Gasnące ognie - Zdzisław Hardt, Andrzej Syta - ebook + audiobook

Gasnące ognie audiobook

Zdzisław Hardt, Andrzej Syta

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Obraz walk we wrześniu 1939 roku byłby niepełny bez historii oddziałów, które znalazły się w okrążeniu lub za linią frontu, a mimo to zachowały zwartość i wolę walki. Autor przedstawia hart i wytrwałość żołnierzy znajdujących się często w sytuacjach beznadziejnych. Walczyli oni nie tylko z wrogiem, lecz także z własną słabością i zwątpieniem. To o nich — często bezimiennych bohaterach września i października 1939 roku, wiernych przysiędze obrony ojczyzny — opowiada niniejszy tomik.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 26 min

Lektor: Adam Bauman

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ilu­stra­cja na okładce: GMJ

Copy­ri­ght © for this edi­tion by Dres­sler Dublin sp. z o.o., Oża­rów Mazo­wiecki 2026

Wydaw­nic­two Bel­lona ul. Han­kie­wi­cza 2, 02-103 War­szawa tel. +48 22 457 04 02 www.bel­lona.pl www.face­book.com/Wydaw­nic­two.Bel­lona

Księ­gar­nie inter­ne­towe: www.swiatk­siazki.pl www.ksiazki.pl

Dys­try­bu­cja Dres­sler Dublin sp. z o.o. ul. Poznań­ska 91, 05-850 Oża­rów Mazo­wiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dys­try­bu­cja@dres­sler.com.pl www.dres­sler.com.pl

ISBN 978-83-11-18854-9

Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Zgrupowanie Kruk-Śmigli

Noc z 7 na 8 wrze­śnia… Już od godzin wie­czor­nych prze­ci­na­ją­cymi anto­niow­skie lasy dro­gami cią­gnęła pie­chota, wozy amu­ni­cyjne, biedki z kara­bi­nami maszy­no­wymi, działa. Zmę­czeni żoł­nie­rze, w poroz­pi­na­nych blu­zach, czę­sto z zawie­szo­nymi na szy­jach kara­bi­nami, masze­ro­wali ciężko. Cza­sem na cichy roz­kaz pod­ofi­ce­rów kil­ku­na­stu pod­ry­wało się i ruszało szyb­ciej, by popchnąć grzę­znące w pia­chu sie­dem­dzie­siąt­ki­piątki. Nie chcieli ich stra­cić. Nie­dawny bój poka­zał, co można dzięki nim osią­gnąć, znali cenę arty­le­ryj­skiego wspar­cia.

Szli od Piotr­kowa pra­wie bez wytchnie­nia. W przy­tę­pio­nym zmę­cze­niem mózgu jesz­cze pozo­stały obrazy walki: kil­ka­kroć cofa­jący się pod ich ogniem wróg, pozo­sta­jące na przed­polu, ogar­nięte pło­mie­niami czołgi z czar­nymi krzy­żami, serie uci­na­jące okrzyki śmier­tel­nego prze­ra­że­nia… Mimo to ule­gli. Ugięli się pod nawałą ognia i żelaza, musieli się cofać, odsko­czyć w lasy z szosy, którą poto­czyły się pan­cerne kolumny nie­przy­ja­ciela.

W dali sły­chać grzmot dział. Głowy zaprząta uparta myśl – co dalej? Co dalej? Pie­chu­rzy oglą­dają się, szu­kają wzro­kiem dowód­ców dru­żyn, plu­to­nów; znaj­dują ich: idą z nimi, tak samo mie­sza­jąc butami kurz leśnej drogi.

Kolumna wlewa się na nie­wielką polanę. Na jej krańcu, pod prze­ciw­le­głą ścianą wyso­ko­pien­nego lasu, ciem­nieją syl­wetki zabu­do­wań; to gajówka. Czoło kolumny zatrzy­muje się, małe zamie­sza­nie, ciche roz­kazy. Żoł­nie­rze oży­wiają się – wresz­cie chwila odpo­czynku. Biwak, nor­malny wojenny biwak. Cho­ciaż pobici, są prze­cież woj­skiem. Z nadzieją wypo­czynku powraca nadzieja na lep­sze.

Ofi­ce­ro­wie roz­miesz­czają oddziały, pil­nują masko­wa­nia, wyzna­czają czujki, ubez­pie­cze­nia i warty. Skrzypi żuraw stu­dzienny, wozy, działa i ludzie wta­piają się w cień drzew.

Jesz­cze kilka razy w ciągu tej nocy polana oży­wała. To dołą­czały zagu­bione i spóź­nione oddziały. Te też szybko wchła­niał mrok lasu.

Woj­ska, które zebrały się w lesie pod Anto­nio­wem, były naj­więk­szym zor­ga­ni­zo­wa­nym oddzia­łem dzia­ła­ją­cym potem na tyłach nie­miec­kich, na obsza­rze obej­mu­ją­cym pół­nocną część dzi­siej­szego woje­wódz­twa kie­lec­kiego. Było to zgru­po­wa­nie pod dowódz­twem pod­puł­kow­nika dyplo­mo­wa­nego Jana Kruk-Śmi­gla, dowódcy 85 pułku pie­choty.

Jaka jest histo­ria tego zgru­po­wa­nia?

85 pułk pie­choty, orga­niczny oddział 19 Dywi­zji Pie­choty, wcho­dził w skład pół­noc­nego zgru­po­wa­nia armii odwo­do­wej „Prusy”, którą nie­udol­nie dowo­dził gene­rał Ste­fan Dąb-Bier­nacki. Prócz 19 Dywi­zji w zgru­po­wa­niu były rów­nież: 13 i 29 Dywi­zje Pie­choty, Wileń­ska Bry­gada Kawa­le­rii, 1 bata­lion czoł­gów lek­kich 7 TP i 2 pociągi pan­cerne.

Po cięż­kich wal­kach pod Piotr­ko­wem i Toma­szo­wem Mazo­wiec­kim w dniach 5–6 wrze­śnia zgru­po­wa­nie zostało roz­bite. Zapa­dła więc decy­zja o jego odwro­cie za Wisłę. Odwrót wyzna­czony został wzdłuż połu­dnio­wego brzegu Pilicy w kie­runku prze­prawy przez Wisłę pod Macie­jo­wi­cami i Dębli­nem. Dra­ma­tyczny był jego prze­bieg; pod gęstym ogniem arty­le­rii, pod naci­skiem okrą­ża­ją­cych zgru­po­wa­nie szyb­kich jed­no­stek nie­miec­kich, głów­nie 1 i 4 Dywi­zji Pan­cer­nych, żoł­nie­rze prze­dzie­rali się z nie­sa­mo­wi­tym wysił­kiem.

Przez cały dzień 7 wrze­śnia woj­ska zbie­rały się w lasach wokół leżą­cych na pra­wym brzegu Pilicy Bru­dze­wic, w pro­stej linii na wschód od Toma­szowa Mazo­wiec­kiego. Dalej droga odwrotu miała pro­wa­dzić w pro­stej linii na wschód, przez miej­sco­wość Odrzy­wół, w rejon Ulowa, Drążna i Drze­wicy.

Póź­nym popo­łu­dniem 7 wrze­śnia wąską, leśną drogą pro­wa­dzącą w kie­runku Odrzy­wołu ruszyły pomie­szane ze sobą tabory i przy­pad­kowe oddziały 13, 19 i 29 Dywi­zji Pie­choty. W nocy wybu­chła strze­la­nina. Ogar­nięta paniką część cią­gną­cych lasem oddzia­łów poszła w roz­sypkę.

W dniu 8 wrze­śnia wcze­śnie rano przez Odrzy­wół prze­szły sztaby wyco­fu­ją­cych się pol­skich dywi­zji. Za nimi masze­ro­wały oddziały pie­choty, nieco arty­le­rii i sape­rów, wszystko grun­tow­nie prze­mie­szane, wykrwa­wione, zmę­czone. Około godziny 9 jed­nostki nie­miec­kiej 13 Dywi­zji Pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej, posu­wa­ją­cej się od Opoczna w kie­runku na Klwów, dotarły pod Odrzy­wo­łem do drogi Bru­dze­wice–Klwów. Drogą tą masze­ro­wały na wschód oddziały pol­skie. Doszło do bez­ład­nej, ale zacię­tej walki, która prze­cią­gnęła się do godzin popo­łu­dnio­wych. Pono­sząc cięż­kie straty, część oddzia­łów prze­biła się na prawy brzeg rzeki Drze­wiczki, tu jed­nak znowu poja­wiły się pan­cerne zgru­po­wa­nia nie­miec­kie, które roz­biły osta­tecz­nie 19 i 29 dywi­zję.

Jedy­nie 13 Dywi­zja zdo­łała czę­ściowo zebrać się w lasach pod Ulo­wem, a póź­niej dotrzeć do Wisły. W dniu 11 wrze­śnia, po sto­cze­niu pod Ryczy­wo­łem zwy­cię­skiej potyczki z nie­miec­kim oddzia­łem pan­cerno-moto­ro­wym, w któ­rej znisz­czono około 30 pojaz­dów prze­ciw­nika, resztki 13 Dywi­zji, zacho­wu­jąc porzą­dek mar­szowy, prze­szły na wschodni brzeg Wisły.

Roz­kazy wyco­fa­nia się nie dotarły jed­nak wszę­dzie na czas wsku­tek zdez­or­ga­ni­zo­wa­nia łącz­no­ści. Resztki oddzia­łów 19 Dywi­zji Pie­choty, która ponio­sła cięż­kie straty pod Piotr­ko­wem, nie zdo­łały więc przy­być w rejon Bru­dze­wic. Pozo­stały na tyłach nie­miec­kich. Nie­które z nich nie pod­dały się nastro­jom paniki i zacho­wały spraw­ność bojową.

Na połu­dnie od Ino­wło­dza, w lasach nie­da­leko wsi Anto­niów i Dęba, w trój­ką­cie Toma­szów Mazo­wiecki – Opoczno – Rawa Mazo­wiecka, zebrały się: 77 pułk pie­choty bez kom­pa­nii zwiadu, drugi bata­lion z 85 i pierw­szy z 86 pułku pie­choty, czwarty dywi­zjon 19 pułku arty­le­rii lek­kiej i część tabo­rów Wileń­skiej Bry­gady Kawa­le­rii. W sumie było 5 peł­nych bata­lionów i 15 dział. Dowódz­two nad cało­ścią objął ppłk Jan Kruk-Śmi­gla.

Dawno minęła pół­noc, ale gajówka nie spała. Uchy­lane czę­sto drzwi roz­bły­ski­wały na moment smugą świa­tła, zapa­la­jącą iskry na bagne­cie war­tow­nika. Obszerną izbę, któ­rej okna szczel­nie zawie­szono kocami, wypeł­niało kil­ku­na­stu ludzi. Naf­towa lampa jasno oświe­tlała jeden koniec dłu­giego stołu i leżącą na nim mapę, nad którą pochy­lali się w sku­pie­niu dwaj ofi­ce­ro­wie z dys­tynk­cjami pod­puł­kow­ni­ków na nara­mien­ni­kach. Przy dru­gim końcu stołu trzej inni roz­ma­wiali szep­tem, jeden z nich, kapi­tan, szybko noto­wał coś w note­sie. Reszta ofi­ce­rów, roz­rzu­cona grup­kami po kątach obszer­nej izby, stała mil­cząc. Nie­któ­rzy pozsu­wali z czoła ciemne, jakby cią­żące im teraz hełmy, nachy­la­jący się nad mapą popra­wiali ner­wo­wym ruchem wpi­ja­jące się w kark skó­rzane rze­mie­nie od Visów. Na sto­sie zrzu­co­nych na ławę lor­ne­tek i poto­wych toreb leżały czy­jeś dwie roga­tywki.

W pół­mroku nawet widać było, jak bar­dzo zmę­czone twa­rze mieli zebrani tu ludzie. Jedy­nie oczy zacho­wały nieco żywo­ści.

Cze­kali teraz na pod­ję­cie decy­zji, tej, którą będą musieli zanieść swoim zmę­czo­nym żoł­nie­rzom. Tej, która miała roz­strzy­gnąć – co dalej.

Pochy­leni nad mapą puł­kow­nicy wypro­sto­wali się. Twa­rze ofi­ce­rów zwró­ciły się w ich stronę.

– Pano­wie ofi­ce­ro­wie! – głos pod­puł­kow­nika Kruk-Śmi­gla pode­rwał zebra­nych na bacz­ność. – Po roz­wa­że­niu sytu­acji i nara­dzie z pod­puł­kow­ni­kiem Gąsior­kiem – tu wska­zał na sto­ją­cego obok sie­bie dowódcę 77 pułku pie­choty – dowódz­two nad cało­ścią obej­muję ja. Od tej chwili wszy­scy pod­le­gają moim roz­ka­zom i ja pono­szę za nie odpo­wie­dzial­ność. Pozo­sta­jemy zor­ga­ni­zo­waną jed­nostką Woj­ska Pol­skiego i będziemy pro­wa­dzić dzia­ła­nia bojowe sto­sow­nie do zaist­nia­łych warun­ków i moż­li­wo­ści. Nie ma mowy o kapi­tu­la­cji! Pro­szę o prze­ka­za­nie tego w pod­od­dzia­łach!

W gło­sie mówią­cego zabrzmiał sta­now­czy ton. Ofi­ce­ro­wie, cią­gle w posta­wie na bacz­ność, słu­chali go z napiętą uwagą.

– Sia­daj­cie, pano­wie, przy­stę­puję do omó­wie­nia sytu­acji – pod­jął po chwili pod­puł­kow­nik. – Nie ukry­wam, że jeste­śmy w poło­że­niu trud­nym, ale nie zna­czy to, że w bez­na­dziej­nym. Praw­do­po­dob­nie nie­przy­ja­ciel na razie nie wie o naszym zgru­po­wa­niu, w związku z czym nie należy spo­dzie­wać się bez­po­śred­niego ude­rze­nia. Na jakie­kol­wiek roz­kazy z dowódz­twa armii nie możemy w ogóle liczyć, nie wia­domo nawet, gdzie ono się znaj­duje. Praw­do­po­dob­nie uwa­żają nas za stra­co­nych. Nie widzę zresztą żad­nych moż­li­wo­ści nawią­za­nia łącz­no­ści, tym bar­dziej że i z tam­tej strony nikt się o to nie zatrosz­czył. Jedno jest tylko pewne: armia wyco­fuje się w kie­runku Wisły.

Na twa­rzach słu­cha­ją­cych ofi­ce­rów malo­wał się wyraz głę­bo­kiej zadumy i roz­go­ry­cze­nia. Nie tak dawno prze­cież ruszali na wojnę i cho­ciaż wielu zda­wało sobie sprawę z ogrom­nej dys­pro­por­cji sił, nikt nie przy­pusz­czał, że tak nagle spad­nie na nich klę­ska, że pójdą w roz­sypkę całe oddziały, że wezmą w łeb szta­bowe kal­ku­la­cje… Pod­puł­kow­nik Kruk-Śmi­gla na równi z nimi prze­ży­wał skutki dozna­nego wstrząsu, ale poczu­cie dys­cy­pliny kazało mu zacho­wać spo­kój i roz­wagę nawet w tym zgoła oso­bli­wym poło­że­niu. Mieli jesz­cze broń, amu­ni­cję, mogli odda­lić widmo nie­woli, nie przy­glą­da­jąc się bier­nie poczy­na­niom wroga.

– Marsz na wschód jest nie­moż­liwy – cią­gnął pod­puł­kow­nik. – Wszystko wska­zuje na to, że zosta­li­śmy wyprze­dzeni przez nie­przy­ja­ciela i odcięci na jego tyłach. Moja decy­zja: zatrzy­mać się w dotych­cza­so­wym rejo­nie, roz­po­znać dokład­nie poło­że­nie i przy­stą­pić do dzia­łań na zaple­czu Niem­ców – głos ofi­cera nabrał tward­szych akcen­tów. – Pro­szę przy­go­to­wać raporty o sta­nie ludzi, wypo­sa­że­niu i uzbro­je­niu, zapa­sach amu­ni­cji, żyw­no­ści i furażu. Zwra­cam uwagę na potrzebę zacho­wa­nia porządku w oddzia­łach. Czy są pyta­nia? Słu­cham.

Teraz odprawa poto­czyła się zwy­kłym try­bem. Ofi­ce­ro­wie cha­rak­te­ry­zo­wali stan swo­ich pod­od­dzia­łów, pytali o szcze­góły dzia­ła­nia, zgła­szali swoje pro­po­zy­cje. Czas mijał, w izbie zgęst­niało powie­trze, lampa przy­ga­sła…

W pew­nym momen­cie otwo­rzyły się drzwi, wszedł pod­po­rucz­nik w towa­rzy­stwie sier­żanta.

– Panie puł­kow­niku! – for­mułę mel­dunku ofi­cera powra­ca­ją­cego z patrolu poprze­dziło gło­śne stuk­nię­cie obca­sami. Puł­kow­nik ski­nął głową.

– Mel­duj­cie.

– W bez­po­śred­nim sąsiedz­twie naszego zgru­po­wa­nia nie ma wojsk nie­przy­ja­ciela. Na dro­gach, szcze­gól­nie w kie­runku Opoczna, ruch zmo­to­ry­zo­wa­nych oddzia­łów nie­miec­kich. Według rela­cji lud­no­ści Opoczno zajęte. Na nasze oddziały nie tra­fi­łem, spo­tka­łem jedy­nie kil­ku­na­stu żoł­nie­rzy, któ­rzy przy­szli tu ze mną. Twier­dzą, że są z 29 Dywi­zji. Sier­żant – wska­zał na pod­ofi­cera – nawią­zał ponadto łącz­ność z tabo­rami.

– Skąd one są?

– Z Wileń­skiej Bry­gady, panie puł­kow­niku – wyja­śnił sier­żant. – Nie­da­leko stąd, jakieś trzy kilo­me­try na wschód, pod Dębą. Są w porządku, dowódca prosi o roz­kazy.

Pod­puł­kow­nik z zain­te­re­so­wa­niem wysłu­chał mel­dunku pod­ofi­cera.

– Dzię­kuję – rzekł w końcu. – Może­cie odejść. A pan – zwró­cił się do pod­po­rucz­nika – będzie jesz­cze potrzebny.

Zamy­ślony postą­pił kilka kro­ków wzdłuż izby, przy­sta­nął i zde­cy­do­wa­nym gło­sem zwró­cił się do ofi­ce­rów:

– Pano­wie, roz­ka­zuję zatrzy­mać się na miej­scu do następ­nego wie­czora. Zmie­nimy miej­sce postoju, kiedy się ściemni. Z całym naci­skiem pod­kre­ślam koniecz­ność dokład­nego masko­wa­nia! Żad­nych ogni, zbęd­nego krę­ce­nia się. Pro­szę dobrze ukryć działa i dopil­no­wać czysz­cze­nia i prze­glądu broni; żoł­nierz ma wypo­cząć. Małe patrole roze­słać do oko­licz­nych wsi po żyw­ność, ale żad­nych roz­mów o nas! Cało­ścią zaj­mie się pan, kapi­ta­nie – wska­zał na jed­nego z ofi­ce­rów. – Pro­szę rów­nież poro­zu­mieć się z dowódcą tabo­rów Wileń­skiej Bry­gady. Ma pozo­stać w ukry­ciu w ciągu dnia, wie­czo­rem otrzyma dal­sze roz­kazy. Chwi­lowo małymi oddzia­łami będziemy nie­po­koić Niem­ców, a w dogod­nym dla nas momen­cie ude­rzymy cało­ścią sił. Na razie będziemy dokład­nie roz­po­zna­wać obszar mię­dzy Opocz­nem, Ino­wło­dzem, Rze­czycą i Stu­dzianną. Szcze­gó­łowe roz­kazy będą wyda­wane na bie­żąco. Żad­nych dzia­łań na wła­sną rękę, patrole mają uni­kać walki, otwie­rać ogień w osta­tecz­no­ści, oszczę­dzać amu­ni­cję. To wszystko, dzię­kuję panom. Pro­szę rozejść się do oddzia­łów.

Odprawa była skoń­czona. Ofi­ce­ro­wie wycho­dzili grup­kami. Na dwo­rze lekko sza­rzało, noc miała się ku koń­cowi.

Wie­czo­rem 8 wrze­śnia oddział Kruk-Śmi­gla prze­szedł w głąb lasu. W tabo­rach Wileń­skiej Bry­gady Kawa­le­rii zna­la­zła się kasa bry­gady z zawar­to­ścią 200 tysięcy zło­tych. Pie­nią­dze te prze­zna­czono na zakup żyw­no­ści i furażu.

Zgru­po­wa­nie, sta­ran­nie masku­jąc rejon biwaku, pozo­stało na nowym miej­scu przez trzy dni, do 11 wrze­śnia.

Ostat­nie nie­miec­kie oddziały fron­towe prze­szły przez te tereny 10 wrze­śnia. Tak więc zgru­po­wa­nie zna­la­zło się na tyłach ope­ru­ją­cych nad Wisłą wojsk nie­miec­kich.

Pod­puł­kow­nik Kruk-Śmi­gla nie zamie­rzał długo pozo­sta­wać bez­czyn­nie. Pla­no­wał rychłe wypady i zasadzki. Gęsto roz­rzu­cone patrole zbie­rały infor­ma­cje i roz­po­zna­wały teren.

Lud­ność oko­licz­nych wsi z pew­nym zdu­mie­niem, ale i z rado­ścią witała pol­skie mun­dury na szlaku, któ­rym prze­wa­liły się już dywi­zje wroga. Dostar­czała infor­ma­cji o ruchach wojsk nie­miec­kich, prze­wod­ni­ków, a spo­śród mło­dzieży wiej­skiej zgła­szali się nawet ochot­nicy do sze­re­gów.

Pod inowłodzem i rzeczycą

Minęły dal­sze dwa dni. Dzięki wypa­dowi patroli i infor­ma­cjom uzy­ska­nym od oko­licz­nej lud­no­ści dowódca zgru­po­wa­nia na tyle zorien­to­wał się w sytu­acji, że mógł doko­nać nie­zbęd­nych posu­nięć. Aby unik­nąć wykry­cia przez nie­przy­ja­ciela, podzie­lono się na mniej­sze oddziały roz­lo­ko­wane dosta­tecz­nie bli­sko sie­bie, by w każ­dej chwili mogły się zebrać. Roz­po­zna­wano ruchy wroga na szo­sach z Opoczna do Toma­szowa Mazo­wiec­kiego, Rawy Mazo­wiec­kiej i Sule­jowa.

Obszar objęty skry­tymi dzia­ła­niami zgru­po­wa­nia się­gał na pół­nocy od linii Pilicy, na zacho­dzie do szosy Toma­szów – Opoczno, na połu­dniu do linii wyzna­czo­nej przez miej­sco­wo­ści Piotr­ków – Opoczno – Radom i na wscho­dzie do tere­nów od miej­sco­wo­ści Stu­dzianna mniej wię­cej po Krasz­ków, poło­żony na wschód od Opoczna przy szo­sie Piotr­ków – Radom.

Pod­puł­kow­nik Kruk-Śmi­gla nie­ba­wem posta­no­wił wystą­pić zaczep­nie. Zde­cy­do­wał się ude­rzyć 10 wrze­śnia na obsa­dzony przez Niem­ców Ino­włódz oraz zaata­ko­wać i w miarę moż­li­wo­ści znisz­czyć wyko­rzy­sty­wane przez Niem­ców polowe lot­ni­sko pod Rze­czycą.

Oby­dwie te miej­sco­wo­ści na połu­dnie od Rawy Mazo­wiec­kiej leżały przy ówcze­snej szo­sie Rawa – Opoczno.

Infor­ma­cje, jakimi dys­po­no­wał Kruk-Śmi­gla, potwier­dzały, że Niemcy nie wie­dzą o ist­nie­niu w oko­li­cach zwar­tego, goto­wego do dzia­ła­nia oddziału. Dla Pola­ków był to poważny atut, po który się­gnąć nale­żało przy zasko­cze­niu prze­ciw­nika, trak­tu­ją­cego te tereny jako oczysz­czone, bez­po­śred­nie zaple­cze frontu, o czym świad­czył cho­ciażby ów fakt spo­koj­nego korzy­sta­nia z pobli­skiego lot­ni­ska.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki