39,90 zł
Autor bestsellerowego Dzikiego serca powraca z nową genialną książką!
Żyjemy w świecie natychmiastowych odpowiedzi, informacyjnego szumu i rosnącego sceptycyzmu. A jednak w sercu wciąż pozostaje tęsknota za prawdą, pokojem i żywą obecnością Boga.
John Eldredge zaprasza w podróż poza schematy i teorie. Przypomina, że chrześcijaństwo to nie zbiór zasad, lecz realne spotkanie z Jezusem. Diagnozuje współczesne zagubienie – zmęczenie, nieufność i duchową pustkę – i wskazuje drogę wyjścia: powrót do prostoty, ufności i głębokiej relacji z Bogiem.
To książka dla tych, którzy:
• czują, że ich wiara słabnie,
• szukają żywej obecności Boga,
• pragną odnaleźć pokój i sens.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 285
Data ważności licencji: 4/14/2030
Originally published under the title Experience Jesus – Really: Finding Refuge, Strength and Wonder Through Everyday Encounters with God
Copyright © 2025 by John Eldredge
All rights reserved
Published by arrangement with HarperCollins Christian Publishing, Inc.
Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Esprit 2026
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Esprit 2026
All rights reserved
Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym.
Projekt okładki: © Małgorzata Bocian
Materiały okładkowe: Wikimedia Commons / Ivan Aivazovsky, Calm Sea
Redakcja: Agnieszka Zielińska
Korekta: Justyna Jagódka
ISBN 978-83-68845-08-2
Wydanie I, Kraków 2026
Wydawnictwo Esprit sp. z o.o.
ul. Władysława Siwka 27a, 31-588 Kraków
tel. 12 267 05 69, 12 264 37 09
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl
Jezus mu odrzekł: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Zaraz ojciec chłopca zawołał: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”.
MK 9, 23–241
Wiara zawsze była czymś kruchym w ludzkim sercu. Drogocennym, ratującym życie, ale kruchym; tak kruchym jak rafa koralowa lub jelonek w lesie. Wiara jest czymś, co należy chronić.
Twoja wiara jest kluczem otwierającym drzwi, za którymi zyskujesz dostęp do Jezusa, a znalazłszy Go, możesz korzystać z Jego pomocy oraz bogactw całego Jego królestwa! Bez tego klucza dryfujemy po bezkresnym szarym morzu. Właśnie dlatego wiara jest najcenniejszym dobrem, wartym więcej niż jakiekolwiek kosztowności, które moglibyśmy zgromadzić.
Ale czy rzeczywiście wystarczająco dużo zastanawiamy się nad tym, jak chronić swoją wiarę?
Zdumiewa mnie fakt, że coś tak potężnego może być zarazem tak kruche i że tak łatwo jest zachwiać wiarą. Przypuszczam, że z miłością jest podobnie – może ją podciąć jedno druzgocące zdanie wypowiedziane przez kogoś, komu się ufało. Obawiam się, że nasza predyspozycja do wiary – zdolność do ufania i wierzenia – została potajemnie podkopana przez coś, czego większość z nas sobie nawet nie uświadamia. Ma to związek z faktem, że wszyscy jesteśmy uczniami internetu.
Jeśli takie stwierdzenie wydaje ci się niesłuszne, jeśli odrzucasz myśl, że ty również mógłbyś być uczniem internetu, zastanów się: jesteś wychowankiem systemu, który cię kształci i do którego codziennie zwracasz się po wskazówki dotyczące życia. Tym właśnie sposobem większość ludzi zostaje uczniami internetu, nawet jeśli nazywają siebie uczniami Chrystusa. Jeśli masz jakieś pytanie, googlujesz: postępy w wiedzy dotyczącej ADHD u dzieci; jak często normalne małżeństwa uprawiają seks; jak wspomagać pamięć u starzejących się rodziców; w jakiej temperaturze piec ziemniaki. Robimy tak każdego dnia, od rana do wieczora.
Nie chodzi mi jednak o treści, jakie wyszukujemy w internecie. Rzecz raczej w tym, czego nauczyliśmy się przez lata postępowania wtaki właśnie sposób.
Przede wszystkim, internet nauczył twoją duszę oczekiwać natychmiastowych odpowiedzi. Stawiasz pytanie i otrzymujesz odpowiedź – natychmiast! Trzy miliony wyników w trzy tysięczne sekundy; w ogóle nie trzeba czekać. Święci minionych wieków osłupieliby ze zdumienia, ponieważ w przeszłości uważano, iż czekanie formuje duszę. Rośliny sadzono wiosną, a plony zbierano dopiero jesienią; nie można było niczego przyspieszyć. Jeśli trzeba było coś kupić, człowiek wybierał się na targ, a potem wracał, poruszając się w tempie około pięciu kilometrów na godzinę.
Dzisiaj natomiast, kiedy zwracasz się do Jezusa i nie otrzymujesz odpowiedzi z szybkością internetu, masz poczucie, że albo On nie słucha, albo ty nie możesz Go usłyszeć. Ze smutkiem popadasz w przekonanie, że jesteście od siebie oddaleni, ponieważ twoja dusza została zaprogramowana do otrzymywania natychmiastowych odpowiedzi. Pojęcie trwania przed Bogiem nie pasuje do tempa, do jakiego się przyzwyczailiśmy i jakiego zewsząd oczekujemy.
To tylko jeden z przykładów; skutki formacji internetowej sięgają znacznie głębiej.
Pragmatyzm, znużenie, sceptycyzm
Żyjąc w dowolnym miejscu na świecie, mamy dostęp do bazy zawierającej całość ludzkiej wiedzy, z której można skorzystać za pomocą zaledwie kilku kliknięć. (To również wprawiłoby naszych duchowych przodków w osłupienie; taka możliwość jawiłaby im się zapewne jako uwodzicielska i złowroga pułapka na dusze. Najprawdopodobniej doszliby do wniosku, że oto rzeczywiście nastał Koniec)2. Pojawia się tak wiele rozmaitych informacji na każdy możliwy temat, że nawet nie zauważyliśmy, co się wskutek tej powszechnej dostępności danych z nami stało.
Ktoś udostępnia film z udziałem „czołowego specjalisty od neuronauk” mówiącego na temat znaczenia witaminy B12 („Każdy, komu zależy na odpowiednim poziomie energii i zdrowiu psychicznym, powinien przyjmować witaminę B12!”). Czytamy o tym, że znany ekonomista zaleca obligacje jako aktualnie najbezpieczniejszą lokatę naszych oszczędności. Na TikToku oglądamy filmik pokazujący prawidłowy sposób wykonywania ćwiczeń lub pozbywania się zbędnych kilogramów. Dobra, mamy to, więc możemy się prawidłowo rozwijać.
Jednak już następnego dnia wszystkie te informacje, które uznaliśmy za wiarygodne, zostają obalone w oparciu o nowe ustalenia.
Kolejny ekspert powiadamia nas: „Twój niepokój może być tak naprawdę spowodowany ilością przyjmowanej witaminy B12; takie dawki są neurotoksyczne”. „Inwestowanie w obligacje to obecnie fatalna decyzja”. „Sposób, w jaki ćwiczysz, szkodzi twojemu ciału. Realizowany przez ciebie plan odchudzania w rzeczywistości zaprogramował twoje komórki tak, by utrzymywały wagę”. Wiodące ośrodki onkologiczne zalecają noszenie kapelusza i używanie kremu z filtrem w celu zapobiegania rakowi skóry. O rany!… według najnowszych badań Amerykanie cierpią na niedobór witaminy D, ponieważ noszą kapelusze i używają kremów z filtrami przeciwsłonecznymi.
I tak bez końca, ad infinitum.
Uporczywie trzymamy się przekonania, że praktyczne informacje są drogą do zbawienia. Podlegają one jednak nieustannemu procesowi negowania, podważania i wywracania na nice, wobec czego jedyne, co nam pozostaje, to poczucie kruchości i bezbronności oraz cynizm. To tak, jakbyśmy zostali uwięzieni wewnątrz jakiejś starożytnej wschodniej przypowieści przedstawiającej taki oto dylemat:
Pewna kobieta, której dziecko było umierające, zwróciła się do bogów z prośbą o pomoc.
„Uratujcie moje dziecko, proszę” – błagała.
W odpowiedzi bogowie postawili przed nią trzy skrzynie. „W jednej z tych skrzyń znajduje się lekarstwo, które uratuje życie twojego dziecka. Wybór drugiej wywoła głód w całej krainie. Wybór trzeciej sprowadzi klątwę na kogoś, kogo nie znasz. Wybierz najlepiej, jak potrafisz, albo nie dokonuj żadnego wyboru”.
Informacja wydaje się naszym zbawieniem, ale trzeba wam wiedzieć, przyjaciele, że w rzeczywistości jest nęcąca i kapryśna; co prawda oferuje schronienie, ale już w następnej chwili je odbiera.
Życie w dobie internetu poważnie nadwątliło naszą pewność, że w ogóle możemy poznać, co jest prawdą, jednocześnie nadając jeszcze większy pęd dążeniom ukierunkowanym na dotarcie do niej. Przypomina to uzależnienie od hazardu. Chcemy rozkwitać; chcemy, aby nasi bliscy rozkwitali. Jesteśmy przy tym przekonani, że w tym celu musimy znaleźć odpowiednie informacje, dotrzeć do „najnowszych ustaleń nauki”. Informacje jednak wciąż ulegają zmianom, a prawdy, które wyznajemy dzisiaj, jutro zostaną obalone przez nowe dane.
Wskutek tych nieustannych wstrząsów poznawczych popadliśmy w znużenie i sceptycyzm.
Cynamon, którego używasz, zawiera ołów. Ta renomowana firma samochodowa została uznana za winną instalowania nielegalnych urządzeń w celu obejścia badań emisji spalin w swoich pojazdach. Rosyjscy hakerzy generują fałszywe wiadomości, aby wpływać na wyniki wyborów na całym świecie. Podobało ci się zdjęcie, które opublikował znajomy? Było fałszywką stworzoną przez sztuczną inteligencję.
Rozumiesz teraz, co mam na myśli?
Internet podkopał twoją zdolność do wierzenia poprzez nieustanne publikowanie sprzeczności i ujawnianie oszustw. Tracimy naszą zdolność do ufania; nasza wiara zamienia się w podejrzliwość.
Jaką masz bowiem obecnie pewność, że możesz dotrzeć do prawdziwych wiadomości – prawdy, całej prawdy i tylko prawdy? Jaką masz pewność, że twoja przyszłość finansowa jest dobrze zabezpieczona przez osoby, które za nią odpowiadają? Jaką masz pewność, że przedstawiciele twojego rządu mówią prawdę?
Długotrwała podejrzliwość może prowadzić do tego, co w jednym z artykułów określono mianem „aktywnego, wyrafinowanego myślenia atrybucyjnego”. Oznacza to, że zaczynamy podejrzewać inne osoby o kierowanie się jakimiś ukrytymi motywami, które w rzeczywistości mogą w ogóle nie istnieć, ale które mimo to zmniejszają naszą zdolność do wierzenia3 (pomyśl o polityce – o tym, jak „tamci goście” zawsze coś kombinują). Jako uczniowie internetu staliśmy się znużonymi, sceptycznymi pragmatykami.
Można by pomyśleć, że uda nam się ograniczyć ten skutek do dziedziny aktywności fizycznej i polityki, ale przeniknął on do naszej zdolności kontaktowania się z Bogiem.
Czy naprawdę możemy doświadczyć Jezusa?
Internet przekonał swoich uczniów, że nic nie może być tajemnicą. Możemy się dokopać do sedna każdego zagadnienia, ujawnić gołe fakty dotyczące każdego sekretu. Jeśli w ogóle istnieje jakakolwiek tajemnica, zostaliśmy poddani tak dogłębnej formacji, że będziemy ją zawsze kwestionować. W naszym przekonaniu tajemnica oznacza prawdopodobne oszustwo lub skandal. Bezpieczne są tylko fakty i nic poza nimi.
To wyrugowanie niepoznawalnego również byłoby szokujące dla naszych duchowych przodków. Mamy poczucie, że aby doświadczyć Jezusa i Jego pomocy, musimy rozumieć duchowość tak samo jak odżywianie, ćwiczenia fizyczne czy plany emerytalne. Nie dalej niż w tym tygodniu jeden z moich przyjaciół zapytał: „No dobrze, ale jak mam kochać Boga? Jak mogę się w Nim schronić? Chodzi mi o aspekt czysto praktyczny”.
Tak właśnie brzmi typowe pytanie stawiane przez kogoś, kto pobierał nauki w internecie.
Gdy tylko usłyszysz, jak ktoś żąda praktycznych, prostych, jasnych i przynoszących natychmiastowe skutki kroków, wiesz, że rozmawiasz z uczniem internetu. Masz w takim wypadku do czynienia z zupełnie innym pytaniem – podejściem całkowicie odmiennym od tego, które przejawia osoba zwracająca się do świętego sprzed wieków z prośbą: „Naucz mnie obcować z Bogiem”.
Gdybym ci powiedział: „Według Biblii modlitwa ma potężną moc”, odparłbyś: „Jasne”. Gdybym ci powiedział: „Czytałem o badaniach dowodzących, że modlitwa zmieniła mózgi starszych zakonnic, czyniąc ich usposobienie łagodniejszym”, odpowiedziałbyś: „No nieźle! To naprawdę fajne. Myślę, że będę się więcej modlić”.
To przecież jakieś szaleństwo, jakaś forma uzależnienia. Mój przyjaciel pytał „jak” w ten sam sposób, w jaki zapytałby: „Jak wymienia się filtr wody w lodówce?”. Znam go dobrze, więc wiem, że domagał się poznania mechaniki tego zagadnienia, czyli de facto stwierdzał: „Podejdź do Boga tak, jak podchodzi się do lodówki – niech to będzie konkret, a nie tajemnica”. Podaj mi po prostu praktyczne informacje. Uczyń to zagadnienie praktycznym. Przedstaw mi najnowsze osiągnięcia nauki, bo w przeciwnym wypadku ci nie uwierzę; tak naprawdę już teraz prawie ci nie wierzę.
Czy rozumiesz, że uczynienie zagadnienia Jezusa i Jego królestwa praktycznym oznacza odarcie go z wszelkiej cudowności, tajemniczości imocy?
To tak, jakby pytać o mechanikę zakochiwania się, cieszenia się światłem słonecznym na oceanie, pocieszania przestraszonego dziecka. To tak, jakby nie chcieć zaufać śmiechowi, dopóki ktoś go nie wyjaśni od strony neuronaukowej. Szczerze mówiąc, zapytać: „Jak mam kochać Boga?” to tak, jakby zapytać: „Jak mam kochać mojego syna, córkę?”. Na miłość boską, serce wie, jak kochać, nawet jeśli nie zna najnowszych badań.
Zostaliśmy poddani pewnej zgubnej formacji – staliśmy się zblazowanymi i sceptycznymi pragmatykami. Skutek jest taki, że nie potrafimy już doświadczać Boga, a bez Niego umieramy.
Jest jednak wyjście.
Dzięki Bogu istnieje droga wyjścia z tego szaleństwa, prowadząca do radości codziennego, głębokiego doświadczania Jezusa. Bóg i Jego piękne królestwo są o wiele dostępniejsze, niż podpowiadają ci to twoja wiara i twoje doświadczenie ukształtowane przez aktualną kulturę.
I to jest bardzo, ale to bardzo dobra wiadomość.
Powiew świeżości mistycyzmu
Chrześcijaństwo proponuje tradycję mogącą pomóc nam się wydostać z tej straszliwej kabały, w którą wpadliśmy jako uczniowie internetu (nie wspominając już o wielu innych męczących rzeczach, które uczynił nam ten wiek): przykład pięknej historycznej wspólnoty mężczyzn i kobiet zwanych (przez innych) chrześcijańskimi mistykami. Zgaduję, że słyszałeś takie imiona jak Augustyn, Franciszek z Asyżu, Tomasz z Akwinu, brat Wawrzyniec, Juliana z Norwich, Marcin Luter, Teresa z Ávili, Jan od Krzyża4.
Wielu ojców i matek pustyni można by nazwać mistykami. Takim mianem można również określić większość irlandzkich mnichów (mężczyzn i kobiet), którzy rozprzestrzeniali się po tej niegdyś dzikiej wyspie, zakładając eremy na pustkowiach i rozwijając je z czasem do rozmiarów niewielkich wspólnot klasztornych, by następnie przeprawić się przez morze i ewangelizować kontynent europejski.
Dawno, dawno temu określenie „mistyk” było wyrazem szacunku bądź czci, jak w przypadku „świętego” lub – jeszcze lepiej – „prawdziwego naśladowcy Jezusa, który regularnie doświadcza Boga”.
Ale dla nas, ludzi żyjących na popiołach Oświecenia, słowo „mistyk” oznacza raczej kogoś nieco szalonego i oderwanego od rzeczywistości, ewentualnie kogoś praktykującego rodzaj pogańskiej duchowości. Dziwacy zdarzają się oczywiście w każdym środowisku. Jednak gdy tylko zaczniemy się zapoznawać z pismami chrześcijańskich mistyków i dowiemy się czegoś więcej o ich życiu, wnet odkryjemy, że w istocie byli oni zwykłymi mężczyznami i kobietami mającymi najlepszy kontakt zrzeczywistością; po prostu doświadczali Jezusa i piękna Jego królestwa.
Do pokornego karmelity brata Wawrzyńca przybywali biskupi i kardynałowie, by prosić go o radę i naukę, ponieważ ów prosty człowiek żył w tak cudownej komunii z Jezusem. Pisał on: „Nie ma na świecie sposobu życia bardziej łagodnego ani bardziej wybornego niż ciągła rozmowa z Bogiem; mogą ją zrozumieć jedynie ci, którzy ją praktykują i znajdują w niej smak”5. Nie było w tym nic dziwnego ani heretyckiego; brat Wawrzyniec był normalnym chrześcijaninem.
Chesterton wyjaśnił, że tym, co trzyma człowieka przy zdrowych zmysłach, jest mistycyzm.
Dopóki istnieje misterium, istnieje także zdrowie, jeśli zniszczymy misterium, wywołamy chorobę. Zwykły, szary człowiek zawsze był przy zdrowych zmysłach, bo taki człowiek zawsze był mistykiem. Dopuszczał istnienie półmroku. Jedną nogą stał twardo na ziemi, a drugą błądził w krainie czarów6.
Chesterton, pobożny chrześcijanin, przez „krainę czarów” rozumiał świat cudów i tajemnic, który dzieci uznają za prawdziwy, a chrześcijanie pojmują jako piękną, niewidzialną sferę będącą pozostałą częścią królestwa Bożego. Jedna noga na ziemi, a druga w niemniej realnej krainie, którą Pismo Święte nazywa „niebiosami”.
Przyjaciele, potrzebujemy codziennych spotkań z Jezusem; o to nam właśnie chodzi. Nic innego nie rozwiąże problemów ludzkiej kondycji. Apostoł Paweł nie przyszedł do Chrystusa, ponieważ ktoś przedstawił mu najnowsze badania. Doświadczył niezaprzeczalnego, osobistego spotkania z Jezusem na drodze do Damaszku, które nie tylko ukształtowało jego wiarę, ale również wpłynęło na przyszłość chrześcijaństwa. Paweł miał jeszcze wiele kolejnych spotkań z Jezusem, co uczyniło go jednym z pierwszych mistyków. A kiedy apostoł Jan – również mistyk w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu – pisał do swoich uczniów o prawdziwej naturze życia z Chrystusem, stwierdził:
[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się: myśmy je widzieli, o nim zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – cośmy ujrzeli i usłyszeli, oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem, Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna (1 J 1, 1–4).
Biblijne chrześcijaństwo miało być zawsze, ale to zawsze głęboko doświadczeniowe. Tysiące muzułmanów nawracają się obecnie na wiarę w Chrystusa dzięki rzeczywistym spotkaniom z Jezusem w swoich snach i wizjach7. Te niezaprzeczalne spotkania zabezpieczają ich wiarę przed bezpośrednimi prześladowaniami, których często doświadczają.
Niestety zbyt wielu chrześcijan zatraca dzisiaj doświadczenie Boga, co w dużej mierze spowodowane jest faktem, iż stali się uczniami internetu, a także wielorakim negatywnym wpływem obecnej epoki na ludzką duszę. Przywrócenie codziennego doświadczenia Jezusa jest niezbędne dla odzyskania i zabezpieczenia wiary w obecnych czasach. Pozwolę więc sobie ponownie przytoczyć słowa brata Wawrzyńca: „Nie ma na świecie sposobu życia bardziej łagodnego ani bardziej wybornego niż ciągła rozmowa z Bogiem; mogą ją zrozumieć jedynie ci, którzy ją praktykują i znajdują w niej smak”.
Zdaję sobie sprawę, że podejmuję ogromne ryzyko, mówiąc o „mistykach”. Zdarzają się jednak takie momenty w dziejach, kiedy od wielkiego ryzyka nie można stronić, a kryzys, który aktualnie przechodzimy, z pewnością do nich należy. Na kolejnych stronach przyjrzymy się bliżej znaczeniu określenia „mistyk”, a także jego ucieleśnieniom. Jeśli ograniczysz się do rzeczy, które rozumiesz i których już doświadczasz, nie pozostanie ci zbyt wiele powodów, by czytać książki, podróżować, zapoznawać się z wiadomościami lub spacerować po lesie, prawda? Na szczęście ci pokorni święci mężczyźni i kobiety nader obszernie opisywali swoje przeżycia i zachęcali innych do doświadczania Jezusa i Jego królestwa jako czegoś normalnego w chrześcijańskim życiu. W rzeczywistości ów „mistyczny” pierwiastek, który odnajdujemy u naszych przodków i przodkiń, jest znacznie powszechniejszy, niż nam się wydaje.
Na całym świecie zetknąłem się z tysiącami mężczyzn i kobiet, których skłonny jestem nazwać „zwyczajnymi mistykami”: są normalnymi ludźmi żyjącymi swoim życiem i wykonującymi swoje normalne zawody, ale głęboko przeżywają Bożą obecność i codziennie doświadczają Jezusa. Wielu z nich zostało moimi serdecznymi przyjaciółmi. Chcę cię więc zachęcić do powrotu do takiego życia. Jak zauważył apostoł Jan, to właśnie jest życie, jakiego Bóg zawsze dla ciebie chciał.
Co więcej, okaże się ono prawdziwym ratunkiem dla twojej wiary.
ZATRZYMAJSIĘ
Znużony uczniu internetu, twoja dusza też została przysposobiona do przyjmowania ogromnych ilości treści każdego dnia – znacznie przekraczających jej zdolność przyswajania. Myślisz, że to normalne, ale tak nie jest.
Godzina po godzinie cenne prawdy są wypłukiwane przez fale napływających treści. Przypomina to wlewanie wody do kieliszka już wypełnionego dobrym winem; wino to ulega coraz większemu rozcieńczeniu, przelewa się przez krawędź i rozlewa na podłogę.
Zatrzymaj się więc.
Weź kilka głębokich oddechów.
•••
Przejdziemy przez tę książkę w tempie dogodnym dla duszy.
Zanim jednak pójdziesz dalej, poświęć chwilkę na refleksję. W pierwszym rozdziale powiedziałem kilka całkiem istotnych rzeczy. Powinny cię one zatrzymać i zastanowić.
Poświęć im odrobinę czasu.
Chrześcijanin jutra będzie mistykiem albo… w ogóle go nie będzie.
KARL RAHNER
Powtarzalne procesy kształtują duszę; ta prawda od tysiącleci stanowi rdzeń formacji.
Lata życia z internetem musiały zatem niezaprzeczalnie ukształtować nasze dusze, czy tego chcieliśmy, czy nie. Jak stwierdził jeden z moich przyjaciół: „Nie chodzi o to, że zrobiliśmy coś złego; coś złego zostało nam zrobione”.
Skutkiem bycia uczniem internetu jest ukształtowanie duszy, która oczekuje natychmiastowych odpowiedzi na stawiane pytania; została w nas zasiana głęboka podejrzliwość wobec wszelkich form tajemniczości; wzmocniło się nasze uzależnienie od przekonania, że „wymiar praktyczny” jest prawdziwą treścią życia; zarazem uleciała nasza wiara w to, że możemy cokolwiek wiedzieć na pewno, ponieważ wczorajsze fakty są dzisiaj bezwzględnie obalane. Wszyscy jesteśmy wycieńczeni tym sposobem funkcjonowania w świecie, ponieważ nie ma wnim życia.
Nie ma w nim życia.
Nic dziwnego, że ludziom trudno jest doświadczyć Jezusa.
Jeśli powiesz dziecku: „Jutro idziemy na plażę!”, jego natychmiastową reakcją nie będzie: „Tak, tak… może. Zobaczymy. Sprawdziłeś chociaż pogodę?”. Taka odpowiedź jest typowa dla osoby dorosłej. „Może nie powinniśmy – w internecie wyczytałem, że w tym roku na wybrzeżu jest jakiś problem ze ściekami”. Dziecko po prostu przyjmuje obietnicę przygody i będzie się cieszyć zarówno dniem wypełnionym samym oczekiwaniem, jak i dniem wyprawy na plażę! Podwójna radość! Dzieci nie przyjmują postawy podszytego znużeniem sceptycyzmu, cynizmu ani podejścia typu „uwierzę, jak przedstawisz mi dane naukowe”.
Jeśli będziemy o tym pamiętać, być może uda nam się zrozumieć, co Jezus chciał nam przekazać, gdy stwierdził: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3).
„Nie wejdziecie” to dość mocne słowa. Nigdy?
Jezus często zachowuje się jak strażak, który ratuje ofiary uwięzione w płonącym budynku. Mówi niezwykle poważne rzeczy, ponieważ sytuacja jest niezwykle poważna.
W tym wypadku próbuje uratować nas przed blokadą uniemożliwiającą doświadczanie Boga i Jego królestwa, która kształtuje się w nas, gdy osiągamy dorosłość – pełen znużenia i sceptycyzmu cynizm… Rezerwa. Jezus mówi: „Mam ci tak wiele do pokazania, tak wiele do zaoferowania. Musisz jednak porzucić cynizm, sceptycyzm i pragmatyzm. Otworzyć się ponownie na wiarę. Po prostu zaufaj, tak jak robi to dziecko”.
To jest możliwe, drodzy przyjaciele. Naprawdę możecie tego dokonać.
Możecie oddać to wszystko, co z wami zrobiła formacja internetowa. Wybieram słowo „oddać”, ponieważ w odruchu samoobrony kurczowo trzymamy się naszego sceptycyzmu. Najwyraźniej Jezus myśli, że wcale nie tak trudno jest pokrzepić zdolność wierzenia świeżym zastrzykiem pewności; wie, że dziecięce serce wciąż w nas bije.
Oto nasz ratunek: mistycy wiedzieli, że człowiekowi nie potrzeba najnowszych osiągnięć nauki, aby wierzyć; człowiek nie musi czegoś rozumieć, aby móc tego doświadczać. Mistycy postrzegali tajemnicę jako coś dobrego, część radości z odkrywania Boga i Jego chwalebnego królestwa. Nie wiedzieli nic o sposobie, w jaki poprzez oddziaływanie na naszą skórę światło słoneczne wytwarza w komórkach witaminę D (aty naprawdę wiesz?), a i tak wystawiali skórę na słońce i radowali się w Bogu, dziękując za Jego dobroć. Na przykład św. Patryk modlił się następującymi słowami:
Powstaję dzisiaj
dzięki sile niebios:
światłu słońca, blaskowi księżyca,
wspaniałości ognia8.
A tysiąc lat później św. Franciszek śpiewał:
Pochwalony bądź, Panie, z wszystkimi swymi twory,
Przede wszystkim z szlachetnym bratem naszym, słońcem,
Które dzień stwarza, a Ty świecisz przez nie;
I jest piękne i promienne w wielkim blasku;
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem9.
Te wyznania kryją w sobie coś cudownie dziecięcego; ich autorzy jedną nogą stali w świecie przyrody, a drugą w niewidzialnej części wspaniałego królestwa Bożego. W swoich sercach pojmowali, że możemy otworzyć się na obecność Boga, tak jak zwracamy się ku słońcu, by cieszyć się jego ciepłem. „Przed Tobą serca rozkwitają niczym kwiaty otwierające się na słońce nad nimi” – pisał Henry van Dyke w pięknej, poetyckiej frazie10. Nie ma tu żadnego surowego racjonalizmu, który zakradł się dzisiaj do części świata chrześcijańskiego; nie znajdziesz tutaj postawy z rodzaju „przedstaw na to dowody”, tak wszechobecnej wśród uczniów internetu. I właśnie dlatego stać było tych świętych na tak głębokie przeżywanie spotkania z Jezusem i Jego królestwem – spotkania wyrabiającego w nich odporność, której my dzisiaj tak bardzo pragniemy.
Nie wariuj
Mam świadomość, że słowa „mistyk” i „mistycyzm” niosą ze sobą pewien bagaż, ale nie musimy się niczego obawiać. To są dobre słowa; musimy je jedynie – jako chrześcijanie – odzyskać. Istnieje mistycyzm święty i nieświęty, tak jak święte bądź nieświęte mogą być seks, sztuka, nauka i wiele innych rzeczy. Oczywiście na przestrzeni wieków zdarzali się mistycy, którzy byli heretykami; w dzisiejszych czasach wielu ludzi poszukuje „transcendentnych przeżyć” w rozmaitych rytuałach, rekolekcjach medytacyjnych i obrzędach z użyciem ayahuaski. Tego typu formy zapewne otwierają człowieka na sferę duchową, ale niezwłocznie wdziera się tam też królestwo ciemności. Będziemy zatem trzymać się świętej tradycji biblijnego, chrześcijańskiego mistycyzmu, który na powrót stał się po prostu zwyczajnym doświadczeniem jedynego prawdziwego Boga objawionego w Jezusie Chrystusie i Jego rozległym, pięknym królestwie11.
Jeśli się przyjrzeć biblijnej narracji i zapoznać z tekstami świętych pisanymi na przestrzeni wieków, nie sposób przegapić to zaproszenie – wszyscy mamy doświadczać Boga i piękna Jego królestwa na wszelkie głębokie i przejmujące sposoby. Nie ma innej drogi prowadzącej do domu. Nie ma innego życia, które byłoby samym życiem. W tym świetle – jak wskazałem wcześniej – apostoł Jan był mistykiem, podobnie jak św. Paweł. Mistykiem był Dawid; z pewnością mistykami byli też Adam i Ewa.
To z kolei czyni Jezusa z Nazaretu największym z wszystkich mistyków, ponieważ Jego życie było nieprzerwaną komunią z Bogiem Ojcem, a Jego doświadczenia są oknami ukazującymi życie pełnią królestwa Bożego.
Kiedy postrzegamy mistycyzm jako zwykłe, codzienne doświadczanie Boga iJego królestwa, możemy stwierdzić, że jest on zwyczajnym chrześcijańskim życiem, a tym samym – że w ten sposób ludzka egzystencja po prostu wraca na właściwe tory. Mamy tu do czynienia z tym, czym radowali się Ewa i Adam, a co ma kluczowe znaczenie dla odnowienia ludzkości przez Boga.
Zwyczajni mistycy
Żyjąca na przełomie XIX i XX wieku Evelyn Underhill, która głęboko kochała Jezusa, napisała jedno z najbardziej fachowych opracowań poświęconych chrześcijańskim mistykom. Jej gorącym pragnieniem było uświadomienie ludziom, że mistycyzm jest rzeczą całkowicie normalną, gdyż w każdym człowieku tkwi utajona zdolność do doświadczania Boga. Właśnie do tego zostałeś stworzony, więc umiejętność ta jest głęboko zakorzeniona w twoim jestestwie12.
Przed nastaniem wieku rozumu i jego potwornego potomstwa, jakim jest internet, nie musielibyśmy nawet używać słowa „mistyk”, gdyż mamy przecież do czynienia ze zwykłymi chrześcijanami, przyjaciółmi Boga. Pomocne może się okazać podstawienie w tym miejscu słowa „amfibiotyczny”13, by określić człowieka, który bezproblemowo żyje w dwóch światach, zarówno duchowym, jak i fizycznym. Na przykład kiedy się modlisz, stoisz (albo klęczysz) gdzieś tutaj, na terra firma planety Ziemia, ale obcujesz z niewidzialnym światem powyżej. Niebo i ziemia spotykają się w twojej modlitwie. „Mistycznie” ujmuje to św. Paweł, pisząc, że w Bogu „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Jesteśmy otoczeni obecnością Bożą. Pływamy w niej każdego dnia, co pasuje do „amfibiotycznej” koncepcji ludzkiej natury i ludzkiego doświadczenia. Radość pojawia się, gdy uczymy się do tej obecności dostrajać, poświęcać naszą uwagę Jego obecności, czerpać ją potężnymi haustami.
Pismo Święte oferuje o wiele więcej treści na temat „amfibiotycznego życia” chrześcijan; pojawia się ono prawie na każdej stronie. List do Hebrajczyków zachęca, byśmy modląc się, „z ufnością [przybliżali się] do tronu łaski”14 – jest to zachęta do urzeczywistniania naszej amfibiotycznej natury poprzez celowe wchodzenie w przestrzeń Bożej obecności (więcej o tym wszystkim w dalszej części niniejszej książki). Ponadto zyskujemy pewność, że Chrystus żyje w nas teraz, co oznacza, że możemy również doświadczać Jego obecności głęboko w sobie. Kiedy więc piętnastowieczny mistyk Tomasz à Kempis przedstawia poniższą zachętę, odwołuje się do doświadczenia, które jest całkowicie dostępne dla każdego człowieka:
Zwróć się całym sercem do Pana […], a zobaczysz, że królestwo Boże przyjdzie do ciebie […]. Jeśli przygotujesz Chrystusowi w swym wnętrzu godne mieszkanie, przyjdzie do ciebie, okazując ci swoją pociechę […]. Często nawiedza On człowieka wewnętrznego. Słodka jest z Nim rozmowa. Daje miłą pociechę, dużo pokoju. Nader zdumiewająca ta zażyłość15.
Ta słodka, uzdrawiająca komunia jest czymś, o czym Lud Boży w każdej tradycji pisze od wieków. To wszystko jest prawdziwie naturalne i wspaniałe. Możemy czerpać radość z kawy, jazdy na rowerze i zachodów słońca, atakże z obecności żywego Boga wraz z niewidzialnymi bogactwami Jego wspaniałego królestwa! Dlatego wolę określenie „zwyczajni mistycy”, które przypomina nam, że nie są oni zjawiskiem ani wyjątkowym, ani rzadkim. Można być z nim nieobeznanym, tak jak człowiek jest nieobeznany z kalifornijskimi sekwojami, jeśli nigdy nie przechadzał się wśród tych baśniowych drzew. Nieznany człowiekowi może być też bezmierny spokój Sahary, ale to, że coś jest nieznane, nie oznacza, że jest to nierealne. Komunia z Chrystusem jest całkowicie realna i dostępna, a do tego jest większym cudem niż sekwoje czy Sahara.
Dla pewności, że użycie słowa „mistyk” nie będzie już wzbudzać więcej wątpliwości, wyjaśnijmy koncepcję chrześcijańskiego mistycyzmu. Trzeba przyznać, że eteryczne pisma niektórych słynnych mistyków zbudowały wizerunek mistycyzmu jako zjawiska pełnego szalonych wizji i ekstaz.
W rzeczywistości tak jednak nie jest.
Zwyczajny mistyk, przyjaciel Jezusa…
• raduje się wyczuwalną obecnością Jezusa, swojego Taty i Ducha Świętego16,
• słyszy głos Boga w codziennym życiu,
• potrafi wejść w komunię z Jezusem, który mieszka w jego sercu,
• czerpie życie z Boga,
• nie dziwi się cudom pojawiającym się w jego codzienności.
Zwrócić się ku domowi
Ludzkość żyje obecnie w skrajnym ubóstwie. Niemal cała cudowność, piękno i czarowność tego świata oraz Boga, który go stworzył, zostały wyeliminowane i zdekonstruowane; nie mamy już żadnego schronienia w czasie życiowych burz. Cyniczna pogoń za pragmatycznymi celami uniemożliwia nam doświadczanie życia pod Bożą osłoną.
Istnieje jednak droga prowadząca z powrotem do domu. Królestwo Boże nie skurczyło się ani trochę, mimo że ludzkość je odrzuciła. Możemy odnaleźć prawdziwe schronienie i głębokie uzdrowienie w Jezusie i Jego królestwie, które nieustannie nas otacza. Zwyczajny mistyk mówi: „Wszystkie te rzeczy są prawdziwe. Nie muszę ich rozumieć, ale spodziewam się ich doświadczyć, poznając drogi Boga i Jego królestwa”.
Dobrze byłoby mieć bezpieczne miejsce – dom, do którego można wrócić.
Dobrze byłoby mieć bezpieczne miejsce, do którego można się udać w każdej chwili.
I naprawdę cudownie byłoby móc korzystać z całego tego niezwykłego piękna i ochrony królestwa Bożego, ilekroć odczuwałoby się taką potrzebę. To tak, jakbyś niespodziewanie znalazł się w jakiejś baśni, która okazuje się najprawdziwsza.
Możesz to zrobić.
Musisz.
Ośmielisz się iść dalej?
ZATRZYMAJSIĘ
Weź kilka głębokich oddechów.
Zatrzymaj się i zastanów.
Być może nadszedł czas, by odmówić poniższą modlitwę:
O Jezu, uwolnij mnie od wpływu, który wywarł na mnie świat. Ulecz spustoszenia wyrządzone we mnie przez formację internetową. Odrzucam mój sceptycyzm, cynizm i żądanie dowodów. Odrzucam moją niewiarę. Uzdrów we mnie zdolność do wierzenia. Chcę żyć z dziecięcą ufnością do Ciebie i do naszego Taty. Chcę odzyskać zachwyt i uczucie radosnego wyczekiwania. Chcę każdego dnia doświadczać królestwa Bożego. Jezu, wyrzekam się cynizmu, sceptycyzmu i praktycyzmu. Tchnij nowe życie w wiarę w moim wnętrzu.
Gdzie powinniśmy się udać? Żadne miejsce nie jest bezpieczne.
MATKA NA BLISKIM WSCHODZIE, MARZEC 2024
U zarania naszego dzieciństwa żyliśmy z Bogiem w rajskim ogrodzie. Chodziliśmy z naszym Abbą w porze orzeźwiającego chłodu, radując się zażyłą rozmową. Byliśmy zwyczajnymi mistykami, pojącymi się obfitością towarzystwa Boga i pełnią Jego królestwa. Rajski ogród był naszym domem; rozkwitaliśmy pod osłoną raju, w którym spotykały się niebo i ziemia.
Utraciliśmy jednak ten dom i od tamtej pory szukamy schronienia.
Jest wiele bogactw, cudów i przygód, których można doświadczyć w obecnych czasach, będąc zwyczajnym mistykiem i przyjacielem Jezusa, żyjąc z Nim w partnerskiej relacji. Myślę jednak, że najpierw musimy się dostać do bezpiecznego miejsca, ponieważ naszym przeznaczeniem jest żyć pod Bożą ochroną. Ludzie, którzy porzucają to schronienie – nawet chrześcijanie – zaczynają cierpieć śmiertelny głód duszy i wystawiają się na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa.
Nasz powrót do pełni sił po okresie formacji internetowej rozpocznijmy od poszukiwania schronienia dla naszych dusz w przestrzeni Bożej obecności. Każda istota ludzka została stworzona tak, by żyć i poruszać się w tym świecie jako zwyczajny mistyk. Uczmy się więc korzystać z naszej amfibiotycznej natury, by powrócić pod Bożą ochronę.
1 Jeśli nie zaznaczono inaczej, cytaty biblijne podano za: Pismo Święte Starego iNowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. 5, Poznań 2008. W niektórych przypadkach, ze względu na spójność leksykalno-semantyczną, konieczne było wykorzystanie dwóch innych przekładów Pisma Świętego: opracowanego z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła (Częstochowa 2009) oraz przełożonego przez bp. Kazimierza Romaniuka (Kraków 2005). Przypadki takie oznaczono odpowiednio skrótami: TŚP i BPR [przyp. tłum.].
2 W 1982 roku filozof Buckminster Fuller przyjrzał się wpływowi nieustannie przyspieszających zmian na ludzką wiedzę. W jego modelu całość wiedzy, którą człowiek dysponował w I roku naszej ery – od technik architektonicznych po rolnictwo i hodowlę zwierząt – została uznana za pojedynczą jednostkę. Od tamtego czasu podwojenie całej tej wiedzy zajęło tysiąc pięćset lat. Następnie podwoiła się ona ponownie w ciągu dwustu pięćdziesięciu lat. Kolejne podwojenie nastąpiło już po stu pięćdziesięciu latach. W zależności od tego, które dane Google przyjmiemy, aktualnie ludzka wiedza podwaja się w ciągu lat lub nawet miesięcy.
3 Zob. S. Fein, Effects of Suspicion on Attributional Thinking and the Correspondence Bias, „Journal of Personality and Social Psychology” 1996, nr 70 (6), s. 1164–1184, https://doi.org/10.1037/0022-3514.70.6.1164.
4 Tak, Akwinata i Luter. Zob. R. Barron, Thomas Aquinas, Spiritual Master, Newburyport 2022, s. 1; B. Hoffman, Luther and the Mystics, Augsburg 1976, s. 190.
5 Brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania, Opraktykowaniu Bożej obecności, przeł. J. Sołtys, Kraków 2023, s. 78.
6 G.K. Chesteron, Ortodoksja, przeł. M. Sobolewska, Warszawa 2004, s. 43.
7 Zob. J.D. Woodberry, To the Muslim IBecame aMuslim?, „International Journal of Frontier Missiology” 2007, nr 24 (1), s. 25, https://www.ijfm.org/PDFs_IJFM/24_1_PDFs/Woodberry.pdf.
8 Na podstawie książki Thomasa Cahilla pt. How the Irish Saved Civilization: The Untold Story of Ireland’s Heroic Role from the Fall of Rome to the Rise of Medieval Europe, New York 1995, s. 117, cyt. za: tegoż, Selections from Ancient Irish Poetry, przeł. K. Meyer, London 1911, s. 26, https://www.gutenberg.org/cache/epub/32030/pg32030-images.html.
9 Św. Franciszek, Pochwała stworzenia, [w:] Kwiatki św. Franciszka zAsyżu, przeł. L. Staff, Kielce 2013, s. 5.
10 H. van Dyke, Joyful, Joyful, We Adore Thee (1911), https://hymnary.org/text/joyful_joyful_we_adore_thee.
11 Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, wielu wybitnych chrześcijańskich autorów stwierdza to samo, od katolickiego biskupa Roberta Barrona po prawosławnego pisarza Roda Drehera, a także protestantów Johna Marka Comera i Jamiego Smitha.
12 Zob. E. Underhill, Mysticism: AStudy in the Nature and Development of Spiritual Consciousness, Methuen 1919, https://www.google.com/books/edition/Mysticism/MZ-6Z5CnaLcC.
13 Przymiotnik „amfibiotyczny” pochodzi od greckiego słowa amphíbios, składającego się z przedrostka amphi- („oba”, „dwa”) oraz bios („życie”). Oznacza organizm wiodący „podwójne życie”, czyli żyjący na lądzie i w wodzie; stąd amfibia – płaz [przyp. tłum.].
14 Hbr 4, 16.
15 Tomasz à Kempis, Naśladowanie Chrystusa, przeł. S. Kuczkowski SJ, Kraków 2009, s. 85.
16 Celowo używam słowa „Tata” zamiast „Ojciec Niebieski” z dwóch powodów: 1. Pismo Święte tak właśnie robi, gdy uczy nas wołać „Abba” (Rz 8, 15), oraz 2. ponieważ ściśle religijne zwroty, takie jak „nasz Ojciec Niebieski”, sprawiają, że wydaje się On odległy i nieprzystępny, a to wrażenie przecież na zawsze wymazał swoim przyjściem Jezus.
