Jagodowa miłość. Tom 2. Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? - Natalia Sońska - ebook
Opis

Słodko-gorzka opowieść przepełniona emocjami. Tak pięknie i ciepło o prawdziwych dylematach potrafi pisać tylko Natalia Sońska!

 

Nawet praca w najwspanialszej cukierni, takiej jak „Słodka”, nie uchroni Jagody przed nurtującymi ją problemami. Zbliżająca się sprawa rozwodowa i widmo odebrania odziedziczonej kamienicy to tylko kamyczek w lawinie, którą zapoczątkowało złamane serce. Kłopoty właściciela „Słodkiej” też spadną na głowę rozżalonej Jagody – na szczęście polecony jej prawnik, Teodor, okaże się odpowiednim wsparciem. Długie godziny spędzone w jego towarzystwie, częste rozmowy i nieprzypadkowe spotkania owocują zawiązaniem się przyjaźni. Czy tylko przyjaźni…?

Czy mimo zranionego serca Jagoda poradzi sobie z targającymi nią emocjami? Kawałek pysznego, słodkiego sernika i oparcie w kimś godnym zaufania sprawią, że w życiu kobiety zaświeci promyczek nadziei. Tylko co się stanie, gdy na horyzoncie ponownie zjawi się ten, do którego jej serce kiedyś tak mocno biło?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 406

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © Natalia Sońska, 2019

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2019

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Redakcja: Karolina Borowiec

Korekta: Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny: TYPO2 Jolanta Ugorowska

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki: Anna Damasiewicz

Fotografie na okładce:

© Olesia Lobanova | Depositphotos.com

© Ruth Black | Depositphotos.com

Fotografia autorki: Ewa So – Kobieca Fotografka

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN: 978-83-7976-156-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

[email protected]

www.czwartastrona.pl

1.

Cudowny, intensywny zapach świeżo zaparzonej kawy unosił się w całym domu. Wkradł się przez uchylone drzwi sypialni. Jagoda uśmiechnęła się, mając wciąż przymknięte powieki. Przebudziła się kilka minut temu, ale wcale nie miała ochoty wychodzić z łóżka. Wtuliła się jeszcze bardziej w miękką pościel i przywołała wspomnienia minionej, namiętnej nocy. Już tęskniła za ramionami Tomasza.

Teraz najwyraźniej przygotowywał dla niej śniadanie. Przeciągnęła się z rozkoszą, by w końcu wstać, pójść do kuchni i przytulić się do jego kochanych pleców. Kiedy jednak otworzyła oczy, uderzyła ją ponura rzeczywistość. Dlaczego cały czas wydawało jej się, że byli u niego w domu, a teraz nagle znalazła się w swoim pokoju? Czy tylko to jej się pomyliło? Zmarszczyła brwi, by poukładać sobie w głowie, co tak naprawdę się stało. W końcu zrezygnowana westchnęła ciężko i znów zacisnęła powieki. Nieproszona łza zaszczypała w kąciku oka.

To był tylko sen… Tomasz, jego pieszczoty, pocałunki, to wszystko tylko jej się śniło… W nocy do niczego nie doszło, nie było go nawet obok. Już od kilku dni nie miała z nim przecież żadnego kontaktu. A kawa? Skąd jej zapach? Czuła go cały czas. No tak, miała przecież współlokatorkę. Agata pewnie już szykowała się do pracy. Do pracy, w której spotka Tomasza. Szczęściara.

Jagoda zwlekła się w końcu z łóżka, niechlujnie zarzuciła na siebie szlafrok i poczłapała do kuchni, w której siostra dojadała właśnie owsiankę. Popatrzyła na nią spod zaspanych powiek.

– Cześć… – wymruczała.

– Cześć, boróweczko. Zostawiłam ci owsiankę, jest w garnku. Nie wiedziałam, o której wstaniesz, więc nie nakładałam. Chcesz?

– Wezmę sobie, dziękuję.

Jagoda, trochę nieobecna, sięgnęła do szafki po miskę, a po chwili usiadła naprzeciwko Agaty. Nie odzywała się; nawet kiedy siostra podsunęła jej słoik z dżemem malinowym, tylko kiwnęła głową. Podparła dłonią brodę i zaczęła mieszać bezmyślnie łyżką w talerzu. Czuła na sobie wzrok Agaty, ale nie miała ochoty po raz kolejny wałkować z nią tematu. Od kilku dni chodziła jak struta, a siostra niemal codziennie gnębiła ją, by w końcu zebrała się na odwagę i zadzwoniła do Tomasza. Jagoda jednak wciąż nie mogła się przełamać. Miała wyrzuty sumienia po tym, co powiedziała mu bez namysłu, z drugiej zaś strony wciąż obstawała przy swoim, uważając, że zdecydowanie się na propozycję mecenasa Leszczyńskiego będzie dla niej najkorzystniejsze. Gorycz wciąż towarzyszyła jej po rozmowie, w której wykrzyczała mu, żeby nie wtrącał się w jej sprawy. Bała się tej myśli, ale przeczuwała, że Tomasz chciał ją w pewien sposób wykorzystać, by zemścić się na Łukaszu. Mimo to musiała się jakoś z nim porozumieć, nie mogli przecież z takiego powodu zaprzepaścić wszystkiego, co ich łączyło. A niestety tak się czuła – jakby z tego szczytu uniesienia właśnie zaczynała się zsuwać, nie mając nawet nad tym kontroli.

– Porozmawiasz z nim? – wyrwał ją nagle z zamyślenia głos Agaty.

– Z kim? – Zmarszczyła brwi.

– Jagoda… Z Tomaszem, a z kim innym?

– A mogłabyś na mnie już nie naciskać? Porozmawiam. W swoim czasie – odparła oschle i odłożyła łyżkę.

Straciła ochotę na jedzenie, i na rozmowę z siostrą także. Wstała od stołu i udała się do łazienki, słysząc za plecami, jak Agata mamrocze coś niezadowolona pod nosem.

Jagoda stanęła przed lustrem i spojrzała w swoje zmęczone oczy. Od kilku dni niemal nie spała. Kiedy wreszcie udawało jej się odpłynąć, męczyły ją koszmary i ostatecznie się budziła. Tej nocy spała wyjątkowo dobrze, a sen był tak realny… Naprawdę myślała, że w końcu wszystko się ułożyło! Nic jednak samo się nie zmienia, a ona przecież nie kiwnęła nawet palcem, by porozumieć się z Tomaszem. Pokręciła głową zrezygnowana i spuściła wzrok.

Kiedy wyszła z łazienki gotowa do wyjścia, Agaty już nie było. Kuchnia została posprzątana, a na stole leżała karteczka z informacją, że siostra dziś wróci nieco później, bo ma dużo pracy. Ukłucie zazdrości pojawiło się w okolicy serca. Jagoda wiedziała, że to nie rozejdzie się tak po prostu po kościach, że Tomasz nie zrobi pierwszego kroku… Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Może dzisiaj? Zadzwoni do niego i wytłumaczy? Albo może powinna pojechać do niego? Takich nieporozumień nie powinno się załatwiać przez telefon… Odruchowo spojrzała na komórkę leżącą na stole. Od razu ją to otrzeźwiło. Nie sądziła, że tego ranka tak się ociągała, już była spóźniona do pracy!

Wbiegła przez zaplecze do cukierni, nie zwracając uwagi na zdziwionych kolegów, którzy rzadko widywali Jagodę spóźnioną o prawie pół godziny. Szybko ubrała fartuszek i jeszcze go wiążąc, dołączyła do Laury. Było widać, że jest zniecierpliwiona i nieco podenerwowana, bo kolejka zamiast maleć, ciągle się wydłużała.

– Przepraszam, możesz wyjść dzisiaj wcześniej… – Jagoda z przepraszającą miną spojrzała na koleżankę.

– Wolałabym jutro przyjść trochę później… Coś się stało? – zapytała tamta, wkładając kremówki do pudełka.

– Nic nowego… – Jagoda westchnęła i wzruszywszy ramionami, przykleiła sztuczny uśmiech do twarzy i zaczęła obsługiwać klientów.

Praca zawsze była dla niej lekiem na całe zło. Teraz kobieta też szybko zapomniała o troskach i skupiła się na obowiązkach. Tego dnia ruch w „Słodkiej” był naprawdę duży, wycieczki coraz częściej zaglądały do cukierni, tłumnie ją oblegając, toteż i pracy było o wiele więcej. Bywały dni, że Jagoda częściej przebywała w kuchni i pomagała piec ciasta, a nowo zatrudnione kelnerki zastępowały ją na sali. Jako cukiernik była bowiem niezastąpiona. Tego dnia także z doskoku pomagała w wypiekaniu drożdżówek, na które zapotrzebowanie wciąż rosło. Niestety, przypomniała sobie wtedy, jak razem z Tomaszem spędzała tu wieczór, piekąc sernik dla jego teściowej. Wspomnienie tego, do czego prawie doszło, przyśpieszyło jej tętno, a policzki zapiekły, gdy spojrzała na nieszczęsną kamerę. Miała nadzieję, że Karol nie przeglądał nagrań… choć gdyby to zrobił, z pewnością nie pozostawiłby tego incydentu bez komentarza.

Westchnęła ciężko i posmutniała. Wstyd, ale zarazem gorycz niezrozumienia mieszały się w jej głowie, a tęsknota coraz częściej ściskała jej serce. Chciała być znów blisko niego i wiedziała, że wystarczy zrobić ten jeden krok…

– Jak sprawy z rozwodem? – zapytała nagle Laura, wyrywając Jagodę z zamyślenia, gdy podczas przerwy dopijały kawę w pokoju socjalnym.

– W przyszłym tygodniu mam spotkanie z adwokatem – odparła po chwili. – Musimy omówić, jak dokładnie będziemy postępować.

– A jak sprawy z Tomaszem?

Jagoda popatrzyła na koleżankę smutno, po czym wbiła wzrok w swoją filiżankę. Wzruszyła ramionami. Nie bardzo wiedziała, co powiedzieć, bo w zasadzie odkąd ostatnio opowiedziała Laurze o tym, że jej relacje z Tomaszem nieco się skomplikowały, niewiele się zmieniło. Oboje wciąż milczeli; ona nie miała odwagi do niego zadzwonić, a Tomasz… miał prawo poczuć się urażony.

Kiedy więc Jagoda zamknęła cukiernię, posprzątała salę i podliczyła dzienny utarg, zamiast do domu udała się do samochodu, zabrawszy wcześniej jeden z serników. Przejęta wciąż biła się z myślami, a raczej denerwowała się wizytą, jaką miała za chwilę złożyć. Jechała bardzo powoli, odwlekając chwilę spotkania, kiedy jednak w końcu dotarła pod dom ukochanego, skamieniała za kierownicą. Widziała, że w domu świeci się światło, Tomasz więc był u siebie. A miała cichą nadzieję, że może przestrzeliła, może los nieco ją oszuka. Już miała wysiadać, gdy zauważyła, że światło rozbłysło w przedpokoju. Czyżby Tomasz zobaczył przez okno, że przyjechała?

Serce zaczęło jej mocniej bić. To trochę dodało jej odwagi, bo przecież gdyby był tak całkiem zły, nie wyszedłby, by ją przywitać, zanim jeszcze zapukała do drzwi! Sięgnęła po leżące obok, jasnofioletowe pudełko z ciastem i z lekkim uśmiechem wyciągnęła rękę w stronę klamki.

I wtedy ją zamurowało. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął nie tylko Tomasz, ale też nie kto inny jak Paulina! Czule go objęła na pożegnanie, a potem złożyła soczystego buziaka na jego policzku. Z tego, co Jagoda zdołała dojrzeć w świetle dochodzącym z przedpokoju, mężczyzna też był w całkiem dobrym humorze. Uśmiechał się, a nawet zaśmiał, gdy Paulina coś powiedziała. Czyżby jednak nie potrafił oprzeć się jej wdziękom? Była przebiegłą kobietą, być może weszła teraz w rolę pocieszycielki, przyjaciółki… Jeszcze raz się uścisnęli, po czym Tomasz poczekał, aż Paulina wsiądzie do swojego auta. Brama wjazdowa zaczęła się rozsuwać, a on wciąż czekał. Wtedy Jagoda oprzytomniała, zapaliła silnik i szybko się wycofała. Miała nadzieję, że jej nie zauważyli. Parkowała na chodniku, zastawiwszy jedynie furtkę; może rosnące obok krzewy skutecznie ją zasłoniły. Ona jednak widziała wszystko dokładnie, choć wolałaby nie widzieć nic. Czy to właśnie odezwała się zazdrość? Poczuła się zraniona? Być może, ale teraz nie chciała o tym myśleć, na pewno nie w tym miejscu.

Dodała gazu i odjechała spod domu Tomasza, a mieszające się w niej emocje zaczynały potrząsać jej ciałem. Dziwne podenerwowanie mąciło jej teraz w głowie.

Wróciła do mieszkania trochę zła, trochę rozczarowana, trochę rozgoryczona. Rzuciła bez namysłu pudełko z sernikiem na stół w kuchni, nie myśląc o tym, że delikatne ciasto może się zdeformować, po czym weszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach, chcąc uspokoić oddech i szalejące w niej uczucia. Nie było jej jednak dane się wyciszyć, bo po chwili usłyszała pukanie do drzwi i nie minęła sekunda, gdy stanęła w nich Agata. Oparła się o futrynę, założyła ręce na piersi i wyczekująco patrzyła na Jagodę.

– Powiesz coś? – Po dłuższej chwili Agata skapitulowała.

– Nie miałam w planach – odburknęła Jagoda, nawet się nie podnosząc.

– Co się stało? – Siostra nie dawała za wygraną.

Jagoda popatrzyła na nią ponuro. Nie miała ochoty na rozmowy, tym bardziej że Agata pracowała i z Tomaszem, i z Pauliną, nie chciała więc, by siostra zmieniła jakoś nastawienie do nich. Tylko pokręciła głową na znak, że nie ma ochoty na rozmowy, po czym minąwszy siostrę, poszła do łazienki. Chwila spokoju nie była jej jednak dana, bo gdy oparła się o umywalkę, usłyszała za drzwiami:

– Jagoda… Byłaś u Tomasza? Przecież wiem, o której skończyłaś.

– Daj mi dzisiaj spokój, proszę cię… – westchnęła ciężko w odpowiedzi.

– Lepiej ci się zrobi, jeśli się wygadasz. Rozmawialiście?

Jagoda nie wytrzymała. Odkręciła wodę pod prysznicem, by zagłuszyć pytania siostry. Naprawdę nie miała ochoty z nią teraz rozmawiać. W ogóle nie miała ochoty na rozmowy z kimkolwiek, a już na pewno nie na ten temat. Strugi wody spływały po jej ciele, a ona, stojąc z zamkniętymi oczami, wciąż myślała o tym, co zobaczyła kilkanaście minut wcześniej. Nie, Tomasz nie mógł już się pocieszyć – najprawdopodobniej to znów Paulina się do niego przystawiała. Dlaczego jednak w sercu Jagody rosła gorycz i złość na niego, a zazdrość tłumiła wszelkie wytłumaczenia? Trochę miała sobie za złe, że nie poczekała, że nie weszła, tylko jak zraniona nastolatka, nieczekająca na wyjaśnienia, widząc z daleka dwuznaczną scenę, po prostu uciekła. Ale z drugiej strony… co miała zrobić? Tak po prostu podejść? Poczekać kilka minut, aż Paulina zniknie za zakrętem i wtedy zapukać do drzwi? Duma jej na to nie pozwoliła. Chora, zraniona duma, której teraz miała za złe swoje gwałtowne zachowanie. Pierwsza próba nie skończyła się pomyślnie, ale na pewno nie była tą ostatnią.

Wymknęła się po cichu z łazienki, mając nadzieję, że Agata jej nie usłyszy. Kochała swoją siostrę, ale ostatnio trochę drażniła ją jej obecność. Ciągłe pytania, podchody, namowy, by Jagoda w końcu porozmawiała z Tomaszem, stały się męczące. Wolała więc, by przez jakiś czas nie wchodziły sobie w drogę – przynajmniej dopóki Agata nie odpuści tych codziennych kazań.

Siostra wciąż pracowała w swoim pokoju, słychać było głośne stukanie w klawiaturę. Na szczęście albo nie usłyszała Jagody, albo rzeczywiście na dziś dała sobie spokój, bo gdy ta ostatnia zamknęła drzwi do swojej sypialni, w spokoju położyła się do łóżka i zasnęła bez wieczornej wizyty.

Tomasz westchnął ciężko, gdy przez okno w przedpokoju zobaczył, czyj samochód zatrzymał się na podjeździe przed jego domem. Za późno było na gaszenie świateł i udawanie, że nikogo nie ma w środku. Paulina na pewno zauważyła, że pali się w salonie, i teraz zmierzała ku domowi z szerokim uśmiechem na twarzy. Mężczyzna podrapał się nerwowo po głowie. A może mógłby udać, że bardzo źle się czuje i to najprawdopodobniej jakaś zaraźliwa choroba? Nie miał ochoty na odwiedziny, już od kilku dni stronił od ludzi, nie mówiąc o domowych wizytach, a w szczególności tych w wykonaniu Pauliny. Ta kobieta musiała mieć wszczepiony jakiś dziwny radar, bo od momentu, kiedy pokłócił się z Jagodą, ona znów nadmiernie się przy nim kręciła. Zresztą, czy on tak naprawdę pokłócił się z Jagodą? Wymienili ze sobą po prostu parę nieprzyjemnych zdań… Cóż, tak czy inaczej, od kilku dni czuł się beznadziejnie. Musiało być to po nim widać, może więc Paulina wcale nie miała jakichś nadprzyrodzonych zdolności, tylko po prostu bacznie go obserwowała. A to akurat w jej przypadku nie było dziwne. Tylko po co tu przyjechała?! W dodatku o tej porze i bez uprzedzenia… To mu się nie podobało.

Kiedy w końcu nacisnęła dzwonek, który rozbrzmiał złowieszczo w całym domu, przez dłuższy czas zastanawiał się, czy powinien otworzyć. Nie chciał, nie miał ochoty z nią rozmawiać, w środku zaczynała ogarniać go niemal rozpacz! Pragnął tupnąć nogą jak małe dziecko i wykrzyknąć „nie!” Już dawno nie czuł takiej niechęci do ludzi… Bardzo dawno… A to właśnie Jagoda pomogła mu zapomnieć, że takie uczucie w ogóle istnieje…

Otworzył w końcu, siląc się na blady uśmiech. Nieelegancko nie zaprosił jej od razu do środka, mając nadzieję, że to jakaś drobnostka i kobieta zaraz sobie pójdzie.

– Cześć! – rzuciła raźno Paulina i uśmiechnęła się promiennie.

– Cześć… A co ty tutaj robisz? – Nie bawił się w uprzejmości.

– Przepraszam, że nachodzę cię w domu o tej porze… Ale pracowałam nad umową kredytową, którą jutro mam podpisać z klientem, i zapomniałam, że potrzebuję na jednym dokumencie twojego podpisu… Zupełnie wypadło mi to z głowy w pracy.

– To nie mogłem podpisać ci tego jutro rano?

– Jutro masz wolne. Z tego, co się zorientowałam.

Rzeczywiście. Zaplanował wyjazd do stadniny… Zupełnie o tym zapomniał. Gdyby Paulina mu nie przypomniała, pewnie pojawiłby się rano w banku. No tak, do stadniny miał się wybrać z Jagodą. Chciał jej zrobić niespodziankę: wypytał jakiś czas temu Agatę o grafik w cukierni, a kiedy ta dyskretnie sprawdziła harmonogram siostry, postanowił każdy jej wolny dzień zapełnić atrakcjami.

– To jak, mogę wejść? – Paulina przerwała mu przemyślenia, potrząsając trzymaną w ręku teczką.

Tomasz skinął głową i w końcu zaprosił kobietę do środka. Zmarszczył w zamyśleniu brwi, kiedy ruszył za nią do salonu. To nie mógł być przypadek. Paulina, mimo iż nachalna w stosunku do niego, była bardzo inteligentną kobietą i sumienną pracownicą. Z pewnością nie popełniłaby takiego błędu. I po co sprawdzała, kiedy on ma wolne? To wszystko musiało być zaplanowane. Z pewnością wszystko sobie wcześniej przemyślała. Teraz więc i on musiał wszystko rozegrać tak, by koleżanka nie zabawiła u niego dłużej, niż to potrzebne.

– Gdzie te dokumenty? – zapytał szybko, kiedy usiadła przy stole i uśmiechnęła się do niego, wyglądając, jakby nagle zapomniała o tym, po co przyjechała.

– A, tak – zreflektowała się sztucznie. – Tutaj, proszę. – Wyciągnęła jakiś papier.

Tomasz rzucił na niego okiem, po czym chwycił leżący na komodzie długopis i podpisał od razu. Przez chwilę patrzył na uśmiechającą się z pozoru niewinnie Paulinę, a kiedy zorientował się, że zbyt szybko się jej nie pozbędzie, skapitulował.

– Napijesz się czegoś? – zaproponował, siląc się na uprzejmość. Miał jednocześnie nadzieję, że niechęć w jego głosie była subtelna, ale na tyle zrozumiała, że kobieta jednak odmówi.

– Proponujesz mi drinka? – zaśmiała się. – W zasadzie…

– Miałem raczej na myśli kawę lub herbatę. Chyba przyjechałaś autem?

– No tak… – Uśmiech na chwilę spełzł jej z twarzy.

Tomasz skrzywił się ledwo zauważalnie. Czyżby miała ochotę zostać na noc?! Westchnął tylko, po czym ponowił pytanie, a kiedy Paulina poprosiła o herbatę, poszedł do kuchni, by nastawić wodę. Stał oparty o blat, czekając, aż woda zacznie się gotować. Nie chciał wracać do salonu. Wiedział, że to niegrzeczne, walczył z samym sobą, czuł, że powinien pójść do Pauliny, porozmawiać z nią uprzejmie, ale w ogóle nie miał na to ochoty. Ta niezapowiedziana wizyta była mu bardzo nie na rękę. Najchętniej zachowałby się jak buc i po prostu grzecznie ją wyprosił. Nie potrafił jednak być bezwzględny, nawet jeśli sama Paulina właśnie taka była.

Kiedy czajnik się wyłączył, Tomasz zalał przygotowaną torebkę herbaty, po czym zaniósł filiżankę do salonu.

– Przepraszam, nie mam nic słodkiego, nie byłem przygotowany na gości.

– Nie szkodzi, i tak staram się nie jeść słodyczy – odparła. – Diety, te sprawy…

Tomasz tylko kiwnął głową. Chyba nie oczekiwała, że powie, że dieta nie jest jej potrzebna, lub coś podobnego? W ogóle go to nie obchodziło. Usiadł obok niej i zaczął ukradkowo spoglądać to na zegar, to na filiżankę Pauliny. Sączyła powoli, jakby specjalnie przedłużając swoją wizytę.

– Jakie plany na jutro? – zapytała.

Tomasz spojrzał na nią zaskoczony. Dopiero po chwili zorientował się, o co dokładnie pytała – przecież następny dzień miał wolny. Teraz jednak nie wiedział, co będzie robił. Jego wcześniejsze plany trochę się pozmieniały.

– Po prostu odpocznę. Potrzebowałem takiego dnia dla siebie.

– Ty, pracownik miesiąca? – Zaśmiała się.

– Każdy potrzebuje oddechu. – Wzruszył ramionami.

Paulina popatrzyła na niego przenikliwie. Czuł na sobie jej spojrzenie, ale starał się go nie odwzajemniać. Dopiero kiedy wyciągnęła rękę i dotknęła jego dłoni, uniósł na nią wzrok.

– Coś się stało? Jesteś jakiś nieobecny od kilku dni… Nie tylko ja to zauważyłam. Martwimy się… – powiedziała nagle.

Zmarszczył brwi, nie wiedząc, co powiedzieć.

– My? – zapytał w końcu.

– No, w pracy… Ja, Adam, cała reszta… Czy ty i Jagoda… – Paulina wkroczyła na niepewny grunt.

– Czy moje samopoczucie przeszkadza wam w wykonywaniu waszych zadań? – zapytał trochę nieprzyjemnym tonem.

– Nie o to chodzi, Tomasz… Po prostu byłeś już taki radosny, a nagle znów sposępniałeś…

– Każdy ma czasem gorsze i lepsze dni – ciągnął wymówki.

– Ale twoje są wyjątkowe… Wiesz, zrobiło się jak wtedy, gdy…

– Paulina! – przerwał jej ostro. – Uspokój wszystkich w biurze, że wszystko jest ze mną w porządku. Ty też możesz być spokojna. Nie dzieje się nic, czym moglibyście się martwić. A teraz bardzo cię przepraszam, ale muszę jeszcze trochę popracować, skoro jutro mam wolne – powiedział już bardzo stanowczym tonem.

Paulina zmieszała się, spuściła wzrok na filiżankę i dopiła ostatni łyk herbaty. Uśmiechnęła się do Tomasza już trochę na siłę. Z pewnością poczuła w końcu, że tą swoją troską, a raczej ciekawością, go zdenerwowała.

– Dobrze, będę już uciekać. – Wstała z miejsca.

Tomasz zrobił to samo, po czym odprowadził ją do wyjścia.

– Nie miej mi za złe, że tak zapytałam. Ja się naprawdę martwię… – wyjaśniła, gdy już otworzyła drzwi.

– Nie jestem zły. I przekaż wszystkim, że mam się dobrze. – W końcu się uśmiechnął, nawet pocałował ją w policzek na pożegnanie, a potem poczekał w progu, aż wsiądzie do samochodu i odjedzie. Czy naprawdę aż tak było po nim widać, że coś się dzieje? Czy po prostu tylko Paulina tak intensywnie go obserwowała, że uznała ten jego gorszy nastrój za pretekst? Skoro podobno i Adam zwrócił na to uwagę, dzieląc się z nią odpowiednimi spostrzeżeniami, Tomasz powinien do niego zadzwonić i się upewnić.

Ale już nie dziś. Nie miał ochoty na tego typu rozmowy, a wiedział, że przyjacielowi będzie musiał w takim wypadku o wszystkim w końcu opowiedzieć. Już i tak dość długo udało mu się unikać tematu; Adam nie raz robił podchody, by wypytać, jak mu się układa.

Już miał zamknąć drzwi, bo Paulina wyjechała właśnie z podjazdu, gdy zwrócił uwagę na stojący na uboczu samochód. Wychylił się na chwilę, ale nim zdążył się upewnić, czy mu się nie przywidziało, auto wycofało się i odjechało w drugą stronę. Nie wiedział czemu, nie miał podstaw, by tak przypuszczać, ale był przekonany, że to samochód Jagody. Albo przynajmniej taki sam. Czemu jednak nie weszła? Czy widziała Paulinę? Zamknął drzwi, ale długo jeszcze nie dawało mu to spokoju. Nawet kilka razy brał do ręki komórkę, by zatelefonować. Jeśli jednak okazałoby się, że to nie ona i tylko mu się wydawało, wyszedłby na paranoika. Albo desperata. Co wtedy miałby jej powiedzieć? A może to byłaby dobra wymówka, by w końcu się z nią skontaktować, by porozmawiać?

Bardzo mu jej brakowało. Od tego nieszczęsnego wieczoru, kiedy usłyszał od niej kilka raniących go słów i kiedy sam się zorientował, że to wszystko wymknęło mu się spod kontroli, minęło już kilka dni. Wciąż czuł żal i dziwną pustkę. Nie do końca wiedział, jak miałby zacząć rozmowę, gdyby już się na nią zdecydował. A może powinni po prostu szczerze pogadać o swoich oczekiwaniach, jakoś określić zasady? O ile był w tym jeszcze jakiś sens…

Usiadł w fotelu przy kominku, z drinkiem w dłoni. Spojrzał na zdjęcie Ewy stojące na półce i uśmiechnął się blado. Może rzeczywiście nie powinien się jeszcze angażować w nowy związek? A może to była jakaś kara, kubeł zimnej wody? Przymknął oczy, próbując ponownie sobie to wszystko poukładać. Chwilę zadumy przerwał mu jednak dzwonek telefonu. Podszedł do stołu, na którym zostawił komórkę. Przewrócił oczami, kiedy ujrzał na wyświetlaczu numer przyjaciela. Najprawdopodobniej Paulina już go powiadomiła o swojej wizycie. Odczekał jeszcze chwilę, a widząc, że Adam nie odpuszcza, odebrał w końcu.

– Słucham?

– No co tak długo?! Czy może w czymś przerwałem? – zapytał bez ogródek Adam.

– W niczym nie przerwałeś – odparł beznamiętnie Tomasz.

– No… Po głosie słyszę, że jest gorzej, niż myślałem. Masz ochotę na drinka?

– Adam… – Tomasz zawahał się przez chwilę. – W zasadzie… przyjedź – skapitulował. Nie miał siły się wykręcać, a wiedząc, jak przyjaciel potrafi być zdeterminowany, wolał po prostu odpuścić.

Niecałe pół godziny później Adam był już u niego i mościł się w fotelu, gdy Tomasz przygotowywał dla niego drinka. Gość podejrzliwie patrzył na przyjaciela, kiedy w końcu usiadł na sofie i włączył telewizor.

– Co jest? – zapytał w końcu, widząc, że Tomasz sam z siebie raczej nie ma zamiaru rozpoczynać rozmowy.

– To znaczy? – odparł tamten bez emocji.

– No przecież widzę. Kogo jak kogo, ale mnie nie oszukasz, nawet zasłaniając się najszerszym uśmiechem. Choć i tego ci teraz brakuje.

– Jak się przekonałem, nie tylko ciebie… – mruknął.

– To znaczy?

– Miałem wizytę domową. Przyjechała do mnie dzisiaj Paulina, pod pretekstem podpisania jakiegoś papierka. Wyraźnie miała ochotę posiedzieć dłużej… – rzucił z przekąsem Tomasz i upił spory łyk whisky.

– Jeszcze sobie nie odpuściła? Chyba że… wiesz, kobiety mają taki czujnik… – myślał na głos Adam. – Coś jest nie tak między tobą a Jagodą, prawda? – dodał po chwili, jakby idąc tokiem rozumowania koleżanki z banku.

Tomasz zakołysał szklanką, po czym wypił do dna i wstał, by dolać sobie alkoholu.

– Powiesz, co się stało, czy po prostu się upijemy?

– Ja nie mam zamiaru się upijać, a ty, z tego, co się orientuję, musisz być rano w pracy.

– A ty?

– Ja mam jutro wolne.

– Wolne?

– Miałem jechać z Jagodą do stadniny.

– Ale nie pojedziesz?

– Nie.

– Ponieważ? – Przyjaciel zmrużył oczy.

– Ponieważ zmieniłem plany.

– Stary, powiesz mi wreszcie, co się stało? Czy będziesz tak to dusił w sobie, aż się zakisisz od środka?

Tomasz wrócił na swoje miejsce i popatrzył na Adama. Upił spory łyk ze szklanki, po czym wbił wzrok w telewizor. Nie wiedział, od czego miałby zacząć, jak to wszystko wytłumaczyć; zastanawiał się, czy w ogóle powinien wprowadzać Adama w szczegóły. Ten ani nie mógłby służyć mu radą, ani nie powiedziałby nic mądrego – w tych tematach przyjaciel niestety nie był specjalistą. Ale może przynajmniej jemu samemu by ulżyło, gdyby się wygadał? Zrobił głęboki wdech i po kolei zaczął opowiadać o rozwodzie Jagody, o jej mężu, który tylko robił problemy, o adwokacie, którego sam zresztą jej polecił, i w końcu o tym, co ich poróżniło. Starał się powściągać emocje, mówić najspokojniej, jak się dało, momentami jednak zaciskał mocno pięści i zęby, by nie dać upustu tej złości i goryczy, jakie w nim wzbierały.

Adam niewiele miał do powiedzenia. Może dlatego, że rzeczywiście nie miał doświadczenia w tak poważnych dla związku sprawach, a może dlatego, że nie chciał wchodzić pomiędzy Jagodę i Tomasza, przekonany, że sami powinni rozwiązać to nieporozumienie.

– Zależy ci na niej? – zapytał w końcu.

– Co to za pytanie… – Tomasz się skrzywił.

– No to inaczej. Ważniejsza jest dla ciebie Jagoda czy to, w jaki sposób się rozwiedzie? Czemu tak bardzo w to ingerujesz?

– Tu już nie chodzi o ten rozwód…

– Tylko o co?

– O to, że wiele zrozumiałem dzięki tej kłótni.

– To znaczy?

– To znaczy, że za bardzo zachłysnąłem się tym szczęściem. Za dużo na raz…

– Co ty za głupoty wygadujesz?! Kobieta obudziła cię do życia, dzięki niej zacząłeś być taki jak dawniej, na nowo poznałeś radość! Otworzyłeś się na uczucie! A teraz mówisz, że to było za dużo? To czego ty chcesz, człowieku? Nie lepiej po prostu dojść z Jagodą do porozumienia, zapomnieć o tej nieszczęsnej wymianie zdań i żyć dalej?

Tomasz nie odpowiedział. Problem w tym, że w zasadzie to sam nie wiedział, czego tak naprawdę chciał. Najbardziej bolało go to, że po owej kłótni jego uczucia do Jagody nagle zaczęły słabnąć – i to go przerastało. Znów zaczynał się wycofywać, mimo że tak bardzo mu jej brakowało.

– Ja cię nie rozumiem. Zastanawiam się, czy ty sam siebie w ogóle pojmujesz. – Adam pokręcił głową. – Otrząśnij się, bo stracisz coś naprawdę wartościowego w swoim życiu. Stracisz ją.

2.

Tomasz obudził się późnym porankiem, a ból głowy powitał go, nim mężczyzna zdążył jeszcze otworzyć oczy. Siedzieli z Adamem do późna, skończyli butelkę whisky, a później rozpoczęli kolejną. Współczuł teraz przyjacielowi, który najprawdopodobniej od dwóch godzin męczył się za biurkiem w banku.

Później rozmawiali już w zasadzie niedużo. Głównie po prostu siedzieli, pili i oglądali jakiś stary film. W końcu Adam zebrał się i nie nawiązując już do tematu związku przyjaciela, po prostu wyszedł. Dziwnie się zachowywał; normalnie wyraziłby swoje zdanie, nie przebierając w słowach, a Tomasz pewnie w końcu przemyślałby jego wypowiedź. Tymczasem Adam raczej stronił od wydawania sądu, nie chcąc, jak to powiedział, mieszać się w nie swoje sprawy. I to też wydało się Tomaszowi dziwne. Nie miał teraz jednak do tego głowy, za bardzo go bolała.

Dłuższy czas leżał w łóżku, po czym stwierdził, że bez tabletek się nie obejdzie. Wstał i poczłapał powoli do kuchni. W apteczce znalazł jakieś leki, popił obficie wodą, po czym zerknął na lodówkę. Stwierdził jednak, że raczej nie jest jeszcze w stanie przyjąć żadnego pokarmu. Zabrał więc butelkę z wodą, po czym wrócił z nią do sypialni. Chciał jeszcze choć na chwilę się położyć i zdrzemnąć.

Nie było mu to jednak dane, bo kilka minut później, kiedy już prawie zasypiał, rozdzwonił się jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i się skrzywił. Po chwili jednak odebrał i wymruczał coś na kształt: „Słucham”.

– Widzę, że u ciebie wcale nie lepiej niż u mnie… – Po drugiej stronie usłyszał zbolały głos Adama.

– No co tam, mam wolne…

– Stary, umieram… Chyba się zwolnię, bo naprawdę skonam przed komputerem. Głowa mi pęka, nie mówiąc już o tym, że mnie mdli.

– No, trochę wczoraj popłynęliśmy… – Tomasz zasłonił oczy ramieniem.

– Trochę? Ja już jestem za stary na takie picie… Nie namówisz mnie na to więcej.

– Ja? Przecież to ty… – Chciał powiedzieć, że było nie było, to Adam wyszedł z tą propozycją, machnął jednak ręką i westchnął ciężko.

– Dobra. W razie gdybym się stąd zmył, a później ktoś miałby mi to za złe, to wiedziałeś o tym. Jesteś moim przełożonym.

– Zgłoś to w kadrach.

– Jasne. Dzięki. Jak będę wracać, przywieźć ci jakieś remedium? Kefir, sok z ogórków, wodę?

– Wszystko mam. Jedź i konaj w domu.

– Starzejemy się… – westchnął Adam, po czym pożegnał się z Tomaszem i się rozłączył.

Krajewski jeszcze przez chwilę usiłował zasnąć, nie wyszło mu to jednak. Wstał więc i z nadzieją, że zimny prysznic choć trochę go otrzeźwi, poszedł do łazienki. Musiał przyznać, że po tej kąpieli zrobiło mu się trochę lepiej. I dobrym znakiem było to, że zaczynał czuć głód. Otworzywszy lodówkę, zorientował się, że poza wspomnianymi ogórkami i kefirem jest w niej niewiele więcej i raczej nie zdoła zrobić z tego jakiegoś konkretnego, treściwego posiłku. Nie to, co Jagoda… Ona nawet z marnych pomidorów potrafiła wyczarować najlepsze włoskie danie…

Uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie tamtego wieczoru, kiedy wspólnie przygotowywali w jego kuchni kolację, a później… cóż, później spędzili jedną z najcudowniejszych nocy. Ukłucie żalu pojawiło się w okolicy serca i nagle znów poczuł, jak bardzo za nią tęskni. Emocje mieszały mu w głowie. Jeszcze wczoraj na zmianę chciał, by znów była przy nim, i dochodził do wniosku, że jego uczucia blakną. Miał wrażenie, że ścierają się w nim teraz dwie osobowości. Tylko pokręcił głową, zły na siebie. Trzasnął drzwiami lodówki, po czym udał się do swojego biura, by przez internet zamówić jedzenie z chińskiej knajpy. Stare nawyki wracały – żywił się tak tuż po śmierci Ewy. Przypomniał sobie, jak pudełka po daniach piętrzyły się wtedy tygodniami w koszu, na stole, w kuchni – wszędzie. Czy chciał do tego wracać? Zdecydowanie nie, choć nastrój miał teraz nawet podobny. Zawahał się więc, ostatecznie jednak był na tyle głodny, że zamówił smażony makaron z warzywami i kurczakiem, obiecując sobie, że po zjedzeniu od razu po sobie posprząta.

Wrócił do salonu, włączył telewizor i skakał bezmyślnie po kanałach, nie mając ochoty niczego oglądać. Nie wiedział, co ze sobą zrobić; przez moment nawet pomyślał, by może jednak pojechać do pracy. Tam przynajmniej miałby się czym zająć, nie musiałby się męczyć w tej bezczynności.

I wtedy uświadomił sobie, że nawet nie uprzedził Jerzego, że nie odwiedzi stadniny, a znajomy najpewniej już szykował dla nich konie. Szybko chwycił telefon i od razu wybrał numer trenera.

– No witaj! Już jedziecie? – zapytał wesoło Jerzy.

– Cześć. Słuchaj, bardzo cię przepraszam, ale jednak mnie dziś nie będzie.

– Coś się stało?

– Nic takiego… – Tomasz podrapał się odruchowo po głowie. – Coś mi wypadło i nie zdążę przyjechać.

– A Jagoda? Może chciałaby sama popróbować jazdy? Zaopiekuję się nią! – zaśmiał się mężczyzna.

Tomasz zamilkł na chwilę. Co miał mu powiedzieć?

– Raczej też nie da rady… – powiedział, starając się zachować naturalny ton, po czym szybko dodał, by Jerzy nie wyczuł jego złego nastroju: – Wpadniemy innym razem, na spokojnie, na pewno cię uprzedzę. Przepraszam, że teraz dzwonię tak późno, ale to nagła sytuacja.

– Jasne, nie ma sprawy. Wpadajcie, kiedy chcecie, nawet bez zapowiedzi. Wiesz, że dla ciebie zawsze znajdę czas. Dla twojej pięknej dziewczyny także.

– Oczywiście – odparł Tomasz, po czym pożegnał się uprzejmie i się rozłączył.

Westchnął ciężko. Czy Jagoda była jeszcze jego dziewczyną? Sam nie wiedział, co o tym myśleć. Wtedy określił się na tyle jasno, że sam uznałby swoje słowa za kończące związek. Czy Jagoda odebrała je tak samo? I czy on na pewno chciał, aby w ten sposób to zrozumiała? Może w tamtym momencie owszem – był wzburzony i rozczarowany – teraz jednak chyba zaczęło do niego docierać, że postąpił zbyt pochopnie.

Ponownie wziął telefon do ręki i wybrał numer Jagody. Przez dłuższy czas wpatrywał się w wyświetlone imię i ciąg cyfr, wahając się, czy powinien wcisnąć zieloną słuchawkę, czy nie. Walczył z samym sobą, w końcu wycofał się i odrzucił komórkę na bok. Przeczesał włosy palcami, po czym wstał wzburzony swoim niezdecydowaniem i podszedł do drzwi tarasowych. Wpatrzył się w wiosenny ogród, który już dawno zbudził się do życia. Przez chwilę nawet myślał, że to dzięki Jagodzie, że miała jakąś nadprzyrodzoną moc, dzięki której wszystko wokół zaczynało po prostu jaśnieć.

Co miał teraz zrobić? Z jednej strony tęsknił za nią całym sercem, pragnął znów mieć ją w ramionach, tulić, cieszyć się jej uśmiechem, z drugiej zaś w jego głowie wciąż pobrzmiewały gorycz i przeświadczenie, że nie powinien się aż tak angażować, że być może różnią się z Jagodą za bardzo. No i jej nie zależało na nim na tyle, by pójść na ustępstwo.

Niemniej jednak byli dorośli, łączyło ich zbyt wiele, by poprzestać na milczeniu i czekaniu, aż wszystko się tak po prostu wyjaśni. Musieli porozmawiać.

Jagoda od samego rana uwijała się w cukierni jak mrówka, na własne życzenie. Choć po nieprzespanej nocy nie mogła dojść do siebie, przedświąteczny ruch w cukierni wzbierał na sile i nie było tu czasu na zmęczenie. Już nie tylko przyszłotygodniowe zamówienia spędzały im sen z powiek. Ludzie coraz częściej zaczęli odwiedzać bliskich, pogoda robiła się coraz piękniejsza, a więc i gości było więcej, i zapotrzebowanie na słodkości wzrastało. Dwie nowe kelnerki radziły sobie na sali całkiem nieźle, dlatego Jagoda bez zawahania znów dołączyła do zespołu w kuchni i teraz kończyła przygotowywanie kolejnego pysznego ciasta. Włożyła blaszkę do piekarnika i na chwilę usiadła przy blacie.

– W swoim żywiole, co? – zagadał do niej jeden z piekarzy, Stefan, który też właśnie włożył do pieca porcję pszennych bułek.

– Uwielbiam to, ale naprawdę nie wiem, jak damy radę w przyszłym tygodniu. Powinniśmy mierzyć siły na zamiary. Karol chyba sobie nie zdaje sprawy, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny; każe zapisywać jeszcze więcej zamówień i co chwilę przynosi kolejne zlecenie.

– Wydaje mi się – powiedział półgłosem Stefan – że to nie jest już tylko jego pazerność.

– Co masz na myśli?

– Słyszałem kilka dni temu jego rozmowę telefoniczną. Nie podsłuchiwałem, rzecz jasna, po prostu akurat przechodziłem obok kantorka… – Uśmiechnął się wymownie.

Jagoda tylko pokiwała pobłażliwie głową, po czym dała znak, by kolega kontynuował.

– Karol ma chyba jakieś kłopoty finansowe. Nie wiem, z czego wynikają, ale bardzo się denerwował, padały nawet jakieś kosmiczne sumy, które miał komuś oddać czy zapłacić.

– Co ty opowiadasz? – Jagoda była bardziej niż zdumiona. – Przecież cukiernia świetnie prosperuje, ja też nie żądam nie wiadomo jakiego czynszu… Skąd niby miałby mieć jakieś długi czy problemy?

Stefan wzruszył ramionami.

– Może tu jest z opłatami na bieżąco, ale skąd wiesz, czy nie kręci jakichś interesów na boku…? – Piekarz już prawie szeptał.

– Karol? Sam w to nie wierzysz…

– Nie wiem, mówię, co słyszałem. Może tylko źle coś zrozumiałem, a kontekst był zupełnie inny. Ale skoro rzeczywiście jak nigdy stara się wyrobić jak największy utarg… Może jest w tym jakieś ziarno prawdy.

– Obyś się mylił i rzeczywiście źle zrozumiał tę rozmowę… – Kobieta skrzywiła się.

Piekarz tylko westchnął, po czym zostawiwszy Jagodę z tą wiadomością, wrócił do swoich bułeczek, które już zaczynały przyjemnie pachnieć. Ona z kolei zadumała się na chwilę nad domniemanymi kłopotami szefa… Z czynszem rzeczywiście nie zalegał, wszystkie rachunki za media były płacone na bieżąco, faktury chyba też… No właśnie, o ile do rachunków miała dostęp jako właścicielka lokalu, o tyle fakturami za towar i produkty zajmował się wyłącznie Karol. Może tu leżał problem. Ale jak…?

Dźwięk piekarnika zakomunikował Jagodzie, że ciasto jest już gotowe, czym wydobył ją z zamyślenia. Wyciągnęła blachę, przełożyła jej zawartość masą, po czym z powrotem włożyła całość do pieca i nastawiła minutnik.

Rozejrzała się po kuchni, potem wyjrzała na salę. Karola nigdzie nie było. Naszła ją myśl, by zajrzeć do jego maleńkiego biura i zerknąć do faktur. Przywołała na chwilę Laurę, która akurat wycierała blat, kiedy nikogo nie było obok witryny.

– Co tam? – zapytała koleżanka beztrosko.

– Widziałaś może Karola?

– Pojechał do hurtowni po pudełka na ciasta.

– Dawno?

– Może piętnaście minut temu. Czemu pytasz?

Jagoda tylko zacisnęła usta, po czym powiedziawszy Laurze, że wyjaśni jej wszystko później, ruszyła na zaplecze.

Czuła się trochę jak włamywacz, a wyrzuty sumienia już zaczynały ją dręczyć. Po cichu otworzyła drzwi do ciasnego biura Karola. Odetchnęła głęboko, obejrzała się jeszcze za siebie, by sprawdzić czy nikt jej nie obserwuje, po czym przewróciła oczami. Przecież nie raz wchodziła tu pod nieobecność szefa, to było zupełnie normalne! Okoliczności jednak nieco się zmieniły, bo teraz przyszła tu szpiegować, nie załatwiać sprawy związane z prowadzeniem cukierni. Utkwiła wzrok na rzędzie kolorowych segregatorów i przeleciała wzrokiem po opisanych grzbietach. Musiała przyznać, że właściciel cukierni był skrupulatnym i dokładnym przedsiębiorcą. Każdy z segregatorów był dokładnie opisany. Zaczęła od tego z najświeższymi datami, uznając, że właśnie tu może być najwięcej zaległości. Wyciągnąwszy segregator z szeregu, zaczęła wertować wpięte do niego dokumenty.

Wszystkie faktury były opłacone na bieżąco, żadna nie została uregulowana po terminie. Jagoda wzięła więc kolejny segregator, i kolejny. Wszystko było w jak najlepszym porządku! Stefan musiał więc coś pokręcić, a dodatkowe zamówienia mogły świadczyć jedynie o wzmożonym apetycie Karola na zyski.

Kobieta odetchnęła z ulgą. Przez chwilę bała się, że kłopoty mogą spaść na nią lawinowo, tu jednak mogła być spokojna – cukiernia zawsze była jej bezpieczną przystanią, której nie mogły zniszczyć żadne sztormy. Zamknęła więc biuro, upewniwszy się, że zostawiła wszystko w idealnym porządku, wróciła do kuchni, a pierwsze, pełne pobłażania spojrzenie posłała właśnie Stefanowi. Mogli być spokojni – Karol nie miał problemów finansowych, a toczone przez telefon rozmowy musiały dotyczyć czegoś zupełnie innego.

– Każdy może się pomylić. – Piekarz wzruszył ramionami.

– Mam nadzieję, że nie puściłeś tej plotki dalej.

Mężczyzna się zamyślił.

– Zdementuję ją jak najszybciej.

Jagoda zgromiła go wzrokiem, ale szeroki uśmiech kolegi od razu ją uspokoił. Naigrywał się z niej. Pogroziła mu żartobliwie palcem, po czym zajęła się z powrotem swoimi wypiekami.

Właśnie to dawało jej chwile zapomnienia i ciepłe uczucie w sercu. Mogła się dzielić z innymi tym, co potrafiła najlepiej. Pieczenie i dekorowanie ciast zawsze ją uspokajało i uszczęśliwiało, a satysfakcja, którą odczuwała, widząc zadowolone miny klientów, wynagradzała wszelkie trudy, ale też pomagała przetrwać trudny czas. Dzięki pracy Jagoda nie miała kiedy myśleć o kłopotach, które – niestety! – same nigdy się nie rozwiązywały. Nawet te cudowne wypieki nie mogły ich osłodzić.

Tego dnia to Laura zamykała cukiernię, jej koleżanka mogła więc wyjść nieco wcześniej. Była zmęczona, ale wcale nie miała ochoty wracać do mieszkania. Kojarzyło jej się teraz z troskami, z miejscem, w którym rozgrywały się jej największe, wewnętrzne potyczki. W drodze do domu powracały także problemy i negatywne emocje, które potrafiła uciszyć, jedynie zajmując się pracą. Kiedy więc otworzyła drzwi, ponury nastrój wrócił.

Zrezygnowana usiadła na szafce na buty. Bezsilność była przytłaczająca, jakby poza pracą Jagoda nie miała już żadnego celu w życiu, jakby wszystko, co do tej pory było dla niej ważne, nie miało już żadnego znaczenia. Dlaczego taka beznadzieja ogarniała teraz jej umysł? Przecież wcale tego nie chciała! Miała ochotę krzyczeć, tupać, płakać, ale nawet na to nie miała siły. A jeszcze bardziej bolała ją myśl, że ma to wszystko na własne życzenie i tylko od niej zależy, czy coś się zmieni, czy nie.

W zasadzie miała jeszcze jeden cel, który bardzo chciała osiągnąć. Chciała się rozwieść i raz na zawsze pozbyć się ze swojego życia Łukasza i wszystkiego, co z nim związane. Przygnębiała ją jednak myśl, że musiała się jeszcze skonfrontować z rodzicami, u których niedawno zjawił się jej wciąż-nie-były mąż. Czego chciał? Zresztą, czy to było ważne, skoro ostatecznie zgodził się na rozwód za porozumieniem stron?

Miała zupełny mętlik w głowie. Odruchowo spojrzała na zegarek, po czym wyciągnęła telefon z torebki i wybrała numer mecenasa Leszczyńskiego.

– Dzień dobry, pani Jagodo – powiedział uprzejmie.

– Dzień dobry, panie mecenasie – zaczęła zrezygnowana. – Czy w najbliższym czasie moglibyśmy się spotkać? Chciałabym z panem porozmawiać.

– Czy coś się stało? Coś się zmieniło w kwestii rozwodu?

– Nie, w zasadzie nie… Ale jest kilka niejasności, które chciałabym wyjaśnić, a wydaje mi się, że tylko pan będzie wiedział, jak to wytłumaczyć.

– Chodzi o coś konkretnego?

– Tak. O te wizyty męża u moich rodziców, w pracy… Nie wiem, co o tym myśleć.

– Rozmawiała pani z rodzicami, w jakim celu pani mąż się u nich pojawił?

– Nie, jeszcze nie. Moje relacje z nimi są dość trudne. Przyznam, że nie mam odwagi do nich pojechać.

– Rozumiem. Może choć z szefem już pani rozmawiała?

– Też jeszcze nie… – Było jej wstyd, że praktycznie nie zajmowała się swoją rozprawą, ale… zupełnie straciła do tego zapał.

Leszczyński milczał przez chwilę. W końcu Jagoda usłyszała ciche westchnięcie.

– Dobrze, umówmy się na poniedziałek. Czy godzina szesnasta lub późniejsza, w mojej kancelarii, pani odpowiada? Wcześniej jestem w sądzie.

– Może być szesnasta – odparła od razu, nie zastanawiając się nawet, czy nie będzie wówczas w pracy.

– Świetnie, w takim razie wtedy wszystko omówimy.

– Dziękuję.

– Pani Jagodo…? – zapytał po chwili.

– Tak?

– Czy wszystko u pani w porządku?

Zaskoczona zamrugała oczami. Czy aż tak było słychać, że jest w podłym nastroju?

– Nie do końca. Ale to akurat nie jest związane z rozwodem.

– Mogę jakoś pomóc?

– To chyba nie wymaga pomocy prawnej. – Wysiliła się na uśmiech, którego i tak nie mógł zobaczyć. – Ale dziękuję.

– W razie czego jestem do dyspozycji. Zatem do zobaczenia.

– Do zobaczenia, panie mecenasie – odparła życzliwie.

Siedziała jeszcze chwilę w korytarzu, zabrała torebkę i poczłapała do swojej sypialni. Dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że jest w mieszkaniu sama. By się upewnić, zajrzała do pokoju Agaty, ale rzeczywiście jej nie było.

Jagoda spojrzała na zegar wiszący na ścianie w salonie. Siostra powinna być w domu od dwóch godzin. Nie była małym dzieckiem, nie musiała informować, o której wróci, niemniej Jagoda nieco się zmartwiła. A może tymi swoimi częstymi humorami zniechęciła ją do siebie na tyle, że Agata postanowiła nie wracać do domu?

Nie, bywało między nimi gorzej, ale zawsze jakoś dochodziły do porozumienia.

Jagoda już szła po komórkę, by zadzwonić do siostry, kiedy usłyszała przekręcanie klucza w zamku, a chwilę później Agata stanęła w progu.

– Długo cię nie było.

– Musiałam zostać dłużej w pracy…

– Coś się stało? – zapytała Jagoda z troską. Siostra brzmiała na bardzo zmęczoną.

Agata popatrzyła na nią niepewnie, a zaraz potem zagryzła usta i uciekła wzrokiem w inną stronę.

– No mów, przecież nie musisz się czaić… – Jagoda wyczuła, że może chodzić o niego.

– Tomasza nie było dziś w pracy, wziął wolne, a mnie zostawił wszystkie pilne sprawy i musiałam się wyrobić przed weekendem. Chyba zabalowali wczoraj z Adamem, bo ten też przyszedł w średniej formie, a potem się zwolnił do domu, więc zostałam ze wszystkim sama.

Jagoda powoli pokiwała głową. Chyba nie chciała się zastanawiać, gdzie i z kim Tomasz imprezował. Może już zaczął z Pauliną? Tylko że ona od niego wyszła… Czyżby później wróciła? Nie, Jagoda nie powinna o tym myśleć, Tomasz taki nie był.

Ale ona była.

– Jeszcze Paulina… Jak ona mi działa na nerwy!

Teraz Jagoda spojrzała na siostrę zaciekawiona.

– Nieważne. – Agata machnęła ręką. – A właściwie… Znowu zaczyna się przy nim kręcić. Adam mówił, że podobno wczoraj pod pretekstem podpisania jakichś dokumentów pojechała do niego wieczorem do domu. Specjalnie sprawdziła, że Tomasz ma dziś wolne, i zaplanowała tę wizytę. Dlatego radzę ci…

– Agata… – Jagoda upomniała siostrę surowo, ale w tym samym momencie poczuła, jak jej serce zalewa przyjemne ciepło.

Czyli to Paulina zainicjowała to spotkanie! Jagoda nie kryła przed sobą, że ucieszył ją taki obrót spraw. Ponownie skarciła się jednak za to, że jak obrażona nastolatka uciekła spod jego domu. Może dziś mieliby to wszystko za sobą…

– Jagoda?

– Tak?

– Pytałam, co robimy ze świętami.

– To znaczy?

– No wiesz, to już za tydzień i rodzice pewnie by chcieli, żebyśmy przyjechały.

– Na pewno by chcieli – odparła Jagoda z przekąsem. – Dobrze, że przynajmniej ty się z nimi dogadałaś.

– Ty też będziesz musiała w końcu z nimi porozmawiać.

– Kiedy chcesz jechać?

– Do końca tygodnia pracuję, więc pewnie w piątek po południu…

– Ja w sobotę będę miała największy ruch. Nie dam rady wcześniej się wyrwać.

– To może ja pojadę wcześniej i jakoś wybadam sytuację?

– I przygotujesz mi grunt?

– Poproszę Huberta o pomoc, podobno też przyjedzie w piątkowy wieczór.

Jagoda spojrzała z wdzięcznością na siostrę. Wiedziała, że przeprawa z rodzicami nie będzie łatwa. Agata i Hubert mogli jej w tym pomóc, przygotowując wcześniej rodziców lub przynajmniej robiąc rozeznanie. W ostateczności sama nie pojedzie do domu na święta.

Nie, do tego nie mogła dopuścić, na pewno nie będzie aż tak źle…

– No dobrze, to skoro kwestia świat jest ustalona, to teraz mi powiedz, co z Tomaszem.

– Znowu zaczynasz.

– Jagoda, martwię się! Zarówno o ciebie, jak i o niego! Podobno też nie może sobie znaleźć miejsca!

– Czemu też?

– No nie udawaj, że po tobie to spływa jak po kaczce! – Siostra aż sapnęła ze zdenerwowania. – Widzę, jak się zachowujesz, a to raczej nie kwestia pracy.

– A może rozwodu?

– Aż tak ci to chyba nie spędza snu z powiek. Poza tym to raczej nie u Łukasza wczoraj byłaś z tym zmasakrowanym sernikiem. – Agata wzięła się pod boki. – Rozmawialiście?

– Nie – oburknęła Jagoda i poszła do kuchni, by nastawić wodę na herbatę.

– To ja już nic nie rozumiem. – Siostra podążyła za nią.

– Byłam u niego pod domem, ale… nie weszłam.

– Co takiego?!

– To, co słyszałaś! Stchórzyłam, dobrze?! – Jagoda opadła na krzesło i ukryła głowę w ramionach.

Agata już się nie odezwała, tylko usiadła obok i ją objęła. Siedziały przez chwilę w ciszy, którą przerwał dopiero gwiżdżący na kuchence czajnik. Siostra zalała herbatę, po czym postawiła obok Jagody kubek i usiadłszy naprzeciwko, czekała, aż ta w końcu się odezwie.

– Kochasz go? – zapytała w końcu, gdy Jagoda przeciągała tę chwilę milczenia.

Ta popatrzyła na nią zaskoczona. Rozchyliła usta i przez chwilę się wahała.

– Tak… Chyba tak… – powiedziała w końcu cicho i niepewnie.

– Chyba?

– Kocham go, Agata, ale z jednej strony to takie świeże, a z drugiej… Może po prostu zachłysnęłam się tym szczęściem, może my za bardzo się różnimy… Było dobrze, dopóki nie było problemów, pojawiły się pierwsze różnice zdań, a my już nie możemy się porozumieć… On dał mi jasno do zrozumienia, że to koniec.

– A ty nie chcesz walczyć?

– Nie wiem, czy mam siłę toczyć dwie batalie jednocześnie… – westchnęła Jagoda i znów ukryła głowę w ramionach.

Tęskniła za Tomaszem, brakowało jej go: to znaczyło, że darzyła go naprawdę silnym uczuciem. Znała jednak jego podejście. Po usłyszeniu od niego tak dosadnych słów nie wiedziała, czy powinna w ogóle w jakikolwiek sposób zawracać mu sobą głowę. Skoro on także nie szukał z nią kontaktu… Czyżby tak po prostu wszystko przekreślili?

3.

W niedzielę od samego rana ruch w cukierni był ogromny. Niektórzy przychodzili po świeże bułeczki i bagietki, inni po ciasta. Starsze panie po porannej mszy wstępowały na kremówki i kawę. Byli nawet tacy, którzy dziś składali zamówienia na świąteczne ciasta.

– Będziecie chyba piekli te ciasta nocami… – westchnęła Laura, wciskając kolejną klientkę do kalendarza.

– Powinniśmy już chyba zamknąć zamówienia, bo naprawdę się nie wyrobimy – odparła Jagoda, z bólem zerknąwszy na kajet. – Porozmawiam z Karolem.

– Powodzenia. Kiedy ja ostatnio próbowałam, stwierdził, że przesadzam.

– To najwyżej odmawiaj już, on nie musi o niczym wiedzieć, a później się mu po prostu powie, że więcej zamówień nie było.

– A jeśli podeśle tajemniczego klienta?

– Karol? – Jagoda uśmiechnęła się do koleżanki. – Nie sądzę, by przychodziły mu do głowy takie pomysły.

– Prawdę mówiąc, nie zdziwiłabym się. – Laura wzruszyła ramionami i podeszła do kolejnej klientki.

Jagoda przejrzała kalendarz i od razu podjęła decyzję. Przyjmowanie zamówień zakończone. Było ich zdecydowanie za wiele. Karol chyba nie miał zielonego pojęcia na temat pieczenia, tymczasem niektóre z zamówionych ciast naprawdę wymagały ogromnego nakładu pracy. Już nawet nie miała złudzeń – z pewnością będzie musiała dopiekać coś u siebie w domu, w prywatnym piekarniku, bo może się okazać, że tych w cukiernianej kuchni będzie za mało!

Podkreśliła tabelki, podsumowując zamówienia, i z podniesioną głową podążyła do biura Karola.

– Szefie? – Zajrzała do środka, ale ku jej zdziwieniu, właściciela cukierni tam nie było.

Była pewna, że widziała go kilkanaście minut wcześniej, zanim weszła na salę. Rozpłynął się?

– Stefan? Widziałeś Karola? – zapytała piekarza, przechodząc do kuchni.

– Dosłownie pięć minut temu wystrzelił jak błyskawica tylnym wyjściem.

– Mówił, o której będzie z powrotem?

– Tylko, że jedzie coś załatwić. I był zdenerwowany. – Stefan spojrzał na Jagodę znacząco.

Ta przewróciła oczami, przypomniawszy sobie ostatnie przypuszczenia kolegi, i dziś machnęła ręką na jego podejrzliwy ton. Wróciła na salę i schowawszy zeszyt pod kasę, podeszła do kolejnej osoby z kolejki, by ją obsłużyć. Dystyngowana pani po pięćdziesiątce zamówiła najdroższy sernik na deser po niedzielnym obiedzie. Jagodę aż coś ścisnęło. Wysiliła się jednak na uśmiech, gdy zapakowawszy ciasto, podała je klientce i wydała resztę.

Kiedy kobieta wyszła, uśmiech zniknął, a pozostały żal i wspomnienia. Była pewna, że Tomasz dziś się nie pojawi. Ostatniej niedzieli też go nie było. Laura tylko pogładziła ją po ramieniu, nie mówiąc nic. Jagoda zamrugała szybko, bo oczy już zaczynały ją szczypać od napływających łez. Jeszcze tak niedawno wyczekiwała niecierpliwie, aż Tomasz tradycyjnie, jak co niedzielę, pojawi się w „Słodkiej” po sernik, radując tym samym jej serce, a teraz z przykrością patrzyła na drzwi.