Kolacja na wieży Eiffla - Annie West - ebook
Opis

Imogena Holgate dowiaduje się, że jest nieuleczalnie chora. Podczas ostatnich miesięcy życia chce odwiedzić miejsca, które zawsze pragnęła zobaczyć. W Paryżu poznaje niezwykle przystojnego Francuza Thierry’ego Girarda. Obustronna fascynacja przeradza się w płomienny romans. Wkrótce Imogena wyrusza w dalszą drogę, przekonana, że już nigdy więcej się nie spotkają…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 140

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Annie West

Kolacja na wieży Eiffla

Tłumaczenie:

PROLOG

– Imogeno! Cóż za cudowna niespodzianka! – Recepcjonistka spojrzała radośnie znad biurka na młodą kobietę, ale jej uśmiech szybko zbladł. – Bardzo mi przykro z powodu twojej mamy.

Chociaż od śmierci jej matki minęły już cztery miesiące, Imogena nadal nie potrafiła pogodzić się z tą stratą.

– Dziękuję, Krissy – odparła słabym głosem, rozglądając się po znajomym wnętrzu. Chociaż pracownicy kliniki zachowywali się, jak gdyby nigdy nic, wyczuwała ich zmieszanie i nerwowość.

– Co cię do nas sprowadza? – zapytała recepcjonistka. – Stęskniłaś się za nami? A może za tym miejscem?

– Dość tego, Krissy! – zganiła ją starsza kobieta, jej przełożona o imieniu Ruby, która właśnie wyszła z zaplecza. Ona jedna sprawiała wrażenie opanowanej i spokojnej. – Panna Holgate jest umówiona na wizytę.

Zapanowała chwila ciszy, którą zakłócało jedynie tykanie zegara.

– Proszę usiąść, panno Holgate – dodała Ruby. – Doktor chwilę się spóźni. Mieliśmy małe zamieszanie na oddziale chirurgicznym, ale na pewno zaraz do nas dołączy.

– Dziękuję – wydusiła z trudem Imogena, po czym posłała Krissy lodowaty uśmiech.

Nie zamierzała przejmować się ani tą kobietą, ani kimkolwiek innym. Miała ważniejsze sprawy na głowie.

Mimo że przez kilka tygodni wmawiała sobie, że nietypowe dla niej zmęczenie, zawroty głowy i nudności to nic takiego, w końcu musiała zmierzyć się z prawdą. Umówiła się więc na konsultację do specjalisty, który miał potwierdzić jej podejrzenia.

Skoro jednak lekarz nie dotarł jeszcze na miejsce, podeszła do krzesła pod oknem, usiadła i wyjrzała na zewnątrz, gdzie słońce wisiało wysoko nad dachami Sydney. Udawała opanowanie, ale w środku trzęsła się jak galareta. Wydarzenia ostatniego roku zamieniły jej życie w istne piekło.

Dziewięć miesięcy temu dowiedziała się o śmierci swojej siostry bliźniaczki. Przez blisko dwadzieścia pięć lat Isabella czerpała z życia garściami, latała na paralotni, uprawiała rafting i podróżowała po Afryce, a zginęła w Paryżu w drodze do pracy, potrącona przez nieuważnego kierowcę.

Kiedy jeszcze żyła, Isabella nieustannie wypominała Imogenie, że wiedzie nudne życie, podczas gdy mogłaby odkrywać świat i robić mnóstwo ciekawych rzeczy. Sama wciąż szukała nowych wyzwań i podążała za marzeniami nawet wtedy, kiedy szanse na ich realizację wydawały się bliskie zeru.

Kilka miesięcy przed fatalnym wypadkiem przeprowadziła się do Francji, gdzie niezwykłym zrządzeniem losu otrzymała pracę u jednego z największych projektantów mody. Miała świat u swoich stóp. Mogła osiągnąć naprawdę wiele, ale nie zdążyła.

Wkrótce potem jej matka usłyszała diagnozę, która nie dawała nadziei na szczęśliwe zakończenie. Wykryty u niej rak mózgu był bardzo duży i rozrastał się w zastraszającym tempie. Lekarze nie dawali jej żadnych szans i w końcu nadeszło to, co nieuniknione. W ten oto sposób Imogena została całkiem sama. Straciła jedyne dwie osoby, które naprawdę kochała.

Wszystko wskazywało na to, że niedługo miała dołączyć do swojej siostry i matki. Doskonale znała symptomy, które zwiastowały nowotwór. Miała je wszystkie. W najlepszym razie zostało jej więc kilka miesięcy życia. Będzie przychodziła do tej kliniki na kolejne wizyty, aż do czasu, kiedy lekarze stwierdzą, że nie są w stanie jej pomóc.

Przygnębiona pomyślała o starannie pielęgnowanych marzeniach, których nigdy nie odważyła się spełnić. Żyła według planu, który dla siebie opracowała. Skończyła studia, znalazła dobrze płatną pracę i odniosła sukces zawodowy. Odłożyła już prawie całą kwotę potrzebną na zakup własnego mieszkania. Chciałaby założyć rodzinę z mężczyzną, który nie zniknąłby pewnego dnia tak jak jej ojciec. Razem z nim odwiedziłaby wszystkie te miejsca, o których fantazjowała od dawna. Pragnęła zobaczyć zorzę polarną w Islandii, kanały Wenecji, a w szczególności Paryż.

Isabella nieraz zapraszała ją do stolicy Francji, gdzie mogła ją ugościć w swoim mieszkaniu, Imogena nigdy jednak nie odwiedziła bliźniaczki, ponieważ zawsze było coś ważniejszego, co wymagało jej uwagi, zaangażowania albo nakładów finansowych. Sądziła, że jeszcze znajdzie na to czas, gdy tylko pomoże mamie wyremontować kuchnię i wpłaci zadatek na wymarzone mieszkanie.

Pogrążona w myślach Imogena sięgnęła po czasopismo leżące na stoliku obok. Traf chciał, że otworzyła je na stronie z wieżą Eiffla, rozświetlającą płynącą w dole Sekwanę. „Pokochasz Paryż, Ginny. Zapiera dech, zwłaszcza nocą”, powiedziała jej kiedyś siostra.

Imogena przez całe życie postępowała rozsądnie i unikała ryzyka. Pracowała ciężko i odmawiała sobie przyjemności, od których nie stroniła jej siostra. Sądziła, że najważniejsza jest stabilizacja i zaplecze finansowe. Ale w zaistniałej sytuacji nie mogła się cieszyć ani jednym, ani drugim.

Pod wpływem impulsu podjęła być może najważniejszą decyzję w swoim życiu. Z czasu, który jej został, nie zamierzała zmarnować ani sekundy na konsultacje z lekarzami i wizyty w kolejnych klinikach oraz szpitalach. Wstała więc i energicznym krokiem ruszyła do wyjścia.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Powiedz mi, proszę, mój drogi, czy będziesz na miejscu, kiedy przyjedziemy na sesję zdjęciową – zainteresowała się młoda kierowniczka planu, posyłając Thierry’emu powłóczyste spojrzenia.

Thierry od razu zrozumiał jej intencje. Wiedział, że właśnie otrzymał zaproszenie na seks. I chociaż nie mógł odmówić urody podrywającej go kobiecie, nie poczuł dreszczu podniecenia. Właściwie nawet nie pamiętał, jak to jest, kiedy człowieka ogarniają żywe emocje.

Ostatnie lata spędził w licznych salach konferencyjnych, dbając o interesy swojej firmy. Dzięki temu nie tylko uchronił rodzinną fortunę przed uszczupleniem, ale nawet zdołał ją powiększyć.

– Jeszcze nie zdecydowałem – odparł beznamiętnym głosem. – Muszę dopilnować kilku spraw w Paryżu.

Musiał wytrwać jeszcze tylko parę miesięcy, zanim przekaże kontrolę nad firmą swojemu kuzynowi Henriemu i nareszcie odzyska wolność.

– Proszę się dobrze zastanowić – mruknęła kobieta, wydymając usta. – Na pewno mogłoby być… bardzo przyjemnie.

– Nie wątpię – skwitował bez przekonania, rozmyślając o spotkaniach, które miał odbyć w Paryżu. To właśnie one mogły się stać przepustką do życia, o którym marzył. Dlatego kusiły go znacznie bardziej niż stojąca przed nim blondynka.

I kiedy już zaczął podejrzewać, że korporacyjne życie zamieniło go w zimnokrwistego, nieczułego biznesmena, jego uwagę zwróciła kobieca sylwetka na drugim krańcu sali balowej. Puls mu przyspieszył, a krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach.

Czym prędzej pożegnał się ze swoją rozmówczynią, cmoknął ją w policzek, który nadstawiła aż nazbyt ochoczo, po czym oddalił się pospiesznie w stronę intrygującej nieznajomej. Kiedy torował sobie drogę przez tłum gości, nie odrywał od niej oczu. Widział, jak ściąga smukłe ramiona, doskonale widoczne w sukience bez pleców. Miała kremową cerę i talię osy. Biała sukienka w czerwone kwiaty ciasno opinała jej zgrabne ciało, podkreślając kuszące krągłości.

Thierry’emu zaparło dech, a emocje, które go ogarnęły, wystarczająco dobitnie świadczyły o tym, że nadal był mężczyzną z krwi i kości. Dawno nie czuł się tak bardzo pobudzony. Na sali pełnej eleganckich kobiet w czarnych kreacjach ona jedna lśniła niczym diament w kopalni węgla. Jej białą sukienkę uzupełniały długie rękawiczki, które przywodziły mu na myśl zdjęcia z bali sprzed dekady, które pokazywała mu babcia. Kiedy uniosła rękę i dotknęła szyi w nerwowym geście, pod Thierrym ugięły się nogi. Kto by pomyślał, że ten niewielki element garderoby mógł tak bardzo działać na wyobraźnię?

Zastanowiło go jednak, dlaczego sprawiała wrażenie spiętej, a nawet skrępowanej. Wstydliwa kobieta, której brakowało pewności siebie, nigdy nie ubrałaby się tak seksownie. Na czym więc polegał problem?

Tak czy inaczej prezentowała się wspaniale. Miała pełne, czerwone usta, delikatnie zadarty nos i pociągłą twarz. Thierry wiele by dał, żeby poczuć zapach jej włosów i pogłaskać apetyczne biodra. Musiał ją zdobyć, po prostu musiał.

– Jesteś pewna, że ci to nie przeszkadza? – zapytała Saskia z niepokojem w głosie.

Imogena uśmiechnęła się do niej.

– Oczywiście, że nie. Doceniam wszystko, co dla mnie zrobiłaś, ale teraz na pewno dam sobie radę sama. Będę piła szampana, poznawała ciekawych ludzi i nareszcie cieszyła się życiem.

– No dobrze. Masz pół godziny. Później zacznę cię szukać.

Imogena zamrugała, żeby zapanować nad łzami wzruszenia, które wyciskała jej z oczu dobroć najlepszej przyjaciółki jej zmarłej siostry. Saskia nie tylko wprowadziła ją w świat Izzy, ale także opowiedziała wiele historii, które częściowo zapełniły pustkę w sercu Imogeny. Co więcej, zaprezentowała jej sukienki, który Izzy zaprojektowała i uszyła na własny użytek. Wszystkie te kreacje były zbyt odważne jak na jej gust. Mimo to postanowiła je nosić, żeby w ten sposób oddać hołd swojej bliźniaczce.

Kolejny raz Imogena przesunęła dłonią po niezwykle gładkiej satynowej sukience.

– Nie bądź niemądra, Saskio. Przestań się mną opiekować i pobaw się z resztą gości. Nie zamierzam zawracać ci więcej głowy tej nocy. – Spróbowała nadać głosowi żartobliwy ton, tak jak dawniej robiła to jej siostra. – Nie potrzebuję przyzwoitki.

– Isabella mówiła, że nie radzisz sobie najlepiej w zawieraniu znajomości, ale najwyraźniej się zmieniłaś. – Saskia przyjrzała się uważnie swojej nowej koleżance. – No dobrze, zrób, jak chcesz. Jeśli jednak zmienisz zdanie, na pewno znajdziesz mnie gdzieś na tej sali.

Imogena przestała się uśmiechać dopiero wtedy, gdy Saskia zniknęła jej z oczu. Kogo próbowała oszukać? Nie czuła się komfortowo w tłumie pięknych ludzi w olśniewających strojach. Właściwie nie miała pojęcia, jak się zachować.

Ale nie miała czasu na podobne dylematy. Podjęła decyzję, że będzie czerpać z życia garściami, i nie zamierzała się teraz wycofywać. Na pierwszy ogień wzięła Paryż, a czekały na nią jeszcze: Wenecja, Londyn i Rejkiawik. Każda chwila była teraz na wagę złota, więc nie powinna zmarnować żadnej z nich.

– Puis-je vous offrir du champagne? – odezwał się nagle ktoś stojący najwyraźniej tuż obok niej.

Imogena uwielbiała francuski, ale jeszcze bardziej przypadł jej do gustu głęboki męski głos, który przyjemnie działał na jej zmysły. Bez zastanowienia spojrzała na jego właściciela i aż jej zaparło dech.

Nie mogła uwierzyć, że nie zwróciła wcześniej uwagi na tego mężczyznę, który tak bardzo wyróżniał się z tłumu. I nie zawdzięczał tego wyłącznie słusznemu wzrostowi, ale przede wszystkim prezencji. W dodatku było w nim coś takiego, co przyciągało ją jak światło ćmę.

Napotkała spojrzenie jego oczu w kolorze kawy i poczuła, jak jej serce zaczyna bić mocniej. Gęste ciemne włosy sięgały mu ramion, a wysokie kości policzkowe i kwadratowa szczęka dodawały uroku. Przypominał księcia z bajki.

Imogena chrząknęła cicho, zanim wydusiła jedno z niewielu zdań, które znała po francusku:

– Je suis desolée, je ne parle pas francais.

– Nie mówi pani po francusku… W takim razie możemy porozmawiać po angielsku – odezwał się nieznajomy.

– Z kim mam przyjemność? – zapytała, próbując przezwyciężyć nieśmiałość. Nigdy wcześniej nie poznała tak przystojnego mężczyzny.

– Proszę mi wybaczyć. – Francuz ukłonił się nisko, po czym dodał: – Nazywam się Thierry Girard.

– Thierry – powtórzyła, smakując to imię na języku.

– A czy pani zdradzi mi swoją tożsamość? – zapytał, wyraźnie rozbawiony, przysuwając się do niej o krok. Pachniał świeżym górskim powietrzem i sosnowym lasem.

– Imogena Holgate.

– Imogena. – Kiwnął głową. – Podoba mi się. Bardzo do ciebie pasuje.

Imogena nie mogła uwierzyć własnym uszom. Ostatnią osobą, której podobało się to imię, była jej matka.

– Skoro już się poznaliśmy, może masz ochotę napić się ze mną szampana? – Wyciągnął kieliszek w jej stronę.

Imogena wbiła wzrok w szkło, próbując zebrać myśli. Czy to możliwe, że ten mężczyzna wypatrzył ją spośród tych wszystkich zachwycających kobiet i zapragnął napić się szampana właśnie z nią? Trudno jej było w to uwierzyć.

Dotąd komplementowano ją przede wszystkim za wyniki w pracy, nigdy za urodę czy strój. Czym więc zwróciła na siebie uwagę tego niezwykłego nieznajomego?

– Czemu nie? – odparła niepewnie, sięgając po kieliszek. – Paryż to chyba najlepsze miejsce, żeby po raz pierwszy w życiu skosztować szampana.

– Zdecydowanie – przyznał z uśmiechem. – Proponuję toast za nowych przyjaciół.

– I za nowe doświadczenia – dodała już nieco śmielej, przyglądając się przystojnej twarzy swojego rozmówcy. Wypiła łyk musującego trunku. – Smakuje gruszkami czy tylko mi się tak wydaje?

Mężczyzna odchylił głowę i uniósł kieliszek do ust. Kiedy przełykał, jego mięśnie się napięły. Imogena przyglądała się mu jak zahipnotyzowana. Bo chociaż w pracy otaczało ją wielu mężczyzn, żaden z nich nie mógł się równać z Thierrym Girardem.

– Masz rację. Wyraźnie czuję gruszki – powiedział, spoglądając na nią znad kieliszka. – Co miałaś na myśli, proponując toast za nowe doświadczenia? Masz sprecyzowane plany?

Imogena wzruszyła ramionami.

– Właściwie to tak.

– Może mi o nich opowiesz?

– Dlaczego miałabym to robić? – zapytała podejrzliwie.

– Ponieważ bardzo mnie interesujesz.

– Naprawdę? – rzuciła bez zastanowienia, po czym zaczerwieniła się po same uszy i zamknęła oczy. – Powiedz mi, proszę, że tego nie słyszałeś.

Uniosła powieki na dźwięk melodyjnego śmiechu, który brzmiał jak najpiękniejsza muzyka. To nie był sen. Naprawdę flirtowała z pięknym Francuzem, popijając najprawdziwszego szampana. Może więc powinna dać się porwać chwili i zapomnieć o dręczących ją wątpliwościach i obawach. W końcu właśnie taki był jej plan na najbliższe miesiące.

– Jest kilka miejsc, które chciałabym odwiedzić – odezwała się w końcu.

– W Paryżu? – zapytał, mrużąc oczy.

– Nie tylko. Ponad miesiąc temu wyruszyłam w podróż życia, a w Paryżu spędziłam dopiero cztery dni. – Wolno pokręciła głową. – Niestety jestem prawie pewna, że nie zdążę zobaczyć wszystkiego, co chciałam.

– Nic straconego. Nadrobisz zaległości przy kolejnej wizycie – zauważył pogodnie.

Jego ciepły uśmiech podziałał jak balsam na zbolałe serce Imogeny. Wiedziała bowiem, że nie będzie miała drugiej szansy. To była ostatnia okazja, by mogła czerpać z życia garściami. I żeby w pełni ją wykorzystać, musiała zapomnieć o rozwadze i ostrożności, które wyznaczały rytm całego jej życia.

– Co konkretnie interesuje cię w Paryżu? – kontynuował Thierry, sprawiając wrażenie szczerze zainteresowanego.

– Chciałabym obejrzeć obrazy impresjonistów w Musée d’Orsay, zwiedzić Wersal i wybrać się w rejs po Sekwanie. – Westchnęła przeciągle. – I marzyłam o kolacji na szczycie wieży Eiffla. Niestety nie miałam pojęcia, że trzeba zrobić rezerwację z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ale może wybiorę się na piknik albo polecę balonem…

– Rozumiem, że zamierzasz poświęcić na to co najmniej dwa tygodnie.

– Nie mam tyle czasu…

– Leciałaś już kiedyś balonem? – zaciekawił się Thierry.

– Nigdy. – Uniosła kieliszek do ust. – Ale podczas tej podróży zamierzam spróbować wielu rzeczy po raz pierwszy.

– Tak jak szampana – zauważył z uśmiechem.

Kiedy się uśmiechał, pod Imogeną uginały się nogi, a jej puls znacznie przyspieszał. Zawstydzona reakcją swojego ciała, oparła dłoń na sercu, jakby w ten sposób mogła je uspokoić.

– Dość o mnie – powiedziała, zmieniając temat. – Mieszkasz w Paryżu?

Thierry pokręcił głową.

– Bywam tutaj od czasu do czasu. Tym razem przyleciałem w interesach. Zostanę tydzień albo dwa.

– To znaczy, że kiedy ja będę podziwiała widoki i dzieła sztuki, ty będziesz tkwił na spotkaniach biznesowych. Mam nadzieję, że nie okażą się wyjątkowo nudne.

Kiedy wzruszył potężnymi ramionami, Imogenę zalała fala pożądania. Zapragnęła dotknąć jego umięśnionego torsu i poczuć pod palcami, jaki jest twardy i silny. Chciała poznać jego smak i zapach.

Oszołomiona zamrugała energicznie. Nigdy dotąd nie traciła czasu na przelotne romanse. Właściwie żaden mężczyzna nie zawrócił jej w głowie. Ale tym razem działo się z nią coś dziwnego – coś, czego nie potrafiła kontrolować.

Może szampan tak na nią podziałał?

– Wiesz z doświadczenia, jak nudne potrafią być takie spotkania?

– Dokładnie tak. Firma, w której pracuję, organizuje je po mistrzowsku. Twoje z pewnością okażą się znacznie ciekawsze.

– Szczerze wątpię.

Thierry ujął jej dłoń i poprowadził z dala od tłumu. Po całym jej ciele rozeszło się przyjemne mrowienie.

– Wiem, co mówię – dodała, próbując nie zwracać uwagi na nowe doznania, które sprawiały jej przyjemność i jednocześnie wprawiały ją w zakłopotanie. – Jestem księgową. Specjalizuję się w podatkach. Znasz jakieś nudniejsze zajęcie?

Skrzywił się, jakby właśnie zjadł cytrynę.

– To rzeczywiście nie brzmi zachęcająco. Ale mogę cię zapewnić, że francuskie prawo własnościowe i handlowe przebija podatki. Nawet nie będę próbował ci tego tłumaczyć…

– Jesteś prawnikiem? – zapytała zaintrygowana, ponieważ Thierry ani trochę nie kojarzył jej się ze wspomnianym fachem. Ewentualnie mógłby zagrać prawnika w jednym z tych popularnych seriali.

– Nawet tak nie żartuj – odparł mężczyzna i zaśmiał się cicho. – Wystarczająco przykrym doświadczeniem jest bycie klientem tych sępów. Tak czy inaczej, czeka mnie jutro przedpołudnie w biurze, a wolałbym spędzić ten czas poza miastem.

– Naprawdę? – zdziwiła się Imogena. – Sprawiasz wrażenie kogoś, kto czuje się w dużym mieście jak ryba w wodzie. – Powiodła wzrokiem po jego ciele, aż napotkała rozbrajający uśmiech.

– Masz na myśli to? – zapytał, wskazując skrojony na miarę garnitur. – To tylko kamuflaż.

– Sugerujesz, że to nie jest twój świat? – Jej serce zabiło mocniej na myśl, że spotkała kogoś takiego jak ona sama, kto wolał samotność od tłumu i zgiełku. Bez względu na to, jak bardzo się starała, nie potrafiła się odprężyć wśród tylu ludzi. I nie pomogła jej w tym nawet piękna kreacja Isabelli, którą wybrała na to przyjęcie.

Thierry ponownie wzruszył ramionami, podsycając jej pożądanie. Imogena nigdy wcześniej nie czuła czegoś podobnego, nawet do Scotta, który na pewien czas zagościł w jej życiu.

– Zostałem zmuszony do zaadaptowania się w tym środowisku. Gdyby nie interesy, natychmiast wyjechałbym z miasta. Wolę otwarte przestrzenie, świeże powietrze i obcowanie z naturą. Nudne spotkania w szczególności nie mogą się z tym równać. – Rozejrzał się dookoła z nieskrywaną pogardą. – Każda godzina spędzona za biurkiem to dla mnie nieopisana tortura.

– Biedaku – szepnęła, opierając dłoń na jego ramieniu. Szybko jednak cofnęła rękę, gdy zdała sobie sprawę z intymności tego gestu.

– Masz ochotę na drugą rundę? – Thierry odstawił dwa puste kieliszki na tacę przechodzącego obok kelnera, po czym sięgnął po dwa inne, napełnione szampanem. Jeden z nich podał Imogenie. – Za pikniki na łące i loty balonem.

Kiedy ich spojrzenia się spotkały, serce Imogeny zaczęło bić jak oszalałe. Omal nie zapomniała, dlaczego tak naprawdę przyleciała do Paryża i jaki czekał ją los. Mogłaby zatracić się w tej chwili.

– I za to, żeby nudne spotkania upływały w okamgnieniu.

– Chętnie za to wypiję. – Thierry delikatnie stuknął swoim kieliszkiem o jej szkło, a potem przyglądał się, jak wypija łyk szampana. Niespiesznie rozsmakowywała się w gazowanym trunku. Sprawiała wrażenie niezwykle namiętnej i zmysłowej.

Dawno żadna kobieta nie rozbudziła w nim tak silnych emocji. Ale Imogena Holgate była intrygującą kompilacją seksapilu i otwartości.

– Mogę zorganizować dla ciebie lot balonem – oznajmił nagle.

– Naprawdę? – Kiedy spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, zauważył, że są zielone. – Byłoby cudownie!

Zrobiła krok w jego stronę, a wtedy Thierry poczuł zapach wanilii i ciepłego kobiecego ciała. Powiódł wzrokiem po jej kremowej szyi i zapragnął ją pocałować. Najchętniej zabrałby ją w ustronne miejsce i odkrył wszystkie tajemnice jej cudownego ciała.

Co ciekawe, w niczym nie przypominała Sandrine ani innych kobiet, z którymi dawniej się spotykał. Może właśnie dlatego tak silnie na niego działała.

– Będę ci ogromnie wdzięczna, jeśli to dla mnie zrobisz – dodała Imogena, wyrywając go z zamyślenia. – Polecisz mi firmę, która organizuje takie loty?

– Właściwie to mój znajomy prowadzi taką firmę. Czasem urządzamy sobie wspólne wycieczki.

– Niesamowite! – Jej oczy zalśniły niczym najprawdziwsze szmaragdy. – Opowiedz mi, proszę, jak to jest, kiedy wznosisz się do nieba.

Przez kolejne dwadzieścia minut odpowiadał na jej liczne pytania, głównie te dotyczące procedur bezpieczeństwa, wymaganej ilości paliwa i metodach pomiaru wysokości. I przez cały ten czas najróżniejsze emocje zmieniały wyraz jej twarzy, która w każdym wydaniu prezentowała się zjawiskowo.

Była wprost czarująca. Jej bezpośredniość i pasja ogromnie go intrygowały. Łapczywie spijał każde słowo z jej ust, kiedy pożądanie przejmowało nad nim kontrolę. Od dawna nie czuł niczego podobnego przy żadnej kobiecie.

Może to właśnie ona będzie mogła mu pomóc zapomnieć o twardym świecie biznesu.

Tytuł oryginału: A Vow to Secure His Legacy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Annie West

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji. HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela. Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3173-2

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.