Gdy drzewa szubienic wyrosły - Ludwik Kohutek - ebook

Gdy drzewa szubienic wyrosły ebook

Ludwik Kohutek

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Oświęcimiu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 97

Rok wydania: 1986

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ludwik Kohutek

Gdy drzewa szubienic wyrosły

Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej

Okładkę i stronę tytułową projektowała

JOANNA MAKUCH

Opracował literacko

STANISŁAW STUPKIEWICZ

Redaktor

URSZULA PRZYBYLSKA-ZIOŁO

Redaktor techniczny

DANUTA WDOWCZYK

Zdjęcia pochodzą z archiwow prywatnych

© Copyright by Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej,

Warszawa 1986 

Printed in Poland

Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej

Warszawa 1986 r. Wydanie I

Nakład 10.000 + 280 egz. Objętość (z wkładką)

4,20 ark. wyd., 4,125 ark. druk. Papier druk,

mat. III kl., 70 g, format 70X100/32. Oddano do

składania w marcu 1986 r. Druk ukończono

w czerwcu 1986 r. Wojskowa Drukarnia w Łodzi.

Zam. nr 70.

Cena zł 170.— B-4

STOJĄ NA WARCIE

W Cieszynie, w dzień słoneczny,

Akurat w przeddzień wiosny,

Na łące zamiast kwiatów

Drzewa szubienic wyrosły.

Dwudziestu czterech ich było...

W szeregu... odkryte głowy...

Lekarz daje zastrzyki,

By stali jak niemowy.

Dwadzieścia cztery zastrzyki

W język bez drżenia ręki.

Słów – broni bezbronnych –

Kaci się widać przelękli.

Żeby nie mogli mówić,

Prawdy wykrzyczeć światu,

Żeby ktoś „... nie zginęła”

Nie rzucił prosto w twarz katom.

Dwudziestu czterech ich było

Z całej cieszyńskiej ziemi –

Krzyż brzozowy tam stoi

I kwitną przebiśniegi.

Czy słyszycie ich głos?

Polegli wciąż stoją na warcie –

Czy słyszycie ich głos?

„Ludzie, słuchajcie!”

Henryk Jasiczek

Obuszkiem ciosane, Czeski Cieszyn 1955, s. 40.

Początek okupacji na ziemi cieszyńskiej

Na ziemi cieszyńskiej realizacja planu wyniszczenia narodu polskiego i włączenia części polskich ziem do państwa niemieckiego została rozpoczęta wcześniej, niż padły pierwsze strzały 1 września 1939 roku. Na Śląsku Cieszyńskim, szczególnie na Zaolziu, mieszkała znaczna liczba zhitleryzowanych Niemców, z nimi współdziałała część zgermanizowanych Polaków kolaborantów. Na pograniczu Zaolzia, na terenach Moraw i Słowacji, sformowano ochotnicze bandy zbrojne (Freikorps), które ze Słowaczyzny już nocą z 25 na 26 sierpnia (pierwotnie wyznaczony przez Hitlera termin inwazji) dokonały napadu na tunel jabłonkowski i stację PKP w Mostach. Napad został odparty przez załogę szańców jabłonkowskich. Zatarasowała ona tunel kilkoma lokomotywami napełnionymi materiałem wybuchowym i w ten sposób zablokowała go na kilka tygodni.

Część freikorpsowców weszła w skład towarzyszących armii czterech bojówek grup operacyjnych w cywilnych ubraniach (Einsatzgruppen), których zadaniem było sianie grozy i likwidowanie wszelkich wrogich i szkodliwych elementów na terenie zajętym przez Wehrmacht. Aresztowały one masowo najbardziej znanych Polaków, działaczy kulturalnych i politycznych, inteligencję, duchowieństwo, wojskowych. Wiele osób rozstrzelano lub zmasakrowano na śmierć, wiele aresztowano i wywieziono do obozów koncentracyjnych. W wyszukiwaniu i denuncjowaniu wybitniejszych działaczy polskich dużą rolę odegrali germanofile o polskich (przeważnie) nazwiskach, którzy jako kupcy, rzemieślnicy itp. osiedlili się przed wojną w Cieszyńskiem, szczególnie w Wiśle, komfortowej miejscowości kuracyjnej, i tu przygotowywali się do działania po wybuchu wojny niemiecko-polskiej. Po przesunięciu się linii frontu oddziały Freikorpsu zostały przekształcone w Kampforganisation-Olsagebiet. Przez wrzesień szalały one po całym Cieszyńskiem i po swojemu wprowadzały nowy porządek – „neue Ordnung”. Zasadniczo kierowały się specjalną instrukcją – księgą gończą osób ściganych w Polsce, wydaną wcześniej jako druk tajny, tylko do użytku służbowego: Sonderfahndungsbuch Polen – streng geheim, nur fur Dienstgebrauch. W księdze tej figurowało z województwa śląskiego ponad 1000 nazwisk, w tym z Zaolzia około 50. Listy poszerzono następnie zgodnie z założeniami polityki hitlerowskiej: „Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem... Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni. W tym celu przygotowałem moje oddziały »Totenkopf«, rozkazując im zabijać bez miłosierdzia” – są to słowa Hitlera z przemówienia wygłoszonego do wyższych dowódców Wehrmachtu 29 sierpnia 1939 roku w Obersalzberg.

Einsatzgruppen, później Kampforganisation-Olsagebiet, jawne znęcanie się nad ludnością, szczególnie Żydami, rozpoczęły pierwszego dnia wojny, do znanych działaczy zabrały się dnia następnego.

Pierwszą osobistością był ponad 70-letni dr Wacław Olszak (1868—1939), ceniony lekarz, społecznik, rodowity Ślązak-cieszyniak, w latach 1928— 1938 burmistrz miasta Karwiny, czołowy przywódca ludu polskiego. Zaaresztowano go 2 września. Trzech esesmanów zaprowadziło go wraz z żoną na posterunek żandarmerii niemieckiej, tam go pobito i okradziono z zegarka i pieniędzy. Pobity Olszak ledwo zdołał się dowlec do domu. W pół godziny później wpadło do niego ponownie trzech esesmanów; krzycząc splądrowali, zniszczyli i okradli mieszkanie. Następnie wśród dalszych krzyków i pogróżek zawieźli go wraz z żoną do biura kopalni „Głęboka”, gdzie czekali już miejscowi „chacharzy” (opryszki z marginesu społecznego) i oprawcy z Freikorpsu. Przez trzy godziny znęcali się nad leciwym człowiekiem. Potem nieprzytomnego porzucono w sieni jego mieszkania. Na żądanie żony, by go przewieziono do szpitala, zamknięto chorego starca w więzieniu we Frysztacie, a dopiero 9 września umieszczono go w szpitalu karwińskim, gdzie nie odzyskawszy przytomności zmarł 11 września wieczorem. Aby nie dopuścić do manifestacyjnego pogrzebu tego społecznika i burmistrza, zakazano wprowadzenia zwłok do kościoła, dzwonienia w czasie pogrzebu, wywieszenia żałobnej flagi. Mimo że w ostatniej chwili polecono odprawić pogrzeb o godzinę wcześniej niż zamierzano, tysiączne tłumy przyłączyły się do orszaku pogrzebowego. Oddział uzbrojonych esesmanów otoczył trumnę i eskortował ją na cmentarz. Bramę esesmani zagrodzili lufami karabinów, pozwolili wejść tylko duchowieństwu i najbliższej rodzinie.

3 września esesmani współdziałając z Kampforganisation-Olsagebiet rozpoczęli systematyczne aresztowania znanych polskich działaczy społecznych, przy czym w wyszukiwaniu ich pomagali im miejscowi zdrajcy i kolaboranci. 18 września w lesie karwińskim przy kopalni „Barbara” rozstrzelano 12 osób, 22 września we wsi Krasna pod samym Cieszynem rozstrzelano 14 Polaków wywleczonych z więzienia cieszyńskiego; jak się później okazało, byli to dawni powstańcy śląscy, a 23 września aresztowano księdza seniora Karola Kulisza, pastora w Cieszynie, społecznika i patriotę polskiego. Zawleczony do obozu w Skrochowicach, został tam pobity (wybito mu jedno oko), jednak podtrzymywał na duchu współwięźniów, zapowiadając klęskę Hitlera. Wraz z 1500 więźniami z Cieszyńskiego przetransportowano go do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie; zmarł tam, 8 maja 1940 roku.

Po tygodniu grasowania w Cieszyńskiem wymienionych band zbrojnych administrację objął komisarz cywilny, przysłany ze starannie z góry dobranym personelem hitlerowskich urzędników. 7 września 1939 roku landratem (starostą powiatowym) mianowano dr. Udo Krügera, a jego zastępcą dr. Erwina Krauta. Kreisleiterem na powiat cieszyński (łącznie z Zaolziem) został Albert Smagon z Karwiny, pochodzący zapewne z emigrantów małopolskich, którzy w końcu XIX wieku przybyli do zagłębia karwińskiego i ostrawskiego w poszukiwaniu pracy i tu ulegli wynarodowieniu. Kreisleiterowi podlegało 57 miejscowych grup NSDAP.

Landrat miał pod swoim nadzorem żandarmerię Ordnungspolizei, cały powiat był nią dosłownie naszpikowany. Ponadto w Cieszynie i Bielsku stacjonował 82 batalion Schutzpolizei (SS) z 14 placówkami, liczącymi łącznie 2 oficerów i 216 podoficerów. Gestapo – Geheime Staatspolizei – miało swą siedzibę w Cieszynie Zachodnim (po lewej stronie Olzy). Z początkiem okupacji aktywną funkcję we współdziałaniu z wymienionymi jednostkami policji pełniły: Selbstschutz (hitlerowska samoobrona), Werkschutz (straż przemysłowa), Landwacht (straż wiejska), Forstschutz (straż leśna), Bahnschutz (straż kolejowa) oraz Zollgrentzschutz (graniczna straż celna) w Koniakowie i Dolnej Lesznej. W administracji powiatu cieszyńskiego według stanu na dzień 1 października 1939 roku pracowało 11 Niemców skierowanych z Rzeszy i 11 Niemców miejscowych. Po dwóch latach liczby te urosły do 63 reichsdeutschów i 87 pomocniczych urzędników miejscowych. We władzach terenowych analogiczne liczby z 26 osób wzrosły do 151. Z okupantami współpracowali „ślązakowcy”, nazywani też „kożdoniowcami”, od tytułu gadzinowego pisma „Ślązak”, które w latach 1910—1918 wydawał Józef Kożdoń, później kierownik szkoły ludowej w Skoczowie, a w czasie okupacji przywódca germanofilów.

Po zorganizowaniu administracji cywilnej posypały się zarządzenia antypolskie, realizujące podstawowe założenia polityki niemieckiej na Śląsku, ujęte rok później w przedmowie do Heimatkalender des Kreises Teschen na rok 1941, wydanym przez Krugera i Smagona: „Po dwudziestoletniej niewoli nasza bezspornie odwieczna ojczyzna powróciła na zawsze do Wielkoniemieckiej Rzeszy. Miłość do niemieckiej narodowości i do ojczyzny zahartowała ludzi tego kraju, krzepiła ich, by mogli przetrwać lata niedoli aż do długo oczekiwanej chwili wolności. Kiedy cierpienia okazały się już nie do wytrzymania, musieli oni odejść ze swej ojczyzny, teraz, ledwie stała się ona wolna, powodowani tęsknotą i miłością do tego pięknego kraju, pomimo ponoszonych ofiar, wracają do niego, a z nimi przybywają inni z dawnych części Rzeszy, ażeby dopomagać przy jego odbudowie. Widzą, jak piękny jest ten kraj. I dla nich stanie się on nową ojczyzną”1.

Tu trzeba dodać, że Śląsk Cieszyński nie należał nigdy ani do Prus, ani do Rzeszy Niemieckiej. Po oderwaniu od Polski w okresie rozbicia dzielnicowego wszedł, wraz z Czechami, w skład monarchii austriackiej.

Najpierw wprowadzono godzinę policyjną od zmroku do rana i zakazano Polakom swobodnego poruszania się poza miejscem stałego zamieszkania. Ogłoszono zarządzenie ogólne okupanta z 5 września, że zostanie skonfiskowane mienie wszystkich Polaków, którzy przed wkroczeniem wojsk hitlerowskich opuścili miejsce stałego zamieszkania. Wkrótce potem nastąpiły obwieszczenia o przymusowym zgłaszaniu policji miejsc pobytu powstańców śląskich, osób posiadających broń i amunicję oraz dysponujących informacjami o działalności tajnych organizacji i o zebraniach konspiracyjnych. Zakazano rozmawiać po polsku w biurach i urzędach, później również w miejscach publicznych w ogóle, co poparto afiszami z napisem: „Wer polnisch spricht, ist unser Feind”. • (Kto mówi po polsku, jest naszym wrogiem).

Wszystkie szkoły polskie zostały zamknięte, biblioteki i książki polskie zniszczone, jeśli Polakom nie udało się ich wcześniej ukryć. Otwarto tylko szkoły niemieckie, w nich zabroniono używania języka polskiego. Uczniowie, którzy tego zakazu nie przestrzegali, nosili za karę na plecach tabliczki z wymalowaną głową osła i napisem: „Hab ich Polnisch gesprochen”. (Rozmawiałem po polsku). W kilku większych miejscowościach niektóre szkoły przeznaczono wyłącznie dla dzieci rodzin polskich – oczywiście z językiem wykładowym niemieckim; poziom nauczania w tych szkołach był żałośnie niski.

W kościołach obu wyznań zakazano odprawiania nabożeństw po polsku. W konsekwencji kościoły ewangelickie były puste, bo niewiele ludzi rozumiało język niemiecki, którym sprowadzeni pastorowie Niemcy się posługiwali. Nabożeństwa odprawiano w domach prywatnych, a posługiwano się polskimi książkami religijnymi. Ponieważ ludność uczęszczającą na nabożeństwa polskie w kościołach katolickich wysiedlono, biskup Stanisław Adamski wydał zarządzenie likwidujące polskie nabożeństwa. Jedynie na pogrzebach tu i ówdzie odprawiano modły po polsku. Szarfy wieńców pozostawiano puste, bo żaden zakład nie mógł wykonać napisów polskich. Napisy na nagrobkach ograniczono do imienia i nazwiska, przy dacie urodzenia stawiano gwiazdkę, przy dacie śmierci krzyżyk.

Nazwy ulic, napisy nad sklepami, na gmachach instytucji itp. zostały szybko zmienione, natomiast nazwy miejscowości na ogół utrzymano (z kilku wyjątkami), chociaż podawano w pisowni niemieckiej. Próby niemczenia nazw topograficznych w Beskidach, podjęte indywidualnie przez pracownika muzeum w Cieszynie i nauczyciela, nie udały się. Zniszczono wszystkie polskie pomniki postawione w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

W początkach października wydano nakaz zgłaszania posiadanych zapasów złota i dewiz, a 18 października zarządzenie nakazujące ludności polskiej oddawanie radioodbiorników, pięć dni później również aparatów telefonicznych. Aby uchwycić dość płynny z początkiem okupacji stan ludności, 21 października rozkazano wszystkim meldować się na posterunkach policji. Osoby, które się do tego nie dostosowały, podlegały karze więzienia do 15 lat. Dotyczyło to w szczególności osób powracających z ewakuacji, z Wojska Polskiego lub z ucieczki na wschód w czasie wojny obronnej Polski 1939 roku.

Szczególnie dotkliwie dyskryminowano ludność polską w dziedzinie gospodarczej. Robotnicy Polacy z zasady otrzymywali najgorsze prace i najniższe wynagrodzenie oraz najskromniejsze racje żywnościowe, a przy tym musieli płacić 15 procent od wynagrodzenia brutto jako wyrównanie na świadczenia socjalne. Dla osób narodowości polskiej niedostępne były przemysł i rzemiosło, samodzielny handel, zawód urzędnika ani też zawody wolne (adwokat, lekarz, akuszerka itp.). Rolnikom i właścicielom nieruchomości zagrażała konfiskata własności i wysłanie na roboty przymusowe do Niemiec. Odbierane im nieruchomości czy koncesje przekazywano Niemcom ewakuowanym z krajów bałtyckich, Wołynia lub Besarabii, którzy na wezwanie fuhrera wracali do Rzeszy i w „pięknym kraju nadolziańskim (in schonen Olsaland) mieli znaleźć swą nową ojczyznę”.

W ślad za wymienionymi zarządzeniami i zakazami rozpoczęła się druga fala aresztowań, kończących się w zasadzie wywiezieniem do więzienia lub wprost do obozu koncentracyjnego, nie obeszło się również bez rozstrzeliwania na miejscu, m.in. za „czyn zbrodniczy” zostało poczytane złożenie w dzień Święta Zmarłych wieńców na grobach żołnierzy polskich poległych we wrześniu 1939 roku. Za to „przestępstwo” rozstrzelano 13 listopada kilku Polaków w Bielsku i pięciu harcerzy w Czechowicach-Dziedzicach. W Ustroniu pierwszą ofiarą gestapo był Maksymilian Berger, zastrzelony 12 w grudnia 1939 roku we własnym mieszkaniu.

1 „Nach 20-jahriger Knechtschaft ist unsere ewig unstrittene Heimat fur immer heimgekehrt ins Grossdeutsche Reich. Die Liebe zum deutschen Volkstum und zur Heimat hat die Menschen dieses Landes kampfgestahlt und hart gemacht, hat sie ausharren lassen durch Jahre der Not bis zu dem lang ersehnten Augenblick der Freiheit. Und wenn das Leid unertraglich wurde und sie fort mussten aus der Heimat, dann kamen sie zuruck, kaum dass die Heimat frei wurde, getrieben von der Sehnsucht und der Liebe zu diesem schonen Land, wenn es sie auch Opfer kostete, auch andere kamen aus alten Teilen des Reiches, um mitzuhelfen, am Aufbau, und fanden das Land schon. Es soll auch ihnen eine neue Heimat werden”.(Heimatkalender des Kreises Teschen, 1941, s. 5).