Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego. Portret niepolityczny ebook

Michał Krzymowski

3.5 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 469 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego. Portret niepolityczny - Michał Krzymowski

Zawiedzie się ten, kto będzie tu szukać polityki, bo nie jest to książka o polityku, a o żywym człowieku. Jak my wszyscy - pełnym tajemnic i sprzeczności. Bohater z jednej strony jest charyzmatycznym przywódcą, brutalnym i pewnym swoich przekonań, a z drugiej - to człowiek czuły, tęskniący za akceptacją, uległy wobec kobiet i uciekający w samotność.

To opowieść o wszystkim, co w jego życiu ważne. O miłości do mamy, dla której był gotów do największych poświęceń. Ale też o zemście, potrzebie dominacji i sile przywództwa. O trudnościach z tatą, którego jest lustrzanym odbiciem. O śmierci brata, po której umarła część jego samego. O samotnym życiu wśród duchów oraz o kobietach, które nigdy nie zapomną jego orzechowego spojrzenia.

To podróż do nieznanego świata Jarosława Kaczyńskiego.

Opinie o ebooku Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego. Portret niepolityczny - Michał Krzymowski

Fragment ebooka Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego. Portret niepolityczny - Michał Krzymowski

Jarosław.

Tajemnice Kaczyńskiego

Wstęp

Gdy piszę te słowa, książka jest już gotowa do druku. A ja myślami wracam do spotkania z Andrzejem Urbańskim, wieloletnim współpracownikiem mojego bohatera, który już po wywiadzie zatrzymał mnie w drzwiach swojego domu i powiedział: – Niech pan posłucha. Jarosław Kaczyński 30 lat temu był nikim, a dziś jest człowiekiem, który kilkukrotnie zmieniał bieg historii. Może pan go kochać, może nienawidzić, ale nie wolno panu pisać tej książki na zimno. Pisze pan o człowieku wielkim, który musi budzić w panu emocje.

To prawda. Kaczyński jest politykiem wielkim – moim zdaniem największym w historii III Rzeczpospolitej – i zasługuje na portret godny swoich osiągnięć. Ta książka jest, wierzę w to z całego serca, taką właśnie opowieścią. Nie pisałem jej jednak ani z miłości, ani z nienawiści. Powiedziałbym raczej, że „Jarosław” powstał z fascynacji.

Nie było w ciągu ostatnich 25 lat drugiego polityka, który zawładnąłby emocjami Polaków na tak długo i z taką mocą. Mój bohater jest niezwykły, bo nie pozostawia nikogo obojętnym, ale mimo wszystko to postać nie do końca znana, kryjąca w sobie tajemnicę. Z jednej strony jest charyzmatycznym przywódcą, brutalnym i pewnym swoich przekonań, a z drugiej – to człowiek czuły, tęskniący za akceptacją, uległy wobec kobiet i uciekający w samotność.

Moja opowieść jest poszukiwaniem klucza do tej zagadki. Na czym polega fenomen Jarosława Kaczyńskiego i gdzie bije źródło tego fenomenu? Odpowiedzi na te pytania odnalazłem nie tylko w działalności publicznej mojego bohatera, ale też w jego świecie intymnym: rodzinnym domu, miłości do brata i osamotnieniu. W tym wszystkim, co go stworzyło i uformowało.

Książka powstawała przez trzy lata. Przygotowując ją, przeprowadziłem 86 wywiadów, spędziłem dziesiątki godzin w archiwach i dotarłem do dokumentów oraz historii dotąd nieopisywanych. Do Jarosława Kaczyńskiego wysłałem odręczny list z prośbą o rozmowę (taką formę zalecił mi jego wieloletni kierowca i przyjaciel Tadeusz Kopczyński). List pozostał bez odpowiedzi. Mimo to mój bohater jest w tej książce obecny: przemawia z niepublikowanych wspomnień, które udostępnił mi jeden z jego współpracowników, i archiwalnych wywiadów.

Zabrzmi to zuchwale, lecz sądzę, że takiego portretu nie doczekał się jeszcze żaden polski polityk ostatniego ćwierćwiecza. Zapraszam w podróż do nieznanego świata Jarosława Kaczyńskiego.

Michał Krzymowski

GAZETA

Wydanie specjalne

Pokój jest vis à vis sali, w której leży mama. Kto zajrzy do środka, zobaczy cztery krzesła, prosty stół, leżankę i wieszak z garniturem. Prezes przychodzi tu codziennie, żeby zdjąć z siebie żałobę. Wchodzi ubrany na czarno, wychodzi na jasno. Bierze białą maseczkę i idzie do mamy. Garnitur żałobny na pewno by ją zaniepokoił, a wiadomość o śmierci Leszka mogłaby zabić.

Wiele miesięcy później, gdy Jadwiga Kaczyńska już wydobrzeje, opowie w wywiadzie:

„Wyprowadzono mnie ze śpiączki farmakologicznej jeszcze w marcu, za życia Leszka. Byłam kompletnie sparaliżowana i – jak mi opowiadano – rozmawiałam z Leszkiem, Jarkiem, siostrami, lekarzami. Ale tego nie pamiętam. To, co pamiętam, wyglądało tak. Leżałam w szpitalu. Długo byłam nieprzytomna. Pamiętam ten dzień, kiedy się ocknęłam. Usłyszałam padający deszcz. Ten szmer deszczu będę pamiętać już zawsze. Zapytałam Jarka: »Gdzie jest Leszek?«. Odpowiedział, że w Brazylii. »W Brazylii mówią po portugalsku, a Marylka chyba nie zna portugalskiego – zmartwiłam się. – Dlaczego nie zadzwoni?«”.

Jarosław wyjaśni, że z telefonami w Brazylii jest kłopot. Leszek nie może dzwonić do Polski, ale można dzwonić do niego, więc on, Jarosław, codziennie chodzi do Pałacu Prezydenckiego i telefonuje ze specjalnego aparatu satelitarnego. Mama ma się nie martwić. Leszek jest już w drodze do Argentyny i Peru. Mówi, że tęskni. Przesyła ucałowania, pozdrawia.

Problem, słyszy mama, jest inny. Na Islandii wybuchł wulkan i wstrzymano ruch lotniczy nad Europą. Przez to Leszek z Marylką muszą wracać do kraju morzem, po drodze mają cumować w Meksyku. Jarosław odmalowuje statek, streszcza rozmowy – wszystko wymyśla na gorąco, jakby opowiadał dziecku bajkę. W tej kabinie jest ksiądz Indrzejczyk, dalej Władysław Stasiak, kolejną zajmuje pani Iza, szefowa prezydenckiego protokołu i przyjaciółka Marylki. Podróż mija spokojnie, tylko kajut brakuje. Niektórych kwaterują parami, są drobne nieporozumienia, ale to wśród innych członków delegacji. Leszek dobrze znosi oceaniczną wyprawę, nie trzeba się denerwować.

Mama się uspokaja, ale Jarosława musi gryźć sumienie. Kilka dni temu zapowiedział start w wyborach prezydenckich. Wydał oświadczenie, w którym napisał, że ma wsparcie rodziny i chce kontynuować dzieło zabitego brata. Partia już zbiera podpisy pod jego kandydaturą, współpracownicy naciskają, że trzeba ułożyć kalendarz spotkań, a on nie ma do tego głowy. Jest w żałobie i jeszcze okłamuje mamę. A przecież – zwierzy się znajomej – ona ma prawo wiedzieć, że syn nie żyje.

Początek maja. Prezes wypytuje R., dyrektora zarządzającego partii, czy dałoby się wydać taką gazetę, która nie zawierałaby tekstów o Smoleńsku. Najlepiej „Rzeczpospolitą”, bo mama bardzo ją lubi. Czy można by to zrobić własnymi siłami, z ludźmi partii?

Dyrektor R. od razu bierze się do pracy. Do przedsięwzięcia angażuje łącznie dziesięć osób: współpracowników, ludzi z zaufanej drukarni, która od lat przyjmuje wyborcze zlecenia od PiS, zaprzyjaźnionych łamaczy, fotoedytorów. Znajduje też człowieka, który zredaguje zmyślony artykuł. To Marek Krukowski, człowiek cienia. Były dziennikarz i ghostwriter, autor tekstów programowych partii i licznych wystąpień prezesa. Doskonale zna Jarosława Kaczyńskiego i jego oczekiwania, umie nawet imitować frazę szefa. Czasem, jak coś przygotuje, to aż trudno uwierzyć, że nie pisał tego prezes. Zna go też pani Barbara, najważniejsza sekretarka na Nowogrodzkiej. Dzięki temu Krukowski bez kłopotu dostanie się do szefa i będzie mógł skonsultować treść artykułów. To ważne, bo teksty muszą być zgodne z tym, co mama już wie.

Trzeba jeszcze znaleźć drukarkę wielkoformatową. Po konsultacjach R. decyduje się na ploter marki Canon, model IPF710. Sprzęt kosztuje ponad 8 tys. zł, ale ma opcję drukowania na cienkim papierze, co sprawi, że gazeta będzie jak prawdziwa. Dzięki pięciokolorowemu drukowi w wysokiej rozdzielczości winieta pisma, infografiki i szparowane zdjęcia uzyskają autentyczny wygląd. Pieniądze na zakup plotera wykłada zaprzyjaźniona drukarnia. O zwrot kosztów nie będzie się upominać.

Sprzęt zostaje zniesiony do katakumb partyjnej siedziby przy Nowogrodzkiej 84/86. Drukarnia ma tu magazyn. Miejsce jest bardzo dyskretne. Kilka kondygnacji wyżej odbywają się konferencje prasowe, na których występuje prezes, ale dziennikarze kręcą się tylko na poziomie zero i wyżej. Do tego, co pod powierzchnią, nie mają dostępu. Magazyn mieści się przy podziemnym parkingu, do którego prowadzi kręty zjazd z podwórka. Żeby się do niego dostać, trzeba mieć pilot do zewnętrznej bramy i jeszcze znać rozkład garażu. O magazynie wiedzą nieliczni: kilka osób z partyjnej centrali, drukarze i kierowcy Jarosława, którzy obok parkują prezesowską limuzynę.

Gazetę udaje się złożyć i wydrukować w trzy dni. Gdy gotowa płachta wyjeżdża z plotera, kilka pięter wyżej, w biurze, rodzi się plan na początek kampanii. Powstanie spot wyborczy „Do przyjaciół Rosjan”, w którym Jarosław stwierdzi: „Nowe można budować tylko w oparciu o prawdę. Musimy tę prawdę poznać nawet wtedy, gdy jest ona bardzo bolesna”. Film zostanie nagrany w Muzeum Powstania Warszawskiego i wyemitowany w niedzielę.

W sobotę rano prezes jest jeszcze w szpitalu. R. już do niego jedzie z gazetą. Po drodze zabiera Tomasza Żukowskiego, socjologa współpracującego z partią, który ma go zaprowadzić na oddział. Przy drzwiach do sali jak zwykle siedzi pan Jacek, kierowca szefa i asystent. To człowiek z najwęższego kręgu, jego żona Hanna pod nieobecność prezesa dyżuruje przy mamie.

Pan Jacek daje znać, że do środka wchodzi tylko R., dr Żukowski ma zostać na zewnątrz. W pokoju jest pusto, na wieszaku wisi garnitur. Po chwili uchylają się drzwi i zjawia się prezes. Zdejmuje maseczkę – to znak, że był u mamy – i siada za stołem, na którym leży „Rzeczpospolita”. Gazeta wygląda jak prawdziwa. To przerobione wydanie ze środy. Na czołówce ma wpisaną datę trwającego weekendu 8–9 maja 2010 roku.

Prezes sprawdza palcami papier – przypomina prawdziwą gazetę. Przegląda dokładnie, strona po stronie. Na czołówce jest tekst dziennikarki działu ekonomicznego Danuty Walewskiej poświęcony greckim zamieszkom w sprawie cięć zapowiedzianych przez rząd. Oraz drobne zapowiedzi czterech tekstów ze środka.

Z kraju: „Ukraińcy twierdzą, że założyli Polskę. Kontrowersyjny przewodnik turystyczny dla wschodnich sąsiadów”.

Ze świata: „Torysi wygrali wybory”.

Z opinii: „Richard Pipes: Rosja powinna dać Czeczenom niepodległość”.

I z gospodarki: „Spada sprzedaż prasy”.

Drugą stronę otwiera komentarz redakcyjny autorstwa Pawła Jabłońskiego „Euroland: ekskluzywny klub bez wykidajły”. Niżej rysunek Andrzeja Krauzego. Urzędnik pyta zgarbioną babcię: „Chcecie wyższą rentę? A co to, nie na najedliście się w ciągu dotychczasowego życia?”. Dalej też bezpiecznie – recenzja książki o terrorystach, jakaś ciekawostka z Tadżykistanu i krótka rozmowa z prezenterem pogody Tomaszem Zubilewiczem.

Tekst o podróży – „Prezydent płynie do kraju” – jest na trzeciej stronie. Prezes czyta:

„Prezydent Lech Kaczyński postanowił nie czekać, aż miną zakłócenia w transatlantyckim ruchu lotniczym, spowodowane wybuchem islandzkiego wulkanu, i wraz z Pierwszą Damą oraz towarzyszącą mu delegacją wsiadł na statek płynący z Meksyku do Europy. Swoją decyzją prezydent zaskoczył wszystkich. Podjął ją szybko, tak jak swego czasu błyskawicznie postanowił polecieć do Gruzji na wieść o wkroczeniu wojsk rosyjskich na terytorium tego kaukaskiego państwa.

Kancelaria funkcjonuje normalnie

– To niekonwencjonalne zachowanie, ale mogę powiedzieć, że rozumiem prezydenta. Przecież według prognoz chmura wulkanicznego popiołu rozciągająca się nad Atlantykiem może nie ustąpić przed upływem trzech tygodni. A więc płynąc statkiem prezydent ma szanse na wcześniejszy powrót do kraju. Zresztą nawet tak długa podróż morska jest lepszym rozwiązaniem niż bezczynne oczekiwanie na drugim kontynencie na polepszenie się warunków atmosferycznych – powiedział »Rz« wicepremier Waldemar Pawlak.

Niektórzy politycy koalicji rządzącej uważają, że tak długi pobyt za granicą głowy państwa zakłóci funkcjonowanie Kancelarii Prezydenta. – Wykonujemy nasze obowiązki jak co dzień. Kancelaria działa sprawnie i jej praca na nieobecności Pana Prezydenta nie ucierpi – zapewnia prezydencki minister Jacek Sasin. Nie ukrywa jednak, że rozpisanie na nowo kalendarza spotkań Lecha Kaczyńskiego jest dość trudnym zadaniem. Niektóre z umówionych wizyt nie dojdą do skutku, w tym wyjazd do Moskwy na uroczystości związane z rocznicą zakończenia II wojny światowej. Inne wizyty i spotkania trzeba będzie przełożyć. Pytanie tylko na kiedy? – Intensywnie nad tym myślimy. Nie będzie to łatwe, ale nie chcemy, by ludzie czy środowiska, z którymi miał się spotkać prezydent, poczuły się zawiedzione.

Nieoczekiwane wczasy

Prezydencka para i towarzyszące jej osoby znalazły się niejako na przymusowym urlopie. Mogłoby się więc wydawać, że nie czekają na nie żadne obowiązki. – To są tylko pozory. Owszem, prezydent sporo odpoczywa, trochę czyta, spędza więcej niż normalnie czasu z małżonką, ale też bardzo dużo pracuje, a wraz z nim my wszyscy – mówi »Rz« szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak. – Mamy teraz wyjątkową sposobność na długie dyskusje o Polsce, o stanie naszego państwa oraz o tym, jakie zadania stoją przed nami – dodaje.

Jak się dowiedzieliśmy, pogoda dopisuje i podróż odbywa się bez przeszkód. Powrót do Polski pary prezydenckiej spodziewany jest za dwa tygodnie. Statek będzie bowiem płynął dłuższa niż zwykle trasą. Możliwe jest jednak, że prezydent wykorzysta fakt, iż portem docelowym jest Marsylia, odbywając po drodze do kraju szereg nieoficjalnych spotkań z przywódcami państw unijnych. – Żadne konkretne ustalenia w tej sprawie jeszcze nie zapadły – mówi Władysław Stasiak – ale nie zaprzeczam, że rozmowy na ten temat mają miejsce”.

Tekst podpisano nazwiskiem Elizy Olczyk. Niżej umieszczono prawdziwy artykuł Aleksandry Rybińskiej poświęcony wstrzymanemu ruchowi samolotów. Wynikało z niego, że przestrzeń powietrzna może być zamknięta jeszcze nawet dwa–trzy tygodnie. Krukowski zostawił jego zasadniczą część bez zmian, zmienił tylko fragment ostatniej szpalty. Dopisał w niej jedno zdanie:

„Jak dobrze wiemy, wybuch islandzkiego wulkanu opóźnił powrót do Polski prezydenta Lecha Kaczyńskiego, uniemożliwiając mu wzięcie udziału w moskiewskich uroczystościach Dnia Zwycięstwa”.

Po przeczytaniu prezes zamknie gazetę i wstanie do wyjścia. – Jestem dozgonnie wdzięczny. Ratuje pan życie mamy – powie na pożegnanie. R. poczuje się zakłopotany.

Druga gazeta dla mamy zostanie przygotowana na kolejny weekend. Będzie nosić datę 14–15 maja 2010 roku i znajdą się w niej dwa artykuły o prezydencie. Znów oba zostaną podpisane nazwiskiem Elizy Olczyk.

Pierwszy z nich – „Prezydent w podróży” – będzie stanowić kronikarską relację z rejsu:

„Minął kolejny dzień podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Polski. Jego decyzja o powrocie do kraju droga morską wydaje się jak najbardziej słuszna. Prognozy bowiem, o czym piszemy poniżej, nie wskazują na to, by w najbliższych trzech tygodniach przywrócona została transatlantycka komunikacja lotnicza.

Statek z pierwsza polską parą płynie po Atlantyku szerokim łukiem, by jak najdłużej trzymać się z dala od skażonego wulkanicznymi popiołami obszaru. Jak się dowiedzieliśmy, francuska jednostka zbliża się do kontynentu afrykańskiego. Według informacji przekazanych przez wiceszefa Kancelarii Prezydenta Jacka Sasina, wszyscy członkowie delegacji bardzo dobrze znoszą podróż. Sprzyja temu piękna pogoda i spokojne morze. Para prezydencka, która przez pierwsze dni podróży wzbudzała ogromną sensację na pokładzie, bowiem czasy, gdy głowy państwa regularnie pływały statkami, dawno już się skończyły, wiele wypoczywa. Lech Kaczyński jest ponoć w doskonałym nastroju i tryska humorem w towarzystwie swoich współpracowników”.

Drugi tekst będzie już czysto polityczny. Krukowski nada mu tytuł „Spotkanie Kaczyński–Sarkozy”:

„Najprawdopodobniej dojdzie do nieoficjalnego spotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym – dowiedziała się »Rzeczpospolita«. Według pragnącego zachować anonimowość polskiego dyplomaty szef państwa francuskiego chciałby wykorzystać fakt, iż Lech Kaczyński z towarzyszącą mu delegacją są na pokładzie statku, który zawinie do Marsylii. Którego dnia dojdzie do rozmowy obu polityków i gdzie się ona odbędzie, na razie nie wiadomo. Być może spotkanie będzie miało miejsce w okolicach Nicei, w podmiejskiej willi na wybrzeżu, gdzie prezydent Sarkozy często wypoczywa wraz ze swoją małżonką Carlą Bruni.

Według polskiego dyplomaty prezydenci spędzą ze sobą co najmniej pół dnia. W rozmowach poruszą oczywiście najważniejsze problemy, z którymi boryka się Unia Europejska, w tym kryzys grecki i kwestię bezpieczeństwa energetycznego, ale też sporo czasu poświęcą na niezobowiązującą konwersację. Przypomnijmy, że swego czasu Nicolas Sarkozy był zaskoczony erudycją Lecha Kaczyńskiego i jego wiedza na temat historii Francji.

Jak się dowiedzieliśmy, spotkanie z prezydentem Sarkozym nie będzie jedynym, które Lech Kaczyński odbędzie podczas podróży do domu. Zapewne z Francji uda się do Brukseli, a stamtąd do Berlina, gdzie ma rozmawiać z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Pertraktacje w tej ostatniej sprawie trwają, czy zakończą się sukcesem, w tym momencie trudno orzec, bowiem niemiecka kanclerz ma w najbliższych tygodniach wyjątkowo napięty kalendarz”.

Trzeba powiedzieć, że Krukowski skroił te artykuły perfekcyjnie. Nie spełniały one może kryteriów normalnego materiału informacyjnego, ale nie o informowanie w nich chodziło. Teksty miały uspokoić mamę. I zapewne uspokoiły, bo wyłaniał się z nich sielski obraz. Pogoda dopisywała, a statek pruł spokojne wody oceanu. Kurs oczywiście obrano tak, by ominąć chmury wulkanicznego pyłu. Prezydent nie uskarżał się na trudy podróży, wręcz przeciwnie – w otoczeniu pasażerów tryskał humorem. Wreszcie miał czas, by odpocząć u boku małżonki i porozmawiać ze współpracownikami o polskich sprawach, ale też dużo czytał i nie zapominał o obowiązkach. Nawet samochodowa droga przez Europę zapowiadała się jako podróż przywódcy oczekiwanego przez liderów kontynentu, będących zresztą pod jego urokiem. Tę błogą atmosferę zakłócali jedynie przedstawiciele rządu, którzy jak zwykle mieli zastrzeżenia do działalności prezydenta. Krukowski pamiętał o najdrobniejszych szczegółach. Nawet „pierwszą damę” pisał wielkimi literami. Nieprzypadkowo wybrał też na autorkę fikcyjnych artykułów Elizę Olczyk, wyważoną publicystkę z odpowiednim dorobkiem i bez skłonności do sensacji.

Na Nowogrodzkiej zachowały się dwa papierowe wydania fikcyjnej „Rzeczpospolitej”. Było jeszcze trzecie, które także przekazano prezesowi, ale jego kopia została zniszczona. Gdy Jarosław wyznał mamie prawdę o śmierci brata, nakazano zapomnieć o sprawie i wykasować z dysków wszystkie pliki dotyczące gazety.

Copyright © by Michał Krzymowski

Copyright © by Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o., Warszawa

Wydawca: Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o., ul. Domaniewska 52, 02-672 Warszawa

Dyrektor wydawniczy: Dariusz Zieliński

Menedżer projektu: Bernadetta Byrska

Projekt okładki: MMM

Fotoedycja: Mikołaj Starzyński

Zdjęcie na okładce: Marcin Kaliński/Wprost

Zdjęcie Michała Krzymowskiego (okładka): Marek Szczepański

Przygotowanie książki (projekt, opracowanie graficzne, fotoedycja, skład, redakcja, korekty): RED PEPPER dla RASP Sp. z o.o.