Klinika pod Boliłapką. Klinika pod Boliłapką. Gucio gubi futerko - Liliana Fabisińska - ebook

Klinika pod Boliłapką. Klinika pod Boliłapką. Gucio gubi futerko ebook

Liliana Fabisińska

5,0
11,99 zł

lub
Opis

Klinika pod Boliłapką to maleńki szpital dla chorych zwierzaków. Pracują w nim sympatyczna doktor Magda i wesoły doktor Paweł. Codziennie ratują zdrowie swoich podopiecznych. Pomagają im dzieci doktor Magdy: Dominika i Kajtek. Zaprzyjaźnij się z nimi i zaglądaj do kliniki, by śledzić losy niezwykłych pacjentów.

Gabi dostaje wyjątkowy prezent komunijny –świnkę morską. Dziewczynka nie może zabrać Gucia na zagraniczne wakacje, dlatego zostawia go pod opieką przyjaciółki. Czas spędzony bez właścicielki powoduje u zwierzątka stres, który doprowadza je do choroby. Czy lekarze z Kliniki pod Boliłapką zdołają pomóc Guciowi?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 38




Fotografia na okładce – Magalice/Fotolia.com
Redakcja i korekta – Justyna Sell, Eleonora Mierzyńska-Iwanowska
Opracowanie komputerowe wnętrza – Hanna Polkowska
Projekt okładki – Hanna Polkowska
Edycja materiału ilustracyjnego – Marek Nitschke
Redakcja techniczna – Zbigniew Wera
© Publicat S.A. MMXVI (wydanie elektroniczne)
All rights reserved
Wydanie I elektroniczne
ISBN 978-83-245-2150-0
Wykorzystanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,
w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
Publicat S.A
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24
tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00
www.publicat.pl

Gabrysia od dawna czekała na pierwszą komunię. Wyobrażała sobie ten dzień setki razy. Myślała o tym, co wydarzy się w kościele, ale też o spotkaniu z ukochaną babcią oraz ciocią Michaliną, która rok temu przeprowadziła się do Anglii i od tego czasu się nie widziały. Na komunię jednak obiecała przyjechać. W końcu musiała być przy swojej chrześniaczce.

– Taka jestem ciekawa mojej sukienki i wianuszka! – mówiła przyjaciółka Gabrysi, Karolinka.

Gabi, oczywiście, podzielała zdanie koleżanki. Ale najbardziej na świecie marzyła o pewnym małym prezencie, który w dzień uroczystości mieli podarować jej rodzice.

– Myślę, że dziadek kupi mi rower – szeptał Hubert w ławce za Gabrysią.

– A mój da mi tablet – pochwalił się Tymek.

Dzieci starały się mówić bardzo cicho, ponieważ i ksiądz, i pani Małgosia, ich wychowawczyni, powtarzali wiele razy, że w pierwszej komunii nie chodzi ani o białe sukienki, ani o prezenty. Gabi czuła się nawet trochę winna, że tyle myśli o podarunku. Ale nie mogła nic na to poradzić.

– Dostanę psa! Malutkiego szczeniaczka – zwierzała się Karolince z wypiekami na twarzy. – Proszę o niego rodziców już od dawna. Zawsze odmawiali, bo całymi dniami nie ma nas w domu. Ale ostatnio powiedzieli, że coś wymyślą... I że dowiem się wszystkiego w maju. A więc...

– A więc to już pewne: będziesz miała psa! – Karolinka z wrażenia podniosła głos. Pani Małgosia pogroziła jej palcem. Mieli skupić się na tym, co w komunii najważniejsze. I nie myśleć o prezentach.

– Ciekawe, jakiej będzie rasy... – Gabrysia nie mogła się jednak powstrzymać.

– To nie jest pies! – Gabrysia stała na środku pokoju, zaciskając rączki w piąstki. W ślicznej białej sukience, w wianuszku ze stokrotek, z rozpuszczonymi, ułożonymi w loki włosami wyglądała jak księżniczka. Bardzo zdenerwowana księżniczka.

– Oczywiście, że nie pies. – Babcia Jadzia chciała pogłaskać wnuczkę po głowie, ale ta uchyliła się gwałtownie. – Spodziewałaś się psa?

– Rodzice obiecali... obiecali... – Usta dziewczynki wygięły się w podkówkę.

– Obiecaliśmy, że pomyślimy. – Mama podeszła bliżej. W rękach trzymała pudełko, do którego przed chwilą zajrzała Gabrysia. Jego zawartość najwyraźniej bardzo nie spodobała się dziewczynce.

– Nie możemy mieć psa – powiedział tata. – Wiele razy ci to tłumaczyliśmy. Ty cały dzień jesteś w szkole, raz w tygodniu masz po południu plastykę, dwa razy taniec... My do późna pracujemy. Kto wyprowadzałby go na spacery? Takie zwierzę nie powinno być od rana do wieczora samo.

– Ale przecież obiecaliście, że coś wymyślicie.

– No i wymyśliliśmy. – Mama podsunęła córeczce pudełko. – A właściwie to był pomysł Michaliny.

– Cioci?

– Tak, to ona podpowiedziała nam to rozwiązanie – uśmiechnął się tata. – Sama miała w dzieciństwie świnkę morską i bardzo...

– Bardzo się z nią przyjaźniłam! Chodziła za mną po całym mieszkaniu jak piesek. Miała na imię Pegi. – Ciocia rozpromieniła się, wspominając tamte czasy.

– Ale ja... ja chciałam prawdziwego psa, a nie świnkę, która go udaje. – Gabi nie zamierzała tak łatwo odpuścić.

Ale z drugiej strony... Może powinna dać maluszkowi w pudełku szansę i przynajmniej uważniej go obejrzeć?

[...]