Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 887
Rok wydania: 2012
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Autor
JAPOŃSKI BLITZKRIEG NA PACYFIKU 1941-1943
Strategia, taktyka, dyplomacja od Pearl Harbor do Guadalcanal
Przełożył
Sławomir Kędzierski
BELLONA
Warszawa
Tytuł oryginału
The Eagle and the Rising Sun
Projekt okładki i stron tytułowych
Michał Bemaciak
Redaktor merytoryczny
Irma Iwaszko
Redaktor prowadzący
Bartłomiej Zborski
Redaktor techniczny
Małgorzata Katarzyna Ślęzak
Korekta
Krystyna Wysocka
Copyright c 2004 by Alan Schom. All rights reserved.
Copyright c for the Polish edition and translation by Bellona Społka Akcyjna,
Warszawa 2007,2012
Poprzednie wydanie tej publikacji ukazało się pod tytułem
Od Pearl Harbor do Guadalcanal
Wojna na Pacyfiku
Wodzowie, strategia, dyplomacja 1941-1943
Zapraszamy na strony: www.bellona.pl,www.ksiegamia.bellona.pl
Nasz adres: Bellona Społka Akcyjna
ul. Bema 87,01-233 Warszawa
Dział wysyłki: tel. 22 457 03 02,22 457 03 06,22 457 03 78
faks: 22 652 27 01
e-mail: [email protected]
ISBN 978-83-11-1248-5
Pracę tę poświęcam admirałowi Richmondowi Kelly’emu Turnerowi, który poświęcił życie US Navy, a w czasie wojny zaplanował i nim wyjątkowo trudne operacje desantowe dowodził; generałowi A.A. Vanderigiftowi z Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, za bohaterskie dowodzenie na Guadalcanal i zmianę tego, co zgodnie z przepowiednią MacArthura miało się stać amerykańską klęską, we wspaniałe zwycięstwo; komandorowi porucznikowi Josephowi Rochefortowi, szefowi jednostki wywiadu US Navy w Pearl Harbor, którego wiedza i inteligencja sprawiły, że bitwa pod Midway przyniosła, wielkie zwycięstwo i stała się punktem zwrotnym wojny; admirałowi Chesterowi Nimitzowi, śmiałemu i niezłomnemu dowódcy, który przejął siły morskie, kiedy Pearl Harbor wciąż jeszcze płonął, a następnie mądrze i z przekonaniem o swojej słuszności rozbudował US Navy na Pacyfiku, tworząc z niej najpotężniejsze siły morskie w historii; generałowi Robertowi Eichelbergerowi i jego żołnierzom, którzy razem z nowo utworzonym lotnictwem generała George’a Kenneya uratowali sytuację na Nowej Gwinei i Filipinach, powstrzymując marsz Japończyków i zmuszając ich do odwrotu, co z kolei ocaliło reputację MacArthura. Na koniec dedykuję tę książkę Françoise Marie Jeanne Comenie, która niestety zmarła na krótko przed ukończeniem przeze mnie tej pracy.
Przedsłowie
Niekiedy dana nam jest możliwość wnikliwego spojrzenia na historię naszej epoki. Książka ta to jedna z takich okazji. Alan Schom namalował obraz, w którym zaprezentował postacie o zaiste gigantycznym wymiarze, nie gubiąc przy tym ich człowieczeństwa. Na stronicach swojej pracy przedstawił postawy ideologiczne, osobiste dążenia i wyzwania, w których obliczu stawali protagoniści na światowej scenie, tworząc z tego materiału fascynującą opowieść. Owszem, znamy końcowy rezultat, ale, co nieczęsto się zdarza, autor przekazuje nam nowe spojrzenie na problemy, niekonwencjonalne oceny i opinie o ludziach, którzy swego czasu tworzyli historię i uczynili nasz świat takim, jaki jest obecnie.
Tworząc w duchu wspaniałej tradycji Sierpniowych salw Barbary Tuchman, zgromadził głównych aktorów, dokonał przeglądu ich doświadczeń historycznych i przekonań, prześledził niemal niedającą swobody manewru drogę, która doprowadziła do starcia cywilizacji, śmierci milionów i stworzenia w rejonie Pacyfiku nowego porządku, istniejącego do naszych czasów. Za pośrednictwem klarownej analizy błędnych koncepcji i wewnętrznych działań politycznych, zagrożeń wynikających z nadmiernego skupienia się na problemach wewnątrzkrajowych i rodzącego się poczucia światowej misji autor pozwala nam zrozumieć ostateczny wynik, który obecnie wydaje się z góry rozstrzygnięty. Ale jak wyjaśnia nam ten wart zapamiętania tekst, niczego nie dało się przewidzieć. Chociaż czołowi japońscy przywódcy kształcili się w Stanach Zjednoczonych, a rząd amerykański doskonale znał gospodarcze problemy nękające Japończyków, dialog głuchych, że użyjemy tu tego francuskiego zwrotu, był nieunikniony.
Kiedy już doszło do wojny, rezultat konfliktu wcale nie był oczywisty. Zdolności przywódcze, warunek sine qua non zwycięstwa w bitwie, po obu stronach stanowiły towar deficytowy. Zaopatrzenie, przede wszystkim kierowane do Europy, z trudem dostarczano na ogromne obszary Pacyfiku, gdzie od samego początku japońskie wojska dysponowały znaczną przewagą. Od pierwszych chwil Pearl Harbor do zagłady Floty Azjatyckiej, od Midway do Guadalcanal wynik i bilans walk zawsze były pod znakiem zapytania. Odwaga, poświęcenie, inteligencja, zdolność oceny – wszystko to okazało się konieczne, aby zmienić sytuację, co w pierwszych latach globalnej walki wydawało się zadaniem niemal niewykonalnym. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że ostateczny rezultat musiał być taki a nie inny. Dla uczestników wydarzeń był to na wiele bolesnych sposobów ogromny wysiłek.
Z tej książki czytelnik dowie się, za jaką sprawę walczyli i umierali ludzie, do jakich celów dążono i co przegrywano, jaką rolę odgrywał wywiad i jaką cenę płacono za niewłaściwe użycie sił. W klarowny sposób przedstawiono coraz większe znaczenie lotnictwa. Od tej pory w każdym konflikcie odgrywało ono decydującą rolę. A jednak kiedy wielkie cywilizacje walczyły o prymat, nie doceniano go w pełni. Straty jednostek zakotwiczonych w rzędzie pancerników w Pearl Harbor przekształciły US Navy tak dalece, że nie przewidziała tego żadna ówczesna administracja, a skutki tych przemian okazały się bardzo głębokie. Kształt walki na morzu został określony na następne sześćdziesiąt lat. Obowiązuje on również dzisiaj, gdy nasze grupy bojowe rozsiane są po całym świecie, wspierając politykę Stanów Zjednoczonych.
Przede wszystkim jednak Alan Schom przekazuje historię w najbardziej precyzyjnej postaci – pisze ciekawie i porusza najistotniejsze sprawy. Oczywiście, obecnie wiemy, jak przebiegała wojna, ale wnikliwość autora ułatwia nam zrozumienie i ocenę wydarzeń, czego nie zapewni sama tylko lektura meldunków i komunikatów. Za jego pośrednictwem jesteśmy obecni na pomoście okrętu, w schronie bojowym lub w Białym Domu w momencie podejmowania decyzji powołujących do życia nową erę. Kiedy opisuje się historię, jest to nie byle jakie zadanie. Schom nie waha się osądzać, oceniać i zadawać trudne pytania. Nikt, od MacArthura do Nimitza, od Fletchera do Eichelbergera, nie ma immunitetu przed jego wnikliwym osądem. W rezultacie książka jest miłą odmianą w odróżnieniu od często nijakich, czysto akademickich dywagacji i stanowi odbicie wiedzy praktyka i świadomości, że istnieje obowiązek zdania sprawy z odpowiedzialności ciążącej na przywódcach. Kiedy wysyłają mężczyzn i kobiety na wojnę, historia ich osądza. Powinni się modlić, aby wyrok ten był łagodny, a ryzyko warte zapłaconej za nie ceny.
Zbyt często historia przedstawiana jest jako ciąg wydarzeń. Alan Schom posiada umiejętność relacjonowania jej jako rozmaitych interakcji pomiędzy istotami ludzkimi, które ego, światopogląd i przekonania polityczne skłaniają do dokonywania takich czy innych wyborów lub podejmowania ryzyka. Dzięki temu obserwujemy wyjątkowo nieudane dowodzenie generała MacArthura, rozkwit talentu admirała Nimitza i znakomity wkład mnóstwa innych postaci, które w odpowiednim czasie i miejscu wywarły rozstrzygający wpływ na losy działań toczonych na przestrzeni tysięcy mil oceanu, podejmując ryzyko w sprawach, od których zależało wszystko.
Przede wszystkim jednak czytelnik za pośrednictwem tej książki przekona się, jak często ostateczny wynik wisiał na włosku. Przypomina to słowa, które jakoby Wellington wypowiedział po bitwie pod Waterloo: „niewiele brakowało”. Zarówno ryzyko, jak i polityczne korzyści po obu stronach były tak nieproporcjonalnie wielkie, że ostatecznego rezultatu nigdy nie dało się przewidzieć. Obie strony szły na całość i na stole leżał komplet kart. Niekiedy, jak pokazuje nam Schom w fascynującej relacji o bitwie pod Midway, o wszystkim decydowało kilka sekund. Historia może być właśnie taka – widziana z perspektywy czasu. Dla ludzi na linii frontu to kalejdoskop decyzji i działań podejmowanych błyskawicznie jedno po drugim. Dla walczących w ten czerwcowy dzień ważyły się losy świata. I od tego momentu wskazówki zegara poruszały się z nieuchronną konsekwencją.
Waterloo określiło na stulecie kształt Europy, natomiast starcie pomiędzy orłem a wschodzącym słońcem przekształciło rejon Pacyfiku, spowodowało powstanie nowego gospodarczego mocarstwa i zapewniło pokój, który dokonał głębokiej transformacji naszego świata. Wynik zrodzony z surowych lekcji odebranych w czasie zażartych bitew o panowanie na morzu, wykuty w parnych dżunglach na wyspach Pacyfiku i w ostatecznym rozrachunku osiągnięty dzięki stoczniom i przemysłowej potędze Stanów Zjednoczonych utorował drogę postimperialnemu światu, a z nim nowej serii konfliktów – o mniejszej skali, ale nie mniej gwałtownych.
Żeglarze muszą wcześnie poznać siłę prądów i wiatru – albo nie pożyją długo. Wojnę na Pacyfiku toczyły siły o wiele większe, ale kiedy tylko gospodarcze prądy zaczęły działać przeciwko kurczącym się zasobom Japonii, ostateczny wynik, jak pokazuje nam Schom, nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Zostanie tu przywołane, jak i dlaczego do tego doszło, abyśmy mogli obecnie to zrozumieć i wykorzystać. Obowiązkiem historyków od czasów Herodota do współczesności jest przedstawianie wydarzeń i przywódców, którzy zmieniali swoje czasy. Alan Schom robi to doskonale.
Thomas F. Marfiak
Annapolis, Maryland
Podziękowania
Jestem ogromne wdzięczny mojej sekretarce pani Woolridge za odszyfrowanie rękopisu, admirałowi J.L. Hollowayowi III i Fundacji Historycznej Marynarki Wojennej, kontradmirałowi Tomowi Marfiakowi i jego Instytutowi Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza panu Paulowi Stillwellowi, którzy ciągle udzielali mi pomocy. Wyrażam szczególne podziękowania admirałowi floty, byłemu pierwszemu lordowi admiralicji sir Henry’emu Leachowi za uprzejme i mężne przeczytanie całego rękopisu i poprawienie wielu błędów oraz wyjaśnienie rozmaitych kwestii, a także profesorowi Aleksowi Deconde za to, że również zapoznał się z całym tekstem i udzielił cennych sugestii, Johnowi Greenwoodowi, byłemu oficerowi artylerii, za zadanie sobie trudu i wyjaśnienie wielu spraw związanych z działami, majorowi Burtowi Bankowi z Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, który przeżył Marsz Śmierci na Bataanie, panu Theodore’owi Taylorowi, sir Martinowi Gilbertowi, lordowi [Hugh] Thomasowi, panu Donaldowi Perlrothowi, doktorowi George’owi Mitchellowi, profesorowi B. Mitchellowi Simpsonowi III i pani Marilyn Bargteil. Poza tym pragnę podziękować panu Gary’emu La Valley z Nimitz Library Archives US Naval Academy, archiwistom w Mac Arthur Memorial Library w Norfolk, generałowi brygady Johnowi Brownowi z Office of the Chief of Military History, US Center of Military History, pani Catherine Lloyd z Naval Historical Center w Waszyngtonie DC, panu Selwynowi Lloydowi za kwerendy, które wykonał dla mnie w odległych bibliotekach i archiwach, panu Barry’emu L. Zerby z Modem Military Records and Archives w National Archives, doktorowi Piersowi Brendonowi z Churchill Archives na Uniwersytecie Cambridge, A.A. Bellowi, dyrektorowi London Library, a także Christopherowi Hurleyowi z tej samej biblioteki za niezwykle wysiłki, jakie czynił, by zdobyć potrzebne mi rzadkie książki, doktorowi Hamishowi Toddowi, kustoszowi w Oriental Department British Library, Ministerstwu Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych za udostępnienie mi rozmaitych ilustracji, Instytutowi Hoovera dysponującemu ogromnymi zbiorami dotyczącymi Dalekiego Wschodu i rozlicznym innym bibliotekom, takim jak biblioteka University of California, Library of Congress, National Archives, Nimitz Library, British Library, Public Record Office i London Library. Dziękuję też Ann Adelman i Patricii Chui za ich pomoc redakcyjną, a zwłaszcza mojemu zmarłemu przyjacielowi, historykowi Byronowi Farwellowi, za zachętę, gdy rozpoczynałem pracę nad tym projektem.
Nota od autora
Książka rozpoczyna się od japońskiego ataku na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku i kończy zdobyciem Guadalcanal w lutym 1943 roku.
Próbuję wyjaśnić historyczne tło dwudziestowiecznej Japonii, aby umożliwić lepsze zrozumienie warunków, które doprowadziły do zaatakowania Stanów Zjednoczonych. Opisując niektóre główne wydarzenia oraz postacie i ich zapatrywania ideologiczne, miałem nadzieję zapełnić lukę istniejącą w większości ogólnych opracowań historycznych. Wojna ta nie była konieczna. Dałoby się jej uniknąć, gdyby rząd japoński zakończył toczącą się w jego własnym kraju wojnę domową i powstrzymał się od prób brutalnego zniewolenia siłą swoich azjatyckich sąsiadów. Ogromna większość Amerykanów nie życzyłaby sobie włączenia się do kolejnego wielkiego konfliktu czy to w Europie, czy w Azji. Kiedy jednak Amerykanie zostali zaatakowani, musieli się bronić. Niewiedza i brak zaufania do nieznanego, czyli do siebie nawzajem, doprowadziły do tego kataklizmu.
Japonia, która zaczęła zastraszać i podbijać azjatyckie kraje pół wieku przed atakiem na Stany Zjednoczone, najwyraźniej wkroczyła na drogę nieustannego, brutalnego ekspansjonizmu. Stany Zjednoczone nie mogą się więc tłumaczyć, iż zostały zaskoczone albo że uważały się za nietykalne. Amerykańscy wojskowi na najwyższych szczeblach otrzymywali ostrzeżenia, między innymi od Richmonda Kelly’ego Turnera, który w 1941 roku kierował planowaniem wojennomorskim, ale albo je ignorowano, albo łagodzono. Co więcej, zarówno Wojska Lądowe, jak i Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych zaniedbały szkolenia, które przygotowałoby ich personel do prawdziwej wojny, i zaniedbanie to zaczęto nadrabiać dopiero, kiedy wojska te na Pacyfiku w Europie znalazły się pod prawdziwym ogniem. A przecież US Navy pomyślnie „atakowała” Pearl Harbor w czasie manewrów przeprowadzonych w 1928, 1932 i 1938 roku, stosując dokładnie taką samą strategię i taktykę, jaką później naśladował i wykorzystał admirał Isoroku Yamamoto. Część odpowiedzialności za brak przygotowań do obrony kraju spoczywa na Kongresie Stanów Zjednoczonych, który w okresie międzywojennym wstrzymując niezbędne fundusze, uniemożliwił doprowadzenie sił zbrojnych do odpowiedniego stanu gotowości i siły.
Mam nadzieję, że moja opowieść w jakimś stopniu wyjaśni wzajemne oddziaływanie wielu złożonych czynników i działań wojskowych, podejmowanych przez aliantów w celu odniesienia zwycięstwa.
*
Należy zwrócić uwagę, że Japończycy umieszczają nazwisko przed imieniem. Chciałbym także uświadomić czytelnikowi fakt, że wszyscy amerykańscy dowódcy w czasie wojny, a niekiedy również i prezydent Roosevelt, mówiąc o Japończykach używali określenia ,japs”, podobnie jak w czasie pierwszej wojny światowej wielu ludzi nazywało Niemców „boszami”. W niektórych cytatach zawartych w tej książce używana jest taka właśnie terminologia, której jako zawodowemu historykowi nie wolno mi było zmienić. Na szczęście w miarę upływu czasu słowa te stopniowo przestały być używane.
Preludium. Pogrzeb kwiatu wiśni
Blade kwiaty witają cię
Marynarzu z daleka
Który przywozi go do domu
Gdzie są wszystkie jego wspomnienia.
Nogushi Yone, Oda do komandora Richmonda Kelly’ego Turnera, 1939 r.1
Uzbrojeni wartownicy z Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych stanęli na baczność, gdy miniaturowa pomarańczowo-biała flaga ze wschodzącym słońcem na błotniku czarnej limuzyny ambasadora Horinouchiego Kensuke przejechała przez bramę Maryland Avenue Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Annapolis. Następnie kondukt pogrzebowy posuwał się wolno pod starymi magnoliami i wiązami, obok gromadek zaaferowanych midszypmenów podążających na zajęcia, aż w końcu dotarł do długiego nabrzeża. Tutaj, w miejscu, gdzie wody rzeki Severn wpływały do zatoki Chesapeake, kolumna stanęła przed kompanią honorową piechoty morskiej i potężnym szarym kadłubem ciężkiego krążownika 34, USS „Astoria”. Był osiemnasty dzień marca niespokojnego roku 1939.
Komendant akademii, kontradmirał Wilson Brown, krótko przedstawił dowódcy okrętu Richmondowi Kelly’emu Turnerowi w galowym, granatowym mundurze z dwoma złotymi naramiennikami wdowę po ambasadorze Hiorshi Saito i sekretarza stanu Cordelia Hulla. Potem podeszły córki Saito, a za nimi około stu wyższych oficerów marynarki i urzędników rządowych. Przy akompaniamencie werbli orkiestry korpusu piechoty morskiej, salutu z dziewiętnastu armat i świstu trapowego na pokład „Astorii” wniesiono małą lakową szkatułkę z prochami ambasadora, której w czasie długiego rejsu do Tokio towarzyszył trzeci sekretarz ambasady japońskiej2.
Dokonany przez cesarza Hirohito wybór na to ważne stanowisko w Waszyngtonie popularnego arystokraty Saito był znaczący. Ambasador reprezentował pierwsze pokolenie mówiących po angielsku Japończyków, z których wielu kształciło się w amerykańskich szkołach. Polityczne i wojskowe wstrząsy, jakie miały miejsce w latach trzydziestych, wymagały, by japoński dom cesarski reprezentował bardzo szczególny człowiek, który byłby zdolny zakończyć trwający od jakiegoś czasu okres złożonych stosunków pomiędzy obydwoma krajami.
Z kolei prezydent Franklin Delano Roosevelt decyzję, aby z takimi honorami pożegnać zmarłego ambasadora, podjął po głębokim namyśle. Miał to być akt dobrej woli, który wpłynie na zmniejszenie napięcia pomiędzy Tokio a Waszyngtonem.
„Astoria” po dziesięciu tysiącach mil rejsu w honorowej asyście trzech japońskich niszczycieli weszła do portu w Jokohamie 17 kwietnia z banderą opuszczoną do połowy masztu. Turner rozkazał oddać salut z dwudziestu jeden armat. Jak w przypadku każdej ceremonii poświęconej zmarłemu, była to chwila pełna powagi. Uroczystość stanowiła również symboliczny pogrzeb pokoju, ponieważ w czasie rejsu „Astorii” przez Pacyfik niemieckie wojska wkroczyły do Czech i utworzyły Protektorat Czech i Moraw oraz anektowały port w Memlu (Kłajpedzie). We wrześniu Niemcy najechały Polskę, po czym nastąpił niesprowokowany atak Związku Sowieckiego na Finlandię. W tym samym czasie na Dalekim Wschodzie około 700 000 japońskich żołnierzy toczyło w sprzymierzonych z Wielką Brytanią i Ameryką Chinach długą wojnę z Czang Kaj-szekiem. Od 1931 roku kolejna japońska armia zajmowała Mandżurię i teraz, w 1939 roku, stała na brzegu Amuru na Syberii, mając naprzeciwko siebie za rzeką potężne jednostki sowieckich wojsk.
Dlatego właśnie do przeprowadzenia tej delikatnej misji dyplomatycznej wybrano Kelly’ego Turnera, specjalistę do spraw Dalekiego Wschodu. W czasie dziewięciodniowego pobytu w Japonii, kiedy każdą dobę wypełniały specjalne ceremonie, deszcz kwiatów wiśni i rytuały herbaciane, Turner obejrzał najnowsze szybkie lotniskowce i okręty liniowe potężnej marynarki wojennej. Spotkał się również z japońskim ministrem wojny generałem Seishiro Itagakim, porywczym ministrem spraw zagranicznych Hachiro Arita, który podarował amerykańskiemu dowódcy jedwabną szatę daimyo, ministrem marynarki wojennej admirałem Mitsumasą Yonaim, od którego otrzymał wazę zdobioną emalią cloisonne, i zastępcą szefa sztabu marynarki wojennej admirałem Mineichim Kogą. Turner miał więc jedyną w swoim rodzaju sposobność obserwować i prowadzić rozmowy z usytuowanymi wysoko w hierarchii japońskimi oficerami. Ale z wszystkich bankietów na jego cześć najciekawszy okazał się wydany przez mówiącego płynnie po angielsku, wykształconego w Harvardzie wiceministra marynarki wojennej admirała Isoroku Yamamoto, twórcę nowej japońskiej marynarki wojennej. Pewnego dnia Turner powrócił na Pacyfik, aby stoczyć z nim bitwę3.
1. George Carroll Dyer, The Amphibians Came to Conquer: The Story of Admiral Richmond Kelly Turner, t. 1, Washington, DC: U.S. Government Printing Office, 1972, s. 145.
2. Relacja z pogrzebu Saito i nekrologi, patrz: „The Washington Post”, „The New York Times” i londyński „Daily Telegraph”, 27 lutego 1939 i 18-20 marca 1939.
3. O uczestnictwie Kelly’ego Turnera w rozmaitych ceremoniach w Tokio w kwietniu 1939 r., patrz: G.C. Dyer, op.cit., t. 1, s. 140-149.
Rozdział I. Czcigodny gość
Nie możemy zapomnieć niedawnej, przerażającej przeszłości, ale jeżeli mamy pomyślnie uporać się z problemami współczesności, powinniśmy zdać sobie sprawę, że musimy przejść od wspomnień do działania i bacznego obserwowania sytuacji.
George Harvey, ambasador w Wielkiej Brytanii, 10 maja 1921 r.4
Admirał sir Charles Madden, dowódca Floty Atlantyku Royal Navy, obserwował, jak na rozkaz „podnieść galę flagową” na jego okręcie flagowym, pancerniku „Queen Elisabeth”, oraz na „Royal Oak” rozwinęły się dziesiątki flag. Na grotmaszcie pojawił się specjalny proporzec, witając odwiedzającą eskadrę, która wyłoniła się ze szkwału niedaleko Spithead i oddała salut z dwudziestu jeden dział na cześć oczekujących gospodarzy. Brytyjski okręt prowadzący i osiem niszczycieli, które eskortowały przybyszów, odeszły, gdy krążący wysoko dywizjon wodnosamolotów nagle znurkował tuż nad powierzchnię wody.
O ósmej rano we wtorek 9 maja 1921 roku okręty składającego wizytę następcy tronu powitał grzmiący królewski salut artyleryjski armat Spitbank Fort, King’s Bastion i oczywiście sfatygowany w bojach dwunastofuntówek „Victory” Horatia Nelsona. Gdy dwa pancerniki księcia weszły do portu w Portsmouth, „największego arsenału imperium”, wszystkie okręty wojenne były obwieszone flagami łopoczącymi na silnej bryzie. O dziesiątej okręt flagowy następcy tronuzacumował przy południowym nabrzeżu kolejowym naprzeciwko Portsmouth. Wszędzie w czasie rejsu do Anglii jego okręty były pozdrawiane przez twierdze i placówki Imperium Brytyjskiego, ale najwspanialej w La Valetcie, gdzie generalny gubernator Plumber rozkazał oddać salut z armat Malty i wykonać nocną iluminację okrętów w porcie, a także wydał przyjęcie w subtropikalnych ogrodach pałacu San Antonio. Podobnie powitano królewskiego gościa w Gibraltarze, gdzie w swojej rezydencji, Konwencie, podejmował go tamtejszy generalny gubernator.
Dwudziestoletni książę i następca cesarskiego tronu swojego kraju był pod wrażeniem wyszukanych ceremonii przygotowanych na każdym etapie jego podróży, ale wszystkie one nawet nie umywały się do tego, co oczekiwało go obecnie. Jak przyznawał później, powitanie w Anglii oszołomiło go swoją wspaniałością i zapisało w jego pamięci wspomnienia, które zachował do chwili, kiedy już jako stary człowiek ponownie odwiedził Wielką Brytanię.
Na nabrzeżu stały szeregi królewskiej piechoty morskiej, kompania honorowa marynarzy i orkiestra grająca hymn kraju następcy tronu. Ubrany w mundur komandora Royal Navy dwudziestosiedmioletni książę Walii, przyszły król Edward VIII, równie szczupły jak gość, ale wyższy i jasnowłosy, witany świstem trapowym wszedł na pokład zagranicznego okrętu wojennego, który podobnie jak druga jednostka został zaprojektowany i zbudowany na Wyspach Brytyjskich. Po wymianie uprzejmości przez obu książąt i ich świty wszyscy zeszli na brzeg. Chmury, z których wcześniej padały przelotne deszcze, ustąpiły i jasno świeciło słońce.
Nastąpiła prezentacja towarzyszących księciu Walii wyższych oficerów – lorda porucznika Hampshire i lorda Portsmouth, który powitał jego cesarską wysokość w swoim pięknym porcie i kraju. Następca tronu w mundurze komandora podporucznika marynarki wojennej swojego kraju podziękował mu krótko przez tłumacza. Po przeglądzie kompanii honorowej cała grupa, w której skład wchodziło między innymi trzydziestu czterech oficerów marynarki, wojsk lądowych i urzędników dworskich gościa, przeszła przez nabrzeże do specjalnego królewskiego pociągu, który oczekiwał pod parą, by zawieźć wszystkich do Londynu5.
Wprawdzie poczerniałe ceglane mury Victoria Station wyglądały ponuro nawet w świetle słonecznym, ale nastrój powitania był całkowicie inny. Ledwo następca tronu zszedł na olśniewający czerwony chodnik rozwinięty specjalnie na tę okazję, gorąco pozdrowił go uśmiechnięty król Jerzy w mundurze admirała floty Royal Navy i stojący przy nim książęta Yorku i Connaught. Znajdujące się za nimi filary spowite były szkarłatnymi girlandami, ozdobione palmami, liliami oraz egzotycznymi kwiatami i zwisały z nich flagi obu państw. Tłum znakomitości czekających na prezentację onieśmielał zarówno swoją liczebnością, jak i rangą. Poza członkami rodziny królewskiej i korpusu dyplomatycznego był na przykład markiz Crewe w mundurze lorda porucznika hrabstwa Londyn, minister spraw zagranicznych lord Curzon of Kedleston w stroju galowym, królewski koniuszy hrabia Chesterfield, pierwszy lord admiralicji hrabia Beatty, szef Generalnego Sztabu Imperialnego marszałek polny sir Henry Wilson i generał dywizji lotnictwa sir Hugh Trenchard, zastępca komendanta garnizonu Londynu, burmistrz i szeryfowie stolicy, komisarz policji oraz wielu innych. Naprzeciwko przejścia tunelem stała kompania honorowa 1. pułku Scotst Guard w krwiścieczerwonych kurtkach mundurowych i wysokich bermycach.
Po kolejnych przemówieniach i prezentacjach, które wydawały się już wyraźnie męczyć dość skrępowanego, spoglądającego niepewnie przez okulary księcia następcę tronu, dokładnie o pierwszej po południu w pobliże pociągu zajechała poprzedzana przez forysiów królewska kareta zaprzężona w sześć koni. Król, następca tronu, jego ambasador i książę wsiedli do niej, a orkiestra Scots Guard odegrała hymn państwowy gościa, a następnie God Save the King. Przed powozem podążała honorowa eskorta z 1. pułku Life Guards oraz King’s Guard z 1. batalionu Coldstream Guards w lśniących napierśnikach, wypolerowanych do zwierciadlanego blasku butach i z błyszczącymi szablami w dłoniach. Orszak posuwał się wśród gęstych, wielotysięcznych wiwatujących tłumów powiewających flagami obu państw, podążając okrężną drogą przez Grosvenor Place do Hyde Park Comer, następnie z powrotem przez Green Park wzdłuż porośniętego drzewami Constitution Hill, wokół Victoria Memorial i przez wykonaną z kutego żelaza bramę do pałacu Buckingham, gdzie przez tydzień następca tronu miał być gościem honorowym, by następnie przenieść się do rezydencji lorda Chesterfield w Mayfair6.
Wprowadzony do Bow Room następca tronu został przedstawiony królowej Marii. Rodzina królewska uznała młodego gościa za małomównego, najwyraźniej oszołomionego pokazem imperialnej pompy i skomplikowanej etykiety dworskiej, z jakimi nigdy dotąd się nie spotkał. Fakt, że odpowiadał bardzo krótkimi zdaniami i to za pośrednictwem tłumacza z ambasady, raczej nie pomagał w konwersacji. Ale Jerzy V, z doskonale przystrzyżoną białą brodą i ubrany w elegancki mundur marynarski, niezbyt przestrzegał sztywnej etykiety dworskiej i chociaż była to oficjalna audiencja, wyraźnie starał się ośmielić młodego człowieka, zwracając się do niego w ciepły, serdeczny sposób: „Mam nadzieję, mój chłopcze, że w czasie twojego pobytu tutaj wszyscy spełnią każde twoje życzenie”.
Rodzina królewska, a właściwie cały naród, starali się ze wszystkich sił, aby jak najlepiej przyjąć gościa. Już pierwszego dnia odbyły się dwa wystawne bankiety, pierwszym był lunch w pałacu Buckingham. Wieczorem natomiast jeszcze wspanialsze przyjęcie w dziewiętnastowiecznej sali bankietowej pałacu. Wokół okazałej sali w równych odstępach stali żołnierze królewskiej straży przybocznej ubrani w szkarłatno-złote stroje z epoki Tudorów, a za każdym karmazynowym krzesłem czuwał lokaj. Gości usadowiono za dwoma długimi stołami lśniącymi od złotej królewskiej zastawy, a na galerii przez cały czas grała orkiestra smyczkowa Artylerii Królewskiej.
W czasie bankietu król Jerzy nazwał wizytę następcy tronu „symbolem przyjaźni od dawna jednoczącej dwa imperia” i wyraził „wdzięczność za lojalne wsparcie naszego sprzymierzeńca oraz dzielną postawę jego wojsk lądowych i marynarki wojennej w czasie Wielkiej Wojny, a także nasze przekonanie, że przyjacielska współpraca pomiędzy naszymi krajami stanowi jeden z najważniejszych czynników utrzymania pokoju światowego”. Król oczywiście odnosił się do eskorty zapewnianej brytyjskim transportowcom wojska kursującym pomiędzy Australią a Bliskim Wschodem oraz do wysłania krążownika i piętnastu niszczycieli w celu osłaniania brytyjskiej i alianckiej żeglugi na Morzu Śródziemnym w latach 1917-1918.
Po nim wstał następca tronu i przemawiając silnym, niemal staccato, głosem, wyraził „głęboką i serdeczną wdzięczność” za powitanie i „niezwykle szczodrą gościnność”, z jaką spotyka się od chwili przybycia. „Czuję się niezwykle szczęśliwy, że na samym początku mojej europejskiej podróży poświęconej nauce i obserwacjom postawiłem stopę na pięknych brzegach tego wspaniałego kraju, którego niezmienna przyjaźń i dobra wola są niezwykle wysoko cenione przez cały [mój] naród [...]. Jest mi wyjątkowo przyjemnie, że szczęśliwe stosunki, jakie istnieją pomiędzy naszymi dwoma krajami, tak dobrze wytrzymały napięcia naszych czasów i będą stanowiły, jak Jego Królewska Wysokość właśnie zauważył, jeden z głównych czynników utrzymania pokoju światowego”7.
Biorąc pod uwagę traumatyczny dramat pierwszej wojny światowej i jej konsekwencje trwające od niemal trzech lat od jej zakończenia, trudno się dziwić tak silnym akcentom i trosce związanym z pokojem światowym. Znalazły one swoje odbicie w Southampton, kiedy George Harvey, nowy amerykański ambasador w Wielkiej Brytanii, zszedłszy z luksusowego liniowca pasażerskiego „Aquitania”, przemówił do wysłanej mu na spotkanie delegacji. Przypomniał zebranym nie tylko o okazywanej przez jego kraj „dobrej woli [...], ale również o wyrażanej przez [niego] otusze i nadziei. Nie możemy zapomnieć niedawnej, przerażającej przeszłości, ale jeżeli mamy pomyślnie uporać się z problemami współczesności, powinniśmy zdać sobie sprawę, że musimy przejść od wspomnień do działania i bacznego obserwowania sytuacji. Wy tutaj w Anglii, o czym wie cały świat, mężnie staracie się wykonać swoją część zadania. My w Ameryce chcemy dopomóc [...]. Działając wspólnie, Wielkie Imperium i Wielka Republika, ramię przy ramieniu, ręka w rękę mogą uchronić same siebie, a razem z nimi cały świat”8, przed wielkimi międzynarodowymi wyzwaniami okresu powojennego.
Tymczasem w kraju udręczony premier Lloyd George natychmiast po powrocie z konferencji pokojowej w Wersalu musiał doprowadzić do pokoju innego rodzaju: ponieważ Wielka Brytania stała w obliczu strajku górników węgla i pracowników transportu, który groził sparaliżowaniem kraju i jego wciąż jeszcze słabej gospodarki. „Muszę zaapelować do narodu, aby znosił trudy z cierpliwą i upartą odwagą, która przeprowadziła nas przez znacznie gorsze kłopoty”9. Wojna się skończyła, ale trzeba było jeszcze wygrać pokój we wszystkich jego postaciach – politycznej, finansowej, społecznej i wojskowej.
*
Wydawać by się mogło, że wizyta następcy tronu Hirohito nie mogła się odbyć w mniej sprzyjającym momencie. Wielka Brytania była ogromnie zadłużona, a jej gospodarka w okresie demobilizacji i przestawienia się na realia powojenne przy coraz słabszych wspomnieniach o niegdyś potężnym imperium znajdowała się w stanie niemal pełnej dezorganizacji. Wśród bardzo realnych upiorów przeszłości były nieustanne „kłopoty” w Irlandii, od wieków zakłócające wzajemne stosunki. Obecnie przedstawiono nową propozycję zaakceptowania „dla Irlandii w zasadzie statusu samorządnego dominium”, zakładając, że „unioniści z Ulsteru i cała reszta Irlandii są zgodni”. Wiązałoby się to z utworzeniem Zgromadzenia Konstytucyjnego, które sformułowałoby nową konstytucję, tym bardziej że Sinn Fein rzekomo zaproponował zawieszenie broni na okres wyborów.
Walki z Niemcami i ich sojusznikami z czasów wojny zakończyły się wprawdzie 11 listopada 1918 roku, ale pozornie nie do pokonania powojenne problemy trwały. Na przykład gdy tylko nowo wybrany kanclerz Niemiec doktor Karl Wirth objął urząd, Reichstag pod presją Wielkiej Brytanii, Ameryki i ich sprzymierzeńców wreszcie przyjął ich ultimatum z 5 maja żądające ostatecznego rozbrojenia, w tym również bawarskiej Einwoherwehr. Nie było jednak zawieszenia broni na Śląsku, gdzie międzysojusznicza komisja usiłowała raz na zawsze przerwać silne wymiany ognia artyleryjskiego trwające pomiędzy Niemcami a Polakami w spornych rejonach Koźla i Oleśna Śląskiego, gdy negocjowano ostateczny przebieg granic pomiędzy tymi dwoma krajami. Daleko na północy Finlandia i Szwecja zbliżały się do porozumienia w sprawie spornych Wysp Alandzkich. To zaledwie kilka spośród problemów, w których obliczu stała międzynarodowa konferencja w Wersalu. Były wśród nich takie sprawy, jak kwestie związane z powołaną właśnie Ligą Narodów, wylansowaną przez prezydenta Woodrowa Wilsona, ale nieratyfikowanej przez jego własny Kongres. Tymczasem Wielka Brytania i Francja wciąż żądały większych reparacji od zwyciężonej Rzeszy, aby dzięki nim spłacić własne długi. Waszyngton, który publicznie wzywał do pogodzenia się i bardziej umiarkowanego stanowiska w Wersalu, jednocześnie po cichu naciskał Wielką Brytanię, żądając uregulowania wojennych zobowiązań finansowych wobec Stanów Zjednoczonych. Wielkiej Brytanii natomiast brakowało nie tylko węgla do ogrzewania domów i utrzymania przemysłu w ruchu (był to wynik niszczącego strajku górników), ale również wszelkiego rodzaju surowców i zajęcia dla milionów zdemobilizowanych żołnierzy.
Nie mogło w tym pomóc niegdyś wielkie Imperium Brytyjskie, obecnie jedynie blade wspomnienie swojej dawnej potęgi. Na przykład lord Buxton, były generalny gubernator Afryki Południowej, właśnie szykował się do opublikowania raportu, w którym popierał utworzenie „odpowiedzialnego rządu dla Rodezji Południowej”, czyli mówiąc krótko, przyznanie krajowi niepodległości. Sytuacja ta była typowa dla imperium w stanie rozpadu. Dominia Imperium Brytyjskiego, w wyniku długiej wojny w Europie wykrwawione, całkowicie wyczerpane finansowo i ogołocone z siły roboczej, były obecnie w stanie politycznego ożywienia, coraz bardziej wymagające i myślące niezależnie, a zarazem pozbawione politycznej dumy i spójności, jaką dawało im niegdysiejsze imperium. Niepokój ten był szczególnie odczuwalny w maju 1921 roku, gdy premierzy dominiów przygotowywali się do dorocznej Konferencji Imperialnej, która miała się odbyć za miesiąc w Londynie. W rzeczy samej samo zwoływanie konferencji okazało się źródłem sporów. Premier Nowej Zelandii William F. Massey wspierany przez Australię bardzo krytycznie odnosił się do pomysłu takich corocznych spotkań i w równym stopniu nie podobało mu się, że niezmiennie odbywały się one w stolicy imperium. Jego zdaniem, jeżeli miały się one odbywać nadal, powinny być organizowane wymiennie w różnych krajach i jedynie od czasu do czasu w Londynie. Bądź co bądź same tylko te dwa kraje poniosły w czasie niedawnej wojny straty wynoszące 269 000 ludzi i nie miały zamiaru pozwolić Anglii zapomnieć o poniesionej ofierze. Stary kanadyjski slogan werbunkowy „I oznacza Imperium, za które jesteśmy gotowi umrzeć”, w okresie powojennym nie był już tak atrakcyjny10.
Ani trochę nie stał się również popularniejszy nowy brytyjski minister kolonii, czterdziestosześcioletni zapaleniec Winston Churchill, który znalazł się w ogniu miażdżącej krytyki spływającej z wszystkich zakątków imperium, wyrażanej między innymi w publikacjach w takich czasopismach, jak „Montreal Gazette” czy „Winnipeg Free Press”. Churchill naraził się, wzywając do zmian w konstrukcji i działaniu międzynarodowego związku dominiów, które usprawniłyby ich mechanizmy. Między innymi uczyniłoby to z dorocznego spotkania premierów z dominiów posiedzenia „gabinetu imperialnego”, który sprawowałby faktyczną władzę i realizował cele Downing Street. To „nowe dążenie do centralizacji” przeraziło wszystkich. Utrzymywano, że przyjęcie takich zmian powinny najpierw zatwierdzić narodowe parlamenty każdego z dominiów, a nie zarządzić jednostronnie Londyn. Dominia walczyły zaciekle o swoją niepodległość i nie miały zamiaru dopuścić do zmanipulowania ich w taki sposób, by jedynie zatwierdzały programy Wielkiej Brytanii11.
Wśród konkretnych propozycji ministra kolonii Churchilla było na przykład wezwanie do całkowitej reorganizacji administracji na Bliskim Wschodzie i, jak niedawno oświadczył w marcu na konferencji w Kairze, zorganizowania zarządu na nowych terytoriach mandatowych przydzielonych w tym rejonie Wielkiej Brytanii i Francji. Między innymi miał nadzieję zmniejszyć wysokie koszty zarządzania, przekazując o wiele większą władzę polityczną Arabom, którzy do niedawna znajdowali się pod jarzmem Imperium Osmańskiego.
W ten sposób Irak stałby się niepodległym królestwem rządzonym przez obecnego emira Fajsala, jednego z synów króla Husajna z Hidżazu, ale pod warunkiem, że duża kurdyjska mniejszość na północy kraju również otrzymałaby niepodległość. Inne nowe królestwa powstałyby w Jordanii i Arabii Saudyjskiej. Cała brytyjska strefa Bliskiego Wschodu byłaby administrowana przez specjalnie powołane brytyjskie siły składające się z hinduskich wojsk.
Na pierwszy plan wysuwał się również narastający na Bliskim Wschodzie konflikt pomiędzy Żydami a Arabami. Francuski premier Alexandre Millerand otwarcie krytykował Wielką Brytanię, a zwłaszcza lorda Balfoura, za popieranie „syjonizmu”, który on sam zdecydowanie odrzucał. Zażądał zakończenia całej żydowskiej imigracji do brytyjskiego terytorium mandatowego Palestyny, mimo że nie był to zupełnie jego interes i nie miało to żadnego związku z Francją.
Churchill, aczkolwiek trudno uznać go za dozgonnego przyjaciela Żydów, był pod ogromnym wrażeniem młodych żydowskich rolników, których niedawno odwiedził w Palestynie po konferencji w Kairze. Protestował w Izbie Gmin: „Po tym jak widziałem takie wyniki uzyskane dzięki tak wielkiemu nakładowi pracy, wysiłku i umiejętności, sprzeciwiam się każdemu, kto chciałby powiedzieć, że rząd brytyjski” powinien ustąpić rządowi Francji i zmienić brytyjską politykę, tym samym kończąc żydowską imigrację do Ziemi Świętej. Taka zmiana polityki, twierdził Churchill, w nieunikniony sposób spowodowałaby, że te osiągnięcia rolnicze zostałyby „bezwzględnie i brutalnie zniszczone z zewnątrz przez wtargnięcie i ataki fanatycznej ludności arabskiej”12. Churchill był świadkiem jednego dżihadu, czyli muzułmańskiej świętej wojny: starcia armii Kitchenera z arabskimi wojskami Mahdiego, do którego doszło, kiedy Brytyjczycy starali się pomścić tragiczną śmierć generała Gordona i ponownie zająć Sudan. Zaciekłość i okrucieństwo Arabów wstrząsnęły nim i nie chciał, aby coś takiego powtórzyło się w przypadku tak bardzo podziwianych przez niego żydowskich rolników.
Mimo wszystko jednak problemy na Bliskim Wschodzie wynikające z przekształcenia niedawno rozmontowanego Imperium Osmańskiego na nowe państwa, takie jak Liban, Syria, Irak, Jordania, Palestyna, Arabia Saudyjska i Jemen, trwały. W tym rozległym rejonie potrzeba było więcej wojsk z Wielkiej Brytanii i dominiów, a nie mniej, jak przewidywał Winston Churchill.
Jeszcze w tym samym roku Churchill poparł sprawę utworzenia „państwa irlandzkiego” w południowej Irlandii, co nie było zbyt dobrze widziane w samym Westminsterze, mimo że rok później zostało ostatecznie uchwalone. Ogólnie biorąc, dominia, nie wyłączając Australii i Nowej Zelandii, z pewnością zdawały sobie sprawę, że stoją w obliczu bardzo realnych światowych niepokojów i zagrożeń, a wśród nich zawarcia ostatecznego traktatu pokojowego z utworzonym właśnie państwem tureckim, sojusznikiem Wilhelma II w czasie minionej wojny. Jeżeli nie zdołają współpracować, być może zaistnieje konieczność ponownego wysyłania wojsk.
Dawne kolonialne imperium Niemiec również wymagało demontażu, ale dominia zdecydowanie – i na próżno – sprzeciwiały się przekazaniu Japonii niemieckich kolonii na Dalekim Wschodzie. „Żółte niebezpieczeństwo”, którego obawiano się na Zachodzie w pierwszych latach nowego stulecia, w dalszym ciągu powodowało poważne zaniepokojenie, zwłaszcza na antypodach. Dwie „białe wyspy”, Australia i Nowa Zelandia, tkwiły osamotnione wśród „żółtego morza”, oddalone o tysiące mil od Europy i bronione przez bardzo wątły kordon okrętów wojennych Royal Navy. Tymczasem Japonia jako lojalny sojusznik w czasie pierwszej wojny światowej – to jej marynarka wojenna eskortowała Australijczyków i Nowozelandczyków płynących do Europy – żądała zapłaty za wyświadczone usługi, i w Wersalu, wbrew wszelkim zastrzeżeniom, niemieckie wyspy na zachodnim Pacyfiku praktycznie biorąc, przeszły w japońskie ręce.
W samej Japonii przyszłość wydawała się w równym stopniu niepewna, nawet w najbardziej elementarnej kwestii, kto ma być jej sojusznikiem, ponieważ o zawartym niemal dwadzieścia lat wcześniej angielsko-japońskim sojuszu obronnym, który zamierzano odnowić w czasie najbliższych miesięcy, wciąż dyskutowano. Gdyby Brytyjczycy odmówili obecnie jego podpisania, w jakiej sytuacji znalazłoby się Tokio?
*
Ale w Londynie w 1921 roku, podczas natłoku wydarzeń związanych z królewskim programem i jedną z najbardziej wszechstronnych wycieczek, jakie były kiedykolwiek udziałem czcigodnego gościa, żaden z tych kłopotliwych problemów niemal nikomu nie zaprzątał głowy. Zaczęło się w opactwie Westminster od wygłoszonego przez „Black Rodwezwania do wzięcia udziału w obradach Parlamentu, gdzie następca tronu miał możność po raz pierwszy zapoznać się z fundamentem Imperium Brytyjskiego, funkcjonowaniem prawdziwej demokracji zarówno w Izbie Lordów, jak i Izbie Gmin. Potem burmistrz Londynu w towarzystwie swojego zastępcy powitali cesarskiego gościa w Guildhall, a następnie odbył się nieunikniony wystawny bankiet w Mansion House.
Na Threadneedle Street prezes Bank of England z wszelkimi honorami oprowadził gościa wraz z całą jego świtą po skarbcach imperium, łącznie z rzadko udostępnianymi, słynnymi salami ze sztabami złota. Nieco dalej w dół rzeki w londyńskiej Tower z jej strażnikami w tradycyjnych strojach oglądano historyczne cele więzienne, w których Maria, królowa Szkotów, oraz sir Walter Raleigh czekali na spotkanie z mieczem kata. Goście zapoznali się ze sławnymi klejnotami koronnymi, a następnie weszli na najwyższe mury Tower, aby zobaczyć królewskie kruki. W czasie weekendu udano się do posiadłości wiejskiej w Chequers, którą lord Lee of Fareham oddał do dyspozycji premiera Wielkiej Brytanii, a wkrótce ofiarował ją krajowi na stałe. Tam wychudzony, znękany Lloyd George ze wszystkich sił starał się jak najlepiej podjąć następcę tronu, komplementując jego i jego kraj jako „dzielnych sojuszników” Anglii.
Książę, znany już ze swoich intensywnych studiów wojskowych, oczywiście musiał również odwiedzić główne obiekty militarne Wielkiej Brytanii. Między innymi w Aidershot dokonał przeglądu Coldstream Guards, w Akademii Wojskowej w Sandhurst był świadkiem uroczystej zmiany wart, a w sąsiednim Camberly ośmiuset brytyjskich i hinduskich kawalerzystów przedefilowało przed następcą tronu, by następnie zademonstrować swoje umiejętności wojskowe i jeździeckie. Ale ku zaskoczeniu księcia Yorku, który obecnie był jego przewodnikiem, dopiero 24. dywizjon RAF-u na lotnisku Kenley (niedaleko Londynu) i jego trzysta samolotów rzeczywiście bardzo zainteresowały następcę tronu. Oglądał tam akrobację powietrzną, skomplikowane manewry, bombardowanie okopów przeprowadzone przez myśliwce Bristol, gdy w tym samym czasie inne maszyny uczestniczyły w realistycznej walce powietrznej, w czasie której niektóre samoloty opadały spiralą w dół, a piloci skakali na spadochronach. Program wycieczki uległ opóźnieniu, ponieważ książę zażyczył sobie zapoznać się z różnymi rodzajami samolotów, ich uzbrojeniem i najnowszymi przyrządami nawigacyjnymi, a także przeprowadzić długie rozmowy z pilotami. Oficjalny harmonogram został całkowicie zdezorganizowany, ale adiutanci księcia zrobili wiele notatek, które przeanalizował on dokładnie po powrocie do kraju.
W Londynie odbyły się przyjęcia w ambasadzie, bankiet w St James’s Palace, którego gospodarzem był książę Walii, i wspaniały raut wydany przez ministra spraw zagranicznych lorda Curzona of Kedleston, podczas którego w murach jego rezydencji przy Carlton House Terrace 1 zebrało się właściwie całe Who s Who imperium. Dumny Curzon dzięki swojemu majątkowi i władzy był w tym okresie jednym z najbardziej wpływowych mężów stanu. Następca tronu był pod wrażeniem tego wszystkiego, co do tej pory widział i co stanowiło najwyższy przejaw imperialnych osiągnięć, oszałamiający pokaz, jakiemu nie dorównywała żadna inna stolica na świecie.
Były jednak również bardziej swobodne momenty, na przykład kiedy król Jerzy zaprosił cesarskiego gościa na tradycyjną partię golfa. Książę po raz pierwszy zjawił się na niej w nowej tweedowej marynarce i pumpach. Pomimo wszystkich ćwiczeń, jakie wykonywał, wybijając piłeczki z pokładu pancernika idącego po Morzu Śródziemnym, nie był równorzędnym przeciwnikiem dla króla, który dając mu wszelkie możliwe fory, starał się zmniejszyć różnicę wyników. Niezgrabne, krępujące drgawki ramion i głowy następcy tronu, dostrzeżone w czasie wcześniejszych przyjęć i przypisywane jego zdenerwowaniu, teraz powróciły na polu golfowym, niezbyt pomagając mu w prowadzeniu gry. Te fizyczne przypadłości nękały go do końca życia.
Król zadbał, aby młody książę odwiedził londyńskie teatry. Chociaż gość nie mówił płynnie po angielsku, najwyraźniej dobrze się bawił na komedii Sybil w Daley’s Theatre z Jose Collins w roli głównej oraz na komedii muzycznej League of Notions z uroczymi siostrami Dolly w New Oxford. Książę śmiał się serdecznie po raz pierwszy od przybycia do Anglii. West End niemal całkowicie powrócił już do dawnej chwały, ale jego powojenny repertuar miał zasadniczo lekki, rozrywkowy charakter. Była w nim sztuka The Naughty Princess w Adelphi, specjalne występy Mary Pickford w Palace, Faust on Toast w Gaiety, bardziej poważna The Circle Sommerset Maughama w Haymarket i „przedstawienie przygodowe” Bull-Dog Drummond w Wyndham, w którym występował popularny Gerard du Maurier.
Zanim Hirohito opuścił Anglię i udał się do Szkocji i Francji, Jerzy V nadał mu Krzyż Wielki Orderu Łaźni i opublikował w dzienniku urzędowym mianowanie go generałem armii brytyjskiej. Książę był ogromnie wzruszony, gdy krawiec przygotowywał wspaniały mundur generalski. Kiedy jego długi pobyt w sercu Imperium Brytyjskiego zbliżał się już do końca, książę wykonał najważniejszy symboliczny gest i przybył pod najważniejszy pomnik wojenny Wielkiej Brytanii, Cenotaph w Whitehall, gdzie powitał go drugi lord admiralicji, admirał sir Henry Oliver. Dworzanin złożył na cokole wieniec z gałązek laurowych, liści palmowych oraz czerwonych i białych goździków, a książę w mundurze wojskowym, ale z gołą głową dwukrotnie skłonił się głęboko przed monumentem upamiętniającym krew przelaną przez ponad milion żołnierzy.
Teraz Hirohito i jego składająca się niemal wyłącznie z wojskowych świta przenieśli się do Francji. Dwie osoby z tej grupy pozostały u jego boku na wysokich stanowiskach przez następne dwadzieścia lat – jego kuzyn książę Kotohito Kan’in i generał broni Takedż Nara. W czasie pobytu następcy tronu we Francji przyłączyli się jego dwaj ulubieni wujowie, książęta Asaka i Higashikumi, którzy również odegrali ważne role w przyszłości Hirohito i całego Cesarstwa Japonii.
*
Zdając sobie sprawę z nieśmiałości i skrępowania okazywanych przez Hirohito w czasie uroczystości państwowych i religijnych – częściowo wynikały one z przebytego w dzieciństwie zapalenia opon mózgowych, które spowodowało skrzywienie kręgosłupa, to zaś coraz silniejsze pochylenie jednego ramienia – cesarski dwór miał nadzieję, że jako pierwszy przedstawiciel japońskiej rodziny cesarskiej, który kiedykolwiek odwiedził Zachód, wykona tę oficjalną podróż jeśli nie z rozmachem, to przynajmniej z godnością. Pełne entuzjazmu oceny międzynarodowej prasy wywołały zarówno zaskoczenie, jak i ulgę. W jakimś stopniu ten niezwykły sukces osiągnięto dzięki sztywnej etykiecie, jaka otaczała tego bardzo szczególnego japońskiego wysłańca, w dużej mierze zawdzięczano go jednak jowialnej dobroduszności gospodarza, króla Jerzego V, który również był bardzo zainteresowany powodzeniem tej wyjątkowo delikatnej wizyty13.
Z drugiej jednak strony celem tej podróży państwowej, poza oczywistym zdobywaniem wiedzy przez przyszłego władcę Japonii, było przedłużenie brytyjsko-japońskiego sojuszu obronnego. Pomimo uśmiechów i serdecznego powitania nie został on zrealizowany i dwadzieścia lat później niepowodzenie to pociągnęło za sobą złożone konsekwencje. Amerykanie – najważniejszy wierzyciel Wielkiej Brytanii w latach 1914-1918 – do których przyłączyli się Australijczycy, ogarnięci histerią na punkcie „żółtego niebezpieczeństwa”, wywierali zakulisową presję na Brytyjczyków. Liczącym się czynnikiem były pieniądze. Amerykanie wywierali na Londyn niezbyt dyplomatyczne naciski, żądając spłaty ogromnego długu wojennego. Wielka Brytania była zmuszona domagać się poza reparacjami wojennymi od Niemiec uregulowania wynoszącej dwa miliardy funtów pożyczki wojennej udzielonej zwłaszcza Francji, ale również Belgii, Włochom i Japonii. Winston Churchill żałował wygaśnięcia brytyjsko-japońskiego sojuszu. „Zerwano wiele więzi – stwierdził – które mogłyby później okazać się bardzo wartościowe dla sprawy pokoju”14. W taki też sposób niemal serdeczna przyjaźń ustąpiła bardziej tradycyjnym podejrzeniom i wzajemnemu brakowi zaufania, które ostatecznie doprowadziły do wojny.
Zachód nie miał zamiaru wtrącić Japonii w dyplomatyczną otchłań, ale raczej przekształcić jej związki z zachodnimi państwami za pośrednictwem nowej międzynarodowej konferencji rozbrojeniowej, która rozpoczęła się w Waszyngtonie DC pod koniec 1921 roku. Konferencji przewodniczyli agresywni Amerykanie, dążący do rozładowania przyszłych konfliktów międzynarodowych poprzez ograniczenie stanu zbrojeń, zwłaszcza kosztem największych sił morskich świata. Dwaj przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, sekretarz stanu Charles Evans Hughes oraz Theodore Roosevelt jr, domagali się radykalnego ograniczenia liczby okrętów wojennych posiadanych przez aliantów – czyli Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Japonię, Francję i Włochy – i jednoczesnego drastycznego zmniejszenia budowy nowych jednostek. Wyglądało to bardzo sensownie, pod warunkiem że wszyscy „alianci” będą grali według tych samych zasad, jak również że pokonani przeciwnicy, przede wszystkim Niemcy, zechcą współpracować. Niemcy jednak nie były sygnatariuszem, ich marynarkę wojenną ograniczały ustalenia traktatu wersalskiego.
Wielomiesięczne negocjacje w stolicy Stanów Zjednoczonych zakończyło przyjęcie w 1922 roku nowych traktatów: traktatu czterech mocarstw, podpisanego w lutym 1922 roku przez Charlesa Evansa Hughesa, lorda Balfoura, Aristide’a Brianda i barona Kato, oraz traktatu o ograniczeniu zbrojeń. Ten ostatni, oświadczył Hughes, „całkowicie zakończy wyścig zbrojeń na morzu. Jednocześnie utrzymuje on w nienaruszonym stanie względne bezpieczeństwo wielkich mocarstw morskich [...]. Czynimy największy krok w historii, aby zapewnić panowanie pokoju”15. Celem traktatu było zredukowanie stanu okrętów wojennych w proporcji 10:10:6, czyli 100 milionów ton wyporności dla Stanów Zjednoczonych, tyle samo dla Wielkiej Brytanii i 60 milionów ton dla Japonii. Te nowe limity wkrótce zostały zmniejszone o połowę, co wywołało ogromne oburzenie amerykańskich i brytyjskich oficerów marynarki, których nikt nigdy nie zapytał, jakie są wymogi obronne ich krajów. Hughes, Roosevelt jr i inni cywilni członkowie amerykańskiego zespołu po prostu działali w próżni, pomijając Zarząd Ogólny US Navy, odpowiedzialny za doradztwo, stanowienie polityki morskiej i sporządzanie planów ochrony kraju, i często nawet się z nim nie konsultując. Proporcja 5:5:3 wymagała, aby Stany Zjednoczone wysłały na złom albo zatopiły wiele swoich najnowszych pancerników i krążowników oraz anulowały budowę piętnastu kolejnych. Nowy, potężny pancernik w trzech czwartych ukończony USS „Washington” o wyporności 32 500 ton został użyty przez amerykańskich wojskowych jako okręt-cel i zatopiony w pobliżu przylądka Virginia. Z wyjątkiem jednego lub dwóch okrętów liniowych, całą resztę US Navy stanowiły jednostki zbudowane przed pierwszą wojną światową, mocno przestarzałe i słabiej uzbrojone. Z kolei Japonia miała zniszczyć osiem nowych okrętów wojennych, ale zamiast tego „zniszczyła” jedynie osiem jednostek, które znajdowały się jeszcze w fazie projektu. Jeżeli chodziło o lotniskowce, były one dla wszystkich sił morskich nowością i nie ograniczono ich liczby. Tą samą logiką posłużono się wobec o wiele lepiej znanej i sprawdzonej kategorii jednostek, to znaczy okrętów podwodnych. Jedyną pociechą dla Stanów Zjednoczonych było ocalenie dwóch budowanych jeszcze okrętów, „Saratoga” i „Lexington”, które miały zostać przerobione z krążowników liniowych na lotniskowce16.
Przyjęte na konferencji waszyngtońskiej traktaty z 1922 roku po jakimś czasie okazały się triumfem Japończyków. Ten brak równowagi w szczególny sposób dawał o sobie znać w traktacie o ograniczeniu zbrojeń, który ponadto wymagał, aby Stany Zjednoczone i Wielka Brytania powstrzymały się od dalszego rozbudowywania istniejących już systemów umocnień i obiektów marynarki wojennej na Pacyfiku, w tym w Singapurze, na Filipinach, Wake i Guam, oraz od budowania nowych obiektów. W dodatku Japonia przejęła kontrolę nad byłymi niemieckimi koloniami na wyspach Pacyfiku, w tym nad Wyspami Mariańskimi.
Republikańska większość w Kongresie sprzeciwiała się udziałowi Stanów Zjednoczonych w pierwszej wojnie światowej i nie ratyfikowała udziału Ameryki w Lidze Narodów. Teraz te same poglądy polityczne spowodowały złomowanie większości nowoczesnych okrętów US Navy i poważne zmniejszenie liczebności personelu. Proces kolejnych redukcji trwał w latach dwudziestych i trzydziestych. Charles Evan Hughes oświadczył: „Czynimy największy krok w historii, aby zapewnić panowanie pokoju”. W rzeczywistości waszyngtońska konferencja w sprawie ograniczenia zbrojeń z 1922 roku z powodu niekompetencji amerykańskich i brytyjskich „mężów stanu” uczyniła możliwą kolejną wojnę światową.
*
„Brytyjski generał” książę Hirohito był bardzo zadowolony z przyjęcia, z jakim spotkał się w Wielkiej Brytanii. Po odwiedzeniu Francji, a następnie Watykanu i spotkaniu z królem Wiktorem Emmanuelem wszedł na pokład pancernika „Katori” i przez Ocean Indyjski ruszył w powrotny rejs do kraju.
Ta podróż na Zachód miała wielkie znaczenie dla Hirohito i imperium, które wkrótce odziedziczył. Z całą pewnością nie oczekiwał, że wiele zrozumie – widział jedynie to, co mógł dostrzec jako oficjalny gość, a dodatkowo ograniczała go prawie całkowita nieznajomość angielskiego. Mimo wszystko jednak od tej pory o wiele bardziej wnikliwie śledził sprawy Zachodu i właściwie do końca życia czytał książki i czasopisma po francusku i angielsku (od kiedy poprawił swoją znajomość tych języków). W tajemnicy podziwiał wiele rzeczy związanych z Wielką Brytanią i „angielskim stylem życia”, w tym również golfa, „angielskie” wyścigi konne i zachodni jazz (zakazany w całym kraju, nawet w pałacu jego ojca). Codziennie jadł angielskie śniadanie składające się ze smażonych jajek, pomidorów z grilla, bekonu (lub kiełbasek, jeżeli udało się je dostać) i tostów. Każdego popołudnia podawano: „angielską herbatę”. Polecił także zbudować na terenie w pobliżu pałacu pole golfowe i nawet rozgrywał na nim partie, ubrany w tradycyjne pumpy. Hirohito, jego żona Nagakoi ich dzieci nosili wyłącznie europejskie ubrania (z wyjątkiem specjalnych uroczystości sintoistycznych i państwowych), natomiast ministrowie rządu otrzymali rozkaz przychodzenia wyłącznie w angielskich strojach urzędowych (fraki i szare cylindry).
Jako książę regent, a w końcu cesarz, Hirohito w coraz większym stopniu separował się od społeczeństwa i od kiedy ukończył trzydzieści lat, trzymał na dystans również większą część rodziny cesarskiej. Wolny czas spędzał przeważnie majstrując w specjalnym laboratorium morskim, które kazał zbudować w pałacu. Ze swoją żoną był jednak bardzo blisko. Przez całe życie jedli wspólnie śniadania, obiady oraz kolacje. W przeciwieństwie do swoich poprzedników Hirohito odmówił utrzymywania konkubin. Ale chociaż grywał w karty i lubił inne zachodnie rozrywki, w głębi duszy Hirohito był nie tylko Japończykiem, ale nade wszystko cesarzem Japonii, którego najwcześniejsze nauki wpoiły mu wartości historii dynastii Meiji oraz filozoficzne koncepcje sintoizmu, konfucjanizmu i buddyzmu zen. Całe życie spędził na Dalekim Wschodzie i zakres jego działań związany był z tym rejonem. Oczekiwano, że zostanie żołnierzem (wszyscy książęta krwi mieli stopnie wojsk lądowych i marynarki), i wychowywali go oraz kształcili żołnierze. Generał broni Nogi prowadził i nadzorował jego podstawowe wykształcenie w Szkole Parów, po czym obowiązek dbania o jego naukę na szczeblu licealnym – zdominowanej przez historię wojskowości i związane z nią zagadnienia – przejął admirał floty Heichachiro Togo17.
Kiedy po śmierci dziadka Hirohito, cesarza Meiji, któremu służył, generał Nogi popełnił rytualne samobójstwo, chłopiec płakał zapewne jedyny raz w życiu. Bardzo podziwiał tego surowego, sprawiedliwego służbistę, samuraja starej daty, który żył jak mnich i poświęcił całe życie koronie cesarskiej.
Osiemnastego lipca 1920 roku oficjalnym mentorem i doradcą we wszystkich wojskowych sprawach wojskowych Hirohito został generał Takedżi Nara, słynny żołnierz oraz dyplomata, i razem ze starszym od niego admirałem Togo piastował to stanowisko do końca życia. Ze stojącymi u jego boku szczerze podziwianymi żołnierzem i marynarzem Hirohito prowadzony był prosto wojskową ścieżką, a w tle zawsze znajdował się również leciwy, ale wpływowy marszałek polny Aritomo Yamagata18. Ci trzej ludzie przypominali Hirohito dni świetności jego przodków, a zwłaszcza dziadka, cesarza Meiji, i jego wojenne dokonania. W dzieciństwie Hirohito co roku spędzał lato w obozach wojskowych oraz bazach marynarki i zanim w 1921 roku wyruszył z wizytą do Londynu, jego poglądy były już ukształtowane. Trudno się więc dziwić, że od chwili powrotu, pomimo upodobania do pewnych akcesoriów kultury Zachodu, światopogląd Hirohito stanowił odbicie kodeksu samurajskiego.
Dwaj młodsi bracia Hirohito w czasie jego panowania odgrywali odpowiedzialne role. Jednym z nich był Chichibu (albo Yasuhito) urodzony rok później, w 1902, i wychowywany razem z nim. W przeciwieństwie do chorowitego Hirohito, którego przeżyte w dzieciństwie zapalenie opon mózgowych przykuło do łóżka i na wiele lat osłabiło, Chichibu był o wiele wyższy, silniejszy i bardziej atletycznie zbudowany. Chłopcy razem pobierali nauki, w których główny akcent kładziono oczywiście na sprawy wojskowe, ale nie zawsze mieli takie same zapatrywania. Hirohito wyrastał w atmosferze kultu cesarza-wojownika Meiji, natomiast Chichibu wręcz przeciwnie, uważał dziadka za zimnego i pełnego rezerwy i o wiele krytyczniej oceniał jego osobę i osiągnięcia. Hirohito i Chichibu byli niemal rówieśnikami i niekiedy dochodziło między nimi do bójek. Za każdym razem Chichibu był jednak surowo karany; od najmłodszych lat wpajano mu, że starszy brat pewnego dnia będzie władał ziemią ich przodków i dlatego należy go traktować ze szczególnym szacunkiem. Jeden z doradców przypominał Chichibu, upartemu i buntowniczemu młodemu człowiekowi: „Cesarz jest posłańcem niebios, boskim i świętym. Góruje nad wszystkimi swoimi poddanymi. Musi być czczony i jest nietykalny [...] prawo nie ma nad nim władzy, a on nie jest przed nim odpowiedzialny [...]. Nie może być tematem uwłaczających uwag ani [nawet] dyskusji”19. Z drugiej jednak strony, młodszy z chłopców miał o wiele więcej swobody niż następca tronu Hirohito, którego nieustannie „szkolono”, przygotowując do oczekującej go pewnego dnia wielkiej roli. Obaj chłopcy jednak byli przygotowywani do objęcia najwyższych stanowisk wojskowych i otrzymywali tradycyjne podstawowe wyszkolenie. Nie wiadomo, czy podobnie jak inni japońscy żołnierze musieli ćwiczyć walkę na bagnety na żywych świniach (w późniejszych latach Japończycy używali w tym celu koreańskich, chińskich, brytyjskich, amerykańskich i australijskich jeńców wojennych). O ile Hirohito nigdy nie był uważany za silnego, miał kłopoty z opanowaniem mimowolnych skurczów mięśni i miał pochylone jedno ramię, o tyle Chichibu doskonale radził sobie z wszystkimi rodzajami sportu, w tym również z pływaniem i jazdą na łyżwach.
Europejska podróż Hirohito przyniosła taki sukces japońskiemu rządowi i rodzinie cesarskiej, że podobny, ale bogatszy program przygotowano również dla Chichibu. Ponieważ mówił płynnie po angielsku, postanowiono, że przez rok będzie studiował w Oksfordzie.
Po przybyciu do Anglii na początku 1925 roku został gorąco powitany przez króla Jerzego, i podobnie jak wcześniej jego bratu, zorganizowano mu dość bogatą w wydarzenia wycieczkę po królestwie, a następnie po kontynencie, a kiedy ją zakończył, zadomowił się w położonym w rozległym parku Magdalen College w Oksfordzie. Chichibu ubierał się jak inni studenci, punktualnie przychodził na zajęcia i bez wątpienia pływając łodzią do Cherwell, zakładał tradycyjny słomkowy kapelusz. Pomimo antyjapońskich posunięć podejmowanych w Wersalu, a także przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, japońska rodzina cesarska była w tym okresie zdecydowanie probrytyjska i prozachodnia. I te nastroje mogłyby się dobrze zakorzenić, gdyby po kilku tygodniach Chichibu nie został odwołany do kraju z powodu ciężkiej choroby jego ojca, Yosihito, cesarza Taisho. Chichibu odpłynął z Southampton, ale zanim zdążył dotrzeć do Ameryki, otrzymał informację o śmierci ojca.
W Nowym Jorku księcia Chichibu powitał ambasador Tsuneo Matsudaira, bliski przyjaciel rodziny cesarskiej. W Waszyngtonie DC księcia przedstawiono prezydentowi Calvinowi Coolidge’owi. Chichibu, do gruntu nowoczesny młody człowiek, oczywiście zainteresował się Setsuko, siedemnastoletnią córką ambasadora Matsudairy, która całkowicie przejęła zachodnie obyczaje, łącznie z noszeniem modnych strojów i krótkich fryzur. Uczyła się w Quaker Sidwell Friends School i podobnie jak książę lubiła tańczyć i grać w tenisa.
Następnie Chichibu musiał wznowić powrotną podróż do Japonii, aby objąć nowe, oficjalne stanowisko na dworze i jednocześnie kontynuować studia wojskowe. Jego starszy brat Hirohito był faktycznym cesarzem Japonii, ale koronację na jakiś czas odłożono. Tymczasem Chichibu i Setsuko pobrali się i zamieszkali w skrzydle Pałacu Asaka, położonego na rozległych, liczących prawie sto hektarów terenach otaczających pałac cesarski w Tokio. Młoda para tańczyła charlestona, szokowała krewnych, jeżdżąc po pałacowych korytarzach na wrotkach, nosiła najmodniejsze zachodnie stroje, piła whisky z sodą i zbudowała pierwszy w Japonii kort do squasha. Ale jej kontakty z Hirohito stawały się coraz słabsze20.
Drugi brat nowego cesarza, książę Takamatsu, urodził się w 1905 roku i przed wstąpieniem do Akademii Marynarki Wojennej otrzymał zwyczajowe, dworsko-wojskowe wykształcenie, ukończywszy Akademię, uczestniczył w intensywnych kursach w szkołach cesarskiej marynarki wojennej – torpedowej, lotniczej i artyleryjskiej. Jego również wychowano przyzwyczajając do zachodniej muzyki, strojów i popołudniowej herbatki. Wprawdzie Takamatsu był homoseksualistą, ale jako książę krwi musiał się ożenić. Jego żona, rozpuszczona i pełna temperamentu Kikuko bez wątpienia doskonale do niego pasowała. W 1930 roku młoda para zgodnie ze zwyczajem odbyła podróż na Zachód, w czasie której miało miejsce tradycyjne spotkanie w pałacu Buckingham, połączone z wręczeniem królowi Jerzemu Orderu Wschodzącego Słońca.
Po długotrwałej podróży przez wiele europejskich stolic Takamatsu z małżonką na luksusowym liniowcu pasażerskim „Aquitania” wyruszyli do Ameryki, kraju, który od dawna go interesował i o którym bardzo wiele czytał. W przeciwieństwie do braci, którzy nie lubili Stanów Zjednoczonych i nie czuli się swobodnie w obecności prasy, Takamatsu po przybyciu do Nowego Jorku gawędził swobodnie z dziennikarzami i oznajmił: „Cieszę się, że obejrzę wszystkie te rzeczy, który przyniosły wielkość Ameryce...”21.
Tutaj jednak przerwał tradycyjną podróż i po raz pierwszy stał się narzędziem amerykańskich interesów politycznych i finansowych. Niewątpliwie zaskoczyła go wiadomość ambasadora, że czeka go tradycyjna amerykańska parada po Piątej Alei z serpentynami z taśmy perforowanej i w towarzystwie orkiestry kawalerii Stanów Zjednoczonych. Imprezę zorganizował Bank Morgana przy współudziale prezydenta Stanów Zjednoczonych, posiadającego poważne inwestycje finansowe w Japonii i w niektórych jej niedawnych zdobyczach kolonialnych. W Waszyngtonie prezydent Herbert Hoover czekał na księcia Takamatsu na Central Station, aby go powitać i towarzyszyć mu na oficjalny bankiet w Białym Domu. Jeszcze wspanialsze przyjęcie spotkało Takamatsu w hotelu Mayflower, gdzie w obiedzie uczestniczyło pięćdziesięciu najbardziej wpływowych ludzi w Stanach. Miał tam okazję porozmawiać z wielokrotnie odznaczanym, choć już wzbudzającym kontrowersje, szefem sztabu wojsk lądowych, pięćdziesieciojednoletnim Douglasem MacArthurem. Los sprawił, że spotkali się ponownie dopiero po piętnastu latach, i to w całkowicie odmiennych okolicznościach22.
Trzeci brat cesarski, Mikasa, urodził się w 1914 roku, trzynaście lat po Hirohito. Jego również przygotowano do tradycyjnej kariery wojskowej. Chociaż jak wszyscy w rodzinie miał słaby wzrok, w 1941 roku ukończył Wyższą Szkołę Sztabową i w późniejszym okresie wojny służył w lotnictwie.
W odczuciu Zachodu wyniki podróży książąt krwi były niezwykle pozytywne. Z całą pewnością wywarli na jego przywódcach wrażenie uprzejmej, bardzo tradycyjnej i stabilnej rodziny cesarskiej. I obraz ten – a przez analogię obraz Japonii – nie uległ zmianie, kiedy Joseph Grew przybył w czerwcu 1932 roku do Tokio jako nowy ambasador Stanów Zjednoczonych.
*
Niedawno oddane do służby szybkie lotniskowce, „Kaga” – 244,5 metra długości i „Akagi” – 245,1 metra, duma japońskiej marynarki wojennej i cesarza, stały wśród innych 206 okrętów nawodnych i 39 okrętów podwodnych zgromadzonych na tę wyjątkową okazję. Dysponujące odpowiednio wypornością 43 700 i 42 800 ton i ogółem 153 samolotami zaliczały się do największych okrętów wojennych japońskiej marynarki wojennej i świata. Pod względem rozmiarów mogły się z nimi równać jedynie amerykańskie lotniskowce „Lexington” i „Saratoga”. Oba japońskie lotniskowce stały się sławne – czy też raczej niesławne – trzynaście lat później w niedzielny poranek w pobliżu Hawajów. Tego dnia, 2 grudnia 1928 roku, czterdzieści pięć tysięcy marynarzy – ponad połowa składu osobowego całej cesarskiej marynarki wojennej – i ich oficerowie flagowi, wszyscy w galowych mundurach, stali sztywno na baczność. Sto trzydzieści nowoczesnych samolotów bojowych przeleciało nad trybuną w Jokohamie, gdzie na podwyższeniu stał cesarz Showa, Hirohito, który niedawno zasiadł na tronie23. Nieco poniżej zajęli miejsca książęta Chichibu, Takamatsu i młody Mikasa, inni ważni członkowie rodziny cesarskiej, a wśród nich książę Asaka Takahiko, książę Higashikuni, książę Takeda, książę Kan’in i książę Konoe, admirałowie Nagumo, Yamamoto, Kato, Nagano, Nomura i leciwy Togo, a także generałowie Yamagata, Nara i Tojo. Była to jedna z niewielu okazji, kiedy widziano razem tych ludzi, wszystkich związanych później z wojną.
Do tej pory Japonia w dużej mierze uzależniona była od dostaw okrętów i samolotów z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Stanów Zjednoczonych, ale obecnie jej przemysł już sam produkował lotniskowce, pancerniki, krążowniki, niszczyciele, okręty podwodne i samoloty24. Dwa dni wcześniej japońskie lotnictwo i wojska lądowe przedstawiły cesarzowi równie imponujący pokaz połączonej potęgi w czasie przeglądu czterdziestu tysięcy żołnierzy na placu defilad Yoyogi w Tokio – byli to przeważnie weterani zagranicznych kampanii – któremu towarzyszył przelot setek myśliwców i bombowców25.
Wydarzenia te, które miały uświetnić wstąpienie na tron i ubóstwienie Hirohito jako sto dwudziestego czwartego cesarza Japonii, kończyły ceremonie rozpoczęte wiele tygodni wcześniej. Jakiś czas temu, przemawiając do dwóch tysięcy siedmiuset urzędników cywilnych i wojskowych, z których większość wtedy po raz pierwszy słyszała, a często nawet widziała, dwudziestosiedmioletniego Hirohito, przedstawił swoją filozofię rządów krajem:
Z punktu widzenia interesów narodowych szczerze pragnę przynieść narodowi harmonię, rządząc nim życzliwie, aby osiągnąć dobro, tym samym przyczyniając się do dalszej pomyślności kraju. Jeżeli chodzi o stosunki zagraniczne, szczerze pragnę utrzymać pokój światowy i za pośrednictwem dyplomacji popierać sprawę dobrej woli pomiędzy narodami, tym samym wnosząc wkład do dobrobytu ludzkości26.
Słowa nadziei i pokoju... na tle ogromnego pokazu siły zbrojnej. Wcześniej, w wieku dziewiętnastu lat, rozważał tę samą kwestię, pisząc prywatnie: „Muszę spełnić ten ważny obowiązek [współpracy z Ligą Narodów], aby ustanowić stały pokój na świecie”. Potem jednak zadał pytanie: „Jak powinienem realizować mój obowiązek? Bez gotowości wojskowej, korzystnych negocjacji dyplomatycznych będzie to trudne. Podobnie nie staniemy się bogatym krajem, jeśli nie doprowadzimy do rozkwitu przemysłu i transportu [...]. Jeżeli nie zdołamy tego osiągnąć, nie dotrzymamy kroku wielkim mocarstwom”27. Japonia Hirohito musiała być wielkim mocarstwem o pozycji równej z innymi gigantami światowymi. Tak wyglądała jego wizja „pokoju”.
Teraz, kiedy nie był już zwykłym księciem oczekującym na sukcesję, ale władcą imperium, musiał podjąć poważne decyzje, które zapewniłyby realizację jego słów. Słuchał uważnie, jak wybitny mąż stanu książę Fumimaro Konoe przedstawia rozwiązanie dramatycznych problemów gospodarczych Japonii i związane z nimi zagadnienia „wojny” i „realnego pokoju”. „Nierówny podział ziemi i zasobów naturalnych powoduje wojnę – oświadczył Konoe. – Nie osiągniemy realnego pokoju, dopóki nie zmienimy obecnego irracjonalnego stanu spraw międzynarodowych [...]. W konsekwencji wynoszącego milion osób rocznego przyrostu ludności, nasze narodowe życie gospodarcze jest poważnie obciążone. Nie stać nas, by oczekiwać na racjonalne uregulowanie systemu światowego”28. Dlatego też Japonia powinna prowadzić ekspansję zagraniczną, która rozwiązałaby wiele z tych problemów. Jeżeli nawet w 1928 roku Hirohito nie zgadzał się w pełni z wszystkim, co mówił książę Konoe, to jednak od chwili urodzin był wychowywany przez wojskowych, przygotowywany do wojskowego życia i jego postawa oparta była na systemie wartości wojskowych. Zaczął już realizować swoje podstawowe postulaty, kierując Japonię na drogę pełnej „gotowości wojskowej”, czego świadectwem była potężna marynarka wojenna, której stan wkrótce został podwojony, a następnie, za jego panowania, podwojony ponownie.
Dla poważnych obserwatorów zagranicznych obecnych w czasie jego słynnego wystąpienia przed najwyższymi urzędnikami państwowymi, przedstawione przez Hirohito streszczenie przyszłych zasad polityki wewnętrznej i zagranicznej było w świetle problemów nękających kraj niezwykle niepokojące. Jak słusznie zauważył książę Konoe, wskaźnik urodzeń w Japonii zwiększał się gwałtownie w sposób grożący wyrwaniem się spod jakiejkolwiek kontroli i nikt nie zaproponował sposobu rozwiązania problemów związanych z wyżywieniem i zatrudnieniem rozrastającego się społeczeństwa. Nie funkcjonowała też odpowiednia opieka zdrowotna dla mas ludności. Do zrealizowania gospodarczego i przemysłowego rozwoju potrzebna była wielka liczba świetnie wykształconych ludzi, ale problem ten nie został wyartykułowany ani przez Hirohito, ani przez nikogo innego. Większość ziemi uprawnej w kraju znajdowała się w rękach kilku potentatów, głównie wywodzących się z dawnych arystokratycznych rodów, a nieliczni chłopi, którzy mieli grunty, zostali podatkami doprowadzeni do nędzy. W tym samym czasie rząd nie był w stanie zapewnić narodowi żywności. Stawało się coraz bardziej oczywiste, że przy istniejącym kryzysie większość niezbędnej żywności i surowców trzeba będzie importować. W opinii cesarza Hirohito proponowane przez Konoe rozwiązanie – podboje zagraniczne zapewniające dostęp do tych dóbr – było jedynym możliwym do zrealizowania.
Hirohito z pewnością pamiętał zamieszki, jakie nękały Japonię w latach 1918-1921, przed jego wyjazdem do Europy. Zaczęły się od wstrząsów w 1918 roku, które wraz z głodem spowodowały tysiące ofiar śmiertelnych i doprowadziły do ogólnokrajowych buntów. Zamiast jednak przekazać chłopom więcej ziemi, by mogli produkować ryż, rząd wysłał 57 000 żołnierzy, by stłumili rozruchy. Zamiast wspierać rolników i produkcję rolną, rząd wtrącał do więzień i zabijał producentów rolnych. Późniejsze krwawe zamieszki związane z walką o miejsca pracy w tokijskim arsenale artyleryjskim, kopalni rud żelaza Kamaishi, kopalni miedzi Ashio, w stalowni Yawata i stoczni Kawasaki-Mitsubishi trudno było uznać za optymistyczne prognozy zarówno dla narodu, jak i gospodarki. Wysłano kolejne oddziały wojska, aby stłumiły wszystkie te strajki29.
Rząd nie przyjął do wiadomości pilnej potrzeby wprowadzenia reform w całej gospodarce państwa i jego instytucjach, uznał natomiast za właściwe siłą zlikwidować wszystkie problemy – gospodarcze, polityczne, a przede wszystkim ludzkie. W ten sposób zaprzepaścił również wszelką możliwość poprawy w przewidywalnej przyszłości sytuacji społecznej i gospodarczej. Biorąc pod uwagę stosunek rządu cesarskiego do reform, sytuacja ta mogła jedynie ulec pogorszeniu. Poważne problemy ekonomiczne Japonii wkrótce rozlały się szeroko i ich skutki odczuł cały Daleki Wschód, ponieważ jedynym przyjętym przez nią rozwiązaniem kłopotów gospodarczych i społecznych była ekspansja oraz podboje i przynoszenie tych samych nieszczęść narodom sąsiednich krajów.... na ostrzach bagnetów.
Problemy przedwojennej Japonii – głód, zamieszki, strajki, bezrobocie, nieskuteczne formy zarządzania i administrowania – wynikały częściowo stąd, że wielkie handlowe, finansowe i przemysłowe koncerny znane jako zaibatsu (na przykład Mitsui, Iwasaka, Yasuda, Mitsubishi, Sumitomo, a później Nissan), które zdominowały całą gospodarkę, były nietykalne, chronione przez państwo i samego cesarza. Kilku członków rodziny cesarskiej miało pośrednie lub bezpośrednie powiązania z zaibatsu, podobnie jak genro, dawni prominentni mężowie stanu oraz wielu wojskowych bardzo wysokiego szczebla. Sam cesarz tradycyjnie znajdował się pod wpływem genro.
System bankowy był w równym stopniu skorumpowany i, co gorsza, niekompetentnie zarządzany. W rzeczy samej stanowił on zamek z piasku. Prezes Banku Japońskiego, Junnosuke Inoue, doradca cesarza, nie miał pojęcia o elementarnych zasadach dobrej bankowości. W Japonii nie brakowało angielskich i amerykańskich inwestycji i pożyczek finansowych dokonywanych między innymi przez takie instytucje finansowe, jak Baring Brothers, Kuhn & Loeb, J.P. Morgan, John D. Rockefeller, Schiff i Warburg30. Ale większą część tych pieniędzy wyprowadzali szefowie potężnych organizacji finansowych, wojskowi i urzędnicy państwowi. Jeden z ekspertów trafnie scharakteryzował później sytuację, jaka istniała w owym okresie i w powojennej Japonii: „Korupcja w Japonii jest zalegalizowana za pośrednictwem systematycznej infiltracji. Jest do tego stopnia dobrze zorganizowana i w tak wielkim stopniu stanowi element pozaprawnych metod działania japońskiego systemu, że większość obywateli nie postrzega [i nie postrzegało] jej jako zjawisko, którym jest w istocie”31. Łapówki uważano za podstawową część składową robienia interesów w tym kraju, w tym również w kontaktach pomiędzy samymi bankami. Banki udzielały pożyczek przemysłowi, kolejom, wielkim przedsięwzięciom handlowym albo po prostu ważnym osobom – „czcigodnym przyjaciołom” – bez żadnych zabezpieczeń. Rzadko kiedy żądano poręczeń albo choćby wspominano o nich i przeważnie nie sprawdzano zdolności kredytowej. Nic więc dziwnego, że w 1927 roku, całe dwa lata przed krachem na Wall Street, zbankrutowało około ośmiuset banków – ponad połowa ogólnej liczby banków w Japonii. Aby ocalić całą gospodarkę krajową przed rozpadem, rząd musiał interweniować, udzielając zastrzyku finansowego w wysokości około dwóch miliardów jenów32. Banki były niewypłacalne, a cały system tak ułomny, że można go przyrównać do dziury ziejącej w burcie tonącego szybko statku – tak wielkiej, że nawet najpotężniejsze pompy nie uchroniłyby go przed pójściem na dno. Skutki tego można dostrzec nawet obecnie.
Ale wszystkie próby reform gospodarczych lub politycznych były zakazane w pełnym znaczeniu tego słowa, podobnie jak wszelka krytyka rządu i samego cesarza. Tego rodzaju postępowanie uważano za równoznaczne z „buntem”, traktowano jako zdradę stanu i karano śmiercią, dzięki ustawie znanej jako Prawo o zachowaniu pokoju33. Sam Hirohito, pomimo przedstawianych mu informacji i osobistej wiedzy o niesprawności systemu i przeżerającej go korupcji, był zbyt przerażony możliwością jakichkolwiek większych zmian na jakimkolwiek poziomie społeczeństwa. Prawdziwe reformy oznaczały odrzucenie całego „systemu” i rozpoczynanie wszystkiego od początku, co w nieunikniony sposób objęłoby również samą koronę.
Nie było nadziei na rozstrzygnięcie tych problemów środkami politycznymi. Japoński parlament o wiele za często po prostu przekazywał cesarskie życzenia. Rządzący teoretycznie ministrowie pozostawali na stanowisku tak długo, jak długo zgadzał się na to cesarz. Przyznanie w 1925 roku powszechnego prawa wyborczego dla mężczyzn w rzeczywistości nie miało znaczenia. Nic się nie zmieniło poza pozorami. Jedna partia kierowała polityką, a jeden cesarz kierował wszystkim.
A teraz, w 1928, w roku koronacji, Hirohito sam zatwierdził rozszerzenie Prawa o zachowaniu pokoju. Karą śmierci objęto (bez prawa do procesu) wszelkie protesty lub agitację przeciwko jakiejkolwiek formie własności prywatnej – czy to przemysłowej, czy rolniczej – oraz krytykowanie ministrów lub ich polityki. Partiom opozycyjnym dosłownie zakazano „przeciwstawiania się” rządowi, podawania w wątpliwość jego ustaleń czy dyskutowania. Krajowej prasie nałożono taki sam kaganiec. Wprowadzenie w życie „ubóstwienia” cesarza Hirohito, które zadziwiło zachodnich przywódców niedawno podejmujących tego młodego człowieka, nasiliło tłumienie opozycji w Japonii. Atakowanie w jakikolwiek sposób zesłanego przez bóstwa boga-władcy cesarskiej Japonii uznawano za profanację w takim samym stopniu, jak ataki na Watykan i Kościół katolicki w czasie hiszpańskiej inkwizycji (od 1478 roku do pierwszej połowy dziewiętnastego wieku). Niedawno jeszcze nieśmiały, pozornie dobroduszny następca tronu z 1921 roku w ciągu siedmiu lat stał się niedostępny, niepodlegający krytyce i nieomylny niczym papież, przestał być zwykłą istotą ludzką, ale bogiem niepodporządkowanym żadnej władzy. „Wszystkie religie są słabe i żadna z nich nie tworzy fundamentów państwa”, oświadczył w 1921 roku polityczny mędrzec Hiorohumi Ito. Jego zdaniem Hirohito uzupełnił brakujący element, przypominając narodowi o cesarskiej „boskości” i pozycji ponad wszelkim prawem34. A konstytucja Meiji dziadka Hirohito o wiele wcześniej stanowiła, że „Cesarz jest święty i nietykalny”35.
Kiedy przyszło do wdrażania koncepcji Realpolitik, dotyczących konfliktów międzynarodowych, najbardziej wpływowy nauczyciel prawa międzynarodowego, profesor Sakutaro Tachi z Wydziału Prawa Uniwersytetu Tokijskiego, sprowadził następcę tronu z niebiańskich wyżyn na ziemię. Ogólnie biorąc, uczył młodego księcia, że wojna to działanie zawsze prawne, nigdy bezprawne, a „ustanowione prawo międzynarodowe” jest w istocie wynalazkiem Zachodu wymierzonym w interesy państwa. Nauczał również młodego Hirohito, że prawo do samoobrony pozwala rozpocząć wojnę w celu powiększenia terytorium kraju (aby rozwiązać problem nadwyżki ludności) albo by chronić życie i własność Japończyków mieszkających w innych krajach36
