Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Obraz walk we wrześniu 1939 roku byłby niepełny bez historii oddziałów, które znalazły się w okrążeniu lub za linią frontu, a mimo to zachowały zwartość i wolę walki. Autor przedstawia hart i wytrwałość żołnierzy znajdujących się często w sytuacjach beznadziejnych. Walczyli oni nie tylko z wrogiem, lecz także z własną słabością i zwątpieniem. To o nich — często bezimiennych bohaterach września i października 1939 roku, wiernych przysiędze obrony ojczyzny — opowiada niniejszy tomik.
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 3 godz. 26 min
Lektor: Adam Bauman
Ilustracja na okładce: GMJ
Copyright © for this edition by Dressler Dublin sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2026
Wydawnictwo Bellona ul. Hankiewicza 2, 02-103 Warszawa tel. +48 22 457 04 02 www.bellona.pl www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona
Księgarnie internetowe: www.swiatksiazki.pl www.ksiazki.pl
Dystrybucja Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-18854-9
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Noc z 7 na 8 września… Już od godzin wieczornych przecinającymi antoniowskie lasy drogami ciągnęła piechota, wozy amunicyjne, biedki z karabinami maszynowymi, działa. Zmęczeni żołnierze, w porozpinanych bluzach, często z zawieszonymi na szyjach karabinami, maszerowali ciężko. Czasem na cichy rozkaz podoficerów kilkunastu podrywało się i ruszało szybciej, by popchnąć grzęznące w piachu siedemdziesiątkipiątki. Nie chcieli ich stracić. Niedawny bój pokazał, co można dzięki nim osiągnąć, znali cenę artyleryjskiego wsparcia.
Szli od Piotrkowa prawie bez wytchnienia. W przytępionym zmęczeniem mózgu jeszcze pozostały obrazy walki: kilkakroć cofający się pod ich ogniem wróg, pozostające na przedpolu, ogarnięte płomieniami czołgi z czarnymi krzyżami, serie ucinające okrzyki śmiertelnego przerażenia… Mimo to ulegli. Ugięli się pod nawałą ognia i żelaza, musieli się cofać, odskoczyć w lasy z szosy, którą potoczyły się pancerne kolumny nieprzyjaciela.
W dali słychać grzmot dział. Głowy zaprząta uparta myśl – co dalej? Co dalej? Piechurzy oglądają się, szukają wzrokiem dowódców drużyn, plutonów; znajdują ich: idą z nimi, tak samo mieszając butami kurz leśnej drogi.
Kolumna wlewa się na niewielką polanę. Na jej krańcu, pod przeciwległą ścianą wysokopiennego lasu, ciemnieją sylwetki zabudowań; to gajówka. Czoło kolumny zatrzymuje się, małe zamieszanie, ciche rozkazy. Żołnierze ożywiają się – wreszcie chwila odpoczynku. Biwak, normalny wojenny biwak. Chociaż pobici, są przecież wojskiem. Z nadzieją wypoczynku powraca nadzieja na lepsze.
Oficerowie rozmieszczają oddziały, pilnują maskowania, wyznaczają czujki, ubezpieczenia i warty. Skrzypi żuraw studzienny, wozy, działa i ludzie wtapiają się w cień drzew.
Jeszcze kilka razy w ciągu tej nocy polana ożywała. To dołączały zagubione i spóźnione oddziały. Te też szybko wchłaniał mrok lasu.
Wojska, które zebrały się w lesie pod Antoniowem, były największym zorganizowanym oddziałem działającym potem na tyłach niemieckich, na obszarze obejmującym północną część dzisiejszego województwa kieleckiego. Było to zgrupowanie pod dowództwem podpułkownika dyplomowanego Jana Kruk-Śmigla, dowódcy 85 pułku piechoty.
Jaka jest historia tego zgrupowania?
85 pułk piechoty, organiczny oddział 19 Dywizji Piechoty, wchodził w skład północnego zgrupowania armii odwodowej „Prusy”, którą nieudolnie dowodził generał Stefan Dąb-Biernacki. Prócz 19 Dywizji w zgrupowaniu były również: 13 i 29 Dywizje Piechoty, Wileńska Brygada Kawalerii, 1 batalion czołgów lekkich 7 TP i 2 pociągi pancerne.
Po ciężkich walkach pod Piotrkowem i Tomaszowem Mazowieckim w dniach 5–6 września zgrupowanie zostało rozbite. Zapadła więc decyzja o jego odwrocie za Wisłę. Odwrót wyznaczony został wzdłuż południowego brzegu Pilicy w kierunku przeprawy przez Wisłę pod Maciejowicami i Dęblinem. Dramatyczny był jego przebieg; pod gęstym ogniem artylerii, pod naciskiem okrążających zgrupowanie szybkich jednostek niemieckich, głównie 1 i 4 Dywizji Pancernych, żołnierze przedzierali się z niesamowitym wysiłkiem.
Przez cały dzień 7 września wojska zbierały się w lasach wokół leżących na prawym brzegu Pilicy Brudzewic, w prostej linii na wschód od Tomaszowa Mazowieckiego. Dalej droga odwrotu miała prowadzić w prostej linii na wschód, przez miejscowość Odrzywół, w rejon Ulowa, Drążna i Drzewicy.
Późnym popołudniem 7 września wąską, leśną drogą prowadzącą w kierunku Odrzywołu ruszyły pomieszane ze sobą tabory i przypadkowe oddziały 13, 19 i 29 Dywizji Piechoty. W nocy wybuchła strzelanina. Ogarnięta paniką część ciągnących lasem oddziałów poszła w rozsypkę.
W dniu 8 września wcześnie rano przez Odrzywół przeszły sztaby wycofujących się polskich dywizji. Za nimi maszerowały oddziały piechoty, nieco artylerii i saperów, wszystko gruntownie przemieszane, wykrwawione, zmęczone. Około godziny 9 jednostki niemieckiej 13 Dywizji Piechoty zmotoryzowanej, posuwającej się od Opoczna w kierunku na Klwów, dotarły pod Odrzywołem do drogi Brudzewice–Klwów. Drogą tą maszerowały na wschód oddziały polskie. Doszło do bezładnej, ale zaciętej walki, która przeciągnęła się do godzin popołudniowych. Ponosząc ciężkie straty, część oddziałów przebiła się na prawy brzeg rzeki Drzewiczki, tu jednak znowu pojawiły się pancerne zgrupowania niemieckie, które rozbiły ostatecznie 19 i 29 dywizję.
Jedynie 13 Dywizja zdołała częściowo zebrać się w lasach pod Ulowem, a później dotrzeć do Wisły. W dniu 11 września, po stoczeniu pod Ryczywołem zwycięskiej potyczki z niemieckim oddziałem pancerno-motorowym, w której zniszczono około 30 pojazdów przeciwnika, resztki 13 Dywizji, zachowując porządek marszowy, przeszły na wschodni brzeg Wisły.
Rozkazy wycofania się nie dotarły jednak wszędzie na czas wskutek zdezorganizowania łączności. Resztki oddziałów 19 Dywizji Piechoty, która poniosła ciężkie straty pod Piotrkowem, nie zdołały więc przybyć w rejon Brudzewic. Pozostały na tyłach niemieckich. Niektóre z nich nie poddały się nastrojom paniki i zachowały sprawność bojową.
Na południe od Inowłodza, w lasach niedaleko wsi Antoniów i Dęba, w trójkącie Tomaszów Mazowiecki – Opoczno – Rawa Mazowiecka, zebrały się: 77 pułk piechoty bez kompanii zwiadu, drugi batalion z 85 i pierwszy z 86 pułku piechoty, czwarty dywizjon 19 pułku artylerii lekkiej i część taborów Wileńskiej Brygady Kawalerii. W sumie było 5 pełnych batalionów i 15 dział. Dowództwo nad całością objął ppłk Jan Kruk-Śmigla.
Dawno minęła północ, ale gajówka nie spała. Uchylane często drzwi rozbłyskiwały na moment smugą światła, zapalającą iskry na bagnecie wartownika. Obszerną izbę, której okna szczelnie zawieszono kocami, wypełniało kilkunastu ludzi. Naftowa lampa jasno oświetlała jeden koniec długiego stołu i leżącą na nim mapę, nad którą pochylali się w skupieniu dwaj oficerowie z dystynkcjami podpułkowników na naramiennikach. Przy drugim końcu stołu trzej inni rozmawiali szeptem, jeden z nich, kapitan, szybko notował coś w notesie. Reszta oficerów, rozrzucona grupkami po kątach obszernej izby, stała milcząc. Niektórzy pozsuwali z czoła ciemne, jakby ciążące im teraz hełmy, nachylający się nad mapą poprawiali nerwowym ruchem wpijające się w kark skórzane rzemienie od Visów. Na stosie zrzuconych na ławę lornetek i potowych toreb leżały czyjeś dwie rogatywki.
W półmroku nawet widać było, jak bardzo zmęczone twarze mieli zebrani tu ludzie. Jedynie oczy zachowały nieco żywości.
Czekali teraz na podjęcie decyzji, tej, którą będą musieli zanieść swoim zmęczonym żołnierzom. Tej, która miała rozstrzygnąć – co dalej.
Pochyleni nad mapą pułkownicy wyprostowali się. Twarze oficerów zwróciły się w ich stronę.
– Panowie oficerowie! – głos podpułkownika Kruk-Śmigla poderwał zebranych na baczność. – Po rozważeniu sytuacji i naradzie z podpułkownikiem Gąsiorkiem – tu wskazał na stojącego obok siebie dowódcę 77 pułku piechoty – dowództwo nad całością obejmuję ja. Od tej chwili wszyscy podlegają moim rozkazom i ja ponoszę za nie odpowiedzialność. Pozostajemy zorganizowaną jednostką Wojska Polskiego i będziemy prowadzić działania bojowe stosownie do zaistniałych warunków i możliwości. Nie ma mowy o kapitulacji! Proszę o przekazanie tego w pododdziałach!
W głosie mówiącego zabrzmiał stanowczy ton. Oficerowie, ciągle w postawie na baczność, słuchali go z napiętą uwagą.
– Siadajcie, panowie, przystępuję do omówienia sytuacji – podjął po chwili podpułkownik. – Nie ukrywam, że jesteśmy w położeniu trudnym, ale nie znaczy to, że w beznadziejnym. Prawdopodobnie nieprzyjaciel na razie nie wie o naszym zgrupowaniu, w związku z czym nie należy spodziewać się bezpośredniego uderzenia. Na jakiekolwiek rozkazy z dowództwa armii nie możemy w ogóle liczyć, nie wiadomo nawet, gdzie ono się znajduje. Prawdopodobnie uważają nas za straconych. Nie widzę zresztą żadnych możliwości nawiązania łączności, tym bardziej że i z tamtej strony nikt się o to nie zatroszczył. Jedno jest tylko pewne: armia wycofuje się w kierunku Wisły.
Na twarzach słuchających oficerów malował się wyraz głębokiej zadumy i rozgoryczenia. Nie tak dawno przecież ruszali na wojnę i chociaż wielu zdawało sobie sprawę z ogromnej dysproporcji sił, nikt nie przypuszczał, że tak nagle spadnie na nich klęska, że pójdą w rozsypkę całe oddziały, że wezmą w łeb sztabowe kalkulacje… Podpułkownik Kruk-Śmigla na równi z nimi przeżywał skutki doznanego wstrząsu, ale poczucie dyscypliny kazało mu zachować spokój i rozwagę nawet w tym zgoła osobliwym położeniu. Mieli jeszcze broń, amunicję, mogli oddalić widmo niewoli, nie przyglądając się biernie poczynaniom wroga.
– Marsz na wschód jest niemożliwy – ciągnął podpułkownik. – Wszystko wskazuje na to, że zostaliśmy wyprzedzeni przez nieprzyjaciela i odcięci na jego tyłach. Moja decyzja: zatrzymać się w dotychczasowym rejonie, rozpoznać dokładnie położenie i przystąpić do działań na zapleczu Niemców – głos oficera nabrał twardszych akcentów. – Proszę przygotować raporty o stanie ludzi, wyposażeniu i uzbrojeniu, zapasach amunicji, żywności i furażu. Zwracam uwagę na potrzebę zachowania porządku w oddziałach. Czy są pytania? Słucham.
Teraz odprawa potoczyła się zwykłym trybem. Oficerowie charakteryzowali stan swoich pododdziałów, pytali o szczegóły działania, zgłaszali swoje propozycje. Czas mijał, w izbie zgęstniało powietrze, lampa przygasła…
W pewnym momencie otworzyły się drzwi, wszedł podporucznik w towarzystwie sierżanta.
– Panie pułkowniku! – formułę meldunku oficera powracającego z patrolu poprzedziło głośne stuknięcie obcasami. Pułkownik skinął głową.
– Meldujcie.
– W bezpośrednim sąsiedztwie naszego zgrupowania nie ma wojsk nieprzyjaciela. Na drogach, szczególnie w kierunku Opoczna, ruch zmotoryzowanych oddziałów niemieckich. Według relacji ludności Opoczno zajęte. Na nasze oddziały nie trafiłem, spotkałem jedynie kilkunastu żołnierzy, którzy przyszli tu ze mną. Twierdzą, że są z 29 Dywizji. Sierżant – wskazał na podoficera – nawiązał ponadto łączność z taborami.
– Skąd one są?
– Z Wileńskiej Brygady, panie pułkowniku – wyjaśnił sierżant. – Niedaleko stąd, jakieś trzy kilometry na wschód, pod Dębą. Są w porządku, dowódca prosi o rozkazy.
Podpułkownik z zainteresowaniem wysłuchał meldunku podoficera.
– Dziękuję – rzekł w końcu. – Możecie odejść. A pan – zwrócił się do podporucznika – będzie jeszcze potrzebny.
Zamyślony postąpił kilka kroków wzdłuż izby, przystanął i zdecydowanym głosem zwrócił się do oficerów:
– Panowie, rozkazuję zatrzymać się na miejscu do następnego wieczora. Zmienimy miejsce postoju, kiedy się ściemni. Z całym naciskiem podkreślam konieczność dokładnego maskowania! Żadnych ogni, zbędnego kręcenia się. Proszę dobrze ukryć działa i dopilnować czyszczenia i przeglądu broni; żołnierz ma wypocząć. Małe patrole rozesłać do okolicznych wsi po żywność, ale żadnych rozmów o nas! Całością zajmie się pan, kapitanie – wskazał na jednego z oficerów. – Proszę również porozumieć się z dowódcą taborów Wileńskiej Brygady. Ma pozostać w ukryciu w ciągu dnia, wieczorem otrzyma dalsze rozkazy. Chwilowo małymi oddziałami będziemy niepokoić Niemców, a w dogodnym dla nas momencie uderzymy całością sił. Na razie będziemy dokładnie rozpoznawać obszar między Opocznem, Inowłodzem, Rzeczycą i Studzianną. Szczegółowe rozkazy będą wydawane na bieżąco. Żadnych działań na własną rękę, patrole mają unikać walki, otwierać ogień w ostateczności, oszczędzać amunicję. To wszystko, dziękuję panom. Proszę rozejść się do oddziałów.
Odprawa była skończona. Oficerowie wychodzili grupkami. Na dworze lekko szarzało, noc miała się ku końcowi.
Wieczorem 8 września oddział Kruk-Śmigla przeszedł w głąb lasu. W taborach Wileńskiej Brygady Kawalerii znalazła się kasa brygady z zawartością 200 tysięcy złotych. Pieniądze te przeznaczono na zakup żywności i furażu.
Zgrupowanie, starannie maskując rejon biwaku, pozostało na nowym miejscu przez trzy dni, do 11 września.
Ostatnie niemieckie oddziały frontowe przeszły przez te tereny 10 września. Tak więc zgrupowanie znalazło się na tyłach operujących nad Wisłą wojsk niemieckich.
Podpułkownik Kruk-Śmigla nie zamierzał długo pozostawać bezczynnie. Planował rychłe wypady i zasadzki. Gęsto rozrzucone patrole zbierały informacje i rozpoznawały teren.
Ludność okolicznych wsi z pewnym zdumieniem, ale i z radością witała polskie mundury na szlaku, którym przewaliły się już dywizje wroga. Dostarczała informacji o ruchach wojsk niemieckich, przewodników, a spośród młodzieży wiejskiej zgłaszali się nawet ochotnicy do szeregów.
Minęły dalsze dwa dni. Dzięki wypadowi patroli i informacjom uzyskanym od okolicznej ludności dowódca zgrupowania na tyle zorientował się w sytuacji, że mógł dokonać niezbędnych posunięć. Aby uniknąć wykrycia przez nieprzyjaciela, podzielono się na mniejsze oddziały rozlokowane dostatecznie blisko siebie, by w każdej chwili mogły się zebrać. Rozpoznawano ruchy wroga na szosach z Opoczna do Tomaszowa Mazowieckiego, Rawy Mazowieckiej i Sulejowa.
Obszar objęty skrytymi działaniami zgrupowania sięgał na północy od linii Pilicy, na zachodzie do szosy Tomaszów – Opoczno, na południu do linii wyznaczonej przez miejscowości Piotrków – Opoczno – Radom i na wschodzie do terenów od miejscowości Studzianna mniej więcej po Kraszków, położony na wschód od Opoczna przy szosie Piotrków – Radom.
Podpułkownik Kruk-Śmigla niebawem postanowił wystąpić zaczepnie. Zdecydował się uderzyć 10 września na obsadzony przez Niemców Inowłódz oraz zaatakować i w miarę możliwości zniszczyć wykorzystywane przez Niemców polowe lotnisko pod Rzeczycą.
Obydwie te miejscowości na południe od Rawy Mazowieckiej leżały przy ówczesnej szosie Rawa – Opoczno.
Informacje, jakimi dysponował Kruk-Śmigla, potwierdzały, że Niemcy nie wiedzą o istnieniu w okolicach zwartego, gotowego do działania oddziału. Dla Polaków był to poważny atut, po który sięgnąć należało przy zaskoczeniu przeciwnika, traktującego te tereny jako oczyszczone, bezpośrednie zaplecze frontu, o czym świadczył chociażby ów fakt spokojnego korzystania z pobliskiego lotniska.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
