Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny - Piotr Wesołowski - ebook

Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny ebook

Piotr Wesołowski

0,0

Opis

Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny, nosi mój osobisty podtytuł "Rewolucja w Myśleniu - przewrót kopernikański". Jest to pierwsza książka, która łączy wszystkie aspekty życia mężczyzny: duchowość, seks, ciało, psychikę. Wprawiam w ruch te cztery żywioły łączące mężczyznę i opisuję je wszystkie do poziomów atomów i kwarków.. Tylko mężczyzna, może zrozumieć drugiego mężczyznę. "Przewrót kopernikański", wprawia mężczyznę w ruch, tak jak Kopernik zatrzymał słońce, a ruszył Ziemią. Książka ma moc bomby atomowej, która  zmiata z powierzchni ziemi głupie stereotypy o mężczyznach i wydobywa o nas prawdę. Prawdę bez upiększeń, gładkich słów, podlizywania się, a nawet kłamstw. PRAWDA I TYLKO PRAWDA o nas samych może uratować istnienie ludzkie. Książka jest czasami brutalna, tak jak życie, które nas nie rozpieszcza. Daje nam ostro w dupę i czasami wciska nas ostro w ziemię. Musimy zejść głęboko do fundamentów naszego męstwa i wydobyć z mężczyzn wszystko co jest w nas najlepsze.

Namawim drogie kobiety, którym zależy na ich mężczynach do przeczytania książki i wspierania swoich facetów, do ukazania całemu światu ich bogactwa. Napolen swojej ukochanej Józefinie, przynosił "w zębach" podbite kraje Europy i świata. Jego ukochana Józefina była jego inspiracją do działania. Droga kobieto użyj ukrytego arsenału swoich narzędzi, do wejścia twojego mężczyzny na wyższy poziom istnienia. Niech będzie twoim Napoleonem, którego istota męstwa drzemie w jego sercu. Nie zgadzaj się na średniactwo, marazm i bierność. Bądź jego muzą. Podpowiem ci jak to zrobić. Działaj, inspiruj. Przegoń tego wyleniałego kociaka z kanapy i spraw by stał się twoim tygrysem, lwem. Razem możecie wejść na wyższy poziom waszego związku.

Zapraszam was do czytania i Do Roboty. Świat czeka na was.

Pozdrawiam was wszystkich serdecznie.

PS. Piszcie na: [email protected]

Zaglądnij na YT na KANAŁ Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny"  https://www.youtube.com/channel/UC_TNFBYGAZGRNbjZI9EljrQ

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 529

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Spis treści

Strona tytułowa I

Strona tytułowa II

Czwórka wydawnicza

Wstęp Marka Kamińskiego

Wstęp II

Wstęp II

Wstęp VI

Część I 

Kim jest mężczyzna?

Część II

Musisz Umrzeć i Narodzić się na Nowo

Część III

Nowy Ja

Hardkorowi Święci

Dziewięciodniowa nowenna za wstawiennictwem

Część IV

Wywiady

Wywiad z Jerzym Górskim

Wywiad z Czesławem Langiem

Wywiad z Krzysztofem Hołowczycem

Wywiad z Jaśkiem Melą

Wywiad z Agustem Jakubikiem

Wywiad z Dariuszem Dudkiem

Wywiad z Robertem Burneika

Wywiad z Klaudiuszem Ševković

Wywiad z Henrykiem Czichem liderem zespołu Universe

Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny wg O. Tomka Nowaka

„Pierwszeństwo słuchania wobec działania.”

Podziękowania

Dodatek

Strona tytułowa I

 

 

 

 

 

Ekstremalne

Spełnienie Mężczyzny

Strona tytułowa II

Piotr Wesołowski

 

 

 

 

 

 

Ekstremalne

Spełnienie Mężczyzny

Czwórka wydawnicza

Ty­tuł

Ekstremalne spełnienie mężczyzny

 

Wydawca

Piotr Wesołowski

 

Redakcja

Grzegorz Włodek

 

 

 

 

 

 

 

Copyright © 2021 Piotr Wesołowski

All rights reserved

 

Warszawa 2021

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISBN 978-83-962695-0-8

Wstęp Marka Kamińskiego

 

 

 

 

 

 

 

ODWAGA

 

 

 

 

Kiedy decydujesz się wyjść poza schemat i robić rzeczy niemożliwe, jest to już odwagą. Kiedy na drodze do celu gubisz siebie, zapominasz o ludziach, chcesz dojść za wszelką cen – jest to tchórzostwem. Odwaga bywa też ślepa i może prowadzić do katastrofy. Kojarzy się bardziej z działaniem niż z myśleniem, a to błąd.

Odwaga nie oznacza braku lęku, tylko uznanie, że jest coś ważniejszego niż strach. Ważne, żeby nie była to odwaga dla odwagi, bo to może skończyć się źle. wydaje się, że gdy na przykład wspina się po górach, już przez to samo jest odważny. Ale od pewnego momentu taki wspinacz zapomina o niebezpieczeństwach i nie zmaga się z lękiem.

Najważniejsza jest odwaga myślenia: „Ja też mogę zrobić coś trudnego, może jeszcze nie dzisiaj, ale leży to w granicach moich możliwości”. To odwaga dążenia za prawdą, powiedzenie swojego zdania, sprzeciwianie się, nawet jeśli zostanie się wyśmianym. Odwaga bycia sobą – najpierw jest ona, a potem można się odważać na inne rzeczy. Odwaga musi płynąć z wnętrza.

 

Wstęp II

 

 

 

 

 

 

Na Dzień Dobry dostaniesz z „baniaka”

 

Z facetem nie ma się co bawić. Trzeba mu zasunąć prosta w czachę. Prawie nigdy nie podejmie działania, jeśli zastany stan rzeczy go nie zaboli. Dzisiaj, właśnie, gdy piszę te słowa (tj. 27.06.2021r.) rozmawiałem z koleżanką, która chce rzucić palenie. Dwa razy się jej udawało rzucić na parę miesięcy, drugi raz na rok, ale gdy już prawię świętowała rocznice palenia, w tym czasie zmarł jej dziadek i pod wpływem stresu wróciła do nałogu. W ten sposób właśnie drogi mężczyzno chce ci wytłumaczyć, że jeśli chcesz dokonać zmiany, to ból z nałogu, syfu, który cię przygniata i chce cię przyprawić o śmierć, musi być większy, niż doznawana przyjemność.

Nie przeczytasz tej książce hymnów pochwalnych na część męskości. Czas hymnów na twoją cześć usłyszysz po swojej śmierci, dopiero wtedy, gdy sobie na nie zasłużysz, nie szybciej. Co to znaczy? Zapieprzaj do roboty, skończ płakać nad swoim zasranym losem. Jest zasrany, bo ty go do tego doprowadziłeś. Nie bądź zasrańcem, tylko weź los we własne ręce. Nie możesz, to weź i poproś znajomego o pomoc. Wiem, że to wielka sztuka, bo musisz w tej chwili odkryć swoją słabość. Brawo i o to właśnie chodzi. Trzeba obnażyć swoją małość. Przecież byłeś już taki wielki, że dorównałeś Bogu, lub nawet go przerosłeś. Mówię do ciebie, „nie jesteś bogiem”. Dotarło? Wiem, że do niektórych nie. Dopiero zejście na ziemię, przyznanie się do małości, kruchości ma działanie oczyszczające. Dopiero w tym momencie, kiedy uczysz się pokory, następuję akt powstawania nowego mężczyzny w tobie. Posiadanie penisa jeszcze nie czyni z ciebie faceta. Mężczyzną stajesz się dopiero wtedy, gdy nauczysz się brać odpowiedzialność za swoją rodzinę, społeczność, w której żyjesz, za ojczyznę. W języku polskim rdzeniem słowa jest odpowiedzieć. Na miłość odpowiedzieć miłością, wyprzedzać się wzajemnie miłością.

Chcę ci tą książką świadomie sprawić ci ból. Nie sadystyczny, ale chcę, żeby dotarła do ciebie prawda. Jezus, który jest też dla mnie mentorem powiedział słowa [...] a prawda was wyzwoli” (J 8,23). Są to słowa, które są receptą dla faceta. Prawda o sobie samym zawsze boli, ale także jest wyzwalająca. Co to oznacza dla ciebie, dla mnie? Oznacza to, że wiem, że nie mogę wszystkiego. Mam swoje ograniczenia, mam swoje lęki, mam swoje wady. To jest normalne, tak każdy ma. Czy jesteś prezesem, urzędnikiem prezydentem kraju, czy bezrobotnym. Czesław Niemen w swojej już kultowej piosence „Śnie o Warszawie”, śpiewał „mam tak samo jak ty”. To jest właśnie to. Każdy ma tak samo jak ty, lub nawet gorzej. Dlatego teraz w tej chwili podejdź do lustra i powiedz sam do siebie: „Znam ciebie, znam twoje ograniczenia, wiem jednak, że twoje przyjście na świat nie było przypadkowe. W twoich rękach leży moc tworzenia na nowo historii tego świata. Więc myśl i działaj. Bóg dał ci moc”.

Wstęp II

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Drodzy czytelnicy. Bóg sprawił w swoich talentach, którymi mnie obdarzył, że dane mi było napisanie tej książki, czego efektem jest, to że trzymacie ją teraz w swoich rękach, której pisanie i wydanie sprawiło mi bardzo wiele radości.

Takim prawdziwym jej autorem, jest moje życie, które pisze historie lepsze niż najlepsi scenarzyści oper mydlanych, czyli tzw. seriali. Czasami moje życie było beznadziejne, nudne, czasami radosne i pełne szczęśliwych chwil. Przeżyliśmy je z moją żoną już dwadzieścia lat w związku małżeńskim naznaczonych śmiercią bliskich nam osób (zasyłam do Nieba modlitwę za Juliankę). W tej chwili przyszła mi do głowy melodia piosenki Ryszarda Rynkowskiego, którą nucąc sobie w myślach napawa mnie nostalgią „Życie, życie jest nowelą”. A życie mnie nie rozpieszczało. Zostałem wielokrotnie, a raczej stu i więcej krotnie poprzeciągany z kąta w kąt.

W kościele narzeka się, że mężczyźni nie chodzą na mszę, nie uczestniczą w jego życiu. Mężczyzn nie ma we wspólnotach itp. itd. Dlaczego? Pada pytanie. Odpowiedź jest prosta. Moim zdaniem, żeby być zrozumiałym przez młodych ludzi, młodych mężczyzn trzeba mówić „ich językiem”. Czasami jak kapłan na kazaniu „pociągnie z teologii” to wszyscy patrzą na siebie, że chyba się pomylili, mieli trafić do kościoła, a nie na wykład teologiczny. Jezus mówił do ówczesnych Żydów przypowieściami, czyli językiem obrazowym, językiem potocznym. Określam siebie, że jestem rap-pisarzem. Jest to zbitka dwóch słów: raper i pisarz. Raper w wykrzykiwanym tekście opisuje życie ulicy, a ja rap – pisarz ze zdwojoną mocą opisuje życie faceta, kim jest, co czuje. Jednego nie chciałem, żeby moja książka była przeintelektualizowana, a przez to niestrawna. Broń mnie Panie Boże. Czasami będę cię czytelniku wkurzał na maksa, żeby wydobyć z ciebie prawdę. Prawda was wyzwoli, ta recepta działa autentycznie. Czy tylko chcesz poznać prawdę o sobie? Książka napisana jest prostym językiem, dlatego że szukamy prostych rozwiązań, które trafiają do naszego serca. Trudne rzeczy, trudne słowa, chcę przetłumaczyć na proste słowa, na proste rozwiązania. Proste rzeczy są czasami najtrudniejsze, dlatego przetłumaczę wam proste rzeczy na jeszcze prostsze, rozkładając je jeszcze na atomy, neutrony, kwarki, na części pierwsze, żeby wasze serce połączone z waszą myślą zapaliły was do działania i zmieniły wasze życie na szczęśliwsze. Zapraszam do przeczytania mojej książki i wkroczenia na drogę szczęścia i obfitości. Jedno jest pewne. Mężczyzna na pewno nie pochodzi z Marsa, jak to się potocznie mówi. Mężczyzna pochodzi od Boga i został przez Niego stworzony. Na pewno w tej książce nie przeczytasz o badaniach naukowych, statystycznych prowadzonych na mężczyźnie, bo nie o to mi chodziło. A chodzi mi o ciebie, o faceta z krwi i kości, który musi zmagać się z przeciwnościami tego świata.

Moim pragnieniem drogi mężczyzno jest by siadając sobie wygodnie w domowym fotelu pozwolił zabrać się pociągiem autora przez jego życie, to zwalniając na chwilę, to przyśpieszając, znajdując dla siebie męskie historie, które posiadają wspólny męski mianownik z twoim życiem. Takie historie, które są podobne do twojej, dlatego że nasze męskie życie składa się z sukcesów i porażek w poszukiwaniu Boga i swojej tożsamości. „Ekstremalne Spełnienie Mężczyzny”, jest zbiorem przeżyć autora, myśli, ideałów, które stosowane w życiu sprawdziły się. No to w drogę. W pierwszej części książki przedstawiłem wywiady znanych ludzi począwszy od znanych sportowców, podróżników, po ludzi, którzy od porażki do porażki zbierając życiowe doświadczenie mogą się nim teraz dzielić i wskazywać innym jak przejść przez trudne chwile swojego życia. Pomysły przeprowadzania wywiadów ma swój początek wywodzący się ze spotkania z kardynałem w 2004 roku podczas pielgrzymowania do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach. Była ro pierwsza rocznica poświęcenia bazyliki i tak się złożyło dla nas szczęśliwie, że kardynał Macharski odprawiał mszę. Po mszy podeszliśmy razem z moją żoną i synem Jakubem do kardynała i poprosiliśmy o błogosławieństwo. Porozmawiał z nami, Kubę pogłaskał po głowie i na końcu udzielił nam błogosławieństwa. Wspominam to zdarzenie, dlatego, że mam w sobie odwagę przełamywania swojego wstydu, proszenia o pomoc, a to mi pomaga np. w składaniu prośby o udzielenie wywiadu. Poznaliście moją tajemnicę powstania drugiej części książki, do której chciałem się przed wami przyznać.

Czesław Lang światowej klasy kolarz, zdobywca medalu olimpijskiego i organizator wyścigu Tour de Pologne opisuje narodziny pasji do kolarstwa, przybliża nam swoją dietę, która sprawiła, że zyskał na zdrowiu i wydłużył czas swojego Marek Kamiński znany podróżnik, na wstępie przybliża nam czytelnikom na podstawie swoich przeżyć i doświadczeń, czym dla niego w męskim świecie powinna być odwaga. Jerzy Górski dzieli się swoim życiem, w którym przez 15 lat był czynnym narkomanem, jednak, gdy podjął decyzję, że kończy z nałogiem, po wielu latach treningów stanął na szczycie podwójnego triathlonu, który składa się z 8 km pływania, 240 km jazdy na rowerze i podwójnego maratonu biegnąc na dystansie 84 km. Na podstawie jego biografii nakręcono film „Najlepszy”, który stał się hitem kinowym i został obsypany deszczem nagród. Krzysztof Hołowczyc zdradza nam sekret z jaką szybkością pokonuje wertepy pustyni oraz w jaki sposób jego ojciec zaszczepił w nim pasję do motoryzacji. Jasiek Mela, który wspólnie z Markiem Kamińskim w jednym roku jako 15 letni chłopak zdobył oba bieguny przedstawia nam receptę jak sobie radzić w codziennym życiu z przeciwnościami. August Jakubik mistrz biegów 24 i 48 godzinnych, ultra maratończyk zdradza nam sekret, dlaczego bieganie przedłuża życie, uczy samodyscypliny i pomaga w wychowaniu dzieci. W drugim sekrecie zdradza nam tajemnicę, dlaczego 23 i 47, czyli ostatnia godzina biegu są w jego życiu najszczęśliwsze, po których zupełnie nie odczuwa zmęczenia. Dariusz Dudek przybliża nam dzień, w którym został mu złamany kręgosłup i natychmiast zakończyła się w ekspresowym tempie kariera piłkarza, oraz zdradza sekret jak na drugi dzień po urazie podjął studia trenerskie na AWF-ie w Katowicach. Robert Burneika znany wszystkim kulturysta i zawodnik MMA opisuje nam swoje początki na Litwie, gdzie się urodził. Zdradza nam sekret, jak ze zespawanych części czołgów radzieckich stworzył swoją pierwszą siłownię oraz jak w USA nauczył się języka polskiego.

Henryk Czich lider zespołu Universe przedstawia początki zespołu, podpowiada młodym ludziom jak szukać talentów i drogi ich realizacji.

Jeszcze chcę skierować słowo do kobiet. Drogie kobiety, moja książka jest też przeznaczona także dla was. Może stanowić dla was milowy krok w zrozumieniu waszych mężczyzn. Stanie się dla was instrukcją obsługi waszego faceta, która przysłuży się do trwalszego budowania waszego związku. Zajrzyjcie głębiej w jego duszę, psychikę, a w zamian otrzymacie jego wielką, dozgonną miłość. A wtedy wypowie do was największy komplement: [...] „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! (Rdz 2,23) Gdy zrozumiecie swojego faceta stanie się coś niezwykłego, będzie „głupi” za wami, odda wam to najcenniejsze: swoją wolność. Ofiaruje wam wszystko, całego siebie, wtedy staniecie się jednością. Myślę, że moja książka będzie dla waszych mężczyzn najlepszą inwestycją w ich życie. Zapraszam was drogie panie do lektury i zakupu mojej książki.

 

Wstęp VI

 

 

 

 

 

 

Uwaga może boleć – tylko dla facetów

 

W tej książce chcę rozebrać twój męski mózg i twoje serce na części pierwsze, tak jak rozbiera się cebulę warstwa po warstwie. Chcę w tych rozdziałach dotrzeć do męskich zakamarków najskrytszych myśli, tak jak zostałeś ukształtowany, do atomów i jeszcze głębiej twojego stworzenia. Ukształtowało cię twoje dzieciństwo i rodzina, która cię wychowała. Geny rodziców i twoich przodków i przede wszystkim Bóg Stworzyciel ukształtowały twoje ciało i potencjał, który wnosisz do tego świata.

Na początku zapytam ciebie wprost – czy chcesz usłyszeć prawdę o sobie, czy lubisz ludzkie przyjemne kłamstwo? Jeśli to pierwsze, to już jesteśmy przyjaciółmi i zabieram cię w dalszą drogę po kartach mojej książki, jeśli to drugie, bo lubisz żyć w wykrzywionym matriksie, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego, to na tym wstępie radzę ci zakończ czytanie. Może boleć.

Odkrywanie prawdy o samym sobie, zawsze jest bolesne. Składamy się nie tylko z dobrych i pozytywnych cech, z których ukształtował nas Bóg, ale też z tych wszystkich traum, wad, zranień i syfów, które wchłonęliśmy z tego niedoskonałego świata. Jeśli jednak dobrnąłeś do tego miejsca, to zapraszam cię w dalszą drogę przemiany. Do odkrywania najlepszej strony siebie, w zamyśle Boga takiego jakiego cię stworzył.

Dedykuję ci czytelniku na początku wiersz Matki Teresy z Kalkuty. Kto jak kto, ale właśnie matka Teresa ekstremalnie poznała życie. Codziennie miała styczność ze śmiercią, głodem, chorobami. Służyła całą sobą. Wychodziła do odrzuconych o których zapomniał świat. Dawała całą siebie. Pochylała się nad każdym kto tylko potrzebował pomocy. Dlatego drogi mężczyzno do ciebie kieruję te słowa – pomóż budować świat, cywilizację miłości. Niech moja książka wielkiego nawróconego grzesznika będzie początkiem wielkiej drogi. Drogi miłości, drogi zbawienia. Drogi czytelniku będę ci służył modlitwą i wsparciem, którego ci udzielę, Na końcu mojej książki znajdziesz do mnie adres e-mailowy, numer telefonu. Możesz także skontaktować się ze mną przez media społecznościowe np. FB, Messenger.

Teraz rozumiecie, dlaczego na początku książki umieściłem bajkę o orle? Chciałem cię wykurzyć. Jeśli cię zabolało, to cieszę się z tego efektu. Prawdopodobnie żyjesz życiem kurczaka, nie orła. Próbujesz podskoczyć, ale się nie udaje. Bo kurczaki nie latają. Specjalnie na dzień dobry chciałem ci dać mentalnie z baniaka, żebyś zaczął przekraczać swoje granice. Robię to obecnie teraz razem z tobą. To nie to, że chcę cię pouczać. Tak samo jak ty, w tym czasie co czytasz tą książkę, właśnie teraz wstaje ze swojego „gówna”. Przespałem dobre dwadzieścia lat swojego życia, żeby z przerażeniem stwierdzić, jak wiele okazji uciekło mi przed nosem. Jednak Bóg, który mnie kocha, pozwala mi wstać i iść do życia pełnego pasji. Chodź razem ze mną, zapraszam cię do przebycia tej fascynującej, pełnej przygód „autostrady do nieba”. Chcę ci służyć pomocą, razem będziemy wychodzić z naszego „gówna”. Chcę razem z tobą nosić twoje wady, twoje grzechy, to wszystko co nie daje ci urosnąć. Razem damy radę. Na końcu swojej książki umieszczę mój adres e-mailowy. Pisz, dzwoń, przychodź na spotkania ze mną.

 

 

Życie jest szansą, schwyć ją.

Życie jest pięknem, podziwiaj je.

Życie jest radością, próbuj ją.

Życie jest snem, uczyń je prawdą.

Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.

Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.

Życie jest grą, zagraj w nią.

Życie jest cenne, doceń je.

Życie jest bogactwem, strzeż go.

Życie jest miłością, ciesz się nią.

Życie jest tajemnicą, odkryj ją.

Życie jest obietnicą, spełnij ją.

Życie jest smutkiem, pokonaj go.

Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.

Życie jest walką, podejmij ją.

Życie jest tragedią, pojmij ją.

Życie jest przygodą, rzuć się w nią.

Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.

Życie jest życiem, obroń je.

Matka Teresa z Kalkuty

Część I 

 

 

 

 

 

 

 

Kim jest mężczyzna?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał”. (Rdz 2,15)

 

Kim jest mężczyzna? Kim jestem, zadajesz sobie pytanie? Po co znalazłem się na tym świecie? Jaki jest sens mojego życia? Odpowiedzmy sobie na to pytanie męskim prostym językiem, bez żadnych filozoficznych fajerwerków i bez opowieści dziwnej treści.

My mężczyźni jesteśmy śpiochami, przesypiamy życie.

 

„Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się”.1

 

Do mężczyzny od początków stworzenia ludzkości należało wyżywienia rodziny, które mógł spełnić w dwojaki sposób jako myśliwy lub rolnik. W czasach, gdy nie było jeszcze broni palnej, a myśliwy dysponował jedynie maczugą, kijem, a następnie łukiem, oszczepem, piką lub mieczem było to zadanie bardzo niebezpieczne. Zapuszczając się w gęsty las lub dżunglę myśliwy znajdował się w permanentnym i całkowitym niebezpieczeństwie utraty życia praktycznie każdego dnia. Niebezpieczeństwo stwarzały drapieżne zwierzęta, owady lub trujące rośliny. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy nasz myśliwy został zaatakowany przez watahę zgłodniałych wilków. Szanse przeżycia równały się prawie zeru. Trochę większe szanse przeżycia nasz myśliwy miałby w większej gromadzie swoich kompanów, z którymi wybrał się na polowanie. Jednak to niebezpieczeństwo i adrenalina towarzyszyły mężczyźnie przez cały czas jego życia. Lecz zwierzęta, owady i rośliny nie były jego największym niebezpieczeństwem. Jego największym rywalem był drugi człowiek. Wszystkie zmysły, mięśnie i całe ciało musiało być w całkowitej gotowości odparcia ataku. Każde spotkanie mogło wiązać się z utratą życia. Mężczyzna został stworzony do rywalizacji z drugim mężczyzną nawet tym pozostającym w przyjacielskich relacjach.

Drugim sposobem życia mężczyzny była uprawa roli. Kształtowała ona życie mężczyzny w trochę inny sposób niż myśliwego. Przede wszystkim był on przywiązany do ziemi przez dłuższy czas, który wynikał z procesu jej uprawy. Był zdany tylko na siebie. Zagrażała mu natura i inni ludzie, którzy chcieli zawłaszczyć jego majątek i rodzinę. Wszystkie żywioły były jego przeciwnikiem. Grad, wichura, palące słońce wraz suszą, powódź, mróz zagrażały jego życiu i plonom. Walka z naturą i jej żywiołami była trudna i mozolna. Człowiek wraz z doświadczeniem musiał się nauczyć magazynować wytworzone płody roli, lecz to czasami zawodziło, bo największym zagrożeniem oprócz żywiołów, krwiożerczych zwierząt byli też inni ludzie, którzy chcieli zawłaszczyć pożywienie i majątek rolnika.

Praca dla człowieka została ustanowiona i uświęcona przez samego Boga od początku istnienia świata. Praca jest sensem życia mężczyzny, po najważniejszej roli jaką ustanowił Bóg bycia mężem i ojcem. Te dwie tożsamości zazębiają się w obopólnej harmonii. Dlatego największym zagrożeniem dla trwałości małżeństwa, dla rodziny jest pozbawienia męża i ojca pracy. Przeżywałem tą sytuację osobiście i mogę coś na ten temat powiedzieć.

A co ma myśleć ojciec rodziny, który został wyrzucony na bruk, któremu pokazano, że jest niepotrzebny. W pierwszym momencie odczuwa gniew i poczucie niesprawiedliwości. Mężczyzna bez pracy gubi swój sens istnienia, jego poczucie wartości spada w praktyce do zera. Każdy z nas słyszał od grona znajomych z rodziny, że ktoś stracił pracę. Jeśli usłyszycie taką informację wiedźcie, że w tej rodzinie rozgrywa się prawdziwa tragedia i dramat. A jeśli do tego dochodzą zaciągnięte kredyty, jest to tragedia do kwadratu. Smutne jest to, że taki człowiek traktowany jest często jak trędowaty, znajomi, którzy go do tej pory otaczali, wyrzucają go poza nawias, jakby to było zaraźliwe. Często traktuje się takich ludzi z fałszywym współczuciem, a nawet litością. Takie zachowanie tylko pogłębia poczucie odrzucenia. Daje mu się także to brutalnie odczuć: jesteś zerem, jesteś śmieciem, do niczego się nie nadajesz. Ze strony pokrzywdzonego często potrzeba wręcz heroicznej walki, popartej cudem by się nie załamać. Przyczyną rozwodów są często względy ekonomiczne, które są na drugim miejscu, po zdradzie współmałżonka.

Zapytacie mnie drodzy czytelnicy, to podaj nam facet receptę na to zło, daj nam narzędzia którymi wygramy bitwę o przetrwanie. Odpowiedź jest bardzo prosta, może wręcz zadziwić lub krzykniecie z niedowierzaniem, jak to, czy to możliwe? Tak jest to możliwe, lecz po kolei, wpierw udzielę wam odpowiedzi na wasze pytania.

Waszym rozwiązaniem, które zastosowałem w swoim życiu jest mój przyjaciel JEZUS CHRYSTUS i przyjaźń z nim. Słyszę jak w waszych żyłach wzrasta ciśnienie krwi, w waszych neuronach z szybkością światła biegnie impuls odrzucenia tej książki głęboko w kąt, lecz coś was powstrzymuje, myślicie sobie dam mu jeszcze szansę na przekonanie mnie. Myślisz – mam nadzieję, że nie będzie „mędził” jak ci objazdowi mówcy, co pozjadali wszystkie rozumy.

Nie będę was pouczał, bo życie was nie rozpieszcza, dostajecie w kość na dzień dobry, gdy tylko otwieracie swoje oczy. Moje życie wyglądało jak wasze, nie rozpieszczało mnie, tylko „waliło z buta prosto w twarz” na dzień dobry każdego dnia. Z całym szacunkiem odnoszę się do was, bo jesteście tytanami, bohaterami dnia codziennego, którzy muszą się zmagać z codzienną brutalną rzeczywistością. To ja mogę moi czytelnicy wiele się od was nauczyć i robię to każdego dnia, rozmawiając z wami, słuchając napotkanych ludzi w tramwaju, w parku, w sklepie.

Kim jestem? To pytanie zadajesz sobie codziennie. Po co żyję, jaki jest sens mojego istnienia, jakie mam zdolności? Na te pytania już otrzymałeś odpowiedzi, tylko już o nich nie pamiętasz, bo to było już bardzo dawno – w twoim dzieciństwie. Już w dzieciństwie przejawiałeś jakieś zdolności. Już wtedy na pewno usłyszałeś głosy pełne podziwu – Kuba będzie w przyszłości konstruktorem, tak wspaniałe konstrukcje układa z klocków Lego, Jurek zostanie lekarzem tak niesamowicie zatroszczył się o koleżankę w przedszkolu, gdy zakładał jej plaster na ranę. Zbyszek zostanie kierowcą rajdowym, tak lubi śmigać na torze kartingowym, a Marek zostanie piłkarzem, bo nie można ściągnąć go boiska, a gdyby tylko mógł spałby na nim. Olek to zostanie najsłynniejszym kreatorem mody, tak to z kilku niepozornych szmatek zszywa dla lalek swojej siostry szałowe kreacje. I tak można przytoczyć miliony tak stwierdzeń i obserwacji ludzi, którzy mają z nami styczność.

Jednym z najważniejszych dążeń mężczyzny powinno być poszukiwanie Bożej mądrości. Jak może pamiętacie spodobało się Bogu, że król Salomon poszukiwał mądrości. Dlatego też obdarzył Salomona jeszcze większym bogactwem i chwałą, jakiej nie posiadał żaden z ówczesnych władców na ziemi. Przeczytaj sobie błogosławieństwo Boga wobec Salomona i zastosuj je w swoim życiu. A będą się działy potężne cuda.

„Więc spełniam twoje pragnienie i daję ci serce mądre i rozsądne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie. I choć nie prosiłeś, daję ci ponadto bogactwo i sławę, tak iż «za twoich dni» podobnego tobie nie będzie wśród królów. Jeśli zaś będziesz postępować moimi drogami, zachowując moje prawa i polecenia za przykładem twego ojca, Dawida, to przedłużę twoje życie”. (1 Krl 3, 12–14).

Podobnym prawem kierował się Winston Churchill wyrażonym bardziej prostym językiem „mężczyzna, który wie, czego chce, zasługuje na miano inteligentnego człowieka”.2

Bardzo spodobało mi się osobiście stwierdzenie zawarte w liście pasterskim Episkopatu Polski, który został przeczytany w polskich kościołach 14.01.2018r. na rozpoczęcie Roku Świętego Stanisława Kostki:

Męstwo nie polega na zbrojnej walce czy traktowaniu innych jako nieprzyjaciół, ale na tym, że my sami pozostajemy wierni i pomagamy innym w trwaniu w wierności.3

Jedno trzeba stwierdzić. Jesteś tym, jak o sobie myślisz. Jesteś obrazem prawdziwym lub fałszywym jaki nosisz w sobie, co stanowi o tobie i twojej tożsamości. Twoje zasoby zostały złożone w twoim sercu. Trzeba się tylko do nich dokopać. Jak tego dokonać, zapytasz? Powiem ci na dalszych stronach mojej książki.

 

 

Jaki jest sens mojego życia na ziemi?

 

cokolwiek by się stało, człowiek musi

nieść swój krzyż, czy będzie to krzyż myśli

czy też czynu4

 

Żyjemy w Polsce w XXI wieku, jesteś człowiekiem w średnim wieku, jak większość mężczyzn urodzonych u schyłku PRL-u, w którym jeszcze panował komunizm, inni mówią, że socjalizm. Pamiętamy stan wojenny, Solidarność, puste półki w sklepach, mięso na kartki i wielkie kolejki do sklepów niemal po wszystko. Wódka i spirytus były drugą walutą, a pierwszą dolary, bo złotówka była pieniądzem o małej wartości. Pokolenie obecnych czterdziestolatków zostało trochę skrzywdzone, bo urodziliśmy się na przełomie dwóch epok. Epoki komunizmu i krwiożerczego kapitalizmu, który na początku z kapitalizmem miał bardzo mało wspólnego. Na pewno można te lata nazwać czasami przełomu. Tak jak większość z was musiałem uczyć się języka rosyjskiego. W szkole zmuszano nas do członkostwa w Stowarzyszeniu Przyjaźni polsko-rosyjskiej, a następnie do przystąpienia do ZSMP. Tak jak wy pamiętam magnetofony szpulowe, a później kasetowe. Zagraniczne płyty winylowe były poza zasięgiem. Firmowe jeansy można było nabyć w sklepach PEWEXU za dolary lub zachodnie waluty. Żyjemy naprawdę w bardzo ciekawych czasach. Taki mały rys historyczny przedstawiłem wam z jakich czasów się wywodzę. Zdaję sobie sprawę, że moją książkę będą czytać starsi i młodsi czytelnicy wywodzący się z różnych środowisk. Jedno nas łączy, że mamy jedną wspólną historię. Starsi czytelnicy brali udział w tych wszystkich wydarzeniach, które opisałem w telegraficznym skrócie. Młodsi czytelnicy, mają rodziców, którzy to wszystko przeżywali. Historia naszego narodu nas ukształtowała, czy tego chcemy, czy nie. Ukształtowała też nasze obecne męskie pokolenie z wszystkimi obciążeniami, ale też z wszystkimi pozytywnymi cechami. Wszystko to nosimy w sobie.

A jaki jest sens naszego życia? Odpowiadamy sobie na to pytanie każdego dnia, który ma 24 godziny lub 86 400 sekund. Taką walutą dysponujemy każdego dnia, kiedy tylko otwieramy oczy. Sens każdej sekundzie nadajesz ty sam. Możesz wszystko roztrwonić i przegrać swój czas na pierdoły, lub mądrze go zainwestować, żeby jeszcze przyniósł ci wielkie zyski. Musisz sobie odpowiedzieć, czy żyjesz tylko, żeby jeść, pić i wydalać? Czy nadajesz swojemu życiu głęboki sens i wypełniasz je, żeby kochać, pełnić służbę i poświęcać się drugiemu człowiekowi. Zawsze odpowiedź należy tylko do ciebie. I tylko TY możesz sobie na nie odpowiedzieć, rozpamiętywanie porażek nie ma najmniejszego sensu. „Jeżeli przez cały czas skupiasz się tylko na tym, co poszło źle i tylko o tym rozmawiasz z ludźmi, których znasz, nie stajesz się dla nich źródłem inspiracji i wzrostu, tylko przyczyniasz się do destrukcji”.5

A Viktor E. Frankl tak pisze o poszukiwaniu sensu życia: „[...]głównym celem człowieka nie jest dążenie do przyjemności ani unikanie bólu, lecz właśnie poszukiwanie w swoim życiu sensu. Dlatego właśnie jesteśmy nawet gotowi cierpieć, oczywiście pod warunkiem, że nadamy swojemu cierpieniu jakieś znaczenie”.6

 

 

Jak umierają mężczyźni?

 

Zadawanie pytań jest najprostszą i najszybszą nauką o SOBIE samym. Tak też i mężczyzna musi nauczyć się sztuki zadawania pytań, bo często zachowujemy wobec Boga jak kapryśne dzieci. Obrażamy się, strzelamy focha. A Bóg chce okazywać nam miłość, a co ciekawe my uciekamy od Niego. Chcemy robić wszystko po swojemu. Chcemy wszystko od Pana Boga – szczęścia, miłości, pieniędzy, samochodu, mieszkania, domu, wygodnego życia. A jak tego nie dostajemy natychmiast, to zaczynamy dążyć do tego po swojemu, oczywiście bez udziału Boga. Tworzymy sobie zamienniki, nowe religie, swoje prywatne kościoły. Teraz nowymi kościołami są kluby fitness, nowoczesne siłownie, galerie. Na nowo odżyła religia zwana kultem ciała, którą znamy ze starożytnej Grecji. Nowymi kapłanami są trenerzy personalni, którzy wtajemniczają ludzi za duże pieniądze do nowo – starej religii. Uważam, że trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Dlatego reklamę trzeba nazwać kłamstwem, które wpycha mężczyznę w kajdany niespełnienia, braku, który prowadzi nas do grzechu.

Wielce zastanowił mnie koncepcyjny prototyp Rolls-Royce o nazwie Sanktuarium. Prawdziwe dzieło sztuki. Tylko nazwa odwołująca się do największej próżności – pychy człowieka, który ma być wyniesiony ponad centrum wszechświata. To odwołanie do chęci człowieka, żeby być Bogiem.

A gdzie spotkamy młodzież? Na pewno spotkamy ją w wirtualnym świecie. Dlatego bardzo ważnym zadaniem dla kościoła jest ewangelizacja w internecie i dawanie świadectwa przez chrześcijan i przyznawanie się do Jezusa w świecie wirtualnym. Oczywiście po męsku musisz przyjąć, że zostaniesz zbluzgany przez hejterów na dzień dobry, ale zdradzę ci w tajemnicy, że właśnie przez hejt pośrednio twoje świadectwo trafi do ludzi, którzy poszukują Pana Boga. Facet to osobnik, który przeciwstawia się złu i ma też ma odwagę przyznania się do błędu. Sytuację można porównać, do zwalczania chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim, gdzie zwalczono chrześcijan przez posyłanie ich na śmierć przez ukrzyżowanie lub gdy ginęli podczas walk gladiatorów w rzymskim Koloseum, lub byli tam rozszarpywani przez dzikie zwierzęta. Dzięki prześladowcom wiara chrześcijańska rozeszła się na cały świat. Dlatego twierdzę z całą odpowiedzialnością, że hejterzy pomagają nam w ewangelizacji i głoszeniu ewangelii. Dziękuję wam hejterzy, jesteście kochani. „Zgodnie z Pismem Świętym ciężkie położenie człowieka jest często miejscem spotkania z Bogiem”.7

Żeby wydobyć z człowieka prawdę i wydobyć z niego to kim jest św. Jan w Apokalipsie pisze, że przy końcu dziejów nie będzie żadnego budynku kościoła, bo Bóg będzie chciał nas odrzeć ze wszystkich sztuczności i masek, z udawanej pobożności. Będzie chciał wydobyć z nas prawdziwą i autentyczną świątynię Ducha Świętego, którą my jesteśmy. Tak po ludzku boimy się takiego momentu, kiedy zostaniemy nadzy z tym co myślimy, mówimy i czynimy. Prawda i tylko prawda. Sam wiem po sobie, że boję się tego momentu. Cały czas się nawracam. Lecz jak spojrzę do tyłu, ile było we mnie pychy, obłudy, wielkiej ciemności, to błogosławię ten dzień, kiedy zacząłem się nawracać. A tak pokrótce jestem mistrzem w upadkach.

 

 

Śmierć duchowa, pustka duchowa

 

Czy przeżyłeś taki stan, gdzie czujesz, że jesteś pusty i pytasz się o sens życia? Żyjesz biologicznie, ale czujesz, że tak jakby ciebie nie było? Wierzysz w Boga i wiesz, że jest, ale jesteś wobec Niego zimny i obojętny. Doszedłeś do stanu, że już nie prosisz o zmianę, bo już nie wierzysz, że możesz coś zmienić.

Gdy już ci się nic nie chce i najchętniej byś umarł w bezsensie swojego istnienia, a twoi znajomi jak na złość krzyczą ci „dasz radę” (w tym momencie jeszcze przed swoją śmiercią zabiłbyś ich swoimi rękoma) i tak jak na filmach o dzikim zachodzie patrzysz na zachodzące słońce i mówisz sam do siebie „no dobrze spróbuję jeszcze raz”.

Chociaż ci się w ogóle nie chce, dajesz sobie kopa w tyłek i zaczynasz jeszcze raz.

Jesteś dumny z siebie, że jeszcze raz spróbowałeś, że podjąłeś trafną decyzję, że chcesz się nawrócić, a to właśnie niepostrzeżenie zadziałał Bóg. Często bywa tak, że Bóg chce, żebyś sobie przypisał rozwiązanie problemów i uwierzył najpierw w siebie w swoje możliwości, a następnie w Niego, swojego Stwórcę.

Patrzysz na ten świat i na pewno zauważyłeś, że tak w ogóle ten obecnie panujący świat jest „antymęski”, jest parodią wzorów, które się przelewają przez szeroko pojęte media. Zobaczcie sami. Z jednej strony zalewa nas parada „maminsynków” dla których dbałość o piękno ich ciała, estetykę stała się celem życia. Wzorem stał się trochę zniewieściały „Ken”.

Wmówiono nam mężczyznom, że to jest wzór faceta, a Barbi to wzór kobiety. Od dzieciństwa wmawia się naszym dzieciom i nam rodzicom w sposób marketingowy oczywiście wciskając ten fałsz, że ta parodia postaci człowieka uzewnętrzniona w tej lalce to szczyt spełnionych marzeń. A tak w ogóle wmówiono nam, że facet ma być atrakcyjny, przystojny, dbający o urodę, dbający o sylwetkę, mięśnie.

Koncerny kosmetyczne wypuszczają kolejne serie kosmetyków dla mężczyzn począwszy od kremów pod oczy do maseczek na twarz, oczywiście na każdy rodzaj skóry... To oczywiste, że mężczyzna ma być czysty i zadbany, lecz bez przesady. Koncerny kosmetyczne mają swoje strategie marketingowe, których zasadą jest wmówić ludziom, że potrzebują tego do swojego życia. Trzeba wytworzyć potrzebę, którą zaspokoi tylko reklamowany produkt. Zobaczcie na reklamy. Odchodzi się od reklam bezpośrednio reklamujących produkt, teraz zachwala się styl życia, „gdy będziesz miał nasz produkt, będziesz lubiany, otoczony mnóstwem przyjaciół, będziesz lepszy, doskonalszy” itd. Zostaliśmy zepchnięci jako jednostka ludzka z homo sapiens – człowieka myślącego do „homo consumens” – człowieka konsumenta, który targany impulsami zakupowymi zatracił wolność wyboru. Koncerny reklamowe ze sztabami swoich pracowników posiadają wiedzę popartą badaniami, jak dostać się do naszych umysłów bez naszej wiedzy. Dzieje się to także bez naszego udziału nawet wtedy wszelkie media elektroniczne są przez nas wyłączone i nie mamy do nich dostępu. Wystarczy wyjść na zewnątrz np. gdy wsiadamy do komunikacji miejskiej, gdzie reklamy, bilbordy, neony na trasie przejazdu są odbierane mimowolnie przez nasz umysł. Zwykła ulotka wręczana nam do ręki przez uśmiechniętego kolportera czyni wydźwięk w naszym umyśle. Sami jesteśmy powierzchnią reklamową koncernów, które powinny nam płacić za używanie ich markowych produktów, lecz to my ustawiamy się w kolejkach, żeby zapłacić ciężkie pieniądze za ich posiadanie i mieć ułudę szczęścia, które proponują.

Hasła reklamowe wmawiają nam, że „poczujesz się jak w niebie”, „przeżyjesz moc rozkoszy”, „przeżyjesz fantastyczną niesamowitą przygodę”. Czy tak się dzieje? W większości przypadków nie. Pozostaje niesmak i poczucie niespełnienia. Bo zakupione rzeczy, doznania, nie mogą dać nam szczęścia. Sami dla własnej osoby nie możemy wytworzyć poczucia szczęścia.

Dlaczego tak się dzieje? Z powodu grzechu naszych prarodziców Adama i Ewy. Patrząc na nich oczami duszy, gdy go popełnili wyglądali jak ośmiornica, do której przylepiły się różne dziadostwa.

Osobiście sam byłem w takiej sytuacji, gdy mój najstarszy syn Jakub w wieku 10 lat, zapragnął jak większość jego kolegów konsolę do gier playstation. Będąc bogatszy o doświadczenie jego kuzyna, który już posiadał taką konsolę, zacząłem negocjować warunki jej użytkowania. Moje doświadczenie polegało na tym, że widziałem i słyszałem narzekania jego matki: „On już tyle godzin gra, ma przekrwione oczy, źle się uczy, nie ma z niego żadnego pożytku, o nic nie mogę się doprosić” itp. itd.

Z moim synem Jakubem spisałem umowę, stawiając mu warunki:

– Tylko godzina dziennie, z wyłączeniem niedzieli.

– Odrobione lekcje na dzień następny, wraz z przygotowaniem się do nich,

– Wykonane prace na rzecz domu (np. wyrzucone śmieci, podlane kwiatki)

Spisane na kartce papieru warunki miały zostać podpisane przez nas obojga. Lecz coś mnie tchnęło, że mam tej umowy nie podpisywać. Było to bardzo trudne dla mnie, a co dopiero dla mojego syna. Jednak patrząc z perspektywy czasu na to zdarzenie razem doszliśmy do wniosku, że było to bardzo pozytywne właśnie dla mojego syna. Zapytacie, dlaczego zacząłem od tej historii z moim synem. Odpowiedź jest bardzo prosta – to my ojcowie kształtujemy charaktery naszych synów. Męstwo to droga pod prąd, przeciwko modom i trendom.

Innym razem, gdy już zaczął naukę w gimnazjum z rozrzewnieniem zaprawioną szczyptą wyrzutu do mnie, pewnego dnia wypowiedział takie słowa:

– Tato wiesz. że moi koledzy razem z własnymi ojcami grają w gry na komputerze.

– A powiedz jakie to są gry?

– Na przykład mój kolega z klasy gra ze swoim tatą w „strzelankę”. Jest to gra w której zabija się ludzi i kradnie samochody dostając punkty w formie zarobionych pieniędzy. Zwycięzcą jest ten, kto zgarnie najwięcej forsy zabijając i kradnąc samochody.

– Synu, powiedz mi szczerze, czy chciałbyś żebym grał z tobą w taką grę?

– Po chwili zastanowienia odpowiedział: „No nie”.

Inny przykład. Znajomy opowiadał mi takie zdarzenie. Był z wizytą u znajomych. Zwykłe spotkanie kawa, ciasto. Wtedy ośmioletni Bartek syn znajomych spokojnie grał sobie w gry na komputerze. Chciałem się z nim przywitać – opowiadał znajomy. Spokojnie otworzył drzwi pokoju, wsunąłem głowę by mu zbytnio nie przeszkadzać, już chciał powiedzieć „Cześć Bartek, co ciebie słychać”, lecz szybko się wycofał. Słyszał dobiegające z pokoju znad klawiatury słowa „krwi, więcej krwi”.

Pracując z w Niemczech, natknąłem się na Marka (imię zmienione). Miał wtedy 24 lata. Był maniakiem komputerowym. Podczas weekendu, który ma 48 godzin, on potrafił grać przez 42 godziny. Miał nadludzką siłę. Paczki 40 kilogramowe przerzucał jedną ręką. Raz wracając z pracy na drodze przepuszczałem pieszych na przejściu. On z Nienacka mówi do mnie, „przejedź tą ku...wę”. Wziąłem to oczywiście na żart, ale byłem ciekawy, co było czynnikiem jego słów. Zapytałem go, „dlaczego miałbym przejechać tą kobietę?”. On mi odpowiedział, „bo chcę poczuć zapach krwi”. Patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Rozumiem, że podczas gier na ekranie, krew leje się często i gęsto. Może w przyszłości będą zainstalowane symulatory, dozowniki z sztuczną krwią, która podczas gry i trafienia przeciwnika będzie bryzgać strumieniami sztucznej krwi na ciebie? Nie, nie odpowiedział mi. Chcę poczuć zapach prawdziwej krwi. Poraziły mnie wywody maniaka komputerowego. Pozostawiam te słowa bez komentarza dla rodziców, którzy nie wiedzą w co grają ich dzieci.

Obserwuję też odwrotne przegięcie tzw. wychowanie „pod kloszem”. Objawia się to nadmiernym chronieniem swoich dzieci przed niepowodzeniami, porażkami, zranieniami. Zapytam przewrotnie.

– A czy my, ich rodzice nie doznawaliśmy zawodów miłosnych? Szef w pracy nie okazywał nam zniecierpliwienia? Bez racji obcięto nam premię, bo taki miał kaprys nasz kierownik?

Przecież to wszystko, co nam się przydarzyło, to o te doświadczenia jesteśmy bogatsi. Negatywne doświadczenia, to nasza „szkoła życia”. Wiele z tych błędów popełniamy nadal, z niektórych na dobre się wyleczyliśmy. Widzicie sami kochani ojcowie i mamy, nie odbierajcie swoim dzieciom doświadczeń, które im wcześniej przeżyją, tym wcześniej o nie będą bogatsze. A czy wcześniej, czy później i tak je dotkną. Dajcie swoim synom i córkom dorosnąć, nie róbcie z nich pospolitych nieudaczników.

Obserwuję jeszcze jedno niepokojące zjawisko związane z chronieniem swoich dzieci przed porażkami. Otóż wielu rodziców przesadnie dba, żeby ich dzieci były grzeczne i słuchały się rodziców. To oczywiście nie jest złe, jednak problem tkwi w szczegółach. Drogi rodzicu twoje dziecko ma być kulturalne, pomocne, serdeczne, tylko nie grzeczne. Broń Boże. Dlaczego? Bo wielu rodziców dbając o grzeczność swoich dzieci i trenując je przez powiedzmy piętnaście lat życia, doprowadza je do stanu totalnej uległości. I dziecko po piętnastu latach indoktrynacji rezygnuje kompletnie ze swojego zdania. Taki nastolatek idący do liceum jest kompletnie zależną od rodziców marionetką. Później to wychodzi przy wyborze studiów. Mama i tata mają oczywiście odpowiedź na to pytanie jakie studia wybierze ich syn lub córka. Następnie o wyborze pierwszej pracy też już pomyśleli dla swojej córki czy syna. Znam przypadki z relacji moich znajomych, że rodzice wymuszają swoją obecność podczas pierwszej rozmowy o pracę. Znam też takie osoby, że nawet kredyt na samochód czy mieszkanie spłacają rodzice. Rodzice wreszcie odchodzą z tej ziemi, umierają, a nieporadne dzieci zostają. Myślisz, że będą wspominali swoje dzieciństwo jako coś wspaniałego? Na pewno nie. Będą przeklinać dzień, w którym poddali swoją wolę rodzicom. Mam nadzieję, że wasze dzieci nie są „grzeczne”.

 

 

Komfortowa śmierć

 

Aby zło zatriumfowało, wystarczy, żeby prawi ludzie nic nie robili

Edmund Burke

 

Wszyscy mamy takich znajomych, którzy w kółko narzekają. To im za zimno, to za gorąco, to skoki ciśnienia są za szybkie, bo pada deszcz, bo ostro świeci słońce lub niebo jest zachmurzone. Można wręcz oszaleć od tego notorycznego narzekania. Pan Bóg musiałby stworzyć taką hodowlę ludzi, tak jak mają zwierzęta w terrarium, oczywiście z obowiązkowo indywidualnymi boksami, gdzie temperatura, wilgotność, nasłonecznienie, byłaby kierowana głosowo i odpowiadałaby natychmiast na nasze utyskiwania. Totalny komfort, zero problemów, nasze życzenia byłyby spełniane zawsze z dokładną precyzją.

Futurystyczna wizja, która mam nadzieję nigdy się nie spełni, byłaby masową śmiercią mężczyzny i ostatnim pokoleniem jego istnienia. Mój znajomy, który pracuje w szpitalu psychiatrycznym, w ten sposób opisywał mi pacjentów, którzy znajdują się na oddziale, na którym pracuje. Są to osoby w ostatnim stadium depresji, którzy już nie odczuwają żadnych bodźców zewnętrznych, gdyż ich zakończenia nerwowe odpowiedzialne za odczucia zmysłowe, są tak już zdegenerowane, że nic nie dociera do nich ze świata zewnętrznego. A odczucia wewnętrzne są w fazie zaniku. Ten stan można opisać jako śmierć za życia. Jedyną terapią, którą się przeprowadza na tych pacjentach, są elektrowstrząsy w stanie całkowitej narkozy. Jestem świadomy, że przedstawiłem wam ekstremalny przykład, który ma wami wstrząsnąć. Wybór należy do was – komfortowa śmierć czy trud życia, który hartuje nas codziennie do pokonywania problemów. Przeczytałem ostatnio maksymę wypowiedzianą przez Jerzego Gregorka mistrza świata w podnoszeniu ciężarów i trenera wielu atletów.

 

Łatwe decyzje – trudne życie

Trudne decyzje – łatwe życie

 

Powyższe słowa są proste i zarazem brutalne. Mężczyźni żyją, tak jakby olewali swoje życie. Codziennie piwko, drinki, sjesta i hasta maniana. Czasami mam wrażenie, że my faceci zachowujemy się jak ukwiały zamieszkałe na rafie koralowej. Coś nam się przyczepia do tyłka w postaci fotela, a do ręki na stałe przyczepia się jakaś narośl niczym huba drzewna w postaci pilota do telewizora. Przypominają mi się słowa Papieża Franciszka, żeby wstać z kanapy. To jest właśnie to, ruszyć dupsko i zacząć pracować nad własnym życiem

W rozmowie z kolegą z pracy 46-letnim facetem padła kwestia przyszłej emerytury. Wypowiedział takie słowa:

– Wiesz co Piotrek chciałbym już przejść na emeryturę.

– No dobrze, ale jeszcze pozostało ci 20 lat pracy.

– Wiem, ale chciałbym już zakończyć pracę, czuję się wypalony.

– Marek, rozumiem cię, ale jeszcze sensownie musisz wypełnić swoje życie. Jak będziesz miał 65 lat, nie będziesz miał już sił do realizowania swoich planów, nie mówiąc już o zdrowiu.

Zasmucił się tym co mu powiedziałem. Może nie zdawał sobie sprawy, jakie konsekwencje miały jego pragnienia.

Drugi mój kolega będąc pod wpływem alkoholu czy to żartując, czy mówiąc serio, chciałby przeżyć życie na całkowitym rauszu. Wypijając codziennie pół litra czterdziestoprocentowego alkoholu.

Przeprowadzono też sondę pytając przedszkolaków, kim chciałby być w przyszłości jak dorośnie. Mały rezolutny chłopczyk odpowiedział:

– chciałbym być emerytem. Emeryt nie pracuje, a na konto wpływają mu pieniądze.

Bardzo łatwo jest zniszczyć mężczyznę. Wystarczy odebrać mu pracę. Badania wykazują, że po dwuletnim okresie niepracowania facet staje się wrakiem, nauka to określa „mianem nerwicy bezrobocia”. „Bezrobocie było postrzegane jako byciem bezużytecznym, zaś bycie bezużytecznym przyrównywano z kolei do prowadzenia życia pozbawionego sensu”.8

W tym miejscu apeluję z całego serca do wszystkich. Musimy bezwarunkowo pomóc wszystkim, którzy nie mają pracy. Trzeba aktywnie pomóc takiemu człowiekowi, nawet znaleźć mu pracę, żeby nie zmarnował sobie życia.

Życie mężczyzny od samego stworzenia zostało wypełnione pracą. Adam został umieszczony w ogrodzie Eden, żeby go uprawić. [...] „Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał”.

Od stworzenia świata wszyscy byli zobowiązani do pracy. Nie było mężczyzn, którzy by nic nie robili. Praca fizyczna jest potrzebna facetowi. Musi się po prostu zmęczyć. A bezrobotnego zrozumiesz tylko wtedy, gdy przeżyjesz to co on. Musisz być uczciwy w pracy. Obijanie się w pracy jest dosłownie kradzieżą czasu. Prawo Boże dla leni jest bezwzględne. [...] Kto nie chce pracować, niech też nie je! (2 Tes 3,10).

I jeszcze jedno. Czy wiecie, że my Polacy jesteśmy największymi konsumentami środków przeciwbólowych i antydepresyjnych w Europie. Uciekamy od bólu, odurzamy się lekami. Staliśmy się tak delikatną materią, że boimy się samych siebie, własnego cienia. Nadszedł czas, żeby z tym definitywnie skończyć. Naszym obowiązkiem jest zejść do źródeł męstwa. A źródło mieści się w Bogu. Gdy już życie zmusiło cię, że już jesteś na kolanach, to jest dobry czas, żeby wstać i ofiarować swoje życie Bogu.

Też przetestowałem w swoim życiu drogi, w których nie było Boga. Jedne były złe, niektóre były pseudo dobre dla mojego egoizmu, lecz tam nie było Boga. Zajęło to mi dwadzieścia lat i z całą odpowiedzialnością powiem wam, że tam nie spotkałem spełnienia. „Łacińskie słowo finis ma dwa znaczenia: koniec lub cel, który należy osiągnąć”.9 Zacząłem więc nową drogę z Jezusem i zaczynam odkrywać radość każdego dnia. Dopiero uczę się żyć.

 

 

Zmęczenie faceta

 

Najlepszym lekarstwem na zmęczenie mężczyzny jest po prostu sen. Nie daj sobie wmówić, jak to można przeczytać w poradnikach rozwoju osobistego, że ograniczając sen np. o jedną godzinę dziennie, to oszczędzasz w tygodniu 7 godzin tygodniowo, a rocznie 365 godzin co daje ci dodatkowo ponad 15 dni na realizowanie swoich marzeń. Nic bardziej błędnego, trzeba to nazwać po imieniu, to czyste przekłamanie. Organizmu nie da się oszukać. Wielu tą metodę stosowało i wyszło na niej bardzo źle. Sen jest czasem, w którym nasz umysł i nasze ciało się regenerują. Ograniczając sen ograniczasz świadomie lub nieświadomie swoje witalne zasoby. Czujesz się wtedy ospały, rozdrażniony, wybuchowy. Żeby podnieść swoją wydolność zaczynasz stosować sztuczne środki, żeby pobudzić siebie do działania. Zaczyna się oczywiście od popularnej kawy, herbaty, która daje przysłowiowego kopa. Żeby podkręcić swoje „możliwości” stosuje się dozwolone energetyki, lub już niedozwolone „dopalacze”. Dalej już jest jeszcze gorzej, gdzie w kręgach biznesowych stosuję się amfetaminę, kończąc na kokainie. Tu już następuje koniec takiego faceta. Nieważne kim jesteś licealistą, studentem, pracownikiem korporacji, lub szanowanym biznesmenem z wielkimi osiągnięciami z prawami natury się nie negocjuje, to tak jakby negocjować ze śmiercią, ona zawsze kończy życie każdego człowieka. Każdy z nas zna przypadek, gdy młodzi ludzie w wieku 30-stu, 40-stu lat życia będący w pełni swoich możliwości odeszła z tego świata. Część odeszła, bo nadszedł naturalny kres spowodowany chorobą, lecz druga część przyśpieszyła swoje odejście z tego świata pod wpływem nałogu, z powodu nadmiernego wyczerpania. Przecież mamy wielu znajomych, którzy zmarli z powodu nagłego zawału serca, lub wypadku.

Oczywiście jeśli to możliwe zrób sobie 20-minutową drzemkę podczas dnia. Zrób to dla siebie i rodziny. Zobaczysz, wtedy, że twoje możliwości się jeszcze powiększą.

Pamiętam jak pracując jako kurier po 12–16 godzin dziennie stałem się po 2,5 roku intensywnego życia człowiekiem-wrakiem. Niedziela nie wystarczała mi na pełną regenerację. Tydzień po tygodniu wytężonej pracy na pełnych obrotach bez możliwości odpoczynku, doprowadził mnie do stanu, że byłem przemęczony, rozdrażniony, ciągle chciało mi się spać. Spowodowałem w tym czasie kilka wypadków samochodowych. Brak snu, zmęczenie spowodowało, że byłem mniej uważny.

Dlatego mam dla ciebie dobrą radę, nie zarywaj nocek, jeśli to możliwe, zadbaj o ośmiogodzinny sen, to przedłuży twego życia chwile. (O kurcze, można to rapować).

Powiem krótko cytując pismo święte. Jesteśmy świątynią Ducha Świętego i mamy o swoje ciało dbać i to jest nakaz boży. Dlatego dbajmy o higienę swojego ciała i umysłu. Wysypiajcie się.

 

[...] Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

(1 Kor 6, 19)

 

 

Depresja faceta i kryzys wieku średniego

 

Depresja często nazywana jest wprost brakiem Jezusa w życiu człowieka. Życie w Jezusie to życie szalone. Święci to szaleńcy Boży, którzy przekształcili świat na Bożą chwałę.

Będąc na spotkaniu z naszym jedynym kosmonautą Mirosławem Hermaszewskim wypowiedział słowa, które zapadły głęboko w mojej głowie, wręcz się w nią wdrukowały „Trzeba mieć marzenia, które wykraczają poza rozum ludzki” pokazując na serce. Właśnie z serca czerpał inspirację do przekraczania barier. A jego marzenia zaprowadziły go w kosmos. Patrząc na innych uczestników spotkania widziałem „jak przeszywa ich prąd”.

Mężczyźni są stworzeni do zdobywania i przekraczania kolejnych granic. Jesteśmy wyposażeni przez Boga w dar ciągłej eksploracji, ciekawości świata. Gdy tego nie robisz popadasz wtedy w depresję. Zmienił się też styl życia mężczyzny. Od wieków był on obrońcą domostwa i dostarczycielem pożywienia. Był w ciągłym ruchu czy jako myśliwy, wojownik, czy też rolnik. Druga połowa XX wieku zmieniła to. Życie mężczyzny zmieniło się diametralnie. Nastąpił światowy pokój, polepszyła się opieka zdrowotna, przybyło więcej czasu wolnego. Ale nasze nawyki i to co zostało zakodowane przez setki tysięcy lat w naszych genach przekazywanych przez kolejne pokolenia nadal w nas pozostało. Tego nie da się zmienić w przeciągu jednego pokolenia. Przeżyjesz w swoim życiu pasmo porażek, ale to dobrze, bardzo dobrze, bo wtedy będziesz wiedział, że robisz następne kroki do zwycięstwa. Na pewno znacie postać Tomasza Edisona. Historia wynalezienia żarówki to było pasmo wielu tysięcy, a niektórzy znawcy tematu wspominają, że było tych prób ponad dziesięć tysięcy. Dziesięć tysięcy porażek. Niesamowite. Dziesięć tysięcy prób i popełnionych błędów na drodze do wynalezienia żarówki. Już widzę oczami wyobraźni jak to musiało się wszystko dziać. Na początku Tomasz musiał mieć wielu zwolenników, tak szalonych jak on sam. Oczywiście po drugiej stronie znalazło się wielu sceptyków, którzy mieli go za wariata i szaleńca. Ci bardziej „życzliwi” doradzali mu na pewno, żeby podszedł do tego logicznie i zrozumiał, że oświetlenie w lampach naftowych jest najlepsze. Podsuwali mu argumenty, które miały go odwieść z drogi wynalezienia żarówki.

Znamy takich „życzliwych” nam ludzi, którzy przeszkadzają nam w drodze do sukcesu. Myślę, że muszą być, żeby pokonywać trudności, które staną na naszej drodze i będą nas w ten sposób utwierdzać, że idziemy w dobrym kierunku. Są takimi słupami granicznymi, drogowskazami, które pokazują nam dobry kierunek.

 [...] Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. (Mt 7,13)

Weźmy odwrotną sytuację. Masz obrany cel. Chcesz zdobyć mistrzostwo Polski w rzucie oszczepem. Wszyscy cię dopingują, chwalą na każdym kroku, wokół ciebie rozlewa się fala serdeczności, klepią cię po plecach, krzyczą super, extra, fantastycznie. Startujesz w swoich pierwszych zawodach, no i klapa.

Powiem szczerze, moją dyscypliną sportową jest pokonywanie samego siebie. Moje zmagania z samym sobą, doprowadzi mnie do upragnionego sukcesu.

 

FACET BEZ ADRENALINY UMIERA

 

Wracając do Tomasza Edisona sami wiecie, że jego pasmo tysięcy porażek doprowadziło do tego, że w naszych domach jest jasno i przytulnie i nie musimy biegać do sklepu po naftę, żeby zapalić kopcącą lampę. Dzięki ci Tomaszu Edison.

A gdy skończysz czterdziestkę będziesz musiał się zmierzyć z kryzysem wieku średniego. To dopiero jest jazda bez trzymanki. Robisz wtedy małe podsumowanie swojego życia i stwierdzasz, że tak naprawdę nic nie osiągnąłeś.

Przeżywanie depresji przez faceta jest chyba najgorszym momentem w jego życiu. Gorsza jest już tylko śmierć. Moje przeżywanie depresji mógłbym nazwać powolnym umieraniem za życia. Zaczyna się to bardzo niewinnie, taką małą sączącą się jak kropla po kropli natłokiem negatywnych myśli o samym sobie. Pomagają w tym negatywne zdarzenia rozgrywające się w twoim życiu. Może to być śmierć kogoś bliskiego, zawiedziona miłość, utrata pracy. Jak wiesz u mnie to miało związek z utratą pracy. Nie będę ci opisywał zewnętrznych zdarzeń, które miały miejsce, lecz to co głęboko rozgrywało się w moim sercu i głowie. Pierwsze chwile po utracie pracy są bardzo trudne, a jeszcze trudniejsze w momencie, gdy dzieje się to dla ciebie niespodziewanie. Jak w moim przypadku było to z zaskoczenia. Pytania, dlaczego ja? Pytania w stylu czy coś zawaliłem? Odpowiadałem sobie po raz setny: No nie! I tak w kółko, raz za razem. W tamtym czasie moje myśli były skierowane przeciwko tym, którzy wyrządzili mi zło. Powiem wprost: życzyłem im śmierci w męczarniach. Złość, gniew, nienawiść wzmagały się do niebotycznych stanów. Mijały dni, tygodnie, gdy przyzwyczajałem się do panującego stanu rzeczy. Czas mijał, pracy nie było, huśtawka nastrojów poruszała się od stanów smutku, leków do stanów nadziei na lepsze jutro. I tak w prawo, w lewo, do przodu, do tyłu. Czasami przeklinałem poranek dnia, w którym otworzyłem oczy. Często ociężale przewracałem się na drugi bok, zasypiałem i miałem cały świat w dupie. A nieraz byłem w stanie jakieś amnezji, jak jakieś zombie do którego nie docierają żadne impulsy ze świata zewnętrznego. Żaden ból do mnie nie docierał. Chociaż co dopiero się obudziłem zmęczenie przeszywało moje ciało. Miałem obojętny wzrok. Nie odczuwałem ani zimna, ani ciepła. Temperatura była dla mnie neutralna. Czułem tylko że otacza mnie wielka wszechogarniająca obojętność, która też przechodziła w obojętność wewnętrzną.

Cechowało się to ograniczonym przepływem myśli lub wręcz stanem pustki. Stan bezmyślności można porównać do świata, który stanął w miejscu. Tak jak by ktoś włączył na pilocie pauzę. Jak ocean podczas bezwietrznej pogody, tafla wody bez żadnej najmniejszej fali. Tak jak nadchodząca nagła śmierć, która nie pozwala ci zakrzyknąć, lub wydać głośniejszego oddechu. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to były najgorsze chwile pustki, duszącego smutku, które przeżyłem w swoim życiu.

Ostatni atak depresji przeżyłem w połowie stycznia 2018 roku. Ogarnęła mnie tak pustka, złość na cały świat, że zacząłem bluźnić Panu Bogu. Zacząłem kłócić się z nim na całego. Stwierdzenie, że ma mnie w dupie, było chyba najlżejszym epitetem. Czułem się totalnie niekochany, jak wygnaniec przepędzany z kąta w kąt lub więzień skazany na poniewierkę. Strach, lęk, obojętność dusiły mnie swoimi demonicznymi łapami, wciskały w bagno, w gnijącą ziemię. Chociaż był dzień, chodziłem w totalnych ciemnościach. Celną diagnozę postawił rabin Yitzhak Ginsburgh „Depresja to sprawka EGO. Jeżeli ograniczę własne ego, jeżeli niczego nie będę oczekiwać, wówczas zmartwienia znikną”.10

Bóg jednak walczył o mnie. Skierował mnie w przymusową podróż do mojej teściowej, która mieszka na trasie z Krakowa do Tarnowa. Wiozłem do niej lodówkę. To był 29 styczeń 2018 roku. Wracając do domu autostradą z moim synem Jakubem wstąpiliśmy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Była godzina 15.00, godzina Miłosierdzia. Zaczynała się koronka. Kapłan na wstępie wprowadzając w modlitwę wypowiadał słowa, które były skierowane wprost do mnie „Wiara bez uczynków, sakramentów i modlitwy karleje”. To było do mnie wprost skierowane, do mojego serca. Wołałem do Jezusa, żeby mi pomógł się nawrócić, bo bez Jego łaski nic mi się nie uda. Prosiłem o łaskę pierwszo piątkowej spowiedzi i komunii świętej. Udało się. Jestem w stanie łaski uświęcającej i mam nadzieję ten stan z Bożą pomocą utrzymać. Moja żona zauważyła, że zacząłem się więcej uśmiechać, co było bardzo rzadkim zjawiskiem na mojej twarzy. Bóg dalej walczył o mnie. Parę dni później podczas spowiedzi Jezus przez usta kapłana udzielił mi nauki, która uzdrowiła moje myślenie. Padły słowa świętego Pawła:

W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. (1 Tes 5,18)

Czasami jest to bardzo trudne dziękować, gdy jest ciężko. Nie rozumiem tego. Chociaż tak wewnętrznie czuję, że Pan Bóg dopuszcza te wszystkie sytuacje, tylko w jednym celu. Chce żebym ty i ja nauczył się Jego kochać. A kochać to znaczy być zawsze z Nim na dobre i na złe. Kochać to też ufać bezgranicznie w każdym położeniu jak pisze św. Paweł. Zaczynam stawiać dopiero pierwsze kroki w dziękowaniu Panu Bogu, za te dobre chwile mojego życia, ale też za te trudne. Jestem dopiero na początku tej drogi.

Będąc na spotkaniu autorskim z panem Jakubem Bączkiem zadałem pytanie dotyczące depresji, brzmiało ono tak: „Panie Jakubie, w 2018 roku media podały, że w Polsce była największa sprzedaż leków antydepresyjnych w Europie. Nasze społeczeństwo jest zlęknione, co pan radzi, jak walczyć z depresją, z lękiem?”.

Jakub Bączek – Bardzo dziękuję za pytanie? Oficjalne statystyki są takie: Łazarski robił takie badania, że 1,5 miliona osób w Polsce pobiera leki na receptę antydepresyjne. Szacuje się, że drugie tyle albo nie poszło po diagnozę, albo po leki. I nie pobiera leków, a 1,5 miliona idzie z receptą i pobiera leki na depresję. A najprawdopodobniej jest ich około 3 miliony. Co ta dla mnie oznacza? Polska liczy około 36 milionów ludzi i przyjmijmy, że około 8 procent dzisiaj choruje na depresję. Osiem procent tu na tej sali choruje na depresję. Statystycznie szacuje się, że do 2030 roku będzie to około 25 procent społeczeństwa będzie chorować na depresję. Porównywanie doprowadzi do tego, że 1/4 tej sali będzie miało depresję do 11 lat od dzisiaj. Jedna rada, o którą pan poprosił – to wsparcie społeczne. Ludzie robią kontr skuteczną taktykę: mają depresję i się izolują. Zasada naukowa jest zupełnie prosta: Im bardziej jest ci ciężko, tym bardziej trzeba wyjść do ludzi. Nawet, gdyby trzeba było by się przymusić. I nawet jakbyś miał/miała płakać, zgrzytać zębami, idź do ludzi na siłę, żeby z nimi przebywać. Bo to co widzimy, jak walczą z depresją w Stanach Zjednoczonych to główny działający bodziec do powrotu do zdrowia, to oprócz psychoterapii i leków oczywiście, to polecam zawsze, to wsparcie społeczne jednostki i to jest najważniejsza zasada. Drodzy państwo, jeżeli czujecie, że macie depresję, to nie zostawiajcie się sami, nie ukrywajcie tego. Coraz częściej polscy sportowcy mają odwagę, żeby mówić o depresji. Mamed Khalidov – ma depresję. Agnieszka Radwańska oparła się o depresję. Justyna Kowalczyk – miałam depresję i ledwo przeżyłam – mówi Justyna Kowalczyk. Brawo dla tych odważnych sportowców, oni nam pokazują, że nie ma się czego wstydzić. To jest choroba taka, no nie wiem macie wysypkę na skórze, to idziecie do dermatologa, macie problemy z sercem to idziecie do kardiologa. Jest depresja – to jest psychoterapia, są leki, jest wsparcie społeczne. To jest moja rada.

 

 

Nie musisz być lubiany na siłę

 

Na pewnym etapie mojego życia, miałem wtedy trzydzieści kilka lat współpracowałem z miłą panią psycholog. Spotykaliśmy się przez okres trzech miesięcy. Wyglądało to na zasadzie, że po prostu gadałem około trzydziestu minut, a później następowała analiza moich zachowań i sytuacji w których się znalazłem. Pamiętam, że na tamten czas narzekałem, że jestem za mało asertywny wobec moich kolegów z pracy. Pani psycholog wypowiedziała na tamten czas dla mnie rewolucyjne słowa „nie musisz być lubiany na siłę”. Podejdź na nowo do tego tematu. Powiedz sobie w duchu „ktoś mnie nie lubi to super”. Nie musisz zamartwiać się tym faktem. Jezus też nie był lubiany. Mało powiedziane. Był znienawidzony przez ówczesne elity, co doprowadziło Go do śmierci na krzyżu. Nie musisz być lubiany, nie musisz być kochany. Wystarczy, że kocha cię Jezus. Nie musisz nikogo zmuszać do miłości. Ktoś cię kocha lub nie.

Bądź autentyczny, nie udawaj, bądź sobą, wyrażaj swoje myśli. Masz ochotę się śmiać, śmiej się. Chcesz płakać, płacz. Wyrzuć ze swojej głowy stwierdzenie „nie wypada”, „co ludzie powiedzą”.

Twoje myśli określają twój byt. Pamiętaj, nic nie musisz. Robisz, bo chcesz, bo masz na to ochotę. Pan Bóg dał ci życie i najpiękniejszy i najcudowniejszy dar jakim jest wolność. Wszystko możesz w tym, który cię umacnia. Kochaj i rób co chcesz. Pełnią szczęścia jest kochać i Być kochanym.

Mam dla ciebie dobrą radę: skończ przebywać z ludźmi, którzy mają na ciebie zły wpływ. Kocham stwierdzenie Eleonory Roosevelt, ujęło mnie swoją prostotą „Nikt nie może cię zranić bez twojej zgody”. Gandhi to jeszcze dobitniej to ujął „Inni nie mogą nam zabrać naszego szacunku dla siebie, jeśli im go nie oddamy”. W tym miejscu chcę ci przyjacielu zacytować przykazanie miłości, a szczególnie jego drugą część „Kochaj bliźniego, jak siebie samego”. Musisz kochać także siebie, żeby kochać Boga i ludzi. To jest samo zazębiająca się reguła. Jeśli boisz się ludzi, nie masz szacunku do siebie, to jak chcesz kochać Boga i wierzyć w Niego. Nadszedł czas, żeby poznać swoją WIELKĄ WARTOŚĆ. Może to się wiązać z opuszczeniem toksycznego środowiska, zmianą pracy. Też tak musiałem zrobić. Opuściłem ludzi, którzy nie żywili do mnie szacunku. Może tobie pomóc tylko radykalna zmiana. Zamkniecie starego rozdziału i otwarcie nowego. „Zasadniczą naturą człowieka jest działanie, niedostosowywanie się”.11

Może też tak zdarzyć się w twoim życiu, że zostaniesz całkowicie odrzucony przez ten świat.

 

 

Jak najwięcej czasu spędzaj z rodziną

 

Był taki czas w moim życiu, że byłem bardzo aktywny zawodowo i społecznie. Patrząc z dystansu na ten czas nazywam go „czasem szukania ludzkiej chwały”.

O tym czasie już pisałem wcześniej, lecz muszę w tym miejscu dodać, że robiłem to kosztem mojej rodziny. I proszę was nie popełniajcie tego samego błędu. To są najcenniejsze chwile, które utraciłem bezpowrotnie. Spędzaj jak najwięcej czasu z rodziną. Jesteś dla nich odwzorowaniem Boga Ojca na ziemi. Ich wiara i spojrzenie na Boga będzie takie jakie zaszczepisz im przez obecność w ich życiu. Jeśli zawalisz i nie będziesz obecny w ich życiu, to nie zdziw się, że odejdą od wiary. Zrobią to dlatego, że nie byłeś dla nich autentycznym przykładem dla swoich dzieci. Gdy Mojżesz zapytał Boga o imię ON odpowiedział „Jestem, który Jestem”. Rozumiesz to. Bóg zawsze Jest. Jest z tobą, Jest z każdym człowiekiem. Jest w każdej twojej sytuacji życiowej. „Jest zawsze i będzie z Tobą zawsze”.

Cechą Boga jest obecność. Cechą ziemskiego ojca jest obecność z swoimi dziećmi i z żoną, która wydała je na świat. Dla refleksji pozostawię was z cytatem Marka Kamińskiego pochodząc z jego książki „Alfabet”. „Lepiej próbować podążać za marzeniami, niż być sfrustrowanym z powodu niespełnienia i obwiniać o to rodzinę”. Sfera zawodowa i spełnianie pasji są bardzo ważne. Wszystkie trzy sfery: rodzina, praca, pasja tworzą spójną harmonię spełnienia szczęścia człowieka. Naszym nadrzędnym celem powinno być dążenie do pełnej harmonii.12

 

 

Szatan uderza w to, co w tobie jest najcenniejsze

 

Jak to zwykle bywa u empiryka dowiedziałem się o tym na własnym przykładzie. Zło uderzało we mnie lękiem już od wczesnych lat szkolnych np. chciałem, żeby to inni występowali na przedstawieniach szkolnych, tylko nie ja. Zawsze jak pamiętam, byłem zakompleksiony i nieśmiały. Miałem kompleksy na punkcie wyglądu, w nawiązywaniu relacji z innymi ludźmi, dlatego też zacząłem ich unikać.

Początek zmian, kiedy zaczęła się wypełniać wola Boża wobec mnie i rola mówcy, którą włożył Pan Bóg w moje serce, był to czas liceum ogólnokształcącego dla dorosłych. W pierwszej klasie, gdy miałem 25 lat moja wychowawczyni, która uczyła języka polskiego zadała mi odczytania przerabianego tekstu. Był to wiersz „Filon i Laura”. Czytaliśmy go z podziałem na role. Mnie przypadła rola Filona. Zacząłem czytać moją rolę, chyba dość z mizernym skutkiem, bo coś tam zacząłem dukać i to bardzo niewyraźnie, bo nawet szum wiercących się na krzesłach moich kolegów i koleżanek był o wiele głośniejszy. Laura, tak nazywaliśmy naszą panią z polskiego powiedziała mi krótkim tekstem – Piotrusiu, możesz głośniej? Natychmiast wypełniłem skierowaną do mnie prośbę. Jak zagrzmiałem swoim tubalnym głosem, to natychmiast wszyscy odwrócili się w moją stronę. To był początek mojej wyboistej drogi, na której nieraz się przewróciłem i poobijałem.

Takich momentów Bożego prowadzenia było wiele, teraz chciałbym opisać jeszcze jeden, który mile wspominam. Było to na rekolekcjach pierwszego stopnia domowego Kościoła w Sopocie – Kamiennej Górze. Był to 2008 rok. Podstawą tych rekolekcji było przeżywanie trzech tajemnic Różańca świętego, czyli tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Zgodnie z programem obchodziliśmy Narodzenie Pana Jezusa, czyli Boże Narodzenie w lipcu. Trochę to było dziwne. Świętowanie oczywiście nie mogło obyć się bez wizyty Świętego Mikołaja. Jak to bywa nie było chętnych do roli świętego Mikołaja. Duch Święty ponaglał mnie bombardując mój umysł myślami, żebym przyjął tą rolę. Westchnąłem do Ducha Świętego „jeśli tego chcesz, to proszę cię, uzdolnij mnie do tego”. To było niesamowite, co Duch Święty wyprawiał ze mną. Nie poznawałem samego siebie. Dzieciaków było około pięćdziesięciu. Każde dziecko musiało podejść do mnie, przedstawić, odpowiedzieć na moje pytania i wypełnić powierzone zadanie np. powiedzieć z pamięci krótką modlitwę. Cały czas czułem nad sobą prowadzenie Ducha Świętego. Wielką radość jaką sprawiłem im jako Mikołaj była dla dzieci jak i rodziców największą zapłatą jaką otrzymałem w swoim życiu. Drugim momentem mocy na tych samych rekolekcjach było wręczenie upominków każdemu uczestnikowi, ale o tym już w innym miejscu.

W twoim największym popełnianym przez ciebie grzechu, tkwi odpowiedź – kim jesteś. Dokładnie tak jest. Moim największym grzechem było pragnienie wielkości, czyli pycha. Gdy przeczytasz całą książkę przyjacielu, to dowiesz się co to znaczyło w moim życiu. Dążyłem do wielkości, takiej rozumianej po ludzku. Dążyłem do tego wszelkimi dostępnymi środkami. Grzech pychy rządził moim sercem.

Bóg Ojciec jednak nie odpuścił sobie mojego istnienia i walczył każdego dnia o swoje dziecko i oczyszczał moje złe pragnienia.

W 2012 roku nastąpiło apogeum mojego grzechu, punkt krytyczny, który realizował się na potrzebie mojej wielkości, prywatnego egoizmu, który rozdmuchał się do potężnych rozmiarów. Moja żona Zuzanna nazwała ten czas, że działałem jak „zranione zwierzę” podczas polowania, które zostało postrzelone przez myśliwego, a na dodatek pogryzione przez psy gończe. Tak też dosłownie się czułem.

Jednym z czynników było niesłuszne zwolnienie z pracy. Pamiętam ten czas, działałem wtedy jak w amoku. Wszystkie negatywne uczucia jak gniew, nienawiść i emocje z poczuciem totalnego zranienia i grzech pychy połączone w jedną całość sprawiły, że w tamtym czasie połączyłem się z ludźmi, którzy poprzez lokalne referendum chcieli odwołać ówczesne władze mojego miasta. W ten sposób zostałem pełnomocnikiem referendum. W tamtym czasie czułem się jak ryba w wodzie, twierdząc, że robię samo dobro walcząc z siłami ciemności, z imperium zła. Błyszczałem w mediach, pokazywano mnie w telewizjach, przeprowadzano ze mną wywiady, z każdej strony fotografowano, pytano o zdanie w tematach politycznych. Wygrałem też proces sądowy o przywrócenie do pracy po półtora rocznej batalii. Byłem na fali wznoszącej. W czerwcu odbyło się referendum lokalne, które z powodu niskiej frekwencji głosujących było nieważne. Rozpamiętywanie porażki zajęło mi trochę czasu. Najbardziej było mi żal włożonej ciężkiej pracy, zmarnowanego czasu spędzonego na zbieraniu podpisów na mrozie, roznoszenia gazet do skrzynek pocztowych. Myślałem wtedy, że to już koniec świata dla mnie, ale to był dopiero początek mojego nawrócenia. Bóg kierował moim nawróceniem przez cały czas. Dał mi dar kierownictwa duchowego przez mega-kapłana Krzyśka, który przeprowadził mnie przez cały proces wybaczenia wszystkim którzy mi wyrządzili krzywdę, oraz najcięższy proces jaki chyba istnieje w życiu duchowym – wybaczenia samemu sobie krzywd, które ja wyrządziłem swoim bliźnim, a które wyrzutem sumienia ciągnęły się za mną. Szatan biczował mnie wrzutkami wspomnień, kiedy niszczyłem swoich znajomych. Szatan atakował największy dar, który Pan Bóg złożył we mnie, czyli pragnienie bycia wielkim, czyli bycia wielkim świętym, jednak nie na ludzkich warunkach, tylko na Jego warunkach. Bożych warunkach.

W całym procesie nawrócenia i uzdrowienia Bóg wyciągnął z tego wielkie dobro w czym jest największym mistrzem. Otóż uzdrowił moje emocje, których nie umiałem wyrażać. Byłem bardzo powściągliwy i nieśmiały. Negatywne uczucia spychałem w podświadomość. Wypierałem je ze swojego życia. Drogi przyjacielu, który czytasz moje słowa, nie tędy droga. Nie da się zepchnąć uczuć, tak jakby ich nie było. Wszystkie mają wydźwięk w naszym życiu, zarówno te pozytywne i negatywne. Wmawiałem sobie kłamstwo, że jestem bezproblemowym człowiekiem. Wewnętrznie czułem, że jednak jest coś nie tak. Wszystko odbijało się na mojej psychice i zdrowiu. Czułem się rozdrażniony i sfrustrowany. Nie odczuwałem radości w swoim życiu. Bóg w dalszym ciągu nie odpuszczał, cały czas walczył o mnie. Uzdrowienie przyszło niespodziewanie w 2012 podczas rekolekcji. Podczas modlitwy wstawienniczej kapłan, który się modlił nade mną i całą historią mojego życia od poczęcia do teraźniejszości, zaczął się modlić o uzdrowienie moich emocji. Stało się wtedy coś niesamowitego. Zacząłem krzyczeć ze wszystkich swoich sił. Dom rekolekcyjny zadrżał w posadach. Krzyczałem jeszcze głośniej. Wydobywał się ze mnie ból, który spychałem w podświadomość. Krzyczała moja dusza. Wszystkie moje mięśnie, wszystkie nerwy były napięte. I nagle, gdy już wykrzyczałem ból, który był we mnie skrywany przez ponad trzydzieści lat ogarnął mnie błogi spokój. Ogarnęła mnie wewnętrzny spokój i radość. Duch Boży uzdrawiał mnie. Zostałem cudownie uzdrowiony. Moja twarz rozświetliła się szerokim uśmiechem. Zacząłem się śmiać jak małe pięcioletnie dziecko. Leżałem na ziemi i zanosiłem się od śmiechu, aż zacząłem wierzgać nogami. Ludzie, którzy się nade mną modlili mówili mi, że Bóg przez całe moje życie był ze mną i każdego dnia rozwiązywał ze mnie więzy, które mnie pętały. Piszę moje świadectwo w tym miejscu drogi przyjacielu, że by przekonać cię, że Bóg też walczy o ciebie. Przylgnij do Niego.