Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Kardynał George Pell. Biografia
Syn właściciela pubu, pasjonat futbolu, absolwent Oksfordu i Papieskiego Uniwersytetu Urbanianum w Rzymie, doktor filozofii, reformator finansów Watykanu, wreszcie – niesłusznie oskarżony, który z pokorą przyjął cierpienie, głęboko wierząc, że prawda się obroni. Kardynał George Pell był przede wszystkim oddanym sługą Chrystusa, który w imię miłości do Niego miał odwagę sprzeciwiać się „mądrości tego świata”.
Tess Livingstone – australijska dziennikarka, przez wiele lat zaprzyjaźniona z kardynałem – opisuje go jako serdecznego kapłana kochającego Boga, drugiego człowieka i Kościół. Jednocześnie ukazuje go jako nieustępliwego sługę prawdy, człowieka z dystansem do siebie, otwartego na świat, lecz bezkompromisowego w obronie depozytu wiary. To fascynująca historia życia człowieka, którą czyta się jednym tchem!
Dodatkowym atutem książki są przedmowy trzech znakomitych osobistości: George’a Weigla, ks. dr. Josepha Hamiltona, sekretarza kard. Pella, i ks. prof. Roberta Skrzypczaka. Całość dzieła dopełniają wybrane przemówienia kardynała ukazujące jego przenikliwe spojrzenie na wiarę i wyzwania współczesności oraz wskazujące drogę prowadzącą do Boga.
"Kościół przetrzyma wszystko pod warunkiem, że w tych nowych i zdradliwych czasach pozostaniemy wierni, stale zakorzenieni w naszym Krzewie Winnym."
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 414
TYTUŁ ORYGINAŁU
George Cardinal Pell. Pax Invictis. A Biography. With a foreword by George Weigel
TŁUMACZENIE Z JĘZYKA ANGIELSKIEGO
Laura Bigaj
REDAKCJA
Janusz Michałowski
KOREKTA
Marek Chadziński
Magdalena Jankosz
PROJEKT OKŁADKI
Bogusław Zdebski
SKŁAD
Łukasz Sobczyk
Anna Kendziak
ZDJĘCIE NA OKŁADCE
Andrew Quilty, National Library of Australia
Za pozwoleniem wydawcy oryginału
Original edition published in 2002 by Duffy & Snellgrove
Potts Point, New South Wales, Australia
© 2002 by Tess Livingstone
First American edition © 2004 by Ignatius Press, San Francisco
Second Edition © 2024 by Ignatius Press, San Francisco
Foreword to Second Edition © 2024 by George Weigel
ISBN 978-83-68475-83-8 (tom 1)
© 2025 Dom Wydawniczy „Rafael”
ul. Gromadzka 58
30-714 Kraków
tel. 12 411 14 52
e-mail: [email protected]
www.rafael.pl
Plik przygotował
woblink.com
Dedykuję tę książkę pamięci kardynała George’a Pella, którego dziedzictwo i świadectwo wiary w Chrystusa pozostaną światłem dla przyszłych pokoleń. Dedykuję ją ponadto ukochanej Hiacyncie.
Herb kardynała George’a Pella w latach, gdy pełnił funkcję arcybiskupa Sydney (2001-2014). Po lewej stronie tarczy widnieje gwiazdozbiór Krzyża Południa – symbol Arcybiskupstwa Sydney. Pelikan umieszczony po prawej stronie symbolizuje Chrystusa karmiącego ludzi własnym ciałem i krwią w Eucharystii, a zarazem stanowi element rodowego herbu Pellów. Nad pelikanem znajduje się słońce – znak św. Tomasza z Akwinu oraz monogram MR – Maria Regina (Maryja Królowa). Motto: „Nie lękajcie się” to słowa z Ewangelii, za pomocą których Chrystus wielokrotnie dodawał odwagi swym uczniom. Jest to również nawiązanie do homilii wygłoszonej przez Jana Pawła II podczas Mszy Świętej inaugurującej jego pontyfikat, odprawionej na placu św. Piotra w Rzymie 22 października 1978 roku.
Wkrótce po wyborze kardynała George’a Pella na pierwszego prefekta Watykańskiego Sekretariatu ds. Gospodarczych, utworzonego w 2014 roku, znalazłem się w Rzymie. Zostałem wówczas zaproszony przez kardynała na pogawędkę do Domus Australia. Jest to centrum pielgrzymkowe, a zarazem niewielki, lecz elegancki hotelik założony przez niego jeszcze w czasach, gdy był arcybiskupem Sydney. Jako że znaliśmy się już wówczas z kardynałem od ponad pięćdziesięciu lat, nasza rozmowa była serdeczna, szczera i inspirująca – jak on sam. Pell powiadomił mnie między innymi o tym, że zamierza sprowadzić z diecezji Sydney swego konsultanta ds. ekonomicznych Danny’ego Caseya, by ten pomógł mu w prowadzeniu Sekretariatu. Gdy zapytałem, czy Danny zna język włoski, kardynał odparł, że nie, ale to dobrze, bo nie będzie musiał wysłuchiwać tych wszystkich kłamstw.
Pell wahał się ponadto, gdzie powinien zamieszkać. Jedni doradzali mu Domus Australia, podczas gdy inni uważali, że musi mieszkać w Watykanie podobnie jak wszyscy szefowie najważniejszych urzędów papieskich. A jakie było moje zdanie? Zastanowiłem się chwilę, po czym powiedziałem: „Tutaj na pewno miałbyś do czynienia z bardziej sympatycznymi ludźmi, ale w ogólnym rozrachunku lepiej będzie ubiegać się o lokum w Watykanie. Oni tam są bardzo wyczuleni na nowe osoby i dobrze będzie od początku dać wszystkim do zrozumienia, że traktujesz swoje zadanie bardzo poważnie. Proszę cię jednak, George, obiecaj mi, że niezależnie od tego, czy zamieszkasz tu czy w Watykanie, jeśli kupisz sobie samochód, to będzie wyposażony w zdalny rozrusznik”.
Mój stary przyjaciel spojrzał na mnie jak na wariata. „Nie, ja wcale nie dramatyzuję – ciągnąłem. – Będziesz miał do czynienia z setkami milionów, a może nawet miliardów niegodziwych euro, a ci, którzy są z takimi sprawami powiązani, nie zawsze grzecznie bawią się z innymi. Naprawdę nie chciałbym pisać do twojej siostry wiadomości w stylu: «Droga Marg, właśnie pozbierałem resztki George’a z Piazza della Città Leonina; wkrótce prześlę Ci je w plastikowym worku»”.
Jak się później okazało, ci, którzy nie zawsze grzecznie bawią się z innymi (a których imię jest Legion i można ich spotkać na całym świecie), rzeczywiście próbowali George’a „sprzątnąć” – z tym, że w sposób bezdotykowy, za pomocą bezpodstawnych oskarżeń o przestępstwo (prawdę mówiąc, zarzuty te były tak absurdalne, że żaden sąd nie powinien był ich nawet brać pod uwagę). Ostatecznie kardynał z nimi wygrał i było to największe zwycięstwo jego życia. Koszty były jednak olbrzymie, a poniósł je zarówno Pell osobiście, jak również australijskie media, system sprawiedliwości stanu Wiktoria, a na koniec finansowa reforma Watykanu. A zatem, podczas tamtej rozmowy ani trochę nie dramatyzowałem. Wręcz przeciwnie – ani ja, ani mój przyjaciel kardynał nie zdawaliśmy sobie tak naprawdę sprawy, w jak wielkim dramacie przyjdzie mu jeszcze wystąpić.
Choć ów ostatni dramat niewątpliwie był dla kardynała bardzo bolesny, stanowił zaledwie fragment – jak ujęła to Tess Livingstone – niezwykle dramatycznego życiorysu. A dramatyczne życiorysy osób mających odwagę przeciwstawić się mądrości tego świata zawsze przyciągają ostrą krytykę. Dramatyczny życiorys George’a Pella potwierdza tę regułę, przy czym jego przyjaciele wielokrotnie stwierdzali, że osoba taka jak on z pewnością nie zasługiwała na tak prymitywnych wrogów.
Szesnaście miesięcy przed tym, jak ówczesny arcybiskup Pell został przeniesiony z archidiecezji Melbourne na stanowisko arcybiskupa Sydney (miało to miejsce w 2002 roku), jeździłem po Australii, promując jedną ze swych książek. Wydawało mi się wówczas, że wiem już co nieco na temat tamtejszego – dosadnego, ale raczej uczciwego – stylu uprawiania dziennikarstwa. Tymczasem w większości artykułów na temat wyboru Pella na arcybiskupa największego miasta Australii z trudem rozpoznawałem człowieka, którego znałem przecież dobrze od kilkudziesięciu lat.
Według jednego z opisów „kluczem” do zrozumienia Pella jest jego „umiłowanie kościelnej otoczki (...). Mówi się, iż w swej rezydencji w Melbourne arcybiskup rozwiesił swe szaty wzdłuż ścian obszernego holu, by wchodzące osoby mogły podziwiać ich splendor”. Nie wiem, kto konkretnie o tym „mówi”, ale z pewnością nie są to ludzie, którzy kiedykolwiek pofatygowali się do domu arcybiskupa. Ja byłem u niego wiele razy i mogę zaświadczyć, że ani w jego holu, ani też w żadnym innym miejscu widocznym dla gości nie wisi żadna z jego szat.
Widziałem natomiast książki – i to sporo książek. Nie tylko w holu, lecz także w wielu innych częściach domu znajdowały się półki zawalone książkami. Nawet na podłodze, tuż obok biurka w domowej pracowni arcybiskupa, piętrzył się stos najnowszych tytułów z dziedzin takich jak historia, filozofia, teologia, teoria polityki czy etyka społeczna i medyczna. Z kolei w salonie aż mieniło się w oczach od egzemplarzy wszelkich możliwych anglojęzycznych czasopism opiniotwórczych nagromadzonych chyba przez cały rok.
Myślę, że na świecie żyje bardzo niewielka garstka biskupów katolickich równie mało zainteresowanych „kościelną otoczką” jak kardynał George Pell, którego styl ubierania się bardziej przywodzi na myśl „tanią odzież” niż galerie handlowe, i którego sposób noszenia szat liturgicznych przyprawia jego bardziej skrupulatnych sekretarzy o zawał serca. Myślę również, że nie ma zbyt wielu hierarchów Kościoła, którzy mogliby mu dorównać intelektem i oczytaniem. W Kościele katolickim XXI wieku biskupów postrzega się już głównie jako zarządców czy dyrektorów. Tymczasem, w ciągu trzydziestu siedmiu lat sprawowania funkcji biskupa diecezjalnego, George Pell prezentował jej dawny model, gdzie biskup jest przede wszystkim przywódcą intelektualnym i kulturalnym – model zapoczątkowany przez tak znakomite postaci zachodniej cywilizacji, jak św. Ambroży czy św. Augustyn.
W artykułach odnoszących się do nominacji Pella na arcybiskupa Sydney pisano również, że jest to człowiek autorytarny, który lubi narzucać innym swoje zdanie. Opinie te ciągnęły się za nim aż do jego przybycia do Rzymu w 2014 roku. Oczywiście nie miały one nic wspólnego z prawdą, przecząc zarówno samej naturze przywództwa w Kościele katolickim, jak i charakterowi George’a Pella – syna prowincjonalnego oberżysty.
Kościół katolicki nie jest instytucją dobroczynną, której celem jest świadczenie pomocy humanitarnej. Kościół to wspólnota uczniów Chrystusa weryfikujących własną wierność według kryteriów autorytatywnej tradycji, a nie własnego „widzimisię”. Z kolei – jak wierzą katolicy – ta autorytatywna tradycja jednocześnie ich ogranicza i wyzwala.
Jest to paradoks, który trudno zrozumieć w kulturach, gdzie wolność postrzega się jako uwolnienie od wszelkich władz „zewnętrznych” – a jest tak w większości krajów zachodniego świata. Niemniej, Kościół katolicki rozumie wolność zupełnie inaczej. Kościół ten naucza, że człowiek prawdziwie wolny wybiera to, co słuszne (a wiemy, co jest słuszne zarówno dzięki rozumowi, jak i Bożemu objawieniu) i czyni to na zasadzie nawyku (po łacinie słowo habitus, czyli nawyk lub przyzwyczajenie, jest synonimem słowa „cnota”). Wolność zatem nie oznacza, że postępujemy „po swojemu”. Oznacza natomiast, że postępujemy słusznie, w sposób słuszny i dla słusznej racji, wypracowując w sobie nawyk panowania nad własnymi zachciankami.
Biskup katolicki naucza w sposób autorytatywny, gdyż w ten sposób umacnia ograniczającą, a zarazem wyzwalającą tradycję Kościoła. Nie narzuca on katolikom czy innym osobom własnych, osobistych poglądów. Gdy Jan Paweł II mówił, że posługiwanie się naturalnym cyklem płodności jest jedyną metodą regulacji poczęć, która szanuje ludzką godność, to nie moralizował z perspektywy prywatnej opinii Karola Wojtyły, ale proponował słuchaczom nauczanie wypływające z tradycji Kościoła. Na podobnej zasadzie, gdy kardynał Pell głosił, iż akty homoseksualne są grzechem, to nie narzucał nikomu osobistej wizji George’a Pella z miasteczka Ballarat, ale nauczał prawdy moralnej, którą Kościół głosi od dwóch tysięcy lat, a judaizm – „ojciec” chrześcijaństwa – głosił już kilka tysięcy lat przed Chrystusem. Biskupi są sługami, a nie panami prawdy, jaką Kościół wyznaje i proponuje temu światu. Każdy biskup, który chce dotrzymać przysięgi złożonej przed przyjęciem swej sakry, musi być wiernym i odważnym sługą owej prawdy – nawet jeśli wiąże się to z osobistym ryzykiem. Sprawując swoje funkcje w australijskim Kościele, George Pell miał wiele okazji, by podjąć takie ryzyko, bowiem został poddany bezprecedensowej kampanii oszczerstw – w tym specjalnie sfingowanych przez specjalistów z Australijskiej Korporacji Medialnej opłacanej z kieszeni podatników.
Interpretując autorytatywną tradycję Kościoła, biskup powinien się oczywiście konsultować z kompetentnymi osobami. W erze mediów biskupi powinni też zasięgać rady doświadczonych świeckich, którzy mogą im pomóc w szerzeniu nauki katolickiej w taki sposób, aby była „słyszalna”. I tu wracamy do George’a Pella jako człowieka wizji i kultury.
W czasie sprawowania posługi arcybiskupa Melbourne raz na kwartał Pell organizował spotkania miejscowych intelektualistów i aktywistów, by mogli – przy dobrym obiedzie, w nieoficjalnej, ale kulturalnej atmosferze – wymieniać się swoimi refleksjami. Miałem szczęście być na takim spotkaniu w październiku 2000 roku. Tym, co szczególnie mnie uderzyło, była wielka różnorodność rozmów i rozmówców, jakimi Pell się otaczał. Z pewnością nie był to człowiek podążający jednym, utartym tokiem rozumowania. Byłem także pod wrażeniem szczerości, z jaką uczestnicy spotkania dzielili się swymi opiniami. Pell również był tym zachwycony. Ów arcybiskup, który robił notatki z tego, o czym rozmawiano (widziałem jak je zapisywał później, tego samego wieczora), doskonale wiedział, że nauczyciel – zanim zacznie uczyć – musi najpierw sam się dokształcić.
Poznałem George’a Pella w 1967 roku i już na samym początku znajomości uderzyła mnie jego inspirująca osobowość oraz całkowity brak kościelnego zadęcia. Cechowało go to zresztą przez całe życie. Potrafił łączyć rubaszny humor (i słownictwo) sportowca-celebryty z intelektualnym sznytem historyka-absolwenta Oxfordu i pobożnością autentycznego ucznia Chrystusa. Rozmawiał z osobami świeckimi czy z dziećmi w tak swobodny sposób, że trudno byłoby znaleźć jego odpowiednik wśród innych hierarchów Kościoła. Miał wokół siebie bardzo lojalnych ludzi i to nie dlatego, że wymagał służalczości, ale dlatego, że był lubiany i przyciągał przyjaźnie, o które zresztą bardzo dbał.
Kardynał Pell był oczywistym znakiem sprzeciwu w coraz bardziej lewicowym australijskim społeczeństwie, a także w tamtejszym Kościele katolickim i generalnie w całym katolickim świecie. (Jak sam stwierdził podczas jednego z pamiętnych wydarzeń poprzedzających synod z 2015 roku: „czuję się jak słoń ciągnący za sobą własny skład porcelany”). Na czym jednak polegała jego kontrowersyjność? Z pewnością nie był wyrachowany i autorytarny, jak przedstawiali go zarówno kościelni, jak i medialni wrogowie. Chodziło raczej o to, że miał własne koncepcje – koncepcje podważające narrację tych, którzy wyznaczają zachodnie trendy intelektualne i kulturowe; koncepcje, które stanowią również wyzwanie dla pozbawionej smaku, doktrynalnej i moralnej „papki” Kościoła katolickiego. Właśnie dlatego ataki, które notorycznie na niego spadały, miały tak perfidnie osobisty charakter: jak wiadomo, atak personalny to ostatnia deska ratunku kogoś, kto przeczuwa, że w merytorycznej dyskusji nie ma najmniejszych szans na udowodnienie swej racji.
Odwołując się do wiary i rozumu, George Pell wierzył, że zarówno w świecie, jak i w człowieku tkwią pewne stałe prawdy. Był przekonany, iż poznawanie tych prawd wiąże się z pewnymi moralnymi zobowiązaniami. Uważał, że przestrzeganie tych zobowiązań zapewnia człowiekowi prawdziwą, najgłębiej rozumianą wolność. W okresie, który przypadł na ostatnie pięćdziesiąt lat życia Pella, zdecydowanie były to poglądy wywrotowe. Paradoksem jest to, że koncepcja, zgodnie z którą światem i człowiekiem rządzą niezmienne prawdy, jest kamieniem milowym, na którym anglojęzyczne ludy – począwszy od Magna Carty – zbudowały demokrację. Ta sama koncepcja jest podstawą Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Zatem – mimo że jego wrogowie polityczni prawdopodobnie nigdy tego nie pojmą – kardynał Pell był tak naprawdę obrońcą moralnych fundamentów demokracji, którą ich zdaniem próbował obalić. Cóż za ironia losu!
W ostatnich latach pontyfikatu Benedykta XVI w watykańskich urzędach raz po raz wybuchały różnego rodzaju skandale. Właśnie dlatego podczas konklawe w marcu 2013 roku wysunięto kandydaturę kardynała Jorge Mario Bergoglio SJ – arcybiskupa Buenos Aires uchodzącego za osobę stanowczą, twardo stąpającą po ziemi, która położy kres korupcji w Kurii Rzymskiej, a zarazem będzie kontynuować doktrynalny i duszpasterski projekt Jana Pawła II i Benedykta XVI: dynamiczną ortodoksyjność w służbie ewangelizacji. Wielu uczestniczących w tamtym konklawe uważało, że – biorąc pod uwagę niebywały bałagan, jaki pozostawili po sobie włoscy kurialiści urzędujący pod koniec pontyfikatu Benedykta XVI – żaden z Włochów zwyczajnie nie nadaje się na papieża. Kardynał Pell miał inne zdanie. Twardo (niektórzy twierdzili nawet, że uparcie) obstawał przy tym, że następcą Benedykta XVI powinien zostać kardynał Angelo Scola, arcybiskup Mediolanu, i w żaden sposób nie można go było przekonać do innego kandydata.
Gdy stało się jasne, że konklawe skłania się jednak ku Bergoglio, Pell – prawdopodobnie dla utrzymania jedności zgromadzenia – dołączył do zwolenników argentyńskiego kardynała. Niemniej, gdy tłumom zgromadzonym na placu św. Piotra przedstawiano nowo wybranego papieża, na twarzy Pella widocznej w jednym z okien bazyliki malowało się uczucie zatroskania o to, co przyniesie ów pontyfikat. W tym momencie jeden z fotografów wykonał bardzo wymowne zdjęcie kardynała Pella stojącego obok swego przyjaciela – kardynała Francisa George’a z Chicago (także sceptycznie nastawionego do Bergoglio). Na niemal identycznym zdjęciu z 2005 roku obaj promienieją radością. Tym razem ich twarze są smutne i zamyślone.
Przyjmując zaproszenie papieża Franciszka do przeprowadzenia reformy finansowej Watykanu i objęcia w tym celu kierownictwa nowej kurialnej dykasterii – Sekretariatu ds. Gospodarczych – George Pell, który nigdy nie był naiwny, miał świadomość, że wchodzi na pole minowe. Wiedział doskonale, że – jak sam to ujął – „ludzie, którzy zniszczyli pontyfikat Benedykta XVI”, to najwięksi przeciwnicy nowego sekretariatu. Biorąc to pod uwagę, Pell miał do wyboru dwie strategie. Mógł działać wolno, stopniowo rozpracowując krnąbrnych kurialistów – głównie Włochów – lub wcisnąć „gaz do dechy”, zakładając, że pontyfikat Franciszka może być krótki, więc trzeba wykorzystać możliwość przeprowadzenia głębokiej reformy, dopóki taka szansa w ogóle istnieje. Pell wybrał drugą z tych strategii, dzięki czemu „podpadł” wielu osobom, ale też wykonał kawał dobrej pracy.
Strategia wybrana przez Pella zakładała, że Franciszek myśli o finansowej reformie poważnie, w związku z czym będzie wspierał i bronił kardynała do końca. Późniejsze wydarzenia zakwestionowały jednak to założenie, jako że papież wielokrotnie stawał po stronie tych, których działania trzeba było ukrócić. Dlaczego? Czyżby papież obraził się na Pella za to, że kardynał odegrał decydującą rolę w odwróceniu biegu Synodu o Małżeństwie i Rodzinie z 2014 roku? Franciszek niewątpliwie zareagował gniewem na list przesłany mu przez trzynastu kardynałów (w tym Pella) na początku drugiego Synodu o Małżeństwie i Rodzinie w październiku 2015 roku, w którym wyrazili sprzeciw odnośnie do wadliwych procedur synodalnych. Ale czy mogło to mieć jakikolwiek związek z popieraniem lub kwestionowaniem działań zmierzających do utrzymania finansowej przejrzystości Stolicy Apostolskiej?
Sam Pell uważał, że papież, którego plan reform popierał i dla którego wywrócił własne życie do góry nogami, jest wielką zagadką. Wkrótce po przeprowadzce do Rzymu Pell opisywał papieża Franciszka jako „fantastycznego”, „niezwykle sprytnego”, „stuprocentowego jezuitę, co oznaczało, że «gwiazda» może być tylko jedna”. Kilka lat później Pell zadumał się, niemal tęsknie stwierdzając: „On chyba lubi mnie bardziej niż ja jego”, na co jego przyjaciel odparł: „Może dlatego, że trochę się ciebie boi, a ty jego nie”.
To, co Pell początkowo uznał za spryt Franciszka, z czasem okazało się taktyką autokraty polegającą na wzajemnym napuszczaniu na siebie różnych frakcji kurialnych po to, by utrzymać jak najwięcej władzy we własnych rękach. Niezależnie jednak od tego, co George Pell o tym sądził, jako prefekt Sekretariatu ds. Gospodarczych stale pozostawał lojalny wobec Franciszka, choć miał wiele powodów, by przypuszczać, że wsparcie papieża, na które bardzo liczył, realizując swą bezkompromisową strategię, nie zawsze było mu udzielane. Przykładem takiej sytuacji może być fakt, że kiedy osoby odpowiedzialne za chaos w Kurii próbowały podważyć statuty nowego sekretariatu, zakwestionowane przez Papieską Radę ds. Tekstów Prawnych jako niezgodne z prawem kanonicznym, Franciszek nie zdołał ich powstrzymać.
Karkołomne próby oczyszczenia stajni Augiasza, do której można porównać watykańskie finanse, zakończyły się dla George’a Pella wówczas, gdy jego wrogowie postanowili wyeliminować go z gry za pomocą intelektualnie i moralnie skorumpowanego procesu sądowego, w wyniku którego kardynał spędził 404 dni w więzieniu, nim został oczyszczony z zarzutów przez Sąd Najwyższy Australii. Podczas pobytu za kratami z niepotrzebnym okrucieństwem pozbawiono go możliwości odprawiania Mszy Świętej. Kardynał zmuszony był polegać wyłącznie na duchowym kapitale, jaki zgromadził w toku całego życia. Jako że ów kapitał był znaczący, oszczerstwa i niesprawiedliwość nie złamały go. Przeciwnie, Pell wykorzystał ten czas, by – jako „gość Jej Wysokości”, jak sam siebie nazwał – napisać trzytomowy Dziennik więzienny, który stał się jedną z najważniejszych duchowych pozycji literackich naszych czasów. Po wyjściu z więzienia George Pell pozostał jedną z bardziej wpływowych postaci w kręgach katolickich. Ci, którzy szukali otuchy w czasie turbulencji związanych z pontyfikatem Franciszka, często trafiali do watykańskiego mieszkania Pella, czerpiąc siłę z człowieka mocnego, który – jak głosi epitafium na jego grobie – „gorąco kochał Chrystusa i Kościół”. Właśnie ta miłość, a nie osobiste animozje, powodowała nim, gdy formułował krytyczne wypowiedzi na temat bieżącego pontyfikatu, które opublikowano tuż po jego przedwczesnej śmierci.
Gdy zmarł, mówiono, że ani Kościół, ani świat nie zobaczą już nigdy osoby pokroju George’a Pella. Być może to prawda, aczkolwiek mam nadzieję, że nie. Gdyby tak się jednak stało, to z pewnością i Kościół, i świat bardzo wiele by stracili.
George Weigel
23 kwietnia 2024 r.
Wspomnienie św. Jerzego, męczennika
Inaczej niż współczesny świat, który gloryfikuje to, co chwilowe, doczesne i żyje iluzoryczną wizją wolności, Kościół Rzymskokatolicki postrzega rzeczywistość z perspektywy wieków, szuka prawdy i proponuje ludziom autentyczną wolność płynącą z wierności Ewangelii. Od momentu zesłania Ducha Świętego aż do chwili obecnej Kościół spokojnie obserwuje bieg historii. Jego misję wspierają święci, uczeni, męczennicy i wyznawcy, którzy wpływają nie tylko na losy Kościoła, lecz także całego świata. W ich szeregi wstąpił ostatnio również kardynał George Pell.
Niewątpliwie był on jednym z najwybitniejszych ludzi Kościoła, jakich wydała Australia. Rzym, Oxford, Australia i Watykan – we wszystkich tych miejscach walczył na pierwszej linii frontu o przetrwanie chrześcijaństwa w zachodnim świecie, posługując się nieprzeciętnym intelektem i rozbrajającym poczuciem humoru. Był jednym z pierwszych anglojęzycznych duchownych, którzy bardzo wcześnie wykryli zagrożenia związane z kulturą „woke” będącą w rzeczywistości neomarksizmem w przebraniu fałszywej życzliwości, tak naprawdę promującym wręcz demoniczną pychę i próżność. Kardynał Pell nie tylko to dostrzegał, lecz także próbował aktywnie się temu sprzeciwiać.
Broniąc wartości katolickich, doświadczył knucia, oczerniania ze strony mediów owładniętych nienawiścią, fałszywych oskarżeń i niesłusznego uwięzienia, przy czym wszystko to spotkało go ze strony mieszkańców kraju, którego nigdy nie przestał kochać – Australii. Historia chrześcijaństwa zapamięta go jako lwa Kościoła, w sposób niezłomny wierzącego w Ewangelię i wolność słowa, odważnie przeciwstawiającego się lobby, które potrafi się posunąć do wszystkiego, by uciszyć swych krytyków – łącznie z nagonką medialną, wtrąceniem do więzienia, a nawet zabójstwem. Z kolei przeciwnicy kardynała Pella przekonają się, że wielka historia nie rodzi się w bezmyślnych komentarzach pod postami w mediach społecznościowych, gdzie entuzjazm trwa zwykle kilka sekund. Karty pięknej historii chrześcijaństwa, które przetrwają kolejne wieki, już opisują go jako wielkiego syna Kościoła i prawdziwego Kapłana.
Bardzo liczne zasługi kardynała Pella opisane przez Tess Livingstone w niniejszej książce sprawiają, że jej lektura jest głęboka i budująca. Mniej wiemy natomiast o życiu osobistym kardynała Pella, o którym zbyt wiele nie mówił. Nie ma wątpliwości, że kardynał był przyjacielem Jezusa. Rozumiał wagę kapłaństwa jako czegoś, co zostało mu dane i było stale podtrzymywane oraz ożywiane przez samego Boga. Gdy tylko miałem okazję z nim przebywać, widziałem wyraźnie, że jego dzień zawsze zaczynał się i kończył w kaplicy. Brak możliwości sprawowania sakramentów w więzieniu odcisnął na nim głębokie piętno. Podczas pobytu w Rzymie niemal codziennie adorował Najświętszy Sakrament w Instytucie Chrystusa Króla w bazylice św. Celsusa i Juliana. Ćwicząc na rowerku treningowym, często odmawiał różaniec. A codzienne sprawowanie Mszy Świętej było absolutnym fundamentem jego życia duchowego.
Po pobycie w więzieniu pracował z takim samym zapałem jak wcześniej, jednak wycierpiana próba okazała się dla niego bardzo oczyszczająca. Kardynał Pell nigdy nie potępił tych, którzy go oczernili i skazali; nie okazywał także wobec nich negatywnych uczuć, mimo że niektórzy nie przestali się domagać jego krwi. Do naszej siedziby w Watykanie stale pukali goście. Jego dom był zawsze gościnny, życzliwy i radosny. Ludzie ze wszystkich warstw społecznych i zakątków Kościoła przybywali do niego po radę lub rozmowę, przy czym żaden z gości nie odchodził z pustymi rękami. Kardynał Pell szczególnie troszczył się o ubogich i bezdomnych w okolicach Watykanu, a wszystkich wiernych, którzy pozdrawiali go na ulicach, obdarzał dobrym słowem lub błogosławieństwem. W momencie oddawania tej książki do druku w Wiecznym Mieście już krążą słuchy o wysłuchanych modlitwach za jego wstawiennictwem. Możemy być pewni, że kardynał George Pell wstawia się za nami, a jego historia będzie miała swój ciąg dalszy.
Beati qui esuriunt et sitiuntiustitiam, quoniam ipsisaturabuntur.
Ks. dr Joseph Hamilton
Rzym, 15 września 2025 r., w święto Matki Bożej Bolesnej
Dwa lata po nagłej śmierci australijskiego purpurata zza oceanu dotarły do nas niezwykłe wieści. Póltoraroczne dziecko z Arizony, które po wpadnięciu do basenu i zatrzymaniu oddechu na 52 minuty, nagle odzyskało przytomność bez żadnych ubytków na zdrowiu. Rodzice dziecka o imieniu Vincent opowiadają, że w tamtych dramatycznych chwilach prosili kardynała Pella o wstawiennictwo. Historia ta została ujawniona w Sydney przez miejscowego arcybiskupa Anthony’ego Colina Fishera OP. Fisher przytoczył ją w przemówieniu na gali zorganizowanej 26 marca 2025 roku w Campion College Australia podczas prezentacji niniejszej biografii kardynała. Biografię napisała australijska dziennikarka Tess Livingstone, która bardzo dobrze znała bohatera swej książki. Bilety na ten wieczór zostały wyprzedane, co świadczy o wielkim szacunku, jakim cieszy się ów niesprawiedliwie oskarżony i osadzony w więzieniu o zaostrzonym rygorze na 404 dni duchowny. Oprócz arcybiskupa Fishera w prezentacji wzięli udział także dwaj byli premierzy Australii – John Howard i Tony Abbott. Obaj ci politycy wspierali Pella w najtrudniejszych dniach, publicznie nazywając siebie jego przyjaciółmi pomimo druzgocącego wyroku, jaki spadł na niego za rzekome seksualne znęcanie się nad dwoma chłopcami. Tego samego wieczoru odsłonięto również specjalną tablicę poświęconą pamięci kardynała w dużej sali noszącej imię Pella, należącej do pewnego kolegium. Ludzie po raz pierwszy usłyszeli o amerykańskim dziecku uratowanym od śmierci za wstawiennictwem ich wyjątkowego kardynała.
W ciągu 52 minut horroru, jaki rozgrywał się po wyłowieniu z basenu nieprzytomnego dziecka, jego rodzice przyzywali w modlitwie wstawiennictwa Pella, którego poznali w 2021 roku w Phoenix podczas prezentacji jego słynnego Dziennika więziennego. Arcybiskup Fisher wyjaśnił, że Vincent „powrócił do życia i nie doznał żadnych uszkodzeń mózgu, płuc ani serca. Teraz czuje się dobrze, a lekarze nazywają to cudem”. Został wypisany ze szpitala po 10 dniach, a jego wujek, katolicki ksiądz, poinformował o tym incydencie byłego osobistego sekretarza Pella, księdza Josepha Hamiltona, który obecnie kieruje kolegium „Domus Australia” w Rzymie. Podczas prezentacji pani Livingstone zauważyła, że uzdrowienie to może zostać uwzględnione w ewentualnym procesie beatyfikacyjnym australijskiego kardynała. Na rozpoczęcie procesu potrzeba poczekać jeszcze przynajmniej trzy lata, ponieważ tego wymagają procedury zakładające upłynięcie przynajmniej pięciu lat od śmierci kandydata dla zapewnienia obiektywności jego przebiegu. Faktem jest, że Pell już za życia był uważany za męczennika prześladowanego na mocy odium fidei. W ostatnim okresie pobytu w Rzymie sędziwy kardynał niejednokrotnie spotykał się z wyrazami szacunku – bywało, że nawet na kolanach – ze strony biskupów, księży i świeckich urzędników watykańskich proszących w ten sposób męczennika o specjalne błogosławieństwo. Nawet bardzo wysoki dostojnik Kurii, witając go w progach Pałacu Apostolskiego, gdy ten przybył na audiencję 12 października 2020 roku do papieża Franciszka, ukląkł przed nim ze wzruszeniem, wyrażając w ten sposób wdzięczność za świadectwo wiary okazane podczas przechodzenia przez sądową i medialną gehennę. Po latach oszczerstw i oziębłości okazywanych mu w Kurii Rzymskiej, zwłaszcza w chwili gdy niesprawiedliwie oskarżony Pell postanowił wrócić do ojczyzny, by stawić czoła procesowi, przyszedł czas na rehabilitację, choć trzeba zaznaczyć, że nigdy nie brakowało mu oznak zaufania i sympatii ze strony zwykłych świeckich współpracowników. Do dziś jego pogrzebowa klepsydra wisi na szybie portierni budynku, w którym mieszkał i pracował.
Historia małego Vincenta uratowanego za sprawą modlitw za przyczyną kardynała Pella zaczyna zataczać w świecie coraz szersze kręgi. Wzrasta też liczba wiernych, którzy udają się do jego grobu w katedrze Najświętszej Maryi Panny w Sydney. Wielu pragnie sprostać treści napisu umieszczonego na płycie grobowej: „Proszę, módlcie się za mnie”. Wiadomość o uzdrowieniu 18-miesięcznego amerykańskiego dziecka wywołuje w Australii poruszenie. Wielu, komentując wiadomość, przyznaje, że w trudnych chwilach także prosi Pella o wstawiennictwo. Zaprezentowano tekst modlitwy, którą rodzina posługiwała się w ciągu pierwszych 72 godzin po wypadku, prosząc o pełny powrót dziecka do zdrowia. „Ojcze Przedwieczny, Ty jeden udzielasz nam wszelkiego błogosławieństwa w niebie i na ziemi przez odkupieńczą misję Twojego Boskiego Syna Jezusa Chrystusa oraz przez moc Ducha Świętego. W każdej epoce powołujesz mężczyzn i kobiety, którzy w znaczący sposób wyróżniają się w posłudze Kościołowi. W ten właśnie sposób korzystałeś z życia i pracy Twego sługi kardynała George’a Pella. Natchnął on wielu katolików i innych ludzi dobrej woli do czynienia postępu w cnotach i prowadzenia życia, jakie Ci się podoba, a także do służenia braciom i siostrom będącym w potrzebie. Umacniałeś go w tym, by odważnie bronił prawdy Bożego objawienia bez względu na koszty, ponieważ Ty masz słowa życia wiecznego. Jeśli jest to zgodne z Twoją wolą, Ojcze Przedwieczny, uwielbij Twego sługę, kardynała George’a Pella, udzielając mi łaski, o którą teraz proszę za jego wstawiennictwem, mianowicie o uzdrowienie Vincenta. Zwracam się do Ciebie w tej modlitwie przez Jezusa, przywołując Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie”.
Historia Vincenta może się stać pierwszym cudem przypisanym wstawiennictwu australijskiego kardynała prześladowanego przez wymiar sprawiedliwości zachodniej demokracji. W wielu jego rodakach pojawiła się nadzieja, że Pell mógłby pewnego dnia stać się drugim świętym Australii po Mary MacKillop kanonizowanej przez papieża Benedykta XVI w Rzymie 17 października 2010 roku.
George Pell nie był dyplomatą, który rozcieńczał to, co miał do powiedzenia melasą lub cytatami literackimi. Nie zawracał sobie głowy gromadzeniem argumentów na potrzeby dyskusji ze swymi rozmówcami ani popisywaniem się wiedzą teologiczną, którą oczywiście posiadał. Mówił do wszystkich bez ogródek i bez odraczania palących spraw na później. W Watykanie szybko przekonali się o tym nieznający wcześniej jego kanciastego charakteru i zdecydowanie konserwatywnych poglądów, z których zresztą był zawsze dumny. Do prałatów przyzwyczajonych do stawiania eleganckich liter na papierze firmowym z herbem w lewym górnym rogu wolał wysyłać e-maile. I wielu kardynałów narzekało na to: co, u licha, ten przysadzisty i nieokrzesany typ z drugiego końca świata zamierza u nas osiągnąć? W świecie, w którym nie ma deficytu na hipokryzję, George Pell doskonale odpowiadał ewangelicznemu wezwaniu, by w mowie okazywać prostotę i bezpośredniość: tak, tak; nie, nie. Pokazują to świetnie opisane w tej książce fakty i okoliczności.
Gdy kardynał Pell nie zgadzał się w czymś z papieżem Franciszkiem w sprawach duszpasterskich i doktrynalnych, sygnalizował to wprost, gdy go pytano. Nie zgadzał się z kursem pontyfikatu w odniesieniu do pewnych „otwarć”. Mówił o tym zawsze, nawet w pomieszczeniach synodalnych, które gościły hierarchów chcących dyskutować o rodzinie i innych ważnych dla Kościoła sprawach. Ale był też człowiekiem, który – jak przyznał sam papież – uratował finanse Watykanu, co groziło wyrzuceniem całego watykańskiego dworu w błoto. Wcześniej Benedykt XVI, do którego czuł się bardzo przywiązany, chciał mianować go prefektem Kongregacji ds. Biskupów, lecz uniemożliwiły to różnego rodzaju problemy, które pogrążyły kardynała w udrękach. Kardynał George Pell zmarł uniewinniony, po pięciu latach kunsztownie skonstruowanej kampanii mającej uczynić z niego potwora, pedofila, oskarżanego o molestowanie nieletnich chórzystów w zakrystiach australijskich katedr. Był zmuszony do poddania się absurdalnemu procesowi, zbudowanemu na tak tandetnych oskarżeniach, którego żadna osoba, nawet o minimalnej inteligencji, nie mogła potraktować poważnie. Wystarczyło poczytać gazety i przejrzeć teczki zawierające naciągane zeznania, by natychmiast chcieć go oczyścić z zarzutów. Prawnicy i inni komentatorzy zdarzenia, wśród nich nawet agnostycy, byli przerażeni skalą prześladowań, których padł ofiarą. Mógł zostać w Rzymie, dzwonić do gazet i telewizji i obmyślać swoją obronę z pozycji wygodnego fotela watykańskich salonów. Zamiast tego wsiadł do samolotu i stanął przed pręgierzem opinii publicznej i miejscowego wymiaru sprawiedliwości. Wchodził do gmachu sądu wśród złorzeczenia tych, którzy życzyli mu na przemian więzienia oraz śmierci. Dwukrotnie skazany był pokazywany w kajdankach. Niektórzy nie mogli się doczekać chwili, gdy jego skalp zostanie pokazany roześmianemu tłumowi. Nie odzywał się ani słowem, tylko pisał swoje pamiętniki z celi więziennej. Przedłużający się wolny czas wypełniał modlitwą, cierpiąc zarazem z powodu niemożności odprawiania Mszy Świętej przez ponad 400 dni.
Arcybiskup Georg Gänswein, osobisty sekretarz emerytowanego papieża Benedykta XVI, wspominał, że ojciec święty prosił, by mu czytać na głos więzienne dzienniki australijskiego kardynała każdego wieczoru po nieszporach. Bolała go historia chrześcijanina, który niesprawiedliwie trafił do więzienia. Fotografie uwieczniły moment, gdy Pell klęczał w bazylice watykańskiej przed trumną Benedykta XVI ze wzrokiem utkwionym w twarz zmarłego, którego tak bardzo kochał. Ostatnim publicznym aktem jego ziemskiego życia była koncelebra na pogrzebie papieża. Wrócił niedługo potem do Australii, by zostać samemu pochowanym w katedrze Najświętszej Maryi Panny w Sydney. W telegramie kondolencyjnym skierowanym do dziekana Kolegium Kardynalskiego Giovanniego Battisty Re papież Franciszek przypomniał „z wdzięcznością jego konsekwentne i zaangażowane świadectwo, jego oddanie Ewangelii i Kościołowi, a w szczególności gorliwą współpracę, jaką okazał Stolicy Apostolskiej w kontekście jej niedawnej reformy gospodarczej, którą realizował z determinacją i mądrością”. Franciszek określił George’a Pella „wiernym sługą, który bez wahania szedł za swoim Panem z wytrwałością nawet w godzinie próby”. „Dziękuję za Twoje świadectwo” – powiedział do niego ojciec święty, witając go w Rzymie po latach męki przeżytej we własnej ojczyźnie.
ks. prof. Robert Skrzypczak
George Pell to nie pierwszy kardynał Kościoła katolickiego, który niesłusznie trafił do więzienia. Było ich więcej, w tym św. Jan Fisher, kanclerz Uniwersytetu Cambridge torturowany w londyńskim więzieniu Tower, a następnie ścięty w 1535 roku z rozkazu Henryka VIII. Jak wspomniał Pell w jednym ze swych tekstów, po tylu latach Fisher wciąż jest wspominany i czczony, podczas gdy nikt nie pamięta imion innych biskupów z tamtych czasów, którzy ślepo wypełniali wolę okrutnego króla. Pell lubił także modlitwę Fishera proszącego Boga, by „osadził Kościół na mocnych filarach, które wytrwają w cierpieniu”.
W połowie XX wieku Alojzy Stepinac, arcybiskup Zagrzebia, zagorzały przeciwnik nazizmu i komunizmu, spędził pięć lat w więzieniu za rzekomą zdradę jugosłowiańskiego rządu. Papież Pius XII powołał Stepinaca do Kolegium Kardynałów w 1953 roku, kiedy biskup wciąż przebywał w areszcie domowym. 21 czerwca 1999 roku, we wspomnienie św. Alojzego, Pell jako arcybiskup Melbourne odbył pielgrzymkę do kościoła w Krašić – rodzinnej wsi Stepinaca w Chorwacji, gdzie pod koniec życia biskup posługiwał jako zwykły wikary, choć był „księciem Kościoła”. Innym młodzieńczym idolem Pella był kardynał Józef Mindszenty aresztowany przez węgierską policję w 1948 roku, a następnie zmuszony do przyznania się do niepopełnionych przestępstw, za które otrzymał wyrok dożywotniego więzienia. Podczas powstania w 1956 roku udało się wydostać go na wolność i umieścić w ramach azylu w amerykańskiej ambasadzie w Budapeszcie, gdzie spędził kolejne 15 lat, nim został wydalony do Wiednia. Mindszenty mieszkał tam w seminarium dla węgierskich kleryków studiujących na pobliskim uniwersytecie.
Z nowszych przykładów – biskup Szanghaju, Ignacy Kung Pin-mei, jeden z ważniejszych przywódców Chińskiego Kościoła Podziemnego, przesiedział trzydzieści lat za kratkami za sprzeciw wobec Partii Komunistycznej chcącej kontrolować katolicyzm w Chinach. Papież Jan Paweł II mianował Kunga kardynałem in pectore w 1979 roku. W 1975 roku Franciszek Ksawery Nguyễn Văn Thuận, koadiutor arcybiskup Sajgonu, został aresztowany w Wietnamie przez władze komunistyczne, po czym spędził piętnaście lat w „obozie reedukacyjnym” – głównie w zamknięciu i odosobnieniu. Pell podziwiał go tak bardzo, że powiesił jego portret w Domus Australia – domu rekolekcyjno-wypoczynkowym zbudowanym przez Pella w Rzymie.
W przeciwieństwie do wspomnianych wyżej kardynałów Pell nie doznał wrogości od bezlitosnego króla czy dyktatury, lecz ze strony drugiego (jak chodzi o populację) pod względem wielkości stanu Australii, czyli ze strony narodu teoretycznie stabilnego, demokratycznego, szanującego prawo i traktującego wszystkich obywateli uczciwie... Teoretycznie, bowiem sposób, w jaki Pell został potraktowany, pozwala na sformułowanie bardzo poważnych pytań dotyczących całego australijskiego systemu prawno-politycznego, a w szczególności porządków panujących w stanie Victoria. Jednym z najbardziej bolesnych aspektów uwięzienia Pella był wydany mu zakaz sprawowania Mszy Świętej. Tego nie doświadczył nawet w wietnamskim więzieniu Nguyễn Văn Thuận, któremu udawało się celebrować Eucharystię na desce służącej za łóżko, przy użyciu okruchów chleba i kilku kropli wina przemyconych do celi w charakterze leku.
George Pell zmarł w Rzymie w 2023 roku z powodu zatrzymania akcji serca po operacji biodra, przy czym aż do dziś nie udało się odpowiedzieć na pytania podważające procesy prawne, na mocy których kardynał został oskarżony, osądzony i uwięziony. Pytania te koncentrują się na okolicznościach jego aresztowania, w tym na „Operacji Tethering” (lub nieoficjalnie: „Dorwać Pella”) uruchomionej przez policję stanu Victoria w 2013 roku, kiedy jeszcze nikt nie postawił mu żadnych zarzutów. Pytania te odnoszą się także do sposobu prowadzenia sprawy sądowej i do wyroku skazującego kardynała za poważne przestępstwa, takie jak molestowanie seksualne dzieci, w tym gwałt, który rzekomo miał miejsce w katedrze św. Patryka w Melbourne tuż po niedzielnej Mszy Świętej, co było logistycznie niewykonalne, gdyż w tym czasie biskup nie zdążył jeszcze nawet zdjąć szat liturgicznych. Jawna niesprawiedliwość, jaka go spotkała, kosztowała Pella ponad czterysta dni w więzieniu – głównie w odosobnieniu. Niezdecydowaną większością głosów (2-1) Sąd Apelacyjny stanu Victoria odrzucił jego apelację, ale wszystkie oskarżenia zostały ostatecznie unieważnione jednomyślną decyzją (7-0) najważniejszego australijskiego sądu – Sądu Najwyższego z siedzibą w Canberze.
Sprawując Mszę Świętą 10 stycznia 2024 roku w pierwszą rocznicę śmierci Pella, jego następca na arcybiskupstwie Sydney Anthony Fisher OP (który, zanim wstąpił do zakonu dominikanów, był wziętym prawnikiem) oświadczył, że niesłuszne skazanie świętej pamięci kardynała to następstwo „skorumpowanego systemu prawnego w stanie Victoria”, który umożliwił medialną, polityczną i policyjną nagonkę na niewinnego człowieka. „A najgorsze jest chyba to, że w stanie Victoria nikt nie kwapi się, by poddać ów system rzetelnej weryfikacji” – dodał Fisher. Pell również mówił o konieczności takiej reformy. W kwietniu 2024 roku uczciwe słowa krytyki wobec systemu, który skazał kardynała, wypowiedział nawet sam Gavin Silbert – wybitny prawnik sprawujący w latach 2008-2018 funkcję prokuratora generalnego stanu Victoria.
Podobnie jak św. Jan Fisher, Stepinac i inni niesłusznie skazani kardynałowie Pell nie zostanie zapomniany. Jego życie to niezwykła mieszanka pięknych osiągnięć – w Australii, w Watykanie i w całym Kościele – oraz kontrowersji, które przykuły uwagę całego świata. Znający go cenili jego szczerość, lekko ironiczne poczucie humoru i inteligentne uwagi na wiele różnych tematów – od teologii i historii po najnowsze wiadomości i wydarzenia sportowe – a także ulubione powiedzonka, na przykład: „Niedaleko pada jabłko od jabłoni”, jakimi częstował zarówno rodziców, których pociechy dokonały czegoś wielkiego, jak i tych, których dzieci mało nie wpędziły do grobu.
Jak sam mawiał, „żył na całego”, czerpiąc głęboką satysfakcję z posługi, która – jak szczerze wierzył – była „rzeczą najważniejszą” (i nie miało znaczenia, że – tak jak w czasie arcybiskupstwa Melbourne i Sydney – pracował zwykle od godziny 7.00 rano do północy). Był także zadowolony, mieszkając i pracując w Rzymie, gdzie z gorliwością przeprowadzał reformę skorumpowanego, zaśniedziałego finansowego systemu watykańskiej Kurii. Zadanie to musiało być dla niego równie satysfakcjonujące, co frustrujące. Gdy wyjeżdżał z Australii, by podjąć to wyzwanie, miał przed sobą najlepsze lata kariery. Jednocześnie kolejne (a szczególnie dziewięć ostatnich) lata życia miały się okazać trudniejsze, niż przypuszczał w 2014 roku, kiedy to – z okazji 50. rocznicy publikacji pierwszego numeru – czasopismo „The Australian” wymieniło go w gronie 50 najbardziej wpływowych Australijczyków. Niemniej sposób, w jaki znosił cierpienie, z pewnością wpłynie na to, jak przyszłe pokolenia będą go wspominały i czciły.
W sferze osobistej kardynał Pell cieszył się dobrymi relacjami z bliską, wspierającą go rodziną. Miał wielki talent do nawiązywania przyjaźni. Kochał sport, który w młodości często uprawiał. Tym, co go uszczęśliwiało, była muzyka, sztuka, ogrodnictwo, dobra lektura i pisanie, przy czym jego spuścizna w postaci książek, przemówień, kazań i artykułów (zawsze pisanych ręcznie) jest imponująca. Niektóre z tych dzieł, w tym trzytomowy Dziennik więzienny, będą czytane jeszcze przez długi czas. Prawdopodobnie dłuższy niż nam się obecnie wydaje.
9 stycznia 2024 roku w Domus Australia, w wigilię pierwszej rocznicy śmierci Pella, jego stary druh kardynał Gerhard Müller porównał Dziennik więzienny (zapisany ręcznie w więziennej celi) do ostatniego dzieła rzymskiego senatora, filozofa i historyka Anicjusza Boecjusza (480–524) O pociechach filozofii. Również to dzieło – liczące sobie ponad półtora tysiąca lat – powstało w niewoli, podczas gdy Boecjusz oczekiwał na egzekucję. We wczesnym średniowieczu był to jeden z najbardziej liczących się tekstów. Aż do dziś utwór ten jest uznawany za arcydzieło filozoficzne, pełne błyskotliwych koncepcji, z których większość pokrywa się zresztą z poglądami Pella. Jeśli dzieło kardynała okaże się równie trwałe jak tekst Boecjusza, to czytelnicy żyjący tysiące lat po nas niewątpliwie odkryją, że utrwalone na kartach tej książki osiągnięcia, wzloty, ale też trudy i ciernie wspaniałego życiorysu Pella w pełni oddają wielkość tego człowieka w kontekście czasów, w jakich przyszło mu żyć.
Pozwól odejść słudze Twemu w pokoju...
Wspomnienia kłębiły się jak chmury w głowach zgromadzonych osób. Szok i niedowierzanie sprawiały, że niektórym ciężko było nawet oddychać. Pewną ulgę w bólu przynosiło jedynie uczucie otępienia. Kwitnące róże zasadzone niegdyś przez George’a Pella w doniczkach na balkonie zdawały się pocieszać pogrążonych w żałobie bliskich i przyjaciół kardynała podążających za karawanem trasą wiodącą od plebanii ku archikatedrze Najświętszej Maryi Panny w Sydney, gdzie złożono trumnę. Uśmiechając się przez łzy, kilkoro przyjaciół pomyślało, że kardynał cieszyłby się, widząc, iż trumna pozostała zamknięta. Parę lat wcześniej, po jednym z oficjalnych pogrzebów, w którym uczestniczył, Pell stwierdził: „Chyba bym tak nie chciał, żeby przechodzący obok mych zwłok ludzie podziwiali mój nos z żabiej perspektywy...”. Cały Pell – zawsze podczas poważnych czy smutnych uroczystości, by nieco rozładować napięcie, sięgał po zabawne teksty zasłyszane podczas młodzieńczych lat w oberży prowadzonej przez jego rodzinę.
Zarówno bujnie rozrośnięte, stare drzewko jakarandy, jak również młode – zasadzone przez Pella na wypadek, gdyby stare obumarło – wyglądały zdrowo. Innym pocieszającym symbolem ciągłości była obecność arcybiskupa Anthony’ego Fishera OP, którego sam Pell wyznaczył na swego zastępcę.
Normalnie w dniu takim jak środa 1 lutego 2023 roku, który był wyjątkowo duszny i słoneczny, Pell zapewne myślałby o popołudniowym wypadzie na plażę. Tymczasem, po ostatniej nocy, w czasie której ciało Pella spoczywało w salonie jego plebanii, rankiem jego rzymski sekretarz, z pochodzenia Irlandczyk – ksiądz Joseph Hamilton, odczytał po łacinie i po angielsku tekst podsumowujący bogaty życiorys kardynała. Zwój został następnie zwinięty i umieszczony w trumnie, która odbyła swą ostatnią drogę do katedry. Ceremonię pogrzebową wyznaczono na święto Matki Bożej Gromnicznej – dzień idealny na pożegnanie człowieka, który mógłby wypowiedzieć słowa podobne do tych, jakie usłyszano z ust Symeona widzącego ofiarowanie Jezusa w świątyni: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju...”.
Ci, którzy towarzyszyli Pellowi w ostatniej drodze, z jednej strony cieszyli się, że mogą mu w ten sposób oddać hołd, jednak większość z nich nie sądziła, iż nastąpi to już teraz – mieli nadzieję, że może dopiero za kilka czy kilkanaście lat... Nie byli jeszcze gotowi na rozstanie z nim. Niektórzy z młodych księży idących w kondukcie żałobnym przerazili się, słysząc wulgarne inwektywy ze strony kilku antyklerykałów obserwujących pochód. Kardynał Pell w trakcie swej wieloletniej posługi nauczył się przechodzić nad takimi sytuacjami do porządku dziennego. Nawet jeśli ktoś częstował go dosadną uwagą lub agresywnym tekstem, Pell zachowywał spokój – a przynajmniej doskonale maskował poruszenie.
Jeden z idących za trumną przyjaciół kardynała z Sydney, który przebywał w jego ostatnich dniach w Rzymie, wspominał, że Pell – znając swe sercowe dolegliwości – trochę się niepokoił czekającą go operacją biodra. I rzeczywiście – tuż po zabiegu, 10 stycznia, kardynał nagle zmarł w międzynarodowym szpitalu Salvator Mundi w Wiecznym Mieście. Przed pójściem do szpitala był u spowiedzi. Dzwonił też do swych najbliższych, nie mówiąc im jednak wiele o swych obawach. W trakcie pogawędki z anestezjologiem, który miał go uśpić do zabiegu, Pell oznajmił: „Wiem, że jestem pacjentem wysokiego ryzyka, ale przyjmuję Jego [Boga] wolę”. Jego śmierć była dla wszystkich szokiem.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Człowiek mocny, który gorąco ukochał Chrystusa i Kościół
Wielki syn Kościoła i prawdziwy kapłan
Udręki i cuda kardynała Pella
Nie zostanie zapomniany
ROZDZIAŁ 1. Pozwól odejść słudze Twemu w pokoju...
Prawa autorskie
Dedykacja
Meritum publikacji
