Kocha, nie kocha 4 - Ja i Christian - Line Kyed Knudsen - ebook + audiobook

Kocha, nie kocha 4 - Ja i Christian ebook

Line Kyed Knudsen

5,0
5,99 zł

lub
Opis

Johanne była ofiarą prześladowania, ale teraz zaczyna wszystko od nowa – w nowej szkole, w klasie, w której poznaje Ellę i Idę. Tutaj też spotyka Christiana, młodego nauczyciela, który jest wokalistą znanego zespołu. Johanne sama uwielbia śpiewać, dlatego zgłasza się udziału w musicalu organizowanym przez Christiana. Problem jednak w tym, że szaleńczo się w nim zakochuje...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 91




Line Kyed Knudsen

Kocha, nie kocha 4 - Ja i Christian

Saga

Kocha, nie kocha 4 - Ja i ChristianPrzełożył Tomasz Archutowski Tytuł originałuElsker, elsker ikke 4 - Mig og ChristianCopyright © 2013, 2019 Line Kyed Knudsen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711867815

1. Wydanie w formie e-booka, 2019 Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

Przez całe lato nie mogłam się doczekać, kiedy rozpocznę naukę w szkole Lyngmoseskolen. Dzisiaj jest pierwszy dzień roku szkolnego, a ja zaczynam chodzić do klasy 8 b. Jest mi zimno w ramiona, mimo że na dworze całkiem jest ciepło. Stoję z mamą przed głównym wejściem do budynku.

– W końcu przyszedł ten dzień, Johanne – szepcze mama podniosłym tonem. – Czekałyśmy na to!

Mama się poci. Posklejały się jej już włosy, a na plecach na jej tunice widać ślady potu.

Oddycham tak spokojnie, jak tylko jestem w stanie, bo przygotowuję się na spotkanie z nowymi koleżankami i kolegami z klasy. Myślałam, że będę się denerwować, ale wcale tak nie jest. Czuję się tylko trochę spięta, bo próbuję się skupić na swoim postanowieniu. Dzisiaj zaczynam nowe życie i za nic w świecie nie chcę tego zepsuć.

– Ciekawe, jak będzie – mówi mama zdenerwowanym głosem.

Nie odpowiadam. Otwieram ciężkie drzwi, całkowicie ją ignorując i wyobrażając sobie, że ona nie jest moją mamą, tylko jakąś przypadkową, lekko otyłą panią z biura. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak bardzo jej zależało, żeby odprowadzić mnie do szkoły. Przez cały poranek kłóciłyśmy się z tego powodu. Ostatecznie uzgodniłyśmy, że mama wróci domu zaraz po tym, jak przywita się z moim wychowawcą. Nie chcę od razu pierwszego dnia sprawiać wrażenia, że jestem małą dziewczynką, która nie daje sobie rady bez mamusi. To byłaby oznaka słabości. A ja nie jestem słaba. Już nie. Chcę być teraz nową Johanne.

– Obyśmy tylko się nie zgubiły – mówi mama i próbuje wziąć mnie za rękę.

– Pokój nauczycielski jest tutaj – mówię przez zęby i zabieram rękę.

Wskazuję na tabliczkę i otwieram drzwi. Kątem oka zerkam do tyłu i widzę, że już zaczęli się zbierać uczniowie w moim wieku. Pośpiesznie wciągam moją powolną mamę do pokoju nauczycielskiego. Nie chcę, żeby mnie z nią widziano.

W pokoju nauczycielskim jestem już spokojniejsza. Czuć zapach kawy i tostów. Grupa nauczycieli właśnie wstaje od stołu, przy którym najwidoczniej razem jedli śniadanie. Wzdycham. Chciałabym kiedyś być nauczycielką. Albo piosenkarką. A może jednym i drugim. Być taką młodą nauczycielką z własnym mieszkaniem, która dostaje się do programu typu talent show, a wszyscy jej uczniowie kibicują jej gorąco i proszą o autografy. Zamyślam się. W głowie cały czas mam piosenkę, którą napisałam wczoraj wieczorem. Piosenka jest prosta. Tylko trzy akordy na pianinie.

Mama staje na środku z rękoma na biodrach.

– Gdzie jest wychowawca klasy 8b? – krzyczy na cały pokój nauczycielski.

W pokoju zalega cisza, a ja z zażenowania kurczę palce u nóg. Do mamy podchodzi niskiego wzrostu pani z ciemnymi, kręconymi włosami. Uśmiecha się szeroko i podaje mamie rękę.

– Mam na imię Paula – mówi z lekkim akcentem. Zgaduję, że pochodzi z zagranicy. – Jestem wychowawcą 8a.

– Ale Johanne będzie w 8b – wyjaśnia mama. Nie wygląda na zadowoloną.

Ja też jestem ostrożna. Tutaj, w szkole Lyngmoseskolen, nie będą nas źle traktować. W szkole Højmarkskolen miałam tego aż nadto.

– Wiem – mówi nauczycielka, uśmiechając się do mnie miło. – Witaj, Johanne!

Podaje mi rękę, jednocześnie patrząc na mnie uważnie. Już ją trochę polubiłam, mimo że jestem od niej wyższa prawie o głowę. Uśmiecham się, marząc tylko o tym, by mama szybko się ulotniła. Pani Paula znowu patrzy na moją mamę.

– Przez pierwsze dwa tygodnie 8b będzie miała zastępstwo. – Nauczycielka kiwa przepraszająco głową. – Rozumie pani, zwolnienie lekarskie – mówi cicho, przewracając oczami. – Jeżeli będą jakieś problemy, to ja jestem osobą kontaktową Johanne.

Mama zmienia ton. Nie może sobie pozwolić na narzekanie. Ona sama była przez jakiś czas na zwolnieniu lekarskim. Wie, jak to jest. Zamiast tego energicznie potakuje, tak że trzęsie się jej podwójny podbródek, i zaczyna szybko i nerwowo paplać, jakby chciała zdążyć opowiedzieć o mnie możliwie jak najwięcej szczegółów.

– Johanne była ofiarą prześladowania i agresji w Højmarkskolen – mówi mama i sprawia wrażenie zdenerwowanej.

Mam ochotę ją wypchnąć za drzwi i zaciągnąć ją do naszego małego mieszkania. Nie chciałam, żeby ludzie wiedzieli o mojej przeszłości. Ale teraz jest już za późno. Paula przechyla głowę i patrzy na mnie ze współczuciem.

– Będziesz chodziła do naprawdę dobrej klasy z wyjątkowo miłymi dziewczynami – mówi życzliwym tonem, mrużąc oczy. – W tej samej klasie jest też moja córka Ella.

Kiwam głową z zadowoleniem. To dobry początek. Dużo o tym myślałam. Jak mam się zachowywać wobec innych dziewczyn i tak dalej. Wiem, jak zachowują się popularne dziewczyny, więc postanowiłam, że będę się zachowywać w podobny sposób. Chcę być lubianą dziewczyną, z którą wszyscy będą chcieli się zaprzyjaźnić.

– Prześladowanie zaczęło się już w piątej klasie – wzdycha mama i nachyla się w stronę Pauli. Stojąc obok tej drobnej kobiety, mama sprawia wrażenie ogromnej. – A zeszły rok był wyjątkowo trudny, prawda, Johanne?

Chcąc nie chcąc, potakuję. Mam nadzieję, że mama już przestanie. Niech już wreszcie sobie idzie. Zaczynam wszystko od początku. Nie ma powodu, żeby tutaj stać i roztrząsać stare sprawy.

– Mamo – mówię cicho i próbuję dać jej znak, żeby już poszła. Ale ona nie przestaje.

– Naprawdę walczyłyśmy, ja i Johanne. Próbowałyśmy doprowadzić do usunięcia ich ze szkoły. Nie wiem już, ile razy spotykałam się z poprzednim wychowawcą i dyrektorem, ale to nic dało! – Mama wciąga powietrze, jakby próbowała się opanować. – Højmarkskolen NIC w tej sprawie nie zrobiła!

– Mamo! – przerywam, uśmiechając się przepraszająco do pani Pauli.

Słyszałam już to wszystko nie raz. Moja mama uwielbia opowiadać historię o mnie i Højmarkskolen. Ale teraz przyszedł czas na zmianę.

Podczas gdy mama kontynuuje rozmowę z nauczycielką, ja zerkam w kierunku lustra, które wisi na drzwiach. Wciąż nie przyzwyczaiłam się do tego. Wciąż unikam luster. Muszę się przemóc, żeby się w nich przeglądać. W każdym razie na początku, bo kiedy już zauważam swoje odbicie w lustrze, to stoję i po prostu się w nie wpatruję. Nie rozpoznaję siebie.

– Højmarkskolen broniła prześladowców! – ciągnie mama dramatycznym tonem. – Niech pani sobie wyobrazi, że wychowawca klasy próbował mi wmówić, że im też powinno się współczuć! Na miłość boską! Tego było za wiele. Po prostu nie dało się już dłużej tego tolerować!

Jednym ruchem przeczesuję moje długie, brązowe włosy, na których latem pojawiło się kilka jaśniejszych pasemek, ponieważ po raz pierwszy w życiu się opalałam. W bikini. Dzisiaj rano, pomimo sprzeciwu mamy, po raz pierwszy w życiu nałożyłam makijaż. Użyłam tuszu do rzęs. Mama jest przeciwna chodzeniu do szkoły w makijażu. Jest mi wszystko jedno. Nie chcę być taka ona. Nie chcę być gruba. Już nigdy więcej. W pół roku straciłam dwadzieścia kilogramów. Wciąż siebie nie poznaję.

Mama nadal opowiada o mojej dawnej szkole, kiedy nagle w lustrze nawiązuję kontakt wzrokowy z jakimś chłopakiem. Stoi za mną i przez krótką chwilę jestem okropnie zdezorientowana, bo dam głowę, że już go gdzieś widziałam. Skądś znam te jasne, stojące włosy i brązowe oczy.

– Paulo, masz może czas po południu? – pyta, patrząc na nauczycielkę.

Odwracam się. To Christian, myślę zszokowana i zakrywam sobie usta ręką. To Christian z Fucking Frisk! Lider lokalnego zespołu, którego piosenka stała się tego lata prawdziwym hitem i przyniosła im popularność w całym kraju. Nie wiem, ile razy oglądałam ich teledysk, i po cichu marzę, że kiedyś będę tak samo dobra jak oni. Czytałam w jakimś kolorowym magazynie, że Christian ma dwadzieścia jeden lat i że kiedyś też chodził do tej szkoły. Nie mogę uwierzyć, że właśnie stoi przede mną!

Pani Paula kładzie rękę na ramieniu Christiana.

– Christian będzie miał zastępstwo w 8b.

Mama kiwa głową. Nie wygląda na specjalnie zadowoloną z tego faktu. W przeciwieństwie do mnie. Nie mogę przestać się uśmiechać. Christian potakuje i odpowiada uśmiechem na mój uśmiech. Jego oczy są w rzeczywistości jeszcze bardziej brązowe. Robię się czerwona i szybko odwracam wzrok. Nie mogę uwierzyć, że właśnie on będzie miał ze mną zastępstwo! Czy mogło mnie spotkać większe szczęście?

– To potrwa maksymalnie dwa tygodnie dni. Potem powinien wrócić ze zwolnienia pan Henning, wychowawca 8b – ciągnie pani Paula uspokajająco, jakby zauważyła niezadowolenie ze strony mojej mamy. – Ale Christian będzie też pracował nad realizacją musicalu z ósmymi i dziewiątymi klasami. On gra w zespole.

Nagle coś mnie tknęło. Musical! Koniecznie muszę się zgłosić.

– Johanne też sporo gra – mówi na to mama. – Ona jest bardzo zdolna i moim zdaniem po szkole powinna spróbować zdawać do konserwatorium.

– Na czym grasz? – pyta Christian.

– Na pianinie i trochę na gitarze – mówię, wyprostowując się.

– Do tego śpiewa i komponuje – dodaje z dumą mama.

Wydaje mi się, że Christian przygląda mi się z coraz większą uwagą. Mam ochotę trzasnąć moją mamę. Przesadza. Może rzeczywiście ułożyłam kilka melodii, ale nigdy nie powiedziałabym o sobie, że komponuję. Tym bardziej w obecności Christiana z Fucking Frisk. W porównaniu z nim to, co robię, to żenada.

– Serio? – pyta Christian, przekrzywiając głowę, jakby patrzył na małą dziewczynkę. I tak właściwie jest w rzeczywistości. Być może mamy tyle samo wzrostu, ale ja mam dopiero czternaście lat. Jestem o siedem lat od niego młodsza.

– To tylko tak dla zabawy – mówię.

Nie jestem przyzwyczajona bycia w centrum uwagi. Przez całe życie byłam klasową grubaską, która starała się być niewidoczną, żeby uniknąć hejtu.

– Jesteś pewna? – pyta Christian, pocierając swoje brązowe oczy, aż stają się dwiemma, ciemnymi szparkami.

Przez chwilę zapominam całkowicie o tym, żeby oddychać. Tak samo robi na swoich teledyskach. Jego oczy robią się małe, kiedy śpiewa. Wygląda super i jest niesamowicie seksowny. Nie rozumiem, jak on może pracować na zastępstwie w szkole, skoro jest członkiem znanego zespołu. Albo w każdym razie zespołu, który zdobywa popularność.

Kręcę głową. Nie mam pojęcia, jak odpowiedzieć na pytanie Christiana. Oczywiście nie zajmuję się muzyką wyłącznie dla zabawy. To dla mnie bardzo poważne. To dla mnie całe życie. Muzyka była dla mnie ratunkiem, kiedy z powodu mojej otyłości byłam w dołku i nie miałam żadnych koleżanek. Bez przerwy myślałam o tych wszystkich okropnych rzeczach, które wydarzyły się w altance na placu zabaw w Højmarkskolen.

– Koniecznie musisz wziąć udział w musicalu – mówi do mnie Christian, idąc za panią Paulą, która otwiera nam drzwi na korytarz i macha na pożegnanie.

Kiwam głową i tuż przed wyjściem z pokoju nauczycielskiego jeszcze raz przeglądam się pośpiesznie w lustrze. Zerkam z przerażeniem na moje odbicie i zdaję sobie sprawę, że Christian nigdy mnie nie widział, kiedy byłam gruba. Christian widział tylko tę odmienioną, nową Johanne. Macham do mamy, uśmiechając się. Nareszcie sobie poszła.

Rozdział 2

Jestem wykończona, ale szczęśliwa, kiedy po południu wracam do domu. Byłam właśnie na plaży z dwiema dziewczynami z mojej nowej klasy. Nazywają się Ida i Ella i są dla mnie tak miłe, że aż trudno mi w to uwierzyć. Naprawdę chcą się ze mną zaprzyjaźnić? A Christian, nasz nowy nauczyciel w zastępstwie, na lekcji duńskiego wyjął gitarę i zaśpiewał jeden kawałek. Piosenka tak świetna, że aż przeszył mnie dreszcz i prawie zaczęłam śpiewać razem z nim refren. Stoję w przedpokoju i wpatruję się w białą plamę na ścianie, gdzie kiedyś wisiało lustro. Zdjęła je mama. Według niej człowiek nie powinien się ciągle na siebie gapić. Najważniejsze jest to, co w środku. Ja też tak uważam, ale nie wydaje mi się, że reszta świata się z tym zgadza.

Mama siedzi przy komputerze w dużym pokoju i rozmawia przez telefon. Zabawki moich braci są posprzątane i schowane, tak jakby w ogóle tu nie mieszkali. Choć oni czasem strasznie mnie denerwują i potrafią być bardzo roszczeniowi, to tęsknię za nimi, kiedy ich nie ma. Odstawiam torbę i zamykam drzwi do ich pokoju. Nigdy nie przyzwyczaję się do ciszy, która panuje w domu, kiedy są u ojca. Mój tata mieszka na wsi razem z trójką mojego przybranego rodzeństwa. Odwiedzam ich tylko kilka razy w roku, bo tata ma dostatecznie dużo na głowie. Nie wydaje mi się zresztą, żeby za mną jakoś specjalnie tęsknił. Tym bardziej nie tęskni za mną moja macocha. Po prostu wiem, że ona mnie nie lubi. Zawsze sztucznie się uśmiecha, kiedy ich odwiedzam.

– Nie ma mowy! – krzyczy mama z telefonem przy uchu, podczas gdy jej druga ręka skacze po klawiaturze. – W takim razie nie mamy o czym ze sobą rozmawiać! – Rozłącza się i odkłada ze złością komórkę.

– Wszystko w porządku? – pyta spokojniejszym tonem. – Byli dla ciebie mili?

Potakuję, przytulam ją i wzdycham. Mama pachnie wanilią, więc wiem, że była w cukierni. Siedem miesięcy temu zaczęłyśmy dietę. Mama i ja. Ważyłam wtedy siedemdziesiąt pięć kilogramów, a mama ponad sto. Dietę pomógł nam ułożyć lekarz dietetyk. Zaczęłyśmy jeść chleb razowy, warzywa i chude mięso i na początku obie traciłyśmy na wadze. Za każdym razem, kiedy wchodziłyśmy na wagę i kiedy okazywało się, że ubyło nam kilogram lub dwa, głośno się cieszyłyśmy. Niestety, w pewnym momencie mama przestała chudnąć i z tego powodu wpadła w zły nastrój. Po jakimś czasie przestała się ważyć, przestała nawet stosować dietę i znowu zaczęła kupować słodycze, ciastka i chipsy, które trzyma ukryte głęboko w szafce kuchennej, w dużym białym plastikowym pojemniku. Ona nie wie, że ja o tym wiem.

– Z kim rozmawiałaś? – pytam mimochodem.

– Z beznadziejnym redaktorem! – prycha mama i wyjaśnia, że znowu dostała odmowę.

Nie chcą wydać jej książki. Od wielu lat mama pisze powieść historyczną. O czarownicach, heretykach i złych księżach. Moja mama przez wiele lat studiowała na uniwersytecie. Jest mądra i zdolna. Wie wszystko o dawnych czasach. To niesprawiedliwe, że nie chcą wydać jej książki.

– Jak było na plaży? – pyta. – Czy dziewczyny były dla ciebie miłe?

– Nawet bardzo – mówię, ale nie mam ochoty opowiadać jej o wszystkim, co się działo.

Wymyślam wymówkę, że mam do odrobienia lekcje, i wracam szybko do mojego pokoju.

– Obejrzymy sobie wieczorem film historyczny! – krzyczy za mną mama. – Jest dokładnie o tym, czym się zajmuję!

Wchodzę do pokoju i siadam przy keyboardzie. Wolę grać, niż oglądać z mamą film, ale nie mam sumienia jej tego powiedzieć. Wiem, że może się czuć samotna, kiedy w domu nie ma moich braci. Martwi się też, czy jest im dobrze u ojca i jego nowej żony. Martwi się, czy będą pamiętali, żeby potem zabrać ze sobą wszystkie rzeczy, bo nie jest zbyt fajnie, kiedy w poniedziałek rano okazuje się, że czegoś brakuje. Na szczęście mama nie kłóci się już tak bardzo z moim tatą.

Powoli wygrywam kilka akordów. Próbuję zagrać kawałek, który dzisiaj w klasie grał Christian. Znajduję odpowiednią tonację i cichutko nucę. To prosta melodia. Pamiętam każdy dźwięk. Pamiętam też skupienie Christiana, kiedy śpiewał. Sprawiał wrażenie, jakby był w innym świecie. Znam to doskonale. Ja zachowuję się podobnie, kiedy gram i śpiewam. Chwilę potem staję przed wielkim lustrem, którego na szczęście nie zdjęła mama. Udaję, że trzymam mikrofon, i patrzę na siebie, jak śpiewam. Ramiona mam czerwone od słońca, a bluzka wisi na mnie, bo jest za luźna.

Po tym jak schudłam, kupiłyśmy dla mnie trochę nowych ubrań. Wciąż mam w pamięci to uczucie, kiedy wchodzę do przymierzalni. Ekspedientka znalazła dla mnie parę jeansów i koszulkę z krótkim rękawem. Stałam i po prostu patrzyłam na siebie. W lustrze widziałam całkiem nową dziewczynę.

– To jest bardzo obcisłe – wymamrotała mama w przymierzalni.

– Leży idealnie – powiedziała ekspedientka z uśmiechem.

Mama tylko westchnęła i pokiwała głową. Tamtego dnia niczego dla siebie nie kupiła. Tylko książki i kilka rzeczy do kuchni.

Kończę śpiewać, kłaniam się, śmieję się i udaję, że macham do publiczności z ogromnej sceny. Następnie staję bokiem i wciągam brzuch. Do pełnego zadowolenia brakuje mi jeszcze kilku kilogramów. Teraz ważę pięćdziesiąt pięć, a chciałabym zejść do pięćdziesięciu dwóch. Byłoby idealnie. Mama uważa, że to głupi pomysł. Nie chce, żebym była jeszcze szczuplejsza. Nie wie o tym, że wciąż się ważę. Odchudzanie nie bardzo jej wyszło, więc teraz się złości, kiedy narzekam, że robi sos. Jakby zapomniała, że miałyśmy go nie jeść. Zwłaszcza takich z torebki, które przygotowuje się, mieszając proszek z masłem i tłustym mlekiem.

Ja niezmiennie trwam przy moich nowych nawykach. Tylko warzywa i chude mięso. Już nigdy więcej nie chcę być gruba. Tym bardziej, że właśnie rozpoczęłam naukę w nowej szkole Lyngmoseskolen. Chodzę teraz do klasy z przemiłymi dziewczynami. Wszystkie trzy chcemy wziąć udział w musicalu, który przygotowuje Christian. Nie mogę się doczekać. Dopiero kiedy leżę w łóżku, wracają okropne wspomnienia. Zapach ziemi, moczu i urywki zdjęć ociężałego ciała, śmiejących się dziewczyn. Najpierw sztywnieję ze strachu. Następnie wstrzymuję oddech, zaciskam oczy i zatykam uszy.