Marius Pośrodek - Misja słodycze - Line Kyed Knudsen - ebook

Marius Pośrodek - Misja słodycze ebook

Line Kyed Knudsen

4,0

Opis

Marius Pośrodek to historia zupełnie zwyczajnej rodziny. Spotkasz tu zwierzęta domowe, dzieci, zmęczonych rodziców i zdarzające się na co dzień małe i większe katastrofy...

Marius zakrada się do szafki kuchennej, skąd podprowadza przeznaczone na piątek słodycze, bo planuje ze swoimi dwoma najlepszymi przyjaciółmi, Carlosem i Knudsenem, szaloną „misję słodyczową". Później jednak chłopcy na wszelkie możliwe oraz niemożliwe sposoby starają się odzyskać łakocie przed piątkowym wieczorem, kiedy w telewizji nadawany będzie blok Disneya ...

Pełna humoru książka nadająca się do czytania na głos dla chłopców i dziewczynek w wieku od sześciu lat.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 55

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Line Kyed Knudsen

Marius Pośrodek

Misja słodycze

Saga

Marius Pośrodek - Misja słodycze

Przełożyła

Agata Lubowicka

Tytuł originału

Marius Midtimellem - Mission Slik

Copyright © 2014, 2019 Line Kyed Knudsen i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrze?one

ISBN: 9788711867853

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

Gdybym miał napisać jakąś historię, która mi się przydarzyła, zacząłbym pewnie od słów: „Był sobie zupełnie zwykły chłopiec, który miał na imię Marius i uwielbiał słodycze. I który potrafił być tak samo bezczelny, jak i miły”.

Ale sprawa wygląda tak, że chodzę dopiero do pierwszej klasy, więc jeszcze nie nauczyłem się pisać. To znaczy, potrafię napisać megaogromną ilość słów, ale kiedy przychodzi do zestawiania ich ze sobą, jest to bardzo trudne i zajmuje dużo czasu. Dużo lepiej wychodzi mi mówienie i dlatego wolę opowiedzieć historię o dniu, kiedy nasze piątkowe słodycze niespodziewanie zniknęły. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, tylko katastrofę i tego dnia nigdy nie zapomnę. Mówimy tutaj bowiem o naprawdę dużych ilościach słodyczy, które zaginęły: dwa wielkie opakowania z mieszanką Haribo. Moja rodzina to bowiem nienasycone głodomory, jeśli chodzi o słodycze. W szafce kuchennej prawie zawsze trzymamy paczki ogromnych rozmiarów zawierające żelki i pianki, niektóre o smaku lukrecjowym, inne owocowe w ponętnym kształcie tłustych larw. Które niestety wolno mi jeść tylko raz w tygodniu, a dokładnie w piątek wieczorem, kiedy w telewizji leci „Disney Show”. Dlatego piątek to oczywiście mój ulubiony dzień.

Ale zanim zacznę opowiadać historię słodyczy, które zniknęły, powinienem najpierw powiedzieć trochę więcej o sobie. Właśnie ukończyłem siedem lat i mieszkam w pierwszym domu na naszej ulicy. Mam dwoje rodziców i troje rodzeństwa. Mamy cztery zwierzątka domowe, a w moim pokoju stoi pięć zdalnie sterowanych samochodów i sześć pudełek z klockami Lego. Ale moja rodzina nie jest zwyczajna. To trochę przechlapane, bo sam jestem zupełnie zwyczajny. Mama często mówi: „Marius, nie jesteśmy do końca zwyczajni, ale to dobrze. Bycie zwyczajnym jest takie nudne”.

Ja z kolei uważam, że bycie niezwyczajnym jest beznadziejne. Oczywiście kocham moją rodzinę – no, może nie zawsze, jeśli chodzi o młodszą siostrę – ale bardzo chciałbym mieć zupełnie zwyczajną rodzinę. Mamę i tatę, którzy każdego dnia jadą samochodem do biura, pracują przy komputerze i uśmiechają się do wszystkich, i wychodzą do domu o szesnastej, i odbierają po drodze dwoje słodkich dzieci, które nigdy nie zachowują się niegrzecznie. A na kolację chciałbym jeść kotlety mielone albo pieczony schab i zwykłe lody waniliowe. Niestety w mojej rodzinie tak nie jest. Mama i tata nie mają pracy biurowej przy komputerach. Mama pracuje w domu i potrafi na przykład wyjechać gdzieś z walizką, a tata jeździ każdego dnia czarnym samochodem ubrany w brązowy roboczy uniform. Nie jemy też normalnych potraw, tylko same dziwne, bo mama nienawidzi zwykłego jedzenia.

„Zjemy dziś coś egzotycznego!” – woła mama każdego popołudnia i rzuca strzałką do gry. Wszyscy pochylamy wtedy głowy, ale mama szczęśliwie zawsze trafia do celu. Pośrodku ściany w naszej kuchni wisi wielka mapa świata. Na kolację jemy jedzenie przyrządzone w sposób, jak się to robi w kraju, w który trafia strzałka. Wczoraj na przykład mama zrobiła jakąś beznadziejną potrawę z kraju, który nazywa się Etiopia. Jedyne, co mi się podobało, to że wolno nam było jeść palcami. Już dawno narysowałem wokół Danii czerwone kółko i mam cichą nadzieję, że mama kiedyś trafi w nie strzałką, żebyśmy w końcu zjedli parówki albo pieczeń schabową z ziemniakami polanymi gęstym brązowym sosem.

O czym to ja jeszcze miałem powiedzieć... Aha, mam dużo rodzeństwa. Na przykład starszego brata dziwaka, który ma jedenaście lat, a na imię Otto. Raz przezwano go „kotkiem Otto”, ale teraz to surowo zabronione, bo Otto strasznie się rozgniewał, kiedy nasza młodsza siostra krzyknęła: „Kotek Otto w mieście!”. Zaczął wtedy prychać i przebierać nogami jak prawdziwy kocur. Mimo wszystko uważam, że z Otto jest niezły chojrak, bo w swoim pokoju trzyma prawdziwego żywego węża. Węża zbożowego o imieniu Król Karl, który każdego dnia zjada mrożoną mysz i potrafi leżeć zupełnie nieruchomo przez bardzo długi czas, tak że wygląda, jakby nie żył. Otto też zachowuje się bardzo cicho. Prawie nigdy się nie odzywa ani słowem, natomiast Oline jest jego zupełnym przeciwieństwem. Oline to moja starsza siostra wariatka, która ma trzynaście lat.

„Jestem strasznie brzydka!” – wykrzykuje Oline za każdym razem, kiedy przechodzi obok jakiegoś lustra. „Jesteś bardzo piękna!” – odkrzykuje do niej wtedy mama, i tak potrafią w nieskończoność, aż tata zwraca im szeptem uwagę, że Otto właśnie szuka swoich nauszników przeciwhałasowych. Wtedy wszyscy się uciszają.

Ale Otto i Oline są moim rodzeństwem tylko w połowie. Oczywiście, niedosłownie w połowie, jak na przykład pół litra mleka w proszku albo pół chleba posmarowanego topionym serkiem. To trochę skomplikowane i nasza młodsza siostra jeszcze tego nie pojęła. Wciąż nie rozumie, dlaczego Oline zwraca się do rodziców „mama” i „Klaus od Kawy”, a Otto z kolei mówi „tata” i „Hanne”. Ale ja to rozumiem. To dlatego, że Oline ma innego tatę, a Otto ma inną mamę niż moja. Mama i tata poznali się bowiem, zanim ja się urodziłem. I byli strasznie szczęśliwi, ponieważ każde z nich miało już dziecko, którego imię zaczynało się na literę „O”, ale nie mieli nikogo, z kim mogliby spać w jednym łóżku. Dlatego kupili duże łóżko i duży stary dom w centrum miasta, tata zabrał ze sobą Ottona, a mama wzięła Oline.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.