Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy - Eldredge John - ebook + audiobook

Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy ebook i audiobook

Eldredge John

4,5
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Nowe wydanie - uzupełnione przez autora

Warunkiem uchwycenia tego, co konstytuuje mężczyznę, jest zrozumienie trzech fundamentalnych pragnień, kryjących się głęboko w jego sercu: pragnienia stoczenia bitwy, przeżycia przygody i uratowania damy w nieszczęściu. Dzikie serce to książka napisana nie tylko dla mężczyzn. Powinna przeczytać ją również każda żona i matka mająca syna.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 296

Data ważności licencji: 3/13/2033

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 18 min

Lektor: Andrzej Lajborek

Data ważności licencji: 12/12/2099

Oceny
4,5 (288 ocen)
199
47
21
18
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Artur_Stawicki

Nie oderwiesz się od lektury

Nawigacja po audiobuku z księdzem Pawlukiewiczem. Początek rozkręca się długo jednak od połowy narracja pokrywa się z kierunkiem przypuszczeń serca, że najważniejsza w życiu jest relacja z samym Bogiem i wybranie drogi przez życie zapisanej w naszym sercu a nie drogi pokazanej przez świst…
20
maxlisa
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Audiobook jest na najwyższym poziomie,pan,ktory czyta zrobił to po mistrzowsku! A co do treści,bardzo dobrze napisana książka,lekko,miejscami z poczuciem humoru,ktory świetnie oddaje lektor🙂 Trafiłam na te pozycje zachecona przez ks.Pawlukiewicza i nie jestem zawiedziona.Książkę powinni przeczytać ,nie tylko mężczyźni ale też kobiety😁Lepiej rozumiem mojego męża❤️
20
L3czad

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka, otwiera nowe spojrzenie na życie mężczyzny.
20
JacekNorbert71

Nie oderwiesz się od lektury

Dzięki tej książce zacząłem lepiej rozumieć swoje serce, pragnienia i własną tożsamość.
10
piotrm446

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam przeczytać każdemu mężczyźnie który naprawdę chce być prawdziwym mężczyzną, dobrym mężem i ojcem. Autor uświadamia nam wiele spraw o których nie mieliśmy pojęcia.
10



Tytuł oryginału

Wild at Heart: Discovering the Secret of a Man’s Soul. Expanded Eition

 

© Copyright by John Eldredge 2001, 2010, 2021

Published by arrangement with Thomas Nelson, a division of HarperCollins Christian Publishing, Inc.

© Copyright for the Polish translation by Justyna Grzegorczyk, 2003

© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2003

 

Redaktor inicjujący – Paweł Dąbrowski OP

Redaktorka prowadząca – Justyna Olszewska

Redakcja i korekta – Agnieszka Czapczyk

Skład – Bartłomiej Bączkowski | pilcrow Studio

Redakcja techniczna– Józefa Kurpisz

Projekt okładki, layoutu i ilustracje– Krzysztof Lorczyk OP

Grafika (strona przedtytułowa) – Krzysztof Lorczyk op

 

 

 

 

 

 

ISBN 978-83-7906-956-9 (wersja drukowana)  

ISBN 978-83-7906-957-6 (wersja elektroniczna)

 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie IV, rozszerzone

ul. Kościuszki 99

61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62

[email protected]

www.wdrodze.pl

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Dla Samuela, Blaine’a i Luke’a.

Kocham wasze SERCA WOJOWNIKÓW.

Z pewnością WCIĄŻ MACIE W SOBIE TO,

CZEGO potrzeba.

Wstęp

Wiem. Prawie chcę przeprosić. Boże – czy naprawdę potrzebujemy kolejnej książki dla mężczyzn?! Nie. Potrzebujemy czegoś innego. Potrzebujemy pozwolenia.

Pozwolenia, abyśmy byli tym, kim jesteśmy – mężczyznami. Stworzonymi na obraz Boga. Pozwolenia na życie z głębi serca, a nie według listy „powinienem” i „muszę”, która tak wielu z nas męczy i nudzi.

Przeważnie przesłania skierowane specjalnie do mężczyzn nie spotykają się z odzewem. Powód jest prosty: nie ma w nich tego, co jest głębokie i prawdziwe w sercu mężczyzny – jego prawdziwych pasji. Usiłują jedynie kształtować go według różnych form nacisku. „Takim mężczyzną powinieneś być. Taki właśnie musi być dobry mąż/ojciec/chrześcijanin/wierzący”. Wybierz właściwe określenie. Mężczyzna powinien być odpowiedzialny, wrażliwy, zdyscyplinowany, wierny, pracowity, obowiązkowy itp. Wiele z tych cech jest pozytywnych. Nie wątpię, że ci, którzy przekazują podobne przesłania, są pełni dobrych chęci. Jednak dobrymi chęciami, jak pamiętamy, jest wybrukowana droga do piekła. To, że z tych chęci nic nie wynika, wydaje się już oczywiste.

Nie, mężczyźni potrzebują czegoś innego. Potrzebują głębokiego zrozumienia, dlaczego tęsknią za przygodami i bitwami, i za Piękną – i dlaczego Bóg ich takich stworzył. Potrzebują też głębszego zrozumienia, dlaczego kobiety tęsknią za tym, żeby o nie walczono, żeby porwała je przygoda i żeby być Piękną. Właśnie dlatego, że Bóg je takie stworzył.

Przekazuję zatem tę książkę nie w formie podręcznika „siedem kroków do bycia lepszym mężczyzną”, ale jako safari serca, będące powrotem do życia w wolności, pełne pasji i przygód. Uważam, że pomoże ona mężczyznom – podobnie zresztą jak i kobietom – odzyskać serce. Co więcej, pomoże kobietom w zrozumieniu ich mężczyzn, a im razem w prowadzeniu wspólnego życia, jakiego oboje pragną. O co się dla was modlę.

Kiedy Jezus powiedział niemal obcesowo: „Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7,16)1, dał nam piękną i prostą próbę, której możemy poddać niemal wszystko. To bardzo rzeczowa próba. Można ją zastosować, by odkryć prawdę o Kościele, narodzie, ruchu albo o pojedynczym człowieku. Co jest tym owocem? Co on zostawia po sobie? Uznałem, że to bardzo bezpośrednia i odkrywcza próba.

I z pokorą stwierdzam, że owoce tej książeczki nie przypominały niczego, co dotąd widziałem. Po prostu były absolutnie nadzwyczajne. Uzdrowiły serca więźniów w Kolumbii, uwolniły serca katolickich księży w Słowacji. Dosięgły izb Kongresu i sal w przytułkach dla bezdomnych, odbudowały rodziny w Australii, zapoczątkowały ruch wolności i odkupienia w ludziach na całym świecie. To działa. Nie musicie jednak wierzyć mi na słowo. Chodźcie i przekonajcie się sami.

Oby Bóg odnalazł cię dzięki tym stronom i na powrót przygarnął cię jako swojego człowieka.

Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie znajdującemu się właśnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał tryumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z odwagą, nie chcąc, aby jego miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nie znają ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki.

Teodor Roosevelt

Królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni.

Ewangelia św. Mateusza 11,12

Rozdział pierwszy. Dzikie serce

Jak w wodzie [odbija się] oblicze,

tak w sercu człowieka człowiek.

Księga Przysłów 27,19

Życia duchowego nie można prowadzić na bogatych przedmieściach. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach, a my, którzy nim żyjemy, musimy zaakceptować, a nawet cieszyć się, że pozostaje ono nieoswojone.

Howard Macey

Na zachód, w góry ruszyć jestem gotów,Nie mogę patrzeć na pęta i nie znoszę granic,Nie zamykaj mnie w nich…

Cole Porter

Nareszcie otacza mnie dzika przestrzeń. Wiatr w wierzchołkach sosen za moimi plecami szumi jak ocean. Fale wielkiego błękitu rozbijają się nade mną, zwieszając się z grzbietu góry, na którą się wspiąłem, gdzieś w Sawatch Range, w środkowym Kolorado. Krajobraz poniżej to ciągnące się całymi kilometrami morze szałwii. Zane Grey uwiecznił ją kwitnącą, purpurową, ale przez większość roku jest raczej srebrną szarością. W tej krainie możesz jechać konno i całymi dniami nie zobaczysz żywej duszy. Dzisiaj jestem pieszo. Choć po południu świeci słońce, tutaj, w Kordylierach, temperatura nie wzrośnie powyżej zera, a pot, który wycisnąłem z siebie, wspinając się po tej ścianie, sprawia, że cały drżę. Jest koniec października i zbliża się zima. W oddali, prawie setki kilometrów na południe i południowy zachód, góry San Juan pokryte są już śniegiem.

Cierpki aromat szałwii przywarł do moich dżinsów. I uderza do głowy, gdy łapię powietrze – wyraźnie go brakuje na wysokości trzech tysięcy metrów. Muszę znowu odpocząć, mimo że wiem, iż każde zatrzymanie się zwiększa odległość między mną a zwierzyną. Jednak ona zawsze ma przewagę. Chociaż trop, który znalazłem dziś rano, był świeży, nie dawał wielkich nadziei. Samiec łosia z łatwością może pokonać w krótkim czasie wiele kilometrów nawet po nierównym terenie, zwłaszcza gdy jest ranny albo ucieka.

Wapiti, jak nazywają je Indianie, to jedne z najbardziej nieuchwytnych stworzeń. Są widmowymi królami gór, bardziej ostrożnymi i przezornymi od jeleni, i trudniejszymi do wytropienia. Żyją na większych wysokościach i pokonują w ciągu dnia dalsze odległości niż jakiekolwiek inne dzikie zwierzę. Szczególnie samce mają jakby szósty zmysł wyczulony na obecność człowieka. Parę razy udało mi się podejść je bliżej; lecz już w następnej chwili ich nie było. Znikały cicho w osikach tak gęstych, że nie uwierzyłbyś, iż tamtędy mógłby przedostać się choćby królik.

Nie zawsze tak było. Przez wieki łosie żyły na preriach, pasąc się na żyznych trawach wielkimi stadami. Wiosną 1805 roku Meriwether Lewis, wędrując w poszukiwaniu drogi wodnej Northwest Passage, opisał przechodzące stado obejmujące tysiące osobników. Niektóre podchodziły tak blisko, że mógł rzucać w nie patykami, zachowywały się niczym krowy blokujące wiejską drogę. Jednak pod koniec wieku ekspansja na zachód zepchnęła łosie wysoko w Góry Skaliste. Stały się nieuchwytne, niczym wyrzutki ukrywają się ponad granicą lasu, dopóki zimą obfite śniegi nie zmuszą ich do zejścia niżej. Gdybyś teraz chciał ich szukać, są w okresie rozrodu, pod ochroną i poza zasięgiem cywilizacji.

Dlatego tu przyszedłem.

I dlatego nadal zwlekam, pozwalając, by stary samiec się oddalił. Moje polowanie, widzicie, właściwie nie dotyczy tego łosia. Już wcześniej o tym wiedziałem. Szukam czegoś innego, tutaj, w tej dzikiej okolicy. Szukam zdobyczy o wiele bardziej nieuchwytnej, czegoś, co można znaleźć tylko dzięki tej dzikiej przestrzeni. Szukam własnego serca.

Początki

Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi. Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię, bo nie było człowieka, który by uprawiał ziemię, a nurt [wody] wypływał z ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił (Rdz 2,4–8).

Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogrodu. Adam jednak, zauważcie, został stworzony z ziemi samej, z gliny. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpią na nieuleczalną tęsknotę odkrywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu. Serce mężczyzny pozostaje w głębi nieoswojone – i tak jest dobrze. „W biurze nie jestem żywy”, głosiła kiedyś reklama The North Face. „Nie jestem żywy w taksówce”. „Nie jestem żywy na chodniku” – i tyle. A wniosek? Nigdy nie zaprzestań poszukiwań.

Nasza płeć potrzebuje odrobiny zachęty. Reszta przychodzi naturalnie, jest wrodzona jak zamiłowanie do map. W 1271 roku Marco Polo wyruszył, by szukać drogi do Chin, a ja w 1967 roku, gdy miałem siedem lat, próbowałem z przyjacielem Dannym Wilsonem przekopać na podwórzu ziemię na wylot. Poddaliśmy się po mniej więcej dwóch metrach. Ale nasze przedsięwzięcie wymagało wielkiego wysiłku. Słynny Hannibal przekroczył Alpy, a w życiu każdego chłopca nadchodzi dzień, kiedy pierwszy raz przechodzi przez ulicę i wstępuje do towarzystwa wielkich odkrywców. Scott i Amundsen ścigali się do bieguna południowego, Peary i Cook współzawodniczyli o zdobycie bieguna północnego, a kiedy dałem swoim chłopcom trochę drobnych i pozwoliłem, by pojechali na rowerach do sklepu kupić wodę sodową, ktoś mógłby pomyśleć, że kazałem im znaleźć równik. Magellan żeglował na zachód i opłynął przylądek Ameryki Południowej – mimo ostrzeżeń, że wraz z załogą spadnie z krańca ziemi – a Huck Finn, lekceważąc podobne groźby, wyruszył w dół Missisipi. Powell szedł wzdłuż Kolorado do Wielkiego Kanionu, mimo – nie, właśnie dlatego – że nikt nigdy wcześniej tego nie zrobił i wszyscy mówili, że tego zrobić się nie da.

I tak oto, wiosną 1989 roku, moi chłopcy i ja stanęliśmy na brzegu Snake River, czując tę samą odwieczną potrzebę, by wypłynąć. Tego roku roztopy były obfite, niezwykle obfite, rzeka wylała i połyskiwała między drzewami rosnącymi po obu jej stronach. Woda, która pod koniec lata była krystalicznie czysta, tego dnia wyglądała jak kakao. Środkiem rzeki płynęły kloce drewna, plątanina gałęzi większa od samochodu, i kto wie, co jeszcze. Głęboka, błotnista i rwąca, Snake River była naprawdę groźna. Na horyzoncie nie było widać żadnych śmiałków. Wspomniałem, że padało? My jednak mieliśmy nowiutki kajak, w rękach wiosła, no i nigdy jeszcze nie płynąłem kajakiem Snake River, ani żadną inną rzeką, jeśli chodzi o ścisłość, ale w końcu to małe piwo. Skoczyliśmy prosto w nieznane, podobnie jak Livingstone ruszył w głąb Czarnej Afryki.

Przygoda, z nieodzownym ryzykiem i dziką przestrzenią, stanowi tęsknotę głęboko wpisaną w duszę mężczyzny. Męskie serce potrzebuje miejsca, w którym nic nie jest cyfrowe, modułowe, odtłuszczone, zapięte na zamek błyskawiczny, koncesjonowane, podłączone ani podgrzane w mikrofali. Gdzie nie ma terminów, smartfonów ani spotkań zarządu. Gdzie jest miejsce dla duszy. Gdzie, wreszcie, geografia wokół nas koresponduje z geografią naszego serca. Popatrzcie na bohaterów biblijnego tekstu: Mojżesz nie spotyka Boga żywego w centrum handlowym. Znajduje Go (albo zostaje przez Niego odnaleziony) gdzieś na pustkowiach Synaju, z dala od wygód Egiptu. To samo odnosi się do Jakuba, który odbył swoje zapasy z Bogiem nie w salonie na sofie, ale gdzieś w oazie, na wschód od Jabboku, w Mezopotamii. A gdzie wielki prorok Eliasz wyszedł, by odzyskać swoją moc? Na pustynię. Podobnie jak Jan Chrzciciel i jego kuzyn Jezus, którego na pustynię wyprowadził Duch.

Bez względu na to, czego konkretnie szukali ci odkrywcy, szukali przede wszystkim siebie samych. Głęboko w sercu mężczyzny są wyryte pewne podstawowe pytania, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi przy kuchennym stole. Kim jestem? Z czego jestem zrobiony? Do czego jestem przeznaczony? To lęk trzyma mężczyznę w domu, gdzie wszystko jest schludne, uporządkowane i pod kontrolą. Jednak odpowiedzi na jego najgłębsze pytania nie można znaleźć w telewizji ani w smartfonie. Tam, na palących pustynnych piaskach, zagubiony w pozbawionych szlaku przestrzeniach, Mojżesz otrzymał swoją życiową misję i cel. Został wezwany, powołany do czegoś wielkiego, o wiele większego, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał. O wiele poważniejszego niż bycie dyrektorem technicznym albo „księciem Egiptu”. Ciemną nocą, pod obcymi gwiazdami Jakub otrzymał nowe imię, swoje prawdziwe imię. Przestał być utalentowanym negocjatorem handlowym, a stał się tym, który mocował się z Bogiem. Dla Chrystusa próba pustyni jest w swej istocie sprawdzianem Jego tożsamości. „Jeśli jesteś tym, za kogo cię uważamy”… Jeśli mężczyzna ma kiedykolwiek poznać, kim jest i do czego został przeznaczony, musi wyruszyć w podobną wędrówkę.

Musi na nowo odnaleźć swe serce.

KULTUROWA EKSPANSJA PRZECIWKO MĘSKIEJ duszy

Tryb życia, jaki prowadzi współczesny mężczyzna, jest sprzeczny z tym, co podpowiada mu serce, i z tajnikami jego duszy. Niekończące się godziny przed ekranem komputera, sprzedawanie butów w pasażu, spotkania, nieustające SMS-y, telefony. Świat biznesu – w którym większość Amerykanów żyje i umiera – wymaga od mężczyzny, żeby był on efektywny i punktualny. Polityka przedsiębiorstw nastawiona jest na jeden cel: aby zaprząc mężczyznę do pługa i sprawić, by produkował. Jednak dusza nie chce być okiełznana – ona tęskni za pasją, za wolnością, za życiem. Jak powiedział David Herbert Lawrence: „Nie jestem mechanizmem”2. Mężczyzna musi czuć rytm ziemi, musi mieć pod ręką coś namacalnego – ster, lejce, szorstką linę albo po prostu łopatę. Czy mężczyzna potrafi spędzać całe dnie tak, by zawsze mieć czyste i przycięte paznokcie? Czy o tym właśnie marzy chłopiec?

Społeczeństwo nie potrafi się zdecydować, jaki właściwie powinien być mężczyzna. Przez ostatnie trzydzieści lat zajmowało się przedefiniowaniem męskości w coś bardziej wrażliwego, bezpiecznego, dającego się kierować, no cóż, w coś bardziej kobiecego, i teraz karci mężczyzn za to, że nie są mężczyznami. Chłopcy zawsze będą chłopcami, wzdycha. Tak jakby mężczyzna, gdy naprawdę dorośnie, mógł porzucić pustynię, przymus wędrowania i osiąść na stałe, siedzieć zawsze w domu, w saloniku cioci Polly. „Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?” – to stałe menu wszystkich talk-show i książkowych nowości. „To wy kazaliście im być kobietami”, chciałoby się powiedzieć. Rezultatem jest wymieszanie płci w stopniu, w jakim nigdy dotąd w historii tego nie doświadczano. Skąd mężczyzna ma wiedzieć, że jest mężczyzną, skoro jego najważniejszym celem ma być zwracanie uwagi na maniery?

No i jeszcze, niestety, jest Kościół. Chrześcijaństwo takie, jakie jest obecnie, wyrządziło krzywdę męskości. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że większość mężczyzn w Kościele uważa, iż Bóg postawił ich na tej ziemi, by byli dobrymi chłopcami. Problem z mężczyznami, mówi się nam, polega na tym, że oni nie potrafią dotrzymywać obietnic, być duchowymi przywódcami, rozmawiać z żonami ani wychowywać dzieci. Ale jeśli naprawdę się starają, mogą zdobyć ten wzniosły szczyt i… zostać miłymi chłopcami. Właśnie taki mamy wzór dojrzałości mężczyzny chrześcijanina: Naprawdę Miłego Faceta. Nie palimy, nie pijemy ani nie przeklinamy; to znaczy nie robimy akurat tego, co czyni z nas mężczyzn. Teraz pozwólcie, że was zapytam, moi męscy czytelnicy: czy w dzieciństwie, gdy budziły się w was marzenia, kiedykolwiek chcieliście zostać miłymi chłopcami? (Drogie panie, czy książę z waszych snów był dziarski, czy tylko miły?).

No i co – przesadzam? Wejdźcie do jakiegokolwiek kościoła w Stanach, rozejrzyjcie się i postawcie sobie pytanie: Jaki jest mężczyzna chrześcijanin? Nie słuchajcie tego, co wam mówią, popatrzcie na to, co tam zastaniecie. Nie ma wątpliwości. Będziecie musieli przyznać, że jest on… znudzony. Na ostatnich rekolekcjach w kościele rozmawiałem z gościem po pięćdziesiątce, a właściwie słuchałem, jak mówi o swojej drodze mężczyzny. „Jestem okropnie zmęczony tym, że przez ostatnie dwadzieścia lat starałem się być dobry w sposób, w jaki każe Kościół”, powiedział. Zaintrygowany poprosiłem, aby wyjaśnił, co przez to rozumie. Zastanowił się przez chwilę. „Być obowiązkowym – odparł – i oderwanym od serca”. Co za cudowny opis, pomyślałem. Boleśnie trafiający w sedno.

Robert Bly narzekał w Żelaznym Janie:

Niektóre kobiety pragną pasywnego mężczyzny, jeśli w ogóle pragną mężczyzny; Kościół potrzebuje pokornych mężczyzn – zwanych księżmi; uniwersytet potrzebuje konformistów – zwanych pracownikami etatowymi; korporacja zgłasza zapotrzebowanie na pracowników umiejących pracować w zespole… jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi3.

Wszystko to razem wzięte stanowi coś w rodzaju kulturowej ekspansji wymierzonej w męską duszę. I z tego to powodu serce mężczyzny ciągnie w góry, w miejsca odległe, niczym ranne zwierzę szukające kryjówki. Kobiety o tym wiedzą i narzekają, że nie mają przystępu do serc swych mężczyzn. Mężczyźni także o tym wiedzą, ale często nie potrafią wyrazić, dlaczego to serce utracili. Są świadomi, że ich serce uciekło, ale nie potrafią złapać tropu. Kościół kręci głową i zastanawia się, dlaczego nie może zjednać dla swoich programów więcej mężczyzn. Odpowiedź jest prosta: nie zapraszamy mężczyzn, aby poznawali swe serca i żyli z ich głębi.

Zaproszenie

Jednak to Bóg stworzył serce mężczyzny, umieścił je w każdym z nas i w ten sposób dał nam zaproszenie: chodźcie i żyjcie tak, jak wam przeznaczyłem. Bóg miał cel, tworząc mężczyznę, i jeśli mamy w ogóle odnaleźć siebie, to musimy ten cel odkryć. Co takiego włożył w serce mężczyzny?

Zamiast pytać: Jak myślisz, co powinieneś robić, aby stać się lepszym mężczyzną (albo kobietą, w przypadku moich kobiecych czytelniczek)?, zapytam: Co sprawia, że żyjesz? Co pobudza twoje serce? Wędrówka, przed którą obecnie stajemy, prowadzi do ziemi dla większości nieznanej. Musimy udać się do krainy, w której nie ma żadnych wyraźnych szlaków. To eksploracyjne zadanie prowadzi nas do naszych własnych serc, do naszych najgłębszych pragnień. Jak powiedział dramatopisarz Christopher Fry:

Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć W sposób, który mnie pobudza!4

W swoim sercu znalazłem wyryte głęboko trzy pragnienia, których – teraz już to wiem – nie mogę lekceważyć, nie tracąc jednocześnie własnej duszy. Stanowią one rdzeń tego, kim jestem i kim pragnę być. Patrzę na swoje dzieciństwo, przeglądam stronice Biblii i literatury, wsłuchuję się uważnie w to, co mówią inni mężczyźni, i jestem przekonany, że te pragnienia są uniwersalne, stanowią klucz do istoty męskości. Być może w tej chwili nie są na swoim miejscu, zostały zapomniane albo fałszywie nakierowane, ale w sercu każdego mężczyzny znajduje się rozpaczliwe pragnienie stoczenia bitwy, przeżycia przygody i kochania Pięknej. Rozważcie filmy, które lubią mężczyźni, zastanówcie się nad tym, co robią w wolnym czasie, i zwłaszcza zwróćcie uwagę na pasje małych chłopców, a przekonacie się, że mam rację.

Stoczyć bitwę

Na mojej ścianie wisi fotografia chłopca może pięcioletniego, o krótko obciętych włosach, pełnych policzkach i zuchowatym uśmiechu. To stara fotografia, kolory już wyblakły, ale jej treść jest ponadczasowa. Mamy świąteczny poranek 1964 roku i właśnie otworzyłem prezent, który okazał się najlepszy ze wszystkich, jakie kiedykolwiek dostałem na Boże Narodzenie – komplet dwóch sześciostrzałowców z perłowymi kolbami, uzupełniony o czarny skórzany pas z pochwami, czerwoną kowbojską koszulę z dwoma mustangami wyszytymi na piersiach, błyszczące czarne buty, czerwoną chustę i słomkowy kapelusz.

Założyłem ten kostium i nie chciałem zdjąć go całymi tygodniami, ponieważ, rozumiecie, to nie był wcale „kostium”; to była moja tożsamość. Pewnie, jedna nogawka od spodni jest wsadzona do buta, a druga wyciągnięta, ale to tylko dodatek do mojej „świeżo wytropionej” osobowości. Kciuki wsadziłem za pas, wypiąłem pierś, ponieważ byłem uzbrojony i niebezpieczny. Źli faceci, uważajcie: to miasto nie jest dość duże dla nas wszystkich.

Peleryny i miecze, kamuflaż, bandany i sześciostrzałowce, całe to wyposażenie superbohatera – to są uniformy chłopięctwa. Mali chłopcy chcą wiedzieć, że są silni, niebezpieczni, że są kimś, z kim trzeba się liczyć. Ilu rodziców na próżno próbowało zabraniać małemu Timmy’emu bawić się pistoletami? Dajcie spokój. Jeśli nie kupicie mu broni, zrobi ją sobie z czegokolwiek, co będzie miał pod ręką. Moi chłopcy przeżuwali grzanki i z nich lepili pistolety przy kuchennym stole. Każdy patyk lub ułamana gałąź były dzidą albo, lepiej, bazooką. Bez względu na to, co mówią współcześni pedagodzy, nie jest to zaburzenie psychiczne wszczepione przez serwującą przemoc telewizję ani brak równowagi chemicznej. Zdrowa agresja jest częścią męskiego przeznaczenia, jesteśmy do niej „podłączeni stałym łączem”. Twierdząc, że mężczyzna został stworzony na obraz Boga, postarajmy się także nie zapominać, że „Pan wojownikiem, Pan jest imię Jego” (Wj 15,3). Bóg jest wojownikiem, mężczyzna jest wojownikiem. Będzie o tym więcej.

Małe dziewczynki nie wymyślają zabaw, w których trup kładzie się gęsto, a rozlew krwi jest konieczny dla uciechy. Wymysłem kobiet nie jest na przykład hokej. Ani boks. Chłopiec musi coś atakować – i tak samo mężczyzna, nawet jeśli jest to tylko mała biała piłka golfowa. Chce ją wbić do przyszłego królestwa. Z drugiej strony, kiedy moi chłopcy dorastali, nie chodzili na herbatki. Nie dzwonili do przyjaciół, by porozmawiać o swoich związkach. Nudziły ich gry, w których nie ma elementu ryzyka, współzawodnictwa albo rozlewu krwi. Gry zespołowe oparte na „względnej zależności” były dla nich zupełnym nonsensem. „Nikt nie zginął?”, pytali niedowierzająco. „Nikt nie wygrał? To o co w tym chodzi?” Spójrzmy na globalną popularność gier wideo wśród chłopców i mężczyzn; są to w przeważającej mierze gry walki. Powszechny charakter takiej postawy powinien nas przekonać, że „chłopiec wojownikiem, chłopiec jest imię jego”. A to, co robią, nie jest tylko groteską. Kiedy chłopcy bawią się w wojnę, ćwiczą role do o wiele poważniejszego dramatu. Pewnego dnia być może przyda ci się taki chłopiec do obrony.

Ci żołnierze Unii, którzy szarżowali na kamienne mury Bloody Angle, te oddziały aliantów, które nacierały na plaże Normandii albo piaski Iwo Jimy – co oni zrobiliby bez swej gwałtownej cząstki serca? Życie wymaga, żeby mężczyzna był dziki, dziko oddany. Jeśli został wychowany, żeby był tylko miękki, to rany, które odniesie w życiu, sprawią, że straci serce. Szczególnie prawdziwe okazuje się to na grząskich terenach związków; do poruszania się po nich mężczyzna czuje się najmniej przygotowany. Bly mówił: „W każdym związku raz na jakiś czas potrzeba czegoś dzikiego”5.

Tęsknota za tym może pojawić się nawet po wielu latach wyparcia. Być może mężczyzna poczuje, że nie dorósł do bitwy, która – jak wie – go czeka. Lub może wybierze mroczną ścieżkę, jak to jest w przypadku członków miejskich gangów i terrorystów. Z pewnością musimy uzdrowić serce wojownika w mężczyznach, umieścić je w służbie dobra. Ponieważ to pragnienie w nim tkwi. Każdy mężczyzna chce grać bohatera. Każdy mężczyzna musi wiedzieć, że jest silny. To nie kobiety sprawiły, że film Braveheart – Waleczne Serce stał się jednym z najpopularniejszych obrazów ostatniej dekady. Szeregowiec Ryan, Top Gun, seria Szklana pułapka, Gladiator, Gwiezdne wojny, wszystkie hity o superbohaterach – oto kino, które podoba się mężczyźnie, ukazuje to, za czym tęskni jego serce, co zostało mu zaszczepione w dniu narodzin.

Czy nam się to podoba, czy nie, w sercu mężczyzny jest odrobina gwałtowności. Każdego mężczyzny.

Przeżyć przygodę

„Moja matka lubi spędzać wakacje w Europie”. Rozmawiamy, mój przyjaciel i ja, o naszym umiłowaniu Zachodu Stanów Zjednoczonych i o tym, dlaczego on przeprowadził się tutaj ze Wschodniego Wybrzeża. „To dla niej dobre, jak sądzę. Tam jest bogactwo kultury. Jednak ja potrzebuję dzikiej przestrzeni”. Naszą rozmowę sprowokował film Wichry namiętności, opowieść o trzech młodych mężczyznach dorastających na początku dwudziestego wieku na ranczu ojca w Montanie. Alfred, najstarszy, jest praktyczny, pragmatyczny, ostrożny. Wyrusza do wielkiego miasta, aby zostać biznesmenem i w końcu politykiem. Jednak coś w jego wnętrzu umiera. Staje się pusty. Samuel, najmłodszy, pod wieloma względami jest ciągle chłopcem, delikatnym dzieckiem – lubiącym czytać, wrażliwym, nieśmiałym. Ginie na początku filmu i wiemy, że nie był jeszcze gotów do walki.

I jest Tristan, średni syn. On ma gwałtowne serce. To Tristan ucieleśnia Dziki Zachód – łapie i dosiada mustanga, walczy nożem z niedźwiedziem grizzly i zdobywa piękną kobietę. Jeszcze nie spotkałem mężczyzny, który chciałby być Alfredem albo Samuelem. Nie spotkałem kobiety, która chciałaby poślubić któregoś z nich. Istnieje określony powód, dla którego amerykański kowboj urósł do mitycznych rozmiarów. Ucieleśnia on tęsknotę, którą każdy mężczyzna nosi w sobie od dziecka – zdobyć Dziki Zachód. Znaleźć miejsce, w którym mógłby w pełni być taki, jaki ma być. Pozwólcie, że zapożyczę od Waltera Brueggemana opis Boga: „dziki, niebezpieczny, nieokiełznany i wolny”.

Chciałbym teraz na chwilę przerwać i coś wyjaśnić. Nie jestem wielkim myśliwym. Nie grałem w futbol w college’u. Ważyłem wtedy zresztą zaledwie sześćdziesiąt pięć kilogramów i raczej nie byłem atletą. Mimo marzeń z dzieciństwa nie zostałem kierowcą wyścigowym ani pilotem myśliwca. Nie interesuje mnie sport w telewizji (no dobrze, może z wyjątkiem Pucharu Świata). Nie lubię taniego piwa i chociaż mam starego Landcruisera, jego opony nie są groteskowo olbrzymie. Mówię to dla jasności, aby nie narazić się na kpiny czytelników, którzy mogliby potraktować moje wywody jako przedstawione przez wzorcowego macho. To nie tak. Dzikie serce nie opowiada o tym, jak zostać drwalem, ani o piciu oleju silnikowego. Po prostu szukam, jak wielu mężczyzn, męskości autentycznej.

Kiedy nadchodziła zima, ale brakowało jeszcze śniegu, moi chłopcy wnosili do domu sanki i zjeżdżali na nich po schodach. Pewnego dnia żona przyłapała ich z liną zwisającą z okna pokoju na pierwszym piętrze, gotowych spuścić się po ścianie domu. Jeśli wychowujesz chłopców, przepis na dobrą zabawę jest bardzo prosty: do każdej aktywności dodaj element ryzyka, dołóż niewielkie odkrycie, połącz z odrobiną zniszczenia i możesz nazwać się zwycięzcą. Najlepszy przykład to przepis, jaki mają na jazdę na nartach. Jak najprędzej dostać się na szczyt najdłuższej trasy. Skierować deski prosto w dół zbocza i zjeżdżać, im szybciej, tym lepiej. To nie kończy się z wiekiem, tylko poprzeczka wędruje wyżej.

Pewien sędzia po sześćdziesiątce, prawdziwy dżentelmen z Południa, w prążkowanym garniturze, elegancko się wysławiający, podczas konferencji odciągnął mnie na bok. Cicho, prawie przepraszająco wyznał mi swoją miłość do żeglarstwa i otwartego morza. Opowiedział, jak wraz ze swoim kolegą wreszcie zbudowali własną łódź. Potem mrugnął okiem. „Parę lat temu wyruszyliśmy z wybrzeża Bermudów, gdy nagle złapał nas sztorm. Naprawdę pojawił się jakby znikąd. Sześciometrowe fale, a my w dziewięciometrowej łodzi wykonanej domowym sposobem. Myślałem, że wszyscy zginiemy”. Krótkie milczenie dla podniesienia dramatyzmu, a potem dodał: „To były najwspanialsze chwile w moim życiu”.

Porównajcie sobie, co przeżywacie, oglądając Jamesa Bonda albo Gwiezdne wojny, z tym, co czujecie, uczestnicząc, powiedzmy, w kółku biblijnym. Gwarantowany sukces każdego nowego odcinka pokazuje jasno, że przygoda jest wpisana w serce mężczyzny. I nie chodzi tylko o dobrą zabawę. Przygoda wymaga od nas czegoś, wystawia nas na próbę. I choć być może boimy się tej próby, to jednocześnie chcemy się jej poddać, chcemy się przekonać, czy potrafimy jej sprostać. Dlatego właśnie wbrew zdrowemu rozsądkowi wyruszyłem z synami na spływ po Snake River, dlatego razem z kolegą postanowiliśmy wyjechać na ryby tam, gdzie żyją grizzly, dlatego jako młody mężczyzna wyjechałem do Waszyngtonu, żeby zobaczyć, czy poradzę sobie na tych pełnych rekinów wodach. Jeśli mężczyzna traci to pragnienie, mówi, że nie chce przeżyć przygody, to znaczy, że nie wierzy w siebie i uważa, że tej próby nie przejdzie. Dlatego postanawia w ogóle nie próbować. Z powodów, które jak mam nadzieję, wyjaśnię później, większość mężczyzn nienawidzi tego, co nieznane. Podobnie jak Kain, chcą się osiedlić i zbudować własne miasto, sprawować kontrolę nad własnym życiem.

Jednak przed tym nie da się uciec – w sercu każdego mężczyzny jest coś dzikiego.

Kochać Piękną

Romeo ma swoją Julię, król Artur walczy o Ginewrę, Robin Hood ratuje Lady Marion, a ja nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy pocałowałem swoją szkolną sympatię. Było to pod koniec siódmej klasy. Poznałem Debbie na kółku teatralnym i zupełnie straciłem głowę. Była to klasyczna szkolna miłość. Czekałem na nią po lekcjach, nosiłem jej książki do szafki. W klasie przesyłaliśmy sobie karteczki, rozmawialiśmy w nocy przez telefon. Nigdy specjalnie nie zwracałem uwagi na dziewczyny, aż do tamtej pory. To pragnienie budzi się trochę później w wędrówce chłopca do wieku męskiego, a kiedy już się pojawi, świat staje do góry nogami. W każdym razie bardzo chciałem ją pocałować, ale nie mogłem zebrać się na odwagę – aż do ostatniego wieczoru, gdy w szkole odbywało się przedstawienie. Następnego dnia rozpoczynały się wakacje, ona wyjeżdżała i wiedziałem, że to musi być teraz albo nigdy. Za kulisami w ciemnościach dałem jej pośpiesznego całusa, a ona odwzajemniła mi nieco dłuższym. Pamiętacie tę scenę z filmu E.T., kiedy chłopiec unosi się na rowerze na tle księżyca? Jestem pewien, że tego wieczoru, gdy wracałem do domu na swoim Schwinnie, nie dotykałem ziemi.

Nie ma nic bardziej inspirującego dla mężczyzny niż piękna kobieta. Ona sprawia, że chcesz zdobyć zamek, zabić olbrzyma. Albo obiec wszystkie bazy. Pewnego dnia w czasie rozgrywek Małej Ligi mój syn Samuel został właśnie tak zainspirowany. Lubił baseball, ale jak większość chłopców zaczynających grać, nie był pewien, czy ma w sobie to coś, żeby być dobrym graczem. Samuel był naszym pierworodnym i jak wielu pierworodnych, był ostrożny. Zawsze puszczał kilka rzutów, zanim w końcu się rozegrał, a kiedy już złapał rytm, to też nie do końca; do tamtej pory wszystkie jego piłki lądowały w polu wewnętrznym. W każdym razie, kiedy pewnego popołudnia Sam podszedł do kija, właśnie przyszła jego przyjaciółka z końca ulicy, ładna blondyneczka, i stanęła na linii pierwszej bazy. Unosząc się na palcach, wykrzykiwała jego imię i machała do niego. Udając, że jej nie widzi, Sam poszerzył rozkrok, chwycił mocniej kij, spojrzał na rzucającego z jakąś gwałtownością w oku. I po raz pierwszy wybił piłkę daleko w pole zewnętrzne.

Mężczyzna chce być bohaterem dla swojej Pięknej. Młodzi mężczyźni idący na wojnę mają w portfelu zdjęcie swojej dziewczyny. Mężczyźni, którzy latali na misje bojowe, malowali Piękną na boku swoich samolotów. Podczas drugiej wojny światowej załogi bombowców B-17 dawały swoim latającym fortecom imiona: „Ja i moja dziewczyna” albo „Piękna z Memfis”. Kim byliby Robin Hood albo król Artur bez kobiet, które kochali? Samotnymi mężczyznami, staczającymi samotne boje. Indiana Jones i James Bond nie byliby tym, kim są, bez pięknej kobiety u boku, o którą w sposób nieunikniony zawsze muszą w końcu stoczyć bój. Widzicie, to nie jest tak, że mężczyzna musi walczyć; on musi walczyć dla kogoś. Pamiętacie słowa Nehemiasza do tych kilku dzielnych dusz broniących pozbawionej murów obronnych Jerozolimy? „Nie bójcie się (…) walczcie za braci swoich, za synów swoich i córki, za żony swoje i domy” (Ne 4,8). Walka sama w sobie to nie wszystko; mężczyzna pragnie romantyzmu. Nie wystarczy być bohaterem; trzeba być bohaterem dla konkretnej osoby, dla kobiety, którą się kocha.

Adam dostał wiatr i morze, konia i jastrzębia, ale jak powiedział Bóg, nie było mu dobrze, dopóki nie było Ewy. Bo widzicie, w sercu każdego mężczyzny jest jakaś namiętność.

Kobiece serce

Przekonałem się, że także w sercu kobiety znajdują się trzy istotne pragnienia, które nie są całkiem odmienne od męskich, a jednak pozostają wyraźnie kobiece. Nie każda kobieta pragnie stoczyć walkę, ale każda chce, by o nią walczono. Wsłuchajcie się w tęsknotę niewieściego serca: nie tylko chce być zauważona – chce być upragniona. Chce, by się o nią starano. „Chciałabym po prostu być dla kogoś najważniejsza”, powiedziała mi pewna przyjaciółka po trzydziestce. Jej marzenie z dzieciństwa o rycerzu w lśniącej zbroi, przybywającym, by ją uratować, nie jest tylko dziewczęcą fantazją, ale rdzeniem jej niewieściego serca, życiem, do którego – jak wie – została stworzona. Tak więc Frederick w Małych kobietkach wraca do Jo, Edward w Rozważnej i romantycznej wraca, by wyznać Eleonorze swoją wiecznie żywą miłość, i każdy superbohater ma swoją miłość, o którą musi walczyć.

Każda kobieta chciałaby także dzielić z kimś przygodę. Jednym z ulubionych filmów mojej żony jest Człowiek znad Śnieżnej Rzeki. Uwielbia scenę, w której Jessica, piękna młoda kobieta, zostaje uratowana przez Jima, swego bohatera, i razem jadą na koniu przez pustkowia australijskich gór. „Chciałabym być Isabo z Zaklętej w sokoła”, wyznała inna przyjaciółka. „Chciałabym, żeby ktoś mnie cenił, chciałabym, żeby ktoś się o mnie starał, walczył o mnie – tak. Ale także chciałabym być silna i uczestniczyć w przygodzie”. Tylu mężczyzn popełnia błąd, uznając, że to kobieta jest przygodą. Wtedy ich związek zaczyna się psuć. Kobieta nie chce być przygodą, chce, aby porwało ją coś wielkiego, nieznanego. Nasza przyjaciółka ciągle powtarza: „Znam siebie i wiem, że nie jestem przygodą. Zatem gdy mężczyzna daje mi to do zrozumienia, natychmiast zaczyna mnie nudzić. Już to zaliczyłam. Chciałabym czegoś, czego jeszcze nie znam”.

W końcu, każda kobieta pragnie posiadać ukryte piękno, które można by odsłonić. Nie wyczarować, ale odsłonić. Większość kobiet już od dziecka czuje silną presję, żeby być piękną, ale o tym nie mówi. Istnieje takie głębokie pragnienie, by po prostu i naprawdę być piękną i cieszyć się tym. Większość dziewczynek pamięta, jak bawiły się w przebieranki, w wesele czy w „wirujące spódniczki”, i jak zakładały na siebie kwieciste sukienki, które świetnie się do tego nadają. Dziewczynka ubrana w swoją najładniejszą sukienkę wchodzi do salonu i kręci się wkoło. Pragnie spodobać się tatusiowi. Moja żona wspomina, jak będąc pięcio- czy sześcioletnim dzieckiem, weszła na stolik do kawy i wyśpiewywała radosne piosenki na cały głos. „Widzicie mnie?”, pyta serce każdej dziewczynki. „I czy podoba się wam to, co widzicie?”

Świat zabija serce kobiety, każąc jej być twardą, skuteczną i niezależną. Niestety, chrześcijaństwo także nie zna jej serca. Wejdźcie do większości kościołów w Ameryce, rozejrzyjcie się i zadajcie sobie pytanie: Jaka jest chrześcijanka? I znowu, nie słuchajcie tego, co wam mówią, po prostu rozejrzyjcie się i sami przekonajcie. Nie ma wątpliwości. Będziecie musieli przyznać, że chrześcijanka jest… zmęczona. Jedyne, co mamy do zaoferowania kobiecej duszy, to nacisk, żeby „była dobrą sługą”. Nikt nie walczy o jej serce, nie czeka na nią żadna wielka przygoda, w którą mogłaby być wplątana, i wątpi, czy w ogóle ma jakieś piękno do odsłonięcia.

Drogą serca

Chciałbyś, żeby mówiono o tobie: „Harry? Oczywiście, znam go. To naprawdę miły facet” czy raczej: „Tak, słyszałem o Harrym. To niebezpieczny człowiek… w pewien pozytywny sposób”? A wy, panie? Kogo wolałybyście mieć za towarzysza? (Niektóre kobiety, zranione przez brutalną męskość, pragną „bezpiecznego” mężczyzny… a potem zastanawiają się, dlaczego po wielu latach z ich małżeństwa znikła namiętność, dlaczego on jest zimny i odległy…) Jeśli chodzi o waszą kobiecość, wolałybyście, żeby o was mówiono, że jesteście „niezmordowaną pracownicą” czy raczej „kobietą urzekającą”? Jestem pewny, że znam odpowiedź.

A jeśli te głębokie pragnienia naszych serc mówią prawdę, objawiają życie, które było nam przeznaczone? Bóg dał nam oczy, żebyśmy mogli widzieć, dał uszy, żebyśmy mogli słyszeć, dał wolę, żebyśmy mogli wybierać, i dał nam serce, żebyśmy mogli żyć. Najważniejsze jest to, w jaki sposób obchodzimy się z własnym sercem. Mężczyzna musi wiedzieć, że jest silny, musi wiedzieć, że ma wszystko, co potrzeba. Kobieta musi wiedzieć, że jest piękna, musi wiedzieć, że jest warta, by o nią walczono. „Ty nic nie rozumiesz”, powiedziała do mnie pewna pani. „Ja żyję z mężczyzną pustym w środku”. Nie, to nie tak. On ma serce na swoim miejscu. Może mu się wymknęło jak zranione zwierzę, znajduje się poza jego zasięgiem albo dzieli go krok od tego, by je złapać. Ale ono tam jest. „Nie wiem, kiedy umarłem”, wyznał pewien mężczyzna. „Czuję się tak, jakbym właśnie zużył cały tlen”. Rozumiem to. Być może ty również czujesz, że twoje serce jest martwe albo odeszło, lecz ono jest tam, gdzie powinno. Dzikie, silne, śmiałe i tylko czeka, żeby je wypuścić na wolność.

Przypisy

1 Fragmenty biblijne, jeśli nie zaznaczono inaczej, cytowane za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Pallottinum, Poznań 2000.

2 David Herbert Lawrence, Healing, w: The Rag and Bone Shop of the Heart: A Poetry Anthology, red. R. Bly, J. Hillman, M. Meade, HarperCollins, New York 1992, s. 113.

3 Wszystkie fragmenty książki cytowane za: Robert Bly, Żelazny Jan. Rzecz o mężczyznach, przeł. J. Tittenbrun, Rebis, Poznań 1999.

4 Christopher Fry, A Sleep of Prisoners, w: Selected Plays, Oxford University Press, Oxford 1985, s. 220.

5 Robert Bly, Żelazny Jan.

O Autorze

John Eldredge – chrześcijański autor, doradca i wykładowca. Założyciel Ransomed Heart Ministries w Colorado Springs – stowarzyszenia pomagającego ludziom odzyskać zdrowie i żyć pełnią serca. Przez wiele lat związany z organizacją Focus on the Family. Wraz z żoną i trzema synami mieszka w Kolorado, gdzie oddaje się swoim pasjom – wędkarstwu, wspinaczce i spływom dzikimi rzekami Zachodu.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

Rozdział pierwszy. Dzikie serce

Przypisy

O Autorze

Punkty orientacyjne

Spis treści

Cover

Title Page

Strona tytułowa

Dedykacja