Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Kartagina, w starożytności prosperująca pośrodku wybrzeża północnej Afryki, przez niemal sześć wieków była potęgą dominującą w zachodniej części Morza Śródziemnego, nim padła pod naporem Rzymu. Zdobywcy zawłaszczyli nie tylko samo państwo, lecz także jego historię – tak że ta prawdziwa poszła w zapomnienie. Dziś Kartagina kojarzy się nam przede wszystkim z Dydoną oraz Hannibalem i jego słoniami bojowymi; wiemy, że była niezmiernie bogatym mocarstwem i że została totalnie, bezlitośnie zniszczona.
W tej przełomowej książce Eve MacDonald, wykorzystując najnowsze analizy archeologiczne, odkrywa przed czytelnikiem ukrytą pod legendami rzeczywistą historię tego miasta-państwa, na nowo plasując je w centrum dziejów regionu śródziemnomorskiego.
Historia najwyższej próby! - prof. Lloyd Llewellyn-Jones, autor bestsellerów „Persowie” i „Kleopatry. Zapomniane królowe Egiptu”
Brawurowo opowiedziana historia. - „Daily Mail”
Ponad dwa tysiące lat po jej zniszczeniu Kartagina ma w końcu swoją Iliadę. - prof. Martyn Rady, autor „Wspaniałych królestw, Habsburgów”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 345
Miasto, podpalone przez Rzymian po trzech długich latach oblężenia, stoi w płomieniach. Ostatni mieszkańcy chronią się w wielkiej cytadeli na wzgórzu Byrsa. Wśród garstki desperatów jest żona dowódcy obrony. Jej imienia brakuje w zapisach historycznych, wiadomo jednak, że jej mężem był Hazdrubal i że miała z sobą dwoje dzieci. Odziana w najlepsze szaty stoi na szańcu, wpatrzona w szalejący w dole żywioł. Widzi swoje piękne miasto trawione przez ogień i sceny niewyobrażalnego chaosu, cierpienia i agonii. Jest świadkiem ostatnich godzin Kartaginy w 146 roku p.n.e. Sześć dni i nocy rzymscy milites wyrąbywali sobie drogę z portów przez agorę ku szczytowi wzgórza, ulica po ulicy, łamiąc opór ludności. Walczono tak zajadle, że Rzymianie musieli wprowadzić sprzątaczy, których jedynym zadaniem było spychanie trupów na bok, aby zrobić przejście wciąż napływającym posiłkom. Ciężkozbrojna piechota, słynni legioniści, niestrudzenie szerzyli destrukcję. W pewnej chwili żona Hazdrubala spostrzega rzymskiego wodza, Scypiona Emilianusa – adoptowanego wnuka sławnego Scypiona Afrykańskiego, pogromcy Hannibala. Wytęża wzrok i widzi, że jej mąż poddał mu się i klęczy u stóp Rzymianina.
Żona Hazdrubala zwraca się do Scypiona bezpośrednio z korony szańca (co przytoczył późniejszy historyk Appian): „Bogowie nie mają powodu gniewać się na ciebie, Rzymianinie, albowiem korzystasz z praw wojny”, rozgrzeszając tym samym nieprzyjaciół za zniszczenie miasta. Kartaginka mówi dalej do Scypiona, wbijając jednak spojrzenie w swego męża, dla którego nie ma usprawiedliwienia: „Na tego oto Hazdrubala, zdrajcę ojczyzny i jej świątyń, mnie i swoich dzieci, niech bogowie Kartaginy ześlą zemstę, a ty bądź jej narzędziem”. Tak napiętnowała mężowską zdradę – zarówno publiczną, w roli najwyższego urzędnika państwa i jego obrońcy, jak i osobistą, jako męża i ojca, który zawiódł w swych powinnościach. Hazdrubal złamał przysięgę złożoną miastu i bogom i zostawił żonę wraz z potomstwem własnemu losowi. Małżonka nie tylko nazwała go nędznikiem i zdrajcą, ale i drwiąco przepowiedziała mu najbliższą przyszłość jako „dekoracji rzymskiego triumfu”, prowadzonego ulicami Rzymu wojennego trofeum. Na koniec zarzuciła mu krańcową zniewieściałość i porzucenie rodziny na pastwę ognia. Wyrzekłszy te słowa – ostatnie wypowiedziane przez Kartagińczyka – uśmierca swe przerażone dzieci, strącając je z cytadeli wprost w pożogę, po czym sama rzuca się za nimi. Kres Kartaginy został zaakcentowany tym ostatecznym przedłożeniem śmierci nad niewolę.
Czym była Kartagina i kim byli Kartagińczycy? Dlaczego Rzymianie tak totalnie ją unicestwili? Te pytania fascynują mnie, odkąd pierwszy raz postawiłam stopę na miejscu starożytnej metropolii, opodal stolicy dzisiejszej Tunezji. Urzekło mnie jej piękno, wciąż wyczuwalne tam cienie wspomnień i rozmaitość twarzy tego miasta. Kartagina przez sześćset lat była dominującym graczem w świecie starożytnym i siłą napędową rozwoju zachodniej części basenu śródziemnomorskiego, ale po podboju Rzymianie z biegiem stuleci w znacznym stopniu zatarli pamięć o jej znaczeniu. Zabieram się więc do spenetrowania miasta i życiorysów mieszkańców na przestrzeni jego długiej i świetnej historii, aby wydobyć ich dzieje na światło dzienne po dwóch tysiącach lat, kiedy opowiadali je tylko ci, którzy Kartaginę zniszczyli. W ten sposób odkryjemy cywilizację, która była zasadniczą częścią starożytnej kultury śródziemnomorskiej i której obecność po dziś dzień czuje się wzdłuż całego północnoafrykańskiego wybrzeża, w Portugalii, Hiszpanii i Italii, a także na Sycylii, Sardynii i Korsyce.
Próba odpowiedzi na pytania o tożsamość Kartagińczyków i charakter ich miasta to niełatwe zadanie. Ich historia jest fragmentaryczna, zniekształcona i przeinaczona, jak układanka z brakującymi najważniejszymi elementami. Istotę problemu dobrze ilustrują ostatnie kwestie z dramatycznego opisu Appiana. Większość naszej wiedzy o Kartagińczykach jest przefiltrowana przez punkt widzenia ich nieprzyjaciół. Żona Hazdrubala potępia męża na wieki, co rozciąga się na wszystkich jego ziomków: w oczach Rzymian i Greków zarzut zniewieściałości był największą zniewagą dla mężczyzny. Kartagiński wódz zachował się niemęsko – wolał narazić się na upokorzenie, a nawet niewolę, zamiast do końca bronić rodziny, miasta i bogów albo odebrać sobie życie. Jakże to kontrastuje z postawą jego dzielnej małżonki, której ostatni czyn, skok z dziećmi w płomienie – choć możliwe, że zmyślony przez zwycięzców – tak podziwia rzymski dziejopis. Appian podsumowuje tę scenę następująco: „Tak zginęła żona Hazdrubala – śmiercią, jaka dla niego byłaby właściwsza”. I nawet ta najsłynniejsza historia w tradycyjnych przekazach opowiedziana jest z rzymskiej perspektywy1. Moim celem jest na nowo przebadać źródła rzymskie i w oparciu o ostatnie dowody archeologiczne nadać Kartaginie o wiele bardziej zniuansowany kształt.
Dramatyczne dzieje Kartaginy, jej rozwoju i upadku fascynowały ludzi od tysiącleci. Opowieści o Dydonie i Hannibalu, niezmiernym bogactwie, wojnie totalnej i finałowej tragedii składają się na porywającą narrację. Jednakże dopiero teraz możemy z nich utkać historię z włączeniem świeżych informacji i głębszym zrozumieniem, jakie zapewnił skokowy postęp w badaniach archeologicznych w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Nowe analizy DNA oraz izotopów stabilnych pobranych ze szczątków z masowych grobów w Himerze na Sycylii dały nam wgląd w zróżnicowane pochodzenie pochowanych tam ludzi. Tunezyjscy i holenderscy archeolodzy przez badanie metodą radiowęglową próbek z głębokich wykopów potwierdzili, że Kartagina została założona w IX wieku p.n.e. Z bieżących studiów, wykopalisk i innego rodzaju prac naukowych w całym basenie śródziemnomorskim zaczyna się wyłaniać fundament prawdziwej historii miasta, która wyprowadza nas poza rzymską narrację; historii podbudowanej postępem technicznym, przemysłowymi innowacjami i wielokulturowością populacji. Możemy już mówić o nowym spojrzeniu na Kartaginę i jej miejsce w świecie.
U szczytu potęgi w III wieku p.n.e. była to cywilizacja zaawansowana technologicznie, a liczba ludności miasta sięgała ćwierci miliona (choć wydaje się to wartością wyolbrzymioną). Idealne położenie geograficzne pośrodku północnego wybrzeża Afryki dawało Kartaginie połączenia ze wschodem i zachodem Morza Śródziemnego, z Italią na północy oraz interiorem na południu. Okolica była ponadto żyzna i zasobna w bogactwa naturalne, co ludność w pełni wykorzystywała. Warto zaznaczyć, że jedynym kartagińskim dziełem literackim, które Rzymianie zachowali po zniszczeniu miasta i jego bibliotek, była praca niejakiego Magona na temat technik i innowacji rolniczych, z poradami, jak wyhodować najlepszą winorośl, i informacjami, które gatunki roślin mają się w tym regionie najlepiej. Miejscowa agrotechnika była tak zaawansowana, ziemia tak urodzajna, a miasto, ważny węzeł handlowy, tak bogate, że to dzięki jego podbojowi Rzym wyrósł na mocarstwo, które z czasem zapanowało nad całym Morzem Śródziemnym. Wielu wyznawało pogląd – w tym sami Rzymianie – że bez Kartaginy nie byłoby rzymskiego imperium.
Wobec ludu kartagińskiego i stworzonej przezeń kultury często używa się określenia „punicka”, powszechnie odnoszącego się do części wielkiej fenickiej diaspory skoncentrowanej na środkowym i zachodnim wybrzeżu śródziemnomorskim. W źródłach rzymskich mówi się o punickich wojnach czy postępkach; to samo słowo, ukute przez Rzymian z kulturowego stereotypu ich odwiecznego wroga, jest używane w odniesieniu do wszystkiego, co kartagińskie. Wywodzi się od łacińskiego Poenus; ono z kolei miało zaś podkreślać fenickie pochodzenie Kartagińczyków. Nazwanie kogoś Punijczykiem nie było w ustach Rzymian z III wieku p.n.e. komplementem, miano to jednak przylgnęło do Kartagińczyków na zawsze. Z braku czegoś lepszego ja też się nim tutaj posługuję, jednak z pewnym rozróżnieniem między tożsamościami kartagińską i zachodniofenicką, zwłaszcza we wcześniejszych okresach ich historii2.
O Kartaginie i jej dziejach napisano wiele książek, poczynając od zaginionych rzymskich poematów epickich, jak Bellum poenicum Newiusza o pierwszej wojnie punickiej czy dzieła innych autorów, które należą do najstarszych zachowanych przykładów literatury łacińskiej z III i II wieku p.n.e. Wojny z Kartaginą ukształtowały wczesne rzymskie pisarstwo, stały się fundamentalnym elementem pamięci o tym mieście i konstrukcji jego epickiej przeszłości3. Podstawą wszelkich narracji o Kartaginie jest historia spisana w II wieku p.n.e. przez Greka Polibiusza, która miała wielki wpływ na późniejsze prace z czasów wczesnego cesarstwa, jak monumentalne dzieło Liwiusza Ab Urbe condita (Dzieje Rzymu od założenia miasta). Ważne były też łacińskie eposy, jak Punica Syliusza Italikusa czy późniejsze prace greckojęzycznych autorów historii Rzymu, na przykład wspomnianego już Appiana czy Plutarcha. Przez stulecia od unicestwienia Kartaginy Rzymianie nadal fascynowali się wydarzeniami z tamtych wojen i tworzyli z nich rodzaj mitu założycielskiego. Snując tę historię, będziemy się posługiwali wieloma źródłami, od greckich klasyków jak Herodot i Tukidydes po historyków późnorzymskich. Materiały starożytne mają zasadnicze znaczenie, zawsze jednak musimy brać pod uwagę, że niemal we wszystkich tych tekstach Kartagina była ostatecznie przedstawiana jako „ci inni”. Tę perspektywę powielano jeszcze długo potem, kiedy Rzym i jego imperium stały się przedmiotem rozważań arabskich geografów, średniowiecznych uczonych, tematem dzieł renesansowych pisarzy i wczesnych kompozytorów nowożytnych4.
Ten punkt widzenia pokutuje do dzisiaj, zwłaszcza w aspekcie obecności Kartaginy w dziejach Rzymu – często wyłącznie w roli arcywroga. Opowiadam tu historię tego miasta i jego obywateli poprzez ważne postacie, miejsca i doniosłe wydarzenia, jakie kształtowały tę cywilizację i jej losy, zawsze starając się – jeśli to tylko możliwe – zachować perspektywę kartagińską. Zaczynamy w rozdziale I od Fenicjan i powstania Kartaginy jako kolonii Tyru. Poznajemy tu jej piękną założycielkę, królową Dydonę, oraz mity i legendy o tej odległej przeszłości, które przetrwały od IX wieku p.n.e. W początkowych rozdziałach przyjrzymy się, jak Kartagina była wciągana w wir polityki i rywalizacji we wschodniej części basenu śródziemnomorskiego, gdzie perskie imperium Achemenidów ścierało się z dawnymi greckimi miastami-państwami. Zbadamy interakcje Kartaginy z sąsiadami i rozwój jej własnej kulturowej i religijnej tożsamości w VI i V wieku p.n.e., a następnie przyjrzymy się, jak zaczyna prężyć muskuły w wielokulturowym, konkurencyjnym świecie Greków, Fenicjan, Etrusków i Rzymian. Rozdziały IV i V poświęcone są kartagińskim stosunkom z greckimi koloniami na Sycylii i pokazują, jak historia Kartaginy wplata się w szerszy kontekst geopolitycznych przesunięć i nowych idei wynikłych z podbojów Aleksandra Wielkiego w IV wieku p.n.e. W szczytowej fazie kartagińskiej potęgi z III wieku p.n.e. najważniejsi gracze z hellenistycznych królestw stali się wzorcami, według których mierzy się słynnych punickich wodzów kalibru Hannibala.
W drugiej połowie książki ujrzymy Kartaginę już jako imperium i prześledzimy kontinuum jej rywalizacji i ekspansji od III do II wieku p.n.e. W rozdziałach VI i VII omawiam uwarunkowania konfliktu, który ogarnął całą zachodnią część Morza Śródziemnego i zakończył się bitwą morską pod Egadami, nazwanego później pierwszą wojną punicką. Drugą wojnę punicką – najbardziej chyba znany epizod w dziejach Kartaginy – opisuję w rozdziałach VIII–X, podążając śladami Hannibala, jak wprowadza słonie do Italii i niesie wyzwanie do samego serca Rzymu. Kolejne dwa rozdziały przedstawiają ostatnie pięćdziesięciolecie Kartaginy, w którym wojna z Rzymianami prowadzi ją do ostatniego tchnienia i ostatecznej anihilacji. W rozdziale XIII ruszymy tropem Kartagińczyków ocalałych z pogromu i ech długiej pamięci o ich mieście. Przekonamy się, że pozostałości kartagińskiego imperium po dziś dzień można znaleźć wszędzie w dawnych rzymskich prowincjach śródziemnomorskich.
Znaczną część historii Kartaginy przenika jej tożsamość jako miasta północnoafrykańskiego. Na tamtych ziemiach bytowali jej najbliżsi sojusznicy i najzaciętsi wrogowie; przejęła tamtejsze mity i tradycje. Rdzenne ludy północnej Afryki – dzisiejszych Berberów, czy, jak sami wolą się określać, Imazighen („ludzie wolni”) – nazywano w tekstach starożytnych i średniowiecznych Numidyjczykami, Libijczykami, a czasem właśnie Berberami i stanowią one istotny składnik genezy i historii Kartaginy. Na jej tle, od początku do końca, zbadamy dzieje sprzymierzonych z nią afrykańskich społeczności, także w kategoriach małżeństw mieszanych i tożsamości, z których wyłonił się odrębny lud zwany Kartagińczykami. W odniesieniu do tubylców będę się posługiwała wymiennie określeniami „Numidyjczycy” i „Libijczycy”, a w niektórych przypadkach pochodnymi nazw ich królestw lub miast.
Moim zamysłem było tak przedstawić historię Kartaginy, aby stworzyć epicką opowieść, a zarazem relację, która pomoże nam lepiej zrozumieć rzeczywistych ludzi, żyjących i prosperujących w tym pięknym nadmorskim mieście setki lat przed narodzinami Rzymu. Rzymianie nie chcieli, by ktokolwiek – ich własny lud, obywatele, ich potomkowie czy zewnętrzni wrogowie – w pełni zrozumiał i postrzegał Kartaginę i jej mieszkańców jako zwykłych ludzi. Kartagińczycy mieli na zawsze pozostać w roli nieprzyjaciela. Ja w tej książkowej podróży postawiłam sobie za cel ujawnienie – jak to tylko możliwe – tego, co Rzymianie usiłowali zatrzeć w naszej pamięci: że Kartagina zawsze należała do założycielskich kultur zachodniego Morza Śródziemnego. Jeśli zaś przyjrzeć się uważniej, zobaczymy, że bez tego wszystkiego, czym była Kartagina, nie byłoby Rzymu.
Był gród stary – tyryjscy nim kmiecie władali –
Naprzeciw ujść Tybrowych Italii: Kartago,
Przepychem bogactw sławny i bitew przewagą.
Wergiliusz, Eneida I, 12–145
Każda opowieść o Kartaginie musi się zacząć od Dydony. W micie jest ona niezmiennie piękną królową, której tragiczny żywot inspirował na przestrzeni tysiącleci literatów, artystów i muzyków. Historycznie była to kobieta żyjąca w IX wieku p.n.e. w Tyrze (w dzisiejszym Libanie). I naprawdę nie nazywała się Dydona. Tyryjczycy posługiwali się fenickim, językiem z grupy semickich z zapisem alfabetycznym. Była tam znana pod imieniem Eliszat, co w transkrypcji greckiej zamieniło się w Elissę – i tak o niej pisali niektórzy helleńscy historycy. Wieczystą sławę zyskała w rzymskich przekazach – i wiele jest poglądów na kwestię, dlaczego Rzymianie akurat tak jęli ją nazywać. Najbardziej przekonujące wydaje się wyjaśnienie, że wzięło się to od nazwiska bądź przydomka Dido, oznaczającego wędrowca; mogło to być aluzją do jej podróży po Morzu Śródziemnym, nim dotarła na miejsce, gdzie powstała Kartagina.
W I wieku p.n.e. rzymski poeta Publiusz Wergiliusz Maro uwiecznił najsłynniejszą wersję jej legendy założycielskiej w eposie Eneida, ale stało się to niemal osiem stuleci po fakcie i ponad sto lat po jej zburzeniu. Autor wziął krążącą wcześniej historię Dydony/Elissy i splótł ją z jednym z mitów o powstaniu Rzymu, na wieki wiążąc z sobą losy obu miast. Jego bohater, heros wojny trojańskiej Eneasz, uciekłszy z płonącej Troi, schronił się na północnym wybrzeżu Afryki – właśnie pod skrzydłami Dydony w budowanej wtedy Kartaginie. Jego tragiczna opowieść trąciła czułą strunę w sercu tyryjskiej królowej i rozgorzała między nimi miłość – nieszczęśliwa, albowiem z woli bogów skazana na rozłąkę. Eneasz uwiódł Dydonę i ją opuścił, kierując się zgodnie z przeznaczeniem do Italii, zostawiwszy kochankę ze złamanym sercem i pogrążoną w żalu. W opowiedzianej przez Rzymianina historii królowa obraca się w archetyp odtrąconej, żądnej zemsty kobiety. Upokorzona, nie widzi innego wyjścia, jak odebrać sobie życie. Ostatnim tchem rzuca klątwę na odpływającego Eneasza i całe jego potomstwo, przepowiadając, że kiedyś pojawi się „mściciel naszej libijskiej krwi”. Takim sposobem stworzono rzymskie usprawiedliwienie dla późniejszych wojen między obu wielkimi miastami6.
Wergiliuszowa Dydona odbijała się echem tak w świecie starożytnym, jak i w późniejszych epokach. Tragiczną heroinę portretowano w teatrze, operze i powieściach w wielu językach i kulturach. Nie jest to jednak jedyna wersja legendy o założeniu Kartaginy. W innych zachowanych przekazach znajdujemy być może bardziej uchwytne informacje na temat kobiety, która je zainspirowała. We wcześniejszych opowieściach próżno szukać postaci Eneasza; mowa w nich tylko o fenickiej władczyni Elissie. Ta stworzona przez sycylijskiego Greka Timajosa z Tauromenionu (obecnie Taormina) powstała nie później niż pod koniec III wieku p.n.e., prawdopodobnie istniała jednak już wcześniej. Zachowały się jedynie fragmenty jego tekstu, przytoczone w dziełach późniejszych autorów, tak więc przedwergiliańska historia Kartaginy pozostaje nieco mętna. Według tej wersji Elissa była tyryjską księżniczką zmuszoną szukać schronienia w północnej Afryce z powodu przewrotu dokonanego przez jej brata Pigmaliona. Braciszek zabił jej męża, królewskiego regenta i naczelnego kapłana boskiego patrona miasta, Melkarta, i sam przejął tron. Nie miał jednak mocnej pozycji; większość arystokracji nie była doń przekonana. Wokół Elissy, zaszokowanej morderstwem jej męża i bluźnierstwem wobec bogów, skupiła się opozycja elit wobec uzurpatora7.
Wdowa z grupą buntowników umknęła nocą z Tyru, zabierając święte artefakty Melkarta. Wyruszyli w długi rejs na zachód wzdłuż afrykańskiego wybrzeża, aby znaleźć miejsce na założenie kolonii. Rzymski historyk Appian powtarza te szczegóły, informując nas, że Dydona/Elissa „odpłynęła do Afryki z dobytkiem i tymi z mężczyzn, którzy chcieli uciec od tyranii Pigmaliona”8. Pierwszym przystankiem był Cypr, gdzie panowie dobrali sobie młode kobiety na żony. Pochodziły z renomowanej świątyni Astarte (odpowiedniczki greckiej Afrodyty i rzymskiej Wenus) w Kitionie (obecnie Larnaka); rodzice mogli posyłać tam dorastające córki, aby odsłużyły turę w roli, jak to przyjęło się nazywać, prostytutek świątynnych ku czci bogini. Po takim stażu podobno panny były uznawane za świetne partie. Tak więc tyryjscy nobile z narzeczonymi opuścili Cypr i popłynęli dalej, zatrzymując się w Helladzie i na Sycylii, nim w końcu przybyli tam, gdzie narodziła się Kartagina9.
I cóż mamy począć z tymi strzępami pradawnego mitu, przepuszczonymi przez pryzmat spojrzenia wrogów Kartaginy? Jak je interpretować? Z zachowanych głównych elementów historii, jak przywłaszczenie świętych przedmiotów czy „dokooptowanie” kobiet, wynika, że nie była to paniczna ucieczka za morze, lecz zaplanowana ekspedycja. Pasuje to do tego, co wiemy o wczesnej fenickiej osadzie, oraz do materiałów z innych lokalizacji, jak Kadyks, gdzie też widać ślady zorganizowanego planowania urbanistycznego10. Przez całe sześćset lat egzystencji Kartagina płaciła dziesięcinę świątyni Melkarta w Tyrze, co wyraźnie świadczy, że było to posunięcie kolonizacyjne, z bliskimi, bardzo konkretnymi powiązaniami z macierzystym miastem. W opowieściach o Dydonie znajdujemy wskazówki co do siły jej uczuć i niezachwianej wierności wobec zamordowanego męża oraz jego oddania Melkartowi, z których możemy zbudować obraz idei przyświecającej założeniu Kartaginy. Bóg, którego imię tłumaczy się dosłownie jako „król miasta”, miał odgrywać istotną rolę w całej historii nowej kolonii jako opiekun jej i mieszkańców. Należał do kartagińskiego panteonu, ale też był związany z innymi fenickimi społecznościami na zachodzie. Czyniło go to ogniskiem zbiorowej tożsamości, która miała się rozprzestrzenić na całą zachodnią połowę Morza Śródziemnego. Tak więc w owych mitach o królowej założycielce i jej wyidealizowanych cnotach niewieścich zawarte są informacje o wyborach dokonywanych przez Tyryjczyków, którzy osiedli w Afryce11.
Tyr, macierz Kartaginy, był w starożytności bardzo ważnym ośrodkiem, regionalnym mocarstwem z monumentalną architekturą i zaawansowanym technologicznie portem. Późniejsi Grecy i Rzymianie zostawili nam rozmaite jego opisy. Kwintus Kurcjusz Rufus w Dziejach Aleksandra Wielkiego odnotował, że Tyr „wyróżnia się spośród wszystkich grodów Syrii i Fenicji sławą i wielkością”12. Miasto było dominującą potęgą w Lewancie i można przyjąć, że migrujący na zachód jego obywatele ponieśli z sobą tę sławę i dumę z pochodzenia. Lokalizacja Tyru na przybrzeżnej wysepce była klasycznie fenicka: odgrodzona od lądu, łatwo dostępna z morza i zapewniająca dobre schronienie statkom. Te same atrybuty cechowały Kartaginę. Warto zaznaczyć, że jej fenicka nazwa brzmiała Kart Hadaszt, czyli dosłownie „Nowe Miasto”13.
Kartagina nie była pierwszą fenicką kolonią na tym odcinku afrykańskiego wybrzeża. Zaledwie o trzydzieści kilometrów na północ leżała Utyka (łac. Utica) zbudowana, jak mówią źródła starożytne, kilka wieków wcześniej. Dowody archeologiczne nie zgadzają się jednak z tymi zapisami i możliwe, że w chwili założenia Kartaginy miasto to egzystowało nie dłużej niż kilkadziesiąt lat. Znajdowane tam wyroby garncarskie, głównie kubki i talerze, stylistycznie datują się na czasy jej współczesne: IX wiek p.n.e.; wyniki badań radiowęglowych pozwalają odsunąć je na wcześniejsze stulecie. Niedawne spektakularne znalezisko zawiera pozostałości dużej uczty wyprawionej przez ówczesnych mieszkańców Utyki. Zarżnięto wtedy, upieczono i wspólnie skonsumowano kozy, woły, świnie, konie, żółwie i udomowionego psa. Po zakrapianej biesiadzie zebrano wszystkie talerze, misy oraz kubki i wrzucono je – wraz z kośćmi i resztkami mięsa – do głębokiej studni. Motywów świętowania i metody sprzątnięcia po niej pewnie nigdy nie poznamy, hipotetycznie jednak mogło to być związane z jakimś rytuałem zamknięcia źródła wody. Po tysiącach lat odkrycie to daje archeologom wiele informacji o tym wczesnym afrykańskim mieście i związkach populacji z otaczającym ją światem14.
Ceramika stołowa wykorzystana na utyckiej uczcie pochodziła zza morza. Dzięki temu wiemy, że tamtejszy lud miał kontakty handlowe, i to intensywne, z sąsiadami na Sardynii i w środkowej Italii, a także z Grecją i Lewantem. Dlaczego zatem – nasuwa się pytanie – Kartaginę zbudowano tuż obok tak dobrze prosperującego miasta? Odpowiedź tkwi w lokalizacji. Dziś co prawda ruiny Utyki leżą w pewnym oddaleniu od morza, lecz w IX wieku p.n.e. znajdowała się ona na samym brzegu, u ujścia Bagradas (obecnie Wadi Madżarda). Coroczne wezbrania rzeki powodowały, że zbudowany w samym estuarium port był stale zamulany. Można domniemywać, że miejsce założenia Kartaginy wybrano właśnie dlatego, że oferowało łatwiej dostępne i funkcjonalniejsze kotwicowisko15.
Tyryjscy koloniści Dydony szybko się przekonali, że nie są mile widziani przez rdzennych mieszkańców okolicy, zwanych w źródłach Numidyjczykami bądź Libijczykami. Ludy owe miały już styczność z lewantyńskimi osadnikami w Utyce i nie uśmiechało im się nowe takie sąsiedztwo. Uważa się, że królowa podstępem wyłudziła od nich działkę pod budowę miasta. Według mitu, zapisanego przez znacznie późniejszego rzymskiego historyka Justyna, miała ona poprosić miejscowego władcę o „taki tylko spłachetek ziemi, który dałby się nakryć wołową skórą”. Wyjaśniła, że chce jedynie skorzystać z miejsca na wypoczynek dla zmęczonej długim rejsem załogi. Kiedy umowa została zawarta, sprytna Dydona kazała pociąć skórę na jak najcieńsze rzemyki i ułożywszy je jeden za drugim, otoczyła nimi znacznie większy obszar, niżby wynikało z tak sformułowanej prośby. Pozyskaną dzięki temu wybiegowi działkę nazwano później Byrsą (od greckiego słowa oznaczającego skórę) i tam z czasem wyrosła kartagińska cytadela. Justyn nie wspomina o reakcji przechytrzonego libijskiego króla, z pewnością jednak sztuczka nie była mu w smak16.
Historia z wołową skórą może się nam wydawać dziwaczna, była jednak często przytaczana przez autorów starożytnych dla podkreślenia sprytu Dydony. Kartagińczycy zostali w ten sposób na wieczne czasy scharakteryzowani jako lud podstępny i niegodny zaufania; część uczonych skłonna jest jednak doszukiwać się w legendzie ziarna prawdy. Możliwe, że jest ona echem nieznanej nam ówczesnej praktyki prawniczej przy nabywaniu nieruchomości, połączonej z dużo lepiej opisanym zwyczajem wyorywania granic posiadłości pługiem zaprzężonym w wołu. Pytań jest jednak więcej. Na przykład dlaczego Tyryjczycy, a więc Fenicjanie, nazwali swą cytadelę greckim słowem? Widać tu wielowarstwowość tekstów i przekazów, gdy opowieść z prehistorycznej przeszłości wplatana jest w legendę o powstaniu Kartaginy. Fenickie określenie fortecy to barsat, niektórzy badacze więc argumentują, że Byrsa to tylko przeinaczenie na użytek greckojęzycznego odbiorcy. Ta wersja historii pokazuje nam, jak dawni greccy autorzy usiłowali zrozumieć Kartagińczyków według własnych ram mitologicznych i językowych17.
We wszystkich odsłonach mitu Dydona odbiera sobie życie. Miasto, które stworzyła, rozrosło się i wzbogaciło do takiego poziomu, że sąsiadujący z nim władca Getulów Jarbas uznał za właściwe starać się o rękę królowej. Ona jednak odrzuciła zaloty, tłumacząc, że nigdy nie złamie przysięgi małżeńskiej wobec dawno nieżyjącego męża. Patrząc bardziej realistycznie, jej decyzja odzwierciedla niepewną pozycję przywódczyń: Dydona nie chciała oddać Jarbasowi władzy i niezależności. Kartagińska elita miała jednak odmienne zdanie i popierała pomysł małżeństwa. Mamy tu więc samotną królową walczącą o swe wpływy, potrzebującą jednak męskiego wsparcia, by zabezpieczyć miasto. Ludności z pewnością zależało, by władczyni dochowała się następcy, zatem bezdzietna panująca musiała czuć tę presję. Zaczynało wyglądać na to, że będzie zmuszona wyjść za mąż, w przeciwnym razie bowiem nobilowie gotowi ją obalić. Według legendy Dydona wolała popełnić samobójstwo, niż zawrzeć niechciany związek. W scenie finałowej rzuca się na płonący stos.
Z licznych opowieści o Dydonie wyłania się złożony, pełen sprzeczności wizerunek kobiety prawej i pełnej poświęcenia, silnej i kreatywnej, zarazem też ofiary własnej miłości i namiętności – przynajmniej w wersji Wergiliusza. Czy te różne wersje mówią nam coś o Kartaginie czy tylko pomagają zrozumieć rzymskie ideały kobiecości? Rzuca się w oczy paralela z jedyną inną Kartaginką, o której cokolwiek wiemy: przedstawioną na samym początku żoną Hazdrubala, która zginęła identyczną śmiercią, w dodatku w tym samym miejscu, na wzgórzu Byrsa. Historia podszyta jest warstwami konstrukcji literackich opartych na wzorcu kobiety gotowej do poświęceń, przypominającym nawet postać szlachetnej Lukrecji z wczesnorzymskiego mitu, której samobójstwo stało się zaczynem powstania republiki Rzymu18. Kontrastowa wersja Wergiliusza, napisana pod koniec I wieku p.n.e., ukazuje Dydonę jako niezbyt prawą władczynię, która emocjonalną i seksualną pokusą próbuje zwieść protoplastę Rzymian Eneasza z drogi ku przeznaczeniu. Wizerunek kusicielki wabiącej na manowce szlachetnego Rzymianina bywał łączony z postacią Kleopatry, zaprzątającej umysły współczesnych poety. To najtrwalszy z mitów o Dydonie, stworzony za aprobatą pierwszego rzymskiego cesarza i wielkiego propagandzisty Augusta, który dopiero co doszedł do władzy, pokonawszy armię Kleopatry i Marka Antoniusza pod Akcjum w 31 roku p.n.e.19.
W mitologii Dydony mamy więc mieszankę składników łączących późniejsze stawiane Kartagińczykom przez Rzymian zarzuty przebiegłości i dwulicowości z siłą charakteru i szlachetnością w działaniu, cechami częściej spotykanymi w opowieściach o wielkich rzymskich cnotach. W opisach życia królowej uchwycone są wszystkie problemy, z jakimi musi się zmierzyć praca o historii Kartaginy, albowiem zapisów własnych legend o powstaniu miasta nie ma, a to, jak sami Kartagińczycy widzieli swoją historię, dawno zostało wymazane z pamięci.
Mit mitem, ale znane fakty o założeniu Kartaginy są niewiele mniej dramatyczne. Od IX do VII wieku p.n.e. fenickojęzyczni kupcy i podróżnicy wędrowali z Lewantu ku zachodniej części Morza Śródziemnego, co wynikało ze złożonej mieszanki zmiennego zapotrzebowania na surowce, presji populacyjnej i zewnętrznych czynników politycznych. Bliskowschodnie miasta-państwa tworzące region zwany przez nas Fenicją postawiły na handel i kolonizację jako środki łagodzące problemy wewnętrzne. W ten sposób powstało wiele nowych ośrodków na zachodzie, a najważniejszym z nich była Kartagina. Głębokie wykopaliska sięgające najwcześniejszych warstw osadnictwa potwierdzają, że miasto zostało założone w czasie korespondującym ze starożytnymi zapisami, plasującymi to wydarzenie około 814 roku p.n.e.20.
Kartagina wyrosła w lokalizacji idealnej z handlowego punktu widzenia: pośrodku wybrzeża północnoafrykańskiego, niedaleko Sycylii stanowiącej swoisty naturalny most łączący Afrykę z Europą. Ponieważ w starożytności żegluga morska była uzależniona od wiatrów i prądów, błędy w obliczeniach zaś mogły mieć katastrofalne skutki, statki pływały od portu do portu, trzymając się brzegu. Kartagina leżała nad akwenem o przewidywalnym układzie prądów, w bliskości lądowych punktów orientacyjnych, co w sezonie nawigacyjnym znakomicie ułatwiało rejsy na Sycylię. Miejsce miało też istotne znaczenie strategiczne: kto panował w Kartaginie, mógł kontrolować cały ruch w środkowej strefie Morza Śródziemnego.
Jeśli się udać do ruin miasta i stanąć na wzgórzu Byrsa z widokiem na Zatokę Tuniską, widać to na pierwszy rzut oka: świetne położenie, zarazem otwarte i osłonięte. Miasto posadowione jest na południowo-wschodnim brzegu niewielkiego półwyspu, który chroni je od północy, ma jednak pełny dostęp do morza21. W starożytności był niemal wyspą połączoną z lądem znacznie węższym przesmykiem, niż wygląda to dzisiaj. Sporo z tego, co dzisiaj widzimy, to efekt zamulenia i zagospodarowania. W tamtych czasach miejsce to stanowiło doskonałe połączenie otwartego morza, bezpiecznego portu i żyznej ziemi – idealna, iście fenicka lokalizacja dla miasta. We wczesnej fazie istnienia Kartaginy, od IX do VII wieku p.n.e., osiedlanie się na morskim brzegu było bardzo niebezpieczne; trzeba było znaleźć okolicę zarazem dogodną dla żeglugi i zabezpieczoną przed potencjalnymi szkodami powodowanymi przez piractwo i najazdy, a także przez równie niszczycielskie sztormy.
Ilekroć odwiedzałam inne fenickie miasta powiązane kulturowo z Kartaginą, jak Kadyks, Palermo, Tyr czy Motja (obecnie wł. Mozia, syc. Mozzia), odnosiłam to samo wrażenie: miejsce jest podatne na zagrożenia, ale jednocześnie chronione przez samo otaczające je morze. Wszystkie śródziemnomorskie miejscowości założone przez wczesnych fenickich odkrywców są pod tym względem do siebie podobne. Jedynym sposobem, by zrozumieć początki Kartaginy, jest bliskie przyjrzenie się innym fenickojęzycznym społecznościom i ich roli tak w północnej Afryce, jak i za morzem. Kartagina była wówczas tylko jednym z wielu miast w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego, zatem istotną część naszej opowieści stanowi to, jak ewoluowała spomiędzy szeregu powiązanych fenickich osad, kolonii i placówek handlowych do statusu mocarstwa. Aby zrozumieć Kartaginę, musimy sobie uświadomić, kim byli Fenicjanie i dlaczego migrowali na zachód.
Uważa się, że lud znany nam jako Fenicjanie spokrewniony jest z biblijnymi Kananejczykami z II tysiąclecia p.n.e., którzy pod koniec epoki brązu odgrywali zasadniczą rolę w wymianie handlowej w Lewancie i na Morzu Egejskim. Dowody jej istnienia pochodzą z wraków; jeden z nich został odkryty zaledwie o pięćdziesiąt metrów od brzegu opodal tureckiego miasta Uluburun nad Zatoką Antalya na południowym wybrzeżu. Na pięćdziesięciometrowej głębokości, doskonale widoczne dla nurkujących w błękitnych wodach, spoczywały resztki statku z epoki brązu i rozsypany na dnie ładunek, wiele mówiące o ludziach, którzy nim płynęli i o szlakach, jakie wybierali owi śmiałkowie sprzed trzech tysięcy lat. Znaleziono tam dziesięć ton miedzianych sztab, amfory z winem cypryjskim i lewantyńską oliwą, szklane paciorki, egipskiego skarabeusza królowej Nefertiti oraz egejską ceramikę. Asortyment dóbr świadczy, że statek odbywał okrężną podróż wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego, ładując i wyładowując towar. Kananejczycy znikają ze sceny historycznej pod koniec II tysiąclecia p.n.e. Według przyjętej teorii pojawiają się znowu w zapisach z początkiem epoki żelaza (na przełomie X i IX wieku p.n.e.) jako lud nazywany dzisiaj Fenicjanami, zamieszkujący miasta na wschodnim wybrzeżu i od nich określający swą tożsamość, w tym kwitnące ośrodki portowe jak Sydon, Tyr, Bejrut i Byblos22.
Mówimy o nich „Fenicjanie” tylko dlatego, że tak figurują w późniejszych greckich tekstach – oni sami nigdy się tak nie przedstawiali. Nazwa wywodzi się od greckiego słowa foinikis oznaczającego purpurę i związana jest z bardzo kosztownym barwnikiem, z którego wyrobu słynęli. Jego produkcja była główną gałęzią rzemiosła w fenickich miastach. Cenną substancję uzyskiwano z mielenia muszli morskiego ślimaka z gatunku Murex, zwanego też szkarłatnikiem (obecnie prawie wymarłego). Słowo foinix od bardzo dawna pojawiało się w greckiej literaturze. Mężczyzna o imieniu Fojniks był w Iliadzie Homera starym wychowawcą Achillesa. To samo imię nosił w greckiej tradycji eponimiczny praojciec ludów fenickich23. W najwcześniejszych tekstach greckich spotykamy Fojniksa (Feniksa) – brata Europy, mitycznej księżniczki porwanej na Kretę przez Zeusa pod postacią byka. To kolejna fenicka kobieta z legend, która przewija się w zachodniej kulturze i sztuce. Historie te pokazują, jak ówcześni Grecy poznawali Fenicjan i włączali ich kulturę i obyczaje do własnej mitologii.
Na początku I tysiąclecia p.n.e. Fenicjanie z lewantyńskiego wybrzeża zaczęli migrować na zachód. Dowody szybkiego rozrostu miast między XII a VIII stuleciem p.n.e., jak również niedostatku żywności występującego już w X wieku p.n.e. świadczą, że populacja mogła przerosnąć produktywność rolnictwa. Wąski pas żyznych ziem tworzący fenicką ojczyznę ciągnął się około dwustu kilometrów z północy na południe wzdłuż wybrzeża. To tereny dobrze nawodnione, od wschodu chronione przez pasmo górskie Liban, a dalej, za doliną Bekaa, przez łańcuch Antylibanu wyrastający na ponad trzy tysiące metrów, jednak znacznie utrudniają one ekspansję w tym kierunku. Góry zawsze zapewniały obfitość słodkiej wody i słynnego z doskonałej jakości drewna cedrowego, świetnie się nadającego do budowy statków. W obliczu ograniczonego potencjału rolnego i rosnącej populacji Fenicjanie zaczęli szukać nowych szans na zachodzie. Oni pierwsi odnowili tradycję międzypaństwowej wymiany ekonomicznej, kwitnącej w epoce brązu, i czerpali zyski z rozrastającej się w zaraniu epoki żelaza śródziemnomorskiej siatki powiązań handlowych. Ich osadnictwo rozprzestrzeniało się od Lewantu i regionu egejskiego aż po zachodni kres Morza Śródziemnego, a być może nawet dalej.
Fenicjanie zdobyli renomę świetnych żeglarzy i budowali pierwsze w starożytności pokładowe okręty wojenne. Świadczy o tym sławny wizerunek diery (biremy) z reliefu odkrytego w asyryjskim pałacu w Niniwie (opodal dzisiejszego Mosulu w Iraku), przedstawiający zastosowanie jednostki z dwoma rzędami wioseł (fot. 1). Tak więc w owym okresie nasi Fenicjanie znani już byli jako kupcy, rzemieślnicy i rolnicy, jeszcze większe znaczenie miała jednak ich rola w żegludze i sztuce wojennomorskiej we wschodniej części Morza Śródziemnego.
Zapuszczając się coraz dalej na zachód, Fenicjanie szukali cennych surowców na import i handel w zurbanizowanym świecie Lewantu, a także do produkcji towarów luksusowych, jak złote amulety i biżuteria. Nowe technologie i gałęzie wytwórstwa, jakie pojawiły się w epoce żelaza, pociągnęły za sobą zmiany w łańcuchu podaży i popytu na surowce. Złoża rudy żelaza w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego stały się niezbędne dla prosperowania cywilizacji wschodnich. Fenickie poszukiwania, szczególnie na Półwyspie Iberyjskim, Sardynii i w Etrurii (środkowa Italia), zaowocowały eksploatacją tamtejszych bogatych zasobów naturalnych, a w konsekwencji bogaceniem się tego ludu.
Motorem zasiedlania zachodnich wybrzeży śródziemnomorskich przez społeczności fenickojęzyczne najprawdopodobniej było połączenie wszystkich tych czynników. Lepiej zrozumiemy ten proces na podstawie pochodzących z królestw Asyrii, Egiptu, Izraela i Judy informacji o ich powiązaniach z miastami fenickimi. Weźmy na przykład znany relief z pałacu nowoasyryjskiego władcy Aszurnasirpala II (IX wiek p.n.e.) w Nimrudzie (starożytne Kalhu) na wschodnim brzegu Tygrysu, przedstawiający – prawdopodobnie – Fenicjanina składającego daninę królowi (fot. 2). Ma on z sobą dwie zachodnioafrykańskie małpy; jedną prowadzi za rękę, druga siedzi mu na ramieniu. Czy patrzymy na wczesnofenickiego przywódcę przywożącego egzotyczne dary asyryjskiemu monarsze? Pewności nie mamy, ale widać stąd, jak Fenicjanie byli kojarzeni ze wszystkim, co z dalekich stron i obce.
Charakter wczesnej fenickiej ekspansji jest w niektórych źródłach mocno uproszczony. O bogactwach dostępnych w odległych krainach nie brak wzmianek w Starym Testamencie, jak ta z Księgi Ezechiela: „Tarszisz prowadził z tobą handel z powodu mnóstwa twoich wszystkich bogactw. Srebro, żelazo, cynę i ołów dostarczano ci drogą wymiany za twe towary”24. W VI wieku p.n.e., kiedy zaczęto spisywać hebrajską Biblię, źródło fenickiej zamożności stanowiły właśnie te i inne metale, wydobywane głównie na zachodzie: w Hiszpanii (srebro i cyna) oraz w Etrurii (miedź i rudy żelaza).
Złożoność sieci fenickiego handlu najlepiej można sobie uzmysłowić, śledząc drogi morskie wybierane przez kupców i żeglarzy. Pływano od portu do portu, z regionu do regionu, po drodze zabierając i wyładowując towary, nigdy nie oddalając się zanadto od lądu. Taki typ żeglugi nazywa się kabotażem. Trasy sumowały się w okrężny, lewoskrętny szlak wykorzystujący najczęstsze wiatry oraz układ prądów. Statki orzące przybrzeżne wody nie tylko służyły handlowi, lecz także sprzyjały rozwojowi interakcji między kulturami. Przyjmuje się, że biblijny Tarszisz to Tartessos w południowo-zachodniej Hiszpanii za Słupami Heraklesa (Cieśniną Gibraltarską), w rejonie rzeki Tinto, na północny zachód od wczesnej fenickiej kolonii Gadir (dzisiejszy Kadyks), w dolinie Gwadalkiwiru (w starożytności Baetis). Tereny te, do dzisiaj obfitujące w minerały, miały wielką wartość, nie dziwi więc, że stulecia później podczas drugiej wojny punickiej miały stać się areną zaciętych walk między Rzymem a Kartaginą: dwoma imperiami rywalizującymi o zasoby naturalne tego bogatego kraju.
Pierwsze fenickie kolonie i osady powstawały na Cyprze, potem na Krecie, w Grecji, następnie na Sycylii, Sardynii, Balearach i wreszcie na Półwyspie Iberyjskim aż po Kadyks. Droga powrotna z nich prowadziła wybrzeżem północnoafrykańskim przez Utykę i Kartaginę, emporia w dzisiejszej Libii, deltę Nilu i dalej do miast Lewantu. Nie ma praktycznie państwa śródziemnomorskiego, gdzie nie byłoby pozostałości fenickich kolonii. Założyciele tak dobrze wybierali dla nich lokalizację, że wiele z nich do dzisiaj funkcjonuje jako miasta, od Bejrutu przez Palermo po Kadyks.
Reputacja Fenicjan jako kupców przylgnęła do nich na stulecia. Źródła starożytne często zawierają komentarze kojarzące ich z bogactwem i cennymi kruszcami, no i oczywiście insynuacje i zarzuty chciwości, zepsucia i wyzysku innych. Historyk Diodor Sycylijski, piszący w I wieku p.n.e., podaje, jakim sposobem Fenicjanie doszli do takiej fortuny: otóż przez wykorzystywanie przewagi technologicznej nad mniej zaawansowanymi kulturami. Autor twierdzi, że dysponując wyrafinowaną wiedzą metalurgiczną, oszukiwali tubylców na wymianie: „Kupowali srebro w zamian za inne dobra niewielkiej, jeśli w ogóle jakiejkolwiek wartości”, po czym przewozili je do Grecji i Azji, „na czym dorabiali się wielkiego bogactwa”25.
Ta stara jak świat opowieść o kolonialnym wyzysku dobrze ukazuje, jak postrzegali Fenicjan znacznie późniejsi historycy. Diodor na tym nie poprzestaje; imputuje im „takie zapamiętanie w chciwości, że jeśli ich statki były już do pełna załadowane, a jeszcze zostało srebra do zabrania, skuwali ołów z kotwic i w to miejsce kruszcem je nabijali”. Wizja srebrnych kotwic zakorzeniła się w wyobraźni odbiorców jako jeden z wielu klasycznych stereotypów o nieuczciwości Fenicjan i Kartagińczyków, jakie często pojawiały się w źródłach greckich i rzymskich i jakimi szermowali ich późniejsi wrogowie.
Świat śródziemnomorski między X a VII wiekiem p.n.e. objaśniany bywa przez uczonych z użyciem nowoczesnej terminologii, jak handel morski, kabotaż itp. Przywołuje to zafałszowany obraz rzeczywistości uporządkowanej zasadami, ze zorganizowanymi instytucjami i rządami państwowymi. Działalność ta miała po większej części dużo swobodniejszą formę. Żeglarze próbowali szczęścia na własną rękę, a w wielu relacjach można się doszukać zwykłych aktów piractwa. Piratami często nazywano Fenicjan we wczesnych tekstach greckich, ale gdybyśmy dysponowali podobnymi zapisami, jak oni postrzegali Greków, z pewnością znaleźlibyśmy w nich to samo określenie. Weźmy choćby mit o szefie greckiego panteonu, który pod postacią byka folgując osobistej przyjemności, zabawił się w kidnapera fenickiej księżniczki Europy – toż to wypisz, wymaluj kanwa podobnych historii o niewielkich grupach napadających na obce wybrzeża, by porywać kobiety. Uwiecznił je nawet Homer w Odysei: niejeden głos nazwałby największym ze wszystkich piratów właśnie Odyseusza. To odzwierciedlenie procederu powszechnego wówczas na całym Morzu Śródziemnym – mężczyźni ruszali na morze w poszukiwaniu przygód i zysku. Kiedy więc czytamy o zakładaniu miast i przemieszczaniu się grup i ludów, musimy pamiętać, że tamtejsze starożytne społeczności, o których często myślimy – w szczególności zaś Kartagina, Rzym i greckie polis – formowały się właśnie w tym okresie i mają w tożsamościowym DNA głęboko zakorzenione połączenie morskiej ekspansji, mitologii, legend, piractwa, handlu i przemocy.
W owym przełomowym momencie kontakt Fenicjan z ludnością greckojęzyczną doprowadził do fuzji kulturowej, której ślady obserwujemy i dzisiaj. Do pierwszej takiej wymiany doszło bez wątpienia na Cyprze, czego dowodzą znaleziska z Kition. Położenie geograficzne czyniło wyspę naturalnym i niezwykle ważnym miejscem dialogu grecko-fenickiego. Jak już wiemy, świątynia w Kition była sławnym ośrodkiem kultu bliskowschodniej bogini Astarte, z którą cypryjscy Fenicjanie identyfikowali lokalne bóstwo. Z czasem przeobraziła się ona w grecką patronkę miłości, Afrodytę. W jednym z mitów o Dydonie, przypomnę, jej towarzysze wybrali kształcone w świątyni młode kobiety na żony do planowanej nowej tyryjskiej kolonii w Afryce.
Według wierzeń Greków, wyłożonych w kosmogonicznych mitach Hezjoda (VIII wiek p.n.e.), Afrodyta miała przybyć ze wschodu:
Na Cypr, przez morze otoczony, przybyła.
Wyszła stamtąd bogini straszna i piękna,
a trawa rosła pod jej kształtnymi stopami.
Bogowie i ludzie zwą ją Afrodytą,
bo z piany się zrodziła1.
Ta wizja wciąż przenika nasze wyobrażenie o Kiprydzie, zwizualizowane w Narodzinach Wenus Botticellego, gdzie bogini surfuje na muszli ku brzegowi (fot. 3). Ta przemiana wschodniego bóstwa w członkinię greckiego panteonu, patronkę seksu i płodności, daje nam poczuć naturę transformacji kulturowych, jakie zachodziły od wczesnych lat epoki żelaza. Jeszcze dalej na zachód, na Sycylii, było miejsce, gdzie koegzystowali Fenicjanie, Grecy i rdzenni wyspiarze, czczący tę samą boginię w mieście na szczycie góry Eryks (obecnie Erice). Ono też miało stać się kością niezgody w przyszłych wojnach między Rzymem a Kartaginą.
Prawdopodobnie na Cyprze Grecy przyjęli fenicki alfabet. Istnieją na to dowody z VIII wieku p.n.e., znajdowane w Grecji i poza nią. Ucieleśnia to także fakt, że nazwa fenickiego miasta Byblos stała się w grece słowem oznaczającym książkę. W mitologii greckiej heroiczny książę Kadmos, drugi brat Europy, był założycielem Teb i patriarchą rodu, który dał nam cykl tragicznych mitów od Edypa po Antygonę. Jak to ujął Herodot, „przyniósł on Grekom litery”26. Wiadomo o nim, że pochodził z fenickiego Sydonu.
Kolejne świadectwo przeobrażenia alfabetu fenickiego w grecki – sfatygowany kubek – odkryto dalej na zachodzie, w Pithekoussai (na wyspie Ischia w pobliżu Neapolu). Ta pierwsza grecka kolonia w zachodniej części Morza Śródziemnego w VIII wieku p.n.e. była tyglem kultur. Badacze znaleźli tam wyroby garncarskie z greckim wzornictwem geometrycznym, lewantyńskie amfory „fenickie”, jak również artykuły luksusowe ze środkowej Italii. Był tam też jednak „Puchar Nestora” – mała gliniana czarka (kotyle) z prostego grobu kremacyjnego dziesięciolatka, na której wydrapane jest kilka wersów poezji: Jestem czarą Nestora, z której wygodnie się pije; kto zaś napije się z tej czary, tego natychmiast ogarnie pragnienie pięknie wieńczonej Afrodyty2.
Uważa się, że to bezpośrednie nawiązanie do ustępu z Iliady (XI, 636–638) krążącej po krajach i portach śródziemnomorskich w ustnym przekazie wędrownych aojdów i aktorów nawiedzających nowe nadmorskie osady. Napis jest zarazem poruszający i autoironiczny – gliniany kubek z chłopięcej mogiły aspiruje do koneksji ze szczerozłotym kielichem wiekowego wodza Nestora, tak ciężkim, że tylko mocarz mógł go podnieść. Bardziej jednak zdumiewa to, że słowa wyryte są rodzącym się greckim alfabetem, na tym wczesnym etapie wciąż jeszcze pisanym na modłę fenicką – od prawej do lewej27. Oto utrwalony moment fuzji kultur (ryc. 4).
W tych formatywnych latach mamy więc adopcję alfabetu fenickiego w grece i wschodnie bóstwa włączone do greckiego panteonu. Już ta garść przykładów, opowieści i mitów z początków epoki żelaza i okresu archaicznego w zachodniej części basenu śródziemnomorskiego świadczy, jak żywy był to świat handlu i eksploracji. Fenicjanie byli w nim ważnymi graczami zwłaszcza w aspekcie łączności międzykulturowej i rozprzestrzeniania idei.
Poza mitami i legendami zebraliśmy tu wszystkie fakty dotyczące założenia Kartaginy w IX wieku p.n.e. Konkretnych szczegółów z tego okresu protohistorycznego jest niewiele; przez pierwsze trzy stulecia istnienie miasta ledwo się zaznaczyło w przekazach. Jednakże w historiach o wczesnych Fenicjanach i ich rozległych powiązaniach na całym Morzu Śródziemnym zawarta jest geneza Kartaginy, jej ludu i przyszłej potęgi. Bardzo mało wiemy o tym, co się przez następne parę wieków w niej działo, a nic zgoła o następcy Dydony, systemie zarządzania, liczbie mieszkańców i ich poczuciu tożsamości. Dotyczy to zresztą całego regionu śródziemnomorskiego. Większość naszej wiedzy o tych czasach kształtowania się kultur pochodzi z greckich i rzymskich mitów i legend o stworzeniu, spisywanych setki lat później. Musimy odczekać do VI wieku p.n.e., zanim możliwe stanie się odróżnienie Kartagińczyków od Fenicjan i określenie, kim ci pierwsi naprawdę byli. Żeby wypełnić te luki i ukształtować sobie pewne pojęcie o życiu, wierzeniach i wyznawanych wartościach Kartagińczyków, należałoby się dokładniej przyjrzeć efektom pracy archeologów. Tego rodzaju informacje, choć niekoniecznie powiązane bezpośrednio z postaciami historycznymi, mogą ubogacić naszą opowieść o ideach mieszkańców miasta, ich domach, zajęciach, ścieżkach karier, religii i nadziejach związanych z życiem pozagrobowym. Pomóc nam powiązać mityczne początki z rozwojem miasta, które miało wyrosnąć na imperium, może właśnie archeologia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Hezjod, Teogonia, 191–195, przeł. W. Appel, Toruń 2007 (przyp. tłum.). [wróć]
Spolszczony cytat za: M. Węcowski, Sympozjon,czyliwspólne picie. Początki greckiej biesiady arystokratycznej (IX–VII p.n.e.), Warszawa 2014, s. 119–127 (przyp. tłum.). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Appian, Wojna z Kartaginą (Libyke) 8.131; tekst z Historii rzymskiej (Rhomaika) przeł. L. Piotrowicz, Wrocław 1957. Do tego dzieła – z pewnymi modyfikacjami – odnoszę się w całej książce z adnotacją Pun. (chyba że zaznaczono inaczej). [wróć]
Więcej o określeniu „punicki” w Prag 2006, a także w różnych artykułach w Quinn, Vella 2014, w tym van Dommelen 2014. [wróć]
O poetyce pierwszej wojny punickiej i jej zasadniczej roli w literaturze łacińskiej – patrz Biggs 2020. [wróć]
Liczne opracowania historii Kartaginy są dostępne w różnych językach. Z angielskich polecam Miles 2010 oraz równie świetną Lancel 1995a; wszystkie wymienione w bibliografii książki Dextera Hoyosa zapewniają wyczerpujące omówienie najważniejszych tematów; Melliti 2016 oraz Fantar 2000 to świetne pozycje francuskie. Doskonały przegląd szerokiego wyboru materiałów dotyczących Kartaginy znajdziecie w esejach w Docter et al. 2015. [wróć]
Przekład Tadeusza Karyłowskiego, Wrocław 1980. Jeśli nie zaznaczono inaczej, przekład fragmentów tekstów źródłowych – J.S. [wróć]
O Dydonie Wergliusza – zob. Giusti 2018; także Biggs 2020 o roli Newiusza i Enniusza w tworzeniu mitu. [wróć]
Justyn, Zarys dziejów powszechnych starożytności na podstawie Pompejusza Trogusa (Epitome rhomaikes historias), przeł. I. Lewandowski, Warszawa 1988 (dalej: Justyn, Ep.). [wróć]
Appian, Pun. 1.1. [wróć]
W innych wersjach tej historii z IV w. p.n.e. (patrz FGrH 566 F47) jako założyciele wymienieni są dwaj Tyryjczycy, Azoros i Karchedon, którzy pojawiają się też w Pun. 1.1; zob. Dridi, 2019. [wróć]
Zob. Lopez-Ruiz 2021, s. 36–37 [wróć]
O powiązaniach między Tyrem, Kartaginą i Gades – zob. Álvarez Martí-Aguilar 2017. [wróć]
Kwintus Kurcjusz Rufus, Historia Aleksandra Wielkiego (Historia Alexandri Magni) 4.2.2 (przekł. zbior. pod red. L. Winniczuk, Warszawa 1976). [wróć]
Możliwe, że tę samą nazwę nosił Kition na Cyprze; Lopez-Ruiz 2021, s. 156. Alternatywną wersję historii Tyru z bardziej zrównoważoną kontekstualizacją podaje Schmitt 2024. [wróć]
Szczegóły nt. uczty i szczątków zwierzęcych w Cardoso et al. 2016. Źródłami starożytnymi nt. założenia Utyki są: Pliniusz, Historia naturalna 16 216; Wellejusz Paterkulus 1.2.4; Syliusz Italikus 3.241; więcej o historii i kontekście miasta – Weech et al. 2016. [wróć]
Najnowsze badania nad Utyką i jej dawnymi powiązaniami omawia López Castro et al. 2020. [wróć]
Justyn, Ep. 18.5. [wróć]
Zob. Lipiński 2004; Aounallah, Trannoy 2018. [wróć]
Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia miasta (Ab urbe condita) 1.57. [wróć]
Więcej o Wergiliuszu, jego opowieści i jej znaczeniu – zob. Giusti 2018. [wróć]
Docter et al. 2005. [wróć]
Polibiusz, Dzieje 1.73. 3–6 (dalej: Polibiusz + fragment). [wróć]
O Uluburun i powiązaniach Tyru – zob. Katz 2008. [wróć]
Iliada 9.168, 432 oraz 14.321. [wróć]
Ez 27,12. [wróć]
Diodor Sycylijski, Biblioteka historyczna 5. 19–20 (dalej: Diodor + fragment). [wróć]
Herodot, Dzieje 5.58 (dalej: Herodot + fragm). Inne spojrzenie – Waal 2022. [wróć]
Homer, Iliada 11. 632–637. Inskrypcja na pucharze jest sporządzona w alfabecie eubejskim. Więcej o Pucharze Nestora – Gaunt, 2017. [wróć]
Tytuł oryginału: Carthage
Copyright © Eve MacDonald, 2025
First published as Carthage in 2025 by Ebury Press, an imprint of Ebury Publishing. Ebury Publishing is part of the Penguin Random House group of companies.
No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790).
All rights reserved
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2025
Informacja o zabezpieczeniach
W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.
Redakcja: Małgorzata Chwałek
Mapy
© Helen Stirling
Projekt okładki oryginalnej: Andrew Smith
Opracowanie graficzne polskiej wersji okładki: Sławomir Folkman
Fotografia na okładce
© Alamy /BE&W
Wydanie I e‑book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium, wyd. I, Poznań 2026)
ISBN 978-83-8338-686-7
WYDAWCA
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań, Polska
tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40
e-mail: [email protected]
www.rebis.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
