Klinika pod Boliłapką. Maksio ma kłopoty - Liliana Fabisińska - ebook

Klinika pod Boliłapką. Maksio ma kłopoty ebook

Liliana Fabisińska

0,0
11,99 zł

lub
Opis

Klinika pod Boliłapką to maleńki szpital dla chorych zwierzaków. Pracują w nim sympatyczna doktor Magda i wesoły doktor Paweł. Codziennie ratują zdrowie swoich podopiecznych. Pomagają im dzieci doktor Magdy: Dominika i Kajtek. Zaprzyjaźnij się z nimi i zaglądaj do kliniki, by śledzić losy niezwykłych pacjentów.

Autorką serii jest Liliana Fabisińska. Treść konsultowana jest z panią weterynarz, a w treści książeczek znajdują się praktyczne porady dla małych miłośników zwierząt.

Filip dostaje wymarzonego psa. Jest nim wielki, kudłaty Maksio, który od razu staje się najlepszym przyjacielem chłopca. Pewnego dnia psiak zaczyna się dziwnie zachowywać: nie chce jeść, wstać z posłania ani się bawić. Filip czuje, że to coś poważnego... i namawia rodziców, by jak najszybciej zawieźli Maksia do kliniki doktor Magdy. Oby nie było za późno...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 41

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Fotografia na okładce – Eric Isselèe/Istockphoto (pies), urafoc/Istockphoto (tło)

Redakcja – Agata Mikołajczak-Bąk

Korekta – Anna Belter

Opracowanie komputerowe wnętrza – Elżbieta Baranowska, Hanna Polkowska

Realizacja komputerowa okładki – Michał Pańczak

Edycja materiału ilustracyjnego – Marek Nitschke

© Publicat S.A. MMXIV (wydanie elektroniczne)

All rights reserved

Wydanie I elektroniczne

ISBN 978-83-245-2078-7

Papilon – znak towarowy

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: [email protected]

www.publicat.pl

Wykorzystanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Filip miał tylko jedno marzenie: bardzo chciał mieć psa. Prosił o niego rodziców, od kiedy zaczął mówić. Nie pragnął nowych zabawek, nie zależało mu na wyprawach do wesołego miasteczka. Nic, tylko pies i pies.

– Jesteś jeszcze za mały, żeby opiekować się zwierzakiem – mówili mama i tata. – To wielka odpowiedzialność.

Filip miał nadzieję, że rodzice czekają, aż pójdzie do szkoły. Ale gdzież tam!

– Teraz musisz myśleć o nauce, masz tyle lekcji do odrabiania – powiedzieli, gdy zapytał o psa na początku pierwszej klasy.

Starał się, jak mógł, przez cały rok. Na jego świadectwie pani wypisała same pochwały. Umiał wszystko, co powinien. Zachowywał się wzorowo. A z angielskiego miał nawet szóstkę! Ale rodzice zamiast psa kupili mu w nagrodę encyklopedię.

W drugiej klasie znów usłyszał, że jest jeszcze za mały.

– Kiedy będę wystarczająco duży? – zapytał mamę z pretensją. – W liceum? Czy może dopiero na studiach?

– Jeszcze troszeczkę, synku! Jeszcze troszeczkę – powiedziała mama, próbując go przytulić.

Filip wyrwał się jednak i pobiegł do swojego pokoju.

W pewien czwartek w połowie listopada w klasie Filipa pojawiło się dwoje nowych dzieci: Kajtek i Dominika. Byli bliźniakami, choć wcale nie wyglądali tak samo. Pani wyjaśniła, że właśnie przeprowadzili się z mamą w tę okolicę, i mieli od tej pory chodzić do IIb. O ich tacie pani nie wspomniała ani słowem. Dopiero na dużej przerwie Filip usłyszał, jak Dominika opowiada dziewczynom, że rodzice się rozwiedli. Tata został w ich dawnym mieszkaniu, a oni musieli poszukać małego domku, w którym mama mogłaby otworzyć klinikę.

– Jest dentystką? – zapytała Gośka.

– Nie, weterynarzem – odpowiedziała Dominika.

Gośka pytała o coś jeszcze, ale Filip nie mógł już tego usłyszeć, bo dzwonek zagłuszył wszystkie rozmowy.

Od tej pory chłopiec starał się trzymać jak najbliżej bliźniaków. Zawsze mieli coś ciekawego do opowiedzenia o pacjentach swojej mamy. Tych małych, jak króliczki, chomiki czy kotki, i tych znacznie większych.

– Nie odrobiliśmy lekcji, bo do północy byliśmy z mamą u pacjentki – mówił Kajtek poważnie w jakąś środę czy czwartek. – Telefon zadzwonił, kiedy mama odbierała nas ze szkoły. Myślała, że jedzie tylko na chwilę, więc wzięła nas ze sobą... Ale to trwało znacznie dłużej. Bo kiedy krowa nie może urodzić cielaczka, trzeba...

– Dość, dość! – Pani zaczęła machać rękami, jakby chciała odpędzić niewidzialne cielaki. – Po prostu uzupełnijcie te zadania na jutro, dobrze?

Kajtek i Dominika zawsze uzupełniali, oczywiście. A Filip na przerwie wypytywał ich o tego cielaczka, czy w końcu szczęśliwie się urodził, i jakie imię nadał mu właściciel. I o pieska, który wpadł w lesie w sidła zastawione przez kłusowników. I o papugę, która bała się muchy latającej po pokoju, i z tego strachu wyskubała sobie wszystkie pióra. Ach, jak on zazdrościł Dominice i Kajtkowi tych wszystkich zwierząt, które widywali codziennie u mamy w Klinice pod Boliłapką.

Filip, jak co roku, miał nadzieję, że znajdzie psa pod choinką. I, jak co roku, bardzo się rozczarował. Wmawiał sobie, że to nic takiego, że wcale nie jest mu aż tak smutno. Naprawdę podobała mu się ciężarówka sterowana radiem i dwie książki o rycerzach. Wśród prezentów leżała też gra, która tak bardzo zachwyciła go w czasie wakacji u kuzyna z Gdańska. Ale psa nie dostał...

– Mikołaj wiedział, co ci przynieść – uśmiechnął się tata.

– Wcale nie wiedział. – Filip nie chciał być niegrzeczny, ale nagle poczuł, ze zbiera mu się na płacz.

Gdyby Święty Mikołaj naprawdę istniał, podarowałby mu psa już bardzo dawno temu!