Dzieje Hanzy - Philippe Dollinger - ebook

Dzieje Hanzy ebook

Philippe Dollinger

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 733

Rok wydania: 1975

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



PHILIPPE DOLLINGER

DZIEJE HANZY

(XII-XVII wiek)

Z francuskiego przełożyła

Vera Soczewińska

Pod redakcją naukową

Edmunda Cieślaka

Wydawnictwo Morskie

Gdańsk 1975

Tytuł oryginału

LA HANSE

(XIIe—XVIIe siecles)

Paris 1970

Copyright by Editions Montaigne 1970

Projekt graficzny obwoluty

Władysław Kawecki

Projekt okładki i strony tytułowej

Tadeusz Ciesiulewicz

Redaktor

Aleksandra Mucek

Redaktor techniczny

Agnieszka Obst

Korektor

Małgorzata Bączkowska

Wydawnictwo Morskie • Gdańsk 1975

Wydanie pierwsze.

Nakład 3000 +250 egz.

Ark. wyd. 30,4, Ark. druk. 26,5 + 0,5 ark. wkładek ilustr.

Papier druk. sat. III kl. 70 g.

Oddano do składania 16 XII 1974 r.

Podpisano do druku i druk ukończono we wrześniu 1975 r.

Zakłady Graficzne w Gdańsku, ul. Świętojańska 19/23.

Zam. 720 O-7 Cena zł 100.—

Słowo wstępne

Związek Hanzeatycki, zwany krótko Hanzą, odegrał istotną rolę w dziejach północnej części Europy, ściślej krajów basenu Bałtyku i Morza Północnego, w wiekach od XIII do XVII. Pozostawał ważnym partnerem gospodarczym i politycznym państw tej strefy, zwłaszcza od drugiej połowy XIV wieku, kiedy z hanzy (związku) kupców przekształcił się w hanzę miast i aż do XV wieku przeżywał okres prężnego rozwoju. Wprawdzie badacze przyjmują różne daty zamykające ten okres, nie ulega jednak wątpliwości, że w wymienionym czasie Hanza pozostawała liczącym się i potężnym związkiem. Działo się tak, mimo że miasta należące do Związku Hanzeatyckiego rozrzucone były po wielu państwach, a ich stopień zależności od zwierzchników feudalnych, tym samym zakres ich samorządu czy autonomii, pozostawał bardzo różny, niejednokrotnie nawet znaczny. Wprawdzie Związek Hanzeatycki uznać należy za nietypowy twór polityczny – próby jego zaszeregowania przez prawników dawniej i dzisiaj nasuwają wiele trudności i wątpliwości – niemniej występował on jako pełnoprawny i ważny partner w ówczesnych stosunkach międzynarodowych, zdolny do przeprowadzania blokad gospodarczych, prowadzenia wojen, zawierania traktatów międzynarodowych i zmuszania do respektowania jego polityki i interesów przez ówczesne państwa.

Wśród członków Hanzy znalazła się spora grupa miast, takich jak: Gdańsk, Toruń, Szczecin, Elbląg, Kołobrzeg, Słupsk, Chełmno, Braniewo, Malbork, a także czasowo Kraków i Wrocław, które odegrały ważną rolę w dziejach naszego narodu i naszych ziem. Miasta pruskie odbywały regionalne zjazdy hanzeatyckie, na których rej wodziły: Gdańsk, Toruń i Elbląg. Z powyższych, między innymi, względów historia Hanzy w wielu punktach jest styczna z dziejami Polski, a nawet w pewnym zakresie stanowi ich integralną część, podobnie jak w odniesieniu do innych krajów basenu Bałtyku czy Morza Północnego. Wystarczy przypomnieć – co trafnie wykazuje prof. Dollinger – ścisłe powiązanie istniejące pomiędzy niemiecką kolonizacją w kierunku wschodnim – w tym przenikanie niemieckich osadników do wielu miast w krajach nadbałtyckich – czy bardziej ogólnie ekspansją polityczną, demograficzną i gospodarczą, określaną jako niemiecki „Drang nach Osten” („parcie na wschód”) a ekspansją gospodarczą hanzy kupców czy później hanzy miast. Wszystkie te zjawiska pozostawały w bezpośrednim związku z dziejami naszego państwa i narodu.

Oczywiście oddziaływanie nie było tylko jednokierunkowe. Wiele wydarzeń w dziejach dawnej Rzeczypospolitej zaważyło także na losach Hanzy. Wymieńmy choćby ciosy zadane przez polsko-litewskie państwo zakonowi krzyżackiemu, którego państwo jako jedyne poza miastami należącymi do Hanzy, korzystało z jej licznych przywilejów, a wielki mistrz uważany był za protektora Hanzy. W tych warunkach zrozumiałą jest rzeczą, że miasta hanzeatyckie, zwłaszcza Lubeka, pospieszyły z pomocą finansową i wojskową zakonowi krzyżackiemu po klęsce pod Grunwaldem, a w czasie wojny trzynastoletniej Hanza zachowała przychylną Zakonowi neutralność i nie poparła zbuntowanych przeciwko panowaniu krzyżackiemu miast pruskich. Dodajmy, że powrót tych miast pod panowanie Polski pogłębił odrębność, a później nawet sprzeczność ich interesów z polityką i celami gospodarczymi Hanzy. Im bardziej bowiem zacieśniały się więzy gospodarcze miast pruskich z pozostałymi ziemiami polskimi, tym silniej interesy tych miast odbiegały od ogólnohanzeatyckiej polityki, reprezentowanej przez miasta wendyjskie z Lubeką na czele. Eksport masowych towarów (zboża, drewna, towarów leśnych) z ziem polskich do zachodniej Europy potrzebował dróg żeglugowych i rozszerzał szlaki wiodące przez cieśniny Sundu, gdy tymczasem Hanza preferowała śródlądowy szlak handlowy z Lubeki do Hamburga, opłacalny jedynie dla transportu wysokowartościowych i lekkich, a nie masowych i ciężkich towarów. Miasta pruskie – przede wszystkim Gdańsk – głównych swoich partnerów handlowych widziały w nabywcach towarów masowych – w Holendrach i Anglikach, którzy jednocześnie byli najgroźniejszymi konkurentami Hanzy.

Podobne rozbieżności interesów pojawiały się i narastały także w innych regionach działalności Hanzy. Najogólniej można stwierdzić, że rozwój nowożytnych państw w Danii, Szwecji, Anglii, Polsce czy na Rusi prowadził do konfliktów pomiędzy polityką i interesami Hanzy a wymienionymi państwami i ich rozwijającym się mieszczaństwem.

Zasygnalizowane jedynie przykładowo problemy wskazują, w jak szerokim zakresie historia Hanzy łączyła się z dziejami państw basenu Bałtyku i Morza Północnego. W tej sytuacji naturalną jest rzeczą, że historia Hanzy budziła zainteresowanie – zresztą w różnym stopniu – historyków wielu krajów. Najwięcej uwagi poświęcili jej historycy niemieccy, traktujący przez długi okres dzieje Hanzy jako część składową jedynie historii Niemiec. Dorobek historiografii niemieckiej w zakresie dziejów Hanzy jest imponujący. Przede wszystkim należy wymienić wielkie serie wydawnictw źródłowych, takich jak Hanserecesse (protokoły zjazdów hanzeatyckich), Hansisches Urkundenbuch czy Hansische Geschichtsquellen, obok specjalnych czasopism, takich jak „Hansische Geschichtsblätter”, zawierających wiele cennych rozpraw i artykułów oraz czasopisma o charakterze popularnonaukowym – „Pfingstblätter des Hansischen Geschichtsvereins”. Ważną pozycję w tym dorobku stanowią liczne monografie. Opracowania niemieckie niejednokrotnie cechował nacjonalistyczny sposób ujęcia i naświetlania problemów.

Po drugiej wojnie światowej nastąpiło ożywienie badań nad dziejami Hanzy. Poza krajami tradycyjnie już zajmującymi się tą tematyką wystąpiły zjawiska nowe, takie jak publikacje historyków radzieckich (M. P. Lesnikov, A. L. Choroszkiewicz, W. W. Doroszenko), rozwinięcie badań hanzeatyckich w Niemieckiej Republice Demokratycznej, przede wszystkim w Greifswaldzie (prace J. Schildhauera, K. Fritzego, K. Starka i innych), i wydanie tam także prac zbiorowych z udziałem autorów z różnych krajów (Hansische Studien, Neue Hansische Studien), zainteresowanie się historyków francuskich dziejami Hanzy (Ph. Dollinger, P. Jeannin) czy wreszcie – co nas szczególnie tutaj interesuje – znaczne wzmożenie tego rodzaju badań przez historyków polskich. Historiografia polska okresu międzywojennego stosunkowo mało uwagi poświęcała dziejom Hanzy. Badania tego rodzaju prowadzili: M. Magdański, M. Małowist, L. Koczy. Po drugiej wojnie światowej grono polskich historyków-hanzeatów uległo znacznemu poszerzeniu, a badania zintensyfikowaniu.

Prace naszych historyków, w zdecydowanej większości publikowane w języku polskim, z trudnością docierają do historyków innych krajów, zwłaszcza niesłowiańskich, ze względu na barierę językową. Również w niniejszej książce Philippe’a Dollingera zaobserwować można to zjawisko, chociaż trudno czynić autorowi z tego tytułu jakikolwiek zarzut. Zresztą nadmieńmy, że informacje bibliograficzne autor ograniczył celowo do skromnych rozmiarów, wymieniając jedynie ważniejsze, jego zdaniem, opracowania. Zestawienie pełnej bibliografii z tego zakresu przekroczyłoby zapewne rozmiarami całą oddawaną do rąk czytelnika książkę.

By jednak ukazać czytelnikom tej pracy dorobek historiografii polskiej na odcinku dziejów Hanzy, do wskazówek bibliograficznych podanych przez Autora dołączone zostały prace historyków polskich z tego zakresu. Ułatwi to również zainteresowanym ewentualne poszerzenie niektórych zagadnień. Zamieszczona tutaj bibliografia prac historyków polskich wymaga pewnych wyjaśnień. Ujęta ona została dosyć szeroko, chociaż nie rości sobie pretensji do kompletności. Obejmuje nie tylko prace bezpośrednio i wyłącznie dotyczące dziejów Hanzy, ale – i to może przede wszystkim – również prace z zakresu dziejów morskich Polski, regionu Prus Królewskich czy Pomorza Zachodniego, miast pruskich czy pomorskich. Problematyka hanzeatycka ujęta jest w nich w ramach innych zagadnień jako ich część składowa.

Syntetycznych opracowań dziejów Hanzy można odnotować w ogóle niewiele. Napisane jeszcze w XIX wieku książki G. Sartoriusa (Geschichte des Hanseatischen Bundes, Góttingen 1802—1809) oraz D. Schafera (Hansische Geschichte, 1879) czy wydana w późniejszym okresie popularnonaukowa synteza tegoż autora (Die Deutsche Hanse, I wyd. 1902, II wyd. 1914) są już przestarzałe. Nowsze natomiast popularnonaukowe ujęcia w języku niemieckim, jak książki K. Pagela i E. Heringa, ujmują dzieje Hanzy tylko w aspekcie niemieckim i to w duchu nacjonalistycznym. Zdecydowanie odmiennie nakreślili popularnonaukową historię Hanzy wspomniani historycy: J. Schildhauer, K. Fritze, W. Stark („Die Hanse”, 1974). W języku polskim ukazała się tylko popularna synteza pióra H. Samsonowicza.

Publikowana w tłumaczeniu polskim książka Philippe’a Dollingera odznacza się z jednej strony dużym obiektywizmem w przedstawianiu i naświetlaniu zagadnień, z drugiej zaś dużymi umiejętnościami syntetycznego kreślenia różnorodnych i bogatych dziejów tak skomplikowanego tworu, jakim była Hanza. Te dwie cechy zadecydowały zapewne o tym, że książka ukazała się nie tylko w języku francuskim, ale również w tłumaczeniu holenderskim, niemieckim i angielskim, a obecnie również polskim. Dollinger pokazuje nie tylko niemiecki aspekt dziejów Hanzy – bez wątpienia przeważający – ale również kreśli jej powiązania i rolę w życiu gospodarczym, politycznym i kulturalnym innych krajów, o ile na to pozwala obecny stan badań. Stara się przy tym wyważyć znaczenie Hanzy w dziejach krajów basenu Bałtyku i Morza Północnego, niewątpliwie istotne w dziedzinie rozwijania i organizacji międzynarodowej wymiany handlowej i żeglugi, daleko mniejsze i w niewielkim stopniu oryginalne w zakresie kultury. To ostatnie zagadnienie wymaga dalszych poszerzonych badań.

Jak już wyżej podkreślono, przekazywana do rąk czytelnika polskiego synteza dziejów Hanzy Philippe’a Dollingera wyróżnia się wśród dotychczasowych tego rodzaju ujęć obiektywizmem i wszechstronnym spojrzeniem na poczynania i rolę Hanzy. Autor pozostaje zatem wierny dobrym tradycjom historiografii francuskiej. Urodzony w 1904 roku w Strasburgu, w swym mieście rodzinnym ukończył liceum i następnie podjął studia uniwersyteckie kontynuowane w dalszym etapie na Sorbonie. Uzyskanie agregacji (państwowy egzamin konkursowy uprawniający do wykładania w liceach i wyższych szkołach) oraz doktoratu otworzyło mu drogę do stanowiska profesora w liceach Kolmaru, Reims, Strasburga i Paryża oraz wykładowcy w Sorbonie. W 1945 roku zostaje powołany na stanowisko profesora historii Alzacji na Uniwersytecie w Strasburgu. Odtąd po dzień dzisiejszy prof. Dollinger los swój związał z tym miastem. Pełni tutaj szereg funkcji, w tym dyrektora L’Institut des Hautes Etudes Alsaciennes (Instytut Wyższych Studiów Alzackich) czy dyrektora archiwów i bibliotek miasta Strasburga. Prof. Dollinger od wielu lat aktywnie uczestniczy w pracach Commission Internationale pour l’Histoire des Villes (Międzynarodowa Komisja Historii Miast) oraz zasiada w naczelnym komitecie Hansischer Geschichtsverein (Hanzeatycki Związek Historyczny).

Prof. Dollinger skoncentrował swoje zainteresowania badawczo-naukowe na dwu podstawowych problemach: historii Alzacji oraz historii Niemiec w średniowieczu. Spośród licznych jego prac warto wymienić książkę przedstawiającą ewolucję grup ludności wiejskiej Bawarii od IX do XIII wieku (Revolution des classes rurales en Bavière du IXe au XIir siecle – 1949), monografię poświęconą dziejom jego rodzinnego miasta (Strasbourg du passe au present, II wydanie 1973), opracowaną wspólnie z prof. Philippem Wolffem bibligrafię historii miast Francji (Bibliographie d’histoire des villes de France – 1967), przygotowywany pod jego kierownictwem i mający się ukazać w przyszłym roku atlas historyczny Alzacji czy syntezę dziejów Hanzy, która doczekała się dwu wydań francuskich (1964 i 1970) oraz tłumaczeń na inne języki.

Edmund Cieślak

Wstęp

Hanza – ugrupowanie kupców północnych Niemiec, przekształcone w połowie XIV wieku w zrzeszenie miast – jest wysoce oryginalnym tworem w historii średniowiecza. Z pewnością tak w Niemczech, jak i we Włoszech nie brakowało w owym czasie związków miast. Wszakże żaden z nich nie istniał tak długo i nie rozrósł się tak jak Hanza, która w okresie swojej świetności jednoczyła ponad sto pięćdziesiąt miast nadmorskich i śródlądowych, leżących na obszarze o szerokości tysiąca pięciuset kilometrów między Zuiderzee a Zatoką Fińską i Bałtykiem a Turyngią. Gdzie indziej ligi miejskie zawierano ze względów politycznych, w celu bronienia niezawisłości i statutu prawnego członków. Hanza przeciwnie – ukształtowała się i utrzymywała, by chronić swych kupców za granicą i rozbudowywać handel. Nie przeszkodziło to, by, zastępując słabnącą władzę cesarską, stała się pierwszoplanową potęgą polityczną w północnej Europie, zdolną do prowadzenia zwycięskich wojen z sąsiednimi państwami, zresztą zawsze w celach gospodarczych.

Wszelako była to osobliwa potęga, która stwarzała problemy ówczesnym prawnikom. Nie była suwerenna, pozostawała bowiem w obrębie Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, a jej członków obowiązywało bardziej lub mniej ścisłe posłuszeństwo wielorakim, kościelnym lub świeckim, władcom feudalnym. Jako niezwarty organizm pozbawiony osobowości prawnej Hanza nie dysponowała stałymi środkami finansowymi, stałą armią czy flotą. Nie miała nawet pieczęci, własnych urzędników i organów ustawodawczych, z wyjątkiem jedynego sejmu ogólnohanzeatyckiego, zwanego Hansetag, zresztą rzadko i nieregularnie zwoływanego, a nadto nie będącego nigdy rzeczywiście powszechnym.

Lecz mimo tych słabości strukturalnych i mimo wszystkich sprzeczności interesów, nieuniknionych między tak różnymi i oddalonymi od siebie miastami, Hanza zdołała się utrzymać przez blisko pół tysiąclecia. Tajemnicy tego długiego przetrwania należy szukać w silnym poczuciu solidarności, łączącym przez wieki członków Wspólnoty, przy czym wszelki przymus odgrywał tu znikomą rolę. Ta solidarność opierała się na woli zawładnięcia północnoeuropejską wymianą handlową. Dziejowa funkcja Hanzy istotnie polegała na pokrywaniu zapotrzebowania Zachodu na wyroby wschodnie i – odwrotnie – dostarczaniu Wschodowi najniezbędniejszych towarów zachodnich, zwłaszcza sukna i soli. Hanza istniała tak długo, jak długo utrzymywała się ta zależność gospodarcza.

Historia Hanzy mieści się między dwiema dość ścisłymi datami: połową XII i połową XVII wieku. Zapoczątkowało ją powstanie Lubeki – bramy Zachodu na Wschód – założonej około 1158 roku w kraju wendyjskim. Rzeczywiście Lubeka szybko i na zawsze stała się głową Hanzy, tak dzięki korzystnemu położeniu na przesmyku Holsztynu między dwoma północnymi morzami, jak i prężności swych mieszkańców. Niemieccy kupcy, przybywszy z Dolnej Saksonii, Westfalii i Nadrenii, natychmiast ruszali śladem Skandynawów na morze, by tam uprawiać handel. W oczach ówczesnych ludzi Bałtyk nie był ślepą uliczką zamkniętą zamarzniętymi brzegami, lecz szlakiem wymiany handlowej, szeroko otwierającym się poprzez rzeki Rusi na wielkie rynki Nowogrodu i Smoleńska, na które, po długich wędrówkach, napływały rzadkie i wspaniałe produkty z najdalszych regionów, tak z wybrzeży Morza Białego, jak i z muzułmańskiego czy bizantyjskiego wschodu.

Równocześnie z handlem uprawianym na wszystkich wybrzeżach Morza Bałtyckiego niemieccy kupcy aktywnie uczestniczyli w zakładaniu na nich nowych miast, przyszłych ośrodków handlowych, w których zapewnili sobie przeważający wpływ. Jednocześnie rozprzestrzeniali się na wybrzeżach Morza Północnego, w Norwegii, Niderlandach i Anglii, do której przybywali pogłębiać bardzo stare kontakty handlowe łączące Kolonię z Londynem. Począwszy od połowy XIII wieku, hanzeaci niemal posiedli monopol handlowy na obu morzach, a handel swój skoncentrowali wokół wielkiej osi Nowogród—Rewel1—Lubeka—Hamburg— Brugia—Londyn. W XIV wieku rozszerzali lub intensyfikowali stosunki handlowe drogą lądową z południowymi Niemcami i Włochami oraz drogą morską z atlantyckimi wybrzeżami Francji, Hiszpanii i Portugalii.

Wszakże właśnie w tym czasie w licznych krajach pojawiły się pierwsze oznaki oporu przeciwko gospodarczej przewadze Hanzy. Nowi konkurenci, szczególnie Holendrzy i Niemcy z południa, z powodzeniem atakowali hanzeatycki monopol. Zapobieżenie temu niebezpieczeństwu było w dużej mierze przyczyną, dla której, w ciągu trzeciego ćwierćwiecza XIV wieku, Hanza przekształciła się w związek miast zdolniejszy do chronienia interesów swych kupców za granicą Lecz mimo kilku znacznych sukcesów jej wysiłki, tak gospodarcze jak i polityczne, nie zdołały zahamować postępu rywali. Od początku XVI wieku schyłek Hanzy był oczywisty. Należy jednak wyraźnie sprecyzować charakter owej dekadencji. Nie chodzi tu o upadek miast – co najmniej niektóre z nich, jak Hamburg i Gdańsk, doszły na początku czasów nowożytnych do godnego uwagi rozkwitu. Nie chodzi też o zmniejszenie obrotów handlowych, które, ogólnie biorąc, bezustannie wzrastały; i tak, na przykład, bezprecedensowo wzmógł się w owym czasie eksport polskiego, pruskiego i pomorskiego zboża. Lecz w tym wzmożonym ruchu handlowym coraz poważniejszy stawał się udział konkurentów. System ekonomiczny Hanzy już nie odpowiadał nowym warunkom, a jej potęga polityczna przestała dorównywać potędze wielkich ówczesnych monarchii. Toteż każdy jej członek siłą rzeczy zaczynał się zastanawiać, czy przynależność do Wspólnoty – wraz ze zobowiązaniami, jakie pociągała – nie przynosiła więcej niedogodności niż korzyści. Od tej chwili, mimo chwalebnych prób naprawienia sytuacji, los Hanzy był przypieczętowany.

Jako datę wyznaczającą koniec Hanzy można przyjąć rok 1630, kiedy to Lubeka, Hamburg i Brema zawarły przymierze, które Hanzę właściwie zastąpiło. Niemniej na ogół określa się tę datę na rok 1669, kiedy to odbył się ostatni sejm ogólnohanzeatycki, a ostateczna próba odnowy zakończyła się porażką.

Ten wielki związek kupców, a następnie miast, sam sobie nadał nazwę niemieckiej „hanzy” – Hansa Theutonicorum, dudesche Hense – która przetrwała w historii. Już od średniowiecza usiłowano dociec znaczenia tego wyrazu, wysuwając najfantastyczniejsze etymologie. Jest to bardzo stare germańskie słowo, spotykane już w Biblii Ulfilasa na określenie orszaku wojennego. W XII i XIII wieku pojawia się znowu, i to na bardzo rozległym obszarze między Sekwaną a Łabą oraz w południowych Niemczech. Raz określa podatek płacony przez kupców, innym razem znów ugrupowanie kupców za granicą. W tym znaczeniu występuje z początkiem XIII wieku w Anglii, określając członków flamandzkiej hanzy w Londynie, która z pierwotnego zrzeszenia kupców też przekształciła się w zrzeszenie miast.

Ugrupowania kupców północnych Niemiec dość późno zyskały miano „hanz”. W stosunku do nich nazwy tej użyto po raz pierwszy w Anglii, w dokumencie królewskim w 1267 roku; wydaje się oczywiste, że zrobiono to na skutek analogii między ich statutem a statutem hanzy flamandzkiej w Londynie. Nieco później „hanzami” nazywano także małe zrzeszenia hamburczyków w Utrechcie i Ostkerke oraz lubeczan w Houk nad Zwijnem. Z zachodu nazwa ta rozprzestrzeniła się na inne rejony hanzeatyckie, lecz dopiero dzięki królowi Norwegii i Szwecji, zwracającemu się w 1343 roku do universis mercatoribus de hansa Theutonicorum, dowiadujemy się, że wówczas to określenie odnosiło się już nie tylko do grupy kupców przebywających za granicą, lecz do całej wspólnoty kupców północnych Niemiec. Niebawem, kiedy Hanza stała się związkiem miast, mówiono o stete van der dudeschen Hense i odtąd to określenie stało się najbardziej potoczne. Wydaje się zatem, że niemiecka Hanza przybrała ostateczną nazwę dużo później niż się ukonstytuowała, co nie przeszkodziło, by – przy szybkim odsunięciu się w cień jej skromnych poprzedniczek – została w historii hanzą par excellence, po prostu Hanzą.

Należy jeszcze wspomnieć o małym dylemacie terminologicznym: czy lepiej mówić „hanza teutoniczna”, czy „hanza niemiecka”? Pierwsze wyrażenie, powielone z nazwy łacińskiej, często stosują historycy posługujący się językiem francuskim, prawdopodobnie wskutek analogii do utwierdzonej zwyczajem nazwy „teutonicznego” zakonu rycerskiego2. Nadto znajduje ona uzasadnienie w fakcie, że począwszy od XV wieku pojawia się w dokumentach francuskiej kancelarii. Niemniej wydaje się, że najściślejszym przekładem terminu dudesche Hense jest po prostu „hanza niemiecka”.

Ważniejszym problemem jest kwestia, jakim słowem należy określić więź – dosyć luźną i trudną do zdefiniowania – która łączyła członków Hanzy. Tak w Niemczech, jak i we Francji często mówi się o „lidze” hanzeatyckiej. Niezbyt trafne wyrażenie, zważywszy, że mianem ligi zwykło się nazywać stosunkowo określoną organizację, której Hanzie brakowało; poza tym w łonie Hanzy rzeczywiście istniały ligi, ogólne czy regionalne, powoływane do szczególnych celów i na określony czas. Nigdy jednak nie pokrywały się one z Hanzą i terminologiczne uwydatnienie podziału ustalonego między tymi dwiema instytucjami byłoby nader wskazane. Zresztą począwszy od średniowiecza Hanza stanowczo odrzucała nazwy stowarzyszenia, ligi czy wspólnoty, które starano się jej przypisać. A zatem można się skłaniać tylko ku bliżej nie sprecyzowanym pojęciom w rodzaju ugody czy porozumienia hanzeatyckiego. Najlepiej chyba przyjąć określenie „wspólnoty hanzeatyckiej”, zważywszy przy tym, że tłumaczy ono niektóre potoczne wyrażenia średniowieczne, jak: communis mercator, der gemene kopman, die gamene stete.

W końcu XVIII wieku pamięć o Hanzie zatarła się niemal zupełnie. Zainteresowanie jej historią zrodziło się z początkiem XIX wieku, wraz z ukazaniem się pierwszej wielkiej monografii o Wspólnocie, pióra Sartoriusa (1808). Lecz systematyczne badania hanzeatyckie podjęto zasadniczo przed stu laty, z chwilą opublikowania wielkich wydawnictw źródłowych, takich jak: Kopiariusz Lubecki, Hanserecesse liczące dzisiaj dwadzieścia pięć tomów oraz Hansisches Urkundenbuch. Jeszcze donioślejsza była, być może, publikacja czasopisma „Hansische Geschichtsblätter”, istnego kośćca hanzeatyckiej historiografii, ukazującego się regularnie od 1871 roku, jedynie z wyjątkiem okresu ostatniej wojny. I wreszcie, od stu lat, historii Hanzy poświęcała się – wyłącznie lub głównie – cała plejada historyków, takich jak: Karl Koppmann, Wilhelm Stieda, Dietrich Schäfer, Emil Daenell, Walter Stein, Walter Vogel i Fritz Rörig – wymieniając tylko najznamienitszych nieżyjących.

Zrozumiałe jest, że na przestrzeni tego okresu często zmieniały się pojęcia o Hanzie lub niektórych aspektach jej działalności. Niewątpliwie przyczyniła się do tego niespoista, niemal nieuchwytna struktura Wspólnoty. I tak niegdyś uważano, że prawdziwą Hanzą była hanza miast, a wszystko, co ją poprzedziło – czymś w rodzaju prehistorii, procesem embrionalnym. Dzisiaj uznaje się, że ugrupowanie kupców, począwszy od XII wieku, tak samo ucieleśnia Hanzę jak związek miast z XIV wieku. Podobnie różnymi datami wyznaczano okres największej świetności Hanzy. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu chętnie umieszczano go nieco przed połową XV wieku; rzeczywiście w tym czasie Wspólnota obejmowała największą liczbę miast i rozciągała aktywną działalność handlową aż po wybrzeża Portugalii. Obecnie istnieje tendencja widzieć ten rozkwit w ostatniej trzeciej części XIV wieku, bezpośrednio po utworzeniu hanzy miast i zwycięskim pokoju w Strzałowie; począwszy bowiem od tego okresu, Hanza, opracowując drobiazgową reglamentację, bardziej starała się zachować zdobyte korzyści, niż ubiegać się o nowe. Od tego też czasu rywale Hanzy usiłowali podważać jej przewagę, tak we własnych krajach, jak i w samej strefie hanzeatyckiej. W sumie pojęcie najwyższego rozkwitu opiera się bardziej niż kiedyś na kryteriach wewnętrznych. I wreszcie, chociaż w badaniach hanzeatyckich historia gospodarcza – co jest zresztą zupełnie naturalne – zawsze zajmowała pierwsze miejsce, jednak przez długi czas uwagę skupiano przede wszystkim na polityce gospodarczej, łatwiejszej do bezpośredniego uchwycenia w dokumentach i recesach. Natomiast od kilku lat wyraźnie występuje silne zainteresowanie danymi ilościowymi, jedynymi, które pozwalają określić wielkość handlu. Stąd wynikł wzrost zainteresowania ostatnim, niegdyś stosunkowo zaniedbanym okresem historii Hanzy; należy zaznaczyć, że istnieją liczne dokumenty – wśród nich wyróżniające się słynne cła sundzkie – odpowiadające tym zainteresowaniom.

Ideologiczne spory naszych czasów odzwierciedliły się również w badaniach hanzeatyckich. Przed około trzydziestu laty potępiano wyszukiwanie faktów gospodarczych, jako rzekomo skażonych duchem materialistycznym, i zachęcano badaczy, by zwracali baczniejszą uwagę na czynniki polityczne. Obecnie wschodni historycy najchętniej zajmują się strukturą społeczną miast oraz konfliktami politycznymi, gospodarczymi i socjalnymi, które tymi miastami wstrząsały od XIV do XVI wieku, chociaż te tematy badawcze nie są ani nowe, ani nie stanowią wyłącznej domeny tych historyków. Ponadto starają się odnaleźć w ziemi ślady zakładania miast przez Słowian, wcześniejsze od fali niemieckiej kolonizacji z XII i XIII wieku, i podkreślić ich rolę w rozwoju urbanistycznym tego obszaru. To zainteresowanie cieszy się ogólną przychylnością, jaka obecnie wszędzie otacza topograficzne badania średniowiecznych miast.

I wreszcie, objawia się ogólniejsza tendencja uwalniania się od zbyt wąskiego, narodowościowego punktu widzenia i nie rozpatrywania Hanzy wyłącznie pod kątem niemieckim. Usiłuje się ustalić, co dała ona ludom, z którymi uprawiała handel, oraz jakie wartości mogła przedstawiać w ich rozwoju kulturalnym.

* * *

We Francji nie podjęto próby całościowego nakreślenia dziejów Hanzy odkąd, przed ponad stu laty (1864), ukazała się Histoire commerciale de la ligue hanseatique Emila Wormsa. Powodem takiego stanu rzeczy mogła być trudność tego przedsięwzięcia. Nie będę się rozwodził nad tymi, niejednokrotnie rozpaczliwymi, trudami, wynagradzanymi co prawda urokiem emanującym z tak wielkiego tematu. Owe trudności tylko powiększają mą wdzięczność dla osób, które pomagały mi w pracy i którym pragnę tu podziękować: pani Vauthier, panom Charierowi, Guenće i Thirietowi (Strasburg), Mollatowi i Boutruche’owi (Paryż), Ganshofowi (Bruksela), van de Kieftowi (Amsterdam), von Brandtowi i Maschkemu (Heidelberg), Keyserowi (Marburg), Bollandowi (Hamburg), Jordanowi (Kilonia) i Kumlienowi (Sztokholm). Moje dziękczynne myśli biegną przede wszystkim ku mej towarzyszce życia, która przez całe lata podtrzymywała mnie i oświecała w mej pracy. Niech ta książka, której ukończenia nie doczekała, będzie poświęcona jej pamięci.

1 Tallinn [przyp. red.]

2 Chodzi o zakon krzyżacki – ordre teutonique lub ordre des chevaliers teutoniques [przyp. red. nauk.].

Część pierwsza. Od hanzy kupców do hanzy miast

Rozdział I. Europa północna w pierwszej połowie XII wieku

1. Handel północny

Morze Północne i Bałtyk są jakby północnym odpowiednikiem Morza Śródziemnego. Począwszy od wczesnego średniowiecza, oba te morza, podobnie jak Morze Śródziemne, zapewniały łączność morską między Zachodem a Wschodem, aczkolwiek skrępowaną ukształtowaniem lądu, zmuszającym statki do dalekiego objazdu aż po przylądek Grenen i przez trudne przejścia cieśnin duńskich.

W pierwszej połowie XII wieku udział Niemców na tych dwóch morzach, które w niewiele lat mieli opanować, był jeszcze dość skromny. Tak na jednym, jak i na drugim, przeważał handel Skandynawów. Możliwe, że najrozleglejszy handel prowadzili Norwegowie. Najaktywniejszą wymianę handlową utrzymywano z Anglią – szczególnie z Bostonem – dzięki licznym koloniom, założonym tam przez wikingów. Podobnie rzecz się miała na Morzu Irlandzkim, które – dzięki skandynawskim koloniom rozsianym na obu brzegach Kanału Bristolskiego – było w rzeczywistości morzem norweskim. Lecz Norwegowie i Duńczycy często odwiedzali także kontynent, Bremę i Utrecht, gdzie wzmiankuje się ich w 1122 roku, oraz Kolonię; prawdopodobnie docierali jeszcze dalej, do Flandrii i Normandii. Na zachodzie dotarli do Islandii i Grenlandii, na wschodzie przemierzali niemal cały Bałtyk. Na wąskich i szybkich stateczkach zawozili do dalekich regionów produkty własnego kraju, przede wszystkim suszoną rybę, surowe i wyprawione skóry, solone masło, drewno budowlane, a również produkty wschodnie, przywożone z portów Bałtyku. Handel ten – a nie wydaje się, by w tym okresie chylił się ku upadkowi – zachowywał półrolny charakter, chociaż zaczynał się koncentrować w powstających miastach: w Bergen i Trondheim nad Morzem Norweskim oraz w Oslo i Tönsbergu nad Skagerrakiem.

Tymczasem na południowych wybrzeżach Morza Północnego najaktywniejszy był rozszerzający się handel Flamandczyków oraz malejący handel Fryzyjczyków. Flamandczycy handlowali przede wszystkim z Anglią. Zgrupowani w hanzie Londynu, udawali się tam przez porty Wissantu, Brugii i Ardenburga; sprzedawali głównie swe sukno, którego produkcja była w pełnym rozkwicie, a może już i wino francuskie. Stamtąd przywozili wełnę potrzebną ich rodzimej wytwórczości, kupowaną bezpośrednio od producentów, oraz cynę, ołów, surowe i wyprawione skóry. Od tej chwili Brugia stawała się najważniejszym ośrodkiem handlowym Niderlandów. Obok Flamandczyków nie mniej aktywni byli Mozanie, czyli kupcy z Huy, Liege, Nivelles i Dinant, którzy wozili do Anglii reńskie wino, artykuły metalowe, drogocenne kamienie, luksusowe tkaniny z Ratyzbony czy nawet z Konstantynopola, zbroje z Moguncji. Angielskie rozporządzenie z około 1130 roku określało warunki, na jakich ci „Lotaryńczycy” mogli przywozić swe towary do Londynu i tam je sprzedawać.

Flamandczycy handlowali także w północnych Niderlandach, w północnych Niemczech, w Szlezwiku i, być może, w Skandynawii. Ale w tym rejonie przeważał jeszcze handel fryzyjski, sięgający aż na Bałtyk; w końcu XI wieku sygnalizowano fryzyjską gildię w Sigtunie. Wszelako chylił się on już ku upadkowi i to z niezupełnie wyjaśnionych powodów. Wydaje się, że główną przyczyną była niechęć Fryzyjczyków do życia miejskiego, w chwili, gdy miasta stawały się zasadniczą siłą napędową działalności gospodarczej. W każdym razie usunięcie się Fryzyjczyków na okres dwóch wieków – do momentu, gdy zastąpili ich Holendrzy – stanowiło wielką szansę dla hanzeatów; umieli oni wykorzystać osłabienie Fryzyjczyków, by, zająwszy ich miejsce, zapewnić sobie morską i handlową przewagę na Północy. Jak wynika z przeniesienia cesarskiego podatku targowego do Kaiserswerth, Tiel – jeszcze prosperujące w XI wieku – w wieku XII chyliło się ku upadkowi. Ulegało skutecznie konkurującemu z nim Utrechtowi, korzystniej usytuowanemu dla żeglugi śródlądowej i coraz liczniej odwiedzanemu przez Flamandczyków, Nadreńczyków, Saksończyków, Duńczyków, Norwegów i samych Fryzyjczyków. Nadto część handlu Tielu odziedziczyło również Staveren nad Zuiderzee.

Wszakże w tym okresie niemieccy marynarze i kupcy, szczególnie z Kolonii i Bremy, w coraz większym zakresie uczestniczyli w handlu na Morzu Północnym. Od początku XI wieku król Ethelred II protegował kupców Cesarstwa, ogłaszając ich „godnymi dobrych praw” na równi z mieszkańcami Londynu. Owymi homines imperii byli przede wszystkim kupcy z Tielu, a także z Kolonii, mającej dawne związki z Anglią, oraz kupcy z Bremy, których stosunki z tym krajem są poświadczone około 1100 roku. Intensyfikując swój handel, kolończycy uzyskali, najpóźniej do 1130 roku, prawo pobytu w Londynie, podczas gdy kupcom z Tielu i Bremy odmówiono tego przywileju. W dotąd nie ustalonym czasie kolończycy nabyli dom stojący nad Tamizą powyżej londyńskiego mostu, tak zwany Gildhall, tworząc z niego swoje centrum handlowe; Gildhall stał się kolebką przyszłego kantoru hanzeatyckiego.

W 1157 roku Henryk II otoczył kolończyków szczególną opieką, wziął pod swoją specjalną ochronę ich dobra oraz londyński skład, nadając im dodatkowo przywilej sprzedaży ich wina według tego samego przetargu – czyli na tych samych warunkach – co wino francuskie. Począwszy od tego okresu wino reńskie było istotnie głównym przedmiotem handlu kolońskiego, który bez wątpienia obejmował również artykuły metalowe, w tym broń produkowaną w nadreńskiej metropolii. Głównym ładunkiem powrotnym była wełna, drugorzędnym – metale i produkty żywnościowe.

Szlaki handlowe kolończyków wiodły nie tylko na zachód, lecz także na północny wschód, do Danii, skąd kupcy zabierali produkty wschodnie, zawożąc swoje wino, niewątpliwie sukno flamandzkie oraz tuf3 z Andernachu, z którego zbudowano kilka duńskich kościołów, między innymi katedrę w Ribe. W coraz większym zakresie posługiwali się własnymi statkami, nie wynajmując już ich od Fryzyjczyków. Morski rozwój miasta przejawia się w jego uczestnictwie w wyprawach krzyżowych XII wieku. W 1102 roku wzmiankuje się, iż przed Yafo (Jaffa) wśród floty chrześcijańskiej stały statki z dolnego Renu pod dowództwem niejakiego Hadewerka rodem z Westfalii. W 1147 roku statki kolońskie stanowiły większość niemieckiego kontyngentu, który dołączył do flamandzkich i agnielskich eskadr w Dartmouth. Przed skierowaniem się do Ziemi Świętej uczestniczyły one w zdobyciu Lizbony.

Aktywność Bremy niewiele ustępowała aktywności Kolonii. Około 1075 roku Adam z Bremy – który, prawdę powiedziawszy, chyba zbyt łatwo się entuzjazmował – oświadczał nawet: „w Bremie spotykają się kupcy z całego świata”. Przede wszystkim jednak panowały ożywione stosunki ze Skandynawią, związaną z kościelną prowincją Bremy. Stosunki handlowe utrzymywały się nawet po ustanowieniu arcybiskupstwa w Lund (1104). W końcu XII wieku król Norwegii uskarżał się na nieumiarkowane ilości wina, wyładowywane przez Niemców w porcie Bergen!

W tym samym okresie Morze Bałtyckie także było areną prosperującego handlu, związanego z handlem na Morzu Północnym nie drogą okrężną wkoło przylądka Grenen, lecz przez przesmyk Szlezwiku. Statki przychodzące z zachodu szły w górę Eideru i w Hollingstedt wyładowywały towary, które transportowano do Szlezwiku, albo przeciągano całe statki po lądzie aż do ujścia Schlei, oddalonego o około piętnaście kilometrów. Od czasu zniszczenia przez Wendów osady Haithabu w połowie XI wieku Szlezwik stał się wielkim ośrodkiem wymiany handlowej tego rejonu, jakoby poprzedzając Lubekę w roli bramy Zachodu na Bałtyk. Kupcy fryzyjscy, saksońscy i, być może, flamandzcy spotykali tam kupców duńskich, szwedzkich i ruskich.

Niemniej handel na Bałtyku spoczywał wówczas przede wszystkim w rękach Gotlandczyków. Wielka wyspa zdobyła tę morską i handlową przewagę dopiero w XI wieku, po nawróceniu jej mieszkańców na wiarę chrześcijańską. Nie miała jeszcze ośrodka miejskiego – życie wiejskie i handel morski były tu ściślej związane niż gdzie indziej. Wydaje się, że działalność handlową dzieliły między sobą różne faktorie, chronione wałami ziemnymi i użytkowane czasowo, a każda z nich należała do kilku wsi. Jedna z faktorii znajdowała się na miejscu przyszłego Visby, w najdogodniejszym dla żeglugi punkcie zachodniego wybrzeża.

Przypuszczalnie marynarze-chłopi z Gotlandii podróżowali we wszystkich kierunkach. Spotykano ich w środkowej Szwecji, gdzie regularnie odwiedzali Sigtunę, która zastąpiła osadę Birka nad jeziorem Melar. Lecz ich działalność, tradycyjnym szlakiem Waregów, kierowała się głównie na Ruś. Począwszy od XI wieku ustały wojenne wyprawy wikingów, toteż handel skandynawski skupiał się zasadniczo na Nowogrodzie, znajdującym się w tym okresie w pełni rozkwitu. Gotlandczycy założyli tam swoją placówkę z kościołem Świętego Olafa, wzmiankowanym około 1080 roku. Wkrótce ten „dwór gotycki” miał również gościć Niemców, którzy, wzorując się na nim, stworzyli później własną placówkę, tak zwany Peterhof. Gotlandczycy przywozili do Nowogrodu produkty zachodnie, między którymi znajdowało się sukno flamandzkie – około 1130 roku odnotowano tam sukno z Ieper (Ypres) – a zabierali futra, wosk oraz cenne produkty wschodnie, docierające do Nowogrodu przez Bizancjum, Kijów i Smoleńsk. Może też znajdowali te artykuły w emporiach leżących na południu Bałtyku, w Szczecinie i Jumnie (Winecie) nad Odrą, gdzie Adam z Bremy sygnalizuje obecność kupców greckich, oraz w Truso u ujścia Wisły. Prawdopodobnie odwiedzali Sambię w poszukiwaniu bursztynu. Handlowali również w Saksonii i to zapewne coraz liczniej, gdyż około 1134 roku cesarz Lotar III uwolnił ich tam od podatków i otoczył opieką „w całym Cesarstwie”. Łączność tę utrzymywali bądź przez Szlezwik, bądź bezpośrednio przez ziemię Wendów, gdy nie wstrząsały nią rozruchy. I wreszcie, wnioskując z obfitości angielskich monet zakopanych na wyspie w XI wieku, nie ulega wątpliwości, iż Gotlandczycy docierali aż do Anglii.

Nie tylko Skandynawowie handlowali na Bałtyku. W pierwszej połowie XII wieku stwierdza się niezaprzeczalny, aczkolwiek krótkotrwały, rozkwit handlu ruskiego, związany z rozwojem Nowogrodu. Kupcy ruscy odwiedzali przede wszystkim Gotlandię, gdzie znaleziono ślady ich prawosławnych cerkwi, ale również i Szczecin, w którym skoncentrowało swą działalność pewne zrzeszenie nowogrodzkich kupców. Nadto kronika Nowogrodu sygnalizuje rabunek dokonany na kupcach ruskich w 1134 roku w Danii, a taki sam fakt powtarza się dwadzieścia lat później podczas zaburzeń dynastycznych. Poza Rusinami należy jeszcze wspomnieć o żegludze Wendów dokoła Rugii oraz Prusów i Estończyków, z tym że ograniczała się ona do ich własnych wód przybrzeżnych. Zaś co do Niemców, to choć stwierdzono ich obecność w Szlezwiku i Szczecinie, nie wydaje się, by przed powstaniem Lubeki partycypowali w istotny sposób w handlu bałtyckim.

Natomiast Niemcy dzierżyli prym w handlu lądowym na Nizinie Niemieckiej, co zresztą jest zupełnie naturalne. Jednakże na północnym zachodzie natrafiali oni na ostrą konkurencję Flamandczyków i kupców znad Mozy. Najaktywniejsi byli prawdopodobnie kupcy z Gandawy, którzy przybywali do Kolonii, by wymieniać swe sukno na zboże i wino. Często mijali to miasto, kierując się dalej, bądź na wschód po miedź z Harzu, bądź na południe, gdzie w Koblencji kupowali wino bezpośrednio od wytwórców. Począwszy jednak od połowy XII wieku, kiedy arcybiskup obdarzył Kolonię prawem składu, uniemożliwiono im wędrówkę w górę Renu. Kupcy znad Mozy – z Liege, Huy i Dinant – przybywali również do Kolonii podczas sierpniowych targów, przywożąc wyroby własnej wytwórczości metalurgicznej. Odnotowuje się tam nawet obecność kupców z Verdun, choć nic nie wiadomo o rodzaju dokonywanych przez nich transakcji – handel niewolnikami, który był ich wielką specjalnością, wygasł z początkiem XI wieku.

Wśród Niemców najprężniejsi byli kupcy kolońscy. O ile zasadniczo nie zapuszczali się jeszcze na zachód, o tyle byli bardzo aktywni na południu i na wschodzie. Zakup wina, który był podstawą ich rozkwitu, kierował ich ku środkowemu Renowi i Alzacji. Lecz spotykano ich także w Austrii, na targowisku w Enns, sprzedających suszone ryby i sukno, a kupujących surowe skóry, wosk i może już węgierskie rudy. Na wschód pociągały ich, podobnie jak Flamandczyków, przede wszystkim miedź i srebro Harzu. Te niezmiernie poszukiwane metale były wywożone, częściowo przez samych Saksończyków, we wszystkich kierunkach, głównie na zachód, wielkim szlakiem Magdeburg—Goslar—Soest—Dortmund—Kolonia. Od końca XI wieku w Goslarze, jak i w innych miastach powstających w Dolnej Saksonii i Westfalii, rozwinęła się obróbka metali, której produkty także wywożono do odległych regionów. Bardziej na północ saliny Lüneburga, wzmiankowane od X wieku, wysyłały sól do Nadrenii, lecz nie znamy wielkości tego handlu. Kupcy z miast saksońskich regularnie udawali się do Szlezwiku. W Soeście, w końcu XIII wieku, wspomina się „bractwo szlezwiczan” – taka nazwa mogła powstać tylko przed założeniem Lubeki.

Nad Łabą, na granicy Cesarstwa, leżały dwie miejscowości o odmiennym znaczeniu dla ruchu handlowego. Bardowiek, ostatni punkt dogodnej przeprawy przez rzekę przed jej ujściem do morza, ożywiały wędrówki kupców saksońskich udających się na ziemię wendyjską, szczególnie na Rugię, gdzie kupowali ryby. Ten punkt przeprawy zapewniał znaczne dochody z tytułu cesarskiego podatku od towarów, pobieranego przez księcia Saksonii. Co do Magdeburga, to jako centrum wypraw misyjnych do krajów pogańskich leżących poza Łabą i ośrodek przewozów śródlądowych odgrywający niemałą rolę w wojnach przeciwko Wendom, był on niewątpliwie bardzo ruchliwą miejscowością o dużej dzielnicy kupieckiej, gdzie spotykali się kupcy saksońscy i słowiańscy, aczkolwiek brak dostatecznie dokładnych danych o rodzaju dokonywanych tam transakcjach wymiennych.

I tak, tuż przed połową XII wieku w północnoeuropejskim handlu uczestniczyli jeszcze kupcy przeróżnych narodowości. Niemcy, jeżeli nawet przejawiali pewien rozmach, brali w tym handlu stosunkowo skromny udział. Trzeba by nie lada przenikliwości, żeby przewidzieć, jak w ciągu jednego wieku warunki tego handlu całkowicie się zmienią na ich korzyść.

2. Czynniki polityczne, religijne i demograficzne

Na początku XII wieku granica Cesarstwa, tak jak granica chrześcijańskiego świata, była taka sama jak trzy wieki wstecz, i przebiegała mniej więcej wzdłuż Łaby i Soławy. Wszystkie wysiłki podejmowane w X i XI wieku celem podbicia i nawrócenia terenów wschodnich zakończyły się, po przejściowych sukcesach, porażkami. Marchie poza Łabą założył po raz pierwszy Otton I Wielki; założył biskupstwa w Brandenburgu i Havelbergu podległe Magdeburgowi, wyniesionemu do godności arcybiskupstwa w 968 roku, a nad Bałtykiem ustanowił w Holsztynie biskupstwo Oldenburga, jako siedzibę sufragana arcybiskupstwa w Bremie. Lecz dzieło to uległo zniszczeniu z końcem X wieku, w okresie wielkiego powstania Słowian, będącego następstwem porażek Ottona II we Włoszech.

Między Łabą i Odrą żyły różne ludy wendyjskie, które nigdy nie tworzyły wyraźnej jednostki politycznej: Wagrowie we wschodnim Holsztynie, Obodrzyce w Meklemburgii, Pomorzanie nad Odrą, Wieletowie – najliczniejsi i najruchliwsi – w Brandenburgii, Stodoranie nad Hawelą. Rozdzierane wewnętrznymi walkami, lecz zahartowane w nieustannych bojach przeciwko Saksończykom, te zaciekle pogańskie ludy zazdrośnie strzegły swej niezależności. Pokonane, przyjmowały chrześcijaństwo i obowiązek płacenia daniny; po zażegnaniu niebezpieczeństwa natychmiast odrzucały i jedno, i drugie. Toteż w ciągu XI wieku postępy Niemców były prawie żadne, tym bardziej że po wygaśnięciu dynastii saksońskiej władcy obojętnie odnosili się do tych regionów. Dynastię frankońską, pochodzącą z południowych Niemiec, pochłaniały sprawy włoskie i spór o inwestytury; ani Henryk IV, ani Henryk V nie mogli i nie chcieli interweniować poza masywem Harzu.

Jedynym trwałym rezultatem dzieła Ottonów było utworzenie Kościoła polskiego, który się utrzymał dzięki nawróceniu panującej dynastii. Niemniej polityczna korzyść z tego faktu była mierna, jako że, tworząc w 1000 roku arcybiskupstwo w Gnieźnie, Kościół ten szybko odcięto od niemieckich wpływów. W ciągu XI i na początku XII wieku polscy książęta – będąc raz lennikami i płatnikami danin na rzecz Cesarstwa, to znowu niezależnymi władcami – dążyli do otrzymania godności królewskiej i rozciągnięcia swego wpływu na ludy zamieszkujące ziemie między Odrą i Łabą; stąd częste konflikty z Cesarstwem. Niewiele różniła się sytuacja na Północy. Królestwo Danii, obejmujące Szlezwik, Jutlandię, wyspy i Skanię, ulegało wpływom niemieckim tak długo, jak długo Kościół duński był związany z arcybiskupstwem Bremy—Hamburga. Sytuacja uległa zmianie od chwili utworzenia arcybiskupstwa w Lund (1104), ale przynajmniej stosunki między tymi dwoma królestwami, solidaryzującymi się przeciwko łupieżczym Wendom, pozostały serdeczne.

Niemniej od zarania XII wieku ustaliły się warunki trwałego przeniknięcia Niemców za Łabę. Wzmogła się akcja nawracania. Skłoniony przez polskiego Bolesława biskup Otton z Bambergu przedsięwziął w latach 1124 i 1127 dwie uwieńczone powodzeniem misje wśród Pomorzan w rejonie Odry: nawrócono tysiące ludzi i wzniesiono kościoły. W tym samym okresie arcybiskup Bremy wysłał misję do Holsztynu, mianowicie do Starej Lubeki. Wprawdzie zryw pogan podważył wyniki osiągnięte przez przywódcę misji biskupa połabskiego Vicelina, lecz po 1140 roku, dzięki przybyciu licznych osadników niemieckich, chrześcijaństwo krzewiło się w sposób zdecydowany. Mogło się w tym momencie zdawać, że zorganizowanie szeroko zakrojonej wyprawy militarnej umożliwiłoby zakończenie akcji nawracania. W 1147 roku święty Bernard zezwolił północnym Niemcom skierować przeciwko pogańskim Słowianom wyprawę krzyżową zamierzoną do Ziemi Świętej. Dwie liczne armie, wspierane przez Polaków i Duńczyków, przekroczyły Łabę, lecz nie zdołały zawładnąć warowniami Wieletów i Obodrzyców. Musiały się sromotnie wycofać i wielka wyprawa krzyżowa pozostała epizodem bez skutków.

Z politycznego punktu widzenia panowanie Lotara III, skądinąd raczej bezbarwne, miało mieć decydujące znaczenie dla tego regionu. Będąc od 1106 roku księciem Saksonii, umiał on – dzięki rozległym dobrom ziemskim posiadanym w tym kraju – zapewnić sobie autorytet, jakiego nie mieli jego poprzednicy. Zostawszy w 1125 roku królem, Lotar nie zapomniał o interesach Saksończyków. Wykorzystując waśnie dynastyczne, skutecznie interweniował w Danii. Nagiął do uległości zbuntowanych książąt obodrzyckich, Przybysława i Niklota. I wreszcie zmusił Bolesława, by przybył do Merseburga przyjąć z jego rąk w lenno Pomorze Zachodnie i Rugię. Przede wszystkim podjął ważkie decyzje zmierzające do utrwalenia organizacji niemieckiego Wschodu. Jako książę Saksonii przyznał – od 1110 roku – hrabstwo Holsztynu Adolfowi I z Schauenburga, ojcu przyszłego założyciela Lubeki. W 1134 roku cesarz powierzył północną marchię Albrechtowi Niedźwiedziowi, który przystąpił do jej metodycznego podboju. I wreszcie, oddając rękę swej córki

Welfowi Henrykowi Pysznemu, Lotar uznał jednocześnie jego władanie księstwem Saksonii, które wkrótce przeszło na syna Henryka Pysznego – Henryka Lwa (1142). W ten sposób zostali ustanowieni trzej dynaści, którzy mieli dołożyć wszelkich starań do niemieckiej kolonizacji Wschodu. Jeśli jeszcze wspomnieć przywileje, jakie na terenie księstwa Saksonii Lotar III nadał – prawdopodobnie na warunkach wzajemności – kupcom z Gotlandii, ukazuje się on nam jako wielki twórca politycznej i handlowej ekspansji Niemców.

Niemniej ani wola królewska, ani ambicje książąt, ani kazania misjonarzy nie wystarczyłyby do zmienienia charakteru odwiecznych walk toczonych między Słowianami a Niemcami. Czynnikiem, który zadecydował o sukcesie, była migracja setek tysięcy Niemców, przebiegająca falami od XII do XIV wieku. Przeludnienie zachodnich Niemiec, kurczenie się wolnych terenów, nadmierne rozparcelowanie ziem nadawanych przez panów, a także wyzwolenie chłopstwa, które zaczynało się oswobadzać od systemu domenialnego, przyczyniły się do rozpętania i trwania masowej emigracji ze wszystkich zachodnich regionów. Uczestniczyli w niej Saksończycy, Westfalczycy, Nadreńczycy, Holendrzy, Flamandczycy i Frankowie, nęceni obietnicą otrzymania ziemi i nadzieją szybkiego wzbogacenia się. Pierwsza fala imigrantów, która wezbrała w połowie XII wieku, skierowała się zwłaszcza ku Holsztynowi i Brandenburgii. Około 1170 roku Helmold z Bosau opisał tę zwycięską kolonizację słynnym zdaniem: „Bóg hojnie obdarzywszy zwycięstwem naszego księcia i innych książąt, zdławiono i zewsząd wypędzono Słowian. I od granic Oceanu przybieżały waleczne i nieprzebrane rzesze, które przejęły ziemię Słowian zbudowały miasta i kościoły, pomnażając swe bogactwa ponad wszelkie spodziewanie”. Zajmowaniu ziemi przez chłopstwo towarzyszyło zakładanie kupieckich miast; miały one zabezpieczyć kształtowanie się i ekspansję Hanzy.

3. Ożywienie miast

Nie ulega wątpliwości, że rozwój Hanzy ściśle się wiąże z rozwojem miast. W samej swej istocie i we wszelkiej działalności Hanza jest tworem miejskim. Jej narodziny w drugiej połowie XII wieku zbiegają się z zakończeniem powolnego procesu kształtowania się dawnych miast i początkiem zakładania miast nowych, mających się niezmiernie rozmnożyć w XIII wieku.

W północno-zachodnich Niemczech niemal wszystkie przyszłe co ważniejsze miasta hanzeatyckie były miastami starymi, których charakter urbanistyczny kształtował się powoli od X do XIII wieku według ogólnego, często opisywanego schematu, zawierającego zresztą wiele odrębnych odcieni: wzrost zaludnienia niektórych korzystnie usytuowanych aglomeracji, wynikający z imigracji rzemieślników wiejskich i stałego osiedlania się kupców; zgromadzenie w obrębie obwarowania dzielnicy kupieckiej – nazywanej wiek w północnych Niemczech – i starszego, kościelnego lub świeckiego ośrodka administracyjnego; ustanowienie jednolitego prawa, właściwego dla danego miasta i jego mieszkańców, uwzględniającego sprawy gruntowe i handlowe; stworzenie wspólnoty obywateli miejskich, często drogą przysięgi; dominujący wpływ przypadający w tej wspólnocie (przynajmniej w najaktywniejszych ośrodkach) kupcom zgrupowanym niekiedy w gildii; zagarnięcie władzy nad miastem przez najbogatsze rodziny, czyli patrycjat; zwiększająca się niezależność miasta wobec miejscowego pana feudalnego; i wreszcie, rozwój organów administracyjnych spoczywających w rękach obywateli miejskich, wśród których rada (Rat) – która pojawiła się dopiero przy samym końcu XII wieku – wszędzie stała się zgromadzeniem kierowniczym ukonstytuowanego z tą chwilą miasta.

Najstarszym miastem tego rejonu, jedynym, które sięgało czasów rzymskich, była Kolonia. Dzięki swemu znaczeniu gospodarczemu i wczesnemu rozwojowi odegrała ona znakomitą rolę w kształtowaniu się północno-zachodnich miast. Zasługuje na to, aby za Planitzem nazywać ją „matką niemieckich miast”.

We wczesnym średniowieczu Kolonia ani na chwilę nie przestała być siedliskiem dość ożywionej działalności handlowej. W każdym razie jej nowy wzlot zaznaczył się od okresu panowania dynastii Karolingów i po inwazji normandzkiej. Kolonia kupiecka, w której Fryzyjczycy niewątpliwie zajmowali poczesne miejsce, utworzyła się między murem rzymskim a rzeką, wokół obszernego prostokątnego rynku, który miał posłużyć jako model dla wielu innych miast kupieckich. Obwarowanie połączyło tę dzielnicę z miastem od połowy X wieku. Wobec dalszego napływu ludności w połowie XII wieku wybudowano następny pas umocnień, który objął inne nowo powstałe dzielnice, zwiększając powierzchnię miasta do stu dziewięćdziesięciu siedmiu hektarów; takiej wielkości nie osiągnęło w tym czasie żadne europejskie miasto (prócz Konstantynopola). Kolejne umocnienie – ostatnie w okresie średniowiecza – wzniesione z końcem stulecia, jeszcze znaczniej poszerzyło obszar miejski (czterysta jeden hektarów). W XLi XII wieku Kolonia zdobywała sobie statut polityczny. Mieszkańcy, podzieleni na gminy parafialne, zjednoczyli się pod kierownictwem gildii kupieckiej w jedną wspólnotę miejską, której władzą stało się kolegium ławników trybunału arcybiskupiego. W 1074 roku wspólnota ta popadła w zatarg z arcybiskupem, w 1106 roku skonsolidowała się przez wspólne zaprzysiężenie jej członków i po sześciu latach została uznana przez arcybiskupa. Odtąd miasto faktycznie rządziło się samo pod kierownictwem potężnego „klubu bogaczy” (Richerzeche), skupiającego wielkich kupców i właścicieli gruntów, posiadając własną pieczęć i ratusz od połowy XII wieku, podczas gdy rada (Rat) miejska pojawiła się dopiero w 1216 roku. I wreszcie, zakres i wczesne wystąpienie rozwoju gospodarczego Kolonii tłumaczą wcześniejsze niż gdzie indziej – bo już w XI wieku – ukształtowanie prawa miejskiego; zasady organizacji gildii kupieckiej, jej prawo własności nad zabudowaniami w rynku oraz system gospodarki gruntowej inspirowały w szerokim zakresie prawa młodszych miast w całych Niemczech. Oczywiście nie należy wyolbrzymiać roli Kolonii w powstawaniu instytucji miejskich innych miast. Jej prawo nie wywarło na prawo Soestu takiego wpływu, jak utrzymywano; gildia, podobnie jak kolegium ławników, nie zawsze odgrywała decydującą rolę; przede wszystkim zaś wcześniej niż w Kolonii ukonstytuowała się rada w kilku miastach nadreńskich oraz w Soeście i Lubece. Niemniej w samej istocie Kolonia była inicjatorką życia miejskiego w północno-zachodnich Niemczech.

Prawobrzeżne miasta nadreńskie nie mogły się opierać na rzymskich antecedencjach. Najczęściej powstawały z warowni wzniesionych po podboju Saksonii. Zalążkową komórką przyszłego miasta był kościół katedralny i jego okolice otoczone murem (Domburg)) lub – jak w Dortmundzie i Soeście – królewska rezydencja. Od IX do XI wieku spora liczba tych skupisk wzbogaciła się o rynek, który w większym lub mniejszym stopniu przyczyniał się do ich rozkwitu, zależnie od tego, czy położenie danego ośrodka sprzyjało rozwojowi gospodarczemu.

Podobnie jak na zachód od Renu, aczkolwiek później, średniowieczne miasto powstawało przez połączenie osady kościelnej lub świeckiej z placówką kupiecką. Najstarszym tego przykładem jest Magdeburg, gdzie obwarowanie rozpoczęte przez Ottona I Wielkiego dokończono w 1023 roku. Gdzie indziej fuzja taka nastąpiła dopiero w XII wieku i tak w Goslarze w 1108 roku, a w Dortmundzie, Hildesheimie, Bremie i Erfurcie w połowie XII wieku. Również w pierwszej połowie XII wieku, wkrótce po ustanowieniu się w Kolonii, gmina obywateli miejskich pojawia się i w innych miastach, posiadając niekiedy dość poważne uprawnienia administracyjne. W Soeście i Halberstadzie począwszy od 1105 roku obywatele miejscy kontrolowali zaopatrzenie, wagi i miary, sprawując władzę sądowniczą nad popełnianymi w tej materii oszustwami; obierali oni swego sędziego i ławników.

Kształtowanie prawa miejskiego, w którym łączyły się miejscowe zwyczaje, królewskie lub książęce przywileje i zapożyczenia z obcych praw, było też decydującym czynnikiem procesu urbanizacyjnego danego okręgu. Ogólnie biorąc, opracowywano je dopiero od XIII wieku, lecz kilka z nich sięga pierwszej połowy XII wieku. W Westfalii najstarszym prawem było prawo Soestu (około 1100 roku), użyczone różnym sąsiednim miastom; wprowadzone w nieco zmienionej formie do Lubeki, miało ono promieniować na wybrzeża Bałtyku aż do Estonii. Prawo Dortmundu, w którym dostrzec można wyraźne wpływy flamandzkie i nadreńskie, wprowadzono w większości miast westfalskich, dla których Dortmund pozostał „wyższym trybunałem” (Oberhof) apelacyjnym i orzekającym. Tak samo było w Saksonii, gdzie prawo Goslaru wprowadzono w kilku miastach na północy i południu od Harzu. Wręcz nadzwyczajnie rozpowszechniło się prawo Magdeburga; począwszy od schyłku XII wieku, przyjęło je – z pewnymi wariantami – kilkaset wschodnich miast, gdzie uważano je za typowe „prawo niemieckie”.

Z końcem XII wieku zaczyna się era nowych miast, założonych w ściśle określonym czasie i obdarzonych w ciągu niewielu lat wszystkimi uprawnieniami miejskimi. Topograficznie różniły się od dawnych miast regularniejszym planem i szachownicowym układem ulic. Chociaż gorliwość kościelnych i świeckich władców rozmnożyła je ilościowo, jednak z tej strony Łaby bardzo niewiele z nich osiągnęło takie znaczenie, jakim cieszyły się miasta stare. Spośród znaczniejszych można wymienić Lippstadt w Westfalii, założone w 1168 roku przez lennika arcybiskupa Kolonii i obdarzone prawem Soestu oraz Stendal, założony przez Albrechta Niedźwiedzia w brandenburskiej Starej Marchii.

Nie należy jednak zbyt radykalnie przeciwstawiać nowych i starych miast. Rozwój kilku z tych ostatnich pobudziło późne utworzenie w ich sąsiedztwie nowej dzielnicy, a nawet bliźniaczego miasta. Tak było w wypadku Lüneburga, a zwłaszcza Hamburga, który stał się aktywnym portem dopiero wtedy, kiedy w 1188 roku hrabia Holsztynu Adolf II założył miasto kupieckie naprzeciw arcybiskupiego.

Jedna ze szczególnych osobliwości północnych Niemiec polega na częstych wypadkach istnienia podwójnych lub nawet bardziej złożonych miast. Nierzadko dwa lub trzy organizmy miejskie – powstałe w tym samym miejscu w różnym czasie i nie zawsze odznaczające się wyraźnie odrębnymi funkcjami – zamiast jednoczyć się w jednolity organizm miejski, rozwijały się oddzielnie w obrębie własnych umocnień, mając odrębne gminy obywateli miejskich, a nawet odrębne rady; do połączenia się takich miast dochodziło bardzo powoli, niekiedy następowały okresy cofania się procesu jednoczenia. Najwybitniejszym przykładem tego procesu jest Brunszwik, największe miasto średniowiecznej Dolnej Saksonii. Od X wieku na prawym brzegu Okeru istniało emporium Alte Wiek, podczas gdy na lewym brzegu wznosił się zamek książęcy i kościół obronny, przy których w XI wieku wokół prostokątnego rynku powstała dzielnica kupiecka (Altstadt). W drugiej połowie XII wieku założono tam dwa nowe miasta: na prawym brzegu miasto Hagen, na lewym – Neustadt. Do 1269 roku istniały trzy odrębne rady dla Altstadtu, Hagen i Neustadtu, a potem jeszcze dwie dalsze – dla Alte Wiek i Sack. I chociaż od tego czasu pojawia się rada zwierzchnia, wspólna dla wszystkich pięciu miast i kierująca sprawami ogólnymi, jednak dawne organizmy miejskie przetrwały, zachowując bliżej nie znane uprawnienia. To samo było w Hildesheimie, gdzie każde z trzech miast – Altstadt (XI wiek), dzielnica flamandzkich sukienników Dammstadt (koniec XII wieku) i Neustadt (początek XIII wieku) – miało własną radę. W Osnabrucku stare i nowe miasto (połowa XIII wieku) połączyły się dopiero w 1306 roku, podczas gdy w Hamburgu fuzja nastąpiła w 1215 roku, w niecałe dwadzieścia lat po założeniu ostatniego miasta. W późniejszym okresie tę samą osobliwość miano często spotykać we wschodnich Niemczech, a mianowicie w Brandenburgu i Berlinie-Kolnie, oraz w Gdańsku, Królewcu i Rewlu.

A czy przed niemiecką kolonizacją zaczątki miast istniały także w kraju słowiańskim? Dzisiaj porzucono dawną koncepcję, jakoby Niemcy zapoczątkowali tam wszelkie życie miejskie, tworząc miasta na dziewiczej ziemi lub w sąsiedztwie skromnej „osady rybackiej”. Niedawne badania wykazały, że nie tylko w Polsce, lecz również w Meklemburgii i na Pomorzu organizmy miejskie konstytuowały się na przestrzeni X—XII wieku, według procesu zbliżonego do znanego w zachodniej Europie.

Z badań archeologicznych, relacji Adama z Bremy (około 1075 roku) i późniejszych o sto lat relacji Helmolda wynika, iż zasadniczo miasta słowiańskie były warowniami, które jednak, prócz służenia celom militarnym i religijnym, posiadały również jeden lub kilka nie ufortyfikowanych ośrodków kupieckich, w których niekiedy usadawiali się obcy kupcy fryzyjscy, niemieccy czy skandynawscy. Niewiele wiadomo o pozamilitarnych funkcjach spełnianych przez ośrodki Obodrzyców w Oldenburgu, Dyminie i Ratzeburgu, niemniej w Susel istniała czterechsetosobowa kolonia Fryzyjczyków, a w Starej Lubece, przed murami XI-wiecznej warowni, słowiański książę Henryk Obodrzycki założył w początkach XII wieku dwie osady – jedną kupiecką, drugą rzemieślniczą.

Nieco więcej wiemy o miastach pomorskich. Poza Białogardem i Kołobrzegiem, wzmiankowanymi jako warownie, Jumna na wyspie Wolin u ujścia Odry i Szczecin były bardzo aktywne gospodarczo. Według Adama z Bremy Jumna była „największym ze wszystkich miast Europy”. Skupisko miejskie ciągnęło się na przestrzeni czterech kilometrów, a rozległe stosunki Jumny tłumaczą, dlaczego zamieszkiwali ją „Słowianie, Grecy, barbarzyńcy, Saksończycy”, a niewątpliwie i Skandynawowie. W początkach XII wieku miasto chyliło się ku upadkowi, lecz fakt, iż w 1140 roku chrześcijańscy misjonarze założyli w nim biskupstwo (przeniesione wkrótce do Kamienia na drugim brzegu cieśniny) świadczy o zachowaniu pewnego znaczenia. Jumnę zidentyfikowano z legendarną Winetą ze skandynawskich sag, będącą nordyckim odpowiednikiem miasta Ys; ponoć Winetę pochłonęły fale, co miało być karą za rozpustne życie jej mieszkańców, a żeglarze słyszeli niekiedy, jak z głębin rozbrzmiewają dzwony jej kościołów.

W tym okresie Szczecin stał się najludniejszym miastem tego okręgu. Około 1160 roku Herbord naliczył tam dziewięćset głów rodzin, czyli około pięciu tysięcy dusz. Miasto chronił zamek książęcy, wokół którego prawdopodobnie skupiała się szlachta (primates), panująca w mieście i decydująca o zgromadzeniu

„pospólstwa”. Obok warownego miasta powstawały dzielnice kupieckie, gdzie – począwszy od wypraw misyjnych Ottona z Bambergu – wzrastała liczba Niemców. Udało się odnaleźć ślady podobnych skupisk miejskich o umiejętnie zbrojonych drewnem fortyfikacjach głównie w Polsce – w Poznaniu, Gnieźnie, Kaliszu, Wrocławiu i Krakowie – oraz w Prusach, w osadzie Truso koło Elbląga. Wydaje się, że wielką słabością tych słowiańskich miast był brak prawa chroniącego kupców, co tłumaczy popularność praw niemieckich, przyjmowanych od XIII wieku nawet przez czysto słowiańskie miasta. Ten brak w połączeniu z faktem napływu niemieckich kolonistów, sprowadzanych przez miejscowych feudałów z uwagi na wyższość ich umiejętności rzemieślniczych i kupieckich, tłumaczą, dlaczego w sektorze hanzeatyckim nowo lokowane miasta niemal całkowicie zatarły ślady tego pierwszego urbanistycznego rozkwitu.

3 Lekka, porowata skała powstająca przez scementowanie popiołu wulkanicznego [przyp. red nauk,].

Rozdział II. Lokacja niemieckich miast na wschodzie i związek kupców Gotlandii (około 1150 – około 1280)

1. Lokacja Lubeki

Około połowy XII wieku nagle się wzmogła zapoczątkowana przed pół wiekiem niemiecka migracja na wschód. Wzorem innych wielkich panów feudalnych hrabia Holsztynu Adolf II z Schauenburga, lennik księcia Saksonii Henryka Lwa, zapragnął zaludnić swe ziemie i uporać się z pogańskimi Obodrzycami, władającymi jeszcze wschodnim wybrzeżem Holsztynu. Toteż – jak podaje Helmold – Adolf II wysłał werbowników aż do Holandii i Flandrii, by tam nakłaniali kolonistów do masowego osiedlania się w Holsztynie. Jego wezwanie znalazło szeroki posłuch.

Jednocześnie hrabia postanowił założyć ośrodek kupiecki na wybrzeżu Bałtyku. Drobiazgowo przeanalizowano kwestię usytuowania przyszłego miasta. Niewykluczone, że początkowo myślano o leżącym na półwyspie Wagrien Oldenburgu – potężnej warowni Obodrzyców i siedzibie biskupstwa założonego przez Ottona I Wielkiego, później zburzonej i wegetującej od chwili swej odbudowy – lecz leżał on za bardzo na uboczu. Korzystniejszą pozycję miała Stara Lubeka, leżąca nad Travą nieco poniżej przyszłego miasta. Kilka lat wcześniej ta na wpół chrześcijańska miejscowość dość pomyślnie się rozwijała, lecz w 1138 roku uległa zniszczeniu co utrudniało obronę miasta w razie nagłego ataku.

Ostatecznie Adolf II opowiedział się za zlewiskiem Wakenitz i Travy, odległym o około pięć kilometrów od zniszczonego miasta. Był to bardzo trafny wybór. Zakola obu rzek niemal całkowicie otaczały podłużny cypel o powierzchni około dwustu hektarów, którego bagniste brzegi ułatwiały obronę. Odległa o mniej więcej dwadzieścia kilometrów od ujścia Travy do Bałtyku Lubeka była zasadniczo bezpieczna od nagłej napaści piratów. Głębokość Travy wystarczała ówczesnym statkom. I wreszcie, Lubeka leżała w najwęższym punkcie przesmyku Holsztynu, w odległości mniej więcej pięćdziesięciu kilometrów od Hamburga, powinna więc przyciągać kupców.

Helmold zostawił nam barwny opis burzliwych początków nowego miasta. Istotnie, szybki rozwój Lubeki wzniecił zazdrość Henryka Lwa, który usiłował przywieść ją do upadku, początkowo różnego rodzaju utrudnieniami, następnie założeniem źle zresztą usytuowanego, konkurencyjnego miasta nazwanego Loewenstadt. W końcu książę zmusił lennika do odstąpienia mu swoich praw i od tego czasu nowa Lubeka, założona ostatecznie w latach 1158—1159, zaczęła prosperować dzięki licznym przywilejom, jakie jej nadano.

Jakkolwiek szczegółowy, opis Helmolda nie wyjaśnia nam wielu problemów, do zgłębienia których z wielką pasją przystąpili nowożytni historycy. Jednym z najważniejszych zagadnień jest niewątpliwie sprawa warunków lokacji. Z braku jakiejkolwiek wzmianki w ówczesnych źródłach trzeba było się oprzeć na znacznie późniejszych dokumentach, przestudiować plan miasta i sięgnąć dla porównania do dokumentów lokacyjnych innych XII-wiecznych miast. Przed około czterdziestoma laty Fritz Rörig wysuwał swą słynną tezę „konsorcjum przedsiębiorców”. Powołując się na przykład Freiburga w Bryzgowii, zakładał, iż grupa składająca się z wielkich kupców otrzymała wspólnie od księcia cały obszar miejski Lubeki z obowiązkiem zbudowania na nim miasta kupieckiego. Następnie grupa miała jakoby podzielić między swych członków ziemię i parcele wokół rynku, które wynajęto rzemieślnikom. Owo mniemanie poparto analizą własności parcel okalających rynek, odtworzonej w miarę możliwości na podstawie księgi gruntowej miasta, zachowanej co prawda dopiero od 1285 roku, czyli z okresu o ponad sto lat późniejszego od lokacji. Wreszcie autor zakładał – i to nadal na podstawie stanu własności z końca XIII wieku – że patrycjat, czyli rodziny reprezentowane w tym okresie w radzie, wywodziły się od założycieli miasta.

Zyskawszy początkowo szerokie uznanie, powyższa teza dzisiaj została częściowo podważona. Nadal wydaje się bardzo prawdopodobne, że powstanie Lubeki odbyło się w formie przydzielenia gruntu miejskiego grupie kolonistów lub jej przywódcy – akt lokacyjny nowego miasta Hamburga (1188) dokładnie opisuje taki sposób postępowania. Natomiast jednomyślnie odrzuca się pogląd o wspólnej własności ziemi. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, że działki – parcele o wymiarach stu stóp na dwadzieścia pięć – były od początku przyznawane indywidualnie w zamian za czynsz, który szybko wyszedł z użycia. Ponadto Rörig nie mógł wyraźnie ustalić ciągłości rodów kolonistów i patrycjatu z końca XIII wieku; nie ma żadnego dowodu na to, że rozległe posiadłości miejskie wielkich rodzin istniejące około 1300 roku ukonstytuowały się już w połowie XII wieku, a w niektórych wypadkach udowodniono, że powstały później. Również mało prawdopodobna wydaje się sugestia Röriga, jakoby obszar tak rozległy jak ten, który zajmowała Lubeka – dwieście hektarów – był przedmiotem całościowego planu urbanistycznego opracowanego przez konsorcjum. Lokacja z 1158 roku odnosiła się chyba do ograniczonego sektora wokół wielkiego prostokątnego rynku otoczonego kramami i sukiennicami w północno-wschodnim rogu, która wkrótce miała mieścić ratusz osobno odbudował się pierwotny, nie zlokalizowany dokładnie ośrodek z 1143 roku – niewykluczone, że znajdował się on w pobliżu kościoła Świętego Piotra – oraz, również osobno, powstała na wprost przesmyku północna dzielnica otaczająca zamek książęcy i południowa dzielnica kościelna, usytuowana naprzeciwko zlewiska. I wreszcie Rörig, zwłaszcza początkowo, miał prawdopodobnie skłonność do wyolbrzymiania inicjatywy i roli założycieli, powodowanych wolą stworzenia miasta całkowicie nowego typu, poświęconego wielkiemu dalekosiężnemu handlowi (Fernhandelsstadt). Tymczasem krytycy Röriga uwydatnili znaczny udział księcia i jego urzędników w lokacji miasta oraz wpływ tradycji westfalskich i liczne różnorodne cechy zapożyczone od wcześniej powstałych miast. Mimo tych obszernych poprawek poglądy Röriga – poza tym, że zawierają nadal wiele wiarygodnych punktów – pozostają jedną z tych wielkich hipotez twórczych, które przez długi czas wzniecały zainteresowanie tym jednym wycinkiem historii średniowiecza i których rozgłos do dzisiaj nie wygasa.

Nowe miasto szybko się zaludniło. Do mieszkańców powracających z Loewenstadtu dołączyli mieszkańcy Starej Lubeki, która z tą chwilą przestała istnieć, a najprawdopodobniej także i niemieccy kupcy ze zburzonego w 1156 roku Szlezwiku oraz z Bardowieku, zniszczonego z woli samego księcia, zdecydowanego w tym czasie popierać Lubekę całą swoją władzą. Już w 1160 roku spowodował on przeniesienie biskupstwa z Oldenburga do Lubeki i w niedługim czasie rozpoczął niemal jednoczesną budowę dwóch kościołów z kamienia – Marienkirche w pobliżu rynku oraz katedry. Od tego momentu datuje się regularny i nieprzerwany przez szereg wieków wzrost liczby mieszkańców, zawdzięczany napływowi rzemieślników i kupców przybywających z zachodu, głównie z miast westfalskich. Ci imigranci osiedlali się w Lubece na stałe lub opuszczali ją po krótszym czy dłuższym pobycie, kierując się ku nowym miastom bałtyckim, ku Gotlandii i Szwecji. Ponieważ zasadniczym przeznaczeniem miasta był handel, Henryk Lew skwapliwie zapewnił opiekę odwiedzającym Lubekę kupcom ruskim i skandynawskim oraz uwolnił kupców lubeckich od podatków na terenie całego księstwa Saksonii.

By zabezpieczyć rozwój Lubeki, należało ostatecznie spacyfikować Holsztyn i położyć kres najazdom pogan. W 1160 roku, zgładziwszy przywódcę Obodrzyców Niklota, Henryk Lew opanował cały kraj. Zaprowadził swoje rządy w Schwerinie, gdzie powstało biskupstwo. Tymczasem po czterech latach syn Niklota, Przybysław, mimo iż nawrócony na wiarę chrześcijańską, jeszcze wiódł kraj przeciwko Niemcom. Ale to był ostatni zryw. W 1167 roku Przybysław zgodził się uznać zwierzchność księcia, który nadał mu ziemię Obodrzyców – Meklemburgię. Owo lenno, podniesione w 1348 roku do godności księstwa, miało pozostać w rękach potomków słowiańskiego księcia aż do XX wieku! Odtąd

Lubeka miała zapewnioną łączność z morzem, ułatwioną ponadto nabyciem terenów wiejskich ciągnących się głównie wzdłuż Travy, które miasto wytrwale powiększało w następnych wiekach.

Prawa miejskie rodzącego się miasta znamy głównie ze „znacznych przywilejów” (jura honestissima), potwierdzonych w 1188 roku przez Fryderyka Rudobrodego. Nie wydaje się, by obywatele miejscy utworzyli zaprzysiężony związek. Książę Saksonii przyznał komisji mieszczańskiej pewną władzę administracyjną i gospodarczą, szczególnie prawo nadzorowania świeżo założonej mennicy; w tej właśnie komisji tkwił zalążek przyszłej rady, której istnienie znajduje potwierdzenie dopiero w 1201 roku. Obywatele miejscy otrzymali przywilej uprawniający ich do wyboru proboszcza parafii, do wykładni nadanego miastu prawa Soestu, pobierania części dochodów sądowniczych oraz odpowiadania sądownie wyłącznie przed sędzią miejskim (advocatus) powołanym przez księcia: owe uprawnienia miały się w przyszłości rozszerzyć.

Tymczasem bunt Henryka Lwa przeciwko cesarzowi i upadek księcia w 1180 roku postawiły Lubekę w trudnej sytuacji. Jako że pozostawała wierna księciu, Fryderyk Rudobrody osobiście przybył ją oblegać; niemniej przyjął poddanie się miasta i potwierdził jego przywileje. Cesarska protekcja była pierwszym krokiem ku uzyskaniu statusu miasta cesarskiego, nadanego przez Fryderyka II w 1226 roku. Lecz cesarz był daleko i w 1192 roku hrabia Holsztynu, wykorzystując rozpadnięcie się księstwa Saksonii, przywrócił swoją władzę nad miastem. Jego ambicje miały niemal nieustannie zagrażać samorządowi Lubeki.

W końcu wieku nagle pojawiło się poważniejsze niebezpieczeństwo. Potęga duńska, która umocniła się za panowania Waldemara Wielkiego, stała się zaborcza za rządów jego synów – Kanuta IV i Waldemara II. Wykorzystując słabość królestwa niemieckiego, narzucili oni swoją zwierzchność księciom Meklemburgii i Pomorza Zachodniego. Początkowo, mimo inwazji jej terytorium, Lubeka stawiała opór. Lecz na wieść, iż Duńczycy pochwycili flotę handlową udającą się na targi do Skanii, miasto ustąpiło; pod warunkiem potwierdzenia posiadanych przywilejów, uznało Waldemara „Zwycięzcę” za swego zwierzchnika. Następnie Waldemar podbił Holsztyn i narzucił swoją zwierzchność Hamburgowi i arcybiskupowi Bremy oraz przedsięwziął podbój Estonii. Duńska dominacja nad północną Europą wydawała się o tyle pewniejsza, że młody Fryderyk II, zaprzątnięty innymi troskami, uznał wszelkie posiadłości Waldemara za Łabą.

Jednak przewaga duńska nie była trwała. Kiedy Waldemar na skutek zaskoczenia popadł w niewolę, wszystkie podbite kraje zbuntowały się. Po uwolnieniu król bezskutecznie usiłował przywrócić poprzednią sytuację. Jego wojska zostały pokonane pod Bornhoved (1227) w czasie wielkiej bitwy, w której – jak się zdaje – udział lubeczan był znaczny i w czasie której potęga królewska została zniszczona jednym uderzeniem. W naszych czasach sławiono niekiedy bitwę pod Bornhoved jako wydarzenie o zasadniczym znaczeniu, które miało jakoby określić na całe stulecia losy północnej Europy; porównywano je z Bouvines, które w tym samym okresie rozstrzygało przyszłość Europy zachodniej. Jest w tym wyraźna przesada. Średniowieczna potęga duńska ulegała okresami przewlekłym przyćmieniom i jedno zwycięstwo nie na długo odmieniłoby oblicze faktów. Nie ulega jednak wątpliwości, że zbrojne zwycięstwo wzmogło prestiż Lubeki w krajach nadbałtyckich.

Rok wcześniej Lubeka otrzymała od Fryderyka II dokument rozszerzający jej przywileje i uznający ją za civitas imperii. Owa godność miasta cesarskiego, której nie przyznano żadnemu innemu załabskiemu miastu, nadała Lubece moralną wyższość, która w połączeniu z jej potęgą materialną predestynowała ją do roli kierowniczej w tym okręgu. W niecałe sto lat po lokacji miasta przewaga Lubeki była oczywista. Było to najludniejsze i najaktywniejsze miasto północnej Europy; jego statki przemierzały Bałtyk i Morze Północne, jego kupcy handlowali na Rusi, w Skandynawii, w Anglii. W historii miast średniowiecza nie znajdzie się wiele przykładów tak olśniewającej i szybkiej kariery.

2. Związek kupców odwiedzających Gotlandię

Lubekę założono głównie do uprawiania handlu morskiego na Bałtyku. Toteż jej mieszkańcy natychmiast przystąpili do budowy statków mających umożliwić kupcom lubeckim i z głębi lądu skierowanie się ku Gotlandii i Rusi. Może już w tym okresie, a w każdym razie niewiele lat później, w porcie lubeckim rozpoczęto budowę kog (Kogge). Istotnie ten nowy rodzaj statku, który miał się stać typowym dla flot hanzeatyckich XIII i XIV wieku, został skonstruowany w drugiej połowie XII wieku. Dzięki swej pokaźnej wielkości i dobrej sterowności koga okazała się dużo lepiej przystosowana do potrzeb handlu i kolonizacji niż statki skandynawskie.