Era Ponadnowoczesna - Śri Matadźi Nirmala Dewi - darmowy ebook

Era Ponadnowoczesna ebook

Śri Matadźi Nirmala Dewi

0,0

Opis

„W dzisiejszych, nowoczesnych, czasach dzięki procesowi ewolucji dotarliśmy do stanu świadomości ludzkiej. Potrafi ona działać poprzez myślenie, racjonalizowanie lub uwarunkowania. Wielu współczesnych poetów nazywa to murami [ogradzającymi] wolność Ja.

A co by się stało, gdyby ktoś potrafił wznieść się na wyższy wymiar świadomości?

Dlaczego nie otworzyć serc i umysłów na jedyne w swoim rodzaju odkrycie, które właśnie dla tego decydującego wzniesienia się na wyższy wymiar zostało dokonane? Obiecane Królestwo Boże leży w zasięgu ręki. Nie chodzi tu o zdanie wyjęte z kazania czy wykładu, ale o faktyczne doświadczenie najwyższej prawdy – prawdy absolutnej – teraz, właśnie teraz, przez zwykłych ludzi.

Prawda, urzeczywistniona po samorealizacji, jest taka, że nie jesteście tym ciałem, tym umysłem, tymi uwarunkowaniami z przeszłości, tym ego czy tymi emocjami, ale jesteście czystym Duchem”.

Śri Matadźi Nirmala Dewi

Przewodnik po duchowej rewolucji naszych czasów.

W epoce chaosu, powierzchowności i nieustannego pośpiechu, wielu z nas zadaje sobie pytanie: Czy to wszystko? Gdzie odnaleźć prawdę w świecie pełnym sprzeczności? "Era Ponadnowoczesna" to przełomowe dzieło, które nie tylko stawia odważną diagnozę bolączek współczesnego świata, ale przede wszystkim wskazuje drogę wyjścia – ku nowej erze zbiorowej świadomości.

Śri Matadźi Nirmala Dewi, jedna z najbardziej przenikliwych duchowych postaci naszych czasów, z ogromną miłością i przenikliwością analizuje korzenie problemów, z którymi zmaga się ludzkość. Wskazuje, jak racjonalizm, materializm i błędnie pojęta wolność doprowadziły nas do ślepego zaułka, odcinając od źródła prawdziwej radości i spokoju.

Książka ta jest czymś więcej niż filozoficzną rozprawą. To bezpośrednia, pełna współczucia mowa skierowana do wszystkich poszukiwaczy Absolutnej Prawdy. Śri Matadźi demontuje iluzje umysłu i ego, by ukazać to, co znajduje się poza nimi – rzeczywistość Ducha, którą można poznać i doświadczyć osobiście.

Na kartach tej książki odkryjesz:

Głęboką analizę współczesności: Zrozumiesz, dlaczego nowoczesność i jej systemy – od demokracji po kulturę Zachodu – zawodzą w poszukiwaniu harmonii.

Przesłanie metanauki: Dowiesz się, jak duchowość i nauka spotykają się w opisie subtelnej rzeczywistości, która rządzi naszym życiem.

Klucz do wewnętrznej transformacji: Poznasz naturę systemu subtelnego – wewnętrznej mapy energii, czakr i kanałów, której uwieńczeniem jest Samorealizacja.

Wizję przyszłości: Odkryjesz, czym jest tytułowa Era Ponadnowoczesna – czas, w którym ludzkość ma szansę na ewolucyjny skok w wyższy stan świadomości, oparty na miłości i jedności.

"Era Ponadnowoczesna" to potężne i aktualne wezwanie do introspekcji oraz zaproszenie do przełomu, który dokonuje się nie na zewnątrz, lecz wewnątrz każdego z nas. To książka dla tych, którzy czują, że świat potrzebuje fundamentalnej zmiany i są gotowi zacząć ją od siebie, odkrywając prawdę, która jest prosta, pełna pokory i dostępna dla każdego.

 

Otwórz się na doświadczenie, które odmieni Twoje postrzeganie siebie i świata.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 388

Rok wydania: 2020

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Podobne


Tytuł orginału: Meta Modern Era, Fifth edition 2018, Published by Divine Cool Breeze Books www.divinecoolbreeze.com

Copyright © Nirmal Intelectual Property Corporation (NIPC). All rights reserved.

Copyright © for the Polish edition Nirmal Intellectual Property Corporation (NIPC)

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych – bez pisemnej zgody autorów i wydawcy.

Tłumaczenie: Praca Zbiorowa Stowarzyszenia Kulturalnego Sahaja Yoga

Wydanie pierwsze Era Ponadnowoczesna Śri Matadźi Nirmala Devi

ISBN 978-83-956781-0-3

Dla wszystkichposzukiwaczy absolutnej prawdy

Widzę górę

Ze swojego Okna widzę górę Stoi niczym starożytny mędrzec Bez pragnień, pełna miłości. Tyle drzew i tyle kwiatów Mąci spokój góry cały czas. Jej uwaga pozostaje niezakłócona. Gdy deszcz leje, jakby Pękały dzbany wielu chmur pokrywa górę zielenią. Sztormy zrywają się Napełniając jezioro współczuciem Zaś rzeki płyną w dół Ku wzywającemu ich morzu. Słońce stworzy chmury, zaś Wiatr uniesie na swych skrzydłach Deszcz ku górze. To jest ta wieczna gra Góra widzi Bez pragnień.

SPIS TREŚCI

Przedmowa

Rozdział 1 NOWOCZESNOŚĆ I RACJONALNOŚĆ

Rozdział 2 MOŻLIWOŚĆ WYBORU

Rozdział 3 DEMOKRACJA

Rozdział 4 RASIZM

Rozdział 5 KULTURA ZACHODU

Rozdział 6 RELIGIE

Rozdział 7 POKÓJ

Rozdział 8 POKÓJ NA ŚWIECIE

Rozdział 9 EWOLUCJA

Rozdział 10 PRZESŁANIE METANAUKI

Rozdział 11 SYSTEM SUBTELNY

Doświadczenie Samorealizacji

Słownik

Przedmowa

Tak na­praw­dę nie chcia­łam na­pi­sać aku­rat tego ro­dza­ju książ­ki. Je­stem oso­bą cał­ko­wi­cie prze­peł­nio­ną ra­do­ścią bożą. Ist­nie­je bo­wiem wszech­obec­na ra­dość bo­skiej mi­ło­ści, a ja pra­gnę, żeby każ­dy się nią cie­szył. Wi­dzę, że na świe­cie – zwłasz­cza na Za­cho­dzie – jest wie­lu po­szu­ki­wa­czy ab­so­lut­nej praw­dy. Wie­lu tu­tej­szych uczo­nych na­pi­sa­ło wie­lo­to­mo­we dzie­ła o świa­do­mo­ści i o by­ciu świa­do­mym. Moż­na by po­dać li­stę, ale wszyst­kie te książ­ki wy­wo­łu­ją co naj­wy­żej znu­że­nie, po­nie­waż nie wy­pły­wa z nich żad­na wie­dza o osta­tecz­nej praw­dzie. Nie chcę tych uczo­nych kry­ty­ko­wać, w koń­cu wszyst­ko, co ro­bią, wy­ni­ka ze szcze­rych po­szu­ki­wań, ale dla­cze­go nie dać rów­nież szan­sy cał­kiem no­we­mu od­kry­ciu, któ­re wła­śnie się do­ko­nu­je? Dla­cze­go nie spu­ścić z tonu i nie spraw­dzić, co znaj­du­je się poza umy­słem, któ­re­mu za­wdzię­cza­cie całą tę po­wierz­chow­ną in­te­li­gen­cję? Czy nie by­ło­by le­piej spró­bo­wać pro­ste­go i peł­ne­go po­ko­ry po­dej­ścia, by od­kryć, co znaj­du­je się poza umy­słem, od któ­re­go po­cho­dzi wa­sza po­wierz­chow­na in­te­li­gen­cja?

Nie­zmier­nie trud­no mi pi­sać o pro­ble­mach za­chod­nie­go ży­cia. Jest ono jak ol­brzy­mie drze­wo, któ­re wy­ro­sło od ze­wnątrz. Jak tu te­raz skie­ro­wać je ku do­ło­wi, do ko­rze­ni, i spra­wić, żeby ro­sło od we­wnątrz? Tyl­ko wni­ka­jąc głę­bo­ko do we­wnątrz, mo­że­my usta­lić, na czym po­le­ga­ją pro­ble­my za­chod­niej cy­wi­li­za­cji, któ­re utrzy­my­wa­ły za­chod­ni umysł z dala od praw­dy.

Książ­ka ta jest prze­zna­czo­na zwłasz­cza dla lu­dzi Za­cho­du. To oni chcie­li, abym ją na­pi­sa­ła. Nie­ste­ty, ni­g­dy nie uczy­łam się żad­ne­go za­chod­nie­go ję­zy­ka. An­giel­ski jest jed­nym z bło­go­sła­wieństw, ja­kim Bry­tyj­czy­cy ob­da­rzy­li In­die, gdy rzą­dzi­li na­szym kra­jem. Naj­pierw cho­dzi­łam do zwy­kłej pro­win­cjo­nal­nej szko­ły, a póź­niej stu­dio­wa­łam na pań­stwo­wej uczel­ni me­dycz­nej i w żad­nym z tych miejsc nie było an­giel­skie­go, któ­ry dziś jest w po­wszech­nym uży­ciu na ca­łym świe­cie, zwłasz­cza na Za­cho­dzie.

Za­tem książ­ka ta w żad­nym ra­zie nie ma na celu pre­zen­ta­cji kwie­ci­ste­go ję­zy­ka ani mo­je­go ta­len­tu li­te­rac­kie­go. Jest ona tyl­ko zwy­kłym stwier­dze­niem zna­nych mi fak­tów, któ­re chcia­ła­bym prze­ka­zać za­chod­nie­mu świa­tu. Pro­szę więc wszyst­kich, żeby nie mar­no­wa­li cza­su na wy­szu­ki­wa­nie błę­dów w moim an­giel­skim, po­nie­waż to nie jest mój ję­zyk oj­czy­sty ani też ni­g­dy go nie stu­dio­wa­łam. Nie­ste­ty, nie mo­głam po­pro­sić ni­ko­go, żeby pi­sał za mnie, po­nie­waż mu­sia­łam to opi­sać oso­bi­ście.

Naj­trud­niej­szą rze­czą jest prze­ko­na­nie czło­wie­ka, że wśród wszel­kie­go stwo­rze­nia to on wła­śnie jest jed­nost­ką naj­bar­dziej roz­wi­nię­tą; że jest zdol­ny do tego, by stać się prze­pięk­ną in­dy­wi­du­al­no­ścią, cu­dow­nym, peł­nym spo­ko­ju anio­łem. Opo­wia­da­nie o współ­cze­snych pro­ble­mach nie jest więc zbyt do­brym spo­so­bem po­ka­za­nia, czym na­praw­dę są isto­ty ludz­kie.

Mamy dziś do czy­nie­nia z tak wiel­kim za­tra­ce­niem zna­cze­nia istot ludz­kich, tak wiel­ką de­gra­da­cją sys­te­mu war­to­ści, że je­śli nie się­gnę do ko­rze­ni tych pro­ble­mów, nie bę­dzie ła­two wy­ja­śnić lu­dziom, dla­cze­go po­win­ni wy­rwać się z obec­nych kaj­dan, aby ewo­lu­ować i wspiąć się wy­żej. Trze­ba szcze­rze przed­sta­wić te wszyst­kie pro­ble­my oraz ich re­al­ne roz­wią­za­nia.

Lu­dzie nie mają w so­bie spo­ko­ju, nie ma go też na ze­wnątrz. Bied­ni i bo­ga­ci są jed­na­ko­wo nie­szczę­śli­wi. Wszę­dzie po omac­ku szu­ka­ją roz­wią­zań. Na ogra­ni­czo­nym, men­tal­nym po­zio­mie in­te­lekt po­tra­fi roz­pra­co­wać nie­któ­re za­gad­nie­nia do­ty­czą­ce ota­cza­ją­cych nas za­gro­żeń. Nie­mniej gdy roz­wią­że się kil­ka pro­ble­mów, na­tych­miast po­ja­wia­ją się nowe. Praw­dzi­we roz­wią­za­nie nie leży bo­wiem w ze­wnętrz­nej sy­tu­acji istot ludz­kich, ale we­wnątrz nich sa­mych. Praw­dzi­we i trwa­łe roz­wią­za­nie, któ­re wy­ba­wi­ło­by ich z obec­nych kło­po­tów, moż­na zna­leźć, je­dy­nie do­ko­nu­jąc we­wnętrz­nej zbio­ro­wej trans­for­ma­cji.

To nie jest nie­moż­li­we. W rze­czy­wi­sto­ści, to już na­stą­pi­ło. Ty­sią­ce lu­dzi osią­gnę­ło ten stan. Re­al­na, do­ko­nu­ją­ca się po­przez sa­mo­urze­czy­wist­nie­nie gru­po­wa trans­for­ma­cja we­wnętrz­na istot ludz­kich jest naj­bar­dziej re­wo­lu­cyj­nym od­kry­ciem obec­nej epo­ki. Jed­nak­że jak do­tąd uzna­ły je rzą­dy tyl­ko kil­ku kra­jów, w tym Ame­ry­ki, An­glii, Fran­cji, Włoch i Nie­miec. Pa­pież, któ­ry niby od­po­wia­da za re­li­gię, spo­ty­ka się ze wszyst­ki­mi fał­szy­wy­mi guru, ale za nic w świe­cie nie spo­tka się ze mną ani ze mną nie po­roz­ma­wia, choć spo­tka­łam go już kie­dyś, za­nim jesz­cze zo­stał wy­bra­ny na sta­no­wi­sko pa­pie­ża. To nie jest moje za­da­nie, to nie moja pra­ca, ale spon­ta­nicz­ne pra­gnie­nie Boga, któ­ry chce, żeby to od­kry­cie w peł­ni uj­rza­ło świa­tło dzien­ne, a isto­ty ludz­kie zo­sta­ły wy­nie­sio­ne na wyż­szy stan świa­do­mo­ści, dzię­ki któ­re­mu zda­dzą so­bie spra­wę, czym na­praw­dę są, a co za tym idzie, do­ce­nią sie­bie i od­da­dzą so­bie na­leż­ną cześć.

Dla mnie więk­szość istot ludz­kich jest jak bó­stwa, któ­re wciąż jesz­cze mają ka­mien­ną po­stać, ale po­przez obu­dze­nie Kun­da­li­ni mogą stać się anio­ła­mi. Mam na­dzie­ję, że tą książ­ką ni­ko­go nie ura­żę, a wręcz prze­ciw­nie, że uda mi się po­zy­skać wię­cej lu­dzi dla wspa­nia­łe­go dzie­ła ja­kim jest Sa­ha­dźa Joga, dzię­ki któ­rej będą oni w sta­nie osią­gnąć osta­tecz­ny cel swo­ich po­szu­ki­wań. Czę­sto po­słu­gu­ję się żar­tem, po­nie­waż z na­tu­ry mam po­czu­cie hu­mo­ru i do­strze­gam za­baw­ną stro­nę w każ­dym in­cy­den­cie, na­wet ta­kim, któ­ry lu­dzie trak­tu­ją nie­kie­dy bar­dzo po­waż­nie.

Dla mat­ki mó­wie­nie o cho­ro­bach swo­ich dzie­ci to za wie­le, ale je­śli nie sta­wi się temu czo­ła, nie są­dzę, aby te dzie­ci kie­dy­kol­wiek zy­ska­ły to, co do­bre, i osią­gnę­ły osta­tecz­ny cel, ja­kim jest sa­mo­urze­czy­wist­nie­nie. Dla­te­go pro­si­ła­bym Was wszyst­kich, że­by­ście się na mnie nie gnie­wa­li, ale zro­zu­mie­li, że na­pi­sa­łam tę książ­kę z ogrom­ne­go współ­czu­cia i mi­ło­ści, dla do­bra lu­dzi – ta­kim an­giel­skim, jaki znam, z ta­ki­mi umie­jęt­no­ścia­mi li­te­rac­ki­mi, ja­ki­mi dys­po­nu­ję, i ta­kim sty­lem, ja­kim po­tra­fię.

Rozdział 1

NOWOCZESNOŚĆ I RACJONALNOŚĆ

Cza­sy, w któ­rych obec­nie ży­je­my, na­zy­wa­ne są w Pu­ra­nach cza­sa­mi Kali Jugi – wie­kiem za­mie­sza­nia i kon­flik­tu. Jugi są to okre­sy trwa­ją­ce ty­sią­ce lat, po­wta­rza­ją­ce się cy­klicz­nie, a wła­ści­wie w po­stę­pie spi­ral­nym. Dwa­pa­ra Juga jest to wiek dru­gi, pod­czas któ­re­go lu­dzie za­czy­na­ją tra­cić nie­któ­re wspa­nia­łe ce­chy, ja­kie mie­li w wie­ku pierw­szym, czy­li zło­tym – w Sa­tja Ju­dze. Kali Juga (któ­rą są wła­śnie cza­sy współ­cze­sne) wy­zna­cza zaś w każ­dym cy­klu naj­niż­szy pu­łap mo­ral­ne­go i du­cho­we­go roz­wo­ju. Po Kali Ju­dze na­stę­pu­je Kri­ta Juga, wiek trans­for­ma­cji, czy­li urze­czy­wist­nie­nia du­cho­we­go do­świad­cze­nia, pro­wa­dzą­cy osta­tecz­nie do Sa­tja Jugi, wie­ku praw­dy, czy­li rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej po­wra­ca wiek zło­ty i raz jesz­cze, w peł­nej chwa­le, za­czy­na­ją się ma­ni­fe­sto­wać wszyst­kie ludz­kie zdol­no­ści du­cho­we. Za­tem zgod­nie z tym, co mó­wią Pu­ra­ny, ludz­kość ma przed sobą wspa­nia­łą per­spek­ty­wę, jaką jest cie­sze­nie się Sa­tja Jugą, wraz z któ­rą przyj­dą po­kój, har­mo­nia i bo­ska mi­łość.

Są­dzę, ze­sta­wia­jąc opis Kali Jugi w Pu­ra­nach z ob­ser­wa­cja­mi sta­nu dzi­siej­sze­go spo­łe­czeń­stwa, że naj­gor­szy okres Kali Jugi roz­po­czął się w pierw­szej ćwier­ci obec­ne­go stu­le­cia. To wprost nie­wia­ry­god­ne, jak dia­me­tral­nie i w jak krót­kim cza­sie zmie­ni­ły się kul­tu­ra i myśl, zwłasz­cza na Za­cho­dzie, któ­ry wy­wie­ra wpływ na wszyst­kie inne krę­gi kul­tu­ro­we. W Kali Ju­dze wszyst­kie tra­dy­cyj­ne war­to­ści tra­cą na zna­cze­niu i ule­ga­ją co­raz głęb­sze­mu znisz­cze­niu, cze­go skut­kiem jest co­raz więk­sze za­mie­sza­nie mo­ral­ne. Jed­no­cze­śnie zaś na­si­la się nie­spo­koj­ne po­szu­ki­wa­nie no­wych form i no­wych po­rząd­ków. Zgod­nie z Pu­ra­na­mi, gdy osią­gnię­ty zo­sta­nie naj­niż­szy punkt, lu­dzie utra­cą kon­takt z we­wnętrz­nym po­czu­ciem dhar­my (wro­dzo­ne po­czu­cie pra­wo­ści). Nie bę­dzie wia­do­mo, co jest wła­ści­we, a co nie. Dzie­ci nie będą już sza­no­wać ro­dzi­ców. Męż­czyź­ni będą my­śleć i za­cho­wy­wać się jak ko­bie­ty, a ko­bie­ty upodob­nią się do męż­czyzn. Lu­dzie z niż­szych klas zaj­mą sta­no­wi­ska da­ją­ce wła­dzę, a wyż­szy, du­cho­wy ro­dzaj istot ludz­kich bę­dzie lek­ce­wa­żo­ny i po­gar­dza­ny.

Jed­nak­że oko­ło dwu­dzie­stu pię­ciu lat temu jako za­po­wiedź no­wej ery – Sa­tja Jugi – po­ja­wi­ły się ozna­ki na­dej­ścia wie­ku przej­ścio­we­go, zwa­ne­go Kri­ta Jugą. Kri­ta Juga jest to je­dy­ny w swo­im ro­dza­ju okres du­cho­wej świa­do­mo­ści, gdy wszech­obec­na bo­ska siła, zwa­na w san­skry­cie Pa­ram Ćaj­ta­nia, sta­je się ak­tyw­na na po­zio­mie zwy­kłej ludz­kiej eg­zy­sten­cji. Już daw­no za­po­wie­dzia­no, że owa bo­ska ak­tyw­ność do­pro­wa­dzi do dłu­go ocze­ki­wa­nej Sa­tja Jugi, epo­ki roz­wo­ju i wcho­dze­nia w wyż­szy stan du­cho­wo­ści. Wszyst­kie zna­ki wska­zu­ją, że zbli­ża­ją­ca się epo­ka jest wła­śnie tą erą praw­dy. Moż­na na przy­kład na­ocz­nie się prze­ko­nać, jak ła­two dzię­ki Sa­ha­dźa Jo­dze cał­kiem zwy­czaj­ni lu­dzie sta­ją się świa­do­mi ab­so­lut­nej praw­dy i re­al­no­ści. Sa­ha­dźa Joga jest spon­ta­nicz­nym zjed­no­cze­niem in­dy­wi­du­al­nej świa­do­mo­ści z wszech­obec­ną bo­ską siłą po­przez obu­dze­nie reszt­ko­wej siły Kun­da­li­ni śpią­cej u wszyst­kich istot ludz­kich w ko­ści krzy­żo­wej (ang. sa­crum – „kość świę­ta, nie­na­ru­szal­na”), u pod­sta­wy krę­go­słu­pa.

Kri­ta Juga ma jesz­cze jed­ną ce­chę, otóż pod­czas tej jugi fałsz wszyst­kich ze­wnętrz­nych re­li­gii, wszyst­kich po­zba­wio­nych pa­trio­ty­zmu i nie­uczci­wych lu­dzi u wła­dzy zo­sta­nie au­to­ma­tycz­nie zde­ma­sko­wa­ny. Wszy­scy fał­szy­wi pro­ro­cy i przy­wód­cy grup re­li­gij­nych zo­sta­ną zde­ma­sko­wa­ni, po­dob­nie jak wszyst­kie or­ga­ni­za­cje, któ­re w imię Boga pod­trzy­mu­ją fałsz i nie­na­wiść, po­nie­waż w Kri­ta Ju­dze spon­ta­nicz­nie uwy­dat­nia się praw­da. Wszy­scy sko­rum­po­wa­ni przed­się­bior­cy i fał­szy­wi na­uczy­cie­le [du­cho­wi] tak­że zo­sta­ną zde­ma­sko­wa­ni.

Ko­lej­ną ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną Kri­ta Jugi jest to, że tam gdzie tyl­ko na­stę­pu­je od­stęp­stwo od dhar­my, bu­dzą się wro­dzo­ne bo­skie pra­wa – cno­tli­wość i pra­wość, któ­re po­rząd­ku­ją za­rów­no eg­zy­sten­cję czło­wie­ka, jak i całą struk­tu­rę świa­ta oraz prze­ja­wia­nie się ko­smo­su, wraz z od­po­wia­da­ją­cym tym pra­wom efek­tem kom­pen­sa­cyj­nym. Efekt ten nosi na­zwę pra­wa po­la­ry­za­cji, w san­skry­cie kar­ma pha­lam (owoc czy­nu), co w prak­ty­ce ozna­cza, że co­kol­wiek zro­bi­li­ście, zbie­rze­cie owo­ce tych dzia­łań („Co sie­jesz, to i zbie­rać bę­dziesz”). Za­tem w Kri­ta Ju­dze wszy­scy lu­dzie otrzy­ma­ją swo­je kar­ma pha­lam dzia­łań obec­nych lub prze­szłych. Je­śli wie­dli ży­cie zgod­nie z uni­wer­sal­ny­mi i od­wiecz­ny­mi pra­wa­mi ist­nie­nia (dhar­mą), będą cie­szyć się ży­ciem har­mo­nij­nym i speł­nio­nym. Jed­nak­że za wszyst­ko złe, co uczy­ni­li, to zna­czy za każ­de zej­ście z głów­nej ścież­ki dhar­my, czy to in­dy­wi­du­al­nie, czy zbio­ro­wo, będą mu­sie­li za­pła­cić w obec­nym ży­ciu.

W Kri­ta Ju­dze może być nie­ste­ty wie­le do od­cier­pie­nia, ale jest to wy­łącz­nie re­zul­tat na­szych dzia­łań, z któ­rym te­raz trze­ba się zmie­rzyć. Cier­pień moż­na oczy­wi­ście unik­nąć, je­śli czło­wiek wznie­sie się do sta­nu, któ­ry w jo­dze na­zy­wa­my sta­nem by­cia du­chem lub by­cia jed­no­ścią z bo­ską siłą. W Kri­ta Ju­dze de­ma­sko­wa­nie i kara, na­stę­pu­ją­ce na mocy pra­wa po­la­ry­za­cji, będą się utrzy­my­wać do­pó­ty, do­pó­ki nie za­ak­cep­tu­je­my ścież­ki ab­so­lut­nej du­cho­wo­ści – je­dy­nej praw­dzi­wej i sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cej ścież­ki roz­wo­ju istot ludz­kich. Cier­pie­nie, któ­re przy­tra­fia się lu­dziom, za­rów­no zbio­ro­wo, jak i in­dy­wi­du­al­nie, bę­dzie więc te­raz ni­czym in­nym, jak ich kar­ma pha­lam, re­zul­ta­tem ich wy­bo­ru do­ko­na­ne­go w obec­nych cza­sach.

Jed­nak­że mimo po­wyż­sze­go aspek­tu Kri­ta Jugi dla au­ten­tycz­nie szcze­rych po­szu­ki­wa­czy praw­dy jest to epo­ka bar­dzo ra­do­sna. W Kri­ta Ju­dze ist­nie­ją bo­wiem nie­spo­ty­ka­ne do­tąd moż­li­wo­ści au­to­trans­for­ma­cji i wspo­mnia­ni po­szu­ki­wa­cze, dzię­ki wznie­sie­niu się na wyż­szy po­ziom, osią­gną bar­dzo wy­so­ki stan du­cho­wo­ści. Po­nad­to w tej­że epo­ce Kri­ta Jugi siła bo­skie­go współ­czu­cia i mi­ło­ści (Pa­ram Ćaj­ta­nia) ma taką na­tu­rę, że ci, któ­rzy cier­pią w kon­se­kwen­cji po­peł­nio­nych błę­dów, zo­sta­ją – za spra­wą tej wła­śnie wszech­obec­nej bo­skiej mi­ło­ści – wy­ku­pie­ni od cier­pień. Co wię­cej, jak po­wie­dzia­no w Pu­ra­nach, na przy­kład w Mar­kan­de­ja Pu­ra­nie, ta reszt­ko­wa siła – Kun­da­li­ni (wro­dzo­na ener­gia, któ­ra za­wsze po­py­cha nas do szu­ka­nia cze­goś wyż­sze­go i po­zwa­la isto­tom ludz­kim wejść na wyż­sze po­zio­my) – zo­sta­nie w Kri­ta Ju­dze obu­dzo­na. Ta siła ob­da­rzy po­szu­ki­wa­czy sa­mo­urze­czy­wist­nie­niem (sa­mo­re­ali­za­cją), czy­li wie­dzą o naj­wyż­szej Jaź­ni, a tak­że fi­zycz­nym, emo­cjo­nal­nym i du­cho­wym bło­go­sta­nem. Wszyst­kie pro­ble­my, któ­rych źró­dłem jest na­sza wro­dzo­na isto­ta (ośrod­ki ener­ge­tycz­ne sub­tel­ne­go, we­wnętrz­ne­go apa­ra­tu), zo­sta­ną roz­wią­za­ne w efek­cie jej spon­ta­nicz­ne­go, oczysz­cza­ją­ce­go i har­mo­ni­zu­ją­ce­go dzia­ła­nia. Roz­wią­żą się wszel­kie pro­ble­my in­dy­wi­du­al­ne, a tak­że zbio­ro­we i spo­łecz­ne, ja­kie na tym świe­cie stwo­rzy­li lu­dzie. Nie­mniej po­wie­dzia­no rów­nież, że stan ten prze­zna­czo­ny jest tyl­ko dla tych, któ­rzy, po­przez wznie­sie­nie się na wyż­szy po­ziom, osią­gnę­li stan Jaź­ni. Tak brzmią sta­ro­żyt­ne pro­roc­twa, któ­rych speł­nia­nie się wy­raź­nie dzi­siaj wi­dać.

In­dyj­skim świę­tym, któ­re­go moż­na na­zwać pio­nie­rem na tym polu, był pierw­szy wiel­ki astro­log, muni Bhry­gu. W swo­im dzie­le Nadi Granth przed­sta­wił ja­sne prze­po­wied­nie na te­mat obec­nych cza­sów. Przede wszyst­kim zaś prze­wi­dział, że Kun­da­li­ni prze­bu­dzi się spon­ta­nicz­nie po­przez Sa­ha­dźa Jogę (spon­ta­nicz­ne zjed­no­cze­nie z bo­sko­ścią), sta­jąc się tym sa­mym, dzię­ki na­ukom in­kar­na­cji wiel­kie­go jo­gi­na, środ­kiem do in­dy­wi­du­al­nej i zbio­ro­wej trans­for­ma­cji na ma­so­wą ska­lę. Jo­gin ten bę­dzie nie­zrów­na­nym mi­strzem Kun­da­li­ni i bę­dzie na­uczał wszyst­kich lu­dzi tej sta­ro­żyt­nej se­kret­nej wie­dzy o au­to­trans­for­ma­cji. Dzi­siej­sze cza­sy Bi­blia na­zy­wa Są­dem Osta­tecz­nym, a Ko­ran Ki­ja­mą – Cza­sem Zmar­twych­wsta­nia. Astro­lo­gicz­nie na­zy­wa się je na­to­miast Erą Wod­ni­ka, czy­li okre­sem po­now­nych na­ro­dzin i wspa­nia­łe­go du­cho­we­go roz­wo­ju na Zie­mi.

Oczy­wi­ście jest to tak­że era na­uki i tech­ni­ki, w któ­rej isto­ty ludz­kie wy­szły poza sta­dium śle­pej wia­ry. Gdy do­cho­dzi do tego wiel­kie­go wy­da­rze­nia, ja­kim jest Sąd Osta­tecz­ny czy też Czas Zmar­twych­wsta­nia, nie trze­ba i nie na­le­ży wie­rzyć śle­po we wszyst­ko, co już po­wie­dzia­no na te­mat roz­wo­ju lub zba­wie­nia, lecz po­win­no się trak­to­wać to jako hi­po­te­zę i przyj­mo­wać fak­ty z otwar­tym umy­słem, jak na­uko­wiec. Je­śli zaś hi­po­te­za się po­twier­dzi, to każ­dy uczci­wy, no­wo­cze­sny czło­wiek o na­uko­wym po­dej­ściu po­wi­nien ją za­ak­cep­to­wać. Czy­sta wie­dza o bo­sko­ści, prze­ja­wia­ją­ca się bez­po­śred­nio po­przez sa­mo­urze­czy­wist­nie­nie, stop­nio­wo do­pro­wa­dzi do stwo­rze­nia no­wej rasy dla tej no­wej ery. Za­tem wie­dza ta nie jest już za­strze­żo­na, jak to było w prze­szło­ści, dla kil­ku uprzy­wi­le­jo­wa­nych jed­no­stek, lecz zo­sta­je udo­stęp­nio­na ku po­żyt­ko­wi wszyst­kich. Dzię­ki temu ostat­ni prze­łom w na­szej ewo­lu­cji do­ko­na się gru­po­wo, na ma­so­wą ska­lę. Cała rasa ludz­ka może zo­stać od­no­wio­na i prze­trans­for­mo­wa­na. Wów­czas cały świat znów bę­dzie sza­no­wał dhar­mę, pra­wość, a isto­ty ludz­kie będą żyć w spo­ko­ju i har­mo­nii ze swo­im wnę­trzem, z przy­ro­dą i z in­ny­mi.

Jed­nak­że dla więk­szo­ści lu­dzi ozna­ki Kri­ta Jugi mogą nie być jesz­cze wi­docz­ne, po­nie­waż na ca­łym świe­cie na­dal prze­ja­wia się Kali Juga, choć wy­glą­da na to, że na Za­cho­dzie moc­niej i znacz­nie głę­biej niż gdzie in­dziej. Rów­nież w In­diach oraz w wie­lu in­nych kra­jach tak zwa­nych roz­wi­ja­ją­cych się, gdzie na­dal sza­nu­je się dhar­mę, Kali Juga wy­kre­owa­ła styl ży­cia, któ­ry – zwłasz­cza w mia­stach – nie jest już tak tra­dy­cyj­ny ani pra­wy. No­wo­cze­sna, za­chod­nia kul­tu­ra bar­dzo nie­bez­piecz­nie ata­ku­je kul­tu­rę Wscho­du i skła­nia mło­dych lu­dzi do przy­ję­cia płyt­kie­go, fry­wol­ne­go, po­wierz­chow­ne­go sty­lu ży­cia na po­kaz.

W pro­roc­twie Nadi Granth opi­sa­ne są naj­drob­niej­sze szcze­gó­ły: że lu­dzie za­czną jeść z ta­le­rzy wy­ko­na­nych ze sta­li za­miast z tra­dy­cyj­nych ma­te­ria­łów, że dzie­ci za­czną aro­ganc­ko od­zy­wać się do ro­dzi­ców itd. Jed­nak­że In­die mają tę prze­wa­gę, że wia­ra w bo­skość nie jest tam kwe­stio­no­wa­na tak bar­dzo jak na Za­cho­dzie, gdzie wie­lu przyj­mu­je de­struk­cyj­ne me­to­dy po­stę­po­wa­nia, któ­re są an­ty­bo­skie. Tu­tej­si lu­dzie są bo­wiem bar­dziej po­dat­ni na wul­gar­ne i nie­mo­ral­ne prak­ty­ki oraz ak­cep­tu­ją wszyst­ko, co au­to­de­struk­cyj­ne.

W In­diach wia­ra, wro­dzo­ny sza­cu­nek dla ist­nie­ją­cych praw bo­skich oraz uni­wer­sal­nej har­mo­nii w ko­smo­sie ce­cho­wa­ły wie­lu lu­dzi. W nie­zep­su­tym sta­nie nie­win­ne­go dzie­ciń­stwa prak­tycz­nie każ­da isto­ta ludz­ka wy­ka­zu­je na­tu­ral­ne i bez­po­śred­nie od­czu­cie, że ist­nie­je Bóg Wszech­mo­gą­cy. Z cza­sem jed­nak wia­ra ta może ulec wy­pa­cze­niu i za­czy­na się wie­rzyć w inne siły – po­li­tycz­ne, eko­no­micz­ne czy spo­łecz­ne. Czy­sta wia­ra w ła­ska­wość Boga rów­nież może się zde­ge­ne­ro­wać i przejść w de­struk­cyj­ne for­my re­li­gii, ta­kie jak or­to­dok­sja, fun­da­men­ta­lizm, sek­ciar­stwo, fa­na­tyzm, czar­na ma­gia i cza­ry. W mia­rę upły­wu cza­su nie­któ­rzy mogą, z wie­lu przy­czyn, wręcz prze­stać wie­rzyć w co­kol­wiek, na­wet w sie­bie. Na Za­cho­dzie zda­rza się to dziś na­gmin­nie i tyl­ko w kra­jach ta­kich jak In­die moż­na do­strzec, że czy­sta wia­ra w bo­skość jest w ży­ciu lu­dzi na­dal nie­zmą­co­na, głów­nie wśród miesz­kań­ców wio­sek.

Oczy­wi­ście cał­kiem moż­li­we, że efekt Kali Jugi do pew­ne­go stop­nia prze­nik­nął na­wet do In­dii. Nie prze­kro­czył jed­nak gra­ni­cy wro­dzo­nej pra­wo­ści i wia­ry w Boga, tak więc zwy­kli lu­dzie w In­diach nie prze­ję­li jesz­cze sty­lu ży­cia, któ­ry lu­dzie Za­cho­du na­zwa­li­by an­ty­chry­stu­so­wym. Nie wszy­scy In­du­si za­cho­wa­li wro­dzo­ne po­czu­cie du­cho­we­go bo­gac­twa i być może w mia­stach wie­lu prze­ję­ło za­chod­ni styl ży­cia, mimo że uro­dzi­li się w In­diach i zdą­ży­li już so­bie przy­swo­ić tro­chę sza­cun­ku dla tra­dy­cyj­nych war­to­ści oraz sta­ro­żyt­nej mą­dro­ści.

Jak na iro­nię tym, co nie­któ­rym in­dyj­skim umy­słom wy­da­je się w za­chod­nim ży­ciu atrak­cyj­ne, jest rzu­ca­ją­cy się w oczy do­bro­byt. A prze­cież In­die same były nie­gdyś ba­jecz­nie bo­ga­te. Sta­ły się bied­ne do­pie­ro w wy­ni­ku ob­cej do­mi­na­cji, a po od­zy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści nie wró­ci­ły do po­przed­nie­go po­zio­mu bo­gac­twa. Bry­tyj­czy­cy zo­sta­wi­li po so­bie wie­le. Część z tego jest do­bra, ale nie­ste­ty wie­le rze­czy jest złych i zwy­kli lu­dzie w In­diach, oprócz gru­py in­te­li­gen­cji, któ­ra prze­ję­ła styl Za­cho­du, ni­g­dy tych rze­czy nie za­ak­cep­to­wa­li. Jed­nak­że gdy Bry­tyj­czy­cy ode­szli, po trzy­stu la­tach po­li­ty­ki „dziel i rządź”, kraj był już po­dzie­lo­ny we­dług re­li­gii, co na nie­któ­rych ob­sza­rach stwo­rzy­ło at­mos­fe­rę gnie­wu i nie­na­wi­ści – tak więc bar­dzo ła­two za­ko­rze­ni­ły się tam fun­da­men­ta­lizm i prze­moc. Po­mi­mo tych prze­ciw­no­ści spo­łe­czeń­stwo in­dyj­skie nie wpro­wa­dzi­ło zbyt wie­lu zmian do tra­dy­cyj­ne­go sty­lu ży­cia. W po­wy­zwo­leń­czych In­diach na­dal sza­nu­je się tra­dy­cyj­ne war­to­ści, a wia­ra w bo­skość i wro­dzo­ną pra­wość wciąż jest wy­zna­wa­na tak sze­ro­ko jak daw­niej.

Nie­mniej po od­zy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści po­ja­wi­ło się w In­diach wie­lu hi­po­kry­tów i lu­dzi po­zba­wio­nych pa­trio­ty­zmu, któ­rzy wy­ko­rzy­sta­li nie­win­ność pro­stych oby­wa­te­li. Lu­dzie ci dzia­ła­ją głów­nie w sfe­rze biu­ro­kra­cji, po­li­ty­ki i go­spo­dar­ki, a ich ży­cie w ża­den spo­sób nie od­zwier­cie­dla sty­lu ży­cia więk­szo­ści In­du­sów, któ­rzy wciąż po­zo­sta­ją moc­no za­ko­rze­nie­ni w tra­dy­cyj­nej mą­dro­ści. Do­sko­na­le też wi­dać, że wie­le pro­ble­mów In­dii jest wy­ni­kiem dzia­łań tych szal­bie­rzy, któ­rzy niby od­po­wia­da­ją za do­bro­byt kra­ju. Na szczę­ście In­die nie do­świad­czy­ły w swo­ich dzie­jach żad­nych wiel­kich wo­jen. Mia­ły też nie­wie­lu in­te­lek­tu­ali­stów w ro­dza­ju Freu­da czy Sade’a, zdol­nych pro­du­ko­wać ki­lo­me­try men­tal­nych kon­cep­cji tyl­ko po to, aby pod­ju­dzać do zmian dla sa­mych zmian i agi­to­wać za znisz­cze­niem tra­dy­cyj­nych war­to­ści oraz dez­in­te­gra­cją spo­łe­czeń­stwa, tak jak to zro­bi­li na Za­cho­dzie.

Prze­ciw­nie, In­die zro­dzi­ły wie­lu wspa­nia­łych męż­czyzn i licz­ne ko­bie­ty o wznio­słych ide­ałach, obroń­ców i obroń­czy­nie praw­dy oraz tra­dy­cyj­nej mą­dro­ści. Hi­sto­rię tego kra­ju wzbo­ga­ci­li du­cho­wo świę­ci, wi­zjo­ne­rzy, wiel­cy kró­lo­wie i au­ten­tycz­ni re­for­ma­to­rzy spo­łecz­ni, któ­rych do dziś głę­bo­ko sza­nu­ją i czczą zwy­kli lu­dzie. Były to po­sta­cie ogrom­ne­go for­ma­tu, o wiel­kiej wie­dzy, wspa­nia­łym cha­rak­te­rze i wy­so­kiej po­zy­cji du­cho­wej. Na przy­kład Ma­hat­ma Gan­dhi, któ­ry był du­szą zre­ali­zo­wa­ną, stwo­rzył całe po­ko­le­nie wy­bit­nych pa­trio­tów. Po­dob­nie jak Gan­dhi wie­rzy­li oni w jed­ną uni­wer­sal­ną re­li­gię obej­mu­ją­cą wszyst­kie za­sa­dy wiel­kich re­li­gii świa­ta. Po sa­mo­urze­czy­wist­nie­nie­niu (sa­mo­re­ali­za­cji) ła­two do­strzec głę­bo­ką praw­dę, że wszyst­kie re­li­gie na­ro­dzi­ły się z jed­ne­go i tego sa­me­go drze­wa du­cho­wo­ści, ale ci, któ­rzy sto­ją na ich cze­le, ze­rwa­li kwia­ty z ży­we­go źró­dła i te­raz wal­czą ze sobą mar­twy­mi kwia­ta­mi czę­ścio­wych za­le­d­wie prawd. Nie­ste­ty, więk­szość pa­trio­tów z po­ko­le­nia Gan­dhie­go żyła bar­dzo krót­ko i nie uda­ło im się za­jąć na­leż­ne­go im miej­sca w ży­ciu po­li­tycz­nym In­dii. Po­nie­waż jed­nak więk­szość re­li­gii w In­diach nie jest zor­ga­ni­zo­wa­na i każ­dy może wy­zna­wać do­wol­ną wy­bra­ną przez sie­bie wia­rę, na­wet hin­du­ski fun­da­men­ta­lizm ocie­ra się ra­czej o na­cjo­na­lizm, a wśród lud­no­ści na­dal bar­dzo moc­na jest tra­dy­cyj­na wia­ra w jed­ną uni­wer­sal­ną re­li­gię. Dzię­ki temu war­to­ści tra­dy­cyj­ne­go spo­łe­czeń­stwa po­zo­sta­ły wła­ści­wie nie­na­ru­szo­ne.

Głów­nym pro­ble­mem In­dii jest bie­da oraz za­co­fa­nie prze­my­sło­we i go­spo­dar­cze po trzy­stu la­tach bry­tyj­skich rzą­dów. Tu nie jest jak w An­glii, gdzie Ko­ściół an­gli­kań­ski sta­no­wi je­dy­ny rze­czy­wi­sty au­to­ry­tet re­li­gij­ny. Naj­gor­sza jest pod tym wzglę­dem Fran­cja, uwa­ża­na za naj­star­szą córę Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go. Po­mi­mo naj­roz­ma­it­szych nie­le­gal­nych dzia­łań i hor­ren­dal­nych prze­stępstw tego Ko­ścio­ła, któ­re te­raz na ca­łym świe­cie się de­ma­sku­je, we Fran­cji ist­nie­je or­ga­ni­za­cja o na­zwie ADFI, któ­ra ma wpływ na wy­miar spra­wie­dli­wo­ści więk­szo­ści kra­jów Eu­ro­py. Mimo to uwa­ża się Fran­cję za pań­stwo świec­kie. W In­diach, w prze­ci­wień­stwie do Eu­ro­py, nie ma ofi­cjal­nej re­li­gii, któ­ra każ­dą inną wia­rę na­zy­wa­ła­by kul­tem lub sek­tą bądź pięt­no­wa­ła jako nie­po­żą­da­ną, bez do­cie­ka­nia, jak jest na­praw­dę. Lu­dziom w In­diach wol­no wy­zna­wać każ­dą re­li­gię czy ide­olo­gię, jaką so­bie wy­bio­rą. Ujem­ną stro­ną ta­kie­go li­be­ra­li­zmu i to­le­ran­cji re­li­gij­nej jest to, że moż­na po­dą­żać każ­dą non­sen­sow­ną ścież­ką, jaka się komu spodo­ba, i uznać do­wol­ną oso­bę za swo­je­go guru. Na szczę­ście wszy­scy fał­szy­wi guru są bar­dzo chci­wi i żąd­ni pie­nię­dzy, więc cią­gnie ich na Za­chód. Taka jest ko­rzyść z by­cia bied­nym kra­jem. Jed­nak­że tam, gdzie ist­nie­je ofi­cjal­na re­li­gia pań­stwo­wa, wol­ność wy­bo­ru jest ogra­ni­czo­na i lu­dzie nie mogą szu­kać in­nych ście­żek, któ­re po­mo­gły­by im wznieść się na wyż­szy po­ziom lub uzy­skać coś wię­cej, niż daje ta ofi­cjal­na re­li­gia. W kon­se­kwen­cji albo trzy­ma­ją się swo­jej śle­pej wia­ry, albo tra­fia­ją na ja­kąś fał­szy­wą ścież­kę, wpa­da­ją w si­dła ja­kie­goś kul­tu czy sek­ty. Or­to­dok­syj­ne re­li­gie pró­bo­wa­ły tę­pić swo­bo­dę pierw­szych tra­dy­cji gno­styc­kich, któ­re zu­peł­nie nie przej­mo­wa­ły się ofi­cjal­ny­mi do­gma­ta­mi i wy­zna­nia­mi wia­ry, lecz kie­ro­wa­ły się ku praw­dzie, nie­za­leż­nie gdzie ją zna­la­zły, a ich je­dy­nym ce­lem było bez­po­śred­nie po­zna­nie bo­skiej rze­czy­wi­sto­ści. San­skryc­ki rze­czow­nik gña zna­czy „wie­dzieć”. Są też inne sło­wa, jak bo­dha czy wi­dah. Wszyst­kie one zna­czą to samo – znać praw­dę po­przez wła­sny ośrod­ko­wy układ ner­wo­wy. Od bo­dha bie­rze się sło­wo bud­dha, czy­li „oświe­co­ny”, a od wi­dah po­cho­dzą Wedy – sta­ro­żyt­ne księ­gi za­wie­ra­ją­ce bo­ską wie­dzę.

Po­śród po­dwój­nych stan­dar­dów i mo­ral­ne­go zu­bo­że­nia Za­cho­du wy­raź­nie wi­dać pra­wo po­la­ry­za­cji w dzia­ła­niu. Bo­gac­twa, tak ła­two zdo­by­te dzię­ki plą­dro­wa­niu za­so­bów na­tu­ral­nych oraz bez­li­to­sne­mu łu­pie­niu i eks­plo­ata­cji przez mo­car­stwa ko­lo­nial­ne nie­wol­ni­czych ryn­ków w ko­lo­niach, zo­sta­ły wchło­nię­te przez kra­je Za­cho­du i spo­wo­do­wa­ły w nich ogrom­ne zmia­ny: wiel­ki roz­kwit ma­te­rial­ny, lecz tak­że stop­nio­we roz­luź­nie­nie wię­zi tra­dy­cyj­nej kul­tu­ry, dzię­ki któ­rej wszę­dzie na świe­cie lu­dzie za­zwy­czaj z ła­two­ścią roz­po­zna­ją od­wiecz­ne war­to­ści dhar­my. Te głę­bo­kie zmia­ny po­waż­nie osła­bi­ły tra­dy­cyj­ną kul­tu­rę na Za­cho­dzie, a na­wet od­ci­snę­ły pięt­no w mia­stach wie­lu kra­jów roz­wi­nię­tych. Sta­ło się tak dla­te­go, że u pod­staw dzi­siej­szej od­ra­ża­ją­cej kul­tu­ry Za­cho­du leży bar­dzo sub­tel­ny, pod­skór­ny prąd ma­te­ria­li­zmu.

W wy­ni­ku dwóch wo­jen świa­to­wych i kon­flik­tów okre­su zim­nej woj­ny do­szło do fa­tal­ne­go w skut­kach ata­ku na war­to­ści, któ­re do­tąd były dla lu­dzi opar­ciem. Z dro­bia­zgo­wych ba­dań hi­sto­rycz­nych wy­ni­ka, że przy­czy­ni­li się do tego głów­nie żoł­nie­rze i ma­ry­na­rze, któ­rzy od­wie­dzi­li mniej roz­wi­nię­te kra­je lub w nich sta­cjo­no­wa­li. Na przy­kład za znisz­cze­nie tra­dy­cyj­nej kul­tu­ry w Taj­lan­dii i wpro­wa­dze­nie na jej miej­sce an­ty­kul­tu­ry opar­tej na pro­sty­tu­cji, han­dlu nar­ko­ty­ka­mi i zor­ga­ni­zo­wa­nej prze­stęp­czo­ści w du­żej mie­rze od­po­wia­da­ją siły ame­ry­kań­skie sta­cjo­nu­ją­ce tam pod­czas woj­ny wiet­nam­skiej. Nie­wy­klu­czo­ne też, że dwie woj­ny świa­to­we osta­tecz­nie zni­we­czy­ły sta­ry sys­tem war­to­ści za­chod­nie­go świa­ta. Do­mi­nu­ją­ce na ów­cze­snym Za­cho­dzie ego do­pro­wa­dzi­ło nie tyl­ko do pod­bo­ju in­nych kra­jów, lecz tak­że do wy­bu­chu ogól­no­świa­to­wych wo­jen mię­dzy bia­ły­mi.

Ame­ry­ka pa­dła ofia­rą in­wa­zji Eu­ro­pej­czy­ków, któ­rzy znisz­czy­li spo­koj­ną kul­tu­rę tu­byl­ców. Dziś nie­moż­li­wo­ścią jest spo­tkać w Ame­ry­ce Pół­noc­nej tu­byl­ca o wy­so­kiej po­zy­cji spo­łecz­nej. W pań­stwach Ame­ry­ki Po­łu­dnio­wej, na przy­kład w Ar­gen­ty­nie, miesz­ka zaś kil­ku nie­miec­kich prze­stęp­ców wo­jen­nych, bar­dzo wy­god­nie urzą­dzo­nych. Mówi się, że to oni za­pla­no­wa­li woj­nę o Fal­klan­dy. Spy­ta­łam ich kie­dyś: „Jak wam się uda­ło do­trzeć tu aż z Eu­ro­py?”, a oni od­po­wie­dzie­li cheł­pli­wie: „To ła­ska bo­ska, któ­rej Ko­ściół ka­to­lic­ki po­słu­żył za na­rzę­dzie”.

Ist­nie­je oczy­wi­ście wie­le in­nych, sub­tel­nych przy­czyn zro­dze­nia się tej no­wej, sprzecz­nej z do­tych­cza­so­wą, kul­tu­ry, jaka wy­ewo­lu­owa­ła na Za­cho­dzie. Omó­wię je póź­niej.

W tej książ­ce z tro­ską zaj­mu­je­my się głę­bo­ki­mi zmia­na­mi w kul­tu­rze i my­śli współ­cze­snych kra­jów za­chod­nich, a tro­ska ta pły­nie z głę­bi ser­ca. Ko­niecz­nie trze­ba bo­wiem zdać so­bie spra­wę z tego, dla­cze­go wspo­mnia­ne zmia­ny są tak wy­raź­ne i na­ma­cal­ne, zwłasz­cza na Za­cho­dzie. Lu­dzie Za­cho­du szczy­cą się tym, że bro­nią praw de­mo­kra­cji i krze­wią wol­ność. Jed­nak­że, je­śli świat za­chod­ni rze­czy­wi­ście trosz­czy się o do­bro ca­łe­go świa­ta, bę­dzie mu­siał za­cząć do­ko­ny­wać in­tro­spek­cji. To wła­śnie lu­dzie Za­cho­du, po­nie­waż ko­rzy­sta­ją z do­bro­dziejstw, ja­kie nie­sie do­bro­byt ma­te­rial­ny i roz­wój tech­nicz­ny wy­kra­cza­ją­ce poza po­ziom rów­no­wa­gi, będą mu­sie­li wziąć na sie­bie obo­wią­zek stwo­rze­nia no­wej epo­ki i trans­for­ma­cji istot ludz­kich do wyż­sze­go sta­nu. Sko­ro jed­nak kra­je Za­cho­du pró­bu­ją roz­wią­zy­wać swo­je pro­ble­my, wi­kła­jąc się w neo­fa­szy­stow­skie or­ga­ni­za­cje i trosz­cząc się wy­łącz­nie o kra­je roz­wi­nię­te, to w żad­nym ra­zie nie będą w sta­nie prze­jąć tej mo­ral­nej od­po­wie­dzial­no­ści. Nie wia­do­mo też, czy i kie­dy prze­sta­ną nisz­czyć same sie­bie od we­wnątrz i od ze­wnątrz. Ma­te­ria­lizm po­zba­wio­ny kon­tro­li nie może usta­no­wić po­ko­ju ani we­wnątrz, ani na ze­wnątrz.

Moim zda­niem każ­dy miesz­ka­niec Za­cho­du musi jak naj­szyb­ciej zro­zu­mieć istot­ną rolę, jaką przy­szło mu ode­grać w tej epo­ce trans­for­ma­cji i Sądu Osta­tecz­ne­go.

Za­chod­ni umysł musi uświa­do­mić so­bie ogrom­ną od­po­wie­dzial­ność, jaka zo­sta­ła na­ło­żo­na na kra­je Za­cho­du, a ży­ją­cy w nich lu­dzie mu­szą nie­zwłocz­nie od­kryć, jak uzy­skać wspo­mnia­ną rów­no­wa­gę, nie w ka­te­go­riach pie­nię­dzy, ale tej wła­śnie od­po­wie­dzial­no­ści. Jest to na­praw­dę nie­zbęd­ne dla roz­wo­ju ca­łej ludz­ko­ści, w prze­ciw­nym ra­zie na kim spo­cznie wina, gdy roz­bu­cha­na no­wo­cze­sność znisz­czy wro­dzo­ną czło­wie­ko­wi kul­tu­rę? Na tych roz­wi­nię­tych czy tych za­co­fa­nych?

W dzi­siej­szych, no­wo­cze­snych, cza­sach dzię­ki pro­ce­so­wi ewo­lu­cji do­tar­li­śmy do sta­nu świa­do­mo­ści ludz­kiej. Po­tra­fi ona dzia­łać po­przez my­śle­nie, ra­cjo­na­li­zo­wa­nie lub uwa­run­ko­wa­nia. Wie­lu współ­cze­snych po­etów na­zy­wa to „mu­ra­mi [ogra­dza­ją­cy­mi] wol­ność Ja”. A co by się sta­ło, gdy­by ktoś po­tra­fił wznieść się na wyż­szy wy­miar świa­do­mo­ści? Dla­cze­go nie otwo­rzyć serc i umy­słów na je­dy­ne w swo­im ro­dza­ju od­kry­cie, któ­re wła­śnie dla tego de­cy­du­ją­ce­go wznie­sie­nia się na wyż­szy wy­miar zo­sta­ło do­ko­na­ne? „Obie­ca­ne Kró­le­stwo Boże leży w za­się­gu ręki”. Nie cho­dzi tu o zda­nie wy­ję­te z ka­za­nia czy wy­kła­du, ale o fak­tycz­ne do­świad­cze­nie naj­wyż­szej praw­dy – praw­dy ab­so­lut­nej – te­raz, wła­śnie te­raz, przez zwy­kłych lu­dzi. Praw­da, urze­czy­wist­nio­na po sa­mo­re­ali­za­cji, jest taka, że nie je­ste­ście tym cia­łem, tym umy­słem, tymi uwa­run­ko­wa­nia­mi z prze­szło­ści, tym ego czy tymi emo­cja­mi, ale je­ste­ście czy­stym Du­chem.

In­nym aspek­tem tej naj­wyż­szej praw­dy jest to, że ist­nie­je wszech­prze­ni­ka­ją­ca siła bo­skiej mi­ło­ści, któ­rą prze­sy­co­ny jest każ­dy aspekt wszyst­kie­go, co zo­sta­ło stwo­rzo­ne. Ta bo­ska siła stwa­rza wszyst­ko, co żyje. Dla nas świat jest czymś oczy­wi­stym. Wi­dzi­my pięk­ne kwia­ty wy­ra­sta­ją­ce z ma­łych na­sio­nek, ob­ser­wu­je­my, jak małe sa­dzon­ki sta­ją się du­ży­mi drze­wa­mi. Nie­za­leż­nie jed­nak od tego, jak wni­kli­wie ucze­ni ana­li­zu­ją żywe pro­ce­sy przy­ro­dy, ża­den z nich nie po­tra­fi po­wie­dzieć, co kie­ru­je pro­ce­sem ży­cia i co go pod­trzy­mu­je ani jak to się dzie­je, że ta­kie cuda w ogó­le mają miej­sce. Pró­bu­jąc wy­ja­śnić ta­jem­ni­cę bi­cia ser­ca, mó­wią, że rzą­dzi nim au­to­no­micz­ny układ ner­wo­wy. Ale kto jest tym auto-, tym ja? A ludz­kie oczy? Są tak wspa­nia­ły­mi ka­me­ra­mi. A mózg – to prze­cież ogrom­ny kom­pu­ter. Ucze­ni chęt­nie wszyst­ko ana­li­zu­ją, ale nie przy­sta­ną w bie­gu, nie za­sta­no­wią się i nie spró­bu­ją od­kryć, dla­cze­go ze­sła­no na nas te wszyst­kie bło­go­sła­wień­stwa. Te­raz jed­nak nad­szedł czas, by na ca­łym świe­cie lu­dzie wraż­li­wi sa­mo­dziel­nie, po­przez wła­sne bez­po­śred­nie do­świad­cze­nie zro­zu­mie­li, że wszy­scy je­ste­śmy tu­taj z ja­kie­goś po­wo­du. A po­wo­dem ewo­lu­cji i na­sze­go roz­wo­ju jest tyl­ko to, że wszy­scy mamy do­stą­pić po­łą­cze­nia z tą wszech­prze­ni­ka­ją­cą siłą, aby­śmy też sta­li się isto­ta­mi bo­ski­mi. Ten bo­ski pro­ces dzia­ła spon­ta­nicz­nie (sa­ha­dźa). Moż­na go una­ocz­nić i jest znacz­nie bar­dziej na­ma­cal­ny niż od­kry­cia i pra­wa na­uko­we, któ­re za­wsze da się za­kwe­stio­no­wać i zmie­nić.

Wspo­mnia­ny wy­żej pro­ces roz­po­czął się na ska­lę ma­so­wą i jest speł­nie­niem naj­szczer­sze­go pra­gnie­nia Wil­lia­ma Bla­ke’a: „żeby wszy­scy lu­dzie boży sta­li się pro­ro­ka­mi”. W epo­ce Kri­ta Jugi u nie­zli­czo­nych istot ludz­kich, dzię­ki współ­czu­ciu Pa­ram Czaj­ta­nii (czy­li bo­skiej mi­ło­ści), zo­sta­je unie­sio­na Kun­da­li­ni, speł­nia się za­tem to, co za­po­wie­dzia­no: że lu­dzie boży sta­ją się pro­ro­ka­mi, co wię­cej – mają moc, aby tak­że in­nych uczy­nić pro­ro­ka­mi.

Jest jed­nak je­den mały pro­blem. Współ­cze­sny mózg jest pe­łen zbyt wie­lu kon­cep­cji. Nie ory­gi­nal­nych, lecz ta­kich, któ­re na­gro­ma­dził w wy­ni­ku czy­ta­nia, pod wpły­wem me­diów oraz w pa­nu­ją­cej po­wszech­nie at­mos­fe­rze sprzy­ja­ją­cej ak­tyw­no­ści men­tal­nej. Jest więc prze­sy­co­ny kon­cep­cja­mi, któ­re w du­żej mie­rze po­cho­dzą od in­nych. To utrud­nia albo bar­dzo spo­wal­nia za­ak­cep­to­wa­nie praw­dy o rze­czy­wi­sto­ści. Nie­ła­two prze­ko­nać lu­dzi, że ist­nie­je ab­so­lut­na praw­da, któ­ra wy­kra­cza poza umysł, oraz że rze­czy­wi­stość jest w za­się­gu ręki i może jej do­świad­czyć każ­dy. Je­zus po­wie­dział, że bło­go­sła­wie­ni cisi, al­bo­wiem oni na wła­sność po­sią­dą zie­mię. Nie miał na my­śli sła­bych, lecz prze­ciw­nie, cho­dzi­ło mu o te isto­ty ludz­kie, któ­re są wy­star­cza­ją­co sil­ne, aby odło­żyć na bok swój ego­izm i uwa­run­ko­wa­nia. Jed­nak­że czło­wiek no­wo­cze­sny nie jest ani sil­ny, ani po­tul­ny czy „ci­chy”. Wręcz prze­ciw­nie, jest zbyt wiel­kim sno­bem, zbyt aro­ganc­kim, za bar­dzo uwa­run­ko­wa­nym albo zbyt za­du­fa­nym w so­bie, żeby choć­by wziąć pod roz­wa­gę po­mysł, że ktoś na­praw­dę mógł­by mu po­wie­dzieć coś o praw­dzie lub rze­czy­wi­sto­ści, a na­wet po­ka­zać, jak sa­me­mu je osią­gnąć. W obec­nych cza­sach praw­da, któ­ra jest ab­so­lut­na, musi więc prze­ja­wić się sama. Przy czym na­wet je­śli nie zo­sta­nie za­ak­cep­to­wa­na, nie zgi­nie. Wręcz prze­ciw­nie, je­śli nie zo­sta­nie za­ak­cep­to­wa­na, zde­ma­sku­je cały fałsz i tym sa­mym go znisz­czy.

Praw­da ab­so­lut­na, je­śli nie zo­sta­nie za­ak­cep­to­wa­na, znisz­czy mó­zgow­ców, któ­rzy ją od­rzu­ca­ją. Zaj­mą się oni bo­wiem czym in­nym, co ozna­cza, że w więk­szo­ści przy­pad­ków zwró­cą się ku au­to­de­struk­cji. Już za­ak­cep­to­wa­li złe idee i kon­cep­cje po­cho­dzą­ce od tych licz­nych osob­ni­ków, któ­rzy na­ucza­ją fał­szu w imię praw­dy. To za­dzi­wia­ją­ce, że gdy, z czy­ste­go współ­czu­cia, chce się po­ru­szyć spra­wę praw­dy ab­so­lut­nej, trze­ba do­słow­nie że­brać o uwa­gę, aby lu­dzie usły­sze­li, że wszy­scy mają w so­bie nie­na­ru­szo­ną bo­skość i że może się ona za­ma­ni­fe­sto­wać dzię­ki wspa­nia­łe­mu wy­da­rze­niu, ja­kim jest ich roz­wój po­przez obu­dze­nie Kun­da­li­ni.

To wiel­ka szko­da, mu­szę przy­znać, że prze­ko­na­nie i za­chę­ce­nie skom­pli­ko­wa­ne­go umy­słu Za­cho­du za­bie­ra nie­po­trzeb­nie tak dużo cza­su. Jak na iro­nię ci fał­szy­wi przy­wód­cy i na­uczy­cie­le, któ­rzy są prze­cież współ­cze­sny­mi an­ty­bo­ga­mi, któ­rzy są prze­ciw bo­sko­ści, któ­rzy przy­czy­nia­ją się do znisz­cze­nia istot ludz­kich, na­praw­dę od­nie­śli suk­ces i w krót­kim cza­sie zy­ska­li sze­ro­kie rze­sze wy­znaw­ców. Praw­dą jest jed­nak tak­że to, że wsku­tek ak­tyw­no­ści Pa­ram Czaj­ta­nii oraz dzia­ła­nia pra­wa po­la­ry­za­cji ci fał­szy­wi na­uczy­cie­le pręd­ko od­po­wie­dzą za to, co ro­bią, a wszyst­kie stwo­rzo­ne przez nich fał­szy­we idee już są de­ma­sko­wa­ne i bar­dzo szyb­ko nisz­czo­ne. Po­ja­wia­ją się oni i umac­nia­ją ła­two, ale w obec­nej epo­ce Kri­ta Jugi tyl­ko na krót­ko. Kło­pot w tym, że po zde­ma­sko­wa­niu jed­ne­go guru lu­dzie są tak sła­bi, że część z nich na­tych­miast za­czy­na roz­glą­dać się za na­stęp­nym. A gdy go znaj­dą, zwy­kle koń­czą jako prze­gra­ni, po­zba­wie­ni pie­nię­dzy pu­stel­ni­cy. Ta­kie po­lo­wa­nie na guru sta­ło się obec­nie po­wszech­ne i mod­ne wśród za­chod­nich po­szu­ki­wa­czy. Tak samo jest z in­ny­mi ide­olo­gia­mi. W Ro­sji upadł ko­mu­nizm, ale po­wsta­łą próż­nię wy­peł­ni­ły fun­da­men­ta­lizm oraz ra­sizm, któ­re mają się do­brze w tych tak zwa­nych de­mo­kra­cjach.

Jed­nak­że ci, któ­rzy na­praw­dę po­szu­ku­ją praw­dy, po­win­ni po­kor­nie za­ak­cep­to­wać to, że jak do­tąd nikt sa­mo­dziel­nie jej nie zna­lazł i tak na­praw­dę nie jest zdol­ny zna­leźć. Na Wscho­dzie po­wszech­nie wia­do­mo, że je­śli szu­kasz praw­dy naj­wyż­szej, po­wi­nie­neś stać się po­kor­ny czy też – jak po­wie­dział Chry­stus – ci­chy. Za­chod­nie­mu umy­sło­wi nie­zwy­kle trud­no to za­ak­cep­to­wać, po­nie­waż taka ak­cep­ta­cja ozna­cza re­zy­gna­cję z ego.

Pe­wien za­chod­ni dżen­tel­men, któ­ry przy­szedł do mnie, aby na­uczyć się Sa­ha­dźa Jogi, na wła­sne oczy prze­ko­nał się, jak pro­sto osią­ga się sa­mo­re­ali­za­cję, bez żad­ne­go wy­sił­ku i za dar­mo. Prze­peł­ni­ła go taka eks­ta­za, że wy­biegł do ogro­du, krzy­cząc: „Zna­la­złem to!”. Gdy wró­cił, nie­mal tań­czył z ra­do­ści. Bez wa­ha­nia oświad­czył: „Za­mie­rzam te­raz na­pi­sać do wszyst­kich swo­ich przy­ja­ciół, któ­rzy od lat żar­li­wie szu­ka­ją praw­dy, że po­czu­łem tę wszech­prze­ni­ka­ją­cą bo­ską siłę na opusz­kach pal­ców jako chłod­ny po­wiew Du­cha Świę­te­go. Te­raz wiem, jaka jest praw­da – że każ­dy po­wi­nien stać się Du­chem i że ist­nie­je wszech­prze­ni­ka­ją­ca siła mi­ło­ści Boga, któ­rą, dzię­ki temu ewo­lu­cyj­ne­mu prze­ło­mo­wi, jaki obec­nie na­stę­pu­je, wszy­scy po­win­ni­śmy po­czuć w ośrod­ko­wym ukła­dzie ner­wo­wym. Z peł­nym prze­ko­na­niem po­wiem im, że to jest żywy pro­ces, że nie moż­na go uzy­skać z ksią­żek ani że nie da się za­pła­cić za ten roz­wój”.

Był bar­dzo pod­eks­cy­to­wa­ny i na­pi­sał mnó­stwo li­stów do swo­ich pro­fe­so­rów, do przy­ja­ciół i ko­le­gów, któ­rzy przez wie­le lat, dzień i noc dys­ku­to­wa­li i czy­ta­li książ­ki o po­szu­ki­wa­niu. Ku jego wiel­kie­mu zdu­mie­niu i roz­cza­ro­wa­niu od­dźwięk był nie­wiel­ki. Nie­któ­rzy w ogó­le nie od­po­wie­dzie­li. Inni zaś stwier­dzi­li: „Świet­nie, cie­szy­my się, że zna­la­złeś, ale my mu­si­my szu­kać tego po swo­je­mu. Mamy na­dzie­ję, że tak­że znaj­dzie­my, choć ina­czej”. Nie­któ­rzy nie mo­gli uwie­rzyć, że to ta­kie ła­twe. Inni na­to­miast od­par­li: „Nie moż­na pro­wa­dzić nor­mal­ne­go ży­cia, gdy od­naj­dzie się to, cze­go szu­ka­my, po­nie­waż z po­wo­du złych czy­nów trze­ba cier­pieć i od­se­pa­ro­wać się od spo­łe­czeń­stwa, od wszyst­kich ludz­kich wię­zi, za­nim w ogó­le za­cznie się to znaj­do­wać”. Nikt go nie słu­chał, gdy po­wta­rzał, że zna­lazł praw­dę po­przez obu­dze­nie Kun­da­li­ni. Z ty­po­wą po­kręt­no­ścią roz­wi­nię­te­go za­chod­nie­go my­śle­nia, któ­re nie lubi pro­wa­dzić do żad­nych wnio­sków, po­wie­dzie­li: „Tak, moż­li­we, że u cie­bie to dzia­ła, ale to nie może być je­dy­ny spo­sób, mu­szą być inne ścież­ki”.

Czło­wiek ten prze­żył głę­bo­ki szok, wi­dząc, że ci wszy­scy, któ­rzy tyle go­dzin spę­dzi­li na spo­tka­niach, roz­mo­wach, czy­ta­niu i pi­sa­niu ca­łe­go mnó­stwa li­stów, dys­ku­to­wa­niu o tym, jak zna­leźć praw­dę ab­so­lut­ną, nie chcie­li na­wet słu­chać, gdy im oświad­czył, że rze­czy­wi­ście tę praw­dę zna­lazł. Oka­za­ło się, że nie każ­dy jest wy­star­cza­ją­co sil­ny i po­tul­ny, aby sta­nąć przed ob­li­czem praw­dy. Wszy­scy sta­ra­li się od tego wy­krę­cić, uciec od praw­dy, po­da­jąc wy­ja­śnie­nia typu: „Tak, ale...”. Tyle że, jak to się mówi: „Praw­da jak oli­wa za­wsze na wierzch wy­pły­wa”.

Na szczę­ście w tych no­wo­cze­snych cza­sach nie da się uci­szyć ani ukrzy­żo­wać ni­ko­go, kto zna praw­dę o Bogu. Ale też oso­ba taka nie może cze­kać, aż ci nie­wraż­li­wi lu­dzie uro­dzą się po­wtór­nie, z po­kor­niej­szym umy­słem, po­nie­waż „obie­ca­ne Kró­le­stwo Boże jest te­raz w za­się­gu ręki”. Nad­szedł mo­ment, kie­dy trze­ba spoj­rzeć praw­dzie w oczy. Są jed­nak tacy nie­do­wa­rze­ni chrze­ści­ja­nie, jak na przy­kład ADFI we Fran­cji, któ­rzy roz­prze­strze­nia­ją hi­sto­rie prze­ciw­ko Sa­ha­dźa Jo­dze we fran­cu­skich me­diach, nie ma­jąc naj­mniej­sze­go po­ję­cia, jaka jest praw­da.

Na nie­szczę­ście u wie­lu lu­dzi, jak na przy­kład u przy­ja­ciół tego pana z Za­cho­du, któ­ry chciał ca­łe­mu świa­tu ob­wie­ścić praw­dę, w Kali Ju­dze po­szu­ki­wa­nie uzy­ska­ło wła­sny na­pęd: lu­dzie nie chcą za­prze­stać po­szu­ki­wań, na­wet je­śli sta­ną twa­rzą w twarz z tym, cze­go szu­ka­ją. W fil­mie Dzi­siej­sze cza­sy, gdy Char­lie Cha­plin pra­co­wał na ta­śmie pro­duk­cyj­nej, przy­krę­ca­nie śrub wy­two­rzy­ło w jego cie­le taką in­er­cję, że na­wet gdy skoń­czył pra­cę i ta­śma się za­trzy­ma­ła, rę­ka­mi na­dal wy­ko­ny­wał ruch przy­krę­ca­nia. Do­kład­nie tak samo jest z ludź­mi, któ­rzy bio­rą udział w wy­ści­gu po­szu­ki­wań i nie po­tra­fią po­zbyć się tego na­wy­ku. Tym spo­so­bem po­szu­ki­wa­nie praw­dy zy­sku­je in­er­cję, któ­rej nie da się już kon­tro­lo­wać, wci­ska­jąc ha­mu­lec. Nie moż­na się za­trzy­mać, choć­by na chwi­lę, żeby przy­naj­mniej po­słu­chać ko­goś, kto rze­czy­wi­ście jest w sta­nie po­wie­dzieć, jak zna­leźć praw­dę ab­so­lut­ną. Po­nad­to ci, któ­rzy tę praw­dę zna­ją, za­wsze spo­ty­ka­ją się z cał­ko­wi­tym bra­kiem zro­zu­mie­nia. Mó­wiąc sło­wa­mi po­ety Ka­bi­ra, jak mam ob­ja­śnić to, co wiem i wi­dzę, gdy cały świat jest śle­py? Oczy­wi­ście od cza­sów Ka­bi­ra wie­le się zmie­ni­ło i w obec­nym mo­men­cie nie mogę po­wie­dzieć, że cały świat jest śle­py, po­nie­waż ty­sią­ce lu­dzi przy­by­wa­ją z otwar­ty­mi umy­sła­mi, aby po­znać praw­dę ab­so­lut­ną po­przez obu­dze­nie Kun­da­li­ni. I trze­ba przy­znać, że po dwu­dzie­stu pię­ciu la­tach cięż­kiej pra­cy Sa­ha­dźa Jogi tych urze­czy­wist­nio­nych dusz jest na­praw­dę wie­le.

W ni­niej­szej książ­ce mamy omó­wić głę­bo­kie zmia­ny, do ja­kich do­szło na Za­cho­dzie pod­czas tej Kali Jugi – za­rów­no ne­ga­tyw­ne, jak i po­zy­tyw­ne. Mó­wi­li­śmy o upad­ku dhar­my, o ro­sną­cej au­to­de­struk­cyj­no­ści Za­cho­du, ale fak­tem jest też, że w tych no­wo­cze­snych cza­sach na­ro­dzi­ło się na Za­cho­dzie na­praw­dę wie­lu po­szu­ki­wa­czy praw­dy. Po­ja­wi­ły się po temu od­po­wied­nie wa­run­ki, zwłasz­cza po dru­giej woj­nie świa­to­wej, gdy za­chod­nie spo­łe­czeń­stwo utra­ci­ło sza­cu­nek do ist­nie­ją­ce­go przed­tem sys­te­mu war­to­ści, opar­te­go na pra­wo­ści i ho­no­rze. Za­kwe­stio­no­wa­no na­wet samą wia­rę w Boga i po­szu­ki­wa­cze sta­nę­li wo­bec cha­otycz­ne­go i po­zba­wio­ne­go wia­ry spo­łe­czeń­stwa kształ­tu­ją­ce­go się w tam­tych cza­sach.

W rze­czy­wi­sto­ści na­tu­ral­ne pod­sta­wy za­chod­niej kul­tu­ry zo­sta­ły pod­wa­żo­ne w wy­ni­ku ata­ku z czte­rech stron. Z jed­nej stro­ny ata­ku­je oczy­wi­ście na­uka, z dru­giej – in­te­lek­tu­ali­ści, spad­ko­bier­cy tra­dy­cji tak zwa­ne­go oświe­ce­nia, z trze­ciej – zor­ga­ni­zo­wa­ne re­li­gie, fał­szy­wi guru i gru­py re­li­gij­ne, a z czwar­tej – naj­po­tęż­niej­sze ze wszyst­kich tych czyn­ni­ków, za­śle­pio­ne pie­niędz­mi me­dia, wy­ko­rzy­sty­wa­ne lub eks­plo­ato­wa­ne przez przed­się­bior­ców.

W koń­cu jed­nak przy­szedł czas, aby zmie­rzyć się z kon­se­kwen­cja­mi agre­sji, na jaką po­zwo­li­ły so­bie za­chod­nie mo­car­stwa, pro­wa­dząc ko­lo­nial­ne pod­bo­je i wy­zysk. W myśl dzia­ła­nia pra­wa po­la­ry­za­cji Za­chód musi bo­wiem ze­brać owo­ce (kar­ma pha­lam) swo­ich wcze­śniej­szych zbio­ro­wych dzia­łań. To ko­lej­ne z bło­go­sła­wieństw, ja­kie nie­sie ze sobą Kri­ta Juga: Za wszel­kie zło wy­rzą­dzo­ne in­ne­mu kra­jo­wi spo­łe­czeń­stwo agre­so­ra musi za­pła­cić, po czym samo musi się z tym złem zmie­rzyć. Oczy­wi­ście z owo­ca­mi wła­snych dzia­łań trze­ba się skon­fron­to­wać in­dy­wi­du­al­nie. Wie­le na­ro­dów ma po­czu­cie winy z po­wo­du im­pe­ria­li­zmu oraz ko­lo­nial­ne­go wy­zy­sku i przy­zna­je, że to był błąd. Jed­nak­że ci, któ­rzy zo­sta­li za­ata­ko­wa­ni i pod­bi­ci, sta­li się mści­wi, po­nie­waż prze­moc ro­dzi prze­moc. Tak więc łań­cuch agre­sji i wy­zy­sku spo­wo­do­wał wy­ko­le­je­nie ca­łe­go świa­ta, pro­wa­dząc do po­dzia­łów: na pół­noc–po­łu­dnie, na roz­wi­nię­tych i za­co­fa­nych, bo­ga­tych i bied­nych. Jak kra­je Za­cho­du, a tak­że ci, któ­rych do­tąd wy­zy­ski­wa­ły, mają po­zbyć się tej re­la­cji wina–nie­na­wiść? Błęd­ne koło agre­sji, po­czu­cia winy, nie­na­wi­ści do sa­me­go sie­bie jest skraj­nie de­struk­cyj­ne. Trze­ba zde­cy­do­wa­nie ja­sno po­wie­dzieć, że może się ono za­trzy­mać je­dy­nie wów­czas, gdy uwi­kła­ne weń na­ro­dy po­zna­ją ab­so­lut­ną praw­dę bo­skiej mi­ło­ści. Je­dy­nie urze­czy­wist­nie­nie wła­sne­go roz­wo­ju może ura­to­wać lu­dzi w za­chod­nim świe­cie od we­wnętrz­nej de­struk­cji, jaką nio­są po­czu­cie winy i nie­na­wiść do sa­me­go sie­bie.

Lu­dzie na Za­cho­dzie pięk­nie mó­wią o ży­ciu du­cho­wym i swo­im roz­wo­ju, ale nikt z nich na­wet nie wie, cze­go szu­ka­ją. Tak więc pod ko­niec „wspa­nia­łej” epo­ki im­pe­ria­li­zmu oko­ło roku 1918, wraz z po­cząt­kiem tego, co uwa­ża się za no­wo­cze­sność, igno­ranc­kie, spra­gnio­ne du­cho­wo­ści spo­łe­czeń­stwo za­czę­ło – na po­zio­mie jed­no­stek, a tak­że gru­po­wo – po­szu­ki­wać i cier­pieć (głów­nie wsku­tek woj­ny), po­dej­mu­jąc wszel­kie moż­li­we wy­sił­ki i wy­pró­bo­wu­jąc wszel­kie moż­li­we me­to­dy, aby prze­drzeć się ku rze­czy­wi­sto­ści. W tym więc okre­sie na­ro­dzi­ło się wie­lu po­szu­ki­wa­czy praw­dy, lecz znisz­czy­ła ich wła­sna igno­ran­cja – pod­da­li się fał­szy­wym na­ukom, któ­re obie­cy­wa­ły dużo, a nie da­wa­ły ni­cze­go z wy­jąt­kiem fi­nan­so­wej ru­iny i psy­cho­lo­gicz­ne­go uza­leż­nie­nia. Tu­taj tak­że dzia­ła­ło pra­wo po­la­ry­za­cji.

W la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych (XX wie­ku), wraz z przy­wró­ce­niem na Za­cho­dzie pseu­do­do­bro­by­tu, kil­ku prze­bie­głych In­du­sów, usły­szaw­szy, że jest tam tylu po­szu­ku­ją­cych, po­sta­no­wi­ło ob­ra­bo­wać lu­dzi Za­cho­du z nad­mia­ru dóbr – w kra­jach za­chod­nich, zwłasz­cza w bo­ga­tej Ame­ry­ce, po­ja­wi­ło się wów­czas wie­lu praw­dzi­wych an­ty­chry­stów. Dali się po­znać jako bar­dzo ak­tyw­ni guru ofe­ru­ją­cy fał­szy­wą du­cho­wość na sprze­daż i – żąd­ni wy­zy­ska­nia nie­spo­koj­nych, szcze­rych po­szu­ki­wa­czy – zgrab­nie ogra­bi­li ich z bo­gac­twa i znisz­czy­li. Dla ob­ser­wa­to­ra z ze­wnątrz to bar­dzo za­ska­ku­ją­ce, jak ła­two więk­szość wy­kształ­co­nych i naj­bo­gat­szych lu­dzi Za­cho­du jest w sta­nie prze­łknąć i za­ak­cep­to­wać fałsz, jak gdy­by zu­peł­nie utra­ci­li oni swo­je tra­dy­cyj­ne po­czu­cie war­to­ści i nie wie­dzie­li, jak mą­drze za­in­we­sto­wać swo­je umy­sły i pie­nią­dze.

Sta­ło się tak, że wła­śnie ci bo­ga­ci po­wie­rzy­li swo­je przy­szłe ży­cie du­cho­we ra­chun­kom ban­ko­wym fał­szy­wych guru. Ich na­iw­ność nie­ła­two zro­zu­mieć, do­pó­ki nie do­strze­że­my, że jest to ro­dzaj skry­wa­ne­go ego­izmu – być może lu­dzie ci uzna­li, że bez więk­szych kło­po­tów mogą ku­pić so­bie zba­wie­nie, po pro­stu pła­cąc guru swo­im nad­mier­nym ma­jąt­kiem lub jego więk­szą czę­ścią. Jed­nak­że Chry­stus po­wie­dział, że ła­twiej jest wiel­błą­do­wi przejść przez ucho igiel­ne, niż bo­ga­te­mu wejść do kró­le­stwa nie­bie­skie­go. Oczy­wi­ście w po­rów­na­niu z miesz­kań­ca­mi trze­cie­go świa­ta każ­dy na Za­cho­dzie był bo­ga­czem, przy­naj­mniej w la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych XX wie­ku. Fał­szy­wi guru z pew­no­ścią wie­dzie­li, jak do­ga­dzać ego i sła­bo­ściom bo­ga­tych za­chod­nich po­szu­ki­wa­czy, gdyż po­szu­ki­wa­cze ci, na­sta­wie­ni na pie­nią­dze, utra­ci­li wraż­li­wość na praw­dzi­we bo­gac­twa du­cho­wo­ści.

Więk­szość po­szu­ki­wa­czy, ja­kich spo­tka­łam w tam­tych cza­sach, po­wie­dzia­ła mi, że choć wie­dzą, iż cze­goś szu­ka­ją, nie mają po­ję­cia, co to jest – zo­sta­li więc za­hip­no­ty­zo­wa­ni przez ne­ga­tyw­nych i fał­szy­wych na­uczy­cie­li. Mu­szę przy­znać, że to, do ja­kie­go stop­nia szcze­rzy po­szu­ki­wa­cze zo­sta­li wy­zy­ska­ni przez okrop­nych tak zwa­nych guru z In­dii, jest na­praw­dę god­ne ubo­le­wa­nia. Po­szu­ki­wa­cze sta­no­wią bo­wiem szcze­gól­ną ka­te­go­rię lu­dzi, są za­tem bar­dzo cen­ni. Wil­liam Bla­ke na­zy­wa ich „lu­dem Bo­żym” (men of God). Są to ci, któ­rzy szu­ka­li przez wie­le ży­wo­tów, pra­gnąc od­na­leźć bo­skość, i czę­sto za­tra­ca­li się w sie­ci fał­szy­wych słów i idei (w san­skry­cie śab­da dźa­lam, jak na­zy­wał to Adi Śan­ka­ra­ćar­ja).

Py­ta­łam wie­lu z tych, któ­rzy wręcz gło­do­wa­li, aby ku­pić rolls-roy­ce’a dla swo­je­go guru, co ich do tego skła­nia. Wy­ja­śnia­li, że to nic wiel­kie­go, że ku­pu­ją tyl­ko nędz­ny me­tal, ale ich guru obie­cał, iż w za­mian ob­da­rzy ich du­chem. Na­iw­ni i nie­szczę­śni po­szu­ki­wa­cze – w więk­szo­ści przy­pad­ków guru wziął ich pie­nią­dze, po czym rze­czy­wi­ście „ob­da­rzył ich du­chem”, du­chem zmar­łej oso­by, żeby ich opę­tał i za­hip­no­ty­zo­wał, i uczy­nił z nich zban­kru­to­wa­nych pu­stel­ni­ków. Wy­star­czy tyl­ko spoj­rzeć na zmę­czo­ne i bez wy­ra­zu twa­rze wy­znaw­ców tych fał­szy­wych guru, aby prze­ko­nać się, że świa­tło ich du­cha zo­sta­ło zdmuch­nię­te, a jego miej­sce za­ję­ło coś strasz­ne­go i de­struk­cyj­ne­go.

Fał­szy­wi guru mo­gli pro­spe­ro­wać na Za­cho­dzie dzię­ki cy­nicz­ne­mu wy­ko­rzy­sty­wa­niu przez nich szla­chet­nych idei wol­no­ści wy­po­wie­dzi i wol­no­ści wia­ry. Nie­ste­ty idea wol­no­ści zo­sta­ła tak zde­for­mo­wa­na, że sta­ła się rów­no­znacz­na z cał­ko­wi­tym od­stą­pie­niem od mą­dro­ści i pra­wo­ści kosz­tem zdro­we­go roz­sąd­ku i ro­zu­mu. Swo­bo­da za­czę­ła ozna­czać po­rzu­ce­nie wszel­kich pod­trzy­mu­ją­cych ży­cie sys­te­mów war­to­ści oraz moż­li­wość dą­że­nia za wszel­ką cenę do au­to­de­struk­cji. Tak zwa­ni guru wie­dzie­li, że w no­wo­cze­snych cza­sach naj­bar­dziej ce­nio­nym to­wa­rem nie jest już rze­czy­wi­sta wol­ność (wol­ność ży­cia i osią­gnię­cia naj­wyż­sze­go po­ten­cja­łu czło­wie­czeń­stwa), ale naj­zwy­czaj­niej w świe­cie pie­nią­dze. Dla­te­go ci prze­bie­gli lu­dzie uwal­nia­li po­szu­ki­wa­czy od bo­gac­twa, a tak­że od zdro­wia. Był taki guru, któ­ry wy­sy­łał po­szu­ki­wa­czy na pu­sty­nię Gobi, żeby osią­gnę­li nir­wa­nę. Jest to naj­pew­niej­szy spo­sób na po­zby­cie się po­szu­ki­wa­cza oraz prze­ję­cie ca­łe­go jego mie­nia i do­byt­ku.

We współ­cze­snych cza­sach pie­nią­dze za­tru­wa­ją wszel­ką du­cho­wość – mówi się, że na­wet Wa­ty­kan pod­ro­bił pa­pie­ry war­to­ścio­we na dzie­więć mi­lio­nów do­la­rów i roz­pro­wa­dził je przez Bank Wa­ty­kań­ski, Bank Du­cha Świę­te­go. Nie­ste­ty obec­nie więk­szo­ścią re­li­gii naj­wy­raź­niej rzą­dzą pie­nią­dze lub po­trze­ba wła­dzy. Przyj­rzyj­my się więc bli­żej, co no­wo­cze­sne cza­sy nam przy­nio­sły, co w nas zmie­ni­ły i dla­cze­go za­ak­cep­to­wa­li­śmy te zmia­ny.

Ogól­nie mó­wiąc, obec­ne cza­sy na­zy­wa­ne są no­wo­cze­sny­mi. To bar­dzo za­baw­ne, ale w no­wo­cze­snych cza­sach wszyst­ko w jed­nej chwi­li sta­je się prze­sta­rza­łe, sta­re lub sta­ro­mod­ne. Tak więc „no­wo­cze­sny” w rze­czy­wi­sto­ści zna­czy „obec­nie nowy”, czy­li „nowy w obec­nej chwi­li”, a za­tem wszyst­ko, co no­wo­cze­sne, ma bar­dzo ogra­ni­czo­ny czas ist­nie­nia, a stan by­cia no­wo­cze­snym jest chwi­lo­wy. Dla­te­go sło­wo „no­wo­cze­sność” jest bar­dzo my­lą­ce. Okre­śla się nim te­raz ak­cep­to­wa­ne teo­rie i obec­ny po­gląd na świat. Ale w no­wo­cze­sno­ści wszyst­ko tak na­praw­dę sta­le prze­su­wa się i zmie­nia. Jest to więc nie­sta­bil­ny ciąg przej­ścio­wych mód i kul­tów, któ­re utrzy­mu­ją się krót­ką chwi­lę, po czym zni­ka­ją, czę­sto po­zo­sta­wia­jąc bar­dzo głę­bo­kie śla­dy, a na­wet uszczerb­ki w ludz­kiej psy­chi­ce.

Wy­ra­fi­no­wa­ne, li­te­rac­kie lub fi­lo­zo­ficz­ne zna­cze­nie sło­wa „no­wo­cze­sność” ozna­cza ni mniej, ni wię­cej tyle, co szu­ka­nie cze­goś no­we­go, a przy­naj­mniej ja­kieś od­róż­nie­nie się od tego, co uzna­je się już za sta­re, po­przez men­tal­ne kon­cep­cje – czę­sto naj­bar­dziej ir­ra­cjo­nal­ne i prze­ra­ża­ją­ce – za­ma­sko­wa­ne i wspie­ra­ne przez ra­cjo­nal­ność albo ra­czej przez ra­cjo­na­li­zo­wa­nie. Gdy cał­ko­wi­cie od­rzu­ci się sta­bil­ny świat tra­dy­cyj­nych war­to­ści tyl­ko dla­te­go, że uzna­no go za nie­ak­tu­al­ny, a więc god­ny po­gar­dy, zo­sta­je po­czu­cie pust­ki, cha­osu i za­mie­sza­nia. Wy­rzu­ciw­szy za bur­tę wszyst­kie spraw­dzo­ne wska­zów­ki i po­sta­wy, na­bie­ra się prze­ko­na­nia, że ludz­ka dzia­łal­ność umy­sło­wa – ra­cjo­nal­na albo ir­ra­cjo­nal­na – jest je­dy­nym uza­sad­nio­nym środ­kiem znaj­do­wa­nia praw­dy o rze­czy­wi­sto­ści.

Z no­wo­cze­sno­ści wła­śnie wy­ro­sły nie­któ­re dzi­wacz­ne idee wy­ko­rzy­sta­nia ir­ra­cjo­na­li­zmu do szu­ka­nia sen­su ży­cia lub po­wo­du ist­nie­nia. Psy­cho­lo­gia, sur­re­alizm, na­zizm – wszyst­ko to wzię­ło się z ir­ra­cjo­nal­ne­go aspek­tu kon­cep­cji men­tal­nych czło­wie­ka i zo­sta­ło przy­stro­jo­ne w po­zo­ry ra­cjo­nal­no­ści. Nie­ste­ty ra­cjo­nal­ność – czy uży­wa się jej świa­do­mie do ma­sko­wa­nia ir­ra­cjo­nal­no­ści, czy też z jej po­mo­cą stwa­rza złu­dze­nie, że li­ne­ar­ne kon­struk­cje ludz­kie­go my­śle­nia mogą pro­wa­dzić do praw­dy – jest tyl­ko jesz­cze jed­ną kon­cep­cją men­tal­ną, za któ­rą nie stoi żad­na sub­stan­cja. Ni­g­dy nie uda się zna­leźć praw­dy po­przez ra­cjo­na­li­zo­wa­nie, po­przez wspie­ra­nie ra­cjo­nal­nych przed­się­wzięć.

Pro­blem w tym, że umysł ludz­ki po­tra­fi wy­ko­rzy­stać ra­cjo­nal­ność do wy­ja­śnia­nia lub obro­ny do­wol­nej idei (sza­lo­nej lub bluź­nier­czej, roz­sąd­nej lub obłą­ka­nej, kon­struk­tyw­nej lub de­struk­cyj­nej) i roz­wi­nąć ją w do­wol­nym kie­run­ku, dla do­wol­ne­go mo­de­lu, do­wol­ne­go wy­bra­ne­go wzor­ca bądź kon­struk­cji. Do­star­cza­ne przez ra­cjo­nal­ność roz­wią­za­nia naj­istot­niej­szych kwe­stii ludz­kie­go ży­cia są tak­że skraj­nie dzi­wacz­ne i, co gor­sza, róż­nią się za­leż­nie od oso­by, po­nie­waż ra­cjo­nal­ność zaj­mu­je się tyl­ko tym, co względ­ne, a nie tym, co ab­so­lut­ne. Na przy­kład ra­cjo­nal­nie nie da się udo­wod­nić ist­nie­nia bo­sko­ści ani bo­skiej mi­ło­ści, ale fak­tem jest, że da się je od­czuć na opusz­kach pal­ców.

Za­ska­ku­ją­ce jest to – bio­rąc pod uwa­gę, jak waż­na była ra­cjo­nal­ność dla tak zwa­ne­go oświe­ce­nia w XIX wie­ku – że gdy spró­bu­je­my oce­nić do­tych­cza­so­we pro­duk­ty ra­cjo­nal­no­ści, stwier­dzi­my, iż nie­któ­re z nich oka­za­ły się prze­ra­ża­ją­ce. Naj­strasz­liw­sze mo­de­le spo­łecz­ne opar­te na ta­kiej ra­cjo­nal­no­ści wpro­wa­dzi­li Hi­tler, Mus­so­li­ni i Sta­lin. Je­śli jed­nak ra­cjo­nal­ność jest je­dy­ną siłą na­pę­do­wą no­wo­cze­sno­ści, to nie na­le­ży się dzi­wić, gdy w koń­cu oka­że się, że na no­wo­cze­sność skła­da­ją się nie­ogra­ni­czo­ne ka­pry­sy ludz­kie­go ego, pro­wa­dzą­ce do czy­stych non­sen­sów i idio­ty­zmów, a na­wet cier­pień i ka­ta­strof.

Oczy­wi­ście ra­cjo­nal­ność jest naj­bar­dziej ce­nio­na jako na­rzę­dzie ana­li­tycz­ne i kry­tycz­ne. Jed­nak­że ra­cjo­nal­ność na po­zio­mie jed­nost­ki może być skraj­nie prze­bie­gła i skłon­na do ma­ni­pu­la­cji, zwłasz­cza gdy sta­wia wy­zwa­nie ego in­ne­go no­wo­cze­sne­go my­śli­cie­la, kry­ty­ku­jąc go. Pi­sa­rze i my­śli­cie­le praw­dzi­wie twór­czy za­wsze cier­pie­li z po­wo­du kry­ty­ków. Kry­tyk jest po­zba­wio­ny wła­snej kre­atyw­no­ści i – za­pew­ne z po­wo­du za­zdro­ści lub po­czu­cia niż­szo­ści – spę­dza czas na ana­li­zo­wa­niu, ata­ko­wa­niu i pró­bach znisz­cze­nia tego, co stwo­rzył ktoś inny. Tym spo­so­bem mar­nu­je ener­gię ego tej dru­giej oso­by, a w za­mian roz­dy­ma wła­sne. Mimo że ra­cjo­nal­ność jed­nej oso­by nie musi pod­wa­żać ra­cjo­nal­no­ści in­nej i nie za­wsze wy­ko­rzy­stu­je się ją w spo­sób agre­syw­ny, ni­g­dy nie daje ona czy­tel­nej wska­zów­ki, kto ma ra­cję, a kto nie. To po­wszech­ne zja­wi­sko. Nie­któ­rzy są­dzą, że do­bry jest ten, a nie inny sys­tem rzą­dze­nia lub ta, a nie inna re­li­gia, na­to­miast inni stwier­dza­ją, że rów­nie do­bry jest ten sys­tem rzą­dze­nia albo re­li­gia, któ­re oni wy­zna­ją. Dla­te­go nie na­le­ży do do­bre­go tonu roz­mo­wa o re­li­gii czy o po­li­ty­ce w cy­wi­li­zo­wa­nym to­wa­rzy­stwie. Oczy­wi­ście na polu na­uki kry­ty­cyzm jest zdro­wym zja­wi­skiem, ob­li­gu­ją­cym na­ukow­ców, by do­star­cza­li do­wo­dów wła­snych teo­rii, i pro­wa­dzi tym sa­mym do po­ży­tecz­nych od­kryć. Jed­nak na­wet na­uka nie roz­strzy­ga o tym, co jest praw­dzi­we i rze­czy­wi­ste. Co wię­cej, mimo nie­wąt­pli­wie prak­tycz­nej war­to­ści na­wet nie do­ty­ka ca­ło­ści ludz­kich pro­ble­mów, któ­re, mu­szę to po­wie­dzieć, moż­na roz­wią­zać tyl­ko po­przez wie­dzę o so­bie sa­mym (sa­mo­po­zna­nie). Na­ukow­cy po­dejrz­li­wie pa­trzą na wszyst­ko, co brzmi mi­stycz­nie lub gór­no­lot­nie, nie­mniej sa­mo­wie­dza, o któ­rej ja mó­wię, jest rów­nie kon­kret­na, we­ry­fi­ko­wal­na i na­ma­cal­na, co sama na­uka, a tak­że cał­ko­wi­cie pod­da­je się zro­zu­mie­niu w ka­te­go­riach ra­cjo­nal­nych.

Bio­rąc jed­nak pod uwa­gę ab­sur­dal­ność oraz na­stęp­stwa wie­lu po­zor­nie ra­cjo­nal­nych wnio­sków, trze­ba przy­znać, że ra­cjo­nal­ność, choć je­ste­śmy z niej bar­dzo dum­ni i się nią cheł­pi­my, nie jest od­po­wied­nim ka­na­łem dla mą­dro­ści. Pa­trząc na za­wod­ność re­zul­ta­tów, wi­dzi­my, jak bar­dzo złe są wszel­kie kon­cep­cje i prze­ko­na­nia opar­te wy­łącz­nie na ra­cjo­nal­nych teo­riach. Nie ma osta­tecz­nej od­po­wie­dzi na fun­da­men­tal­ne py­ta­nia ba­zu­ją­cej na sa­mej tyl­ko ra­cjo­nal­no­ści, po­nie­waż za­wsze może wy­wią­zać się dys­ku­sja, a to po­ka­zu­je, że każ­dy taki po­gląd jest z za­sa­dy tyl­ko czę­ścio­wo praw­dzi­wy. Po­sił­ku­jąc się ro­zu­mem, nie po­tra­fi­my de­fi­ni­tyw­nie wy­ka­zać, że ja­kiś po­gląd jest w peł­ni pra­wi­dło­wy, a każ­dy inny cał­ko­wi­cie zły. W swo­jej mą­dro­ści mu­si­my jed­nak zro­zu­mieć, że praw­da jest tyl­ko ab­so­lut­na, a nie względ­na ani zmien­na, jak tego po­wszech­nie do­świad­cza­my. Przy­po­mi­na­my sze­ściu śle­pych lu­dzi opi­su­ją­cych sło­nia z sze­ściu róż­nych punk­tów wi­dze­nia: je­den, trzy­ma­jąc trą­bę, mówi: „jest dłu­gi jak wąż”; inny, ma­ca­jąc nogi, mówi: „jest ma­syw­ny jak drze­wo”. Każ­dy ma bar­dzo sta­now­cze i fak­tycz­nie uspra­wie­dli­wio­ne prze­ko­na­nie o słusz­no­ści tego, co stwier­dził, ale wszy­scy prze­czą so­bie wza­jem­nie, po­nie­waż mają tyl­ko czę­ścio­wy i względ­ny ob­raz ca­ło­ści.

Oczy­wi­ście ra­cjo­nal­ność nie jest za­ko­twi­czo­na w rze­czy­wi­sto­ści tak moc­no jak per­cep­cja śle­pe­go, któ­ry może na­wet do­ty­kać nie sło­nia, ale rze­czy­wi­ście pnia drze­wa, ka­wał­ka zwi­sa­ją­cej liny czy ja­do­wi­te­go węża. Do­pó­ki nie mamy do­stę­pu do ab­so­lut­nej praw­dy, któ­ra jest ca­ło­kształ­tem, do­pó­ki nie wi­dzi­my ca­łe­go sło­nia, jak mo­że­my stwier­dzić, czy nasz po­gląd rze­czy­wi­ście jest słusz­ny?

Jed­nak­że wie­lu lu­dzi z ogrom­ną pew­no­ścią sie­bie gło­si nie­praw­dę, z wiel­ką pom­pą i wszel­ki­mi szy­ka­na­mi pod­kre­śla­jąc swój au­to­ry­tet, ale – jak po­ka­zu­ją do­bit­nie dzia­ła­nia re­li­gij­nych fun­da­men­ta­li­stów – sta­ją się agre­syw­ni, gwał­tow­ni lub po­su­wa­ją się na­wet do mor­du, gdy ktoś za­kwe­stio­nu­je ich po­czy­na­nia. Co wię­cej, wszyst­kie gru­py re­li­gij­ne, któ­re z ze­wnątrz wy­da­ją się do­bre, uczą po­szu­ki­wa­czy praw­dy, że zbli­ża się kres tego świa­ta. Ucznio­wie tych wy­znań mogą na­brać za­mi­ło­wa­nia do prze­mo­cy i – jako wiel­cy wo­jow­ni­cy Boga Znisz­cze­nia – za­cząć za­bi­jać lu­dzi spo­za gru­py. Nie­któ­rzy fał­szy­wi guru za­bi­ja­ją swo­ich uczniów, żeby zra­bo­wać pie­nią­dze, któ­re za­gra­bi­li ci ucznio­wie, bę­dą­cy pro­fe­sjo­nal­ny­mi zło­dzie­ja­mi. Inni zaś, na­ucza­jąc o koń­cu świa­ta, nie po­zwa­la­ją wy­znaw­com za­wie­rać mał­żeństw, jesz­cze inni gwał­cą swo­je wy­znaw­czy­nie, a gdy za­cho­dzą one w cią­żę, po­ta­jem­nie za­bi­ja­ją ich nie­na­ro­dzo­ne lub nowo na­ro­dzo­ne dzie­ci. Ta­jem­ni­ca to klu­czo­we sło­wo ta­kich grup re­li­gij­nych gło­szą­cych ko­niec świa­ta.

Tyl­ko na moc­nym fun­da­men­cie ab­so­lut­nej praw­dy moż­na czuć się cał­ko­wi­cie pew­nie i prze­ja­wiać ab­so­lut­nie po­ko­jo­wą, po­zba­wio­ną prze­mo­cy po­sta­wę w ob­li­czu re­la­tyw­ne­go świa­ta nie­pew­no­ści, sprzecz­no­ści i za­mie­sza­nia. Ktoś taki jak na przy­kład Wil­liam Bla­ke jest na­praw­dę tym, kim po­wi­nien być świę­ty w praw­dzi­wym zna­cze­niu tego sło­wa – oso­bą mó­wią­cą wprost, jak wy­glą­da praw­da, tak jak ją wi­dzi dzię­ki swo­jej wyż­szej zdol­no­ści wi­dze­nia, i nie­re­agu­ją­cą po­ryw­czo ani gwał­tow­nie na sprze­ciw i po­gar­dę, lecz li­tu­ją­cą się nad swo­imi agre­so­ra­mi, gdyż są oni śle­pi i po­grą­że­ni w nie­wie­dzy.

Tym, co w dzi­siej­szych cza­sach robi na lu­dziach wra­że­nie, nie jest pro­ste i zwy­czaj­ne stwier­dze­nie praw­dy, ale po­wierz­chow­ne show­mań­stwo i po­kaz. Gdy by­łam w Ame­ry­ce z ob­jaz­do­wym cy­klem wy­kła­dów, prze­pro­wa­dza­ją­cy wy­wiad dzien­ni­ka­rze te­le­wi­zji w Bo­sto­nie spy­ta­li mnie, ile mam rolls-roy­ce’ów. Kie­dy po­wie­dzia­łam, że ani jed­ne­go, od­mó­wi­li prze­pro­wa­dze­nia ze mną wy­wia­du, po­nie­waż nie na­le­ża­łam do świa­ta biz­ne­su. Oczy­wi­ście nie mam pre­ten­sji do lu­dzi z bo­stoń­skiej te­le­wi­zji, tym bar­dziej że przy­szło im dzia­łać w spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym osta­tecz­nym kry­te­rium jest po­tę­ga pie­nię­dzy. Tyl­ko tak moż­na prze­trwać, je­śli chce się do cze­goś dojść w cha­osie no­wo­cze­sne­go spo­łe­czeń­stwa, gdzie ra­cjo­nal­ność i ego­izm są jak klap­ki na oczach ko­nia, w któ­re­go cie­le nie ma ni­cze­go tre­ści­we­go, tyl­ko pie­nią­dze.

Za­tem z uwa­gi na na­tu­ral­ne ogra­ni­cze­nia mocy i za­kre­su ra­cjo­nal­no­ści oso­ba, któ­ra po­tra­fi z prze­ko­na­niem po­wie­dzieć, co jest ab­so­lut­nie praw­dzi­we, a co ab­so­lut­nie złe, musi być oświe­co­na, po­nie­waż wy­cho­dzi poza ra­cjo­nal­ność i my­śle­nie. Tak roz­strzy­ga­ją­ce stwier­dze­nie na te­mat praw­dy prze­kra­cza ogra­ni­cze­nia ludz­kie­go umy­słu. Je­śli zaś oso­ba ta nie tyl­ko gło­si, lecz tak­że ma­ni­fe­stu­je tę praw­dę jako rze­czy­wi­stość oraz wy­ra­ża ją w swo­im ży­ciu i dzia­ła­niu, wów­czas trze­ba po­waż­nie zwró­cić uwa­gę na taką oso­bę. Jest ona bo­wiem świę­tym, wi­zjo­ne­rem, wy­so­ko roz­wi­nię­tą du­szą, wol­ną od wszel­kich skaz ego­izmu czy uwa­run­ko­wań. Jest ona, moż­na po­wie­dzieć, po­nadno­wo­cze­sna i nie przej­mu­je się ogra­ni­cze­nia­mi ra­cjo­nal­ne­go ro­zu­mie­nia ani nor­ma­mi na­rzu­co­ny­mi przez kult pie­nią­dza czy co­raz to nowe ka­pry­sy i tren­dy. Dla ko­goś, kto jest tyl­ko ra­cjo­nal­ny i uwa­ża, że wszyst­kie idee to tyl­ko opi­nie, taka oso­ba może wy­dać się ego­istą, ale spraw­dzia­nem jest to, że przez całe swo­je ży­cie nie robi ona ni­cze­go, co mo­gło­by draż­nić, ani ni­cze­go, co uwa­ża się za grzesz­ne, ani też ni­cze­go, co go­dzi­ło­by w do­bro lu­dzi. Nie kreu­je też w ludz­kich umy­słach de­struk­cyj­nych idei. Wręcz prze­ciw­nie, wszyst­ko, co robi, jest kon­struk­tyw­ne i peł­ne współ­czu­cia, wpro­wa­dza po­kój w ca­łym ob­sza­rze swo­jej dzia­łal­no­ści. Dzie­ło ta­kiej oso­by słu­ży in­te­re­som peł­niej­sze­go i do­sko­nal­sze­go ży­cia i sprzy­ja roz­wo­jo­wi czło­wie­ka, ma więc na­tu­rę wiecz­ną i ab­so­lut­ną. Dla­te­go mo­gła­by zo­stać uzna­na przez ko­goś za nie­prak­tycz­ne­go ide­ali­stę.

Waż­ne, by do­kład­nie stwier­dzić, czym jest ra­cjo­nal­ność, to żró­dło znisz­cze­nia a za­ra­zem baza no­wo­cze­sne­go ży­cia. Je­śli zro­zu­mie­my jej war­tość i jej ogra­ni­cze­nia, bę­dzie­my zdol­ni cie­szyć się jej owo­ca­mi, uni­ka­jąc jed­no­cze­śnie pu­ła­pek, ja­kie sta­wia na na­szej dro­dze. Przede wszyst­kim ra­cjo­nal­ność nie­ko­niecz­nie jest em­pi­rycz­na. Nie­ko­niecz­nie po­twier­dza fak­ty wy­ni­ka­ją­ce z do­świad­cze­nia. Je­śli zaś po­cząt­ki my­śli lub teo­rii nie są za­ko­rze­nio­ne w rze­czy­wi­sto­ści, ich ko­niec, czy­li osta­tecz­ne re­zul­ta­ty, mogą w prak­ty­ce oka­zać się ka­ta­stro­fal­ne. Gdy taka ra­cjo­nal­ność wcho­dzi na po­ziom zbio­ro­wo­ści, sta­je się nie­zwy­kle nie­bez­piecz­na. Zra­nie­niu może ulec nie tyl­ko jed­na oso­ba, lecz wie­le istot ludz­kich, a cza­sem cały na­ród lub wie­le na­ro­dów może ucier­pieć bądź na­wet ulec za­gła­dzie w efek­cie ta­kich zbio­ro­wych ilu­zji. Ra­cjo­nal­ność tyl­ko kreu­je sys­te­my, któ­re wy­da­ją się moż­li­we, choć nie­ko­niecz­nie są praw­dzi­we czy rze­czy­wi­ste. Czę­sto może rów­nie do­brze po­twier­dzić praw­dzi­wość ich za­prze­cze­nia, to zaś z ko­lei może się oka­zać błęd­ne lub fał­szy­we. Ra­cjo­nal­ność spra­wia, że czło­wiek może czuć się za­rów­no ro­ba­kiem, jak i bo­ha­te­rem.