Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„W dzisiejszych, nowoczesnych, czasach dzięki procesowi ewolucji dotarliśmy do stanu świadomości ludzkiej. Potrafi ona działać poprzez myślenie, racjonalizowanie lub uwarunkowania. Wielu współczesnych poetów nazywa to murami [ogradzającymi] wolność Ja.
A co by się stało, gdyby ktoś potrafił wznieść się na wyższy wymiar świadomości?
Dlaczego nie otworzyć serc i umysłów na jedyne w swoim rodzaju odkrycie, które właśnie dla tego decydującego wzniesienia się na wyższy wymiar zostało dokonane? Obiecane Królestwo Boże leży w zasięgu ręki. Nie chodzi tu o zdanie wyjęte z kazania czy wykładu, ale o faktyczne doświadczenie najwyższej prawdy – prawdy absolutnej – teraz, właśnie teraz, przez zwykłych ludzi.
Prawda, urzeczywistniona po samorealizacji, jest taka, że nie jesteście tym ciałem, tym umysłem, tymi uwarunkowaniami z przeszłości, tym ego czy tymi emocjami, ale jesteście czystym Duchem”.
Śri Matadźi Nirmala Dewi
Przewodnik po duchowej rewolucji naszych czasów.
W epoce chaosu, powierzchowności i nieustannego pośpiechu, wielu z nas zadaje sobie pytanie: Czy to wszystko? Gdzie odnaleźć prawdę w świecie pełnym sprzeczności? "Era Ponadnowoczesna" to przełomowe dzieło, które nie tylko stawia odważną diagnozę bolączek współczesnego świata, ale przede wszystkim wskazuje drogę wyjścia – ku nowej erze zbiorowej świadomości.
Śri Matadźi Nirmala Dewi, jedna z najbardziej przenikliwych duchowych postaci naszych czasów, z ogromną miłością i przenikliwością analizuje korzenie problemów, z którymi zmaga się ludzkość. Wskazuje, jak racjonalizm, materializm i błędnie pojęta wolność doprowadziły nas do ślepego zaułka, odcinając od źródła prawdziwej radości i spokoju.
Książka ta jest czymś więcej niż filozoficzną rozprawą. To bezpośrednia, pełna współczucia mowa skierowana do wszystkich poszukiwaczy Absolutnej Prawdy. Śri Matadźi demontuje iluzje umysłu i ego, by ukazać to, co znajduje się poza nimi – rzeczywistość Ducha, którą można poznać i doświadczyć osobiście.
Na kartach tej książki odkryjesz:
Głęboką analizę współczesności: Zrozumiesz, dlaczego nowoczesność i jej systemy – od demokracji po kulturę Zachodu – zawodzą w poszukiwaniu harmonii.
Przesłanie metanauki: Dowiesz się, jak duchowość i nauka spotykają się w opisie subtelnej rzeczywistości, która rządzi naszym życiem.
Klucz do wewnętrznej transformacji: Poznasz naturę systemu subtelnego – wewnętrznej mapy energii, czakr i kanałów, której uwieńczeniem jest Samorealizacja.
Wizję przyszłości: Odkryjesz, czym jest tytułowa Era Ponadnowoczesna – czas, w którym ludzkość ma szansę na ewolucyjny skok w wyższy stan świadomości, oparty na miłości i jedności.
"Era Ponadnowoczesna" to potężne i aktualne wezwanie do introspekcji oraz zaproszenie do przełomu, który dokonuje się nie na zewnątrz, lecz wewnątrz każdego z nas. To książka dla tych, którzy czują, że świat potrzebuje fundamentalnej zmiany i są gotowi zacząć ją od siebie, odkrywając prawdę, która jest prosta, pełna pokory i dostępna dla każdego.
Otwórz się na doświadczenie, które odmieni Twoje postrzeganie siebie i świata.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 388
Rok wydania: 2020
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł orginału: Meta Modern Era, Fifth edition 2018, Published by Divine Cool Breeze Books www.divinecoolbreeze.com
Copyright © Nirmal Intelectual Property Corporation (NIPC). All rights reserved.
Copyright © for the Polish edition Nirmal Intellectual Property Corporation (NIPC)
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych – bez pisemnej zgody autorów i wydawcy.
Tłumaczenie: Praca Zbiorowa Stowarzyszenia Kulturalnego Sahaja Yoga
Wydanie pierwsze Era Ponadnowoczesna Śri Matadźi Nirmala Devi
ISBN 978-83-956781-0-3
Dla wszystkichposzukiwaczy absolutnej prawdy
Widzę górę
Ze swojego Okna widzę górę Stoi niczym starożytny mędrzec Bez pragnień, pełna miłości. Tyle drzew i tyle kwiatów Mąci spokój góry cały czas. Jej uwaga pozostaje niezakłócona. Gdy deszcz leje, jakby Pękały dzbany wielu chmur pokrywa górę zielenią. Sztormy zrywają się Napełniając jezioro współczuciem Zaś rzeki płyną w dół Ku wzywającemu ich morzu. Słońce stworzy chmury, zaś Wiatr uniesie na swych skrzydłach Deszcz ku górze. To jest ta wieczna gra Góra widzi Bez pragnień.
SPIS TREŚCI
Przedmowa
Rozdział 1 NOWOCZESNOŚĆ I RACJONALNOŚĆ
Rozdział 2 MOŻLIWOŚĆ WYBORU
Rozdział 3 DEMOKRACJA
Rozdział 4 RASIZM
Rozdział 5 KULTURA ZACHODU
Rozdział 6 RELIGIE
Rozdział 7 POKÓJ
Rozdział 8 POKÓJ NA ŚWIECIE
Rozdział 9 EWOLUCJA
Rozdział 10 PRZESŁANIE METANAUKI
Rozdział 11 SYSTEM SUBTELNY
Doświadczenie Samorealizacji
Słownik
Tak naprawdę nie chciałam napisać akurat tego rodzaju książki. Jestem osobą całkowicie przepełnioną radością bożą. Istnieje bowiem wszechobecna radość boskiej miłości, a ja pragnę, żeby każdy się nią cieszył. Widzę, że na świecie – zwłaszcza na Zachodzie – jest wielu poszukiwaczy absolutnej prawdy. Wielu tutejszych uczonych napisało wielotomowe dzieła o świadomości i o byciu świadomym. Można by podać listę, ale wszystkie te książki wywołują co najwyżej znużenie, ponieważ nie wypływa z nich żadna wiedza o ostatecznej prawdzie. Nie chcę tych uczonych krytykować, w końcu wszystko, co robią, wynika ze szczerych poszukiwań, ale dlaczego nie dać również szansy całkiem nowemu odkryciu, które właśnie się dokonuje? Dlaczego nie spuścić z tonu i nie sprawdzić, co znajduje się poza umysłem, któremu zawdzięczacie całą tę powierzchowną inteligencję? Czy nie byłoby lepiej spróbować prostego i pełnego pokory podejścia, by odkryć, co znajduje się poza umysłem, od którego pochodzi wasza powierzchowna inteligencja?
Niezmiernie trudno mi pisać o problemach zachodniego życia. Jest ono jak olbrzymie drzewo, które wyrosło od zewnątrz. Jak tu teraz skierować je ku dołowi, do korzeni, i sprawić, żeby rosło od wewnątrz? Tylko wnikając głęboko do wewnątrz, możemy ustalić, na czym polegają problemy zachodniej cywilizacji, które utrzymywały zachodni umysł z dala od prawdy.
Książka ta jest przeznaczona zwłaszcza dla ludzi Zachodu. To oni chcieli, abym ją napisała. Niestety, nigdy nie uczyłam się żadnego zachodniego języka. Angielski jest jednym z błogosławieństw, jakim Brytyjczycy obdarzyli Indie, gdy rządzili naszym krajem. Najpierw chodziłam do zwykłej prowincjonalnej szkoły, a później studiowałam na państwowej uczelni medycznej i w żadnym z tych miejsc nie było angielskiego, który dziś jest w powszechnym użyciu na całym świecie, zwłaszcza na Zachodzie.
Zatem książka ta w żadnym razie nie ma na celu prezentacji kwiecistego języka ani mojego talentu literackiego. Jest ona tylko zwykłym stwierdzeniem znanych mi faktów, które chciałabym przekazać zachodniemu światu. Proszę więc wszystkich, żeby nie marnowali czasu na wyszukiwanie błędów w moim angielskim, ponieważ to nie jest mój język ojczysty ani też nigdy go nie studiowałam. Niestety, nie mogłam poprosić nikogo, żeby pisał za mnie, ponieważ musiałam to opisać osobiście.
Najtrudniejszą rzeczą jest przekonanie człowieka, że wśród wszelkiego stworzenia to on właśnie jest jednostką najbardziej rozwiniętą; że jest zdolny do tego, by stać się przepiękną indywidualnością, cudownym, pełnym spokoju aniołem. Opowiadanie o współczesnych problemach nie jest więc zbyt dobrym sposobem pokazania, czym naprawdę są istoty ludzkie.
Mamy dziś do czynienia z tak wielkim zatraceniem znaczenia istot ludzkich, tak wielką degradacją systemu wartości, że jeśli nie sięgnę do korzeni tych problemów, nie będzie łatwo wyjaśnić ludziom, dlaczego powinni wyrwać się z obecnych kajdan, aby ewoluować i wspiąć się wyżej. Trzeba szczerze przedstawić te wszystkie problemy oraz ich realne rozwiązania.
Ludzie nie mają w sobie spokoju, nie ma go też na zewnątrz. Biedni i bogaci są jednakowo nieszczęśliwi. Wszędzie po omacku szukają rozwiązań. Na ograniczonym, mentalnym poziomie intelekt potrafi rozpracować niektóre zagadnienia dotyczące otaczających nas zagrożeń. Niemniej gdy rozwiąże się kilka problemów, natychmiast pojawiają się nowe. Prawdziwe rozwiązanie nie leży bowiem w zewnętrznej sytuacji istot ludzkich, ale wewnątrz nich samych. Prawdziwe i trwałe rozwiązanie, które wybawiłoby ich z obecnych kłopotów, można znaleźć, jedynie dokonując wewnętrznej zbiorowej transformacji.
To nie jest niemożliwe. W rzeczywistości, to już nastąpiło. Tysiące ludzi osiągnęło ten stan. Realna, dokonująca się poprzez samourzeczywistnienie grupowa transformacja wewnętrzna istot ludzkich jest najbardziej rewolucyjnym odkryciem obecnej epoki. Jednakże jak dotąd uznały je rządy tylko kilku krajów, w tym Ameryki, Anglii, Francji, Włoch i Niemiec. Papież, który niby odpowiada za religię, spotyka się ze wszystkimi fałszywymi guru, ale za nic w świecie nie spotka się ze mną ani ze mną nie porozmawia, choć spotkałam go już kiedyś, zanim jeszcze został wybrany na stanowisko papieża. To nie jest moje zadanie, to nie moja praca, ale spontaniczne pragnienie Boga, który chce, żeby to odkrycie w pełni ujrzało światło dzienne, a istoty ludzkie zostały wyniesione na wyższy stan świadomości, dzięki któremu zdadzą sobie sprawę, czym naprawdę są, a co za tym idzie, docenią siebie i oddadzą sobie należną cześć.
Dla mnie większość istot ludzkich jest jak bóstwa, które wciąż jeszcze mają kamienną postać, ale poprzez obudzenie Kundalini mogą stać się aniołami. Mam nadzieję, że tą książką nikogo nie urażę, a wręcz przeciwnie, że uda mi się pozyskać więcej ludzi dla wspaniałego dzieła jakim jest Sahadźa Joga, dzięki której będą oni w stanie osiągnąć ostateczny cel swoich poszukiwań. Często posługuję się żartem, ponieważ z natury mam poczucie humoru i dostrzegam zabawną stronę w każdym incydencie, nawet takim, który ludzie traktują niekiedy bardzo poważnie.
Dla matki mówienie o chorobach swoich dzieci to za wiele, ale jeśli nie stawi się temu czoła, nie sądzę, aby te dzieci kiedykolwiek zyskały to, co dobre, i osiągnęły ostateczny cel, jakim jest samourzeczywistnienie. Dlatego prosiłabym Was wszystkich, żebyście się na mnie nie gniewali, ale zrozumieli, że napisałam tę książkę z ogromnego współczucia i miłości, dla dobra ludzi – takim angielskim, jaki znam, z takimi umiejętnościami literackimi, jakimi dysponuję, i takim stylem, jakim potrafię.
Rozdział 1
Czasy, w których obecnie żyjemy, nazywane są w Puranach czasami Kali Jugi – wiekiem zamieszania i konfliktu. Jugi są to okresy trwające tysiące lat, powtarzające się cyklicznie, a właściwie w postępie spiralnym. Dwapara Juga jest to wiek drugi, podczas którego ludzie zaczynają tracić niektóre wspaniałe cechy, jakie mieli w wieku pierwszym, czyli złotym – w Satja Judze. Kali Juga (którą są właśnie czasy współczesne) wyznacza zaś w każdym cyklu najniższy pułap moralnego i duchowego rozwoju. Po Kali Judze następuje Krita Juga, wiek transformacji, czyli urzeczywistnienia duchowego doświadczenia, prowadzący ostatecznie do Satja Jugi, wieku prawdy, czyli rzeczywistości, w której powraca wiek złoty i raz jeszcze, w pełnej chwale, zaczynają się manifestować wszystkie ludzkie zdolności duchowe. Zatem zgodnie z tym, co mówią Purany, ludzkość ma przed sobą wspaniałą perspektywę, jaką jest cieszenie się Satja Jugą, wraz z którą przyjdą pokój, harmonia i boska miłość.
Sądzę, zestawiając opis Kali Jugi w Puranach z obserwacjami stanu dzisiejszego społeczeństwa, że najgorszy okres Kali Jugi rozpoczął się w pierwszej ćwierci obecnego stulecia. To wprost niewiarygodne, jak diametralnie i w jak krótkim czasie zmieniły się kultura i myśl, zwłaszcza na Zachodzie, który wywiera wpływ na wszystkie inne kręgi kulturowe. W Kali Judze wszystkie tradycyjne wartości tracą na znaczeniu i ulegają coraz głębszemu zniszczeniu, czego skutkiem jest coraz większe zamieszanie moralne. Jednocześnie zaś nasila się niespokojne poszukiwanie nowych form i nowych porządków. Zgodnie z Puranami, gdy osiągnięty zostanie najniższy punkt, ludzie utracą kontakt z wewnętrznym poczuciem dharmy (wrodzone poczucie prawości). Nie będzie wiadomo, co jest właściwe, a co nie. Dzieci nie będą już szanować rodziców. Mężczyźni będą myśleć i zachowywać się jak kobiety, a kobiety upodobnią się do mężczyzn. Ludzie z niższych klas zajmą stanowiska dające władzę, a wyższy, duchowy rodzaj istot ludzkich będzie lekceważony i pogardzany.
Jednakże około dwudziestu pięciu lat temu jako zapowiedź nowej ery – Satja Jugi – pojawiły się oznaki nadejścia wieku przejściowego, zwanego Krita Jugą. Krita Juga jest to jedyny w swoim rodzaju okres duchowej świadomości, gdy wszechobecna boska siła, zwana w sanskrycie Param Ćajtania, staje się aktywna na poziomie zwykłej ludzkiej egzystencji. Już dawno zapowiedziano, że owa boska aktywność doprowadzi do długo oczekiwanej Satja Jugi, epoki rozwoju i wchodzenia w wyższy stan duchowości. Wszystkie znaki wskazują, że zbliżająca się epoka jest właśnie tą erą prawdy. Można na przykład naocznie się przekonać, jak łatwo dzięki Sahadźa Jodze całkiem zwyczajni ludzie stają się świadomi absolutnej prawdy i realności. Sahadźa Joga jest spontanicznym zjednoczeniem indywidualnej świadomości z wszechobecną boską siłą poprzez obudzenie resztkowej siły Kundalini śpiącej u wszystkich istot ludzkich w kości krzyżowej (ang. sacrum – „kość święta, nienaruszalna”), u podstawy kręgosłupa.
Krita Juga ma jeszcze jedną cechę, otóż podczas tej jugi fałsz wszystkich zewnętrznych religii, wszystkich pozbawionych patriotyzmu i nieuczciwych ludzi u władzy zostanie automatycznie zdemaskowany. Wszyscy fałszywi prorocy i przywódcy grup religijnych zostaną zdemaskowani, podobnie jak wszystkie organizacje, które w imię Boga podtrzymują fałsz i nienawiść, ponieważ w Krita Judze spontanicznie uwydatnia się prawda. Wszyscy skorumpowani przedsiębiorcy i fałszywi nauczyciele [duchowi] także zostaną zdemaskowani.
Kolejną cechą charakterystyczną Krita Jugi jest to, że tam gdzie tylko następuje odstępstwo od dharmy, budzą się wrodzone boskie prawa – cnotliwość i prawość, które porządkują zarówno egzystencję człowieka, jak i całą strukturę świata oraz przejawianie się kosmosu, wraz z odpowiadającym tym prawom efektem kompensacyjnym. Efekt ten nosi nazwę prawa polaryzacji, w sanskrycie karma phalam (owoc czynu), co w praktyce oznacza, że cokolwiek zrobiliście, zbierzecie owoce tych działań („Co siejesz, to i zbierać będziesz”). Zatem w Krita Judze wszyscy ludzie otrzymają swoje karma phalam działań obecnych lub przeszłych. Jeśli wiedli życie zgodnie z uniwersalnymi i odwiecznymi prawami istnienia (dharmą), będą cieszyć się życiem harmonijnym i spełnionym. Jednakże za wszystko złe, co uczynili, to znaczy za każde zejście z głównej ścieżki dharmy, czy to indywidualnie, czy zbiorowo, będą musieli zapłacić w obecnym życiu.
W Krita Judze może być niestety wiele do odcierpienia, ale jest to wyłącznie rezultat naszych działań, z którym teraz trzeba się zmierzyć. Cierpień można oczywiście uniknąć, jeśli człowiek wzniesie się do stanu, który w jodze nazywamy stanem bycia duchem lub bycia jednością z boską siłą. W Krita Judze demaskowanie i kara, następujące na mocy prawa polaryzacji, będą się utrzymywać dopóty, dopóki nie zaakceptujemy ścieżki absolutnej duchowości – jedynej prawdziwej i satysfakcjonującej ścieżki rozwoju istot ludzkich. Cierpienie, które przytrafia się ludziom, zarówno zbiorowo, jak i indywidualnie, będzie więc teraz niczym innym, jak ich karma phalam, rezultatem ich wyboru dokonanego w obecnych czasach.
Jednakże mimo powyższego aspektu Krita Jugi dla autentycznie szczerych poszukiwaczy prawdy jest to epoka bardzo radosna. W Krita Judze istnieją bowiem niespotykane dotąd możliwości autotransformacji i wspomniani poszukiwacze, dzięki wzniesieniu się na wyższy poziom, osiągną bardzo wysoki stan duchowości. Ponadto w tejże epoce Krita Jugi siła boskiego współczucia i miłości (Param Ćajtania) ma taką naturę, że ci, którzy cierpią w konsekwencji popełnionych błędów, zostają – za sprawą tej właśnie wszechobecnej boskiej miłości – wykupieni od cierpień. Co więcej, jak powiedziano w Puranach, na przykład w Markandeja Puranie, ta resztkowa siła – Kundalini (wrodzona energia, która zawsze popycha nas do szukania czegoś wyższego i pozwala istotom ludzkim wejść na wyższe poziomy) – zostanie w Krita Judze obudzona. Ta siła obdarzy poszukiwaczy samourzeczywistnieniem (samorealizacją), czyli wiedzą o najwyższej Jaźni, a także fizycznym, emocjonalnym i duchowym błogostanem. Wszystkie problemy, których źródłem jest nasza wrodzona istota (ośrodki energetyczne subtelnego, wewnętrznego aparatu), zostaną rozwiązane w efekcie jej spontanicznego, oczyszczającego i harmonizującego działania. Rozwiążą się wszelkie problemy indywidualne, a także zbiorowe i społeczne, jakie na tym świecie stworzyli ludzie. Niemniej powiedziano również, że stan ten przeznaczony jest tylko dla tych, którzy, poprzez wzniesienie się na wyższy poziom, osiągnęli stan Jaźni. Tak brzmią starożytne proroctwa, których spełnianie się wyraźnie dzisiaj widać.
Indyjskim świętym, którego można nazwać pionierem na tym polu, był pierwszy wielki astrolog, muni Bhrygu. W swoim dziele Nadi Granth przedstawił jasne przepowiednie na temat obecnych czasów. Przede wszystkim zaś przewidział, że Kundalini przebudzi się spontanicznie poprzez Sahadźa Jogę (spontaniczne zjednoczenie z boskością), stając się tym samym, dzięki naukom inkarnacji wielkiego jogina, środkiem do indywidualnej i zbiorowej transformacji na masową skalę. Jogin ten będzie niezrównanym mistrzem Kundalini i będzie nauczał wszystkich ludzi tej starożytnej sekretnej wiedzy o autotransformacji. Dzisiejsze czasy Biblia nazywa Sądem Ostatecznym, a Koran Kijamą – Czasem Zmartwychwstania. Astrologicznie nazywa się je natomiast Erą Wodnika, czyli okresem ponownych narodzin i wspaniałego duchowego rozwoju na Ziemi.
Oczywiście jest to także era nauki i techniki, w której istoty ludzkie wyszły poza stadium ślepej wiary. Gdy dochodzi do tego wielkiego wydarzenia, jakim jest Sąd Ostateczny czy też Czas Zmartwychwstania, nie trzeba i nie należy wierzyć ślepo we wszystko, co już powiedziano na temat rozwoju lub zbawienia, lecz powinno się traktować to jako hipotezę i przyjmować fakty z otwartym umysłem, jak naukowiec. Jeśli zaś hipoteza się potwierdzi, to każdy uczciwy, nowoczesny człowiek o naukowym podejściu powinien ją zaakceptować. Czysta wiedza o boskości, przejawiająca się bezpośrednio poprzez samourzeczywistnienie, stopniowo doprowadzi do stworzenia nowej rasy dla tej nowej ery. Zatem wiedza ta nie jest już zastrzeżona, jak to było w przeszłości, dla kilku uprzywilejowanych jednostek, lecz zostaje udostępniona ku pożytkowi wszystkich. Dzięki temu ostatni przełom w naszej ewolucji dokona się grupowo, na masową skalę. Cała rasa ludzka może zostać odnowiona i przetransformowana. Wówczas cały świat znów będzie szanował dharmę, prawość, a istoty ludzkie będą żyć w spokoju i harmonii ze swoim wnętrzem, z przyrodą i z innymi.
Jednakże dla większości ludzi oznaki Krita Jugi mogą nie być jeszcze widoczne, ponieważ na całym świecie nadal przejawia się Kali Juga, choć wygląda na to, że na Zachodzie mocniej i znacznie głębiej niż gdzie indziej. Również w Indiach oraz w wielu innych krajach tak zwanych rozwijających się, gdzie nadal szanuje się dharmę, Kali Juga wykreowała styl życia, który – zwłaszcza w miastach – nie jest już tak tradycyjny ani prawy. Nowoczesna, zachodnia kultura bardzo niebezpiecznie atakuje kulturę Wschodu i skłania młodych ludzi do przyjęcia płytkiego, frywolnego, powierzchownego stylu życia na pokaz.
W proroctwie Nadi Granth opisane są najdrobniejsze szczegóły: że ludzie zaczną jeść z talerzy wykonanych ze stali zamiast z tradycyjnych materiałów, że dzieci zaczną arogancko odzywać się do rodziców itd. Jednakże Indie mają tę przewagę, że wiara w boskość nie jest tam kwestionowana tak bardzo jak na Zachodzie, gdzie wielu przyjmuje destrukcyjne metody postępowania, które są antyboskie. Tutejsi ludzie są bowiem bardziej podatni na wulgarne i niemoralne praktyki oraz akceptują wszystko, co autodestrukcyjne.
W Indiach wiara, wrodzony szacunek dla istniejących praw boskich oraz uniwersalnej harmonii w kosmosie cechowały wielu ludzi. W niezepsutym stanie niewinnego dzieciństwa praktycznie każda istota ludzka wykazuje naturalne i bezpośrednie odczucie, że istnieje Bóg Wszechmogący. Z czasem jednak wiara ta może ulec wypaczeniu i zaczyna się wierzyć w inne siły – polityczne, ekonomiczne czy społeczne. Czysta wiara w łaskawość Boga również może się zdegenerować i przejść w destrukcyjne formy religii, takie jak ortodoksja, fundamentalizm, sekciarstwo, fanatyzm, czarna magia i czary. W miarę upływu czasu niektórzy mogą, z wielu przyczyn, wręcz przestać wierzyć w cokolwiek, nawet w siebie. Na Zachodzie zdarza się to dziś nagminnie i tylko w krajach takich jak Indie można dostrzec, że czysta wiara w boskość jest w życiu ludzi nadal niezmącona, głównie wśród mieszkańców wiosek.
Oczywiście całkiem możliwe, że efekt Kali Jugi do pewnego stopnia przeniknął nawet do Indii. Nie przekroczył jednak granicy wrodzonej prawości i wiary w Boga, tak więc zwykli ludzie w Indiach nie przejęli jeszcze stylu życia, który ludzie Zachodu nazwaliby antychrystusowym. Nie wszyscy Indusi zachowali wrodzone poczucie duchowego bogactwa i być może w miastach wielu przejęło zachodni styl życia, mimo że urodzili się w Indiach i zdążyli już sobie przyswoić trochę szacunku dla tradycyjnych wartości oraz starożytnej mądrości.
Jak na ironię tym, co niektórym indyjskim umysłom wydaje się w zachodnim życiu atrakcyjne, jest rzucający się w oczy dobrobyt. A przecież Indie same były niegdyś bajecznie bogate. Stały się biedne dopiero w wyniku obcej dominacji, a po odzyskaniu niepodległości nie wróciły do poprzedniego poziomu bogactwa. Brytyjczycy zostawili po sobie wiele. Część z tego jest dobra, ale niestety wiele rzeczy jest złych i zwykli ludzie w Indiach, oprócz grupy inteligencji, która przejęła styl Zachodu, nigdy tych rzeczy nie zaakceptowali. Jednakże gdy Brytyjczycy odeszli, po trzystu latach polityki „dziel i rządź”, kraj był już podzielony według religii, co na niektórych obszarach stworzyło atmosferę gniewu i nienawiści – tak więc bardzo łatwo zakorzeniły się tam fundamentalizm i przemoc. Pomimo tych przeciwności społeczeństwo indyjskie nie wprowadziło zbyt wielu zmian do tradycyjnego stylu życia. W powyzwoleńczych Indiach nadal szanuje się tradycyjne wartości, a wiara w boskość i wrodzoną prawość wciąż jest wyznawana tak szeroko jak dawniej.
Niemniej po odzyskaniu niepodległości pojawiło się w Indiach wielu hipokrytów i ludzi pozbawionych patriotyzmu, którzy wykorzystali niewinność prostych obywateli. Ludzie ci działają głównie w sferze biurokracji, polityki i gospodarki, a ich życie w żaden sposób nie odzwierciedla stylu życia większości Indusów, którzy wciąż pozostają mocno zakorzenieni w tradycyjnej mądrości. Doskonale też widać, że wiele problemów Indii jest wynikiem działań tych szalbierzy, którzy niby odpowiadają za dobrobyt kraju. Na szczęście Indie nie doświadczyły w swoich dziejach żadnych wielkich wojen. Miały też niewielu intelektualistów w rodzaju Freuda czy Sade’a, zdolnych produkować kilometry mentalnych koncepcji tylko po to, aby podjudzać do zmian dla samych zmian i agitować za zniszczeniem tradycyjnych wartości oraz dezintegracją społeczeństwa, tak jak to zrobili na Zachodzie.
Przeciwnie, Indie zrodziły wielu wspaniałych mężczyzn i liczne kobiety o wzniosłych ideałach, obrońców i obrończynie prawdy oraz tradycyjnej mądrości. Historię tego kraju wzbogacili duchowo święci, wizjonerzy, wielcy królowie i autentyczni reformatorzy społeczni, których do dziś głęboko szanują i czczą zwykli ludzie. Były to postacie ogromnego formatu, o wielkiej wiedzy, wspaniałym charakterze i wysokiej pozycji duchowej. Na przykład Mahatma Gandhi, który był duszą zrealizowaną, stworzył całe pokolenie wybitnych patriotów. Podobnie jak Gandhi wierzyli oni w jedną uniwersalną religię obejmującą wszystkie zasady wielkich religii świata. Po samourzeczywistnienieniu (samorealizacji) łatwo dostrzec głęboką prawdę, że wszystkie religie narodziły się z jednego i tego samego drzewa duchowości, ale ci, którzy stoją na ich czele, zerwali kwiaty z żywego źródła i teraz walczą ze sobą martwymi kwiatami częściowych zaledwie prawd. Niestety, większość patriotów z pokolenia Gandhiego żyła bardzo krótko i nie udało im się zająć należnego im miejsca w życiu politycznym Indii. Ponieważ jednak większość religii w Indiach nie jest zorganizowana i każdy może wyznawać dowolną wybraną przez siebie wiarę, nawet hinduski fundamentalizm ociera się raczej o nacjonalizm, a wśród ludności nadal bardzo mocna jest tradycyjna wiara w jedną uniwersalną religię. Dzięki temu wartości tradycyjnego społeczeństwa pozostały właściwie nienaruszone.
Głównym problemem Indii jest bieda oraz zacofanie przemysłowe i gospodarcze po trzystu latach brytyjskich rządów. Tu nie jest jak w Anglii, gdzie Kościół anglikański stanowi jedyny rzeczywisty autorytet religijny. Najgorsza jest pod tym względem Francja, uważana za najstarszą córę Kościoła katolickiego. Pomimo najrozmaitszych nielegalnych działań i horrendalnych przestępstw tego Kościoła, które teraz na całym świecie się demaskuje, we Francji istnieje organizacja o nazwie ADFI, która ma wpływ na wymiar sprawiedliwości większości krajów Europy. Mimo to uważa się Francję za państwo świeckie. W Indiach, w przeciwieństwie do Europy, nie ma oficjalnej religii, która każdą inną wiarę nazywałaby kultem lub sektą bądź piętnowała jako niepożądaną, bez dociekania, jak jest naprawdę. Ludziom w Indiach wolno wyznawać każdą religię czy ideologię, jaką sobie wybiorą. Ujemną stroną takiego liberalizmu i tolerancji religijnej jest to, że można podążać każdą nonsensowną ścieżką, jaka się komu spodoba, i uznać dowolną osobę za swojego guru. Na szczęście wszyscy fałszywi guru są bardzo chciwi i żądni pieniędzy, więc ciągnie ich na Zachód. Taka jest korzyść z bycia biednym krajem. Jednakże tam, gdzie istnieje oficjalna religia państwowa, wolność wyboru jest ograniczona i ludzie nie mogą szukać innych ścieżek, które pomogłyby im wznieść się na wyższy poziom lub uzyskać coś więcej, niż daje ta oficjalna religia. W konsekwencji albo trzymają się swojej ślepej wiary, albo trafiają na jakąś fałszywą ścieżkę, wpadają w sidła jakiegoś kultu czy sekty. Ortodoksyjne religie próbowały tępić swobodę pierwszych tradycji gnostyckich, które zupełnie nie przejmowały się oficjalnymi dogmatami i wyznaniami wiary, lecz kierowały się ku prawdzie, niezależnie gdzie ją znalazły, a ich jedynym celem było bezpośrednie poznanie boskiej rzeczywistości. Sanskrycki rzeczownik gña znaczy „wiedzieć”. Są też inne słowa, jak bodha czy widah. Wszystkie one znaczą to samo – znać prawdę poprzez własny ośrodkowy układ nerwowy. Od bodha bierze się słowo buddha, czyli „oświecony”, a od widah pochodzą Wedy – starożytne księgi zawierające boską wiedzę.
Pośród podwójnych standardów i moralnego zubożenia Zachodu wyraźnie widać prawo polaryzacji w działaniu. Bogactwa, tak łatwo zdobyte dzięki plądrowaniu zasobów naturalnych oraz bezlitosnemu łupieniu i eksploatacji przez mocarstwa kolonialne niewolniczych rynków w koloniach, zostały wchłonięte przez kraje Zachodu i spowodowały w nich ogromne zmiany: wielki rozkwit materialny, lecz także stopniowe rozluźnienie więzi tradycyjnej kultury, dzięki której wszędzie na świecie ludzie zazwyczaj z łatwością rozpoznają odwieczne wartości dharmy. Te głębokie zmiany poważnie osłabiły tradycyjną kulturę na Zachodzie, a nawet odcisnęły piętno w miastach wielu krajów rozwiniętych. Stało się tak dlatego, że u podstaw dzisiejszej odrażającej kultury Zachodu leży bardzo subtelny, podskórny prąd materializmu.
W wyniku dwóch wojen światowych i konfliktów okresu zimnej wojny doszło do fatalnego w skutkach ataku na wartości, które dotąd były dla ludzi oparciem. Z drobiazgowych badań historycznych wynika, że przyczynili się do tego głównie żołnierze i marynarze, którzy odwiedzili mniej rozwinięte kraje lub w nich stacjonowali. Na przykład za zniszczenie tradycyjnej kultury w Tajlandii i wprowadzenie na jej miejsce antykultury opartej na prostytucji, handlu narkotykami i zorganizowanej przestępczości w dużej mierze odpowiadają siły amerykańskie stacjonujące tam podczas wojny wietnamskiej. Niewykluczone też, że dwie wojny światowe ostatecznie zniweczyły stary system wartości zachodniego świata. Dominujące na ówczesnym Zachodzie ego doprowadziło nie tylko do podboju innych krajów, lecz także do wybuchu ogólnoświatowych wojen między białymi.
Ameryka padła ofiarą inwazji Europejczyków, którzy zniszczyli spokojną kulturę tubylców. Dziś niemożliwością jest spotkać w Ameryce Północnej tubylca o wysokiej pozycji społecznej. W państwach Ameryki Południowej, na przykład w Argentynie, mieszka zaś kilku niemieckich przestępców wojennych, bardzo wygodnie urządzonych. Mówi się, że to oni zaplanowali wojnę o Falklandy. Spytałam ich kiedyś: „Jak wam się udało dotrzeć tu aż z Europy?”, a oni odpowiedzieli chełpliwie: „To łaska boska, której Kościół katolicki posłużył za narzędzie”.
Istnieje oczywiście wiele innych, subtelnych przyczyn zrodzenia się tej nowej, sprzecznej z dotychczasową, kultury, jaka wyewoluowała na Zachodzie. Omówię je później.
W tej książce z troską zajmujemy się głębokimi zmianami w kulturze i myśli współczesnych krajów zachodnich, a troska ta płynie z głębi serca. Koniecznie trzeba bowiem zdać sobie sprawę z tego, dlaczego wspomniane zmiany są tak wyraźne i namacalne, zwłaszcza na Zachodzie. Ludzie Zachodu szczycą się tym, że bronią praw demokracji i krzewią wolność. Jednakże, jeśli świat zachodni rzeczywiście troszczy się o dobro całego świata, będzie musiał zacząć dokonywać introspekcji. To właśnie ludzie Zachodu, ponieważ korzystają z dobrodziejstw, jakie niesie dobrobyt materialny i rozwój techniczny wykraczające poza poziom równowagi, będą musieli wziąć na siebie obowiązek stworzenia nowej epoki i transformacji istot ludzkich do wyższego stanu. Skoro jednak kraje Zachodu próbują rozwiązywać swoje problemy, wikłając się w neofaszystowskie organizacje i troszcząc się wyłącznie o kraje rozwinięte, to w żadnym razie nie będą w stanie przejąć tej moralnej odpowiedzialności. Nie wiadomo też, czy i kiedy przestaną niszczyć same siebie od wewnątrz i od zewnątrz. Materializm pozbawiony kontroli nie może ustanowić pokoju ani wewnątrz, ani na zewnątrz.
Moim zdaniem każdy mieszkaniec Zachodu musi jak najszybciej zrozumieć istotną rolę, jaką przyszło mu odegrać w tej epoce transformacji i Sądu Ostatecznego.
Zachodni umysł musi uświadomić sobie ogromną odpowiedzialność, jaka została nałożona na kraje Zachodu, a żyjący w nich ludzie muszą niezwłocznie odkryć, jak uzyskać wspomnianą równowagę, nie w kategoriach pieniędzy, ale tej właśnie odpowiedzialności. Jest to naprawdę niezbędne dla rozwoju całej ludzkości, w przeciwnym razie na kim spocznie wina, gdy rozbuchana nowoczesność zniszczy wrodzoną człowiekowi kulturę? Na tych rozwiniętych czy tych zacofanych?
W dzisiejszych, nowoczesnych, czasach dzięki procesowi ewolucji dotarliśmy do stanu świadomości ludzkiej. Potrafi ona działać poprzez myślenie, racjonalizowanie lub uwarunkowania. Wielu współczesnych poetów nazywa to „murami [ogradzającymi] wolność Ja”. A co by się stało, gdyby ktoś potrafił wznieść się na wyższy wymiar świadomości? Dlaczego nie otworzyć serc i umysłów na jedyne w swoim rodzaju odkrycie, które właśnie dla tego decydującego wzniesienia się na wyższy wymiar zostało dokonane? „Obiecane Królestwo Boże leży w zasięgu ręki”. Nie chodzi tu o zdanie wyjęte z kazania czy wykładu, ale o faktyczne doświadczenie najwyższej prawdy – prawdy absolutnej – teraz, właśnie teraz, przez zwykłych ludzi. Prawda, urzeczywistniona po samorealizacji, jest taka, że nie jesteście tym ciałem, tym umysłem, tymi uwarunkowaniami z przeszłości, tym ego czy tymi emocjami, ale jesteście czystym Duchem.
Innym aspektem tej najwyższej prawdy jest to, że istnieje wszechprzenikająca siła boskiej miłości, którą przesycony jest każdy aspekt wszystkiego, co zostało stworzone. Ta boska siła stwarza wszystko, co żyje. Dla nas świat jest czymś oczywistym. Widzimy piękne kwiaty wyrastające z małych nasionek, obserwujemy, jak małe sadzonki stają się dużymi drzewami. Niezależnie jednak od tego, jak wnikliwie uczeni analizują żywe procesy przyrody, żaden z nich nie potrafi powiedzieć, co kieruje procesem życia i co go podtrzymuje ani jak to się dzieje, że takie cuda w ogóle mają miejsce. Próbując wyjaśnić tajemnicę bicia serca, mówią, że rządzi nim autonomiczny układ nerwowy. Ale kto jest tym auto-, tym ja? A ludzkie oczy? Są tak wspaniałymi kamerami. A mózg – to przecież ogromny komputer. Uczeni chętnie wszystko analizują, ale nie przystaną w biegu, nie zastanowią się i nie spróbują odkryć, dlaczego zesłano na nas te wszystkie błogosławieństwa. Teraz jednak nadszedł czas, by na całym świecie ludzie wrażliwi samodzielnie, poprzez własne bezpośrednie doświadczenie zrozumieli, że wszyscy jesteśmy tutaj z jakiegoś powodu. A powodem ewolucji i naszego rozwoju jest tylko to, że wszyscy mamy dostąpić połączenia z tą wszechprzenikającą siłą, abyśmy też stali się istotami boskimi. Ten boski proces działa spontanicznie (sahadźa). Można go unaocznić i jest znacznie bardziej namacalny niż odkrycia i prawa naukowe, które zawsze da się zakwestionować i zmienić.
Wspomniany wyżej proces rozpoczął się na skalę masową i jest spełnieniem najszczerszego pragnienia Williama Blake’a: „żeby wszyscy ludzie boży stali się prorokami”. W epoce Krita Jugi u niezliczonych istot ludzkich, dzięki współczuciu Param Czajtanii (czyli boskiej miłości), zostaje uniesiona Kundalini, spełnia się zatem to, co zapowiedziano: że ludzie boży stają się prorokami, co więcej – mają moc, aby także innych uczynić prorokami.
Jest jednak jeden mały problem. Współczesny mózg jest pełen zbyt wielu koncepcji. Nie oryginalnych, lecz takich, które nagromadził w wyniku czytania, pod wpływem mediów oraz w panującej powszechnie atmosferze sprzyjającej aktywności mentalnej. Jest więc przesycony koncepcjami, które w dużej mierze pochodzą od innych. To utrudnia albo bardzo spowalnia zaakceptowanie prawdy o rzeczywistości. Niełatwo przekonać ludzi, że istnieje absolutna prawda, która wykracza poza umysł, oraz że rzeczywistość jest w zasięgu ręki i może jej doświadczyć każdy. Jezus powiedział, że błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Nie miał na myśli słabych, lecz przeciwnie, chodziło mu o te istoty ludzkie, które są wystarczająco silne, aby odłożyć na bok swój egoizm i uwarunkowania. Jednakże człowiek nowoczesny nie jest ani silny, ani potulny czy „cichy”. Wręcz przeciwnie, jest zbyt wielkim snobem, zbyt aroganckim, za bardzo uwarunkowanym albo zbyt zadufanym w sobie, żeby choćby wziąć pod rozwagę pomysł, że ktoś naprawdę mógłby mu powiedzieć coś o prawdzie lub rzeczywistości, a nawet pokazać, jak samemu je osiągnąć. W obecnych czasach prawda, która jest absolutna, musi więc przejawić się sama. Przy czym nawet jeśli nie zostanie zaakceptowana, nie zginie. Wręcz przeciwnie, jeśli nie zostanie zaakceptowana, zdemaskuje cały fałsz i tym samym go zniszczy.
Prawda absolutna, jeśli nie zostanie zaakceptowana, zniszczy mózgowców, którzy ją odrzucają. Zajmą się oni bowiem czym innym, co oznacza, że w większości przypadków zwrócą się ku autodestrukcji. Już zaakceptowali złe idee i koncepcje pochodzące od tych licznych osobników, którzy nauczają fałszu w imię prawdy. To zadziwiające, że gdy, z czystego współczucia, chce się poruszyć sprawę prawdy absolutnej, trzeba dosłownie żebrać o uwagę, aby ludzie usłyszeli, że wszyscy mają w sobie nienaruszoną boskość i że może się ona zamanifestować dzięki wspaniałemu wydarzeniu, jakim jest ich rozwój poprzez obudzenie Kundalini.
To wielka szkoda, muszę przyznać, że przekonanie i zachęcenie skomplikowanego umysłu Zachodu zabiera niepotrzebnie tak dużo czasu. Jak na ironię ci fałszywi przywódcy i nauczyciele, którzy są przecież współczesnymi antybogami, którzy są przeciw boskości, którzy przyczyniają się do zniszczenia istot ludzkich, naprawdę odnieśli sukces i w krótkim czasie zyskali szerokie rzesze wyznawców. Prawdą jest jednak także to, że wskutek aktywności Param Czajtanii oraz działania prawa polaryzacji ci fałszywi nauczyciele prędko odpowiedzą za to, co robią, a wszystkie stworzone przez nich fałszywe idee już są demaskowane i bardzo szybko niszczone. Pojawiają się oni i umacniają łatwo, ale w obecnej epoce Krita Jugi tylko na krótko. Kłopot w tym, że po zdemaskowaniu jednego guru ludzie są tak słabi, że część z nich natychmiast zaczyna rozglądać się za następnym. A gdy go znajdą, zwykle kończą jako przegrani, pozbawieni pieniędzy pustelnicy. Takie polowanie na guru stało się obecnie powszechne i modne wśród zachodnich poszukiwaczy. Tak samo jest z innymi ideologiami. W Rosji upadł komunizm, ale powstałą próżnię wypełniły fundamentalizm oraz rasizm, które mają się dobrze w tych tak zwanych demokracjach.
Jednakże ci, którzy naprawdę poszukują prawdy, powinni pokornie zaakceptować to, że jak dotąd nikt samodzielnie jej nie znalazł i tak naprawdę nie jest zdolny znaleźć. Na Wschodzie powszechnie wiadomo, że jeśli szukasz prawdy najwyższej, powinieneś stać się pokorny czy też – jak powiedział Chrystus – cichy. Zachodniemu umysłowi niezwykle trudno to zaakceptować, ponieważ taka akceptacja oznacza rezygnację z ego.
Pewien zachodni dżentelmen, który przyszedł do mnie, aby nauczyć się Sahadźa Jogi, na własne oczy przekonał się, jak prosto osiąga się samorealizację, bez żadnego wysiłku i za darmo. Przepełniła go taka ekstaza, że wybiegł do ogrodu, krzycząc: „Znalazłem to!”. Gdy wrócił, niemal tańczył z radości. Bez wahania oświadczył: „Zamierzam teraz napisać do wszystkich swoich przyjaciół, którzy od lat żarliwie szukają prawdy, że poczułem tę wszechprzenikającą boską siłę na opuszkach palców jako chłodny powiew Ducha Świętego. Teraz wiem, jaka jest prawda – że każdy powinien stać się Duchem i że istnieje wszechprzenikająca siła miłości Boga, którą, dzięki temu ewolucyjnemu przełomowi, jaki obecnie następuje, wszyscy powinniśmy poczuć w ośrodkowym układzie nerwowym. Z pełnym przekonaniem powiem im, że to jest żywy proces, że nie można go uzyskać z książek ani że nie da się zapłacić za ten rozwój”.
Był bardzo podekscytowany i napisał mnóstwo listów do swoich profesorów, do przyjaciół i kolegów, którzy przez wiele lat, dzień i noc dyskutowali i czytali książki o poszukiwaniu. Ku jego wielkiemu zdumieniu i rozczarowaniu oddźwięk był niewielki. Niektórzy w ogóle nie odpowiedzieli. Inni zaś stwierdzili: „Świetnie, cieszymy się, że znalazłeś, ale my musimy szukać tego po swojemu. Mamy nadzieję, że także znajdziemy, choć inaczej”. Niektórzy nie mogli uwierzyć, że to takie łatwe. Inni natomiast odparli: „Nie można prowadzić normalnego życia, gdy odnajdzie się to, czego szukamy, ponieważ z powodu złych czynów trzeba cierpieć i odseparować się od społeczeństwa, od wszystkich ludzkich więzi, zanim w ogóle zacznie się to znajdować”. Nikt go nie słuchał, gdy powtarzał, że znalazł prawdę poprzez obudzenie Kundalini. Z typową pokrętnością rozwiniętego zachodniego myślenia, które nie lubi prowadzić do żadnych wniosków, powiedzieli: „Tak, możliwe, że u ciebie to działa, ale to nie może być jedyny sposób, muszą być inne ścieżki”.
Człowiek ten przeżył głęboki szok, widząc, że ci wszyscy, którzy tyle godzin spędzili na spotkaniach, rozmowach, czytaniu i pisaniu całego mnóstwa listów, dyskutowaniu o tym, jak znaleźć prawdę absolutną, nie chcieli nawet słuchać, gdy im oświadczył, że rzeczywiście tę prawdę znalazł. Okazało się, że nie każdy jest wystarczająco silny i potulny, aby stanąć przed obliczem prawdy. Wszyscy starali się od tego wykręcić, uciec od prawdy, podając wyjaśnienia typu: „Tak, ale...”. Tyle że, jak to się mówi: „Prawda jak oliwa zawsze na wierzch wypływa”.
Na szczęście w tych nowoczesnych czasach nie da się uciszyć ani ukrzyżować nikogo, kto zna prawdę o Bogu. Ale też osoba taka nie może czekać, aż ci niewrażliwi ludzie urodzą się powtórnie, z pokorniejszym umysłem, ponieważ „obiecane Królestwo Boże jest teraz w zasięgu ręki”. Nadszedł moment, kiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Są jednak tacy niedowarzeni chrześcijanie, jak na przykład ADFI we Francji, którzy rozprzestrzeniają historie przeciwko Sahadźa Jodze we francuskich mediach, nie mając najmniejszego pojęcia, jaka jest prawda.
Na nieszczęście u wielu ludzi, jak na przykład u przyjaciół tego pana z Zachodu, który chciał całemu światu obwieścić prawdę, w Kali Judze poszukiwanie uzyskało własny napęd: ludzie nie chcą zaprzestać poszukiwań, nawet jeśli staną twarzą w twarz z tym, czego szukają. W filmie Dzisiejsze czasy, gdy Charlie Chaplin pracował na taśmie produkcyjnej, przykręcanie śrub wytworzyło w jego ciele taką inercję, że nawet gdy skończył pracę i taśma się zatrzymała, rękami nadal wykonywał ruch przykręcania. Dokładnie tak samo jest z ludźmi, którzy biorą udział w wyścigu poszukiwań i nie potrafią pozbyć się tego nawyku. Tym sposobem poszukiwanie prawdy zyskuje inercję, której nie da się już kontrolować, wciskając hamulec. Nie można się zatrzymać, choćby na chwilę, żeby przynajmniej posłuchać kogoś, kto rzeczywiście jest w stanie powiedzieć, jak znaleźć prawdę absolutną. Ponadto ci, którzy tę prawdę znają, zawsze spotykają się z całkowitym brakiem zrozumienia. Mówiąc słowami poety Kabira, jak mam objaśnić to, co wiem i widzę, gdy cały świat jest ślepy? Oczywiście od czasów Kabira wiele się zmieniło i w obecnym momencie nie mogę powiedzieć, że cały świat jest ślepy, ponieważ tysiące ludzi przybywają z otwartymi umysłami, aby poznać prawdę absolutną poprzez obudzenie Kundalini. I trzeba przyznać, że po dwudziestu pięciu latach ciężkiej pracy Sahadźa Jogi tych urzeczywistnionych dusz jest naprawdę wiele.
W niniejszej książce mamy omówić głębokie zmiany, do jakich doszło na Zachodzie podczas tej Kali Jugi – zarówno negatywne, jak i pozytywne. Mówiliśmy o upadku dharmy, o rosnącej autodestrukcyjności Zachodu, ale faktem jest też, że w tych nowoczesnych czasach narodziło się na Zachodzie naprawdę wielu poszukiwaczy prawdy. Pojawiły się po temu odpowiednie warunki, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej, gdy zachodnie społeczeństwo utraciło szacunek do istniejącego przedtem systemu wartości, opartego na prawości i honorze. Zakwestionowano nawet samą wiarę w Boga i poszukiwacze stanęli wobec chaotycznego i pozbawionego wiary społeczeństwa kształtującego się w tamtych czasach.
W rzeczywistości naturalne podstawy zachodniej kultury zostały podważone w wyniku ataku z czterech stron. Z jednej strony atakuje oczywiście nauka, z drugiej – intelektualiści, spadkobiercy tradycji tak zwanego oświecenia, z trzeciej – zorganizowane religie, fałszywi guru i grupy religijne, a z czwartej – najpotężniejsze ze wszystkich tych czynników, zaślepione pieniędzmi media, wykorzystywane lub eksploatowane przez przedsiębiorców.
W końcu jednak przyszedł czas, aby zmierzyć się z konsekwencjami agresji, na jaką pozwoliły sobie zachodnie mocarstwa, prowadząc kolonialne podboje i wyzysk. W myśl działania prawa polaryzacji Zachód musi bowiem zebrać owoce (karma phalam) swoich wcześniejszych zbiorowych działań. To kolejne z błogosławieństw, jakie niesie ze sobą Krita Juga: Za wszelkie zło wyrządzone innemu krajowi społeczeństwo agresora musi zapłacić, po czym samo musi się z tym złem zmierzyć. Oczywiście z owocami własnych działań trzeba się skonfrontować indywidualnie. Wiele narodów ma poczucie winy z powodu imperializmu oraz kolonialnego wyzysku i przyznaje, że to był błąd. Jednakże ci, którzy zostali zaatakowani i podbici, stali się mściwi, ponieważ przemoc rodzi przemoc. Tak więc łańcuch agresji i wyzysku spowodował wykolejenie całego świata, prowadząc do podziałów: na północ–południe, na rozwiniętych i zacofanych, bogatych i biednych. Jak kraje Zachodu, a także ci, których dotąd wyzyskiwały, mają pozbyć się tej relacji wina–nienawiść? Błędne koło agresji, poczucia winy, nienawiści do samego siebie jest skrajnie destrukcyjne. Trzeba zdecydowanie jasno powiedzieć, że może się ono zatrzymać jedynie wówczas, gdy uwikłane weń narody poznają absolutną prawdę boskiej miłości. Jedynie urzeczywistnienie własnego rozwoju może uratować ludzi w zachodnim świecie od wewnętrznej destrukcji, jaką niosą poczucie winy i nienawiść do samego siebie.
Ludzie na Zachodzie pięknie mówią o życiu duchowym i swoim rozwoju, ale nikt z nich nawet nie wie, czego szukają. Tak więc pod koniec „wspaniałej” epoki imperializmu około roku 1918, wraz z początkiem tego, co uważa się za nowoczesność, ignoranckie, spragnione duchowości społeczeństwo zaczęło – na poziomie jednostek, a także grupowo – poszukiwać i cierpieć (głównie wskutek wojny), podejmując wszelkie możliwe wysiłki i wypróbowując wszelkie możliwe metody, aby przedrzeć się ku rzeczywistości. W tym więc okresie narodziło się wielu poszukiwaczy prawdy, lecz zniszczyła ich własna ignorancja – poddali się fałszywym naukom, które obiecywały dużo, a nie dawały niczego z wyjątkiem finansowej ruiny i psychologicznego uzależnienia. Tutaj także działało prawo polaryzacji.
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (XX wieku), wraz z przywróceniem na Zachodzie pseudodobrobytu, kilku przebiegłych Indusów, usłyszawszy, że jest tam tylu poszukujących, postanowiło obrabować ludzi Zachodu z nadmiaru dóbr – w krajach zachodnich, zwłaszcza w bogatej Ameryce, pojawiło się wówczas wielu prawdziwych antychrystów. Dali się poznać jako bardzo aktywni guru oferujący fałszywą duchowość na sprzedaż i – żądni wyzyskania niespokojnych, szczerych poszukiwaczy – zgrabnie ograbili ich z bogactwa i zniszczyli. Dla obserwatora z zewnątrz to bardzo zaskakujące, jak łatwo większość wykształconych i najbogatszych ludzi Zachodu jest w stanie przełknąć i zaakceptować fałsz, jak gdyby zupełnie utracili oni swoje tradycyjne poczucie wartości i nie wiedzieli, jak mądrze zainwestować swoje umysły i pieniądze.
Stało się tak, że właśnie ci bogaci powierzyli swoje przyszłe życie duchowe rachunkom bankowym fałszywych guru. Ich naiwność niełatwo zrozumieć, dopóki nie dostrzeżemy, że jest to rodzaj skrywanego egoizmu – być może ludzie ci uznali, że bez większych kłopotów mogą kupić sobie zbawienie, po prostu płacąc guru swoim nadmiernym majątkiem lub jego większą częścią. Jednakże Chrystus powiedział, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Oczywiście w porównaniu z mieszkańcami trzeciego świata każdy na Zachodzie był bogaczem, przynajmniej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Fałszywi guru z pewnością wiedzieli, jak dogadzać ego i słabościom bogatych zachodnich poszukiwaczy, gdyż poszukiwacze ci, nastawieni na pieniądze, utracili wrażliwość na prawdziwe bogactwa duchowości.
Większość poszukiwaczy, jakich spotkałam w tamtych czasach, powiedziała mi, że choć wiedzą, iż czegoś szukają, nie mają pojęcia, co to jest – zostali więc zahipnotyzowani przez negatywnych i fałszywych nauczycieli. Muszę przyznać, że to, do jakiego stopnia szczerzy poszukiwacze zostali wyzyskani przez okropnych tak zwanych guru z Indii, jest naprawdę godne ubolewania. Poszukiwacze stanowią bowiem szczególną kategorię ludzi, są zatem bardzo cenni. William Blake nazywa ich „ludem Bożym” (men of God). Są to ci, którzy szukali przez wiele żywotów, pragnąc odnaleźć boskość, i często zatracali się w sieci fałszywych słów i idei (w sanskrycie śabda dźalam, jak nazywał to Adi Śankaraćarja).
Pytałam wielu z tych, którzy wręcz głodowali, aby kupić rolls-royce’a dla swojego guru, co ich do tego skłania. Wyjaśniali, że to nic wielkiego, że kupują tylko nędzny metal, ale ich guru obiecał, iż w zamian obdarzy ich duchem. Naiwni i nieszczęśni poszukiwacze – w większości przypadków guru wziął ich pieniądze, po czym rzeczywiście „obdarzył ich duchem”, duchem zmarłej osoby, żeby ich opętał i zahipnotyzował, i uczynił z nich zbankrutowanych pustelników. Wystarczy tylko spojrzeć na zmęczone i bez wyrazu twarze wyznawców tych fałszywych guru, aby przekonać się, że światło ich ducha zostało zdmuchnięte, a jego miejsce zajęło coś strasznego i destrukcyjnego.
Fałszywi guru mogli prosperować na Zachodzie dzięki cynicznemu wykorzystywaniu przez nich szlachetnych idei wolności wypowiedzi i wolności wiary. Niestety idea wolności została tak zdeformowana, że stała się równoznaczna z całkowitym odstąpieniem od mądrości i prawości kosztem zdrowego rozsądku i rozumu. Swoboda zaczęła oznaczać porzucenie wszelkich podtrzymujących życie systemów wartości oraz możliwość dążenia za wszelką cenę do autodestrukcji. Tak zwani guru wiedzieli, że w nowoczesnych czasach najbardziej cenionym towarem nie jest już rzeczywista wolność (wolność życia i osiągnięcia najwyższego potencjału człowieczeństwa), ale najzwyczajniej w świecie pieniądze. Dlatego ci przebiegli ludzie uwalniali poszukiwaczy od bogactwa, a także od zdrowia. Był taki guru, który wysyłał poszukiwaczy na pustynię Gobi, żeby osiągnęli nirwanę. Jest to najpewniejszy sposób na pozbycie się poszukiwacza oraz przejęcie całego jego mienia i dobytku.
We współczesnych czasach pieniądze zatruwają wszelką duchowość – mówi się, że nawet Watykan podrobił papiery wartościowe na dziewięć milionów dolarów i rozprowadził je przez Bank Watykański, Bank Ducha Świętego. Niestety obecnie większością religii najwyraźniej rządzą pieniądze lub potrzeba władzy. Przyjrzyjmy się więc bliżej, co nowoczesne czasy nam przyniosły, co w nas zmieniły i dlaczego zaakceptowaliśmy te zmiany.
Ogólnie mówiąc, obecne czasy nazywane są nowoczesnymi. To bardzo zabawne, ale w nowoczesnych czasach wszystko w jednej chwili staje się przestarzałe, stare lub staromodne. Tak więc „nowoczesny” w rzeczywistości znaczy „obecnie nowy”, czyli „nowy w obecnej chwili”, a zatem wszystko, co nowoczesne, ma bardzo ograniczony czas istnienia, a stan bycia nowoczesnym jest chwilowy. Dlatego słowo „nowoczesność” jest bardzo mylące. Określa się nim teraz akceptowane teorie i obecny pogląd na świat. Ale w nowoczesności wszystko tak naprawdę stale przesuwa się i zmienia. Jest to więc niestabilny ciąg przejściowych mód i kultów, które utrzymują się krótką chwilę, po czym znikają, często pozostawiając bardzo głębokie ślady, a nawet uszczerbki w ludzkiej psychice.
Wyrafinowane, literackie lub filozoficzne znaczenie słowa „nowoczesność” oznacza ni mniej, ni więcej tyle, co szukanie czegoś nowego, a przynajmniej jakieś odróżnienie się od tego, co uznaje się już za stare, poprzez mentalne koncepcje – często najbardziej irracjonalne i przerażające – zamaskowane i wspierane przez racjonalność albo raczej przez racjonalizowanie. Gdy całkowicie odrzuci się stabilny świat tradycyjnych wartości tylko dlatego, że uznano go za nieaktualny, a więc godny pogardy, zostaje poczucie pustki, chaosu i zamieszania. Wyrzuciwszy za burtę wszystkie sprawdzone wskazówki i postawy, nabiera się przekonania, że ludzka działalność umysłowa – racjonalna albo irracjonalna – jest jedynym uzasadnionym środkiem znajdowania prawdy o rzeczywistości.
Z nowoczesności właśnie wyrosły niektóre dziwaczne idee wykorzystania irracjonalizmu do szukania sensu życia lub powodu istnienia. Psychologia, surrealizm, nazizm – wszystko to wzięło się z irracjonalnego aspektu koncepcji mentalnych człowieka i zostało przystrojone w pozory racjonalności. Niestety racjonalność – czy używa się jej świadomie do maskowania irracjonalności, czy też z jej pomocą stwarza złudzenie, że linearne konstrukcje ludzkiego myślenia mogą prowadzić do prawdy – jest tylko jeszcze jedną koncepcją mentalną, za którą nie stoi żadna substancja. Nigdy nie uda się znaleźć prawdy poprzez racjonalizowanie, poprzez wspieranie racjonalnych przedsięwzięć.
Problem w tym, że umysł ludzki potrafi wykorzystać racjonalność do wyjaśniania lub obrony dowolnej idei (szalonej lub bluźnierczej, rozsądnej lub obłąkanej, konstruktywnej lub destrukcyjnej) i rozwinąć ją w dowolnym kierunku, dla dowolnego modelu, dowolnego wybranego wzorca bądź konstrukcji. Dostarczane przez racjonalność rozwiązania najistotniejszych kwestii ludzkiego życia są także skrajnie dziwaczne i, co gorsza, różnią się zależnie od osoby, ponieważ racjonalność zajmuje się tylko tym, co względne, a nie tym, co absolutne. Na przykład racjonalnie nie da się udowodnić istnienia boskości ani boskiej miłości, ale faktem jest, że da się je odczuć na opuszkach palców.
Zaskakujące jest to – biorąc pod uwagę, jak ważna była racjonalność dla tak zwanego oświecenia w XIX wieku – że gdy spróbujemy ocenić dotychczasowe produkty racjonalności, stwierdzimy, iż niektóre z nich okazały się przerażające. Najstraszliwsze modele społeczne oparte na takiej racjonalności wprowadzili Hitler, Mussolini i Stalin. Jeśli jednak racjonalność jest jedyną siłą napędową nowoczesności, to nie należy się dziwić, gdy w końcu okaże się, że na nowoczesność składają się nieograniczone kaprysy ludzkiego ego, prowadzące do czystych nonsensów i idiotyzmów, a nawet cierpień i katastrof.
Oczywiście racjonalność jest najbardziej ceniona jako narzędzie analityczne i krytyczne. Jednakże racjonalność na poziomie jednostki może być skrajnie przebiegła i skłonna do manipulacji, zwłaszcza gdy stawia wyzwanie ego innego nowoczesnego myśliciela, krytykując go. Pisarze i myśliciele prawdziwie twórczy zawsze cierpieli z powodu krytyków. Krytyk jest pozbawiony własnej kreatywności i – zapewne z powodu zazdrości lub poczucia niższości – spędza czas na analizowaniu, atakowaniu i próbach zniszczenia tego, co stworzył ktoś inny. Tym sposobem marnuje energię ego tej drugiej osoby, a w zamian rozdyma własne. Mimo że racjonalność jednej osoby nie musi podważać racjonalności innej i nie zawsze wykorzystuje się ją w sposób agresywny, nigdy nie daje ona czytelnej wskazówki, kto ma rację, a kto nie. To powszechne zjawisko. Niektórzy sądzą, że dobry jest ten, a nie inny system rządzenia lub ta, a nie inna religia, natomiast inni stwierdzają, że równie dobry jest ten system rządzenia albo religia, które oni wyznają. Dlatego nie należy do dobrego tonu rozmowa o religii czy o polityce w cywilizowanym towarzystwie. Oczywiście na polu nauki krytycyzm jest zdrowym zjawiskiem, obligującym naukowców, by dostarczali dowodów własnych teorii, i prowadzi tym samym do pożytecznych odkryć. Jednak nawet nauka nie rozstrzyga o tym, co jest prawdziwe i rzeczywiste. Co więcej, mimo niewątpliwie praktycznej wartości nawet nie dotyka całości ludzkich problemów, które, muszę to powiedzieć, można rozwiązać tylko poprzez wiedzę o sobie samym (samopoznanie). Naukowcy podejrzliwie patrzą na wszystko, co brzmi mistycznie lub górnolotnie, niemniej samowiedza, o której ja mówię, jest równie konkretna, weryfikowalna i namacalna, co sama nauka, a także całkowicie poddaje się zrozumieniu w kategoriach racjonalnych.
Biorąc jednak pod uwagę absurdalność oraz następstwa wielu pozornie racjonalnych wniosków, trzeba przyznać, że racjonalność, choć jesteśmy z niej bardzo dumni i się nią chełpimy, nie jest odpowiednim kanałem dla mądrości. Patrząc na zawodność rezultatów, widzimy, jak bardzo złe są wszelkie koncepcje i przekonania oparte wyłącznie na racjonalnych teoriach. Nie ma ostatecznej odpowiedzi na fundamentalne pytania bazującej na samej tylko racjonalności, ponieważ zawsze może wywiązać się dyskusja, a to pokazuje, że każdy taki pogląd jest z zasady tylko częściowo prawdziwy. Posiłkując się rozumem, nie potrafimy definitywnie wykazać, że jakiś pogląd jest w pełni prawidłowy, a każdy inny całkowicie zły. W swojej mądrości musimy jednak zrozumieć, że prawda jest tylko absolutna, a nie względna ani zmienna, jak tego powszechnie doświadczamy. Przypominamy sześciu ślepych ludzi opisujących słonia z sześciu różnych punktów widzenia: jeden, trzymając trąbę, mówi: „jest długi jak wąż”; inny, macając nogi, mówi: „jest masywny jak drzewo”. Każdy ma bardzo stanowcze i faktycznie usprawiedliwione przekonanie o słuszności tego, co stwierdził, ale wszyscy przeczą sobie wzajemnie, ponieważ mają tylko częściowy i względny obraz całości.
Oczywiście racjonalność nie jest zakotwiczona w rzeczywistości tak mocno jak percepcja ślepego, który może nawet dotykać nie słonia, ale rzeczywiście pnia drzewa, kawałka zwisającej liny czy jadowitego węża. Dopóki nie mamy dostępu do absolutnej prawdy, która jest całokształtem, dopóki nie widzimy całego słonia, jak możemy stwierdzić, czy nasz pogląd rzeczywiście jest słuszny?
Jednakże wielu ludzi z ogromną pewnością siebie głosi nieprawdę, z wielką pompą i wszelkimi szykanami podkreślając swój autorytet, ale – jak pokazują dobitnie działania religijnych fundamentalistów – stają się agresywni, gwałtowni lub posuwają się nawet do mordu, gdy ktoś zakwestionuje ich poczynania. Co więcej, wszystkie grupy religijne, które z zewnątrz wydają się dobre, uczą poszukiwaczy prawdy, że zbliża się kres tego świata. Uczniowie tych wyznań mogą nabrać zamiłowania do przemocy i – jako wielcy wojownicy Boga Zniszczenia – zacząć zabijać ludzi spoza grupy. Niektórzy fałszywi guru zabijają swoich uczniów, żeby zrabować pieniądze, które zagrabili ci uczniowie, będący profesjonalnymi złodziejami. Inni zaś, nauczając o końcu świata, nie pozwalają wyznawcom zawierać małżeństw, jeszcze inni gwałcą swoje wyznawczynie, a gdy zachodzą one w ciążę, potajemnie zabijają ich nienarodzone lub nowo narodzone dzieci. Tajemnica to kluczowe słowo takich grup religijnych głoszących koniec świata.
Tylko na mocnym fundamencie absolutnej prawdy można czuć się całkowicie pewnie i przejawiać absolutnie pokojową, pozbawioną przemocy postawę w obliczu relatywnego świata niepewności, sprzeczności i zamieszania. Ktoś taki jak na przykład William Blake jest naprawdę tym, kim powinien być święty w prawdziwym znaczeniu tego słowa – osobą mówiącą wprost, jak wygląda prawda, tak jak ją widzi dzięki swojej wyższej zdolności widzenia, i niereagującą porywczo ani gwałtownie na sprzeciw i pogardę, lecz litującą się nad swoimi agresorami, gdyż są oni ślepi i pogrążeni w niewiedzy.
Tym, co w dzisiejszych czasach robi na ludziach wrażenie, nie jest proste i zwyczajne stwierdzenie prawdy, ale powierzchowne showmaństwo i pokaz. Gdy byłam w Ameryce z objazdowym cyklem wykładów, przeprowadzający wywiad dziennikarze telewizji w Bostonie spytali mnie, ile mam rolls-royce’ów. Kiedy powiedziałam, że ani jednego, odmówili przeprowadzenia ze mną wywiadu, ponieważ nie należałam do świata biznesu. Oczywiście nie mam pretensji do ludzi z bostońskiej telewizji, tym bardziej że przyszło im działać w społeczeństwie, w którym ostatecznym kryterium jest potęga pieniędzy. Tylko tak można przetrwać, jeśli chce się do czegoś dojść w chaosie nowoczesnego społeczeństwa, gdzie racjonalność i egoizm są jak klapki na oczach konia, w którego ciele nie ma niczego treściwego, tylko pieniądze.
Zatem z uwagi na naturalne ograniczenia mocy i zakresu racjonalności osoba, która potrafi z przekonaniem powiedzieć, co jest absolutnie prawdziwe, a co absolutnie złe, musi być oświecona, ponieważ wychodzi poza racjonalność i myślenie. Tak rozstrzygające stwierdzenie na temat prawdy przekracza ograniczenia ludzkiego umysłu. Jeśli zaś osoba ta nie tylko głosi, lecz także manifestuje tę prawdę jako rzeczywistość oraz wyraża ją w swoim życiu i działaniu, wówczas trzeba poważnie zwrócić uwagę na taką osobę. Jest ona bowiem świętym, wizjonerem, wysoko rozwiniętą duszą, wolną od wszelkich skaz egoizmu czy uwarunkowań. Jest ona, można powiedzieć, ponadnowoczesna i nie przejmuje się ograniczeniami racjonalnego rozumienia ani normami narzuconymi przez kult pieniądza czy coraz to nowe kaprysy i trendy. Dla kogoś, kto jest tylko racjonalny i uważa, że wszystkie idee to tylko opinie, taka osoba może wydać się egoistą, ale sprawdzianem jest to, że przez całe swoje życie nie robi ona niczego, co mogłoby drażnić, ani niczego, co uważa się za grzeszne, ani też niczego, co godziłoby w dobro ludzi. Nie kreuje też w ludzkich umysłach destrukcyjnych idei. Wręcz przeciwnie, wszystko, co robi, jest konstruktywne i pełne współczucia, wprowadza pokój w całym obszarze swojej działalności. Dzieło takiej osoby służy interesom pełniejszego i doskonalszego życia i sprzyja rozwojowi człowieka, ma więc naturę wieczną i absolutną. Dlatego mogłaby zostać uznana przez kogoś za niepraktycznego idealistę.
Ważne, by dokładnie stwierdzić, czym jest racjonalność, to żródło zniszczenia a zarazem baza nowoczesnego życia. Jeśli zrozumiemy jej wartość i jej ograniczenia, będziemy zdolni cieszyć się jej owocami, unikając jednocześnie pułapek, jakie stawia na naszej drodze. Przede wszystkim racjonalność niekoniecznie jest empiryczna. Niekoniecznie potwierdza fakty wynikające z doświadczenia. Jeśli zaś początki myśli lub teorii nie są zakorzenione w rzeczywistości, ich koniec, czyli ostateczne rezultaty, mogą w praktyce okazać się katastrofalne. Gdy taka racjonalność wchodzi na poziom zbiorowości, staje się niezwykle niebezpieczna. Zranieniu może ulec nie tylko jedna osoba, lecz wiele istot ludzkich, a czasem cały naród lub wiele narodów może ucierpieć bądź nawet ulec zagładzie w efekcie takich zbiorowych iluzji. Racjonalność tylko kreuje systemy, które wydają się możliwe, choć niekoniecznie są prawdziwe czy rzeczywiste. Często może równie dobrze potwierdzić prawdziwość ich zaprzeczenia, to zaś z kolei może się okazać błędne lub fałszywe. Racjonalność sprawia, że człowiek może czuć się zarówno robakiem, jak i bohaterem.
