Kim naprawdę jesteś? - Oliwia Piątkowska - ebook

Kim naprawdę jesteś? ebook

Oliwia Piątkowska

3,8

Opis

Nikt nie wie, co skrywa wnętrze drugiej osoby…

Kamila to empatyczna nastolatka o wrażliwej duszy, która nie miała łatwego dzieciństwa. Po tajemniczym zniknięciu ojca zrozumiała, że czasem miłość nie wystarcza, by zatrzymać kogoś przy sobie. Doznała bólu i straty, i od tamtej pory postanowiła, że będzie liczyć tylko na siebie.

W szkole niełatwo jej się odnaleźć. Nieśmiała, nieco wycofana, wyśmiewana przez rówieśników – wydaje się zbyt delikatna na ten świat. Ucieka w książki, wiersze i własne myśli. Aż do chwili, gdy poznaje Szymona – chłopaka o podobnych zainteresowaniach, którego intrygująca osobowość z każdym dniem przyciąga ją mocniej.

Niestety, nawet najcieplejsza relacja może rozpaść się jak domek z kart. Już wkrótce Kamila przekona się, że każdy skrywa własne tajemnice – i będzie musiała zadać sobie pytanie: czy tak naprawdę da się poznać drugiego człowieka?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 276

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (4 oceny)
2
0
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
chwila_z_ksiazka

Całkiem niezła

Kamila jest wrażliwą i empatyczną piętnastolatką, która nie miała łatwego dzieciństwa. Kilka lat wcześniej jej ojciec zniknął w tajemniczych okolicznościach i od tamtej pory postanowiła liczyć tylko na siebie. Dziewczyna jest nieśmiała, wycofana, a w szkole wyśmiewana przez rówieśników. Dlatego ucieka w świat książek, pisania wierszy i samotności. Pewnego dnia poznaje Szymona – chłopaka o podobnych zainteresowaniach, myśleniu i sposobie bycia. Tylko, że Kamila przekonuje się, iż każda relacja może się rozpaść i że każdy człowiek skrywa jakąś tajemnicę. „Kim naprawdę jesteś?” to zarówno smutna, jak i życiową i refleksyjna historia. Taka, którą mogą śmiało czytać młodzi ludzie szukający zrozumienia, wsparcia i pocieszenia. Książka została napisana dość lekkim piórem, choć czasem sztywnym. Zwłaszcza dialogi młodzieży. I tu nie chodzi o brak przekleństw, a o to, że jak na ich wiek brzmią nienaturalnie. W zamian za to Autorka daje krótkie rozdziały mieszając przeszłość z teraźniejszośc...
00
halyna_and_books

Nie oderwiesz się od lektury

„Kim naprawdę jesteś?” to historia, która bardzo mocno pokazuje, jak kruche potrafią być relacje i jak wiele bólu może kryć się pod pozorami codzienności. To książka pełna emocji, niepewności i trudnych doświadczeń, ale jednocześnie niezwykle prawdziwa i poruszająca. Główna bohaterka, Kamila, to młoda dziewczyna, która dopiero wkracza w dorosłość. Jej wrażliwość, wycofanie i sposób patrzenia na świat sprawiają, że wydaje się być bardzo kruchą i zagubioną postacią. Autorka świetnie pokazała samotność nastolatki, która po trudnych przeżyciach próbuje odnaleźć swoje miejsce i nauczyć się ufać innym. Bardzo podobało mi się także to, jak naturalnie została przedstawiona jej codzienność. Mamy tutaj do czynienia ze szkolnymi problemami, brakiem akceptacji i ucieczką w książki oraz własne myśli. Relacja Kamili i Szymona została poprowadzona subtelnie, ale jednocześnie bardzo emocjonalnie. Czuć między nimi wyjątkową więź, jednak nad tą znajomością cały czas unosi się pewna tajemnica i niepokó...
00
przywarta1

Z braku laku…

To poruszająca historia o dorastaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości i mierzeniu się z samotnością. Poznajemy Kamilę wrażliwą nastolatkę, która po trudnych doświadczeniach próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Gdy na jej drodze pojawia się Szymon, wydaje się, że wszystko może się zmienić, jednak życie szybko pokazuje, że każdy skrywa swoje tajemnice. Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, dzięki czemu czyta się błyskawicznie i łatwo wejść w tę historię. Porusza trudne, ale jednocześnie bardzo aktualne tematy, które dotykają zarówno nastolatków, jak i dorosłych, dlatego myślę, że wiele osób może się w niej odnaleźć. Autorka skupia się na emocjach i przeżyciach bohaterki, co sprawia, że historia momentami jest naprawdę intensywna i skłania do refleksji. Główna bohaterka to nieśmiała i wrażliwa dziewczyna, która czuje się inna od swoich rówieśników i zmaga się z poczuciem odrzucenia. Jej wewnętrzne rozterki oraz sposób postrzegania świata zostały przedstawione w sposób,...
00
AnnaK1983

Nie oderwiesz się od lektury

✨RECENZJA✨ □ Tytuł: "Kim naprawdę jesteś?" □ Autorka: Oliwia Piątkowska □ Wydawnictwo Novae Res □ Premiera: 10.03.2026r. WSPÓŁPRACA BARTEROWA @wydawnictwo_novaeres "Mia­ła pro­blem z okre­śle­niem wła­snej toż­sa­mo­ści. Pro­za­icz­na, pro­sta dziew­czy­na, zu­peł­nie za­gu­bio­na w ota­cza­ją­cym ją świe­cie, już na­zbyt moc­no przy­zwy­cza­jo­na do sa­mot­no­ści, zna­ją­ca gorz­ki smak ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Mia­ła za­le­d­wie kil­ka­na­ście lat, a już się o tym prze­ko­na­ła…" 🤎Historia Kamili - wrażliwej, empatycznej i zamkniętej w sobie nastolatki. Jest spokojna, nieśmiała i bardzo samotna. W jej życiu brakuje prawdziwego przyjaciela. Często ucieka w świat książek, który jest dla niej bezpiecznym miejscem. Pisze też wiersze. To sprawia, że jeszcze bardziej odstaje od swoich rówieśników. W szkole taje się obiektem ich drwin. Bardzo zżyta ze swoją rodziną, zwłaszcza z tatą. Boleśnie odczuwa jego brak. Jego tajemnicze zniknięcie jest otwartą raną.... Uświadamia jej, że nie w...
00

Popularność




Cza­sem przy­pad­ko­we zna­jo­mo­ścista­ją się tymi naj­pięk­niej­szy­mi…Cza­sem wy­star­czy je­den czło­wiek,aby od­mie­nić na­sze ży­cie.Cza­sem jed­na sy­tu­acja może zmie­nić w nas wszyst­ko.Jed­nak czy na pew­no bli­scy nam lu­dzie są tymi,któ­rych zna­my naj­le­piej?A może to ci, któ­rych nie zna­my w ogó­le?

Rozdział 1

Wprowadzenie

Pięt­na­sto­let­nia Ka­mi­la Po­li­mow­ska nie na­le­ża­ła do osób od­waż­nych i śmia­łych. Wręcz prze­ciw­nie – od mło­dzień­czych lat była dziew­czy­ną skry­tą i nie­co nie­śmia­łą. Oj­ciec – Pa­weł – pra­co­wał w Szwaj­ca­rii, by utrzy­mać swo­ją ro­dzi­nę. Mat­ka zaś, Mag­da­le­na, zaj­mo­wa­ła się nią i jej sio­strą Pau­li­ną. Była też za­trud­nio­na w ka­wiar­ni, kil­ka ulic stąd. Po­zna­ła tam wie­le osób, z któ­ry­mi na­wią­za­ła bliż­sze re­la­cje. Miej­sce to od­wie­dza­li lu­dzie z róż­nych stron świa­ta – po­cząw­szy od wsi Zie­lon­ki, po­ło­żo­nej w ci­chej oko­li­cy, nie­da­le­ko Kra­ko­wa, w któ­rej za­miesz­ki­wa­ła wraz z dzieć­mi, aż po naj­bar­dziej od­le­głe za­kąt­ki. To za­ję­cie da­wa­ło jej mnó­stwo sa­tys­fak­cji oraz bu­do­wa­ło we­wnętrz­ną ra­dość. Ab­so­lut­nie czu­ła się tu do­brze. Po pra­cy za­bie­ra­ła się do obo­wiąz­ków do­mo­wych. Czy­ta­ła tak­że po­wie­ści, a w wol­nych chwi­lach spo­ty­ka­ła się z oso­ba­mi z oko­li­cy.

Pau­li­na była młod­sza od Ka­mi­li o kil­ka lat. W prze­ci­wień­stwie do star­szej z sióstr nie mia­ła w so­bie jej po­wścią­gli­wo­ści – wręcz prze­ciw­nie, była peł­na ży­cia, cie­kaw­ska i cza­sem zbyt gło­śna. Po­tra­fi­ła go­dzi­na­mi opo­wia­dać o tej sa­mej rze­czy, cho­ciaż­by o tym, co spo­tka­ło ją da­ne­go dnia na po­dwór­ku. Ka­mi­la zaś wo­la­ła mil­czeć i ukry­wać swo­je emo­cje głę­bo­ko w so­bie. Mimo tego, że znacz­nie się od sie­bie róż­ni­ły, łą­czy­ła je ci­cha więź – nie­wi­docz­na na co dzień, ale obec­na w drob­nych ge­stach: kie­dy Pau­li­na sia­da­ła obok Ka­mi­li pod­czas wspól­ne­go se­an­su, kie­dy sta­ra­ła się roz­śmie­szyć ją nie­zgrab­nym żar­tem czy kie­dy przy­no­si­ła jej ku­bek her­ba­ty.

Jed­nak pew­ne­go dnia wy­da­rzy­ło się coś, co spra­wi­ło, że w Mag­da­le­nie umarł daw­ny za­pał. Za­czę­ła wy­ka­zy­wać ob­ja­wy apa­tii – wie­le rze­czy, któ­re do tej pory ją cie­szy­ły, sta­ło się dla niej czymś głę­bo­ko obo­jęt­nym. Daw­niej za­ba­wy, na któ­re by­wa­ła za­pra­sza­na przez nowo po­zna­nych lu­dzi, były dla niej od­skocz­nią od co­dzien­ne­go ży­cia. Te­raz jed­nak prze­sta­ły spra­wiać przy­jem­ność. Co­raz bar­dziej wy­co­fy­wa­ła się z ży­cia spo­łecz­ne­go, z czte­rech ścian swo­je­go po­ko­ju wy­cho­dzi­ła je­dy­nie spo­ra­dycz­nie. Już nic nie da­wa­ło jej ta­kiej ucie­chy i speł­nie­nia jak wcze­śniej…

Rozdział 2

Sty­czeń, rok 2020

Kamila

Ka­mi­la Po­li­mow­ska uczęsz­cza­ła do szko­ły pod­sta­wo­wej, od­da­lo­nej oko­ło pół go­dzi­ny dro­gi od jej domu. Jej kla­sa była jed­ną z licz­niej­szych w ca­łej pla­ców­ce, gdyż li­czy­ła po­nad trzy­dzie­ści osób.

Dziew­czy­na wy­róż­nia­ła się na tle in­nych uczniów. Była oso­bą wy­so­ko wraż­li­wą, a nade wszyst­ko skrom­ną. Zda­wa­ło się, że ro­zu­mia­ła wię­cej niż inni. Jak na swój mło­dy wiek była nie­zwy­kle doj­rza­ła.

Kla­sa była moc­no zróż­ni­co­wa­na pod wzglę­dem cha­rak­te­rów. Nie bra­ko­wa­ło tu otwar­tych, śmia­łych i roz­mow­nych osób. Nie­któ­rzy jed­nak wy­ka­zy­wa­li się zbyt dużą od­wa­gą i pew­no­ścią sie­bie, co w przy­szło­ści mia­ło nie­jed­no­krot­nie nieść ze sobą przy­kre kon­se­kwen­cje. Dru­gą gru­pę sta­no­wi­ły oso­by nie­co bar­dziej skry­te, ci­che. Do nich za­li­czyć moż­na było Ka­mi­lę. Na­sto­lat­ka była in­tro­wer­tycz­ką – lu­bi­ła spę­dzać czas sa­mot­nie. To wła­śnie wte­dy czu­ła się naj­le­piej i naj­pew­niej. Na prze­rwach dziew­czy­na sie­dzia­ła sama, za­mknię­ta we wła­snym świe­cie. Czę­sto od­da­wa­ła się lek­tu­rze.

Jej po­kój wy­peł­niał ogrom­ny re­gał, na któ­rym znaj­do­wa­ło się wie­le ksią­żek, mię­dzy in­ny­mi ro­man­sów, ale też tych z dzie­dzi­ny psy­cho­lo­gii. Czy­ta­ła nie­mal wszę­dzie: w szko­le, na przy­stan­ku, w po­cią­gu, w domu… Krót­ko mó­wiąc – przy każ­dej moż­li­wej oka­zji. Wpa­da­ła wów­czas w stan bło­go­ści. Czu­ła, że ów świat jest wy­jąt­ko­wy, w wie­lu przy­pad­kach pięk­niej­szy od tego re­al­ne­go, w któ­rym przy­szło jej żyć.

Ka­mi­la, nie li­cząc swo­ich ro­dzi­ców, nie mia­ła żad­nej bli­skiej oso­by, któ­rej mo­gła­by się zwie­rzyć ze swych zmar­twień, kło­po­tów i któ­ra wy­ka­za­ła­by dla niej zro­zu­mie­nie. By­wa­ły chwi­le, gdy czu­ła się sa­mot­na, przy­gnę­bio­na, jed­nak z cza­sem przy­wy­kła do tego sta­nu. Bała się ufać lu­dziom, trzy­ma­ła ich więc na dy­stans. Mia­ła ku temu po­wo­dy…

Rozdział 3

Rok 2017

Dawne czasy a teraźniejszość

Pew­ne­go dnia, zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­nie – ot tak, z dnia na dzień, Mag­da­le­na stra­ci­ła ja­ki­kol­wiek kon­takt z uko­cha­nym mę­żem. Sta­ła się wów­czas kimś zu­peł­nie in­nym. Daw­niej we­so­ła, peł­na ra­do­ści i po­go­dy du­cha ko­bie­ta sta­ła się przy­gnę­bio­na i smut­na. Ka­mi­la sta­ra­ła się, jak tyl­ko umia­ła, do­po­móc mat­ce, lecz za­plą­ta­na była tak­że we wła­sne pro­ble­my, o któ­rych jej mama nie mia­ła naj­mniej­sze­go po­ję­cia. Cór­ka bar­dzo do­brze ma­sko­wa­ła swo­je emo­cje i uczu­cia. Nie lu­bi­ła po­ka­zy­wać świa­tu tego, co jest w niej na­praw­dę. Wie­dzia­ła, że i tak nikt nie wy­cią­gnął­by ku niej po­moc­nej dło­ni. Od dziec­ka na­uczy­ła się li­czyć na samą sie­bie. Wszyst­ko to, co osią­gnę­ła, zy­ska­ła wła­sną uczci­wą i cięż­ką pra­cą. Nie­kie­dy roz­wa­ża­ła, co by było, gdy­by na tym świe­cie po­zo­sta­ła tyl­ko ona, zu­peł­nie sama, ze świa­do­mo­ścią, że nie spo­tka ni­ko­go na swej dro­dze.

Czę­sto za­sta­na­wia­ła się nad róż­ny­mi kwe­stia­mi. Była ma­rzy­ciel­ką, od­pły­wa­ła my­śla­mi od rze­czy­wi­sto­ści. W wie­lu sy­tu­acjach nie po­tra­fi­ła się sku­pić, mia­ła ogrom­ne pro­ble­my z kon­cen­tra­cją – na­wet naj­prost­sze co­dzien­ne za­da­nia wy­da­wa­ły się jej trud­ne i wy­ma­ga­ją­ce spo­re­go wy­sił­ku. Jej gło­wę nie­rzad­ko za­przą­ta­ły wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa.

Jako mała dziew­czyn­ka wi­dzia­ła rze­czy­wi­stość przez ró­żo­we oku­la­ry. Wszyst­ko wo­kół wy­da­wa­ło jej się do­sko­na­łe. Za­chwy­ca­ła się wów­czas tym, co ofe­ro­wał świat. Pierw­sze kil­ka­na­ście lat swo­je­go ży­cia spę­dzi­ła na wsi. Od dziec­ka łą­czy­ła ją z na­tu­rą głę­bo­ka więź. Po­ma­ga­ła ro­dzi­com w go­spo­dar­stwie, a tak­że w ogród­ku, w któ­rym ro­sło wie­le ga­tun­ków ro­ślin. Co dzień o nie dba­ła. Moż­na by rzec, że ro­sły wraz z nią. Bu­dził ją po­ran­ny śpiew pta­ków, któ­ry koił jej nie­win­ną du­szę. Zwy­kle wsta­wa­ła o tej sa­mej po­rze. Nie mar­twi­ła się o ju­tro – czer­pa­ła z ży­cia peł­ny­mi gar­ścia­mi.

Gdy mia­ła za­le­d­wie sie­dem lat, na­pi­sa­ła swój pierw­szy wiersz, skie­ro­wa­ny do ro­dzi­ców. Był on po­dzię­ko­wa­niem za cały ich trud, za wszyst­ko, co jej dali. Jej re­la­cje z mamą i tatą były bli­skie, w każ­dej chwi­li mo­gła li­czyć na wspar­cie z ich stro­ny; po­ma­ga­li jej za­wsze, gdy tego po­trze­bo­wa­ła. Uwa­ża­ła, iż ni­cze­go jej nie bra­ko­wa­ło. Mia­ła wszyst­ko: ko­cha­ją­cych ro­dzi­ców, pe­łen spo­ko­ju dom, w któ­rym czu­ła się pew­nie i bez­piecz­nie. Ro­dzi­ce dali jej tyle mi­ło­ści oraz otu­chy, że każ­de dziec­ko mo­gło­by o tym ma­rzyć.

Spę­dza­jąc dni na ło­nie na­tu­ry, nie­kie­dy sia­da­ła na łące peł­nej kwia­tów, zbie­ra­ła je, po czym two­rzy­ła bu­kiet i da­wa­ła go ma­mie. Czę­sto ry­so­wa­ła pod swym drzew­kiem w ogród­ku. Drze­ma­ła w niej du­sza ar­tyst­ki. Do­kład­nie do­bie­ra­ła bar­wy, wkła­da­ła w te pra­ce całe ser­ce. Od­da­wa­ła się swym pa­sjom. Pi­sa­ła ko­lej­ne wier­sze – two­rząc, prze­le­wa­ła na pa­pier to, co czu­ła we­wnątrz.

Rozdział 4

Rok 2012

Nowa rzeczywistość

Ka­mi­la, skoń­czyw­szy siód­my rok ży­cia, sta­nę­ła przed nową ścież­ką. Nad­szedł w jej ży­ciu waż­ny dzień. Po raz pierw­szy mia­ła pójść do szko­ły. Zbu­dzi­ła się o świ­cie, pod­eks­cy­to­wa­na, a za­ra­zem prze­ra­żo­na za­czy­na­ją­cym się eta­pem. W pew­nym mo­men­cie do po­ko­ju dziew­czyn­ki we­szła mama, któ­ra chcia­ła ją obu­dzić. Spo­strze­gła jed­nak szyb­ko, że Ka­mi­la obu­dzi­ła się nie­co wcze­śniej, a przyj­rzaw­szy się cór­ce, po chwi­li spy­ta­ła:

– Jak two­je na­sta­wie­nie, Ka­mi­lo?

– Czu­ję się szczę­śli­wa, ale tro­chę się boję… – od­par­ła ci­cho dziew­czyn­ka.

– Nie martw się: co­kol­wiek by się dzia­ło, mo­żesz na nas li­czyć. A te­raz zbie­raj się, bo za nie­speł­na pół go­dzi­ny wy­cho­dzi­my.

Ka­mi­la zja­dła swo­je ulu­bio­ne na­le­śni­ki z se­rem, a na­stęp­nie za­czę­ła przy­go­to­wy­wać się do wyj­ścia. Po­śpiesz­nie wło­ży­ła nową bluz­kę z bu­fia­sty­mi rę­ka­wa­mi oraz czar­ną spód­nicz­kę. Gdy dziew­czyn­ka była go­to­wa, obie z mamą wy­szły z domu i uda­ły się w stro­nę szko­ły.

Ta znaj­do­wa­ła się w Kra­ko­wie. Jako że po­go­da do­pi­sy­wa­ła, po­sta­no­wi­ły po­je­chać ro­we­ra­mi. Dziew­czyn­ka nie zna­ła oko­li­cy – był to pierw­szy raz, gdy szła tą dro­gą. Mimo wcze­snej go­dzi­ny słoń­ce świe­ci­ło moc­no, wy­sy­ła­jąc swe pro­mie­nie ku zie­mi. Mniej wię­cej po upły­wie dwóch go­dzin do­tar­ły na miej­sce. Oka­za­ło się, iż szko­ła mie­ści się w sta­rym bu­dyn­ku, któ­ry po­wstał wie­le lat temu. Jak wy­ja­śni­ła Ka­mi­li mama – jesz­cze przed dru­gą woj­ną świa­to­wą. Fa­sa­da zo­sta­ła ob­ło­żo­na czer­wo­ną ce­głą. Tuż obok szko­ły znaj­do­wał się nie­wiel­ki ogró­dek, w któ­rym ro­sły pięk­ne róże. To wła­śnie przy­ku­ło uwa­gę Ka­mi­li. Nie bra­ko­wa­ło rów­nież bo­iska do gry w pił­kę noż­ną, siat­ków­kę oraz ko­szy­ków­kę.

Do­cho­dzi­ła go­dzi­na dzie­sią­ta, kie­dy to miał się roz­po­cząć apel. Wszy­scy cier­pli­wie cze­ka­li na to waż­ne wy­da­rze­nie…

Rozdział 5

Pierwsze dni szkoły

Kie­dy nad­szedł czas, gdy Ka­mi­la mia­ła po­znać no­wych ko­le­gów i ko­le­żan­ki, dziew­czyn­ka po­czu­ła pew­ną oba­wę. Mar­twi­ła się, że w kla­sie nikt jej nie po­lu­bi. Ni­g­dy wcze­śniej nie mia­ła przy­ja­cie­la czy przy­ja­ciół­ki. Po­zna­ła wie­le dzie­ci pod­czas za­baw na po­dwór­ku, lecz były to prze­lot­ne, krót­ko­trwa­łe zna­jo­mo­ści.

Tego dnia po­go­da dia­me­tral­nie się zmie­ni­ła; słoń­ce za­szło gdzieś za chmu­ry, nie­bo po­ciem­nia­ło. Wiał lek­ki wiatr, a drze­wa ko­ły­sa­ły się we wszyst­kie stro­ny. Wraz ze zmia­ną po­go­dy zmie­niał się rów­nież na­strój Ka­mi­li. Tak jak ob­ni­ży­ła się tem­pe­ra­tu­ra po­wie­trza, tak zma­lał po­ziom jej ener­gii i ra­do­ści. Mia­ła wra­że­nie, że coś w niej zga­sło, jak gdy­by ja­kiś cień przy­sło­nił jej uśmiech i pró­bo­wał po­cią­gnąć w ot­chłań roz­pa­czy. Była w peł­ni świa­do­ma, iż ma wspar­cie, że ro­dzi­ce za­wsze są przy niej, lecz jed­nak coś ją mę­czy­ło, wpra­wia­ło w za­kło­po­ta­nie. W tym mo­men­cie zda­ła so­bie spra­wę, że bra­ku­je jej… przy­ja­cie­la. Ko­goś, z kim mo­gła­by o wszyst­kim po­roz­ma­wiać. Po­trze­bo­wa­ła oso­by, któ­rej mo­gła­by się w każ­dym mo­men­cie zwie­rzyć ze swych zmar­twień. Mia­ła wpraw­dzie do­pie­ro sie­dem lat, lecz była dziec­kiem nie­zwy­kle mą­drym i jak na swój wiek doj­rza­łym.

Na­stęp­ne­go dnia lek­cje roz­po­czy­na­ły się wcze­śnie. Ka­mi­la z jed­nej stro­ny cie­szy­ła się ze spo­tka­nia z no­wy­mi ko­le­żan­ka­mi oraz ko­le­ga­mi z kla­sy, lecz gdzieś w głę­bi du­szy na­dal mia­ła oba­wy. Przed szko­łą uj­rza­ła grup­kę osób z jej kla­sy, roz­ma­wia­ją­cych ze sobą. Też mia­ła­by ocho­tę z kimś po­ga­wę­dzić czy się po­śmiać, tak samo jak oni. Chcia­ła przy­łą­czyć się do roz­mo­wy, ale z dru­giej stro­ny… wo­la­ła się nie na­rzu­cać. Prze­szła więc obok, nie­śmia­ło tyl­ko się z nimi wi­ta­jąc.

W pew­nej chwi­li za­uwa­ży­ła dziew­czy­nę o ja­snej kar­na­cji, ubra­ną w żół­tą kurt­kę. Sie­dzia­ła sama, a w ręku trzy­ma­ła książ­kę. Ka­mi­li zda­ło się, że wczo­raj wi­dzia­ła ją na ape­lu, w tej sa­mej kurt­ce. Po­de­szła do niej i z wa­ha­niem w gło­sie za­gad­nę­ła ją:

– Cześć, zda­je się, że bę­dzie­my uczęsz­czać do rów­no­le­głych klas.

– Tak – od­par­ła dziew­czy­na, a po­tem się przed­sta­wi­ła: – Na­zy­wam się Maja. A ty? – spy­ta­ła z za­cie­ka­wie­niem.

– Je­stem Ka­mi­la. Od dziec­ka miesz­kam na wsi, w Zie­lon­kach.

– O… za­wsze ma­rzy­łam, aby mieć swo­ją chat­kę gdzieś na ubo­czu, w ja­kiejś ma­łej wio­sce. Ce­nię so­bie spo­kój i ci­szę – od­par­ła dziew­czyn­ka.

Zna­la­zły wspól­ny ję­zyk; ich roz­mo­wa to­czy­ła się dłu­go. Ga­wę­dzi­ły o swo­ich pa­sjach, za­in­te­re­so­wa­niach. Oka­za­ło się, że Maja, po­dob­nie jak Ka­mi­la, od dłuż­sze­go cza­su in­te­re­su­je się mu­zy­ką. Z nie­wiel­ką róż­ni­cą – ko­le­żan­ka od kil­ku mie­się­cy uczęsz­cza­ła na do­dat­ko­we za­ję­cia śpie­wu, któ­re po­ma­ga­ły jej się roz­wi­jać.

Roz­ma­wia­ły tak, nie zwa­ża­jąc na upły­wa­ją­cy czas. Do lek­cji po­zo­sta­ło za­le­d­wie pięć mi­nut, lecz obie były tak za­ję­te, że zu­peł­nie nie zda­wa­ły so­bie z tego spra­wy. Ich dys­ku­sję prze­rwał do­pie­ro pierw­szy szkol­ny dzwo­nek.

Po pierw­szym dniu – nie li­cząc roz­po­czę­cia roku szkol­ne­go – na­sta­wie­nie Ka­mi­li nie­co się zmie­ni­ło. Roz­mo­wa z nową oso­bą spra­wi­ła, że w jej du­szy za­dzia­ło się coś na mia­rę uzdro­wie­nia, uszczę­śli­wie­nia. Uzna­ła, że Maja jak nikt po­tra­fi wy­słu­chać dru­gie­go czło­wie­ka – że z uwa­gą prze­twa­rza­ła każ­de ko­lej­ne sło­wo Ka­mi­li. Dziew­czy­na po­czu­ła dzię­ki temu, że ma szan­sę na roz­wi­nię­cie no­wej zna­jo­mo­ści, może na­wet na stwo­rze­nie cze­goś pięk­ne­go – przy­jaź­ni? Po­czu­ła, że chy­ba w koń­cu spo­tka­ła tę wła­ści­wą oso­bę, przy­ja­ciół­kę, o ja­kiej każ­dy ma­rzy. Może wła­śnie na­de­szła ta chwi­la?

Wie­rzy­ła, że te­raz może za­cząć nowe, lep­sze ży­cie.

Rozdział 6

Pół roku póź­niej

Mi­nę­ło pół roku od roz­po­czę­cia na­uki w szko­le. Dni mi­ja­ły Ka­mi­li w mgnie­niu oka. Jej sto­sun­ki z oso­ba­mi po­zna­ny­mi we wrze­śniu były w grun­cie rze­czy bar­dzo do­bre. Na­wią­za­ła wie­le no­wych zna­jo­mo­ści, otwo­rzy­ła swą du­szę sze­rzej na in­nych. Za­ra­ża­ła wszyst­kich do­oko­ła swym uśmie­chem.

Tym, co do niej przy­cią­ga­ło, była jej ta­jem­ni­czość. Nie była ra­czej roz­mow­nym ty­pem, za to – świet­nym ob­ser­wa­to­rem i słu­cha­czem. Więk­szość rze­czy kry­ła w so­bie. W za­sa­dzie nie lu­bi­ła mó­wić o so­bie sa­mej. Nie pró­bo­wa­ła w żad­nym stop­niu zwró­cić na sie­bie uwa­gi in­nych. Trud­no było jej prze­ła­mać wła­sne ba­rie­ry i otwo­rzyć się przed no­wy­mi oso­ba­mi. Jed­nak z cza­sem za­czę­ło się jej to uda­wać i od tej pory świet­nie do­ga­dy­wa­ła się z Mają. Dziew­czy­ny wspól­nie spę­dza­ły każ­dą wol­ną chwi­lę, czu­ły się ze sobą do­brze i swo­bod­nie. Czę­sto spa­ce­ro­wa­ły w oko­li­cach szko­ły, od­wie­dza­ły się wza­jem­nie, cho­dzi­ły na róż­ne­go ro­dza­ju przed­sta­wie­nia, spek­ta­kle, krót­ko mó­wiąc – two­rzy­ły pięk­ne wspo­mnie­nia.

Rozdział 7

Ma­rzec, rok 2020

Czasy obecne

Ka­mi­la jako pięt­na­sto­let­nia już dziew­czy­na mia­ła nie­ba­wem przy­stą­pić do waż­ne­go ży­cio­we­go spraw­dzia­nu – eg­za­mi­nu ósmo­kla­si­sty. Była tym nie­co po­de­ner­wo­wa­na. Ostat­nie mie­sią­ce spę­dza­ła na przy­go­to­wa­niach, re­gu­lar­nie po­wta­rza­jąc ma­te­riał. Naj­bar­dziej oba­wia­ła się ma­te­ma­ty­ki – na­uki ści­słe nie były bo­wiem jej moc­ną stro­ną. Zo­sta­ły za­le­d­wie dwa mie­sią­ce do eg­za­mi­nów, co wią­za­ło się też z wy­bo­rem no­wej szko­ły. Na­sto­lat­ka była pra­wie pew­na, do­kąd chcia­ła­by udać się po skoń­cze­niu pod­sta­wów­ki. My­śla­ła o pro­fi­lu hu­ma­ni­stycz­nym. Mo­gła­by wów­czas da­lej piąć się w górę. Mia­ła­by moż­li­wość po­głę­biać swo­ją wie­dzę, po­zna­wać taj­ni­ki ana­li­zy wszel­kich tek­stów kul­tu­ry. Był to ide­al­ny kie­ru­nek dla oso­by pra­gną­cej roz­wi­jać swo­je za­in­te­re­so­wa­nia zwią­za­ne przede wszyst­kim ze sztu­ką, li­te­ra­tu­rą czy kul­tu­rą.

Jej przy­ja­ciół­ka Maja, z któ­rą zna­ła się już do­bre osiem lat, ku za­sko­cze­niu Ka­mi­li po­sta­no­wi­ła po wa­ka­cjach roz­po­cząć dal­szy etap edu­ka­cji na zu­peł­nie in­nym pro­fi­lu niż ona. Za­dzi­wi­ło ją to, gdyż od dziec­ka łą­czy­ło je to samo umi­ło­wa­nie do mu­zy­ki; zresz­tą ko­le­żan­ka mia­ła już na­wet małe pla­ny na swą przy­szłość. Ka­mi­la przy­po­mnia­ła so­bie dzień, w któ­rym mó­wi­ła jej, jak bar­dzo chcia­ła­by, gdy do­ro­śnie, wy­dać swo­ją wła­sną pio­sen­kę. Te­raz przy­ja­ciół­ka oznaj­mi­ła jed­nak, iż ostat­nio za­in­try­go­wa­ły ją na­uki przy­rod­ni­cze oraz ma­te­ma­ty­ka.

Mimo to Ka­mi­la w peł­ni za­ak­cep­to­wa­ła ten wy­bór. W koń­cu była jej na­praw­dę bli­ską oso­bą i wspie­ra­ła ją w każ­dy moż­li­wy spo­sób. Cie­szy­ła się szczę­ściem Mai. Sta­wia­ła szczę­ście in­nych po­nad swo­je, a po­nad­to dużo bar­dziej wo­la­ła wy­słu­chać dru­gą oso­bę, ani­że­li mó­wić o so­bie sa­mej i swych pro­ble­mach.

Gdy mia­ła za­le­d­wie dwa­na­ście lat, Ka­mi­lę spo­tka­ła ogrom­na tra­ge­dia. Do­kład­nie trzy lata temu jej tata zmie­rzał wła­śnie na uro­dzi­ny cór­ki. Miał to być dla dziew­czy­ny wy­jąt­ko­wy dzień. Przy­ję­cie za­pla­no­wa­no na go­dzi­nę szes­na­stą. Wszy­scy za­pro­sze­ni go­ście już się ze­bra­li. Bra­ko­wa­ło jed­nej oso­by. Wy­bi­ła wska­za­na go­dzi­na, a ojca Ka­mi­li na­dal nie było. Wraz z mamą za­czę­ły się nie­po­ko­ić, gdyż był on z za­sa­dy bar­dzo punk­tu­al­ny. Po­sta­no­wi­ły więc wy­ko­nać te­le­fon. Prze­pro­si­ły ze­bra­nych już go­ści i uda­ły się w kie­run­ku po­ko­ju na pię­trze. Mi­nę­ło kil­ka do­brych mi­nut, nim w koń­cu uda­ło im się do­dzwo­nić. Tata Ka­mi­li oznaj­mił, że na dro­dze jest nie­zwy­kle tłocz­no i z tego wła­śnie po­wo­du nie zdo­ła przy­być na czas. Roz­mo­wa się skoń­czy­ła, lecz wtem dziew­czy­na usły­sza­ła dźwięk po­wia­do­mie­nia i do­strze­gła wia­do­mość:

Ka­mi­lo, wy­bacz mi, po­sta­ram się do­trzeć naj­szyb­ciej, jak tyl­ko bę­dzie to moż­li­we. Na­praw­dę chciał­bym już Was uj­rzeć i przy­tu­lić. Ści­skam i ca­łu­ję – tata.

Rozdział 8

Li­piec, rok 2017

Urodziny Kamili

Po wy­ko­na­niu te­le­fo­nu obie wró­ci­ły do go­ści, któ­rzy za­sie­dli już przy sto­le. Uro­czy­stość od­by­wa­ła się na ta­ra­sie, a tuż obok znaj­do­wał się nie­wiel­ki ogró­dek. Nie był to jed­nak taki ogród jak na wsi. Ka­mi­li tę­sk­no było za tym daw­nym, w któ­rym czy­ta­ła, ry­so­wa­ła i za­chwy­ca­ła się spo­ko­jem oraz har­mo­nią. Od­kąd wy­pro­wa­dzi­li się z Zie­lo­nek i za­miesz­ka­li w Kra­ko­wie, czu­ła się ja­koś nie­pew­nie i nie­swo­jo. Mia­ła wra­że­nie, jak gdy­by nie była w swo­im wła­snym domu, tyl­ko zu­peł­nie ob­cym, nie­zna­nym jej do­tąd miej­scu.

Tego po­god­ne­go lip­co­we­go wie­czo­ru, nim usia­dła ra­zem ze wszyst­ki­mi, opu­ści­ła jesz­cze na chwi­lę go­ści i uda­ła się do ogro­du. Za­mknę­ła oczy… i nie­spo­dzie­wa­nie za­snę­ła. Na nie­bie uka­za­ły się świe­cą­ce punk­ty gwiazd, ga­lak­tyk i pla­net. Ka­mi­la le­ża­ła na za­bra­nym z domu ogrom­nym kocu, ze skrzy­żo­wa­ny­mi na klat­ce pier­sio­wej rę­ko­ma, i wpa­try­wa­ła się w skle­pie­nie nie­bie­skie.

– Mi­liar­dy gwiazd po­chy­la­ją się nad nami każ­de­go dnia, by oświe­tlać na­szą dro­gę… – mó­wi­ła sama do sie­bie.

Li­czy­ła gwiaz­dy i my­śla­ła, że choć lu­dzie są tak da­le­ko od sie­bie, to jed­nak wszy­scy śpią pod jed­nym nie­bem. Dłu­go się w nie wpa­try­wa­ła. Na­gle uj­rza­ła coś, cze­go ni­g­dy wcze­śniej nie zo­ba­czy­ła – do­strze­gła spa­da­ją­cą gwiaz­dę. Od razu, gdy ją zo­ba­czy­ła, ze­rwa­ła się z zie­mi i wy­po­wie­dzia­ła ży­cze­nie:

– Pra­gnę spo­ko­ju na świe­cie, a tak­że przy­jaź­ni na całe ży­cie. Ma­rzy mi się, moi dro­dzy, taki świat, w któ­rym już ża­den czło­wiek nie mu­siał­by się bać…

Po chwi­li się obu­dzi­ła i zda­ła so­bie spra­wę, że pora wra­cać do domu, gdyż na ta­ra­sie cze­ka­ją na nią go­ście. Stół był już na­kry­ty, a wszyst­ko upięk­sza­ły po­sta­wio­ne na sa­mym środ­ku kwia­ty. Przy­ję­cie się roz­po­czę­ło. Przy­by­li zło­ży­li so­le­ni­zant­ce ży­cze­nia, po czym Ka­mi­la zdmuch­nę­ła świecz­ki na tor­cie. Po­my­śla­ła ży­cze­nie – było to do­kład­nie to samo ży­cze­nie, któ­re wy­po­wie­dzia­ła we śnie.

Gdy wszy­scy ode­szli już od sto­łu, nie­spo­koj­na Ka­mi­la uda­ła się do ła­zien­ki. Cie­szy­ła się z uro­dzin, lecz bra­ko­wa­ło jej to­wa­rzy­stwa taty; nie wi­dzia­ła go od dłu­gie­go cza­su. Mi­nę­ła go­dzi­na od roz­mo­wy z nim i cią­gle go nie było. Pró­bo­wa­ła się z nim po­łą­czyć, lecz pró­by na nic się zda­ły. Po­ziom jej nie­po­ko­ju wzrósł strasz­li­wie, w jej oczach bły­snę­ły łzy. Gdy wy­szła z po­miesz­cze­nia, na­po­tka­ła mamę. Ka­mi­la ukry­ła we­wnętrz­ny smu­tek, cho­ciaż oczy jej się za­szkli­ły. Pró­bo­wa­ła po­wstrzy­mać się od pła­czu. Bała się, że ta­cie mo­gło się coś stać. Mia­ła strasz­li­we wi­zje – zda­wa­ło jej się, że oj­ciec gi­nie na jej oczach, cały we krwi, mó­wiąc, że ko­cha swo­ją cór­kę i że ni­g­dy o niej nie za­po­mni, że na za­wsze już po­zo­sta­nie w jego pa­mię­ci. Po­tem zda­wa­ło jej się, że jej tata je­chał dro­gą przez most, a tuż pod nim była woda, i przy­wi­dzia­ło jej się, że on wpa­da w tę ot­chłań, z któ­rej już ni­g­dy nie zdo­ła się wy­do­stać. Po krót­kiej chwi­li ob­raz znik­nął i po­wró­ci­ła do rze­czy­wi­sto­ści.

Wszy­scy cze­ka­li cier­pli­wie na so­le­ni­zant­kę. W pew­nym mo­men­cie mama spy­ta­ła dziew­czy­nę:

– Ka­mi­lo, czy wszyst­ko w po­rząd­ku?

– Tak – od­par­ła, po­mi­mo że praw­da była zu­peł­nie inna.

– No do­brze. Po­sta­no­wi­li­śmy wspól­nie, że wy­bie­rze­my się ra­zem na spa­cer, co ty na to?

– Do­bry po­mysł – od­po­wie­dzia­ła po chwi­li na­my­słu.

– W ta­kim ra­zie za­łóż buty, a my po­cze­ka­my na cie­bie przed wej­ściem.

Wy­szła do nich po chwi­li za­my­ślo­na, za­po­mnia­ła na­wet za­mknąć za sobą drzwi. Wraz z ca­łym to­wa­rzy­stwem uda­ła się na prze­chadz­kę po oko­li­cy. Za­bra­ła ze sobą te­le­fon i słu­chaw­ki. Tak na­praw­dę nie była w sta­nie na ni­czym się sku­pić, jej my­śli były bo­wiem w peł­ni skon­cen­tro­wa­ne na ta­cie. Wciąż mia­ła na­dzie­ję, że stoi gdzieś w kor­ku w za­tło­czo­nym mie­ście i nie­ba­wem wresz­cie go zo­ba­czy, uści­ska i po­wie mu, jak bar­dzo go ko­cha. Przy­ro­da, któ­rą daw­niej się za­chwy­ca­ła, te­raz sta­ła jej się obo­jęt­na. Świat zmie­nił jak­by ko­lor w jej oczach – stał się sza­ry, po­nu­ry.

Rozdział 9

Sier­pień, rok 2017

Miesiąc po urodzinach

Ten po­ra­nek za­po­wia­dał się desz­czo­wo. Chmu­ry przy­sło­ni­ły słoń­ce. Nie­bo sta­wa­ło się sza­re, nie­mal czar­ne. Na­gle ze­rwał się po­ry­wi­sty, sil­ny wiatr, po czym roz­pę­ta­ła się strasz­li­wa bu­rza. Pta­ki po­cho­wa­ły się gdzieś pod ko­ro­na­mi drzew, by zna­leźć bez­piecz­ne schro­nie­nie. Na uli­cach cho­dzi­li, a na­wet bie­ga­li lu­dzie, głów­nie dzie­ci, zmie­rza­ją­cy do swych do­mów. Z po­bli­skich bu­dyn­ków sły­chać było szcze­ka­nie psów, z pew­no­ścią prze­stra­szo­nych gwał­tow­nie zmie­nia­ją­cą się po­go­dą. Uli­ce świe­ci­ły już pust­ka­mi. Nie­mal każ­dy za­mknął się w swo­im do­mo­wym za­ci­szu.

Ka­mi­la nie spa­ła dziś naj­le­piej. Kil­ka­krot­nie zry­wa­ła się z po­ście­li. W nocy przy­śnił się jej tata. Z tego też po­wo­du obu­dzi­ła się za­pła­ka­na i roz­trzę­sio­na. Z po­cząt­ku nie wie­dzia­ła, co się dzie­je, lecz po krót­kiej chwi­li zro­zu­mia­ła, że to tyl­ko zły sen. Naj­gor­sze było to, że nikt, ab­so­lut­nie nikt, nie wie­dział, co się z nim sta­ło – gdzie prze­by­wał, co ro­bił. Znik­nął bez śla­du, jak­by za­padł się pod zie­mię.

Była so­bo­ta, więc Ka­mi­la wsta­ła nie­co póź­niej niż zwy­kle. Do­cho­dzi­ła go­dzi­na dzie­sią­ta. Dziew­czy­na uda­ła się do ła­zien­ki, umy­ła twarz, po czym ze­szła na dół, aby przy­wi­tać się z mamą. Oka­za­ło się, że nie ma jej w sa­lo­nie. Ru­szy­ła więc na dal­sze po­szu­ki­wa­nia.

Prze­szła już chy­ba wszyst­kie za­kąt­ki swe­go domu i na­dal ni­g­dzie jej nie zna­la­zła. Wró­ci­ła do swo­je­go po­ko­ju i spoj­rza­ła przez okno – wresz­cie do­strze­gła mamę. Po chwi­li ko­bie­ta otwo­rzy­ła drzwi i już wcho­dząc, zo­ba­czy­ła wy­stra­szo­ną cór­kę.

– Mamo… gdzie by­łaś? Wiesz, jak się o cie­bie mar­twi­łam?! – Ka­mi­la bez ogró­dek ru­szy­ła z pre­ten­sja­mi.

– Prze­pra­szam cię naj­moc­niej, mu­sia­łam na mo­ment wyjść. Wi­dzia­łam, że jesz­cze śpisz, więc nie chcia­łam cię bu­dzić…

– Nie by­ła­bym zła na­wet wte­dy, gdy­byś mnie obu­dzi­ła. Ale na­stęp­nym ra­zem uprzedź mnie, pro­szę. Zo­staw cho­ciaż kart­kę z two­im pod­pi­sem.

– Obie­cu­ję, có­recz­ko, że tak zro­bię, jesz­cze raz cię prze­pra­szam.

– W po­rząd­ku – od­po­wie­dzia­ła dziew­czy­na, lek­ko się uśmie­cha­jąc.

Mag­da­le­nie było na­praw­dę przy­kro.

– Chcia­ła­bym ci to wy­na­gro­dzić. Co po­wiesz na two­je ulu­bio­ne na­le­śni­ki?

– Bar­dzo chęt­nie, umie­ram z gło­du. – Ka­mi­la żar­to­bli­wym ge­stem do­tknę­ła brzu­cha.

– Na ra­zie pójdź do swo­je­go po­ko­ju, a gdy śnia­da­nie bę­dzie go­to­we, za­wo­łam cię, byś ze­szła na dół do kuch­ni.

Dziew­czy­na uda­ła się do swo­je­go po­ko­ju na pię­trze i za­mknę­ła za sobą drzwi. Usia­dła na swym du­żym łóż­ku. Było już po je­de­na­stej, lecz na­dal go nie po­ście­li­ła. Przez tę całą sy­tu­ację z po­ran­ka cał­ko­wi­cie o tym za­po­mnia­ła.

Po upły­wie nie­speł­na dwu­dzie­stu mi­nut usły­sza­ła wo­ła­nie z dołu:

– Ka­mi­lo, zejdź na śnia­da­nie.

Ubra­ła więc swo­je fu­ter­ko­we kap­cie, któ­re do­sta­ła w ze­szłym roku od taty, i po­szła. Mama przy­go­to­wa­ła już po­si­łek – wie­dzia­ła, że Ka­mi­la uwiel­bia na­le­śni­ki i zwy­kle, gdy się po­sprze­cza­ły, w ra­mach prze­pro­sin przy­go­to­wy­wa­ła je cór­ce. Usia­dły ra­zem do sto­łu.

Po krót­kiej chwi­li dziew­czy­na za­da­ła jed­no py­ta­nie:

– Mamo, a co, je­śli tata już do nas nie wró­ci? Może opu­ścił nas już na za­wsze?

– Nie mów tak, tata na pew­no prę­dzej czy póź­niej do nas wró­ci, wie­rzę w to głę­bo­ko – od­po­wie­dzia­ła Mag­da­le­na, w głę­bi du­szy była jed­nak po­de­ner­wo­wa­na. Nie mo­gła prze­cież tego w tej chwi­li obie­cać cór­ce, po­nie­waż nie była pew­na, co fak­tycz­nie się z nim sta­ło.

– A co, je­śli nie? – mruk­nę­ła pół­gło­sem Ka­mi­la.

– Jedz, pro­szę, bo wy­sty­gnie ci je­dze­nie, i nie za­mar­twiaj się na za­pas – od­par­ła ko­bie­ta, wie­dząc, że cór­ka do­my­śla się, co tak na­praw­dę mo­gło się stać.

Ka­mi­la nie ode­zwa­ła się już sło­wem. W ci­szy skoń­czy­ła po­si­łek, wy­pi­ła dusz­kiem her­ba­tę, po czym po­now­nie po­szła na górę. Po­trze­bo­wa­ła chwi­li sa­mot­no­ści.

Rozdział 10

Gru­dzień, rok 2017

Pół roku po urodzinach

Mi­ja­ły ko­lej­ne mie­sią­ce i nic się nie zmie­nia­ło. W domu pa­no­wa­ła zu­peł­na ci­sza, Ka­mi­la wpa­dła w stan me­lan­cho­lii, roz­my­śla­ła nad swo­im do­tych­cza­so­wym ży­ciem, tkwi­ła z gło­wą w chmu­rach. Co­raz czę­ściej za­my­ka­ła się w swo­im po­ko­ju i rzad­ko roz­ma­wia­ła z mamą. Wo­la­ła spę­dzać czas w od­osob­nie­niu – wte­dy mo­gła do­kład­niej zde­fi­nio­wać to, co czu­je. W to­wa­rzy­stwie in­nych osób nie mo­gła tego do­ko­nać – roz­pra­sza­ły ją. W sa­mot­no­ści była w sta­nie za­głę­bić się w taj­ni­ki wła­snej du­szy i prze­pro­wa­dzić głęb­sze ana­li­zy kon­kret­nych sy­tu­acji czy zda­rzeń.

Mag­da­le­na, po­dob­nie jak jej cór­ka, ostat­ni­mi cza­sy nie była w hu­mo­rze. W pra­cy nie ukła­da­ło jej się zbyt do­brze, była nie­co oschła dla swo­ich klien­tów. Wkrót­ce oznaj­mi­ła cór­ce, że zre­zy­gno­wa­ła z do­tych­cza­so­wej pra­cy. Ka­mi­la była tym wy­zna­niem szcze­rze za­sko­czo­na. Nie spo­dzie­wa­ła się ta­kie­go ob­ro­tu zda­rzeń.

Do­pie­ro póź­nym wie­czo­rem, kie­dy świa­tło lamp­ki w po­ko­ju Ka­mi­li rzu­ca­ło cie­nie na ścia­nę, dziew­czy­na po­my­śla­ła o Pau­li­nie. Ich kon­takt w ostat­nim cza­sie znacz­nie się roz­luź­nił. Roz­mo­wy były krót­kie, zdaw­ko­we. Pau­li­na sta­ra­ła się być obec­na, lecz Ka­mi­la co­raz bar­dziej izo­lo­wa­ła się od wszyst­kich. Młod­sza z sióstr wy­czu­ła to. Nie do­py­ty­wa­ła. Nie na­ci­ska­ła.

Po­zo­sta­wi­ła jej prze­strzeń. A cza­sem to naj­trud­niej­sza for­ma tro­ski.

Rozdział 11

Po­czą­tek kwiet­nia, rok 2020

Pew­ne­go po­ran­ka Ka­mi­la po­mi­mo week­en­du zbu­dzi­ła się wcze­śniej – była do­pie­ro siód­ma rano. Pró­bo­wa­ła po­now­nie za­snąć, lecz nie mo­gła. Po pew­nym cza­sie wsta­ła więc, prze­cią­gnę­ła się kil­ka razy i po­szła do kuch­ni, aby przy­go­to­wać so­bie fi­li­żan­kę kawy. Mimo że – jak na dzień wol­ny – wsta­ła bar­dzo wcze­śnie, była peł­na ener­gii. Czu­ła się zu­peł­nie do­brze. Scho­dząc na dół, za­uwa­ży­ła, że mama tak­że nie śpi. Przy­wi­ta­ła się więc z nią.

– Nie śpisz już? Jesz­cze nie wy­bi­ła siód­ma trzy­dzie­ści, a ty już na no­gach? – spy­ta­ła nie­co zdzi­wio­na Mag­da­le­na.

– Ow­szem, przez chwi­lę pró­bo­wa­łam jesz­cze za­snąć, ale nie mo­głam.

– Mam dla cie­bie bar­dzo do­bre wie­ści. Gdy już przy­go­tu­jesz so­bie kawę, przyjdź, pro­szę, do sa­lo­nu, chcia­ła­bym z tobą po­roz­ma­wiać.

– W po­rząd­ku – od­po­wie­dzia­ła dziew­czy­na, za­cie­ka­wio­na, co jej mama chcia­ła jej prze­ka­zać.

Wy­cią­gnę­ła z szaf­ki ulu­bio­ną por­ce­la­no­wą fi­li­żan­kę, wla­ła kawę, a na­stęp­nie, zgod­nie z proś­bą ro­dzi­ciel­ki, skie­ro­wa­ła się do sa­lo­nu.

– Już je­stem. A więc o czym chcia­łaś mnie po­in­for­mo­wać?

– Obu­dzi­ła mnie dzi­siaj wia­do­mość. Nie masz na­wet po­ję­cia, od kogo.

– Od kogo? – za­py­ta­ła za­cie­ka­wio­na dziew­czy­na.

– Od taty… Ode­zwał się… Po trzech la­tach.

Mag­da­le­na się­gnę­ła po te­le­fon.

Wi­taj, Mag­do. Prze­pra­szam, że nie od­zy­wa­łem się tak dłu­go, ale nie by­łem w sta­nie. Wiem, że po tak dłu­gim cza­sie ten SMS może wy­da­wać się ab­sur­dal­ny, ale mu­szę to prze­ka­zać… Znik­ną­łem. Wiem, że Was to bo­la­ło. Nie mam na swo­je uspra­wie­dli­wie­nie nic, co mo­gło­by zma­zać cały ból, jaki Wam za­da­łem. Jed­nak praw­da jest taka, że tam­te­go dnia coś we mnie pę­kło. Czu­łem się cał­ko­wi­cie wy­pa­lo­ny i przy­tło­czo­ny – nie tyl­ko pra­cą, ale wszyst­kim. Znik­ną­łem, po­nie­waż nie po­tra­fi­łem ina­czej. Za­wio­dłem. Tak bar­dzo ba­łem się po­ka­zać, że nie daję so­bie rady. Za­mkną­łem się w so­bie, po czym wy­je­cha­łem. Ba­łem się ode­zwać, na­pi­sać. Prze­ro­sło mnie to. Z każ­dym ko­lej­nym mie­sią­cem było mi co­raz trud­niej. Mimo to cały czas my­śla­łem o Was, aż wresz­cie zro­zu­mia­łem, że nie mogę ucie­kać. Wiem też, że nie mam pra­wa ocze­ki­wać wy­ba­cze­nia. Pro­szę jed­nak o jed­no: po­zwól mi cho­ciaż spró­bo­wać się ode­zwać. Bar­dzo za Wami tę­sk­nię…

Ka­mi­la przez chwi­lę mil­cza­ła. Mia­ła wra­że­nie, że to tyl­ko sen, z któ­re­go za­raz się ock­nie i po­wró­ci do sza­rej rze­czy­wi­sto­ści. Nie do­wie­rza­ła temu, co wła­śnie przed chwi­lecz­ką usły­sza­ła.

– Mamo, czy mó­wisz po­waż­nie?

– Jak naj­bar­dziej po­waż­nie. Prze­czy­ta­łam wia­do­mość kil­ka razy, do­kład­nie spraw­dzi­łam nu­mer oso­by, od któ­rej otrzy­ma­łam SMS-a. To pew­ne: tata żyje! – od­par­ła.

– A czy tata na­pi­sał, kie­dy nas od­wie­dzi?

– Nie okre­ślił tego do­kład­nie, lecz na pew­no się z nami zo­ba­czy. Na­pi­sał, że tę­sk­ni. Do­dał też, że bę­dzie się re­gu­lar­nie od­zy­wać – mó­wi­ła Mag­da­le­na z ra­do­ścią.

Pa­trzy­ły na sie­bie przez chwi­lę. Z ich oczu znik­nę­ła oba­wa, a wy­peł­ni­ła je ra­dość. Na twa­rzach po­ja­wił się szcze­ry uśmiech, jaki nie go­ścił u nich już od dłuż­sze­go cza­su. Mimo że wcze­śniej do koń­ca so­bie tego nie uświa­da­mia­ły, to, praw­dę mó­wiąc, w głę­bi ser­ca sta­le wie­rzy­ły, że na­praw­dę żyje i wkrót­ce go zo­ba­czą. Li­czy­ły na to.

Rozdział 12

Kwie­cień, rok 2020

Tydzień po otrzymaniu wiadomości

Kil­ka ostat­nich dni upły­nę­ło nie­co spo­koj­niej. W koń­cu obie od tak dłu­gie­go cza­su cze­ka­ły na ja­ką­kol­wiek wia­do­mość… i wresz­cie się do­cze­ka­ły. Mag­da­le­na try­ska­ła tą samą ener­gią co daw­niej; dziew­czy­na cie­szy­ła się z tego bar­dzo, gdyż czu­ła, że ma­mie po­wra­ca daw­na ra­dość ży­cia, któ­rą za­ra­ża­ła ją samą. To dzię­ki niej co dnia od­naj­dy­wa­ła w so­bie siłę, to mama wspie­ra­ła ją w tych naj­trud­niej­szych mo­men­tach, kie­dy po­trze­bo­wa­ła po­mo­cy. Cza­sem zwy­kłe przy­tu­le­nie spra­wia­ło, że czu­ła się o nie­bo le­piej. Bez wąt­pie­nia po­trze­bo­wa­ła owej tro­ski. Mia­ło to na nią uzdra­wia­ją­cy, ko­ją­cy wpływ; uśmie­rza­ło cały jej ból, jaki no­si­ła w ser­cu. Nie po­trze­bo­wa­ła dro­gich, mar­ko­wych ubrań, ko­sme­ty­ków i tym po­dob­nych ga­dże­tów. Spra­wy ma­te­rial­ne nie mia­ły dla niej więk­sze­go zna­cze­nia. Uwa­ża­ła, że to, co moż­na ku­pić za pie­nią­dze, nie jest naj­cen­niej­sze. Naj­wyż­szą war­tość sta­no­wił czło­wiek, czas po­świę­ca­ny dru­giej oso­bie. Są­dzi­ła, iż po­świę­ca­jąc ko­muś choć­by krót­ką chwi­lę, od­da­je­my mu cząst­kę wła­sne­go ży­cia, któ­rej już ni­g­dy nie od­zy­ska­my – dla­te­go jest ona tak cen­na. Praw­dzi­wej, szcze­rej re­la­cji z in­nym czło­wie­kiem nie da się ku­pić za żad­ne pie­nią­dze. Co bo­wiem da­ło­by ko­muś całe to bo­gac­two, któ­re by po­sia­dał, gdy­by nie obec­ność dru­giej oso­by, z któ­rą mógł­by cie­szyć się dniem dzi­siej­szym i nie mar­twić się o ju­tro; w któ­rej tak na­praw­dę zna­la­zł­by opar­cie. No i ko­niec koń­ców… cóż wów­czas zna­czy to, jaki ma­ją­tek się po­sia­da?

Ka­mi­la zda­wa­ła so­bie spra­wę z tego, jak wy­glą­da dzi­siej­szy świat. Wska­zu­je nam się na to, do cze­go „po­win­ni­śmy” dą­żyć. W du­żej mie­rze te­le­wi­zja czy środ­ki ma­so­we­go prze­ka­zu za­grze­wa­ją nas do tego, aby­śmy zdo­by­wa­li bo­gac­two, a tak­że wła­dzę. Ży­je­my w do­bie in­ter­ne­tu; so­cial me­dia po­ka­zu­ją nam „ide­al­ne” ży­cie zna­nych osób – w luk­su­sach i bez­tro­sce. Czę­sto są to wy­ide­ali­zo­wa­ne ob­ra­zy, a rze­czy­wi­stość może być zu­peł­nie inna, niż nam się wy­da­je. Bo­ga­ci lu­dzie ota­cza­ją się prze­py­chem, mają ogrom­ne środ­ki fi­nan­so­we, lecz czy aby na pew­no są szczę­śliw­si od tych nie­co uboż­szych? Czy aby na pew­no słusz­nie za­zdro­ści im się tego, co po­sia­da­ją? Może i dzię­ki wy­so­kim za­rob­kom nie mu­szą się oni mar­twić o do­bra ma­te­rial­ne, żyją wy­god­nie. Lecz tak samo jak inni prę­dzej czy póź­niej będą zma­gać się z pro­ble­ma­mi, ja­kie na­po­tka­ją na swo­jej dro­dze. Każ­de­mu z nas trud­no jest się uwol­nić od trosk czy zmar­twień. Nie­ste­ty – ży­cie nie za­wsze jest ko­lo­ro­we i nie za­wsze bę­dzie ta­kie, ja­kie chcie­li­by­śmy, aby było. Zda­rza­ją się za­rów­no te pięk­ne, nie­za­po­mnia­ne chwi­le, jak i mo­men­ty smut­ku, przy­gnę­bie­nia. Cze­ka­ją nas wzlo­ty i upad­ki, ale naj­waż­niej­sze jest to, aby­śmy ni­g­dy nie tra­ci­li wia­ry w lep­sze ju­tro. Każ­dy dzień jest szan­są na stwo­rze­nie cze­goś no­we­go, wy­jąt­ko­we­go. Ow­szem, pie­nią­dze w pew­nym stop­niu mogą po­pra­wić stan­dard ży­cia, jed­nak nie gwa­ran­tu­ją, iż czło­wiek bę­dzie wów­czas szczę­śliw­szy. Wy­star­czy cho­ciaż­by cho­ro­ba, a wtem prze­ko­nu­je­my się, że za po­sia­da­ne pie­nią­dze zdro­wia nie ku­pi­my.

Rozdział 13

Maj 2020 roku

Tydzień przed egzaminami

Zo­stał za­le­d­wie ty­dzień do pierw­sze­go dnia eg­za­mi­nów. Ka­mi­la co­dzien­nie po­świę­ca­ła co naj­mniej go­dzi­nę na so­lid­ne po­wtór­ki, do­kła­da­ła wszel­kich sta­rań, by jak naj­le­piej się przy­go­to­wać. Mag­da­le­na po­dzi­wia­ła za­pał cór­ki do na­uki, jej do­kład­ność i su­mien­ność. Ona bo­wiem w jej wie­ku opusz­cza­ła czę­sto za­ję­cia – nie na­le­ża­ła do naj­pil­niej­szych osób. Była prze­cięt­ną uczen­ni­cą, jak więk­szość osób w jej szko­le. Ka­mi­la zaś w tym cza­sie, kie­dy jej ko­le­żan­ki i ko­le­dzy się spo­ty­ka­li, sia­da­ła do ksią­żek, wo­la­ła po­wta­rzać ma­te­riał, gdyż za­le­ża­ło jej na wy­so­kich wy­ni­kach z eg­za­mi­nów. Była nie­zwy­kle am­bit­na, upar­cie dą­ży­ła do celu. Wie­dzia­ła, że cięż­ką pra­cą może w ży­ciu wie­le osią­gnąć. Nie re­zy­gno­wa­ła z cze­goś ze wzglę­du na to, że było cięż­ko – nie, ona ni­g­dy się nie pod­da­wa­ła; gdy po­sta­no­wi­ła cze­goś do­ko­nać, nic nie było w sta­nie jej przed tym po­wstrzy­mać.

Pierw­sze­go dnia miał się od­być eg­za­min z ję­zy­ka pol­skie­go. Dru­gie­go ucznio­wie mie­li przy­stą­pić do eg­za­mi­nu z ma­te­ma­ty­ki, a trze­cie­go, ostat­nie­go już dnia – z ję­zy­ka ob­ce­go; w przy­pad­ku Ka­mi­li był to ję­zyk an­giel­ski.

Rozdział 14

Pierw­szy dzień eg­za­mi­nów

Nad­szedł dla Ka­mi­li waż­ny dzień. Wła­śnie dzi­siaj mia­ła przy­stą­pić do pierw­sze­go eg­za­mi­nu. Jak nie­mal­że każ­dy, była lek­ko ze­stre­so­wa­na, mar­twi­ła się, jak na­pi­sze. Rano wsta­ła chwi­lę przed siód­mą; w szko­le mia­ła być o dzie­wią­tej. Wy­pi­ła kawę w swo­jej fi­li­żan­ce. Na­stęp­nie mama przy­go­to­wa­ła jej ulu­bio­ne na­le­śni­ki. Zja­dła ze sma­kiem, a po skoń­czo­nym po­sił­ku uda­ła się do po­ko­ju, by prze­brać się w przy­go­to­wa­ne po­przed­nie­go wie­czo­ru ubra­nia. Dzi­siaj za­ło­ży­ła nie­dłu­gą bia­łą ko­szu­lę z krót­kim rę­ka­wem, dłu­gą czar­ną spód­nicz­kę oraz buty na nie­wiel­kim ob­ca­sie. Oko­ło ósmej dwa­dzie­ścia wraz z mamą wy­szły z domu i wsia­dły do sa­mo­cho­du. Dro­ga upły­nę­ła im na roz­mo­wach.

– Wie­rzę, że uda ci się do­brze na­pi­sać dzi­siej­szy eg­za­min. Je­steś mą­dra, oczy­ta­na, z pew­no­ścią so­bie po­ra­dzisz – za­su­ge­ro­wa­ła mama.

– Dzię­ku­ję, że we mnie wie­rzysz, to dużo dla mnie zna­czy, jed­nak bar­dzo się stre­su­ję… Za­le­ży mi na tym, aby do­brze na­pi­sać – od­po­wie­dzia­ła na­sto­lat­ka.

– Do­my­ślam się, co mo­żesz w tej chwi­li czuć. To pierw­szy po­waż­ny eg­za­min w two­im ży­ciu. De­ner­wu­jesz się, co oczy­wi­ste, ale to zna­czy, że na­praw­dę ci na tym za­le­ży. Masz pra­wo do prze­ży­wa­nia i wy­ra­ża­nia swo­ich uczuć. Pa­mię­taj jed­nak, że nie­za­leż­nie od tego, jak na­pi­szesz, ja za­wsze będę z cie­bie dum­na.

– Wiem, mamo. Dzię­ku­ję, że je­steś – od­po­wie­dzia­ła ze łza­mi w oczach i z nie­śmia­łym uśmie­chem Ka­mi­la.

– Za pięć mi­nut bę­dzie­my na miej­scu. Czy umó­wi­łaś się z Mają?

– Tak, na­pi­sa­ła mi, że już wy­szła i za­raz po­win­na być pod szko­łą.

– Do­brze. Po­tem mo­żesz za­pro­sić Maję do sie­bie. Przy­go­tu­ję wam coś do je­dze­nia i zo­sta­wię pie­nią­dze, gdy­by­ście chcia­ły gdzieś wyjść. Dziś jadę do pra­cy, będę w domu do­syć póź­no. W ra­zie po­trze­by dzwoń.

– Ro­zu­miem, dzię­ku­ję. Za­py­tam Maję, czy nie ma na dzi­siej­szy dzień żad­nych pla­nów i czy ze­chce mnie od­wie­dzić.

– Do­brze. Je­ste­śmy na miej­scu, więc ży­czę wam po­wo­dze­nia. Gło­wa do góry! Ja wie­rzę, że się uda! – rzu­ci­ła we­so­ło mama Ka­mi­li na po­że­gna­nie.

Gdy Ka­mi­la wy­sia­dła z auta, zza rogu wy­ło­ni­ła się dziew­czy­na o blond wło­sach, w czar­nej su­kien­ce – Maja. Pod­bie­gły do sie­bie, przy­tu­li­ły się, po czym skie­ro­wa­ły się w stro­nę szko­ły. Przed pla­ców­ką było już wi­dać tłum lu­dzi, w tym oso­by z ich kla­sy. Po­de­szły do nich i roz­po­czę­ły roz­mo­wę.

– Hej! Jak na­sta­wie­nie i sa­mo­po­czu­cie przed pierw­szym eg­za­mi­nem?

– W po­rząd­ku, czu­ję, że może pójść mi bar­dzo do­brze – od­par­ła la­ko­nicz­nie jed­na z ko­le­ża­nek.

– Ży­czę wam wszyst­kim po­wo­dze­nia. Mam na­dzie­ję, że damy radę i do­sta­nie­my się do wy­ma­rzo­nych szkół – pod­su­mo­wa­ła Ka­mi­la.

Do roz­po­czę­cia eg­za­mi­nu zo­sta­ło nie­co po­nad dzie­sięć mi­nut. Wszy­scy skie­ro­wa­li się ku wej­ściu, lecz lu­dzi było tak dużo, że trud­no było w ogó­le do­stać się do środ­ka bu­dyn­ku. Ucznio­wie roz­ma­wia­li, nie­któ­rzy byli spię­ci i po­de­ner­wo­wa­ni, a inni czu­li się nie­co pew­niej i nie za­mar­twia­li się na za­pas. Być może ich psy­chi­ka była na tyle sil­na, że po­zwa­la­ła im pa­trzeć w przy­szłość z górą opty­mi­zmu. A może eg­za­min był dla nich wy­zwa­niem i chcie­li sta­wić mu czo­ła. Nie­wy­klu­czo­ne, że nie­któ­rym nie za­le­ża­ło szcze­gól­nie na tym, by zdać eg­za­min z im­po­nu­ją­cym wy­ni­kiem, to­też pod­cho­dzi­li do nie­go z chłod­ną obo­jęt­no­ścią.

Nad­szedł wresz­cie ten mo­ment, gdy wszy­scy ucznio­wie mie­li wejść do sali. Ław­ki były po­roz­sta­wia­ne w rów­nej od­le­gło­ści od sie­bie. Każ­dy przy wej­ściu lo­so­wał kar­tecz­kę z miej­scem, któ­re na­stęp­nie miał za­jąć. Ka­mi­la otrzy­ma­ła ostat­nią ław­kę pod oknem.

Gdy wszy­scy za­sie­dli, eg­za­min się roz­po­czął. Za­pa­dła ci­sza.

***

Po eg­za­mi­nie Ka­mi­la wraz z Mają po­sta­no­wi­ły wspól­nie wy­brać się na spa­cer, a na­stęp­nie udać się do domu Ka­mi­li.

– Może po dro­dze wpad­nie­my do ka­wiar­ni? Znam świet­ną w oko­li­cy. Kie­dy by­łam młod­sza, czę­sto cho­dzi­łam tam z mamą – za­pro­po­no­wa­ła Maja.

– Wła­ści­wie… cze­mu nie – od­po­wie­dzia­ła Ka­mi­la, zga­dza­jąc się na pro­po­zy­cję.

– To nie­da­le­ko, kil­ka uli­czek da­lej. Nie­ba­wem po­win­ny­śmy do­trzeć na miej­sce.

W kil­ka mi­nut póź­niej były już w ka­wiar­ni. Obie za­mó­wi­ły cia­sto i kawę. Za­ję­ły miej­sce przy sto­li­ku i cier­pli­wie ocze­ki­wa­ły, aż przy­nio­są im za­mó­wie­nie.

…

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.

Kim na­praw­dę je­steś?

isbn: 978-83-8423-212-5

© Oli­wia Piąt­kow­ska i Wy­daw­nic­two No­vae Res 2026

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ko­pio­wa­nie, re­pro­duk­cja lub od­czyt ja­kie­go­kol­wiek frag­men­tu tej książ­ki w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu wy­ma­ga pi­sem­nej zgo­dy Wy­daw­nic­twa No­vae Res.

re­dak­cja: Pa­weł Po­mia­nek | Je­zy­ko­we­Dy­le­ma­ty.pl, Mał­go­rza­ta Pio­tro­wicz

ko­rek­ta: Mał­go­rza­ta Gieł­za­kow­ska

okład­ka: Oli­wia Błasz­czyk

kon­wer­sja e-bo­oka: Ga­briel Wy­glę­dacz | Stu­dio Aka­pit

Wy­daw­nic­two No­vae Res na­le­ży do gru­py wy­daw­ni­czej Za­czy­ta­ni.

Gru­pa Za­czy­ta­ni sp. z o.o.

ul. Świę­to­jań­ska 9/4, 81-368 Gdy­nia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: se­kre­ta­riat@gru­pa­za­czy­ta­ni.pl

https://no­va­eres.pl

Pu­bli­ka­cja do­stęp­na jest na stro­nie za­czy­ta­ni.pl.