Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium - MacDonald Eve - ebook + książka

Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium ebook

MacDonald Eve

3,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Kartagina, w starożytności prosperująca pośrodku wybrzeża północnej Afryki, przez niemal sześć wieków była potęgą dominującą w zachodniej części Morza Śródziemnego, nim padła pod naporem Rzymu. Zdobywcy zawłaszczyli nie tylko samo państwo, lecz także jego historię – tak że ta prawdziwa poszła w zapomnienie. Dziś Kartagina kojarzy się nam przede wszystkim z Dydoną oraz Hannibalem i jego słoniami bojowymi; wiemy, że była niezmiernie bogatym mocarstwem i że została totalnie, bezlitośnie zniszczona.

W tej przełomowej książce Eve MacDonald, wykorzystując najnowsze analizy archeologiczne, odkrywa przed czytelnikiem ukrytą pod legendami rzeczywistą historię tego miasta-państwa, na nowo plasując je w centrum dziejów regionu śródziemnomorskiego.

Historia najwyższej próby! - prof. Lloyd Llewellyn-Jones, autor bestsellerów „Persowie” i „Kleopatry. Zapomniane królowe Egiptu”
Brawurowo opowiedziana historia. - „Daily Mail”
Ponad dwa tysiące lat po jej zniszczeniu Kartagina ma w końcu swoją Iliadę. - prof. Martyn Rady, autor „Wspaniałych królestw, Habsburgów”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 345

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



WPROWADZENIE

PŁONĄCY STOS

Mia­sto, pod­pa­lone przez Rzy­mian po trzech dłu­gich latach oblę­że­nia, stoi w pło­mie­niach. Ostatni miesz­kańcy chro­nią się w wiel­kiej cyta­deli na wzgó­rzu Byrsa. Wśród garstki despe­ra­tów jest żona dowódcy obrony. Jej imie­nia bra­kuje w zapi­sach histo­rycz­nych, wia­domo jed­nak, że jej mężem był Haz­dru­bal i że miała z sobą dwoje dzieci. Odziana w naj­lep­sze szaty stoi na szańcu, wpa­trzona w sza­le­jący w dole żywioł. Widzi swoje piękne mia­sto tra­wione przez ogień i sceny nie­wy­obra­żal­nego cha­osu, cier­pie­nia i ago­nii. Jest świad­kiem ostat­nich godzin Kar­ta­giny w 146 roku p.n.e. Sześć dni i nocy rzym­scy mili­tes wyrą­by­wali sobie drogę z por­tów przez agorę ku szczy­towi wzgó­rza, ulica po ulicy, łamiąc opór lud­no­ści. Wal­czono tak zaja­dle, że Rzy­mia­nie musieli wpro­wa­dzić sprzą­ta­czy, któ­rych jedy­nym zada­niem było spy­cha­nie tru­pów na bok, aby zro­bić przej­ście wciąż napły­wa­ją­cym posił­kom. Cięż­ko­zbrojna pie­chota, słynni legio­ni­ści, nie­stru­dze­nie sze­rzyli destruk­cję. W pew­nej chwili żona Haz­dru­bala spo­strzega rzym­skiego wodza, Scy­piona Emi­lia­nusa – adop­to­wa­nego wnuka sław­nego Scy­piona Afry­kań­skiego, pogromcy Han­ni­bala. Wytęża wzrok i widzi, że jej mąż pod­dał mu się i klę­czy u stóp Rzy­mia­nina.

Żona Haz­dru­bala zwraca się do Scy­piona bez­po­śred­nio z korony szańca (co przy­to­czył póź­niej­szy histo­ryk Appian): „Bogo­wie nie mają powodu gnie­wać się na cie­bie, Rzy­mia­ni­nie, albo­wiem korzy­stasz z praw wojny”, roz­grze­sza­jąc tym samym nie­przy­ja­ciół za znisz­cze­nie mia­sta. Kar­ta­ginka mówi dalej do Scy­piona, wbi­ja­jąc jed­nak spoj­rze­nie w swego męża, dla któ­rego nie ma uspra­wie­dli­wie­nia: „Na tego oto Haz­dru­bala, zdrajcę ojczy­zny i jej świą­tyń, mnie i swo­ich dzieci, niech bogo­wie Kar­ta­giny ześlą zemstę, a ty bądź jej narzę­dziem”. Tak napięt­no­wała mężow­ską zdradę – zarówno publiczną, w roli naj­wyż­szego urzęd­nika pań­stwa i jego obrońcy, jak i oso­bi­stą, jako męża i ojca, który zawiódł w swych powin­no­ściach. Haz­dru­bal zła­mał przy­sięgę zło­żoną mia­stu i bogom i zosta­wił żonę wraz z potom­stwem wła­snemu losowi. Mał­żonka nie tylko nazwała go nędz­ni­kiem i zdrajcą, ale i drwiąco prze­po­wie­działa mu naj­bliż­szą przy­szłość jako „deko­ra­cji rzym­skiego triumfu”, pro­wa­dzo­nego uli­cami Rzymu wojen­nego tro­feum. Na koniec zarzu­ciła mu krań­cową znie­wie­ścia­łość i porzu­ce­nie rodziny na pastwę ognia. Wyrze­kł­szy te słowa – ostat­nie wypo­wie­dziane przez Kar­ta­giń­czyka – uśmierca swe prze­ra­żone dzieci, strą­ca­jąc je z cyta­deli wprost w pożogę, po czym sama rzuca się za nimi. Kres Kar­ta­giny został zaak­cen­to­wany tym osta­tecz­nym przed­ło­że­niem śmierci nad nie­wolę.

Czym była Kar­ta­gina i kim byli Kar­ta­giń­czycy? Dla­czego Rzy­mia­nie tak total­nie ją uni­ce­stwili? Te pyta­nia fascy­nują mnie, odkąd pierw­szy raz posta­wi­łam stopę na miej­scu sta­ro­żyt­nej metro­po­lii, opo­dal sto­licy dzi­siej­szej Tune­zji. Urze­kło mnie jej piękno, wciąż wyczu­walne tam cie­nie wspo­mnień i roz­ma­itość twa­rzy tego mia­sta. Kar­ta­gina przez sześć­set lat była domi­nu­ją­cym gra­czem w świe­cie sta­ro­żyt­nym i siłą napę­dową roz­woju zachod­niej czę­ści basenu śród­ziem­no­mor­skiego, ale po pod­boju Rzy­mia­nie z bie­giem stu­leci w znacz­nym stop­niu zatarli pamięć o jej zna­cze­niu. Zabie­ram się więc do spe­ne­tro­wa­nia mia­sta i życio­ry­sów miesz­kań­ców na prze­strzeni jego dłu­giej i świet­nej histo­rii, aby wydo­być ich dzieje na świa­tło dzienne po dwóch tysią­cach lat, kiedy opo­wia­dali je tylko ci, któ­rzy Kar­ta­ginę znisz­czyli. W ten spo­sób odkry­jemy cywi­li­za­cję, która była zasad­ni­czą czę­ścią sta­ro­żyt­nej kul­tury śród­ziem­no­mor­skiej i któ­rej obec­ność po dziś dzień czuje się wzdłuż całego pół­noc­no­afry­kań­skiego wybrzeża, w Por­tu­ga­lii, Hisz­pa­nii i Ita­lii, a także na Sycy­lii, Sar­dy­nii i Kor­syce.

Próba odpo­wie­dzi na pyta­nia o toż­sa­mość Kar­ta­giń­czy­ków i cha­rak­ter ich mia­sta to nie­ła­twe zada­nie. Ich histo­ria jest frag­men­ta­ryczna, znie­kształ­cona i prze­ina­czona, jak ukła­danka z bra­ku­ją­cymi naj­waż­niej­szymi ele­men­tami. Istotę pro­blemu dobrze ilu­strują ostat­nie kwe­stie z dra­ma­tycz­nego opisu Appiana. Więk­szość naszej wie­dzy o Kar­ta­giń­czy­kach jest prze­fil­tro­wana przez punkt widze­nia ich nie­przy­ja­ciół. Żona Haz­dru­bala potę­pia męża na wieki, co roz­ciąga się na wszyst­kich jego ziom­ków: w oczach Rzy­mian i Gre­ków zarzut znie­wie­ścia­ło­ści był naj­więk­szą znie­wagą dla męż­czy­zny. Kar­ta­giń­ski wódz zacho­wał się nie­mę­sko – wolał nara­zić się na upo­ko­rze­nie, a nawet nie­wolę, zamiast do końca bro­nić rodziny, mia­sta i bogów albo ode­brać sobie życie. Jakże to kon­tra­stuje z postawą jego dziel­nej mał­żonki, któ­rej ostatni czyn, skok z dziećmi w pło­mie­nie – choć moż­liwe, że zmy­ślony przez zwy­cięz­ców – tak podzi­wia rzym­ski dzie­jo­pis. Appian pod­su­mo­wuje tę scenę nastę­pu­jąco: „Tak zgi­nęła żona Haz­dru­bala – śmier­cią, jaka dla niego byłaby wła­ściw­sza”. I nawet ta naj­słyn­niej­sza histo­ria w tra­dy­cyj­nych prze­ka­zach opo­wie­dziana jest z rzym­skiej per­spek­tywy1. Moim celem jest na nowo prze­ba­dać źró­dła rzym­skie i w opar­ciu o ostat­nie dowody arche­olo­giczne nadać Kar­ta­gi­nie o wiele bar­dziej zniu­an­so­wany kształt.

Dra­ma­tyczne dzieje Kar­ta­giny, jej roz­woju i upadku fascy­no­wały ludzi od tysiąc­leci. Opo­wie­ści o Dydo­nie i Han­ni­balu, nie­zmier­nym bogac­twie, woj­nie total­nej i fina­ło­wej tra­ge­dii skła­dają się na pory­wa­jącą nar­ra­cję. Jed­nakże dopiero teraz możemy z nich utkać histo­rię z włą­cze­niem świe­żych infor­ma­cji i głęb­szym zro­zu­mie­niem, jakie zapew­nił sko­kowy postęp w bada­niach arche­olo­gicz­nych w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat. Nowe ana­lizy DNA oraz izo­to­pów sta­bil­nych pobra­nych ze szcząt­ków z maso­wych gro­bów w Hime­rze na Sycy­lii dały nam wgląd w zróż­ni­co­wane pocho­dze­nie pocho­wa­nych tam ludzi. Tune­zyj­scy i holen­der­scy arche­olo­dzy przez bada­nie metodą radio­wę­glową pró­bek z głę­bo­kich wyko­pów potwier­dzili, że Kar­ta­gina została zało­żona w IX wieku p.n.e. Z bie­żą­cych stu­diów, wyko­pa­lisk i innego rodzaju prac nauko­wych w całym base­nie śród­ziem­no­mor­skim zaczyna się wyła­niać fun­da­ment praw­dzi­wej histo­rii mia­sta, która wypro­wa­dza nas poza rzym­ską nar­ra­cję; histo­rii pod­bu­do­wa­nej postę­pem tech­nicz­nym, prze­my­sło­wymi inno­wa­cjami i wie­lo­kul­tu­ro­wo­ścią popu­la­cji. Możemy już mówić o nowym spoj­rze­niu na Kar­ta­ginę i jej miej­sce w świe­cie.

U szczytu potęgi w III wieku p.n.e. była to cywi­li­za­cja zaawan­so­wana tech­no­lo­gicz­nie, a liczba lud­no­ści mia­sta się­gała ćwierci miliona (choć wydaje się to war­to­ścią wyol­brzy­mioną). Ide­alne poło­że­nie geo­gra­ficzne pośrodku pół­noc­nego wybrzeża Afryki dawało Kar­ta­gi­nie połą­cze­nia ze wscho­dem i zacho­dem Morza Śród­ziem­nego, z Ita­lią na pół­nocy oraz inte­rio­rem na połu­dniu. Oko­lica była ponadto żyzna i zasobna w bogac­twa natu­ralne, co lud­ność w pełni wyko­rzy­sty­wała. Warto zazna­czyć, że jedy­nym kar­ta­giń­skim dzie­łem lite­rac­kim, które Rzy­mia­nie zacho­wali po znisz­cze­niu mia­sta i jego biblio­tek, była praca nie­ja­kiego Magona na temat tech­nik i inno­wa­cji rol­ni­czych, z pora­dami, jak wyho­do­wać naj­lep­szą wino­rośl, i infor­ma­cjami, które gatunki roślin mają się w tym regio­nie naj­le­piej. Miej­scowa agrotech­nika była tak zaawan­so­wana, zie­mia tak uro­dzajna, a mia­sto, ważny węzeł han­dlowy, tak bogate, że to dzięki jego pod­bo­jowi Rzym wyrósł na mocar­stwo, które z cza­sem zapa­no­wało nad całym Morzem Śród­ziem­nym. Wielu wyzna­wało pogląd – w tym sami Rzy­mia­nie – że bez Kar­ta­giny nie byłoby rzym­skiego impe­rium.

Wobec ludu kar­ta­giń­skiego i stwo­rzo­nej prze­zeń kul­tury czę­sto używa się okre­śle­nia „punicka”, powszech­nie odno­szą­cego się do czę­ści wiel­kiej fenic­kiej dia­spory skon­cen­tro­wa­nej na środ­ko­wym i zachod­nim wybrzeżu śród­ziem­no­mor­skim. W źró­dłach rzym­skich mówi się o punic­kich woj­nach czy postęp­kach; to samo słowo, ukute przez Rzy­mian z kul­tu­ro­wego ste­reo­typu ich odwiecz­nego wroga, jest uży­wane w odnie­sie­niu do wszyst­kiego, co kar­ta­giń­skie. Wywo­dzi się od łaciń­skiego Poenus; ono z kolei miało zaś pod­kre­ślać fenic­kie pocho­dze­nie Kar­ta­giń­czy­ków. Nazwa­nie kogoś Punij­czy­kiem nie było w ustach Rzy­mian z III wieku p.n.e. kom­ple­men­tem, miano to jed­nak przy­lgnęło do Kar­ta­giń­czy­ków na zawsze. Z braku cze­goś lep­szego ja też się nim tutaj posłu­guję, jed­nak z pew­nym roz­róż­nie­niem mię­dzy toż­sa­mo­ściami kar­ta­giń­ską i zachod­nio­fe­nicką, zwłasz­cza we wcze­śniej­szych okre­sach ich histo­rii2.

O Kar­ta­gi­nie i jej dzie­jach napi­sano wiele ksią­żek, poczy­na­jąc od zagi­nio­nych rzym­skich poema­tów epic­kich, jak Bel­lum poeni­cum Newiu­sza o pierw­szej woj­nie punic­kiej czy dzieła innych auto­rów, które należą do naj­star­szych zacho­wa­nych przy­kła­dów lite­ra­tury łaciń­skiej z III i II wieku p.n.e. Wojny z Kar­ta­giną ukształ­to­wały wcze­sne rzym­skie pisar­stwo, stały się fun­da­men­tal­nym ele­men­tem pamięci o tym mie­ście i kon­struk­cji jego epic­kiej prze­szło­ści3. Pod­stawą wszel­kich nar­ra­cji o Kar­ta­gi­nie jest histo­ria spi­sana w II wieku p.n.e. przez Greka Poli­biu­sza, która miała wielki wpływ na póź­niej­sze prace z cza­sów wcze­snego cesar­stwa, jak monu­men­talne dzieło Liwiu­sza Ab Urbe con­dita (Dzieje Rzymu od zało­że­nia mia­sta). Ważne były też łaciń­skie eposy, jak Punica Syliu­sza Ita­li­kusa czy póź­niej­sze prace grec­ko­ję­zycz­nych auto­rów histo­rii Rzymu, na przy­kład wspo­mnia­nego już Appiana czy Plu­tar­cha. Przez stu­le­cia od uni­ce­stwie­nia Kar­ta­giny Rzy­mia­nie na­dal fascy­no­wali się wyda­rze­niami z tam­tych wojen i two­rzyli z nich rodzaj mitu zało­ży­ciel­skiego. Snu­jąc tę histo­rię, będziemy się posłu­gi­wali wie­loma źró­dłami, od grec­kich kla­sy­ków jak Hero­dot i Tuki­dy­des po histo­ry­ków póź­no­rzym­skich. Mate­riały sta­ro­żytne mają zasad­ni­cze zna­cze­nie, zawsze jed­nak musimy brać pod uwagę, że nie­mal we wszyst­kich tych tek­stach Kar­ta­gina była osta­tecz­nie przed­sta­wiana jako „ci inni”. Tę per­spek­tywę powie­lano jesz­cze długo potem, kiedy Rzym i jego impe­rium stały się przed­mio­tem roz­wa­żań arab­skich geo­gra­fów, śre­dnio­wiecz­nych uczo­nych, tema­tem dzieł rene­san­so­wych pisa­rzy i wcze­snych kom­po­zy­to­rów nowo­żyt­nych4.

Ten punkt widze­nia poku­tuje do dzi­siaj, zwłasz­cza w aspek­cie obec­no­ści Kar­ta­giny w dzie­jach Rzymu – czę­sto wyłącz­nie w roli arcyw­roga. Opo­wia­dam tu histo­rię tego mia­sta i jego oby­wa­teli poprzez ważne posta­cie, miej­sca i donio­słe wyda­rze­nia, jakie kształ­to­wały tę cywi­li­za­cję i jej losy, zawsze sta­ra­jąc się – jeśli to tylko moż­liwe – zacho­wać per­spek­tywę kar­ta­giń­ską. Zaczy­namy w roz­dziale I od Feni­cjan i powsta­nia Kar­ta­giny jako kolo­nii Tyru. Pozna­jemy tu jej piękną zało­ży­cielkę, kró­lową Dydonę, oraz mity i legendy o tej odle­głej prze­szło­ści, które prze­trwały od IX wieku p.n.e. W począt­ko­wych roz­dzia­łach przyj­rzymy się, jak Kar­ta­gina była wcią­gana w wir poli­tyki i rywa­li­za­cji we wschod­niej czę­ści basenu śród­ziem­no­mor­skiego, gdzie per­skie impe­rium Ache­me­ni­dów ście­rało się z daw­nymi grec­kimi mia­stami-pań­stwami. Zba­damy inte­rak­cje Kar­ta­giny z sąsia­dami i roz­wój jej wła­snej kul­tu­ro­wej i reli­gij­nej toż­sa­mo­ści w VI i V wieku p.n.e., a następ­nie przyj­rzymy się, jak zaczyna prę­żyć muskuły w wie­lo­kul­tu­ro­wym, kon­ku­ren­cyj­nym świe­cie Gre­ków, Feni­cjan, Etru­sków i Rzy­mian. Roz­działy IV i V poświę­cone są kar­ta­giń­skim sto­sun­kom z grec­kimi kolo­niami na Sycy­lii i poka­zują, jak histo­ria Kar­ta­giny wplata się w szer­szy kon­tekst geo­po­li­tycz­nych prze­su­nięć i nowych idei wyni­kłych z pod­bo­jów Alek­san­dra Wiel­kiego w IV wieku p.n.e. W szczy­to­wej fazie kar­ta­giń­skiej potęgi z III wieku p.n.e. naj­waż­niejsi gra­cze z hel­le­ni­stycz­nych kró­lestw stali się wzor­cami, według któ­rych mie­rzy się słyn­nych punic­kich wodzów kali­bru Han­ni­bala.

W dru­giej poło­wie książki ujrzymy Kar­ta­ginę już jako impe­rium i prze­śle­dzimy kon­ti­nuum jej rywa­li­za­cji i eks­pan­sji od III do II wieku p.n.e. W roz­dzia­łach VI i VII oma­wiam uwa­run­ko­wa­nia kon­fliktu, który ogar­nął całą zachod­nią część Morza Śród­ziem­nego i zakoń­czył się bitwą mor­ską pod Ega­dami, nazwa­nego póź­niej pierw­szą wojną punicką. Drugą wojnę punicką – naj­bar­dziej chyba znany epi­zod w dzie­jach Kar­ta­giny – opi­suję w roz­dzia­łach VIII–X, podą­ża­jąc śla­dami Han­ni­bala, jak wpro­wa­dza sło­nie do Ita­lii i nie­sie wyzwa­nie do samego serca Rzymu. Kolejne dwa roz­działy przed­sta­wiają ostat­nie pięć­dzie­się­cio­le­cie Kar­ta­giny, w któ­rym wojna z Rzy­mia­nami pro­wa­dzi ją do ostat­niego tchnie­nia i osta­tecz­nej ani­hi­la­cji. W roz­dziale XIII ruszymy tro­pem Kar­ta­giń­czy­ków oca­la­łych z pogromu i ech dłu­giej pamięci o ich mie­ście. Prze­ko­namy się, że pozo­sta­ło­ści kar­ta­giń­skiego impe­rium po dziś dzień można zna­leźć wszę­dzie w daw­nych rzym­skich pro­win­cjach śród­ziem­no­mor­skich.

Znaczną część histo­rii Kar­ta­giny prze­nika jej toż­sa­mość jako mia­sta pół­noc­no­afry­kań­skiego. Na tam­tych zie­miach byto­wali jej naj­bliżsi sojusz­nicy i naj­za­ciętsi wro­go­wie; prze­jęła tam­tej­sze mity i tra­dy­cje. Rdzenne ludy pół­noc­nej Afryki – dzi­siej­szych Ber­be­rów, czy, jak sami wolą się okre­ślać, Ima­zi­ghen („ludzie wolni”) – nazy­wano w tek­stach sta­ro­żyt­nych i śre­dnio­wiecz­nych Numi­dyj­czy­kami, Libij­czy­kami, a cza­sem wła­śnie Ber­be­rami i sta­no­wią one istotny skład­nik genezy i histo­rii Kar­ta­giny. Na jej tle, od początku do końca, zba­damy dzieje sprzy­mie­rzo­nych z nią afry­kań­skich spo­łecz­no­ści, także w kate­go­riach mał­żeństw mie­sza­nych i toż­sa­mo­ści, z któ­rych wyło­nił się odrębny lud zwany Kar­ta­giń­czy­kami. W odnie­sie­niu do tubyl­ców będę się posłu­gi­wała wymien­nie okre­śle­niami „Numi­dyj­czycy” i „Libij­czycy”, a w niektó­rych przy­pad­kach pochod­nymi nazw ich kró­lestw lub miast.

Moim zamy­słem było tak przed­sta­wić histo­rię Kar­ta­giny, aby stwo­rzyć epicką opo­wieść, a zara­zem rela­cję, która pomoże nam lepiej zro­zu­mieć rze­czy­wi­stych ludzi, żyją­cych i pro­spe­ru­ją­cych w tym pięk­nym nad­mor­skim mie­ście setki lat przed naro­dzi­nami Rzymu. Rzy­mia­nie nie chcieli, by kto­kol­wiek – ich wła­sny lud, oby­wa­tele, ich potom­ko­wie czy zewnętrzni wro­go­wie – w pełni zro­zu­miał i postrze­gał Kar­ta­ginę i jej miesz­kań­ców jako zwy­kłych ludzi. Kar­ta­giń­czycy mieli na zawsze pozo­stać w roli nie­przy­ja­ciela. Ja w tej książ­ko­wej podróży posta­wi­łam sobie za cel ujaw­nie­nie – jak to tylko moż­liwe – tego, co Rzy­mia­nie usi­ło­wali zatrzeć w naszej pamięci: że Kar­ta­gina zawsze nale­żała do zało­ży­ciel­skich kul­tur zachod­niego Morza Śród­ziem­nego. Jeśli zaś przyj­rzeć się uważ­niej, zoba­czymy, że bez tego wszyst­kiego, czym była Kar­ta­gina, nie byłoby Rzymu.

ROZDZIAŁ I

DZIECI FENIKSA

Był gród stary – tyryj­scy nim kmie­cie wła­dali –

Naprze­ciw ujść Tybro­wych Ita­lii: Kar­tago,

Prze­py­chem bogactw sławny i bitew prze­wagą.

Wergi­liusz, Ene­ida I, 12–145

Każda opo­wieść o Kar­ta­gi­nie musi się zacząć od Dydony. W micie jest ona nie­zmien­nie piękną kró­lową, któ­rej tra­giczny żywot inspi­ro­wał na prze­strzeni tysiąc­leci lite­ra­tów, arty­stów i muzy­ków. Histo­rycz­nie była to kobieta żyjąca w IX wieku p.n.e. w Tyrze (w dzi­siej­szym Liba­nie). I naprawdę nie nazy­wała się Dydona. Tyryj­czycy posłu­gi­wali się fenic­kim, języ­kiem z grupy semic­kich z zapi­sem alfa­be­tycz­nym. Była tam znana pod imie­niem Eli­szat, co w trans­kryp­cji grec­kiej zamie­niło się w Elissę – i tak o niej pisali nie­któ­rzy hel­leń­scy histo­rycy. Wie­czy­stą sławę zyskała w rzym­skich prze­ka­zach – i wiele jest poglą­dów na kwe­stię, dla­czego Rzy­mia­nie aku­rat tak jęli ją nazy­wać. Naj­bar­dziej prze­ko­nu­jące wydaje się wyja­śnie­nie, że wzięło się to od nazwi­ska bądź przy­domka Dido, ozna­cza­ją­cego wędrowca; mogło to być alu­zją do jej podróży po Morzu Śród­ziem­nym, nim dotarła na miej­sce, gdzie powstała Kar­ta­gina.

W I wieku p.n.e. rzym­ski poeta Publiusz Wergi­liusz Maro uwiecz­nił naj­słyn­niej­szą wer­sję jej legendy zało­ży­ciel­skiej w epo­sie Ene­ida, ale stało się to nie­mal osiem stu­leci po fak­cie i ponad sto lat po jej zbu­rze­niu. Autor wziął krą­żącą wcze­śniej histo­rię Dydony/Elissy i splótł ją z jed­nym z mitów o powsta­niu Rzymu, na wieki wią­żąc z sobą losy obu miast. Jego boha­ter, heros wojny tro­jań­skiej Ene­asz, ucie­kł­szy z pło­ną­cej Troi, schro­nił się na pół­noc­nym wybrzeżu Afryki – wła­śnie pod skrzy­dłami Dydony w budo­wa­nej wtedy Kar­ta­gi­nie. Jego tra­giczna opo­wieść trą­ciła czułą strunę w sercu tyryj­skiej kró­lo­wej i roz­go­rzała mię­dzy nimi miłość – nie­szczę­śliwa, albo­wiem z woli bogów ska­zana na roz­łąkę. Ene­asz uwiódł Dydonę i ją opu­ścił, kie­ru­jąc się zgod­nie z prze­zna­cze­niem do Ita­lii, zosta­wiw­szy kochankę ze zła­ma­nym ser­cem i pogrą­żoną w żalu. W opo­wie­dzia­nej przez Rzy­mia­nina histo­rii kró­lowa obraca się w arche­typ odtrą­co­nej, żąd­nej zemsty kobiety. Upo­ko­rzona, nie widzi innego wyj­ścia, jak ode­brać sobie życie. Ostat­nim tchem rzuca klą­twę na odpły­wa­ją­cego Ene­asza i całe jego potom­stwo, prze­po­wia­da­jąc, że kie­dyś pojawi się „mści­ciel naszej libij­skiej krwi”. Takim spo­so­bem stwo­rzono rzym­skie uspra­wie­dli­wie­nie dla póź­niej­szych wojen mię­dzy obu wiel­kimi mia­stami6.

Wergi­liu­szowa Dydona odbi­jała się echem tak w świe­cie sta­ro­żyt­nym, jak i w póź­niej­szych epo­kach. Tra­giczną hero­inę por­tre­to­wano w teatrze, ope­rze i powie­ściach w wielu języ­kach i kul­tu­rach. Nie jest to jed­nak jedyna wer­sja legendy o zało­że­niu Kar­ta­giny. W innych zacho­wa­nych prze­ka­zach znaj­du­jemy być może bar­dziej uchwytne infor­ma­cje na temat kobiety, która je zain­spi­ro­wała. We wcze­śniej­szych opowie­ściach próżno szu­kać postaci Ene­asza; mowa w nich tylko o fenic­kiej wład­czyni Elis­sie. Ta stwo­rzona przez sycy­lij­skiego Greka Tima­josa z Tau­ro­me­nionu (obec­nie Tao­r­mina) powstała nie póź­niej niż pod koniec III wieku p.n.e., praw­do­po­dob­nie ist­niała jed­nak już wcze­śniej. Zacho­wały się jedy­nie frag­menty jego tek­stu, przy­to­czone w dzie­łach póź­niej­szych auto­rów, tak więc przed­wer­gi­liań­ska histo­ria Kar­ta­giny pozo­staje nieco mętna. Według tej wer­sji Elissa była tyryj­ską księż­niczką zmu­szoną szu­kać schro­nie­nia w pół­noc­nej Afryce z powodu prze­wrotu doko­na­nego przez jej brata Pig­ma­liona. Bra­ci­szek zabił jej męża, kró­lew­skiego regenta i naczel­nego kapłana boskiego patrona mia­sta, Mel­karta, i sam prze­jął tron. Nie miał jed­nak moc­nej pozy­cji; więk­szość ary­sto­kra­cji nie była doń prze­ko­nana. Wokół Elissy, zaszo­ko­wa­nej mor­der­stwem jej męża i bluź­nier­stwem wobec bogów, sku­piła się opo­zy­cja elit wobec uzur­pa­tora7.

Wdowa z grupą bun­tow­ni­ków umknęła nocą z Tyru, zabie­ra­jąc święte arte­fakty Mel­karta. Wyru­szyli w długi rejs na zachód wzdłuż afry­kań­skiego wybrzeża, aby zna­leźć miej­sce na zało­że­nie kolo­nii. Rzym­ski histo­ryk Appian powta­rza te szcze­góły, infor­mu­jąc nas, że Dydona/Elissa „odpły­nęła do Afryki z dobyt­kiem i tymi z męż­czyzn, któ­rzy chcieli uciec od tyra­nii Pig­ma­liona”8. Pierw­szym przy­stan­kiem był Cypr, gdzie pano­wie dobrali sobie młode kobiety na żony. Pocho­dziły z reno­mo­wa­nej świą­tyni Astarte (odpo­wied­niczki grec­kiej Afro­dyty i rzym­skiej Wenus) w Kitio­nie (obec­nie Lar­naka); rodzice mogli posy­łać tam dora­sta­jące córki, aby odsłu­żyły turę w roli, jak to przy­jęło się nazy­wać, pro­sty­tu­tek świą­tyn­nych ku czci bogini. Po takim stażu podobno panny były uzna­wane za świetne par­tie. Tak więc tyryj­scy nobile z narze­czo­nymi opu­ścili Cypr i popły­nęli dalej, zatrzy­mu­jąc się w Hel­la­dzie i na Sycy­lii, nim w końcu przy­byli tam, gdzie naro­dziła się Kar­ta­gina9.

I cóż mamy począć z tymi strzę­pami pra­daw­nego mitu, prze­pusz­czo­nymi przez pry­zmat spoj­rze­nia wro­gów Kar­ta­giny? Jak je inter­pre­to­wać? Z zacho­wa­nych głów­nych ele­men­tów histo­rii, jak przy­własz­cze­nie świę­tych przed­mio­tów czy „doko­op­to­wa­nie” kobiet, wynika, że nie była to paniczna ucieczka za morze, lecz zapla­no­wana eks­pe­dy­cja. Pasuje to do tego, co wiemy o wcze­snej fenic­kiej osa­dzie, oraz do mate­ria­łów z innych loka­li­za­cji, jak Kadyks, gdzie też widać ślady zor­ga­ni­zo­wa­nego pla­no­wa­nia urba­ni­stycz­nego10. Przez całe sześć­set lat egzy­sten­cji Kar­ta­gina pła­ciła dzie­się­cinę świą­tyni Mel­karta w Tyrze, co wyraź­nie świad­czy, że było to posu­nię­cie kolo­ni­za­cyjne, z bli­skimi, bar­dzo kon­kret­nymi powią­za­niami z macie­rzy­stym mia­stem. W opo­wie­ściach o Dydo­nie znaj­du­jemy wska­zówki co do siły jej uczuć i nie­za­chwia­nej wier­no­ści wobec zamor­do­wa­nego męża oraz jego odda­nia Mel­kar­towi, z któ­rych możemy zbu­do­wać obraz idei przy­świe­ca­ją­cej zało­że­niu Kar­ta­giny. Bóg, któ­rego imię tłu­ma­czy się dosłow­nie jako „król mia­sta”, miał odgry­wać istotną rolę w całej histo­rii nowej kolo­nii jako opie­kun jej i miesz­kań­ców. Nale­żał do kar­ta­giń­skiego pan­te­onu, ale też był zwią­zany z innymi fenic­kimi spo­łecz­no­ściami na zacho­dzie. Czy­niło go to ogni­skiem zbio­ro­wej toż­sa­mo­ści, która miała się roz­prze­strze­nić na całą zachod­nią połowę Morza Śród­ziem­nego. Tak więc w owych mitach o kró­lo­wej zało­ży­cielce i jej wyide­ali­zo­wa­nych cno­tach nie­wie­ścich zawarte są infor­ma­cje o wybo­rach doko­ny­wa­nych przez Tyryj­czy­ków, któ­rzy osie­dli w Afryce11.

Tyr, macierz Kar­ta­giny, był w sta­ro­żyt­no­ści bar­dzo waż­nym ośrod­kiem, regio­nal­nym mocar­stwem z monu­men­talną archi­tek­turą i zaawan­so­wa­nym tech­no­lo­gicz­nie por­tem. Póź­niejsi Grecy i Rzy­mia­nie zosta­wili nam roz­ma­ite jego opisy. Kwin­tus Kur­cjusz Rufus w Dzie­jach Alek­san­dra Wiel­kiego odno­to­wał, że Tyr „wyróż­nia się spo­śród wszyst­kich gro­dów Syrii i Feni­cji sławą i wiel­ko­ścią”12. Mia­sto było domi­nu­jącą potęgą w Lewan­cie i można przy­jąć, że migru­jący na zachód jego oby­wa­tele ponie­śli z sobą tę sławę i dumę z pocho­dze­nia. Loka­li­za­cja Tyru na przy­brzeż­nej wysepce była kla­sycz­nie fenicka: odgro­dzona od lądu, łatwo dostępna z morza i zapew­nia­jąca dobre schro­nie­nie stat­kom. Te same atry­buty cecho­wały Kar­ta­ginę. Warto zazna­czyć, że jej fenicka nazwa brzmiała Kart Hadaszt, czyli dosłow­nie „Nowe Mia­sto”13.

Kar­ta­gina nie była pierw­szą fenicką kolo­nią na tym odcinku afry­kań­skiego wybrzeża. Zale­d­wie o trzy­dzie­ści kilo­me­trów na pół­noc leżała Utyka (łac. Utica) zbu­do­wana, jak mówią źró­dła sta­ro­żytne, kilka wie­ków wcze­śniej. Dowody arche­olo­giczne nie zga­dzają się jed­nak z tymi zapi­sami i moż­liwe, że w chwili zało­że­nia Kar­ta­giny mia­sto to egzy­sto­wało nie dłu­żej niż kil­ka­dzie­siąt lat. Znaj­do­wane tam wyroby garn­car­skie, głów­nie kubki i tale­rze, sty­li­stycz­nie datują się na czasy jej współ­cze­sne: IX wiek p.n.e.; wyniki badań radio­wę­glo­wych pozwa­lają odsu­nąć je na wcze­śniejsze stu­le­cie. Nie­dawne spek­ta­ku­larne zna­le­zi­sko zawiera pozo­sta­ło­ści dużej uczty wypra­wio­nej przez ówcze­snych miesz­kań­ców Utyki. Zarżnięto wtedy, upie­czono i wspól­nie skon­su­mo­wano kozy, woły, świ­nie, konie, żół­wie i udo­mo­wio­nego psa. Po zakra­pia­nej bie­sia­dzie zebrano wszyst­kie tale­rze, misy oraz kubki i wrzu­cono je – wraz z kośćmi i reszt­kami mięsa – do głę­bo­kiej studni. Moty­wów świę­to­wa­nia i metody sprząt­nię­cia po niej pew­nie ni­gdy nie poznamy, hipo­te­tycz­nie jed­nak mogło to być zwią­zane z jakimś rytu­ałem zamknię­cia źró­dła wody. Po tysią­cach lat odkry­cie to daje arche­olo­gom wiele infor­ma­cji o tym wcze­snym afry­kań­skim mie­ście i związ­kach popu­la­cji z ota­cza­ją­cym ją świa­tem14.

Cera­mika sto­łowa wyko­rzy­stana na utyc­kiej uczcie pocho­dziła zza morza. Dzięki temu wiemy, że tam­tej­szy lud miał kon­takty han­dlowe, i to inten­sywne, z sąsia­dami na Sar­dy­nii i w środ­ko­wej Ita­lii, a także z Gre­cją i Lewan­tem. Dla­czego zatem – nasuwa się pyta­nie – Kar­ta­ginę zbu­do­wano tuż obok tak dobrze pro­spe­ru­ją­cego mia­sta? Odpo­wiedź tkwi w loka­li­za­cji. Dziś co prawda ruiny Utyki leżą w pew­nym odda­le­niu od morza, lecz w IX wieku p.n.e. znaj­do­wała się ona na samym brzegu, u ujścia Bagra­das (obec­nie Wadi Madżarda). Coroczne wez­bra­nia rzeki powo­do­wały, że zbu­do­wany w samym estu­arium port był stale zamu­lany. Można domnie­my­wać, że miej­sce zało­że­nia Kar­ta­giny wybrano wła­śnie dla­tego, że ofe­ro­wało łatwiej dostępne i funk­cjo­nal­niej­sze kotwi­co­wi­sko15.

Tyryj­scy kolo­ni­ści Dydony szybko się prze­ko­nali, że nie są mile widziani przez rdzen­nych miesz­kań­ców oko­licy, zwa­nych w źró­dłach Numi­dyj­czy­kami bądź Libij­czy­kami. Ludy owe miały już stycz­ność z lewan­tyń­skimi osad­ni­kami w Utyce i nie uśmie­chało im się nowe takie sąsiedz­two. Uważa się, że kró­lowa pod­stę­pem wyłu­dziła od nich działkę pod budowę mia­sta. Według mitu, zapi­sa­nego przez znacz­nie póź­niej­szego rzym­skiego histo­ryka Justyna, miała ona popro­sić miej­sco­wego władcę o „taki tylko spła­che­tek ziemi, który dałby się nakryć wołową skórą”. Wyja­śniła, że chce jedy­nie sko­rzy­stać z miej­sca na wypo­czy­nek dla zmę­czo­nej dłu­gim rej­sem załogi. Kiedy umowa została zawarta, sprytna Dydona kazała pociąć skórę na jak naj­cień­sze rze­myki i uło­żyw­szy je jeden za dru­gim, oto­czyła nimi znacz­nie więk­szy obszar, niżby wyni­kało z tak sfor­mu­ło­wa­nej prośby. Pozy­skaną dzięki temu wybie­gowi działkę nazwano póź­niej Byrsą (od grec­kiego słowa ozna­cza­ją­cego skórę) i tam z cza­sem wyro­sła kar­ta­giń­ska cyta­dela. Justyn nie wspo­mina o reak­cji prze­chy­trzo­nego libij­skiego króla, z pew­no­ścią jed­nak sztuczka nie była mu w smak16.

Histo­ria z wołową skórą może się nam wyda­wać dzi­waczna, była jed­nak czę­sto przy­ta­czana przez auto­rów sta­ro­żyt­nych dla pod­kre­śle­nia sprytu Dydony. Kar­ta­giń­czycy zostali w ten spo­sób na wieczne czasy scha­rak­te­ry­zo­wani jako lud pod­stępny i nie­godny zaufa­nia; część uczo­nych skłonna jest jed­nak doszu­ki­wać się w legen­dzie ziarna prawdy. Moż­liwe, że jest ona echem nie­zna­nej nam ówcze­snej prak­tyki praw­ni­czej przy naby­wa­niu nie­ru­cho­mo­ści, połą­czo­nej z dużo lepiej opi­sa­nym zwy­cza­jem wyory­wa­nia gra­nic posia­dło­ści płu­giem zaprzę­żo­nym w wołu. Pytań jest jed­nak wię­cej. Na przy­kład dla­czego Tyryj­czycy, a więc Feni­cja­nie, nazwali swą cyta­delę grec­kim sło­wem? Widać tu wie­lo­war­stwo­wość tek­stów i prze­ka­zów, gdy opo­wieść z pre­hi­sto­rycz­nej prze­szło­ści wpla­tana jest w legendę o powsta­niu Kar­ta­giny. Fenic­kie okre­śle­nie for­tecy to bar­sat, nie­któ­rzy bada­cze więc argu­men­tują, że Byrsa to tylko prze­ina­cze­nie na uży­tek grec­ko­ję­zycz­nego odbiorcy. Ta wer­sja histo­rii poka­zuje nam, jak dawni greccy auto­rzy usi­ło­wali zro­zu­mieć Kar­ta­giń­czy­ków według wła­snych ram mito­lo­gicz­nych i języ­ko­wych17.

We wszyst­kich odsło­nach mitu Dydona odbiera sobie życie. Mia­sto, które stwo­rzyła, roz­ro­sło się i wzbo­ga­ciło do takiego poziomu, że sąsia­du­jący z nim władca Getu­lów Jar­bas uznał za wła­ściwe sta­rać się o rękę kró­lo­wej. Ona jed­nak odrzu­ciła zaloty, tłu­ma­cząc, że ni­gdy nie zła­mie przy­sięgi mał­żeń­skiej wobec dawno nie­ży­ją­cego męża. Patrząc bar­dziej reali­stycz­nie, jej decy­zja odzwier­cie­dla nie­pewną pozy­cję przy­wód­czyń: Dydona nie chciała oddać Jar­basowi wła­dzy i nie­za­leż­no­ści. Kar­ta­giń­ska elita miała jed­nak odmienne zda­nie i popie­rała pomysł mał­żeń­stwa. Mamy tu więc samotną kró­lową wal­czącą o swe wpływy, potrze­bu­jącą jed­nak męskiego wspar­cia, by zabez­pie­czyć mia­sto. Lud­no­ści z pew­no­ścią zale­żało, by wład­czyni docho­wała się następcy, zatem bez­dzietna panu­jąca musiała czuć tę pre­sję. Zaczy­nało wyglą­dać na to, że będzie zmu­szona wyjść za mąż, w prze­ciw­nym razie bowiem nobi­lo­wie gotowi ją oba­lić. Według legendy Dydona wolała popeł­nić samo­bój­stwo, niż zawrzeć nie­chciany zwią­zek. W sce­nie fina­ło­wej rzuca się na pło­nący stos.

Z licz­nych opo­wie­ści o Dydo­nie wyła­nia się zło­żony, pełen sprzecz­no­ści wize­ru­nek kobiety pra­wej i peł­nej poświę­ce­nia, sil­nej i kre­atyw­nej, zara­zem też ofiary wła­snej miło­ści i namięt­no­ści – przy­naj­mniej w wer­sji Wergi­liu­sza. Czy te różne wer­sje mówią nam coś o Kar­ta­gi­nie czy tylko poma­gają zro­zu­mieć rzym­skie ide­ały kobie­co­ści? Rzuca się w oczy para­lela z jedyną inną Kar­ta­ginką, o któ­rej cokol­wiek wiemy: przed­sta­wioną na samym początku żoną Haz­dru­bala, która zgi­nęła iden­tyczną śmier­cią, w dodatku w tym samym miej­scu, na wzgó­rzu Byrsa. Histo­ria pod­szyta jest war­stwami kon­struk­cji lite­rac­kich opar­tych na wzorcu kobiety goto­wej do poświę­ceń, przy­po­mi­na­ją­cym nawet postać szla­chet­nej Lukre­cji z wczesnorzym­skiego mitu, któ­rej samo­bój­stwo stało się zaczy­nem powsta­nia repu­bliki Rzymu18. Kon­tra­stowa wer­sja Wergi­liu­sza, napi­sana pod koniec I wieku p.n.e., uka­zuje Dydonę jako nie­zbyt prawą wład­czy­nię, która emo­cjo­nalną i sek­su­alną pokusą pró­buje zwieść pro­to­pla­stę Rzy­mian Ene­asza z drogi ku prze­zna­cze­niu. Wize­ru­nek kusi­cielki wabią­cej na manowce szla­chet­nego Rzy­mianina bywał łączony z posta­cią Kle­opa­try, zaprzą­ta­ją­cej umy­sły współ­cze­snych poety. To naj­trwal­szy z mitów o Dydo­nie, stwo­rzony za apro­batą pierw­szego rzym­skiego cesa­rza i wiel­kiego pro­pa­gan­dzi­sty Augu­sta, który dopiero co doszedł do wła­dzy, poko­naw­szy armię Kle­opa­try i Marka Anto­niu­sza pod Akcjum w 31 roku p.n.e.19.

W mito­lo­gii Dydony mamy więc mie­szankę skład­ni­ków łączą­cych póź­niej­sze sta­wiane Kar­ta­giń­czy­kom przez Rzy­mian zarzuty prze­bie­gło­ści i dwu­li­co­wo­ści z siłą cha­rak­teru i szla­chet­no­ścią w dzia­ła­niu, cechami czę­ściej spo­ty­ka­nymi w opo­wie­ściach o wiel­kich rzym­skich cno­tach. W opi­sach życia kró­lo­wej uchwy­cone są wszyst­kie pro­blemy, z jakimi musi się zmie­rzyć praca o histo­rii Kar­ta­giny, albo­wiem zapi­sów wła­snych legend o powsta­niu mia­sta nie ma, a to, jak sami Kar­ta­giń­czycy widzieli swoją histo­rię, dawno zostało wyma­zane z pamięci.

Mit mitem, ale znane fakty o zało­że­niu Kar­ta­giny są nie­wiele mniej dra­ma­tyczne. Od IX do VII wieku p.n.e. fenic­ko­ję­zyczni kupcy i podróż­nicy wędro­wali z Lewantu ku zachod­niej czę­ści Morza Śród­ziem­nego, co wyni­kało ze zło­żo­nej mie­szanki zmien­nego zapo­trze­bo­wa­nia na surowce, pre­sji popu­la­cyj­nej i zewnętrz­nych czyn­ni­ków poli­tycz­nych. Bli­skow­schod­nie mia­sta-pań­stwa two­rzące region zwany przez nas Feni­cją posta­wiły na han­del i kolo­ni­za­cję jako środki łago­dzące pro­blemy wewnętrzne. W ten spo­sób powstało wiele nowych ośrod­ków na zacho­dzie, a naj­waż­niej­szym z nich była Kar­ta­gina. Głę­bo­kie wyko­pa­li­ska się­ga­jące naj­wcze­śniej­szych warstw osad­nic­twa potwier­dzają, że mia­sto zostało zało­żone w cza­sie kore­spon­du­ją­cym ze sta­ro­żyt­nymi zapi­sami, pla­su­ją­cymi to wyda­rze­nie około 814 roku p.n.e.20.

Kar­ta­gina wyro­sła w loka­li­za­cji ide­al­nej z han­dlo­wego punktu widze­nia: pośrodku wybrzeża pół­noc­no­afry­kań­skiego, nie­da­leko Sycy­lii sta­no­wią­cej swo­isty natu­ralny most łączący Afrykę z Europą. Ponie­waż w sta­ro­żyt­no­ści żegluga mor­ska była uza­leż­niona od wia­trów i prą­dów, błędy w obli­cze­niach zaś mogły mieć kata­stro­falne skutki, statki pły­wały od portu do portu, trzy­ma­jąc się brzegu. Kar­ta­gina leżała nad akwe­nem o prze­wi­dy­wal­nym ukła­dzie prą­dów, w bli­sko­ści lądo­wych punk­tów orien­ta­cyj­nych, co w sezo­nie nawi­ga­cyj­nym zna­ko­mi­cie uła­twiało rejsy na Sycy­lię. Miej­sce miało też istotne zna­cze­nie stra­te­giczne: kto pano­wał w Kar­ta­gi­nie, mógł kon­tro­lo­wać cały ruch w środ­ko­wej stre­fie Morza Śród­ziem­nego.

Jeśli się udać do ruin mia­sta i sta­nąć na wzgó­rzu Byrsa z wido­kiem na Zatokę Tuni­ską, widać to na pierw­szy rzut oka: świetne poło­że­nie, zara­zem otwarte i osło­nięte. Mia­sto posa­do­wione jest na połu­dniowo-wschod­nim brzegu nie­wiel­kiego pół­wy­spu, który chroni je od pół­nocy, ma jed­nak pełny dostęp do morza21. W sta­ro­żyt­no­ści był nie­mal wyspą połą­czoną z lądem znacz­nie węż­szym prze­smy­kiem, niż wygląda to dzi­siaj. Sporo z tego, co dzi­siaj widzimy, to efekt zamu­le­nia i zago­spo­da­ro­wa­nia. W tam­tych cza­sach miej­sce to sta­no­wiło dosko­nałe połą­cze­nie otwar­tego morza, bez­piecz­nego portu i żyznej ziemi – ide­alna, iście fenicka loka­li­za­cja dla mia­sta. We wcze­snej fazie ist­nie­nia Kar­ta­giny, od IX do VII wieku p.n.e., osie­dla­nie się na mor­skim brzegu było bar­dzo nie­bez­pieczne; trzeba było zna­leźć oko­licę zara­zem dogodną dla żeglugi i zabez­pie­czoną przed poten­cjal­nymi szko­dami powo­do­wa­nymi przez pirac­two i najazdy, a także przez rów­nie nisz­czy­ciel­skie sztormy.

Ile­kroć odwie­dza­łam inne fenic­kie mia­sta powią­zane kul­tu­rowo z Kar­ta­giną, jak Kadyks, Palermo, Tyr czy Motja (obec­nie wł. Mozia, syc. Moz­zia), odno­si­łam to samo wra­że­nie: miej­sce jest podatne na zagro­że­nia, ale jed­no­cze­śnie chro­nione przez samo ota­cza­jące je morze. Wszyst­kie śród­ziem­no­mor­skie miej­sco­wo­ści zało­żone przez wcze­snych fenic­kich odkryw­ców są pod tym wzglę­dem do sie­bie podobne. Jedy­nym spo­so­bem, by zro­zu­mieć początki Kar­ta­giny, jest bli­skie przyj­rze­nie się innym fenic­ko­ję­zycz­nym spo­łecz­no­ściom i ich roli tak w pół­noc­nej Afryce, jak i za morzem. Kar­ta­gina była wów­czas tylko jed­nym z wielu miast w zachod­niej czę­ści basenu śród­ziem­no­mor­skiego, zatem istotną część naszej opo­wie­ści sta­nowi to, jak ewo­lu­owała spo­mię­dzy sze­regu powią­za­nych fenic­kich osad, kolo­nii i pla­có­wek han­dlo­wych do sta­tusu mocar­stwa. Aby zro­zu­mieć Kar­ta­ginę, musimy sobie uświa­do­mić, kim byli Feni­cja­nie i dla­czego migro­wali na zachód.

Uważa się, że lud znany nam jako Feni­cja­nie spo­krew­niony jest z biblij­nymi Kana­nej­czy­kami z II tysiąc­le­cia p.n.e., któ­rzy pod koniec epoki brązu odgry­wali zasad­ni­czą rolę w wymia­nie han­dlo­wej w Lewan­cie i na Morzu Egej­skim. Dowody jej ist­nie­nia pocho­dzą z wra­ków; jeden z nich został odkryty zale­d­wie o pięć­dzie­siąt metrów od brzegu opo­dal turec­kiego mia­sta Ulu­bu­run nad Zatoką Anta­lya na połu­dnio­wym wybrzeżu. Na pięć­dzie­się­cio­me­tro­wej głę­bo­ko­ści, dosko­nale widoczne dla nur­ku­ją­cych w błę­kit­nych wodach, spo­czy­wały resztki statku z epoki brązu i roz­sy­pany na dnie ładu­nek, wiele mówiące o ludziach, któ­rzy nim pły­nęli i o szla­kach, jakie wybie­rali owi śmiał­ko­wie sprzed trzech tysięcy lat. Zna­le­ziono tam dzie­sięć ton mie­dzia­nych sztab, amfory z winem cypryj­skim i lewan­tyń­ską oliwą, szklane paciorki, egip­skiego ska­ra­be­usza kró­lo­wej Nefer­titi oraz egej­ską cera­mikę. Asor­ty­ment dóbr świad­czy, że sta­tek odby­wał okrężną podróż wzdłuż wschod­niego wybrzeża Morza Śród­ziem­nego, ładu­jąc i wyła­do­wu­jąc towar. Kana­nej­czycy zni­kają ze sceny histo­rycz­nej pod koniec II tysiąc­le­cia p.n.e. Według przy­ję­tej teo­rii poja­wiają się znowu w zapi­sach z począt­kiem epoki żelaza (na prze­ło­mie X i IX wieku p.n.e.) jako lud nazy­wany dzi­siaj Feni­cja­nami, zamiesz­ku­jący mia­sta na wschod­nim wybrzeżu i od nich okre­śla­jący swą toż­sa­mość, w tym kwit­nące ośrodki por­towe jak Sydon, Tyr, Bej­rut i Byblos22.

Mówimy o nich „Feni­cja­nie” tylko dla­tego, że tak figu­rują w póź­niej­szych grec­kich tek­stach – oni sami ni­gdy się tak nie przed­sta­wiali. Nazwa wywo­dzi się od grec­kiego słowa foini­kis ozna­cza­ją­cego pur­purę i zwią­zana jest z bar­dzo kosz­tow­nym barw­ni­kiem, z któ­rego wyrobu sły­nęli. Jego pro­duk­cja była główną gałę­zią rze­mio­sła w fenic­kich mia­stach. Cenną sub­stan­cję uzy­ski­wano z mie­le­nia muszli mor­skiego śli­maka z gatunku Murex, zwa­nego też szkar­łat­ni­kiem (obec­nie pra­wie wymar­łego). Słowo foinix od bar­dzo dawna poja­wiało się w grec­kiej lite­ra­tu­rze. Męż­czy­zna o imie­niu Foj­niks był w Ilia­dzie Homera sta­rym wycho­wawcą Achil­lesa. To samo imię nosił w grec­kiej tra­dy­cji epo­ni­miczny pra­oj­ciec ludów fenic­kich23. W naj­wcze­śniej­szych tek­stach grec­kich spo­ty­kamy Foj­niksa (Feniksa) – brata Europy, mitycz­nej księż­niczki porwa­nej na Kretę przez Zeusa pod posta­cią byka. To kolejna fenicka kobieta z legend, która prze­wija się w zachod­niej kul­tu­rze i sztuce. Histo­rie te poka­zują, jak ówcze­śni Grecy pozna­wali Feni­cjan i włą­czali ich kul­turę i oby­czaje do wła­snej mito­lo­gii.

Na początku I tysiąc­le­cia p.n.e. Feni­cja­nie z lewan­tyń­skiego wybrzeża zaczęli migro­wać na zachód. Dowody szyb­kiego roz­ro­stu miast mię­dzy XII a VIII stu­le­ciem p.n.e., jak rów­nież nie­do­statku żyw­no­ści wystę­pu­ją­cego już w X wieku p.n.e. świad­czą, że popu­la­cja mogła prze­ro­snąć pro­duk­tyw­ność rol­nic­twa. Wąski pas żyznych ziem two­rzący fenicką ojczy­znę cią­gnął się około dwu­stu kilo­me­trów z pół­nocy na połu­dnie wzdłuż wybrzeża. To tereny dobrze nawod­nione, od wschodu chro­nione przez pasmo gór­skie Liban, a dalej, za doliną Bekaa, przez łań­cuch Anty­li­banu wyra­sta­jący na ponad trzy tysiące metrów, jed­nak znacz­nie utrud­niają one eks­pan­sję w tym kie­runku. Góry zawsze zapew­niały obfi­tość słod­kiej wody i słyn­nego z dosko­na­łej jako­ści drewna cedro­wego, świet­nie się nada­ją­cego do budowy stat­ków. W obli­czu ogra­ni­czo­nego poten­cjału rol­nego i rosną­cej popu­la­cji Feni­cja­nie zaczęli szu­kać nowych szans na zacho­dzie. Oni pierwsi odno­wili tra­dy­cję mię­dzypaństwowej wymiany eko­no­micz­nej, kwit­ną­cej w epoce brązu, i czer­pali zyski z roz­ra­sta­ją­cej się w zara­niu epoki żelaza śród­ziem­no­mor­skiej siatki powią­zań han­dlo­wych. Ich osad­nic­two roz­prze­strze­niało się od Lewantu i regionu egej­skiego aż po zachodni kres Morza Śród­ziem­nego, a być może nawet dalej.

Feni­cja­nie zdo­byli renomę świet­nych żegla­rzy i budo­wali pierw­sze w sta­ro­żyt­no­ści pokła­dowe okręty wojenne. Świad­czy o tym sławny wize­ru­nek diery (biremy) z reliefu odkry­tego w asy­ryj­skim pałacu w Nini­wie (opo­dal dzi­siej­szego Mosulu w Iraku), przed­sta­wia­jący zasto­so­wa­nie jed­nostki z dwoma rzę­dami wio­seł (fot. 1). Tak więc w owym okre­sie nasi Feni­cja­nie znani już byli jako kupcy, rze­mieśl­nicy i rol­nicy, jesz­cze więk­sze zna­cze­nie miała jed­nak ich rola w żeglu­dze i sztuce wojen­no­mor­skiej we wschod­niej czę­ści Morza Śród­ziem­nego.

Fot. 1: Relief z asy­ryj­skiego pałacu (prze­łom VIII i VII w. p.n.e. przed­sta­wia­jący fenicką biremę (okręt z dwoma rzę­dami wio­seł) – kon­struk­cja wów­czas nowa­tor­ska w regio­nie śród­ziem­no­mor­skim. Na pokła­dzie syl­wetki żoł­nie­rzy z tar­czami

Zapusz­cza­jąc się coraz dalej na zachód, Feni­cja­nie szu­kali cen­nych surow­ców na import i han­del w zur­ba­ni­zo­wa­nym świe­cie Lewantu, a także do pro­duk­cji towa­rów luk­su­so­wych, jak złote amu­lety i biżu­te­ria. Nowe tech­no­lo­gie i gałę­zie wytwór­stwa, jakie poja­wiły się w epoce żelaza, pocią­gnęły za sobą zmiany w łań­cu­chu podaży i popytu na surowce. Złoża rudy żelaza w zachod­niej czę­ści basenu śród­ziem­no­mor­skiego stały się nie­zbędne dla pro­spe­ro­wa­nia cywi­li­za­cji wschod­nich. Fenic­kie poszu­ki­wa­nia, szcze­gól­nie na Pół­wy­spie Ibe­ryj­skim, Sar­dy­nii i w Etru­rii (środ­kowa Ita­lia), zaowo­co­wały eks­plo­ata­cją tam­tej­szych boga­tych zaso­bów natu­ral­nych, a w kon­se­kwen­cji boga­ce­niem się tego ludu.

Moto­rem zasie­dla­nia zachod­nich wybrzeży śród­ziem­no­mor­skich przez spo­łecz­no­ści fenic­ko­ję­zyczne naj­praw­do­po­dob­niej było połą­cze­nie wszyst­kich tych czyn­ni­ków. Lepiej zro­zu­miemy ten pro­ces na pod­sta­wie pocho­dzą­cych z kró­lestw Asy­rii, Egiptu, Izra­ela i Judy infor­ma­cji o ich powią­za­niach z mia­stami fenic­kimi. Weźmy na przy­kład znany relief z pałacu nowo­asy­ryj­skiego władcy Aszur­na­sir­pala II (IX wiek p.n.e.) w Nim­ru­dzie (sta­ro­żytne Kalhu) na wschod­nim brzegu Tygrysu, przed­sta­wia­jący – praw­do­po­dob­nie – Feni­cja­nina skła­da­ją­cego daninę kró­lowi (fot. 2). Ma on z sobą dwie zachod­nio­afry­kań­skie małpy; jedną pro­wa­dzi za rękę, druga sie­dzi mu na ramie­niu. Czy patrzymy na wcze­sno­fe­nic­kiego przy­wódcę przy­wo­żą­cego egzo­tyczne dary asy­ryj­skiemu monar­sze? Pew­no­ści nie mamy, ale widać stąd, jak Feni­cja­nie byli koja­rzeni ze wszyst­kim, co z dale­kich stron i obce.

Fot. 2: Nio­sący daninę – być może Feni­cja­nie – pro­wa­dzą małpy w darze dla króla (asy­ryj­ska pła­sko­rzeźba pała­cowa).

Cha­rak­ter wcze­snej fenic­kiej eks­pan­sji jest w nie­któ­rych źró­dłach mocno uprosz­czony. O bogac­twach dostęp­nych w odle­głych kra­inach nie brak wzmia­nek w Sta­rym Testa­men­cie, jak ta z Księgi Eze­chiela: „Tar­szisz pro­wa­dził z tobą han­del z powodu mnó­stwa two­ich wszyst­kich bogactw. Sre­bro, żelazo, cynę i ołów dostar­czano ci drogą wymiany za twe towary”24. W VI wieku p.n.e., kiedy zaczęto spi­sy­wać hebraj­ską Biblię, źró­dło fenic­kiej zamoż­no­ści sta­no­wiły wła­śnie te i inne metale, wydo­by­wane głów­nie na zacho­dzie: w Hisz­pa­nii (sre­bro i cyna) oraz w Etru­rii (miedź i rudy żelaza).

Zło­żo­ność sieci fenic­kiego han­dlu naj­le­piej można sobie uzmy­sło­wić, śle­dząc drogi mor­skie wybie­rane przez kup­ców i żegla­rzy. Pły­wano od portu do portu, z regionu do regionu, po dro­dze zabie­ra­jąc i wyła­do­wu­jąc towary, ni­gdy nie odda­la­jąc się zanadto od lądu. Taki typ żeglugi nazywa się kabo­ta­żem. Trasy sumo­wały się w okrężny, lewo­skrętny szlak wyko­rzy­stu­jący naj­częst­sze wia­try oraz układ prą­dów. Statki orzące przy­brzeżne wody nie tylko słu­żyły han­dlowi, lecz także sprzy­jały roz­wo­jowi inte­rak­cji mię­dzy kul­tu­rami. Przyj­muje się, że biblijny Tar­szisz to Tar­tes­sos w połu­dniowo-zachod­niej Hisz­pa­nii za Słu­pami Hera­klesa (Cie­śniną Gibral­tar­ską), w rejo­nie rzeki Tinto, na pół­nocny zachód od wcze­snej fenic­kiej kolo­nii Gadir (dzi­siej­szy Kadyks), w doli­nie Gwa­dal­ki­wiru (w sta­ro­żyt­no­ści Baetis). Tereny te, do dzi­siaj obfi­tu­jące w mine­rały, miały wielką war­tość, nie dziwi więc, że stu­le­cia póź­niej pod­czas dru­giej wojny punic­kiej miały stać się areną zacię­tych walk mię­dzy Rzy­mem a Kar­ta­giną: dwoma impe­riami rywa­li­zu­ją­cymi o zasoby natu­ralne tego boga­tego kraju.

Pierw­sze fenic­kie kolo­nie i osady powsta­wały na Cyprze, potem na Kre­cie, w Gre­cji, następ­nie na Sycy­lii, Sar­dy­nii, Bale­arach i wresz­cie na Pół­wy­spie Ibe­ryj­skim aż po Kadyks. Droga powrotna z nich pro­wa­dziła wybrze­żem pół­noc­no­afry­kań­skim przez Utykę i Kar­ta­ginę, empo­ria w dzi­siej­szej Libii, deltę Nilu i dalej do miast Lewantu. Nie ma prak­tycz­nie pań­stwa śród­ziem­no­mor­skiego, gdzie nie byłoby pozo­sta­ło­ści fenic­kich kolo­nii. Zało­ży­ciele tak dobrze wybie­rali dla nich loka­li­za­cję, że wiele z nich do dzi­siaj funk­cjo­nuje jako mia­sta, od Bej­rutu przez Palermo po Kadyks.

Repu­ta­cja Feni­cjan jako kup­ców przy­lgnęła do nich na stu­le­cia. Źró­dła sta­ro­żytne czę­sto zawie­rają komen­ta­rze koja­rzące ich z bogac­twem i cen­nymi krusz­cami, no i oczy­wi­ście insy­nu­acje i zarzuty chci­wo­ści, zepsu­cia i wyzy­sku innych. Histo­ryk Dio­dor Sycy­lij­ski, piszący w I wieku p.n.e., podaje, jakim spo­so­bem Feni­cjanie doszli do takiej for­tuny: otóż przez wyko­rzy­sty­wa­nie prze­wagi tech­no­lo­gicz­nej nad mniej zaawan­so­wa­nymi kul­tu­rami. Autor twier­dzi, że dys­po­nu­jąc wyra­fi­no­waną wie­dzą meta­lur­giczną, oszu­ki­wali tubyl­ców na wymia­nie: „Kupo­wali sre­bro w zamian za inne dobra nie­wiel­kiej, jeśli w ogóle jakiej­kol­wiek war­to­ści”, po czym prze­wo­zili je do Gre­cji i Azji, „na czym dora­biali się wiel­kiego bogac­twa”25.

Ta stara jak świat opo­wieść o kolo­nial­nym wyzy­sku dobrze uka­zuje, jak postrze­gali Feni­cjan znacz­nie póź­niejsi histo­rycy. Dio­dor na tym nie poprze­staje; impu­tuje im „takie zapa­mię­ta­nie w chci­wo­ści, że jeśli ich statki były już do pełna zała­do­wane, a jesz­cze zostało sre­bra do zabra­nia, sku­wali ołów z kotwic i w to miej­sce krusz­cem je nabi­jali”. Wizja srebr­nych kotwic zako­rze­niła się w wyobraźni odbior­ców jako jeden z wielu kla­sycz­nych ste­reo­ty­pów o nie­uczci­wo­ści Feni­cjan i Kar­ta­giń­czy­ków, jakie czę­sto poja­wiały się w źró­dłach grec­kich i rzym­skich i jakimi szer­mo­wali ich póź­niejsi wro­go­wie.

Świat śród­ziem­no­mor­ski mię­dzy X a VII wie­kiem p.n.e. obja­śniany bywa przez uczo­nych z uży­ciem nowo­cze­snej ter­mi­no­lo­gii, jak han­del mor­ski, kabo­taż itp. Przy­wo­łuje to zafał­szo­wany obraz rze­czy­wi­sto­ści upo­rząd­ko­wa­nej zasa­dami, ze zor­ga­ni­zo­wa­nymi insty­tu­cjami i rzą­dami pań­stwo­wymi. Dzia­łal­ność ta miała po więk­szej czę­ści dużo swo­bod­niej­szą formę. Żegla­rze pró­bo­wali szczę­ścia na wła­sną rękę, a w wielu rela­cjach można się doszu­kać zwy­kłych aktów pirac­twa. Pira­tami czę­sto nazy­wano Feni­cjan we wcze­snych tek­stach grec­kich, ale gdy­by­śmy dys­po­no­wali podob­nymi zapi­sami, jak oni postrze­gali Gre­ków, z pew­no­ścią zna­leź­li­by­śmy w nich to samo okre­śle­nie. Weźmy choćby mit o sze­fie grec­kiego pan­te­onu, który pod posta­cią byka fol­gu­jąc oso­bi­stej przy­jem­no­ści, zaba­wił się w kid­na­pera fenic­kiej księż­niczki Europy – toż to wypisz, wyma­luj kanwa podob­nych histo­rii o nie­wiel­kich gru­pach napa­da­ją­cych na obce wybrzeża, by pory­wać kobiety. Uwiecz­nił je nawet Homer w Ody­sei: nie­je­den głos nazwałby naj­więk­szym ze wszyst­kich pira­tów wła­śnie Ody­se­usza. To odzwier­cie­dle­nie pro­ce­deru powszech­nego wów­czas na całym Morzu Śród­ziem­nym – męż­czyźni ruszali na morze w poszu­ki­wa­niu przy­gód i zysku. Kiedy więc czy­tamy o zakła­da­niu miast i prze­miesz­cza­niu się grup i ludów, musimy pamię­tać, że tam­tej­sze sta­ro­żytne spo­łecz­no­ści, o któ­rych czę­sto myślimy – w szcze­gól­no­ści zaś Kar­ta­gina, Rzym i grec­kie polis – for­mo­wały się wła­śnie w tym okre­sie i mają w toż­sa­mo­ścio­wym DNA głę­boko zako­rze­nione połą­cze­nie mor­skiej eks­pan­sji, mito­lo­gii, legend, pirac­twa, han­dlu i prze­mocy.

W owym prze­ło­mo­wym momen­cie kon­takt Feni­cjan z lud­no­ścią grec­ko­ję­zyczną dopro­wa­dził do fuzji kul­tu­ro­wej, któ­rej ślady obser­wu­jemy i dzi­siaj. Do pierw­szej takiej wymiany doszło bez wąt­pie­nia na Cyprze, czego dowo­dzą zna­le­zi­ska z Kition. Poło­że­nie geo­gra­ficzne czy­niło wyspę natu­ral­nym i nie­zwy­kle waż­nym miej­scem dia­logu grecko-fenic­kiego. Jak już wiemy, świą­ty­nia w Kition była sław­nym ośrod­kiem kultu bli­skow­schod­niej bogini Astarte, z którą cypryj­scy Feni­cjanie iden­ty­fi­ko­wali lokalne bóstwo. Z cza­sem prze­obra­ziła się ona w grecką patronkę miło­ści, Afro­dytę. W jed­nym z mitów o Dydo­nie, przy­po­mnę, jej towa­rzy­sze wybrali kształ­cone w świą­tyni młode kobiety na żony do pla­no­wa­nej nowej tyryj­skiej kolo­nii w Afryce.

Według wie­rzeń Gre­ków, wyło­żo­nych w kosmo­go­nicz­nych mitach Hezjoda (VIII wiek p.n.e.), Afro­dyta miała przy­być ze wschodu:

Na Cypr, przez morze oto­czony, przy­była.

Wyszła stam­tąd bogini straszna i piękna,

a trawa rosła pod jej kształt­nymi sto­pami.

Bogo­wie i ludzie zwą ją Afro­dytą,

bo z piany się zro­dziła1.

Ta wizja wciąż prze­nika nasze wyobra­że­nie o Kipry­dzie, zwi­zu­ali­zo­wane w Naro­dzi­nach Wenus Bot­ti­cel­lego, gdzie bogini sur­fuje na muszli ku brze­gowi (fot. 3). Ta prze­miana wschod­niego bóstwa w człon­ki­nię grec­kiego pan­te­onu, patronkę seksu i płod­no­ści, daje nam poczuć naturę trans­for­ma­cji kul­tu­ro­wych, jakie zacho­dziły od wcze­snych lat epoki żelaza. Jesz­cze dalej na zachód, na Sycy­lii, było miej­sce, gdzie koeg­zy­sto­wali Feni­cja­nie, Grecy i rdzenni wyspia­rze, czczący tę samą bogi­nię w mie­ście na szczy­cie góry Eryks (obec­nie Erice). Ono też miało stać się kością nie­zgody w przy­szłych woj­nach mię­dzy Rzy­mem a Kar­ta­giną.

Fot. 3: XV-wieczny obraz Naro­dziny Wenus San­dra Bot­ti­cel­lego – ponad­cza­sowe dzie­dzic­two mitu o bogini Wenus (Afro­dyty/Astarte) wyła­nia­ją­cej się z morza na brzeg cypryj­ski

Praw­do­po­dob­nie na Cyprze Grecy przy­jęli fenicki alfa­bet. Ist­nieją na to dowody z VIII wieku p.n.e., znaj­do­wane w Gre­cji i poza nią. Ucie­le­śnia to także fakt, że nazwa fenic­kiego mia­sta Byblos stała się w grece sło­wem ozna­cza­ją­cym książkę. W mito­lo­gii grec­kiej hero­iczny książę Kad­mos, drugi brat Europy, był zało­ży­cie­lem Teb i patriar­chą rodu, który dał nam cykl tra­gicz­nych mitów od Edypa po Anty­gonę. Jak to ujął Hero­dot, „przy­niósł on Gre­kom litery”26. Wia­domo o nim, że pocho­dził z fenic­kiego Sydonu.

Kolejne świa­dec­two prze­obra­że­nia alfa­betu fenic­kiego w grecki – sfa­ty­go­wany kubek – odkryto dalej na zacho­dzie, w Pithe­ko­us­sai (na wyspie Ischia w pobliżu Neapolu). Ta pierw­sza grecka kolo­nia w zachod­niej czę­ści Morza Śród­ziem­nego w VIII wieku p.n.e. była tyglem kul­tur. Bada­cze zna­leźli tam wyroby garn­car­skie z grec­kim wzor­nic­twem geo­me­trycz­nym, lewan­tyń­skie amfory „fenic­kie”, jak rów­nież arty­kuły luk­su­sowe ze środ­ko­wej Ita­lii. Był tam też jed­nak „Puchar Nestora” – mała gli­niana czarka (kotyle) z pro­stego grobu kre­ma­cyj­nego dzie­się­cio­latka, na któ­rej wydra­pane jest kilka wer­sów poezji: Jestem czarą Nestora, z któ­rej wygod­nie się pije; kto zaś napije się z tej czary, tego natych­miast ogar­nie pra­gnie­nie pięk­nie wień­czo­nej Afro­dyty2.

Uważa się, że to bez­po­śred­nie nawią­za­nie do ustępu z Iliady (XI, 636–638) krą­żą­cej po kra­jach i por­tach śród­ziem­no­mor­skich w ust­nym prze­ka­zie wędrow­nych aoj­dów i akto­rów nawie­dza­ją­cych nowe nad­mor­skie osady. Napis jest zara­zem poru­sza­jący i auto­iro­niczny – gli­niany kubek z chło­pię­cej mogiły aspi­ruje do konek­sji ze szcze­ro­zło­tym kie­li­chem wie­ko­wego wodza Nestora, tak cięż­kim, że tylko mocarz mógł go pod­nieść. Bar­dziej jed­nak zdu­miewa to, że słowa wyryte są rodzą­cym się grec­kim alfa­be­tem, na tym wcze­snym eta­pie wciąż jesz­cze pisa­nym na modłę fenicką – od pra­wej do lewej27. Oto utrwa­lony moment fuzji kul­tur (ryc. 4).

Ryc. 4 – Puchar Nestora (ok. 750–700 p.n.e.) w Museo Arche­olo­gico di Pithe­cu­sae

W tych for­ma­tyw­nych latach mamy więc adop­cję alfa­betu fenic­kiego w grece i wschod­nie bóstwa włą­czone do grec­kiego pan­te­onu. Już ta garść przy­kła­dów, opo­wie­ści i mitów z począt­ków epoki żelaza i okresu archa­icz­nego w zachod­niej czę­ści basenu śród­ziem­no­mor­skiego świad­czy, jak żywy był to świat han­dlu i eks­plo­ra­cji. Feni­cja­nie byli w nim waż­nymi gra­czami zwłasz­cza w aspek­cie łącz­no­ści mię­dzy­kul­tu­ro­wej i roz­prze­strze­nia­nia idei.

Poza mitami i legen­dami zebra­li­śmy tu wszyst­kie fakty doty­czące zało­że­nia Kar­ta­giny w IX wieku p.n.e. Kon­kret­nych szcze­gó­łów z tego okresu pro­to­hi­sto­rycz­nego jest nie­wiele; przez pierw­sze trzy stu­le­cia ist­nie­nie mia­sta ledwo się zazna­czyło w prze­ka­zach. Jed­nakże w histo­riach o wcze­snych Feni­cja­nach i ich roz­le­głych powią­za­niach na całym Morzu Śród­ziem­nym zawarta jest geneza Kar­ta­giny, jej ludu i przy­szłej potęgi. Bar­dzo mało wiemy o tym, co się przez następne parę wie­ków w niej działo, a nic zgoła o następcy Dydony, sys­te­mie zarzą­dza­nia, licz­bie miesz­kań­ców i ich poczu­ciu toż­sa­mo­ści. Doty­czy to zresztą całego regionu śród­ziem­no­mor­skiego. Więk­szość naszej wie­dzy o tych cza­sach kształ­to­wa­nia się kul­tur pocho­dzi z grec­kich i rzym­skich mitów i legend o stwo­rze­niu, spi­sy­wa­nych setki lat póź­niej. Musimy odcze­kać do VI wieku p.n.e., zanim moż­liwe sta­nie się odróż­nie­nie Kar­ta­giń­czy­ków od Feni­cjan i okre­śle­nie, kim ci pierwsi naprawdę byli. Żeby wypeł­nić te luki i ukształ­to­wać sobie pewne poję­cie o życiu, wie­rze­niach i wyzna­wa­nych war­to­ściach Kar­ta­giń­czy­ków, nale­ża­łoby się dokład­niej przyj­rzeć efek­tom pracy arche­olo­gów. Tego rodzaju infor­ma­cje, choć nie­ko­niecz­nie powią­zane bez­po­śred­nio z posta­ciami histo­rycz­nymi, mogą ubo­ga­cić naszą opo­wieść o ide­ach miesz­kań­ców mia­sta, ich domach, zaję­ciach, ścież­kach karier, reli­gii i nadzie­jach zwią­za­nych z życiem poza­gro­bo­wym. Pomóc nam powią­zać mityczne początki z roz­wo­jem mia­sta, które miało wyro­snąć na impe­rium, może wła­śnie arche­olo­gia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Hezjod, Teo­go­nia, 191–195, przeł. W. Appel, Toruń 2007 (przyp. tłum.). [wróć]

Spo­lsz­czony cytat za: M. Węcow­ski, Sym­po­zjon,czyliwspólne picie. Początki grec­kiej bie­siady ary­sto­kra­tycz­nej (IX–VII p.n.e.), War­szawa 2014, s. 119–127 (przyp. tłum.). [wróć]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Appian, Wojna z Kar­ta­giną (Libyke) 8.131; tekst z Histo­rii rzym­skiej (Rho­ma­ika) przeł. L. Pio­tro­wicz, Wro­cław 1957. Do tego dzieła – z pew­nymi mody­fi­ka­cjami – odno­szę się w całej książce z adno­ta­cją Pun. (chyba że zazna­czono ina­czej). [wróć]

Wię­cej o okre­śle­niu „punicki” w Prag 2006, a także w róż­nych arty­ku­łach w Quinn, Vella 2014, w tym van Dom­me­len 2014. [wróć]

O poetyce pierw­szej wojny punic­kiej i jej zasad­ni­czej roli w lite­ra­tu­rze łaciń­skiej – patrz Biggs 2020. [wróć]

Liczne opra­co­wa­nia histo­rii Kar­ta­giny są dostępne w róż­nych języ­kach. Z angiel­skich pole­cam Miles 2010 oraz rów­nie świetną Lan­cel 1995a; wszyst­kie wymie­nione w biblio­gra­fii książki Dextera Hoy­osa zapew­niają wyczer­pu­jące omó­wie­nie naj­waż­niej­szych tema­tów; Mel­liti 2016 oraz Fan­tar 2000 to świetne pozy­cje fran­cu­skie. Dosko­nały prze­gląd sze­ro­kiego wyboru mate­ria­łów doty­czą­cych Kar­ta­giny znaj­dzie­cie w ese­jach w Docter et al. 2015. [wróć]

Prze­kład Tade­usza Kary­łow­skiego, Wro­cław 1980. Jeśli nie zazna­czono ina­czej, prze­kład frag­men­tów tek­stów źró­dło­wych – J.S. [wróć]

O Dydo­nie Wergliu­sza – zob. Giu­sti 2018; także Biggs 2020 o roli Newiu­sza i Enniu­sza w two­rze­niu mitu. [wróć]

Justyn, Zarys dzie­jów powszech­nych sta­ro­żyt­no­ści na pod­sta­wie Pom­pe­ju­sza Tro­gusa (Epi­tome rho­ma­ikes histo­rias), przeł. I. Lewan­dow­ski, War­szawa 1988 (dalej: Justyn, Ep.). [wróć]

Appian, Pun. 1.1. [wróć]

W innych wer­sjach tej histo­rii z IV w. p.n.e. (patrz FGrH 566 F47) jako zało­ży­ciele wymie­nieni są dwaj Tyryj­czycy, Azo­ros i Kar­che­don, któ­rzy poja­wiają się też w Pun. 1.1; zob. Dridi, 2019. [wróć]

Zob. Lopez-Ruiz 2021, s. 36–37 [wróć]

O powią­za­niach mię­dzy Tyrem, Kar­ta­giną i Gades – zob. Álvarez Martí-Agu­ilar 2017. [wróć]

Kwin­tus Kur­cjusz Rufus, Histo­ria Alek­san­dra Wiel­kiego (Histo­ria Ale­xan­dri Magni) 4.2.2 (przekł. zbior. pod red. L. Win­ni­czuk, War­szawa 1976). [wróć]

Moż­liwe, że tę samą nazwę nosił Kition na Cyprze; Lopez-Ruiz 2021, s. 156. Alter­na­tywną wer­sję histo­rii Tyru z bar­dziej zrów­no­wa­żoną kon­tek­stu­ali­za­cją podaje Schmitt 2024. [wróć]

Szcze­góły nt. uczty i szcząt­ków zwie­rzę­cych w Car­doso et al. 2016. Źró­dłami sta­ro­żyt­nymi nt. zało­że­nia Utyki są: Pli­niusz, Histo­ria natu­ralna 16 216; Wel­le­jusz Pater­ku­lus 1.2.4; Syliusz Ita­li­kus 3.241; wię­cej o histo­rii i kon­tek­ście mia­sta – Weech et al. 2016. [wróć]

Naj­now­sze bada­nia nad Utyką i jej daw­nymi powią­za­niami oma­wia López Castro et al. 2020. [wróć]

Justyn, Ep. 18.5. [wróć]

Zob. Lipiń­ski 2004; Aounal­lah, Tran­noy 2018. [wróć]

Liwiusz, Dzieje Rzymu od zało­że­nia mia­sta (Ab urbe con­dita) 1.57. [wróć]

Wię­cej o Wergi­liu­szu, jego opo­wie­ści i jej zna­cze­niu – zob. Giu­sti 2018. [wróć]

Docter et al. 2005. [wróć]

Poli­biusz, Dzieje 1.73. 3–6 (dalej: Poli­biusz + frag­ment). [wróć]

O Ulu­bu­run i powią­za­niach Tyru – zob. Katz 2008. [wróć]

Iliada 9.168, 432 oraz 14.321. [wróć]

Ez 27,12. [wróć]

Dio­dor Sycy­lij­ski, Biblio­teka histo­ryczna 5. 19–20 (dalej: Dio­dor + frag­ment). [wróć]

Hero­dot, Dzieje 5.58 (dalej: Hero­dot + fragm). Inne spoj­rze­nie – Waal 2022. [wróć]

Homer, Iliada 11. 632–637. Inskryp­cja na pucha­rze jest spo­rzą­dzona w alfa­be­cie eubej­skim. Wię­cej o Pucha­rze Nestora – Gaunt, 2017. [wróć]

Tytuł ory­gi­nału: Car­thage

Copy­ri­ght © Eve Mac­Do­nald, 2025

First publi­shed as Car­thage in 2025 by Ebury Press, an imprint of Ebury Publi­shing. Ebury Publi­shing is part of the Pen­guin Ran­dom House group of com­pa­nies.

No part of this book may be used or repro­du­ced in any man­ner for the pur­pose of tra­ining arti­fi­cial intel­li­gence tech­no­lo­gies or sys­tems. This work is rese­rved from text and data mining (Article 4(3) Direc­tive (EU) 2019/790).

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2025

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­cja: Mał­go­rzata Chwa­łek

Mapy

© Helen Stir­ling

Pro­jekt okładki ory­gi­nal­nej: Andrew Smith

Opra­co­wa­nie gra­ficzne pol­skiej wer­sji okładki: Sła­wo­mir Folk­man

Foto­gra­fia na okładce

© Alamy /BE&W

Wyda­nie I e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Kar­ta­gina. Nowa histo­ria sta­ro­żyt­nego impe­rium, wyd. I, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-686-7

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer