Dzieje Tristana i Izoldy - Joseph Bédier - ebook + audiobook

Dzieje Tristana i Izoldy ebook i audiobook

Joseph Bédier

0,0

Opis

Legenda o Tristanie i Izoldzie w opracowaniu Josepha Bédiera, uznanym za najpełniejsze i najznakomitsze, należy do kanonu literatury światowej. Utwór uważany jest za arcydzieło literatury miłosnej. Tematem legendy arturiańskiej jest tragiczna i niespełniona miłość pomiędzy Tristanem – rycerzem króla Marka, jednym z rycerzy Okrągłego Stołu, i księżniczką irlandzką Izoldą Jasnowłosą. W czasie jednej z wypraw wojennych Tristan zobowiązuje się wobec króla Marka, że przywiezie mu jego wybrankę Izoldę. W czasie podróży rycerz i towarzysząca mu księżniczka wypijają nieświadomie napój miłosny i zakochują się w sobie. Miłość, która nie może się spełnić, pogrąża niepocieszonych kochanków w bezmiarze wzniosłości i kłamstw, szczęścia i rozpaczy, życia i śmierci.

Lektura dla szkół średnich

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 212

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 17 min

Lektor: Paweł Kutny

Popularność




Podstawowe informacje o dziele

Autor

Nieznany (nieznani), autor rekonstrukcji – Joseph Bédier

Czas powstania

Pierwsze wersje celtyckie powstały ok. V w. n.e., ok. XI w. zaczęły być przetwarzane w kręgu dworskiej kultury Prowansji (część dzisiejszej Francji), różnorodne wersje i fragmenty scalone i wydane w 1900 r.

Przetłumaczył

Tadeusz Boy-Żeleński

Rodzaj literacki

Epika

Gatunek literacki

Romans rycerski

Podstawowy materiał tematyczny

Opowieść o zakazanej miłości między rycerzem a żoną jego seniora

Nadrzędny element kompozycji

Miłość między dwojgiem kochanków, która łączy różne epizody fabularne.

Budowa

Podział na rozdziały – epizody

Czas akcji

Średniowiecze, czas rycerzy i ich dam, z elementami czasu baśniowego

Miejsce akcji

Głównie Kornwalia (Wyspy Brytyjskie), także Galia i Bretania (dzisiejsza Francja)

Główni bohaterowie

Wspaniały rycerz Tristan i jego kochanka – królowa Izolda Złotowłosa

Bohaterowie poboczni

Mąż Izoldy i wuj Tristana – król Marek, zdrajcy nienawidzący Tristana i Izoldy, wierna służba rycerza i królowej (zwłaszcza służąca Brangien i wychowawca Gorwenal), Rohałt – przybrany ojciec Tristana, Morhołt – wuj Izoldy zabity przez Tristana, Kaherdyn – przyjaciel Tristana, syn króla Bretanii, jego siostra Izolda o Białych Dłoniach, żona Tristana

Wątek główny

Dzieje miłości Tristana i Izoldy od wypicia czarodziejskiego napoju po śmierć kochanków

Wątki poboczne

Dzieciństwo, młodość i rycerskie przygody Tristana, dążenie jego wrogów do zguby kochanków, miłość i nienawiść Izoldy o Białych Dłoniach do męża

Temat

1. Magiczna miłość, łącząca kochanków wbrew ich woli, trwająca aż do śmierci, a nawet po śmierci.

2. Ludzka zawiść prześladująca kochanków

3. Obyczaje rycerskie i – szerzej – średniowieczne

Problematyka

Wizja miłości jako siły wszechpotężnej i niszczącej, której nic i nikt nie może się oprzeć. Wobec tej nadludzkiej namiętności kochankowie są tak bezsilni, że nawet Bóg wybacza im i pomaga.

Wstęp

Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? Kto wypowiada te słowa, pierwsze zdanie rozpoczynające historię nieszczęśliwej miłości Tristana i Izoldy?

Oczywiście, narrator stylizowany na gawędziarza-opowiadacza. Ale czy tylko? Jak rozumieć końcowe słowa gawędy:

Panowie miłościwi, dobrzy rybałtowie1 dawnych czasów, Béroul, Thomas i przewielebny Eilhart, i mistrz Gotfryd opowiedzieli tę opowieść... Przekazują wam przeze mnie pozdrowienie.

Odpowiedź na postawione na wstępie pytanie będzie łatwiejsza, jeśli powiemy, że Dzieje Tristana i Izoldy zostały napisane pod koniec XIX wieku. Książkę wydano w 1900 roku. Po drogach Europy jeździły pierwsze samochody z silnikiem benzynowym, sławę zdobywał nowy wynalazek – kino, a w Ameryce bracia Wright marzyli o skonstruowaniu samolotu. Czasy, wydawałoby się, zupełnie niesprzyjające średniowiecznym rycerzom i dwornej miłości.

A jednak znalazł się miłośnik dawnych opowieści, nieco ponad trzydziestoletni francuski znawca literatury średniowiecza,

Joseph Bédier – autor rekonstrukcji Dziejów Tristanai Izoldy.

Niewątpliwie to on ujawnia się w ostatnich słowach opowieści, równocześnie podając – niewiele nam mówiące – imiona innych autorów tej historii.

Jednak główni twórcy opowieści o losach pary średniowiecznych kochanków pozostaną dla nas na zawsze anonimowi. Byli nimi wędrowni i dworscy śpiewacy-harfiarze, którzy przetwarzali tkankę niezwykle starego (pochodzącego z V–VI wieku n.e.) podania celtyckiego2. Niektórzy z nich zapewne tylko powtarzali to, co zasłyszeli od innych, drudzy zaś wprowadzali nowe wątki i wydarzenia. Opowieść rozchodziła się po Europie, a szczególnie po obu stronach kanału La Manche. Około XII wieku zaczęła być spisywana. Podobnie było z jej bliźniaczymi historiami – cyklem opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu.

Jednak Tristan i Izolda mieli nieco mniej szczęścia od innych słynnych bohaterów – najsłynniejsza wersja ich dziejów zachowała się w szczątkowych fragmentach, przetrwały słabsze teksty, na dodatek znacznie różniące się od siebie. I gdy hasła: Artur, Lancelot, Parsifal, Merlin, Święty Graal, Excalibur rozpalały wyobraźnię twórców3, Tristan i Izolda znani byli wyłącznie wąskiej grupie specjalistów. Do czasu gdy Joseph Bédier połączył w jedną całość różne wersje i fragmenty tej opowieści.

I choć później położył wielkie zasługi na polu badań nad epiką rycerską, był współtwórcą Historii literatury francuskiej, to w naszej świadomości pozostaje jako ten, który napisał

Dzieje Tristana i Izoldy

Tristan, syn króla Riwalena urodził się jako pogrobowiec. Jego ojciec został w zdradziecki sposób zamordowany przez diuka4 Morgana. Matka, siostra króla Kornwalii, Marka (patrz: ryc. poniżej) niewiele przeżyła męża. Zmarła zaraz po porodzie. Przed śmiercią zdążyła jedynie nadać jedynakowi imię, które miało przypominać smutne5 okoliczności jego narodzin, a okazało się prorocze.

Osieroconego królewicza wychowywał jako własnego syna Rohałt, marszałek zamordowanego Riwalena, a sztuki rycerskiej uczył go wierny giermek Rohałta, Gorwenal.

Królewicz pozbawiony dziedzictwa rósł na wspaniałego rycerza. Łatwo nauczył się ...władać kopią, mieczem, tarczą i łukiem, miotać kamienne pociski, brać jednym skokiem co

najszersze rowy; ...nienawidzić wszelakiego kłamstwa i zdrady, wspomagać słabych, dotrzymywać słowa; nauczył (się) rozmaitych melodii, gry na harfie i sztuki myśliwskiej. Kiedy chłopiec dosiadł konia..., rzekłbyś, iż koń jego i rynsztunek, i on tworzą wręcz jedno ciało i nigdy nie rozstają się z sobą.

Pewnego dnia dorastający Tristan dla swej urody został porwany przez piratów, co wywołało gniew morza. Gdy rozbójnicy morscy domyślili się, jaka jest przyczyna burzy miotającej ich okrętem, wysadzili jeńca na pierwszym brzegu, który napotkali po drodze.

Trzeba trafu, że było to wybrzeże Kornwalii, gdzie panował król Marek, wuj Tristana i przyjaciel zamordowanego Riwalena. Ale Tristan nie miał pojęcia o swoim prawdziwym pochodzeniu i na wszelki wypadek przedstawił się jako syn kupca.

Jednak więzy krwi dały znać o sobie. Król Marek upodobał sobie nieznanego młodzieńca. Zatrzymał go przy sobie, na królewskim zamku – Tyntagielu. Tristan pokochał władcę, ale nie był w pełni szczęśliwy, bo tęsknił za Rohałtem, którego uważał za swojego ojca.

Na szczęście Rohałt po trzech latach poszukiwań dotarł na dwór kornwalijski, gdzie odnalazł przybranego syna i wyjawił królowi Markowi, kim jest Tristan.

Na czele rycerzy kornwalijskich powrócił Tristan do swego królestwa, zabił zdrajcę Morgana, lecz – nie chcąc smucić rozłąką świeżo odzyskanego wuja – zrzekł się swej korony na rzecz Rohałta i powrócił na dwór króla Marka.

Zastał cały kraj w żałobie. Król Irlandii przypomniał sobie, że Kornwalia nie zapłaciła mu umówionego haraczu w postaci trzystu chłopców i trzystu dziewcząt. Z żądaniem zapłaty przysłał swojego szwagra, potężnego rycerza Morhołta, którego nikt do tej pory nie pokonał w walce wręcz.

Morhołt rzucił rycerzom kornwalijskim dumne wyzwanie – jeśli chcą ocalić swoje córki i synów, niech pojedynczo stawią mu czoła w walce na miecze. Widząc, że wszyscy baronowie króla Marka milczą, Tristan podjął wyzwanie.

Pojedynek odbył się na Wyspie Świętego Samsona. Warto przypomnieć sobie jego początek, bo dobrze charakteryzuje rycerskiego ducha Tristana.

Tristan wsiadł sam do łodzi i pomknął ku Wyspie Świętego Samsona. Ale Morhołt rozpiął u masztu żagiel z bogatej purpury i pierwszy przybył do wyspy. Tristan, uderzywszy o ląd, odepchnął nogą łódź na morze.

– Wasalu6, co czynisz? – rzekł Morhołt. – Dlaczego jak ja nie umocowałeś łodzi liną?

–Wasalu, po co? – odparł Tristan. – Jeden tylko z nas obu powróci żyjący; zali7 jedna barka nie wystarczy?

Zacięta bitwa trwała do wieczora. Tristan pokonał Morhołta. Odpowiedź, którą przywiózł rycerzom irlandzkim też warta jest przytoczenia. Świadczy, że rycerz musiał umieć nie tylko walczyć, lecz także pięknie się wysławiać:

– Panowie irlandzcy, Morhołt walczył mężnie! Patrzcie, miecz mój wyszczerbiony, ułomek zaś brzeszczotu został w jego czaszce. Zabierzcie ten kawałek stali, panowie, oto haracz Kornwalii.

Wszyscy baronowie i cały lud kornwalijski sławili imię swego wybawcy, ale bohater nie mógł odbierać hołdów, był bowiem umierający. Miecz Morhołta okazał się zatruty i trucizna czyniła spustoszenie w ciele Tristana.

W końcu udręczony rycerz uprosił, by złożono go w barce i puszczono na morze – a nuż los przyniesie mu ratunek.

Nie zawiodła Tristana wiara w opatrzność. Łódź dopłynęła do brzegów Irlandii, gdzie umierającym zajęła się najlepsza wówczas lekarka na świecie – królewska córka, Izolda Złotowłosa. Nie miała pojęcia, że ten, którego ratuje od śmierci, jest tym samym, którego nienawidzi z całego serca – zabójcą jej wuja, Morhołta.

Wyleczony Tristan wymknął się z Irlandii i wrócił do Kornwalii.

I wszystko potoczyłoby się dalej szczęśliwie, gdyby nie czterech zawistników, którzy znienawidzili Tristana za jego bohaterstwo i sympatię władcy.

Widząc, że król Marek umrze bezpotomnie i chce uczynić Tristana swym spadkobiercą, zaczęli podburzać szlachtę kornwalijską przeciw królowi i jego siostrzeńcowi. Wymogli, że władca weźmie sobie żonę, by mieć syna, którego uczyni następcą tronu.

Król chwycił się podstępu. Oznajmił, że pojmie jedynie Piękną o Złotych Warkoczach, której włos upuściły w jego komnacie jaskółki.

Tristan przypomniał sobie Izoldę Złotowłosą i oznajmił, że wyrusza na poszukiwanie królewskiej narzeczonej. Nie chciał bowiem, by sądzono, że kocha wuja z wyrachowania, w nadziei na spadek.

Wraz ze stu towarzyszami i wiernym Gorwenalem wyruszył do Irlandii. Był to dowód niezwykłej śmiałości z jego i z ich strony. Po śmierci Morhołta każdy Kornwalijczyk był w Irlandii wieszany natychmiast po schwytaniu.

Na szczęście na miejscu okazało się, że istnieje sposób, by zdobyć Izoldę i doprowadzić do pokoju między obydwoma narodami.

Irlandię akurat pustoszył okrutny smok, który pożerał młode dziewczęta. Zdesperowany władca napadniętego państwa ogłosił, że kto pokona bestię, dostanie w nagrodę rękę królewny Izoldy.

Tristan postanowił pokonać potwora i w ten sposób doprowadzić do ślubu Pięknej o Złotym Warkoczu z królem Markiem.

Rzecz jasna, zabił smoka, ale gdy zmęczony po długiej i śmiertelnej walce szedł zwilżyć gardło, padł jak nieżywy.

Wykorzystał to marszałek dworu irlandzkiego, który potajemnie kochał Izoldę. Był toz natury tchórz, ale taka jest potęga miłości, iż co rano zaczajał się uzbrojony, aby się spotkać ze smokiem. Oczywiście, zmykał na sam odgłos bestii.

Znalazłszy martwego smoka i ani śladu jego pogromcy, ogłosił, że zabił potwora i nagroda jemu się należy.

Izolda, którą mierziła myśl o poślubieniu tchórza, udała się na poszukiwania prawdziwego zabójcy bestii. Znalazła i ponownie uleczyła Tristana. Lecz tym razem rozpoznała w nim zabójcę wuja – kawałek stali wydobyty z ciała Morhołta pasował jak ulał do miecza nieznanego rycerza.

Już miała zabić Tristana, lecz ten zręcznym słowem zamienił jej nienawiść w przyjaźń. Izolda uznała, że Tristan pokonał smoka, by zdobyć ją dla siebie.

Jakież było jej zdziwienie i oburzenie, gdy okazało się, że bohaterski rycerz walczył o jej rękę w imieniu swego wuja, króla Marka. Lecz było już za późno – marszałek dworu przyznał się do kłamstwa, a Tristan przysiągł, że bierze ją w posiadanie imieniem króla Kornwalii.

Matka Izoldy, znana z mocy czarnoksięskiej, postanowiła zapewnić córce dozgonną miłość męża. Przyrządziła magiczny napój i jedynie wiernej służącej, Brangien, powierzyła jego tajemnicę: ci, którzy wypiją go razem, będą się miłowali wszystkimi zmysłami i wszystką myślą na zawsze, przez życie i po śmierci.

Na nieszczęście Brangien nie dopełniła swoich obowiązków. Przez pomyłkę to Tristan, a nie król Marek, wypił z Izoldą zaczarowane wino. Nie, nie, to nie było wino – to była chuć, to była rozkosz straszliwa i męka bez końca, i śmierć!

Dla dwojga młodych ludzi zaczęła się męka, której dopiero śmierć położy kres.

Oto co myślał o sobie w tym momencie Tristan:

...zdrajcy, którzyście mnie oskarżali, iż pożądam ziemi króla Marka, jestem jeszcze nikczemniejszy i nie ziemi jego oto pożądam! Ty, miły wuju..., czemuż od pierwszego dnia nie wygnałeś precz zbłąkanego dziecka, przybyłego, aby cię zdradzić? (...) Izold jest twoją żoną, a ja twym lennikiem. Izold jest twoją żoną, a ja twoim synem. Izold jest twoją żoną i nie może mnie kochać.

Zauważmy, iż nie ma żadnego znaczenia, że ślub jeszcze się nie odbył, że to Tristan, a nie Marek, pokonał smoka i zdobył prawo do ręki Izoldy – bohater złożył rycerskie słowo wujowi, baronom Kornwalii i królowi Irlandii, że przywiezie żonę dla króla Marka. Tego słowa odwołać ani odmienić nie można.

Przez dwa dni i Tristan, i Izolda walczyli z siłą, jaka nimi zawładnęła. Trzeciego dnia, ...kiedy wieczór zapadł, na statku, który coraz chyżej pomykał ku ziemi króla Marka, związani na zawsze, pogrążyli się w miłości.

Lecz nie można było zatrzymać biegu wypadków. Izolda została żoną króla Marka, tak jak przysiągł to Tristan. Władca pokochał swą piękną żonę bez pomocy magicznego napoju. Rozpoczęła się trwająca wiele lat męka tej trójki bohaterów, związanych ze sobą czarami i religijnymi nakazami. Gdyby nie ta mieszanka magii, chrześcijaństwa i rycerskich obyczajów mielibyśmy do czynienia z najzwyklejszym trójkątem małżeńskim.

Tristan i Izolda nie wyrzekli się swej miłości, spotykali się nadal potajemnie, wykorzystując każdą sposobność, by zaspokoić swoje uczucia. Wydawało im się, że nikt nie pozna ich tajemnicy. Jedyne zagrożenie stanowiła Brangien, która była winna ich miłości i asystowała jej od samego początku. I choć wydawało się, że wierna służąca, odczuwająca na dodatek wyrzuty sumienia8, iż nie upilnowała magicznego napoju, nigdy ich nie zdradzi, to Izolda postanowiła pozbyć się tego świadka swej hańby.

Nakazała dwóm niewolnikom wywieść Brangien do lasu i tam ją zabić. Na szczęście Izolda – uświadomiwszy sobie, co kazała zrobić – wpadła w rozpacz, a niedoszli zabójcy ulitowali się nad służącą9.

Największym wrogiem i zdrajcą była sama miłość, której nie dało się ukryć. ...samych siebie kochankowie winni się obawiać. Ale w jaki sposób pijane ich serca umiałyby być czujne? (...) o wszystkiej porze, na wszystkim miejscu, czyż każdy nie widzi, jak pragnienie miota nimi, dławi ich, kipi ze wszystkich zmysłów... – powiada narrator.

Kochankowie sami wydali się przed ludźmi, a zdrajcy nienawidzący Tristana zanieśli tę wieść królowi.

Władca nie uwierzył, ale podejrzliwość wsączyła się w jego serce. Wbrew sobie zaczął śledzić żonę i siostrzeńca. W końcu – brzydząc się swych podejrzeń i rozumiejąc, że nie zdoła ich przezwyciężyć – wezwał do siebie Tristana i poprosił, by na pewien czas oddalił się od dworu.

Tristan nie potrafił odejść. Stanął kwaterą u mieszczanina z Tyntagielu i po kilku dniach rozłąki z ukochaną ciężko się rozchorował. Również Izolda usychała z tęsknoty.

Wreszcie wierna Brangien znalazła sposób, by połączyć zakochanych. Spotykali się w przyzamkowym sadzie, przy źródle, które tłoczyło swoje wody do komnat niewieścich. Tristan rzucał do strumienia małe patyczki, które oznajmiały Izoldzie, że jej kochanek czeka. Jeśli króla nie było w zamku, zakochani mogli się spotkać.

Jednak podstęp ten nie wystarczył, by oszukać baronów nienawidzących Tristana. Nie mogąc znaleźć dowodów winy królowej i jej kochanka, zwrócili się po pomoc do czarnoksiężnika Frocyna. Ten bez trudu odkrył prawdę i namówił władcę na zastawienie pułapki.

Król Marek ogłosił, że wyrusza na polowanie i ukrył się na sośnie rosnącej obok miejsca schadzek kochanków. W ręku dzierżył łuk, by ukarać wiarołomnych.

Jednak los okazał się łaskawy dla Tristana i Izoldy. Oboje dostrzegli w wodzie odbicie króla ukrytego wśród gałęzi sosny i odegrali komedię dworzanina błagającego królową o wstawiennictwo u męża.

W górze, w gałęziach, król uczuł litość i uśmiechnął się łagodnie.

Król przywrócił Tristana do łask, ale nie wygnał tych, którzy oskarżali królową. A oni nie zamierzali ustąpić, dopóki nie doprowadzą do upadku Tristana.

Ponownie wezwali na pomoc czarnoksiężnika Frocyna, który uknuł szatański plan. Rozsypał mąkę między łóżkiem Tristana a małżeńskim łożem króla i królowej10. Tristan zauważył ten podstęp, ale nie potrafił powstrzymać się od spotkania z Izoldą, kiedy król opuścił sypialnię. Młody rycerz przeskoczył ze swojego posłania na łóżko królowej, lecz przy skoku otworzyła mu się rana. Krew splamiła pościel i zostawiła wyraźny ślad na mące.

Dowody zdrady były aż nadto widoczne. Król kazał oboje wiarołomców spalić na stosie. Na nic zdały się błagania Tristana o litość dla królowej, jego zapewnienia, że nie było między nimi zdrożnej miłości, i żądania, by pozwolono mu udowodnić niewinność z mieczem w ręku na sądzie Bożym11.

Ale trzej baronowie związali go sznurami... Ach, gdyby wiedział, że nie będzie mu dozwolone dowieść niewinności w pojedynczej walce, raczej dałby się rozszarpać na sztuki, niżby ścierpiał, aby go związano tak szpetnie.

Jeszcze przed świtem zaczęto szykować miejsce kaźni i rozesłano wieść, by cała szlachta i lud Kornwalii stawiła się na egzekucję. Wszyscy, oprócz czterech zdrajców i czarnoksiężnika, płakali na losem Tristana i Izoldy.

Lecz przecież ...Pan Bóg Wszechmogący pełen jest litości. On, który nie chce śmierci grzesznika, przyjął życzliwie łzy i lamenty biednych ludzi błagających Go za udręczonymi kochankami.

Tristan prowadzony na śmierć uprosił, by mu pozwolono pomodlić się w kapliczce stojącej na szczycie skały. Wpuszczony do kaplicy, podbiegł do okna i rzucił się w przepaść.

...Bóg użyczył mu swej świętej łaski; wiatr wzdyma jego szaty, podnosi go i składa na szerokim kamieniu u stóp skały.

Gdy wydało się, że Tristan zbiegł sprawiedliwości, król zapałał jeszcze większym gniewem na Izoldę. Przywódca stu trędowatych, którzy przechodzili w pobliżu miejsca kaźni, podsunął Markowi pomysł kary najgorszej z możliwych – niech król im wyda królową, by mieli ją wspólną. Władca zgodził się, ale Izolda uniknęła okropnego losu. Tristan uwolnił ją z rąk trędowatych.

We trójkę, z Gorwenalem, zbiegli do lasu moreńskiego. Wówczas w głębi dzikiego boru zaczęło się dla zbiegów życie twarde, ale lube.

...jak ścigane zwierzęta błądzą i rzadko ważą się wrócić wieczorem do wczorajszego legowiska. Jedzą tylko mięso dzikich zwierząt i żałują smaku soli i chleba. Wychudłe ich twarze stały się blade, odzież opadła w strzępach... Miłują się, nie czują cierpienia.

Odkąd Gorwenal zabił jednego z prześladowców swego pana, nikt nie ośmielił się zapuścić w głąb lasu moreńskiego. Jedynie pies Tristana, wierny Łapaj, odnalazł do nich drogę. Jedynie święty pustelnik, brat Ogryn, ośmielił się poinformować ich o nagrodzie wyznaczonej za głowę Tristana i nawoływać do odprawienia pokuty za grzechy.

Jednak pewnego dnia, gdy Tristan wrócił zmęczony z polowania i kochankowie ułożyli się do niewinnego snu, ich kryjówkę przypadkiem odnalazł leśniczy. Przerażony uciekł z lasu i nie zatrzymał się aż w Tyntagielu. Nie zauważył, że kochankowie byli ubrani, a między nimi leżał ostry miecz.

O swym odkryciu zawiadomił króla, który natychmiast udał się we wskazane miejsce. Ujrzał znajdujący się między Tristanem i Izoldą nagi miecz, co zazwyczaj było oznaką, że leżący pragną uniknąć zbliżenia.

Porzucił mordercze zamiary i postanowił zostawić w spokoju śpiących. Zostawił jednak swoje rękawice, zamienił pierścień Izoldy na swój, zabrał miecz Tristana, pozostawiając własny – wszystko po to, by po przebudzeniu zobaczyli, że ich znalazł i żeBóg ulitował się nad nimi.

Jednak kochankowie w pierwszej chwili sądzili, że władca zadrwił z nich i zaraz powróci z posiłkami. Uciekli aż do granic lasu moreńskiego i dopiero po dwóch dniach dotarła do ich świadomości szlachetność postępku króla Marka.

Zawstydził się Tristan i pomyślał, że bezprawnie posiada Izoldę. Zapłakał nad losem królowej:

Com uczynił z jej młodością? Miast12 komnat wysłanych jedwabnym suknem dałem jej ten bór dziki; ...i to dla mnie idzie tą żałosną drogą! Do Boga... krzyczę o zmiłowanie i błagam, iżby mi zesłał siłę oddania Izoldy królowi Markowi. Nie jestże jego żoną zaślubioną wedle prawa Rzymu...?

W tym samym czasie myśli Izoldy były następujące:

(Marek) ...to współczujący pan, który od dnia wstąpienia mego na tę ziemię przygarnął mnie i chronił. Jak on umiłował Tristana! (...) Zali Tristan nie powinien by żyć w pałacu króla, otoczony setką młodzieńców, którzy chodziliby w jego orszaku i służyliby mu, aby się dobić rycerskiego pasa? (...) Tymczasem dla mnie przepomina13 całego rycerstwa, wygnanyz dworu, ścigany w tym lesie, pędząc to dzikie życie!...

Tak to kochankowie dojrzeli do myśli o przebłaganiu króla. Pustelnik Ogryn napisał14 pismo, które Tristan osobiście zaniósł do Tyntagielu.

Przypomniał wujowi wszystkie swoje zasługi i cierpienia i ponowił propozycję udowodnienia na sądzie Bożym, że między nim i królową nie było miłości, która stanowiłaby dla króla obrazę. Jeśli uda mu się tym sposobem przywrócić Izoldę do łask, sam zostanie najwierniejszym wasalem królewskim lub oddali się na zawsze z Kornwalii. Na koniec zagroził, że w innym przypadku odprowadzi Izoldę do Irlandii, by tam zajęła przynależną jej pozycję.

Przerażeni wizją pojedynku z Tristanem baronowie namawiali króla, by przyjął żonę z powrotem, ale nie zezwolił na powrót siostrzeńca. Taką też odpowiedź dał król Marek.

Kochankowie musieli się rozstać. Nie przyszło im to łatwo, ale oboje wiedzieli, że już długo nie wytrzymaliby w lesie moreńskim.

Przed rozłąką obiecali sobie nawzajem, że na pierwszy znak rzucą wszystko i popędzą na spotkanie. Tristan ofiarował ukochanej swego wiernego psa, Łapaja. Izolda dała kochankowi swój pierścień i uprosiła go, by jeszcze przez kilka dni pozostał w pobliżu na wypadek, gdyby znalazła się w niebezpieczeństwie.

Jakoż okazało się, że nie była to nadmierna ostrożność. Niedługo po powrocie Izoldy na dwór i pozornym odjeździe Tristana, jego wrogowie poczuli się pewnie. Zażądali od króla Marka, by jego żona poddała się sądowi Bożemu. Oburzony władca przegnał zawistników, ale Izolda – zdając sobie sprawę, że wrogowie nie ustąpią – z własnej woli poddała się próbie ognia. Przedtem jednak wymyśliła sprytny fortel.

Zażądała, by świadkami sądu byli nie tylko baronowie Kornwalii, lecz również rycerze królestwa Logrii. Z tego powodu próba musiała odbyć się nad rzeką dzielącą oba państwa.

W oznaczonym dniu wezwany przez Izoldę Tristan czekał w przebraniu pielgrzyma u brodu na rzece. Miejscem sądu był brzeg logryjski. Gdy barka z Izoldą dobiła do lądu, królowa zażądała, by ktoś pomógł jej zejść z łodzi.

Tę prośbę nakazano spełnić nieznanemu pielgrzymowi. Tristan podszedł do burty, wziął Izoldę na ręce i przeniósł na brzeg.

Chwilę później królowa mogła z czystym sercem powiedzieć:

– ...przysięgam, że nigdy mąż zrodzony z niewiasty nie trzymał mnie w ramionach prócz króla Marka... i tego ubogiego pielgrzyma...

Następnie ...zanurzyła gołe ramionaw ognisku, chwyciła sztabę żelaza, przeszła dziesięć kroków niosąc ją, następnie odrzuciwszy, rozciągnęła ramionaw kształcie krzyża, z otwartymi dłońmi. I każdy widział, iż ciało jej było zdrowsze niż śliwka świeżo urwana ze śliwy.

Wówczas ze wszystkich piersi wielki krzyk uwielbienia podniósł się ku Bogu. Stwórca po raz kolejny objawił swą łaskę zakochanym.

Wydawałoby się, że teraz Tristan powinien wreszcie opuścić Kornwalię. Jednak bohater zwlekał. Dopiero po trzech dniach ruszył w drogę.

Nie ujechał daleko. Ledwie ujrzał sad, w którym niegdyś oczekiwał Izoldy, zawrócił. Popędził pod okno ukochanej i zaczął naśladować śpiew słowika.

Izolda zrozumiała wezwanie Tristana. Przeszła przez komnaty pełne śpiących rycerzy, którzy spali niczym zaczarowani, i utonęła w ramionach kochanka.

Mimo15 króla i mimo stróżów kochankowie wiedli swe wesele i swoje miłowanie.

Ta noc oszaleniła kochanków...

Tristan nie odjechał. Ukryty w pobliżu zamku nocami opuszczał swoją kryjówkę i przybywał na schadzki z Izoldą. W końcu stał się tak nieostrożny, że zaczął w dzień zakradać się do komnat niewieścich.

Zauważył to sługa jego śmiertelnych nieprzyjaciół i natychmiast popędził do swych panów. Wrogowie postanowili raz na zawsze zakończyć swoje porachunki z Tristanem. Zapomnieli, że kto mieczem wojuje...

Jednego z nich spotkał Tristan już w drodze do królowej. Nie trzeba chyba dodawać, kto wyszedł z tego starcia zwycięsko.

Drugi z wrogów zginął w chwili, gdy zaglądał do komnaty Izoldy, by przyłapać kochanków. Królowa spostrzegła jego cień i wskazała go swemu rycerzowi. Tristan wziął łuk i nałożył strzałę. Puszczając cięciwę, wypowiedział słowa:

– Niechaj Bóg prowadzi tę strzałę.

Można w tym widzieć jedynie wyraz średniowiecznych obyczajów rycerskich, jednak pozostaje faktem, że dla ludzi wieków średnich nie były to puste zaklęcia. Nie wzywano imienia Pańskiego nadaremno, wierzono, że Bóg prowadzi rękę sprawiedliwego. Wypowiadając te słowa, Tristan wzywa swego prześladowcę na sąd Boży. Zwycięża, co znaczy, że prawda i Bóg stali po jego stronie.

Przy życiu pozostał jednak trzeci z wrogów. Kochankowie musieli więc ostatecznie się pożegnać, bowiem ujęcie ich przez ludzi króla było jedynie kwestią czasu. Tak brzmiały ich ostatnie słowa przed rozstaniem:

Tristan rzekł:

– Jakoż będę mógł żyć?

– Tak, miły Tristanie, życia nasze są splecione i spojonez sobą. A ja, jakoż będę mogła żyć? Ciało ostaje tu, ty masz moje serce – odparła Izolda.

Królowa przyrzekła jeszcze, że stawi się na każde wezwanie ukochanego, jeśli posłaniec okaże pierścień z zielonego jaspisu.

Pożegnali się w imię Boże i Tristan opuścił Kornwalię.

Schronił się w Galii16 na ziemiach diuka Żylenia, który bardzo serdecznie przyjął słynnego rycerza. Ponieważ Tristan był stale smutny, gospodarz postanowił ulżyć duszy miłego gościa. Pokazał mu zaczarowanego pieska Milusia. Pies ten miał właściwość kojenia smutków – ktokolwiek pieścił go, zapominał o wszystkich nieszczęściach.

Tristan postanowił zdobyć dla Izoldy to zaczarowane zwierzątko. W tym celu podjął się pokonać straszliwego potwora – Urgana Włochatego, który ściągał ciężki haracz z diuka Żylenia. Przedtem wymógł na księciu obietnicę, że zwycięzca będzie mógł zażądać od niego dowolnej nagrody.

Oczywiście Tristan zabił Urgana i poprosił w nagrodę o zaczarowanego psa. Trudno było księciu rozstać się z Milusiem, ale dużo trudniej było złamać dane słowo.

Izolda otrzymała podarunek ukochanego, ale domyśliwszy się, że źródłem czarów jest dzwonek zawieszony na szyi pieska, zdjęła go i wyrzuciła do morza, myśląc przy tym: ...Tristanie, chcę cierpieć równie długo, jak ty będziesz cierpiał.

Tymczasem Tristan wędrował po całym znanym świecie, nigdzie nie mogąc zagrzać miejsca. Nawet w swojej rodzinnej Lonii, w serdecznej gościnie u przybranego ojca Rohałta nie wytrzymał długo. Nigdzie nie mógł ukoić bólu, który rozrywał mu serce i duszę. Życie bez Izoldy ...nie było to życie ani śmierć, ale i życie, i śmierć razem.

W tej ucieczce przed samym sobą dotarł na ziemie Bretanii17, gdzie król tej ziemi borykał się z buntem barona Ryjola. Tristan ofiarował swe służby prawowitemu władcy, co musiało skończyć się klęską buntowników.

W dowód wdzięczności król i jego syn Kaherdyn ofiarowali swemu wybawcy rękę bretońskiej królewny – Izoldy, zwanej Izoldą o Białych Dłoniach. Tristan, który od dwóch lat nie miał żadnych wieści z Kornwalii i uwierzył, że jego Izolda, Izolda Złotowłosa, zapomniała o nim, propozycję przyjął.

Wobec wszystkich, u bramy klasztoru, wedle prawa świętego Kościoła, Tristan zaślubia Izoldę o Białych Dłoniach. Wesele było hucznei bogate.

Jednak pierścień z zielonego jaspisu przypomniał rycerzowi Izoldę Jasnowłosą, której Tristan nie był w stanie zdradzić. Aby nie zranić swej świeżo poślubionej małżonki, zełgał, że przysiągł Matce Boskiej przez rok po ślubie nie obcować cieleśnie z własną żoną. Tak to:

Dwie Izoldy pokochały go w nieszczęsnej godzinie. Obydwom chybił wiary.

Izolda o Białych Dłoniach przyjęła decyzję męża z żalem, ale spokojnie. Za to gdy jej brat, Kaherdyn, który stał się przyjacielem Tristana, poznał prawdę, w następujący sposób zwrócił się do szwagra:

– Uważałem cię jako równego mi i druha. Ale ty zdeptałeś mą wiarę i pohańbiłeś me krewieństwo. Z ta chwilą, jeśli nie uczynisz mi zadość, jak się godzi, wiedz, że cię wyzywam.

Cóż miał uczynić wyzwany Tristan? Wyznał całą prawdę Kaherdynowi i zdał się na jego łaskę i niełaskę. Przyjaciel wpierw się nad nim ulitował, a następnie zaproponował, by we dwóch udali się do Kornwalii, gdzie Tristan osobiście przekona się, czy królowa nadal o nim myśli.

Tak też uczynili. Przebrani za pielgrzymów wyruszyli do Kornwalii. Towarzyszyli im jedynie giermek Kaherdyna i wierny Gorwenal.

Tristan przez przyjaciela zawiadomił Izoldę o swoim przybyciu. Królowa, zobaczywszy pierścień z zielonego jaspisu, gotowa była spotkać się z ukochanym bez względu na grożące jej niebezpieczeństwo.

Niestety, nieszczęśliwy zbieg okoliczności uniemożliwił to spotkanie kochanków po latach. Niewątpliwie, niemały wpływ miała na to zazdrość Izoldy, którą „życzliwi” zdążyli już poinformować o małżeństwie Tristana. Gdy na dodatek doniesiono jej, że Tristan (w rzeczywistości był to Gorwenal) zaklinany na imię ukochanej uciekł18 przed innym rycerzem, zawrzała gniewem na kochanka i nie chciała go widzieć.

Na nic zdały się wysiłki Tristana, który posunął się do takiego szaleństwa, że przebrany za trędowatego zbliżył się w biały dzień do ukochanej otoczonej tłumem ludzi na progu kościoła. Nic nie przyniosły błagania o łaskę. Izolda, świetnie zdając sobie sprawę, kto przed nią stoi, kazała przepędzić żebraka. Gdy się opierał, wybuchnęła śmiechem. Skoro trędowaty usłyszał jej śmiech, odszedł. (...)

Tegoż samego dnia Tristan pożegnał (Kornwalię) z taką rozpaczą, iż zdawało się, że postradał zmysły.

Po pewnym czasie królowa zrozumiała swój błąd, ale było już za późno. Od tego dnia, aby się ukarać za swój błąd i szaleństwo, Izold Jasnowłosa przywdziała włosiennicę19i nosiła ją na ciele.

Tristan wrócił do Bretanii, gdzie wszyscy przyjęli go z wdzięcznym sercem. Ale dla niego życie się skończyło. Izolda Złotowłosa wygnała go! Wszędzie prześladował go jej okrutny śmiech.

W końcu postanowił jeszcze raz zobaczyć ukochaną, nawet jeśli ma to skończyć się jego śmiercią. ...niech królowa dowie się bodaj, że zginął z miłości dla niej; niech się dowie, a lżej mu będzie umrzeć.

Samotnie, nie mówiąc nic nikomu, puścił się w podróż do Kornwalii. Na miejscu przywdział ubogą szatę, posmarował twarz czarodziejskim odwarem, który kompletnie zmienił mu rysy, i ruszył do zamku.

Udawał szalonego, a także był oszalały z miłości i tęsknoty. Udało mu się dostać20 przed oblicze króla Marka i Izoldy.

Królowa nie poznała ukochanego i początkowo chciała go przegnać, jak przy poprzednim spotkaniu. Rozpoznał jednak swego pana wierny pies Łapaj, którego – przypomnijmy – Tristan podarował ukochanej przy pierwszym rozstaniu. Ostatecznie przekonał Izoldę pierścień z zielonego jaspisu.

Rozpoczął się ostatni