Ja które nie - Sławek Tadeusz - ebook

Ja które nie ebook

Sławek Tadeusz

0,0

Opis

Pierwszy od trzech dekad tom poetycki Tadeusza Sławka. Książka, która stawia w centrum pytanie o „ja” – nie jako punkt wyjścia, lecz jako problem. Wiersze wycofują podmiot, wyprowadzają go z pozycji pewności i mówienia „w imieniu”. „Ja” nie organizuje tu świata, lecz uczy się go słuchać, sprawdza warunki własnego istnienia i języka. To poezja powściągliwa, pracująca na pauzie i wahaniu, w której każde zdanie sprawdza swoją konieczność, a słowo musi zostać odzyskane z nadmiaru komunikacji. Zamiast wielkich deklaracji pojawia się uważność na to, co drobne, bliskie, niedomknięte – na świat wypierany przez nadmiar „ja”. „Ja które nie” nie jest odmową, lecz próbą innego bycia w języku i we wspólnocie: takiego, które nie zagarnia przestrzeni, lecz robi miejsce dla innych głosów i dla tego, co jeszcze niesłyszalne.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 34

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



które nie ja

1.

świat uciekł na strych

między belki stropowe

bo cały dom zajęło ja

świat spuchł od ja

a potem skończył się

dość niepostrzeżenie

wtedy ja wybujało dziko

wyrosło ponad miarę

jak wielki łopian

przed końcem wydawało się

że wyrośnie z ja

jak wyrasta się z garderoby

albo że się zużyje

poprzeciera na łokciach

dziury wyjdą na kolanach

ale nic z tego

nagiego ciała

ja nie zobaczysz

takie przystrojone

co innego

nagie ciało

ja które

nie

niektóre ja

biorą (w nawias)

za dobrą monetę

albo na swoje barki

tylko niektóre ja

były nie

ale które?

jakieś ja

niewyjawione

niewyjałowione

może podejrzane

bo wszędzie czysto

i w maskach

.

2.

niektóre ja

rozkopują barłóg nocy

i wychodzą

na miasto

niektóre ja

źle znoszą poczucie normalności

nie mają takiej wyobraźni

są (nie)które ja

co lubią

geranium i wiedzą że

geranos to po grecku „żuraw”

które nie

ja

potrafią tak przeplatać

ze sobą słowa

że łapią w nie inne słowa

które

ja nie

mogą sobie

dać rady

z niczym

niektóre ja

strzępią sobie skrzydła

zamiast języka

grzeją się w cieple

sztucznych ogni

ja które

nie

może ośmielić się na wszystko

może osmolić sobie język

w niepomyślanym

osmalić w ogniu nienazwanego

a następnie wypowiedzieć

i jedno i drugie

oczywiście zająkliwie

z przerwami

z wahaniem

ja które

nie

ma czarny język

jakby spędziło

sezon w piekle

jakby wykrakał je kruk

a na końcu i tak

nic z tego

lecz

nie ja

które

każde nic

zamienia

na coś

i kto by pomyślał

że

.

3.

Mała dziewczynka

wrzuca kamyk do stawu:

woda marszczy się

kręgami regularnymi

jak oddech.

Ginie parę kijanek,

nartniki długim ślizgiem

znikają w szuwarach.

Młoda kobieta

wrzuca kamień milczenia

do wielkiej wody;

to „nic”, które wypowiada,

jest cytatem nie wiadomo

z czego lub kogo,

ale trudno je wysłyszeć,

bo choć jest z tego świata,

to nie z tego języka,

i brzmi barbarzyńsko,

choć niby znajomo.

Ale po tym „nic”

szaleje nawałnica,

starcy nie znajdują dachu nad głową

i bogowie zabawiają się ludźmi

jak chłopcy muchami.

Zimowa opowieść

Wiele było mowy o bezpieczeństwie

i Bóg poczuł, że nie może być obojętny:

pomyślał, że skoro już raz

wmodlili, wmyślili i wśpiewali go

w stajnię o zmurszałym dachu,

przez której szczeliny wiatr

niósł zeschłe liście i piasek pustyni,

to warto znów zawierzyć

zdrzewiałemu łonu,

i schronił się w dziupli sędziwej wierzby

przy starej drodze do Kozakowic.

I wszyscy wiedzieli, że On tam jest.

A zima była mroźna

nad ludzkie spodziewanie.

Dziś już takich nie ma.

W puchowym śpiworze śniegu

spała ziemia, wiosna była

ledwie kruchym domysłem.

Bóg – stara wierzba –

grzał się przy piecu

ludzkich błagań i suplikacji,

a jego kora otwierała się

przepastnymi porami małych

dziupli pełnych mroku.

Podobno gnieździły się tam

całe rodziny serafów

i hufce cherubów,

stąd nocami z dziupli

bił blask palonych ognisk

i ciepło płynęło ku ziemi,

jakby ujmując się za człowiekiem.

Trony i zwierzchności

tworzyły chóry, których śpiew

wiatr niósł nocami

przez puste pola.

„Cierpicie, więc jestem” –

mówił Bóg-wierzba, słuchając tych wezwań,

i szybko dodawał:

„Nie jestem sadystą,

przeciwnie – bardzo wam współczuję;

nie ja zarządziłem te wszystkie

boleści i okrucieństwa.

To wasza historia

i wasze to dzieła,

gdybym się wmieszał,

stracilibyście ostatni

punkt oparcia,

ostatnią nadzieję, że

istnieje coś, co może was

powstrzymać i zmienić

bieg zdarzeń.

Zresztą raz próbowałem wejść

między was, zburzyć wasze

świątynie zasobności

i świętego spokoju,

lecz dobrze wiecie, jak to się skończyło:

drzewem, gwoździami i cierniem.

Wtedy ja, syn wiecznego czasu

bez dat i pór roku,

zginąłem w zamieci waszej historii,

w zaspach drobin czasu usypanego

datami waszych kalendarzy.

Dlatego teraz żyję jedynie

w waszych modlitwach pełnych

skarg, lamentu, przerażenia,

tylko z rzadka wdzięczności,

do której powodów

też wam nie brakuje.

Ale to wszystko na pograniczu

wieczności i historii,

gdyż to wasze modły,

skargi i zgroza śmiertelnych

ulepiły mnie na swoje podobieństwo,

więc na swój sposób

jestem wam wdzięczny.

I nade wszystko – pamiętajcie –

to nie ja znęcam się nad wami,

to nie moje pomysły was zrujnowały

i nie mój piorun spalił wasze miasta.

«Bądź wola Twoja» –

te słowa wam pomagają

przejść do porządku dziennego

nad cierpieniem i śmiercią,

zamienić krzyki i jęki

w łagodną, zgodliwą niemotę –

«Bóg dał, Bóg wziął».

Ale uprzedzam was –

wiem z doświadczenia,