Elvis. Król (w) Hollywood 1956-1962 - Mariusz Ogiegło - ebook

Elvis. Król (w) Hollywood 1956-1962 ebook

Ogiegło Mariusz

0,0

Opis

Przez całe swoje życie chciałem zostać aktorem. I chociaż nigdy nie występowałem nawet w szkolnych przedstawieniach, w głębi serca zawsze miałem nadzieję, że kiedyś dostanę szansę, by zagrać w filmie, powiedział w jednym z wywiadów Elvis Presley.
Szansę na spełnienie swojego marzenia legendarny król rock’n’rolla otrzymał w 1956 roku, gdy obsadzono go w westernie „Love Me Tender” u boku takich gwiazd ówczesnego kina jak Richard Egan czy Debra Paget. I choć Presley nie otrzymał wówczas głównej roli, to właśnie jego udział przyciągnął do kin rzesze wielbicieli i zapewnił produkcji gigantyczny sukces finansowy. Z kolei piosenka tytułowa szturmem zdobyła szczyty najważniejszych list przebojów i na zawsze wpisała się w historię światowej muzyki rozrywkowej.
W kolejnych latach Elvis Presley wystąpił aż w trzydziestu jeden filmach fabularnych. W książce „Elvis. Król (w) Hollywood 1956–1962”, autor przygląda się filmowej karierze Presleya, ukazując czytelnikowi drogę, jaką piosenkarz przeszedł – od początkującego aktora, marzącego, by zostać następcą Jamesa Deana, aż po jedną z najlepiej opłacanych gwiazd Hollywood i… bohatera niskobudżetowych komedii romantycznych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 806

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Mariusz Ogiegło
Elvis. Król (w) Hollywood 1956-1962
* darmowy fragment *
© Copyright by Mariusz Ogiegło 2026Koncepcja szaty graficznej: Mariusz OgiegłoPortret Elvisa na okładce: Ewa StępieńProjekt okładki: Maciej NowakWykorzystane w książce materiały graficzne to reprodukcje kart kolekcjonerskichwydanych przez firmę Boxcar Enterprises w 1978 roku.Pochodzą z prywatnej kolekcji autora i pełnią funkcję dokumentacyjnąi historyczną.
ISBN 978-83-7564-752-5
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl

Od autora

Ukazując filmową karierę Elvisa Presleya w filmie „Elvis” w reżyserii Baza Luhrmanna, ograniczono się do krótkiej, niespełna dwuminutowej sekwencji, w której widzowie mogli zobaczyć wirujące plakaty z wybranych produkcji oraz kilka scen z planu filmowego. W rzeczywistości jednak Elvis spędził w Hollywood ponad dziesięć lat, a nakręcone w tym czasie filmy – bez względu na ich poziom oraz jakość wykonywanych przez niego piosenek – stały się nieodłączną i ważną częścią jego ponad dwudziestoletniej, fenomenalnej kariery.

W połowie lat pięćdziesiątych, gdy Presley po raz pierwszy stawał przed kamerą, Hollywood było dla niego spełnieniem marzeń. Dawało szansę, by znaleźć się bliżej świata i ludzi znanych piosenkarzowi dotąd jedynie z kina, do którego tak lubił chodzić od najmłodszych lat. Z czasem jednak – wraz z coraz słabszymi i niemal identycznie brzmiącymi scenariuszami, które otrzymywał – fascynacja Fabryką Snów zaczęła przemijać, a w jej miejsce zaczęły pojawiać się rozgoryczenie i narastająca z każdym dniem frustracja.

I właśnie o tym chciałem Wam, Drodzy Czytelnicy, w tej książce opowiedzieć. O historii Elvisa Presleya w Hollywood. O drodze, jaką okrzyknięty królem rock’n’rolla wokalista przeszedł od aspirującego, młodego aktora do „produktu” Hollywood, który przynajmniej dwa razy do roku musiał stawić się w wybranym studiu filmowym, by wcielić się w rolę dobrodusznego chłopaka z gitarą i w otoczeniu wianuszka pięknych dziewczyn wykonać kilka lub kilkanaście utworów. Książce, której z rozmysłem i pełną świadomością nadałem podwójny tytuł: „Elvis. Król (w) Hollywood”. A który poniżej spieszę wyjaśnić.

Samo stwierdzenie „Król w Hollywood” wydaje się oczywiste. Na kolejnych stronach znajdziecie bowiem możliwie szczegółowe opisy poszczególnych filmów z udziałem Elvisa (w tym tomie skupiłem się na tych, które swoją premierę miały w latach 1956–1962). Starałem się, by były one choć w części tak barwne, jak filmy z udziałem Elvisa i by nie zabrakło w nich zakulisowych ciekawostek, wspomnień aktorów i aktorek, anegdot z planów filmowych, a nawet opowieści fanów, którzy odwiedzali swojego idola w trakcie zdjęć. Dodatkowo każdy rozdział zawiera krótkie podsumowanie, w którym znajdziecie listę twórców i aktorów, a także informacje na temat ścieżki dźwiękowej (każdy z tych wątków został przeze mnie szerzej zgłębiony w poszczególnych rozdziałach).

Kiedy jednak z tytułu „Król w Hollywood” usuniemy literkę „w”, otrzymamy drugi tytuł: „Elvis. Król Hollywood”. Tak, bowiem na swój sposób – w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych – Elvis Presley był królem Hollywood.

Na kartach historii ciężko szukać osoby drugiej podobnej do niego, która budziłaby tak wielkie emocje. Aktora, którego filmy – szczególnie na początku – nie tylko przyciągały do kin niezliczone rzesze fanów, ale miały również realny wpływ na decyzje najważniejszych hollywoodzkich producentów filmowych. W końcu filmy, których premierom i kinowym pokazom towarzyszyłyby zjawiska, o jakich wówczas nikt nawet nie słyszał (któż w latach pięćdziesiątych słyszał o wybuchach histerii w trakcie pokazu i okrzykach uwielbienia nastoletnich dziewcząt towarzyszących śpiewającemu z ekranu idolowi).

Najważniejsze jednak, że choć w trakcie całej swojej filmowej kariery Elvis Presley nie zagrał w żadnym wielkim, epickim dziele, a większość jego dorobku stanowiły raczej proste komedie romantyczne, to dzięki staraniom swojego menedżera, „Pułkownika” Toma Parkera, w szybkim czasie stał się jednym z najlepiej opłacanych aktorów w Hollywood.

Presley oprócz zwykle gigantycznych honorariów otrzymywał także niemal połowę zysków ze sprzedaży filmów. Do tego dochodziły, równie niebagatelne, zyski ze sprzedaży płyt ze ścieżką dźwiękową…

I o tym również przeczytacie na kartach mojej książki. Książki, która jest efektem kilku lat mojej pracy. Choć zdecydowanie uczciwiej z mojej strony byłoby napisać raczej – dziesiątek wspaniałych wieczorów i długich popołudni spędzonych na odkrywaniu historii poszczególnych filmów, przeszukiwaniu archiwalnych dokumentów, książek, materiałów prasowych oraz moich ulubionych serwisów internetowych.

W końcu książki, która pewnie nigdy by nie powstała, gdyby nie pewna rozmowa, do której doszło w trakcie Festiwalu Ludzi Pozytywnie Zakręconych w Wieliczce w 2022 roku. W jej trakcie Artur Socholik zapytał mnie, o czym będzie moja kolejna publikacja (i czy w ogóle jakaś będzie). Odpowiedziałem wówczas, że w ostatnich miesiącach otrzymywałem wiele sugestii. Najczęściej proponowano mi opisanie wszystkich tras koncertowych Presleya z lat siedemdziesiątych, wzorem wydanej przed laty książki The ConcertYears lub zgłębienie tematu filmowej kariery Elvisa. W tym pierwszym temacie, mówię uczciwie, nigdy nie czułem się mocny, drugi natomiast zawsze jakoś mnie intrygował (pomimo panującej powszechnie opinii, że w Hollywood Elvis stracił najlepsze lata swojego życia i kariery). Zrób te filmy, powiedział wtedy Artur. Wiesz, jakie one były, to były, ale to w końcu ponad dziesięćlat z życia Elvisa. Tam jest o czym pisać i opowiadać. To był impuls. Niedługo potem cały pomysł poparł *D.J.-Maciek!*, czyli Maciek Nowakowski Woźniak, pisząc: Ty to czujesz. Zróbto.

Dziękuję, Panowie. Bez Waszej motywacji pewnie ten filmowy projekt leżałby dzisiaj gdzieś na dnie szuflady.

Jednocześnie chciałbym w tym miejscu podziękować Wszystkim, którzy choćby w najmniejszym stopniu przyczynili się do realizacji tej książki i wspierali mnie na każdym etapie jej powstawania. Ewie Stępień za wspaniały portret Elvisa, który zdobi okładkę książki. Maćkowi Nowakowi za pomoc w stworzeniu tej fantastycznej okładki. Marcinowi Życzyńskiemu, Lisie Lauren oraz Arjanowi Deelenowi za pomoc w przeprowadzeniu wywiadów z osobami z najbliższego otoczenia Elvisa. Keesowi Mouwenowi z serwisu „Elvis Day By Day” za wszelkie wsparcie i promocję moich książek (w tym także tej) w swoim serwisie internetowym oraz na łamach roczników „Elvis Day By Day – the Year in Review”. Paniom Edycie Łepkowskiej (Kronika Beskidzka, portal Infokropka.pl), Emilii Borowskiej, Oldze Dudzie, Anecie Homel oraz Panom Pawłowi Kręciochowi oraz Krzysztofowi Wodniczakowi za zaproszenia na spotkania autorskie i możliwość spotkania się na żywo (ale także on-line) z czytelnikami. Redaktorom Krzysztofowi Nepelskiemu z radia RMF FM, Robertowi Frasiowi ze stacji Radio Andrychów (obecnie Radio Bielsko), Filipowi Jędruchowi oraz Hannie Brzezińskiej z Radia Gdańsk, a także Marcinowi Guzikowi z serwisu WadowiceOnline.pl za wszystkie zaproszenia, rozmowy na antenie oraz wspaniałe artykuły promujące zarówno moje wcześniejsze, jak i bieżącą publikację.

Dziękuję w końcu wszystkim tym, którzy w chwilach zwątpienia i rezygnacji (a takie też się zdarzały) stawali obok i mówili „dasz radę” i życzyli weny do ukończenia kolejnych rozdziałów. To dzięki WAM powstała ta książka. I jak poprzednim razem powtórzę za Elvisem (parafrazując jego słowa) – nie ja tę książkę zrobiłem. RAZEM JĄ ZROBILIŚMY.

I już zupełnie na koniec pragnę zadedykować swoją nową książkę moim siostrzeńcom. W szczególności Mai i Michałowi Stańczyk – naszym małym WIELKIM AKTOROM – oraz ich siostrze Julii, która mam nadzieję, już wkrótce dołączy do swojego rodzeństwa i tak jak oni będzie zachwycać publiczność podczas kolejnych teatralnych spektakli.

Życzę Wam samych miłych chwil podczas lektury,

MariuszOgiegło

Część I1956–1960

Kinotonajlepszypociągzabierającynaswpodróżprzezcudzemarzenia.

OrsonWelles

Świat filmu fascynował ludzi od zawsze. Zachwycał od dnia, w którym dzięki urządzeniu zwanemu kinetoskopem widzowie mogli zobaczyć pierwsze ruchome obrazki nakręcone przy użyciu kinetografu – pierwszej kamery filmowej, stworzonej według pomysłu brytyjsko-amerykańskiego wynalazcy Williama Kennedy’ego Dicksona i opatentowanej w 1891 roku przez Thomasa Edisona.

Wraz z rozwojem technologii – szczególnie w pierwszych dekadach XX wieku – amerykańskie kino rozwijało się w dynamiczny i gwałtowny sposób. Zaczęły powstawać pierwsze duże wytwórnie filmowe, takie jak Fox (późniejszy 20th Century Fox), Warner Bros, RKO, Paramount Pictures czy Loew’s Incorporated (późniejszy Metro-Goldwyn-Mayer), które skupiały wokół siebie wybitnych aktorów i producentów, a na ekranach zaczął gościć coraz bardziej zróżnicowany repertuar (głównie proste komedie i melodramaty). Wtamtych czasach wierzyliśmy, że kamera widzi duszę, stwierdziła kiedyś Lillian Gish, gwiazda epoki kina niemego, którą Amerykański Instytut Filmowy umieścił w 1999 roku na siedemnastym miejscu zestawienia największych aktorek wszech czasów. Z kolei reżyser D.W. Griffith dodał: Zrozumiałem, że kamera może opowiedzieć historię lepiej niżtysiąc słów.

Amerykanie szybko dali się oczarować magii kina. Pierwsze, początkowo proste, pozbawione dźwięku i nietrwające więcej niż kilka minut produkcje, które z czasem zaczęły zamieniać się w bardziej rozbudowane i wyrafinowane dzieła, pozwalały im oderwać się od szarej i często niełatwej codzienności. Przenosiły widza do innego, lepszego świata. Kino to fabryka snów, a ja chcę, by nasze filmytrwały dłużej niż dwie godziny, deklarował legendarny producent MGM, Irving Thalberg.

I nawet jeśli producent Samuel Goldwyn twierdził, że: Jeśli maszwiadomość do przekazania, wyślij telegram. Film ma bawić, to z czasem kręcone w Hollywood produkcje zaczęły poruszać również coraz bardziej istotne, trudne, a nierzadko też bardzo niewygodne tematy. Ich twórcy coraz odważniej komentowali bowiem na ekranie zarówno bieżące wydarzenia polityczne, jak i społeczne. Charlie Chaplin kpił z Adolfa Hitlera w satyrze „Dyktator” z 1940 roku, reżyser Frank Capra, który w jednym z wywiadów stwierdził, że: Film powinien sprawić, że widz uwierzy w człowieka, ukazywał wszechobecną korupcję i przemoc w amerykańskim Senacie w nakręconym rok wcześniej obrazie „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu”, a David O. Selznick promował poglądy konfederatów na wojnę secesyjną oraz emancypację Afroamerykanów w obsypanym Oscarami „Przeminęło z wiatrem”.

Postępowi technologicznemu towarzyszyło pojawianie się coraz to nowszych gatunków filmowych. Od komedii, dramatów, kina wojennego poprzez filmy akcji (lata czterdzieste zdominowała estetyka kina noir) i westerny aż po melodramaty i musicale.

Amerykańskie kino od początku swojego istnienia kładło też olbrzymi nacisk na promocję występujących w filmach aktorów, którzy z czasem dzięki swojej popularności i rozpoznawalności stawali się prawdziwymi, uwielbianymi przez tłumy gwiazdami. Nazwiska takie jak Charlie Chaplin, Rudolf Valentino, Mary Pickford czy późniejsi John Wayne, Rita Hayworth, Humphrey Bogart czy Clark Gable na stałe wpisały się w historię zarówno amerykańskiej, jak i światowej kinematografii i do dzisiaj budzą szacunek wśród widzów.

Nic więc dziwnego, że o życiu i pracy w cieniu ikonograficznego dzisiaj napisu Hollywood, wzniesionego w lipcu 1923 roku na wzgórzach Los Angeles, marzył wówczas niemal każdy. Także Elvis Presley, który w jednym z wywiadów stwierdził wprost: Całe swoje życie chciałem być aktorem. I chociaż nigdy niewystępowałem nawet w szkolnych przedstawieniach, to w głębiduszy wierzyłem, że pewnego dnia dostanę szansę zagrania wfilmie.

Przyszły gwiazdor rock’n’rolla, który w połowie lat pięćdziesiątych nie tylko trwale odmienił oblicze światowej muzyki rozrywkowej, ale zapoczątkował również niespotykaną w tamtych czasach społeczno-kulturową rewolucję, od najmłodszych lat marzył, by iść w ślady swoich wielkich ekranowych idoli – Tony’ego Curtisa, Marlona Brando i Jamesa Deana. Chcę pojechać do Hollywood i zostaćnastępnym Jamesem Deanem, miał nawet stwierdzić w rozmowie z prasą.

Chciał, tak jak oni, występować przed kamerą i wcielać się na ekranie w postaci, które na długie lata zapadną w pamięć widzów.

Szansę na spełnienie swoich marzeń Presley otrzymał latem 1956 roku, kiedy zaproponowano mu udział w westernie „Love Me Tender”. W tamtym czasie panowało przekonanie, że kręcenie filmów jestlogicznym kolejnym krokiem w karierze wschodzącego artysty pop, pisał w swoim eseju „Dreamboats, boysbandy i inne niebezpieczeństwa show-biznesu: film i muzyka pop 1956–1968” David Buckingham. Niewielu wtedy wierzyło, że rock’n’roll będzie czymś więcej niż tylkochwilową modą, a w przypadku takich artystów jak Stelle, Presley czyRichard ich menedżerowie, chcieli zapewnić im przez to długowieczność– co często oznaczało też przyciągnięcie szerszej (i starszej)widowni.

W swoim pierwszym filmie Elvis nie zagrał głównej roli, a krytycy nie zostawili na jego grze aktorskiej suchej nitki. Mimo to wpływy ze sprzedaży biletów oraz wydarzenia, które towarzyszyły premierze obrazu (więcej na ich temat piszę w kolejnym rozdziale), przeszły najśmielsze oczekiwania wszystkich i szybko przekonały producentów, że warto inwestować nie tylko w Presleya, ale także w wielu innych, podobnych mu młodych wokalistów.

Oceniając dzisiaj, z perspektywy czasu, pierwsze ekranowe występy Elvisa Presleya można śmiało stwierdzić, że były one najlepszymi w całej jego filmografii, a legendarny piosenkarz nigdy później nie zdołał już stworzyć tak wyrazistych i przekonujących kreacji, jak w nakręconym w 1957 roku „Jailhouse Rock” czy zrealizowanym rok później „King Creole”. Nigdy później też nie był bliżej spełnienia swojego wielkiego marzenia o pozostaniu poważnym aktorem…

Love Me Tender

Na odwrocie: Elvis Presley jako Clint Reno w filmie „LoveMe Tender” na karcie kolekcjonerskiej nr 47 wydanej w1978 roku przez Boxcar Enterprises. Zdjęcie pochodzi zprywatnej kolekcji autora i zostało wykorzystane na mocycytatu.

Jako zwykły aktor ten facet ma duży potencjał. W ten skądinąd trafny sposób Joe Hazen, bliski współpracownik Hala B. Wallisa, podsumował kilkudniowe testy ekranowe z udziałem dwudziestojednoletniego Elvisa Presleya. Najwyraźniej jego opinię podzielał również sam producent ponieważ krótko po zakończeniu przesłuchań, 2 kwietnia 1956 roku, zaproponował menedżerowi piosenkarza pierwsze warunki współpracy.

Pierwszy hollywoodzki kontrakt Elvisa miał zagwarantować mu nakręcenie jednego filmu dla Paramount Pictures z możliwością realizacji sześciu następnych. Dodatkowo, dokument zakładał również możliwość występu Presleya raz w roku dla innego studia filmowego (na czym w szczególny sposób zależało menedżerowi piosenkarza).

Od strony finansowej natomiast, o co zadbał Pułkownik Parker, rzecz prezentowała się w następujący sposób. Za udział w swoim pierwszym obrazie Elvis miał otrzymać gażę w wysokości piętnastu tysięcy dolarów. Za kolejny dwudziestu tysięcy, a za trzeci dwudziestu pięciu tysięcy dolarów. Największe honorarium młody, szalenie wówczas popularny wokalista – lecz wciąż, co warto podkreślić, nieznany aktor – miał otrzymać w przypadku realizacji ostatniego, siódmego filmu. Wynegocjowana przez Parkera kwota wynosiła nie mniej i nie więcej niż… sto tysięcy dolarów.

Umowę sfinalizowano ostatecznie trzy tygodnie później, 25 kwietnia 1956 roku. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek w życiu mi sięto przydarzy, skwitował jej podpisanie Elvis. To tylko pokazuje, żenigdy nie możesz przewidzieć, co tak naprawdę ci się w życiuprzytrafi.

Do tego czasu Presley zdążył już poinformować opinię publiczną o swoim filmowym debiucie. W udzielonym we wtorek 10 kwietnia wywiadzie radiowym przekonywał słuchaczy, że już niedługo widzowie będą mogli go zobaczyć na dużym ekranie w ekranizacji sztuki N. Richarda Nasha, „The Rainmaker”.

Nieoficjalnie mówiło się, że Elvis miałby zagrać w niej młodszego brata głównej bohaterki, Lizzy Curry (kreowanej przez Katharine Hepburn) – Jima. Tyle że, jak twierdzi Bernard Dick, biograf Wallisa, od początku było to niemożliwe. Widzowie od razu zaczęliby sięzastanawiać, jak dwoje rodzeństwa, które tak bardzo różni się od siebie– nawet w mowie, może mieć tych samych rodziców, pisał w swojej książce.

Najwyraźniej jednak nieświadomy tego Elvis przez wiele tygodni utrzymywał, że to właśnie „The Rainmaker” będzie jego filmowym debiutem. O czym zresztą z pasją opowiadał podczas kolejnych spotkań z dziennikarzami.

I tak dla przykładu, w rozmowie z Kennem Kennamorem z dziennika „Lubbock Avalanche Journal” (10 kwietnia) Elvis zapewniał, że zdjęcia do filmu rozpoczną się jeszcze w czerwcu, a gdy Bea Ramirez z „Waco News Tribune” zapytała go o to, czy będzie w nim śpiewał, stanowczo zaprzeczył. Na pewno nie, mówił. Wystąpię w nim razem z Katharine Hepburn i BurtemLancasterem i nie będę tam śpiewał. Nie chcę tego. Chce byćaktorem.

O tym, że jego nazwisko nie pojawi się jednak w obsadzie wspomnianego filmu, piosenkarz najpewniej dowiedział się dopiero pod koniec kwietnia w Las Vegas (podczas swojej dwutygodniowej tury występów dla New Frontier Hotel) od Hala Wallisa podczas ich pierwszego wspólnego spotkania. Naszym pierwszym spotkaniembyłem zachwycony, gdy odkryłem, że jest on [Elvis] zupełnieinny, niż oczekiwałem, wspominał po latach producent. Byłcichym, uprzejmym i skromnym mężczyzną, a nie rozwrzeszczanymartystą rocka; a takie wrażenie sprawiał na swoich publicznychkoncertach.

Podczas rozmowy Wallis zwrócił również uwagę na sposób, w jaki Presley podchodził do kręcenia filmów. Moją ambicją, proszępana, jest zostać dobrym aktorem filmowym, miał stwierdzić podczas spotkania młody wokalista. Jednocześnie miał zasugerować producentowi, w jakiej roli czułby się najlepiej. W odpowiedzi Wallis obiecał mu, że postara się znaleźć dla niego odpowiedni scenariusz.

Pan Wallis zapytał mnie, jaką rolę chciałbym otrzymać, wyjaśniał dwa tygodnie po spotkaniu Elvis reporterowi z Minneapolis. Odpowiedziałem, że taką, w której nie musiałbym przesadnie grać. Takwięc Pan Wallis poprosił kogoś, by napisał dla mnie taką właśnierolę.

Tym samym Elvis sprostował ostatecznie krążące od wielu tygodni informacje o jego rzekomym udziale w filmie „The Rainmaker” (finalnie rolę Jima Curry otrzymał Henry Earl Holliman).

Znalezienie właściwej roli dla Elvisa okazało się jednak trudniejsze, niż mogło się początkowo wydawać. Pomimo iż Wallis dwoił się i troił, by jak najszybciej zaprezentować swoją nową gwiazdę na dużym ekranie, właściwe scenariusze wciąż nie nadchodziły.

Pojawiła się za to propozycja wytwórni MGM, która przygotowywała się właśnie do realizacji nowego westernu osadzonego w czasach wojny secesyjnej (1861–1865). Ulegając namowom, producent zgodził się ustąpić i bardzo niechętnie przystał na udział Elvisa w tym projekcie.

Spis treści - fragment

Strona tytułowa

Od autora

Część I 1956–1960

Love Me Tender