Dziewczyna z bagniska - Selma Lagerlöf - ebook

Dziewczyna z bagniska ebook

Lagerlof Selma

4,2

Opis

Dziewczyna z bagniska (Tösen z Stormyrtorpet) to krótka powieść autorstwa szwedzkiej piarki Selmy Lagerlöf. Akcja powieści obraca się wokół młodej Helgi, której pracodawca nie chce się przyznać, że jest ojcem jej dziecka. Powieść zaczyna się tak: „Rzecz dzieje się w sali sądowej na prowincji. Przy stole, w głębi, siedzi stary sędzia, wysoki, siwy, o twarzy surowej i energicznej. Kilka godzin z rzędu rozpatrywał bez przerwy różnorodne sprawy, które go napełniły posępnym niesmakiem. Trudno zaiste odgadnąć, co go bardziej dręczy: czy upalny zaduch, panujący na sali, czy też to mnóstwo drobnych sporów, świadczących o pieniactwie, braku miłosierdzia i chciwości ludzkiej. Przystąpił właśnie do rozbioru ostatniej z wyznaczonych na dzisiaj sprawy. Chodziło o alimenta. Aferę tę rozpatrywano już na posiedzeniu poprzednim. Z protokółu odczytywanego przez pisarza, okazuje się przede wszystkim, iż powódką jest córka ubogiego najemnika, a oskarżonym człowiek żonaty. Oskarżony (według protokółu) nie poczuwa się do winy. Twierdzi, że pociągnięto go do odpowiedzialności jedynie z chęci wyzysku. Przyznaje, że dziewczyna czas jakiś u niego służyła. Wypiera się jednak bliższych z nią stosunków. Zaprzecza jej praw do żądania od niego wsparcia. Powódka natomiast obstawała przy oskarżeniu. Po wysłuchaniu kilku świadków trybunał postanowił, że oskarżony musi zaprzysiąc swoją a niewinność pod karą zapłacenia alimentów”. Ale to zaledwie początek intrygującej opowieści. Powieść wzrusza i wzbudza podziw dla bohaterki, która, choć zbłądziła w swej młodości, to poprzez wrodzoną uczciwość i dobroć zdobyła miłość uczciwego człowieka i szacunek i innych.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 70

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

 

Selma Lagerlöf

 

Dziewczyna z bagniska

 

Przekład Janiny Godlewskiej

 

Armoryka

Sandomierz

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Wydanie według edycji z roku 1922.

Pisownię nieznacznie uwspółcześniono.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-483-1

 

 

I.

 

Rzecz dzieje się w sali sądowej na prowincji. Przy stole, w głębi, siedzi stary sędzia, wysoki, siwy, o twarzy surowej i energicznej. Kilka godzin z rzędu rozpatrywał bez przerwy różnorodne sprawy, które go napełniły posępnym niesmakiem. Trudno zaiste odgadnąć, co go bardziej dręczy: czy upalny zaduch, panujący na sali, czy też to mnóstwo drobnych sporów, świadczących o pieniactwie, braku miłosierdzia i chciwości ludzkiej.

Przystąpił właśnie do rozbioru ostatniej z wyznaczonych nadzisiaj sprawy. Chodziło o alimenta. Aferę tę rozpatrywano już na posiedzeniu poprzednim. Z protokółu odczytywanego przez pisarza, okazuje się przede wszystkim, iż powódką jest córka ubogiego najemnika, a oskarżonym człowiek żonaty.

Oskarżony (według protokółu) nie poczuwa się do winy. Twierdzi, że pociągnięto go do odpowiedzialności jedynie z chęci wyzysku. Przyznaje, że dziewczyna czas jakiś u niego służyła. Wypiera się jednak bliższych z nią stosunków. Zaprzecza jej praw do żądania od niego wsparcia. Powódka natomiast obstawała przy oskarżeniu. Po wysłuchaniu kilku świadków trybunał postanowił, że oskarżony musizaprzysiąc swoją a niewinność pod karą zapłacenia alimentów.

„Obie strony” są obecne. Stoją obok siebie przed stołem sędziego. Powódka jest bardzo młoda i spłoszona. Płacze z onieśmielenia, ocierając łzy chustką, związaną w węzeł, którego nie umie rozplątać. Ma na sobie sukienkę czarną, prawie nową, lecz bardzo źle leżącą. Skłonni jesteśmy przypuszczać, że pożyczyła jej, chcąc się przyzwoicie pokazać przed sądem.

Co do oskarżanego, to widać od razu, że to człek bogaty. Wygląda na czterdziestkę, twarz ma pewną siebie, energiczną. Wobec trybunału zachowuje się nienagannie. Znać po nim, co prawda, że wolałby być gdzie indziej, pomimo to nie jest ni trochę zażenowany.

Po przeczytaniu protokółu sędzia zwrócił się do oskarżonego z zapytaniem, czy obstaje przy swej odmowie i czy jest zdecydowany złożyć przysięgę.

Zgodził się bez wahania i sięgnąwszy do kieszeni kamizelki, wydobył świadectwo pastorskie, stwierdzające, iż zdaje sobie należycie sprawę z ważności przysięgi i że wie nic stoi mu na przeszkodzie, do jej złożenia.

Tymczasem dziewczyna nie przestawała płakać. Zda się nie mogła pokonać swej nieśmiałości i stała uporczywie wpatrzona w ziemię.

Nie spojrzała nawet w oczy oskarżonego.

Usłyszawszy owo „tak”, dziewczyna drgnęła.

Podeszła kilka kroków do sędziego, chcąc mu coś powiedzieć i stanęła, mówiąc jakby do siebie: „To niemożliwe. Om nie mógł powiedzieć tak. Musiało mi się przesłyszeć”.

Sędzia, wziąwszy świadectwo do ręki, dał znak woźnemu, który się zbliżył do stołu i pod stosami papierów zaczął szukać Biblii. Znalazłszy, położył ją przed oskarżonym.

Dziewczyna zaczęła po trochu zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje. Najwidoczniej ogarnął nią niepokój. Zmusza się, by podnieść oczy i spoziera na stół w chwili, gdy woźny kładzie Biblię.

Znów chce czemuś zaprzeczyć. Powstrzymuje się. Wydaje się jej nieprawdopodobnym, by mu pozwolono przysięgać. Sędzia chyba do tego nie dopuści!

Sędzia — to człek doświadczony: zna dobrze wszystkich w okolicy i wie co myślą i czują. Zna surowość poglądów na punkcie małżeństwa i kwestii z nim związanych. Czyn, popełniony przez dziewczynę, uważano za największy występek. Czyżby się więc dobrowolnie narażała na złą opinię, gdyby to nie było prawdą? Wiedział, że ściągnęła na siebie wielką pogardę, skutkiem której popadła w nędzę. Nikt nie chciał przyjmować jej do roboty. Odrzucano jej pracę. Właśni rodzice ledwo znosili obecność dziewczyny w domu i co dzień grozili, że ją za drzwi wyrzucą. Nie wymagałaby wsparcia od człowieka żonatego, gdyby do tego nie miała prawa. Sędzia musiał to rozumieć. Nie mógł przypuszczać, że kłamie w sprawie, która ściągnęła na nią tyle nieszczęścia. Widocznie nie mogła obwiniać nikogo innego, tylko owego człowieka, A jeżeli sędzia zdaje sobie sprawę z tego, to powinien przeszkodzić przysiędze.

Sędzia odczytuje wielokrotnie świadectwo pastora. Powódka zaczyna wierzyć, że się wda w tę sprawę. Spostrzega, że jest zakłopotany. Kilkakrotnie przeszywa dziewczynę spojrzeniem, a jej się wydaje, że wyraz niesmaku i wstrętu coraz silniej odbija się na jego twarzy. Przypuszcza, że ją znienawidził. Jeśli oskarżony mówi prawdę, to ona jest istotą podłą, niegodną zainteresowania.

Zdarza się niekiedy, że sędzia wdaje się w jakąś sprawę, jako doradca życzliwy i przezorny, aby nie dopuścić do krzywdy wzajemnej. Lecz dnia tego jest tak zmęczony i zniechęcony, że myśli głównie o tym, aby rozstrzygnąć zatarg zgodnie z prawem.

Odkłada zaświadczenie i zwracając się do oskarżonego wyraża nadzieję, że chyba znane mu są następstwa, jaki pociąga za sobą krzywoprzysięstwo. Obwiniony słucha go z tym samym spokojem, w jakim trwa przez cały czas. Odpowiada z szacunkiem i godnością.

Powódka słucha tych słów w wielkiej trwodze. Czyni kilka gwałtownych odruchów i konwulsyjnie załamuje ręce. Postanawia zabrać głos przed trybunałem. Wysiłkiem woli zwalcza nieśmiałość i łzy — w końcu — nie może wykrztusić ani jednego słowa.

Przysięga ma być złożona. Pozwalają na to! Nikt mu nie zabroni zostać krzywoprzysięzcą.

Do tej chwili nie mogła uwierzyć, że to może nastąpić. Teraz ogarnęła ją pewność, że się tak stanie i to zaraz. Lęk straszliwy, niedoznawany nigdy, ścisnął ją za gardło. Skamieniała. Już nie płacze. Oczy stanęły jej słupem.

Więc on się poważy ściągnąć na siebie potępienie wieczne? Ze względu na żonę.

Wszakże, jakiekolwiek miałby z tego powodu przykrości, nie powinien narażać zbawienia swej duszy.

Cóż okropniejszego nad krzywoprzysięstwo? Jakaś tajemnica straszliwa związana jest z tym grzechem. Nie może go zgładzić żadna łaska ani rozgrzeszenie. Bramy piekielne same się otwierają na odgłos imienia krzywoprzysięzcy. Gdyby się w tej chwili ośmieliła spojrzeć w twarz tego człowieka, dostrzegłaby z pewnością znak potępienia Bożego.

Im dłużej to rozważała, tym większa ogarniała ją bojaźń. Tymczasem sędzia wskazywał oskarżanemu, jak ma położyć palce na Biblii. Następnie otworzył kodeks, aby wyszukać formułę przysięgi. Widząc, że obwiniony kładzie palce na księdze, powódka zbliża się o krok. Rzekłbyś, że chce sięgnąć przez stół, by zepchnąć z kart Pisma Świętego tę rękę niegodną.

Powstrzymuje ją jeszcze ostatni błysk nadziei. Ufa, że w ostatniej chwili winowajca ustąpi.

Tymczasem sędzia, znalazłszy potrzebną stronicę, zaczął głosem donośnym i wyraźnym dyktować rolę przysięgi. Potem zrobił pauzę, aby obwiniony mógł powtórzyć. Oskarżony zaczyna istotnie wymawiać słowa sakramentalne, lecz się w nich myli i sędzia zmuszony jest zacząć od początku.

Teraz już dziewczyna nie mogła mieć żadnej wątpliwości. Najwidoczniej obwiniony waży się na krzywoprzysięstwo i ściąga na siebie gniew Boży w tym i przyszłym życiu.

Stoi i łamie rozpaczliwie ręce. Całą winę przypisuje sobie; bo przecież sama go porwała przed sąd!

Była bez roboty, cierpiała głód i chłód, a dziecko, pozbawione pieczy, było bliskie śmierci. To prawda. Do kogóż się miała zwrócić o pomoc.

Nigdy by nie przypuściła, że on zdolny będzie popełnić grzech tak wstrętny.

Sędzia rozpoczął na nowo dyktować słowa przysięgi. Za chwilę spełni się akt, którego nic nie zmaże, ani naprawi.

W chwili, gdy oskarżony zaczyna powtarzać przysięgę dziewczyna podchodzi, odtrąca rękę i odbiera Biblię.

To rozpacz straszliwa dodała jej odwagi. On nie może zostać krzywoprzysięzcą! Nie może!

Podbiega woźny, aby jej wyrwać księgę i przywołać do porządku.

Wszystko, co miało związek z sądem, napawało dziewczynę wielką bojaźnią, była przekonana, że to, co czyni obecnie, zaprowadzi ją do więzienia. Pomimo to nie wypuszczała z rąk Biblii. Niech będzie, co chce, a on nie złoży przysięgi!

Winowajca rzuca się również, aby odebrać jej księgę. Lecz ona stawiła opór obydwom.

— Nie wolno ci przysięgać! Nie wolno! — krzyczy.

Scena ta wprawia oczywiście wszystkich w zdumienie. Ludzie tłoczą się, aby lepiej widzieć. Poruszenie wśród przysięgłych. A pisarz zrywa się z kałamarzem w ręku z obawy, aby mu go nie przewrócono.

— Cicho! — krzyknął gniewnie sędzia.

Wszystko znieruchomiało.

— Co ci jest? Co robisz z księgą? — Zapytuje powódki głosem surowym i oburzonym.

Przezwyciężywszy strach, zdobywa się na odpowiedź:

— On nie powinien przysięgać!

— Cicho bądź i połóż księgę na miejscu — rozkazuje sędzia.

Nie tylko że nie słucha, lecz przeciwnie, przytrzymuje Biblię oboma rękami.

— Nie będzie składał przysięgi — krzyczy z pasją.

— Z taką zaciekłością bronisz swej wygranej? — pyta sędzia tonem miażdżącym.

— Cofam skargę! Nie chcę go zmuszać do przysięgi! — Krzyczy rozdzierająco.

— Co ty wygadujesz? Rozum straciłaś? — pyta sędzia.

Ona oddycha gwałtownie, starając się opanować. Sama spostrzega ostrość swego głosu. Sędzia zaczyna przypuszczać, że dostała nagle obłędu, skoro nie może powiedzieć wyraźnie, o co jej chodzi. Dziewczyna wałczy ze sobą, aby zniżyć głos i wreszcie, przezwyciężywszy się, mówi powoli, spokojnie, parząc sędziemu prosto w twarz:

— Zrzekam się skargi. To ojciec mego dziecka. Kocham go. Nie chcę, aby był krzywoprzysięzcą.

Stoi wyprostowana i pełna decyzji. Nie spuszcza oczu z surowej twarzy sędziego. Ten, wsparty rękami o stół. Patrzy na nią przeciągle.

Jest zupełnie zmieniony.

Cały niesmak i zniechęcenie znika, a twarz jego opromienia głębokie wzruszenie. „Oto, mówi do siebie, oto jaki jest nasz lud. Jak można go lekceważyć, skoro w najuboższych jest tyle miłości i miłosierdzia”.

Czując łzy w oczach, czyni gwałtowny ruch zażenowania i rzuca dokoła siebie bystre spojrzenie. Pisarz, długi szereg przysięgłych i komisarz — wyciągają szyje, aby się przyjrzeć dziewczynie, stojącej przed trybunałem z księgą świętą na piersi. Sędzia widzi blask niezwykły rozjaśniający ich twarze na widok piękna, które poruszyło do głębi ich serca.