Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Jak zapamiętujesz (lub przekręcasz) fakty ze swojego życia? Czy możesz ufać własnym wspomnieniom? Czy byłbyś wiarygodnym świadkiem w sądzie? Czy do części zdarzeń, które sobie przypominasz, mogło w ogóle nie dojść?
Wspomnienia przystosowują się i zmieniają, w miarę jak przyswajasz nowe informacje i roztrząsasz przeszłość. To zasługa nieustannej pracy Twojej pamięci. W ferworze codziennego życia zapewne nie myślisz o niej zbyt często. Niewykluczone, że uświadamiasz ją sobie tylko wtedy, gdy Cię zawodzi – na przykład nie możesz sobie przypomnieć imienia entuzjastycznie witającej Cię osoby albo przegapiasz jakąś ważną datę. Pamięć stanowi jednak zasadniczy składnik Twojej tożsamości, podstawę niemal wszystkiego, co mówisz, robisz i myślisz. Jak to więc możliwe, że jest taka zawodna? Dlaczego zapominasz o różnych rzeczach?
To książka o Twojej pamięci – czasem dobrej, czasem złej, ale zawsze zachwycającej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 312
Fragment
Copyright © 2026 by Copernicus Center Press
Copyright © 2025 by Princeton University PressAll rights reserved.
Tytuł oryginałuMemory Lane. The Perfectly Imperfect Ways We Remember
Redakcja językowaAnna Kurek
Korekta językowaMałgorzata Denys
Projekt okładki i stron tytułowychMonika Drobnik-Słocińska / monikaimarcin.com
SkładMonika Drobnik-Słocińska / monikaimarcin.com
Opieka redakcyjnaSonia Kmiecik
Wydanie I
Kraków 2026
ISBN 978-83-7886-886-6
Wydawca: Copernicus Center Press Sp. z o.o.
pl. Szczepański 8, 31-011 Kraków
tel. (+48) 12 448 14 12, 500 839 467
e-mail: redak[email protected]
www.ccpress.pl
Konwersja do ePub 3: Marcin Słociński
Mojej rodzinie, dzięki której każda wyprawa do Krainy Pamięci jest świętem
C.G.
Aidanowi, Tedowi i Ninie, z którymi wiążą się wszystkie moje najlepsze wspomnienia
G.M.
Podziękowania
Chcemy wyrazić szczerą wdzięczność wszystkim naszym wspaniałym współpracownikom, którzy wnieśli ogromny wkład do opisanych w książce badań. Osób tych jest zbyt wiele, by można było wymienić wszystkie z imienia i nazwiska, a znajdują się wśród nich także wspaniali i oddani studenci, z którymi mamy szczęście pracować na co dzień. Współcześnie uprawianie nauki jest przedsięwzięciem zbiorowym. Serdecznie dziękujemy naprawdę wyjątkowym członkom naszych zespołów.
Pragniemy też gorąco podziękować osobom, które brały udział w prowadzonych badaniach jako ich uczestnicy. Przedstawione dalej eksperymenty nie odbyłyby się bez poświęcenia czasu i energii oraz – najważniejsze – udostępnienia swoich wspomnień przez tysiące ludzi czyniących to w imię rozwoju nauki. Dziękujemy Wam wszystkim i każdemu z osobna.
WSTĘP
O czym jest ta książka?
Krótko mówiąc, to książka o twojej pamięci – dobrej, złej, a czasami zachwycającej. Jako badaczki mamy przekonanie, że ludzka pamięć należy do najbardziej niezwykłych wytworów ewolucji, nie mniej zjawiskowych i imponujących niż wielobarwny ogon pawia. Po wielu latach eksperymentów i analiz nadal zdumiewa nas przepotężna, elastyczna, a czasami przyprawiająca o obłęd natura systemów ludzkiej pamięci. W ferworze codziennego życia zapewne nie zastanawiasz się nad nią zbyt często. Bywa, że traktujemy ją jak coś oczywistego, co działa sobie cichutko w tle, tak jak rosną paznokcie albo reguluje się temperatura ciała. Niewykluczone, że uświadamiasz ją sobie tylko wtedy, gdy cię zawodzi – gdy nie możesz sobie przypomnieć imienia entuzjastycznie witającej cię osoby albo przegapiasz jakąś ważną datę. Mamy nadzieję przekonać cię w tej książce, że pamięć stanowi zasadniczy składnik twojej tożsamości, podstawę niemal wszystkiego, co mówisz, robisz i myślisz. Twierdzimy, że choć nie jest doskonała, to jest doskonale niedoskonała. „Niedostatki” pamięci są jej najwartościowszymi i najciekawszymi aspektami, dającymi wgląd w to, jak pracuje i dlaczego właśnie tak.
Zasadniczym przesłaniem, które chcemy przekazać, jest spostrzeżenie, że wspomnienia nieustannie przystosowują się i zmieniają, w miarę jak przyswajamy nowe informacje oraz rozważamy przeszłość. Jeżeli porównalibyśmy przypominanie sobie zdarzeń do wyprawy po Mieście Pamięci, to poszczególne wspomnienia nie byłyby ponumerowanymi budynkami na posesjach oznaczonych dokładnie w takiej kolejności, w jakiej zostały zagospodarowane. Miasto Pamięci należałoby raczej traktować jako obszar nieustającej budowy, na którym domy są wciąż wznoszone, modernizowane, a czasem burzone do fundamentów. Naszym celem jest wyjaśnienie, jak ten proces ciągłej rekonstrukcji służy nam wszystkim na co dzień dzięki temu, że wspomnienia pozostają świeże i żywe, a nie kamienieją w zabytki przeszłości.
Nie mniej istotne od tego, o czym traktuje ta książka, jest to, czego w niej nie omawiamy. Skupiamy się na zaletach i pułapkach zdrowej pamięci oraz przedstawiamy spostrzeżenia na temat jej ewolucji czynione na podstawie zdarzających się jej pomyłek. Nie piszemy natomiast o jej osłabieniu związanym z wiekiem ani o demencji. Są to niezwykle ważne zagadnienia, lecz ta książka dotyczy pamięci zdrowej, nie patologicznie zmienionej. Usterki pamięci, które będziemy omawiać, są sytuacjami, których ludzie doświadczają na co dzień przy braku jakichkolwiek zaburzeń klinicznych.
Ponadto nie jest to książka o metodach doskonalenia czy „wyostrzania” pamięci. To nie praktyczny poradnik. Obiecujemy przegląd najważniejszych badań naukowych pamięci, z uwzględnieniem zarówno klasycznych analiz, jak i najbardziej zaawansowanych współczesnych eksperymentów. Dowiesz się czegoś nowego na temat swojej pamięci. Zajmiemy się między innymi tym, jak zapamiętujemy (lub przekręcamy) fakty ze swojego życia, kwestią, czy można ufać własnym wspomnieniom, czy bylibyśmy dobrymi świadkami w sądzie, a nawet czy do części zdarzeń, które sobie przypominamy, mogło w ogóle nie dojść. Nie jest to jedyna książka, w której analizuje się wadliwą naturę ludzkiej pamięci. Liczymy jednak, że uda się nam w niej zrównoważyć minorowy ton, często towarzyszący opisom tych niezaprzeczalnych problemów, przez wskazanie przyczyn, z jakich funkcjonowanie pamięci ukształtowało się w toku ewolucji właśnie w taki sposób.
Pamięć można studiować pod najróżniejszymi kątami. Na najbardziej fundamentalnym poziomie biolog molekularny może się interesować chemicznymi własnościami neuroprzekaźników, takich jak dopamina i serotonina, oraz tym, co się dzieje po ich wydzieleniu w mózgu. Na tym poziomie możemy rozważać rolę pojedynczych komórek, zachodzących w nich procesów chemicznych oraz ich aktywności elektrycznej. Na nieco wyższym poziomie neuronaukowiec może przyglądać się aktywności grup komórek i ich zsynchronizowanej pracy. Wielu badaczy korzysta z takich technik jak elektroencefalografia (EEG) w celu mierzenia sygnałów elektrycznych powstających podczas wykonywania przez nas różnych zadań albo posługuje się funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI) do oceny ukrwienia poszczególnych fragmentów mózgu jako wskaźnika ich aktywności elektrycznej. Wstępując jeszcze jeden szczebel wyżej, możemy rozważać działanie mózgu jako całości – czyli zachowanie człowieka.
Badania na każdym z tych poziomów pozwalają zebrać wiele cennych informacji, jednak jako psycholożki interesujemy się głównie tą szerszą perspektywą – jak ludzie doświadczają wspomnień oraz jak wpływają one na ich zachowanie. W szczególności zajmujemy się pamięcią w sytuacjach z codziennego życia, tym, jak wspomnienia umożliwiają podejmowanie rutynowych decyzji oraz wspierają związki międzyosobowe i tożsamość. Od ponad dekady pracujemy razem, prowadząc badania na polu psychologii poznawczej. Opublikowałyśmy sprawozdania z dziesiątków eksperymentów oceniających uwagę, pamięć i uczenie się w warunkach świata rzeczywistego. Mimo lat pracy w tej dziedzinie – po zrobieniu doktoratów z psychologii poznawczej, przeprowadzaniu licznych projektów badawczych i uczeniu tych zagadnień naszych studentów – wciąż pozostajemy nią tak samo zaintrygowane jak wcześniej. Choć być może na co dzień nie zastanawiasz się zbytnio nad pamięcią, to mamy nadzieję, że po przeczytaniu tej książki podzielisz nasz entuzjazm do uważnego przyglądania się pamięci w codziennym życiu.
Aby lepiej zobrazować, dlaczego zdecydowałyśmy się pracować na tym poziomie analizy, wyobraźmy sobie następujący scenariusz:
Odbywa się proces sądowy Teda, oskarżonego o kradzież damskiej torebki. Nina, świadek zdarzenia, wskazała na niego w trakcie formalnej identyfikacji, rozpoznając go jako mężczyznę, który dokonał kradzieży. Ted utrzymuje, że jest niewinny, i twierdzi, iż został niesłusznie oskarżony.
Skontaktował się z nami zespół obrońców i poprosił o przygotowanie ekspertyzy rzeczoznawczej na temat wiarygodności zeznań Niny. Oczywiście nie można zdobyć szczegółowej wiedzy na temat pamięci tego konkretnego świadka w tym konkretnym przypadku. Nie ma sposobu pozwalającego stwierdzić, czy to, co ktoś sobie przypomina w sprawie jakiegoś faktu, jest wiarygodne, jeśli nie dysponujemy dodatkowymi materiałami potwierdzającymi przebieg zdarzenia. Ponadto wbrew wrażeniu, jakie stwarzają czasem filmy oraz wiadomości medialne o wykrywaczach kłamstw albo interpretacji języka ciała, nie istnieją też niezawodne narzędzia wskazujące, czy ktoś mówi prawdę. Możemy natomiast przedstawić ogólną opinię dotyczącą pamięci świadków zdarzeń. Jako specjalistki działające na tym polu od wielu lat posługujemy się w tym celu wynikami badań naukowych, w tym tych przeprowadzonych przez nas same wraz z naszymi zespołami.
Jakiego rodzaju materiał dowodowy byłby w tym przypadku najbardziej przydatny dla ławy przysięgłych? Z jednej strony można by opisać hipotetyczne badanie, w którym użyto funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do zidentyfikowania przeciętnych wzorców aktywacji mózgu podczas poprawnego (w odróżnieniu od niepoprawnego) rozpoznawania twarzy nieznanych sobie osób. Opisanie szczegółów prowadzenia badań neuroobrazowych wykracza poza zakres tej książki, ale zwykle wymagają one przygotowania serii precyzyjnie dobranych zdjęć, które prezentuje się uczestnikom, podczas gdy leżą oni w tubie aparatu do rezonansu magnetycznego. Uczestnikowi takiego badania można pokazać najpierw na przykład ciąg fotografii twarzy taki jak na lewym panelu ilustracji 1. Po pewnym czasie pojawiłby się drugi zestaw zdjęć (takich jak z prawej) i prośba, by badany wskazał, czy widział już te osoby.
Ilustracja 1.Próbka zestawów zdjęć z eksperymentu z rozpoznawaniem twarzy, jaki można by przeprowadzić u osoby leżącej w tubie aparatu do rezonansu magnetycznego.
Eksperyment tego rodzaju może dostarczyć cennych informacji o sieciach mózgowych zaangażowanych w rozpoznawanie twarzy, ale prawdopodobnie nie powie dużo o praktycznym korzystaniu z tej umiejętności w sytuacjach z codziennego życia, jak w przypadku naszego przykładowego świadka przestępstwa. Ponadto w celu badania pamięci w ten sposób musimy pozbyć się wszelkiej złożoności kontekstu i sprowadzić go do najbardziej elementarnych składników. W rezultacie typ zadań pamięciowych analizowanych w laboratorium może dzielić niezasypywalna przepaść od działania pamięci w świecie rzeczywistym.
Ilustracja 2. Inscenizowanie przestępstwa w eksperymencie dotyczącym pamięci świadków zdarzeń. W powyższym scenariuszu mężczyzna podchodzi do kobiety i pyta ją o drogę. W chwili gdy kobieta patrzy na mapę, mężczyzna chwyta jej torebkę. Oboje szarpią się przez moment, po czym on ucieka, a ona biegnie za nim.
Z drugiej strony mogłybyśmy opisać sędziom przysięgłym badanie, w którym poprosiłyśmy ludzi o obejrzenie realistycznej inscenizacji przestępstwa, a następnie o wskazanie sprawcy spośród grupy osób zaprezentowanych podczas identyfikacji. Często przeprowadzamy tego typu eksperymenty, by ustalać, jak wiarygodne są zeznania przeciętnych świadków, oraz wykrywać czynniki, które mogą mieć znaczenie dla poprawności ich relacji. W tym celu najpierw prosimy uczestników o obejrzenie krótkiego filmu lub zestawu slajdów, ukazujących symulację przestępstwa jak na ilustracji 2.
Wyobraź sobie, że bierzesz udział w tym badaniu. Czy bez ponownego patrzenia na pierwotne zdjęcia zdołasz zidentyfikować złodzieja wśród postaci na ilustracji 3?
Ilustracja 3. Prezentacja twarzy podejrzanych. Czy potrafisz zidentyfikować złodzieja?*
Zależnie od tego, jak uważnie ktoś przyglądał się twarzom w prezentowanych scenkach, zadanie to może się okazać dość trudne. Powód tkwi w tym, że chodzi o twarze nieznanych osób. Systemy naszej pamięci nie są skłonne marnować cennych zasobów mentalnych na zapamiętywanie twarzy ludzi, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy (i prawdopodobnie nigdy już nie zobaczymy), a przedkłada ponad nie twarze tych, którzy należą do grona naszych znajomych i których aktywność powinniśmy zapamiętywać.
Pójdźmy o krok dalej. Ile szczegółów przypominasz sobie ze sceny ukazanej na slajdach? Czy możesz opisać, w co był ubrany złodziej, a w co ofiara? Czy mężczyzna chwycił torebkę prawą czy lewą ręką? Czy w szamotaninie strącił coś ze stołu? Czy uderzył kobietę łokciem w twarz lub bark? Jak wielką masz pewność co do poprawności swoich odpowiedzi? A także jak wielką masz pewność, że udzielisz takich samych odpowiedzi po upływie tygodni lub miesięcy?
Być może w tej chwili nie mamy najmniejszych wątpliwości, bo widzieliśmy scenkę przed momentem i zapewne uważnie przyglądaliśmy się szczegółom. Ale wieloletnie badania wykazały, że wspomnienia zdarzeń tego typu są znacznie bardziej zawodne, niż sądzimy. Czerpiąc z wyników eksperymentów takich jak ten, możemy udzielać praktycznych odpowiedzi na ogólne pytania o poprawność wspomnień świadków oraz powszechnie zdarzające się przekręcanie pamiętanych faktów w świecie rzeczywistym. Możemy też wyciągać wnioski na temat czynników, które potencjalnie potęgują błędy pamięci, w tym cech miejsca przestępstwa, charakterystyki świadka oraz stykania się przez niego po fakcie z błędnymi informacjami na temat zajścia. Wiadomości tego rodzaju mogą być przydatne dla naszej hipotetycznej ławy przysięgłych, która ma ocenić, jak dalece można polegać na zeznaniach Niny.
Twierdzimy, że najlepszym sposobem zrozumienia, jak funkcjonuje pamięć w codziennym życiu, jest stosowanie metod badawczych, które maksymalnie ściśle odwzorowują okoliczności ze świata rzeczywistego. W naszej pracy (oraz w tej książce) koncentrujemy się głównie na behawioralnych badaniach pamięci w kontekstach użytkowych – nie dlatego, że badania na poziomie neuronowym miałyby nie być wartościowe, lecz dlatego, że poziom behawioralny najlepiej pasuje do konkretnych stawianych przez nas pytań. Przez wszystkie lata swojej działalności akademickiej analizowałyśmy słabe punkty pamięci, patrząc na nią z różnych perspektyw, i zebrałyśmy wiele ważnych wniosków. W książce tej przedstawiamy naturalnie występujące wady systemów pamięci, które sprawiają, że nie można w pełni polegać na wielu najdroższych nam wspomnieniach, ale przede wszystkim wyjaśniamy, dlaczego i jak nasz mózg wyewoluował w taki sposób. Opisujemy badania przeprowadzane przez nas i przez innych naukowców, które ukazują różne drogi zniekształcania wspomnień oraz zaszczepiania całkowicie fałszywych wspomnień. W swojej pracy testujemy pamięć pod rozmaitymi kątami: niekiedy próbujemy wprowadzić fałszywe wspomnienia bezpośrednio do umysłu uczestników eksperymentu, kiedy indziej analizujemy efekty stykania się ludzi z fake newsami i innymi formami dezinformacji. W jeszcze innych eksperymentach korzystamy z symulatorów prowadzenia samochodu, by wytworzyć warunki, jakich może doświadczać kierowca będący świadkiem wypadku drogowego. Wszystkie te metody eksperymentalne mają tę wspólną cechę, że służą poznawaniu, jak wspomnienia formują się w realnym świecie, cechującym się chaotyczną złożonością i wpływem kontekstów społecznych.
Wszechstronne badania jasno wykazały, że pamięć nie stanowi doskonałego zapisu życia. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać niekorzystne: jeżeli pamięć ma się do czegoś nadawać, to przecież powinniśmy w niej poprawnie przechowywać to, co widzieliśmy i robiliśmy. Kiedy jednak zechcemy pomyśleć przez moment nie tylko o tym, czymjest pamięć, ale też o tym, po co ją mamy, sprawy zaczynają się przedstawiać nieco inaczej. Pamiętajmy, że nasz mózg, podobnie jak całe ciało, ewoluował przez setki tysięcy lat. Zasady teorii ewolucji podpowiadają, że cechy, które przetrwały wiele mileniów doboru naturalnego, prawdopodobnie mają jakąś wartość przystosowawczą, czyli zapewniają pewną przewagę pod względem utrzymywania się przy życiu lub rozmnażania. A w tym kontekście wcale nie jest oczywiste, że powinno się u nas wytworzyć coś takiego jak pamięć idealna.
Może się zdawać, że cudownie byłoby mieć zdolność doskonałego przypominania sobie wszystkich informacji w najdrobniejszych szczegółach, lecz stanowiłoby to gigantyczne obciążenie dla ograniczonych zasobów poznawczych. Zamiast tego pamięć wyewoluowała tak, byśmy zapamiętywali informacje potencjalnie przydatne na przyszłość, a resztę pomijali. Pamięć ludzka nie działa tak jak komputerowa, która przechowuje doskonale utrwaloną przeszłość. Za każdym razem, gdy przywołujemy wspomnienia, rekonstruujemy je od nowa. Zasadniczym przesłaniem tej książki jest zaś myśl, że to nie wypadek przy pracy czy niepowodzenie ewolucji; właśnie dzięki temu wspomnienia spełniają swoje niezbędne zadanie.
W rezultacie tego procesu ewolucji do naszych systemów pamięci zostało wprowadzonych wiele „usterek”, w tym skłonność do pobierania bieżących danych z otoczenia i włączania ich do rekonstruowanych wspomnień. Jednym z przykładów są sytuacje, w których słowne opisy zdarzenia zabarwiają pamięć faktów. Spróbuj sobie teraz przypomnieć sekwencję zdarzeń przedstawioną wcześniej na slajdach. Skoro znasz pytania, które zadałyśmy ci tuż po oglądaniu zdjęć, niewykluczone, że między innymi masz przed oczami obraz złodzieja uderzającego czy odpychającego kobietę. Jest tak dlatego, że dodałyśmy pytanie: „Czy uderzył kobietę łokciem w twarz lub bark?”, które sugeruje wystąpienie jakiegoś fizycznego starcia. Tymczasem na sekwencji zdjęć nie widać, by w trakcie szarpaniny o torebkę doszło do jakiegokolwiek fizycznego kontaktu między stronami. W dalszych rozdziałach będziemy omawiać to znamienne zjawisko, tak zwany efekt dezinformacji, który niekiedy pociąga za sobą ponure konsekwencje w kontekście sądowniczym. Będziemy też opisywać, jak ludzie mogą wytwarzać całkowicie fałszywe wspomnienia – dotyczące zdarzeń, które w ogóle nie nastąpiły. Chcemy jednak, aby lektura tej książki zachęciła cię nie tylko do zastanowienia nad tym, czy takie zniekształcenia mogą zachodzić, ale także nad tym dlaczego i jak nasza pamięć została zorganizowana tak, by ewidentnie nas zawodzić.
Od samego początku pragniemy też, żeby jedno było jasne: dyskusje o zawodności pamięci (zwłaszcza osób składających zeznania) prowadzą czasami do wrażenia, jakoby nie należało ufać słowom ofiar przestępstw, które relacjonują swoje doświadczenia, lub że takie zeznania są z definicji niewiarygodne. Nie przyjmujemy takiego stanowiska, i to z kilku powodów. Po pierwsze, choć wszyscy jesteśmy podatni na przekręcanie wspomnień, to z reguły nasza pamięć działa stosunkowo dobrze i potrafimy relacjonować swoje przeżycia z rozsądną poprawnością. Po drugie, błędy pamięciowe nie pojawiają się u ofiar przestępstw częściej niż u innych ludzi, w tym u oskarżonych. W dalszej części książki prezentujemy badania bezpośrednio związane z tą kwestią. Choć zawsze należy zachowywać zdrową dozę sceptycyzmu w sprawie wiarygodności pamięci – własnej i cudzej – to nie powinniśmy uważać, jakoby ustalenia naukowe skłaniały do tego, by automatycznie powątpiewać w składane przez ludzi zeznania. Z powyższych powodów błędy pamięci są bardzo wrażliwym przedmiotem badań i dlatego będziemy też omawiać szczegółowe kwestie etyczne kwestionowania wspomnień i manipulowania nimi.
Rekonstrukcyjny charakter systemów pamięci stawia przed nami pewne wyzwania, ale przynosi również wiele korzyści – między innymi pomaga zachowywać spójną tożsamość, wzmacnia więzi społeczne oraz ułatwia wyraziste wyobrażanie sobie potencjalnej przyszłości. Moce umysłowe, które umożliwiają wszystkie te działania, wyewoluowały w zamierzchłych czasach, wciąż jednak pozwalają nam przystosowywać się do całkowicie nowych wyzwań. Pod koniec książki będziemy rozważać, jak pamięć zachowuje się w zetknięciu z wytworami nowoczesnych technologii, takimi jak kamery nasobne (urządzenia rejestrujące, przypinane do ubrań) czy fake newsy i deepfaki. Pytamy o to, jak zniekształcanie wspomnień w tych warunkach oddziałuje na nasze codzienne postępowanie. Mamy nadzieję, że ta książka pomoże zrozumieć wpływ, jaki rekonstrukcyjna natura pamięci wywołuje – na dobre i na złe – w naszym codziennym życiu w nowoczesnym świecie.
* Odpowiedź: DROZDZIAŁ PIERWSZY
Czym jest pamięć?
Co byśmy usłyszeli od stu osób poproszonych o podanie metafory pamięci? Wielu ludzi odwoływałoby się do kamery filmowej: pamięć oddaje nieprzerwany ciąg wydarzeń z życia, zarejestrowany w kolejności chronologicznej. Jeżeli chcemy coś sobie przypomnieć, wystarczy cofnąć nagranie do określonego punktu w przeszłości i oglądać zdarzenia tyle razy, ile zechcemy. Inni mogliby mówić, że pamięć jest jak skrzynia na strychu, do której odkładamy różne rzeczy na wypadek, gdyby się miały jeszcze kiedyś przydać, albo jak dysk komputera z milionami zapisanych plików, do których mamy swobodny dostęp. W każdej z tych metafor przyjmuje się, że poszczególne wspomnienia są jednorodnymi obiektami, które pobieramy w postaci w pełni uformowanej, oraz że będą one przez lata czekały niezmienione aż do chwili, gdy zechcemy po nie sięgnąć.
Jeśli zadamy to samo pytanie badaczom pamięci, również otrzymamy kilka różnych odpowiedzi zależnie od ich specjalizacji. Na przykład psycholog behawioralny mógłby mówić o pamięci w kontekście uczenia się, traktując ją jako „względnie trwałą zmianę zachowania, która zachodzi wskutek doświadczenia”. Neuronaukowiec zapewne omawiałby pamięć pod kątem tego, jak jest reprezentowana w mózgu, opisując ją na przykład jako „zmianę siły połączeń synaptycznych”. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że żadna z tych definicji nie oddaje tego, co twoim zdaniem oznacza słowo „pamiętać”.
Metafory umysłu
Przez całe dzieje psychologii badacze i teoretycy, przyglądający się zdobyczom postępu technicznego, formułowali na tej kanwie nowe spostrzeżenia na temat pracy umysłu. W XIX wieku rozwój fizyki i metod inżynieryjnych koncentrował się wokół układów hydraulicznych, takich jak silniki parowe i hydroelektrownie, które zaprzęgały energię pary i wody. Sigmund Freud inspirował się tymi innowacjami, opracowując swoją teorię psychiki. Twierdził, że nasze wewnętrzne popędy, takie jak seks i agresja, generują energię psychiczną, którą można gromadzić lub przesyłać w celu zasilania pracy umysłu. Wychodząc z tych przesłanek, stwierdził, że energia wytwarzana przez pierwotne instynkty musi znajdować jakieś ujście. Jeżeli zostaje nieprawidłowo skanalizowana albo jeżeli duże ciśnienie uwalnia się w niekontrolowany sposób, może to wywołać negatywne skutki w psychice. Ten model umysłu (zwany w nawiązaniu do hydrodynamiki „psychodynamicznym”) był niezwykle wpływowy od końca XIX wieku do początku XX i dalej.
W pierwszych dekadach XX wieku dominującym paradygmatem w psychologii stał się behawioryzm, zgodnie z którym badano, jak można uwarunkować określone reakcje na bodźce. Najsłynniejszym przykładem są eksperymenty Iwana Pawłowa, który wywołał efekt ślinienia się psów na dźwięk dzwonka. W tym przypadku szczególnie sugestywną metaforą była centrala telefoniczna. W telefonii z początku XX wieku żądanie połączenia się z jakimś abonentem docierało do fizycznej centrali, gdzie operator przekładał kable między odpowiednimi gniazdami. Behawioryści, tacy jak Edward Thorndike i John B. Watson, w podobny sposób wyobrażali sobie psychikę – mózg miał być stacją rozrządową, w której docierające bodźce zostają połączone ze skojarzonymi reakcjami behawioralnymi.
Do lat sześćdziesiątych XX wieku technika znacznie się rozwinęła i nową metaforę umysłu zaoferowała rodząca się komputeryzacja: mózg jest jak komputer, który otrzymuje na wejściu dane ze zmysłów, wykonuje na nich pewne operacje, po czym przedstawia na wyjściu wynik w postaci zachowania. Metafory te przekształcały się dalej w miarę rozwoju technik informatycznych i dziś wielu kognitywistów traktuje umysł jako oprogramowanie działające na „sprzęcie” mózgowym. Choć metafora ta okazała się pod różnymi względami użyteczna w badaniach i zapewniła ramy koncepcyjne dla całej dziedziny psychologii poznawczej, to na jej gruncie wyrosły też pewne nierealistyczne oczekiwania co do tego, jak może i powinna funkcjonować pamięć. W zgodzie z metaforą komputerową wielu ludzi ma wrażenie, że pamięć jest zasadniczo systemem katalogowym, w którym wspomnienia minionych doświadczeń są przechowywane w nienaruszonym stanie, a jedynym wyzwaniem jest kwestia uzyskania dostępu do poszczególnych „plików”. Jak przekonamy się dalej, ten model nie zgadza się z tym, co wiadomo o działaniu pamięci.
Traktowanie przez nas pamięci zmienia się zależnie od kontekstu. Nie całkiem zdając sobie z tego sprawę, nieraz przeskakujemy między uważaniem jej za magazyn i za proces. Często omówimy o pojedynczych wspomnieniach – na przykład można pamiętać określony szczegół, powiedzmy, kolor założonej wczoraj koszulki, albo jakieś ważne zdarzenie, takie jak wesele. Kiedy mówimy o pamięci w tym sensie, zwykle uznajemy wspomnienia za osobne jednostki informacyjne, przechowywane gdzieś w mózgu i gotowe do pobrania, gdy zachodzi taka potrzeba. Kiedy indziej mówimy zaś o pamięci jako całości. Nierzadko słyszy się, jak ktoś chwali się „dobrą pamięcią” albo narzeka, że z wiekiem zaczyna ona szwankować. Te sformułowania odnoszą się raczej do pamięci jako procesu i występujących w nim różnic u poszczególnych osób.
Psychologia wyszczególnia wiele typów magazynowania oraz procesów, które łącznie składają się na nasze doświadczenie pamięci. Poniżej przedstawiamy zwięzły przegląd rozumienia pamięci przez współczesną naukę. Opisujemy jej rodzaje i wyjaśniamy, jak w mózgu formują się wspomnienia. Analizując jednak to, jaka jest pamięć, powinniśmy też brać uwagę, po co w ogóle jest. Jakim funkcjom służą jej systemy? Dlaczego właśnie w tej formie utrzymała się pod naporem presji doboru naturalnego? Pytania te będą nam towarzyszyć w całej książce.
Zwięzła klasyfikacja pamięci
Na ilustracji 4 pokazano podział pamięci na najważniejsze klasy. Najprostsze i chyba najbardziej intuicyjne rozróżnienie dotyczy pamięci krótkotrwałej i długotrwałej. Ta pierwsza zwykle odnosi się do informacji zachowywanych w myśli zaledwie przez kilka sekund. Tak jak gdy na przykład znajdujesz jakiś numer telefonu w wyszukiwarce internetowej, a potem włączasz aplikację telefoniczną i tam go wpisujesz. Jeżeli nie robisz z tą informacją nic więcej, prawdopodobnie w ciągu paru sekund zniknie ona z twojej pamięci („wyparuje z głowy”). W świetle takiego wyjaśnienia wydaje się, że pamięć krótkotrwała to tylko chwilowa przechowalnia dla informacji, ale rzeczywistość jest bardziej złożona. Naukowcy zidentyfikowali wiele różnych magazynów i procesów pamięci, które uaktywniają się w tym krótkim oknie czasowym.
Ilustracja 4. Magazyny i procesy pamięciowe. W tej książce skupiamy się głównie na pamięci epizodycznej (zaznaczonej powyżej na szaro).
Przede wszystkim mamy bardzo pojemne magazyny zmysłowe, w których można przez niewielki czas przechowywać ogromne porcje informacji pochodzących z każdego zmysłu. Na moment oderwij wzrok od książki i znajdź coś ciekawego, na co możesz popatrzeć – na przykład wyjrzyj przez okno. A teraz zamknij oczy i spróbuj przypomnieć sobie jak najwięcej z tego, co było widać. Zauważysz pewnie, że w pierwszej chwili masz przed oczami wyrazisty mentalny obraz sceny, ale po kilku sekundach szczegóły zaczynają się rozmywać i niknąć. Ile jest słupków w płocie? Jaki dokładnie odcień mają liście drugiego krzaka z lewej? Albo posłuchaj jakiegoś nieznanego sobie utworu muzycznego lub dialogu z filmu. Przez kilka sekund będziesz w stanie przywołać w myślach stosunkowo szczegółowy playback tej ścieżki dźwiękowej, ale potem linia melodyczna czy intonacja głosów zaczną się zacierać.
Oferowana przez nasz mózg pojemność uwagi i percepcji jest ograniczona. Dysponujemy określoną szerokością pasma mentalnego do przetwarzania ogromnych ilości informacji, z którymi stykamy się w świecie. W rezultacie przeważająca część sygnałów, które wchłaniamy ze świata i przetwarzamy w magazynach zmysłowych, szybko się ulatnia. Natomiast te szczegóły, którym na tym etapie poświęcamy uwagę, są przetwarzane w pamięci roboczej1. Stanowi ona bieżący magazyn, w którym można przechowywać przez chwilę kilka obiektów, a co najważniejsze, pozwala ona manipulować tymi obiektami w myślach. Przeczytaj kilka razy następujący ciąg liczb, a potem zakryj go kartką lub dłonią:
1 8 5 2 7 9
Informacje zostają zachowane w pamięci roboczej po to, byśmy mieli do nich dostęp i mogli z nich skorzystać. Aby to zilustrować, powtórz te liczby po kolei. A teraz spróbuj powtórzyć je w odwrotnym porządku bez ponownego zerkania na listę. Potem wykonaj proste obliczenia: czy zdołasz zsumować w pamięci pierwszą, trzecią i piątą liczbę?
Korzystamy z pamięci roboczej, ilekroć musimy zachować coś w myślach na niedługi czas. Niekiedy fakt wykonywania tej czynności jest dla nas oczywisty, na przykład gdy powtarzamy sobie po cichu listę zakupów, by nie zapomnieć o bananach czy rogalach, chodząc po supermarkecie. Ale pamięć robocza umożliwia nam też codzienne działanie w świecie, łączenie jednej chwili z następną oraz korzystanie z informacji, których nie mamy wprost przed oczami. Używasz jej w tej sekundzie, zachowując obraz poszczególnych czytanych słów, by zrozumieć całe zdanie. Bez pamięci roboczej nasze powszednie życie nie byłoby możliwe. Nie bylibyśmy w stanie śledzić toku rozmowy, czytać książki czy pamiętać, po co przyszliśmy do jakiegoś pokoju*.
Informacja przetworzona w pamięci roboczej zostaje niekiedy przesłana do pamięci długotrwałej. Z reguły kiedy potocznie mówimy o pamięci, większość z nas ma na myśli jakiś aspekt właśnie tego magazynu, a nie efemery pamięci zmysłowej czy roboczej. Samą pamięć długotrwałą dzieli się dalej na wiele kategorii. Pierwsze rozróżnienie dotyczy pamięci deklaratywnej i proceduralnej. Można to traktować jako różnicę między wiedzą dotyczącą tego jak a tą dotyczącą czego.
Pamięć proceduralna (wiedza, jak coś się robi) to pojęcie stosowane do opisu umiejętności, których opanowanie kosztowało nas kiedyś dużo pracy i ćwiczeń, ale które teraz się zautomatyzowały. Można się tu powołać na przykład na umiejętność chodzenia na dwóch nogach, jazdę na rowerze czy wiązanie butów. Treści pamięciowe z tego zakresu często nie są łatwo dostępne dla umysłu świadomego i może być nam trudno zwerbalizować te informacje. Spójrz na schemat klawiatury z niepodpisanymi klawiszami na ilustracji 5.
Ilustracja 5. Klawiatura z niepodpisanymi klawiszami. Spróbuj przypomnieć sobie, jakie litery znajdują się w dwóch zaznaczonych miejscach**. Adaptacja z Deadcode (licencja Wikimedia Commons GNU).
Jakie litery są w miejscach zaznaczonych prążkami? Gdzie znajdują się klawisze „U” i „B”? Pytania te mogą się dla ciebie okazać zaskakująco trudne. A teraz zamknij oczy i napisz swoje imię na wyobrażonej klawiaturze w powietrzu czy na blacie stołu. Może ci się wydać, jakby palce miały własny rozum – świetnie wiedzą, gdzie powinny się skierować, by znaleźć poprawne klawisze we właściwym porządku, nawet jeżeli masz trudności ze świadomym wskazaniem, gdzie te klawisze są zlokalizowane. Oczywiście będzie tak tylko pod warunkiem, że masz stosunkowo spore doświadczenie w pisaniu na komputerze, ale tę zasadę można przetestować z dowolną umiejętnością, w której osiągnęliśmy biegłość.
Pamięć proceduralna jest niejawna – to głęboko osadzona forma nabytej wiedzy, która okazuje się trudna do wyartykułowania. Zresztą świadome myślenie o czynności, która zwykle jest dla nas łatwa i prosta jak bułka z masłem, może wręcz pogorszyć sprawność wykonywania jej. Na przykład jeżeli nauczyliśmy się prowadzić samochód we wczesnej młodości, niewykluczone, że potrafimy teraz dojechać z domu do pracy, ani razu nie zastanawiając się nad mechaniką kierowania autem. Gdybyśmy mieli się skupiać na poszczególnych czynnościach – jak mocno wcisnąć pedał gazu, jak zsynchronizować obrót kierownicy, by łagodnie wziąć zakręt, i tak dalej – zapewne popełnialibyśmy błędy, które normalnie się nie pojawiają.
W odróżnieniu od tego pamięć deklaratywna (wiedza o tym, co) jest formą pamięci jawnej, obejmującej wszystkie informacje, które kiedyś sobie przyswoiliśmy i potrafimy zwerbalizować – od wspomnień z dzieciństwa do tego, że psy mają cztery łapy. Łatwo zapamiętać tę nazwę, kojarząc, że pamięć deklaratywna dotyczy tych spraw, które umiemy „zadeklarować”, czyli wypowiedzieć na głos.
W ramach pamięci deklaratywnej można dokonać dalszego ważnego rozróżnienia. Wspomnienia informacji oderwanych od ich kontekstu nazywamy pamięcią semantyczną. Jeżeli na przykład masz powiedzieć, ile to jest dwa dodać dwa, nie musisz przypominać sobie szczegółów wystroju klasy w szkole podstawowej i przebiegu lekcji, na której uczono podstaw arytmetyki. Po prostu wiesz, że dwa plus dwa równa się cztery. Podobnie wiesz zapewne, że stolicą Francji jest Paryż, symbolem chemicznym wody jest pO, a przedmiot, którym bierze się zupę do ust, nazywamy łyżką. Natomiast zdolność pamiętania, co było wczoraj na obiad, jak ubrała się twoja koleżanka na zabawę halloweenową w 2012 roku albo jak toczyła się fabuła serialu telewizyjnego, stanowią przykłady pamięci epizodycznej, czyli wspomnień zdarzeń („epizodów”), zwykle z naszego własnego życia. Najważniejszą cechą wspomnienia epizodycznego jest to, iż dana informacja zostaje przywoływana wraz z jej kontekstem. Gdyby ktoś zapytał cię, co było wczoraj na obiad, prawdopodobnie przypomnisz sobie nie tylko suchą informację (powiedzmy, spaghetti bolognese), lecz także najróżniejsze towarzyszące temu szczegóły: gdzie się to działo, kto siedział z tobą przy stole, czy danie było gotowane w domu, wzięte na wynos albo spożywane w restauracji, jak smakowało, czy byliście głodni i tak dalej. Te wszystkie elementy wydarzenia są powiązane w jedno wspomnienie epizodyczne. I właśnie na tym rodzaju pamięci będziemy się koncentrować w dalszej części książki.
Neuronowe podstawy pamięci
Wcześniej w tym rozdziale zauważyłyśmy, że neurobiolog mógłby opisywać pamięć w kategoriach zmian siły połączeń synaptycznych. Może to wyglądać na podejście redukcjonistyczne, nie zmienia to jednak faktu, że na tym elementarnym fundamencie opiera się wszystko, co wiemy o sobie i świecie – łącznie z umiejętnością zawiązywania butów i rozpoznawania przyjaciół oraz wiedzą, że niebo jest (czasem) niebieskie. Dlatego warto przez chwilę zastanowić się nad tym, co dzieje się w mózgu, gdy przyswajamy sobie jakąś nową wiadomość.
Podstawową strukturalną cegiełką mózgu jest neuron. Na pewno wiesz, że całe ciało jest zbudowane z komórek, a neurony to szczególny ich rodzaj, który występuje w mózgu i całym układzie nerwowym. Każdy neuron mózgowy łączy się średnio z dziesięcioma tysiącami innych, a one z tysiącami dalszych w rozległej sieci asocjacyjnej. Neurony nie stykają się jednak z sobą, tylko porozumiewają się przez malutkie przestrzenie zwane synapsami. Ponieważ neurony w sieci są misternie powiązane, aktywowanie jednego z nich uruchamia reakcję w innych skomunikowanych z nim komórkach, tak że każda zwiększa lub zmniejsza aktywność. W ten sposób aktywacja pojedynczej komórki rozchodzi się w gałęziach sieci, wywołując wielokierunkowy efekt domina. Z czasem neurony w sieci mogą się wzajemnie uwrażliwić na siebie, a wtedy aktywność neuronu A z jeszcze większą pewnością pobudza do aktywności neuron B. Właśnie ten proces kojarzenia stanowi kamień węgielny wszelkich wspomnień. Kiedy dostajemy nową informację, zostaje ona zakodowana w postaci połączeń synaptycznych w hipokampie (strukturze zlokalizowanej głęboko wewnątrz mózgu). Aktywujące się wzajemnie powiązane neurony hipokampu wytwarzają doświadczenia psychiczne – emocje, wrażenia wzrokowe, reprezentacje dźwięku i dotyku – co w psychologii nazywamy fenomenologią pamięci.
Powiedzmy, że ktoś próbuje całkowicie nieznanej sobie potrawy, z którą nigdy wcześniej się nie zetknął. Wącha ją, wkłada kęs do ust i formuje wstępne wrażenie na jej temat (dobre!). W tym momencie tworzy się pierwszy, wątły związek między trzema informacjami: smakiem, zapachem i oceną dania. Gdy z czasem człowiek więcej razy zjada tę potrawę, skojarzenia między tymi trzema elementami się wzmacniają. W miarę jak neurony zaangażowane w reprezentowanie tych doznań wzajemnie uwrażliwiają się na siebie, zetknięcie się z jednym z nich (powiedzmy, zapachem) łatwo uruchamia w sieci asocjacyjnej pozostałe. Kiedy teraz człowiek ten wchodzi do restauracji i czuje dobiegającą z kuchni woń, wie, jaka to potrawa (grillowany ser halloumi!), jak ona smakuje (słona!) i jaki on sam ma do niej stosunek (pycha!). Zapach może też uruchomić wiele innych wspomnień związanych z tym doświadczeniem zmysłowym. Na przykład przychodzi nam na myśl zeszły raz, gdy jedliśmy coś takiego, albo wspominamy kolegę, który szczególnie lubi to danie, lub przypomina się nam inna potrawa, która wzbudza w nas podobne odczucia.
Połączenia synaptyczne w mózgu nieustannie przeobrażają się i zmieniają, tak byśmy mogli kodować napływające informacje, a także na nowo klasyfikować lub organizować te stare. Tę zmienność nazywa się plastycznością synaptyczną – słowo „plastyczny” pochodzi od łacińskiego plasticus, określającego rzecz, którą można formować. Plastyczność synaptyczna zmienia się z wiekiem, na przykład sieci neuronowe leżące u podłoża rozwoju zdolności językowej są bardzo plastyczne we wczesnym dzieciństwie, później zaś się usztywniają. Dlatego dzieci bardzo łatwo przyswajają sobie języki, a sztuka ta jest trudniejsza dla dorosłych. Jednak plastyczność synaptyczna nigdy w pełni nas nie opuszcza – dorośli też mogą się uczyć nowych języków i poznawać nowe słownictwo, ale zwykle przychodzi to im z większym wysiłkiem i zabiera więcej czasu niż dzieciom. W konsekwencji, gdy mowa o uczeniu się, warto unikać sformułowania, że coś zostaje „wbudowane w mózgu na twardo” (ang. hardwired), gdyż zbytnio upraszcza ono rzeczywistość i pomija fakt, że mózg bez przerwy się zmienia.
Nie tylko możemy przyswajać sobie nowe informacje, lecz także modyfikować i stosownie do zmieniających się okoliczności aktualizować swoje reakcje na posiadane już informacje. Wyobraźmy sobie, że ktoś zawsze uwielbiał koktajle bananowe, ale ostatnio wypił koktajl przygotowany z zepsutego mleka i ciężko to odchorował. Zapach bananów, który dawniej uruchamiał jedną reakcję (pycha!), teraz uruchamia wspomnienia mdłości i absolutną awersję do wszystkiego o smaku bananowym (ohyda!). To przejście od pychy do ohydy może się zdawać sprawą banalną, ale zdolność formowania nowych wspomnień i aktualizowania starych ma krytyczne znaczenie dla codziennego życia. Jej utrata miewa katastrofalne skutki dla interakcji ze światem. W celu zilustrowania tego przyjrzymy się opisowi jednego z najważniejszych przypadków w dziejach badań nad pamięcią.
H.M. i hipokamp
Zasadniczy proces kodowania nowych informacji w mózgu i aktualizowania starych zachodzi w hipokampie, który jest umiejscowiony w przyśrodkowej części płata skroniowego. Mimo wielkiego znaczenia hipokampu dla pamięci zrozumiano je dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku na przykładzie słynnego przypadku Henry’ego Molaisona, lepiej znanego w literaturze medycznej pod inicjałami H.M.
W dzieciństwie rozwinęła się u tego pacjenta padaczka skroniowa, choroba, w której gwałtownie i chaotycznie uruchamiają się neurony płata skroniowego, co często prowadzi do napadowych drgawek. W wieku ośmiu lat H.M. przewrócił się na rowerze i doznał ciężkiego urazu głowy – lekarze przypuszczali, że być może to stało się powodem padaczki, ale nie ma pewności. W miarę upływu lat napady pogłębiały się i w końcu stały się tak częste, że mężczyzna nie był w stanie pracować ani prowadzić normalnego życia. W końcu w 1953 roku, gdy H.M. miał dwadzieścia siedem lat, neurochirurg William Scoville zaproponował przeprowadzenie u niego eksperymentalnej operacji, dającej pewną nadzieję na polepszenie stanu. Pacjent, który w tym okresie doznawał licznych napadów każdego dnia, zgodził się na rozwiązanie, które polegało na usunięciu znacznego fragmentu przyśrodkowej części płata skroniowego po obu stronach mózgu (zob. ilustracja 6). Właśnie z tego obszaru rozchodziła się aktywność mózgowa powodująca napady, niemniej znajduje się tam wiele ważnych struktur, w tym hipokamp.
Ilustracja 6. Schemat prawidłowego mózgu i mózgu H.M. po operacji. U pacjenta usunięto znaczny fragment płata skroniowego przyśrodkowego, w tym mniej więcej dwie trzecie hipokampu w obu półkulach. Ilustracja adaptowana z The Incredible Story of H.M. Rochelle Schwartz-Bloom, Duke University, Alcohol Pharmacology Education Partnership.
Operacja zakończyła się sukcesem w tym sensie, że padaczka została opanowana. Pacjent przestał doznawać obezwładniających napadów. Pojawił się jednak niespodziewany skutek uboczny: H.M. utracił zdolność formowania nowych wspomnień. Jego wspomnienia obejmujące okres aż do dnia operacji pozostały zasadniczo nienaruszone, co najwyżej nieco zatarte były te z ostatnich lat przed zabiegiem. Natomiast wszystko, co wydarzyło się po operacji, było dla H.M. białą plamą. Nie pamiętał lekarzy, z którymi regularnie się widywał, nie potrafił przypomnieć sobie, co jadł przed kwadransem na obiad. Przez całe lata, od kiedy zmienił z rodziną miejsce zamieszkania, nie umiał zapamiętać nowego adresu i gubił się w drodze do domu. Opisując swój stan, powiedział, że to jest jak „budzenie się ze snu (…) każdy dzień jest tylko sam w sobie”. Mężczyzna, który zmarł w 2008 roku w wieku osiemdziesięciu dwóch lat, przez całe życie nie odzyskał zdolności formowania wspomnień. Przez ten czas pracował z licznymi psychologami, w szczególności z Brendą Milner i Suzanne Corkin, które dokonały na podstawie jego przypadku ważnych odkryć dotyczących pamięci2.
Znaczenie naukowych spostrzeżeń powstałych dzięki przypadkowi H.M. wynika nie tylko z tego, co pacjent utracił, ale też co zachował. Wcześniej w tym rozdziale dokonałyśmy rozróżnienia między pamięcią deklaratywną a proceduralną. Ich odrębność została dodatkowo potwierdzona, gdy Milner zaobserwowała, że choć pamięć deklaratywna H.M. była ciężko uszkodzona, to jego pamięć proceduralna pozostała bez zmian. U mężczyzny nie tworzyły się nowe wspomnienia epizodyczne (na przykład nie był w stanie sobie przypomnieć, co robił poprzedniego wieczora) i miał bardzo ograniczoną zdolność przyswajania nowych informacji semantycznych (powiedzmy, kto jest aktualnie prezydentem), ale potrafił wykonywać wszystkie czynności motoryczne, które opanował przed operacją, takie jak mówienie, pisanie czy jazda na rowerze. Ponadto był w stanie opanowywać nowe umiejętności proceduralne, choć zabierało mu to więcej czasu niż normalnie innym; poza tym następnego dnia nie pamiętał, czego ma się dalej uczyć, ani nie uświadamiał sobie dokonanego postępu w nauce.
Zastanówmy się nad tym przez moment. Powiedzmy, że uczymy się jakieś nowej umiejętności, czegoś skomplikowanego, takiego jak żonglowanie piłeczkami czy układanie kostki Rubika. Z czasem wykształcamy w sobie „pamięć mięśniową” (która jest przechowywana w mózgu, nie mięśniach!) i wykonywanie tej czynności przychodzi nam coraz łatwiej oraz mamy wrażenie, że przebiega ona bardziej automatycznie. Wyobraź sobie teraz, o ile trudniejsze by to było, gdyśmy musieli zaczynać każdego dnia od zera, bez pamięci o próbach wykonanych wczoraj i tego, jak daleko nas zaprowadziły. Pęknięcia w pamięci H.M. dostarczyły dowodu, że wyróżnianie klas pamięci nie jest zabiegiem czysto teoretycznym, lecz ma odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym.
Drugie ogromnie istotne spostrzeżenie, które wyniknęło z przypadku H.M., dotyczy specyficznej roli hipokampu. To, że pacjent utracił zdolność formowania nowych wspomnień, ale nie przepadły jego wspomnienia zdarzeń z dawniejszego życia, pokazuje, że choć wspomnienia są tworzone w hipokampie, to nie są tam przechowywane. W przeciwnym razie nie przetrwałyby wykonanej operacji. Oznacza to, że na pewnym etapie wspomnienia muszą być przenoszone z hipokampu gdzieś indziej.
Gdzie są magazynowane wspomnienia?
Skoro wiemy już co nieco o tym, jak powstają wspomnienia, możemy przejść do jednego z kluczowych problemów, z którymi od lat zmagają się neuronaukowcy: aby posiadana przez nas wiedza była spójnie zachowywana z dnia na dzień, wspomnienia muszą być stabilne, lecz jednocześnie powinny być elastyczne, byśmy mogli uczyć się nowych rzeczy oraz aktualizować reprezentację mózgową świata i siebie samych. W rozdziale tym wielokrotnie pisałyśmy o „magazynach” i „magazynowaniu”, hasłowo odnosząc się do tego, jak wspomnienia są przechowywane i pobierane, ale może to niechcący przywoływać obraz wspomnień jako czegoś zamkniętego w sejfie i trzymanego tam w stanie oryginalnym. Niekiedy właśnie tego chcemy: jeżeli masz dziś dostęp do pewnych elementarnych informacji, takich jak twoje nazwisko czy to, że dwa plus dwa równa się cztery, musisz mieć dostęp do tych informacji także jutro – dwa plus dwa nie może się nagle równać pięć. Kiedy jednak mamy jakieś nowe doświadczenie, powinniśmy być w stanie je zintegrować bez nadpisywania go na wcześniejszych powiązanych wspomnieniach.
Weźmy wspomniany przykład koktajlu zrobionego na zepsutym mleku. Kiedy aktualizujemy swoje skojarzenie z bananami z „pycha!” na „ohyda!”, nie zapominamy, że kiedyś koktajle bananowe nam smakowały, tylko uzupełniamy wspomnienie, tak że teraz pamiętamy coś w rodzaju: „dawniej mnie one zachwycały, a teraz na ich widok robi mi się niedobrze”. Powstaje więc pytanie, w jaki sposób nowe wspomnienia, i to niekiedy sprzeczne ze starymi, mogą być przechowywane bez kasowania tych drugich. Odpowiedź tkwi w procesie konsolidacji (utrwalania), w którym wspomnienia niejako „tężeją” i zostają przesłane z magazynów pamięci krótkotrwałej do długotrwałej.
Konsolidacja przebiega w dwóch etapach. Pierwszy, konsolidacja synaptyczna, zachodzi w ciągu kilku godzin po nauce i polega na wzmocnieniu połączeń synaptycznych, które niedawno utworzyły się w hipokampie. Drugi etap, konsolidacja systemów, wymaga znacznie więcej czasu – przebiega w perspektywie dni, tygodni lub lat. W tej fazie powstają połączenia między neuronami hipokampu a neuronami w innych częściach mózgu. Z czasem neurony hipokampowe stają się coraz mniej istotne w tych nowych sieciach asocjacyjnych, aż w końcu wspomnienie – rozdystrybuowane w całej korze nowej (czyli zewnętrznej warstwie „istoty szarej”, składającej się na zasadniczą materię mózgu) – całkowicie uniezależnia się od hipokampu. Wyjaśnia to samo sedno zagadkowego przypadku pacjenta H.M. Stare wspomnienia, które uległy konsolidacji poza obrębem hipokampu, zachowały się po operacji. Mężczyzna utracił część świeższych wspomnień, które w chwili operacji były najwidoczniej wciąż zależne od hipokampu, oraz stracił zdolność tworzenia i przechowywania nowych. Po skonsolidowaniu wspomnienie jest niejako skute łańcuchami, reprezentowane przez określony wzorzec połączeń neuronowych. Za każdym zaś razem, gdy je pobieramy, musimy reaktywować te skonsolidowane sieci, co je uwalnia i czyni podatnymi na modyfikacje.
Rekonstrukcja. Wieża z klocków
Na początku rozdziału wymieniłyśmy kilka powszechnie spotykanych metafor pamięci: skrzynia na strychu, dysk komputerowy, kamera filmowa. My wolimy jednak myśleć o pamięci jak o wieży z klocków. Kiedy pierwotnie tworzy się wspomnienie, wieża składa się z mnóstwa cegiełek połączonych w określony sposób. Następnie wieża ta zostaje rozmontowana i elementy są zachowane w różnych częściach całego mózgu, gdy zaś chcemy odświeżyć sobie to wspomnienie, ponownie je składamy. W związku z tym ilekroć coś sobie przypominamy, nie wyjmujemy gotowego wspomnienia z magazynu, tylko je rekonstruujemy. W konsekwencji wspomnienie (wieża) może wyglądać odrobinę inaczej za każdym razem, kiedy po nie sięgamy. Zapewne z każdym kolejnym przywołaniem konstrukcja będzie nieco prostsza, coraz bliższa naszego fundamentalnego przekonania o tym, jak powinna wyglądać wieża z klocków. Część bardziej nietypowych czy niekoniecznych elementów prawdopodobnie zniknie, a pewne inne zostaną dodane. Co ważne, ten proces rekonstrukcji zachodzi zwykle bez naszego świadomego udziału, więc z reguły w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że wspomnienie się zmieniło (zob. ilustracja 7).
Ilustracja 7. Zobrazowanie wspomnienia jako wieży z klocków. Z czasem wspomnienie traci część swoich jednostkowych cech, a pewne detale mogą zostać zastąpione innymi.
Weźmy jakieś konkretne zdarzenie ze swojego życia, powiedzmy, rodzinne spotkanie przy grillu. Wyobraź sobie tę scenę: słonko grzeje, a ty stoisz z lampką białego wina w ogrodzie za domem. Wino jest schłodzone i szkło się poci – po ściance spływa kropelka rosy. Wkoło biegają dzieci, śmiejąc się na głos, a ty wyczuwasz zapach dymu z grilla. Ktoś podaje ci talerz z karkówką i kieruje cię w stronę stołu z sałatkami i dodatkami. Niechcący wyciskasz zbyt dużo keczupu i trochę sosu ląduje ci na palcach. Podchodzisz do grupki rozmawiających w pobliżu członków rodziny – ktoś opowiada może o przeprowadzonym ostatnio remoncie kuchni albo rozprawia o perypetiach w życiu uczuciowym znajomego.
Każdy element tego wspomnienia jest jednym klockiem w wieży. Gdy ponownie sięgasz do tego wspomnienia, odbudowujesz wieżę element po elemencie. Zwykle proces ten przebiega zadowalająco: odbudowana wieża wygląda całkiem tak wtedy, gdy powstała po raz pierwszy. Niekiedy jednak brakuje w niej pewnych klocków albo dodajesz elementy, których nie było pierwotnie. Na przykład możesz zapomnieć o incydencie z keczupem albo przypominać sobie, że talerz wręczył ci wuj John, choć w rzeczywistości była to ciocia Sarah. Za każdym razem gdy reaktywujemy wspomnienie, leżące u jego podłoża sieci neuronowe ponownie stają się plastyczne. Oznacza to, że powiązania między neuronami w sieci stają się podatne na zmiany – ich siła czy wzorzec mogą zostać zmodyfikowane przed kolejną konsolidacją i odłożeniem do magazynu.
Choć wolimy traktować swoje wspomnienia jako zamrożone kapsuły czasu, to mogą się one zmieniać wskutek odtwarzania i ponownej konsolidacji. Przywołując z pamięci scenkę rodzinnego grilla i (błędnie) przypominając sobie, że to John podał ci talerz, a nie Sarah, tworzysz połączenie synaptyczne między Johnem i talerzem. Z każdym kolejnym odtworzeniem tego wspomnienia połączenie John + talerz może się odrobinę wzmacniać, a Sarah + talerz osłabiać. Wracając do naszej metafory wieży, wstawiasz klocek „John” w miejsce klocka „Sarah”. Gdy następnym razem zdarzy ci się pomyśleć o tym grillu – za tydzień, za miesiąc, za rok – prawdopodobnie nie będziesz już pamiętać sytuacji, w której poprzednio przyszło ci na myśl to zdarzenie. Ale na poziomie neuronowym szlaki między interesującymi nas pojęciami zostały zmienione i będziesz sobie teraz przypominać raczej wuja Johna niż ciocię Sarę jako osobę podającą ci talerz, ponieważ właśnie to powiązanie bardziej się zakorzeniło i przeważyło nad pierwotnym wspomnieniem.
Jak omawiamy to w dalszych rozdziałach, proces taki zachodzi nieraz naturalnie, zwłaszcza kiedy mylą się nam podobne wspomnienia, ale błędy mogą się też zakradać z zewnętrz, na przykład za sprawą sugestii pochodzącej z innego źródła. Możemy to zobrazować tak, że ktoś podaje ci klocek „John” i pokazuje, gdzie pasowałby do wieży. Pod wpływem takich procesów wspomnienia ulegają zniekształceniom i ostatecznie mogą wyglądać zupełnie inaczej niż oryginalne zdarzenia.
Zgodnie z tą metaforą wspominanie faktów ze swojego życia jest podobne do spacerowania w Mieście Pamięci, w którym każdy budynek jest wieżą z klocków. Wiele tych budynków może już od dawna stać opustoszałych i prowadzi do nich tylko kręta, rzadko uczęszczana ścieżka. W innych nieustannie toczą się prace budowlane i nowe cegiełki są do nich dokładane, ilekroć tamtędy przechodzisz.
Budowanie wieży z klocków – rola schematów poznawczych
W odniesieniu do wielu zdarzeń prawdopodobnie masz w głowie pewien wzorzec wspomnienia (wieży z klocków), ogólne poczucie, jak tego typu zdarzenia zwykle wyglądają: grille z reguły urządza się latem, ktoś będzie się zajmował ogniem, zgromadzi się określone grono gości. Wzorzec taki nazywamy schematem poznawczym i jest to bardzo ważny czynnik w konstruowaniu i rekonstruowaniu wspomnień. Schematy poznawcze to coś w rodzaju ram koncepcyjnych, zapewniających wydajny sposób przechowywania i porządkowania informacji. Odgrywają istotną rolę w tym, jak pierwotnie kodujemy wspomnienie oraz jak potem je sobie przypominamy. W hipokampie schemat poznawczy jest siecią neuronów, które wielokrotnie ulegają jednoczesnej aktywacji, a w rezultacie zostają ściśle wzajemnie powiązane3.
Tworzenie nowego schematu poznawczego od zera wymaga dużo czasu (podobnie jak projektowanie całkiem nowego budynku). Schematy takie zwykle rozwijają się w ciągu wielu lat, w miarę jak nabieramy doświadczenia i uczymy się, jakie elementy często współwystępują (na przykład grill + słońce + karkówka + wuj John). Kiedy schemat poznawczy zostaje dopracowany, możemy opierać na nim strukturę rozumienia nowych zdarzeń, tak jak architekt może skorzystać z istniejącego już planu do stworzenia nowego budynku, który będzie wyglądał tak jak pierwotny. Dzięki temu, gdy stykamy się z nową informacją albo mamy nowe doświadczenie, nie musimy wynajdować koła (projektować zupełnie nowej wieży), tworząc sieć asocjacyjną od zera. Zamiast tego nowe informacje możemy wprowadzić do istniejącego schematu poznawczego, co jest procesem znacznie mniej obciążającym. Jedną z konsekwencji jest zaś fakt, że schematy poznawcze wpływają na to, jak traktujemy napływające informacje oraz jak interpretujemy i przechowujemy ich różne elementy.
Przyjrzyjmy się temu na przykładzie. Najpierw przeczytaj poniższy tekst:
Tak naprawdę procedura jest bardzo prosta. Po pierwsze, posortuj rzeczy. Oczywiście może wystarczyć jeden stos, zależnie od tego, ile masz do zrobienia. Jeżeli musisz wybrać się w stosowne miejsce z powodu braku odpowiedniego sprzętu, stanowi to drugi krok. W innym przypadku wszystko jest już w zasadzie gotowe. Ważne, by nie przesadzić. To znaczy lepiej włożyć za mało niż za dużo.
Teraz zakryj ten tekst i postaraj się jak najbardziej szczegółowo go sobie przypomnieć.
Cytowany akapit zapewne wydaje ci się mało zrozumiały i w rezultacie mogło ci być trudno zapamiętać wszystkie szczegóły. Ale wyobraź sobie teraz, że ten tekst był zatytułowany Pranie odzieży, i przeczytaj go ponownie. Nagle akapit nabiera sensu! Nawiązania do „stosu” i „sprzętu” są w kontekście prania zupełnie jasne. Przykład ten był po raz pierwszy wykorzystany w 1972 roku przez Johna D. Bransforda i Marcię K. Johnson, którzy odkryli, że ludzie byli w stanie zapamiętywać dwa razy więcej szczegółów, gdy czytali wersję tekstu zaczynającą się od tytułu Pranie ubrań4. Co równie istotne, badacze ci stwierdzili, że nie pomagało zobaczenie tytułu po fakcie – osoby, które najpierw przeczytały tekst, a dopiero potem poznały jego tytuł, nie radziły sobie lepiej z odtwarzaniem jego szczegółów niż te, które w ogóle nie poznały tytułu. Dowiodło to, że na pierwotny sposób gromadzenia informacji z tekstu wpływała wiedza uczestników na temat procesu prania – ich schemat poznawczy. Niektórzy uczestnicy eksperymentu mogli odczytać tekst przez pryzmat „prania odzieży” i zrozumieć to, co czytają, a tym samym sformować szczegółowe wspomnienia mające sensowną treść, takie jak „posortuj ubrania na osobne stosy” czy „nie przeładuj bębna pralki”. Te zaś osoby, które poznały tytuł dopiero później, nie były już w stanie retrospektywnie zastosować do tekstu swojej wiedzy o praniu, ponieważ nie zgromadziły czytanych informacji w taki sposób.
Schematy poznawcze mają też znaczenie dla przywoływania i rekonstruowania wspomnień. Ogólnie mówiąc, mamy dużo większą szansę pamiętać szczegóły i fakty, które zgadzają się z naszymi schematami poznawczymi, i niekiedy przeinaczamy wspomnienia, by do nich pasowały. By raz jeszcze skorzystać z metafory wieży z klocków, możemy skonstruować wspomnienie, które jest zgodne z ogólnym planem i ma taki wygląd, jakiego oczekujemy od wieży, ale pojedyncze detale mogą z niego z czasem zniknąć. I tak, można nie mieć trudności z przypomnieniem sobie zasadniczych elementów rodzinnego spotkania przy grillu, ale szczegóły nienależące do schematu (rozpryskanie keczupu) się zacierają, podczas gdy inne, które z zasady należą do schematu, zostają wprowadzone w ich miejsce (zawsze wuj John dogląda mięs na grillu, więc bezdyskusyjnie właśnie on powinien ci podać twoją porcję). W dalszej części książki omówimy różne sposoby, w jakie schematy poznawcze mogą oddziaływać na wspomnienia.
Pamięć jest złożonym zjawiskiem, które obejmuje wiele procesów wchodzących z sobą w skomplikowane interakcje. Na początku rozdziału przedstawiłyśmy różne klasy pamięci oraz zadania, które możemy dzięki nim wykonywać. Dalej w książce skupiamy się głównie na pamięci epizodycznej, a ściślej mówiąc, autobiograficznej – opowieści, jaką mówimy sobie samym o zdarzeniach z własnego życia. Mamy nadzieję przekonać cię, że chociaż ta opowieść może nie stanowić wiernej dokumentacji faktów, to nasza wadliwa pamięć ma fundamentalne znaczenie dla zachowywania przez nas tożsamości oraz prowadzenia nas przez meandry życia.
* Właśnie m.in. z tymi problemami mierzą się osoby z ADHD, które mają słabszą pamięć roboczą (przyp. red.).** Odpowiedź: V i 7, choć może się to różnić na innych typach klawiatury.ROZDZIAŁ DRUGI
Dlaczego dobrze jest zapominać?
Na wieść o tym, że zajmujemy się naukową analizą pamięci, ludzie często reagują słowami: „Powinniście mnie przebadać. Moja pamięć jest całkiem do niczego!”. Zwykle gdy ktoś mówi coś takiego, ma na myśli, że jest bardziej zapominalski niż przeciętna osoba. Może to powodować pewien dyskomfort, bo w naszym świecie ceni się dobrą pamięć. Wiele egzaminów sprowadza się do recytowania wykutych na blachę faktów i liczb, a w najróżniejszych teleturniejach ludzie rywalizują pod względem zdolności przypominania sobie mało znanych szczególików z wiedzy ogólnej. Rozgrywa się nawet pamięciowe mistrzostwa świata, których uczestnicy popisują się umiejętnościami w dziesięciu konkurencjach, takich jak zapamiętywanie tasiemcowych list słów, faktów i dat historycznych czy kolejności kart w potasowanej talii.
Ze względu na reputację, jaką cieszy się pamięć, nie powinno dziwić, że zapominanie wiąże się z negatywnymi konotacjami. Gdy o nim mowa, na myśl przychodzą krępujące momenty, gdy nie potrafimy sobie przypomnieć imienia znajomego, albo frustracja wywracania domu do góry nogami w poszukiwaniu zawieruszonych kluczy. W bardziej minorowym tonie można mówić o demencji czy urazach mózgu, które sprawiają, że człowiek zapomina, kim w ogóle jest. Istnieje wiele różnych rodzajów zapominania. W większości są to chwilowe i przemijające epizody, takie jak sytuacja, kiedy mamy właściwe słowo „na końcu języka”, ale nie możemy go całkiem uchwycić. Innym rodzajem zapominania są niedostatki pamięci prospektywnej, gdy wypada nam z głowy zrobienie czegoś, co planowaliśmy – na przykład uświadamiamy sobie, że dojechaliśmy do domu, a przecież mieliśmy po drodze wstąpić na pocztę.
Wiele tych przypadków „zapominania” ma więcej wspólnego z uwagą niż z pamięcią. Po prostu jesteśmy skupieni na czymś innym i nie przychodzi nam w porę myśl, by zająć się określoną sprawą. Rodzaj zapominania, o którym piszemy w tym rozdziale, wiąże się raczej z pamięcią długotrwałą i zróżnicowanym stopniem, w jakim przypominamy sobie wydarzenia z własnego życia (lub ich sobie nie przypominamy). Sytuacje takie mogą na co dzień wywoływać złość – weźmy na przykład irytację odczuwaną, gdy nie możemy sobie przypomnieć, jak dokładnie umówiliśmy się ze znajomym albo czy na pewno odnowiliśmy polisę OC samochodu lub czy na poprzednich zakupach w supermarkecie kupiliśmy makaron. Niemniej zapominanie ma też dobre strony. W rozdziale tym pokazujemy, że jest ono procesem ważnym i koniecznym.
Zastanawiając się nad kwestią, czy zapominanie jest zawsze złe, można zacząć od pomyślenia, jak wyglądałaby nasza sytuacja, gdybyśmy nigdy niczego nie zapominali. Przerwij na chwilę czytanie i wyobraź sobie swoje życie, gdyby twój mózg rzeczywiście pracował tak jak kamera albo komputer i nagrywał wszystkie twoje doświadczenia. Jak zmieniłoby to twoją edukację, pracę, relacje osobiste? Większość ludzi wyobraża sobie, że byłoby to bardzo dobre. Wiadomości w szkole, na studiach i kursach same wchodziłyby nam do głowy, nasza efektywność w pracy nie miałaby sobie równych, a przyjaciele i rodzina zdumiewaliby się naszym nadzwyczajnym intelektem. W filmach i różnych programach telewizyjnych często przedstawia się osoby obdarzone „pamięcią fotograficzną” jako wzbudzających uniwersalny podziw geniuszy. Choć pamięć fotograficzna (czy ejdetyczna) jest mitem, to istnieją jednostki mające wręcz niewiarygodną zdolność odtwarzania szczegółów ze swojej biografii. Poznajmy Jill Price.
Przypadek Jill Price
Jill Price to postać znana chyba każdemu badaczowi pamięci. Zasłynęła z tego, że na jej przykładzie po raz pierwszy udokumentowano zaburzenie cechujące się zdumiewającą precyzją pamięci. Po podaniu jej dowolnej daty z lat jej życia Jill recytuje, jaki to był dzień tygodnia, co w nim robiła i z kim się spotkała. Potrafi przypominać sobie zaskakujące detale pozornie trywialnych zdarzeń (na przykład kiedy po raz pierwszy usłyszała określoną piosenkę albo trzeci raz sama prowadziła samochód). Często bawi się tym imponującym mentalnym katalogiem wspomnień – na przykład podczas suszenia włosów może zabijać czas przypominaniem sobie każdego 4 października, który ma w pamięci. Może się to wydawać wprost nie do wiary, a jeśli ślęczeliśmy kiedyś przez całe godziny, by opanować materiał do egzaminu albo na ważną prezentację, można zacząć zazdrościć Price jej zdumiewającego umysłu. Łatwo byłoby uznać, że w sensie ewolucyjnym takie osoby jak Price są wyżej rozwiniętymi jednostkami niż reszta nas. Dlaczego wszyscy nie mamy tak doskonałej pamięci? Dlaczego ewolucja nie dała nam tej, jak się zdaje, wartościowej umiejętności? Otóż po bliższym przyjrzeniu się wyraźne widać wady takiej szczegółowej, komputerowej pamięci.
Większości z nas zdarzyły się takie sytuacje, gdy po usłyszeniu jakiejś melodii czy poczuciu pewnego zapachu dosłownie stawaliśmy jak wryci, tak silne wzbudzały się w nas wspomnienia. Smak pewnych potraw potrafi przenieść wielu z nas do kuchni w dawnym rodzinnym domu, a na zapach określonej wody kolońskiej przebiega niektórych dreszcz pierwszego młodzieńczego flirtu. Niekiedy zaś te poruszenia pamięci nie są tak pozytywne – wywołują bolesne i natarczywe wspomnienia zdarzeń, o których wolelibyśmy zapomnieć. Niemniej u większości ludzi takie epizody są rzadkością i nie zakłócają ich normalnego funkcjonowania dzień po dniu. Tymczasem w przypadku Price jej zdumiewająca biblioteka wspomnień nie jest bezpiecznie zamknięta na klucz i otwierana tylko w miarę potrzeby. Treści pamięci są mimowolnie wywoływane przez ludzi, miejsca i obiekty, z którymi Jill styka się w codziennym życiu. Sprawia to, że jej umysł jest często przygnieciony wspomnieniami, wdzierającymi się do jej świadomości na każdym kroku.
Price miała dość udręki, jaką to stwarzało, i w 2000 roku skontaktowała się z Jamesem McGaughem, dyrektorem Centrum Neurobiologii Uczenia się i Pamięci na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine. W e-mailu napisała: „Ilekroć widzę, jak wyświetla się jakaś data w telewizji (czy pojawia się gdziekolwiek indziej), automatycznie cofam się do tego czasu i przypominam sobie, gdzie wtedy byłam, co robiłam, jaki to był dzień tygodnia i tak dalej. To dzieje się non stop, nie mogę nad tym zapanować i ogromnie mnie to męczy (…). Większość nazywa to szczególnym darem, ale dla mnie to ciężar. Codziennie przewija mi się przed oczami całe moje życie, doprowadzając mnie do szaleństwa!!!”.
McGaugh zaciekawił się tą sprawą, zaczął studiować przypadek Price i w końcu opublikował swoje naukowe spostrzeżenia5. Zaburzenie to nazwano pierwotnie hipertymezją* (od greckich słów oznaczających „lepiej niż normalnie” i „pamięć”), ale teraz określa się je zwykle jako syndrom wybitnej pamięci autobiograficznej (ang. highly superior autobiographical memory, HSAM). Chociaż Price nie jest jedynym członkiem tego bardzo elitarnego klubu, to znalazła się w nim jako pierwsza. Do tej pory zidentyfikowano na świecie niecałe sto osób z tym zaburzeniem, choć oczywiście może być znacznie więcej przypadków nieznanych badaczom.
Ludzie z zespołem HSAM niekoniecznie wypadają lepiej w zadaniach pamięciowych podczas eksperymentów. Często okazuje się, że nie zapamiętują ciągów cyfr czy przypadkowych kształtów lepiej niż typowe osoby. Niektórzy (w tym Price) są też przeciętnymi uczniami i mają trudności z korzystaniem ze swoich zdolności w odniesieniu do materiału szkolnego. Ich spektakularny talent pamięciowy odnosi się wyłącznie do zdarzeń z własnego życia – czyli pamięci autobiograficznej – w tym osobistych doświadczeń (co robiliśmy, jedliśmy, mieliśmy na sobie określonego dnia) oraz wydarzeń publicznych, które prywatnie wzbudzały zainteresowanie. W pewnym badaniu osobom z HSAM oraz grupie kontrolnej zaprezentowano dziesięć losowo wygenerowanych dat wybranych z kilku minionych dekad6. Zapytano uczestników, na jaki dzień tygodnia przypadały te daty, oraz poproszono o opisanie jakiegoś weryfikowalnego publicznego wydarzenia, do którego doszło w ciągu miesiąca od tej daty. Poprawność sprawdzalnych wydarzeń wyniosła 85 procent w grupie HSAM, a zaledwie 8 procent w kontrolnej. Różnice wierności wspomnień między tymi grupami nie ujawniły się w odniesieniu do niedawnych faktów; podczas przypominania sobie wydarzeń z ostatnich dni członkowie grupy kontrolnej wypadli równie dobrze jak ci z HSAM. Zadziwiające możliwości osób z HSAM stają się ewidentne, gdy cofamy się dalej w przeszłość (o miesiąc, rok, dziesięć lat). Jeżeli podejrzewasz występowanie tej zdolności u siebie, możesz wykonać dostępne w internecie testy przesiewowe. Występują w nich takie polecenia jak: „Szczegółowo opisz wszystko, co działo się dokładnie sześć miesięcy temu” albo „Jakiego dnia wręczono Nagrodę Nobla Barackowi Obamie?”.
Niedawno odkryto też ludzi, u których ujawnia się przeciwna przypadłość niż u tych z HSAM – mają oni ciężkie ubytki pamięci autobiograficznej (ang. severely deficient autobiographical memory, SDAM)7. Osoby te cierpią na trwającą przez całe życie niemożność przypominania sobie czy ponownego przeżywania minionych doświadczeń z perspektywy pierwszoosobowej. Poza tym są sprawne i zdolne do przyswajania sobie informacji, języków obcych i nowych umiejętności. Od reszty populacji różnią się tym, że nie potrafią ponownie subiektywnie doświadczyć przeszłości. Reagując na pytanie typu, co się u nas działo w zeszły weekend, większość z nas nie przypomina sobie samych suchych faktów, ale odbywamy niejako podróż w czasie, w której ponownie przeżywamy to, co robiliśmy. Część osób ma wręcz poczucie, jakby oglądała film z perspektywy pierwszoosobowej – przypominamy sobie, gdzie byliśmy oraz co widzieliśmy, słyszeliśmy i czuliśmy. Ludziom mającym SDAM brakuje właśnie tego pierwszoosobowego punktu widzenia. Mogą rzeczowo zdawać sobie sprawę z tego, jak spędzili weekend, ale zgłaszają, że przypominają sobie te fakty tak, jakby zdarzyły się komuś innemu. Niektórzy mówią nawet, że potrafią sobie przypomnieć szczegóły zdarzenia tylko dlatego, że widzieli zdjęcia albo celowo wyuczyli się opowieści na ten temat – nie umieją jednak zobaczyć tam siebie ani przypomnieć sobie, co odczuwali lub z kim rozmawiali.
Ponadto w badaniach neuroobrazowych ukazano, że u jednostek tych nie ujawnia się typowa aktywność mózgowa związana z przypominaniem sobie minionych epizodów. Ich wspomnienia funkcjonują inaczej niż u większości populacji – w sposób, który zapewne pokrywa się z afantazją, czyli niezdolnością do tworzenia wyobrażeń mentalnych. Swoje doświadczenia z tym ostatnim zaburzeniem następująco wyraził Nicholas Watkins: „Widzę, co znajduje się wokół mnie, chyba że zamykam oczy i wtedy zawsze jest tylko ciemność. Słyszę dźwięki, czuję smaki i zapachy i tak dalej, ale nie mam takich opisywanych przez ludzi doświadczeń jak słyszenie melodii czy głosów w głowie”8. Watkins przedstawił również swoje subiektywne doświadczanie syndromu SDAM: „SDAM przejawia się w tym, jak doznaję przeszłości i przyszłości (…). Nie mam tego, co ludzie opisują jako poczucie, że wracają do minionego czasu i ponownie go przeżywają. Nie oznacza to, że przeszłość czy przyszłość mnie nie dręczą. Wręcz przeciwnie, oznacza to, że przeszłość jest dla mnie «nieznaną krainą», do której nie mam wstępu”.
Możesz przetestować swoją wyobraźnię wizualną i pamięć autobiograficzną z pomocą ilustracji 8. Najpierw zamknij oczy i wyobraź sobie jabłko. Który z rysunków w górnym rzędzie jest najbliższy twojego mentalnego obrazu? Osoby z afantazją wybrałyby numer 5, gdyż nie mają zdolności tworzenia obrazów w umyśle. Następnie zamknij oczy i spróbuj sobie przypomnieć ostatnią rozmowę z kimś z rodziny. Jak wyraziste jest to wspomnienie? Czy przypominasz sobie szczegóły zmysłowe, na przykład co było widać, słychać, jakie czuło się zapachy? Ludzie z HSAM mogliby wybrać rysunek 1 z dolnego rzędu jako reprezentację ich wspomnienia, a ci z SDAM rysunek 5.
Ilustracja 8. Górny rząd odnosi się do wyrazistości i szczegółowości wyobrażeń mentalnych. Dolny do wyrazistości i szczegółowości wspomnień autobiograficznych. Pierwszy na podstawie Belbury (licencja Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0), drugi na podstawie bsd studio/Shutterstock.
Oczywiście syndromy HSAM i SDAM są rzadkie i reprezentują ekstrema zdolności pamięciowych. Dlaczego jednak większość z nas lokuje się gdzieś pomiędzy nimi? Dlaczego zapominamy tak wiele swoich doświadczeń i dlaczego jest to korzystne i adaptacyjne? Naszym zdaniem zapominanie jest ważną zdolnością, która znakomicie służy nam w większości sytuacji. Niektórzy badacze przekonują nawet, że zespół HSAM można by traktować nie jako przypadek wyostrzonej zdolności zapamiętywania, ale wyjątkowej niezdolności zapominania.
Ważne, by jednak dodać, że kiedy mówimy o zaletach zapominania, nie odnosimy się do nierzadko dramatycznej utraty pamięci, towarzyszącej takim stanom jak otępienie. Nie piszemy też o zapominaniu zrobienia różnych rzeczy (na przykład zażycia lekarstw). Mówimy o naturalnych procesach zapominania, którym podlegamy każdego dnia, gdy prozaiczne detale życia wyparowują nam z głowy czy zlewają się z sobą. Choć ten rodzaj zapominania ma złą reputację, to badania naukowe wskazują, że wcale nie jest słabością ludzkiego systemu pamięci, lecz źródłem pewnych wartościowych cech i zdolności.
Zapominanie może zwiększać wydajność pamięci
Zapewne najważniejszą funkcją zapominania jest zwiększanie wydajności przechowywania w pamięci tego, co istotne. Czy przypominasz sobie, o której dokładnie obudziłeś się w zeszły wtorek? A co było na obiad miesiąc temu? Albo czy potrafisz precyzyjnie odtworzyć twarz osoby, która dziś rano siedziała obok ciebie w autobusie? Prawdopodobnie nie. Ale czy cokolwiek z tego jest ci potrzebne? Znów prawdopodobnie nie. Wiele z takich codziennych epizodów to doświadczenia, na które albo w ogóle nie zwracamy uwagi, albo szybko usuwamy je z pamięci. Zapominanie pozwala pozbywać się trywialnych wspomnień, które zapewne nigdy się nam do niczego nie przydadzą. Można traktować ten proces jako robienie porządków w głowie, pozbywanie się z niej szpargałów. Pomaga to zachowywać przejrzystość myślenia oraz gwarantować, że naprawdę ważne sprawy, które powinniśmy pamiętać, nie okażą się igłami w stogu pamięciowego siana.
Mózg to narząd, którego utrzymywanie drogo kosztuje. Wymaga on ciągłego dostarczania energii, dlatego ewolucja zadbała, aby ciało i mózg działały wydajnie. Jaki byłby sens przeznaczania wielkiej ilości zasobów na przetwarzanie i przechowywanie błahostek? Przypadki takich osób jak Jill Price dają nam wgląd w to, jak bardzo użyteczne jest zapominanie – widać to, gdy zestawiamy codzienne doświadczenia przeciętnych osób z doświadczeniem Price, która tłumaczy, że na każdym kroku zasypuje ją grad wspomnień.
Ponadto zapominanie stanowi swoisty proces „umysłowego trawienia”, w którym zostają odrzucone jednostkowe detale, zachowujemy zaś sedno i dzięki temu możemy łatwiej identyfikować prawidłowości czy elementy wspólne podobnych doświadczeń. Weźmy przykład z relacji interpersonalnych: może ci być trudno przypomnieć sobie więcej niż kilka konkretnych sytuacji, w których pewien kolega powiedział ci coś przykrego, i szczegóły tych rozmów są pewnie zamazane, ale po prostu wiesz
