Jeśli dobrze pamiętam. Jak emocje wpływają na pamięć i jak rozpoznać fałszywe wspomnienia - Ciara Greene, Gillian Murphy - ebook

Jeśli dobrze pamiętam. Jak emocje wpływają na pamięć i jak rozpoznać fałszywe wspomnienia ebook

Ciara Greene, Gillian Murphy

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Jak zapamiętujesz (lub przekręcasz) fakty ze swojego życia? Czy możesz ufać własnym wspomnieniom? Czy byłbyś wiarygodnym świadkiem w sądzie? Czy do części zdarzeń, które sobie przypo­minasz, mogło w ogóle nie dojść?

Wspomnienia przystosowują się i zmieniają, w miarę jak przy­swajasz nowe informacje i roztrząsasz przeszłość. To zasługa nie­ustannej pracy Twojej pamięci. W ferworze codziennego życia zapewne nie myślisz o niej zbyt często. Niewykluczone, że uświa­damiasz ją sobie tylko wtedy, gdy Cię zawodzi – na przykład nie możesz sobie przypomnieć imienia entuzjastycznie witającej Cię osoby albo przegapiasz jakąś ważną datę. Pamięć stanowi jednak zasadniczy składnik Twojej tożsamości, podstawę niemal wszyst­kiego, co mówisz, robisz i myślisz. Jak to więc możliwe, że jest taka zawodna? Dlaczego zapominasz o różnych rzeczach?

To książka o Twojej pamięci – czasem dobrej, czasem złej, ale za­wsze zachwycającej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 312

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Frag­ment

Co­py­ri­ght © 2026 by Co­per­ni­cus Cen­ter Press

Co­py­ri­ght © 2025 by Prin­ce­ton Uni­ver­sity PressAll ri­ghts re­se­rved.

Ty­tuł ory­gi­nałuMe­mory Lane. The Per­fec­tly Im­per­fect Ways We Re­mem­ber

Re­dak­cja ję­zy­kowaAnna Ku­rek

Ko­rekta ję­zy­kowaMał­go­rzata De­nys

Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wychMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

SkładMo­nika Drob­nik-Sło­ciń­ska / mo­ni­ka­imar­cin.com

Opieka re­dak­cyjnaSo­nia Kmie­cik

Wy­da­nie I

Kra­ków 2026

ISBN 978-83-7886-886-6

Wy­dawca: Co­per­ni­cus Cen­ter Press Sp. z o.o.

pl. Szcze­pań­ski 8, 31-011 Kra­ków

tel. (+48) 12 448 14 12, 500 839 467

e-mail: re­dak­[email protected]

www.ccpress.pl

Kon­wer­sja do ePub 3: Mar­cin Sło­ciń­ski

Mo­jej ro­dzi­nie, dzięki któ­rej każda wy­prawa do Kra­iny Pa­mięci jest świę­tem

C.G.

Aida­nowi, Te­dowi i Ni­nie, z któ­rymi wiążą się wszyst­kie moje naj­lep­sze wspo­mnie­nia

G.M.

Po­dzię­ko­wa­nia

Chcemy wy­ra­zić szczerą wdzięcz­ność wszyst­kim na­szym wspa­nia­łym współ­pra­cow­ni­kom, któ­rzy wnie­śli ogromny wkład do opi­sa­nych w książce ba­dań. Osób tych jest zbyt wiele, by można było wy­mie­nić wszyst­kie z imie­nia i na­zwi­ska, a znaj­dują się wśród nich także wspa­niali i od­dani stu­denci, z któ­rymi mamy szczę­ście pra­co­wać na co dzień. Współ­cze­śnie upra­wia­nie na­uki jest przed­się­wzię­ciem zbio­ro­wym. Ser­decz­nie dzię­ku­jemy na­prawdę wy­jąt­ko­wym człon­kom na­szych ze­spo­łów.

Pra­gniemy też go­rąco po­dzię­ko­wać oso­bom, które brały udział w pro­wa­dzo­nych ba­da­niach jako ich uczest­nicy. Przed­sta­wione da­lej eks­pe­ry­menty nie od­by­łyby się bez po­świę­ce­nia czasu i ener­gii oraz – naj­waż­niej­sze – udo­stęp­nie­nia swo­ich wspo­mnień przez ty­siące lu­dzi czy­nią­cych to w imię roz­woju na­uki. Dzię­ku­jemy Wam wszyst­kim i każ­demu z osobna.

WSTĘP

O czym jest ta książka?

Krótko mó­wiąc, to książka o two­jej pa­mięci – do­brej, złej, a cza­sami za­chwy­ca­ją­cej. Jako ba­daczki mamy prze­ko­na­nie, że ludzka pa­mięć na­leży do naj­bar­dziej nie­zwy­kłych wy­two­rów ewo­lu­cji, nie mniej zja­wi­sko­wych i im­po­nu­ją­cych niż wie­lo­barwny ogon pa­wia. Po wielu la­tach eks­pe­ry­men­tów i ana­liz na­dal zdu­miewa nas prze­po­tężna, ela­styczna, a cza­sami przy­pra­wia­jąca o obłęd na­tura sys­te­mów ludz­kiej pa­mięci. W fer­wo­rze co­dzien­nego ży­cia za­pewne nie za­sta­na­wiasz się nad nią zbyt czę­sto. Bywa, że trak­tu­jemy ją jak coś oczy­wi­stego, co działa so­bie ci­chutko w tle, tak jak ro­sną pa­znok­cie albo re­gu­luje się tem­pe­ra­tura ciała. Nie­wy­klu­czone, że uświa­da­miasz ją so­bie tylko wtedy, gdy cię za­wo­dzi – gdy nie mo­żesz so­bie przy­po­mnieć imie­nia en­tu­zja­stycz­nie wi­ta­ją­cej cię osoby albo prze­ga­piasz ja­kąś ważną datę. Mamy na­dzieję prze­ko­nać cię w tej książce, że pa­mięć sta­nowi za­sad­ni­czy skład­nik two­jej toż­sa­mo­ści, pod­stawę nie­mal wszyst­kiego, co mó­wisz, ro­bisz i my­ślisz. Twier­dzimy, że choć nie jest do­sko­nała, to jest do­sko­nale nie­do­sko­nała. „Nie­do­statki” pa­mięci są jej naj­war­to­ściow­szymi i naj­cie­kaw­szymi aspek­tami, da­ją­cymi wgląd w to, jak pra­cuje i dla­czego wła­śnie tak.

Za­sad­ni­czym prze­sła­niem, które chcemy prze­ka­zać, jest spo­strze­że­nie, że wspo­mnie­nia nie­ustan­nie przy­sto­so­wują się i zmie­niają, w miarę jak przy­swa­jamy nowe in­for­ma­cje oraz roz­wa­żamy prze­szłość. Je­żeli po­rów­na­li­by­śmy przy­po­mi­na­nie so­bie zda­rzeń do wy­prawy po Mie­ście Pa­mięci, to po­szcze­gólne wspo­mnie­nia nie by­łyby po­nu­me­ro­wa­nymi bu­dyn­kami na po­se­sjach ozna­czo­nych do­kład­nie w ta­kiej ko­lej­no­ści, w ja­kiej zo­stały za­go­spo­da­ro­wane. Mia­sto Pa­mięci na­le­ża­łoby ra­czej trak­to­wać jako ob­szar nie­usta­ją­cej bu­dowy, na któ­rym domy są wciąż wzno­szone, mo­der­ni­zo­wane, a cza­sem bu­rzone do fun­da­men­tów. Na­szym ce­lem jest wy­ja­śnie­nie, jak ten pro­ces cią­głej re­kon­struk­cji służy nam wszyst­kim na co dzień dzięki temu, że wspo­mnie­nia po­zo­stają świeże i żywe, a nie ka­mie­nieją w za­bytki prze­szło­ści.

Nie mniej istotne od tego, o czym trak­tuje ta książka, jest to, czego w niej nie oma­wiamy. Sku­piamy się na za­le­tach i pu­łap­kach zdro­wej pa­mięci oraz przed­sta­wiamy spo­strze­że­nia na te­mat jej ewo­lu­cji czy­nione na pod­sta­wie zda­rza­ją­cych się jej po­my­łek. Nie pi­szemy na­to­miast o jej osła­bie­niu zwią­za­nym z wie­kiem ani o de­men­cji. Są to nie­zwy­kle ważne za­gad­nie­nia, lecz ta książka do­ty­czy pa­mięci zdro­wej, nie pa­to­lo­gicz­nie zmie­nio­nej. Usterki pa­mięci, które bę­dziemy oma­wiać, są sy­tu­acjami, któ­rych lu­dzie do­świad­czają na co dzień przy braku ja­kich­kol­wiek za­bu­rzeń kli­nicz­nych.

Po­nadto nie jest to książka o me­to­dach do­sko­na­le­nia czy „wy­ostrza­nia” pa­mięci. To nie prak­tyczny po­rad­nik. Obie­cu­jemy prze­gląd naj­waż­niej­szych ba­dań na­uko­wych pa­mięci, z uwzględ­nie­niem za­równo kla­sycz­nych ana­liz, jak i naj­bar­dziej za­awan­so­wa­nych współ­cze­snych eks­pe­ry­men­tów. Do­wiesz się cze­goś no­wego na te­mat swo­jej pa­mięci. Zaj­miemy się mię­dzy in­nymi tym, jak za­pa­mię­tu­jemy (lub prze­krę­camy) fakty ze swo­jego ży­cia, kwe­stią, czy można ufać wła­snym wspo­mnie­niom, czy by­li­by­śmy do­brymi świad­kami w są­dzie, a na­wet czy do czę­ści zda­rzeń, które so­bie przy­po­mi­namy, mo­gło w ogóle nie dojść. Nie jest to je­dyna książka, w któ­rej ana­li­zuje się wa­dliwą na­turę ludz­kiej pa­mięci. Li­czymy jed­nak, że uda się nam w niej zrów­no­wa­żyć mi­no­rowy ton, czę­sto to­wa­rzy­szący opi­som tych nie­za­prze­czal­nych pro­ble­mów, przez wska­za­nie przy­czyn, z ja­kich funk­cjo­no­wa­nie pa­mięci ukształ­to­wało się w toku ewo­lu­cji wła­śnie w taki spo­sób.

Pa­mięć można stu­dio­wać pod naj­róż­niej­szymi ką­tami. Na naj­bar­dziej fun­da­men­tal­nym po­zio­mie bio­log mo­le­ku­larny może się in­te­re­so­wać che­micz­nymi wła­sno­ściami neu­ro­prze­kaź­ni­ków, ta­kich jak do­pa­mina i se­ro­to­nina, oraz tym, co się dzieje po ich wy­dzie­le­niu w mó­zgu. Na tym po­zio­mie mo­żemy roz­wa­żać rolę po­je­dyn­czych ko­mó­rek, za­cho­dzą­cych w nich pro­ce­sów che­micz­nych oraz ich ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej. Na nieco wyż­szym po­zio­mie neu­ro­nau­ko­wiec może przy­glą­dać się ak­tyw­no­ści grup ko­mó­rek i ich zsyn­chro­ni­zo­wa­nej pracy. Wielu ba­da­czy ko­rzy­sta z ta­kich tech­nik jak elek­tro­en­ce­fa­lo­gra­fia (EEG) w celu mie­rze­nia sy­gna­łów elek­trycz­nych po­wsta­ją­cych pod­czas wy­ko­ny­wa­nia przez nas róż­nych za­dań albo po­słu­guje się funk­cjo­nal­nym re­zo­nan­sem ma­gne­tycz­nym (fMRI) do oceny ukrwie­nia po­szcze­gól­nych frag­men­tów mó­zgu jako wskaź­nika ich ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej. Wstę­pu­jąc jesz­cze je­den szcze­bel wy­żej, mo­żemy roz­wa­żać dzia­ła­nie mó­zgu jako ca­ło­ści – czyli za­cho­wa­nie czło­wieka.

Ba­da­nia na każ­dym z tych po­zio­mów po­zwa­lają ze­brać wiele cen­nych in­for­ma­cji, jed­nak jako psy­cho­lożki in­te­re­su­jemy się głów­nie tą szer­szą per­spek­tywą – jak lu­dzie do­świad­czają wspo­mnień oraz jak wpły­wają one na ich za­cho­wa­nie. W szcze­gól­no­ści zaj­mu­jemy się pa­mię­cią w sy­tu­acjach z co­dzien­nego ży­cia, tym, jak wspo­mnie­nia umoż­li­wiają po­dej­mo­wa­nie ru­ty­no­wych de­cy­zji oraz wspie­rają związki mię­dzy­oso­bowe i toż­sa­mość. Od po­nad de­kady pra­cu­jemy ra­zem, pro­wa­dząc ba­da­nia na polu psy­cho­lo­gii po­znaw­czej. Opu­bli­ko­wa­ły­śmy spra­woz­da­nia z dzie­siąt­ków eks­pe­ry­men­tów oce­nia­ją­cych uwagę, pa­mięć i ucze­nie się w wa­run­kach świata rze­czy­wi­stego. Mimo lat pracy w tej dzie­dzi­nie – po zro­bie­niu dok­to­ra­tów z psy­cho­lo­gii po­znaw­czej, prze­pro­wa­dza­niu licz­nych pro­jek­tów ba­daw­czych i ucze­niu tych za­gad­nień na­szych stu­den­tów – wciąż po­zo­sta­jemy nią tak samo za­in­try­go­wane jak wcze­śniej. Choć być może na co dzień nie za­sta­na­wiasz się zbyt­nio nad pa­mię­cią, to mamy na­dzieję, że po prze­czy­ta­niu tej książki po­dzie­lisz nasz en­tu­zjazm do uważ­nego przy­glą­da­nia się pa­mięci w co­dzien­nym ży­ciu.

Aby le­piej zo­bra­zo­wać, dla­czego zde­cy­do­wa­ły­śmy się pra­co­wać na tym po­zio­mie ana­lizy, wy­ob­raźmy so­bie na­stę­pu­jący sce­na­riusz:

Od­bywa się pro­ces są­dowy Teda, oskar­żo­nego o kra­dzież dam­skiej to­rebki. Nina, świa­dek zda­rze­nia, wska­zała na niego w trak­cie for­mal­nej iden­ty­fi­ka­cji, roz­po­zna­jąc go jako męż­czy­znę, który do­ko­nał kra­dzieży. Ted utrzy­muje, że jest nie­winny, i twier­dzi, iż zo­stał nie­słusz­nie oskar­żony.

Skon­tak­to­wał się z nami ze­spół obroń­ców i po­pro­sił o przy­go­to­wa­nie eks­per­tyzy rze­czo­znaw­czej na te­mat wia­ry­god­no­ści ze­znań Niny. Oczy­wi­ście nie można zdo­być szcze­gó­ło­wej wie­dzy na te­mat pa­mięci tego kon­kret­nego świadka w tym kon­kret­nym przy­padku. Nie ma spo­sobu po­zwa­la­ją­cego stwier­dzić, czy to, co ktoś so­bie przy­po­mina w spra­wie ja­kie­goś faktu, jest wia­ry­godne, je­śli nie dys­po­nu­jemy do­dat­ko­wymi ma­te­ria­łami po­twier­dza­ją­cymi prze­bieg zda­rze­nia. Po­nadto wbrew wra­że­niu, ja­kie stwa­rzają cza­sem filmy oraz wia­do­mo­ści me­dialne o wy­kry­wa­czach kłamstw albo in­ter­pre­ta­cji ję­zyka ciała, nie ist­nieją też nie­za­wodne na­rzę­dzia wska­zu­jące, czy ktoś mówi prawdę. Mo­żemy na­to­miast przed­sta­wić ogólną opi­nię do­ty­czącą pa­mięci świad­ków zda­rzeń. Jako spe­cja­listki dzia­ła­jące na tym polu od wielu lat po­słu­gu­jemy się w tym celu wy­ni­kami ba­dań na­uko­wych, w tym tych prze­pro­wa­dzo­nych przez nas same wraz z na­szymi ze­spo­łami.

Ja­kiego ro­dzaju ma­te­riał do­wo­dowy byłby w tym przy­padku naj­bar­dziej przy­datny dla ławy przy­się­głych? Z jed­nej strony można by opi­sać hi­po­te­tyczne ba­da­nie, w któ­rym użyto funk­cjo­nal­nego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego do zi­den­ty­fi­ko­wa­nia prze­cięt­nych wzor­ców ak­ty­wa­cji mó­zgu pod­czas po­praw­nego (w od­róż­nie­niu od nie­po­praw­nego) roz­po­zna­wa­nia twa­rzy nie­zna­nych so­bie osób. Opi­sa­nie szcze­gó­łów pro­wa­dze­nia ba­dań neu­ro­obra­zo­wych wy­kra­cza poza za­kres tej książki, ale zwy­kle wy­ma­gają one przy­go­to­wa­nia se­rii pre­cy­zyj­nie do­bra­nych zdjęć, które pre­zen­tuje się uczest­ni­kom, pod­czas gdy leżą oni w tu­bie apa­ratu do re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego. Uczest­ni­kowi ta­kiego ba­da­nia można po­ka­zać naj­pierw na przy­kład ciąg fo­to­gra­fii twa­rzy taki jak na le­wym pa­nelu ilu­stra­cji 1. Po pew­nym cza­sie po­ja­wiłby się drugi ze­staw zdjęć (ta­kich jak z pra­wej) i prośba, by ba­dany wska­zał, czy wi­dział już te osoby.

Ilu­stra­cja 1.Próbka ze­sta­wów zdjęć z eks­pe­ry­mentu z roz­po­zna­wa­niem twa­rzy, jaki można by prze­pro­wa­dzić u osoby le­żą­cej w tu­bie apa­ratu do re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego.

Eks­pe­ry­ment tego ro­dzaju może do­star­czyć cen­nych in­for­ma­cji o sie­ciach mó­zgo­wych za­an­ga­żo­wa­nych w roz­po­zna­wa­nie twa­rzy, ale praw­do­po­dob­nie nie po­wie dużo o prak­tycz­nym ko­rzy­sta­niu z tej umie­jęt­no­ści w sy­tu­acjach z co­dzien­nego ży­cia, jak w przy­padku na­szego przy­kła­do­wego świadka prze­stęp­stwa. Po­nadto w celu ba­da­nia pa­mięci w ten spo­sób mu­simy po­zbyć się wszel­kiej zło­żo­no­ści kon­tek­stu i spro­wa­dzić go do naj­bar­dziej ele­men­tar­nych skład­ni­ków. W re­zul­ta­cie typ za­dań pa­mię­cio­wych ana­li­zo­wa­nych w la­bo­ra­to­rium może dzie­lić nie­za­sy­py­walna prze­paść od dzia­ła­nia pa­mięci w świe­cie rze­czy­wi­stym.

Ilu­stra­cja 2. In­sce­ni­zo­wa­nie prze­stęp­stwa w eks­pe­ry­men­cie do­ty­czą­cym pa­mięci świad­ków zda­rzeń. W po­wyż­szym sce­na­riu­szu męż­czy­zna pod­cho­dzi do ko­biety i pyta ją o drogę. W chwili gdy ko­bieta pa­trzy na mapę, męż­czy­zna chwyta jej to­rebkę. Oboje szar­pią się przez mo­ment, po czym on ucieka, a ona bie­gnie za nim.

Z dru­giej strony mo­gły­by­śmy opi­sać sę­dziom przy­się­głym ba­da­nie, w któ­rym po­pro­si­ły­śmy lu­dzi o obej­rze­nie re­ali­stycz­nej in­sce­ni­za­cji prze­stęp­stwa, a na­stęp­nie o wska­za­nie sprawcy spo­śród grupy osób za­pre­zen­to­wa­nych pod­czas iden­ty­fi­ka­cji. Czę­sto prze­pro­wa­dzamy tego typu eks­pe­ry­menty, by usta­lać, jak wia­ry­godne są ze­zna­nia prze­cięt­nych świad­ków, oraz wy­kry­wać czyn­niki, które mogą mieć zna­cze­nie dla po­praw­no­ści ich re­la­cji. W tym celu naj­pierw pro­simy uczest­ni­ków o obej­rze­nie krót­kiego filmu lub ze­stawu slaj­dów, uka­zu­ją­cych sy­mu­la­cję prze­stęp­stwa jak na ilu­stra­cji 2.

Wy­ob­raź so­bie, że bie­rzesz udział w tym ba­da­niu. Czy bez po­now­nego pa­trze­nia na pier­wotne zdję­cia zdo­łasz zi­den­ty­fi­ko­wać zło­dzieja wśród po­staci na ilu­stra­cji 3?

Ilu­stra­cja 3. Pre­zen­ta­cja twa­rzy po­dej­rza­nych. Czy po­tra­fisz zi­den­ty­fi­ko­wać zło­dzieja?*

Za­leż­nie od tego, jak uważ­nie ktoś przy­glą­dał się twa­rzom w pre­zen­to­wa­nych scen­kach, za­da­nie to może się oka­zać dość trudne. Po­wód tkwi w tym, że cho­dzi o twa­rze nie­zna­nych osób. Sys­temy na­szej pa­mięci nie są skłonne mar­no­wać cen­nych za­so­bów men­tal­nych na za­pa­mię­ty­wa­nie twa­rzy lu­dzi, któ­rych ni­gdy wcze­śniej nie wi­dzie­li­śmy (i praw­do­po­dob­nie ni­gdy już nie zo­ba­czymy), a przed­kłada po­nad nie twa­rze tych, któ­rzy na­leżą do grona na­szych zna­jo­mych i któ­rych ak­tyw­ność po­win­ni­śmy za­pa­mię­ty­wać.

Pójdźmy o krok da­lej. Ile szcze­gó­łów przy­po­mi­nasz so­bie ze sceny uka­za­nej na slaj­dach? Czy mo­żesz opi­sać, w co był ubrany zło­dziej, a w co ofiara? Czy męż­czy­zna chwy­cił to­rebkę prawą czy lewą ręką? Czy w sza­mo­ta­ni­nie strą­cił coś ze stołu? Czy ude­rzył ko­bietę łok­ciem w twarz lub bark? Jak wielką masz pew­ność co do po­praw­no­ści swo­ich od­po­wie­dzi? A także jak wielką masz pew­ność, że udzie­lisz ta­kich sa­mych od­po­wie­dzi po upły­wie ty­go­dni lub mie­sięcy?

Być może w tej chwili nie mamy naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, bo wi­dzie­li­śmy scenkę przed mo­men­tem i za­pewne uważ­nie przy­glą­da­li­śmy się szcze­gó­łom. Ale wie­lo­let­nie ba­da­nia wy­ka­zały, że wspo­mnie­nia zda­rzeń tego typu są znacz­nie bar­dziej za­wodne, niż są­dzimy. Czer­piąc z wy­ni­ków eks­pe­ry­men­tów ta­kich jak ten, mo­żemy udzie­lać prak­tycz­nych od­po­wie­dzi na ogólne py­ta­nia o po­praw­ność wspo­mnień świad­ków oraz po­wszech­nie zda­rza­jące się prze­krę­ca­nie pa­mię­ta­nych fak­tów w świe­cie rze­czy­wi­stym. Mo­żemy też wy­cią­gać wnio­ski na te­mat czyn­ni­ków, które po­ten­cjal­nie po­tę­gują błędy pa­mięci, w tym cech miej­sca prze­stęp­stwa, cha­rak­te­ry­styki świadka oraz sty­ka­nia się przez niego po fak­cie z błęd­nymi in­for­ma­cjami na te­mat zaj­ścia. Wia­do­mo­ści tego ro­dzaju mogą być przy­datne dla na­szej hi­po­te­tycz­nej ławy przy­się­głych, która ma oce­nić, jak da­lece można po­le­gać na ze­zna­niach Niny.

Twier­dzimy, że naj­lep­szym spo­so­bem zro­zu­mie­nia, jak funk­cjo­nuje pa­mięć w co­dzien­nym ży­ciu, jest sto­so­wa­nie me­tod ba­daw­czych, które mak­sy­mal­nie ści­śle od­wzo­ro­wują oko­licz­no­ści ze świata rze­czy­wi­stego. W na­szej pracy (oraz w tej książce) kon­cen­tru­jemy się głów­nie na be­ha­wio­ral­nych ba­da­niach pa­mięci w kon­tek­stach użyt­ko­wych – nie dla­tego, że ba­da­nia na po­zio­mie neu­ro­no­wym mia­łyby nie być war­to­ściowe, lecz dla­tego, że po­ziom be­ha­wio­ralny naj­le­piej pa­suje do kon­kret­nych sta­wia­nych przez nas py­tań. Przez wszyst­kie lata swo­jej dzia­łal­no­ści aka­de­mic­kiej ana­li­zo­wa­ły­śmy słabe punkty pa­mięci, pa­trząc na nią z róż­nych per­spek­tyw, i ze­bra­ły­śmy wiele waż­nych wnio­sków. W książce tej przed­sta­wiamy na­tu­ral­nie wy­stę­pu­jące wady sys­te­mów pa­mięci, które spra­wiają, że nie można w pełni po­le­gać na wielu naj­droż­szych nam wspo­mnie­niach, ale przede wszyst­kim wy­ja­śniamy, dla­czego i jak nasz mózg wy­ewo­lu­ował w taki spo­sób. Opi­su­jemy ba­da­nia prze­pro­wa­dzane przez nas i przez in­nych na­ukow­ców, które uka­zują różne drogi znie­kształ­ca­nia wspo­mnień oraz za­szcze­pia­nia cał­ko­wi­cie fał­szy­wych wspo­mnień. W swo­jej pracy te­stu­jemy pa­mięć pod roz­ma­itymi ką­tami: nie­kiedy pró­bu­jemy wpro­wa­dzić fał­szywe wspo­mnie­nia bez­po­śred­nio do umy­słu uczest­ni­ków eks­pe­ry­mentu, kiedy in­dziej ana­li­zu­jemy efekty sty­ka­nia się lu­dzi z fake new­sami i in­nymi for­mami dez­in­for­ma­cji. W jesz­cze in­nych eks­pe­ry­men­tach ko­rzy­stamy z sy­mu­la­to­rów pro­wa­dze­nia sa­mo­chodu, by wy­two­rzyć wa­runki, ja­kich może do­świad­czać kie­rowca bę­dący świad­kiem wy­padku dro­go­wego. Wszyst­kie te me­tody eks­pe­ry­men­talne mają tę wspólną ce­chę, że służą po­zna­wa­niu, jak wspo­mnie­nia for­mują się w re­al­nym świe­cie, ce­chu­ją­cym się cha­otyczną zło­żo­no­ścią i wpły­wem kon­tek­stów spo­łecz­nych.

Wszech­stronne ba­da­nia ja­sno wy­ka­zały, że pa­mięć nie sta­nowi do­sko­na­łego za­pisu ży­cia. Na pierw­szy rzut oka może się to wy­da­wać nie­ko­rzystne: je­żeli pa­mięć ma się do cze­goś nada­wać, to prze­cież po­win­ni­śmy w niej po­praw­nie prze­cho­wy­wać to, co wi­dzie­li­śmy i ro­bi­li­śmy. Kiedy jed­nak ze­chcemy po­my­śleć przez mo­ment nie tylko o tym, czymjest pa­mięć, ale też o tym, po co ją mamy, sprawy za­czy­nają się przed­sta­wiać nieco ina­czej. Pa­mię­tajmy, że nasz mózg, po­dob­nie jak całe ciało, ewo­lu­ował przez setki ty­sięcy lat. Za­sady teo­rii ewo­lu­cji pod­po­wia­dają, że ce­chy, które prze­trwały wiele mi­le­niów do­boru na­tu­ral­nego, praw­do­po­dob­nie mają ja­kąś war­tość przy­sto­so­waw­czą, czyli za­pew­niają pewną prze­wagę pod wzglę­dem utrzy­my­wa­nia się przy ży­ciu lub roz­mna­ża­nia. A w tym kon­tek­ście wcale nie jest oczy­wi­ste, że po­winno się u nas wy­two­rzyć coś ta­kiego jak pa­mięć ide­alna.

Może się zda­wać, że cu­dow­nie by­łoby mieć zdol­ność do­sko­na­łego przy­po­mi­na­nia so­bie wszyst­kich in­for­ma­cji w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach, lecz sta­no­wi­łoby to gi­gan­tyczne ob­cią­że­nie dla ogra­ni­czo­nych za­so­bów po­znaw­czych. Za­miast tego pa­mięć wy­ewo­lu­owała tak, by­śmy za­pa­mię­ty­wali in­for­ma­cje po­ten­cjal­nie przy­datne na przy­szłość, a resztę po­mi­jali. Pa­mięć ludzka nie działa tak jak kom­pu­te­rowa, która prze­cho­wuje do­sko­nale utrwa­loną prze­szłość. Za każ­dym ra­zem, gdy przy­wo­łu­jemy wspo­mnie­nia, re­kon­stru­ujemy je od nowa. Za­sad­ni­czym prze­sła­niem tej książki jest zaś myśl, że to nie wy­pa­dek przy pracy czy nie­po­wo­dze­nie ewo­lu­cji; wła­śnie dzięki temu wspo­mnie­nia speł­niają swoje nie­zbędne za­da­nie.

W re­zul­ta­cie tego pro­cesu ewo­lu­cji do na­szych sys­te­mów pa­mięci zo­stało wpro­wa­dzo­nych wiele „uste­rek”, w tym skłon­ność do po­bie­ra­nia bie­żą­cych da­nych z oto­cze­nia i włą­cza­nia ich do re­kon­stru­owa­nych wspo­mnień. Jed­nym z przy­kła­dów są sy­tu­acje, w któ­rych słowne opisy zda­rze­nia za­bar­wiają pa­mięć fak­tów. Spró­buj so­bie te­raz przy­po­mnieć se­kwen­cję zda­rzeń przed­sta­wioną wcze­śniej na slaj­dach. Skoro znasz py­ta­nia, które za­da­ły­śmy ci tuż po oglą­da­niu zdjęć, nie­wy­klu­czone, że mię­dzy in­nymi masz przed oczami ob­raz zło­dzieja ude­rza­ją­cego czy od­py­cha­ją­cego ko­bietę. Jest tak dla­tego, że do­da­ły­śmy py­ta­nie: „Czy ude­rzył ko­bietę łok­ciem w twarz lub bark?”, które su­ge­ruje wy­stą­pie­nie ja­kie­goś fi­zycz­nego star­cia. Tym­cza­sem na se­kwen­cji zdjęć nie wi­dać, by w trak­cie szar­pa­niny o to­rebkę do­szło do ja­kie­go­kol­wiek fi­zycz­nego kon­taktu mię­dzy stro­nami. W dal­szych roz­dzia­łach bę­dziemy oma­wiać to zna­mienne zja­wi­sko, tak zwany efekt dez­in­for­ma­cji, który nie­kiedy po­ciąga za sobą po­nure kon­se­kwen­cje w kon­tek­ście są­dow­ni­czym. Bę­dziemy też opi­sy­wać, jak lu­dzie mogą wy­twa­rzać cał­ko­wi­cie fał­szywe wspo­mnie­nia – do­ty­czące zda­rzeń, które w ogóle nie na­stą­piły. Chcemy jed­nak, aby lek­tura tej książki za­chę­ciła cię nie tylko do za­sta­no­wie­nia nad tym, czy ta­kie znie­kształ­ce­nia mogą za­cho­dzić, ale także nad tym dla­czego i jak na­sza pa­mięć zo­stała zor­ga­ni­zo­wana tak, by ewi­dent­nie nas za­wo­dzić.

Od sa­mego po­czątku pra­gniemy też, żeby jedno było ja­sne: dys­ku­sje o za­wod­no­ści pa­mięci (zwłasz­cza osób skła­da­ją­cych ze­zna­nia) pro­wa­dzą cza­sami do wra­że­nia, ja­koby nie na­le­żało ufać sło­wom ofiar prze­stępstw, które re­la­cjo­nują swoje do­świad­cze­nia, lub że ta­kie ze­zna­nia są z de­fi­ni­cji nie­wia­ry­godne. Nie przyj­mu­jemy ta­kiego sta­no­wi­ska, i to z kilku po­wo­dów. Po pierw­sze, choć wszy­scy je­ste­śmy po­datni na prze­krę­ca­nie wspo­mnień, to z re­guły na­sza pa­mięć działa sto­sun­kowo do­brze i po­tra­fimy re­la­cjo­no­wać swoje prze­ży­cia z roz­sądną po­praw­no­ścią. Po dru­gie, błędy pa­mię­ciowe nie po­ja­wiają się u ofiar prze­stępstw czę­ściej niż u in­nych lu­dzi, w tym u oskar­żo­nych. W dal­szej czę­ści książki pre­zen­tu­jemy ba­da­nia bez­po­śred­nio zwią­zane z tą kwe­stią. Choć za­wsze na­leży za­cho­wy­wać zdrową dozę scep­ty­cy­zmu w spra­wie wia­ry­god­no­ści pa­mięci – wła­snej i cu­dzej – to nie po­win­ni­śmy uwa­żać, ja­koby usta­le­nia na­ukowe skła­niały do tego, by au­to­ma­tycz­nie po­wąt­pie­wać w skła­dane przez lu­dzi ze­zna­nia. Z po­wyż­szych po­wo­dów błędy pa­mięci są bar­dzo wraż­li­wym przed­mio­tem ba­dań i dla­tego bę­dziemy też oma­wiać szcze­gó­łowe kwe­stie etyczne kwe­stio­no­wa­nia wspo­mnień i ma­ni­pu­lo­wa­nia nimi.

Re­kon­struk­cyjny cha­rak­ter sys­te­mów pa­mięci sta­wia przed nami pewne wy­zwa­nia, ale przy­nosi rów­nież wiele ko­rzy­ści – mię­dzy in­nymi po­maga za­cho­wy­wać spójną toż­sa­mość, wzmac­nia więzi spo­łeczne oraz uła­twia wy­ra­zi­ste wy­obra­ża­nie so­bie po­ten­cjal­nej przy­szło­ści. Moce umy­słowe, które umoż­li­wiają wszyst­kie te dzia­ła­nia, wy­ewo­lu­owały w za­mierz­chłych cza­sach, wciąż jed­nak po­zwa­lają nam przy­sto­so­wy­wać się do cał­ko­wi­cie no­wych wy­zwań. Pod ko­niec książki bę­dziemy roz­wa­żać, jak pa­mięć za­cho­wuje się w ze­tknię­ciu z wy­two­rami no­wo­cze­snych tech­no­lo­gii, ta­kimi jak ka­mery na­sobne (urzą­dze­nia re­je­stru­jące, przy­pi­nane do ubrań) czy fake newsy i de­ep­faki. Py­tamy o to, jak znie­kształ­ca­nie wspo­mnień w tych wa­run­kach od­dzia­łuje na na­sze co­dzienne po­stę­po­wa­nie. Mamy na­dzieję, że ta książka po­może zro­zu­mieć wpływ, jaki re­kon­struk­cyjna na­tura pa­mięci wy­wo­łuje – na do­bre i na złe – w na­szym co­dzien­nym ży­ciu w no­wo­cze­snym świe­cie.

* Od­po­wiedź: D

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY

Czym jest pa­mięć?

Co by­śmy usły­szeli od stu osób po­pro­szo­nych o po­da­nie me­ta­fory pa­mięci? Wielu lu­dzi od­wo­ły­wa­łoby się do ka­mery fil­mo­wej: pa­mięć od­daje nie­prze­rwany ciąg wy­da­rzeń z ży­cia, za­re­je­stro­wany w ko­lej­no­ści chro­no­lo­gicz­nej. Je­żeli chcemy coś so­bie przy­po­mnieć, wy­star­czy cof­nąć na­gra­nie do okre­ślo­nego punktu w prze­szło­ści i oglą­dać zda­rze­nia tyle razy, ile ze­chcemy. Inni mo­gliby mó­wić, że pa­mięć jest jak skrzy­nia na stry­chu, do któ­rej od­kła­damy różne rze­czy na wy­pa­dek, gdyby się miały jesz­cze kie­dyś przy­dać, albo jak dysk kom­pu­tera z mi­lio­nami za­pi­sa­nych pli­ków, do któ­rych mamy swo­bodny do­stęp. W każ­dej z tych me­ta­for przyj­muje się, że po­szcze­gólne wspo­mnie­nia są jed­no­rod­nymi obiek­tami, które po­bie­ramy w po­staci w pełni ufor­mo­wa­nej, oraz że będą one przez lata cze­kały nie­zmie­nione aż do chwili, gdy ze­chcemy po nie się­gnąć.

Je­śli za­damy to samo py­ta­nie ba­da­czom pa­mięci, rów­nież otrzy­mamy kilka róż­nych od­po­wie­dzi za­leż­nie od ich spe­cja­li­za­cji. Na przy­kład psy­cho­log be­ha­wio­ralny mógłby mó­wić o pa­mięci w kon­tek­ście ucze­nia się, trak­tu­jąc ją jako „względ­nie trwałą zmianę za­cho­wa­nia, która za­cho­dzi wsku­tek do­świad­cze­nia”. Neu­ro­nau­ko­wiec za­pewne oma­wiałby pa­mięć pod ką­tem tego, jak jest re­pre­zen­to­wana w mó­zgu, opi­su­jąc ją na przy­kład jako „zmianę siły po­łą­czeń sy­nap­tycz­nych”. Jest jed­nak bar­dzo praw­do­po­do­bne, że żadna z tych de­fi­ni­cji nie od­daje tego, co twoim zda­niem ozna­cza słowo „pa­mię­tać”.

Me­ta­fory umy­słu

Przez całe dzieje psy­cho­lo­gii ba­da­cze i teo­re­tycy, przy­glą­da­jący się zdo­by­czom po­stępu tech­nicz­nego, for­mu­ło­wali na tej kan­wie nowe spo­strze­że­nia na te­mat pracy umy­słu. W XIX wieku roz­wój fi­zyki i me­tod in­ży­nie­ryj­nych kon­cen­tro­wał się wo­kół ukła­dów hy­drau­licz­nych, ta­kich jak sil­niki pa­rowe i hy­dro­elek­trow­nie, które za­przę­gały ener­gię pary i wody. Sig­mund Freud in­spi­ro­wał się tymi in­no­wa­cjami, opra­co­wu­jąc swoją teo­rię psy­chiki. Twier­dził, że na­sze we­wnętrzne po­pędy, ta­kie jak seks i agre­sja, ge­ne­rują ener­gię psy­chiczną, którą można gro­ma­dzić lub prze­sy­łać w celu za­si­la­nia pracy umy­słu. Wy­cho­dząc z tych prze­sła­nek, stwier­dził, że ener­gia wy­twa­rzana przez pier­wotne in­stynkty musi znaj­do­wać ja­kieś uj­ście. Je­żeli zo­staje nie­pra­wi­dłowo ska­na­li­zo­wana albo je­żeli duże ci­śnie­nie uwal­nia się w nie­kon­tro­lo­wany spo­sób, może to wy­wo­łać ne­ga­tywne skutki w psy­chice. Ten mo­del umy­słu (zwany w na­wią­za­niu do hy­dro­dy­na­miki „psy­cho­dy­na­micz­nym”) był nie­zwy­kle wpły­wowy od końca XIX wieku do po­czątku XX i da­lej.

W pierw­szych de­ka­dach XX wieku do­mi­nu­ją­cym pa­ra­dyg­ma­tem w psy­cho­lo­gii stał się be­ha­wio­ryzm, zgod­nie z któ­rym ba­dano, jak można uwa­run­ko­wać okre­ślone re­ak­cje na bodźce. Naj­słyn­niej­szym przy­kła­dem są eks­pe­ry­menty Iwana Paw­łowa, który wy­wo­łał efekt śli­nie­nia się psów na dźwięk dzwonka. W tym przy­padku szcze­gól­nie su­ge­stywną me­ta­forą była cen­trala te­le­fo­niczna. W te­le­fo­nii z po­czątku XX wieku żą­da­nie po­łą­cze­nia się z ja­kimś abo­nen­tem do­cie­rało do fi­zycz­nej cen­trali, gdzie ope­ra­tor prze­kła­dał ka­ble mię­dzy od­po­wied­nimi gniaz­dami. Be­ha­wio­ry­ści, tacy jak Edward Thorn­dike i John B. Wat­son, w po­do­bny spo­sób wy­obra­żali so­bie psy­chikę – mózg miał być sta­cją roz­rzą­dową, w któ­rej do­cie­ra­jące bodźce zo­stają po­łą­czone ze sko­ja­rzo­nymi re­ak­cjami be­ha­wio­ral­nymi.

Do lat sześć­dzie­sią­tych XX wieku tech­nika znacz­nie się roz­wi­nęła i nową me­ta­forę umy­słu za­ofe­ro­wała ro­dząca się kom­pu­te­ry­za­cja: mózg jest jak kom­pu­ter, który otrzy­muje na wej­ściu dane ze zmy­słów, wy­ko­nuje na nich pewne ope­ra­cje, po czym przed­sta­wia na wyj­ściu wy­nik w po­staci za­cho­wa­nia. Me­ta­fory te prze­kształ­cały się da­lej w miarę roz­woju tech­nik in­for­ma­tycz­nych i dziś wielu ko­gni­ty­wi­stów trak­tuje umysł jako opro­gra­mo­wa­nie dzia­ła­jące na „sprzę­cie” mó­zgo­wym. Choć me­ta­fora ta oka­zała się pod róż­nymi wzglę­dami uży­teczna w ba­da­niach i za­pew­niła ramy kon­cep­cyjne dla ca­łej dzie­dziny psy­cho­lo­gii po­znaw­czej, to na jej grun­cie wy­ro­sły też pewne nie­re­ali­styczne ocze­ki­wa­nia co do tego, jak może i po­winna funk­cjo­no­wać pa­mięć. W zgo­dzie z me­ta­forą kom­pu­te­rową wielu lu­dzi ma wra­że­nie, że pa­mięć jest za­sad­ni­czo sys­te­mem ka­ta­lo­go­wym, w któ­rym wspo­mnie­nia mi­nio­nych do­świad­czeń są prze­cho­wy­wane w nie­na­ru­szo­nym sta­nie, a je­dy­nym wy­zwa­niem jest kwe­stia uzy­ska­nia do­stępu do po­szcze­gól­nych „pli­ków”. Jak prze­ko­namy się da­lej, ten mo­del nie zga­dza się z tym, co wia­domo o dzia­ła­niu pa­mięci.

Trak­to­wa­nie przez nas pa­mięci zmie­nia się za­leż­nie od kon­tek­stu. Nie cał­kiem zda­jąc so­bie z tego sprawę, nie­raz prze­ska­ku­jemy mię­dzy uwa­ża­niem jej za ma­ga­zyn i za pro­ces. Czę­sto omó­wimy o po­je­dyn­czych wspo­mnie­niach – na przy­kład można pa­mię­tać okre­ślony szcze­gół, po­wiedzmy, ko­lor za­ło­żo­nej wczo­raj ko­szulki, albo ja­kieś ważne zda­rze­nie, ta­kie jak we­sele. Kiedy mó­wimy o pa­mięci w tym sen­sie, zwy­kle uzna­jemy wspo­mnie­nia za osobne jed­nostki in­for­ma­cyjne, prze­cho­wy­wane gdzieś w mó­zgu i go­towe do po­bra­nia, gdy za­cho­dzi taka po­trzeba. Kiedy in­dziej mó­wimy zaś o pa­mięci jako ca­ło­ści. Nie­rzadko sły­szy się, jak ktoś chwali się „do­brą pa­mię­cią” albo na­rzeka, że z wie­kiem za­czyna ona szwan­ko­wać. Te sfor­mu­ło­wa­nia od­no­szą się ra­czej do pa­mięci jako pro­cesu i wy­stę­pu­ją­cych w nim róż­nic u po­szcze­gól­nych osób.

Psy­cho­lo­gia wy­szcze­gól­nia wiele ty­pów ma­ga­zy­no­wa­nia oraz pro­ce­sów, które łącz­nie skła­dają się na na­sze do­świad­cze­nie pa­mięci. Po­ni­żej przed­sta­wiamy zwię­zły prze­gląd ro­zu­mie­nia pa­mięci przez współ­cze­sną na­ukę. Opi­su­jemy jej ro­dzaje i wy­ja­śniamy, jak w mó­zgu for­mują się wspo­mnie­nia. Ana­li­zu­jąc jed­nak to, jaka jest pa­mięć, po­win­ni­śmy też brać uwagę, po co w ogóle jest. Ja­kim funk­cjom służą jej sys­temy? Dla­czego wła­śnie w tej for­mie utrzy­mała się pod na­po­rem pre­sji do­boru na­tu­ral­nego? Py­ta­nia te będą nam to­wa­rzy­szyć w ca­łej książce.

Zwię­zła kla­sy­fi­ka­cja pa­mięci

Na ilu­stra­cji 4 po­ka­zano po­dział pa­mięci na naj­waż­niej­sze klasy. Naj­prost­sze i chyba naj­bar­dziej in­tu­icyjne roz­róż­nie­nie do­ty­czy pa­mięci krót­ko­trwa­łej i dłu­go­trwa­łej. Ta pierw­sza zwy­kle od­nosi się do in­for­ma­cji za­cho­wy­wa­nych w my­śli za­le­d­wie przez kilka se­kund. Tak jak gdy na przy­kład znaj­du­jesz ja­kiś nu­mer te­le­fonu w wy­szu­ki­warce in­ter­ne­to­wej, a po­tem włą­czasz apli­ka­cję te­le­fo­niczną i tam go wpi­su­jesz. Je­żeli nie ro­bisz z tą in­for­ma­cją nic wię­cej, praw­do­po­dob­nie w ciągu paru se­kund znik­nie ona z two­jej pa­mięci („wy­pa­ruje z głowy”). W świe­tle ta­kiego wy­ja­śnie­nia wy­daje się, że pa­mięć krót­ko­trwała to tylko chwi­lowa prze­cho­wal­nia dla in­for­ma­cji, ale rze­czy­wi­stość jest bar­dziej zło­żona. Na­ukowcy zi­den­ty­fi­ko­wali wiele róż­nych ma­ga­zy­nów i pro­ce­sów pa­mięci, które uak­tyw­niają się w tym krót­kim oknie cza­so­wym.

Ilu­stra­cja 4. Ma­ga­zyny i pro­cesy pa­mię­ciowe. W tej książce sku­piamy się głów­nie na pa­mięci epi­zo­dycz­nej (za­zna­czo­nej po­wy­żej na szaro).

Przede wszyst­kim mamy bar­dzo po­jemne ma­ga­zyny zmy­słowe, w któ­rych można przez nie­wielki czas prze­cho­wy­wać ogromne por­cje in­for­ma­cji po­cho­dzą­cych z każ­dego zmy­słu. Na mo­ment ode­rwij wzrok od książki i znajdź coś cie­ka­wego, na co mo­żesz po­pa­trzeć – na przy­kład wyj­rzyj przez okno. A te­raz za­mknij oczy i spró­buj przy­po­mnieć so­bie jak naj­wię­cej z tego, co było wi­dać. Za­uwa­żysz pew­nie, że w pierw­szej chwili masz przed oczami wy­ra­zi­sty men­talny ob­raz sceny, ale po kilku se­kun­dach szcze­góły za­czy­nają się roz­my­wać i nik­nąć. Ile jest słup­ków w pło­cie? Jaki do­kład­nie od­cień mają li­ście dru­giego krzaka z le­wej? Albo po­słu­chaj ja­kie­goś nie­zna­nego so­bie utworu mu­zycz­nego lub dia­logu z filmu. Przez kilka se­kund bę­dziesz w sta­nie przy­wo­łać w my­ślach sto­sun­kowo szcze­gó­łowy play­back tej ścieżki dźwię­ko­wej, ale po­tem li­nia me­lo­dyczna czy in­to­na­cja gło­sów za­czną się za­cie­rać.

Ofe­ro­wana przez nasz mózg po­jem­ność uwagi i per­cep­cji jest ogra­ni­czona. Dys­po­nu­jemy okre­śloną sze­ro­ko­ścią pa­sma men­tal­nego do prze­twa­rza­nia ogrom­nych ilo­ści in­for­ma­cji, z któ­rymi sty­kamy się w świe­cie. W re­zul­ta­cie prze­wa­ża­jąca część sy­gna­łów, które wchła­niamy ze świata i prze­twa­rzamy w ma­ga­zy­nach zmy­sło­wych, szybko się ulat­nia. Na­to­miast te szcze­góły, któ­rym na tym eta­pie po­świę­camy uwagę, są prze­twa­rzane w pa­mięci ro­bo­czej1. Sta­nowi ona bie­żący ma­ga­zyn, w któ­rym można prze­cho­wy­wać przez chwilę kilka obiek­tów, a co naj­waż­niej­sze, po­zwala ona ma­ni­pu­lo­wać tymi obiek­tami w my­ślach. Prze­czy­taj kilka razy na­stę­pu­jący ciąg liczb, a po­tem za­kryj go kartką lub dło­nią:

1 8 5 2 7 9

In­for­ma­cje zo­stają za­cho­wane w pa­mięci ro­bo­czej po to, by­śmy mieli do nich do­stęp i mo­gli z nich sko­rzy­stać. Aby to zi­lu­stro­wać, po­wtórz te liczby po ko­lei. A te­raz spró­buj po­wtó­rzyć je w od­wrot­nym po­rządku bez po­now­nego zer­ka­nia na li­stę. Po­tem wy­ko­naj pro­ste ob­li­cze­nia: czy zdo­łasz zsu­mo­wać w pa­mięci pierw­szą, trze­cią i piątą liczbę?

Ko­rzy­stamy z pa­mięci ro­bo­czej, ile­kroć mu­simy za­cho­wać coś w my­ślach na nie­długi czas. Nie­kiedy fakt wy­ko­ny­wa­nia tej czyn­no­ści jest dla nas oczy­wi­sty, na przy­kład gdy po­wta­rzamy so­bie po ci­chu li­stę za­ku­pów, by nie za­po­mnieć o ba­na­nach czy ro­ga­lach, cho­dząc po su­per­mar­ke­cie. Ale pa­mięć ro­bo­cza umoż­li­wia nam też co­dzienne dzia­ła­nie w świe­cie, łą­cze­nie jed­nej chwili z na­stępną oraz ko­rzy­sta­nie z in­for­ma­cji, któ­rych nie mamy wprost przed oczami. Uży­wasz jej w tej se­kun­dzie, za­cho­wu­jąc ob­raz po­szcze­gól­nych czy­ta­nych słów, by zro­zu­mieć całe zda­nie. Bez pa­mięci ro­bo­czej na­sze po­wsze­dnie ży­cie nie by­łoby moż­liwe. Nie by­li­by­śmy w sta­nie śle­dzić toku roz­mowy, czy­tać książki czy pa­mię­tać, po co przy­szli­śmy do ja­kie­goś po­koju*.

In­for­ma­cja prze­two­rzona w pa­mięci ro­bo­czej zo­staje nie­kiedy prze­słana do pa­mięci dłu­go­trwa­łej. Z re­guły kiedy po­tocz­nie mó­wimy o pa­mięci, więk­szość z nas ma na my­śli ja­kiś aspekt wła­śnie tego ma­ga­zynu, a nie efe­mery pa­mięci zmy­sło­wej czy ro­bo­czej. Samą pa­mięć dłu­go­trwałą dzieli się da­lej na wiele ka­te­go­rii. Pierw­sze roz­róż­nie­nie do­ty­czy pa­mięci de­kla­ra­tyw­nej i pro­ce­du­ral­nej. Można to trak­to­wać jako róż­nicę mię­dzy wie­dzą do­ty­czącą tego jak a tą do­ty­czącą czego.

Pa­mięć pro­ce­du­ralna (wie­dza, jak coś się robi) to po­ję­cie sto­so­wane do opisu umie­jęt­no­ści, któ­rych opa­no­wa­nie kosz­to­wało nas kie­dyś dużo pracy i ćwi­czeń, ale które te­raz się zauto­ma­ty­zo­wały. Można się tu po­wo­łać na przy­kład na umie­jęt­ność cho­dze­nia na dwóch no­gach, jazdę na ro­we­rze czy wią­za­nie bu­tów. Tre­ści pa­mię­ciowe z tego za­kresu czę­sto nie są ła­two do­stępne dla umy­słu świa­do­mego i może być nam trudno zwer­ba­li­zo­wać te in­for­ma­cje. Spójrz na sche­mat kla­wia­tury z nie­pod­pi­sa­nymi kla­wi­szami na ilu­stra­cji 5.

Ilu­stra­cja 5. Kla­wia­tura z nie­pod­pi­sa­nymi kla­wi­szami. Spró­buj przy­po­mnieć so­bie, ja­kie li­tery znaj­dują się w dwóch za­zna­czo­nych miej­scach**. Ad­ap­ta­cja z De­ad­code (li­cen­cja Wi­ki­me­dia Com­mons GNU).

Ja­kie li­tery są w miej­scach za­zna­czo­nych prąż­kami? Gdzie znaj­dują się kla­wi­sze „U” i „B”? Py­ta­nia te mogą się dla cie­bie oka­zać za­ska­ku­jąco trudne. A te­raz za­mknij oczy i na­pisz swoje imię na wy­obra­żo­nej kla­wia­tu­rze w po­wie­trzu czy na bla­cie stołu. Może ci się wy­dać, jakby palce miały wła­sny ro­zum – świet­nie wie­dzą, gdzie po­winny się skie­ro­wać, by zna­leźć po­prawne kla­wi­sze we wła­ści­wym po­rządku, na­wet je­żeli masz trud­no­ści ze świa­do­mym wska­za­niem, gdzie te kla­wi­sze są zlo­ka­li­zo­wane. Oczy­wi­ście bę­dzie tak tylko pod wa­run­kiem, że masz sto­sun­kowo spore do­świad­cze­nie w pi­sa­niu na kom­pu­te­rze, ale tę za­sadę można prze­te­sto­wać z do­wolną umie­jęt­no­ścią, w któ­rej osią­gnę­li­śmy bie­głość.

Pa­mięć pro­ce­du­ralna jest nie­jawna – to głę­boko osa­dzona forma na­by­tej wie­dzy, która oka­zuje się trudna do wy­ar­ty­ku­ło­wa­nia. Zresztą świa­dome my­śle­nie o czyn­no­ści, która zwy­kle jest dla nas ła­twa i pro­sta jak bułka z ma­słem, może wręcz po­gor­szyć spraw­ność wy­ko­ny­wa­nia jej. Na przy­kład je­żeli na­uczy­li­śmy się pro­wa­dzić sa­mo­chód we wcze­snej mło­do­ści, nie­wy­klu­czone, że po­tra­fimy te­raz do­je­chać z domu do pracy, ani razu nie za­sta­na­wia­jąc się nad me­cha­niką kie­ro­wa­nia au­tem. Gdy­by­śmy mieli się sku­piać na po­szcze­gól­nych czyn­no­ściach – jak mocno wci­snąć pe­dał gazu, jak zsyn­chro­ni­zo­wać ob­rót kie­row­nicy, by ła­god­nie wziąć za­kręt, i tak da­lej – za­pewne po­peł­nia­li­by­śmy błędy, które nor­mal­nie się nie po­ja­wiają.

W od­róż­nie­niu od tego pa­mięć de­kla­ra­tywna (wie­dza o tym, co) jest formą pa­mięci jaw­nej, obej­mu­ją­cej wszyst­kie in­for­ma­cje, które kie­dyś so­bie przy­swo­ili­śmy i po­tra­fimy zwer­ba­li­zo­wać – od wspo­mnień z dzie­ciń­stwa do tego, że psy mają cztery łapy. Ła­two za­pa­mię­tać tę na­zwę, ko­ja­rząc, że pa­mięć de­kla­ra­tywna do­ty­czy tych spraw, które umiemy „za­de­kla­ro­wać”, czyli wy­po­wie­dzieć na głos.

W ra­mach pa­mięci de­kla­ra­tyw­nej można do­ko­nać dal­szego waż­nego roz­róż­nie­nia. Wspo­mnie­nia in­for­ma­cji ode­rwa­nych od ich kon­tek­stu na­zy­wamy pa­mię­cią se­man­tyczną. Je­żeli na przy­kład masz po­wie­dzieć, ile to jest dwa do­dać dwa, nie mu­sisz przy­po­mi­nać so­bie szcze­gó­łów wy­stroju klasy w szkole pod­sta­wo­wej i prze­biegu lek­cji, na któ­rej uczono pod­staw aryt­me­tyki. Po pro­stu wiesz, że dwa plus dwa równa się cztery. Po­dob­nie wiesz za­pewne, że sto­licą Fran­cji jest Pa­ryż, sym­bo­lem che­micz­nym wody jest pO, a przed­miot, któ­rym bie­rze się zupę do ust, na­zy­wamy łyżką. Na­to­miast zdol­ność pa­mię­ta­nia, co było wczo­raj na obiad, jak ubrała się twoja ko­le­żanka na za­bawę hal­lo­we­enową w 2012 roku albo jak to­czyła się fa­buła se­rialu te­le­wi­zyj­nego, sta­no­wią przy­kłady pa­mięci epi­zo­dycz­nej, czyli wspo­mnień zda­rzeń („epi­zo­dów”), zwy­kle z na­szego wła­snego ży­cia. Naj­waż­niej­szą ce­chą wspo­mnie­nia epi­zo­dycz­nego jest to, iż dana in­for­ma­cja zo­staje przy­wo­ły­wana wraz z jej kon­tek­stem. Gdyby ktoś za­py­tał cię, co było wczo­raj na obiad, praw­do­po­dob­nie przy­po­mnisz so­bie nie tylko su­chą in­for­ma­cję (po­wiedzmy, spa­ghetti bo­lo­gnese), lecz także naj­róż­niej­sze to­wa­rzy­szące temu szcze­góły: gdzie się to działo, kto sie­dział z tobą przy stole, czy da­nie było go­to­wane w domu, wzięte na wy­nos albo spo­ży­wane w re­stau­ra­cji, jak sma­ko­wało, czy by­li­ście głodni i tak da­lej. Te wszyst­kie ele­menty wy­da­rze­nia są po­wią­zane w jedno wspo­mnie­nie epi­zo­dyczne. I wła­śnie na tym ro­dzaju pa­mięci bę­dziemy się kon­cen­tro­wać w dal­szej czę­ści książki.

Neu­ro­nowe pod­stawy pa­mięci

Wcze­śniej w tym roz­dziale za­uwa­ży­ły­śmy, że neu­ro­bio­log mógłby opi­sy­wać pa­mięć w ka­te­go­riach zmian siły po­łą­czeń sy­nap­tycz­nych. Może to wy­glą­dać na po­dej­ście re­duk­cjo­ni­styczne, nie zmie­nia to jed­nak faktu, że na tym ele­men­tar­nym fun­da­men­cie opiera się wszystko, co wiemy o so­bie i świe­cie – łącz­nie z umie­jęt­no­ścią za­wią­zy­wa­nia bu­tów i roz­po­zna­wa­nia przy­ja­ciół oraz wie­dzą, że niebo jest (cza­sem) nie­bie­skie. Dla­tego warto przez chwilę za­sta­no­wić się nad tym, co dzieje się w mó­zgu, gdy przy­swa­jamy so­bie ja­kąś nową wia­do­mość.

Pod­sta­wową struk­tu­ralną ce­giełką mó­zgu jest neu­ron. Na pewno wiesz, że całe ciało jest zbu­do­wane z ko­mó­rek, a neu­rony to szcze­gólny ich ro­dzaj, który wy­stę­puje w mó­zgu i ca­łym ukła­dzie ner­wo­wym. Każdy neu­ron mó­zgowy łą­czy się śred­nio z dzie­się­cioma ty­sią­cami in­nych, a one z ty­sią­cami dal­szych w roz­le­głej sieci aso­cja­cyj­nej. Neu­rony nie sty­kają się jed­nak z sobą, tylko po­ro­zu­mie­wają się przez ma­lut­kie prze­strze­nie zwane sy­nap­sami. Po­nie­waż neu­rony w sieci są mi­ster­nie po­wią­zane, ak­ty­wo­wa­nie jed­nego z nich uru­cha­mia re­ak­cję w in­nych sko­mu­ni­ko­wa­nych z nim ko­mór­kach, tak że każda zwięk­sza lub zmniej­sza ak­tyw­ność. W ten spo­sób ak­ty­wa­cja po­je­dyn­czej ko­mórki roz­cho­dzi się w ga­łę­ziach sieci, wy­wo­łu­jąc wie­lo­kie­run­kowy efekt do­mina. Z cza­sem neu­rony w sieci mogą się wza­jem­nie uwraż­li­wić na sie­bie, a wtedy ak­tyw­ność neu­ronu A z jesz­cze więk­szą pew­no­ścią po­bu­dza do ak­tyw­no­ści neu­ron B. Wła­śnie ten pro­ces ko­ja­rze­nia sta­nowi ka­mień wę­gielny wszel­kich wspo­mnień. Kiedy do­sta­jemy nową in­for­ma­cję, zo­staje ona za­ko­do­wana w po­staci po­łą­czeń sy­nap­tycz­nych w hi­po­kam­pie (struk­tu­rze zlo­ka­li­zo­wa­nej głę­boko we­wnątrz mó­zgu). Ak­ty­wu­jące się wza­jem­nie po­wią­zane neu­rony hi­po­kampu wy­twa­rzają do­świad­cze­nia psy­chiczne – emo­cje, wra­że­nia wzro­kowe, re­pre­zen­ta­cje dźwięku i do­tyku – co w psy­cho­lo­gii na­zy­wamy fe­no­me­no­lo­gią pa­mięci.

Po­wiedzmy, że ktoś pró­buje cał­ko­wi­cie nie­zna­nej so­bie po­trawy, z którą ni­gdy wcze­śniej się nie ze­tknął. Wą­cha ją, wkłada kęs do ust i for­muje wstępne wra­że­nie na jej te­mat (do­bre!). W tym mo­men­cie two­rzy się pierw­szy, wą­tły zwią­zek mię­dzy trzema in­for­ma­cjami: sma­kiem, za­pa­chem i oceną da­nia. Gdy z cza­sem czło­wiek wię­cej razy zjada tę po­trawę, sko­ja­rze­nia mię­dzy tymi trzema ele­men­tami się wzmac­niają. W miarę jak neu­rony za­an­ga­żo­wane w re­pre­zen­to­wa­nie tych do­znań wza­jem­nie uwraż­li­wiają się na sie­bie, ze­tknię­cie się z jed­nym z nich (po­wiedzmy, za­pa­chem) ła­two uru­cha­mia w sieci aso­cja­cyj­nej po­zo­stałe. Kiedy te­raz czło­wiek ten wcho­dzi do re­stau­ra­cji i czuje do­bie­ga­jącą z kuchni woń, wie, jaka to po­trawa (gril­lo­wany ser hal­lo­umi!), jak ona sma­kuje (słona!) i jaki on sam ma do niej sto­su­nek (py­cha!). Za­pach może też uru­cho­mić wiele in­nych wspo­mnień zwią­za­nych z tym do­świad­cze­niem zmy­sło­wym. Na przy­kład przy­cho­dzi nam na myśl ze­szły raz, gdy je­dli­śmy coś ta­kiego, albo wspo­mi­namy ko­legę, który szcze­gól­nie lubi to da­nie, lub przy­po­mina się nam inna po­trawa, która wzbu­dza w nas po­do­bne od­czu­cia.

Po­łą­cze­nia sy­nap­tyczne w mó­zgu nie­ustan­nie prze­obra­żają się i zmie­niają, tak by­śmy mo­gli ko­do­wać na­pły­wa­jące in­for­ma­cje, a także na nowo kla­sy­fi­ko­wać lub or­ga­ni­zo­wać te stare. Tę zmien­ność na­zywa się pla­stycz­no­ścią sy­nap­tyczną – słowo „pla­styczny” po­cho­dzi od ła­ciń­skiego pla­sti­cus, okre­śla­ją­cego rzecz, którą można for­mo­wać. Pla­stycz­ność sy­nap­tyczna zmie­nia się z wie­kiem, na przy­kład sieci neu­ro­nowe le­żące u pod­łoża roz­woju zdol­no­ści ję­zy­ko­wej są bar­dzo pla­styczne we wcze­snym dzie­ciń­stwie, póź­niej zaś się usztyw­niają. Dla­tego dzieci bar­dzo ła­two przy­swa­jają so­bie ję­zyki, a sztuka ta jest trud­niej­sza dla do­ro­słych. Jed­nak pla­stycz­ność sy­nap­tyczna ni­gdy w pełni nas nie opusz­cza – do­ro­śli też mogą się uczyć no­wych ję­zy­ków i po­zna­wać nowe słow­nic­two, ale zwy­kle przy­cho­dzi to im z więk­szym wy­sił­kiem i za­biera wię­cej czasu niż dzie­ciom. W kon­se­kwen­cji, gdy mowa o ucze­niu się, warto uni­kać sfor­mu­ło­wa­nia, że coś zo­staje „wbu­do­wane w mó­zgu na twardo” (ang. har­dwi­red), gdyż zbyt­nio uprasz­cza ono rze­czy­wi­stość i po­mija fakt, że mózg bez prze­rwy się zmie­nia.

Nie tylko mo­żemy przy­swa­jać so­bie nowe in­for­ma­cje, lecz także mo­dy­fi­ko­wać i sto­sow­nie do zmie­nia­ją­cych się oko­licz­no­ści ak­tu­ali­zo­wać swoje re­ak­cje na po­sia­dane już in­for­ma­cje. Wy­ob­raźmy so­bie, że ktoś za­wsze uwiel­biał kok­tajle ba­na­nowe, ale ostat­nio wy­pił kok­tajl przy­go­to­wany z ze­psu­tego mleka i ciężko to od­cho­ro­wał. Za­pach ba­na­nów, który daw­niej uru­cha­miał jedną re­ak­cję (py­cha!), te­raz uru­cha­mia wspo­mnie­nia mdło­ści i ab­so­lutną awer­sję do wszyst­kiego o smaku ba­na­no­wym (ohyda!). To przej­ście od py­chy do ohydy może się zda­wać sprawą ba­na­lną, ale zdol­ność for­mo­wa­nia no­wych wspo­mnień i ak­tu­ali­zo­wa­nia sta­rych ma kry­tyczne zna­cze­nie dla co­dzien­nego ży­cia. Jej utrata miewa ka­ta­stro­falne skutki dla in­te­rak­cji ze świa­tem. W celu zi­lu­stro­wa­nia tego przyj­rzymy się opi­sowi jed­nego z naj­waż­niej­szych przy­pad­ków w dzie­jach ba­dań nad pa­mię­cią.

H.M. i hi­po­kamp

Za­sad­ni­czy pro­ces ko­do­wa­nia no­wych in­for­ma­cji w mó­zgu i ak­tu­ali­zo­wa­nia sta­rych za­cho­dzi w hi­po­kam­pie, który jest umiej­sco­wiony w przy­środ­ko­wej czę­ści płata skro­nio­wego. Mimo wiel­kiego zna­cze­nia hi­po­kampu dla pa­mięci zro­zu­miano je do­piero w la­tach pięć­dzie­sią­tych XX wieku na przy­kła­dzie słyn­nego przy­padku Henry’ego Mo­la­isona, le­piej zna­nego w li­te­ra­tu­rze me­dycz­nej pod ini­cja­łami H.M.

W dzie­ciń­stwie roz­wi­nęła się u tego pa­cjenta pa­daczka skro­niowa, cho­roba, w któ­rej gwał­tow­nie i cha­otycz­nie uru­cha­miają się neu­rony płata skro­nio­wego, co czę­sto pro­wa­dzi do na­pa­do­wych drga­wek. W wieku ośmiu lat H.M. prze­wró­cił się na ro­we­rze i do­znał cięż­kiego urazu głowy – le­ka­rze przy­pusz­czali, że być może to stało się po­wo­dem pa­daczki, ale nie ma pew­no­ści. W miarę upływu lat na­pady po­głę­biały się i w końcu stały się tak czę­ste, że męż­czy­zna nie był w sta­nie pra­co­wać ani pro­wa­dzić nor­mal­nego ży­cia. W końcu w 1953 roku, gdy H.M. miał dwa­dzie­ścia sie­dem lat, neu­ro­chi­rurg Wil­liam Sco­ville za­pro­po­no­wał prze­pro­wa­dze­nie u niego eks­pe­ry­men­tal­nej ope­ra­cji, da­ją­cej pewną na­dzieję na po­lep­sze­nie stanu. Pa­cjent, który w tym okre­sie do­zna­wał licz­nych na­pa­dów każ­dego dnia, zgo­dził się na roz­wią­za­nie, które po­le­gało na usu­nię­ciu znacz­nego frag­mentu przy­środ­ko­wej czę­ści płata skro­nio­wego po obu stro­nach mó­zgu (zob. ilu­stra­cja 6). Wła­śnie z tego ob­szaru roz­cho­dziła się ak­tyw­ność mó­zgowa po­wo­du­jąca na­pady, nie­mniej znaj­duje się tam wiele waż­nych struk­tur, w tym hi­po­kamp.

Ilu­stra­cja 6. Sche­mat pra­wi­dło­wego mó­zgu i mó­zgu H.M. po ope­ra­cji. U pa­cjenta usu­nięto znaczny frag­ment płata skro­nio­wego przy­środ­ko­wego, w tym mniej wię­cej dwie trze­cie hi­po­kampu w obu pół­ku­lach. Ilu­stra­cja ad­ap­to­wana z The In­cre­di­ble Story of H.M. Ro­chelle Schwartz-Bloom, Duke Uni­ver­sity, Al­co­hol Phar­ma­co­logy Edu­ca­tion Part­ner­ship.

Ope­ra­cja za­koń­czyła się suk­ce­sem w tym sen­sie, że pa­daczka zo­stała opa­no­wana. Pa­cjent prze­stał do­zna­wać obez­wład­nia­ją­cych na­pa­dów. Po­ja­wił się jed­nak nie­spo­dzie­wany sku­tek uboczny: H.M. utra­cił zdol­ność for­mo­wa­nia no­wych wspo­mnień. Jego wspo­mnie­nia obej­mu­jące okres aż do dnia ope­ra­cji po­zo­stały za­sad­ni­czo nie­na­ru­szone, co naj­wy­żej nieco za­tarte były te z ostat­nich lat przed za­bie­giem. Na­to­miast wszystko, co wy­da­rzyło się po ope­ra­cji, było dla H.M. białą plamą. Nie pa­mię­tał le­ka­rzy, z któ­rymi re­gu­lar­nie się wi­dy­wał, nie po­tra­fił przy­po­mnieć so­bie, co jadł przed kwa­dran­sem na obiad. Przez całe lata, od kiedy zmie­nił z ro­dziną miej­sce za­miesz­ka­nia, nie umiał za­pa­mię­tać no­wego ad­resu i gu­bił się w dro­dze do domu. Opi­su­jąc swój stan, po­wie­dział, że to jest jak „bu­dze­nie się ze snu (…) każdy dzień jest tylko sam w so­bie”. Męż­czy­zna, który zmarł w 2008 roku w wieku osiem­dzie­się­ciu dwóch lat, przez całe ży­cie nie od­zy­skał zdol­no­ści for­mo­wa­nia wspo­mnień. Przez ten czas pra­co­wał z licz­nymi psy­cho­lo­gami, w szcze­gól­no­ści z Brendą Mil­ner i Su­zanne Cor­kin, które do­ko­nały na pod­sta­wie jego przy­padku waż­nych od­kryć do­ty­czą­cych pa­mięci2.

Zna­cze­nie na­uko­wych spo­strze­żeń po­wsta­łych dzięki przy­pad­kowi H.M. wy­nika nie tylko z tego, co pa­cjent utra­cił, ale też co za­cho­wał. Wcze­śniej w tym roz­dziale do­ko­na­ły­śmy roz­róż­nie­nia mię­dzy pa­mię­cią de­kla­ra­tywną a pro­ce­du­ralną. Ich od­ręb­ność zo­stała do­dat­kowo po­twier­dzona, gdy Mil­ner za­ob­ser­wo­wała, że choć pa­mięć de­kla­ra­tywna H.M. była ciężko uszko­dzona, to jego pa­mięć pro­ce­du­ralna po­zo­stała bez zmian. U męż­czy­zny nie two­rzyły się nowe wspo­mnie­nia epi­zo­dyczne (na przy­kład nie był w sta­nie so­bie przy­po­mnieć, co ro­bił po­przed­niego wie­czora) i miał bar­dzo ogra­ni­czoną zdol­ność przy­swa­ja­nia no­wych in­for­ma­cji se­man­tycz­nych (po­wiedzmy, kto jest ak­tu­al­nie pre­zy­den­tem), ale po­tra­fił wy­ko­ny­wać wszyst­kie czyn­no­ści mo­to­ryczne, które opa­no­wał przed ope­ra­cją, ta­kie jak mó­wie­nie, pi­sa­nie czy jazda na ro­we­rze. Po­nadto był w sta­nie opa­no­wy­wać nowe umie­jęt­no­ści pro­ce­du­ralne, choć za­bie­rało mu to wię­cej czasu niż nor­mal­nie in­nym; poza tym na­stęp­nego dnia nie pa­mię­tał, czego ma się da­lej uczyć, ani nie uświa­da­miał so­bie do­ko­na­nego po­stępu w na­uce.

Za­sta­nówmy się nad tym przez mo­ment. Po­wiedzmy, że uczymy się ja­kieś no­wej umie­jęt­no­ści, cze­goś skom­pli­ko­wa­nego, ta­kiego jak żon­glo­wa­nie pi­łecz­kami czy ukła­da­nie kostki Ru­bika. Z cza­sem wy­kształ­camy w so­bie „pa­mięć mię­śniową” (która jest prze­cho­wy­wana w mó­zgu, nie mię­śniach!) i wy­ko­ny­wa­nie tej czyn­no­ści przy­cho­dzi nam co­raz ła­twiej oraz mamy wra­że­nie, że prze­biega ona bar­dziej au­to­ma­tycz­nie. Wy­ob­raź so­bie te­raz, o ile trud­niej­sze by to było, gdy­śmy mu­sieli za­czy­nać każ­dego dnia od zera, bez pa­mięci o pró­bach wy­ko­na­nych wczo­raj i tego, jak da­leko nas za­pro­wa­dziły. Pęk­nię­cia w pa­mięci H.M. do­star­czyły do­wodu, że wy­róż­nia­nie klas pa­mięci nie jest za­bie­giem czy­sto teo­re­tycz­nym, lecz ma od­zwier­cie­dle­nie w świe­cie rze­czy­wi­stym.

Dru­gie ogrom­nie istotne spo­strze­że­nie, które wy­nik­nęło z przy­padku H.M., do­ty­czy spe­cy­ficz­nej roli hi­po­kampu. To, że pa­cjent utra­cił zdol­ność for­mo­wa­nia no­wych wspo­mnień, ale nie prze­pa­dły jego wspo­mnie­nia zda­rzeń z daw­niej­szego ży­cia, po­ka­zuje, że choć wspo­mnie­nia są two­rzone w hi­po­kam­pie, to nie są tam prze­cho­wy­wane. W prze­ciw­nym ra­zie nie prze­trwa­łyby wy­ko­na­nej ope­ra­cji. Ozna­cza to, że na pew­nym eta­pie wspo­mnie­nia mu­szą być prze­no­szone z hi­po­kampu gdzieś in­dziej.

Gdzie są ma­ga­zy­no­wane wspo­mnie­nia?

Skoro wiemy już co nieco o tym, jak po­wstają wspo­mnie­nia, mo­żemy przejść do jed­nego z klu­czo­wych pro­ble­mów, z któ­rymi od lat zma­gają się neu­ro­nau­kowcy: aby po­sia­dana przez nas wie­dza była spój­nie za­cho­wy­wana z dnia na dzień, wspo­mnie­nia mu­szą być sta­bilne, lecz jed­no­cze­śnie po­winny być ela­styczne, by­śmy mo­gli uczyć się no­wych rze­czy oraz ak­tu­ali­zo­wać re­pre­zen­ta­cję mó­zgową świata i sie­bie sa­mych. W roz­dziale tym wie­lo­krot­nie pi­sa­ły­śmy o „ma­ga­zy­nach” i „ma­ga­zy­no­wa­niu”, ha­słowo od­no­sząc się do tego, jak wspo­mnie­nia są prze­cho­wy­wane i po­bie­rane, ale może to nie­chcący przy­wo­ły­wać ob­raz wspo­mnień jako cze­goś za­mknię­tego w sej­fie i trzy­ma­nego tam w sta­nie ory­gi­nal­nym. Nie­kiedy wła­śnie tego chcemy: je­żeli masz dziś do­stęp do pew­nych ele­men­tar­nych in­for­ma­cji, ta­kich jak twoje na­zwi­sko czy to, że dwa plus dwa równa się cztery, mu­sisz mieć do­stęp do tych in­for­ma­cji także ju­tro – dwa plus dwa nie może się na­gle rów­nać pięć. Kiedy jed­nak mamy ja­kieś nowe do­świad­cze­nie, po­win­ni­śmy być w sta­nie je zin­te­gro­wać bez nad­pi­sy­wa­nia go na wcze­śniej­szych po­wią­za­nych wspo­mnie­niach.

Weźmy wspo­mniany przy­kład kok­tajlu zro­bio­nego na ze­psu­tym mleku. Kiedy ak­tu­ali­zu­jemy swoje sko­ja­rze­nie z ba­na­nami z „py­cha!” na „ohyda!”, nie za­po­mi­namy, że kie­dyś kok­tajle ba­na­nowe nam sma­ko­wały, tylko uzu­peł­niamy wspo­mnie­nie, tak że te­raz pa­mię­tamy coś w ro­dzaju: „daw­niej mnie one za­chwy­cały, a te­raz na ich wi­dok robi mi się nie­do­brze”. Po­wstaje więc py­ta­nie, w jaki spo­sób nowe wspo­mnie­nia, i to nie­kiedy sprzeczne ze sta­rymi, mogą być prze­cho­wy­wane bez ka­so­wa­nia tych dru­gich. Od­po­wiedź tkwi w pro­ce­sie kon­so­li­da­cji (utrwa­la­nia), w któ­rym wspo­mnie­nia nie­jako „tę­żeją” i zo­stają prze­słane z ma­ga­zy­nów pa­mięci krót­ko­trwa­łej do dłu­go­trwa­łej.

Kon­so­li­da­cja prze­biega w dwóch eta­pach. Pierw­szy, kon­so­li­da­cja sy­nap­tyczna, za­cho­dzi w ciągu kilku go­dzin po na­uce i po­lega na wzmoc­nie­niu po­łą­czeń sy­nap­tycz­nych, które nie­dawno utwo­rzyły się w hi­po­kam­pie. Drugi etap, kon­so­li­da­cja sys­te­mów, wy­maga znacz­nie wię­cej czasu – prze­biega w per­spek­ty­wie dni, ty­go­dni lub lat. W tej fa­zie po­wstają po­łą­cze­nia mię­dzy neu­ro­nami hi­po­kampu a neu­ro­nami w in­nych czę­ściach mó­zgu. Z cza­sem neu­rony hi­po­kam­powe stają się co­raz mniej istotne w tych no­wych sie­ciach aso­cja­cyj­nych, aż w końcu wspo­mnie­nie – roz­dy­stry­bu­owane w ca­łej ko­rze no­wej (czyli ze­wnętrz­nej war­stwie „istoty sza­rej”, skła­da­ją­cej się na za­sad­ni­czą ma­te­rię mó­zgu) – cał­ko­wi­cie unie­za­leż­nia się od hi­po­kampu. Wy­ja­śnia to samo sedno za­gad­ko­wego przy­padku pa­cjenta H.M. Stare wspo­mnie­nia, które ule­gły kon­so­li­da­cji poza ob­rę­bem hi­po­kampu, za­cho­wały się po ope­ra­cji. Męż­czy­zna utra­cił część śwież­szych wspo­mnień, które w chwili ope­ra­cji były naj­wi­docz­niej wciąż za­leżne od hi­po­kampu, oraz stra­cił zdol­ność two­rze­nia i prze­cho­wy­wa­nia no­wych. Po skon­so­li­do­wa­niu wspo­mnie­nie jest nie­jako skute łań­cu­chami, re­pre­zen­to­wane przez okre­ślony wzo­rzec po­łą­czeń neu­ro­no­wych. Za każ­dym zaś ra­zem, gdy je po­bie­ramy, mu­simy re­ak­ty­wo­wać te skon­so­li­do­wane sieci, co je uwal­nia i czyni po­dat­nymi na mo­dy­fi­ka­cje.

Re­kon­struk­cja. Wieża z kloc­ków

Na po­czątku roz­działu wy­mie­ni­ły­śmy kilka po­wszech­nie spo­ty­ka­nych me­ta­for pa­mięci: skrzy­nia na stry­chu, dysk kom­pu­te­rowy, ka­mera fil­mowa. My wo­limy jed­nak my­śleć o pa­mięci jak o wieży z kloc­ków. Kiedy pier­wot­nie two­rzy się wspo­mnie­nie, wieża składa się z mnó­stwa ce­gie­łek po­łą­czo­nych w okre­ślony spo­sób. Na­stęp­nie wieża ta zo­staje roz­mon­to­wana i ele­menty są za­cho­wane w róż­nych czę­ściach ca­łego mó­zgu, gdy zaś chcemy od­świe­żyć so­bie to wspo­mnie­nie, po­now­nie je skła­damy. W związku z tym ile­kroć coś so­bie przy­po­mi­namy, nie wyj­mu­jemy go­to­wego wspo­mnie­nia z ma­ga­zynu, tylko je re­kon­stru­ujemy. W kon­se­kwen­cji wspo­mnie­nie (wieża) może wy­glą­dać odro­binę ina­czej za każ­dym ra­zem, kiedy po nie się­gamy. Za­pewne z każ­dym ko­lej­nym przy­wo­ła­niem kon­struk­cja bę­dzie nieco prost­sza, co­raz bliż­sza na­szego fun­da­men­tal­nego prze­ko­na­nia o tym, jak po­winna wy­glą­dać wieża z kloc­ków. Część bar­dziej nie­ty­po­wych czy nie­ko­niecz­nych ele­men­tów praw­do­po­dob­nie znik­nie, a pewne inne zo­staną do­dane. Co ważne, ten pro­ces re­kon­struk­cji za­cho­dzi zwy­kle bez na­szego świa­do­mego udziału, więc z re­guły w ogóle nie zda­jemy so­bie sprawy, że wspo­mnie­nie się zmie­niło (zob. ilu­stra­cja 7).

Ilu­stra­cja 7. Zo­bra­zo­wa­nie wspo­mnie­nia jako wieży z kloc­ków. Z cza­sem wspo­mnie­nie traci część swo­ich jed­nost­ko­wych cech, a pewne de­tale mogą zo­stać za­stą­pione in­nymi.

Weźmy ja­kieś kon­kretne zda­rze­nie ze swo­jego ży­cia, po­wiedzmy, ro­dzinne spo­tka­nie przy grillu. Wy­ob­raź so­bie tę scenę: słonko grzeje, a ty sto­isz z lampką bia­łego wina w ogro­dzie za do­mem. Wino jest schło­dzone i szkło się poci – po ściance spływa kro­pelka rosy. Wkoło bie­gają dzieci, śmie­jąc się na głos, a ty wy­czu­wasz za­pach dymu z grilla. Ktoś po­daje ci ta­lerz z kar­kówką i kie­ruje cię w stronę stołu z sa­łat­kami i do­dat­kami. Nie­chcący wy­ci­skasz zbyt dużo ke­czupu i tro­chę sosu lą­duje ci na pal­cach. Pod­cho­dzisz do grupki roz­ma­wia­ją­cych w po­bliżu człon­ków ro­dziny – ktoś opo­wiada może o prze­pro­wa­dzo­nym ostat­nio re­mon­cie kuchni albo roz­pra­wia o pe­ry­pe­tiach w ży­ciu uczu­cio­wym zna­jo­mego.

Każdy ele­ment tego wspo­mnie­nia jest jed­nym kloc­kiem w wieży. Gdy po­now­nie się­gasz do tego wspo­mnie­nia, od­bu­do­wu­jesz wieżę ele­ment po ele­men­cie. Zwy­kle pro­ces ten prze­biega za­do­wa­la­jąco: od­bu­do­wana wieża wy­gląda cał­kiem tak wtedy, gdy po­wstała po raz pierw­szy. Nie­kiedy jed­nak bra­kuje w niej pew­nych kloc­ków albo do­da­jesz ele­menty, któ­rych nie było pier­wot­nie. Na przy­kład mo­żesz za­po­mnieć o in­cy­den­cie z ke­czu­pem albo przy­po­mi­nać so­bie, że ta­lerz wrę­czył ci wuj John, choć w rze­czy­wi­sto­ści była to cio­cia Sa­rah. Za każ­dym ra­zem gdy re­ak­ty­wu­jemy wspo­mnie­nie, le­żące u jego pod­łoża sieci neu­ro­nowe po­now­nie stają się pla­styczne. Ozna­cza to, że po­wią­za­nia mię­dzy neu­ro­nami w sieci stają się po­datne na zmiany – ich siła czy wzo­rzec mogą zo­stać zmo­dy­fi­ko­wane przed ko­lejną kon­so­li­da­cją i odło­że­niem do ma­ga­zynu.

Choć wo­limy trak­to­wać swoje wspo­mnie­nia jako za­mro­żone kap­suły czasu, to mogą się one zmie­niać wsku­tek od­twa­rza­nia i po­now­nej kon­so­li­da­cji. Przy­wo­łu­jąc z pa­mięci scenkę ro­dzin­nego grilla i (błęd­nie) przy­po­mi­na­jąc so­bie, że to John po­dał ci ta­lerz, a nie Sa­rah, two­rzysz po­łą­cze­nie sy­nap­tyczne mię­dzy Joh­nem i ta­le­rzem. Z każ­dym ko­lej­nym od­two­rze­niem tego wspo­mnie­nia po­łą­cze­nie John + ta­lerz może się odro­binę wzmac­niać, a Sa­rah + ta­lerz osła­biać. Wra­ca­jąc do na­szej me­ta­fory wieży, wsta­wiasz klo­cek „John” w miej­sce klocka „Sa­rah”. Gdy na­stęp­nym ra­zem zda­rzy ci się po­my­śleć o tym grillu – za ty­dzień, za mie­siąc, za rok – praw­do­po­dob­nie nie bę­dziesz już pa­mię­tać sy­tu­acji, w któ­rej po­przed­nio przy­szło ci na myśl to zda­rze­nie. Ale na po­zio­mie neu­ro­no­wym szlaki mię­dzy in­te­re­su­ją­cymi nas po­ję­ciami zo­stały zmie­nione i bę­dziesz so­bie te­raz przy­po­mi­nać ra­czej wuja Johna niż cio­cię Sarę jako osobę po­da­jącą ci ta­lerz, po­nie­waż wła­śnie to po­wią­za­nie bar­dziej się za­ko­rze­niło i prze­wa­żyło nad pier­wot­nym wspo­mnie­niem.

Jak oma­wiamy to w dal­szych roz­dzia­łach, pro­ces taki za­cho­dzi nie­raz na­tu­ral­nie, zwłasz­cza kiedy mylą się nam po­do­bne wspo­mnie­nia, ale błędy mogą się też za­kra­dać z ze­wnętrz, na przy­kład za sprawą su­ge­stii po­cho­dzą­cej z in­nego źró­dła. Mo­żemy to zo­bra­zo­wać tak, że ktoś po­daje ci klo­cek „John” i po­ka­zuje, gdzie pa­so­wałby do wieży. Pod wpły­wem ta­kich pro­ce­sów wspo­mnie­nia ule­gają znie­kształ­ce­niom i osta­tecz­nie mogą wy­glą­dać zu­peł­nie ina­czej niż ory­gi­na­lne zda­rze­nia.

Zgod­nie z tą me­ta­forą wspo­mi­na­nie fak­tów ze swo­jego ży­cia jest po­do­bne do spa­ce­ro­wa­nia w Mie­ście Pa­mięci, w któ­rym każdy bu­dy­nek jest wieżą z kloc­ków. Wiele tych bu­dyn­ków może już od dawna stać opu­sto­sza­łych i pro­wa­dzi do nich tylko kręta, rzadko uczęsz­czana ścieżka. W in­nych nie­ustan­nie to­czą się prace bu­dow­lane i nowe ce­giełki są do nich do­kła­dane, ile­kroć tam­tędy prze­cho­dzisz.

Bu­do­wa­nie wieży z kloc­ków – rola sche­ma­tów po­znaw­czych

W od­nie­sie­niu do wielu zda­rzeń praw­do­po­dob­nie masz w gło­wie pe­wien wzo­rzec wspo­mnie­nia (wieży z kloc­ków), ogólne po­czu­cie, jak tego typu zda­rze­nia zwy­kle wy­glą­dają: grille z re­guły urzą­dza się la­tem, ktoś bę­dzie się zaj­mo­wał ogniem, zgro­ma­dzi się okre­ślone grono go­ści. Wzo­rzec taki na­zy­wamy sche­ma­tem po­znaw­czym i jest to bar­dzo ważny czyn­nik w kon­stru­owa­niu i re­kon­stru­owa­niu wspo­mnień. Sche­maty po­znaw­cze to coś w ro­dzaju ram kon­cep­cyj­nych, za­pew­nia­ją­cych wy­dajny spo­sób prze­cho­wy­wa­nia i po­rząd­ko­wa­nia in­for­ma­cji. Od­gry­wają istotną rolę w tym, jak pier­wot­nie ko­du­jemy wspo­mnie­nie oraz jak po­tem je so­bie przy­po­mi­namy. W hi­po­kam­pie sche­mat po­znaw­czy jest sie­cią neu­ro­nów, które wie­lo­krot­nie ule­gają jed­no­cze­snej ak­ty­wa­cji, a w re­zul­ta­cie zo­stają ści­śle wza­jem­nie po­wią­zane3.

Two­rze­nie no­wego sche­matu po­znaw­czego od zera wy­maga dużo czasu (po­dob­nie jak pro­jek­to­wa­nie cał­kiem no­wego bu­dynku). Sche­maty ta­kie zwy­kle roz­wi­jają się w ciągu wielu lat, w miarę jak na­bie­ramy do­świad­cze­nia i uczymy się, ja­kie ele­menty czę­sto współ­wy­stę­pują (na przy­kład grill + słońce + kar­kówka + wuj John). Kiedy sche­mat po­znaw­czy zo­staje do­pra­co­wany, mo­żemy opie­rać na nim struk­turę ro­zu­mie­nia no­wych zda­rzeń, tak jak ar­chi­tekt może sko­rzy­stać z ist­nie­ją­cego już planu do stwo­rze­nia no­wego bu­dynku, który bę­dzie wy­glą­dał tak jak pier­wotny. Dzięki temu, gdy sty­kamy się z nową in­for­ma­cją albo mamy nowe do­świad­cze­nie, nie mu­simy wy­naj­do­wać koła (pro­jek­to­wać zu­peł­nie no­wej wieży), two­rząc sieć aso­cja­cyjną od zera. Za­miast tego nowe in­for­ma­cje mo­żemy wpro­wa­dzić do ist­nie­ją­cego sche­matu po­znaw­czego, co jest pro­ce­sem znacz­nie mniej ob­cią­ża­ją­cym. Jedną z kon­se­kwen­cji jest zaś fakt, że sche­maty po­znaw­cze wpły­wają na to, jak trak­tu­jemy na­pły­wa­jące in­for­ma­cje oraz jak in­ter­pre­tu­jemy i prze­cho­wu­jemy ich różne ele­menty.

Przyj­rzyjmy się temu na przy­kła­dzie. Naj­pierw prze­czy­taj po­niż­szy tekst:

Tak na­prawdę pro­ce­dura jest bar­dzo pro­sta. Po pierw­sze, po­sor­tuj rze­czy. Oczy­wi­ście może wy­star­czyć je­den stos, za­leż­nie od tego, ile masz do zro­bie­nia. Je­żeli mu­sisz wy­brać się w sto­sowne miej­sce z po­wodu braku od­po­wied­niego sprzętu, sta­nowi to drugi krok. W in­nym przy­padku wszystko jest już w za­sa­dzie go­towe. Ważne, by nie prze­sa­dzić. To zna­czy le­piej wło­żyć za mało niż za dużo.

Te­raz za­kryj ten tekst i po­sta­raj się jak naj­bar­dziej szcze­gó­łowo go so­bie przy­po­mnieć.

Cy­to­wany aka­pit za­pewne wy­daje ci się mało zro­zu­miały i w re­zul­ta­cie mo­gło ci być trudno za­pa­mię­tać wszyst­kie szcze­góły. Ale wy­ob­raź so­bie te­raz, że ten tekst był za­ty­tu­ło­wany Pra­nie odzieży, i prze­czy­taj go po­now­nie. Na­gle aka­pit na­biera sensu! Na­wią­za­nia do „stosu” i „sprzętu” są w kon­tek­ście pra­nia zu­peł­nie ja­sne. Przy­kład ten był po raz pierw­szy wy­ko­rzy­stany w 1972 roku przez Johna D. Brans­forda i Mar­cię K. John­son, któ­rzy od­kryli, że lu­dzie byli w sta­nie za­pa­mię­ty­wać dwa razy wię­cej szcze­gó­łów, gdy czy­tali wer­sję tek­stu za­czy­na­jącą się od ty­tułu Pra­nie ubrań4. Co rów­nie istotne, ba­da­cze ci stwier­dzili, że nie po­ma­gało zo­ba­cze­nie ty­tułu po fak­cie – osoby, które naj­pierw prze­czy­tały tekst, a do­piero po­tem po­znały jego ty­tuł, nie ra­dziły so­bie le­piej z od­twa­rza­niem jego szcze­gó­łów niż te, które w ogóle nie po­znały ty­tułu. Do­wio­dło to, że na pier­wotny spo­sób gro­ma­dze­nia in­for­ma­cji z tek­stu wpły­wała wie­dza uczest­ni­ków na te­mat pro­cesu pra­nia – ich sche­mat po­znaw­czy. Nie­któ­rzy uczest­nicy eks­pe­ry­mentu mo­gli od­czy­tać tekst przez pry­zmat „pra­nia odzieży” i zro­zu­mieć to, co czy­tają, a tym sa­mym sfor­mo­wać szcze­gó­łowe wspo­mnie­nia ma­jące sen­sowną treść, ta­kie jak „po­sor­tuj ubra­nia na osobne stosy” czy „nie prze­ła­duj bębna pralki”. Te zaś osoby, które po­znały ty­tuł do­piero póź­niej, nie były już w sta­nie re­tro­spek­tyw­nie za­sto­so­wać do tek­stu swo­jej wie­dzy o pra­niu, po­nie­waż nie zgro­ma­dziły czy­ta­nych in­for­ma­cji w taki spo­sób.

Sche­maty po­znaw­cze mają też zna­cze­nie dla przy­wo­ły­wa­nia i re­kon­stru­owa­nia wspo­mnień. Ogól­nie mó­wiąc, mamy dużo więk­szą szansę pa­mię­tać szcze­góły i fakty, które zga­dzają się z na­szymi sche­ma­tami po­znaw­czymi, i nie­kiedy prze­ina­czamy wspo­mnie­nia, by do nich pa­so­wały. By raz jesz­cze sko­rzy­stać z me­ta­fory wieży z kloc­ków, mo­żemy skon­stru­ować wspo­mnie­nie, które jest zgodne z ogól­nym pla­nem i ma taki wy­gląd, ja­kiego ocze­ku­jemy od wieży, ale po­je­dyn­cze de­tale mogą z niego z cza­sem znik­nąć. I tak, można nie mieć trud­no­ści z przy­po­mnie­niem so­bie za­sad­ni­czych ele­men­tów ro­dzin­nego spo­tka­nia przy grillu, ale szcze­góły nie­na­le­żące do sche­matu (roz­pry­ska­nie ke­czupu) się za­cie­rają, pod­czas gdy inne, które z za­sady na­leżą do sche­matu, zo­stają wpro­wa­dzone w ich miej­sce (za­wsze wuj John do­gląda mięs na grillu, więc bez­dy­sku­syj­nie wła­śnie on po­wi­nien ci po­dać twoją por­cję). W dal­szej czę­ści książki omó­wimy różne spo­soby, w ja­kie sche­maty po­znaw­cze mogą od­dzia­ły­wać na wspo­mnie­nia.

Pa­mięć jest zło­żo­nym zja­wi­skiem, które obej­muje wiele pro­ce­sów wcho­dzą­cych z sobą w skom­pli­ko­wane in­te­rak­cje. Na po­czątku roz­działu przed­sta­wi­ły­śmy różne klasy pa­mięci oraz za­da­nia, które mo­żemy dzięki nim wy­ko­ny­wać. Da­lej w książce sku­piamy się głów­nie na pa­mięci epi­zo­dycz­nej, a ści­ślej mó­wiąc, au­to­bio­gra­ficz­nej – opo­wie­ści, jaką mó­wimy so­bie sa­mym o zda­rze­niach z wła­snego ży­cia. Mamy na­dzieję prze­ko­nać cię, że cho­ciaż ta opo­wieść może nie sta­no­wić wier­nej do­ku­men­ta­cji fak­tów, to na­sza wa­dliwa pa­mięć ma fun­da­men­talne zna­cze­nie dla za­cho­wy­wa­nia przez nas toż­sa­mo­ści oraz pro­wa­dze­nia nas przez me­an­dry ży­cia.

* Wła­śnie m.in. z tymi pro­ble­mami mie­rzą się osoby z ADHD, które mają słab­szą pa­mięć ro­bo­czą (przyp. red.).** Od­po­wiedź: V i 7, choć może się to róż­nić na in­nych ty­pach kla­wia­tury.

ROZ­DZIAŁ DRUGI

Dla­czego do­brze jest za­po­mi­nać?

Na wieść o tym, że zaj­mu­jemy się na­ukową ana­lizą pa­mięci, lu­dzie czę­sto re­agują sło­wami: „Po­win­ni­ście mnie prze­ba­dać. Moja pa­mięć jest cał­kiem do ni­czego!”. Zwy­kle gdy ktoś mówi coś ta­kiego, ma na my­śli, że jest bar­dziej za­po­mi­nal­ski niż prze­ciętna osoba. Może to po­wo­do­wać pe­wien dys­kom­fort, bo w na­szym świe­cie ceni się do­brą pa­mięć. Wiele eg­za­mi­nów spro­wa­dza się do re­cy­to­wa­nia wy­ku­tych na bla­chę fak­tów i liczb, a w naj­róż­niej­szych te­le­tur­nie­jach lu­dzie ry­wa­li­zują pod wzglę­dem zdol­no­ści przy­po­mi­na­nia so­bie mało zna­nych szcze­gó­li­ków z wie­dzy ogól­nej. Roz­grywa się na­wet pa­mię­ciowe mi­strzo­stwa świata, któ­rych uczest­nicy po­pi­sują się umie­jęt­no­ściami w dzie­się­ciu kon­ku­ren­cjach, ta­kich jak za­pa­mię­ty­wa­nie ta­siem­co­wych list słów, fak­tów i dat hi­sto­rycz­nych czy ko­lej­no­ści kart w po­ta­so­wa­nej ta­lii.

Ze względu na re­pu­ta­cję, jaką cie­szy się pa­mięć, nie po­winno dzi­wić, że za­po­mi­na­nie wiąże się z ne­ga­tyw­nymi ko­no­ta­cjami. Gdy o nim mowa, na myśl przy­cho­dzą krę­pu­jące mo­menty, gdy nie po­tra­fimy so­bie przy­po­mnieć imie­nia zna­jo­mego, albo fru­stra­cja wy­wra­ca­nia domu do góry no­gami w po­szu­ki­wa­niu za­wie­ru­szo­nych klu­czy. W bar­dziej mi­no­ro­wym to­nie można mó­wić o de­men­cji czy ura­zach mó­zgu, które spra­wiają, że czło­wiek za­po­mina, kim w ogóle jest. Ist­nieje wiele róż­nych ro­dza­jów za­po­mi­na­nia. W więk­szo­ści są to chwi­lowe i prze­mi­ja­jące epi­zody, ta­kie jak sy­tu­acja, kiedy mamy wła­ściwe słowo „na końcu ję­zyka”, ale nie mo­żemy go cał­kiem uchwy­cić. In­nym ro­dza­jem za­po­mi­na­nia są nie­do­statki pa­mięci pro­spek­tyw­nej, gdy wy­pada nam z głowy zro­bie­nie cze­goś, co pla­no­wa­li­śmy – na przy­kład uświa­da­miamy so­bie, że do­je­cha­li­śmy do domu, a prze­cież mie­li­śmy po dro­dze wstą­pić na pocztę.

Wiele tych przy­pad­ków „za­po­mi­na­nia” ma wię­cej wspól­nego z uwagą niż z pa­mię­cią. Po pro­stu je­ste­śmy sku­pieni na czymś in­nym i nie przy­cho­dzi nam w porę myśl, by za­jąć się okre­śloną sprawą. Ro­dzaj za­po­mi­na­nia, o któ­rym pi­szemy w tym roz­dziale, wiąże się ra­czej z pa­mię­cią dłu­go­trwałą i zróż­ni­co­wa­nym stop­niem, w ja­kim przy­po­mi­namy so­bie wy­da­rze­nia z wła­snego ży­cia (lub ich so­bie nie przy­po­mi­namy). Sy­tu­acje ta­kie mogą na co dzień wy­wo­ły­wać złość – weźmy na przy­kład iry­ta­cję od­czu­waną, gdy nie mo­żemy so­bie przy­po­mnieć, jak do­kład­nie umó­wi­li­śmy się ze zna­jo­mym albo czy na pewno od­no­wi­li­śmy po­lisę OC sa­mo­chodu lub czy na po­przed­nich za­ku­pach w su­per­mar­ke­cie ku­pi­li­śmy ma­ka­ron. Nie­mniej za­po­mi­na­nie ma też do­bre strony. W roz­dziale tym po­ka­zu­jemy, że jest ono pro­ce­sem waż­nym i ko­niecz­nym.

Za­sta­na­wia­jąc się nad kwe­stią, czy za­po­mi­na­nie jest za­wsze złe, można za­cząć od po­my­śle­nia, jak wy­glą­da­łaby na­sza sy­tu­acja, gdy­by­śmy ni­gdy ni­czego nie za­po­mi­nali. Prze­rwij na chwilę czy­ta­nie i wy­ob­raź so­bie swoje ży­cie, gdyby twój mózg rze­czy­wi­ście pra­co­wał tak jak ka­mera albo kom­pu­ter i na­gry­wał wszyst­kie twoje do­świad­cze­nia. Jak zmie­ni­łoby to twoją edu­ka­cję, pracę, re­la­cje oso­bi­ste? Więk­szość lu­dzi wy­ob­raża so­bie, że by­łoby to bar­dzo do­bre. Wia­do­mo­ści w szkole, na stu­diach i kur­sach same wcho­dzi­łyby nam do głowy, na­sza efek­tyw­ność w pracy nie mia­łaby so­bie rów­nych, a przy­ja­ciele i ro­dzina zdu­mie­wa­liby się na­szym nad­zwy­czaj­nym in­te­lek­tem. W fil­mach i róż­nych pro­gra­mach te­le­wi­zyj­nych czę­sto przed­sta­wia się osoby ob­da­rzone „pa­mię­cią fo­to­gra­ficzną” jako wzbu­dza­ją­cych uni­wer­salny po­dziw ge­niu­szy. Choć pa­mięć fo­to­gra­ficzna (czy ej­de­tyczna) jest mi­tem, to ist­nieją jed­nostki ma­jące wręcz nie­wia­ry­godną zdol­ność od­twa­rza­nia szcze­gó­łów ze swo­jej bio­gra­fii. Po­znajmy Jill Price.

Przy­pa­dek Jill Price

Jill Price to po­stać znana chyba każ­demu ba­da­czowi pa­mięci. Za­sły­nęła z tego, że na jej przy­kła­dzie po raz pierw­szy udo­ku­men­to­wano za­bu­rze­nie ce­chu­jące się zdu­mie­wa­jącą pre­cy­zją pa­mięci. Po po­da­niu jej do­wol­nej daty z lat jej ży­cia Jill re­cy­tuje, jaki to był dzień ty­go­dnia, co w nim ro­biła i z kim się spo­tkała. Po­trafi przy­po­mi­nać so­bie za­ska­ku­jące de­tale po­zor­nie try­wial­nych zda­rzeń (na przy­kład kiedy po raz pierw­szy usły­szała okre­śloną pio­senkę albo trzeci raz sama pro­wa­dziła sa­mo­chód). Czę­sto bawi się tym im­po­nu­ją­cym men­tal­nym ka­ta­lo­giem wspo­mnień – na przy­kład pod­czas su­sze­nia wło­sów może za­bi­jać czas przy­po­mi­na­niem so­bie każ­dego 4 paź­dzier­nika, który ma w pa­mięci. Może się to wy­da­wać wprost nie do wiary, a je­śli ślę­cze­li­śmy kie­dyś przez całe go­dziny, by opa­no­wać ma­te­riał do eg­za­minu albo na ważną pre­zen­ta­cję, można za­cząć za­zdro­ścić Price jej zdu­mie­wa­ją­cego umy­słu. Ła­two by­łoby uznać, że w sen­sie ewo­lu­cyj­nym ta­kie osoby jak Price są wy­żej roz­wi­nię­tymi jed­nost­kami niż reszta nas. Dla­czego wszy­scy nie mamy tak do­sko­na­łej pa­mięci? Dla­czego ewo­lu­cja nie dała nam tej, jak się zdaje, war­to­ścio­wej umie­jęt­no­ści? Otóż po bliż­szym przyj­rze­niu się wy­raźne wi­dać wady ta­kiej szcze­gó­ło­wej, kom­pu­te­ro­wej pa­mięci.

Więk­szo­ści z nas zda­rzyły się ta­kie sy­tu­acje, gdy po usły­sze­niu ja­kiejś me­lo­dii czy po­czu­ciu pew­nego za­pa­chu do­słow­nie sta­wa­li­śmy jak wryci, tak silne wzbu­dzały się w nas wspo­mnie­nia. Smak pew­nych po­traw po­trafi prze­nieść wielu z nas do kuchni w daw­nym ro­dzin­nym domu, a na za­pach okre­ślo­nej wody ko­loń­skiej prze­biega nie­któ­rych dreszcz pierw­szego mło­dzień­czego flirtu. Nie­kiedy zaś te po­ru­sze­nia pa­mięci nie są tak po­zy­tywne – wy­wo­łują bo­le­sne i na­tar­czywe wspo­mnie­nia zda­rzeń, o któ­rych wo­le­li­by­śmy za­po­mnieć. Nie­mniej u więk­szo­ści lu­dzi ta­kie epi­zody są rzad­ko­ścią i nie za­kłó­cają ich nor­mal­nego funk­cjo­no­wa­nia dzień po dniu. Tym­cza­sem w przy­padku Price jej zdu­mie­wa­jąca bi­blio­teka wspo­mnień nie jest bez­piecz­nie za­mknięta na klucz i otwie­rana tylko w miarę po­trzeby. Tre­ści pa­mięci są mi­mo­wol­nie wy­wo­ły­wane przez lu­dzi, miej­sca i obiekty, z któ­rymi Jill styka się w co­dzien­nym ży­ciu. Spra­wia to, że jej umysł jest czę­sto przy­gnie­ciony wspo­mnie­niami, wdzie­ra­ją­cymi się do jej świa­do­mo­ści na każ­dym kroku.

Price miała dość udręki, jaką to stwa­rzało, i w 2000 roku skon­tak­to­wała się z Ja­me­sem McGau­ghem, dy­rek­to­rem Cen­trum Neu­ro­bio­lo­gii Ucze­nia się i Pa­mięci na Uni­wer­sy­te­cie Ka­li­for­nij­skim w Irvine. W e-ma­ilu na­pi­sała: „Ile­kroć wi­dzę, jak wy­świe­tla się ja­kaś data w te­le­wi­zji (czy po­ja­wia się gdzie­kol­wiek in­dziej), au­to­ma­tycz­nie co­fam się do tego czasu i przy­po­mi­nam so­bie, gdzie wtedy by­łam, co ro­bi­łam, jaki to był dzień ty­go­dnia i tak da­lej. To dzieje się non stop, nie mogę nad tym za­pa­no­wać i ogrom­nie mnie to mę­czy (…). Więk­szość na­zywa to szcze­gól­nym da­rem, ale dla mnie to cię­żar. Co­dzien­nie prze­wija mi się przed oczami całe moje ży­cie, do­pro­wa­dza­jąc mnie do sza­leń­stwa!!!”.

McGaugh za­cie­ka­wił się tą sprawą, za­czął stu­dio­wać przy­pa­dek Price i w końcu opu­bli­ko­wał swoje na­ukowe spo­strze­że­nia5. Za­bu­rze­nie to na­zwano pier­wot­nie hi­per­ty­me­zją* (od grec­kich słów ozna­cza­ją­cych „le­piej niż nor­mal­nie” i „pa­mięć”), ale te­raz okre­śla się je zwy­kle jako syn­drom wy­bit­nej pa­mięci au­to­bio­gra­ficz­nej (ang. hi­ghly su­pe­rior au­to­bio­gra­phi­cal me­mory, HSAM). Cho­ciaż Price nie jest je­dy­nym człon­kiem tego bar­dzo eli­tar­nego klubu, to zna­la­zła się w nim jako pierw­sza. Do tej pory zi­den­ty­fi­ko­wano na świe­cie nie­całe sto osób z tym za­bu­rze­niem, choć oczy­wi­ście może być znacz­nie wię­cej przy­pad­ków nie­zna­nych ba­da­czom.

Lu­dzie z ze­spo­łem HSAM nie­ko­niecz­nie wy­pa­dają le­piej w za­da­niach pa­mię­cio­wych pod­czas eks­pe­ry­men­tów. Czę­sto oka­zuje się, że nie za­pa­mię­tują cią­gów cyfr czy przy­pad­ko­wych kształ­tów le­piej niż ty­powe osoby. Nie­któ­rzy (w tym Price) są też prze­cięt­nymi uczniami i mają trud­no­ści z ko­rzy­sta­niem ze swo­ich zdol­no­ści w od­nie­sie­niu do ma­te­riału szkol­nego. Ich spek­ta­ku­larny ta­lent pa­mię­ciowy od­nosi się wy­łącz­nie do zda­rzeń z wła­snego ży­cia – czyli pa­mięci au­to­bio­gra­ficz­nej – w tym oso­bi­stych do­świad­czeń (co ro­bi­li­śmy, je­dli­śmy, mie­li­śmy na so­bie okre­ślo­nego dnia) oraz wy­da­rzeń pu­blicz­nych, które pry­wat­nie wzbu­dzały za­in­te­re­so­wa­nie. W pew­nym ba­da­niu oso­bom z HSAM oraz gru­pie kon­tro­l­nej za­pre­zen­to­wano dzie­sięć lo­sowo wy­ge­ne­ro­wa­nych dat wy­bra­nych z kilku mi­nio­nych de­kad6. Za­py­tano uczest­ni­ków, na jaki dzień ty­go­dnia przy­pa­dały te daty, oraz po­pro­szono o opi­sa­nie ja­kie­goś we­ry­fi­ko­wal­nego pu­blicz­nego wy­da­rze­nia, do któ­rego do­szło w ciągu mie­siąca od tej daty. Po­praw­ność spraw­dzal­nych wy­da­rzeń wy­nio­sła 85 pro­cent w gru­pie HSAM, a za­le­d­wie 8 pro­cent w kon­tro­l­nej. Róż­nice wier­no­ści wspo­mnień mię­dzy tymi gru­pami nie ujaw­niły się w od­nie­sie­niu do nie­daw­nych fak­tów; pod­czas przy­po­mi­na­nia so­bie wy­da­rzeń z ostat­nich dni człon­ko­wie grupy kon­tro­l­nej wy­pa­dli rów­nie do­brze jak ci z HSAM. Za­dzi­wia­jące moż­li­wo­ści osób z HSAM stają się ewi­dentne, gdy co­famy się da­lej w prze­szłość (o mie­siąc, rok, dzie­sięć lat). Je­żeli po­dej­rze­wasz wy­stę­po­wa­nie tej zdol­no­ści u sie­bie, mo­żesz wy­ko­nać do­stępne w in­ter­ne­cie te­sty prze­sie­wowe. Wy­stę­pują w nich ta­kie po­le­ce­nia jak: „Szcze­gó­łowo opisz wszystko, co działo się do­kład­nie sześć mie­sięcy temu” albo „Ja­kiego dnia wrę­czono Na­grodę No­bla Ba­rac­kowi Oba­mie?”.

Nie­dawno od­kryto też lu­dzi, u któ­rych ujaw­nia się prze­ciwna przy­pa­dłość niż u tych z HSAM – mają oni cięż­kie ubytki pa­mięci au­to­bio­gra­ficz­nej (ang. se­ve­rely de­fi­cient au­to­bio­gra­phi­cal me­mory, SDAM)7. Osoby te cier­pią na trwa­jącą przez całe ży­cie nie­moż­ność przy­po­mi­na­nia so­bie czy po­now­nego prze­ży­wa­nia mi­nio­nych do­świad­czeń z per­spek­tywy pierw­szo­oso­bo­wej. Poza tym są sprawne i zdolne do przy­swa­ja­nia so­bie in­for­ma­cji, ję­zy­ków ob­cych i no­wych umie­jęt­no­ści. Od reszty po­pu­la­cji róż­nią się tym, że nie po­tra­fią po­now­nie su­biek­tyw­nie do­świad­czyć prze­szło­ści. Re­agu­jąc na py­ta­nie typu, co się u nas działo w ze­szły week­end, więk­szość z nas nie przy­po­mina so­bie sa­mych su­chych fak­tów, ale od­by­wamy nie­jako po­dróż w cza­sie, w któ­rej po­now­nie prze­ży­wamy to, co ro­bi­li­śmy. Część osób ma wręcz po­czu­cie, jakby oglą­dała film z per­spek­tywy pierw­szo­oso­bo­wej – przy­po­mi­namy so­bie, gdzie by­li­śmy oraz co wi­dzie­li­śmy, sły­sze­li­śmy i czu­li­śmy. Lu­dziom ma­ją­cym SDAM bra­kuje wła­śnie tego pierw­szo­oso­bo­wego punktu wi­dze­nia. Mogą rze­czowo zda­wać so­bie sprawę z tego, jak spę­dzili week­end, ale zgła­szają, że przy­po­mi­nają so­bie te fakty tak, jakby zda­rzyły się ko­muś in­nemu. Nie­któ­rzy mó­wią na­wet, że po­tra­fią so­bie przy­po­mnieć szcze­góły zda­rze­nia tylko dla­tego, że wi­dzieli zdję­cia albo ce­lowo wy­uczyli się opo­wie­ści na ten te­mat – nie umieją jed­nak zo­ba­czyć tam sie­bie ani przy­po­mnieć so­bie, co od­czu­wali lub z kim roz­ma­wiali.

Po­nadto w ba­da­niach neu­ro­obra­zo­wych uka­zano, że u jed­no­stek tych nie ujaw­nia się ty­powa ak­tyw­ność móz­gowa zwią­zana z przy­po­mi­na­niem so­bie mi­nio­nych epi­zo­dów. Ich wspo­mnie­nia funk­cjo­nują ina­czej niż u więk­szo­ści po­pu­la­cji – w spo­sób, który za­pewne po­krywa się z afan­ta­zją, czyli nie­zdol­no­ścią do two­rze­nia wy­obra­żeń men­tal­nych. Swoje do­świad­cze­nia z tym ostat­nim za­bu­rze­niem na­stę­pu­jąco wy­ra­ził Ni­cho­las Wat­kins: „Wi­dzę, co znaj­duje się wo­kół mnie, chyba że za­my­kam oczy i wtedy za­wsze jest tylko ciem­ność. Sły­szę dźwięki, czuję smaki i za­pa­chy i tak da­lej, ale nie mam ta­kich opi­sy­wa­nych przez lu­dzi do­świad­czeń jak sły­sze­nie me­lo­dii czy gło­sów w gło­wie”8. Wat­kins przed­sta­wił rów­nież swoje su­biek­tywne do­świad­cza­nie syn­dromu SDAM: „SDAM prze­ja­wia się w tym, jak do­znaję prze­szło­ści i przy­szło­ści (…). Nie mam tego, co lu­dzie opi­sują jako po­czu­cie, że wra­cają do mi­nio­nego czasu i po­now­nie go prze­ży­wają. Nie ozna­cza to, że prze­szłość czy przy­szłość mnie nie drę­czą. Wręcz prze­ciw­nie, ozna­cza to, że prze­szłość jest dla mnie «nie­znaną kra­iną», do któ­rej nie mam wstępu”.

Mo­żesz prze­te­sto­wać swoją wy­ob­raź­nię wi­zu­alną i pa­mięć au­to­bio­gra­ficzną z po­mocą ilu­stra­cji 8. Naj­pierw za­mknij oczy i wy­ob­raź so­bie jabłko. Który z ry­sun­ków w gór­nym rzę­dzie jest naj­bliż­szy two­jego men­tal­nego ob­razu? Osoby z afan­ta­zją wy­bra­łyby nu­mer 5, gdyż nie mają zdol­no­ści two­rze­nia ob­ra­zów w umy­śle. Na­stęp­nie za­mknij oczy i spró­buj so­bie przy­po­mnieć ostat­nią roz­mowę z kimś z ro­dziny. Jak wy­ra­zi­ste jest to wspo­mnie­nie? Czy przy­po­mi­nasz so­bie szcze­góły zmy­słowe, na przy­kład co było wi­dać, sły­chać, ja­kie czuło się za­pa­chy? Lu­dzie z HSAM mo­gliby wy­brać ry­su­nek 1 z dol­nego rzędu jako re­pre­zen­ta­cję ich wspo­mnie­nia, a ci z SDAM ry­su­nek 5.

Ilu­stra­cja 8. Górny rząd od­nosi się do wy­ra­zi­sto­ści i szcze­gó­ło­wo­ści wy­obra­żeń men­tal­nych. Dolny do wy­ra­zi­sto­ści i szcze­gó­ło­wo­ści wspo­mnień au­to­bio­gra­ficz­nych. Pierw­szy na pod­sta­wie Bel­bury (li­cen­cja Wi­ki­me­dia Com­mons CC BY-SA 4.0), drugi na pod­sta­wie bsd stu­dio/Shut­ter­stock.

Oczy­wi­ście syn­dromy HSAM i SDAM są rzad­kie i re­pre­zen­tują eks­trema zdol­no­ści pa­mię­cio­wych. Dla­czego jed­nak więk­szość z nas lo­kuje się gdzieś po­mię­dzy nimi? Dla­czego za­po­mi­namy tak wiele swo­ich do­świad­czeń i dla­czego jest to ko­rzystne i ad­ap­ta­cyjne? Na­szym zda­niem za­po­mi­na­nie jest ważną zdol­no­ścią, która zna­ko­mi­cie służy nam w więk­szo­ści sy­tu­acji. Nie­któ­rzy ba­da­cze prze­ko­nują na­wet, że ze­spół HSAM można by trak­to­wać nie jako przy­pa­dek wy­ostrzo­nej zdol­no­ści za­pa­mię­ty­wa­nia, ale wy­jąt­ko­wej nie­zdol­no­ści za­po­mi­na­nia.

Ważne, by jed­nak do­dać, że kiedy mó­wimy o za­le­tach za­po­mi­na­nia, nie od­no­simy się do nie­rzadko dra­ma­tycz­nej utraty pa­mięci, to­wa­rzy­szą­cej ta­kim sta­nom jak otę­pie­nie. Nie pi­szemy też o za­po­mi­na­niu zro­bie­nia róż­nych rze­czy (na przy­kład za­ży­cia le­karstw). Mó­wimy o na­tu­ral­nych pro­ce­sach za­po­mi­na­nia, któ­rym pod­le­gamy każ­dego dnia, gdy pro­za­iczne de­tale ży­cia wy­pa­ro­wują nam z głowy czy zle­wają się z sobą. Choć ten ro­dzaj za­po­mi­na­nia ma złą re­pu­ta­cję, to ba­da­nia na­ukowe wska­zują, że wcale nie jest sła­bo­ścią ludz­kiego sys­temu pa­mięci, lecz źró­dłem pew­nych war­to­ścio­wych cech i zdol­no­ści.

Za­po­mi­na­nie może zwięk­szać wy­daj­ność pa­mięci

Za­pewne naj­waż­niej­szą funk­cją za­po­mi­na­nia jest zwięk­sza­nie wy­daj­no­ści prze­cho­wy­wa­nia w pa­mięci tego, co istotne. Czy przy­po­mi­nasz so­bie, o któ­rej do­kład­nie obu­dzi­łeś się w ze­szły wto­rek? A co było na obiad mie­siąc temu? Albo czy po­tra­fisz pre­cy­zyj­nie od­two­rzyć twarz osoby, która dziś rano sie­działa obok cie­bie w au­to­bu­sie? Praw­do­po­dob­nie nie. Ale czy co­kol­wiek z tego jest ci po­trzebne? Znów praw­do­po­dob­nie nie. Wiele z ta­kich co­dzien­nych epi­zo­dów to do­świad­cze­nia, na które albo w ogóle nie zwra­camy uwagi, albo szybko usu­wamy je z pa­mięci. Za­po­mi­na­nie po­zwala po­zby­wać się try­wial­nych wspo­mnień, które za­pewne ni­gdy się nam do ni­czego nie przy­da­dzą. Można trak­to­wać ten pro­ces jako ro­bie­nie po­rząd­ków w gło­wie, po­zby­wa­nie się z niej szpar­ga­łów. Po­maga to za­cho­wy­wać przej­rzy­stość my­śle­nia oraz gwa­ran­to­wać, że na­prawdę ważne sprawy, które po­win­ni­śmy pa­mię­tać, nie okażą się igłami w stogu pa­mię­cio­wego siana.

Mózg to na­rząd, któ­rego utrzy­my­wa­nie drogo kosz­tuje. Wy­maga on cią­głego do­star­cza­nia ener­gii, dla­tego ewo­lu­cja za­dbała, aby ciało i mózg dzia­łały wy­daj­nie. Jaki byłby sens prze­zna­cza­nia wiel­kiej ilo­ści za­so­bów na prze­twa­rza­nie i prze­cho­wy­wa­nie bła­ho­stek? Przy­padki ta­kich osób jak Jill Price dają nam wgląd w to, jak bar­dzo uży­teczne jest za­po­mi­na­nie – wi­dać to, gdy ze­sta­wiamy co­dzienne do­świad­cze­nia prze­cięt­nych osób z do­świad­cze­niem Price, która tłu­ma­czy, że na każ­dym kroku za­sy­puje ją grad wspo­mnień.

Po­nadto za­po­mi­na­nie sta­nowi swo­isty pro­ces „umy­sło­wego tra­wie­nia”, w któ­rym zo­stają od­rzu­cone jed­nost­kowe de­tale, za­cho­wu­jemy zaś sedno i dzięki temu mo­żemy ła­twiej iden­ty­fi­ko­wać pra­wi­dło­wo­ści czy ele­menty wspólne po­dob­nych do­świad­czeń. Weźmy przy­kład z re­la­cji in­ter­per­so­nal­nych: może ci być trudno przy­po­mnieć so­bie wię­cej niż kilka kon­kret­nych sy­tu­acji, w któ­rych pe­wien ko­lega po­wie­dział ci coś przy­krego, i szcze­góły tych roz­mów są pew­nie za­ma­zane, ale po pro­stu wiesz