Idealny lekarz - Daniel Hurst - ebook + audiobook + książka

Idealny lekarz ebook

Daniel Hurst

0,0
52,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Doktor Drew Devlin jest przystojny, czarujący i bogaty. Gdy po raz pierwszy spojrzałam w jego niebieskie oczy, zapragnęłam, żeby był mój. Przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, by zostać jego żoną.

Ale teraz mam krew na rękach.

Myślałam, że to wszystko będzie tego warte. Jednak gdy przeszłość mojego męża zaczyna wychodzić na jaw, rozumiem, że nie jest człowiekiem, za którego go uważałam. Nie wiem już, czy mogę mu ufać.

Nie pozwolę, by błędy doktora Drew zniszczyły moje życie. Zaryzykowałam wszystko dla tej idealnej codzienności, więc zrobię, co trzeba, by ją zatrzymać.

ON NIE MA POJĘCIA,

DO CZEGO JESTEM ZDOLNA…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 278

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: The Doctor

Copyright © Daniel Hurst, 2026

Published in Great Britain in 2026 by Storyfire Ltd trading as Bookouture.

Copyright for the Polish edition © 2026 by Grupa Wydawnicza FILIA

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Mariusz Banachowicz

Elementy okładki powstały z użyciem AI

Redakcja, korekta, skład i łamanie: Editio

PR & marketing: Magdalena Drogoś-Kraszewska

ISBN: 978-83-8441-811-6

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

PROLOG

Kiedyś byłam po prostu żoną lekarza. A teraz siedzę w więzieniu.

Mężczyzna, za którego wyszłam za mąż, doktor Drew Devlin, miał być moim towarzyszem do końca życia. Okazało się jednak, że życie spędzę z moją współwięźniarką, nieznajomą, która popełniła własne zbrodnie i teraz dzieli ze mną piętrowe łóżko w zakładzie o zaostrzonym rygorze. Ale to Drew miał być u mojego boku. Powinniśmy być teraz razem i cieszyć się życiem.

Kiedyś się nim cieszyliśmy.

Idealna para – on, przystojny i odnoszący sukcesy lekarz, i ja, atrakcyjna i łatwo nawiązująca kontakty z ludźmi. Nic nie powinno było nas powstrzymać. Byliśmy wymarzonym duetem. Niestety, większość ludzi zna nas z innych powodów. Drew i Fern, lekarz i jego żona, którzy zbudowali swoje życie na kłamstwach, którzy zrujnowali życie tylu ludziom, którzy dopuścili się rzeczy niewiarygodnych.

Wszyscy sądzą, że wiedzą wszystko, co można wiedzieć o naszej przeszłości.

Nie znają jednak nawet połowy prawdy.

Gdy przygotowuję się na kolejny długi dzień w roli osadzonej, myślę o tym, że to wybory, których dokonałam jako wolna kobieta, doprowadziły mnie w to miejsce, ale również wybory, których Drew dokonał jako wolny mężczyzna, doprowadziły go do przedwczesnej śmierci. Tak czy inaczej, te wybory doprowadziły do tego, że najpierw stanęliśmy przeciwko sobie, a potem przeciwko innym. Część tych osób była niewinna i na to nie zasłużyła, a część wręcz przeciwnie, poniosła zasłużoną karę.

Wszyscy, którzy mówili o naszej dwójce w ciągu ostatnich kilku lat – od policjantów, dziennikarzy i prowadzących nocne programy telewizyjne, aż po przypadkowych przechodniów – uważają, że nas rozgryźli. Ale to nie jest prawda. Drew i ja wciąż mamy swoje sekrety. Są sprawy, które wciąż pozostają nieodkryte.

Myślę, że nadszedł czas, by je ujawnić.

Nie ma co się oszukiwać. Już nigdy nie wyjdę z więzienia, więc dlaczego miałabym zabierać te wszystkie tajemnice do grobu? Zamierzam wszystko wyjawić. Ja, niesławna owdowiała żona lekarza – kobieta, która myślała, że małżeństwo z nim zapewni jej idealne życie, oraz on, przystojny lekarz o przebiegłym charakterze.

Wszyscy wiedzą, jak skończyła się nasza historia, ale nie wiedzą, jak naprawdę się zaczęła.

A wszystko zaczęło się od pewnej wizyty, a dokładniej od prostego telefonu od recepcjonistki, kiedy siedziałam w poczekalni.

Wypowiedziała pięć krótkich słów, które na zawsze zmieniły moje życie…

– Doktor może panią teraz przyjąć.

CZĘŚĆ PIERWSZA

1

DREW

Jeszcze tylko jeden dzień. Dasz radę. Urodziłeś się po to, by zostać lekarzem.

Niezależnie od tego, czy naprawdę w to wierzę, zmuszam się do wstania z łóżka, wybieram ubranie z szafy, a następnie kieruję się do łazienki, żeby wziąć prysznic i się ogolić. Ciepła woda spływa po moim umięśnionym torsie, żyletki maszynki przesuwające się po moich policzkach i szyi są ostre, a koszula, którą zakładam po wytarciu się ręcznikiem, jest wyprasowana.

Praca lekarza wiąże się z wieloma obowiązkami, a moje zawsze obejmują dbanie o reprezentacyjny wygląd. Gdy zawiązuję granatowy krawat i go prostuję, obserwując swoje odbicie w lustrze w łazience, z każdą upływającą sekundą wyglądam coraz bardziej profesjonalnie. W dzisiejszych czasach lekarze nie muszą już ubierać się formalnie, a wielu decyduje się na bardziej swobodny ubiór podczas spotkań z pacjentami. Zarówno lekarze, jak i pacjenci wiedzą, że ważniejsze jest postawienie prawidłowej diagnozy niż ubranie rodem z katalogu mody biznesowej. Ja jednak lubię dobrze wyglądać. Może taki jestem, a może to po prostu doświadczenia z dzieciństwa spędzonego w domu, z ojcem lekarzem.

Mój tata Frank był zachwycony, gdy mu oznajmiłem, że planuję studiować medycynę – tak jak on. Oczywiście, że był. Przez większość mojego nastoletniego życia opowiadał mi, że to najlepszy zawód na świecie i że każda inna praca blednie w porównaniu z nim.

Dobry lekarz jest jednym z filarów każdej społeczności, mawiał często, nie tylko do mnie, ale do każdego, kto chciał słuchać – do mojej mamy, przyjaciół, rodziny podczas spotkania przy grillu, czy nawet moich nauczycieli na szkolnym pikniku. Chociaż jestem prawie pewien, że tamci nauczyciele nie byli zachwyceni – bo nauczanie następnego pokolenia to równie szlachetne zajęcie – mimo to on i tak to powtarzał. Zawsze bardzo mu zależało, żeby każdy kogo spotkał, dokładnie wiedział, czym się zajmuje.

Może dałem sobie wyprać mózg, a może po prostu zbytnio się bałem, że go rozczaruję. Tak czy inaczej, ja również zostałem lekarzem. Wybór innej drogi zawodowej mógłby być z jego punktu widzenia świętokradztwem, więc wybrałem dla siebie tę jedyną właściwą.

I tak oto jestem – w pełni wykwalifikowany lekarz.

I nie jestem z tego zadowolony.

Wzdycham, nakładając odrobinę wody po goleniu, wystarczająco dużo, aby moi pacjenci wyczuli przyjemny zapach, gdy dzisiaj wejdą do mojego gabinetu, ale nie tyle, żeby uciekli z niego, by złapać oddech. Nie chodzi o to, że czuję się całkowicie nieszczęśliwy. Gdyby było aż tak źle, rzuciłbym tę pracę niezależnie od tego, co pomyślałby o tym mój ojciec. To, co czuję, nazwałbym raczej poczuciem niespełnienia. Nie można tego przypisać kryzysowi wieku średniego, bo mam zaledwie trzydzieści lat i nie mogę zrzucić winy na życie osobiste – tam wszystko układa się świetnie. Co zatem sprawia, że każdego ranka coraz dłużej wpatruję się w swoje odbicie w lustrze, zanim nieuchronnie opuszczę łazienkę, wezmę teczkę i udam się na krótką przejażdżkę do mojego gabinetu?

Czy to możliwe, że coraz bardziej boję się, że zostanę zdemaskowany jako oszust?

Nie mogę powstrzymać się od przełknięcia śliny, gdy patrzę na swoje odbicie w lustrze i myślę o błędzie, który popełniłem w przeszłości. Błędzie, który mógł nie tylko zniszczyć moją karierę, ale potencjalnie narazić mnie na problemy z prawem. To błąd, który popełniłem, gdy byłem bliski stania się w pełni wykwalifikowanym lekarzem, którym jestem dzisiaj. Studia medyczne są trudne, nikt temu nie zaprzecza. Nie trzeba nawet tam iść, żeby to wiedzieć. Trzeba przyswoić ogrom materiału, zanim człowiek w ogóle przyjmie pierwszego pacjenta, ale to powinno być trudne, bo to bardzo ważna i odpowiedzialna praca. Ludzkie życie nie może być powierzane osobom lekkomyślnym, więc trzeba wiele zrobić, aby udowodnić, że zasługuje się na miano lekarza.

Wszystkie podręczniki. Wszystkie egzaminy. Cała ta presja.

To wystarczy, by przytłoczyć każdego.

Mnie z pewnością przytłoczyło.

Prestiżowy dyplom, który pozwala mi wykonywać ten zawód, ma świadczyć o tym, że zrobiłem wszystko, co było ode mnie wymagane, aby go uzyskać. Powinien potwierdzać, że przestrzegałem zasad, zdałem wszystkie egzaminy i pokonałem każdą przeszkodę. Gdyby to było łatwe, każdy mógłby to zrobić – dlatego udaje się niewielu. Prestiż i pieniądze, które się z tym wiążą, powinny być nagrodą za cały ten wysiłek.

Ale oszukałem cały ten mechanizm.

A dokładniej rzecz ujmując, oszukiwałem na jednym z moich egzaminów.

To właśnie dlatego, że nauka na lekarza była tak trudna, szukałem w tamtych czasach wielu rozrywek. To one sprawiły, że na kluczowy egzamin nie poszedłem tak przygotowany, jak powinienem. Świadom tego, że porażka nie wchodzi w grę ani dla mojej kariery, ani dla mojego ojca, zdecydowałem, że zamiast przystąpić do egzaminu i po prostu liczyć na cud, zrobię coś innego. Coś, co zagwarantuje mi wymagany wynik i coś, co pozwoliłoby mi uratować studia i utrzymać się na drodze do uzyskania dyplomu.

Dowiedziałem się, że ktoś z mojej uczelni medycznej sprzedawał zadania z nadchodzących egzaminów, więc zapłaciłem za kopię, co zapewniło mi ogromną przewagę podczas prawdziwego egzaminu. Pomimo zbyt częstych imprez i niedostatecznej nauki zdałem ten egzamin, uzyskując najwyższą ocenę, i nadal zmierzałem ku wymarzonej karierze. Gdybym oblał, byłaby to ogromna porażka, może nawet przekreśliłaby możliwość zdobycia zawodu lekarza. Tak się jednak nie stało i po tej groźnej sytuacji wziąłem się w garść i postanowiłem, że znów będę się pilnie uczył. W ten sposób stałem się oficjalnie lekarzem.

A co by było, gdyby ktoś dowiedział się, co zrobiłem?

Mogliby podważyć ważność mojego dyplomu. Oszukałem nie tylko swoją akademię medyczną, ale wszystkich pacjentów, których od tamtej pory leczyłem. Zostałbym nie tylko wykreślony z rejestru lekarzy, ale mógłbym również stanąć przed sądem, oskarżony o praktykowanie medycyny bez uprawnień. Byłoby fatalnie, gdyby ujawniono, że jestem oszustem, a jeszcze gorzej, gdyby nazwano mnie niebezpiecznym lekarzem, który narażał życie niewinnych ludzi, lecząc ich dolegliwości przy pomocy wiedzy zdobytej w sposób nieuczciwy. Oczywiście znam teraz swoją dziedzinę i czuję, że jestem tak samo wykwalifikowany, jak każdy inny lekarz. Nikogo by to jednak nie obchodziło. Skończyłoby się skandalem, a ja okryłbym hańbą nie tylko siebie, lecz także rodziców i kobietę, którą kocham.

Mój ojciec mieszka teraz za granicą wraz z matką, więc gdyby prawda wyszła na jaw, przynajmniej nie musiałbym stawiać im czoła każdego dnia. Oboje przeszli na wcześniejszą emeryturę i postanowili nacieszyć się słoneczniejszym klimatem. Większość roku spędzają w swojej posiadłości w Hiszpanii, a zimy, w poszukiwaniu słońca, podczas drogich wyjazdów na półkuli południowej. Oczywiście dla mojego ojca jedną z największych zalet zawodu lekarza były wysokie zarobki – zwłaszcza gdy kupił i poprowadził własną przychodnię, zatrudniając innych lekarzy i czerpiąc z tego korzyści finansowe.

Ale jemu nie chodziło tylko o pieniądze ani o to, że był potrzebny tak wielu ludziom w okolicy jako ktoś, kto miał im powiedzieć, czy mają powody do niepokoju, czy mogą spać spokojnie. Ważniejsze było to, że wiedział, co automatycznie wynika z naszego zawodu.

To prosta rzecz, ale o ogromnym znaczeniu.

Lekarzowi wszyscy ufają.

Im jestem starszy, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że to zaufanie ma ogromną moc. Dzięki niemu można wiele osiągnąć, a raczej skłonić każdego, by zrobił to, czego się od niego oczekuje. Dlatego gdyby moja tajemnica wyszła na jaw, najbardziej ucierpiałaby osoba, z którą spędzam każdy dzień.

– Dzień dobry, mój seksowny panie doktorze.

Moje myśli przerywają delikatne słowa szeptane mi do ucha, a także dotyk ciepłych dłoni przesuwających się po mojej piersi. Po chwili te dwie ręce owijają się wokół mnie, ryzykując pogniecenie mojej idealnie wyprasowanej koszuli.

W lustrze przed sobą widzę zaspaną, ale uśmiechniętą twarz swojej narzeczonej.

– Dzień dobry, piękna – mówię do kobiety, która nie ma pojęcia, czym właśnie się martwiłem – ponieważ, podobnie jak wszyscy inni, ufa swojemu lekarzowi.

– Wracaj do łóżka – mruczy, co jest bardzo kuszącym zaproszeniem.

– Muszę pójść do pracy – odpowiadam. – Moi pacjenci będą czekać.

– Ale ja jestem dzisiaj twoją pierwszą pacjentką.

Czuję, że zaczyna całować moją szyję i w tej chwili dociera do mnie, że nie wyjdę do pracy, zanim najpierw nie wrócę do łóżka. Cały ten prysznic, golenie się i ubieranie pójdzie na marne, gdy za kilka minut będę nagi i spocony pod kołdrą.

Ale to nic. Nic się nie stanie. Przecież zawsze jakoś się udaje, prawda?

Kiedy idę za nią do sypialni, słyszę, jak mówi, że mnie kocha.

– Ja ciebie też kocham, Rose – odpowiadam z uśmiechem, jak zawsze, gdy myślę o tym, jak słodko brzmi imię mojej kobiety, ale również dlatego, że nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek mógł być z kimś innym niż ona.

Właśnie dlatego poprosiłem ją o rękę.

Nie potrzebuję nikogo innego.

Lekarz znalazł tę jedyną.

2

FERN

Jeśli już płakać, to najlepiej w czterech ścianach.

Nie w zatłoczonym autobusie.

W porannym szczycie komunikacyjnym.

W samym centrum Manchesteru.

Przeżywam teraz bardzo trudne chwile, więc wolałabym, żeby nie otaczało mnie tak wielu ludzi. Nie zawsze jednak da się powstrzymać łzy – a moje bez wątpienia właśnie teraz płyną.

Sięgam do torebki po paczkę chusteczek – tej taniej torebki, którą kupiłam na wyprzedaży kilka lat temu i która zaczyna wyglądać na podniszczoną i zużytą. Potrzebuję nowej, ale teraz mam ważniejsze zmartwienia. Priorytetem jest próba powstrzymania się od płaczu przed tymi wszystkimi ludźmi, którzy po prostu próbują dostać się do pracy. Nikt nie chce, żeby jego poranek stał się jeszcze bardziej uciążliwy przez widok i odgłos szlochającej nieznajomej, ale gdy rozglądam się po autobusie, próbując otrzeć oczy, zauważam, że już przyciągnęłam kilka spojrzeń.

– Wszystko w porządku, kochanie? – pyta kobieta siedząca obok mnie, a ja tłumię kolejny szloch, po czym kiwam głową, mając jedynie nadzieję, że okaże się naiwna i nie będzie zadawać więcej pytań.

Na szczęście tak właśnie robi, więc mogę znów popłakać sobie w spokoju.

Gdy autobus toczy się ulicami miasta, ja rozpaczam nad mężczyzną, który jest przyczyną mojego cierpienia. Na imię ma George – i do wczorajszego wieczoru był moim chłopakiem. Wszystko zmieniło się po jego wiadomości, w której nagle oświadczył, że jest zbyt zajęty na związek i dlatego uznał, że najlepiej będzie, jeśli zostaniemy tylko przyjaciółmi. Był to ogromny szok, po dziesięciu miesiącach związku, więc od razu spróbowałam do niego zadzwonić, żeby to przedyskutować. Nie odebrał. Wysłałam mu wtedy wiadomość, ale efekt był taki sam, a ponieważ dziś rano nadal milczy, w końcu pojęłam, o co chodzi.

Sugerując, że zostaniemy przyjaciółmi, tak naprawdę ma na myśli, że już więcej się nie zobaczymy, ani ze sobą nie porozmawiamy.

Nigdy nie byłam osobą, której facet łamie serce. Jestem twarda – wiem przecież, że kiedy mężczyzna rani kobietę, wynika to z jego własnej niedojrzałości lub niepewności, a nie z tego, co zrobiła ona. Moment, w którym się to wydarzyło, jest jednak fatalny, bo stało się to tuż po śmierci jednej z moich najbliższych przyjaciółek. Niedawno straciłam Nicky, koleżankę ze szkolnych lat. Biedna kobieta przegrała walkę z rakiem, zanim jeszcze skończyła dwadzieścia lat.

Taki szok pozostawia głęboki ślad i przypomina, jak okrutne potrafi być życie. Uczucie straty jest ogromne, a pustka, która pozostaje, prawdopodobnie już nigdy nie zniknie. Niedawno byłam na pogrzebie Nicky, więc ten tydzień i tak był już okropny. A potem rzuca mnie mój chłopak, kiedy jestem taka pełna emocji. Na domiar złego jadę do pracy, której nienawidzę, na dworze leje deszcz, a ja zapomniałam parasola.

Nic dziwnego, że płaczę.

Sama nie wiem, jakim cudem w ogóle wstałam dziś z łóżka.

Ale co innego mogę zrobić, jeśli nie próbować żyć dalej? W końcu każdy miewa takie tygodnie. Ludzie tracą bliskich, rozpadają im się związki. Jestem też przekonana, że wszyscy pasażerowie tego autobusu nie znoszą swojej pracy tak samo jak ja. A deszcz? Cóż, w Manchesterze leje nieustannie, więc to już raczej nie powinno dziś pogłębić mojego przygnębienia. A jednak. Czuję się, jakbym wylądowała na samym dnie.

Chcę po prostu być lepsza. Chcę sprawić, by rodzice byli ze mnie dumni. Nie mam ochoty czuć się dłużej jak chodzący przegryw. Wydaje się, że wszystkim wokół udało się już ogarnąć. Wzięli śluby, mają pieniądze, kochających partnerów, dzieci, ładne domy, wakacje – coś, co pokazuje, że ułożyli sobie życie.

Wszyscy idą naprzód, tylko ja tkwię w miejscu.

Albo gorzej.

Nie mam wątpliwości, że potrzebuję czegoś, co poprawi mi humor. W takiej chwili to właśnie chłopak powinien być dla mnie wsparciem. Zamiast tego dał mi kosza i zostałam sama ze sobą w tym ruchliwym mieście, bardziej samotna niż kiedykolwiek dotąd.

Jak tylko autobus się zatrzymuje, mój zły dzień zmierza ku jeszcze większej katastrofie, gdy tylko zdaję sobie sprawę, że to mój przystanek i muszę szybko wysiąść, jeśli nie chcę go przegapić. Wstaję z siedzenia, zarzucam na ramię swoją paskudną torebkę i, trzymając w dłoni wymiętą chusteczkę, przygotowuję się do wyjścia na deszcz.

Piękny początek dnia.

Nadzieja, że deszcz choć trochę odpuści, gdy będę szła z przystanku do biura, szybko pryska, gdy czuję krople deszczu spadające na moje włosy. W sumie to mogę pojawić się w pracy, wyglądając jak zmoczony pies i jeszcze bardziej pogorszyć sytuację, prawda?

Staram się, jak mogę iść z opuszczoną głową. Trasę znam na pamięć, ponieważ pokonuję ją przez pięć dni w tygodniu, odkąd trzy lata wcześniej podjęłam pracę na stanowisku nisko opłacanej asystentki administracyjnej. Zwieszam głowę, bo odnoszę wrażenie, że zdołam w ten sposób uratować fryzurę przed deszczem, poza tym mam też większe szanse na uniknięcie kałuży, która mogłaby sprawić, że ten dzień zmieni się ze złego w koszmarny. Jednak przez to, że nie patrzę dokładnie, dokąd idę, kończy się to tym, czego można było się spodziewać.

Wpadam na kogoś.

– Au! – krzyczy kobieta, gdy się zderzamy, po czym rzuca mi pełne złości spojrzenie. – Co z panią nie tak? Jak mogła mnie pani nie zauważyć?

Unoszę wzrok i widzę kobietę po czterdziestce, trzymającą bardzo drogą torebkę, ubraną w bardzo ciepły, dobrze uszyty płaszcz i trzymającą bardzo duży parasol. Jest całkiem sucha, a przynajmniej była, dopóki nasze drogi się nie skrzyżowały. Kilka kropel z parasola wylądowało na jej ramionach, gdy ten zatrząsnął się od impetu zderzenia.

Może to szok z powodu tej kolizji. Może to ton jej głosu, gdy patrzy na mnie z pogardą. Może to, że wygląda, jakby w życiu radziła sobie o wiele lepiej niż ja. Cokolwiek to jest, to kropla, która przepełnia czarę goryczy. Łzy powracają, ale tym razem nie jestem w stanie ich powstrzymać.

Płaczę jak dziecko na środku ulicy, czując się tak fatalnie, że dopiero po chwili dociera do mnie, że ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Kiedy w końcu unoszę wzrok i ocieram mokre oczy, widzę, że próbuje mnie pocieszyć ta sama kobieta. Nadal tu jest, tylko teraz wygląda na mniej rozzłoszczoną, a bardziej zatroskaną.

– Przepraszam. To był zwykły wypadek i nie powinnam była tak na panią naskoczyć – mówi, prawdopodobnie wierząc, że to jej reakcja wywołała mój płacz. Ale to nie to, lecz wszystko inne, co wydarzyło się wcześniej.

– To nie pani wina – odpowiadam, zanim zdaję sobie sprawę, że upuściłam chusteczkę. Teraz leży na mokrym betonie, przemoczona, brudna i nienadająca się do niczego. – To przeze mnie. Przez moje życie. Mam wrażenie, że ugrzęzłam.

– Niech zgadnę. Kłopoty z facetem? – pyta kobieta, unosząc jedną brew.

– Między innymi – odpowiadam cicho.

– Dokąd się teraz pani wybiera?

– Muszę pójść do pracy.

– Założę się, że praca jest również źródłem stresu. Mam rację? – Kiwam głową, ale ta miła kobieta już to wiedziała. – Proszę – mówi, podając mi swój parasol, a kiedy biorę go instynktownie, zastanawiam się, co zamierza zrobić w sprawie deszczu. – A teraz proszę pójść za mną.

Patrzę, jak kobieta odwraca się i oddala chodnikiem, po czym wchodzi do kawiarni. Co ona robi? Dlaczego mnie tam prowadzi? Muszę iść do pracy. Nie mam na to czasu.

Mogłabym po prostu odejść, ale mam jej parasol i nie mogę się oddalić z cudzą własnością, więc nie mam wyboru i muszę zrobić to, o co mnie poprosiła.

Czuję ulgę, schodząc z deszczu. Składam parasol i widzę, że ta kobieta ustawiła się już w kolejce przy ladzie. Nie wiem, co robić, ale ona się odwraca i gestem wskazuje mi, żebym usiadła przy wolnym stoliku. Kiedy to robię, wciąż martwiąc się o spóźnienie do pracy, kobieta siada naprzeciw mnie i podaje mi jedną z dwóch kaw, które właśnie kupiła.

– Dziękuję – mówię, przyjmując ciepły napój. – Ale ja naprawdę muszę iść do pracy.

– Nie, musisz mnie wysłuchać – odpowiada, a jej ton jest tak stanowczy i pewny, że nie mogę się powstrzymać od poświęcenia jej pełnej uwagi. – Nie wiem o tobie wszystkiego, a wygląda na to, że nie masz czasu, by mi o sobie opowiedzieć, nawet gdybym cię o to poprosiła. Ale biorąc pod uwagę, jak łatwo wybuchasz płaczem na ulicy, myślę, że to wystarczy. Więc zamiast tego opowiem ci o sobie.

Nie mam pojęcia, do czego ta kobieta zmierza, ale wydaje się niezwykle opanowana, co jest całkowitym przeciwieństwem mojego samopoczucia, więc już dałam się jej oczarować.

– Nie jestem już tak młoda jak ty i nie mam już twojej urody – kontynuuje. – Ale jestem szczęśliwa. To dlatego, że mam rzeczy, których ty najwyraźniej nie masz. Mam mężczyznę, który mnie kocha. Dużo pieniędzy. Nie muszę chodzić do pracy, której nienawidzę, bo w ogóle nie muszę pracować. Spędzam dni na zakupach i planowaniu nowych podróży oraz przygotowywaniu się do udziału w imprezach towarzyskich, pełnych różnego rodzaju interesujących ludzi. Moje życie jest wspaniałe i chcę ci powiedzieć jedno: twoje życie też może takie być.

– Może? – odpowiadam, czując się żałośnie, gdy analizuję swoje życie po tym, co usłyszałam.

– Tak, potrzebujesz tylko odpowiedniego partnera – wyjaśnia kobieta. – Wszystko zależy właśnie od tego. Musisz to zrozumieć. Z mojego doświadczenia wynika, że najszybszym sposobem na osiągnięcie szczęścia jest znalezienie kogoś, kto zapewni ci życie takie, o jakim marzysz. Jeśli chcesz uwolnić się od pracy i od całej tej złej energii, która sprawia, że zaczynasz płakać z samego rana, musisz znaleźć sobie odpowiedniego mężczyznę.

– Myślałam, że już znalazłam – jęczę. – Ale on ze mną zerwał.

– Czym się zajmował?

– Sprzedawał samochody.

Kobieta się śmieje.

– Właśnie w tym tkwi twój problem. Sprzedawcy są do niczego. Potrzebujesz lekarza. – Nie rozumiem, jak zawód może decydować o tym, czy mężczyzna będzie mnie dobrze traktował, ale kobieta kontynuuje. – Mówię ci, znajdź sobie lekarza. Oni zarabiają dobre pieniądze, mają liczne kontakty i oczywiście są z natury troskliwi. Poszukaj sobie zwykłego faceta, który się w tobie zakocha, a on będzie żył w strachu, że od niego odejdziesz. Ale kiedy trafisz na dobrego lekarza, zrobi wszystko, żeby zapewnić ci dostatnie życie. Takie jak moje.

Nie wiem, co na to odpowiedzieć, ale to chyba nie ma znaczenia, bo kobieta wstaje i szykuje się do wyjścia. Zabiera parasol, który na chwilę mi zostawiła, po czym żegna się ze mną mądrymi słowami.

– Jeśli szukasz lepszego życia, zostań żoną lekarza.

Odchodzi, pozostawiając mnie z tą dość osobliwą radą, a ja patrzę przez okno i odprowadzam ją wzrokiem. Oddala się z parasolem nad głową, a ja myślę o tym, jak dziwna była to rozmowa. Jednak fakt, że nie zrywam się na równe nogi i nie pędzę do pracy mówi mi, że wywarła na mnie ogromne wrażenie.

Zamiast pójść do pracy, planuję zrobić coś innego.

Umówić się na wizytę u lekarza.

3

DREW

Lekarz nie powinien spóźniać się do pracy, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ratowanie ludzkiego życia. A jednak właśnie dziś się spóźniłem i wszedłem do gabinetu piętnaście minut później, niż planowałem. To moja wina, choć przypuszczam, że Rose też ponosi za to część odpowiedzialności. W końcu to ona zaciągnęła mnie z powrotem do łóżka – choć przyznaję, że nie stawiałem zbytniego oporu. Jak mógłbym, skoro kobieta tak piękna jak moja narzeczona chciała mnie z powrotem w pościeli?

Ale zabawa z pewnością już się skończyła.

Kiedy dotarłem do przychodni MiddleMill, mojego miejsca pracy od kilku lat, od razu wiedziałem, że to będzie pracowity dzień. Parking był prawie pełny, a ja zająłem jedno z ostatnich wolnych miejsc. Kolejnym sygnałem, że czeka mnie dziś dużo pracy, jest poczekalnia pełna zaniepokojonych pacjentów, którzy na mnie czekają.

– Dzień dobry, doktorze Devlin – mówi moja recepcjonistka Pamela z typowym uśmiechem na pięćdziesięciopięcioletniej twarzy. Lekarz jest tak dobry, jak jego recepcjonistka i organizacja pracy, a dzięki Pameli wszystko działa tutaj naprawdę sprawnie. Albo przynajmniej tak sprawnie, jak pozwalają na to warunki, gdy jesteśmy tak zasypani pacjentami.

Nie dziwi mnie, że tak wiele osób już się tu zebrało o tak wczesnej porze. Tak jest zawsze, a będzie coraz gorzej. Jesteśmy w samym centrum Manchesteru, więc nawet w najlepszych okolicznościach zawsze będzie panował tu ścisk. Ot, klątwa lekarza rodzinnego z centrum miasta. W takich chwilach zazdroszczę tym, którzy pracują na wsi. W porównaniu z nami mają pewnie o wiele łatwiej. Jeśli chodzi o mnie, nigdy dotąd nie byłem tak przepracowany, a gdy dodamy do tego fakt, że populacja rośnie, oznacza to, że będę miał jeszcze więcej pacjentów do przyjęcia w krótszym czasie.

Niektórzy znajomi żartują, że mają większe szanse na wygraną w loterii niż na dostanie się do lekarza w ciągu miesiąca, a ja udaję, że mnie to bawi – bo w większości to tylko żarty – ale tak naprawdę wiem, że te szanse z każdym dniem są coraz mniejsze. Jeśli ktoś kiedykolwiek poczuł, że dostanie się do miejscowego lekarza jest niemożliwe, to nie jest w tym osamotniony.

– Dzień dobry, Pamelo – mówię, starając się nie poddawać przytłoczeniu dużą ilością pracy, która mnie dzisiaj czeka – ale to trudne, gdy już czuję się zmęczony dniami takimi jak ten.

Kiedy idę do swojego gabinetu, słyszę, jak Pamela odbiera telefon, a potem mówi osobie po drugiej stronie, że jeśli chce dostać się do lekarza jeszcze dziś, to może tu przyjść, ale będzie musiała długo czekać. Nie kłamie, ta osoba zostanie dziś przyjęta. Dzieje się tak dlatego, że nie stosujemy tutaj typowego systemu umawiania wizyt. Każdy może przyjść i zaczekać na wizytę – i choć zajmie to trochę czasu, stwierdziliśmy, że jest to w rzeczywistości bardziej efektywne niż klasyczny system rezerwacji. W ten sposób nie musimy zajmować się odwoływaniem wizyt lub problemami z niepojawianiem się pacjentów. Zamiast tego mamy przyjęcia w porze porannej i popołudniowej. Próba rozdzielenia wydawała się rozsądna, choć nie ma niczego rozsądnego w samej liczbie osób, które potrzebują wizyty u lekarza w dzisiejszych czasach. Pomimo naszych usilnych starań, aby usprawnić obsługę pacjentów, wciąż mamy ręce pełne roboty, ale z drugiej strony nie sądzę, żeby w całej Wielkiej Brytanii znalazła się dziś przychodnia, do której nie zgłosi się zbyt wielu pacjentów.

„Lepiej być lekarzem zapracowanym niż znudzonym”, to jedno z powiedzeń mojego ojca, choć nie jestem pewien, czy się z tym zgadzam.

Tuż przed wejściem do gabinetu widzę, jak otwierają się sąsiednie drzwi i dostrzegam mojego kolegę Phila siedzącego przy biurku. Starszy pacjent właśnie opuszcza jego gabinet. Phil też mnie zauważa i pokazuje mi kciuk w górę, więc odwzajemniam ten gest – to szybki sygnał między dwoma przyjaciółmi, że damy radę przetrwać ten dzień, bo jesteśmy profesjonalistami i świetnie współpracujemy jako zespół. Wszyscy ci pacjenci zostaną losowo rozdzieleni pomiędzy nas i razem do szóstej wieczorem stopniowo opróżnimy poczekalnię. W końcu drzwi wejściowe zostaną zamknięte, a my uznamy, że kolejny dzień ciężkiej pracy mamy za sobą.

A potem wrócimy tu jutro i powtórzymy to samo.

– Dobra, jestem gotów – oznajmiam przez telefon Pameli, siedząc już za biurkiem. Chwilę później otwierają się drzwi i widzę moją pierwszą pacjentkę. To Judith Crystal, kobieta, którą przyjąłem już co najmniej czterokrotnie. Gdy podchodzi do wolnego krzesła obok mojego biurka, próbuję powstrzymać głębokie westchnienie. Judith jest typową hipochondryczką, typem pacjentki, której żaden lekarz nie lubi przyjmować, a którą i tak będzie musiał widywać wielokrotnie.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy rozpoznałem u Judith łagodny ból głowy, który uważała za guza mózgu, łagodnego pieprzyka, który uznała za raka skóry oraz przejściowy kaszel, który jej zdaniem był czymś złowrogim, a w rzeczywistości wynikiem nowego hobby – silnie aromatycznych świec. Aha, i jak mógłbym zapomnieć o tym, kiedy powiedziała mi, że miała wrażenie utraty czucia w nogach, by chwilę później przyznać, że niedawno zaczęła ćwiczyć z trenerem personalnym i po raz pierwszy od dziesięcioleci robiła przysiady i wykroki.

Ach, Judith, co będzie tym razem?

– Chyba coś jest nie tak z moimi kciukami – oznajmia, po czym podnosi je oba, jakbym nie wiedział, czym są kciuki. – Są całe sztywne i bolą.

– Dobrze, rzucę tylko okiem – odpowiadam, sięgając, by je dokładniej obejrzeć. Uważam, żeby nie sprawić jej dodatkowego bólu, jeśli rzeczywiście coś jest z nimi nie tak, ale mam też świadomość, że pewnie jest na to znacznie prostsze wyjaśnienie. Tak jest zazwyczaj w przypadku Judith, a kilka chwil później mam już odpowiedź.

– Czy używała pani kciuków lub dłoni częściej niż zwykle? – pytam, a Judith zastanawia się przez chwilę, po czym kiwa głową.

– Moja córka kupiła mi ostatnio przenośną konsolę do gier. Powiedziała, że to dobre dla umysłu. Nazywają to treningiem mózgu. Próba pobicia mojego najlepszego wyniku jest dość wciągająca. Siedzę do późna, żeby w to grać.

Diagnoza jest oczywista.

Kiedy powiedziałem Judith, żeby ograniczyła granie do godziny w ciągu dnia zamiast pięciu, które dotychczas na to poświęcała, ta opuszcza mój gabinet, a ja zastanawiam się, czy moja wiedza medyczna zostanie jeszcze mocniej wystawiona na próbę w miarę upływu czasu. Okazuje się, że tak, ponieważ przyjmuję kilku pacjentów i nie wszyscy są tacy jak Judith. Niektórzy mają znacznie poważniejsze dolegliwości, na przykład dziecko z bardzo wysoką gorączką, a w przypadku jednego nieszczęśnika – problem potencjalnie zagrażający życiu.

Zajmuję się nimi wszystkimi z troską i profesjonalizmem, choć nie mogę powiedzieć, że nie czuję ulgi, gdy nadchodzi pora mojej krótkiej przerwy na lunch. Kieruję kroki do kuchni dla personelu, aby wyjąć z lodówki kanapkę i widzę Phila, który właśnie kończy swój posiłek.

– Jak minął poranek? – pytam go, gdy strzepuje kilka okruchów z koszuli. Jest w tym samym wieku co ja i obaj utrzymujemy dobrą formę, co nie jest łatwe, gdy cały dzień spędzamy, siedząc na krześle.

– Nudy. Nie miałem jeszcze ani jednej atrakcyjnej pacjentki – odpowiada, po czym kręci głową, jakby do jego gabinetu powinien nieustannie napływać strumień pięknych kobiet. – A u ciebie jak?

– Dość pracowity – odpowiadam, co jest dla mnie sposobem na podtrzymanie rozmowy bez zniżania się do szowinistycznych, a nawet seksistowskich uwag. Lubię Phila. Jest dobrym lekarzem. A kiedy pijemy razem piwo, fajnie się bawimy. Nie podoba mi się jednak jego skłonność do gapienia się na płeć przeciwną, zwłaszcza że ma żonę o imieniu Claire, którą kilka razy spotkałem. Claire jest również przyjaciółką Rose, dzięki kilku wspólnym randkom, na które wybraliśmy się we czwórkę, więc słuchanie, jak Phil mówi w tak bezczelny sposób o chęci poznawania atrakcyjnych pacjentek, jest, delikatnie mówiąc, niezręczne. Przynajmniej dla mnie. Ale Phil nie przejmuje się niezręcznością. Ukrywa po prostu tę stronę samego siebie przed Claire, zachowując ją dla mnie, co nie jest bynajmniej przywilejem. Nie można jednak zaprzeczyć, że jest dobrym lekarzem – a o takich dziś trudno.

Kiedy Phil opowiada mi o filmie, który obejrzał wczoraj wieczorem, z przepiękną aktorką w roli głównej, filmie, który wydawał mu się nudny, dopóki nie pojawiła się na ekranie, zaczynam żuć swoją kanapkę. Jest dość mdła, zupełnie jak mój dzień pracy. Jedząc, znów się zastanawiam, czy naprawdę powinienem to robić, czy też moim przeznaczeniem jest coś zupełnie innego.

Jako ktoś, kto spędza cały dzień, widząc liczne przykłady, jak nasze zdrowie może zawieść w każdej chwili w tak krótkim życiu, mam wrażenie, że marnuję swoje. Podejrzewam jednak, że nie jestem jedyny – Phil też nie wygląda na zakochanego w swojej robocie. Rzecz w tym, że on postanowił o tym nie myśleć, oglądając ładne kobiety i, ośmielę się powiedzieć, od czasu do czasu się z nimi spotykając – co nie jest zbyt zdrowym sposobem radzenia sobie ze stresem w pracy, ani możliwością, którą ja sam bym rozważał. Może po prostu powinienem znaleźć lepszą metodę na pozbycie się swoich zmartwień. W zdrowy sposób. Dobrze, że dziś wieczorem rozgrywam cotygodniową partię tenisa z moim przyjacielem Gregiem. Endorfiny nagromadzone podczas biegania z nim po korcie, plus późniejsze piwo na podsumowanie, zwykle sprawiają, że czuję się lepiej – przynajmniej na jakiś czas.

Ale na ile to wystarczy? Czy zmierzam prosto w kryzys wieku średniego, co zazwyczaj oznacza robienie czegoś zupełnie nie w swoim stylu i potencjalnie rujnującego życie?

Czas pokaże.

Na razie wiem tylko, że kłamstwo z czasów studenckich zapewniło mi życie, o którym kiedyś marzyłem.

Niestety, to kłamstwo grozi również tym, że wszystko się zawali.

4

FERN

Lekarz. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tego potrzebuję, by moje życie stało się lepsze. Tak właśnie powiedziała mi nieznajoma, na którą wpadłam dziś rano na ulicy – po czym zniknęła, ruszając dalej na zakupy i spotkania towarzyskie.

Czy to naprawdę takie proste? Czy kobieta może mieć wszystko, czego chce, po prostu wiążąc się z bogatym lekarzem, który pracuje, żeby ona nie musiała? Chociaż przyznam, że sam pomysł bycia utrzymywaną brzmi nieźle, a nawet nieco fantazyjnie. Podoba mi się wizja znalezienia partnera, który w naturalny sposób troszczy się o innych. Każdy, kto pracuje jako lekarz, powinien przejmować się innymi. Jest to nieodłączna część tego zawodu, która automatycznie stawia ich wyżej od mojego ostatniego chłopaka i większości poprzednich. Niczego więcej nie potrzebuję – tylko kogoś, kto będzie się o mnie troszczył i nie będzie mnie ranił. Oczywiście, byłoby cudowną dodatkową korzyścią, gdyby zarabiał tak dużo, że kazałby mi rzucić moją nudną pracę i spędzać całe dnie na przyjemnościach, a także zabierał mnie na wszelkiego rodzaju eleganckie spotkania. To byłaby prawdziwa wisienka na torcie. Ale najważniejsze byłoby to, żebym miała w życiu mężczyznę, który naprawdę troszczyłby się o moje uczucia dłużej, niż tylko do momentu, w którym pójdę z nim do łóżka.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Prolog

Część pierwsza

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji