Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jeśli zastanawiasz się, jak zatrzymać ból pleców i masz dość nawracających dolegliwości kręgosłupa, ten praktyczny poradnik pokaże ci, jak w 2 minuty dziennie bezpiecznie aktywować mięśnie głębokie (core) i odbudować stabilizację kręgosłupa. Proste ćwiczenia wykonasz w domu, bez sprzętu – jako skuteczne uzupełnienie lub alternatywę dla leków, zabiegów, terapii manualnych i tradycyjnej rehabilitacji. Dowiesz się, skąd bierze się ból (także przy przepuklinie dysku i przeciążeniach odcinka lędźwiowego, piersiowego i szyjnego) oraz jak zmniejszać dolegliwości mięśni i stawów oraz zapobiegać nawrotom. Metoda opiera się na doświadczeniu klinicznym neurochirurga i aktualnej wiedzy medycznej, dzięki czemu łączy prostotę z wiarygodnością. Wystarczą 2 minuty dziennie, aby uwolnić się od bólu pleców.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 293
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
REDAKCJA: Natalia Paszko
SKŁAD: Krzysztof Nierodziński
PROJEKT OKŁADKI: Krzysztof Nierodziński
TŁUMACZENIE: Izabela Andrzejewska
ZDJĘCIE AUTORA: Frank Zauritz
ZDJĘCIA MRI: str. 250-251, Praktyka radiologiczna dr med. Heiko Braun / Würzburg / Höchberg
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8429-104-7
Tytuł oryginału:Der Rückenoperateur, der sich nicht selbst operieren konnte: Wie mich die Zwei-Minuten-Wirbelsäulenrevolution von unerträglichen Schmerzen befreit hat
Copyright © 2023 by GRÄFE UND UNZER VERLAG GmbH, MünchenPolish translation copyright: © 2025 by Wydawnictwo Vital
© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Vital, Białystok 2025
All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego – w inny sposób niż „dozwolony użytek” obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach.
Książka ta zawiera porady i informacje odnoszące się do opieki zdrowotnej. Nie powinny one jednak zastępować porady lekarza ani dietetyka. Jeśli podejrzewasz u siebie problemy zdrowotne lub wiesz o nich, powinieneś skonsultować się z lekarzem, zanim rozpoczniesz jakikolwiek program poprawy zdrowia czy leczenia. Dołożono wszelkich starań, aby informacje zaprezentowane w tej książce były rzetelne i aktualne podczas daty jej publikacji. Wydawca ani autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek skutki dla zdrowia, mogące wystąpić w wyniku stosowania zaprezentowanych w książce metod.
Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku.
facebook.com/wydawnictwovital
15-762 Białystok
ul. Antoniuk Fabr. 55/24
85 662 92 67 – redakcja
85 654 78 06 – sekretariat
85 653 13 03 – dział handlowy – hurt
85 654 78 35 – vitalni24.pl – detal
strona wydawnictwa: wydawnictwovital.pl
Więcej informacji znajdziesz na portalu superodzywianie.pl
PRINTED IN POLAND
Przedmowa
Rozdział 1. Leki lub operacja
Rozdział 2. Szok
Rozdział 3. Odyseja bólu
Rozdział 4. Autoeksperyment
Rozdział 5. Rewolucja kręgosłupa w 2 minuty
Rozdział 6. Wzloty i upadki
Rozdział 7. Zmiana myślenia lub operacja
Wyniki naszych badań w wielkim skrócie
O Autorze
Przypisy
Polecamy
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Ponad dwadzieścia lat temu otworzyłem praktykę lekarską i rozpocząłem pracę jako ortopeda specjalizujący się w chorobach kręgosłupa. Operacja była wtedy standardową procedurą w przypadku pacjentów, którzy po kilku tygodniach, a nawet miesiącach, przyjmowania leków nie odczuwali poprawy. To właśnie tego nauczono mnie, gdy studiowałem medycynę. Jednak już jako chirurg miałem dostęp do innowacyjnej techniki operacyjnej – endoskopii kręgosłupa. Była ona mniej inwazyjna i jednocześnie skuteczniejsza niż klasyczne metody chirurgiczne, a dzięki niej pacjenci szybciej wracali do zdrowia.
W 2008 roku sam zacząłem cierpieć na poważne bóle pleców. Diagnoza: zaawansowane stadium przepukliny krążka międzykręgowego. Endoskopowa operacja niestety nie wchodziła w grę, ponieważ wtedy to właśnie ja byłem najbardziej doświadczonym specjalistą. W oka mgnieniu znalazłem się po drugiej stronie – byłem coraz bardziej zdezorientowany i zdesperowany, ponieważ nic, co robiłem, aby pozbyć się bólu, nie pomagało. Pomyślałem wtedy, że opuściło mnie szczęście. Dziś jednak wiem, że było odwrotnie. Tylko dzięki temu odkryłem, czego kręgosłup faktycznie potrzebuje, by znów być silnym i wolnym od bólu. Przez ostatnie 15 lat badałem i rozwijałem nieinwazyjną metodę, którą przedstawiam w tej książce. Mój zespół i ja uwolniliśmy od bólu około 20 tysięcy pacjentów. Dzięki tej metodzie pomogliśmy pacjentom borykającym się z ostrym i przewlekłym bólem pleców – nawet tym, którzy pomimo operacji nadal odczuwali dyskomfort. Ta metoda pozwala uniknąć operacji i – stosowana profilaktycznie – zapobiega pojawieniu się bólu pleców.
Jak dokładnie działa ta metoda i na jakich naukowych odkryciach się opiera, pokażę opisując moją historię.
Podczas przebytej drogi zbliżyłem się do realizacji mojej wizji, która ma na celu wyeliminowanie z całego świata problemów z kręgosłupem. 15 lat temu wykonywałem setki endoskopowych operacji w kraju i za granicą, a dziś wykonuje się ich zaledwie kilka miesięcznie, i to tylko w przypadku, gdy pacjent ma paraliż, objawy niedowładu albo problemy z pęcherzem czy jelitami. Mój ból najpierw wywrócił mój świat do góry nogami, potem doprowadził mnie do przełomowego odkrycia, a w końcu zmusił do zmiany myślenia, co całkowicie odmieniło moje ortopedyczne spojrzenie na świat i karierę zawodową.
Wróć ze mną do roku 2005, bym mógł opowiedzieć ci, jak to wszystko się zaczęło…
DUBAJ, 10 MARCA 2005
Wsiadam do taksówki, beżowego Mercedesa 240D, na moje oko rocznik 1990. Siedzenia są trochę zniszczone, wszystkie okna otwarte. Arabski taksówkarz odjeżdża z lotniska. Właściwie się nie spieszę, ponieważ Dubai International Spine Conference, na której będę wygłaszał wykład na temat endoskopowych technik chirurgicznych, zaczyna się dopiero o godzinie 17.00. Publiczność składa się z chirurgów wykonujących konwencjonalne operacje kręgosłupa na całym świecie. Są tam jedni z najlepszych chirurgów kręgosłupa. I gdzieś pomiędzy nimi jestem ja, prelegent, dr Florian Alfen, ze swoją innowacyjną techniką. W taksówce jest niesamowicie gorąco. Niestety, moja walizka z Maskatu w Omanie, gdzie przeprowadziłem kilka operacji w prywatnym szpitalu Al Shatti, nie dotarła. Jestem tam co sześć tygodni, ponieważ leczę rodzinę królewską sułtana Omanu Qaboos bin Saida. Leczę również elitarną jednostkę spadochroniarzy. Są to młodzi żołnierze z przepukliną kręgosłupa, których operuję pod nadzorem w szpitalu wojskowym w Maskacie. Obchód następnego dnia po operacji przeprowadzają lekarze wojskowi w mundurach, co na początku uznawałem za bardzo ekscytujące. Do dnia dzisiejszego wiedzie mi się tam dobrze i mam nadzieję, że tak pozostanie. Inshallah. Jeśli Bóg da.
I właśnie dziś musiałem zgubić bagaż. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło, a teraz doskwiera mi to podwójnie, ponieważ zaraz wychodzę na scenę. Dobrze, że mam chociaż na sobie garnitur, a w ręce laptop i teczkę ze wszystkimi dokumentami. Mogę wygłosić przemówienie. Kiedy zbliżamy się do centrum Dubaju, czuję, jak pot spływa mi z czoła. Powoli zaczynam rozumieć, co oznacza brak garnituru na przebranie. Mam nadzieję, że obsługa hotelowa zadziała bez zarzutu i zdążą wyczyścić mój strój. Teraz muszę tylko zachować spokój.
Przede mną najważniejsze wystąpienie w mojej karierze. W 2000 roku nauczyłem się endoskopii i wykonywałem ją przez półtora roku, często od rana do późnej nocy. Od tego czasu wiem, że tradycyjna operacja dysku jest gorsza.
Endoskopia, jeśli zostanie opanowana, powoduje mniejsze uszkodzenia pleców i wiąże się z mniejszym ryzykiem, a jednoczenie ze znikomymi skutkami ubocznymi dla pacjentów. Mimo że nauka tej techniki jest długa, to właśnie endoskopia pleców jest przyszłością. Jestem o tym przekonany! Dlatego w 2002 roku otworzyłem praktykę ortopedyczną w Würzburgu, gdzie pomagam pacjentom z bólem pleców. Osoby z niewielkimi dolegliwościami leczę za pomocą zachowawczych środków ortopedycznych takich jak leki, zastrzyki, fizjoterapia, masaż czy medyczna terapia wzmacniająca. Robię to razem z Wernerem Kieserem, założycielem sieci fitness specjalizującej się w bólu pleców. Ma on studio obok mojego gabinetu i to od niego pożyczam dwie maszyny, których moi pacjenci używają do rozbudowy mięśni pleców. Pierwszą z nich jest maszyna do wzmacniania odcinka szyjnego kręgosłupa (CE), druga to maszyna do treningu mięśni lędźwiowych (LE).
W latach 80. XX wieku Amerykanin Arthur Jones, pionier w dziedzinie treningu siłowego, badał rehabilitację kręgosłupa. Odkrył, że głębokie mięśnie pleców odgrywają ważną rolę w ich zdrowiu. Właśnie ta partia mięśni leży bardzo blisko kręgosłupa i nie da się jej świadomie kontrolować. Musi być trenowana w izolacji, aby mięśnie miednicy i nóg nie przejmowały automatycznie pracy podczas prostowania pleców. Aby to umożliwić, Jones opracował urządzenie MedX. Był to poprzednik dzisiejszych maszyn CE i LE, który trenował głębokie prostowniki pleców poprzez unieruchomienie miednicy i nóg. Werner Kieser nabył patent Arthura Jonesa i postanowił dalej nad nim pracować.
Wykonuję zabiegi endoskopowe u pacjentów z poważnymi diagnozami, takimi jak przepukliny, zwężenie otworu nerwowego czy kanału kręgowego. W takich przypadkach intensywny trening mięśni pleców byłby zbyt niebezpieczny. Z racji tego, że nie zostało to jeszcze dokładnie zbadane, pojawia się ryzyko pogorszenia już istniejących uszkodzeń kręgosłupa.
Moja współpraca z Wernerem Kieserem jest korzystna dla obu stron. Dla mnie, ponieważ bliskość studia Kiesera przyciąga uwagę potencjalnych pacjentów. Dla Kiesera, ponieważ doradzam jego klientom w zakresie treningu. Jako lekarz i sportowiec nie jestem zainteresowany tylko przekazywaniem swojej wiedzy i doświadczenia. Chcę motywować ludzi do ćwiczeń, które sam lubię. Werner Kieser i ja dogadywaliśmy się bardzo dobrze od samego początku i nawet wygłosiliśmy razem kilka wykładów. Pod hasłem „Silne plecy nie znają bólu” on wyjaśnił, jak trenować, aby uniknąć operacji, a ja, jak wykonywać operacje kręgosłupa, gdy nie ma innej opcji.
Klakson taksówkarza przywraca mnie do rzeczywistości. Publiczność dzisiejszej konferencji będzie ciekawa tego, co zaprezentuję. Większość obecnych tu chirurgów nie będzie chciała usłyszeć, że endoskopia jest o wiele delikatniejszą i skuteczniejszą techniką chirurgii kręgosłupa. Jest to dla mnie zrozumiałe, ponieważ mogłoby to zagrozić ich wiedzy, a może nawet pracy. Taka drobnostka jak zgubienie walizki nie powinna mnie dziś powstrzymać. Mój bagaż powinien dotrzeć najpóźniej jutro, kiedy zabiegi na żywo będą odbywać się w lokalnym szpitalu. Myśl o operacji, gdy wybrani uczestnicy konferencji będą ją oglądać, wywołuje we mnie napięcie. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że tak wiele osób zagląda mi przez ramię. Stop! Muszę się skupić na prezentacji. Taksówkarz podjeżdża pod hotel z piskiem opon. Obok samochodu wzbija się chmura kurzu. Łapię bagaż podręczny i otwieram drzwi. Mój wilgotny garnitur natychmiast miesza się z ulicznym kurzem. To może się udać, myślę i kieruję się do lobby.
Europejski specjalista od endoskopowej chirurgii kręgosłupa melduje się w wilgotnej i lekko brązowawej koszuli. Mieszkam na 8. piętrze hotelu. Wykład odbędzie się na 4. piętrze. Wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane. Zostały mi trzy godziny. Oddaję mój garnitur i koszulę personelowi, mając nadzieję, że wszystko będzie czyste i wyprasowane na czas. Następnie wypijam łyk wody i odpoczywam przez chwilę. Kiedy dwie godziny później mój garnitur dociera, szybko się zbieram. Nie lubię się spóźniać. Na wykład wolę przybyć dużo wcześniej, żeby przygotować się psychicznie. Mam nadzieję, że generał, którego wczoraj operowałem w Maskacie już tu jest. Jest jednym z czołowych oficerów wojskowych w Omanie. Jego grafik pęka w szwach, a z powodu dyskomfortu, jaki powodowała jego przepuklina, nie mógł chodzić ani nawet stać. Dzisiaj, zaledwie 24 godziny po operacji, przedstawię go publiczności jako przykład.
Wchodzę do sali konferencyjnej tuż przed godziną 17.00. Gdy idę na scenę, gwar cichnie. Klimatyzacja działa na pełnych obrotach, pomieszczenie jest zaciemnione, temperatura wynosi maksymalnie jakieś 18 stopni. Jak na pustynne państwo, odczuwa się tu lodowaty chłód. Gdy docieram na mównicę, na sali panuje taka cisza, że można by usłyszeć spadającą szpilkę. Przede mną siedzi około dwustu osób specjalizujących się w leczeniu kręgosłupa, prawie sami mężczyźni. Moim dzisiejszym celem jest zapoznanie ich z endoskopową chirurgią kręgosłupa i pokazanie im, że nie trzeba już wykonywać operacji na otwartym kręgosłupie. W pomieszczeniu wyczuwam sceptycyzm.
„Dobry wieczór, panie i panowie. Witam na moim wykładzie na temat endoskopowej chirurgii kręgosłupa”. Spoglądam na publiczność i pytam: „Kto z was wykonuje operacje kręgosłupa?”.
Dziewięćdziesiąt procent rąk wystrzeliwuje w górę.
„Kto z was zna się na endoskopii kręgosłupa?”
Nikt się nie zgłasza.
Ok, trzeba się będzie napracować. Nowe metody, szczególnie w medycynie, są często odrzucane. Ale jestem spokojny. Wprowadziłem już tę technologię w trzech krajach europejskich i jestem przyzwyczajony do początkowego sceptycyzmu. Mam ze sobą ekscytujące filmy z operacji, a także oczywiście mojego pacjenta, generała. Znam również wszystkie procedury wykonywane podczas tradycyjnych operacji. Sam je praktykowałem, ponieważ pierwotnie pochodzę z neurochirurgicznego środowiska. Gdyby tak nie było, nie byłoby mnie tutaj.
Najpierw wyjaśnię obecnym różnicę w stosunku do tradycyjnej operacji dysku. W endoskopii tkanka przepukliny dysku jest usuwana za pomocą instrumentu o średnicy 6,2 milimetra wyposażonego w kamerę, kanał roboczy i kanał irygacyjny. Zabieg wykonuje się drogą dostępu przez kanał nerwowy, znajdujący się w odległości około dwunastu do czternastu centymetrów od kręgosłupa, bez przecinania tkanki mięśniowej. Nie jest wymagane znieczulenie ogólne. Pacjenci otrzymują znieczulenie miejscowe i są w swego rodzaju półmroku, aby mieć pewność, że nerwy rdzeniowe pozostaną nieuszkodzone, ponieważ natychmiast wywołałoby to silną reakcję u operowanych. Pacjenci mogą wstać trzy godziny po zabiegu i opuścić szpital następnego dnia. W przeciwieństwie do operacji otwartej, nie trzeba przebijać żadnej substancji kostnej, dlatego występują tylko mikrokrwawienia, które nie powodują blizn. Dzięki temu na kręgosłupie nie może utworzyć się żadna tkanka bliznowata, która często naciska na nerw i powoduje nowy ból. Podczas standardowej operacji dysku zdrowa tkanka musi zostać usunięta, aby stworzyć pole widzenia i kanał roboczy. Prowadzi to do krwawienia, które później powoduje blizny. Pacjenci leżą na brzuchu w znieczuleniu ogólnym. Tkanka kostna trzonu kręgowego zostaje nieodwracalnie usunięta, co może powodować niestabilność.
Po tym wstępie dzielę się swoimi doświadczeniami, opisuję historie pacjentów za pomocą fotografii i pokazuję krótki film z zabiegu endoskopowego. Widownia uważnie śledzi, co się dzieje.
Nagle słychać szmer. Widzę, jak pacjent, którego zaprosiłem jako praktyczny przykład, wchodzi do sali. Jest on ubrany w pełny mundur generała omańskiego i niesie szablę. Uspokajam widownię. To nie jest operacja wojskowa. Mężczyzna w tym imponującym mundurze to po prostu pacjent, który przeszedł operację endoskopową. Generał wchodzi na scenę i siada na krześle niedaleko mnie.
Gdy ponownie zapada cisza, kontynuuję, pokazując zdjęcia, które zrobiłem podczas endoskopii. Obrazują one nerw uwolniony z tkanki przepukliny dysku, uchwycony najmniejszym na świecie aparatem wielkości główki od szpilki. Maleńkie pole operacyjne o powierzchni dwóch centymetrów kwadratowych, mniej więcej wielkości sześcianu, na ekranie o wymiarach trzy na cztery metry. Spektakularne! Przez tłum przechodzi szmer... moja publiczność nigdy wcześniej nie widziała takich obrazów. To działa, myślę sobie, przecież obraz mówi więcej niż tysiąc słów.
Wtedy proszę generała żeby wstał.
„Operowany wczoraj” – wyjaśniam, gdy wchodzi na mównicę. Bam! Tłum jest zafascynowany, gdy mój pacjent opowiada o swoich przeżyciach i o tym, jak jego rząd zalecił nową rewolucyjną procedurę, aby mógł szybko stanąć na nogi. Opowiada również o tym, jak w jego oczach wyglądała operacja.
„Kiedy zobaczyłem listę pacjentów operowanych przez dr. Alfena – ministrów, szejków, sportowców czy nawet skoczków spadochronowych – nie miałem żadnych wątpliwości. Zalety były oczywiste: mogłem opuścić szpital po jednym dniu. Bez blizn. I spójrzcie tutaj...”. Lekko podciągnął kurtkę, odwrócił się i pokazał szew chirurgiczny, mający zaledwie osiem milimetrów długości, znajdujący się około dziesięciu centymetrów na prawo od kręgosłupa. Na końcu zadał pytanie: „Po co przeprowadzać tradycyjną operację i siedzieć w szpitalu przez tydzień?”
Czuję gulę w gardle, jestem tak wzruszony słowami generała. Lepiej bym tego nie ujął. Teraz staram się zachować spokój i nie okazywać żadnych emocji. Wszystko jest normalne, wszystko jest rutyną. Podczas, gdy generał mówi o tym, jak dobrze się już czuje, moje myśli błądzą. Często zadawałem sobie ostatnie pytanie generała podczas mojej rezydentury, podczas maratonów na sali operacyjnej. Droga od operacji otwartych do tej fantastycznej chwili, której obecnie doświadczam, była trudna. Wspomnienia wracają: scena w szpitalu w Aschaffenburgu, kiedy jako młody chłopak postanowiłem zostać chirurgiem. Pozornie niekończące się studia. Kilku profesorów, którzy dostrzegli mój talent chirurgiczny i zaangażowali mnie w pracę. Ich przesłanie było jednomyślne: chcesz być naprawdę wielki? To zapomnij o wolnych dniach. 80 godzin tygodniowo, od 12 do 16 godzin dziennie na sali operacyjnej. Czy to jasne, stażysto? Zawsze tego chciałem. Czasami, w niedziele, w środku lata, otwierałem okno w moim biurze i patrzyłem na spacerujących ludzi, śmiejących się i liżących lody, po prostu... cieszących się życiem. Czułem się samotny i wątpiłem w wielkie cele, które sobie wyznaczyłem. Ale dziś, w tym pamiętnym dniu, zdaję sobie sprawę, że było warto. Wszechświat o mnie nie zapomniał, nawet jeśli czasami myślałem: ile jeszcze muszę zrobić, zanim nadejdzie sukces?
Po wystąpieniu generała na sali zapadła dziwna cisza. Wyczuwam mieszankę podziwu i wątpliwości, może nawet zazdrości. Rzadko się zdarza, żeby chirurdzy mieli przy sobie pacjenta operowanego zaledwie dzień wcześniej. Nie wspominając już o filmowej dokumentacji całego zabiegu – wszystko udokumentowane co do minuty. A potem jeszcze ta wypowiedź pacjenta na żywo. Nie popadnij w pychę, Florian – przywołuję się do porządku. Bo przecież mam ważne plany na przyszłość – na przykład przygotowania do wprowadzenia techniki endoskopowej w USA. Na Long Island, w Nowym Jorku, przeprowadziłem już kilka próbnych operacji na preparatach – to brzmi dużo lepiej niż „na zwłokach”.
„To wszystko ładne i piękne, panie kolego” – odzywa się chirurg kręgosłupa z Londynu – „i muszę przyznać, że robi to ogromne wrażenie”. Jego ironia jest wręcz namacalna. „Ale czy naprawdę może pan pomóc każdemu pacjentowi za pomocą tej metody operacyjnej?” Pauza. „Wątpię w to!”
Zapada głucha cisza. Wszystkie oczy są zwrócone na mnie. Zachowaj spokój, Florianie. „Drogi kolego”, odpowiadam powoli, podczas gdy sekundy mijają, a ja gorączkowo szukam trafnej odpowiedzi. Jeszcze chwilę temu wszystko było takie proste. Teraz weź się w garść, mówię sobie, i daj odpowiedź, na którą wszyscy czekają.
„Szanowny kolego” – powtarzam, starając się emanować spokojem. „Oto żywy dowód na skuteczność tej metody chirurgicznej”. Wskazuję na generała, który na chwilę wstaje i kłania się, po czym kontynuuję: „Pytanie nie brzmi, czy technika chirurgiczna działa, ale dlaczego niektórzy koledzy nie wierzą w postęp medycyny. Jestem przekonany, że endoskopia może zastąpić dziewięćdziesiąt procent tradycyjnych operacji kręgosłupa. To tylko kwestia czasu. Pracuję nad tym. A co do mojej pewności: przeprowadziłem endoskopową operację kręgosłupa u mojej 78-letniej matki. Czuje się dobrze, nie odczuwa bólu i nie miała żadnych powikłań”.
Pojedyncze oklaski, przeradzają się w serdeczne, gromkie brawa. Większość osób na sali wstaje. Generał się uśmiecha. Moja świeżo wyprana koszula jest przemoczona, mimo tych 18 stopni. Uff, mam szczęście! Publiczność jest usatysfakcjonowana, chociaż nie odpowiedziałem na pytanie, czy rzeczywiście każdego pacjenta da się dzięki tej operacji trwale uwolnić od bólu.
Wiem, że moja prezentacja była sukcesem i punktem kulminacyjnym konferencji. Właściwie powinienem skakać z radości, że operacje w Omanie i prezentacja na konferencji, odniosły sukces. Ale jakoś nie czuję prawdziwej euforii. Być może dlatego, że pytanie mojego kolegi zdenerwowało mnie bardziej, niż chciałabym przyznać. Jego sceptycyzm był uzasadniony. Operacja otwarta niesie ze sobą większe ryzyko niż operacja endoskopowa. Wiele osób, bo prawie pięćdziesiąt procent, wymaga dalszego leczenia po zabiegu. Pacjenci nadal odczuwają ból. Może to być spowodowane tym, że powstały blizny lub tym, że pominięto przyczynę bólu. Endoskopia kręgosłupa zmniejszyła tzw. wskaźnik nawrotów i wynosi on teraz tylko około dwadzieścia procent. Wysiłek włożony w opracowanie tej techniki się opłacił. Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby przekazać tę technikę moim kolegom. Najpierw przekazuję im ją podczas warsztatów, na których operują zwłoki. Później pomagam im w prawdziwych operacjach przy stole, aby wypracowali rutynę. A jednak chyba ta jedna myśl nie daje mi spokoju... próbuję udoskonalić metodę, która może delikatnie usuwać przepukliny dysków, ale nadal nie wiem, dlaczego w ogóle do nich dochodzi. Czy może robię drugi krok przed pierwszym? Genialna technika chirurgiczna, owszem. Uniwersalne rozwiązanie problemu, jakim jest ból pleców, prawdopodobnie nie. Jako lekarz, kieruję się pragnieniem, by pozbyć się bólu pleców. To wielkie, może nawet zbyt wielkie, życzenie, doktorze Alfen. Dlaczego ludzie w ogóle odczuwają ból pleców i co jest jego prawdziwą przyczyną – tego nie wiemy. Medycynie wciąż brakuje tego jedynego, a zarazem kluczowego elementu układanki.
OKLAHOMA CITY, 17 KWIETNIA 2006
„Tu personel pokładowy, proszę przygotować się do lądowania”. Po pięciogodzinnym locie z Nowego Jorku, gdzie firma Joimax® przygotowała moją pierwszą endoskopową operację kręgosłupa, do Oklahomy, czuję lekki ból pleców. Chyba zesztywniałem. Rozciągam się w moim wyjątkowo wygodnym fotelu. Dziś jest ważny dzień! Po tym, jak FDA, amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków, zatwierdziła zabieg endoskopowy, mogę po raz pierwszy operować tutaj, w Oklahomie. Obostrzenia FDA są bardzo rygorystyczne, szczególnie w przypadku produktów zagranicznych, dlatego minęło dużo czasu, zanim wszystkie procedury zostały zakończone, a my otrzymaliśmy zielone światło. Teraz nadszedł moment, abym otworzył kolejny rozdział w nowoczesnej opiece nad pacjentami.
Lecę pierwszą klasą, jednak w przypadku mniejszych, krajowych linii lotniczych, nie da się dostrzec zbyt dużej różnicy. Niemniej jednak wsiadasz i wysiadasz z samolotu znacznie szybciej. Dopijam wodę, oddaję szklankę stewardesie i znów się rozciągam, by odciążyć plecy. Mój kręgosłup chyba nie jest przyzwyczajony do tak wygodnych siedzeń. Jestem lekko poirytowany, ale nie przywiązuję większej wagi do bólu, który odczuwam w dolnej części pleców. Koncentruję się na tym, co czeka mnie w Oklahomie. Szum medialny podobno będzie ogromny. Nie zdarza się często, aby europejski kolega wprowadzał nową technikę chirurgiczną w USA. Przez dziesięciolecia było odwrotnie.
Lądujemy punktualnie. Przechodzę przez halę przylotów z bagażem podręcznym, i wydaje mi się, że ten ruch dobrze wpływa na mój kręgosłup. W oczy natychmiast rzuca mi się tabliczka, trzymana przez wysokiego, chudego, rudowłosego mężczyznę. Napis głosi: Marriott Hotel/Dr. Alfen. Super, wszystko idzie jak z płatka. Wsiadam do dużego, czarnego SUV-a i jedziemy w stronę centrum.
W lobby hotelowym spotykam producenta urządzeń endoskopowych, z którym dzieliłem się swoim doświadczeniem. Są tu także specjaliści ds. produktów, którzy zainstalują osprzęt oraz zespół lekarzy z kliniki uniwersyteckiej w Oklahomie. Powoli robi się poważnie.
„Doktorze Alfen, jak się pan czuje? Czy miał pan dobry lot?”
Amerykańscy koledzy są zawsze sympatyczni i co najważniejsze uwielbiają innowacje. Siadamy w holu i sporządzamy dokładny plan na następny dzień. Omawiamy każdy szczegół: harmonogram, konfigurację technologii, wieżę endoskopową, która zawiera cały sprzęt potrzebny do zabiegu, rozmieszczenie ekranów do wszelkich obrazów na żywo, zespół chirurgiczny i rozmieszczenie kamerzystów, którzy będą obecni na sali operacyjnej. Na koniec sprawdzamy obrazy MRI mężczyzny, którego jutro będę endoskopowo operować. Przepuklina dysku mojego 57-letniego pacjenta jest bardzo duża, ale wygląda na to, że jest łatwo dostępna. Poprosiłem, aby na moją pierwszą operację w USA nie wybierać najtrudniejszego przypadku. Oczywiście, istnieje pewne ryzyko, ale wszystko jest skrupulatnie zaplanowane. Uwielbiam to. Po krótkiej kolacji, podczas której raz jeszcze omawiamy szczegóły, kładę się spać, aby być wypoczętym i gotowym na ten arcyważny dzień. Mam nadzieję, że jutro nie spotkają mnie żadne niespodzianki. Zwykle obraz MRI i rzeczywista przepuklina dysku są zgodne. Jednak moje doświadczenie pokazuje, że czasami mogą wystąpić mniejsze lub większe rozbieżności.
Budzę się o piątej i wciąż leżąc w łóżku, wyobrażam sobie całą operację. W przypadku tak złożonej procedury wyobraźnia jest kluczowa, a rutyna niezbędna, aby zachować spokój, gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego. Mój pacjent jest umięśniony, a to oznacza, że jego tkanka jest do przebicia trudniejsza niż tłuszcz. Potrzebuję endoskopu o średnicy 6,2 milimetra. Jak duży będzie otwór nerwowy? Czy mam wystarczająco dużo miejsca na instrument? Czy lokalizacja będzie problematyczna?
„O cholera” – wykrzykuję, przypominając sobie, że nie rozmawiałem jeszcze z anestezjologiem. Czy pacjent wie, że będzie znieczulony miejscowo? W tym typie znieczulenia, pacjent nie czuje bólu, ale jest przytomny, więc mogę z nim rozmawiać. Kiedy wprowadzam endoskop przez kanał nerwowy w rdzeniu kręgowym, muszę mieć pewność, że nie uszkodzę nerwu. W znieczuleniu ogólnym pacjent tego nie poczuje. Aby rozwiać ewentualne obawy jeszcze przed zabiegiem, bardzo ważne jest dokładne poinformowanie pacjenta o wykonywanych procedurach.
– Tak naprawdę jak długo trwa znieczulenie? – Pacjenci często pytają mnie o to przed operacją.
– Cóż, właściwie nie dostaniesz narkozy. – Co??? Serio?
To potrafi popsuć cały entuzjazm przed operacją.
Od razu dzwonię do anestezjologa.
– Dzień dobry, doktorze Alfen, tak wcześnie wstałeś? Co słychać?
– Tak. Mam tylko krótkie pytanie dotyczące planowanej operacji. Czy pacjent wie, że operujemy w znieczuleniu miejscowym?
– Nie. Tak naprawdę to jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. – Przez chwilę milczy. – Ale dobrze wiedzieć teraz! Propofol, dobrze myślę?
– Tak. – Odpowiadam.
– OK, muszę to omówić z pacjentem. Mam nadzieję, że mimo to zgodzi się na zabieg. Odezwę się do ciebie tak szybko, jak to możliwe.
Pierwsza mikrokatastrofa. Nie pomyślałem o tym wcześniej, ponieważ zawsze operuję w znieczuleniu miejscowym. Teraz jestem już całkowicie przytomny. Pierwsza endoskopowa operacja kręgosłupa w USA, a tu nagle coś takiego. Przy śniadaniu cały czas wpatruję się w telefon komórkowy. Kiedy w końcu zadzwoni? Nie jestem głodny, ale muszę coś zjeść. Operacja może zostać opóźniona albo potrwa dłużej, a wtedy energia jest bardzo ważna. Jako były sportowiec (biegałem aż do czasu studiów) czuję się jak przed jakimiś zawodami. Tyle że ja nie jestem teraz w finale Mistrzostw Południowych Niemiec i nie mogę zająć 4-go miejsca jednocześnie nie ponosząc żadnych konsekwencji.
Dzisiaj mówimy o pierwszej endoskopii kręgosłupa w USA. Fizycznie odczuwam presję, chociaż byłem do niej przyzwyczajany od dzieciństwa. Mój surowy ojciec był perfekcjonistą i pedantem. Nic nigdy nie było dla niego wystarczająco dobre. To ukształtowało mnie, by zawsze dawać z siebie wszystko. Gdy byłem jeszcze małym chłopcem uważałem to za smutne. Teraz to ogromna zaleta. Uwielbiam stawiać czoło wyzwaniom i dawać z siebie wszystko w ekstremalnych warunkach. Przez lata uczyłem się jak zachować spokój, ponieważ mój ojciec miał skłonności choleryczne i zdecydowanie nie chciałem stać się taki jak on. Właśnie miałem ugryźć kanapkę, gdy zadzwonił telefon komórkowy.
„Panie Kolego, pacjent cierpi tak bardzo, że prawdopodobnie poddałby się operacji nawet bez znieczulenia. Mamy więc jego zgodę! Dodatkowo wiem, że dowiadywał się o panu z różnych źródeł i zdaje mi się, że ma pełne zaufanie do Pana umiejętności”.
Uspokoiłem się. Wszystko układa się po mojej myśli. Zaufanie pacjenta jest dla mnie bardzo ważne. Badania pokazują, że pewność siebie ma ogromny wpływ na leczenie. Istnieją chirurdzy, którzy jeszcze przed zabiegiem informują pacjenta o swoich obawach. Uważam, że nie powinni tego robić. Oczywiście, edukacja jest konieczna, ale straszenie pacjenta jest kontrproduktywne. Robiąc to, chirurg obciąża pacjenta wspólną odpowiedzialnością, której ten przecież nie ma. Można obarczyć profesjonalistę, ponieważ stoi on przed skomplikowanym zabiegiem, w którym coś może pójść nie tak. Ale to nie jest uczciwe wobec pacjenta. Jako chirurg albo jesteś pewny siebie i robisz, co możesz, albo nie. Niepewność kosztuje zaufanie w relacji lekarz-pacjent.
Równo o siódmej wraz z zespołem wsiadam do czarnego SUV-a. Jedziemy 25 mil autostradą. Godzina szczytu, wszystkie osiem pasów zajęte, a my poruszamy się znacznie wolniej, niż się spodziewaliśmy. Nagle samochód zaczyna szarpać, zwalnia i zatrzymuje się na środku ruchliwej autostrady. Zachowuję spokój, myśląc, że znów odpali, ale poza trąbieniem kierowców wokół nas nic się nie dzieje. To już druga mikrokatastrofa tego dnia. O 8.30, za 45 minut, powinienem być na sali operacyjnej. Dyrekcja szpitala ogłasza, że stacje telewizyjne regulują swoje anteny, a reporterzy wytrwale czekają, aż udzielę wywiadu przed operacją. Tymczasem kierowca w akompaniamencie swoich przekleństw ponownie próbuje uruchomić samochód. Jak mamy się stąd wydostać? Już samo otwarcie drzwi zagraża życiu. Moi amerykańscy koledzy i niemieccy technicy gorączkowo rozmawiają przez telefon. Ja jednak myślę o znalezieniu pragmatycznego rozwiązania i nagle przychodzi mi do głowy pewien pomysł.
„Chłopaki, czy możemy wezwać karetkę i udawać, że mamy w samochodzie nagły wypadek? Wsiądziemy do niej wszyscy i pojedziemy do szpitala na sygnale? Nie znajdziemy szybszego sposobu. Później jakoś to wszystko wyjaśnimy”.
Za nami tworzy się coraz większy korek. Koledzy patrzą na siebie. Czy ten fałszywy alarm może się udać? Gorączkowa telefoniada trwa. Jest już 8.15. Czas ucieka.
Dyrekcja kliniki musi wyrazić zgodę na ten podstęp, a minuty ciągną się jak wieczność. Koledzy z działu technicznego przykładają do szyby ręcznie napisany karton z napisem „Emergency1”, żeby choć trochę uciszyć wściekłe trąbienie innych kierowców. Może powinniśmy też włączyć światła awaryjne... Wybawczy telefon przychodzi kilka minut później. Mają przysłać karetkę, a operator (czyli chirurg), dwóch lekarzy i dwóch techników mogą nią pojechać. Jeden z nich musi udawać „pacjenta”. Powoli czuję się jak w jakimś amerykańskim kryminale. Albo jak w ukrytej kamerze. Nie mija wiele czasu, gdy rozlegają się coraz głośniejsze syreny, aż w końcu ambulans z ogłuszającym hukiem zatrzymuje się obok nas. Wyskakujemy z samochodu. Gdy staję na asfalcie, czuję ostry ból lędźwi, promieniujący do prawego uda.
Ból tak samo szybko, jak się pojawił, znika. Co to było? Pytanie jednak schodzi na drugi plan, gdy tylko ratownicy medyczni wyskakują z niebiesko-białej karetki. Dwóch facetów ubranych na czarno facetów, wygląda bardziej na policjantów niż ratowników. Profesjonalnie wyciągają nosze, mimo że nie mogą powstrzymać się od śmiechu. Kładą na noszach jednego z amerykańskich lekarzy i wnoszą do karetki. Przez cały czas bezgłośnie migają niebieskie światła. W międzyczasie tworzy się korytarz życia. My również wsiadamy do karetki i od razu odjeżdżamy. Na miejscu zostawiamy kierowcę naszego samochodu i techników, którzy odpowiadają za demontaż sprzętu po operacji.
Kiedy dziesięć minut później podjeżdżamy pod Szpital Uniwersytetu Oklahomy, od razu zauważam wozy transmisyjne z antenami satelitarnymi. Media skupiają na nas całą swoją uwagę, doktor Alfen prawdopodobnie zajął się już jakimś nagłym przypadkiem, cóż to za diabeł. Tymczasem dochodzi 9.15. Udaje nam się uniknąć wywiadu, ponieważ wieziemy „nagły przypadek” bezpośrednio na oddział ratunkowy. Wszyscy wykazują pełne zrozumienie. Logiczne. Reporterzy machają nam przyjaźnie. Jednak z powodu całego tego kłamstwa, mam trochę mieszane uczucia,
Gdy wraz z zespołem medycznym idziemy do sali operacyjnej, radiolog wręcza mi zdjęcia MRI i mówi: „Dzień dobry i powodzenia”. Informuje mnie również, że pacjent nie został jeszcze poddany premedykacji. Wydaje się być opanowany, ale mówi, że jest trochę zdenerwowany. Nic dziwnego, myślę.
Po raz pierwszy spotykam mojego pacjenta na sali operacyjnej. W osobnym pokoju przeprowadzam u niego szybkie badanie neurologiczne. Ma zapalenie powięzi podeszwowej i ledwo porusza lewą nogą. Nie ma jeszcze problemów z pęcherzem ani jelitami. Kiedy biorę go za rękę przed wejściem na salę operacyjną, uśmiecha się do mnie i mówi: „Dzięki Bogu, że jesteś tutaj, teraz wszystko będzie dobrze”. Dzięki Bogu, że w końcu jesteś tutaj. Teraz wszystko będzie dobrze.
Nasze drogi znów się rozchodzą. Pacjent idzie z zespołem anestezjologicznym do sali przedoperacyjnej w celu podania leków. Ekipa filmowa zostaje z tyłu. Do tej pory próbowali śledzić mój każdy krok. Wchodzę do szatni. Niebieski strój chirurgiczny podoba mi się bardziej niż zielony, który noszę w Niemczech. Czepek chirurgiczny, maseczka na twarz i buty chirurgiczne pojawiają się dopiero za śluzą powietrzną prowadzącą do sterylnego obszaru operacyjnego. Nagle znajduję się sam w toalecie.
Teraz nie ma odwrotu. Podczas gdy środek dezynfekujący spływa mi po rękach, obserwuję salę operacyjną przez małe okienko. Około dwunastu osób jest zajętych ostatnimi przygotowaniami. Dwie pielęgniarki w sterylnych uniformach przygotowują stół operacyjny. Cztery instrumentariuszki również stoją w niedalekiej odległości. To one przynoszą materiały na stół w trakcie zabiegu i dbają o pełną dokumentację. Obecnie otwierają dwa sterylne pudełka zawierające narzędzia – endoskop, endoskopowe kleszcze chwytające, małe i duże rurki rozszerzające, mikro-wiertła, standardowe narzędzia, bandaże, sterylne kompresy itp. Wszystko przebiega rutynowo. Już na pierwszy rzut oka widać, że większość zespołu dobrze zna się i od dawna ze sobą współpracuje.
Technicy chirurgiczni właśnie podłączają wieżę endoskopową, wyposażoną w system płukania, nawigację oraz częstotliwość radiową do mikrohemostazy rdzenia kręgowego i jego błony. Ekipa filmowa i trzech techników stoi w strefie niesterylnej i są połączeni z resztą za pomocą mikrofonów. Neurochirurg i ortopeda czekają w pogotowiu. To pierwsi amerykańscy lekarze, którzy będą świadkami operacji endoskopowej na żywo.
Wracam do swoich myśli i mentalnie przygotowuję się do czekającego mnie zadania. Tuż przed operacją jestem zarówno spięty jak i spokojny, nawet jeśli brzmi to jak sprzeczność. Zdaję sobie sprawę, że ktoś obdarza mnie zaufaniem i powierza swoje życie w moje ręce. Dziś, w wieku 25 lat, nadszedł czas, bym wykorzystał wszystkie swoje umiejętności i doświadczenia. Koncentracja i perfekcja. Muszę dać z siebie wszystko, by później nie mieć wyrzutów sumienia. Muszę być również przygotowany na ewentualności, o których jeszcze nie wiem.
Pacjent leży już na stole operacyjnym w pozycji bocznej, a do jego pleców przyklejono sterylną folię plastikową. Anestezjolodzy i pielęgniarki stoją przy głowie pacjenta, monitorując jego funkcje życiowe. Wszyscy czekają tylko na mnie. Aż w końcu na scenę wchodzi domniemany bohater lub postać tragiczna. Przez moją głowę przebiegają fragmenty myśli: nasza stara wiśnia w domu. Profesor Kerschbaumer, ekspert i mentor z austriackim dialektem, który wierzył we mnie i mój talent. Moja pierwsza endoskopowa operacja kręgosłupa za granicą, w Edynburgu. I na koniec moja matka. Zawsze mówiła: „Florianie, jesteś wyjątkowym i szczęśliwym dzieckiem. Masz odwagę zmieniać rzeczy na tym świecie”. Błogość rozchodzi się po moim ciele. Mówię więc sobie: Wejdź tam i pokaż, co potrafisz. Jestem skupiony w stu procentach.
Gdy otwieram drzwi do sali operacyjnej zauważam, że wszystkie oczy i kamery są zwrócone na mnie. Moje dłonie i przedramiona są sterylne, a ja zmierzam w stronę fartucha chirurgicznego, który podaje mi pielęgniarka. Następnie zakładam rękawiczki i jesteśmy gotowi do wyjścia.
Przepuklina krążka międzykręgowego L5/S1 po lewej stronie, przemieszczona w dół. Stosunkowo wysoki grzebień biodrowy, osiemnaście centymetrów od kręgosłupa. Nacięcie skalpelem na nieco mniej niż jeden centymetr. W ciągu kolejnych siedemdziesięciu minut wprowadzam endoskop przez otwór nerwowy do miejsca przepukliny, w stronę rdzenia kręgowego. Wszystko idzie po mojej myśli. Na samym brzegu widzę małą żyłę obok otworu w kręgosłupie, przez który przechodzi nerw rdzeniowy. Nic nie powinno się wydarzyć. Jestem jednak bardzo blisko, a ona pęka. Natychmiast wszystko na ekranie robi się czerwone. Tracę widoczność. Patrzę na ekran, a nie na swoje ręce. To trudna sytuacja, muszę dokonać transferu – przenieść powiększony obraz z ekranu na znacznie mniejsze rzeczywiste pole operacyjne przede mną. Dla wielu chirurgów brak bezpośredniego widoku to ogromne wyzwanie. Ale spędziłem lata ćwicząc porównywanie różnic między niewielkim obszarem operacyjnym, a pięciokrotnym powiększeniem na ekranie.
Zespół medyczny kieruje wzrok w moją stronę. Za pomocą urządzenia do koagulacji falami radiowymi ostrożnie zbliżam się do żyły i zamykam otwartą ranę. Widoczność znowu wraca do normy. Dla mnie to rutyna, jednak osoby zaangażowane i ekipa filmowa właśnie przeżyły chwilę grozy. Reszta operacji przebiega bez zakłóceń. Tkankę przepukliny usuwam przez system rurek pod stałą kontrolą wzroku. Towarzyszą temu ciche jęki pacjenta. Nadchodzi cudowny moment. Wszystko się udało. Kiedy pytam, pacjent bezproblemowo porusza lewą stopą i jest w pełni przytomny. Ode mnie oddziela go tylko przezroczysta sterylna folia. Kiedy odwracam się do ekipy filmowej, aby pokazać usuniętą tkankę, potężny ból przeszywa mój dolny odcinek pleców i ciągnie się aż do prawego uda. Na chwilę tracę oddech. Znowu! Co to jest? Jestem tak zajęty swoim bólem, że ledwo zauważam oklaski obecnych, którzy nie stali bezpośrednio przy stole operacyjnym. Ostrożnie odwracam się z powrotem do pacjenta i moich kolegów, którzy na szczęście tego nie zauważyli. Ból znika, gdy patrzę w ich promienne twarze. To wyjątkowy dzień dla nas wszystkich. Są pierwszymi 27 Amerykanami, którzy wzięli udział w endoskopowej operacji kręgosłupa.
Z lekkim bólem lędźwi wychodzę z sali operacyjnej. Na szczęście nie muszę wykonywać wszystkich pooperacyjnych czynności. Filmowcy podążają za mną. Zdejmuję rękawiczki i fartuch. Kiedy otwieram drzwi śluzy, drugi zespół już na mnie czeka. Podchodzi do mnie redaktor i zasypuje pytaniami: Jak przebiegła operacja? Czy wszystko poszło dobrze? Jak czuje się pacjent? Ile czasu upłynie, zanim zabieg zostanie wprowadzony w USA? Przez cały wywiad czuję euforię, ulgę i radość. Niekończący się wyrzut endorfin. Nic nie może mnie dzisiaj zdenerwować. Jednocześnie jestem bardzo wyczerpany i chcę po prostu wrócić do hotelu. Z pewnością jednak nie chcę jechać czarnym SUV-em.
Gdy o 18.00 siadam w hotelowym barze, na ekranach zaczynają się wiadomości. Ni stąd ni zowąd pojawia się relacja z operacji, a ja jestem gościem wywiadu. W tym kraju wszystko jest inne. Barman wskazuje na ekran, potem na mnie, a w zatłoczonym barze wybucha radość. Nie mogę w to uwierzyć. Przed chwilą byłem na sali operacyjnej, a teraz jestem świadkiem tego, co najbardziej kocham w Ameryce.
„Musi być pan bardzo ważną osobą, gratulacje”.
Na barze natychmiast pojawia się butelka szampana, a wiele osób, których nie znam, ściska mi dłoń lub bierze w objęcia. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Ogromne napięcie ustępuje, a ja ledwo powstrzymuję łzy wzruszenia. Ktoś podkręca muzykę i spontanicznie rozkręca się impreza. Lekarze i technicy, którzy stopniowo przybywają, są natychmiast porywani przez dobry nastrój. Zaczyna się niezapomniany wieczór.
1 Z języka angielskiego – nagły wypadek (przyp. tłum.).
