Konstantynopol 717-718 - Tomasz Kapuściński - ebook

Konstantynopol 717-718 ebook

Tomasz Kapuściński

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Od połowy lat trzydziestych VII wieku ziemie Cesarstwa Bizantyńskiego i Persji, bardzo osłabionych wieloletnią wyniszczającą wojną, były najeżdżane przez muzułmańskich Arabów. Zjednoczone przez Mahometa i jego następców plemiona arabskie rozpoczęły gwałtowną ekspansję, zajmując z łatwością krainę za krainą i niszcząc imperium perskie. Następnym celem napastników stało się Bizancjum.

Konflikt bizantyńsko-arabski rozgrywał się na ogromnym obszarze: w Syrii, Egipcie, Armenii, na Kaukazie, w Mezopotamii, Afryce, na Sycylii i innych wyspach Morza Śródziemnego, a w końcu w europejskiej Tracji. Terenem najbardziej zaciekłych walk była jednak Anatolia, która przez 300 lat stanowiła prawdziwe przedmurze chrześcijaństwa, niezdobyte przez żadnego z kalifów czy emirów.

Punktem kulminacyjnym tych zmagań stało się arabskie oblężenie cesarskiej stolicy - Konstantynopola, trwające równo przez rok w latach 717-718. Miasto przetrwało dzięki woli walki cesarza Leona III Izauryjczyka, potędze swych fortyfikacji, przewadze na morzu oraz pomocy sprzymierzonych Bułgarów. Te wydarzenia barwnie opisuje Tomasz Kapuściński.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Cytat

Panta cho­rei kai uden menei

(Wszystko pły­nie i nic nie pozo­staje na miej­scu).

Hera­klit

Wstęp. Epoka i źródła

W sierp­niu 378 roku cesar­stwo rzym­skie ponio­sło strasz­liwą klę­skę z rąk Gotów pod Adria­no­po­lem. Zgi­nęło bar­dzo wielu legio­ni­stów, a wraz z nimi cesarz Wschodu, Walens. Dwa lata wcze­śniej Walens musiał sta­wić czoło innemu trud­nemu prze­ciw­ni­kowi – Ara­bom pod wodzą kró­lo­wej Tanu­chi­dów1, Mawii. Mawia zaata­ko­wała: rzym­ską Syrię, Pale­stynę i Egipt, gdzie pobiła cesar­skie armie, i zawarła rozejm na korzyst­nych dla sie­bie warun­kach. W jego wyniku przy­stała na pojed­na­nie i przy­mie­rze z Rzy­mem. Kiedy resztki rzym­skiej armii ucie­kały przed Gotami spod Adria­no­pola, Mawia przy­słała do zagro­żo­nego Kon­stan­ty­no­pola kon­tyn­gent arab­skich wojow­ni­ków. Ci zro­bić mieli wiel­kie wra­że­nie tak na sojusz­ni­kach, jak i wrogu. Nie tylko dziel­nie wal­czyli pod kon­stan­ty­no­po­li­tań­skimi murami prze­ciwko Ger­ma­nom, ale dali też spek­takl zwie­rzę­cego wręcz bar­ba­rzyń­stwa, gdy demon­stra­cyj­nie jeden z Ara­bów jął wysy­sać krew z szyi zabi­tego przez sie­bie Gota2.

Arab­ski oddział, wspól­nie z pospo­li­tym rusze­niem miesz­kań­ców, sku­tecz­nie znie­chę­cił wroga do dal­szych prób zawład­nię­cia mia­stem. Miną jesz­cze trzy wieki i arab­scy wojow­nicy wrócą w to samo miej­sce, ale z innymi już inten­cjami.

Cesar­stwo wschod­nio­rzym­skie, okre­ślane w póź­niej­szej tra­dy­cji jako Bizan­cjum, ist­niało przez prze­szło tysiąc lat. Nie jest to osią­gnię­cie uni­ka­towe w histo­rii państw świata, nie­zwy­kły jest jed­nak fakt, iż cesar­stwo zmu­szone było przez swo­ich zmie­nia­ją­cych się sąsia­dów do tkwie­nia w sta­nie nie­ustan­nego zagro­że­nia i per­ma­nent­nej wojny. Przez wię­cej niż połowę okresu swego ist­nie­nia cesar­stwo sta­no­wiło jedną z czo­ło­wych potęg mili­tar­nych świata, a nie­kiedy było potęgą naj­więk­szą. Nie było jed­nak dane jego miesz­kań­com zaznać takiego spo­koju i dostatku, jakiego w sta­rym cesar­stwie doświad­czyli oby­wa­tele w cza­sach Pax Romana, kiedy gra­nice impe­rium z rzadka tylko ważyli się naru­szać jacyś bar­ba­rzyńcy. Wojow­ni­czy Goci, dzicy Sło­wia­nie, wia­ro­łomni Awa­ro­wie, zawzięci Per­so­wie, chy­trzy Pie­czyn­go­wie, nie­po­korni Buł­ga­rzy, pod­stępni Nor­ma­no­wie, zachłanni krzy­żowcy, zawistne wło­skie repu­bliki, a do tego najemne bandy i zmi­li­ta­ry­zo­wane sekty – to tylko nie­któ­rzy z dłu­giej listy wro­gów mają­cych ape­tyt na bogac­twa Kon­stan­ty­no­pola. Bizan­tyń­scy cesa­rze wal­czyli na prze­mian i jed­no­cze­śnie na wscho­dzie i na zacho­dzie – wysy­ła­jąc, kiedy to moż­liwe, emi­sa­riu­szy z darami, a kiedy to konieczne – armie. Prze­szło 800-letni wyci­nek tych zma­gań to boje z napie­ra­ją­cym na cesar­stwo isla­mem – wpierw Ara­bami (od 634 roku do ok. 1055 roku), a póź­niej Tur­kami.

Choć nie­praw­do­po­dob­nie długi okres tych zma­gań suge­ruje głę­boką nie­na­wiść mię­dzy cywi­li­za­cją bizan­tyń­ską a muzuł­mań­ską, to nie odzwier­cie­dlają tego rela­cje z epoki. Gdy przyj­rzymy się bli­żej śla­dom obu kul­tur, to dostrze­żemy, że kon­flikt mie­wał cechy rycer­skiej rywa­li­za­cji, a oby­czaje się sil­nie prze­ni­kały. Jeńcy pocho­dzący z wyż­szych sfer trak­to­wani byli z sza­cun­kiem, czę­sto mieli też wpływ kul­turowy na dwór, który ich wię­ził. Cesa­rze ota­czali się muzuł­mań­skimi dorad­cami, a kali­fo­wie dorad­cami wyzna­ją­cymi otwar­cie chrze­ści­jań­stwo3.

Rze­mieśl­nicy, han­dla­rze, uczeni i arty­ści krze­wili nowe atrak­cyjne wzorce w ośrod­kach rywala. Kalif kor­do­bań­skich Umaj­ja­dów Al-Hakam II w X wieku znany był z obse­syj­nego nie­mal uwiel­bie­nia, jakie oka­zy­wał wobec twór­czo­ści filo­zo­fów antycz­nych. Al-Mamun, kalif Abba­sy­dów (813–833), choć nie­prze­jed­nany wróg cesar­stwa, wysy­łał posłów do Kon­stan­ty­no­pola, aby spro­wa­dzali mu kopie dzieł: Pla­tona, Ary­sto­te­lesa, Hipo­kra­tesa, Galena, Klau­diu­sza Pto­le­me­usza i innych kla­sy­ków. Prze­śla­do­wa­nia reli­gijne – nie licząc walk z here­zjami – były w tam­tych wie­kach nie­czę­ste, a rasizm nie­zro­zu­miały. Kon­stan­ty­no­pol i Dama­szek (a póź­niej Bag­dad) prze­ści­gały się w two­rze­niu dzieł sztuki, archi­tek­tury i nauki. Z dru­giej strony, nie­koń­czące się arab­skie najazdy na Ana­to­lię przy­brały wręcz rytu­alny cha­rak­ter i reli­gijnej powin­no­ści. Zanim w końcu zostały powstrzy­mane, przy­czy­niły się do wielu ludz­kich tra­ge­dii i głę­bo­kiego wynisz­cze­nia kra­iny będą­cej głów­nym zaple­czem Cesar­stwa Wschod­nio­rzym­skiego.

Cesar­stwo po wiel­kich arab­skich pod­bo­jach prze­stało być abso­lut­nym hege­mo­nem wschod­niego Morza Śród­ziem­nego4, jak za cza­sów Justy­niana I Wiel­kiego (cesarz w latach 527–565). Wciąż jed­nak pozo­sta­wało kra­jem w porów­na­niu z resztą Europy boga­tym, lud­nym, spój­nym oraz odpor­nym mili­tar­nie i poli­tycz­nie. Wielki kali­fat arab­ski roz­padł się z cza­sem na trzy osobne kali­faty – skon­flik­to­wane ze sobą i coraz słab­sze. Zarówno Ara­bo­wie, jak i Rzy­mia­nie zaczęli ustę­po­wać na sce­nie innym, bar­dziej ener­gicz­nym kul­tu­rom. Obie cywi­li­za­cje zaczęły też zma­gać się z innymi pro­ble­mami – wewnętrz­nymi i zewnętrz­nymi. Rzym­skie elity nie uwa­żały wyzwo­le­nia Ziemi Świę­tej, za naj­więk­szy cel, choć prze­cież było to w pew­nym momen­cie w zasięgu Nike­fora Fokasa – waż­niej­szy był odpór dany kło­po­tli­wym buł­gar­skim sąsia­dom. Ara­bo­wie zaś, osła­bieni i znie­chę­ceni nie­po­wo­dze­niami, porzu­cili eks­pan­sję w kie­runku Ana­to­lii, nie mówiąc już o pod­boju całego chrze­ści­jań­skiego świata, który zdą­żył okrzep­nąć.

Oko­lice VIII wieku to okres w śre­dnio­wie­czu mało poznany w porów­na­niu z póź­niej­szymi stu­le­ciami. Poza kil­koma wyjąt­kami powsta­łymi na fali eufo­rii z powodu trium­fów Hera­kliu­sza nad Per­sami, wyda­rze­nia z VII oraz VIII wieku znane są nam głów­nie z dzieł póź­niej­szych – z prze­łomu VIII i IX wieku. Zresztą rzym­scy kro­ni­ka­rze bar­dzo nie­chęt­nie pisali na temat klęsk i utraty kolej­nych krain przez cesar­stwo. Przy­jęło się ten okres nazy­wać bizan­tyń­skimi „ciem­nymi wie­kami”, choć upa­dek tra­dy­cyj­nego kro­ni­kar­stwa miał zło­żone pod­łoże. W dobie kry­zysu poli­tycz­nego i kul­tu­ro­wego Rzy­mia­nie zwró­cili się raczej w stronę teo­lo­gii, misty­cy­zmu i ducho­wej strony życia, a inne sprawy zeszły praw­do­po­dob­nie nieco w cień. W trud­nych cza­sach oby­wa­tele bar­dziej inte­re­so­wali się mean­drami wiary niż sztuką świecką czy edu­ka­cją poza­te­olo­giczną.

Zachod­nia i pół­nocna Europa dopiero szu­kała swo­jej toż­sa­mo­ści, a narody powoli się kształ­to­wały. Była to Europa jesz­cze przed epoką najaz­dów Nor­ma­nów i Madzia­rów. Na kon­ty­nen­cie i w jego oko­li­cach dopiero zaczy­nały krzep­nąć żywioły post­bar­ba­rzyń­skie, mniej lub bar­dziej odwo­łu­jące się do dzie­dzic­twa daw­nego Rzymu. Naj­sil­niej­szym z bar­ba­rzyń­skich ludów oka­zali się Fran­ko­wie. Szybko zdo­mi­no­wali oni dużą część zachod­niej Europy, prze­cią­gnęli pod swoje wpływy papieża5 i prze­jęli rolę głów­nego misjo­na­rza Europy. Na Pół­wy­sep Ibe­ryj­ski i dalej w głąb dzi­siej­szej Fran­cji wdarli się Ara­bo­wie i Ber­be­ro­wie, któ­rych wypar­cie za Pire­neje zajęło Fran­kom dzie­się­cio­le­cia.

Naj­więk­szym zagro­że­niem dla ist­nie­nia tych nie­doj­rza­łych two­rów pro­to­na­ro­do­wych był wtedy pochód islamu, który napie­rał zarówno z połu­dnio­wego zachodu, jak i połu­dnio­wego wschodu. Na obu kie­run­kach eks­pan­sja ta została nie­mal jed­no­cze­śnie, bo na prze­strzeni kil­ku­na­stu lat, zatrzy­mana. Zapew­niło to względną rów­no­wagę sił aż do cza­sów groź­nego i agre­syw­nego impe­rium osmań­skiego wiele wie­ków póź­niej.

Kul­mi­na­cyjny moment wojny mię­dzy chrze­ści­jań­stwem a isla­mem przy­padł na lata 717–718 – czas oblę­że­nia Kon­stan­ty­no­pola przez Kali­fat Umaj­jadzki. Kon­fron­ta­cja mię­dzy cesar­stwem a kali­fa­tem, trwa­jąca dzie­się­cio­le­cia, nie przy­nio­sła jed­nej decy­du­ją­cej bitwy, ale była serią wojen i kam­pa­nii, na któ­rej wynik zło­żyło się wiele starć na lądzie i morzu, mozol­nych oblę­żeń, dru­go­pla­no­wych teatrów wojen­nych, a wszystko to w cie­niu zagma­twa­nej poli­tyki i geopoli­tyki; wszak były to wojny roz­le­głych tery­to­rial­nie państw. Ara­bo­wie ata­ko­wali Kon­stan­ty­no­pol od strony lądu i morza przez sześć i pół dekady, prze­pro­wa­dza­jąc przez ten czas jedno, dwa, a może wię­cej jego oblę­żeń – szcze­góły, jakich byśmy pożą­dali, roz­my­wają się gdzieś w mro­kach ówcze­snej epoki. Wiele jest w tej histo­rii przy­pusz­czeń, deduk­cji i pytań, które już raczej nie docze­kają się odpo­wie­dzi.

Nie jeste­śmy, jak wspo­mniano, pewni wszyst­kich fak­tów i detali z dzie­jów tych zma­gań, gdyż roz­gry­wały się one w naj­mrocz­niej­szych cza­sach całej epoki śre­dnio­wie­cza. Przez to okre­śle­nie nie rozu­miemy jakie­goś szcze­gól­nego upadku cywi­li­za­cji i jej zanu­rze­nia się w nie­wie­dzy i obsku­ran­ty­zmie, ale raczej nad­zwy­czaj­nie ubogi dostęp do źró­deł pisa­nych z tego okresu. Sztuka dzie­jo­pi­sar­stwa prze­cho­dziła wów­czas kry­zys, a nastroje miesz­kań­ców Sta­rego Świata były mino­rowe – wypa­try­wano końca cza­sów, a więc życie ziem­skie zda­wało się w takich oko­licz­no­ściach coraz mniej istotne. Wielu wolało zamknąć się w klasz­to­rach czy pustel­niach i kon­tem­plo­wać nad mar­no­ścią świata mate­rial­nego ani­żeli szu­kać szczę­ścia w docze­snym życiu, i tak nara­żo­nym na jego nagłe skró­ce­nie. Miesz­kańcy tere­nów daw­nego impe­rium rzym­skiego widzieli stare antyczne monu­menty popa­da­jące w ruinę, zawa­lone akwe­dukty i mosty, zaro­śnięte drogi. Wie­dzieli, że lata chwały i splen­doru to czas miniony – nawet jeśli takie myśle­nie było prze­sadą. Rów­nież muzuł­ma­nie zaprzą­tali sobie wów­czas głowy apo­ka­lip­tycz­nymi wizjami. Umaj­ja­dzi (dyna­stia rzą­dząca kali­fa­tem muzuł­mań­skim w latach 661–750) ozdo­bili Dama­szek (swoją sto­licę), Jero­zo­limę i Pale­stynę prze­pięk­nymi świą­ty­niami, jakich Lewant ni­gdy nie widział. A Rzy­mia­nie wschodni choć w wie­lo­aspek­to­wym kry­zysie, wciąż olśnie­wali splen­do­rem pań­stwa ościenne, będąc dla nich wzo­rem naj­wyż­szego poziomu admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej, orga­ni­za­cji woj­sko­wej, poli­tyki mone­tar­nej, archi­tek­tury itd.

Nie­liczni kro­ni­ka­rze, tacy jak przy­wo­ły­wany w tej pracy czę­sto Teo­fa­nes Wyznawca, wzmian­kują co rusz o strasz­nych zara­zach, nie­koń­czą­cych się najaz­dach wroga, upad­kach miast czy wresz­cie ludz­kiej zawi­ści, nie­go­dzi­wo­ści i pazer­no­ści. Teo­fa­nes nie był naocz­nym świad­kiem opi­sy­wa­nych zma­gań o Kon­stan­ty­no­pol, spi­sał tę histo­rię nie­mal sto lat póź­niej. Kro­ni­karz kon­se­kwent­nie roz­cza­ro­wuje nas lako­nicz­nymi opi­sami bitew mają­cych fun­da­men­talne zna­cze­nie dla losów świata, ale musimy się na nim opie­rać jako na naj­lep­szym dla tych zda­rzeń dostęp­nym źró­dle. Co zaś do kro­ni­kar­stwa arab­skiego6, to w oma­wia­nym okre­sie jesz­cze ono jako takie nie ist­niało. Poezja arab­ska, star­sza niż islam, była przez długi czas jedyną formą tam­tej­szej lite­ra­tury, i to w niej pró­bu­jemy dziś szu­kać wzmia­nek histo­rycz­nych. Ponadto płynna jest gra­nica mię­dzy arab­ską lite­ra­turą świecką a reli­gijną. Pierw­sze war­to­ściowe dla tej histo­rii, zacho­wane do dziś7 pozy­cje lite­ra­tury histo­rycz­nej Ara­bów, poja­wiają się przede wszyst­kim wraz z al-Taba­rim, kolejny wiek po tym, kiedy two­rzył Teo­fa­nes. Warto w tym miej­scu wspo­mnieć jesz­cze o Per­sie Ahma­dzie al-Bala­du­rim8, two­rzą­cym w IX wieku w gatunku zwa­nym futuh – opo­wie­ściach o muzuł­mań­skich pod­bo­jach. Obaj – al-Bala­duri i al-Tabari, byli kom­pi­la­to­rami, któ­rzy zbie­rali i sta­rali się porząd­ko­wać roz­pro­szone opisy i rela­cje. Mimo histo­rio­gra­ficz­nej wadli­wo­ści ich dzieł widać w nich próby kry­tyki wła­snych źró­deł. Waż­nym źró­dłem arab­skim pozo­staje też nie w pełni zacho­wana ano­ni­mowa kro­nika Kitab al-uyun z XI wieku. Byli i inni kro­ni­ka­rze – rów­nież oni przy­wo­ły­wani zostaną tu do głosu. Ich zapi­ski były jed­nak jesz­cze bar­dziej cha­otyczne, mniej wia­ry­godne albo zwy­czaj­nie wtórne. Im póź­niej spi­sy­wano dzieje VIII wieku, tym bar­dziej przy­po­mi­nały one legendy, a nie fak­to­gra­fię. Zna­jąc sze­roki kon­tekst wyda­rzeń i porów­nu­jąc różne źró­dła, jeste­śmy jed­nak w sta­nie naszki­co­wać wia­ry­godny i dość spójny prze­bieg wyda­rzeń. Autor pozwo­lił też sobie na sze­rokie korzysta­nie z goto­wych już inter­pre­ta­cji w wielu opra­co­wa­niach histo­ry­ków, jakie do tej pory powstały.

Źró­dła obu stron kon­fliktu nie pozo­sta­wiają złu­dzeń, iż skala oma­wia­nej kam­pa­nii w latach 715–718 była ogromna, a opo­nenci zgro­ma­dzili do walki środki ludz­kie i mate­ria­łowe godne praw­dzi­wych impe­riów, nie­wy­obra­żalne na przy­kład w ówcze­snej pół­noc­nej Euro­pie. Nie było to pierw­sze wiel­kie oblę­że­nie Kon­stan­ty­no­pola. Dzie­więć­dzie­siąt lat wcze­śniej o for­ty­fi­ka­cje mia­sta roz­biła się potężna koali­cja per­sko-awar­sko-sło­wiań­ska. Per­ska flota nie była wów­czas w sta­nie osią­gnąć prze­wagi na morzu, a hordy Awa­rów i Sło­wian oka­zały się siłą nie­wy­star­cza­jącą do sfor­so­wa­nia potęż­nych murów lądo­wych mia­sta. Wsku­tek tam­tych wyda­rzeń zachwiały się potęgi Awa­rów i Per­sów – głów­nych wów­czas prze­ciw­ni­ków Bizan­cjum. W 717 roku pań­stwo Awa­rów było już zale­d­wie cie­niem swo­jej daw­nej potęgi, a stare impe­rium Per­sów zostało cał­ko­wi­cie wchło­nięte przez najeźdź­ców z Ara­bii.

Nie jeste­śmy pewni co do skali ani nawet liczby real­nych oblę­żeń arab­skich przed 717 rokiem. Wiemy, że przez kilka dekad na prze­ło­mie VII i VIII wieku Kon­stan­ty­no­pol był waż­nym celem stra­te­gicz­nym dla Ara­bów i bar­dzo atrak­cyjną poten­cjalną zdo­by­czą dla każ­dego ambit­nego wodza dys­po­nu­ją­cego dużymi siłami. Ara­bo­wie byli zde­ter­mi­no­wani go zdo­być w tym okre­sie, wyko­rzy­stu­jąc sła­bość cesar­stwa. Słynny badacz dzie­jów Bizan­cjum, Georg (Gie­or­gij, Geo­r­gije) Ostro­gor­ski, za naj­bar­dziej donio­słe w skut­kach uważa oblę­że­nie z lat 674–678 (jest to jedno z kilku pro­po­no­wa­nych przez histo­ry­ków dato­wań), naj­czę­ściej okre­ślane pierw­szym arab­skim oblę­że­niem Kon­stan­ty­no­pola. W rze­czy­wi­sto­ści był to raczej ostatni etap dłu­giej wojny bizan­tyń­sko-arab­skiej, pod­czas któ­rej docho­dziło do wielu muzuł­mań­skich wypraw na sto­licę cesar­stwa. Bata­lia ta utrwa­liła się na stałe w tra­dy­cji islamu. Polec pod murami miał wów­czas prze­sławny Abu Ajjub al-Ansari, bli­ski kom­pan Maho­meta i jego cho­rąży9.

W końcu w oko­li­cach 715 roku Ara­bo­wie poczuli się wystar­cza­jąco mocni, aby ude­rzyć ponow­nie w samo serce cesar­stwa. Cesarz Leon III, który zasiadł na tro­nie nie­omal w przed­dzień oblę­że­nia, sta­nął przed wiel­kim zada­niem przy­go­to­wa­nia obrony sto­licy.

Nie­for­tun­nie dla zain­te­re­so­wa­nych szcze­gó­łami tych wyda­rzeń, działy się one w cza­sach kro­ni­ka­rzy, któ­rych dzieła pozo­sta­wiają nie­do­syt opisu tego, co dziś uwa­żamy za ważne. Jeste­śmy zmu­szeni czę­sto do poru­sza­nia się w sfe­rze hipo­tez i obser­wo­wa­nia biegu histo­rii w sze­ro­kiej per­spek­ty­wie. To czas ludzi odważ­nych i tych, któ­rzy stra­cili ducha. Genial­nych dowód­ców i głu­pich wład­ców. Choć wcze­sne śre­dnio­wie­cze nie koja­rzy się zwy­kle z wal­kami okrę­tów, to w bizan­tyń­sko-arab­skim zma­ga­niu wła­śnie na morzu roz­strzy­gano o powo­dze­niu takiej czy innej kam­pa­nii. Ten teatr wojenny należy postrze­gać jako szcze­gól­nie wów­czas ważny.

Zacięta rywa­li­za­cja o domi­na­cję nad Bos­fo­rem i Morzem Mar­mara nie przy­nio­sła zmiany w kon­troli nad mia­stem, ale pogrą­żyła oba impe­ria w licz­nych kry­zy­sach na ich pery­fe­riach. Cesa­rze bez ustanku musieli sta­wiać czoło nie­zli­czo­nym bun­tom, rebe­liom i uzur­pa­cjom. Kiedy zajęci byli walką z wro­giem zewnętrz­nym lub tłu­mie­niem buntu w jakieś pro­win­cji, inna pory­wała się na wła­sną rebe­lię. Kon­flikt zachwiał też Kali­fa­tem Umaj­ja­dów. Kiedy miecz islamu skie­ro­wał się ku Bos­fo­rowi, ku pół­noc­nym gra­ni­com pań­stwa udała się wielka wyprawa turec­kich Cha­za­rów, tra­dy­cyj­nego wroga kali­fatu, a sprzy­mie­rzeńca Bizan­cjum. W 717 roku zaszedł istotny epi­zod na wschod­nich gra­ni­cach islamu. Oto kon­flikt o wpływy i kon­trolę nad kon­glo­me­ra­tem boga­tych lokal­nych klienc­kich pań­ste­wek poskut­ko­wał zde­cy­do­waną inter­wen­cją mili­tarną cesa­rza Chin, Huan Zonga z dyna­stii Tang. Chiń­czycy wyszli z tej próby poko­nani.

W 732 roku pod Poitiers doszło do bar­dziej obec­nej w pamięci dzi­siej­szej Europy, lecz przez histo­ry­ków raczej zgod­nie oce­nia­nej jako mniej istotna, bitwy na zachod­nich rubie­żach islamu. Karol Młot w serii kilku bata­lii i jed­nej wal­nej bitwie roz­gro­mił armie arab­sko-ber­be­ryj­skie.

Pierw­sze, czy­sto nie­mal arab­skie (w sen­sie poli­tycz­nym) impe­rium muzuł­mań­skie z cen­trum w Syrii zaczęło się zapa­dać pod wła­snym cię­ża­rem. Uzna­nia zaczął doma­gać się żywioł nie­arab­ski, miesz­kań­cami impe­rium wszak było wiele sta­ro­żyt­nych i sil­nych kul­tu­rowo ludów, takich jak czu­jący się dys­kry­mi­no­wa­nymi Per­so­wie. Cen­trum poli­tyczne islamu prze­nio­sło się z Damaszku na wschód, ku Kufie, Ira­kowi i nowemu mia­stu – Bag­da­dowi. Cho­ra­sań­czycy prze­jęli rolę gwar­dii przy­bocz­nej kalifa, Per­so­wie posie­dli cały nie­mal kor­pus urzęd­ni­czy, a stara arab­ska ary­sto­kra­cja zeszła w cień nowej, wie­lo­na­ro­do­wej i wywo­dzą­cej się z war­stwy ofi­cer­skiej. Kali­fat stał się bar­dziej irań­ski, mniej arab­ski. Kalif pozo­sta­wał jesz­cze Ara­bem, ale jego doradcy byli chrze­ści­ja­nami czy zara­tu­stra­nami. Islam doj­rzał do sta­tusu praw­dzi­wego impe­rium uni­wer­sa­li­stycz­nego.

Kali­fat przez drugą połowę VII wieku i więk­szość wieku kolej­nego zda­wał się domi­no­wać nad osa­czo­nym Cesar­stwem Wschod­nio­rzym­skim. W IX wieku Rzy­mia­nie potra­fili już na tyle sku­tecz­nie radzić sobie z najaz­dami, że zapa­no­wała względna rów­no­waga sił. W X wieku Bizan­cjum prze­szło do rekon­kwi­sty, a jego armie sta­nęły nie­mal pod Jero­zo­limą i Bag­da­dem.

Roz­róż­nić należy trzy okresy eks­pan­sji Ara­bów prze­ciw Bizan­cjum, a każdy z nich prze­dzie­lony był wojną domową wśród muzuł­ma­nów, a więc pierw­szą i drugą fitną.

Pierw­szy okres arab­skiego pod­boju w latach trzy­dzie­stych, czter­dzie­stych i pięć­dzie­sią­tych VII wieku był dla cesar­stwa szcze­gól­nie dotkliwy. Jego siły lądowe zostały roz­gro­mione nad rzeką Jar­muk, a flota w Bitwie Masz­tów. Kata­strofa roku 636 nad Jar­mukiem w Syrii zmu­siła cesa­rza do rezy­gna­cji z ogrom­nych, lud­nych i boga­tych tere­nów Egiptu, Syrii i Mezo­po­ta­mii. Linia obrony została usta­no­wiona na górach Tau­rus i Anty­tau­rus oraz twier­dzach w głębi suro­wych ana­to­lij­skich wyżyn.

W latach 656–661 kali­fat zachwiał się i pogrą­żył w woj­nie domo­wej. Trzech z czte­rech pierw­szych kali­fów zna­nych jako „Pra­wo­wierni” zostało zamor­do­wa­nych. W latach 683– –692 na cesar­stwo spa­dła jed­nak druga fala najaz­dów muzuł­mań­skich pod sztan­da­rami sufja­nidz­kiego odłamu Umaj­ja­dów. Kiedy Kon­stan­ty­no­pol dał jej odpór, kali­fat pogrą­żył się w dru­giej, dwa razy dłuż­szej woj­nie domo­wej. Jako siła rzą­dząca isla­mem wyło­nili się z niej Mar­wa­ni­dzi10, ostat­nia gałąź dyna­stii Umaj­ja­dów. Mar­wa­ni­dom także nie udało się poko­nać Rzy­mian, co, jako jeden z czyn­ni­ków, dopro­wa­dziło do kolej­nego wewnętrz­nego kry­zysu w kali­fa­cie i osta­tecz­nie upadku dyna­stii w poło­wie VIII wieku. Nowa dyna­stia Abba­sy­dów była dla Bizan­cjum mniej­szym zagro­że­niem i mimo że krwawe wojny wciąż trwały mię­dzy oboma pań­stwami, to sto­lica cesar­stwa ani jego poli­tyczna egzy­sten­cja nie sta­nęły już w obli­czu śmier­tel­nego zagro­że­nia ze strony Ara­bów.

W poniż­szym dziele pochy­limy się nad zma­ga­niami bizan­tyń­sko-umaj­jadz­kimi, któ­rych punk­tem kul­mi­na­cyj­nym było wła­śnie oblę­że­nie Kon­stan­ty­no­pola w latach 717–718. Osobny roz­dział autor pozwala sobie także poświę­cić póź­niej­szym woj­nom cesar­stwa z kali­fa­tem Abba­sy­dów. Syn­te­tyczny skrót z tych zma­gań pozwala uzu­peł­nić obraz sto­sun­ków poli­tycz­nych mię­dzy oboma mocar­stwami, zauwa­żyć, że mimo zmiany w pań­stwie muzuł­ma­nów (która była znacz­nie głęb­sza niż tylko zmiana dyna­stii), toczy się wła­ści­wie wciąż ta sama, stara wojna. Dopiero na prze­ło­mie IX i X wieku zacho­dzą na inte­re­su­ją­cym nas obsza­rze istotne prze­obra­że­nia geo­po­li­tyczne, a kon­flikt albo traci na zna­cze­niu, albo nik­nie gdzieś w spi­rali wyda­rzeń o cha­rak­te­rze już zgoła odmien­nym. Oblę­że­nia lat 717–718 nie spo­sób trak­to­wać w ode­rwa­niu od tych nie­zwy­kle roz­cią­gnię­tych w cza­sie wyda­rzeń. Wyda­rzeń, które de facto ukształ­to­wały dwie naj­więk­sze reli­gie świata i spo­łecz­no­ści za nimi sto­jące.

Ciemne wieki to – jak już wspo­mnie­li­śmy – epoka mroczna na kilku płasz­czy­znach. Przede wszyst­kim w ser­cach ówcze­snych spo­łe­czeństw – chrze­ści­jań­skich i muzuł­mań­skich – pano­wały nastroje escha­to­lo­giczne. W wiel­kim mie­ście nad Bos­fo­rem, w pustyn­nych obo­zo­wi­skach, w gór­skich klasz­to­rach i w cie­niu popa­da­ją­cych w ruinę monu­men­tów sta­ro­żyt­no­ści wycze­ki­wano ostat­nich dni, apo­ka­lipsy. Znany ludziom świat docze­sny być może upa­dał, a być może się tylko zmie­niał, ale czło­wiek czuł się w tych warun­kach bez­władny i maluczki. Przy­szłość była nie­pewna – zarazy czę­ste, a różni najeźdźcy docie­rali nie­mal wszę­dzie. Na nie­szczę­ście cza­sów nam współ­cze­snych zarzu­cono więk­szość nie­przy­dat­nej – jak by się w takich oko­licz­no­ściach mogło wyda­wać – żmud­nej pracy dzie­jo­pi­sar­skiej. Władcy rzą­dzili zresztą krótko, a na gło­wie mieli więk­sze pro­blemy niż zle­ca­nie kro­ni­kar­skiej doku­men­ta­cji wła­snych rzą­dów. Uwiel­bia­jący deba­to­wać Grecy dali się pochło­nąć spo­rom na tle dogma­tyczno-reli­gij­nym. Innych dróg do zba­wie­nia szu­kali mono­fi­zyci, ormia­nie i orto­doksi, ale i świat islamu nie był ni­gdy jed­no­gło­śny. Reli­gia zajęła cen­tralne miej­sce w porządku Sta­rego Świata widzia­nym przez ówcze­snych. Była jed­no­cze­śnie zale­d­wie tłem dla oma­wia­nych wyda­rzeń, bo te dyk­to­wała poli­tyka.

Terminologia – objaśnienia

Autor na wstę­pie winien jest Czy­tel­ni­kowi wytłu­ma­cze­nie się z nie­kon­se­kwen­cji sto­so­wa­nia pew­nych pojęć.

Ἀνερρίφθω κύβος (aner­ri­fto kybos) – powie­dział Juliusz Cezar, prze­kra­cza­jąc Rubi­kon11. W isto­cie – słowa te miały paść nie po łaci­nie, ale wła­śnie po grecku. Naj­sław­niej­szy z Rzy­mian użył języka Hel­le­nów, gdyż był to cytat z ateń­skiej kome­dii Arre­pho­rus. Od oby­wa­tela aspi­ru­ją­cego do miana inte­lek­tu­ali­sty ocze­ki­wano zręcz­nego posłu­gi­wa­nia się tek­stami kul­tury grec­kiej. Greka była języ­kiem nie tylko kul­tury, ale i nauki. Za sprawą pod­bo­jów Alek­san­dra Wiel­kiego język grecki roz­prze­strze­nił się daleko poza pier­wotne sie­dziby Gre­ków nad Morzem Egej­skim. Rzadko w tych dale­kich kra­jach domi­no­wał, ale dało się go sły­szeć wśród kapła­nów egip­skich, mni­chów bud­dyj­skich, wśród elit w Mezo­po­ta­mii czy w Indiach. Kiedy Repu­blika, a póź­niej Cesar­stwo Rzym­skie musiało się z tym grec­kim żywio­łem skon­fron­to­wać, ocho­czo włą­czyło go w swój krąg kul­tu­rowy – choć można zało­żyć, że Rzy­mia­nie kon­fron­to­wali się z nim po czę­ści od początku ist­nie­nia mia­sta nad Tybrem. W rezul­ta­cie tego spo­tka­nia cywi­li­za­cji Grecy zostali Rzy­mia­nami12. Czuło się też nimi wiele innych ludów zamiesz­ku­ją­cych cesar­stwo Wschod­nio­rzym­skie (a wła­ści­wie: Βασιλεία τῶν Ῥωμαίων, Basileía tōn Rhōmaíōn, Cesar­stwo Rzy­mian), które nie miały z grec­kim etno­sem wiele wspól­nego. „Roma­nia” – to poję­cie, które funk­cjo­no­wało wśród grec­ko­ję­zycz­nych miesz­kań­ców impe­rium jako okre­śle­nie ziem nale­żą­cych do cesar­stwa. Poja­wiło się praw­do­po­dob­nie dopiero w końcu IV wieku, kiedy cesar­stwo na zacho­dzie chy­liło się ku upad­kowi. Po raz pierw­szy spo­ty­kamy się z nim u Jor­da­nesa w kon­tek­ście pań­stwa Justy­niana Wiel­kiego. Roma­nia była powszechną, żeby nie powie­dzieć, ofi­cjalną nazwą pań­stwa i ozna­czała po pro­stu kraj Rome­jów, Rzy­mian. Nie był to ter­min uży­wany wyłącz­nie wewnętrz­nie. Kiedy krzy­żowcy zdo­byli Kon­stan­ty­no­pol w 1204 roku, nowy władca tzw. Cesar­stwa Łaciń­skiego mia­no­wał się cesa­rzem Roma­nii wła­śnie, kraju, który opa­no­wali jego ziom­ko­wie. Kiedy na te zie­mie przy­szli Turcy, kwe­stia nazew­nic­twa była dla nich rów­nie jasna – był to Rum, Rume­lia. Dzi­siej­szy region we Wło­szech, Emi­lia-Roma­nia, wziął się z tej odle­głej prze­szło­ści i gdy leżący tam bizan­tyń­ski Egzar­chat Rawenny nazy­wany był przez sąsia­dów Roma­nią. Emi­lia to nazwa nawią­zu­jąca do sta­rego traktu Via Aemi­lia.

Laoni­kos Chal­ko­kon­dy­les (ok. 1423–1490), ostatni – jak się o nim powiada – histo­ryk tra­dy­cji wschod­nio­rzym­skiej (choć pisał już po upadku cesar­stwa), zwykł uży­wać cha­rak­te­ry­stycz­nej maniery lite­rac­kiej. Otóż zamiast aktu­al­nych nazw wła­snych uży­wał – cza­sem dość dowol­nie wybra­nych– odpo­wied­ni­ków antycz­nych. Zamiast o Bag­da­dzie pisał o Babi­lo­nie, w miej­scu Kairu wciąż wyobra­żał sobie sta­ro­żytne Mem­fis, a papie­żowi przy­znał tytuł „arcy­ka­płana”. Nie oszczę­dził rów­nież Kon­stan­ty­no­pola, który opi­sy­wał jako Bizan­cjum, zwra­ca­jąc mu nazwę antycz­nej kolo­nii Megary. Nazwę tę nie­długo póź­niej pod­chwy­cili histo­rycy nie­mieccy (jako pierw­szy z nich Hie­ro­ny­mus Wolf), któ­rym z jed­nej strony nie wypa­dało nazy­wać wschod­nich Rzy­mian „Rzy­mianami” i tym samym obra­zić swo­jego władcę, uwa­ża­ją­cego się za pra­wo­wi­tego cesa­rza Rzy­mian. Z dru­giej strony chcieli też unik­nąć tra­dy­cyj­nej uszczy­pli­wo­ści wobec pod­da­nych władcy Kon­stan­ty­no­pola i nazy­wa­nia ich „Gre­kami”. Nazwa „Bizan­cjum” nie przy­jęła się wszę­dzie i nie od razu, ale jej pozy­cja w XIX wieku była już utrwa­lona w zachod­niej Euro­pie. Kiedy Kon­stan­ty­no­pol upadł w 1453 roku, dawni miesz­kańcy cesar­stwa nie widzieli powodu, aby prze­stać się nazy­wać Rzy­mianami. Nie rozu­mieli też, dla­czego mają się zwać Gre­kami, bo etnicz­nie mieli różne korze­nie. Bizan­tyń­czy­kami nie nazy­wał ich wów­czas nikt. Dopiero w oko­li­cach XIX wieku Europa, zako­chana w sta­ro­żyt­nych Ate­nach i Spar­cie, obe­znana z antyczną greką i kla­syczną filo­zo­fią, a nie­wiele lub nic nie­wie­dząca o śre­dnio­wiecz­nej histo­rii tych oko­lic (wręcz odrzu­ca­jąca „dziwne” grec­kie śre­dnio­wie­cze), zachę­cała Gre­ków do powsta­nia i odbu­dowy kraju wedle utrwa­lo­nych euro­pej­skich wyobra­żeń. Zapo­mnieć mieli o wie­lo­et­nicz­nym pra­wo­sław­nym Cesar­stwie Rzym­skim, wciąż żywym w ser­cach i umy­słach od Sycy­lii po Kau­kaz, a zapro­po­no­wano im sto­licę w zaku­rzo­nej, etnicz­nie albań­skiej mie­ści­nie (jaką były wów­czas Ateny), nie­miec­kiego króla, zapo­mniane dawno igrzy­ska olim­pij­skie itd. Burzono lub zanie­dby­wano liczne śre­dnio­wieczne kościoły, a pod­da­wano reno­wa­cji nie­liczne antyczne ruiny. Arche­olo­go­wie szu­kali w pod­nie­ce­niu ruin Troi i Myken, igno­ru­jąc zwy­kle to, co zostało po „nie­mod­nym” Bizan­cjum. Tymi „bizan­tyń­skimi” Rzy­mianami dziś wciąż nazy­wają sie­bie nie­liczni przed­sta­wi­ciele „etno­gra­ficz­nych cie­ka­wo­stek” w połu­dnio­wych Wło­szech i w turec­kim inte­rio­rze (choć ci już nie są zwy­kle chrze­ści­ja­nami). Choć ci Rzy­mianie korzy­stają dziś ze smart­fo­nów, wyznają różne reli­gie i zmie­niają z cza­sem swoje oby­czaje, to czy zabie­ra­nie im prawa do nazy­wa­nia sie­bie tak jak ich dalecy przod­ko­wie, ma jakieś uza­sad­nie­nie? Zatem choć „Bizan­cjum” i „Bizan­tyń­czycy” to poję­cia co do zasady sztuczne i dzie­jowo krzyw­dzące, to wryły się w nasze opi­sy­wa­nie świata (w języku potocz­nym, ale i w nauce) na dobre. Autor niniej­szego dzieła z góry dzię­kuje za zro­zu­mie­nie swo­ich Czy­tel­ni­ków, gdy będzie uży­wał tego ter­minu (choć zamien­nie z innymi) – z zastrze­że­niem, że ma świa­do­mość, iż nie jest to naj­wła­ściw­sze.

Grec­ko­ję­zyczni pod­dani cesa­rza kon­stan­ty­no­po­li­tań­skiego uwa­żali się za tych samych synów Wil­czycy Kapi­to­liń­skiej, któ­rzy wła­dali nie­gdyś świa­tem antycz­nym, ale któ­rych wspól­notę udo­sko­na­liło (w ich mnie­ma­niu) chrze­ści­jań­stwo. Czy zresztą odróż­niamy w gene­ral­nym poję­ciu poszcze­gólne formy pań­stwo­wo­ści antycz­nego Rzymu? Z akcep­ta­cją trak­tu­jemy prze­cież okre­śla­nie „impe­rium rzym­skim” takich okre­sów tego pań­stwa jak: repu­blika, pryn­cy­pat, domi­nat, mimo iż sami Rzy­mia­nie nie uży­wali ani nie roz­róż­niali takich pojęć w ten sam spo­sób, jak my dzi­siaj. Pre­ten­sjo­nalne jest też okre­śla­nie jako „impe­rium” cesar­stwa po roku 212 n.e., kiedy cesarz Kara­kalla wydał Con­sti­tu­tio Anto­ni­niana, które to każ­dego wol­nego czło­wieka w kraju „awan­so­wało” do sta­tusu oby­wa­tela, co można uznać za trans­for­ma­cję w pań­stwo naro­dowe. Kon­klu­du­jąc – bycie Rzy­mia­ni­nem to kwe­stia swo­istej cią­gło­ści kul­tu­ro­wej, poczu­cia przy­na­leż­no­ści do bar­dzo trwa­łego spo­łe­czeń­stwa, jakie kie­dyś powstało w Base­nie Morza Śród­ziem­nego, a odłą­czyło się z cza­sem ide­owo od mia­sta nad Tybrem i ewo­lu­owało jesz­cze przez stu­le­cia.

Zamiast „Bizan­cjum” i „Bizan­tyń­czycy” autor będzie czę­sto uży­wał syno­ni­mów:

– Rzym/Rzy­mia­nie,

– wschodni Rzym/wschodni Rzy­mia­nie,

– Roma­nia/Rome­jo­wie,

– Grecy.

A ponadto zasto­so­wane będą takie syno­nimy jak:

– cesarz/ bazy­leus/basi­leus13/auto­kra­tor (impe­ra­tor),

– Morze Mar­mara/Pro­pon­tyda,

– ogień grecki/ogień mor­ski.

Ara­bom Cesar­stwo Wschod­nio­rzym­skie znane było pod poję­ciem bilad ar-Rûm albo Rûm, czyli po pro­stu „Rzym”. Tak nazy­wali ten kraj przed­islam­scy Per­so­wie, jak i lokalni miesz­kańcy Ana­to­lii czy Bli­skiego Wschodu. Ara­bo­wie mówili, że Bizan­cjum rzą­dził „władca Rzy­mian” – Sahib al-Rum. Ara­bo­wie nie­kiedy nazy­wali go też kró­lem lub – obraź­li­wie – tyra­nem.

Bizan­tyń­czycy czę­sto tłu­ma­czyli sobie świat tek­stami Sta­rego Testa­mentu. Cza­sami zatem nazy­wali Ara­bów „Izma­eli­tami” od sta­ro­te­sta­men­to­wego Izma­ela, któ­rego pier­wo­rodny syn Neba­jot14 miał dać począ­tek ludowi Naba­tej­czy­ków w dzi­siej­szej Jor­da­nii. Czę­ściej jed­nak uży­wano ter­minu „Sara­ceni” (gr.: Sara­ke­noi). Nie wia­domo, jaka jest rze­czy­wi­sta ety­mo­lo­gia tego słowa ani z jakiego języka się wzięło. Poja­wiło się około II wieku w jed­nym z dzieł Pto­le­me­usza, ale z pew­no­ścią nie był pierw­szym, który go użył. Sara­ce­nami nazy­wano tak wtedy jeden z trzech ludów, jakie Rzy­mia­nie wów­czas roz­róż­niali w tym regio­nie. Dwa pozo­stałe to Taeni (Tayy) oraz wła­śnie Ara­bo­wie. Sara­ceni mieli zamiesz­ki­wać pół­nocny skraj Pustyni Arab­skiej, ale gdzieś na prze­ło­mie IV i V wieku poję­cia się wymie­szały i świat grecko-rzym­ski nazy­wał tak już wszyst­kich ludzi, któ­rych dziś okre­ślamy jako Ara­bów. Dziś słowo „Sara­cen” – głów­nie za sprawą wypraw krzy­żo­wych – może być postrze­gane jako nieco pejo­ra­tywne, uży­wane więc będzie głów­nie wtedy, gdy przy­glą­damy się zda­rze­niom z per­spek­tywy Bizan­tyń­czy­ków, dla któ­rych takie okre­śle­nie było neu­tralne i natu­ralne. Tak jak neu­tralny i obiek­tywny do ostat­niej strony będzie autor, a przy­naj­mniej będzie się o to sta­rał…

Rozdział I. Koniec świata antycznego i apokalipsa „wieków ciemnych”

Per­sja to tylko kwe­stia jed­nego lub dwóch ude­rzeń, po nich żad­nej Per­sji już ni­gdy nie będzie. Ale Rzy­mia­nie to ludzie morza i skał, gdy odcho­dzi poko­le­nie, zastę­puje je inne. Nie­stety, oni będą towa­rzy­szyć ci [jako rywal] aż do końca cza­sów…15.

Według tra­dy­cji muzuł­mań­skiej w roku 629 dzie­wię­ciu wład­ców otrzy­mało listy, które – jeśli rze­czy­wi­ście zostały napi­sane – musiały się im wydać zuchwa­ło­ścią zakra­wa­jącą na kpinę z ich maje­statu16. Auto­rem listów miał być Maho­met, a adre­sa­tami władcy świata, jakim rzą­dzili oni, a jaki był mu znany. Listy dostar­czone przez spe­cjal­nych wysłan­ni­ków mieli otrzy­mać władcy Bah­rajnu i Omanu, władca Ghas­sa­ni­dów w bizan­tyń­skiej Syrii, bizan­tyń­scy namiest­nicy Egiptu i pale­styń­skiej Jamamy, negus etiop­skiego Aksum i wresz­cie dwaj naj­po­tęż­niejsi – szach Per­sji i cesarz wschod­nio­rzym­ski. Nie ma zgody histo­ry­ków, czy taka kore­spon­den­cja w isto­cie zaist­niała, a jeśli tak, to czy jej treść miała tak ulty­ma­tywny ton, pod jakim jest znana. Wąt­pliwe też, aby kró­lo­wie kró­lów zwró­cili uwagę na zaska­ku­jące żąda­nia nie­zna­nego im Kuraj­szyty17. Epi­zod ten postrze­gać należy raczej jako legendę, apo­kryf. Nie ma więk­szego zna­cze­nia w kon­tek­ście oma­wia­nego tematu, czy Maho­met w owym cza­sie miał ambi­cje albo cho­ciaż marze­nia co do stwo­rze­nia uni­wer­sal­nego pań­stwa muzuł­mań­skiego. Możemy dziś jed­nak z dużym prze­ko­na­niem przy­pusz­czać, iż dwa wiel­kie impe­ria, dzie­lące mię­dzy sie­bie więk­szość zna­nego cywi­li­zo­wa­nego świata, nie patrzyły w stronę Pustyni Arab­skiej z wystar­cza­ją­cym respek­tem. Kolejne dzie­się­cio­le­cia będą teatrem spek­ta­ku­lar­nych wyda­rzeń trwale zmie­nia­ją­cych układ sił na wiel­kim obsza­rze będą­cym kolebką cywi­li­za­cji Sta­rego Świata. W teatrze tym widzo­wie i akto­rzy będą zamie­niać się rolami, a Kon­stan­ty­no­pol sta­nie się sceną naj­bar­dziej dra­ma­tycz­nych aktów.

Zanim przej­dziemy do histo­rii zde­rze­nia mię­dzy Bizan­cjum a Ara­bami, przyj­rzyjmy się temu pierw­szemu i jego sytu­acji wów­czas. Cesar­stwo Wschod­nio­rzym­skie, w swoim dłu­gim i burz­li­wym ist­nie­niu, wie­lo­krot­nie musiało sta­wiać czoło róż­nym bar­dzo gwał­tow­nym wyzwa­niom wewnętrz­nym i zewnętrz­nym. Mie­wały one cha­rak­ter nie­spo­dzie­wany, na przy­kład były to inwa­zje nie­zna­nych wcze­śniej ludów. Toczące nie­usta­jące wojny Bizan­cjum radzić sobie musiało z tymi zagro­że­niami, będąc nie­rzadko w sta­nie kry­zysu poli­tycz­nego. Cesa­rze Justy­nian i Hera­kliusz stwo­rzyli wspa­niałe cywi­li­za­cyjne dzie­dzic­two: bijąc swo­ich wro­gów, wzno­sząc wspa­niałe budowle18 i two­rząc wie­ko­pomne prawo. Jed­nym sło­wem – budu­jąc nową cywi­li­za­cję. Cywi­li­za­cję łączącą kla­syczne łaciń­skie idee, antyczną grecką mądrość, eklek­tyzm dia­do­chów, ale i blichtr Wschodu, zapo­ży­czony stam­tąd jesz­cze gdzieś w cza­sach domi­natu, począw­szy od końca III wieku n.e.

W przed­dzień arab­skiej inwa­zji Bizan­cjum zaj­mo­wało roz­le­głe tereny wokół całego nie­mal Basenu Morza Śród­ziem­nego. Na zacho­dzie się­gało Afryki Pro­kon­su­lar­nej w dzi­siej­szej Algie­rii i kilku enklaw jak Tan­ger i Bale­ary. Pół­wy­sep Ibe­ryj­ski był już pra­wie cał­ko­wi­cie poza kon­trolą cesar­stwa – pano­wali nad nim Wizy­goci. Obok admi­ni­stra­cji cesar­skiej, w pół­noc­nej Afryce wiele było władztw ple­mien­nych lokal­nych Mau­rów, Tuare­gów i Ber­be­rów. Dalej na wschód roz­cią­gały się Cyre­najka i bogaty, ludny Egipt ze sto­licą we wspa­nia­łej Alek­san­drii. Na połu­dnie od Egiptu leżała Noba­tia i zamiesz­ki­wały tam agre­sywne noma­dyczne ple­miona nubij­skie jak Ble­mio­wie. Pale­styny i Syrii strze­gły od wschodu pusty­nie i klienc­kie mar­chie chrze­ści­jań­skich arab­skich ple­mion Ghas­sa­ni­dów. Na wscho­dzie roz­cią­gało się wiel­kie impe­rium Per­sji pod wła­dzą dyna­stii sasa­nidz­kiej – groźny rywal poko­nany w nie­daw­nej woj­nie. Arme­nia nie była pod bez­po­śred­nią wła­dzą cesa­rza, ale sta­no­wiła war­to­ściowy mate­riał na sojusz­nika, a jej los poli­tyczny czę­sto spla­tał się, tak wcze­śniej, jak i póź­niej, z losami Gre­ków. Podob­nie zabie­gano o przy­chyl­ność wład­ców chrze­ści­jań­skich pań­ste­wek na tere­nie dzi­siej­szej Gru­zji – Lazyki czy Ibe­rii. Za Kau­ka­zem miesz­kali koczow­nicy: irań­scy Ala­no­wie oraz tur­kij­scy Ono­gu­ro­wie i Kuti­gu­ro­wie, przod­ko­wie Buł­ga­rów. Dalej za nimi cze­kali w ste­pie na swój czas w histo­rii Europy koczow­ni­czy Cha­za­ro­wie i Madzia­rzy. Naj­da­lej wysu­nięte na pół­noc zie­mie cesar­stwa to Cher­so­nez, czyli połu­dniowe obrzeża Pół­wy­spu Krym­skiego. Było to miej­sce zesła­nia poli­tycz­nego, ale też ważny punkt dla han­dlu i gospo­darki pań­stwa.

Azja Mniej­sza była rdze­niem pań­stwa, jego naj­waż­niej­szą pro­win­cją. Nie ze względu na bogac­twa, ale przez to, że zamiesz­ki­wała ją lud­ność sil­nie zhel­le­ni­zo­wana i utoż­sa­mia­jąca się z etno­sem rzym­skim. To tu rekru­to­wano naj­lep­sze jed­nostki woj­skowe, to tu znaj­do­wały się majątki ziem­skie moż­nych, to Ana­to­lij­czycy19 wresz­cie przy­wy­kli do sta­wia­nia najeźdź­com wytrwa­łego oporu. Kiedy Bizan­cjum w przy­szło­ści utraci Ana­to­lię, jego potęga zga­śnie. Kon­trola nad Ita­lią była czę­ściowa, a prze­wagę zyski­wali tam stop­niowo Lon­go­bar­do­wie. Głów­nym ośrod­kiem poli­tycz­nym cesar­stwa pozo­sta­wała tam Rawenna, sto­lica egzar­chatu. Ita­lia wyma­gała poświę­ca­nia jej dużej poli­tycz­nej uwagi, na którą zwy­kle nie stać było cesar­stwa uwi­kła­nego w poważ­niej­sze pro­blemy na innych pery­fe­riach. Rzym i inne mia­sta zaczęły stop­niowo szu­kać wła­snej drogi poli­tycz­nej i ducho­wej, kon­se­kwent­nie odda­la­jąc się od pra­wo­wi­tego, jak się wyda­wało, cesa­rza zasia­da­ją­cego na tro­nie w Nowym Rzy­mie. Bał­kany sta­no­wiły, poza Pół­wy­spem Ape­niń­skim, kolejny dla cesar­stwa teren trudny do utrzy­ma­nia ze względu na silny nacisk licz­nych ple­mion sło­wiań­skich, nad któ­rymi poli­tyczną pie­czę spra­wo­wali do pew­nego czasu koczow­ni­czy Awa­ro­wie, przy­by­sze z dale­kiej Man­dżu­rii. Sło­wia­nie, choć nie stwo­rzyli jesz­cze żad­nego okrze­płego orga­ni­zmu poli­tycz­nego, to wdzie­rali się daleko w głąb pół­wy­spu, aż na Pelo­po­nez i dalej na wyspy egej­skie. Wkrótce nad ujściem Dunaju będą oni współ­two­rzyć z nowo przy­by­łymi tam koczow­ni­kami silną buł­gar­ską monar­chię spę­dza­jącą przez całe wieki sen z bizan­tyń­skich powiek. Bizan­cjum wła­dało nie­mal wszyst­kimi wyspami na Morzu Śród­ziem­nym, z czego naj­waż­niej­sze były: Sycy­lia, Kreta i Cypr.

W wiek VII cesar­stwo wkro­czyło jako sta­ro­żytny de facto byt poli­tyczny roz­ło­żony wokół Morza Śród­ziem­nego, ule­ga­jący jed­nak stop­nio­wej ero­zji tery­to­rial­nej na rzecz Fran­ków, Lon­go­bar­dów, Wizy­go­tów czy Sło­wian.

Herakliusz – pogromca Persji

Wiek VII zaczyna się rzą­dami cesa­rza Mau­ry­cju­sza i jego pró­bami odpar­cia sło­wiań­skich i awar­skich hord20 usi­łu­ją­cych prze­drzeć się przez Dunaj w głąb Bał­ka­nów. Do tego pozba­wiona wspar­cia bizan­tyń­ska Ita­lia nie była w sta­nie prze­ciw­sta­wić się napo­rowi Lon­go­bar­dów, a na wscho­dzie cią­gnęła się wyczer­pu­jąca kam­pa­nia prze­ciw Per­sji. Skar­biec świe­cił pust­kami, to też rubieże takie jak Afryka i Ita­lia musiały bro­nić się wła­snymi skrom­nymi środ­kami. Roz­pacz­liwe próby zaosz­czę­dze­nia podej­mo­wane przez Mau­ry­cju­sza spo­ty­kały się zawsze z tą samą ostrą reak­cją – bun­tem armii. Mimo chłod­nej rela­cji na linii rząd–armia rzym­scy żoł­nie­rze spra­wo­wali się bar­dzo dobrze, naj­pierw poko­nu­jąc Per­sów, a następ­nie wypie­ra­jąc za Dunaj Awa­rów i Sło­wian dac­kich. Na inwa­zję w Ita­lii nie star­czyło już pie­nię­dzy. Mau­ry­cjusz, chcąc trwale zabez­pie­czyć gra­nicę na Dunaju, wydał armiom polo­wym roz­kaz pozo­sta­nia w Dacji, po pół­noc­nej stro­nie rzeki, na leżach zimo­wych. Decy­zja ta wywo­łała naj­więk­szy z dotych­cza­so­wych bun­tów armii. Żoł­nie­rze opu­ścili nad­du­naj­skie bazy i poma­sze­ro­wali na Kon­stan­ty­no­pol pod wodzą mało komu wcze­śniej zna­nego, niskiej rangi ofi­cera, nie­ja­kiego Fokasa. Fokas przy pomocy miesz­kań­ców mia­sta oba­lił mają­cego wielu wro­gów cesa­rza, kazał zabić na cesar­skich oczach pię­ciu synów i brata, a następ­nie i samego Mau­ry­cju­sza. Żonę i córki nie­szczę­snego władcy zamknął w klasz­to­rze, a następ­nie też zabił. Tym spo­so­bem Mau­ry­cjusz, zdolny dowódca i cał­kiem zręczny poli­tyk, autor słyn­nego trak­tatu wojen­nego Stra­te­gi­kon, został oba­lony przez czło­wieka małego for­matu, nie­przy­go­to­wa­nego zupeł­nie do pora­dze­nia sobie z wiel­kim pań­stwem w cza­sie kry­zysu. Szach Per­sji, Cho­sroes II, for­malny przy­ja­ciel Mau­ry­cju­sza, wyko­rzy­stał uzur­pa­cję Fokasa jako casus belli i wypo­wie­dział Rzy­mowi nową wojnę, która wywarła brze­mienny wpływ na oba pań­stwa. Per­sja Sasa­ni­dów to kraj od nie­mal czte­ry­stu lat (i z róż­nym rezul­ta­tem) bru­tal­nie rywa­li­zu­jący z Rzy­mia­nami – była to już ósma wojna rzym­sko-sasa­nidzka! Jak się miało oka­zać, ostat­nia i naj­za­cie­klej­sza. Ani Sasa­ni­dzi, dążący do odbu­dowy impe­rium z cza­sów Ache­me­ni­dów21, ani Rzy­mia­nie marzący o pod­bo­jach Alek­san­dra Mace­doń­skiego, nie osią­gnęli w tych ośmiu woj­nach nic trwal­szego ponad wza­jemne wynisz­cze­nie i góry ludz­kich kości. Per­so­wie raz sta­wali pod Kon­stan­ty­no­po­lem, a Rzy­mia­nie innym razem pod Kte­zy­fon­tem22. „Wie­czy­ste” trak­taty poko­jowe trwały po zale­d­wie kilka lat, do czasu, aż jeden z prze­ciw­ni­ków oka­zał sła­bość.

Uzur­pa­tor Fokas nie był w sta­nie podźwi­gnąć cię­żaru wła­dzy cesar­skiej. Nie­wielki auto­ry­tet, jakim się cie­szył, wraz z nie­wiel­kimi talen­tami dopro­wa­dził pań­stwo na skraj roz­padu. W roku 610 Fokas w końcu został zde­tro­ni­zo­wany i stra­cony, a jego miej­sce, decy­zją senatu Kon­stan­ty­no­pola, zająć miał Hera­kliusz, syn egzar­chy Kar­ta­giny o tym samym imie­niu23. Nowy cesarz (lata pano­wa­nia 610–641) obja­wił się jako zręczny dyplo­mata, sprawny zarządca, bły­sko­tliwy stra­teg i zało­ży­ciel nowej dyna­stii. Objąw­szy rządy w wieku ok. 36 lat, musiał zakoń­czyć wojnę domową i ode­przeć Per­sów. Hera­kliusz był władcą nie­po­śled­nim, bez wąt­pie­nia jed­nym z tych, któ­rzy w dłu­giej histo­rii Bizan­cjum zapi­sali się naj­do­nio­ślej, a jego imię znali dobrze także Ara­bo­wie z cza­sów sprzed ich pod­bo­jów. Cesarz Hera­kliusz w tra­dy­cji arab­skiej był arche­ty­pem władcy dosko­na­łego – spra­wie­dli­wego i poboż­nego. Nota­bene pierwsi muzuł­ma­nie, na czele z samym Maho­me­tem, otwar­cie sym­pa­ty­zo­wali w kon­flik­cie Bizan­tyń­czy­ków i Per­sów z tymi pierw­szymi, bliż­szym im duchowo ludem Księgi24.

Hera­kliusz, choć bły­sko­tliwy, objął tron w sytu­acji nie do pozaz­drosz­cze­nia. Armia była w opła­ka­nym sta­nie i potrze­bo­wała wytchnie­nia po cięż­kim okre­sie wojny domo­wej. Zamiast wytchnie­nia jed­nak cze­kały ją kolejne wyzwa­nia. Awa­ro­wie i Sło­wia­nie wdarli się w głąb Bał­ka­nów z nie­spo­ty­kaną wcze­śniej siłą, zaj­mu­jąc nie­mal wszyst­kie zie­mie Rzy­mian. Armia Illi­rii została oto­czona i znisz­czona przez Awa­rów.

Na wscho­dzie sytu­acja była oczy­wi­ście naj­gor­sza. Ostat­nia z wojen rzym­sko-sasa­nidz­kich miała poto­czyć się jed­nak po myśli Bizan­cjum. Cho­srow (Cho­sroes) II Par­wiz, co zna­czy – o iro­nio! – „Zwy­cię­ski”, ata­ku­jąc cesar­stwo popeł­nił fatalny błąd, a jego butny przy­do­mek histo­ria wkrótce pod­waży. Wyko­rzy­stu­jąc czas nie­udol­nych rzą­dów Fokasa, przez kolej­nych dwa­dzie­ścia lat udało mu się osią­gnąć impo­nu­jące suk­cesy. Zajął aż trzy spo­śród pię­ciu patriar­cha­tów chrze­ści­jań­stwa – Antio­chię, Jero­zo­limę i Alek­san­drię. Kiedy w 617 roku padła Alek­san­dria, zała­mał się na zawsze wie­lo­wie­kowy rzym­ski sys­tem znany jako annona – pole­gał on na trans­por­cie egip­skiego zboża do Kon­stan­ty­no­pola (a do IV wieku do Rzymu) w celu roz­daw­nic­twa pośród lud­no­ści. Przed najaz­dem per­skim co roku kur­so­wało w let­nim sezo­nie na tej tra­sie nawet do pół­tora tysiąca galer25. Bywały wśród nich ogromne statki speł­nia­jące funk­cję podobną nie tylko do frach­tow­ców, ale też do póź­niej­szych pasa­żer­skich trans­atlan­ty­ków.

Jesz­cze w 615 roku zde­spe­ro­wany senat Kon­stan­ty­no­pola wysłał do sza­chin­sza­cha posel­stwo zło­żone z wyso­kich rzym­skich dostoj­ni­ków. Posel­stwo dało pokaz jed­nego z naj­bar­dziej poni­ża­ją­cych gestów w całej histo­rii cesar­stwa. Bła­ga­jąc o pokój, wiel­bili wiel­kość sasa­nidz­kiego władcy (nazy­wa­jąc go „naj­wyż­szym cesa­rzem”) i nazy­wali Hera­kliu­sza jego synem oraz sługą. Gdyby chciał, Cho­sroes II mógł uczy­nić Impe­rium Rzym­skie swoim len­ni­kiem, zabrać jego liczne zie­mie, zagar­nąć więk­szość bogactw i wyzna­czyć nowego cesa­rza wedle wła­snej woli. Ale Cho­sroes kazał stra­cić posłów. Zde­cy­do­wał się na totalną wojnę i wkrótce miał tego gorzko żało­wać.

Na dru­gim końcu impe­rium Wizy­goci zabrali sobie, korzy­sta­jąc z oka­zji, nie­mal wszyst­kie rzym­skie posia­dło­ści na tere­nie Hisz­pa­nii.

Hera­kliusz jed­nak potra­fił zacho­wać zimną krew w obli­czu tak wie­lo­wy­mia­ro­wego kry­zysu. Zebrał z resz­tek ziem tyle pie­nię­dzy i ludzi, ile się dało, dopusz­cza­jąc się nawet takich kro­ków jak prze­to­pie­nie więk­szo­ści kościel­nych naczyń litur­gicz­nych czy reduk­cja żoł­dów w jed­nej armii, aby opła­cić inną26. Ogół oby­wa­teli zda­wał sobie sprawę, że ist­nie­nie pań­stwa jest real­nie zagro­żone, obniżki płac w sek­to­rach cywil­nym i woj­sko­wym nie spo­tkały się więc z pro­te­stami. Cesarz czę­sto odda­wał wro­gowi jakiś teren, sta­ra­jąc się jed­no­cze­śnie oszczęd­nie dys­po­no­wać zaso­bami ludz­kimi. Chwi­lowy rozejm z bar­ba­rzyń­skimi Awa­rami pozwo­lił Hera­kliu­szowi sku­pić się na Per­sach. Ogło­sił świętą wojnę, kru­cjatę na długo przed kru­cja­tami, które znamy. Przez lato 622 roku szko­lił zmo­ty­wo­wa­nych reli­gij­nie par­ty­zan­tów, szu­kał sojusz­ni­ków wśród innych chrze­ści­jan w kra­jach ościen­nych. Wspól­nie z ofi­ce­rami stu­dio­wał pod­ręcz­niki woj­skowe. Ciężka praca orga­niczna przy­nio­sła skutki.

Jesie­nią 622 roku Hera­kliusz wkro­czył do Kapa­do­cji i, uda­jąc odwrót, roz­bił tam per­skie siły przy­go­to­wane do zasadzki. Wkrótce musiał jed­nak wró­cić na Bał­kany, aby sta­wić czoło Awa­rom, któ­rzy zażą­dali nagle zwięk­sze­nia kon­try­bu­cji. Kiedy – nie bez trudu – się z nimi upo­rał27, ruszył znów na wschód. Był rok 624 i Hera­kliusz przed­sta­wił Cho­sro­esowi kolejną pro­po­zy­cję poko­jową – jeśli ten drugi miałby ją odrzu­cić, to cesar­stwo całą siłą zaata­kuje Iran. Szach znów wyka­zał się butą i odtrą­cił wycią­gniętą ku niemu dłoń. Hera­kliusz zapew­nił swo­ich żoł­nie­rzy o nie­chyb­nej nagro­dzie zba­wie­nia w razie śmierci za wiarę. Jego armia ruszyła na pro­to­kru­cjatę, świętą wojnę za Chry­stusa i prze­trwa­nie świata, jaki znała. Bły­sko­tliwa kam­pa­nia w Ana­to­lii i Arme­nii spo­wo­do­wała wypar­cie Per­sów z ziem rzym­skich, a w 625 roku roz­bito ich kontr­ofen­sywę. Nie powio­dły się próby zablo­ko­wa­nia zimu­ją­cej na Zakau­ka­ziu armii Hera­kliusza w tam­tej­szych prze­łę­czach. Cesarz pobił wszyst­kie pró­bu­jące tego doko­nać trzy per­skie armie.

Rok póź­niej cesarz Hera­kliusz agre­syw­nym, dywer­syj­nym manew­rem postę­po­wał w głąb impe­rium Sasa­ni­dów. W zemście za znisz­cze­nie Jero­zo­limy kazał zga­sić ich święte ognie i zde­wa­sto­wać zara­tu­striań­skie świą­ty­nie, m.in. wielką świą­ty­nię Adur Gush­nasp.

Doszło jed­nak w tym cza­sie do wiel­kiego oblę­że­nia Kon­stan­ty­no­pola przez Per­sów, Awa­rów i Sło­wian. Cho­sroes II, zmę­czony nie­koń­czą­cymi się kam­pa­niami, zamiast szu­kać roz­wią­za­nia w polu, zde­cy­do­wał się zadać śmier­telny cios pro­sto w serce cesar­stwa. Był też cel mini­mum – zwa­bić ze wschodu Hera­kliu­sza. Mia­sto miało zostać zgnie­cione mię­dzy dwiema wiel­kimi armiami ata­ku­ją­cymi ze strony Europy i Azji, lądu i morza. Awa­ro­wie i Sło­wianie, także inne wspie­ra­jące ich ludy, jak Gepi­do­wie, szu­kali zemsty za klę­ski z rąk Mau­ry­cju­sza, a przede wszyst­kim bajecz­nych łupów. Awa­ro­wie liczyli na szyb­kie zwy­cię­stwo i powrót w chwale na wła­sne zie­mie, pogrą­żone zresztą w kry­zy­sie wsku­tek rebe­lii Samona na Mora­wach. Per­so­wie nato­miast nie mogli pozwo­lić sobie na kon­ty­nu­owa­nie w nie­skoń­czo­ność coraz bar­dziej nie­wy­god­nej dla nich wojny – zwłasz­cza że na ich tyłach gra­so­wał Hera­kliusz ze swoją armią. Upa­dek Kon­stan­ty­no­pola z pew­no­ścią prze­są­dziłby o wyniku wojny.

Cesarz nie dał się zwieść. Wysłał do mia­sta wspar­cie w postaci dwu­na­stu tysięcy jeźdź­ców, ale główne siły pozo­sta­wił pod swoim dowódz­twem na tery­to­rium Per­sji. Dodat­kowo sprzy­mie­rzył się z wojow­ni­czymi Tur­ku­tami, któ­rzy zaata­ko­wali pań­stwo sza­cha w Bak­trii. Wyda­rze­nia poto­czyły się po myśli Rzy­mian. Wielka i dobrze uzbro­jona armia zło­żona z Awa­rów i ich nie­zli­czo­nych sło­wiań­skich ple­mion klienc­kich oble­gała mia­sto przez pół­tora mie­siąca. Dwa­na­ście zma­so­wa­nych sztur­mów Awa­rów i Sło­wian na naj­słab­sze odcinki murów mia­sta, wspie­rane przez dwa­na­ście wiel­kich wież oblęż­ni­czych, zała­my­wało się jedno po dru­gim. Sło­wiań­skie dłu­banki, choć nie­zli­czone, nie miały żad­nych szans w star­ciu z cesar­ską flotą. Zwo­do­wane w zatoce Zło­tego Rogu, nie zdo­łały dosię­gnąć murów miej­skich – zatrzy­mały się na kor­do­nie cesar­skich galer.

Do lądo­wa­nia Per­sów po euro­pej­skiej stro­nie cie­śniny nawet nie doszło – per­ski desant został prze­chwy­cony przez Rzy­mian i szybko posłany na dno Bos­foru. Sło­wia­nie, Awa­ro­wie i Per­so­wie nie potra­fili sko­or­dy­no­wać dzia­łań i ich armie musiały się wyco­fać. Pod murami Kon­stan­ty­no­pola latem 626 roku prze­są­dził się los obu najeźdź­czych impe­riów. Impe­rium Awa­rów, nie nakar­miw­szy łupami i suk­ce­sami znie­wo­lo­nych przez sie­bie ludów, pogrą­żyło się szybko w kata­stro­fal­nych dla sie­bie rebe­liach, które spo­wo­do­wały jego upa­dek. Per­so­wie nato­miast zostali zmu­szeni do nego­cja­cji, po tym jak brat cesa­rza, Teo­dor, roz­bił dobo­rowy per­ski kon­tyn­gent wysłany z zada­niem zdo­by­cia Kon­stan­ty­no­pola, a Hera­kliusz wciąż posu­wał się w głąb Per­sji.

Rok po oblę­że­niu, w grud­niu 627 roku, odbyła się decy­du­jąca bitwa pod Niniwą, w samym sercu sasa­nidz­kiego pań­stwa. Bitwa okre­ślana jest cza­sami ostat­nią bitwą sta­ro­żyt­no­ści28. Dowo­dzący Per­sami spah­bod („mistrz armii”, odpo­wied­nik mar­szałka) Rhah­zadh29 wyzwał cesa­rza na poje­dy­nek30. W jego wyniku oddał życie, a armia per­ska poszła w roz­sypkę. Choć nie została cał­ko­wi­cie zgła­dzona, nie było już w pań­stwie Sasa­ni­dów żad­nej zor­ga­ni­zo­wa­nej siły zdol­nej do powstrzy­ma­nia Rzy­mian. Armia Hera­kliu­sza szła szybko w stronę sto­licy Per­sów, Kte­zy­fontu. Bizan­tyń­czycy splą­dro­wali pałac Cho­srowa w Dasta­gird. Dwór sasa­nidzki wie­dział, że to koniec. Cho­sroes, król kró­lów, który roz­pę­tał totalną wojnę i ją prze­grał, stra­cił też powa­ża­nie swo­jego oto­cze­nia. Wtrą­cony na pięć dni do lochu, został następ­nie uśmier­cony strza­łami z łuków w taki spo­sób, aby jak naj­dłu­żej cier­piał. Pobita Per­sja musiała pro­sić o pokój.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Banu Tanuh – kon­fe­de­ra­cja arab­skich ple­mion zamiesz­ku­ją­cych od II wieku Pusty­nię Syryj­ską, z główną sie­dzibą w Aleppo. Byli to pierwsi Ara­bo­wie w sprzy­mie­rzo­nych kon­tyn­gen­tach foede­rati Rzymu. [wróć]

2.Bizan­cjum i Ara­bo­wie, spo­tka­nie cywi­li­za­cji VI–VIII wiek, red. T. Woliń­ska, P. Filip­czak, War­szawa 2015, s. 240–241. [wróć]

3. N.M. El Che­ikh, Byzan­tium Vie­wed by the Arabs, Harvard 2004, s. 2. [wróć]

4. Choć jesz­cze długo pozo­sta­wało tam istotną lub domi­nu­jącą siłą. [wróć]

5. Pocho­dzący z Syrii biskup Rzymu Kon­stan­tyn; był on nota bene ostat­nim papie­żem, który odwie­dził Kon­stan­tynopol – aż do 1964 roku. [wróć]

6. Wię­cej o źró­dłach arab­skich tego okresu m.in. [w:] H. Ken­nedy, Wiel­kie arab­skie pod­boje, War­szawa 2011, s. 21–38. Autor kon­klu­duje, iż choć źró­deł pisa­nych jest nie­kiedy obfi­tość, to należy być wobec nich kry­tycz­nym nie tylko dla­tego, że są ten­dan­cyjne, ale też czę­sto zawie­szone w próżni chro­no­lo­gicz­nej, w wielu kwe­stiach lako­niczne i nie­kon­se­kwentne, a ich auto­rów zdają się nie inte­re­so­wać przy­czyny danych klęsk i zwy­cięstw. Prio­ry­te­tem są nato­miast infor­ma­cje o gene­alo­giach róż­nych postaci, rela­cje spo­łeczne mię­dzy nimi, skru­pu­latne noto­wa­nie wszyst­kich zmian oso­bowo-urzę­do­wych; Z. Pen­tek, Rze­tel­ność czy bała­muc­two? Czyli o infor­ma­cjach Ahmada al-Bala­du­riego o cesar­stwie bizan­tyń­skim VII wieku, s. 153–161, [w:] Red. Z.A. Brzo­zow­ska, M.J. Leszka, K. Mari­now, T. Woliń­ska, Widmo Maho­meta, cień Samu­ela. Cesar­stwo bizan­tyń­skie w rela­cji z przed­sta­wi­cie­lami innych reli­gii i kul­tur (VII–XV wiek). T. XXXIX, Łódź 2020. [wróć]

7. Za pierw­szego histo­ryka arab­skiego uznaje się zmar­łego w 728 roku Wahb Ibn Munab­biha, ale jego dzieło nie zacho­wało się poza frag­men­tami przy­wo­ły­wa­nymi póź­niej przez Al-Taba­riego. [wróć]

8. Al-Bala­duri było jego przy­dom­kiem wywo­dzą­cym się od nazwy podob­nego do ner­kowca orze­cha Seme­car­pus ana­car­dium, popu­lar­nego w arab­skiej medy­cy­nie ludo­wej jako śro­dek m.in. na wzmoc­nie­nie pamięci. Al-Bala­duri jed­nak zigno­ro­wał znane skąd­inąd skutki uboczne będące wyni­kiem przedaw­ko­wa­nia orze­cha. W efek­cie popadł w obłęd i w takim sta­nie zmarł w 892 roku. [wróć]

9. El Che­ikh, op. cit., s. 63. Grób Abu Ajjuba miał być począt­kowo tole­ro­wany przez Rzy­mian ze względu na groźbę repre­sji wobec chrze­ści­jan w kali­fa­cie. Póź­niej rze­komo miał być nawet swego rodzaju sank­tu­arium, do któ­rego piel­grzy­mo­wali chrze­ści­janie, modląc się o deszcz w cza­sie suszy. [wróć]

10. Od kalifa Mar­wana. [wróć]

11. Plu­tarch, Żywoty sław­nych mężów.[wróć]

12. Co dla wielu stało się ofi­cjal­nie za cesa­rza Kara­kalli (211–217 rok), który masowo nada­wał wol­nym miesz­kań­com impe­rium oby­wa­tel­stwo rzym­skie. [wróć]

13.Basi­leus zna­czy po grecku król. Poję­cie znane było w Gre­cji mykeń­skiej, kla­sycz­nej i hel­le­ni­stycz­nej, a na wscho­dzie Cesar­stwa Rzym­skiego mówiono tak zawsze rów­nież na cesa­rzy. W Rzy­mie antycz­nym, na zacho­dzie, idea wła­dzy króla była pogar­dzana mimo podo­bień­stwa wła­dzy cesar­skiej, też prze­cież monar­szej. Wśród Gre­ków poję­cie to nie było okryte takim tabu. Ofi­cjal­nie tego tytułu zaczął uży­wać Hera­kliusz, rów­no­le­gle z Autokratōr Kaisar (czyli po łaci­nie: Impe­ra­tor Caesar). Ale już w liście do Mau­ry­cju­sza (582–602) szach per­ski Cho­sroes II nazywa cesa­rza basi­leus Rhomaíōn, zamiast kēsar-i Hrōm. Aby wyróż­nić się wśród innych kró­lów czy „kró­lów kró­lów” (cesa­rzy), bizan­tyń­scy władcy cza­sem roz­wi­jali tytu­la­turę do: autokratōr Rhōmaíōn (władca Rzy­mian), megas basi­leus (wielki król) lub basi­leus basileōn, król kró­lów. Bar­ba­rzyń­skich kró­lów w Euro­pie Zachod­niej okre­ślano pospo­lit­szym mia­nem rex. [wróć]

14. Pozo­sta­łych jede­na­stu synów Izma­ela rów­nież miało dać początki innym arab­skim ple­mio­nom. [wróć]

15. Abdul­lah ibn Muhay­riz cytu­jący słowa, jakie miały paść z ust Pro­roka, [za:] S. Bashear, Apo­ca­lyp­tic and Other Mate­rials on Early Muslim-Byzan­tine Wars: A Review of Ara­bic Soure­ces, Cam­bridge 1991, s. 191. [wróć]

16. Reak­cja odbior­ców listów jest przez tra­dy­cję muzuł­mań­ską przed­sta­wiana zgod­nie z nar­ra­cją odpo­wia­da­jącą powsta­łemu wokół tego i innych zda­rzeń z życia Maho­meta mitowi zało­ży­ciel­skiemu islamu. Są to histo­rie wypeł­nione nawró­ce­niami, cudow­nymi zda­rze­niami i innymi zja­wi­skami legi­ty­mi­zu­ją­cymi nową wiarę i jej pro­ze­li­tyzm. Harith bin Abi Sha­mir Al-Gas­sani, arab­ski namiest­nik Bizan­cjum w Syrii, miał się, według tych rela­cji, na przy­kład obu­rzyć na otrzy­mane ulti­ma­tum, a Hera­kliusz przy­jąć list ze zro­zu­mie­niem i z zain­te­re­so­wa­niem. Wię­cej o listach m.in. [w:] M. Lings, Muham­mad: His Life based on the ear­liest sour­ces, Lahore 1994. [wróć]

17. Kuraj­szyci – ple­mię arab­skie z oko­lic Mekki, które dzięki han­dlowi wybiło się na jedno z sil­niej­szych na Pół­wy­spie w początku VII wieku Naj­waż­niej­sze rody kuraj­szyc­kie usta­no­wią fun­da­menty pod impe­rium muzuł­mań­skie – z Haszy­mi­tów wywo­dzić się będzie Maho­met, a Umaj­ja­dzi założą pierw­szą muzuł­mań­ską dyna­stię. Odłam Haszy­mi­tów założy póź­niej drugą dyna­stię – Abba­sy­dów. Z Haszy­mi­tów pocho­dzić będą też współ­cze­śni monar­cho­wie Jor­da­nii. [wróć]

18. Szcze­gól­nie wsła­wił się tym Justy­nian Wielki – nikt wcze­śniej ani póź­niej w histo­rii Bizan­cjum nie wzniósł tylu budowli. [wróć]

19. Ana­to­lia leży w cało­ści w Azji Mniej­szej, ale histo­rycz­nie ta druga sięga jesz­cze nieco dalej. [wróć]

20. Awa­ro­wie – lud koczow­ni­czy z Azji, który poja­wił się w Euro­pie ok. V wieku n.e. Pocho­dze­nie etniczne Awa­rów jest przed­mio­tem sporu histo­ry­ków. Przy­pusz­cza się, iż w więk­szo­ści mieli oni pocho­dze­nie turec­kie. [wróć]

21. Ache­me­ni­dzi – dyna­stia rzą­dząca impe­rium per­skim od VI do IV wieku p.n.e. Szczyt jej potęgi przy­pa­dał na okres pano­wa­nia Dariu­sza I Wiel­kiego i Kserk­sesa I. [wróć]

22. Kte­zy­font, Kte­zy­fon, pers. Tis­fun – sto­lica Per­sji od 224 roku, leżała nie­da­leko póź­niej­szego Bag­dadu. [wróć]

23. Egzar­chat Kar­ta­giny został utwo­rzony w 591 roku przez cesa­rza Mau­ry­cju­sza i cią­gnął się od Cyre­najki aż po Atlan­tyk. Była to ważna i bogata pro­win­cja, choć stale zagro­żona najaz­dami wojow­ni­czych Mau­rów. Wła­da­jący nią egzar­cha miał sze­ro­kie upraw­nie­nia cywilne i woj­skowe. Hera­kliusz był dru­gim z sied­miu egzar­chów w histo­rii pro­win­cji zakoń­czo­nej pod­bo­jem arab­skim. [wróć]

24. M. Dzie­kan, Wize­ru­nek Bizan­tyń­czy­ków w Kora­nie i komen­ta­rzach do Koranu, [w:] Bizan­cjum i Ara­bo­wie, s. 275–277. [wróć]

25. L. Paine, Morze i cywi­li­za­cja, War­szawa 2022, s. 274. [wróć]

26. Pomy­sły zastę­po­wa­nia wypłat pie­nięż­nych żoł­dem w natu­rze dopro­wa­dziły Mau­ry­cju­sza do rychłego upadku, ale teraz sytu­acja była tak dra­ma­tyczna, że żoł­nie­rze poszli na kom­pro­mis. [wróć]

27. Cesarz posta­no­wił oka­zać Awa­rom splen­dor Bizan­cjum, wyszedł więc z wiel­kim orsza­kiem na przed­mie­ścia Kon­stan­ty­no­pola, gdzie chciał olśnić ich bogac­twem swo­jego dworu i poka­zami wyści­gów rydwa­nów. Pod­stępni syno­wie ste­pów zamiast roz­mów pod­jęli próbę porwa­nia cesa­rza. Hera­kliu­szowi udało się unik­nąć zasadzki i umknąć nie­mal cudem. Awa­ro­wie zagar­nęli jed­nak ogromne bogac­twa z cesar­skiego orszaku i oko­licz­nych kościo­łów. [wróć]

28. Armia bizan­tyń­ska miała liczyć 70 tys. ludzi, a per­ska 50 tys. [wróć]

29. Rha­zhadh był z pocho­dze­nia Ormia­ni­nem, zna­nym jako Roch Vehan, a przez Bizan­tyń­czy­ków nazy­wany Raza­te­sem. [wróć]

30. W obsza­rze wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nego świata Ara­bów, Rzy­mian i Per­sów poje­dynki pomię­dzy dowód­cami, a naj­czę­ściej czem­pio­nami wal­czą­cych armii, nie były rzad­ko­ścią. Jesz­cze nawet w 971 roku spo­ty­kamy się z sytu­acją, w któ­rej cesarz Jan I Tzi­mi­skes zapra­sza do poje­dynku wodza Rusów, Świa­to­sława, ale pro­po­zy­cji tej zasko­czony Świa­to­sław nie akcep­tuje. [wróć]