctwo o tym, że w czasach ostatecznych zaćmi się właśnie Słońce. Inni natomiast oczekiwali bardziej dosłownego zaćmienia słońca, takiego jakie opisuje Jan. Zastanawiali się, jaki wpływ na życie na ziemi będzie miał fakt, że słońce straci jedną trzecią energii albo że jedna trzecia rzek zamieni się w krew. Co się wtedy stanie z procesami wegetacji? Jak to wpłynie na zaopatrzenie mieszkańców miast w wodę i na życie w oceanach? To oczywiście zaowocowało przeróżnymi katastroficznymi wizjami kryzysów, wojen i prowadziło do kolejnych spekulacji na temat naszej przyszłości.

Za każdym razem, gdy mają miejsce kryzysy, takie jak epidemia COVID, wojna w Ukrainie, pożary lasów w Australii lub powodzie, wiele osób rozmyśla nad tym, czy są one przejawem sądu Bożego, kolejnym znakiem końca świata. Czy to już ta wojna albo ten głód, albo ta susza, które wpisują się w ciąg wydarzeń prowadzących do końca? Pytają, kiedy nastąpi ten koniec i jak będzie wyglądał. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Google „koniec świata”, a znajdziemy mnóstwo gotowych scenariuszy, których autorzy prześcigają się w liczbach kataklizmów oraz konfliktów nuklearnych. Jednak, co ciekawe, zazwyczaj po dekadzie lub dwóch większość tych przewidywań okazuje się zupełnie nieaktualna – cała góra książek, które je opisywały, nadaje się na makulaturę.

***

Niestety nie brakuje takich, którzy idą o krok dalej, próbując podawać mniej lub bardziej dokładne daty końca świata i powrotu Jezusa. W czasie pobytu w Denver miałem okazję słuchać wykładów znanego biblisty – Craiga Blomberga. Któregoś razu pokazał nam opracowanie, w którym zebrano wszystkie znane zapowiedzi dat końca świata od czasów Jezusa aż do współczesności.

– Zagrajmy w pewną grę – powiedział. – Wy podajecie dowolny rok, zaczynając od trzydziestego trzeciego po Chrystusie, aż do daty wydania tej książki, a ja sprawdzam, czy zapowiadano wtedy powrót Jezusa.

Strzelaliśmy, podając różne daty. Okazało się, że do większości z nich pasowały konkretne zapowiedzi. A jeśli nawet w danym roku świat nie zmierzał ku końcowi, to margines błędu w wielu okresach wynosił około pięciu do dziesięciu lat. I tak przez dwa tysiące lat historii Kościoła.

Tylko w 2000 roku świat miał się skończyć dwadzieścia cztery razy, czyli średnio dwa razy w miesiącu, z czego dokładnie cztery razy w kwietniu i cztery w maju. Potem przewidywano koniec co roku, a nawet kilka razy w roku. W 2012 roku kończył się też kalendarz Majów, więc przewidywano, że świat przeminie 21 grudnia, tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie pomogły nawet wyjaśnienia samych Majów, którzy przekonywali, że ich kalendarz jest cykliczny, czyli nawet jak się skończy, to zacznie biec od początku. Końca uparcie oczekiwano, a on, jak widać, wciąż nie nadszedł.

***

Przepowiadaczom powtórnego przyjścia Jezusa nie przeszkadza nawet fakt, że sam Jezus, nauczając o końcu, jasno powiedział: „Tego dnia natomiast ani tej godziny nikt nie zna: ani aniołowie w niebie, ani Syn — tylko Ojciec”3. Nawet Syn Boży, gdy był na świecie i stał się człowiekiem ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu ograniczeniami, nie wiedział, kiedy to się wydarzy. Tymczasem jednym z tych, którzy wiedzieli, a przynajmniej tak myśleli, okazał się Harold Camping – chrześcijański pisarz, kaznodzieja, twórca Family Radio. Pierwszy raz zapowiedział powtórne przyjście Jezusa na 21 maja 1988 roku. Kiedy tego dnia nic się nie wydarzyło, podał kolejną datę – 6 września 1994 roku. Wielu jego zwolenników potraktowało te słowa poważnie i przygotowało się na nadchodzący koniec. Pewien lekarz rodzinny niestrudzenie opowiadał pacjentom o dacie końca świata. Następnie zwolnił cały zespół pracowników i zamknął przychodnię. Okazało się, że niepotrzebnie, bo niedługo potem znowu musiał ją otworzyć.

Zdumiewające okazało się jednak to, że po kolejnej nieudanej próbie przewidzenia końca świata popularność Campinga i Family Radio wzrosła, a on sam podał następną datę – 2008 rok. Potem przygotowywał wszystkich na 21 maja 2011 roku. Jednak kiedy tylko ta data się zdezaktualizowała, szybko naniósł drobną poprawkę i przesunął powrót Jezusa z 21 maja na 21 października na godzinę osiemnastą. Była to jego ostatnia próba. W końcu zarówno on sam, jak i jego współpracownicy przestali odbierać telefony – zamilkli. W 2012 roku Camping wydał oświadczenie, w którym publicznie przeprosił za błędne wyliczenia i całe zamieszanie, które spowodował, a rok później zmarł w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat, co było jego osobistym końcem świata. Nawet tego nie przewidział4.

***

Nie dziwi więc, że Apokalipsa wywołuje bardzo skrajne emocje u tych, którzy ją czytają. Co roku, kiedy uczyłem na temat Objawienia Jana, na początku zajęć zadawałem studentom to samo pytanie: „Jakie emocje wzbudza w was Księga Objawienia?”. Za każdym razem słyszałem te same odpowiedzi. Wszyscy byli zgodni – to trudna część Biblii.

Parafrazując słowa mojego profesora Roberta Lowery, można powiedzieć, że kiedy czytamy Objawienie Jana, mamy wrażenie, jakbyśmy znaleźli jakąś dziwną wersję magazynu „National Geographic”. Zamiast dobrze znanych zwierząt opisane są smoki, krwawe bestie z kilkoma głowami, Baranek, który wygląda jak zabity, i zabójcze gatunki szarańczy. Czasem czujemy się, jakbyśmy oglądali prognozę pogody, w której zapowiadane są przeróżne zjawiska. Wystąpią: grad, zaćmienie słońca, burze na morzu, grzmoty, pioruny, spadające gwiazdy, powodzie i trzęsienia ziemi. Bywa też, że odnosimy wrażenie, jakby wpadł nam w ręce podręcznik wyższej matematyki pełen dziwnych liczb takich jak: trzy, cztery, sześć, siedem, dziesięć, dwanaście i jej wielokrotność, na przykład sto czterdzieści cztery tysiące, oraz sześćset sześćdziesiąt sześć. Jak się w tym wszystkim połapać?5

Niektórzy z moich studentów dodawali, że ta księga jest nie tylko trudna, ale też przerażająca. Znajdujemy tam bowiem opisy groźnych bestii, głodu, wojen, cierpienia i prześladowań. Czytamy o czterech jeźdźcach Apokalipsy, którzy sieją spustoszenie na ziemi, widzimy, jak otwierane są kolejne pieczęcie, rozbrzmiewają kolejne trąby zapowiadające sąd i wylewane są czasze gniewu. Ta księga może budzić grozę. Czasem nawet trudno się w niej doszukać dobrych wiadomości.

Z tego powodu wiele osób woli trzymać się z dala od tej części Biblii, jakby na samym jej początku widniał napis ostrzegawczy: „UWAGA! Nie dotykać!”. Podczas lektury Pisma Świętego czytelnicy wolą udawać się w bezpieczniejsze rejony – zaglądają na przykład do ewangelii czy psalmów. Kto by chciał czytać o tak skomplikowanych, a do tego tak strasznych rzeczach? Zresztą trudno się im dziwić, skoro nawet niektórzy ojcowie Kościoła zastanawiali się, czy Objawienie Jana powinno być częścią kanonu Nowego Testamentu.

Marcin Luter w okresie reformacji, przynajmniej na początku, twierdził, że księga ta powinna być usunięta z Biblii, ponieważ nie wnosi za wiele do naszego życia. Potem jednak zmienił zdanie i zaczął się nią bardziej interesować. Jan Kalwin z kolei napisał komentarze do większości ksiąg Biblii, ale pominął Księgę Objawienia i konsekwentnie unikał pisania na jej temat.

***

Są jednak i tacy, którzy popadają w drugą skrajność. Tak bardzo fascynuje ich Apokalipsa i jej symbolika, że traktują ją jak zakodowany scenariusz przyszłości, który trzeba rozszyfrować. Za wszelką cenę próbują dopatrzeć się wyjaśnienia biblijnych symboli we współczesnych wydarzeniach, układają całe scenariusze dotyczące przyszłości, tworzą wykresy i plany historii oraz spierają się o to, kiedy powróci Jezus.

Niektórzy więc postrzegają tę księgę nieco podobnie jak mnich z powieści Imię róży Umberto Eco. Brat William, wraz ze swoim pomocnikiem o imieniu Adso, próbował rozwiązać zagadkę siedmiu tajemniczych morderstw, które miały miejsce w klasztorze. Przy tym był przekonany, że klucz do jej rozwiązania znajdował się właśnie w Apokalipsie. Kiedy Adso dopytywał, skąd ten pomysł, zdumiony mnich odpowiedział: „Księga Jana stanowi klucz do wszystkiego”6.

No właśnie. Skoro ta księga jest rozwiązaniem wszystkiego, to kreatywności w doszukiwaniu się znaczeń biblijnych symboli w otaczającym nas świecie, zdaje się, nie ma końca. Niektórzy snują spekulacje na temat pochwycenia Kościoła i zabrania go do nieba. Zastanawiają się, czy wydarzy się to przed wielkim uciskiem, w jego trakcie czy może na sam koniec. Zupełnie nie przeszkadza im fakt, że Objawienie Jana milczy na temat jakiekolwiek pochwycenia. Takie słowo ani podobna idea nie pojawiają się w Apokalipsie.

***

Jak się w tym wszystkim połapać i nie pogubić? No i gdzie znaleźć tę dobrą wiadomość Apokalipsy? Zdecydowanie nie zachęcam do naśladowania żadnej z opisanych wyżej postaw. Nie warto unikać Apokalipsy tylko dlatego, że jest trudna. To nie przypadek, że ta księga znalazła się w Biblii, a jak pisze Jan na samym jej początku: „Szczęśliwy ten, kto czyta, oraz ci, którzy słuchają słów proroctwa i trzymają się tego, co jest w nim napisane. Czas bowiem jest bliski”7. Słowo szczęśliwy jest też tłumaczone jako błogosławiony. Jan nazywa czytających tę księgę albo słuchających jej szczęściarzami, którym Bóg chce pogratulować i których błogosławi. Czas bowiem jest bliski. Ci ludzie nie myślą, że muszą wszystko zrozumieć, jedynie czytają i wiernie czekają na powtórne przyjście Jezusa – wiedzą, że Król jest blisko.

Nie warto też popadać w drugą skrajność i fascynować się każdą nową sensacyjną teorią na temat Objawienia Jana albo doszukiwać się w tej księdze interpretacji, o których ani Janowi, ani jego pierwotnym adresatom nawet się nie śniło. Dlatego jeśli czytasz tę książkę w poszukiwaniu tego typu rewelacji, muszę cię uprzedzić: tu ich nie znajdziesz. Mimo to zachęcam cię do dalszej lektury, ponieważ jestem przekonany, że Apokalipsa ma do zaoferowania coś lepszego niż garść niejasnych scenariuszy na temat sojuszy politycznych, światowego rządu i elektronicznych chipów wszczepianych pod skórę.

Ta książka nie jest też komentarzem wyjaśniającym tekst biblijny werset po wersecie ani rozprawą akademicką przeznaczoną jedynie dla teologów. Nie odpowiada na wszystkie pytania związane z Księgą Apokalipsy ani nie wyjaśnia wszystkich zawiłości związanych z jej interpretacją. Jej celem jest zachęcenie każdego – nawet tych, którzy nigdy w życiu jeszcze nie czytali Objawienia Jana – do lektury tej niezwykłej i ważnej księgi Nowego Testamentu. Może nas ona zaskoczyć tak bardzo, jak zaskoczyła pewnego nastolatka, który po raz pierwszy przeczytał ją w szkole w jeden dzień. Tak wspomina to doświadczenie:

To zabawne, ale jestem absolutnie przekonany, że zupełnie nie zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Wciąż jednak pamiętam wybuchową moc i piękno bijące z całości oraz poczucie, że Nowy Testament, który trzymałem w rękach, krył w sobie burzę z piorunami, przed czym nikt mnie wcześniej nie uprzedził8.

Wiele lat później ten nastolatek – N.T. Wright – został znanym teologiem. Do dziś fascynuje się Apokalipsą.

Ostatnia księga Biblii kryje w sobie więcej niż tylko burzę z piorunami. Słowo ewangelia oznacza dobrą wiadomość. Być może nigdy w ten sposób nie myślałeś, tymczasem Apokalipsa przekazuje Ewangelię, czyli Dobrą Wiadomość o zbawieniu. Baranek – tak najczęściej Jan określa Jezusa, a przy tym opisuje, co On dla nas zrobił, umierając za nasze grzechy. Baranek jest jednocześnie Królem, który nie zaprasza nas do swojego Królestwa tylko w odwiedziny, ale do życia w nim jako jego obywatele. To jest właśnie Ewangelia – Dobra Wiadomość, której nie możemy przegapić.

Zachęcam cię do lektury tej niezwykłej księgi Biblii. Podczas czytania książki, którą trzymasz w rękach, studiuj równolegle Objawienie Jana i nasiąkaj jego obrazami. Nie musisz wszystkiego rozumieć ani próbować wszystkiego wyjaśnić. Po prostu czytaj z zachwytem. Niech przemawia do twojej wyobraźni i przypomina ci o Tym, „[…] który był, który jest i który nadchodzi”9. On jest w drodze, już naprawdę blisko. Świadomość faktu, że Król niedługo powróci, może zmienić nasze spojrzenie na historię świata bardziej, niż moglibyśmy się spodziewać.

***

Czas na historię wszystkiego.

Czy wiesz, po co jesteś?

1 G.K. Chesterton, Orthodoxy, Nowy Jork 1908, s. 17. Wszystkie cytaty, które pochodzą z anglojęzycznych publikacji, są tłumaczeniem własnym autora.

2 Objawienie Jana 9,7–10. O ile nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne zaczerpnięto z Biblii, to jest Pisma Świętego Starego i Nowego Przymierza. Przekład z języka hebrajskiego, aramejskiego i greckiego, wydanie I, Ewangeliczny Instytut Biblijny, Poznań 2016.

3 Ewangelia Mateusza 24,36.

4 M.J. Gorman, Reading Revelation Responsibly. Uncivil Worship and Witness. Following the Lamb Into the New Creation, Eugene 2011, s. 14–15. Zobacz też: R.D. McFadden, Harold Camping, Dogged Forecaster of the End of the World, Dies at Age 92, www.nytimes.com/2013/12/18/us/harold-camping-radio-entrepreneur-who-predicted-worlds-end-dies-at-92.html (dostęp 7.03.2025).

5 R.A. Lowery, Revelation’s Rhapsody. Listening to the Lyrics of the Lamb. How to Read the Book of Revelation, Joplin 2006, s. 26–27.

6 U. Eco, The Name of the Rose, tłum. W. Weaver, San Diego 1994, s. 303.

7 Objawienie Jana 1,3.

8 N.T. Wright, Following Jesus. Biblical Reflections on Discipleship, Londyn–Grand Rapids 1994, s. 54.

9 Objawienie Jana 4,8.

Historia wszystkiego

W czasie studiów w Kanadzie byłem wolontariuszem w jednym z kościołów, w którym pracowałem z osobami starszymi. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, jedliśmy obiad, rozmawialiśmy, a potem graliśmy w gry, których zasady chyba już na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą. Pewnego razu pastor powiadomił mnie, że właśnie zmarł pewien starszy człowiek, i zapytał, czy po pogrzebie pomógłbym w przygotowaniu skromnego poczęstunku dla rodziny. Zgodziłem się, choć nie miałem okazji poznać tego staruszka. Od miesięcy przebywał w szpitalu i ani on, ani jego żona nie przychodzili na nasze spotkania.

Po uroczystości pogrzebowej rodzina i znajomi przybyli do kościoła na posiłek. Jedna starsza pani przykuła moją uwagę. Stała przy stoliku, na którym umieszczone było zdjęcie zmarłego. Zajęła miejsce tuż obok fotografii. Jadła ciasto, rozmawiała i śmiała się. Wyglądała, jakby naprawdę dobrze się bawiła. Zdecydowanie za dobrze jak na pogrzeb. Z rozmyślań wyrwał mnie pastor. Podszedł i zapytał:

– Zdziwiony zachowaniem wdowy?

– Wdowy?! – odparłem zdumiony. – Nie wygląda na zmartwioną z powodu straty męża.

– Bo nie jest.

– Aż taki zły był?

– Chyba nie. Ona nawet nie wie, że to pogrzeb jej męża.

– Jak to nie wie?

– Cierpi na alzheimera. Przez ostatnie miesiące wcale się nie widywali, ponieważ on przebywał w szpitalu, a ona w domu opieki. Zdążyła o nim zapomnieć. Przestała go rozpoznawać. Zresztą, już za bardzo nie wie, kim sama jest.

Stała tam, jadła ciasto, piła kawę, śmiała się i rozmawiała z ludźmi, ale nie była świadoma, co tam robi, kim jest i dokąd zmierza. Nie miała pojęcia, jaka jest jej historia. Nawet nie wiedziała, że właśnie straciła męża – człowieka, w którym kiedyś się zakochała.

Jeśli życie jest historią, każdy z nas chce znaleźć w niej swoje miejsce – pragnie, aby jego osobista opowieść stanowiła część większej historii. Problem jednak polega na tym, że czasem czujemy się zagubieni, ponieważ sami nie wiemy, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. Nie wiemy albo zdążyliśmy o tym zapomnieć.

***

Bez względu na osobiste przekonania na temat życia trudno nam pogodzić się z myślą z dramatu Makbet Williama Szekspira, że życie jest nic nieznaczącą, pełną wrzasku i wściekłości opowieścią idioty10. To prawda, czasem niełatwo dopatrzyć się w nim sensu. Jednak głęboko w nas tkwi dane przez Boga pragnienie poznania celu, dla którego żyje człowiek. Po prostu chcemy wiedzieć, jak brzmi cała historia, która wyjaśnia nasze istnienie. Szukamy odpowiedzi na pytanie: po co żyjemy?

Ludzie od wieków kochali mity i opowieści. Na swój sposób wyjaśniały im one, skąd się wzięli, kim są, co jest dobre, a co złe i jaki jest sens ich egzystencji. Te historie nie tylko kształtowały wartości i przekonania, ale także pomagały zdefiniować tożsamość. Również każdy naród ma swoją historię, swoje obyczaje i swoich bohaterów. Od urodzenia słuchamy opowieści o wydarzeniach historycznych, uczymy się języka oraz nasiąkamy kulturą, dlatego możemy nazwać siebie Polakami, Portugalczykami, Amerykanami, Ukraińcami i tak dalej. Jednak nawet narodowe historie i tożsamość związana z pochodzeniem etnicznym nie wystarczą do zdefiniowania, kim tak naprawdę jesteśmy.

Jeśli więc historia narodu nie rozwiązuje problemu, to może historia rodziny? Te też bywają różne. Dzieci, gdy przychodzą na świat, automatycznie stają się częścią historii swoich bliskich. Często również przez lata słuchają z ich ust opowieści na swój temat, które definiują ich sposób myślenia. Niektóre dzieci słyszą: „Jesteś głupia i niczego nie osiągniesz”, „Jesteś beznadziejny”, „Tak naprawdę to nie chcieliśmy mieć dziecka”, „Jeszcze jedna gęba do wykarmienia”, „Nie chcę cię widzieć”, „Wstyd mi za ciebie”. Trudno się nie pogubić, kiedy wciąż słucha się tego typu opowieści. Mijają lata, rodzice odchodzą z tego świata, a w uszach dorosłych dzieci ciągle brzmi ten sam głos, który sprawia, że żyją według tego, co słyszą.

Inni mieli więcej szczęścia. W dzieciństwie słyszeli takie słowa: „Kochamy cię”, „Jesteśmy z ciebie dumni”, „Spróbuj jeszcze raz”, „Marzyliśmy o tym, aby mieć dziecko. Dobrze, że jesteś”, „Przepraszam. Wybaczysz mi?”, „Tęsknimy za tobą. Kiedy przyjedziesz?”. Jednak nawet te historie nie wystarczą, aby dowiedzieć się, kim naprawdę jesteśmy i po co żyjemy.

Jest taki moment w okresie dorastania, kiedy młody człowiek zaczyna szukać opowieści, które wyjaśnią cel istnienia. A tych nie brakuje. Ewolucjoniści i materialiści przekonują, że jesteśmy tylko zlepkiem atomów, bardziej zaradnymi organizmami, które są dziełem kosmicznego przypadku. Jesteśmy zwierzętami i umrzemy jak zwierzęta. Naszym celem jest przekazanie genów kolejnemu pokoleniu, a uczucia, na przykład miłość, to tylko reakcje chemiczne i przejaw instynktu samozachowawczego. Nawet potrzebę Boga wyjaśnią jako ewolucyjną próbę poradzenia sobie z lękiem przed śmiercią. Smutna to opowieść, ale niektórzy nią żyją i zgodnie z nią umierają.

Dlatego pragniemy czegoś więcej. Potrzebujemy lepszej i większej historii, która odpowie na nurtujące nas pytania:

Kim jesteśmy?

Gdzie jesteśmy?

Po co tu jesteśmy?

Co jest nie tak ze światem?

Jakie jest rozwiązanie?

Krótko mówiąc: potrzebujemy poznać historię wszystkiego.

Missio Dei

Pewna kobieta zapytała pastora Chrisa Gonzalesa:

– Jak to możliwe, że jedna Biblia opowiada jedną wielką historię? Nie rozumiem…

Pastor w chwili przebłysku inspiracji wziął kopertę, która leżała na jej biurku, i narysował kilka prostych symboli.

– Oto cała opowieść z Biblii – zaczął. – Zmieściła się na jednej stronie koperty11.

Jego rysunek wyglądał mniej więcej tak.

Stephen Hawking, znany naukowiec, próbował stworzyć teorię wszystkiego. Tymczasem my, bez odrobiny przesady, możemy Biblię i przedstawioną w niej historię nazwać historią wszystkiego, albo inaczej – Missio Dei, czyli Misją Boga. Ta zdumiewająca opowieść rozciąga się od stworzenia świata aż do nowego stworzenia. Pokazuje, kim jesteśmy i jaki jest cel tego wszystkiego. Jednocześnie jest ona kontekstem dla zrozumienia Apokalipsy.

Missio Dei to historia, która zaczyna się od STWORZENIA. Bóg ukształtował świat i ludzi. Uczynił mężczyznę i kobietę na swoje podobieństwo, aby w Jego imieniu panowali nad całym światem i troszczyli się o niego. Ludzie stworzeni na obraz Boga byli Jego odbiciem – mieli Go reprezentować przed całym stworzeniem. Boży świat był wolny od grzechu, zła, nienawiści, podziałów, chorób i śmierci. W tym miejscu panowała idealna harmonia pomiędzy Bogiem a człowiekiem oraz pomiędzy człowiekiem a resztą stworzenia. Bóg umieścił pierwszych ludzi, Adama i Ewę, w ogrodzie Eden, w którym niebo spotykało się z ziemią. To właśnie tam człowiek rozmawiał z Bogiem i cieszył się Jego obecnością.

Potem jednak miał miejsce UPADEK. Pierwsi ludzie złamali ustalone przez Boga zasady. Zjedli zakazany owoc z drzewa poznania dobra i zła. Nie wystarczyło im, że zostali stworzeni na obraz Boga – oni chcieli być tacy jak Bóg. Zamiast więc słuchać Stwórcy, posłuchali węża, czyli zwierzęcia, dlatego zaczęli zachowywać się jak zwierzęta. W rezultacie harmonijne relacje, jakimi się dotąd cieszyli, zostały zerwane. Utracili kontakt z Bogiem, bo konsekwencją grzechu było oddzielenie od Niego. Nie mieli już prawa zamieszkiwać w ogrodzie Eden.

Grzech zniszczył też ich relację. Próbowali ukryć się nie tylko przed Bogiem. Chowali się przed sobą nawzajem, wstydzili się siebie i wzajemnie się obwiniali. Kobieta i mężczyzna szybko zaczęli konkurować o dominację. Niedługo później pojawił się pierwszy konflikt w rodzinie i pierwsza śmierć w historii – brat zabił brata12.

Przez grzech ludzi świat przestał być idealnym miejscem do życia. Pojawiły się susze, trzęsienia ziemi, powodzie, wojny, wyzysk, niesprawiedliwość, choroby, starość, ból, cierpienie, a przede wszystkim – śmierć. Ludzie umarli nie tylko duchowo z powodu oddzielenia od Boga, który jest dawcą życia, ale zaczęli też umierać fizycznie.

Bóg jednak nie zostawił ani ludzi, ani tego świata. Niestrudzenie realizował plan ratunkowy, czyli Missio Dei – dał OBIETNICĘ ratunku. Już zaraz po upadku obiecał, że jeden z potomków kobiety pokona węża i zdepcze mu głowę, a ten ukąsi go w piętę. Potem na kartach Starego Testamentu ta obietnica stawała się coraz wyraźniejsza. Bóg obiecał Abrahamowi, że przez jego potomków będą błogosławione wszystkie plemiona ziemi. Dawidowi obiecał potomka, który będzie zasiadał na jego tronie na zawsze. Izajasz mówił o cierpiącym Słudze Pana, który weźmie na siebie grzechy ludzi, a Daniel o Synu Człowieczym, który będzie szedł po obłokach, aby objąć panowanie. To tylko kilka przykładów starotestamentowych zapowiedzi przyjścia Mesjasza, czyli Bożego Pomazańca.

Bóg ciągle realizował misję ZBAWIENIA, a jej punktem kulminacyjnym było przyjście na świat Jezusa nazywanego Chrystusem, czyli Pomazańcem. Oto Boże obietnice się wypełniły. Bóg stał się człowiekiem i wkroczył w nasz świat. Jezus umarł na krzyżu i zmartwychwstał, aby pokonać śmierć oraz odkupić ludzi i całe stworzenie. Jego zmartwychwstanie jest początkiem nowego stworzenia oraz zapowiedzią tego, co zrobi z nami i całym światem.

Następnie Jezus powrócił do Ojca, aby objąć panowanie, a nas – swoich naśladowców, czyli Kościół – zaprosił do realizacji Missio Dei w miejscach, w których żyjemy. Powierzył nam Dobrą Wiadomość, czyli EWANGELIĘ o zbawieniu. Jezus jest Królem, a my mamy przywilej żyć jak ludzie Króla. Jesteśmy przedsmakiem Jego Królestwa, dlatego zachęcamy innych, aby uwierzyli w Niego, poprosili o przebaczenie grzechów i poddali życie pod Jego panowanie po to, aby stać się częścią niesamowitej Bożej historii.

Przed nami NOWE STWORZENIE. Jezus pewnego dnia powróci, a wraz z Nim nastaną nowe niebo i nowa ziemia. Wreszcie zobaczymy świat w pełni odkupiony. Poczujemy się jak w raju, a nawet lepiej. Jezus umarł nie tylko po to, aby zbawić nas od grzechów, ale także aby odkupić i naprawić cały świat. Tak właśnie wygląda Missio Dei i historia wszystkiego. W Apokalipsie znajdujemy zakończenie tej historii – nowe stworzenie.

Już, ale jeszcze nie

Przyglądając się jednak uważnie Missio Dei, czyli historii wszystkiego, trudno nie dostrzec ważnego problemu. Wiele lat temu rozmawiałem z pewnym rabinem:

– Co dla ciebie stanowi największą przeszkodę, aby uwierzyć, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem i Odkupicielem? – zapytałem.

– Jeśli Jezus naprawdę jest Odkupicielem, to nie rozumiem, dlaczego ten świat nie wygląda, jakby był odkupiony.

No i kto tu ma rację? Jezus jest Odkupicielem czy świat nie jest odkupiony? Ta sytuacja jest nieco podobna do historii o tym, jak dwóch Żydów się ze sobą spierało, a trzeci próbował pomóc im się dogadać. W końcu jednak się poddał i wezwał rabina. Ten chętnie przyszedł. Najpierw wysłuchał jednego.

– Masz rację – powiedział.

Potem wysłuchał drugiego.

– I ty masz rację – uznał.

– Ale rabbi – obruszył się trzeci – przecież obaj jednocześnie nie mogą mieć racji.

– Ty też masz rację – odpowiedział rabin.

Wierzę, że Jezus jest Odkupicielem. Kiedy umarł na krzyżu, odkupił ten świat, pokonał grzech i śmierć. To prawda. Mam rację. Jednak ten świat wciąż jest pełen zła, bólu, grzechu, cierpienia i śmierci. Wcale nie wygląda na odkupiony. To też prawda. Rabin też ma rację. Te dwie racje zdają się wykluczać i to też jest prawda. Każdy, kto to dostrzega, też ma rację. Jak więc się w tym wszystkim połapać?

Kiedy czytamy Biblię, nie mamy wątpliwości, że ofiara Jezusa na krzyżu była doskonała. Przez śmierć i zmartwychwstanie Jezus odkupił świat, pokonał zło i dał nam zbawienie. Innymi słowy: już jesteśmy odkupieni i zbawieni. Królestwo Boże już przyszło w osobie samego Króla – Jezusa – a my jesteśmy reprezentantami tego Królestwa. Jednak w Biblii czytamy też o tym, że mamy wyczekiwać zbawienia i ciągle modlić się słowami: „Przyjdź Królestwo Twoje”. Żyjemy więc w napięciu: już, ale jeszcze nie.

Terminem już, ale jeszcze nie teologowie wyrażają to, co Jezus dla nas zrobił, w zestawieniu z rzeczywistością, w której żyjemy. Już zostaliśmy zbawieni i mamy pewność życia wiecznego, ale jeszcze nie doświadczamy pełni zbawienia, ponieważ Jezus jeszcze nie powrócił, jeszcze nie było zmartwychwstania, jeszcze nie mamy nowych ciał. Już zostaliśmy wyzwoleni z grzechu, ale ciągle jeszcze upadamy. Jezus, umierając na krzyżu, odkupił świat, pokonał zło, choroby i śmierć, ale ciągle jeszcze widzimy świat pełen zła, ciągle chorujemy i ciągle umieramy, bo jeszcze nie nastała pełnia odkupienia. Już, ale jeszcze nie – to rzeczywistość, w której żyjemy. Jednak pewnego dnia, kiedy Jezus powróci, doświadczymy zbawienia w pełni i zobaczymy, jak zwycięstwo dokonane na krzyżu faktycznie przemienia cały świat. Tak więc już zostaliśmy zbawieni, ale jeszcze nie widzimy wszystkich skutków tego zbawienia.

***

Idea już, ale jeszcze nie pomaga nam lepiej zrozumieć Objawienie Jana. Ukazuje nam ono bowiem Chrystusa siedzącego na tronie i panującego nad światem, ale pokazuje też, jak dzikie bestie prześladują Jego naśladowców i panoszą się na świecie, który ciągle jest pełen bólu i cierpienia. Już, ale jeszcze nie pozwala nie tylko lepiej zrozumieć rzeczywistość, w której żyjemy, ale też zmienia nasze spojrzenie na życie. Uczy realistycznych oczekiwań. Dopóki Jezus nie powróci, niesprawiedliwość, krzywda, ból, cierpienie, choroby i śmierć nie znikną ze świata. Będą także towarzyszyć naśladowcom Chrystusa, którzy tak samo jak inni cierpią, chorują, starzeją się i umierają.

Jednak wiedząc, że Jezus nas zbawił, możemy już dziś żyć nadzieją. Choć ciągle doświadczamy tych samych trudów co zawsze, spójrzmy na życie inaczej. Dzięki Jezusowi mamy szansę inaczej postrzegać pracę, rodzinę, cierpienie, doświadczenia, trudności, a nawet śmierć, bo i ona nie jest końcem wszystkiego. Wiemy, że On zwyciężył, i będziemy cieszyć się tym w pełni – to tylko kwestia czasu. Musimy jeszcze chwilę zaczekać.

Moje miejsce w historii

Apokalipsa nieustannie przypomina o Missio Dei. Jan ciągle wraca do stworzenia świata, do obietnic Starego Testamentu, a przede wszystkim do zwycięstwa Jezusa na krzyżu. Missio Dei – Boża historia wszystkiego – jest więc kontekstem dla zrozumienia Apokalipsy, która przedstawia zakończenie tej niesamowitej opowieści.

Jednak trzeba przyznać po raz kolejny: ta księga jest czymś więcej niż tylko opisem zakończenia dziejów. Stanowi zaproszenie do znalezienia swojego miejsca w wielkiej Bożej historii. Tylko ta opowieść może zmienić sposób patrzenia na nas samych i na nasze życie. Dzięki niej odkryjemy, że nie jesteśmy dziełem przypadku ani bystrzejszymi zwierzętami, ale zostaliśmy stworzeni przez Boga, by być Jego odbiciem pośród reszty stworzenia. Bóg tak nas pokochał, że stał się człowiekiem, aby nas zbawić – nie pozostawił nas samych we wszechświecie. W końcu nie musimy żyć w ciągłym strachu o przyszłość, ponieważ Bóg przygotował dla nas wieczność i pewnego dnia, kiedy powróci Jezus, zobaczymy świat takim, jakim Bóg zawsze chciał go widzieć.

Stwórca zaprasza nas do swojej historii. Pragnie nadać nam nową tożsamość. Często próbujemy definiować, kim jesteśmy, patrząc przez pryzmat sukcesów i porażek albo ról, które pełnimy w życiu. Tymczasem Bóg zachęca każdego, aby stał się Jego dzieckiem – to najlepsza tożsamość, której nikt ani nic nam nie odbierze. Pewnego dnia sukcesy przestaną się liczyć, a życiowe role ulegną zmianie. Nie będziemy już wnukami, bo stracimy dziadków, przestaniemy być dziećmi, bo stracimy rodziców. Nie będziemy braćmi i siostrami, bo stracimy rodzeństwo. Stracimy przyjaciół i pracę. Ostatecznie stracimy też zdrowie i życie. Życiowe role i tożsamości są przemijające, wszystkie poza jedną – przywilejem bycia dzieckiem samego Boga.

Świadomość Missio Dei – wielkiej misji ratunkowej Boga – zmienia spojrzenie na świat i na nasze miejsce w nim. Często słyszę, jak wierzący zadają pytania typu: „Jaki jest Boży plan dla mojego życia?”, „Jakie studia wybrać?”, „Kogo polubić, a kogo poślubić?”, „Którą ofertę pracy przyjąć?”. To są bardzo ważne pytania, jednak często kryje się za nimi założenie, że jest tylko jedna ścieżka, którą można przejść przez życie, aby podobać się Bogu. Trzeba ją odkryć, bo inaczej łatwo się rozminąć z Bożą wolą. Tymczasem zamiast pytać: „Boże, jaki masz plan dla mojego życia?”, lepiej upewnić się: „Boże, jakie jest moje miejsce w Twoim planie?”.

Jak się przekonaliśmy, Bóg ma plan i realizuje go od początku świata. Zaprasza nas także do włączenia się w Jego misję. Świadomość tego faktu jest bardzo uwalniająca, ponieważ nagle odkrywamy, że w Bożym planie możemy uczestniczyć na wiele sposobów. On działa nie tylko w historii świata, ale też w twojej okolicy, pracy, szkole czy rodzinie. We wszystkich tych miejscach chce się tobą posłużyć. Dlatego jeśli szukasz swojego miejsca w Missio Dei, najlepiej porozmawiaj z Bogiem i zadaj mu dwa pytania. Pierwsze brzmi: „Boże, w jaki sposób już teraz działasz w moim sąsiedztwie, pracy czy rodzinie?”. A drugie: „Jak mogę się włączyć w to, co Ty już zacząłeś robić wokół mnie?”. Missio Dei zmienia spojrzenie na historię, na Apokalipsę i na nas samych. Czytając Objawienie Jana, dowiemy się, co znaczy być częścią Missio Dei i żyć jak poddany Jezusa, który jest Królem. Dowiemy się tego, ale jeszcze nie teraz.

***

Wszystko bardzo dobrze brzmi,ale jak nie pogubić się w labiryncie Apokalipsy?

10 Zob. W. Szekspir, Makbet, akt V, scena 5.

11 Ch.J.H. Wright, How to Preach and Teach the Old Testament for All Its Worth, Grand Rapids 2016, s. 33–36.

12 Por. Księga Rodzaju 4,1–16.

W labiryncie Apokalipsy

W labiryncie łatwo się zgubić. Wiedział o tym doskonale Dedal, który na Krecie właśnie taki zbudował, aby uwięzić w nim potwora – Minotaura. Miał tego świadomość również dzielny Tezeusz, który musiał do tego labiryntu wejść i się w nim odnaleźć.

Historia Tezeusza zaczęła się od tego, że przybył do Aten i zastał mieszkańców miasta pogrążonych w wielkim smutku. Po raz kolejny przyjechali do nich wysłańcy króla Krety – Minosa – i domagali się siedmiu dziewcząt oraz siedmiu chłopców na ofiarę dla Minotaura. Tezeusz tak bardzo współczuł ateńczykom, że postanowił pojechać na Kretę, aby zabić Minotaura i w ten sposób ocalić młodych ludzi od straszliwej śmierci. Jego zadanie było podwójnie niebezpieczne, ponieważ musiał zmierzyć się z potworem i wygrać, a potem znaleźć drogę wyjścia z labiryntu, co, jak dotąd, nikomu się nie udało. Trudno więc ocenić, co było trudniejsze.