Koń trojański - Ryszard Pietrzak - ebook + audiobook

Koń trojański audiobook

Pietrzak Ryszard

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Barwnie napisana opowieść o brytyjskim ataku na niemiecką bazę morską w okupowanym francuskim porcie Saint-Nazaire podczas II wojny światowej. Nocna akcja z 28 marca 1942 roku została przeprowadzona przez połączone siły Royal Navy i brytyjskich komandosów. Jej głównym celem był suchy dok – wówczas największy na świecie i jedyny na atlantyckim wybrzeżu zdolny pomieścić niemiecki pancernik „Tirpitz”.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 19 min

Lektor: Jacek Jońca

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilu­stra­cja na okładce: GMJ

Copy­ri­ght © for this edi­tion by Dres­sler Dublin sp. z o.o., Oża­rów Mazo­wiecki 2026

Wydaw­nic­two Bel­lona ul. Han­kie­wi­cza 2, 02-103 War­szawa tel. +48 22 457 04 02 www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: www.swiatk­siazki.pl www.ksiazki.pl

Dys­try­bu­cja Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-18710-8

Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

„Tirpitz” opuszcza kryjówkę

Kapi­tan Mary­narki Kró­lew­skiej Geo­rge Gonin wszedł do gma­chu Admi­ra­li­cji od strony pro­spektu Mall. Idąc kory­ta­rzem, utrzy­ma­nym w stylu typo­wego ratu­sza ze środ­ko­wej Anglii, odda­wał raz po raz honory woj­skowe.

Wyżsi stop­niem ofi­ce­ro­wie led­wie zatrzy­my­wali na nim spoj­rze­nie. Nie­któ­rzy z nich mogli się jedy­nie domy­ślać, że ten star­szy wie­kiem kapi­tan jest pra­cow­ni­kiem Naval Intel­li­gence Divi­sion1. A już tylko paru ludzi w Admi­ra­li­cji wie­działo, czym Gonin zaj­muje się w NID.

Po zwol­nie­niu z mary­narki wojen­nej pra­co­wał przez wiele lat w Antwer­pii i stał się spe­cja­li­stą od spraw linii wybrzeża, por­tów i wód śród­lą­do­wych Holan­dii, Bel­gii i pół­noc­nej Fran­cji. Ktoś kie­dyś powie­dział, że gdyby nie natra­fiono na Gonina, wywiad mor­ski mógłby zawie­sić swą dzia­łal­ność na kołku. Było w tym wiele prze­sady, ale też i ziarno prawdy. Osoby odpo­wie­dzialne za roz­po­zna­nie wybrzeża po dru­giej stro­nie kanału La Man­che i nad Morzem Pół­noc­nym dopu­ściły się bowiem w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym poważ­nych zanie­dbań. Wiara w mili­tarną potęgę Fran­cji była tak silna, że bry­tyj­skie ośrodki pla­no­wa­nia i wywiadu nie brały pod uwagę, iż mogą w przy­szło­ści potrze­bo­wać infor­ma­cji o jej por­tach oraz for­ty­fi­ka­cjach obron­nych…

Kapi­tan Gonin szedł jak co dzień rano dłu­gim kory­ta­rzem, który koń­czył się jak gdyby małą nawą poprzeczną. Ta część pomiesz­czeń, oddzie­lona od pozo­sta­łych rzę­dami fila­rów, nale­żała do biur Ośrodka Wywiadu Ope­ra­cyj­nego, pra­cu­ją­cego dla sztabu mary­narki.

Pano­wał tu hałas i roz­gar­diasz jak w redak­cji dzien­nika. Co chwila odzy­wały się tele­fony, pro­wa­dzono jed­no­cze­śnie po kilka roz­mów. W wąskich przej­ściach, łączą­cych poszcze­gólne pokoje, mijały się sekre­tarki z pli­kami doku­men­tów oraz taśmami wyrwa­nymi z dale­ko­pi­sów.

Gonin lubił tę atmos­ferę. Lubił ten gmach, który Chur­chill nazwał „ogrom­nym mon­strum przy­tła­cza­ją­cym swoim wyglą­dem pro­me­nadę Gwar­dii Kon­nej”.

– Niech sobie będzie mon­strum – powie­dział uba­wiony Gonin, kiedy powtó­rzono mu to okre­śle­nie. – W każ­dym razie jest to naj­le­piej zabez­pie­czony przed bom­bami budy­nek w Lon­dy­nie. Gruba na dwa­dzie­ścia stóp ściana z żela­zo­be­tonu – to nie byle co! Nie chciał­bym znaj­do­wać się na miej­scu pre­miera w jego schro­nie w Sto­rey Gate, zale­d­wie o sześć­set jar­dów* od nas. Zapewne myśli nie­jed­no­krot­nie o tym, czy kolejny nalot nie spo­wo­duje zala­nia schronu wodami Tamizy…

Kapi­tan zda­wał sobie jed­nak sprawę, jak wysoką cenę pła­cili za bez­pie­czeń­stwo ludzie tu zatrud­nieni. Byli cał­ko­wi­cie odizo­lo­wani od świata zewnętrz­nego. Nie docie­rały do ich pomiesz­czeń odgłosy ulicy, a także śpiew pta­ków i szum drzew z pobli­skiego parku Świę­tego Jakuba. Nie wie­dzieli nawet, czy pada deszcz, czy też świeci słońce. Paliło się tutaj zawsze elek­tryczne świa­tło, ponie­waż nie było okien. Tak wyglą­dało serce NID.

Kapi­tan Gonin otwo­rzył drzwi swego pokoju i wszedł do środka. Prze­krę­cił wyłącz­nik, zdjął czapkę i ścią­gnął z sie­bie mary­nar­ski płaszcz. Miał zwy­czaj przy­stę­po­wa­nia od razu do pracy. Pod­szedł do sejfu w ścia­nie i wyjął pokaź­nych roz­mia­rów publi­ka­cję, która przy­po­mi­nała album prac gra­ficz­nych.

Na okładce wydru­ko­wano dużymi lite­rami: „Port w Saint-Naza­ire. Dok «Nor­man­die». Opis nowych śluz wraz z rysun­kami”. Pod spodem zaś: Insty­tut Pro­jek­tów Inży­nie­ryj­nych na Great Geo­rge Street.

Ile­kroć Gonin brał do rąk tę publi­ka­cję, zawsze uśmie­chał się iro­nicz­nie. Tra­fił na nią zupeł­nie przy­pad­kowo. Jeden z jego kole­gów znał pew­nego inży­niera z tegoż insty­tutu, który – dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści – mie­ścił się nie­da­leko od gma­chu Admi­ra­li­cji. Z tego faktu Gonin wysnuł wnio­sek, że wywiad mor­ski, podob­nie zresztą jak i inne służby roz­po­znaw­cze, docho­dzi nie­kiedy do waż­nych odkryć w spo­sób z góry nie­pla­no­wany lub wręcz przy­pad­kowy. War­to­ściowe mate­riały o istot­nym zna­cze­niu dla taj­nych ope­ra­cji zamiast znaj­do­wać się w sej­fach NID zale­gały po pro­stu na pół­kach w róż­nych cywil­nych insty­tu­cjach i mógł do nich zaj­rzeć każdy, kto tylko miał na to ochotę.

Usiadł za biur­kiem i zaczął stu­dio­wać opis śluz. Robił to już od dawna, spo­rzą­dza­jąc przy tym szcze­gó­łowe notatki, które prze­no­sił do taj­nego bru­lionu. Na jego okładce umie­ścił napis: „St. Naza­ire – cel ataku”.

Gonin jako jeden z pierw­szych w NID wysu­nął śmiały pomysł rajdu na tę bazę mor­ską w oku­po­wa­nej przez Niem­ców zachod­niej czę­ści Fran­cji. Wie­lo­krot­nie roz­ma­wiał na ten temat ze swymi kole­gami z wydziału nie­miec­kiego i z sek­cji Krieg­sma­rine. Ryzy­kowny pro­jekt, uzna­wany począt­kowo za fan­ta­zję, stop­niowo zaczął wywo­ły­wać coraz więk­sze zain­te­re­so­wa­nie i znaj­do­wać nowych zwo­len­ni­ków. Z doko­ny­wa­nych ana­liz nie­zbi­cie wyni­kało, że w nabie­ra­ją­cej roz­ma­chu bitwie o Atlan­tyk fran­cu­skie porty Brest, Lorient i St. Naza­ire odgry­wają zasad­ni­czą rolę, o wiele waż­niej­szą niż porty nor­we­skie.

Niemcy urzą­dzili w nich bazy dla swo­ich okrę­tów pod­wod­nych, tam zna­la­zły schro­nie­nie cięż­kie jed­nostki nawodne Krieg­sma­rine, stam­tąd wresz­cie bez prze­szkód można było wypły­wać na ocean. Każdy z pra­cow­ni­ków NID zda­wał sobie z tego sprawę, ale tylko nie­liczni wie­dzieli, że jedna z tych baz – St. Naza­ire – speł­nia w tym sys­te­mie rolę szcze­gólną. Jesz­cze przed wojną Fran­cuzi zbu­do­wali tam nowo­cze­sny suchy dok „Nor­man­die”, zali­czany do naj­więk­szych na świe­cie, który w warun­kach wojen­nych mógł być wyko­rzy­stany do prze­glądu i remon­tów wszyst­kich bez wyjątku krą­żow­ni­ków i pan­cer­ni­ków Krieg­sma­rine. Na liście tych jed­no­stek znaj­do­wał się też „Tir­pitz” – bliź­niak zato­pio­nego „Bismarcka”, groźny olbrzym wywo­łu­jący nie­po­kój w Admi­ra­li­cji od czasu, gdy wszedł do akcji.

Jesz­cze świeżo w pamięci mieli wszy­scy rajd „Bismarcka”, który po zato­pie­niu „Hooda”, dumy Kró­lew­skiej Mary­narki, wyco­fy­wał się pośpiesz­nie atlan­tyc­kim szla­kiem do St. Naza­ire, bo tylko tam, w doku „Nor­man­die”, ekipy stocz­niow­ców mogły mu przy­wró­cić bojową spraw­ność i usu­nąć liczne uszko­dze­nia. Żaden inny fran­cu­ski port, choć także wypo­sa­żony w urzą­dze­nia napraw­cze, nie spro­stałby temu zada­niu.

„Bismarck” poszedł na dno – m.in. dzięki bra­wu­ro­wej akcji pol­skiego nisz­czy­ciela ORP „Pio­run”, który w decy­du­ją­cym momen­cie jako pierw­szy wytro­pił nie­przy­ja­ciela i zmu­sił go do nawią­za­nia kon­taktu ognio­wego, uła­twia­jąc w ten spo­sób wpro­wa­dze­nie do walki głów­nych sił pości­go­wych – ale na are­nie poja­wił się wkrótce jego następca, „Tir­pitz”.

Cały NID posta­wiono na nogi, żeby śle­dzić ruchy tego pan­cer­nika. Niemcy tym razem dzia­łali ostroż­niej – nie mogli sobie pozwo­lić na stratę naj­więk­szego okrętu. Dopóki „Tir­pitz” prze­by­wał w Nor­we­gii, wywiad na ogół szybko uzy­ski­wał infor­ma­cje o jego rej­sach. W Alta­fior­dzie, gdzie mie­ściła się jego baza pali­wowa, w Tron­dheim i w innych por­tach nor­we­skich Bry­tyj­czycy zdo­łali zor­ga­ni­zo­wać sprawną sieć agen­tów, któ­rzy drogą radiową mel­do­wali o każ­dym wyj­ściu pan­cer­nika w morze. Oczy­wi­ście były to infor­ma­cje nie­pełne, bo nikt poza nie­miecką załogą nie wie­dział, dokąd i po co okręt wypływa, ale już sam fakt opusz­cze­nia bazy alar­mo­wał jed­nostki Home Fleet ope­ru­jące na Morzu Pół­noc­nym.

W tym okre­sie nie liczono się jesz­cze z moż­li­wo­ścią skie­ro­wa­nia „Tir­pitza” do kor­sar­skich dzia­łań na Atlan­tyku. Samotny rejs był mało praw­do­po­dobny. Asy­sta dwóch innych lek­kich pan­cer­ni­ków, „Lützowa” i „Sche­era”, które także sta­cjo­no­wały w por­tach nor­we­skich, nie dawała jesz­cze gwa­ran­cji przedar­cia się na ocean dwoma dostęp­nymi szla­kami – mię­dzy Szko­cją a Islan­dią lub przez Cie­śninę Duń­ską. Nie dziwi więc, że pro­jekt ataku na St. Naza­ire, pod­no­szony cią­gle przez Gonina, nie wcho­dził w fazę prak­tycz­nych przy­go­to­wań. Szkoda było pono­sić ryzyko w warun­kach, kiedy dotar­cie „Tir­pitza” do obser­wo­wa­nej usta­wicz­nie fran­cu­skiej bazy pozo­sta­wało w sfe­rze przy­pusz­czeń.

Sytu­acja ule­gła rady­kal­nej zmia­nie pół roku póź­niej. Korzy­sta­jąc ze sztor­mo­wej pogody i mgły, przez kanał La Man­che – pod nosem czu­wa­ją­cych Bry­tyj­czy­ków – prze­pły­nął z Bre­stu do Wil­helm­sha­ven silny zespół Krieg­sma­rine, zło­żony z pan­cer­ni­ków „Scharn­horst” i „Gne­ise­nau”, cięż­kiego krą­żow­nika „Prinz Eugen” oraz licz­nych nisz­czy­cieli, tor­pe­dow­ców, tra­łow­ców i ści­ga­czy. Był to zaska­ku­jący poli­czek dla Royal Navy, panu­ją­cej rze­komo nie­po­dziel­nie w stre­fie Kanału. Kom­pro­mi­tu­jąca porażka pode­rwała auto­ry­tet Admi­ra­li­cji, wywo­łała burzę pro­te­stów w pra­sie i Izbie Gmin, a przy­gnę­bie­nie zapa­no­wało w sze­ro­kich krę­gach spo­łe­czeń­stwa. W tych dniach gory­czy i gniewu uświa­do­miono sobie, jak bar­dzo ilu­zo­ryczne były nadzieje na prze­wagę Kró­lew­skiej Mary­narki na morzu, skoro nie­przy­ja­ciel bez­kar­nie przede­fi­lo­wał przez strze­żone wody, igno­ru­jąc nawet arty­le­rię nad­brzeżną.

W Ośrodku Wywiadu Ope­ra­cyj­nego ludzie nie mogli sobie spoj­rzeć w oczy. Z tym więk­szą zacie­kło­ścią przy­stą­piono do roz­wią­za­nia zagadki, w jakim celu Niemcy prze­gru­po­wali swe okręty i co mają zamiar uczy­nić w naj­bliż­szych tygo­dniach. Nie­wielką pocie­chą był fakt uszko­dze­nia „Gne­ise­naua” i „Scharn­hor­sta”, które naje­chały na miny już w pobliżu baz nie­miec­kich.

Wyda­wało się, że w zmie­nio­nej sytu­acji ope­ra­cyj­nej, kiedy Krieg­sma­rine zgro­ma­dziła w base­nie Morza Pół­noc­nego wszyst­kie cięż­kie jed­nostki, nie­przy­ja­ciel podej­mie nowe akcje zaczepne – nie­za­leż­nie od potę­gu­ją­cych się dzia­łań okrę­tów pod­wod­nych. Główną uwagę zwra­cano na­dal na „Tir­pitza”, który teraz, w god­nym towa­rzy­stwie, mógł zin­ten­sy­fi­ko­wać swe rajdy i wyjść na dłuż­sze trasy. Pan­cer­ni­kiem tym inte­re­so­wał się nawet sam Chur­chill. W odręcz­nej notatce prze­ka­za­nej Admi­ra­li­cji napi­sał on:

„»Tir­pitz« odgrywa wobec nas taką samą rolę, co »King Geo­rge V« na Oce­anie Indyj­skim wobec Japoń­czy­ków. Stwa­rza poczu­cie sta­łej obawy i zagro­że­nia cza­ją­cego się ze wszyst­kich stron. Poja­wia się i znika, powo­du­jąc zamie­sza­nie i zamęt”.

Spe­cja­li­ści z NID prze­wi­dy­wali dwa warianty dzia­łań: roz­wi­nię­cie na szer­szą skalę akcji prze­ciwko kon­wo­jom pły­ną­cym do por­tów radziec­kich przez Morze Barentsa lub przedar­cie się zespołu pan­cer­ni­ków na Atlan­tyk.

Pierw­szy wariant, choć także nie­bez­pieczny, potrak­to­wano jako mniej­sze zło. Kon­woje do ZSRR pły­nęły i tak nie­re­gu­lar­nie, dostawy uzbro­je­nia i sprzętu opóź­niały się, mimo skła­da­nych ofi­cjal­nie dekla­ra­cji o goto­wo­ści speł­nia­nia sojusz­ni­czych zobo­wią­zań. Kie­ru­jąc się wyłącz­nie wła­snym inte­re­sem i wyra­cho­wa­niem poli­tycz­nym, Bry­tyj­czycy mogli je cał­ko­wi­cie zawie­sić na pewien okres – co zresztą nastą­piło kil­ka­krot­nie.

Drugi wariant, z punktu widze­nia Lon­dynu, krył w sobie widmo poważ­niej­szej kata­strofy. Gdyby „Tir­pitz” z grupą innych pan­cer­ni­ków zdo­łał się prze­drzeć na ocean – zachę­cony świe­żym przy­kła­dem swo­bod­nego przej­ścia przez kanał La Man­che – i gdyby włą­czył się do dzia­łań kor­sar­skich na Atlan­tyku, wspie­ra­jąc akcje U-bootów, los wielu kon­wo­jów byłby osta­tecz­nie prze­są­dzony. Wielka Bry­ta­nia opie­rała swą wojenną egzy­sten­cję na dosta­wach z zewnątrz, głów­nie ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Kanady. Prze­cię­cie tych życio­daj­nych arte­rii lub zakłó­ce­nie ich funk­cjo­no­wa­nia gro­ziło następ­stwami, o któ­rych prze­ciętny miesz­ka­niec Wysp myślał zawsze z trwogą.

I wtedy wła­śnie, w obli­czu coraz wyraź­niej rysu­ją­cego się nie­bez­pie­czeń­stwa, na porządku dzien­nym w NID sta­nęła sprawa rajdu na St. Naza­ire. Tylko w tym por­cie „Tir­pitz” mógł liczyć na remont w razie dozna­nia uszko­dzeń pod­czas swych atlan­tyc­kich rej­sów. Znisz­cze­nie doku „Nor­man­die” ode­bra­łoby Niem­com tę moż­li­wość i zre­du­ko­wa­łoby co naj­mniej o połowę ope­ra­cyjną war­tość pan­cer­nika, która tkwiła nie tylko w jego wła­ści­wo­ściach tak­tyczno-tech­nicz­nych – w potę­dze arty­le­rii i gru­bo­ści pan­ce­rza – ale także w spraw­no­ści zaple­cza, w skom­pli­ko­wa­nym zespole środ­ków nie­zbęd­nych do rege­ne­ra­cji okrętu. W to zaple­cze Bry­tyj­czycy chcieli wymie­rzyć celny cios.

Gonin mógł więc teraz solid­nie zabrać się do roboty.

Tego dnia przez kilka godzin ana­li­zo­wał rysunki doku „Nor­man­die” i jesz­cze raz dokład­nie przyj­rzał się jego poło­że­niu w por­cie. Obiekt spra­wiał impo­nu­jące wra­że­nie – przy swej dłu­go­ści się­ga­ją­cej bli­sko 350 metrów i sze­ro­ko­ści 50 metrów mógł przy­jąć sta­tek lub okręt o wypor­no­ści 85 000 ton, a więc każdą ze zna­nych wów­czas jed­no­stek pły­wa­ją­cych na świe­cie. Powstał nie­jako z koniecz­no­ści, gdy w St. Naza­ire przy­stą­piono do budowy trans­atlan­tyku „Nor­man­die” – fla­go­wego statku fran­cu­skiej floty pasa­żer­skiej.

Połą­czono wów­czas bez­po­śred­nio z ujściem Loary wielki basen wewnętrzny – Bas­sin de Pen­ho­uet, two­rząc w ten spo­sób trze­cie wej­ście do portu.

Patrząc na rysunki doku, Gonin widział pla­stycz­nie cały port.

Dok „Nor­man­die” połą­czony był z base­nem Pen­ho­uet, a ten z kolei z base­nem zewnętrz­nym – base­nem St. Naza­ire.

Do basenu St. Naza­ire pro­wa­dziły z ujścia Loary dwa bez­po­śred­nie wej­ścia. Jedno z nich, od połu­dnia, nie­mal rów­no­le­głe z bie­giem rzeki, ochra­niały dwa dłu­gie falo­chrony, zbie­ga­jące się ku sobie i two­rzące awan­port, w któ­rym statki ocze­ki­wały na zwol­nie­nie miej­sca przy nabrzeżu. Dru­gie, tzw. Stare Wej­ście, znaj­do­wało się od strony wschod­niej i było chro­nione przez molo speł­nia­jące rolę falo­chronu, nazwane Sta­rym Molo.

Wypor­ność „Tir­pitza”, wyno­sząca ponad 42 000 ton, powo­do­wała, że te dwa wej­ścia nie mogły być w ogóle brane pod uwagę. Przez pierw­sze z nich mogła prze­pły­nąć do basenu St. Naza­ire, a następ­nie do basenu Pen­ho­uet jed­nostka o wypor­no­ści naj­wy­żej 10 tysięcy ton. Dru­gie, od strony wschod­niej, było jesz­cze mniej­sze.

Pozo­sta­wało więc tylko trze­cie wej­ście – dok „Nor­man­die”, który peł­nił jed­no­cze­śnie funk­cję śluzy.

Zamy­kały go z dwóch stron dwa ogromne kesony – zewnętrzny i wewnętrzny. Gdy sta­tek prze­su­wał się do basenu Pen­ho­uet, kesony były kolejno uru­cha­miane za pomocą urzą­dzeń z napę­dem hydrau­licz­nym. Gdy zaś chciano sko­rzy­stać z suchego doku, oba kesony zamy­kano i wypom­po­wy­wano wodę.

Gonina inte­re­so­wał przede wszyst­kim zewnętrzny keson, który nale­żało znisz­czyć.

Jak tego doko­nać?

Zaj­rzał jesz­cze raz do swo­ich obli­czeń w bru­lio­nie.

Wrota śluzy w St. Naza­ire miały ponad 50 metrów dłu­go­ści, 10 metrów sze­ro­ko­ści i 16 metrów wyso­ko­ści. Była to kon­struk­cja wyjąt­kowo silna, zdolna nie tylko powstrzy­mać ciśnie­nie wody na zewnątrz, lecz rów­nież dobrze zabez­pie­czona przed przy­pad­ko­wymi zde­rze­niami ze stat­kiem.

Podob­nie zapro­jek­to­wane i wyko­nane zostały wrota śluzy w wiel­kim doku Króla Jerzego V w angiel­skim por­cie Southamp­ton…

Zajęty pracą Gonin nie zauwa­żył nawet, kiedy poja­wiła się sekre­tarka.

– Prze­syłka z Med­men­ham, sir.

Spoj­rzał na spo­rych roz­mia­rów pakiet, który mu podała. W rogu znaj­do­wał się sym­bol „A1”, jedy­nie pra­cow­nicy wywiadu wie­dzieli, iż ozna­cza on infor­ma­cje naj­wyż­szej wagi.

– Kiedy to nade­szło?

– Przed chwilą, sir.

Sekre­tarka opu­ściła pokój.

Kapi­tan nie miał wąt­pli­wo­ści, że są to zdję­cia z ośrodka w Med­men­ham. Przed paroma mie­sią­cami zwró­cił się do wywiadu lot­nic­twa o spo­rzą­dze­nie – w opar­ciu o foto­gra­fie lot­ni­cze – dużego modelu bazy w St. Naza­ire. Póź­niej poje­chał do Med­men­ham i dokład­nie omó­wił wszystko z eks­per­tami. Zdję­cia zostały powięk­szone do roz­mia­rów stołu. Można było na nich roz­róż­nić nie tylko sta­no­wi­ska dział oraz budynki w por­cie, lecz także drzwi do nich.

Nie­na­sy­ceni sape­rzy pod­puł­kow­nika New­mana żądali jed­nak cią­gle nowych danych – i to tak natar­czy­wie, że nie­kiedy Gonina i jego współ­pra­cow­ni­ków wypro­wa­dzało to z rów­no­wagi. Spory koń­czyły się zazwy­czaj pojed­naw­czo, bo w końcu uczest­nicy wypadu mieli prawo znać różne, pozor­nie nawet drobne szcze­góły tech­niczne w urzą­dze­niach i obiek­tach por­to­wych, które miały być znisz­czone. Cze­kała ich praca w ciem­no­ściach pod mor­der­czym ogniem Niem­ców.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Komórka wywia­dow­cza bry­tyj­skiej Royal Navy. [wróć]