Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
106 osób interesuje się tą książką
Czy Amerykanie to najbardziej patriotyczny naród świata?
Kim tak naprawdę jest Taylor Swift?
Kto nawiedza chrześcijańskie domy strachów?
Dlaczego Amerykanie mają obsesję na punkcie wyborów miss?
Co łączy mszę z koncertem rockowym?
W opowieści o trzynastu fenomenach Martyna F. Zachorska przygląda się amerykańskiej popkulturze, społeczeństwu i polityce. Bada obsesje, ideały i lęki Amerykanów. Demaskuje najbardziej intrygujące, nieoczywiste, a często i absurdalne zakamarki ich codzienności, wyjaśniając, w jaki sposób kształtują one globalną rzeczywistość.
Ta książka pomoże wam lepiej poznać Stany Zjednoczone i zrozumieć pełną sprzeczności rzeczywistość kraju, który fascynuje nas od stuleci.
Zapnijcie pasy. Wyruszamy w podróż po naprawdę Dziwnych Stanach Ameryki!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Martyna F. Zachorska, 2026 Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktor inicjujący: Andrzej Szewczyk
Redaktorka prowadząca: Agata Ługowska
Marketing i promocja: Agata Gać, Maksymilian Kuznowicz, Marta Szczurowska, Dominika Dańczak
Redakcja: Adrian Stachowski
Korekta: Katarzyna Sarna, Aleksandra Orzechowicz
Projekt typograficzny i łamanie: Grzegorz Kalisiak | Pracownia Liternictwa i Grafiki
Projekt okładki i strony tytułowe: Michał Jakubik
Fotografie na okładce: Drag Queen, Popcorn Box, Kotylion | Freepik; Jimmy Swaggart, autor: Thomas S. England, Mrs America Contest, autor: University of Southern California | Getty Images; Statue of Liberty, autor: William Warby, Chrysler Building, autor: David Shankbone, Colt Army Mod 1860, autor: Hmaag, The Cow Boy, autor: J.C.H. Grabill, Elvis Presley promoting Jailhouse Rock, autor: Metro-Goldwyn-Mayer, Inc. | Wikimedia Commons, Open Source
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68692-73-0
Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 853-99-10redakcja@wydawnictwopoznanskie.plwww.wydawnictwopoznanskie.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Po co napisałam jeszcze jedną książkę o Stanach Zjednoczonych? Czy na temat tego kraju nie zostało już wszystko powiedziane, przeanalizowane z każdej strony i perspektywy? To prawda – publikacji na temat USA powstało w Polsce mnóstwo, zwłaszcza w ostatnich latach, naznaczonych kryzysem demokracji. Na naszym rynku dostępne są dogłębne opracowania poświęcone meandrom systemu politycznego i prawnego Stanów Zjednoczonych. To niezwykle wartościowe pozycje i nie jest moim celem porównywać się do ich autorów. Ale co, jeśli powiem, że nie da się zrozumieć Ameryki, bazując wyłącznie na tym, co poważne i ambitne? Że sposób zarządzania krajem przez Donalda Trumpa nie może być analizowany bez kontekstu, którym są mechanizmy reżyserii programów typu reality? Że to, czym tak chętnie w kręgach intelektualistów się pogardza, to, czemu nadaje się brzemię nieistotności, czyli kultura celebrytów, to wszystko w pewnym stopniu doprowadziło do wyboru miliardera skandalisty na stanowisko najpotężniejszego człowieka globu?
Nie mam ambicji, aby opowiadać całą prawdę o USA. Nikt nie ma takiej wiedzy i na pewno nie da się pomieścić takiego opisu na kartach jednej książki. Przedstawię wam tu jednak trzynaście opowieści łączących w sobie popkulturę, historię i sprawy społeczne. Każdy z rozdziałów opowiada o innym aspekcie życia w Stanach Zjednoczonych i omawia to, co z naszej perspektywy wydaje się dziwne, niezrozumiałe, nieco szalone. Przyjrzymy się, jakie tajemnice skrywają konkursy piękności. Zajrzymy do chrześcijańskich domów strachów i megakościołów. Obalimy kilka mitów, odpowiadając sobie na pytania: Czy Amerykanie są narodem głupców? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak kuchnia amerykańska? Czy każdy Amerykanin wciąż szuka okazji do pozwania jakiejś firmy o wiele milionów dolarów?
Będzie (mam nadzieję) zabawnie, jak wtedy, gdy omówimy teorie spiskowe dotyczące celebrytów (spoiler: Avril Lavigne żyje!), ale też poważnie, jak w rozdziale próbującym uchwycić problem przemocy na kampusach uniwersyteckich. To będzie przejażdżka rollercoasterem – raz wysoko, raz nisko, raz poważnie, raz popkulturowo. Taka właśnie jest Ameryka.
I taką chcę wam ją pokazać – jako amerykanistka z popkulturowym zacięciem.
Misternie nakręcone loki w kolorze złotego kalifornijskiego blondu. Rzęsy do nieba, na powiekach brokat, na policzkach róż. Suknia godna hollywoodzkiego przyjęcia. Bohaterka macha do nas, jakby właśnie wchodziła na pokład prywatnego samolotu i pozdrawiała tłum fanów. Widać, że ćwiczyła to godzinami przed lustrem. Za chwilę wkroczy na scenę konkursu piękności, gdzie powalczy o szarfę i koronę dla najpiękniejszej uczestniczki. A potem wróci do domu, gdzie czekać będą na nią lekcje do odrobienia. Bo nasza bohaterka ma osiem lat i uczy się w szkole podstawowej. Oto oślepiający reflektorami świat dziecięcych konkursów piękności: maleńkie korony i cekinowe sukienki mienią się w ostrym świetle, a centralne miejsce zajmuje zafiksowanie społeczeństwa na wyidealizowanym pięknie.
Dla niektórych, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wydarzenia te będą jawić się jako nieszkodliwa zabawa lub sposób na nauczenie dzieci pewności siebie, coś w stylu zawodów sportowych czy konkursów wokalnych, których przecież nie brakuje. Ale wśród cyrkonii i wyćwiczonych uśmiechów rozlega się niepokojące echo przeszłości: na konkursach małych miss kładzie się cień eugeniki – pseudonaukowego ruchu, który niegdyś dążył do udoskonalenia ludzkości poprzez promowanie selektywnego rozmnażania się.
Konkursy te mają swój rodowód w pierwszym amerykańskim baby show zorganizowanym w 1854 roku Agricultural Fair w Springfield w hrabstwie Clark w stanie Ohio. Jurorami konkursu byli pisarze, dziennikarze, a nawet aktywistka na rzecz zniesienia niewolnictwa Lucretia Mott. Konkurs stanowił największą wieczoru podczas targów i jako taki przyciągnął wiele osób. Być może wśród nich był P.T. Barnum, sławny promotor „ludzkich zoo”, popularnych wówczas w jego nowojorskim muzeum „wystaw dziwolągów”, które w istocie polegały na wykorzystywaniu osób chorych lub pochodzących z innych kultur. Podczas takich pokazów prezentowano widowni mające ją zaszokować odbiegające od normy medycznej czy statystycznej ciała – ludzi niskorosłych, z nadmiernym owłosieniem czy otyłością. Najbardziej znaną ofiarą tego typu praktyk była z pewnością Sarah/Saartje Baartman, południowoafrykańska kobieta pokazywana publicznie w brytyjskich i francuskich cyrkach z uwagi na jej wydatne pośladki (co miało świadczyć, że jest istotą stanowiącą stadium pośrednie między człowiekiem a małpą, rzekomym brakującym ogniwem ewolucji). Barnum był ojcem chrzestnym freak shows – w swoim portfolio (przez chwilę) miał słynnych braci Changa i Enga Bunkerów, najbardziej znane zrośnięte bliźnięta Ameryki (jego dorobek w świecie cyrku był na tyle duży, że ponad wiek po śmierci Barnum został upamiętniony w hollywoodzkim hicie Król rozrywki, a tytułową rolę zagrał Hugh Jackman).
Jednak jak to zwykle bywa w rozrywce, konkurencja jest ogromna, i nawet król musi szukać nowych bodźców przyciągających uwagę widza. Barnum w 1854 roku wpadł na pomysł zorganizowania konkursu piękności dla kobiet. Takie „zawody” dla dorosłych kobiet istniały, w tej czy innej formie, od wieków; na przykład średniowieczni Brytyjczycy świętowali May Day, wybierając Majową Królową, „najsympatyczniejszą i najukochańszą” ze wszystkich dziewcząt. Jednak purytańskie społeczeństwo nie było gotowe na pomysł Barnuma – wywołał on szok i oskarżenia o niemoralność. Mimo że organizator zadbał o atrakcyjne nagrody: jeśli kobieta była panną, miała za zwycięstwo otrzymać posag, a jeśli mężatką, w zamian oferowano jej diamentową tiarę. Jednak nawet tak prestiżowa nagroda nie wystarczyła, by zachęcić dobrze prowadzące się damy do wystawienia swojej urody na widok publiczny. Ostatecznie Barnum doprowadził swój pomysł do skutku rok później, w 1855 roku, poprzez zastosowanie sprytnego fortelu: kobiety brały udział w konkursie, dostarczając swoje zdjęcie do jego muzeum, gdzie następnie stworzono z tych zdjęć wystawę. Zwiedzający byli zaproszeni do zapoznania się z galerią i głosowania na swoje faworytki – coś w stylu wiktoriańskiego odpowiednika polubień pod postem na Instagramie. Dziesięć kobiet, których zdjęcia zdobyły najwięcej głosów, otrzymało obrazy olejne ze swoją podobizną. Obrazy te zostały opublikowane w albumie zatytułowanym World’s Book of Female Beauty (Światowa księga kobiecej urody). Pomysł na tego typu konkurs szybko się przyjął, a w niedługim czasie zmieniło się nastawienie do takich rozrywek: kobiety zaczęły pojawiać się w reklamach, a modeling stał się szanowanym zajęciem.
Ale wróćmy do roku 1854 i fiaska, jakim była pierwsza próba zorganizowania wyborów miss na żywo. Skoro Barnum nie mógł mieć tego, czego chciał, to – niejako w zamian – zorganizował wybory najpiękniejszego dziecka. Inspirację ku temu miała stanowić relacja unitariańskiego pastora Theodore’a Parkera, który opisał wspomniany już pokaz zorganizowany w celu zwiększenia frekwencji na Clark Agricultural Fair w Springfield w stanie Ohio w 1854 roku. Wydarzenie stworzone przez „króla rozrywki” zostało nazwane The National Baby Show, a udział wzięło w nim sto dwadzieścioro siedmioro dzieci poniżej drugiego roku życia1*. Wydarzenie to przyciągnęło ponad 60 tysięcy gapiów – Barnum chciał sukcesu i go osiągnął. Żeby to się udało, nie trzeba było wiele. Dzięki reklamie w lokalnych mediach, sponsor wydarzenia zrekrutował dziesiątki matek, aby zgłosiły swoje dzieci do rywalizacji w osobliwie nazwanych kategoriach, takich jak „najlepsza trojaczka” lub „najtłustsze dziecko”.
Początkowo dziecięce konkursy piękności były popularną rozrywką dla mas, oferowaną widzom w takich miejscach jak teatry, salki przykościelne, muzea i targi. Z czasem jednak przestały być domeną niższych warstw społecznych i przedostały się do kręgów uznawanych za arystokratyczne – po obu stronach Atlantyku. Dzieci były oceniane przez panele jurorskie złożone z lokalnych dygnitarzy, matek czy lekarzy, a czasem nawet przez samą publiczność (czyż nie przypomina to dzisiejszych talent shows?). W 1895 roku w „British Medical Journal” zauważono, że „nie ma powodu, dla którego mali lordowie nie powinni być oceniani pod względem wagi, wielkości, liczby zębów itp. w okresie niemowlęcym, podobnie jak dzieci pani Jones z Whitechapel”1. Baby shows były demonstracją rodzicielskiej dumy i kultu domowego ogniska, dawały uczestnikom szansę na wzbogacenie się (w przenośni i dosłownie, bo można było wygrać pieniądze lub na przykład sprzęty gospodarstwa domowego) na pięknych dzieciach, które uważano za produkt zdrowych, dobrych domów.
Konkursy przyciągały tak liczną publiczność, że w USA zaczęto organizować „dziecięce parady”, które wkrótce stały się ogólnokrajową sensacją – parada zorganizowana w 1893 roku w New Jersey zgromadziła aż 30 tysięcy widzów. A w 1904 roku Thomas Edison wybrał to wydarzenie na temat jednego ze swoich pierwszych filmów – można więc zażartować, że wynalazca żarówki jest też reżyserem pierwszego programu typu reality o małych miss!
Dziecięce pokazy szybko przestały być wyłącznie festynową atrakcją, a stały się przekaźnikiem modnej wówczas eugenicznej ideologii. Właściwie to zaczątki takiego myślenia wbudowane są w samą ideę baby shows – Barnum wykluczył ze swojego pierwszego konkursu dzieci chorowite i obce, dając do zrozumienia, że idealne dziecko Ameryki ma być zdrowe, silne oraz białe. Na ten eugeniczny zwrot złożyły się dwa czynniki. Pierwszym była swego rodzaju scjentyfikacja tej rozrywki – organizatorzy pokazów podkreślali ich wartość naukową, baby shows w założeniu miały być nie tylko rozczulające, ale i pouczające, miały bowiem edukować rodziców, jak prawidłowo dbać o zdrowie potomstwa2*. Drugim czynnikiem był rozwój eugeniki jako koncepcji, który nastąpił w tym samym okresie, w którym pokazy dzieci zyskiwały na popularności. Sir Francis Galton ukuł termin „eugenika” w 1883 roku, jako pochodną greckiego słowa eugenes, oznaczającego „dobrze urodzony”. Dziecięce konkursy rozwijały się w tym właśnie kierunku: pojawiła się nowa seria konkursów, które nazywano Better Baby Contests (konkursy lepszego dziecka). Zwykle odbywały się one na targach miejskich i wiejskich, i miały na celu ocenę zdrowia dzieci biorących udział w konkursie, a także edukowanie rodziców na temat nowych sposobów wychowywania i ochrony ich dzieci.
Konkursy Better Baby zyskały ogólnokrajową popularność na początku XX wieku. Według „Woman’s Home Companion”, magazynu dla gospodyń, który odegrał ważną rolę w ówczesnych konkursach, pomagając opracować ustandaryzowany system punktacji, do 1915 roku swoje konkursy tego typu organizowały wszystkie stany z wyjątkiem trzech, a wzięło w nich udział ponad 200 tysięcy uczestników w wieku od sześciu miesięcy do pięciu lat. Annette Dorey, ekspertka w dziedzinie dziecięcych konkursów piękności, wyjaśnia w swojej książce Better Baby Contests: The Scientific Quest for Perfect Childhood Health in the Early Twentieth Century, że na każdym takim wydarzeniu niemowlęta były rozbierane do naga, a następnie oceniane przez lekarzy zgodnie ze „skrupulatnym systemem punktowym, takim jak ten stosowany w ocenie bydła”2.
Co dokładnie sprawiało, że niektóre dzieci zasługiwały na miano lepszych od innych? Jak czytamy w Encyklopedii Karoliny Północnej: „Karty wyników zawierały analizy takich cech fizycznych jak wzrost, waga, symetria, jakość skóry i kośćca, ilość tkanki tłuszczowej, długość głowy oraz kształt i rozmiar uszu, warg, czoła i nosa. Pomiary psychologiczne obejmowały usposobienie, energię, wyraz twarzy i oczu oraz skupienie uwagi”3. Czasami konkursom dla najmłodszych towarzyszyły Fitter Family Contest (konkursy na najzdrowszą rodzinę), w ramach których ocenie poddawano całe rodziny.
Brzmi niepokojąco znajomo? Powinno – historycy uważają, że konkursy na lepsze dziecko były zdecydowanie powiązane ze znaną nam z najczarniejszych okresów ludzkości eugeniką. Martin S. Pernick w opublikowanym w „American Journal of Public Health” artykule twierdzi, że konkursy na najlepsze dziecko promowały „selektywny pronatalizm”, natomiast „konkursy na najzdrowszą rodzinę pokazywały, kto powinien, a kto nie powinien się rozmnażać”4.
Wspominałam już o dziecięcych paradach. Te rozwijały się równolegle do konkursów Better Baby. Sława Asbury Park Baby Parade zapoczątkowała ciąg podobnych parad w Hoboken, Jersey City, Newark, Long Island i oczywiście Coney Island, znanej z cyrków i występów ulicznych. Pierwsza tamtejsza parada dzieci odbyła się w 1906 roku. Wzięło w niej udział tysiąc dwieście dzieci, z których sześćset rywalizowało o tytuł „najpiękniejszego dziecka”. Z czasem parada na Coney Island rozrastała się i przyciągała coraz większą publiczność: „New York Times” doniósł, że w 1929 roku na Coney Island Baby Parade pojawiło się 500 tysięcy widzów. Rok wcześniej w konkursie wzięło udział około czterystu dzieci – tym razem rywalizowały w różnych przebraniach. Konkursy na Coney Island wygrały: trzyletnia dziewczynka w stroju „tancerki z arabskiego haremu”, dwulatka prezentująca się jako „vanity girl” i sześciolatka przebrana za rewiową „show girl”.
Jednak dziecięce parady i konkursy piękności nie spotykały się wyłącznie z aprobatą. W przestrzeni publicznej można było znaleźć także ich krytykę. Nagłówek artykułu z „New York Timesa” o paradzie na Coney Island z 1936 roku – Konkursy dla dzieci psują zabawę – mówi sam za siebie. „Kilka godzin po zakończeniu parady, gdy zwycięzcy zostali już ogłoszeni, wściekłe i zmęczone matki wpadły w szał, mówiąc, że konkurs był chaotyczny i zdezorganizowany. W innych latach rodzice skarżyli się, że jakość nagród otrzymanych przez zwycięzców nie była taka, jak powinna, a sędziowie znali uczestników, których oceniali”5. Donoszono również, że w niektórych konkursach Better Baby rodzice kłamali na temat wieku swoich dzieci, aby zwiększyć ich szanse na wygraną. Inni rodzice posuwali się do jeszcze drastyczniejszych środków: fałszowali dokumenty dotyczące miejsca zamieszkania, aby ich dziecko mogło brać udział w konkursach w wielu różnych stanach, w nadziei na wygranie większej ich liczby.
Były też głosy krytyki bardziej przypominające te współczesne (choć z pewnością rodzice wpadający w szał z powodu niespełniających ich oczekiwań nagród czy uciekający się do niezbyt uczciwych metod, byle tylko ich dziecko mogło rywalizować, to też znajomy obrazek) i odwołujące się do praw (małego) człowieka. Zdarzało się, że osoby postronne atakowały te wydarzenia, twierdząc, że polegają na wykorzystywaniu dzieci i traktowaniu ich jak przedmioty. Szef oddziału przedszkolnego Pennsylvania Board of Health potępił dziecięce parady w 1932 roku jako „godne ubolewania wykorzystywanie dzieciństwa”. Z kolei chicagowski magazyn „Prairie Farmer” był zaniepokojony wiadomościami o pokazie w Ohio. Pismo sprzeciwiło się temu, uznając, że pokazy przyrównywały dzieci do zwierząt gospodarskich. „Dzieci – przypomniał magazyn swoim czytelnikom – nie są zwierzętami” i apelował: „Niech pokaz w Springfield będzie ostatnią z tych chorobliwych prób ulepszenia rasy ludzkiej na wzór zwierząt”6. Pewna gazeta z Georgii oceniła natomiast tę formę wystawy jako „nieopisanie świętokradczą i wulgarną”, podczas gdy w „North American and United States Gazette” podkreślono, że dla szanowanych mężczyzn i kobiet jedynymi właściwymi odczuciami podczas oglądania dziecięcych konkursów są „obrzydzenie i pogarda”7.
Nie wszystkie jednak głosy oburzenia wynikały (jak to ma miejsce dziś) z progresywnego światopoglądu – pojawiało się również sporo krytyki konserwatywnej. Obawiano się, że wystawianie kobiet i dzieci na widok publiczny narusza spokój ogniska domowego i zaciera granicę między tym, co domowe, a tym, co publiczne. W głośnym liście do „New York Tribune”, feministka i abolicjonistka Elizabeth Oakes Smith skarżyła się, że organizowane przez Barnuma konkursy dla dzieci to niewiele więcej niż „pokaz żywego bydła”, obraza kobiecości i wydarzenia, w których żadna prawdziwie szanująca się kobieta nie powinna uczestniczyć. „Jest coś z natury odrażającego – pisała – w tej próbie odsunięcia zasłony, która chroni cnotliwą matronę w sanktuarium domu”, gdzie ona i jej dzieci mogą pozostać „wolne od niegrzecznego, ciekawskiego spojrzenia”8. Inni autorzy, podobnie zaniepokojeni tym, w jaki sposób pokazy dzieci zatarły granice między życiem prywatnym a publicznym, wtórowali słowom Oakes. Dziennik „New York Tribune” oskarżył organizatorów pokazów o „pogardliwe lekceważenie świętości domu i życia”9. Inny krytyk porównał je do „parady nieświadomej niewinności”10. Wspomniany już magazyn „The Prairie Farmer” zgodził się z tym, wyjaśniając szczegółowo swoje stanowisko przeciwko konkursom: „Większość sentymentów i uczuć związanych z potomstwem może wzrastać i rozwijać się wyłącznie w domowym zaciszu, w cieniu prywatnego życia. Wystawienie ich na widok publiczny jest równoznaczne z ich zabiciem: macierzyństwo jest święte w domu, ale obrzydliwe poza jego drzwiami”11.
Era konkursów na najlepsze dziecko oraz dziecięcych parad dobiegła końca w 1952 roku, kiedy to na targach Iowa State Fair odbyło się ostatnie wydarzenie pod szyldem Better Baby. Później wszystkie imprezy publiczne, w których brali udział najmłodsi, zostały wstrzymane ze względu na epidemię polio. Jednak już w kolejnej dekadzie konkursy powróciły, tym razem w zmienionej formie – takiej, jaką znamy dziś. W 1961 roku w New Jersey zorganizowano pierwszy konkurs Little Miss America, który przypominał dorosłą wersję wyborów miss. Początkowo był to konkurs dla nastolatek, ale już rok później stworzono dziecięcą wersję, nazwaną Our Little Miss. Konkursy okazały się ogromnym sukcesem, do 1964 roku zgłosiło się do nich ponad 35 tysięcy kandydatek.
W miarę jak imprezy te ewoluowały na przestrzeni dziesięcioleci, ich wyraźnie „naukowe” i eugeniczne ramy zaczęły zanikać. Z czasem nacisk przesunął się na podkreślanie wdzięku, gracji i pięknego wyglądu uczestniczek, a nie klinicznej doskonałości, czymkolwiek miałaby ona być. Jednak podstawowa logika pozostała uderzająco podobna: dzieci nadal były oceniane i klasyfikowane w oparciu o wąsko zdefiniowane fizyczne i społeczne ideały.
Nie stało się to jednak przedmiotem ogólnokrajowych debat ani szczególnych kontrowersji – aż do 1996 roku, kiedy cała Ameryka dowiedziała się o zjawisku „małych miss” dzięki medialnemu zainteresowaniu, jakie wywołała tragiczna śmierć JonBenét Ramsey. Dziewczynka, zwyciężczyni wielu konkursów piękności, została zamordowana w wieku sześciu lat we własnym domu w Kolorado. Media obiegły zdjęcia Ramsey w przeseksualizowanych strojach, przywodzących na myśl te noszone przez tancerki samby z Rio de Janeiro. Część widzów pisała skargi do nadawców, twierdząc że widząc te fotografie, czują się, jakby oglądali „pornografię z udziałem dziecka”12. Skandal ten był jednym z pierwszych przypadków publicznego kwestionowania praktyk mających miejsce w dziecięcych konkursach piękności, ponieważ dyskurs wokół przesadnie dorosłego i rozseksualizowanego wizerunku Ramsey odegrał kluczową rolę w procesach sądowych w sprawie morderstwa sześciolatki. Masowa publiczność po raz pierwszy usłyszała termin „seksualizacja”. Ta w konkursach piękności dla dzieci objawia się, jak mówi Vernon R. Wiehe, profesorka na University of Kentucky College of Social Work, „poprzez noszenie przez małe dziewczynki ubrań dla dorosłych kobiet w dziecięcych rozmiarach, stosowanie makijażu, który często jest nakładany przez profesjonalnych wizażystów, opalanie natryskowe ciała, farbowanie włosów i ich przedłużanie oraz przyjmowanie prowokacyjnych póz bardziej odpowiednich dla dorosłych modelek”13.
Duch „króla rozrywki” wiecznie żywy – jak przy każdej aferze, tak i tu pojawiły się jednostki pragnące wykorzystać społeczne oburzenie w celu pomnożenia majątku. W 2009 roku, w ramach swojej transformacji z nadawcy edukacyjnego w kanał skupiony na reality shows3*, stacja telewizyjna TLC rozpoczęła emisję programu Toddlers & Tiaras (w polskiej wersji nosił on tytuł Mała piękność), którego bohaterami byli uczestnicy dziecięcych konkursów piękności oraz ich rodzice. Program zyskał miano jednego z najbardziej kontrowersyjnych reality show w historii, głównie za sprawą przekraczających granice dobrego smaku rodziców – jedna z matek przygotowała dla córki sztuczny biust, inna podawała swojej latorośli środki pobudzające (wiele matek występujących w programie obawiało się, że udział ich dzieci w konkursach piękności może stanowić okoliczność obciążającą w procesach rozwodowych i doprowadzić do ograniczenia im opieki nad córkami). Dodać jednak należy, że program koncentrował się na konkursach typu glitz, czyli takich, w których od uczestniczek wymaga się teatralnego, przerysowango zachowania na scenie, a także pełnego makijażu, kiczowatych kostiumów, sztucznych rzęs czy skomplikowanych fryzur. Mała piękność pomijała konkursy typu natural, których nadrzędną zasadą jest skoncentrowanie się na pięknie wewnętrznym. Rywalizujące w nich dziewczynki noszą delikatny makijaż (w niektórych przypadkach jest on zabroniony dla dzieci poniżej dwunastego roku życia) i codzienne stroje kupione w sklepach (nie szyte na miarę specjalnie z myślą o konkursie). Niedozwolone są też peruki i charakterystyczne dla konkursów glitz misterne fryzury.
Niezależnie od rodzaju konkursu nawet dziś echa eugenicznej przeszłości są obecne w strukturze i retoryce dziecięcych konkursów piękności. Idealna uczestniczka konkursu to często taka, która mieści się w ściśle wyznaczonych kanonach piękna (wykluczających osoby z nadwagą czy różnymi formami niepełnosprawności; próżno szukać wśród uczestniczek konkursów chociażby dziewczynki w okularach) oraz respektuje zasady dobrego wychowania: jest zdyscyplinowana, czarująca, konwencjonalnie atrakcyjna, jednym słowem doskonała. Sędziowie często nagradzają nie tylko wygląd zewnętrzny, lecz także normatywną tożsamość: dziewczynka, która jest kobieca, ale energiczna, ładna, ale nie nadmiernie prowokująca, pewna siebie, ale nie niesforna. A co z chłopcami? Też startują, ale są w mniejszości – w 2010 roku telewizja ABC informowała, że stanowią 10 procent wszystkich dzieci rywalizujących w konkursach piękności dla dzieci. Nie przykuwają też uwagi mediów – ta skoncentrowana jest w przeważającej mierze na dziewczynkach.
Aby w pełni zrozumieć dziecięce konkursy piękności, konieczne jest skonfrontowanie się z ich eugenicznymi korzeniami. Konkursy te nie powstały w próżni. Wyłoniły się z historycznego momentu obsesji na punkcie mierzenia ludzkiej wartości i zarządzania nią. Czasu, kiedy w modzie było dążenie do zaprojektowania społeczeństwa poprzez wybór i celebrowanie „najlepszych” dzieci. Chociaż język się zmienił, a stawka może wydawać się niższa, impuls do klasyfikowania, oceniania i idealizowania dzieci w oparciu o arbitralne standardy piękna i zachowania pozostaje żywy. W tym sensie dziecięce konkursy piękności służą nie tylko jako spektakle kulturowe, ale także jako żywe artefakty przeszłości, którą jeszcze nie do końca przepracowaliśmy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
1Aristocratic Baby Shows, The British Medical Journal, Tom 2, Nr 1803 (20 lipca 1895) ↩
2 Annette Dorey, Better Baby Contests: The Scientific Quest for Perfect Childhood Health in the Early Twentieth Century, 1999. ↩
3https://www.ncpedia.org/better-baby-contests. ↩
4https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC1447148/. ↩
5https://www.nytimes.com/1936/09/20/archives/baby-awards-end-joy-at-mardi-gras-gloom-spreads-like-hurricane.html. ↩
6Baby Shows, „Prairie Farmer” z sierpnia 1855. ↩
7https://history.northwestern.edu/documents/people/faculty/pearson/pearson-infantile-specimens.pdf. ↩
8Barnum’s Baby Show – Protest from Mrs. E. Oakes Smith, „Daily Cleveland Herald” z 12 maja 1855; https://lostmuseum.cuny.edu/archive/barnums-baby-showa-protest-new-york-herald. ↩
9The National Baby Show, „New York Daily Tribune” z 6 października 1854. ↩
10Baby Show, „Daily Cleveland Herald” z 25 stycznia 1854. ↩
11https://history.northwestern.edu/documents/people/faculty/pearson/pearson-infantile-specimens.pdf. ↩
12https://history.northwestern.edu/documents/people/faculty/pearson/pearson-infantile-specimens.pdf. ↩
13 Vernon R. Wiehe, Nothing Pretty in Pageants, 2011. https://thetruthaboutamericasyouth.wordpress, [w:] Steven Walker, Children Forsaken: Child abuse... (dz. cyt.). ↩
1* Choć zwykle późniejsze konkursy nazywano po prostu baby show, co mogłoby sugerować okres niemowlęcy, tak naprawdę wiek uczestników wahał się od noworodków do dzieci w wieku szkolnym, a kategorie były często wyznaczane według przedziału wiekowego i płci. ↩
2* Mówimy o czasach, kiedy w USA na tysiąc urodzonych dzieci umierało sto, a konieczność zachowywania higieny, przestrzegania zasad odpowiedniego odżywiania i obowiązek rutynowych badań lekarskich nie stanowiły aż takiej oczywistości dla rodziców. ↩
3* Często szokujących i pokazujących osoby z zaburzeniami psychicznymi w nadmiernie sensacyjny sposób. Na przykład w programie My strange addiction (Moje paranoje) bohaterami były nierzadko osoby cierpiące na OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne), których objawy chorobowe przedstawiano jako świadomie popełniane „wariactwa”. W programie występowały też np. osoby ze społeczności cosplayerów, których hobby ukazano jako niepokojące dziwactwo. ↩
