Jak mała Biedronka uratowała świat i stała się wielka - Andrzej Mathiasz - ebook

Jak mała Biedronka uratowała świat i stała się wielka ebook

Andrzej Mathiasz

0,0

Opis

Mała Biedronka, mieszkająca na urokliwej polanie, marzy o tym, by być duża i mieć mnóstwo kropek. Jednak w pewnym momencie okazuje się, że ma większe zmartwienie. Dębowej Dolinie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo – może zatopić ją woda. Zwierzęta desperacko szukają rozwiązania, by ocalić swój dom. Ale w obliczu tak wielkiego kryzysu rodzi się pytanie... Czy wszystkim chodzi o to samo?

Wyrusz w podróż pełną emocji i przygód. Czy Biedronka znajdzie siłę, by uratować polanę, zanim będzie za późno? I czy jej marzenie o kropkach pomoże jej w walce z powodzią... i z podstępnymi zamiarami innych mieszkańców? Przeczytaj opowieść o odwadze, przyjaźni i znaczeniu każdej, nawet najmniejszej kropki!

Andrzej Mathiasz (mathiasz.pl) - z wykształcenia prawnik, który po półrocznej, więziennej odsiadce w stanie wojennym nie miał więcej styczności z tym zawodem. Do pisarstwa dochodził krętą drogą. W przeszłości był aktorem, scenarzystą oraz reżyserem teatralnym i filmowym („Numer”). W tzw. drugim obiegu ilustrował kilka publikacji. Sam pod pseudonimem Paweł Księski opublikował „Wiersze i rysunki”. Jest także autorem i producentem telewizyjnych filmów dokumentalnych oraz reportaży. Jest autorem thrillera z elementami science-fiction Druga rzeczywistość, serii kryminałów z prokuratorem Adamem Szmytem: Szlam, Maszyna losu, Zaprzaniec, a także przypowieści filozoficznej Zapiski Dobrego Łotra.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 71

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jak mała Biedronka uratowała świat i stała się wielka

Tom 1Niezwykłe opowieści z Dębowej Doliny

Andrzej Mathiasz

@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału:

Jak mała Biedronka uratowała świat i stała się wielka

Tom 1. Niezwykłe opowieści z Dębowej Doliny

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana

ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana

w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody

Wydawnictwa Lind&Co Polska sp. z o.o.

Ten e-book jest zgodny z wymogamiEuropejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

Wydanie I, 2026

Opracowanie redakcyjne: Katarzyna Pruska

Projekt okładki: Pola Rusiłowicz & Daniel Rusiłowicz

Ilustracje: Pola Rusilowicz

(Grafiki częściowo wygenerowane przy użyciu AI)

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictwo Lind&Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026

ISBN 978-83-68636-25-3

1 Mała Biedronka

– Z drogi, Mała, bo lecą stonogi!

– Mała?! – Biedronka aż zzieleniała ze złości. – Zawsze to samo: „Mała” to, „Mała” tamto!

A przecież jej brat Biedronek wcale nie był od niej większy.

– Nie? To zobacz tu! – Brat zaśmiał się Biedronce prosto w nos i machnął jej przed oczami czerwoną pokrywą skrzydełka, na której jak byk stała duża czarna kropka, po czym spytał zaczepnie. – Masz taką?

Nie miała! Przekonywała się o tym boleśnie każdego ranka, gdy patrzyła na swoje odbicie w kropli rosy. Owszem, miała dużo czarnego – czarną, błyszczącą główkę z czarnymi czułkami i sześć czarnych nóżek. Oprócz tego miała też dwie czerwone pokrywy skrzydełek, ale na nich – zero czarnej kropki! Albo choćby malutkiej czarnej plamki.

– A widzisz. Jestem od ciebie większy większością tej kropki! – rzucił jej w twarz Biedronek i jak burza opuścił ich rodzinny dom mieszczący się w rozległym pęknięciu starego klonu.

Biedronka poleciała z płaczem do mamy, która właśnie robiła w kuchni porządki.

– Już nigdy nie będę miała kropki! – chlipnęła.

Mama głośno przełknęła łyk mszycowego nektaru na nerwy, po czym odezwała się pocieszająco:

– Będziesz miała, maleńka, będziesz…

– Nie jestem „maleńka”! Ani „mała”!

Biedronka tupnęła nogą, a mama pogłaskała ją tkliwie czułkiem po głowie i zażartowała:

– Kiedyś jeszcze będziesz miała, córciu, tyle kropek, co my. Ledwo zdołasz je unieść.

– A wtedy zatęsknisz do czasów, kiedy nie miałaś ani jednej – westchnął ciężko jej tata, który jak zwykle był czymś zmęczony i odpoczywał.

Łatwo mówić, jak się ma tyle kropek! – pomyślała Biedronka i szybko policzyła, że rodzice mieli po trzy kropki z każdej strony i jedną pośrodku. To razem daje… eee… pięt… szeeeś… dziesię… Zresztą, mniejsza z tym ile!

Nie miała teraz nastroju do sumowania. Najważniejsze, że mama i tata byli dużo więksi większością swoich kilku kropek. Tylko ona nie miała ani jednej i właśnie dlatego wszyscy mówili do niej „Mała”.

– „Kiedyś”… Ale ja chcę teraz! – wykrzyknęła ze łzami w oczach. – Proszę, kupcie mi kropkę. Choć najmniejszą, pliz!

– Ależ córciu, kropek się nie kupuje… – zaczął tata, ale Biedronka przerwała mu płaczliwie:

– A Biedronkowi kupiliście!

Tata wyrwał z łapek mamy kubek z jej nektarem na nerwy i wypił go duszkiem do dna. Na jego twarzy zakwitł błogi uśmieszek. Biedronkę zawsze dziwiło, jak rodzice mogą pić coś takiego. Kiedyś gdy Biedronek wyjątkowo mocno ją zdenerwował, sama spróbowała. Napój był bezbarwny i niemal bezwonny, ale strasznie gorzki, tak, że od razu wykrzywiło jej buzię i tylko jeszcze bardziej się wkurzyła.

Tymczasem mama znowu pogłaskała ją po głowie, tyle że tym razem skrzydełkiem.

– Tak ci Biedronek powiedział? Że kupiliśmy? Nie. Wierz mi, już lada chwila dostaniesz swoją pierwszą kropkę, ale od natury. Tak jak twój brat.

– Oczywiście jeśli na nią zasłużysz – dopowiedział tata z błogim uśmiechem, a Biedronka od razu się ucieszyła.

– Zasłużę tak samo, jak Biedronek? Łatwizna!

Gdyby wiedziała to wcześniej, już dawno miałaby swoją kropkę. Wystarczyło tylko naśladować brata w nieustannym doprowadzaniu rodziców do szewskiej pasji. „Przestań! Zostaw, bo stłuczesz! Znowu jedynka ze sprawowania! Znów pani się skarżyła!” Dzięki wyczynom Biedronka w domu schodziły litry mszycowego nektaru na nerwy.

– Nie, nie! Tylko nie to! – zaprotestowała gwałtownie mama i znacząco spojrzała spod czułków na tatę.

Ten zmieszał się i poczerwieniał bardziej niż zwykle.

– Biedronek swoją kropkę dostał – tata odchrząknął – zaliczkowo! A teraz leć do szkoły, bo się spóźnisz!

Biedronka nie miała pojęcia, co znaczy słowo „zaliczkowo”. Postanowiła spytać o to nauczycielkę, dlatego jeszcze nigdy nie było jej tak spieszno do szkoły, która mieściła się w zagajniku na skraju Dębowej Polany i składała z jednej klasy wciśniętej pomiędzy cztery brzózki o śnieżnobiałych pniach. Dyrektorką i jedyną nauczycielką była tu pani Sowa, ucząca wszystkich przedmiotów. Wzbudzała respekt srodze zakrzywionym dziobem i wyłupiastymi oczami, które wyglądały, jakby nosiła okulary z bardzo grubymi szkłami. Jej upierzenie w brązowe geometryczne wzory podobne było do pluszowej muzealnej kotary i przy każdym ruchu rozpylało duszący zapach naftaliny.

W klasie było tak mało miejsca, że uczniowie ledwo mogli się w niej pomieścić. Często musieli włazić sobie na grzbiety lub siedzieć komuś w nogach. Czasem ktoś nadeptywał komuś na ogon albo łapę i wtedy rozlegał się nagły kwik lub pisk. To dlatego, że klasa nie miała ławek, z wyjątkiem jednej: oślej. A przecież wśród uczniów nie było ani jednego osła. Pani Sowa usadzała w niej każdego, kto coś zbroił. Gdy po tygodniu okazało się, że nie ma już ucznia, który by przynajmniej raz w niej nie siedział, nauczycielka nakrzyczała na nich, że cała klasa to osły. Rekordzistą był tu Dziczek, który niemal zamieszkał w oślej ławce i opuszczał ją tylko wtedy, kiedy trzeba było posadzić tam kogoś innego. Nawet Jelonek, choć nie mieścił się w klasie i stał prawie całym sobą na zewnątrz, a w środku trzymał tylko głowę, powędrował kiedyś do oślej ławki. Przyczyną było duże spóźnienie. Siedział tam pierwszy, a zarazem i ostatni raz. A to dlatego, że wyglądało to następująco: Jelonek stanął wtedy odwrotnie, z głową na zewnątrz i zadkiem w środku. Na szczęście trwało to bardzo krótko, gdyż szybko okazało się, że była to kara raczej dla całej klasy i pani Sowy niż dla Jelonka. Już po chwili powietrze w klasie było tak zepsute, że nie dało się w ogóle w środku oddychać. Pani Sowa czym prędzej darowała więc Jelonkowi karę i już go więcej do oślej ławki nie sadzała, choć zdarzały mu się jeszcze większe spóźnienia. Na swoje stałe miejsce wrócił więc Dziczek i aż kwiknął ze szczęścia. Tak się zżył z oślą ławką, że poza nią czuł się w klasie całkiem zagubiony i nieswój.

Śpiesząc się do szkoły, Biedronka wleciała nad ukwieconą łąkę, która mieniła się w słońcu wszystkimi kolorami kwiatów i odurzająco pachniała. Zwykle zatrzymywała się tu, by przysiąść na płatku rumianku czy bławatka i choć przez chwilę ponapawać się miłymi zapachami i pozachwycać pięknymi widokami. Jednak teraz była tak zaaferowana, iż niemal ich nie zauważała. Machała szybko skrzydełkami i do rytmu powtarzała w myślach: zaliczkowo, zaliczkowo, zaliczko…

Tak się tym powtarzaniem zamyśliła, że wcale nie patrzyła przed siebie i omal nie staranowała pani Motylowej, która w ostatniej chwili uskoczyła w bok.

– Oooch! – wykrzyknęła cicho. – Uważaj trochę, Małaaa! Bo strząśniesz ze mnie caaały makijaż!

Jej zwiewne słowa, niesione wiatrem jak kwiatowy pyłek, wpadły Biedronce w ucho w chwili, gdy pani Motylowa już dawno przestała mówić i poruszać buzią. Wyglądało to bardzo dziwnie, tak jakby za panią Motylową mówił ktoś całkiem inny.

– Bardzo przepraszam… – Biedronka się zmieszała i żeby udobruchać panią Motylową, uśmiechnęła się z uznaniem. – Wygląda pani bajecznie.

– Ach! Cały ranek robiłam się na rusałkę pawik.

Pani Motylowa była cała w skowronkach. Rozpostarła dumnie czerwono-brązowe skrzydełka z wielobarwnymi pawimi oczkami na ich końcach. Kolory zatańczyły wesoło w słońcu.

– Ale teraz muszę przez ciebie wrócić i się poprawić! – fuknęła gniewnie.

Biedronka chciała zapewnić, że wcale nic nie trzeba poprawiać, bo przecież nic się nie stało, zanim jednak zdołała otworzyć buzię, pani Motylowa zdążyła odwrócić się na skrzydle i odfrunąć, utyskując pod nosem na „dzisiejszą młodzież”.

Zawstydzona Biedronka patrzyła za nią, dopóki ta nie zniknęła za horyzontem. Wtedy westchnęła ciężko i ruszyła w dalszą drogę do szkoły. Chciała jak najszybciej dowiedzieć się, co znaczy słowo… To słowo… Na literkę…

Ojej! Zgubiłam słowo! – zmartwiła się i zawisła nieruchomo w miejscu. Musiało mi wylecieć z głowy, kiedy omal nie zderzyłam się z panią Motylową.

Postanowiła zawrócić i szybko odnaleźć w trawie zgubione słowo. Było ono bardzo ważne: przecież to dzięki niemu Biedronek dostał swoją kropkę. Przepatrzyła dokładnie całą łąkę wzdłuż, wszerz i w głąb. W wysokiej trawie natrafiła na bukiety czerwonych maków, kępki niebieskich bławatków i wysepki rumianku o białych płatkach i żółtych, świecących jak małe słoneczka oczkach. Mimo że szukała bardzo uważnie, nie tylko nie znalazła zgubionego słowa, ale w dodatku całkiem zapomniała o szkole. Kiedy sobie o niej w końcu przypomniała, z przerażeniem stwierdziła, że była już mocno spóźniona. A przecież jeszcze miała przed sobą kawałek drogi do pokonania. Włączyła czwarty bieg i popędziła na złamanie karku, lecz i tak do klasy wleciała… w połowie lekcji. W dodatku była cała zziajana i czerwona jak burak.

– Przepraszam za spóźnienie, pani Sowo. Szukałam zgubionego słowa – tłumaczyła się Biedronka.

– Czego szukałaś?!

Nauczycielka, pani Sowa, nastroszyła pióra i ze zdziwienia wybałuszyła na Biedronkę oczy.

– Zgubionego słowa – powtórzyła cicho Biedronka i w sekundę spłonęła przed całą klasą ze wstydu.

DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ

Spis treści

1 Mała Biedronka

2 Kropka jak malowana!

3 Prawdziwy ocean

4 Gniew Natury

5 Na spotkanie Natury

6 Tama na strumieniu

7 Brawurowa ucieczka

8 Uratowany świat

Epilog