Koszmary senne. Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla Twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę - Carr Michelle - ebook

Koszmary senne. Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla Twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę ebook

Carr Michelle

0,0
59,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Większość ludzi traktuje koszmary jako coś, o czym należy zapomnieć, zostawić za sobą w mrokach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żadnej kontroli.

Ale Ty nie należysz do większości, prawda? Dlatego trzymasz w ręku tę książkę. Znajdziesz w niej odpowiedzi na trzy podstawowe pytania:

• Dlaczego śnimy?

• Dlaczego miewamy złe sny?

• Jak można wykorzystać wiedzę naukową o marzeniach sennych i koszmarach do poprawy stanu zdrowia?

Michelle Carr, biegła adeptka inżynierii śnienia, wyjaśnia, dlaczego złe sny pojawiają się najczęściej w okresie stresu i jak ułatwiają radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami dnia. Opisuje, co nauka mówi o powstawaniu koszmarów oraz o możliwościach, jakie stwarza ich zrozumienie. Wreszcie opowiada też o tym, jak korzystać ze snów we własnym życiu, czy to w celach terapeutycznych, czy po prostu dla rozrywki, a nawet, jak postarać się o zachowanie przytomności umysłowej podczas śnienia (tak zwane świadome śnienie).

Spędzasz na spaniu średnio jedną trzecią doby. Najwyższy więc czas zrozumieć, jak doświadczasz tego procesu, dlaczego koszmary trzeba traktować poważnie oraz co możesz zrobić, aby dobrze się dziś wyspać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 412

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Fragment

Co­py­ri­ght © Co­per­ni­cus Cen­ter Press 2026

Co­py­ri­ght © Dr Mi­chelle Carr 2025

Trans­la­tion co­py­ri­ght © Da­riusz Ros­sow­ski 2026

Ty­tuł ory­gi­nałuNi­ght­mare Ob­scura. A Dream En­gi­neer's Gu­ide Thro­ugh the Sle­eping Mind

Re­dak­cja ję­zy­kowaNa­ta­lia Sło­miń­ska

Ko­rekta ję­zy­kowaMał­go­rzata De­nys

Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wychMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

SkładMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

Opieka re­dak­cyjnaSo­nia Kmie­cik

Wy­da­nie I

Kra­ków 2026

ISBN 978-83-7886-882-8

Wy­dawca: Co­per­ni­cus Cen­ter Press Sp. z o.o.

pl. Szcze­pań­ski 8, 31-011 Kra­ków

tel. (+48) 12 448 14 12, 500 839 467

e-mail: re­dak­[email protected]

www.ccpress.pl

Kon­wer­sja do ePub 3: Mar­cin Sło­ciń­ski

Moim zda­niem kosz­mar ab­so­lut­nie nie jest snem nie­uda­nym czy aber­ra­cyj­nym, lecz jed­nym z naj­waż­niej­szych ro­dza­jów ma­rzeń sen­nych i wła­śnie w nim mo­żemy naj­ła­twiej do­strzec pro­ces, który za­cho­dzi praw­do­po­dob­nie we wszyst­kich snach. W tym sen­sie kosz­mar jest naj­uży­tecz­niej­szym ze snów.

dr Er­nest Hart­mann

Wstęp

To tylko sen.

Więk­szość lu­dzi trak­tuje kosz­mary jako coś, o czym na­leży za­po­mnieć, zo­sta­wić za sobą w mro­kach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żad­nej kon­troli.

Jed­no­cze­śnie bar­dzo wielu z nas miewa złe sny. Rzadko o nich roz­ma­wiamy, wo­limy ra­czej otrzą­snąć się z nich w pro­mie­niach po­ranka. Ale ta­kie ma­rze­nia senne to coś znacz­nie wię­cej niż tylko źle prze­spana noc, a zro­zu­mie­nie od­dzia­ły­wa­nia tych snów – i ich za­ska­ku­ją­cych do­brych stron – może nam nieco osło­dzić mę­czące noce oraz wspo­móc kon­dy­cję psy­chiczną na ja­wie.

Normą jest przy­po­mi­na­nie so­bie złych snów w okre­sach stresu i wy­daje się, że te sny w pew­nym sen­sie uła­twiają nam ra­dze­nie so­bie z trud­nymi wy­da­rze­niami dnia, co nie­któ­rzy na­ukowcy trak­tują wręcz jako „nocną te­ra­pię”. Inni po­strze­gają złe sny jako po­da­rek od ewo­lu­cji, bez­pieczną prze­strzeń, w któ­rej mo­żemy wy­pró­bo­wy­wać różne re­ak­cje na sce­na­riu­sze sta­no­wiące po­ten­cjal­nie za­gro­że­nie dla ży­cia. Więk­szość ba­da­czy uważa, że trudne sny mają za­lety; ist­nieje do­bra strona sta­wa­nia nocą oko w oko z we­wnętrz­nymi de­mo­nami.

W skraj­nych przy­pad­kach prze­wle­kłe kosz­mary mogą się jed­nak prze­do­sta­wać do ży­cia na ja­wie i pod­ko­py­wać zdro­wie psy­chiczne. Na przy­kład: spo­śród pięt­na­stu ty­sięcy pra­cow­ni­ków szpi­tali u tych, któ­rzy byli na­ra­żeni na traumy, do­świad­cza­nie czę­stych kosz­ma­rów było naj­sil­niej­szym po­je­dyn­czym czyn­ni­kiem ry­zyka sa­mo­bój­stwa.

Dla­czego? Jakże coś po­zor­nie tak ilu­zo­rycz­nego może wy­wie­rać tak dra­ma­tyczny wpływ na psy­chikę?

Więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy z tego, że kosz­mar jest re­al­nym do­świad­cze­niem – rze­czy­wi­stym w na­szym umy­śle, móz­gu i ciele. U osób, które do­znały cięż­kiej traumy psy­chicz­nej lub choćby są wy­soce wraż­liwe na stres, kosz­mary mogą od­na­wiać traumę za każ­dym ra­zem, gdy się śnią. Na do­da­tek czę­ste kosz­mary i wy­wo­ły­wane przez nie za­bu­rze­nia noc­nego wy­po­czynku mogą za­kłó­cać zdol­ność mó­zgu do re­gu­lo­wa­nia emo­cji, tak że na­stęp­nego dnia bu­dzimy się jesz­cze bar­dziej bez­bronni.

Na szczę­ście współ­cze­sna wie­dza na­ukowa na te­mat ma­rzeń sen­nych zrywa za­słonę ze śnią­cego umy­słu i po­ka­zuje, co dzieje się w nim po wie­czor­nym zga­sze­niu świa­teł. Za­awan­so­wane tech­niki ba­daw­cze dają nam nowe spo­soby pod­glą­da­nia or­ga­ni­zmu i psy­chiki w spo­czynku, a także me­tody wpły­wa­nia na ukryte światy, w któ­rych prze­by­wamy pod­czas snu, oraz spo­soby prze­ry­wa­nia de­struk­cyj­nego cy­klu kosz­ma­rów i przy­wra­ca­nia do­brego wy­tchnie­nia nocą.

Zaj­muję się na­uko­wym ba­da­niem pro­ce­sów śnie­nia. W ciągu ostat­nich dwóch de­kad spę­dzi­łam setki nocy, czu­wa­jąc w la­bo­ra­to­rium i ob­ser­wu­jąc sen lu­dzi. Mo­ni­to­ruję na ekra­nie ich fale mó­zgowe, które spo­wol­niają się, w miarę jak nad­cho­dzi głę­boki sen. Mniej wię­cej co dzie­więć­dzie­siąt mi­nut mózg prak­tycz­nie się roz­bu­dza, a gałki oczne strze­lają w różne strony, tak jakby lu­dzie oglą­dali ja­kieś sceny, praw­do­po­dob­nie wy­ra­zi­sty sen. De­li­kat­nie bu­dzę ich wtedy, mó­wiąc przez gło­śnik: „Pro­szę po­wie­dzieć, co ci się te­raz śniło”.

Znaczna część mo­ich ba­dań do­ty­czy kosz­ma­rów i tego, co dzieje się w psy­chice, mó­zgu i ciele pod­czas ich wy­stę­po­wa­nia. Kiedy czło­wiek do­świad­cza kosz­maru w la­bo­ra­to­rium, czę­sto wi­dzimy, że jego serce ga­lo­puje, od­dech staje się nie­re­gu­larny, a ak­tyw­ność mó­zgu jest szybka i bli­ska tej na ja­wie. Psy­chika i ciało są prze­ko­nane, że za­gro­że­nie jest re­alne. I w wielu przy­pad­kach rze­czy­wi­ście ta­kie jest. Jak naj­bar­dziej praw­dziwy stres z kosz­ma­rów prze­nika do ży­cia na ja­wie, co wy­wo­łuje ne­ga­tywne re­per­ku­sje, zwłasz­cza w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego. Z tego po­wodu ba­da­nia i le­cze­nie tych snów mają ogromną wagę.

Do istoty mo­ich do­cie­kań na­leżą trzy główne py­ta­nia: Dla­czego śnimy? Dla­czego mie­wamy złe sny? Jak można wy­ko­rzy­stać wie­dzę na­ukową o ma­rze­niach sen­nych i kosz­ma­rach do po­prawy stanu zdro­wia? W książce tej za­po­znasz się z me­cha­ni­zmami ewo­lu­cyj­nymi, które kształ­to­wały prze­zna­cze­nie zja­wi­ska śnie­nia. Do­wiesz się, co na­uka mówi o po­wsta­wa­niu złych snów oraz o moż­li­wo­ściach, ja­kie stwa­rza zro­zu­mie­nie kosz­ma­rów. Prze­czy­tasz też o tym, jak ko­rzy­stać ze snów we wła­snym ży­ciu, czy to w ce­lach te­ra­peu­tycz­nych, czy po pro­stu dla roz­rywki – a na­wet o tym, jak po­sta­rać się o za­cho­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej pod­czas śnie­nia (lu­cid dre­aming).

Aby ba­dać kosz­mary w la­bo­ra­to­rium snów, przy­kła­damy do ciała śpią­cych różne czuj­niki. Elek­trody na skó­rze głowy mie­rzą ak­tyw­ność mó­zgu, co po­zwala okre­ślać sta­dia snu. Inne elek­trody na ciele mie­rzą tętno i na­pię­cie mię­śniowe, w szcze­gól­no­ści w miej­scu mię­dzy brwiami – je­żeli wi­dać, że ktoś marsz­czy czoło pod­czas spa­nia, może to zna­czyć, że do­świad­cza kosz­maru. Ka­mera na pod­czer­wień prze­syła ob­raz śpią­cych do po­miesz­cze­nia kon­tro­l­nego, tak by eks­pe­ry­men­ta­to­rzy mo­gli ich ob­ser­wo­wać. Co pe­wien czas bu­dzimy uczest­ni­ków ba­dań, by zbie­rać re­la­cje o ich snach.

Choć po­wszech­nie wia­domo, że spę­dzamy, śpiąc, znaczny frag­ment ży­cia – osiem go­dzin każ­dej nocy, czyli jedną trze­cią doby – więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy, że przez bar­dzo dużą część tego czasu śnimy. Kiedy bu­dzę uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów wie­lo­krot­nie w ciągu jed­nej nocy – od pierw­szych chwil po za­śnię­ciu przez mroki głę­bo­kiego snu aż do wcze­snych go­dzin po­ran­nych – w więk­szo­ści przy­pad­ków przy­po­mi­nają so­bie, że tuż przed obu­dze­niem mieli pewne do­świad­cze­nia: o czymś my­śleli, coś czuli, o czymś śnili. Ich śpiący umysł jest nad­zwy­czaj ak­tywny. Śpi, ale nie prze­rywa pracy.

Treść snów zmie­nia się w trak­cie nocy. Raz jest bar­dziej po­wsze­dnia i po­dobna do my­śli, kiedy in­dziej bar­dziej od­re­al­niona i „oni­ryczna”. W pew­nym sen­sie ana­lo­gicz­nym zmia­nom ulega cha­rak­ter na­szego my­śle­nia, gdy wy­ko­nu­jemy czyn­no­ści dnia co­dzien­nego: błą­dzimy my­ślami pod­czas zmy­wa­nia na­czyń czy do­jazdu au­to­bu­sem do pracy, a sku­piamy się w trak­cie roz­mowy z przy­ja­cie­lem albo mon­to­wa­nia szafki. Na war­stwę fe­no­me­no­lo­giczną na­szego ży­cia – za­równo na ja­wie, jak i pod­czas spa­nia – skła­dają się róż­no­rodne do­świad­cze­nia we­wnętrzne, które w dłuż­szej per­spek­ty­wie okre­ślają na­wet stan na­szego zdro­wia psy­chicz­nego. O sa­mo­po­czu­ciu i kon­dy­cji bio­lo­gicz­nej de­cy­dują nie tylko dzia­ła­nia i obo­wiązki wy­ko­ny­wane przez nas w ciągu dnia. We­wnętrzne do­świad­cza­nie przez nas ży­cia ma za­sad­ni­czy wpływ na zdro­wie oraz – jak się nie­ba­wem prze­ko­namy – na wy­sy­pia­nie się nocą.

Nie bez zna­cze­nia jest to, co ko­ła­cze się nam w gło­wie, gdy ukła­damy się do snu. Na­sze psy­chiczne do­świad­cze­nia – my­śli i uczu­cia, wra­że­nia zmy­słowe i emo­cje – nie ustają w ciągu nocy, a cała ta ak­tyw­ność śpią­cego umy­słu bez­po­śred­nio wiąże się ze zdro­wiem. Burz­liwe i nie­po­ko­jące sny wy­wo­łują w or­ga­ni­zmie re­alny stres, który prze­nosi się po­tem do ży­cia na ja­wie. Za­kłó­ca­nie go­dzin spo­czynku kosz­ma­rami prze­ciąża me­cha­ni­zmy obronne mó­zgu i po­wo­duje więk­szą draż­li­wość na­stęp­nego dnia. Może to pro­wa­dzić do sta­cza­nia się po równi po­chy­łej, gdy stan psy­chicz­nego na­pię­cia wnika co noc do snów, a po­tem prze­cho­dzi z nich do ży­cia na ja­wie i wie­czo­rem z po­wro­tem do snów.

W ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu la­tach jed­no­znacz­nie stwier­dzono wielką rolę, jaką wy­sy­pia­nie się od­grywa we wszyst­kich aspek­tach zdro­wia na ja­wie, ale co­raz ja­śniej­sze staje się też, że ma­rze­nia senne mają wpływ nie tylko na ja­kość wy­po­czynku, lecz rów­nież na sa­mo­po­czu­cie i spraw­ność w tra­cie dnia. Sny mają swoją wagę. To, jak my­ślimy, co od­czu­wamy i jak się za­cho­wu­jemy w skry­tym ży­ciu swo­jego śpią­cego umy­słu, ma nie­ba­ga­telne zna­cze­nie.

Za­sta­na­wiasz się być może, co mo­żemy z tym wszyst­kim po­cząć. Mało kto uważa, że jest w sta­nie spra­wo­wać ja­ką­kol­wiek kon­trolę nad swo­imi snami. Prze­ko­na­nie, że nie daje się za­pa­no­wać nad ma­rze­niami sen­nymi, jest tak głę­boko ugrun­to­wane, iż na­wet osoby, które cier­pią na wy­jąt­kowo cięż­kie kosz­mary, rzadko po­szu­kują te­ra­pii. Tym­cza­sem w świe­tle no­wej wie­dzy o snach sprawa ta przed­sta­wia się ina­czej. Oka­zuje się, że nie je­ste­śmy ska­zani na bez­wolne przyj­mo­wa­nie wszyst­kiego, co noc nam na­rzuca. Dzi­siej­sze ba­da­nia po­ka­zują, że ma­rze­nia senne dają się w zna­cze­nie więk­szym stop­niu kształ­to­wać i re­agują na po­świę­ca­nie im uwagi bar­dziej, niż mo­głoby się zda­wać. W re­zul­ta­cie w pew­nym za­kre­sie mo­żemy kształ­to­wać swoje sny, for­mo­wać te we­wnętrzne światy, bę­dące po­zor­nie poza na­szą kon­trolą. Ce­lem tej książki, a także ogól­nie mo­jej pracy na­uko­wej, jest słu­że­nie lu­dziom po­mocą w ak­tyw­nej pracy ze swo­imi ma­rze­niami sen­nymi, w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów oraz uzy­ski­wa­niu więk­szej spraw­czo­ści w ra­mach wła­snego ży­cia sen­nego.

Za­nim doj­dziemy do tego, jak można pro­jek­to­wać sny, mu­simy za­głę­bić się w po­wody, z któ­rych w ogóle śnimy. Jak nasz mózg i ciało wy­twa­rzają te nocne wi­zje i jak na nie re­agują? Ja­kie są ewo­lu­cyjne funk­cje snów? I co psuje się w tym sys­te­mie w przy­padku kosz­ma­rów?

Przede wszyst­kim śnie­nie można trak­to­wać jako za­cho­wa­nie wy­uczone. Każdy z nas przy­zwy­czaja się z bie­giem lat śnić w okre­ślony spo­sób. Wy­ra­biamy so­bie in­dy­wi­du­alne na­wyki śnie­nia i czę­sto w na­szych ma­rze­niach sen­nych po­wra­cają okre­ślone wątki. Po­nadto na­uczy­li­śmy się śnić jako ga­tu­nek. W ba­da­niach stwier­dzono, że te same uni­wer­salne mo­tywy po­ja­wiają się w snach przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur, co wska­zuje, że pewne ce­chy snów wy­ewo­lu­owały na­tu­ral­nie i w ja­kiś spo­sób po­ma­gają utrzy­my­wać się na­szemu ga­tun­kowi przy ży­ciu przez całe jego dzieje.

Po­nadto uczymy się od swo­ich snów. Mo­żemy się uczyć re­ago­wa­nia w ob­li­czu stra­chu: Ucie­kamy czy cho­wamy się? Ustę­pu­jemy pod na­po­rem za­gro­że­nia czy je zwal­czamy? Czy w wa­run­kach kon­fliktu mamy za­ufa­nie do in­nych lu­dzi? Zwra­camy się do nich czy od nich stro­nimy? Sny tego ro­dzaju na­sta­wiają nas na okre­ślone spo­soby po­stę­po­wa­nia w ciągu dnia, na przy­kład wzmac­nia­jąc bli­skie więzi albo skła­nia­jąc do za­zdro­ści lub ogól­nie wpły­wa­jąc na na­strój. Umysł uczy się na pod­sta­wie tych śnio­nych sce­na­riu­szy, a po­tem ko­rzy­sta z tych lek­cji w ży­ciu na ja­wie.

Oczy­wi­ście w snach czę­sto od­zwier­cie­dlają się też zmar­twie­nia z bie­żą­cego ży­cia – to, co Freud na­zy­wał „reszt­kami dnia”1 – gdy nie­dawne zda­rze­nia zo­stają zgrab­nie wple­cione w sny. Więk­szość na­ukow­ców uważa, że ten pro­ces za­cho­dzi w spo­sób zna­czący, a nie przy­pad­kowy, czyli że w na­tu­ral­nym pro­ce­sie śnie­nia nie­jako od­bi­jają się echem wy­datne chwile mi­nio­nego dnia, co po­maga nam upo­rząd­ko­wać swoje prze­my­śle­nia i obawy oraz przy­sto­so­wać się do no­wych wy­zwań.

Wy­daje się, że kosz­mary w pew­nym sen­sie prze­ry­wają ten pro­ces. Za­miast płyn­nie po­rząd­ko­wać wy­da­rze­nia dnia ta­kie sny kon­fron­tują nas z prze­szkodą, nie­moż­li­wym do po­ko­na­nia stre­sem, co pro­wa­dzi do prze­cią­że­nia i prze­bu­dze­nia. Na­sze ba­da­nia ujaw­niły, że mózg osób cier­pią­cych na kosz­mary ma mniej­szą zdol­ność opa­no­wy­wa­nia czy re­gu­lo­wa­nia ne­ga­tyw­nych emo­cji w sy­tu­acji stresu. Po­wstaje w związku z tym błędne koło, w któ­rym umysł zo­staje przy­tło­czony stre­sem w ciągu dnia, co wy­wo­łuje nocą kosz­mary, za­bu­rza­jące wy­po­czy­nek i po­wo­du­jące jesz­cze więk­sze prze­cią­że­nie na­stęp­nego dnia.

Wy­daje się, że po­dob­nie jak inne ma­rze­nia senne rów­nież kosz­mary są wy­uczone. Zwy­kle wy­stę­pują w nich wątki, które wie­lo­krot­nie po­wra­cają przez całe lata lub na­wet de­kady, po­bu­dzane przez po­dobne zda­rze­nia w ży­ciu na ja­wie. Więk­szość lu­dzi cier­pią­cych na kosz­mary czuje się wo­bec nich bez­silna, nie­zdolna uczy­nić co­kol­wiek w ich spra­wie. Tym­cza­sem można wy­le­czyć się z tych drę­czą­cych snów, wpro­wa­dza­jąc w ich miej­sce nowe wzorce śnie­nia. Wiele te­ra­pii tego typu po­lega na wy­ko­ny­wa­niu w ciągu dnia pro­stych ćwi­czeń wi­zu­ali­za­cyj­nych w celu wy­tre­no­wa­nia „mu­sku­łów” wy­obraźni na ja­wie i stwo­rze­nia no­wych, po­zy­tyw­nych mo­ty­wów ma­rzeń sen­nych. In­nym po­tęż­nym na­rzę­dziem po­ko­ny­wa­nia kosz­ma­rów jest uzy­ski­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej w trak­cie snu, tak że czło­wiek zdaje so­bie sprawę z tego, że śni, i jest w sta­nie na bie­żąco ko­ry­go­wać ne­ga­tywne fa­buły.

Moja droga ku na­uko­wym ba­da­niom ma­rzeń sen­nych roz­po­częła się, gdy pierw­szy raz do­świad­czy­łam przy­tom­nego snu. W 2008 roku jako stu­dentka Uni­wer­sy­tetu Ro­che­ster pra­co­wa­łam w la­bo­ra­to­rium snów i za­zna­ja­mia­łam się z neu­ro­nauką po­znaw­czą, ana­li­zu­jącą owo ta­jem­ni­cze ogniwo, które łą­czy umysł z mó­zgiem. Pew­nego ranka mia­łam trud­no­ści z wy­bu­dze­niem się ze złego snu. Kiedy otwo­rzy­łam oczy i usia­dłam pół­przy­tomna na łóżku, zo­ba­czy­łam, że reszta mo­jego ciała wciąż leży po­grą­żona we śnie! Zda­łam so­bie sprawę, że na­dal śnię, i zdu­mia­łam się, jak rze­czy­wi­ste wszystko mi się wy­dało.

Prze­ży­cie to za­fa­scy­no­wało mnie. W jaki spo­sób śniący umysł po­tra­fił wy­cza­ro­wać tak szcze­gó­łowe i żywe do­świad­cze­nie świata w cza­sie, gdy mózg i całe ciało trwały w głę­bo­kim śnie? Po la­tach i dzięki wielu oso­bi­stym do­świad­cze­niom prze­ko­na­łam się, że przy­tomne śnie­nie może po­ma­gać w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów. Od tam­tej pory szcze­gól­nie za­cie­ka­wiła mnie neu­ro­nauka do­ty­cząca kosz­ma­rów i przy­tom­no­ści umy­sło­wej we śnie oraz moż­li­wo­ści jej ce­lo­wego wy­ko­rzy­sty­wa­nia.

Dzi­siaj jako pro­fe­sor neu­ro­nauki snów i kosz­ma­rów kie­ruję la­bo­ra­to­rium, w któ­rym zaj­mu­jemy się in­ży­nie­rią ma­rzeń sen­nych, czyli kształ­to­wa­niem tych we­wnętrz­nych śnio­nych świa­tów. Z sa­tys­fak­cją ob­ser­wuję, że ota­cza­jąca nas rze­czy­wi­stość na ja­wie otwiera się na na­ukową wie­dzę o snach, zdo­by­waną dzięki neu­ro­ko­gni­wi­styce, roz­ra­sta­ją­cej się sieci la­bo­ra­to­riów, w któ­rych ana­li­zuje się śpiący umysł, oraz po­świę­ca­niu co­raz więk­szej uwagi kosz­ma­rom w me­dy­cy­nie snu i psy­chia­trii. Pi­sząc w tym du­chu, mam na­dzieję rzu­cić w tej książce nowe świa­tło na kosz­mary oraz uka­zać wie­lość do­stęp­nych me­tod pracy ze snami, które pro­wa­dzą do wzmoc­nie­nia zdro­wia. Szcze­gó­łowo omó­wimy usta­le­nia na­ukowe do­ty­czące kosz­ma­rów i ich te­ra­pii, prze­ana­li­zu­jemy me­cha­ni­zmy świa­do­mego śnie­nia oraz od­kry­jemy no­wa­tor­skie na­rzę­dzia in­ży­nie­rii snów, które mają na celu na­wią­zy­wa­nie bez­po­śred­niego kon­taktu ze śpią­cym umy­słem.

W czę­ści I za­po­znamy się z na­uką o snach, prze­ko­namy się, ja­kie ro­dzaje wspo­mnień, emo­cji i czyn­no­ści znaj­dują od­zwier­cie­dle­nie w tre­ści snów i ja­kim funk­cjom służą. Przyj­rzymy się oso­bli­wemu szkie­le­towi sen­nego świata oraz po­pły­niemy z fa­lami śpią­cego mó­zgu, w któ­rym wzorce ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej kie­rują ge­ne­ro­wa­niem snów. Zo­ba­czymy też, że śnie­nie nie ogra­ni­cza się do sa­mego mó­zgu. Treść snów ma po­wią­za­nia z ca­łym śpią­cym cia­łem, a wpływa na nie na­wet świat ze­wnętrzny – wy­czu­wa­nie bodź­ców ze śro­do­wi­ska i wchła­nia­nie tych do­znań w sny.

W czę­ści II zaj­miemy się do­świad­cza­niem snów. Jak to jest znaj­do­wać się w ma­rze­niu sen­nym? W jaki spo­sób po­wstają uczu­cia i do­zna­nia zwią­zane z tre­ścią snu? Za­sta­no­wimy się rów­nież nad tym, jak sny zo­stają zin­ten­sy­fi­ko­wane w przy­padku kosz­ma­rów, jak stres i traumy psy­chiczne stają się pod­ło­żem kosz­ma­rów oraz ja­kie kon­se­kwen­cje zdro­wotne po­wo­duje to w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Jed­no­cze­śnie zo­ba­czymy, że wiele osób ma­ją­cych skłon­ność do śnie­nia kosz­ma­rów jest też wy­soko wraż­li­wych oraz że ce­cha ta może być nie­kiedy cenna – lu­dzie cier­piący na kosz­mary by­wają bar­dzo spo­strze­gaw­czy, kre­atywni i em­pa­tyczni. Jest to rzadko do­strze­gana do­bra strona zwią­zana z tą skłon­no­ścią.

W czę­ści III prze­czy­tamy o tym, jak prze­biega praca z kosz­ma­rami – naj­pierw w wi­zu­ali­za­cjach na ja­wie, po­tem w przy­tom­nych snach – w celu stwo­rze­nia zdrow­szego mo­delu ży­cia sen­nego. Od­kry­jemy me­tody bez­po­śred­niego pod­łą­cza­nia się do snów i kosz­ma­rów w chwili, gdy wy­stę­pują. W celu prze­bi­ja­nia się przez ba­rierę snu i zwięk­sze­nia stop­nia przy­tom­no­ści umy­sło­wej w nim uży­wamy w na­szym la­bo­ra­to­rium świa­teł i dźwię­ków. Inni ko­rzy­stają z pod­po­wie­dzi słow­nych do kie­ro­wa­nia za­czy­nem ma­rze­nia sen­nego albo z za­pa­chów do wpły­wa­nia na jego ja­kość. In­ży­nie­ro­wie snu uczą się mo­du­lo­wać śpiący umysł, wy­ci­szać ne­ga­tywne emo­cje i prze­ry­wać to­wa­rzy­szące kosz­ma­rom na­pię­cie cie­le­sne, a tym sa­mym przy­wra­cać do­brą ja­kość snu.

W końcu, wy­cho­dząc w czę­ści IV poza same kosz­mary, prze­ko­namy się, że wszel­kie ma­rze­nia senne są uży­teczne jako ba­ro­metr zdro­wego snu oraz psy­chiki i sta­no­wią cenny za­sób, z któ­rego mo­żemy czer­pać do za­dba­nia o zdro­wie. Ofe­rują prak­tyczny ma­te­riał do bu­do­wa­nia więzi spo­łecz­nych i em­pa­tii, do­ko­ny­wa­nia war­to­ścio­wych spo­strze­żeń, kre­atyw­nego dzia­ła­nia oraz wspo­ma­ga­nia na­uki. Po­każę tam też, w jaki spo­sób ko­rzy­stać z pracy psy­cho­lo­gicz­nej ze snami, z przy­tom­nego śnie­nia i in­ży­nie­rii snów, oraz wskażę, jak wszystko to może skut­ko­wać zdrow­szym ży­ciem w cza­sie snu i na ja­wie.

Mam na­dzieję, że książka ta da ci nowy spo­sób ro­zu­mie­nia tego, jak do­świad­czamy pro­cesu spa­nia, dla­czego kosz­mary trzeba trak­to­wać po­waż­nie oraz co mo­żesz zro­bić, aby do­brze się dziś wy­spać.

CZĘŚĆ I

Jak funk­cjo­nują sny

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Szkie­let świata snu

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek śnił, wie, że sny opie­rają się na fun­da­men­cie na­szej co­dzien­no­ści. W śnio­nym ży­ciu po­ja­wiają się znane nam twa­rze, miej­sca i czyn­no­ści, a także zmar­twie­nia i sprawy za­czerp­nięte z rze­czy­wi­sto­ści na ja­wie: scy­sja, roz­mowa, droga do pracy, nie­dawno oglą­dany film.

Po wielu la­tach za­głę­bia­nia się w neu­ro­naukę ma­rzeń sen­nych, czy­ta­nia ty­sięcy re­la­cji o snach ze­bra­nych w la­bo­ra­to­riach, w do­mach, w son­da­żach in­ter­ne­to­wych czy przy­god­nych kon­wer­sa­cjach ja­sne jest dla mnie, że w śnie­niu ujaw­niają się pewne pra­wi­dło­wo­ści – wzorce, które po­wo­dują, że ży­cie na ja­wie jest nie tylko obecne w śpią­cym umy­śle, ale i zo­staje w nim znie­kształ­cone. Sny two­rzą się w je­dyny w swoim ro­dzaju i nie­po­zba­wiony ce­lo­wo­ści spo­sób: od­zwier­cie­dlają, a jed­no­cze­śnie prze­obra­żają na­sze co­dzienne ży­cie.

To, czemu po­świę­camy uwagę na ja­wie, wnika do krain, do któ­rych uda­jemy się w snach, gdyż na szkie­let świata sen­nego skła­dają się oso­bi­ste wspo­mnie­nia i oto­cze­nie kul­tu­rowe. W śpią­cym ja utrzy­muje się na­sze po­czu­cie toż­sa­mo­ści, za­afe­ro­wa­nie pracą, związ­kami ro­man­tycz­nymi, kwe­stiami by­to­wymi. Do ma­rzeń sen­nych są­czy się także świat ze­wnętrzny. Nie zdziwi to ni­kogo, kto prze­spał sy­gnał bu­dzika, gdy jego dźwięk prze­isto­czył się we śnie w śpiew pta­ków albo ob­razki z dys­ko­teki. Śpiący mózg nie jest tak da­lece od­cięty od świata zmy­sło­wego, świa­teł i dźwię­ków w śro­do­wi­sku, jak na­ukowcy kie­dyś są­dzili. Wszyst­kie te skład­niki ra­zem wzięte – wspo­mnie­nia, ważne dla nas sprawy oraz oto­cze­nie śpią­cego ciała – kie­rują pro­ce­sem nada­wa­nia kształtu snom.

Ja­kie są te in­dy­wi­du­alne oraz – być może na­wet bar­dziej po­ucza­jące – uni­wer­salne wzorce snów?

Jak zbu­do­wane są sny?

W trak­cie swo­jej ka­riery mia­łam przy­wi­lej pro­wa­dze­nia ba­dań nad snami w wielu la­bo­ra­to­riach na świe­cie. Ty­powe pra­cow­nie tego ro­dzaju są urzą­dzane we­dług po­dob­nego sche­matu: w za­mknię­tym po­miesz­cze­niu stoi łóżko oraz jest za­in­sta­lo­wany sys­tem dwu­stron­nej ko­mu­ni­ka­cji, w tym ide­al­nie mo­ni­tor wi­deo, i różne urzą­dze­nia re­je­stru­jące, m.in. elek­trody mie­rzące ak­tyw­ność mó­zgu i tempo pracy serca, nie­wielka rurka roz­dwa­ja­jąca się przy noz­drzach, by mo­ni­to­ro­wać ruch po­wie­trza, oraz roz­ma­ite elek­trody, które mie­rzą drgnię­cia i na­pię­cie mię­śni oraz ru­chy ga­łek ocznych. Do­dat­kowe czuj­niki mogą śle­dzić uło­że­nie głowy i ciała albo wzno­sze­nie się i opa­da­nie klatki pier­sio­wej, a ma­lutki mi­kro­fon przy­mo­co­wany pla­strem do szyi wy­krywa na­wet naj­drob­niej­sze chra­pliwe po­mruki w gar­dle. Wszyst­kie te sub­telne sy­gnały po­cho­dzące od ży­wego or­ga­ni­zmu skła­dają się na ol­brzymi za­sób da­nych zbie­ra­nych w ciągu ośmiu go­dzin noc­nego snu.

Nie­zli­czone razy wpro­wa­dza­łam lu­dzi do la­bo­ra­to­rium i za­nim usy­piali, umiesz­cza­łam na ich gło­wie elek­trody oraz nie­zo­bo­wią­zu­jąco wy­mie­nia­łam z ba­da­nymi kilka zdań. Dbam o to, by świa­tło było przy­ga­szone, pro­po­nuję fi­li­żankę her­baty zio­ło­wej i sta­ram się stwo­rzyć re­lak­su­jącą at­mos­ferę – ten „ludzki” aspekt ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla do­brego snu.

Nie­zmien­nie pra­wie każdy uczest­nik tych eks­pe­ry­men­tów do­py­tuje mnie, jak do­szło do tego, że zaj­muję tą dzie­dziną. To zro­zu­miała cie­ka­wość – ba­da­nie ma­rzeń sen­nych nie na­leży do ty­po­wych za­wo­dów. Mu­szę przy­znać, że cho­ciaż sny za­wsze mnie fa­scy­no­wały, nie są­dzi­łam, że będę mo­gła zaj­mo­wać się nimi pro­fe­sjo­nal­nie. Na­tknę­łam się na tę dzie­dzinę nie­mal przy­pad­kiem na stu­diach pierw­szego stop­nia w Ro­che­ster. Mia­łam oka­zję pra­co­wać w La­bo­ra­to­rium Ba­dań Snu i Neu­ro­fi­zjo­lo­gii, dzia­ła­ją­cym na wy­dziale me­dycz­nym nie­da­leko głów­nego kam­pusu. La­bo­ra­to­rium snu było upchnięte w ciem­nym ką­cie przy­zie­mia sta­rego bu­dynku szpi­tal­nego i wy­glą­dało jak se­kretne wej­ście do kra­iny nie­świa­do­mo­ści.

Tam po raz pierw­szy za­zna­jo­mi­łam się z elek­tro­fi­zjo­lo­gią śpią­cego mó­zgu, z na­ra­sta­niem i słab­nię­ciem ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej, w miarę jak mózg prze­cho­dzi przez głęb­sze i bar­dziej ak­tywne sta­dia snu. Nie­zwy­kle in­te­re­su­jące jest po­zna­wa­nie taj­ni­ków ca­łego pro­cesu spa­nia, nie­mniej szcze­gól­nie cie­ka­wiły mnie ma­rze­nia senne – ten prze­smyk pro­wa­dzący do pod­ziemi nie­świa­do­mo­ści.

Sy­pial­nie w la­bo­ra­to­rium snu w Ro­che­ster były nie­mal luk­su­sowe – z wiel­kimi ło­żami XXL, gru­bymi, cie­płymi koł­drami, lamp­kami noc­nymi w stylu art déco oraz ar­ty­stycz­nymi ma­lun­kami śpią­cych po­staci przy­ozda­bia­ją­cymi ściany. Po­miesz­cze­nie kon­tro­lne, z któ­rego mo­ni­to­ro­wa­li­śmy lu­dzi, od­dzie­lał od sy­pialni długi ko­ry­tarz i miało ono osobną ła­zienkę, ku­chenkę oraz ką­cik wy­po­czyn­kowy. Za­wsze naj­więk­szym wy­zwa­niem było dla mnie za­cho­wy­wa­nie otwar­tych oczu przez całą noc ob­ser­wo­wa­nia hip­no­ty­zu­ją­cych wy­kre­sów fal mó­zgo­wych na mo­ni­to­rach i re­je­stro­wa­nego w pod­czer­wieni ob­razu śpią­cych. Skoro po­miesz­cze­nie kon­tro­lne znaj­do­wało się z dala od sy­pialni, mo­gli­śmy w nim mieć za­pa­lone świa­tło oraz roz­ma­wiać czy słu­chać mu­zyki, pod­czas gdy sy­pial­nie to­nęły nie­mal w cał­ko­wi­tej ci­szy i ciem­no­ści czy to w dzień, czy w nocy – ide­alne oto­cze­nie za­pro­jek­to­wane tak, by mak­sy­mal­nie sprzy­jało spa­niu.

Wy­po­sa­że­nie w moim obec­nym la­bo­ra­to­rium w Mont­re­alu jest skrom­niej­sze. Dys­po­nu­jemy dwiema sy­pial­niami nie­róż­nią­cymi się wiele od po­ko­jów w aka­de­miku z ty­po­wymi ike­ow­skimi me­blami. Wy­strój ten jest pod wie­loma wzglę­dami na­tu­ralny dla uczest­ni­ków na­szych eks­pe­ry­men­tów, któ­rymi czę­sto by­wają stu­denci miej­sco­wych uczelni. La­bo­ra­to­rium sta­nowi część więk­szego kom­pleksu ba­daw­czego snu, zlo­ka­li­zo­wa­nego w końcu skrzy­dła na pią­tym pię­trze szpi­tala. We­wnętrzne drzwi łą­czą nas z sio­strzaną pra­cow­nią ma­jącą trzy sy­pial­nie, każda z osobną ła­zienką. Eks­pe­ry­men­ta­to­rzy spra­wują tam kon­trolę nad oświe­tle­niem po­miesz­czeń, po­zwa­la­ją­cym na two­rze­nie sztucz­nych faz dzień–noc róż­nej dłu­go­ści. Lu­dzie spę­dzają nie­kiedy wiele dni w tych kap­su­łach, pod­czas gdy na­ukowcy ob­ser­wują wpływ róż­nych ryt­mów świa­tła i ak­tyw­no­ści na spa­nie, co istotne jest m.in. dla po­zna­nia sy­tu­acji osób pra­cu­ją­cych na nocne zmiany i nie­wi­do­mych.

W kli­nice, na dru­gim końcu ko­ry­ta­rza, dia­gno­zuje się i le­czy też pa­cjen­tów z bez­de­chem sen­nym, nar­ko­lep­sją, bez­sen­no­ścią czy ten­den­cją do lu­na­ty­ko­wa­nia, by wy­mie­nić tylko kilka z po­dej­mo­wa­nych za­gad­nień, a dzięki na­szej współ­pracy w szpi­talu ujaw­niają się liczne spo­soby, w ja­kie ma­rze­nia senne mogą być za­kłó­cane lub le­czone w przy­padku za­bu­rzeń snu. Ośro­dek snu tętni za­tem ak­tyw­no­ścią, a świa­tła i dźwięki z oto­cze­nia – z jed­nej strony z la­bi­ryntu ko­ry­ta­rzy ze świe­tlów­kami, z dru­giej z okien na ze­wnątrz (pa­mię­tajmy o po­tęż­nych płu­gach śnież­nych, pra­cu­ją­cych w Ka­na­dzie przez wiele zi­mo­wych nocy) – nie­raz prze­ni­kają do snów ba­da­nych osób. Mimo wszystko pod cie­płym ko­cem, w ciem­nym po­koju i z przy­tłu­mio­nymi ha­ła­sami z ze­wnątrz lu­dzie czę­sto bez pro­blemu za­pa­dają w sen.

Cza­sem gdy sie­dzę w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym (nie­kiedy w to­wa­rzy­stwie dru­giego eks­pe­ry­men­ta­tora) i ko­goś mo­ni­to­ruję, przed oczami stają mi inne la­bo­ra­to­ria, w któ­rych pra­co­wa­łam. Na przy­kład w moim pierw­szym miej­scu za­trud­nie­nia w Wiel­kiej Bry­ta­nii po dok­to­ra­cie mie­li­śmy bar­dzo pro­sto urzą­dzone la­bo­ra­to­rium z dwiema wy­god­nymi sy­pial­niami, w któ­rych za­in­sta­lo­wa­li­śmy pro­wi­zo­ryczny sys­tem ko­mu­ni­ka­cji z ad­ap­to­wa­nych urzą­dzeń w ro­dzaju niani elek­tro­nicz­nej. Pra­cow­nia znaj­do­wała się w środku ogól­nie do­stęp­nego kam­pusu uni­wer­sy­tec­kiego, nie­da­leko prze­pięk­nego wy­brzeża mor­skiego i rano sny uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów były nie­raz bru­tal­nie prze­ry­wane przez krzyki mew.

W Chi­cago, Cam­bridge i Ho­lan­dii sy­pial­nie aran­żo­wano w po­miesz­cze­niach prze­zna­czo­nych daw­niej do ba­dań neu­ro­nau­ko­wych w sta­nie czu­wa­nia, tyle że wsta­wiono do tych po­koi roz­kła­dane łóżka czy ka­napy, by dało się pro­wa­dzić ba­da­nia snu. Jedną z sy­pialni, w któ­rych pra­co­wa­łam, urzą­dzono w sta­raj klatce Fa­ra­daya; było to po­miesz­cze­nie z ma­syw­nymi me­to­lo­wymi drzwiami przy­po­mi­na­ją­cymi lo­dów­kowe, które izo­lo­wało czło­wieka w ko­mo­rze eks­pe­ry­men­tal­nej. Nie­które ba­da­nia w kli­ni­kach pro­wa­dzi­li­śmy, gdy okryci cien­kimi ko­cy­kami lu­dzie le­żeli na szpi­tal­nych łóż­kach z two­rzyw sztucz­nych, co nie­wąt­pli­wie zmniej­szało tak cenne dla snu po­czu­cie kom­fortu.

Krótko mó­wiąc, wa­runki do od­pły­wa­nia w ma­rze­nia senne w la­bo­ra­to­rium mogą być da­le­kie od ide­al­nych, lecz z mo­ich do­świad­czeń wy­nika, że mimo wszystko ba­da­nia te za­wsze wno­siły nowe spo­strze­że­nia.

Naj­bar­dziej ude­rza­jącą ob­ser­wa­cją, jaką zro­bi­łam w tych licz­nych eks­pe­ry­men­tach w róż­nych la­bo­ra­to­riach w wielu kra­jach, jest to, że po­mimo zróż­ni­co­wa­nego oto­cze­nia oraz po­ziomu kom­fortu i na­tę­że­nia dźwię­ków po­ja­wiają się nie­ocze­ki­wane po­do­bień­stwa w snach ba­da­nych lu­dzi. Choć za­sad­ni­czo śro­do­wi­sko snu jest urzą­dzane tak, by było po­rów­ny­walne ze zwy­kłymi wa­run­kami do­mo­wymi, nie­uchron­nie po­ja­wia się nie­ty­powa pre­sja, by spać i śnić w ce­lach eks­pe­ry­men­tal­nych. Nie po­winno więc chyba dzi­wić, że pra­wie po­łowa uczest­ni­ków śni o sa­mym eks­pe­ry­men­cie.

Gdy sie­dząc w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym, wi­dzę, że czło­wiek wcho­dzi w fazę REM – z wy­róż­nia­ją­cymi ją cha­rak­te­ry­stycz­nymi ru­chami ga­łek ocznych – pró­buję so­bie wy­obra­zić, o czym może śnić. Cze­kam od pię­ciu do dzie­się­ciu mi­nut, aż ak­tyw­ność móz­gowa i mię­śniowa się spo­tę­guje, po czym biorę do ręki mi­kro­fon, ci­cho wy­ma­wiam imię śpią­cego i zwra­cam się do niego: „Pro­szę po­wie­dzieć, co po­ja­wiało się panu (pani) w umy­śle, za­nim się ode­zwa­łam”. Milknę i cze­kam, a lu­dzie zwy­kle wiercą się przez mo­ment, mru­cząc różne „hmm” i „umm”, gdy pró­bują po­zbie­rać szczątki snu, który wła­śnie się roz­pierzchł. W nor­mal­nym ży­ciu sto­sun­kowo rzadko zda­rzają się ta­kie sy­tu­acje, ale wła­śnie dzięki temu ła­god­nemu prze­rwa­niu snu zy­sku­jemy świetny do­stęp do tre­ści ma­rzeń sen­nych. Uważ­nie przy­słu­chuję się rwa­nym zda­niom, w któ­rych lu­dzie pró­bują prze­ka­zać mi wszystko, co pa­mię­tają. Oto je­den ze snów:

Wi­dzę ka­ble na swo­jej twa­rzy. Są szpi­talne ko­ry­ta­rze, któ­rymi się od­da­lam. Pro­wa­dząca ba­da­nie stu­dentka mnie goni, a ja chcę jej uciec. Po­tem je­stem już w la­bo­ra­to­rium i wcho­dzą do niego moi ro­dzice. Złosz­czę się, mam tylko kilka mi­nut na za­śnię­cie.

I inny:

Śniło mi się, że eks­pe­ry­ment za­nadto się prze­cią­gnął. Mia­łem po­czu­cie, jak­bym nie po­ra­dził so­bie do­sta­tecz­nie do­brze ze spa­niem. Pa­mię­tam, że za­sta­na­wia­łem się (we śnie), czy bę­dzie pani mo­gła zo­ba­czyć moje sny przez te elek­trody i czy uzna pani, że mam nie po ko­lei w gło­wie.

Ana­li­zu­jąc wraz z moim ze­spo­łem wy­ko­ny­wane przez de­kadę ba­da­nia w Mont­re­alu, od­kry­łam, że od­nie­sie­nia do la­bo­ra­to­rium i eks­pe­ry­mentu są obecne w set­kach ra­por­tów z ma­rzeń sen­nych2. Lu­dziom śniło się miej­sce prze­pro­wa­dza­nia ba­da­nia i szpi­talne ko­ry­ta­rze, a po­sta­ciami we śnie by­wali eks­pe­ry­men­ta­to­rzy. Śniła się za­sad­ni­cza mi­sja, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać sny. Po­ja­wiały się ta­kie przed­mioty jak elek­trody, kom­pu­tery czy clip­bo­ardy, a także wątki ogól­nie zwią­zane ze spa­niem, na przy­kład cho­dze­nie w pi­ża­mie czy do­strze­ga­nie łóżka. Mimo że w snach czę­sto wy­stę­po­wało po kilka tych ele­men­tów jed­no­cze­śnie, ni­gdy nie zo­sta­wał od­two­rzony cały przed­senny epi­zod z la­bo­ra­to­rium. Jest to cha­rak­te­ry­styczne dla snów: frag­menty nie­daw­nych prze­żyć są czę­sto wpla­tane w ma­rze­nia senne w po­łą­cze­niu z in­nymi wspo­mnie­niami, co snuje nową opo­wieść, na­to­miast po­je­dyn­cze wspo­mnie­nia nie­mal ni­gdy nie ujaw­niają się w ca­ło­ści. Wy­jąt­kiem jest szcze­gólny przy­pa­dek kosz­ma­rów, w któ­rych czę­ściowo lub w pełni od­twa­rzają się trau­ma­tyczne wspo­mnie­nia, jed­nak sta­nowi to za­bu­rze­nie nor­mal­nego pro­cesu kre­acji snu (wró­cimy do tych sy­tu­acji w dal­szej czę­ści książki).

Choć ob­ser­wo­wane przez nas w la­bo­ra­to­rium sny są bar­dzo zróż­ni­co­wane, mają kilka po­wra­ca­ją­cych cech, które po­ja­wiają się u bar­dzo róż­nych osób, co wska­zuje na obec­ność pew­nej struk­tu­ral­nej pre­sji kształ­tu­ją­cej nar­ra­cję snu. Sce­ne­ria snów w la­bo­ra­to­rium obej­muje czę­sto per­so­nel ba­daw­czy, wy­stę­pu­jący ra­zem z in­nymi po­sta­ciami, zwłasz­cza przy­ja­ciółmi i krew­nymi, któ­rzy biorą udział w fik­cyj­nych epi­zo­dach spo­łecz­nych roz­gry­wa­ją­cych się w la­bo­ra­to­rium. W ma­rze­niach sen­nych pra­wie za­wsze mamy do czy­nie­nia z ja­kimś wąt­kiem mię­dzy­oso­bo­wym. W snach w domu sy­tu­acje spo­łeczne są zgła­szane w 80 pro­cen­tach ra­por­tów; 25 pro­cent śnio­nych po­staci sta­no­wią człon­ko­wie ro­dziny, a od 20 do 40 pro­cent zna­jomi. W ba­da­niach pro­wa­dzo­nych w la­bo­ra­to­rium per­so­nel po­ja­wiał się w po­nad po­ło­wie snów po­wią­za­nych z pra­cow­nią – a mowa prze­cież o prak­tycz­nie ob­cych lu­dziach, któ­rych uczest­nicy eks­pe­ry­mentu do­piero co po­znali. Pro­wa­dzi to nas do pierw­szego za­sad­ni­czego skład­nika szkie­letu ma­rze­nia sen­nego: sny sys­te­ma­tycz­nie mają na­turę spo­łeczną i mo­bi­li­zują śpią­cych do po­now­nego wcho­dze­nia w kon­takt z ludźmi (w tym ob­cymi), któ­rzy są obecni w ich ży­ciu na ja­wie.

Ten rys spo­łeczny sta­nowi su­ge­stywną pod­po­wiedź na te­mat jed­nej z funk­cji ma­rzeń sen­nych: śnie­nie sy­tu­acji spo­łecz­nych mo­gło wy­ewo­lu­ować w celu wspar­cia na­szego roz­woju jako ga­tunku spo­łecz­nego3. To, że sny są wy­biór­czo spo­łeczne, czyli za­wie­rają nad­re­pre­zen­ta­cję pew­nych ele­men­tów z ży­cia spo­łecz­nego na ja­wie, może słu­żyć wzmac­nia­niu w ciągu nocy umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nal­nych, na przy­kład po­zwa­la­jąc na te­sto­wa­nie we śnie róż­nych in­te­rak­cji i ich po­ten­cjal­nych na­stępstw.

Oczy­wi­ście wi­zyta w la­bo­ra­to­rium snu nie na­leży do ty­po­wych sy­tu­acji spo­łecz­nych. Spa­nie w ta­kim miej­scu jest zda­rze­niem wy­jąt­kowo in­ge­ru­ją­cym w in­tym­ność, pod­czas któ­rego eks­pe­ry­men­ta­tor ob­ser­wuje śpiącą osobę i re­je­struje jej sny. Nie po­winno więc dzi­wić, że lu­dziom śni się m.in. by­cie ob­ser­wo­wa­nym oraz chęć spro­sta­nia ocze­ki­wa­niom eks­pe­ry­men­ta­tora. Łą­czy się to z dru­gim aspek­tem kre­owa­nia snów: mają one na­turę wy­ko­naw­czą, kry­sta­li­zują się wo­kół ćwi­cze­nia róż­nych umie­jęt­no­ści lub wo­kół kwe­stii osią­gnięć. W snach w la­bo­ra­to­rium czę­sto prze­wija się pod­sta­wowe za­le­ce­nie, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać ma­rze­nia senne, wraz z in­nymi za­da­niami na­le­żą­cymi do da­nego eks­pe­ry­mentu. Oto, co przy­śniło się pew­nej oso­bie:

Była ze mną matka, szli­śmy ko­ry­ta­rzem do po­miesz­cze­nia te­sto­wego. [Eks­pe­ry­men­ta­torka] umo­co­wała mi elek­trody na gło­wie, aby sny za­pi­sy­wały się od razu na kartce. Prze­sze­dłem ko­ry­ta­rzem na na­stępny test (…) chcie­li­śmy mieć to już za sobą i wyjść z la­bo­ra­to­rium.

I inna re­la­cja:

Pró­bo­wa­łam usnąć, ale nie bar­dzo mi się to uda­wało, bo mo­jego łóżka w za­sa­dzie nic nie od­gra­dzało od ba­da­czy (…) w pew­nym mo­men­cie zna­la­zło się ono cał­kiem na ze­wnątrz. Mó­wiąc o mo­ich fa­lach mó­zgo­wych, na­ukowcy na­zy­wali je „wzor­cem Dan­tego”.

Choć nie ma ni­czego ta­kiego jak wzo­rzec Dan­tego, ten ostatni sen z usil­nymi pró­bami za­śnię­cia i po­ko­na­nia róż­nych prze­szkód sta­ją­cych na dro­dze do do­brego spi­sa­nia się w roli uczest­nika eks­pe­ry­mentu jest bar­dzo po­wszechny w la­bo­ra­to­riach. Wy­gląda na to, że na ja­wie za­pa­mię­tu­jemy pewne wy­zwa­nia czy za­da­nia i po uśnię­ciu po­dej­mu­jemy sy­mu­lo­waną próbę re­ali­za­cji wy­zna­czo­nego celu. Ma­rze­nie senne ma czę­sto cha­rak­ter po­wta­rzalny, fa­buła za­pę­tla się. Wspo­mniana osoba wie­lo­krot­nie stara się usnąć, ale za każ­dym ra­zem coś jej w tym prze­szka­dza. Wy­ko­nuje te­sty zwią­zane z eks­pe­ry­men­tem, ale po skoń­cze­niu jed­nego po­ja­wia się ko­lejny.

Rów­nież w snach do­ku­men­to­wa­nych w domu ob­ser­wuje się po­dobne wątki nie­usta­ją­cego po­dej­mo­wa­nia prób (czę­sto nie­uda­nych) osią­gnię­cia ja­kie­goś celu, na przy­kład zła­pa­nia au­to­busu czy zdą­że­nia na lot­ni­sko albo nie­przy­go­to­wa­nie czy spóź­nie­nie się na eg­za­min. Wy­daje się, że są to sny z okre­ślo­nym ce­lem i po­dob­nie jak w la­bo­ra­to­rium za­pewne cho­dzi w nich bar­dziej o sam prze­bieg dzia­ła­nia niż o osią­gany re­zul­tat – sed­nem tych snów jest pro­ces, nie efekt.

Ba­da­nia na­ukowe, a chyba rów­nież zdrowy roz­są­dek, mó­wią nam, że ma­rze­nia senne wy­kra­czają poza pro­ste od­zwier­cie­dla­nie po­żą­da­nych ce­lów i umoż­li­wiają nam nocne ćwi­cze­nie się w sto­so­wa­niu war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści, a ich po­wta­rzal­ność może być klu­czowa dla ucze­nia się. We śnie mo­żemy ćwi­czyć ko­rzy­sta­nie ze śnio­nego ciała, ma­ni­pu­lo­wać śnio­nymi przed­mio­tami i po­ru­szać się po śnio­nych świa­tach. Na przy­kład spor­tow­com i mu­zy­kom śni się tre­no­wa­nie ich dys­cy­pliny sportu czy gra na in­stru­men­cie, nie­kiedy w wa­run­kach wiel­kiej pre­sji.

Je­żeli można się su­ge­ro­wać przy­pad­kami z na­szego la­bo­ra­to­rium, inną po­wszech­nie ćwi­czoną w snach umie­jęt­ność wi­dać w tym, że wiele z nich ma na­turę eks­plo­ra­cyjną – roz­glą­damy się, prze­szu­ku­jemy, tro­pimy coś na roz­wi­ja­ją­cej się przed nami ma­pie świata. Weźmy na­stę­pu­jący przy­kład:

Do po­miesz­cze­nia wszedł eks­pe­ry­men­ta­tor, za­pa­lił świa­tło i przy­szła jesz­cze inna osoba po­roz­ma­wiać ze mną. Za­le­żało jej na lu­dziach świa­do­mych we śnie. W sy­pialni były dru­gie drzwi, a za nimi ko­ry­tarz. Na jego końcu stali w ja­kimś po­koju lu­dzie w bia­łych far­tu­chach.

I inny sen:

Do sy­pialni wcho­dzi eks­pe­ry­men­ta­torka. Wi­dzę, że na­prze­ciw mnie, w miej­scu, gdzie po­winna być ściana, znaj­dują się drzwi. Otwiera je Jim z se­rialu Biuro. Za drzwiami wi­dzę krótki ko­ry­ta­rzyk i jesz­cze jedne drzwi. Jim mówi mi, że mogę wstać.

W tych przy­kła­dach śniące osoby wy­obra­żają so­bie, że bu­dzą się w la­bo­ra­to­rium i wi­dzą co­raz bar­dziej roz­ra­sta­jące się wo­kół nich oto­cze­nie. Wy­daje się, jakby sen po­wo­ły­wał do ist­nie­nia świat, który pącz­kuje wo­kół nas prze­strzen­nie i tem­po­ral­nie, ni­czym zmarszczki roz­cho­dzące się w prze­strzeni i cza­sie. Nie­któ­rym śni się na­wet droga po­wrotna z pra­cowni do domu – przej­ście przez szpi­talne ko­ry­ta­rze i prze­mie­rze­nie ulic w mie­ście. Sny te opie­rają się na zdol­no­ści przy­po­mi­na­nia so­bie nie­daw­nych fak­tów, w tym tego, gdzie się znaj­du­jemy i co ro­bimy, oraz rzu­to­wa­nia sie­bie w po­ten­cjalną bli­ską przy­szłość, co sta­nowi formę przy­pra­wio­nego odro­biną ab­surdu men­tal­nego po­dró­żo­wa­nia w cza­sie.

Choć nie­któ­rzy na­ukowcy nie­bez­pod­staw­nie twier­dzą, że sny zbie­rane w la­bo­ra­to­rium mogą nie być re­pre­zen­ta­tywne dla snów na­tu­ral­nych – i róż­nią się od tych zbie­ra­nych w do­mach – moim zda­niem mają jed­nak war­tość in­for­ma­cyjną i są uży­teczne, po­ma­gają bo­wiem wy­kryć klu­czowe ele­menty szkie­letu, na ja­kim wznosi się śniony świat. W ma­rze­niach sen­nych zbie­ra­nych w do­mach oraz po­zna­wa­nych dzięki ba­da­niom son­da­żo­wym od­zwier­cie­dlają się po­dobne wątki do re­la­cjo­no­wa­nych w la­bo­ra­to­rium, zwią­zane z sy­mu­la­cją spo­łeczną, ćwi­cze­niem róż­nych umie­jęt­no­ści, pe­ne­tro­wa­niem śro­do­wi­ska oraz od­wo­ła­niami do niego i do ak­tu­al­nie za­przą­ta­ją­cych nas spraw.

Ko­lej­nym ele­men­tem tej ukła­danki – je­śli można tak okre­ślić struk­turę snów – są „ty­powe” śnione wątki4. Cho­dzi o sym­bo­likę czy fa­buły snów, które po­ja­wiają się wie­lo­krot­nie i bar­dzo po­wszech­nie w ca­łej po­pu­la­cji, w tym u przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur i u osób w roz­ma­itym wieku. Z pew­no­ścią czy­tel­nicy też do­świad­czyli jed­nego lub wię­cej z tych ty­po­wych snów. Do 70 pro­cent osób do­nosi o wy­stę­po­wa­niu w ich snach naj­bar­dziej ty­po­wych wąt­ków, ta­kich jak ucie­ka­nie, spa­da­nie lub wie­lo­krotne po­dej­mo­wa­nie prób zro­bie­nia cze­goś. W ba­da­niach an­kie­to­wych wy­kryto po­nad czter­dzie­ści ta­kich mo­ty­wów, a wiele z nich sta­nowi po­sze­rzone wer­sje sche­ma­tów zi­den­ty­fi­ko­wa­nych w la­bo­ra­to­riach.

Tak na przy­kład spo­łeczny pro­fil snu ujaw­nia się w ty­po­wych wąt­kach ucieczki i by­cia go­nio­nym, w mę­czą­cych snach o nie­wier­no­ści lub w przy­jem­nych snach ero­tycz­nych oraz w czę­ściowo spo­łecz­nych snach, w któ­rych wy­czu­wamy bli­żej nie­okre­śloną obec­ność w po­miesz­cze­niu. Inne ty­powe sny spo­łeczne wiążą się z sy­tu­acjami skrę­po­wa­nia czy za­wsty­dze­nia. Wy­daje się to wspól­nym mo­ty­wem w snach, w któ­rych oka­zu­jemy się nie­sto­sow­nie ubrani lub nadzy, co przy­po­mina sny z la­bo­ra­to­rium o pod­le­ga­niu ob­ser­wa­cji ze strony eks­pe­ry­men­ta­to­rów, któ­rzy za­glą­dają do sy­pialni albo re­je­strują ukryte my­śli śpią­cych.

Jesz­cze inne ty­powe wątki senne mają cha­rak­ter bar­dziej po­zy­tywny i eks­plo­ra­cyjny, na przy­kład do­ty­czą zna­le­zie­nia pie­nię­dzy lub – pry­wat­nie mój fa­wo­ryt – od­kry­wa­nia no­wych po­miesz­czeń i ko­ry­ta­rzy we wła­snym domu. Nie­kiedy taki sen roz­grywa się z fan­ta­zyj­nym roz­ma­chem i otwie­rają się ma­giczne drzwi do in­nego świata. Kiedy in­dziej jest zwy­czaj­niej­szy i po pro­stu do­strze­gamy nowy scho­wek w holu albo prak­tyczną zmy­warkę w kuchni (bar­dzo miły sen!). Wątki te są po­dobne do snów w la­bo­ra­to­rium, w któ­rych przed oczami lu­dzi cho­dzą­cych po te­re­nie szpi­tala nie­ocze­ki­wa­nie wy­ra­stają ko­lejne okna, drzwi i ko­ry­ta­rze. Wy­gląda na to, że śniony świat nie ma z góry usta­lo­nej to­po­gra­fii, tylko jest na bie­żąco kre­owany w miej­scach, w które za­pusz­cza się śpiąca osoba i w któ­rych otwie­rają się przed nią nowe prze­strze­nie, za­chę­ca­jące do dal­szego pe­ne­tro­wa­nia oto­cze­nia.

Tego ro­dzaju sny na­zy­wamy ty­po­wymi ze względu na czę­stość po­ja­wia­nia się ich w ca­łej po­pu­la­cji, nie­mniej wy­daje się, że każ­demu z nas śni się tylko pe­wien ze­staw tych wąt­ków, do­sto­so­wany do in­dy­wi­du­al­nej sy­tu­acji. Jed­nej oso­bie wie­lo­krotne śnią się spo­łeczne sceny za­wsty­dze­nia, na przy­kład po­ja­wia­nia się nago przed ludźmi. Dla in­nej ty­powe mogą być sny o nie­uda­nych pró­bach, bez­sku­tecz­nie po­na­wia­nych po­dej­ściach do osią­gnię­cia ja­kie­goś celu. Sny ta­kie mogą mieć na­turę na­wra­ca­jącą i śnić się wiele razy w cza­sie róż­nych nocy oraz in­ten­sy­fi­ko­wać się w okre­sach stresu. Po­wta­rza­jące się sny tego ro­dzaju, zgła­szane aż przez 75 pro­cent do­ro­słych, mogą się za­czy­nać w mło­dym wieku i utrzy­my­wać przez resztę ży­cia. By dać przy­kład: ty­powy sen o spóź­nie­niu się na eg­za­min czę­sto za­czyna się w la­tach szkol­nych, gdy stale to­wa­rzy­szą nam silne stresy zwią­zane z na­uką, lecz wą­tek ten może się też prze­wi­jać w póź­niej­szym ży­ciu, po­wiedzmy, przed ważną pre­zen­ta­cją w pracy lub roz­mową kwa­li­fi­ka­cyjną. Co prawda oko­licz­no­ści są inne, ale stre­su­jąca pre­sja, by do­brze wy­paść, uru­cha­mia znany sce­na­riusz snu.

Na­wra­ca­jące sny wy­stę­pują u wiel­kiej liczby osób, wy­daje się jed­nak, że są bar­dziej pa­to­lo­giczne od ty­po­wych snów. Bę­dziemy do nich jesz­cze na­wią­zy­wać, po­nie­waż mają one dużo wspól­nego z kosz­ma­rami.

Wra­ca­jąc do ty­po­wych ma­rzeń sen­nych, w ich uni­wer­sal­nych wąt­kach ujaw­niają się pewne sys­te­ma­tyczne ten­den­cje for­mo­wa­nia snów u wielu lu­dzi. Po­dob­nie jak w snach w la­bo­ra­to­rium uka­zuje się w nich świat bu­do­wany we­dług kilku nie­przy­pad­ko­wych sche­ma­tów z na­ci­skiem na to, by ma­rze­nia senne za­peł­niały się po­sta­ciami, z któ­rymi mo­żemy wcho­dzić w in­te­rak­cje, za­da­niami do wy­ko­na­nia i prze­strze­niami do pe­ne­tro­wa­nia. Wątki te po­ka­zują ist­nie­nie swo­istego struk­tu­ral­nego fun­da­mentu kre­owa­nia się snów oraz udzie­lają pod­po­wie­dzi co do funk­cji sa­mego śnie­nia, o czym da­lej bę­dzie mowa. In­te­re­su­jącą ce­chą ty­po­wych snów jest to, że po­ja­wiają się w roz­ma­itych kul­tu­rach i u osób w róż­nym wieku, a jed­no­cze­śnie czę­sto nie przed­sta­wiają ty­po­wych do­świad­czeń z ży­cia na ja­wie. Kie­dyż to od­kry­li­śmy ostat­nio ja­kiś nowy po­kój w swoim miesz­ka­niu, swo­bod­nie spa­da­li­śmy czy szy­bo­wa­li­śmy w po­wie­trzu albo sta­nę­li­śmy bez ubra­nia przed salą pełną lu­dzi? Mimo to znaczna liczba osób miewa ta­kie sny, i to wiele razy.

Co to nam mówi o po­wsta­wa­niu świata ma­rzeń sen­nych? W przy­padku bar­dziej sur­re­al­nych wąt­ków, które wy­dają się da­le­kie od ży­cia na ja­wie, trudno twier­dzić, że od­gry­wają rolę we wzmac­nia­niu okre­ślo­nych umie­jęt­no­ści lub sta­no­wią uży­teczne ćwi­cze­nie spo­łeczne. Aby nieco le­piej zro­zu­mieć nie­które nie­zwy­kłe czy nie­spo­dzie­wane mo­tywy senne, ta­kie jak wy­pa­da­nie zę­bów albo trud­no­ści ze zna­le­zie­niem to­a­lety, mu­simy przyj­rzeć się ko­lej­nemu źró­dłu po­wsta­wa­nia snów: sa­memu ciału.

Współ­two­rze­nie snów przez ciało

Nie na­leży do rzad­ko­ści, że po prze­bu­dze­niu się zda­jemy so­bie sprawę, że do na­szego snu wnik­nęły pewne skład­niki po­cho­dzące z oto­cze­nia: szcze­ka­nie psa, dźwięk alarmu roz­le­ga­ją­cego się w sa­mo­cho­dzie pod do­mem, świer­got pta­ków – wszystko to włą­czone w od­głosy i sce­ne­rię śnio­nego świata, gdy mózg nie chce ustą­pić i dać się obu­dzić. Rzecz ja­sna, kiedy bo­dziec jest do­sta­tecz­nie silny, po­wo­duje prze­bu­dze­nie (to zresztą ele­men­tarna funk­cja bu­dzika). Ale po­mi­ja­jąc te po­ranne za­kłó­ce­nia, więk­szość z nas trak­tuje sen jako czas, w któ­rym po­zo­sta­jemy od­cięci od świata fi­zycz­nego, za­mknięci w swoim umy­śle i od­izo­lo­wani od czu­ją­cego ciała.

W rze­czy­wi­sto­ści sny nie są aż tak bar­dzo od­izo­lo­wane ani od ciała, ani od zmy­sło­wego kon­taktu ze świa­tem. Stru­mień in­for­ma­cji pły­ną­cych przez na­sze zmy­sły nie urywa się i nie­kiedy zo­staje zmyśl­nie wpro­wa­dzony do snów.

Za­pewne naj­czę­ściej za­uważa się we śnie ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu wtedy, gdy jest naj­mniej po­żą­dana: ko­niecz­ność od­da­nia mo­czu, nie­zdol­ność ode­zwa­nia się czy po­ru­sze­nia, zgrzy­ta­nie zę­bami albo dzwo­nie­nie w uszach, które wdziera się pod cie­płą koł­derkę snu. Skrajny przy­kład sta­nowi pa­ra­liż senny, pod­czas któ­rego nie mo­żemy się ode­zwać ani drgnąć przez krótki czas przed peł­nym roz­bu­dze­niem się, czemu czę­sto to­wa­rzy­szą na­pa­wa­jące lę­kiem sny. Pa­mię­tam, kiedy pierw­szy raz do­zna­łam ta­kiego pa­ra­liżu. Było to w mo­ich la­tach li­ce­al­nych. Wcze­snym ran­kiem pew­nego dnia przed pój­ściem do szkoły obu­dzi­łam się z prze­ra­ża­jącą świa­do­mo­ścią, że całe moje ciało jest kom­plet­nie bez­władne. Si­li­łam się, by otwo­rzyć oczy i na­wet pró­bo­wa­łam krzyk­nąć, ale nie by­łam w sta­nie na­piąć mię­śni ani wy­dać żad­nego dźwięku. Nie mia­łam po­ję­cia, co się dzieje. W pa­nice doj­rza­łam ja­kąś za­ma­zaną po­stać przy drzwiach sy­pialni, która po­woli zbli­żała się do mnie. My­śla­łam, że za­raz umrę. A po­tem na­gle moje oczy się otwo­rzyły i zo­ba­czy­łam pu­sty po­kój roz­świe­tlony pro­mie­niami słońca. Z tru­dem ła­pa­łam od­dech, ciężko dy­sząc zdez­o­rien­to­wana i prze­stra­szona.

Przez całe lata re­gu­lar­nie do­zna­wa­łam pa­ra­liżu sen­nego i był to pier­wotny po­wód, z któ­rego za­in­te­re­so­wa­łam się ba­da­niami snu na stu­diach. Z ulgą do­wie­dzia­łam się, że zja­wi­sko to ani nie jest groźne, ani nie na­leży do rzad­ko­ści (co naj­mniej je­den raz w ży­ciu do­świad­cza go za­pewne do 40 pro­cent lu­dzi). Są to resztki na­tu­ral­nego bez­władu mię­śni, do ja­kiego do­cho­dzi w fa­zie REM. Choć w pierw­szej chwili może się to wy­da­wać dziwne, że ciało jest fi­zycz­nie spa­ra­li­żo­wane w tej fa­zie snu, służy to funk­cjo­nal­nemu ce­lowi: po­wstrzy­muje ciało przed fi­zycz­nym od­gry­wa­niem tre­ści snu. Po­czu­cie tego pa­ra­liżu cza­sem prze­nika jed­nak do ma­rze­nia sen­nego, szcze­gól­nie w mo­men­tach gra­nicz­nych na progu jawy, a do­świad­cze­nie to bywa od­bie­rane w skali od nie­po­ko­ją­cego do głę­boko za­trwa­ża­ją­cego.

Pa­ra­liż senny jest przy­kła­dem eks­tre­mal­nym, ale w rze­czy­wi­sto­ści ciało czę­sto od­grywa rolę w śnie­niu, tylko że z re­guły nie po­strze­gamy tego w tych ka­te­go­riach. Na wiele spo­so­bów or­ga­nizm fi­zycz­nie do­znaje tego, co dzieje się w ma­rze­niu sen­nym, i vice versa – sen re­aguje na to, co dzieje się w ciele. In­nymi słowy, sny nie są wy­twa­rzane wy­łącz­nie przez mózg, lecz roz­wi­jają się w kon­tek­ście wy­miany in­for­ma­cji ze śpią­cym cia­łem.

Pierw­szym po­zna­nym ko­re­la­tem śnie­nia były szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych, od­kryte w 1953 roku i de­fi­niu­jące od tam­tej pory fazę REM (ra­pid eye mo­ve­ments) snu5. Gdy bu­dzono lu­dzi w okre­sach ce­chu­ją­cych się „gwał­tow­nymi, sko­ko­wymi, dwu­ocz­nie sy­me­trycz­nymi” ru­chami ga­łek ocznych, w 74 pro­cen­tach ra­zów zgła­szali oni do­świad­cza­nie wy­ra­zi­stych, wzro­ko­wych snów. Od­kry­cie to spo­wo­do­wało la­winę ba­dań nad ma­rze­niami sen­nymi (choć od tam­tego czasu usta­li­li­śmy, że ma­rze­nia wy­stę­pują też w in­nych sta­diach snu) oraz za­po­cząt­ko­wało utrzy­mu­jącą się do dziś ten­den­cję, by dą­żyć do po­wią­za­nia obiek­tyw­nych wskaź­ni­ków – ta­kich jak ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu i mó­zgu – z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia.

Czy te szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych mogą ujaw­niać fak­tyczną ak­tyw­ność wzro­kową pod­czas snu? Ewen­tu­al­ność ta znana jest dziś pod na­zwą hi­po­tezy roz­glą­da­nia się (scan­ning hy­po­the­sis) i w nie­któ­rych eks­pe­ry­men­tach ze­brano prze­ma­wia­jące za nią świa­dec­twa, gdy szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych oka­zy­wały się zbieżne z opi­sami wi­zu­al­nej war­stwy snu, na przy­kład przy­śnie­nie się me­czu te­ni­so­wego oraz po­wta­rza­jące się ru­chy oczu w prawo i lewo. Choć po­ja­wiają się nie­spój­no­ści mię­dzy ru­chami ga­łek ocznych a śnioną tre­ścią wi­zu­alną, prze­ło­mowe ba­da­nia nad snami z za­cho­wa­niem przy­tom­no­ści umy­sło­wej do­wio­dły wy­stę­po­wa­nia pew­nej ko­re­spon­den­cji. Pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku Ste­phen La­Berge i Ke­ith He­arne nie­za­leż­nie wy­ka­zali, że osoby śniące przy­tom­nie mogą ce­lowo wy­ko­ny­wać we śnie po­wta­rzalne zwroty w lewo i w prawo oczami, co skut­kuje od­po­wied­nimi ru­chami ga­łek ocznych w śpią­cym ciele6. Po­ka­zało to, że śpiący czło­wiek może spra­wo­wać kon­trolę nad swoim cia­łem fi­zycz­nym, ko­rzy­sta­jąc z ru­chów wy­ko­ny­wa­nych w ma­rze­niu sen­nym. W na­stęp­nych la­tach śla­dem tym po­szło wiele in­nych ba­dań, które ujaw­niły, że osoby śniące przy­tom­nie są w sta­nie kon­tro­lo­wać roz­ma­ite czę­ści ciała, na przy­kład za­ci­skać pięść we śnie, co skut­kuje jed­no­cze­snymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia, a także kon­tro­lo­wać od­dy­cha­nie we śnie, co zmie­nia od­dy­cha­nie i ru­chy brzu­cha w śpią­cym ciele.

Wy­daje się, że na­wet w przy­padku snów, w któ­rych czło­wiek nie za­cho­wuje przy­tom­no­ści umy­sło­wej, ich treść prze­ja­wia się fi­zycz­nie w ciele. Wia­domo na przy­kład, że w fa­zie REM za­cho­dzą nie­re­gu­larne fluk­tu­acje od­de­chu, tempa pracy serca oraz ak­tyw­no­ści mię­śnio­wej, i mogą one ko­re­spon­do­wać z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia. Uczest­ni­kowi pew­nego ba­da­nia śniło się, że pły­nie żabką, a wy­ko­ny­wane w tym cza­sie po­miary po­ka­zały, że wie­lo­krot­nie wstrzy­my­wał od­dech, a po­tem wy­dy­chał po­wie­trze ana­lo­gicz­nie do tego, jak pły­wak chowa głowę pod wodę i się z niej wy­nu­rza. Rów­nież w przy­padku kosz­ma­rów czę­sto wy­stę­pują silne po­wią­za­nia z cia­łem. Przez kilka mi­nut przed prze­bu­dze­niem się więk­szość osób ma przy­spie­szone tętno i od­dech, tak jakby śpiący or­ga­nizm do­zna­wał fi­zycz­nego ob­cią­że­nia. Ma to kon­se­kwen­cje zdro­wotne u lu­dzi, któ­rym wie­lo­krot­nie śnią się kosz­mary, ta­kich jak pa­cjenci z za­bu­rze­niem stre­so­wym po­ura­zo­wym (post-trau­ma­tic stress di­sor­der, PTSD), u któ­rych psy­chiczne i fi­zyczne aspekty urazu od­ży­wają pod­czas snu.

Ewi­dent­nie wi­dać pe­wien zwią­zek mię­dzy tym, co wy­obra­żamy so­bie we śnie, a tym, jak ciało re­aguje na śnione do­świad­cze­nia czy je od­zwier­cie­dla. W jaki jed­nak spo­sób śniący umysł na­wią­zuje łącz­ność ze śpią­cym cia­łem? I ja­kie wnio­ski wy­ni­kają z ist­nie­nia tego szlaku ko­mu­ni­ka­cyj­nego?

Przede wszyst­kim warto przyj­rzeć się obec­nej w mó­zgu ma­pie ciała, to zna­czy sys­te­ma­tycz­nemu przy­po­rząd­ko­wa­niu pew­nych neu­ro­nów czu­cio­wych i ru­cho­wych w mó­zgu okre­ślo­nym czę­ściom ciała. Wy­daje się, że ta neu­ro­nowa mapa leży u pod­staw wy­ra­zi­stych wy­obra­żeń czu­ciowo-ru­cho­wych (wy­obra­ża­nych do­znań wzro­ko­wych, do­ty­ko­wych, słu­cho­wych, wę­cho­wych i sma­ko­wych oraz ru­chów ciała) we śnie. Ba­da­nia wy­ko­ny­wane me­todą funk­cjo­nal­nego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego pod­czas przy­tom­nych snów uka­zały, że kiedy czło­wiek za­ci­ska we śnie pięść, ob­ser­wuje się ak­tyw­ność tych sa­mych re­jo­nów czu­ciowo-ru­cho­wych mó­zgu co wtedy, gdy wy­ko­nuje tę czyn­ność na ja­wie, a pod­czas spa­nia ko­re­spon­duje to jed­no­cze­śnie z re­al­nymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia. Psy­chika, mózg i ciało są wza­jem­nie po­łą­czone. Taką samą pra­wi­dło­wość ob­ser­wuje się w od­nie­sie­niu do in­nych form per­cep­cji, na przy­kład oglą­da­nia twa­rzy, sły­sze­nia mowy czy po­strze­ga­nia scen prze­strzen­nych – wszyst­kie te sy­tu­acje wiążą się ze spe­cy­ficz­nymi wzor­cami ak­tyw­no­ści czu­ciowo-ru­cho­wej w mó­zgu, ja­kie za­cho­dzą na ja­wie, i po­dobne wzorce wy­krywa się w trak­cie śnie­nia.

Wy­ra­zi­ste wra­że­nia czu­ciowe i ru­chowe w snach – do­świad­cze­nia cho­dze­nia, po­ru­sza­nia się, fru­wa­nia, spa­da­nia, walki, po­szu­ki­wa­nia i inne – po­cho­dzą z kory czu­ciowo-ru­cho­wej. Warto tu od­no­to­wać, że pod wzglę­dem per­cep­cyj­nym sny ce­chują się naj­sil­niej­szym ak­cen­to­wa­niem wy­obra­żeń wzro­ko­wych, po któ­rych idą słu­chowe i ru­chowe, a w mniej­szym stop­niu za­pa­chowe i sma­kowe – choć bywa to zróż­ni­co­wane w okre­ślo­nych po­pu­la­cjach, na przy­kład osoby nie­sły­szące i nie­wi­dzące in­ten­syw­niej do­świad­czają w snach za­pa­chów i sma­ków. Z dal­szej czę­ści książki do­wiemy się wię­cej o tych wa­rian­tach.

Nie­kiedy ru­chowe wy­obra­że­nia senne wiążą się z re­al­nymi ru­chami ciała po­mimo za­sad­ni­czego pa­ra­liżu mię­śni w fa­zie REM. W przy­padku ta­kich za­cho­wań lu­dzie fi­zycz­nie od­gry­wają treść ma­rzeń sen­nych, czę­sto pod­czas szcze­gól­nie emo­cjo­nu­ją­cych snów, ta­kich jak kosz­mary czy sny zwią­zane z ża­łobą, a na­wet ero­tyczne. Do po­wszech­nych za­cho­wań na­leżą wtedy mó­wie­nie przez sen, płacz, uśmie­cha­nie się, wy­bu­chy śmie­chu oraz wy­ra­ża­nie stra­chu czy za­cho­wa­nia obronne. Fa­scy­nu­jącą sprawą jest to, że ta­kie za­cho­wa­nia mogą od­zwier­cie­dlać mowę oraz czyny za­równo śnio­nego ja, jak i in­nej po­staci ze snu. Je­żeli na przy­kład śni się nam, że fru­niemy, by umknąć przed zło­wrogo re­cho­czącą cza­row­nicą, mo­żemy się obu­dzić drżący ze stra­chu albo śmie­jący się na głos jak owa cza­row­nica. Po­ka­zuje to wy­stę­pu­jące w snach zja­wi­sko, które rzadko so­bie uświa­da­miamy, mia­no­wi­cie że wszyst­kie śnione po­sta­cie – twoje śnione ja, zna­jomy czy krewny, obcy czło­wiek, ulu­biony zwie­rzak, du­chowy prze­wod­nik – są jed­no­cze­śnie wy­twa­rzane przez nasz umysł. Pod­czas do­świad­cza­nia przez nas snu z per­spek­tywy pierw­szo­oso­bo­wej śpiący mózg wy­cza­ro­wuje rów­nież tamte po­sta­cie łącz­nie z ich my­ślami, uczu­ciami, dzia­ła­niami i gło­sami. Cza­sem ob­da­rza na­wet po­szcze­gólne osoby róż­nymi ję­zy­kami czy ak­cen­tami.

Ta zdol­ność mó­zgu do zor­kie­stro­wa­nia za­cho­wań i emo­cji wszyst­kich śnio­nych bo­ha­te­rów jest godna naj­wyż­szego po­dziwu. Jak umysł ra­dzi so­bie z ko­or­dy­na­cją tak zróż­ni­co­wa­nej ob­sady ak­tor­skiej snu?

Nie­któ­rzy na­ukowcy upa­trują po­ten­cjal­nego pro­du­centa i re­ży­sera śnio­nych po­staci w ukła­dzie neu­ro­nów lu­strza­nych. Z ba­dań ob­ra­zo­wych mó­zgu wy­nika, że układ ten jest ak­tywny za­równo w trak­cie, gdy wy­ko­nu­jemy okre­śloną czyn­ność (na przy­kład bie­rzemy do ręki ku­bek), jak i pod­czas ob­ser­wo­wa­nia tej czyn­no­ści wy­ko­ny­wa­nej przez inną osobę (po­wiedzmy, pod­no­sze­nia kubka przez ko­legę). Po­nadto tę samą ak­tyw­ność mó­zgu re­je­struje się, kiedy tylko wy­obra­żamy so­bie wy­ko­ny­wa­nie tej czyn­no­ści przez sie­bie lub ko­goś in­nego. Ta­kie od­zwier­cie­dla­nie dzia­łań i eks­pre­sji in­nych lu­dzi po­maga nam na­śla­do­wać na ja­wie i ro­zu­mieć ich za­cho­wa­nia oraz emo­cje. Na po­dob­nej za­sa­dzie układ neu­ro­nów lu­strza­nych może od­po­wia­dać za sy­mu­lo­wa­nie czyn­no­ści i emo­cji róż­nych po­staci w snach.

Ar­gu­menty prze­ma­wia­jące za tą kon­cep­cją po­cho­dzą z ana­liz za­cho­wań lu­strza­nych, czyli be­ha­wio­ral­nych prze­ja­wów ak­tyw­no­ści neu­ro­nów lu­strza­nych, ta­kich jak za­raź­liwy płacz albo śmiech (roz­pła­ka­nie się lub ro­ze­śmia­nie, gdy wi­dzimy pła­czące czy śmie­jące się osoby) oraz inne formy mi­mi­kry, na przy­kład przy­bie­ra­nie po­dob­nej po­stawy ciała czy wy­razu twa­rzy jak roz­mówca. W ba­da­niach snów oka­zało się, że lu­dzie wy­ka­zu­jący wię­cej za­cho­wań lu­strza­nych na ja­wie czę­ściej fi­zycz­nie od­gry­wają ma­rze­nia senne pod­czas spa­nia, na przy­kład osoby, które ła­two roz­pła­kują się na wi­dok pła­czu in­nych, czę­ściej bu­dzą się we łzach. To samo do­ty­czy uśmie­cha­nia się i śmia­nia.

Pod­su­mo­wu­jąc, być może kora czu­ciowo-ru­chowa i układ neu­ro­nów lu­strza­nych ste­rują dzia­ła­niami i emo­cjami na­szego śnio­nego ja i in­nych po­staci ma­rze­nia sen­nego w po­dobny spo­sób, jak dzia­łamy i wcho­dzimy w in­te­rak­cje z ludźmi na ja­wie.

O ile jest ja­sne, a może wręcz in­tu­icyj­nie zro­zu­miałe, że ciało może na­śla­do­wać czy prze­ja­wiać pewne dzia­ła­nia i emo­cje ze snów, o tyle jest też druga strona me­dalu, i to po­ten­cjal­nie na­wet bar­dziej in­te­re­su­jąca: ciało fi­zyczne bywa źró­dłem wy­obra­żeń sen­nych.

Za­sta­na­wia­li­ście się kie­dyś nad śpią­cym ko­cia­kiem albo nie­mow­lę­ciem, pa­trząc na drgnie­nia rą­czek albo wi­bry­sów, które wy­glą­dają na po­chodne ak­tyw­no­ści sen­nej? Przez wiele lat na­ukowcy za­kła­dali, że te drgnie­nia są po pro­stu pro­duk­tem ubocz­nym ma­rzeń sen­nych, prze­dzie­ra­ją­cych się przez nie­cał­ko­wity pa­ra­liż w fa­zie REM. Dziś ist­nieją jed­nak do­wody na to, że drgnię­cia mię­śni sta­no­wią źró­dło śnio­nej ak­tyw­no­ści. Po­wo­dują one znaczne po­bu­dze­nie ob­sza­rów czu­cio­wych mó­zgu po­grą­żo­nego we śnie REM. Na przy­kład drgnie­nie w przed­ra­mie­niu wy­wo­łuje silne sy­gnały czu­ciowe w „przed­ra­mie­nio­wym” frag­men­cie mó­zgo­wej mapy ciała, tak jakby w koń­czy­nie po­ja­wiło się in­ten­sywne do­zna­nie. Ta mó­zgowa ak­ty­wa­cja jest znacz­nie więk­sza, niż ocze­ki­wa­łoby się w przy­padku tak drob­nego ru­chu; jest tak praw­do­po­dob­nie dla­tego, że skoro w fa­zie REM ciało po­zo­staje za­sad­ni­czo w bez­wła­dzie, te ma­lut­kie drgnie­nia sil­niej się uwy­dat­niają i mogą być do­kład­nie zlo­ka­li­zo­wane przez mózg7. Za­tem każ­dej nocy, gdy śpimy, drgnie­nia te po­zwa­lają mó­zgowi do­pre­cy­zo­wy­wać i po­now­nie ka­li­bro­wać szcze­gó­łową mapę róż­nych czę­ści ciała nie­mal na za­sa­dzie ha­sła i od­zewu: „Drgnie­nie w przed­ra­mie­niu? Aha, tu jest przed­ra­mię”.

Są­dzi się, że to wła­śnie jest jedną z fun­da­men­tal­nych funk­cji fazy REM – uszcze­gó­ło­wia­nie i ak­tu­ali­zo­wa­nie mó­zgo­wej mapy ciała, tak by można było sku­tecz­nie uży­wać jej na ja­wie. Funk­cji tej mogą też słu­żyć ma­rze­nia senne, ka­li­bru­jące korę czu­ciowo-ru­chową, w miarę jak ma­new­ru­jemy swoim śnio­nym cia­łem, po­ru­sza­jąc się w im­mer­syj­nych, zmy­sło­wych świa­tach snu.

Skoro drgnie­nia wy­wo­łują wy­raźne sy­gnały czu­ciowe w móz­gu, czy mogą też wzbu­dzać silne do­zna­nia w snach? Z przy­kła­dami wpływu drgnień mię­śnio­wych na ma­rze­nia senne po­wszech­nie spo­ty­kamy się na sa­mym po­czątku snu, gdy tzw. zry­wa­niom przy­sen­nym (hyp­nic jerks) to­wa­rzy­szy wy­ra­zi­ste ob­ra­zo­wa­nie. Zja­wi­sko to po­lega na na­głym, kró­ciut­kim skur­czu mię­śni nogi czy tu­ło­wia w cza­sie za­sy­pia­nia, z czym czę­sto zbiega się wy­ol­brzy­mione wy­obra­że­nie senne, na przy­kład wi­zja spa­da­nia ze scho­dów. Wra­że­nie tego drgnie­nia roz­ra­sta się w śnią­cym umy­śle za­pewne dla­tego, że sy­gnał wy­daje się bar­dzo silny w ze­sta­wie­niu z bez­ru­chem reszty ciała. Choć to tylko spe­ku­la­cje, drgnie­nia mię­śniowe mogą być także od­po­wie­dzialne za in­try­gu­jące przy­padki ze­społu eks­plo­du­ją­cej głowy. Na­zwa tego zja­wi­ska brzmi na­der dra­ma­tycz­nie, ale do­świad­cze­nie jest sto­sun­kowo nie­winne – cho­dzi o na­gły ogłu­sza­jący ha­łas, który wstrząsa nami w chwili, gdy za­sy­piamy. Być może gdy ciało za­pada w sen, do­zna­nia drgnień ma­lut­kich mię­śni ucha środ­ko­wego (uszny od­po­wied­nik szyb­kich ru­chów ga­łek ocznych) zo­stają na­gle wzmoc­nione w śnią­cym umy­śle. Przy­kłady te po­ka­zują, że mi­ni­malne ru­chy i do­zna­nia śpią­cego ciała mogą prze­do­sta­wać się do snu, po­ten­cjal­nie wy­wo­łu­jąc zwie­lo­krot­niony efekt.

Ana­lo­giczne wy­ja­śnie­nia przed­sta­wiono w od­nie­sie­niu do za­bu­rze­nia be­ha­wio­ral­nego we śnie REM, czyli scho­rze­nia neu­ro­lo­gicz­nego, w któ­rym do­cho­dzi do utraty bez­władu mię­śni w fa­zie REM. Pa­cjenci mają czę­sto wy­ra­zi­ste i gwał­towne ma­rze­nia senne, które od­gry­wają po­wta­rza­nymi eks­tre­mal­nymi i nie­kiedy nie­bez­piecz­nymi ru­chami ciała pod­czas snu, na przy­kład ko­piąc, wy­mie­rza­jąc ciosy czy rzu­ca­jąc się w łóżku. Zwy­kle uważa się, że pa­ra­liż, który wy­stę­puje w fa­zie REM, ma wła­śnie za­po­bie­gać tego typu nie­bez­piecz­nemu od­gry­wa­niu sce­na­riu­szy ma­rzeń sen­nych przez fi­zyczne ciało. O ile jed­nak nie­któ­rzy na­ukowcy trak­tują pełne prze­mocy sny jako przy­czynę ko­pa­nia i bok­so­wa­nia, sy­tu­acja może być też od­wrotna: za­nik pa­ra­liżu mię­śni u tych pa­cjen­tów pro­wa­dzi do nad­mier­nych i po­wta­rzal­nych drgnień, które na­stęp­nie wy­wo­łują na­tar­czywe i agre­sywne sny. Gdy od­rzuca się to wy­ja­śnie­nie, trudno zro­zu­mieć, dla­czego ta­kie gwał­towne sny nie­spo­dzie­wa­nie roz­wi­jają się u pa­cjen­tów na po­czątku wspo­mnia­nej cho­roby.

Oprócz drgnień mię­śnio­wych i ru­chów ciała rów­nież inne we­wnętrzne stany or­ga­ni­zmu mogą wpły­wać na ma­rze­nia senne. Wiele ty­po­wych wąt­ków snów wy­daje się zwią­za­nych z do­zna­niami fi­zycz­nymi, na przy­kład po­szu­ki­wa­nie we śnie to­a­lety czy próby zna­le­zie­nia żyw­no­ści albo wody. Uczest­ni­kom eks­pe­ry­men­tów w la­bo­ra­to­rium śni się cza­sem, że szu­kają cze­goś do je­dze­nia w sto­łówce albo że pró­bu­jąc sko­rzy­stać z to­a­lety, na­ty­kają się na różne nie­zwy­kłe prze­szkody (ta­kie jak brak drzwi w ła­zience, które można by za sobą za­mknąć, albo wcho­dze­nie do niej człon­ków per­so­nelu). Nie­które sny za­wie­rają do­świad­cze­nia sa­mego spa­nia, tak jak gdy śni się ko­muś, że mdleje albo że za­sy­pia. Od dawna mówi się też, że na ja­kość snów od­dzia­łują ta­kie stany jak go­rączka czy pra­gnie­nie, choć na ra­zie świad­czą o tym głów­nie dane aneg­do­tyczne.

Na­wet sny o wy­pa­da­niu zę­bów (czę­sty ty­powy mo­tyw, który po­ja­wia się u 40 pro­cent lu­dzi) wy­stę­pują wraz z od­czu­wa­nym rano po­draż­nie­niem szczęki, co su­ge­ruje, że te po­wszech­nie spo­ty­kane sny są skut­kiem za­ci­ska­nia zę­bów lub zgrzy­ta­nia nimi w nocy. Po­zwala to wy­ja­śnić, dla­czego tak wiele osób do­świad­cza tego dzi­wacz­nego wątku sen­nego, który ma nie­wiel­kie prze­ło­że­nie na ży­cie na ja­wie – jest to spo­sób, w jaki utrzy­mu­jące się do­zna­nie jest in­ter­pre­to­wane w ma­rze­niu sen­nym.

W po­wią­za­nych z tym przy­kła­dach, cho­ciaż fak­tura przed­mio­tów i sta­wiany przez nie opór w świe­cie snu mogą róż­nić się od tych w rze­czy­wi­sto­ści na ja­wie, ich źró­dło mogą sta­no­wić rze­czy­wi­ste do­zna­nia fi­zyczne, które zo­stają włą­czone do to­czą­cego się ma­rze­nia sen­nego. Nie­kiedy do­świad­cza­jąc na­tu­ral­nego pa­ra­liżu mię­śni to­wa­rzy­szą­cego fa­zie REM, lu­dzie czują się nie­zdolni po­ru­szyć we śnie swoim cia­łem; wszyst­kie ru­chy są jakby spo­wol­nione. In­nym ra­zem ciało wy­daje się nie­zwy­kle lek­kie, tak że może się swo­bod­nie uno­sić czy la­tać, a gra­wi­ta­cja znika. Spa­da­nie na­leży do naj­pow­szech­niej zgła­sza­nych ty­po­wych snów, a szy­bo­wa­nie w po­wie­trzu sta­nowi uni­wer­salne po­zy­tywne do­świad­cze­nie senne. Po­zy­cja ciała uło­żo­nego po­ziomo w łóżku bez po­czu­cia dzia­ła­ją­cej w pio­nie gra­wi­ta­cji zde­cy­do­wa­nie różni się od na­szych wra­żeń fi­zycz­nych, gdy po­ru­szamy się wy­pro­sto­wani na ja­wie, i może to czę­ściowo tłu­ma­czyć czę­ste mo­tywy la­ta­nia i spa­da­nia (choć ist­nieją także inne po­ten­cjalne wy­ja­śnie­nia)8.

Mimo że różne do­zna­nia cie­le­sne – od pa­ra­liżu do drgnięć mię­śni – nie­ustan­nie wy­wie­rają wpływ na śpiący mózg i śniący umysł, wra­że­nia te czę­sto róż­nią się od swo­ich od­po­wied­ni­ków na ja­wie, co może tłu­ma­czyć pewne oso­bliwe tre­ści wśród ty­po­wych wąt­ków sen­nych, ta­kie jak wy­pa­da­nie zę­bów, nie­moż­ność zna­le­zie­nia to­a­lety czy la­ta­nie i spa­da­nie.

Oprócz prze­twa­rza­nia sta­nów ciała w trak­cie snu nie ustaje też stałe wy­czu­le­nie na sy­gnały pły­nące ze śro­do­wi­ska ze­wnętrz­nego. W la­bo­ra­to­rium lu­dzie zgła­szają, że śnią się im cią­żące na gło­wie elek­trody czy sły­szane wo­kół sie­bie głosy. Do­zna­nia ta­kie po­ja­wiają się naj­czę­ściej w snach re­la­cjo­no­wa­nych pierw­szej nocy spę­dza­nej w pra­cowni. Ten „efekt pierw­szej nocy” po­ka­zuje, że pewne czę­ści mó­zgu po­zo­stają bar­dziej roz­bu­dzone pod­czas spa­nia w no­wym oto­cze­niu, ta­kim jak la­bo­ra­to­rium, co po­ciąga za sobą gor­szą ja­kość snu. Nie­któ­rzy na­ukowcy na­zy­wają to noc­nym czu­wa­niem czy nocną wachtą, pod­czas któ­rej mózg kon­ty­nu­uje mo­ni­to­ro­wa­nie śro­do­wi­ska w trak­cie snu. Efekt ten za­nika w la­bo­ra­to­rium po pierw­szej nocy. Z po­wodu tych za­kłó­ceń w wielu pra­cow­niach po­mija się dane zbie­rane tej nocy.

Nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo sta­ramy się o za­pew­nie­nie kom­fortu w la­bo­ra­to­rium, nie­co­dzienne do­zna­nia, ta­kie jak cią­że­nie prze­wo­dów opla­ta­ją­cych ciało czy elek­trod przy­mo­co­wa­nych do głowy, sta­no­wią obce do­świad­cze­nia w nocy i czę­sto prze­ni­kają do ma­rzeń sen­nych. Ale rów­nież pod­czas spa­nia w domu świat zmy­słowy nie­raz prze­do­staje się do snów, choć zda­rza się to nieco rza­dziej. Włą­czają się pewne fil­try, me­cha­ni­zmy bram­kowe, które mają za­po­bie­gać roz­bu­dza­niu nas przez zwy­czajne bodźce, ta­kie jak od­głosy ru­chu ulicz­nego, roz­mowy są­sia­dów czy szum kli­ma­ty­za­cji. Fil­tro­wa­nie to jest jed­nak nie­pełne i przez różne szpary prze­cie­kają do snów bodźce zmy­słowe.

Aby le­piej po­znać, jak i kiedy śniący umysł re­aguje na nie pod­czas spa­nia, opra­co­wano spe­cjalne eks­pe­ry­menty na­kie­ro­wane na do­tar­cie do tych szcze­lin. Na­ukowcy sta­rali się pre­zen­to­wać śpią­cym lu­dziom naj­roz­ma­it­sze bodźce do­ty­kowe, wzro­kowe, słu­chowe i wę­chowe, by ob­ser­wo­wać ich wpływ na ma­rze­nia senne. W ba­da­niach prze­pro­wa­dza­nych w Mont­re­alu na no­dze śpią­cych osób na­dmu­chi­wany był w fa­zie REM man­kiet ci­śnie­nio­mie­rza9. Je­den z uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu re­la­cjo­no­wał:

W moim śnie po­ja­wiła się eks­pe­ry­men­ta­torka, żeby mnie obu­dzić. Włą­czyła świa­tło i za­py­tała, co mi się śniło. Udzie­la­łem od­po­wie­dzi. Po­czu­łem na­ra­sta­jący ucisk na no­dze. Za­py­tała, ja­kie wy­wo­łuje to wra­że­nie. Po­wie­dzia­łem, że tak jakby przy­tu­la­nia. Za­py­tała: „Czy to nie jest tak, jakby ktoś cią­gnął cię za nogę?”.

W tym przy­kła­dzie czło­wiek od­czuwa ucisk na no­dze, który zo­staje cał­kiem do­słow­nie włą­czony do ma­rze­nia sen­nego: we śnie wy­raź­nie po­ja­wia się to do­zna­nie, a także od­nie­sie­nia do to­czą­cego się eks­pe­ry­mentu. Inne osoby do­no­siły o wra­że­niu mro­wie­nia czy dys­kom­fortu w no­dze w bar­dziej fan­ta­zyj­nych sce­na­riu­szach, na przy­kład o nie­moż­no­ści pra­wi­dło­wego po­ru­sza­nia no­gami pod­czas pły­wa­nia. W nie­któ­rych przy­pad­kach ucisk na nogę wnika do snów w jesz­cze bar­dziej wy­ra­fi­no­wany spo­sób, cza­sami rzu­to­wany na­wet na ja­kąś inną po­stać, na przy­kład ko­nia, któ­remu uwię­zła noga. Uka­zuje to, że bodźce zmy­słowe ze świata rze­czy­wi­stego mogą być po­strze­gane pod­czas spa­nia i sta­wać się roz­ma­itymi ele­men­tami ma­rze­nia sen­nego.

Po­dobne re­zul­taty uzy­skuje się w ba­da­niach z uży­ciem sty­mu­la­cji słu­cho­wej i wzro­ko­wej, w któ­rych po­ja­wiają się w snach pik­nię­cia lub mi­ga­jące czer­wone świa­tła. Nie­kiedy po­wsta­jący sen do­pa­so­wuje się bez­po­śred­nio do bodźca – tak jak gdy sy­gnał dźwię­kowy wzbu­dza wy­obra­że­nia słu­chowe. Ale może on też ulec trans­for­ma­cji i na przy­kład spo­wo­do­wać wy­ko­na­nie gwał­tow­nego ru­chu w ma­rze­niu sen­nym. Wy­daje się, że prze­miana dźwięku w ruch jest dość po­wszechna. W jed­nym z przy­pad­ków me­ta­liczny brzdęk wy­wo­łał sen o klau­nie zry­wa­ją­cym się znie­nacka do wy­ko­na­nia salta10.

To fa­scy­nu­jące, jak po wnik­nię­ciu bodź­ców do śnio­nego świata może się zmie­niać ich mo­dal­ność (na przy­kład ze słu­cho­wej w wi­dziany ruch) czy na­wet „przy­na­leż­ność”, gdy są rzu­to­wane na inne po­sta­cie, wta­pia­jąc się w śnione śro­do­wi­sko. Co istotne, ba­da­nia nad taką in­kor­po­ra­cją zmy­słową do­wo­dzą, że źró­dłem tre­ści snu stają się cza­sami rze­czy­wi­ste wra­że­nia, za­tem sny nie są wy­łącz­nie do­zna­niami wy­kre­owa­nymi w mó­zgu.

W na­szej dys­ku­sji do tej pory bra­ko­wało omó­wie­nia tego, jak i po co śniący umysł do­ko­nuje tych wy­czy­nów, nie­mal w cza­sie rze­czy­wi­stym for­mu­jąc i prze­mie­nia­jąc per­cep­cje w senne fa­buły. I co de­cy­duje o ogól­niej­szej fa­bule snów, tak że jed­nej oso­bie śni się koń ze ska­le­czoną nogą, a in­nej miłe przy­tu­la­nie? Wy­daje się ja­sne, że do kon­stru­owa­nia ma­rzeń sen­nych nie wy­star­cza samo do­świad­cze­nie zmy­słowe.

W dal­szej czę­ści roz­działu za­czniemy się za­sta­na­wiać nad tym, jak sny wy­peł­niają się tre­ścią pod dyk­tando psy­chiki po­szcze­gól­nych osób. Na­gra­nie wi­deo pew­nego pa­cjenta z za­bu­rze­niem be­ha­wio­ral­nym w fa­zie REM uka­zuje męż­czy­znę, któ­remu przy­śniło się pa­le­nie – za­miast pa­pie­rosa – pul­sok­sy­me­tru (ma­łego za­kła­da­nego na pa­lec urzą­dza­nia, które mie­rzy na­tle­no­wa­nie krwi). Uczu­cie uci­sku na palcu wy­wo­łało u tego kon­kret­nie czło­wieka, który miał miłe wspo­mnie­nia zwią­zane z ni­ko­tyną, przy­jemny sen o pa­le­niu ty­to­niu. Sen wy­pływa za­równo z fi­zycz­nego do­zna­nia, jak i z jed­nost­ko­wych sko­ja­rzeń w pa­mięci.

Częst­szy przy­pa­dek wi­dać na przy­kła­dzie ma­rzeń sen­nych po­łą­czo­nych z wra­że­niami la­ta­nia. Choć ten zmy­słowy sen wy­stę­puje nie­mal uni­wer­sal­nie, jego szcze­góły są od­mienne u róż­nych lu­dzi. Osoba, która na przy­kład mieszka nad mo­rzem, śni o pły­nię­ciu jak del­fin, pod­czas gdy inna, która za­czy­tuje się w ko­mik­sach, śni o śmi­ga­niu w prze­stwo­rzach ni­czym Iron Man. Ta zmien­ność opiera się na oso­bi­stych fan­ta­zjach i wspo­mnie­niach ko­ja­rzą­cych się z la­ta­niem.

Już w XIX wieku na­ukowcy do­strze­gali zmy­słowe fun­da­menty snów11, po­tem zaś za­częli od­kry­wać for­mułę12, zgod­nie z którą uwa­żano, że ma­rze­nia senne wy­ni­kają z kom­bi­na­cji czyn­ni­ków obej­mu­ją­cych do­zna­nia cie­le­sne wraz z bie­żą­cymi i daw­nymi wspo­mnie­niami, na­wy­kami i waż­nymi dla da­nej osoby spra­wami. W myśl tego po­glądu spo­sób po­strze­ga­nia przez nas do­znań pod­czas snu za­leży nie tylko od tych bodź­ców, lecz także od umy­słu śnią­cej osoby i za­cho­dzą­cych w nim zja­wisk psy­chicz­nych. Zo­baczmy, czy uda się nam wy­łu­skać skła­dowe tych czyn­ni­ków.

Ma­te­ria psy­chiczna snów

Jedno z py­tań pro­wa­dzą­cych do od­kry­cia, jak rze­czy­wi­ste do­zna­nia mogą mo­du­lo­wać sny, do­ty­czy tego, czy śnie­nie jest bar­dziej po­dobne do po­strze­ga­nia na ja­wie, czy do wy­obraźni na ja­wie. In­nymi słowy, czy ma­rze­nia senne są bliż­sze re­al­nym do­świad­cze­niom per­cep­cji świata, czy ra­czej my­ślom o świe­cie i wy­obra­ża­niu so­bie do­świad­cza­nia go?

W celu zna­le­zie­nia od­po­wie­dzi na to py­ta­nie re­kru­to­wano do kilku ba­dań osoby po­tra­fiące uzy­skać przy­tom­ność umy­słową we śnie i wy­ko­nać w nim za­da­nia eks­pe­ry­men­talne opra­co­wane spe­cjal­nie tak, aby prze­ko­nać się, czy sny są bar­dziej po­dobne do per­cep­cji, czy do wy­obraźni. W sfe­rze po­strze­ga­nia wzro­ko­wego wia­domo, że lu­dzie są zdolni do tzw. płyn­nego śle­dze­nia obiek­tów wzro­ko­wych na ja­wie. Je­żeli wo­dzimy wzro­kiem za jed­no­staj­nie po­ru­sza­ją­cym się ce­lem, oczy gładko wy­ko­nują ana­lo­giczny cią­gły ruch. Kiedy na­to­miast pró­bu­jemy so­bie wy­obra­zić taki ruch, ma­jąc za­mknięte po­wieki, oczy wy­ko­nują sko­kowe ru­chy sa­ka­dowe. Żeby stwier­dzić, czy śnie­niu bli­żej do per­cep­cji, czy do wy­obraźni, na­ukowcy po­pro­sili lu­dzi śnią­cych przy­tom­nie o to, by po­sta­rali się płyn­nie śle­dzić obiekty wi­zu­alne w swoim śnie. Wo­dzili oni śnio­nym pal­cem po pę­tli znaku nie­skoń­czo­no­ści i śle­dzili ten ruch oczami, co wy­chwy­ty­wały elek­trody. Na za­re­je­stro­wa­nym elek­tro­oku­lo­gra­mie ru­chu ga­łek ocznych ujaw­nił się wzo­rzec płyn­nego śle­dze­nia, co su­ge­ruje, że wi­dze­nie we śnie jest bliż­sze po­strze­ga­niu13. In­nymi słowy, to, co wi­dzimy w snach, jest od­bie­rane w spo­sób zbli­żony do tego, jak na ja­wie wi­dzimy obiekty, a nie wy­twory wy­obraźni.

Aby wzmoc­nić te usta­le­nia, przyj­rzymy się in­nym for­mom per­cep­cji. Oka­zuje się, że tak jak w przy­padku wzroku rów­nież po­strze­ga­nie czasu w snach jest po­dobne do tego na ja­wie. W celu zba­da­nia per­cep­cji czasu w ma­rze­niach sen­nych po­pro­szono osoby śniące przy­tom­nie o wska­zy­wa­nie ru­chami oczu upły­wa­ją­cych pod­czas snu dzie­się­cio­se­kun­do­wych in­ter­wa­łów (dzie­sięć se­kund, dwa­dzie­ścia se­kund, trzy­dzie­ści se­kund). Wska­za­nia te oka­zały się zbieżne z cza­sem rze­czy­wi­stym14. Prze­czy to po­wszech­nie wy­ra­ża­nemu prze­ko­na­niu, że po­je­dyn­cze sny obej­mują dłu­gie od­cinki czasu, a su­ge­ruje ra­czej, że per­cep­cja czasu w przy­tom­nym śnie­niu jest mniej wię­cej taka jak na ja­wie. Now­sze prze­ło­mowe ba­da­nia nad przy­tom­nymi snami wy­ka­zały, że śpiący lu­dzie po­tra­fią we śnie pra­wi­dłowo ro­zu­mieć mowę (czyli od­bie­rać bodźce słu­chowe). Śpiąc, byli w sta­nie zro­zu­mieć pro­ste py­ta­nia i udzie­lać na nie od­po­wie­dzi w ma­rze­niu sen­nym (wię­cej o tym będę pi­sała w dal­szej czę­ści książki).

Usta­le­nia te skła­dają się na zu­peł­nie inny ogląd snów niż ten, który mie­li­śmy do­tych­czas: śnio­nych per­cep­cji do­świad­czamy w po­dobny spo­sób jak rze­czy­wi­stych na ja­wie. Nie­mniej wy­jąt­kowa cha­rak­te­ry­styka neu­ro­bio­lo­giczna snu znie­kształca część pro­ce­sów po­strze­ga­nia. W co­dzien­nym ży­ciu na ja­wie nie­ustan­nie prze­twa­rzamy i łą­czymy wie­lo­ra­kie stru­mie­nie in­for­ma­cji zmy­sło­wych. Na­zywa się to wią­za­niem (bin­ding), w któ­rym mózg zbiera ce­chy świata i in­te­gruje je w spójne, po­strze­gane przez nas obiekty. Po­zwala to nam od­bie­rać zro­zu­miały świat, a nie ciągi od­osob­nio­nych kształ­tów, ko­lo­rów, ru­chów i wiel­ko­ści.

W ma­rze­niu sen­nym sprawy mają się nieco ina­czej. Wszy­scy sty­ka­li­śmy się z przy­kła­dami nie­do­sko­na­łego czy co naj­mniej nie­ty­po­wego wią­za­nia ele­men­tów: twoja ser­deczna przy­ja­ciółka zja­wia się we śnie z ja­skrawo błę­kit­nymi wło­sami albo książka trzy­mana przez cie­bie w ręku na­gle oka­zuje się te­le­fo­nem. Czę­ściowo wy­nika to z dez­ak­ty­wa­cji frag­men­tów mó­zgu istot­nych dla sen­sow­nego in­te­gro­wa­nia róż­nych wąt­ków in­for­ma­cji (dolne kory cie­mie­niowe). Po­nie­waż mózg traci wtedy część swo­ich zdol­no­ści, może to po­skut­ko­wać nie­od­po­wied­nimi albo nie­ty­po­wymi po­wią­za­niami obiekt–ce­cha. Szczę­śli­wie w trak­cie snu z re­guły nie kwe­stio­nu­jemy tego oso­bli­wego pa­ro­wa­nia, co praw­do­po­dob­nie bie­rze się z in­nego wy­jąt­ko­wego aspektu ak­ty­wa­cji mó­zgu w tym cza­sie: za­ha­mo­wa­nia czyn­no­ści kory przed­czo­ło­wej. Kora ta od­po­wiada za wyż­sze funk­cje po­znaw­cze mó­zgu, bra­łaby więc udział w spo­strze­ga­niu, że dany zbiór cech skła­da­ją­cych się na ja­kiś obiekt jest – z braku lep­szego słowa – dzi­waczny.

Cho­ciaż ce­chy śnio­nych obiek­tów ukła­dają się nie­kiedy w oso­bliwe zbitki, mimo ich nie­zwy­kło­ści do­świad­czamy we śnie tych obiek­tów jako spój­nych i sen­sow­nych. Skąd po­cho­dzą ce­chy łą­czące się w śnione ob­razy? Śniący umysł po czę­ści czer­pie z bie­żą­cych do­świad­czeń zmy­sło­wych, ale na nich sprawa ab­so­lut­nie się nie koń­czy.

Od­kry­ciu źró­deł ob­ra­zo­wa­nia sen­nego po­świę­cono wiele ba­dań. Kwe­stia ta bywa ana­li­zo­wana na przy­kła­dzie mi­kro­snów, czyli kró­ciut­kich epi­zo­dów sen­nych, które wni­kają do umy­słu w chwi­lach za­sy­pia­nia. Chyba każ­demu zda­rzyło się przy­snąć w trak­cie jazdy au­to­bu­sem lub oglą­da­nia te­le­wi­zji, a po­tem na­gle ock­nąć się z ja­kąś dzi­waczną my­ślą czy ob­ra­zem w gło­wie. W co­dzien­nym ży­ciu, a na­wet na polu ba­da­nia ma­rzeń sen­nych te prze­lotne sny są czę­sto ba­ga­te­li­zo­wane. Tym­cza­sem uważna ana­liza mi­kro­snów ujaw­niła, że na te efe­me­ryczne wi­zje skła­dają się trzy ele­menty: bie­żące bodźce zmy­słowe, nie­dawne wra­że­nia zmy­słowe (po­strze­gany ko­lor, kształt czy fak­tura) oraz szer­szy kon­tekst pa­mię­ciowy, w tym wspo­mnie­nia z bli­skiej i od­le­głej prze­szło­ści.

Do tech­nik zbie­ra­nia mi­kro­snów na­leży pro­ce­dura „przy­sy­pia­nia na sie­dząco”, czyli po­zwa­la­nia so­bie na wie­lo­krotne wpa­da­nie w drzemkę pod­czas sie­dze­nia w fo­telu, tak jak gdy pró­bu­jemy za­snąć w sa­mo­lo­cie czy au­to­bu­sie. W celu po­zna­nia struk­tury mi­kro­snów ko­rzy­stał z tej me­tody znany ba­dacz i mój men­tor Tore Nie­lsen15. Pew­nego razu on sam, przy­sy­pia­jąc na kon­fe­ren­cji, miał na­stę­pu­jący mi­kro­sen:

Cięż­kie, drew­niane drzwi gwał­tow­nie się otwie­rają i z hu­kiem walą w róg blatu.

Tuż przed­tem Nie­lsen wi­dział na pre­zen­ta­cji slajd uka­zu­jący wiel­kie, za­mknięte, brą­zowe, drew­niane wrota. Po­tem zaś, w mo­men­cie przy­śnię­cia, roz­legł się stu­kot, gdy pre­le­gent nie­chcący po­trą­cił mi­kro­fon. Dźwięk i ob­raz zlały się w jedno we śnie o trza­ska­ją­cych drzwiach.

Tylko mo­ment, za­sta­nówmy się, jak to moż­liwe, by sen o trza­śnię­ciu drzwiami zda­rzył się do­kład­nie w tej chwili, w któ­rej po­ja­wił się nie­spo­dzie­wany stu­kot mi­kro­fonu? Wska­zówkę do wy­ja­śnie­nia tego zja­wi­ska znaj­du­jemy po­now­nie w per­cep­cji na ja­wie. Mózg nie­ustan­nie sub­tel­nie mo­dy­fi­kuje na­sze spo­strze­że­nia na ja­wie, by ofe­ro­wać nam spój­niej wy­glą­da­jące do­świad­cze­nie. Je­żeli na przy­kład oglą­damy na­gra­nie z dwoma ude­rza­ją­cymi w sie­bie kloc­kami, na któ­rym dźwięk zo­staje od­two­rzony odro­binę przed wi­dzia­nym zde­rze­niem kloc­ków, mózg w rze­czy­wi­sto­ści opóź­nia per­cep­cję dźwięku, aby zsyn­chro­ni­zo­wać zda­rze­nia. A oto przy­kład czę­ściej spo­ty­kany w ży­ciu: na­wet je­żeli ścieżka dźwię­kowa filmu jest odro­binę prze­su­nięta w sto­sunku do ob­razu, mimo wszystko od­bie­ramy mowę ak­to­rów jako jed­no­cze­sną z ru­chami ich ust. Z ko­lei w tzw. efek­cie brzu­cho­mówcy mamy wra­że­nie, że głos wy­do­bywa się z ust ku­kiełki, co ozna­cza, że mózg prze­suwa po­strze­ganą lo­ka­li­za­cję źró­dła dźwięku i jego syn­chro­ni­za­cję, by do­pa­so­wać je do sceny wi­zu­al­nej.

Zja­wi­sko to jest znane jako in­te­gra­cja mul­ti­sen­so­ryczna, w któ­rej uwaga łą­czy różne stru­mie­nie in­for­ma­cji zmy­sło­wych w sen­sowny spo­sób, choć nie­kiedy oka­zuje się to tylko złu­dze­niem, sztuczką psy­chiki aran­żu­ją­cej i mo­dy­fi­ku­ją­cej po­strze­ga­nie tak, by utwo­rzyć spójny prze­kaz. W po­wyż­szym przy­kła­dzie snu po­strze­że­nie stuk­nię­cia w mi­kro­fon zo­stało w rze­czy­wi­sto­ści opóź­nione aż do chwili, gdy zna­la­zło wy­tłu­ma­cze­nie w mi­kro­śnie o trza­ska­ją­cych drzwiach. W in­nych przy­pad­kach świst pi­łeczki te­ni­so­wej pro­wa­dził do mi­kro­snu o pla­śnię­ciu dło­nią w ra­mię, a na­głe za­nur­ko­wa­nie sa­mo­lotu pod­czas tur­bu­len­cji zbie­gło się we śnie pa­sa­żera ze scenką, w któ­rej inny po­dróżny roz­lewa lampkę wina. Śniący mózg sta­pia rze­czy­wi­ste do­zna­nia z nie­daw­nymi per­cep­cjami (na przy­kład zo­ba­cze­niem pa­sa­żera albo drzwi) oraz daw­niej­szymi tre­ściami pa­mię­cio­wymi, ta­kimi jak wie­dza i do­świad­cze­nie mó­wiące nam, że trza­śnię­cie drzwiami po­wo­duje huk.

Zdol­ność ta wy­stę­puje nie tylko w mi­kro­snach. Wy­raź­nie ujaw­nia się także w ba­da­niach nad przy­tom­nymi snami, w któ­rych bodźce słu­chowe lub wzro­kowe zo­stają wple­cione w sceny ma­rzeń sen­nych. Kiedy na przy­kład pre­zen­to­wa­łam bły­ska­jące czer­wone świa­tło oso­bom śnią­cym przy­tom­nie, jedna z nich zgło­siła, że we śnie mo­gła „stwier­dzić, kiedy za­pa­lało się czer­wone świa­tło, bo ro­biło się go­rąco i ja­śniej świe­ciło słońce”. W tym przy­padku bodźce świetlne były po­strze­gane jako skład­niki śnio­nego ob­razu słońca. Po­nadto wi­dzimy tu też in­te­gra­cję mul­ti­sen­so­ryczną na in­nym po­zio­mie: gdy słońce moc­niej świeci, we śnie robi się cie­plej. Opiera się to na ogól­niej­szych tre­ściach pa­mię­cio­wych – wie­dzy, że in­ten­sywne świa­tło sło­neczne wiąże się z cie­płem.

W in­nej sy­tu­acji, gdy od­twa­rzano śpią­cym lu­dziom se­rie dźwię­ków pi­ka­nia, do­no­sili po­tem na przy­kład: „ro­bi­łam [we śnie] za­kupy w mar­ke­cie i na­gle usły­sza­łam pik­nię­cia, tak jak­bym do­sta­wała mnó­stwo wia­do­mo­ści na te­le­fon o tym, co mam ku­pić (…), wia­do­mo­ści typu «weź ja­kieś her­bat­niki»”. W tym przy­padku dźwięki są po­strze­gane jako po­cho­dzące z te­le­fonu, co w na­stęp­nym kroku po­wo­duje po­wsta­nie kon­kret­nych tre­ści se­man­tycz­nych, opar­tych na uprzed­niej wie­dzy, że do­cho­dzące z te­le­fonu od­głosy pik-pik zwy­kle ozna­czają na­dej­ście ese­mesa. Mózg dąży do sen­sow­nego in­ter­pre­to­wa­nia do­świad­czeń: „Skąd bie­rze się to czer­wone świa­tło? Co to jest za pi­ka­nie? Wszystko to musi na­le­żeć do świata, który śnię”.

W ten spo­sób na­sze wspo­mnie­nia i wie­dza wpro­wa­dzają kon­tekst i formę do zmy­sło­wych cech ob­ra­zo­wa­nia w snach. Wi­dać to rów­nież w epi­zo­dach pa­ra­liżu sen­nego, gdy to na­pa­wa­jące nie­raz lę­kiem do­świad­cze­nie zo­staje rzu­to­wane na po­ja­wia­jącą się we śnie zło­wrogą po­stać czy nie­okre­śloną groźną obec­ność, która w ja­kiś spo­sób od­biera nam wła­dzę nad cia­łem. Umysł pró­buje sen­sow­nie ode­brać tę sy­tu­ację: „Musi ist­nieć ja­kiś straszny po­wód, z któ­rego nie mogę się po­ru­szać”. Co wię­cej, kon­kretna forma, jaką przy­biera ta mroczna po­stać, jest cha­rak­te­ry­styczna dla da­nej kul­tury. Tam, gdzie wie­rzy się w cza­row­nice albo upiory, albo ko­smi­tów, albo dia­bły, wła­śnie te po­sta­cie są po­strze­gane pod­czas do­świad­czeń pa­ra­liżu sen­nego, gdy fa­buła snów kształ­tuje się pod wpły­wem utrwa­lo­nych w pa­mięci tre­ści kul­tu­ro­wych.

Uważa się na przy­kład, że w Sta­nach Zjed­no­czo­nych epi­zody pa­ra­liżu sen­nego mogą być od­po­wie­dzialne za wiele re­la­cji o po­rwa­niach przez ko­smi­tów. Umysł pró­buje po­jąć, co się dzieje, za­tem w kraju, w któ­rym do­cho­dzi do częst­szego spo­strze­ga­nia UFO niż gdzie­kol­wiek in­dziej na świe­cie, naj­bar­dziej praw­do­po­dobne wy­daje się upro­wa­dze­nie przez ko­smi­tów. W in­nych kul­tu­rach, na przy­kład w Egip­cie, śpiący po­strze­gają dżinna, nad­przy­ro­dzo­nego de­mona z mi­to­lo­gii is­lam­skiej. W Chi­nach po­wszech­niej wi­dzi się upiory, a w No­wej Fun­dlan­dii ję­dzę-sta­ru­chę – zbłą­kaną du­szę, która we­dług po­dań lu­do­wych ciężko przy­siada na piersi śpią­cego*. We wszyst­kich tych przy­kła­dach fi­zyczne do­zna­nie bez­władu zo­staje rzu­to­wane w for­mie, która jest sen­sowna w kon­tek­ście kul­tu­ro­wych wspo­mnień i wie­rzeń16.

Pod­su­mo­wu­jąc, na­wet w trak­cie snu mózg nie­ustan­nie in­te­gruje różne stru­mie­nie in­for­ma­cji w celu za­pre­zen­to­wa­nia nam spój­nego do­świad­cze­nia – łą­czy bie­żące do­zna­nia z nie­daw­nymi wspo­mnie­niami i od­le­głymi prze­ży­ciami oraz ogólną wie­dzą o świe­cie i ocze­ki­wa­niami co do niego. Wszystko są to łączne źró­dła ob­ra­zo­wa­nia sen­nego.