Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Choć druga wojna światowa dla młodego pokolenia to już historia, i to nie najbliższa, do dzisiaj pozostało wiele z jej skutków. Niejedno zagadnienie z tych lat budzi nadal różne kontrowersje. Niewiele jest wypadków w dziejach, których oddziaływanie trwało tak długo i które tak głęboko przeorały stosunki na świecie. Nic więc dziwnego, że wojnie tej poświęcono wiele tysięcy prac, począwszy od wielotomowych wydawnictw, a kończąc na drobnych przyczynkach.
Na tle tej obszernej literatury historycznej książka Parkera zajmuje miejsce szczególne. Po raz pierwszy ukazała się w 1989 r. pod odmiennym tytułem "Walka o przetrwanie" (Struggle for Servival),wydana przez renomowane wydawnictwo Oxford University Press. Rok później to samo wydawnictwo opublikowało ją w formie "paperback", to zaś w następnych latach wznawiane było sześciokrotnie. Pod nowym tytułem "Druga wojna światowa" ukazała się w 1997 r. To ostatnie wydanie jest podstawą tłumaczenia polskiego. Można więc nie bez racji stwierdzić, że ta synteza dziejów wojny w poważnym stopniu oddaje aktualny stan badań w literaturze światowej.
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach
Biblioteka Publiczna w Stęszewie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 613
Rok wydania: 1999
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
R.A.C. Parker
Druga wojna światowa
Krótka historia
Przełożył
Rafał Albert Galos
Wrocław • Warszawa • Kraków
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Wydawnictwo
Tytuł oryginału: The Second World War. A Short History
Pierwsze wydanie angielskie ukazało się w 1989 r. pod tytułem Struggle for Survival
nakładem Oxford University Press
Niniejsze tłumaczenie książki opublikowanej w 1997 r. pod angielskim tytułem
The Second World War. A Short History ukazuje się w porozumieniu
z Oxford University Press
Fotografie na okładce pochodzą z archiwum Wydawnictwa
Redakcja naukowa wydania polskiego
Prof, dr Adam Galos
Projekt okładki
Luiza Pindral, Anna Sławińska
Redaktor Wydawnictwa
Ryszard Szlagor
Skład i łamanie
Małgorzata Wieczorek
© R.A.C. Parker 1989
© Copyright for the Polish edition by Zakład Narodowy im. Ossolińskich
- Wydawnictwo, Wrocław 1999
ISBN 83-04-04479-X
Printed in Poland
Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław 1999. Wydanie pierwsze
Druk i oprawa: Warszawska Drukarnia Naukowa PAN
00-656 Warszawa, ul. Śniadeckich 8 tel./fax: 628-87-77
Przedmowa do wydania polskiego
Choć druga wojna światowa dla młodego pokolenia to już historia, i to nie najbliższa, do dzisiaj pozostało wiele z jej skutków. Niejedno zagadnienie z tych lat budzi nadal różne kontrowersje. Niewiele jest wypadków w dziejach, których oddziaływanie trwało tak długo i które tak głęboko przeorały stosunki na świecie. Nic więc dziwnego, że wojnie tej poświęcono wiele tysięcy prac, począwszy od wielotomowych wydawnictw, a kończąc na drobnych przyczynkach.
Na tle tej obszernej literatury historycznej książka Parkera zajmuje miejsce szczególne. Po raz pierwszy ukazała się w 1989 r. pod odmiennym tytułem Walka o przetrwanie (Struggle for Survival), wydana przez renomowane wydawnictwo Oxford University Press. Rok później to samo wydawnictwo opublikowało ją w formie „paperback”, to zaś w następnych latach wznawiane było sześciokrotnie. Pod nowym tytułem Druga wojna światowa ukazała się w 1997 r. O tym, że jest to praca przerobiona, świadczyć może bibliografia, w której autor wymienia także prace, które ukazały się w latach dziewięćdziesiątych. Jest to więc, wliczając wszystkie wznowienia, już dziewiąte wydanie, co nie zdarza się często. To ostatnie wydanie jest podstawą tłumaczenia polskiego. Można więc nie bez racji stwierdzić, że ta synteza dziejów wojny w poważnym stopniu oddaje aktualny stan badań w literaturze światowej.
Czytelnik bez trudu może dostrzec główne cechy tej niewielkiej rozmiarami książki. Nie jest to pierwsza jednotomowa historia wojny, ale jak mało która ukazuje szeroką perspektywę wypadków z lat 1939-1945. Mowa jest w niej o genezie i o skutkach samej wojny. Obok działań zbrojnych porusza wiele innych zagadnień, takich jak społeczne, gospodarcze, wpływ wojny na narody i na jednostki, migracje i sporo innych problemów.
Na pewno trafiają się w pracy fragmenty dyskusyjne. Pisana jest głównie z angielskiego punktu widzenia, choć zarazem autor stara się, obok podkreślania wkładu Wielkiej Brytanii w osiągnięcie zwycięstwa, przedstawić początki załamywania się pozycji Albionu i schyłku Imperium. Ma też Parker swoje sympatie i antypatie, przykładem może być jego wyraźna niechęć do Montgomery’ego, postaci barwnej, ale różnie ocenianej. Gdy przed paroma laty pojawiły się twierdzenia, że alianci mogli zmniejszyć skutki holocaustu przez bombardowanie obozu śmierci w Oświęcimiu, nie bez racji w polskiej publicystyce wskazano na małe prawdopodobieństwo uzyskania w ten sposób jakichkolwiek rezultatów. Autor wraca, choć w sposób ostrożny, do tej hipotezy.
W odróżnieniu od wielu innych opracowań Parker poświęcił wiele miejsca sprawom polskim. Wystarczy porównać to, co napisał o genezie wojny, z twierdzeniami sporej liczby innych historyków, którzy w kampanii wrześniowej widzieli jakąś niemal irracjonalną polską manię wielkości. Znacznie obszerniej niż w przeważającej większości takich ogólnych opracowań opisana jest polityka okupantów na ziemiach polskich i polski ruch oporu. Czytelnik polski może mieć pretensję, że nie doceniony został udział Polaków w kampanii włoskiej, zwłaszcza w bitwie o Monte Cassino. Nie tylko w opinii polskiej znajduje on silniejsze podkreślenie, bo np. Churchill napisał o nim: „Polacy triumfalnie zatknęli na ruinach klasztoru swą biało-czerwoną flagę. Ogromnie wyróżnili się podczas tych swoich pierwszych poważnych walk we Włoszech”. Ale wspominając o sprawach polskich, pod uwagę wziąć trzeba wszystkie odpowiednie fragmenty pracy Parkera.
W sześćdziesiątą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej książka Parkera niewątpliwie poważnie wzbogaca to, co w Polsce opublikowano na temat ostatniej wojny. Wojna przedstawiona jest w pracy w sposób wszechstronny, a zarazem przystępny.
*
R.A.C. Parker, urodzony w 1927 r., od 1948 r. związany jest z Uniwersytetem w Oksfordzie. Ogłosił m.in. prace: France and the Rhineland Crisis of 1936 (1956), a dla niemieckiego wydawnictwa Fischer Weltgeschichte Das Zwanzigste Jahrhundert 1918-1945 (1967), (osiem wznowień do 1978).
Adam Galos
Słowo wstępne
Książka ta jest krótką historią drugiej wojny światowej. Obejmuje ona nie tylko zagadnienia militarne, jak doszło do zwycięstwa i przegrania wojny, ale przeprowadza również analizę jej przyczyn i skutków. Takie studium zmusza do rygorystycznej selekcji, ponieważ dotyczy przeważającej części dziejów świata w latach 1939-1945 tak z okresem wcześniejszym, jak i późniejszym.
Dlatego zdecydowałem się zbadać wyłącznie decydujące fragmenty wojny, czyli te, które zmieniły jej bieg i ustaliły rezultat. I tak, na przykład, choć rząd australijski uskarżał się ówcześnie na prowadzenie przez swoje wojska ciężkich walk ofensywnych w najtrudniejszych warunkach na południowo-zachodnim Pacyfiku, zmagania te miały niewielki związek z operacjami planowanymi przeciwko wyspom japońskim. To samo można powiedzieć o kampanii w Birmie kierowanej przez 14 Brytyjską i Imperialną Armię, która – mimo że doprowadziła do zwycięstw nad należącymi do najlepszych oddziałami japońskimi – stała się tylko znakomitym tłem w wojnie przeciwko wschodnioazjatyckiemu cesarstwu, bez względu na jej znaczenie w odbudowaniu angielskich wpływów w południowo-wschodniej Azji.
Niektórzy historycy brytyjscy protekcjonalnie traktują amerykański wkład do strategii wojennej. Rozważając postępowanie aliantów, starałem się jednak unikać jakichkolwiek brytyjskich uprzedzeń.
Wojna zmieniła życie większej liczby mężczyzn, kobiet i dzieci bardziej niż inne ważne wydarzenia. Skuteczne przedstawienie rozmaitego i nieobliczalnego wpływu wojny wymagałoby wielu doświadczeń osobistych. Wyróżniłem rozmaite aspekty wojny oddziałujące na całe grupy narodowe, etniczne i społeczne. Przeżycia ludności w pobitych albo zajętych przez wroga krajach różniły się tak bardzo od tych, które uniknęły inwazji, że uogólnienia społecznych skutków wojny są niemożliwe. W szczególności mieszkańcom państw anglojęzycznych zaoszczędzone było wiele doświadczeń przeżywanych na kontynencie europejskim i we wschodniej Azji. Podkreśliłem pewne ważniejsze sposoby oddziaływania na życie ludzi. W gruncie rzeczy jednak każde społeczeństwo wymaga szczegółowej analizy. Nie zapomniałem o cierpieniach mogących ulec stłumieniu przez statystyki i mam nadzieję, że czytelnik będzie w stanie odczuć nieszczęścia tej wojny. Osobny rozdział poświęciłem wyjątkowemu doświadczeniu Żydów europejskich.
Skutki wojny do tej pory decydują o sprawach świata. Książka usiłuje pokazać ich złożoność i znaczenie przez badanie najbardziej brzemiennych i najdłużej trwających elementów.
Osoby piszące historię Chin spotykają się obecnie z naciskami na podjęcie decyzji zaadaptowania lub też nie nowego systemu transliteracji chińskich nazw i nazwisk, w której, na przykład, Pekin staje się Beijingiem, a Mao Tse-tung Mao Zedongiem. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się utrzymanie dotychczasowej pisowni nazwisk uczestników drugiej wojny światowej, których w zakłopotanie wprawiłoby zastąpienie przez Jiang Jieshi powszechnie znanego „generalissimusa” Czang Kaj-szeka.
Każdy autor pracy o tak ogromnym i mającym tak szeroki zakres przedmiocie staje się dłużnikiem prac innych osób. Załączam spis książek, zawierający tylko niektóre z moich źródeł. Jestem wdzięczny wszystkim, z których książek korzystałem, a także mojej sekretarce pannie Pat Lloyd.
Alastair Parker, 1989
Rozdział pierwszy. Hitler, Niemcy i geneza wojny w Europie
Na drugą wojnę światową składają się dwa różne konflikty zbrojne: europejski i dalekowschodni. Po roku 1941 Stany Zjednoczone i Wielka Brytania brały udział w obu, podczas gdy ich przeciwnicy nie angażowali się w dwie wojny naraz. Również Związek Radziecki prawie do samego końca walczył wyłącznie w Europie.
Obie wojny wywołane zostały konfliktami międzynarodowymi. Z jednej strony złożyły się na nie poczynania przywódców Niemiec i Japonii, z drugiej granice tego, co za możliwe do przyjęcia uważały rządy i decydujące grupy społeczeństw Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych. Zachęcony przez Brytyjczyków i Francuzów rząd polski przedłożył w 1939 r. walkę nad ryzyko utraty niepodległości. Rok później Mussolini dobrowolnie wciągnął Włochy do wojny europejskiej tylko dlatego, iż przypuszczał, że jest ona wygrana. Wiele innych walczących albo pokonanych krajów nie miało wyboru. Pod koniec wojny duże grupy państw przyłączyły się do aliantów, aby znaleźć się wśród członków założycieli Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ich udział w wojnie był jednak tylko nominalny.
Działania Niemiec i Japonii oraz reakcja na nie ze strony Wielkiej Brytanii, Francji, Polski i Stanów Zjednoczonych wyjaśniają genezę drugiej wojny światowej. Sprawą najważniejszą jest tutaj zbadanie polityki Niemiec, bo przecież ich rząd rozpoczął ją w Europie. Przed wybuchem wojny Japonia nie mogła zaatakować Imperium Brytyjskiego i Stanów Zjednoczonych. Paradoks nazistowskich rządów w Niemczech polegał na tym, że były one zarazem niereprezentatywne i popularne. Zaledwie niewielki procent społeczeństwa poparłby z góry ekspansjonistyczne, brutalne i śmiercionośne akcje Hitlera. A mimo to, jak się wydaje, jego dyktatura na wiele lat zdobyła poparcie większości Niemców. Zgadzano się na nią niemal całkowicie prawie do samego końca wojny. To poparcie udzielane Hitlerowi opierało się na tym, że Niemcy nie zdawali sobie sprawy, co może przynieść jego reżim. Narodowe cele, których większość z nich tak bardzo pragnęła, były trudne do osiągnięcia. Nie musiały jednak prowadzić do wielkiej wojny w Europie. Aby do niej doszło, konieczne były szczególne okrucieństwo i lekkomyślność nadane przez nazistów niemieckiej polityce zagranicznej. Była ona akceptowana przynajmniej do roku 1941, ponieważ jej pozorne cele odpowiadały temu, co chcieli osiągnąć świadomi politycznie Niemcy. Działo się tak, mimo że Hitler zmierzał znacznie dalej: pragnął wyjść zwycięsko z wywołanej przez siebie walki o przetrwanie.
Hitler i naziści doszli do władzy dzięki poparciu wyborców. W dwóch elekcjach do parlamentu w 1932 r. uzyskali kolejno 37 i 32% głosów. Ponadto potężni politycy nienazistowscy woleli raczej podjąć próbę współpracy z szybko zdobywającą popularność partią, aby wyzyskać ją do swoich celów, niż zawrzeć skierowane przeciw niej przymierze z socjalistami. Masowe poparcie tej nacjonalistycznej i dyktatorskiej partii można wytłumaczyć rozgoryczeniem i strachem spowodowanym kryzysem gospodarczym oraz rzekomymi niesprawiedliwościami politycznymi. O sukcesie nazistów i pozyskaniu przez Hitlera zgody społeczeństwa na agresywną politykę zagraniczną zadecydowało przekonanie Niemców, że ich ekonomiczne i polityczne krzywdy były konsekwencją nałożenia przez „drapieżnych” cudzoziemców i egzekwowania Traktatu Wersalskiego. Niewielu Niemców poczuwało się do „winy” za spowodowanie pierwszej wojny światowej. Jednocześnie nie uznawali oni bolesnych konsekwencji, które zawierał traktat, za sprawiedliwą karę. Szczególne oburzenie wywołały „reparacje”, zobowiązujące do spłacenia szkód wyrządzonych aliantom podczas wojny. Uważano je za niesprawiedliwe i rujnujące. Mściwe, według Niemców, działania obcych polityków, przede wszystkim Francuzów, wywołały w 1923 r. hiperinflację, która uczyniła walutę bezwartościową i zatrzymała rozwój życia gospodarczego. Gwałtowny kryzys roku 1929, prowadzący do bezrobocia blisko połowy pracowników zatrudnionych w przemyśle, był, zdaniem Niemców, spowodowany tą samą polityką. W rzeczywistości inflację wywołał niemiecki opór płacenia reparacji, a kryzys pociągnął wycofanie kapitału przez amerykańskich inwestorów, nie kierujących się szczególną wrogością wobec Niemiec, i rygorystyczną politykę deflacyjną rządu w Berlinie. Jednakże postawa zagranicy, widoczna zwłaszcza we francusko-belgijskiej okupacji Zagłębia Ruhry w 1923 r. i we francuskiej niechęci współpracy dla zmniejszenia nacisku na banki niemieckie w roku 1931, usprawiedliwiały przekonanie, że odpowiedzialność za gospodarczą klęskę Niemiec ponoszą złośliwe działania.
Granice ustalone Traktatem Wersalskim dały wiele powodów do ksenofobicznego nacjonalizmu. Część społeczeństwa niemieckiego była przeciwna trwałemu oddzieleniu niemieckojęzycznych Austriaków od Niemiec oraz poddaniu rodaków czeskim rządom, co nastąpiło wskutek rozpadu monarchii habsburskiej i utworzenia Czechosłowacji. Znaczna większość społeczeństwa niemieckiego miała za złe, że Polacy w swoim odrodzonym państwie mają rządzić Niemcami. Inne ustalenia Wersalu, jak utrata kolonii, drażniły pewne grupy ludzi. Szczególnie wpływowa część społeczeństwa oburzała się na ograniczenia wielkości i wyposażenia armii.
Poparcie dla nazistów brało się nie tylko z wyrażania niechęci do obcych, ale także z paniki, która powstała w następstwie katastrofy ekonomicznej lat 1929-1932. Naziści oskarżali zarówno socjalistów, jak i kapitalistów o brak patriotyzmu i odgrywanie roli marionetek w rękach wyzyskujących kraj obcych sił. Według nazistów wywrotowa działalność socjalistów doprowadziła do klęski Niemiec w 1918 r., a później agenci liberalnego kapitalizmu, przede wszystkim Stresemann, zwolennik wypełniania przez Niemcy Traktatu Wersalskiego w latach 1924-1929, płaszczyli się przed dyktatami aliantów. Druga katastrofa gospodarcza lat międzywojennych doświadczyła Niemcy najbardziej ze wszystkich wysoko uprzemysłowionych krajów. Do roku 1932, na skutek kryzysu, naziści stali się najsilniejszą partią polityczną. Tymczasem jednak niewielu robotników przeszło na ich stronę. Gdy rosły wpływy hitlerowców, łączna liczba głosów oddawana przez robotników na socjalistów (SPD) i komunistów (KPD) pozostawała niezmienna. Masowe poparcie dla partii narodowej pochodziło głównie od przedstawicieli klasy średniej i chłopstwa. Ta pierwsza łatwo uwierzyła, że kryzys był rezultatem idei socjalistycznych, zwłaszcza tych uosabianych przez rzekomo egoistyczne i krótkowzroczne związki zawodowe. Opór robotników wobec nacisku na obniżenie płac i redukowanie wydatków na opiekę społeczną był, jak szybko zaczęli pojmować średniozamożni obywatele, głupi i szkodliwy dla wszystkich. Odwlekał poprawę sytuacji, którą przyniosłyby niższe zarobki, i utrudniał utrzymanie zaufania do marki.
Rzekomy apel nazistów, skierowany do klasy pracującej, skuteczniej oddziaływał na grupę społeczeństwa uważającą się za bezklasową, przedkładającą państwo i rząd nad konflikt klasowy i popierającą zakończenie jałowych dysput nad sytuacją w przemyśle. Była to prawdziwa odezwa do ludzi bezstronnych o umiarkowanych poglądach. Naziści przysięgali najcięższe boje skrajnym zwolennikom walki klasowej, czyli komunistom. Stanowiło to dobrą perspektywę dla tych, którzy obawiali się niestabilności układu społecznego i jego obalenia. Stałe nalegania nazistów na potrzebę współpracy, mającej na celu poświęcanie swoich interesów dla dobra ogółu, dały ich sprawie nowy, wspaniałomyślny aspekt. Wrogom socjalizmu pomógł on w zajęciu bezstronnego stanowiska.
Popierała też nazistów nieproporcjonalnie duża liczba młodych wyborców, a to prawdopodobnie ze względu na ich opozycyjne nastawienie wobec partii o charakterze klasowym. Jedyną partią niesocjalistyczną, która zachowała swój nienaruszony elektorat, było Centrum. Nosiło ono w sobie cechę nieklasowości przez związek z Kościołem katolickim. Deklarowane przez nazistów oderwanie się od konfliktów klasowych było wzmacniane przez ich wrogość w stosunku do nadużyć przypisywanych międzynarodowemu kapitalizmowi. W okresie głębokiej recesji ekonomicznej atak na wpływowych posiadaczy, określanych mianem spiskujących łajdaków, znajdował szeroki oddźwięk, szczególnie wśród dłużników, a więc u walczących o przetrwanie gospodarzy i małorolnych chłopów. Uderzyły w nich szczególnie ciężko spadające ceny i tendencja rządów weimarskich, zwłaszcza za kanclerza Bruninga, faworyzowania producentów zboża kosztem hodowców trzody. Było oczywiste, że naziści będą dyskryminować Żydów, ale niewielu głosujących mogło sobie wyobrazić masowe morderstwa podjęte przez rząd niemiecki w czasie wojny. W roku 1932 antysemityzm odstręczał prawdopodobnie więcej Niemców aniżeli przyciągał. Jednakże z trudnym do dokładnego określenia sukcesem oddziaływano nim na chłopów, cierpiących wskutek swojej niewypłacalności wobec wierzycieli, na sklepikarzy niechętnych konkurencji domów towarowych i na przedstawicieli wolnych zawodów, na przykład prawników albo lekarzy, przypisujących swoje zawodowe niepowodzenia czy bezrobocie niesprawiedliwym przywilejom posiadanym przez Żydów dzięki rzekomej spójności ich kultury i religii. Głosy oddawane na nazistów wyrażały strach i nienawiść wywołane utratą dobrego położenia lub obawą tej utraty. Naziści rozbudzali i wyzyskiwali podejrzliwość pomiędzy różnymi grupami społecznymi, podczas gdy sami głosili, że opowiadają się za zjednoczeniem narodu.
Jednak we wszystkich wyborach przed zdobyciem przez Hitlera urzędu kanclerza większość elektoratu opowiadała się przeciwko nazistom. Zbrojne dojście do władzy byłoby niemożliwe wobec faktu, iż prezydent Hindenburg i zaaprobowani przez niego ministrowie mogli liczyć na posłuszeństwo policji i wojska. Aby dojść do władzy na drodze zgodnej z konstytucją, naziści potrzebowali pomocy innych ugrupowań. W 1930 r. po upadku rządu, który nastąpił wskutek sporu, czy ograniczyć środki na obronę, czy na pomoc społeczną, kanclerzem Rzeszy został Bruning. Hindenburg i jego doradcy oczekiwali od Bruninga niezależności w stosunku do socjalistów w Reichstagu, tak że będzie on w stanie utrzymać wydatki na obronę, a nawet powiększyć je. Gdy jednak stało się jasne, iż kanclerz nie będzie w stanie nawiązać współpracy z hitlerowcami, musiał on oprzeć się na „tolerancji” i na półtajnym poparciu ze strony socjalistów.
W 1932 r. zasiadający w rządach krajów niemieckich socjaliści zaczęli nalegać na zmuszenie hitlerowców do zmiany zachowania, przede wszystkim zaniechania gwałtownych wystąpień ze strony nazistowskich grup szturmowych SA. Socjaliści skłonili rząd do ataku na SA, zmuszając w ten sposób Bruninga do współpracy przeciwko hitlerowcom. Znalazło to wyraz w wyborach prezydenckich w roku 1932, gdy Hindenburga poparli socjaliści, aby nie dopuścić do elekcji Hitlera. Hindenburg i jego najbliżsi doradcy, których podstawowym celem było osłabienie socjalistów i wzmocnienie armii, próbowali uciec od tego niepożądanego sojuszu przez szukanie innego sposobu współpracy z hitlerowcami. W tym celu usunęli Bruninga, wybierając na jego miejsce Franza von Papena. Papen rozwiązał rząd pruski, w którym kluczowe stanowiska ministerialne zajmowali socjaliści, zlikwidował rozporządzenia przeciwko SA i zaoferował Hitlerowi urząd wicekanclerza. Hitler jednak odrzucił drugorzędne stanowisko i odmówił Papenowi nazistowskiego poparcia w parlamencie. Także i armia nie chciała się zgodzić na dyktaturę wojskową pod przewodnictwem nowego kanclerza. Jak stwierdził jej rzecznik, generał von Schleicher, nie była ona dostatecznie silna, aby jednocześnie walczyć z hitlerowcami, socjalistami i komunistami. Zamiast realizacji planów Papena, Schleicher sam objął urząd kanclerski, starając się współpracować ze związkami zawodowymi i próbując podzielić nazistów w celu osłabienia Hitlera. Ponieważ się to nie udało, w styczniu 1933 r. istniał już tylko wybór pomiędzy odnowioną zależnością od socjalistów, rządami wojskowymi albo przyjęciem warunków Hitlera. Papen i generał Blomberg wytłumaczyli prezydentowi Hindenburgowi, że interesy armii i konserwatystów mogą być utrzymane, nawet jeśli kanclerzem zostanie Hitler.
Gdy to już się stało, Hitler, skutecznie nalegając na nazistowską kontrolę nad pruskimi i niemieckimi Ministerstwami Spraw Wewnętrznych i Policji, wyzyskał swoją pozycję, aby przy pomocy powiększających się oddziałów SA zastraszyć cywilnych polityków. Schlebiając Hindenburgowi i przekupując go, jak również dowódców armii, obiecywał im rozbudowę wojska i utrzymanie niezależności. Hitlerowi udało się doprowadzić do rozwiązania wszystkich innych partii, a ustawa o pełnomocnictwach stworzyła prawną podstawę dla jego dyktatury. Jego wielkim problemem w 1933 i na początku 1934 r. było to, że zastraszając cywilnych polityków musiał uprzednio terroryzować niektóre ugrupowania posiadające społeczne i polityczne powiązania z armią. Co gorsza, przywódcy SA i liczni jej członkowie pragnęli radykalizacji społeczeństwa, by uzyskać dla siebie wyższy status i lepsze stanowiska. Oficerowie SA żądali równej pozycji z oficerami w wojsku. W armii tymczasem obawiano się zalewu nazistowskich oddziałów szturmowych. Właśnie dlatego latem 1934 r. Hitler stanął przed wyborem: albo użyć SA do przeprowadzenia rewolucji społecznej i wprowadzić do władzy nowych ludzi, albo oddalić pretensje przywódców SA i rządzić przy współpracy istniejących już elit. W lipcu 1934 r. nie określona dokładnie liczba przywódców SA (prawdopodobnie pomiędzy stu a dwustu) została wymordowana wraz z dawnymi wrogami Hitlera, takimi jak na przykład Schleicher.
Od tego czasu aż do roku 1938 nastąpił okres normalizacji i względnej uczciwości. Powrócił porządek. Żydów dyskryminowano raczej za pomocą ustaw niż przy użyciu siły. Przemoc wobec politycznych wrogów nazizmu ukryto za murami obozów koncentracyjnych. Odtąd Niemcami hitlerowskimi rządziły dwie częściowo przenikające się grupy: z jednej strony istniejący korpus urzędniczy, prawnicy, nauczyciele, oficerowie, biznesmeni i policjanci, a z drugiej partia z jej własną hierarchią i sferami wpływów. Obie te grupy tolerowały się wzajemnie, ale nie czuły do siebie szacunku. Tak więc Trzecia Rzesza łączyła w sobie konserwatywną uczciwość i skuteczność rządu i służb wojskowych z potężnym wpływem brutalnych, niekiedy skorumpowanych i czasami niekompetentnych mechanizmów zdominowanych przez partię. Lenistwo i chaotyczność intelektualna Hitlera pomogły mu w zajęciu czołowej pozycji. Dzięki unikaniu wyborów pomiędzy sprzecznymi ze sobą celami i metodami umocnił pozycję arbitra. Zarówno zagorzali członkowie partii, jak i konserwatyści, choć ci bez powodów, a także ludzie wierzący w legalne metody działania, mogli uważać Hitlera za swojego sprzymierzeńca. To właśnie, w połączeniu z oratorskim geniuszem, uczyniło go jedynym możliwym przywódcą nazizmu, prawdziwym dyktatorem, absolutnym władcą. Nie był to dyktator w rodzaju hiszpańskiego Filipa II czy Napoleona. Nie należał on do ciężko pracujących administratorów wnikających w każdy aspekt rządzonego przez siebie imperium. Jego dyktat przejawiał się w byciu ostateczną instancją, najwyższym sędzią pomiędzy skłóconymi podwładnymi i kolidującymi ze sobą jurysdykcjami.
Do wybuchu wojny w 1939 r. poparcie dla Hitlera w Niemczech stale wzrastało. Początkowo rząd jego realizował tylko plany przygotowane przez Papena i Schleichera. Jednak po kilku miesiącach program ten został rozszerzony na rozbudowane roboty publiczne, a od 1934 r. na wzrostu zbrojenia. W 1935 r. wznowiono obowiązkową służbę wojskową. Dzięki temu do następnego roku prawie całkowicie zniknęło bezrobocie. Środki nie wykorzystane w czasie kryzysu były na tyle wielkie, że gospodarcza odbudowa Niemiec w końcu dekady zapewniała większe zyski, dawała producentom rolniczym wzrost dochodów, pozwoliła na przegonienie w produkcji zbrojeniowej innych krajów i przyczyniła się do takiego standardu życia ludności, jaki posiadali zatrudnieni w pełnym wymiarze robotnicy w 1932 r. Nie istniały oczywiście wolne wybory i swobodne badanie opinii publicznej, ale wydaje się jasne, że do 1938 r. duża większość Niemców akceptowała reżim. Jako władca potężnego i zjednoczonego państwa, Hitler mógł skutecznie zmierzać do swoich celów sięgających poza granice kraju.
A jakie one były? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać starannie, ponieważ w jego zamierzeniach, jeżeli w ogóle istniały, można znaleźć przyczyny drugiej wojny światowej. Wielu poważnych historyków wierzy, że badania takie muszą być daremne z jednego lub dwóch powodów. Po pierwsze, bez względu na to, jakie mogły być subiektywne żądania Hitlera, powinno się go uważać za wytwór nieuchronnych sił społecznych i gospodarczych, wyrosłych z działania kapitalizmu, prowadzących do dyktatury nazistowskiej i wojny europejskiej. Pewne jest, iż Hitler nie mógł dojść do władzy bez światowego kryzysu, który był rezultatem sposobu organizacji ekonomii kapitalistycznej. Jest również prawdą, że reżim hitlerowski pod wieloma względami okazał się zgodny z interesami niemieckiego biznesu. Kapitalizm w Niemczech nie wymagał jednak wojny. Przeciwnie, dążenia w nacjonalistycznej polityce zagranicznej przed 1939 r. zabezpieczały podstawę stabilnego dobrobytu w kraju, pod warunkiem zgody Hitlera na zahamowanie zbrojeń. Dostawcy surowców z południowo-wschodniej Europy i Ameryki Południowej, podobnie jak kraje uprzemysłowione, zwłaszcza Zjednoczone Królestwo – wszyscy byli gotowi uwzględnić niemieckie potrzeby gospodarcze. W 1939 r. okazało się możliwe odnowienie współpracy ze Związkiem Radzieckim. Jeśli prawdą ma być stwierdzenie, że „kapitalizm” nakazywał zniszczenie Związku Sowieckiego, to jego rzekoma marionetka, Niemcy, okazywała niewiarygodną głupotę w równoczesnym angażowaniu się w sprawy Imperium Brytyjskiego i Stanów Zjednoczonych. Istniały bardziej efektywne i mniej ryzykowne drogi realizowania interesów kapitalistów, niż ta, którą poszły Niemcy Hitlera po 1939 r.
Drugim powodem przeczącym, że Hitler miał „plany” albo „cele”, jest trudność dopasowania jego działań do określonych wzorców, i to, że jego tłumaczenia dotyczące podejmowanych akcji i wyjaśnianie własnych celów są bezładne i nielogiczne. Można stwierdzić, iż Hitlera i jego zwolenników skłonił do gwałtów bezrozumny popęd albo że dominacja nazistów w Niemczech, łącznie z dyktaturą Hitlera, potrzebowała usprawiedliwienia w nie kończącej się walce z wrogami, o których identyfikacji w każdym momencie decydowały przypadkowe okoliczności. Łatwo jest poprzeć tę interpretację. Popularność Hitlera opierała się w dużej mierze na jego teatralnych wystąpieniach w roli obrońcy narodu przed nieprzyjaciółmi. Można wnioskować, że do roku 1938 potrzebował nowych wrogów. Ta argumentacja pasuje do nadzwyczaj pogmatwanej natury reżimu. Hitler jako „wódz” sprawował rządy przez zależnych, lecz rywalizujących ze sobą podwładnych i takież organizacje. Działał jako arbiter nie przyznający nikomu racji, interweniował niechętnie i próbował unikać przyjmowania określonych poglądów. Rzadko prowadzono dyskusje dotyczące ogólnej polityki. Jeżeli miały one miejsce, to przyjmowały formę nierejestrowanych rozmów Hitlera z kilkoma zaufanymi ludźmi. Dlatego to decyzje Führera były arbitralne, nie towarzyszyła im dyskusja, nie wynikały z ogólnych zasad i nie można ich było wyjaśnić jako metody dojścia do wspólnych celów. Notoryczną niechęć Hitlera do podejmowania decyzji potęgowało wrażenie wywołane przez brak podstawowych wartości. Jego działania stanowiły reakcję na zmieniające się okoliczności i były podejmowane wyłącznie w celu przetrwania reżimu.
Nie można w decydujący sposób odrzucić argumentu, że Hitler potrzebował ciągłych międzynarodowych kryzysów i napięć; nie wiemy bowiem, co by się wydarzyło, gdyby próbował bez nich rządzić. Mógł oczywiście zastosować inny kurs w polityce w roku 1939: ograniczyć zbrojenia, zdobyć ustępstwa kosztem Polski na drodze pokojowej i zapewnić koncesje i pożyczki zagraniczne, aby w ten sposób skonsolidować pozycję Niemiec jako największej potęgi europejskiej. Trudno jest nam postrzegać tak rządzącego Hitlera nie tylko ze względu na kłopoty w zapewnieniu poparcia dla dyktatury w spokojnych czasach, lecz przede wszystkim dlatego, że nie uwierzylibyśmy w jego akceptację takich metod. Bardziej prawdopodobna wydaje się szczera wiara Hitlera, iż powinien poprowadzić Niemcy ku, jak sądził, nieuniknionej, narodowej i rasowej walce o istnienie. Kiedy już ją rozpoczął, wynikający z niej stały kryzys usprawiedliwiał dyktaturę nazistowską.
Zarówno w pismach, jak i w spisanych ustnych wypowiedziach Führera ciągle wracają te same dwa tematy: konieczność „rozwiązania kwestii żydowskiej” i zapewnienie rodakom „przestrzeni życiowej”. Pokonanie Żydów zapewniłoby rasową czystość Niemców, a „przestrzeń życiowa” wzmocniłaby ich w walce o przetrwanie, która według Hitlera rozgrywała się pomiędzy rywalizującymi rasami i narodami. Jego dokładne projekty osiągnięcia celów były niejasne i sprzeczne. Żydów należało pokonać, ale masowe morderstwa („ostateczne rozwiązanie”) nie rozpoczęły się przed 1941 r. „Przestrzeń życiowa” oznaczała tereny na osiedlanie niemieckich chłopów i źródło surowców dla przemysłu niemieckiego. Hitler należał do zwolenników zbrojnej ekspansji, dzięki której zdominowany przez Niemcy kontynent europejski stałby się samowystarczalny podczas wojny i wspierałby walkę przeciwko ewentualnym rywalom. Wymagało to ekspansji „na Wschód”, co zwykle miało oznaczać europejską część Rosji. Większość historyków zgadza się, że celem w życiu wodza Trzeciej Rzeszy było zniszczenie Związku Radzieckiego i niemiecka eksploatacja rosyjskich zasobów. Jednakże nawet w tym był on nielogiczny. Na początku 1939 r. pozornie próbował współpracować z Polską przeciwko Rosji Sowieckiej, ale przez kilka miesięcy 1939 i 1940 r. wydawało się, że podjął poważną próbę współpracy ze Związkiem Radzieckim na podstawie uzgodnionych sfer wpływów. Gotów był wówczas ograniczyć „przestrzeń życiową” do zajętej przez Niemcy części Polski. Minister spraw zagranicznych Ribbentrop mógł oczywiście pracować zgodnie z tak nakreślonymi przesłankami. Zaprzeczeniem tego okazał się koniec roku 1940, kiedy Hitler zdecydował się na podbój Rosji i rozszerzenie „przestrzeni życiowej” na dwa kraje.
Podbój „przestrzeni życiowej” i prawdziwa „walka”, której według Hitlera Niemcy nie mogły uniknąć, wymagały potęgi militarnej. Przed 1939 r. kanclerz nieustannie dopominał się o przyspieszenie tempa i wzrost uzbrojenia kraju. W sierpniu 1936 r. spisał swoje myśli, co stanowiło rzadkość po dojściu do władzy. Przedstawił mianowicie cele Planu Czteroletniego, zbiór przedsięwzięć ekonomicznych, które miały uczynić Niemcy tak samowystarczalnymi, jak to możliwe. Swoje uwagi Hitler kończył słowami: „Armia niemiecka musi być gotowa do działania za cztery lata, gospodarka naszego kraju musi być gotowa do wojny w tym samym okresie”. Tymczasem pomiędzy armią lądową, lotnictwem i flotą albo między produkcją cywilną a tą przeznaczoną na rzecz sił zbrojnych nie wypracowano żadnych priorytetów. Nie przygotowano również strategii ekspansji. Podobnie jak inne cele Hitlera, i te postrzegano jako ciąg improwizacji. Atak na Polskę w 1939 r. stanowił polityczną i strategiczną improwizację, która rozpoczęła wojnę w Europie.
Skłonność Hitlera do zbrojnej agresji, połączona z przekonaniem o nieuchronnej, ciągłej walce między narodami i rasami o istnienie, musiały doprowadzić do wojny. Że do niej doszło, jak również i to, kiedy i gdzie wybuchła, było przede wszystkim rezultatem polityki brytyjskiej. Rząd brytyjski nie przeciwstawiał się w ogóle wzrostowi prosperity w Niemczech. Przyjmował nawet, że jest ona jednym z warunków dobrobytu w Królestwie. Niemieckie skargi na Traktat Wersalski były przyjmowane w Wielkiej Brytanii z dużym zrozumieniem. W latach dwudziestych, a nawet na początku trzydziestych, Anglia naciskała na Francję, aby ta zgodziła się na ustępstwa wobec Niemiec w zakresie „rozbrojenia” (co oznaczało pozwolenie na ograniczone zbrojenia) i reparacji. Brytania zrobiła niewiele, żeby pomóc Francji w utrzymaniu zabezpieczeń terytorialnych określonych przez traktat. Większość mieszkańców tej największej wyspy w Europie chętnie widziałaby silne, bogate i nastawione pokojowo Niemcy. Pod rządami hitlerowców rzeczywiście stały się one potężne i zamożne, ale nie można było mieć pewności co do ich pokojowego nastawienia. Brytyjskiemu rządowi wydawało się to bardzo groźne. Obawy te nie oznaczały bezpośredniego zagrożenia interesów jego kraju, choć naziści podtrzymywali, a nawet podniecali, żądania pewnych niehitlerowskich ugrupowań przywrócenia Niemcom ich przedwojennych kolonii. Hitler nie wysuwał tego postulatu wyraźnie. Traktował go też być może jako niezgodny z porozumieniem anglo-niemieckim, którego, jak twierdził, bardzo pragnął. Niemieckie metody ekspansji handlowej w południowo-wschodniej Europie i w Ameryce Łacińskiej kolidowały z handlem brytyjskim. Jednakże ich wpływ na ogólny poziom handlu brytyjskiego był zbyt mały, aby wywołać zbrojny opór wobec Niemiec. W rzeczywistości dla ministrów zasiadających w Westminsterze myśl o czysto gospodarczej dominacji Niemiec w południowo-wschodniej Europie była do przyjęcia jako cena za zaniechanie działań wojennych.
Przygotowania reżimu hitlerowskiego do wojny i to, co można było zauważyć w jego intencjach, sugerowały jednakże zbrojną zapowiedź ekspansji Niemiec na wschodnią część kontynentu. Hitler miał nadzieję, że Brytyjczycy dadzą mu wolną rękę w tej części Europy w zamian za uznanie ich imperium i układu sił poza kontynentem, a być może i w jego zachodniej połowie. Z punktu widzenia Londynu nie można było tego zaakceptować, ponieważ niepowstrzymanie Hitlera i nazistowskich Niemiec wydawało się prowadzić do ich politycznej dominacji we wschodniej Europie. Gdyby brak zainteresowania ze strony Zjednoczonego Królestwa zmusił również Francję do porzucenia tej części kontynentu,Związek Radziecki pozostałby w izolacji. Ponieważ zaś, jak się wydawało, nie będzie on zdolny do samotnej walki przeciwko Niemcom, to albo ulegnie zniszczeniu, albo będzie musiał zgodzić się na wszystkie plany Hitlera. Wówczas w zachodniej Europie Francja nie obroni własnej niezależności i stanie wobec takiego samego wyboru. Jeżeli doszłoby do opisanej sytuacji, wojowniczy rząd nazistowski zorganizowałby Europę tak, aby uczynić Niemcy jeszcze większą potęgą wojskową. Wielka Brytania nie mogłaby się długo bronić i zostałaby uzależniona od dobrej woli Niemiec. Jej rząd był zdecydowany powstrzymać ten proces w miarę swoich sił. Dlatego w 1939 r. zachęcił swych dwóch sprzymierzeńców, Francję i Polskę, aby zaryzykowali wojnę w celu zatrzymania postępów Hitlera. Był to powód wybuchu wojny na kontynencie: rząd londyński ingerował w Europie w celu utrzymania równowagi sił.
Jednak nawet w 1939 r. nie rozumował on w taki sposób ani też, jak mu się wydawało, nie mógł spodziewać się ogromnego poparcia. Rządy wierzyły, że starają się utrzymać pokój i uważnie się zastanawiały, jak powinny w tym kierunku działać. Nie uważały one za konieczne wyjaśnić nawet samym sobie, że pokój powinien zostać utrzymany na warunkach, które umożliwią niezależność Wielkiej Brytanii i zabezpieczenie dobrobytu przed zagrożeniami zewnętrznymi. To, podobnie jak większość rzeczywiście istotnych celów w polityce, przyjmowano za sprawę oczywistą. Niewiele dyskutowano, co w praktyce oznaczałaby utrata brytyjskiej niezależności. Być może za najbardziej prawdopodobne uważano zbrojne i nieugięte żądania Niemiec przywrócenia przedwojennych kolonii. Zagrożenie nazistowskie wydawało się jeszcze większe, choć trudno było wyjaśnić, co zostało zagrożone. Mglistość dotycząca brytyjskich interesów, które wymagały obrony, ułatwiała formułowanie polityki w kategoriach „szlachetności”, czego wymagała większość wypowiadających swoje opinie wyborców. Pokojowymi środkami powinny być zabezpieczone rządy prawa, poszanowanie zasad Ligi Narodów, zachowanie prawa słabszych nacji i zniweczenie agresji. Wszystko to zostało zawarte w „europejskim uśmierzaniu”, koncepcji, która nakazywała ogólne poparcie. Metody, stosowane przez Chamberlaina w 1938 r., zaczęły jednak kompromitować takie zasady. Uśmierzanie oznaczało wprowadzenie Niemiec na drogę pokojową. Aby to uzyskać, rządy brytyjskie mieszały pojednanie i formy wymuszeń, wysiłki prowadzące do rozwiązań pokojowych uzasadnionych żądań Niemiec z groźbami zastosowania oporu wobec nazistów. Z upływem czasu coraz więcej polityków i obserwatorów wydarzeń traciło wiarę w możliwość prowadzenia z Hitlerem trwałych interesów.…W ten sposób polityka brytyjska coraz bardziej nacechowana była wymuszaniem.
Ustępstwa oferowane Niemcom były początkowo zaskakująco skromne. W latach 1933-1935 miała być tym zgoda na niemieckie zbrojenia w zamian za utrzymanie uzgodnionych granic siły militarnej Trzeciej Rzeszy. W 1936 i 1937 r. próbowano zachować pokojowe nastawienie Niemiec za rezygnację ze „strefy zdemilitaryzowanej”, a więc zakazu aktywności wojskowej w Nadrenii (co i tak naziści pogwałcili w roku 1936) albo za bardzo ograniczoną odbudowę niemieckich kolonii. To przekonanie o skuteczności metody uspokojenia Niemiec wynikało z wiary, że upór Francji w egzekwowaniu warunków Traktatu Wersalskiego stał się źródłem agresywności nazistów. Gdyby rządy francuskie były pod tym względem mniej rygorystyczne, wszystko potoczyłoby się dobrze.
To przekonanie zostało zachwiane w 1935 r., gdy Niemcy złamały warunki pokoju, jawnie się zbrojąc, oraz rok później po bezprawnej remilitaryzacji Nadrenii. Na początku 1936 r. rząd brytyjski wyraził zgodę na zbrojenie kraju do możliwej już wojny. Mimo to w latach 1936 i 1937 szukał dalej sposobu, aby przekonać władze niemieckie do zachowania pokoju i ograniczenia zbrojeń. Wynikiem tego były ustępstwa kolonialne na rzecz Niemiec. W 1938 r. rząd brytyjski, trzymany mocną ręką przez premiera Neville’a Chamberlaina, przyjął nowy kierunek ingerencji w sprawy środkowej i wschodniej Europy, żeby uprawomocnić polityczne koncesje zgodnie z niemieckimi życzeniami. Brytyjscy zwolennicy „uśmierzania” dążyli do osiągnięcia sprzecznych ze sobą celów. Mieli nadzieję, że zmienią Europę tak, aby podobała się ona Hitlerowi (albo, w razie niepowodzenia, innym Niemcom, którzy będą w stanie odsunąć go) i jednocześnie zapobiegną niekwestionowanej dominacji niemieckiej potęgi wojskowej nad Europą. Dla Brytyjczyków nie miało większego znaczenia, jakie mogą nastąpić zmiany w środkowej i wschodniej Europie. Dążenie do takiego „uśmierzania” spowodowało jednak, że Wielka Brytania stała się główną przeszkodą dla niemieckiej ekspansji.
W marcu 193 8 r. Hitler i Goering (ten ostatni ciągle zajmował pierwsze miejsce w rywalizacji o wpływy, która toczyła się w otoczeniu Führera) użyli siły w celu włączenia Austrii do Niemiec. Niemal natychmiast zachęcono Niemców sudeckich, zamieszkujących zachodnie pogranicze Czechosłowacji, jednego z nowych państw utworzonych pod koniec pierwszej wojny światowej, aby wysunęli żądanie naprawienia krzywd, tak prawdziwych, jak i wyimaginowanych. Na horyzoncie pojawił się wielki międzynarodowy kryzys. W razie ataku Niemiec na Czechosłowację Francja była zobowiązana jej pomóc. Związek Radziecki, związany traktatem z Czechosłowacją, musiałby zareagować tak samo. Gdyby zaś Francja znalazła się w stanie wojny z Niemcami, Wielka Brytania prawie na pewno zostałaby do niej wciągnięta.
Gabinet brytyjski rozważał dwie drogi zapobieżenia takiemu rozwojowi wypadków. Jedną było obiecanie pomocy Czechosłowacji, gdyby została zaatakowana. Projekt ten został odrzucony. Chamberlain i minister spraw zagranicznych, lord Halifax, przeczuwali, że może to przyspieszyć wojnę, która była jeszcze do uniknięcia. Inni ministrowie powodowali się obawą, iż brytyjska obrona przed niemieckim atakiem lotniczym nie była dostateczne silna, aby ryzykować wojnę. Hitler miał zostać ostrzeżony o możliwej pomocy udzielonej Czechom przez Anglików w razie niemieckiego ataku. Natomiast prezydentowi Czechosłowacji, Beneszowi, miano przekazać, że Wielka Brytania nie udzieli pomocy, jeżeli zachowa się on nierozsądnie. Rząd francuski został przekonany do przekazania takiej samej informacji.
We wrześniu 1938 r. Hitler zagroził wojną, jeżeli niemieckie krzywdy nie zostaną natychmiast naprawione. Premier Wielkiej Brytanii poleciał wówczas na spotkanie z Hitlerem do Berchtesgaden, gdzie obiecał mu, że na drodze pokojowej spróbuje przekazać czeskie terytorium, zamieszkane przez Niemców. Francuzów skłoniono, aby przyłączyli się do wysiłków, mających na celu wymuszenie zgody na czeskim rządzie. W końcu Chamberlain powrócił, aby ustalić wszystko z Hitlerem w Godesbergu. Hitler, dążąc do odizolowania Czechosłowacji w celu jej całkowitego zniszczenia, zażądał szybszego oddania Sudetów. Gabinet brytyjski zobowiązał Chamberlaina, aby ten pod groźbą wojny skłonił Hitlera do ustępstw. W Monachium osiągnięto porozumienie, na mocy którego odstąpienie zamieszkanych przez Niemców ziem czeskich miało nastąpić z opóźnieniem. Ponieważ tak się jednak nie stało, całkowity triumf Hitlera spowodował, iż umowa wyglądała jak angielsko-francuskie poddanie się.
Punkt kulminacyjny „uśmierzania” wywołał ogromną kontrowersję. „Monachium”, jak się obecnie twierdzi, uczyniło wojnę bardziej prawdopodobną. Gdyby Wielka Brytania i Francja przeciwstawiły się Hitlerowi, zmusiłyby go tym samym do zaakceptowania porażki, a jeżeli próbowałby wszcząć wojnę, zostałby obalony. Brytyjczycy wiedzieli, że wysoko postawieni oficerowie niemieccy byli gotowi odsunąć Hitlera od władzy w przypadku zdecydowanego oporu ze strony zachodnich aliantów spowodowanego jego żądaniami wobec Czechosłowacji. Zamiast tego układ monachijski wzmocnił prestiż Führera i utrudnił wszystkie wysiłki powstrzymania go w przyszłości. Zatem Niemcy zyskały siłę do stosowania dalszych gróźb i aktów agresji, przede wszystkim przez wzrost potencjału przemysłowego, jak również neutralizację armii czechosłowackiej. Udział aliantów w naciskach na Czechosłowację, aby poddała się, przeszkadzał przyszłemu oporowi wobec Niemiec. Jest całkiem możliwe, że Monachium zachęciło Stalina do zaniechania prób zorganizowania oporu przeciwko Hitlerowi i popchnęło Związek Radziecki ku nazistowsko-sowieckiemu paktowi w sierpniu 1939 r. Zignorowanie interesów sowieckich (Rosja została wykluczona z negocjacji prowadzonych w Monachium) wywołało natychmiast wiele krytyki na Zachodzie, tym bardziej że łączyło się to ze zlekceważeniem Ligi Narodów i zasady „kolektywnego bezpieczeństwa”. Liga Narodów posiadała szerokie poparcie w Wielkiej Brytanii, przede wszystkim wśród liberałów, postępowców i socjalistów, jako środek zapobiegania wojnie na drodze pojednania albo nacisku. Tymczasem rządy brytyjskie świadomie unikały Ligi (i Związku Radzieckiego, odgrywającego w niej poważną rolę po 1935 r.). Sądziły bowiem, że mogłaby ona utrudnić osiągnięcie porozumienia z Hitlerem.
Najskuteczniejszą odpowiedzią Chamberlaina odpierającą całą tę krytykę było stwierdzenie, że „stawienie oporu” Hitlerowi z Ligą i Związkiem Radzieckim lub bez nich pociągało za sobą poważne ryzyko wojny, któremu nie byliby w stanie zapobiec niemieccy konspiratorzy. Szanse, iż Niemcy mogłyby wygrać wojnę rozpoczętą w 1938 r., wydawały się większe, niż gdyby udało się przesunąć jej wybuch w czasie. Powodem do takich sądów było przewidywanie całkowitej porażki Wielkiej Brytanii w przypadku niemieckiego ataku lotniczego. W 1939 r. brytyjska obrona przeciwlotnicza miała zostać poważnie wzmocniona dzięki radarom działającym na dalekie odległości i zwiększeniu liczby jednoosobowych myśliwców. Ani w tym czasie, ani też później, argument ten nie zapobiegł nasilonej wrogości wobec Chamberlaina. Oczywiste było przecież już przed konferencją w Monachium, a jeszcze bardziej po niej, że nie myślał on, w jaki sposób najskuteczniej i najbardziej bezpiecznie zmusić Hitlera do ustępstw. Przeciwnie, Chamberlain wierzył, z krótkimi tylko przerwami, że sam odkrył sposób na zachowanie pokoju za pomocą ugody. Monachium pokazało, jak „można zachować pokój dla naszego pokolenia”. Dlatego właśnie po konferencji premier rządu londyńskiego przeciwstawiał się takim przygotowaniom do wojny, które według niego sprowokują Hitlera i utrudnią pokojowe rozwiązania. Po Monachium wzrastał brak wiary w możliwość utrzymania pokoju z nazistowskimi Niemcami. Chamberlain nie podzielał go w pełni.
Istniało kilka tego powodów. Po pierwsze, w reakcji na zwiększenie zbrojeń w Anglii, które rząd wymusił na premierze po konferencji, Hitler oświadczył, że sprzeciwia się mieszaniu Wielkiej Brytanii w sytuację na kontynencie. Po drugie, gwałtowne ataki na Żydów w Niemczech podczas „nocy kryształowej” z 9 na 10 listopada 1938 r. spowodowały wzrost niechęci do reżimu nazistowskiego i brak zaufania do jego wiarygodności. W styczniu 1939 r. zgromadzono rzetelne dowody na to, że Hitler tak bardzo lekceważył chęć utrzymania pokoju przez Wielką Brytanię, iż rozważał prewencyjny atak na Anglię, poprzedzany być może inwazją na Holandię. Przede wszystkim jednak w marcu 1939 r. oddziały niemieckie zajęły wolne dotychczas prowincje Czech i dały Słowacji niewielką niezależność. Po tym wydarzeniu większość polityków i, o ile można to stwierdzić, większość obywateli brytyjskich była przekonana, że jedyną drogą uniknięcia wojny były maksymalne przygotowania wojenne wyrażające się przyspieszeniem zbrojeń i ożywieniem sojuszów. Wierzono, że można było w ten sposób przestraszyć Hitlera. Niektórzy ministrowie i wyżsi urzędnicy mieli nadzieję, że uda im się skłonić umiarkowane czynniki w Niemczech, oficerów, biznesmenów i bankierów, być może z pomocą Goeringa, do powstrzymania zapędów wojennych Hitlera.
W lecie 1939 r. w Wielkiej Brytanii panowało powszechne przekonanie, że hitlerowskiej ekspansji powinna być wyznaczona granica, poparta wyraźną groźbą użycia siły. Takie nastawienie wynikało z nieudanych prób prowadzenia pokojowej współpracy z Niemcami. Trudno przypuścić, by jakikolwiek rząd brytyjski mógł uniknąć takiej próby. Niełatwo też uwierzyć, że bez kłopotów można było przekonać angielską opinię do podjęcia ryzyka nowej wojny w Europie. Chamberlain miał świadomość potrzeby posiadania większych sił zbrojnych. Żywił jednak wciąż nadzieję, a nawet spodziewał się, iż będzie w stanie nakłonić Niemcy, włączając samego Hitlera, do pokojowego kompromisu. Z tego przeświadczenia wypłynęła jego zgoda na brytyjskie gwarancje udzielone w marcu 1939 r. Zgodnie z nimi każdy zbrojny atak na terytorium Polski, który rząd w Warszawie uzna za zagrożenie niezależności kraju, spowoduje udzielenie mu pomocy przez Zjednoczone Królestwo. Z drugiej strony Chamberlain uparcie, lecz nieskutecznie opierał się przyjęciu przez brytyjski gabinet angielsko-francuskiej próby nawiązania sojuszu z Rosją. Według niego zmniejszyłby on szanse na wyrzeczenie się przez Niemcy użycia siły, bo wywołałby w Berlinie prawdziwe oburzenie „okrążeniem” kraju. Możliwe, że to właśnie stanowisko Chamberlaina wobec negocjacji ostatecznie spowodowało decyzję Stalina o podjęciu raczej pertraktacji z Niemcami, niż przyłączeniu się do opozycji przeciwko Hitlerowi.
W zimie z 1938 na 1939 r. toczyły się rozmowy ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, Becka z Ribbentropem, i z samym Hitlerem. Niemcy domagali się stosunkowo niewielkich ustępstw, aby uregulować spory. Do Rzeszy miał powrócić Gdańsk, ustanowiony w 1919 r. „wolnym miastem” pod nadzorem Ligi Narodów wbrew przeważającej liczbie zamieszkującej go ludności niemieckiej. Przez „polski korytarz”, terytorium oddane Polsce dla zapewnienia jej dostępu do Gdańska i wybrzeża morskiego, który oddzielał Prusy Wschodnie od reszty Rzeszy, miała przebiegać autostrada. Dla tej drogi Niemcy żądały praw eksterytorialnych. W zamian pojawiły się wzmianki, że Niemcy pomogą rozszerzyć polskie wpływy lub terytoria kosztem Związku Radzieckiego. Strona polska opierała się temu w obawie, aby kraj nie stał się satelitą niemieckim. Unikała ona skrajności przejawiającej się czy to we wrogim nastawieniu do Niemiec lub Związku Sowieckiego, czy też bliskiej przyjaźni z jednym z tych państw. Tylko na tej drodze mogła zachować niezależność i dlatego rząd w Warszawie odrzucił oferty Hitlera. Na skutek tego wiosną 1939 r. Polska przestała być potencjalnym sojusznikiem Niemiec i stała się krajem przeznaczonym do podboju. Brytyjskie gwarancje pomocy oznaczały, że wraz ze zbrojnym atakiem sił niemieckich zacznie się wojna w Europie.
Hitler przestał się starać o pomoc polską przeciw Związkowi Radzieckiemu, a zaczął szukać pomocy sowieckiej przeciwko Polsce. 23 sierpnia podpisano nazistowsko-sowiecki układ. Zawierał on tajne klauzule o sferach wpływów w krajach graniczących ze Związkiem Radzieckim i, jak okazało się we wrześniu, również ustalenia dotyczące rozbioru Polski. Hitler wyobrażał sobie, że niepowodzenie Wielkiej Brytanii i Francji w zapewnieniu sobie pomocy ze strony radzieckiej skłoni je do porzucenia Warszawy. Jednak dwa dni później Anglia podpisała formalny sojusz brytyjsko-polski. Wyraźnie zaskoczony, Führer odroczył atak na wschodniego sąsiada, aby zyskać na czasie, w którym starał się przekonać Brytyjczyków do porzucenia sprzymierzeńca. Jego sugestie pozostawały niezmienne: Londyn przestanie się mieszać w sprawy wschodniej Europy, a za to Niemcy poprą utrwalenie jego imperium.
Reakcja ze strony brytyjskiej, mimo pewnych wątpliwości Chamberlaina, polegała na wierze, iż Hitler zostanie zmuszony do wycofania się z roszczeń, a odmowa Anglii porzucenia Polski była jedyną drogą do uniknięcia wojny. Rząd brytyjski jednak nie bluffował. Gdyby jego groźby nie powstrzymały Hitlera, zamierzał je spełnić. Führer nie mógł się już cofnąć, zwłaszcza że tym razem Londyn sprzeciwiał się jakimkolwiek ustępstwom na jego korzyść i żądał zapewnienia poważnych gwarancji, w tym porzucenia zamiarów wojennych. Jeżeli Wielka Brytania nie pozwoliłaby mu swobodnie działać na Wschodzie, Hitler i tak wcześniej lub później musiałby podjąć walkę. W przypadku wojny łatwiej mógł uzyskać poparcie opinii publicznej powołując się na ingerencję Anglii w uwzględnianie niemieckich oskarżeń wobec Polski, niż w jakichkolwiek innych sprawach.
W ten sposób więc Hitler i Brytyjczycy znaleźli się szybko w stanie wojny we wrześniu 1939 r. Ich cele były nie do pogodzenia. Kanclerz chciał przeobrazić wschodnią Europę w sposób wymagający użycia potężnych sił zbrojnych. Sukces w osiągnięciu tego przyniósłby Niemcom dominację w Europie. Rząd brytyjski musiał się temu przeciwstawić w miarę swoich możliwości. Nie można było ufać hitlerowskim Niemcom, gdyż istniała obawa, że wyzyskają zdobytą dominację do ograniczenia niezależności Zjednoczonego Królestwa. Przeciwnie, hitlerowskie Niemcy wydawały się nawet szczególnie zdecydowane na użycie siły, aby narzucić swoje żądania innym krajom, a ich niezależność traktować jako zagrożenie. Najpóźniej w lecie 1939 r. rząd i, jak można przypuścić, większość społeczeństwa brytyjskiego uważała, że Hitler zagraża bezpieczeństwu kraju. Obawy te byty wywołane wielką pochwałą przemocy głoszoną przez nazizm połączoną z szeroko rozpowszechnionymi pokazami sity, a także użyciem wojsk do łamania traktatów przy remilitaryzacji Nadrenii oraz zajęciu Austrii i Czechosłowacji.
Wielka Brytania wypowiedziała wojnę 3 września 1939 r., aby zapobiec dominacji Niemiec w Europie. Nie było to jednak rezultatem chłodnej kalkulacji sił. Potęga, która groziła, że zapanuje nad kontynentem, nawet przed wojną na podstawie pewnych przesłanek wywierała sugestię, iż jej dominacja będzie nie do zniesienia. Zachowanie władców Rzeszy podczas wojny usprawiedliwiało ex post tę brytyjską decyzję.
Niemiecki atak na Polskę stanowił sposobność, a nie przyczynę przystąpienia Wielkiej Brytanii do wojny, choć to właśnie hitlerowcy skłaniali się ku atakowaniu prowadzącemu do wojny. Już wówczas rząd londyński wiedział, że ani akcja angielska, ani też francuska nie będą w stanie zapobiec szybkiemu podbojowi Polski. Z drugiej strony rząd i społeczeństwo polskie oczekiwały znacznie większej pomocy ze strony zachodnich sojuszników. Polacy byli głęboko przywiązani do niepodległości, bardziej niż inne narody gotowi zaryzykować jej obronę. Cokolwiekby mogli zrobić ich sojusznicy, trudno byłoby jakiemukolwiek rządowi w Warszawie poddać się Niemcom. Bardziej do przyjęcia byłaby bohaterska obrona i zachowanie narodowej godności. Nikt jednak nie mógł przewidzieć straszliwych cierpień, które Polacy musieli znosić w latach 1939-1945.
Spośród biorących udział w walce w 1939 r. najbardziej niechętnie na wojnę szedł prawdopodobnie przeciętny Francuz. Atak na Polskę nęcił większość Niemców. Francuzi stali wyłącznie wobec perspektywy pokonania potęgi wroga. Ten fakt oznaczał, że zwycięstwo w pierwszej wojnie światowej okazało się bezcelowe. W nowej wojnie nie można było niczego zdobyć, a – jak dowodziły lata 1914-1918 – wiele stracić nawet w przypadku zwycięstwa. Spadająca liczba urodzeń dała Francji żle przystosowaną do wojny strukturę społeczeństwa. W poprzedniej wojnie ucierpiało ono bardziej aniżeli społeczeństwa innych wielkich mocarstw. Wydawało się, że Traktat Wersalski, sojusze z Belgią, Czechosłowacją i Polską, a także więzi z Jugosławią i Rumunią zapewniły Francji bezpieczeństwo. W obliczu reżimu Hitlera rządy francuskie nalegały na utrzymanie traktatu zawartego w Wersalu, ale niechętnie ryzykowały wojnę, aby wprowadzić w życie jego postanowienia. W rezultacie niczego nie zrobiły, aby ugłaskać Niemcy za pomocą ustępstw. Z drugiej zaś strony gorliwie stosowały wymówki pozostając biernymi, podczas gdy Hitler zajmował siłą to, co chciał. Taką taktykę kontynuowano, kiedy niemieckie zbrojenia łamały traktaty, gdy w Rzeszy odtwarzano lotnictwo oraz jednostronnie przeprowadzono remilitaryzację Nadrenii i wreszcie, kiedy nastąpiła aneksja Austrii. Ta metoda niezgody na ustępstwa, ale i niestawiania oporu, prowadziła do osłabiania Francji w porównaniu z Niemcami. Rosły też rozbieżności między tymi, którzy woleliby wybór jednego kursu, a innymi, którzy chcieliby zapewnić Francji znośną przyszłość.
Rząd Daladiera, dzierżący władzę od kwietnia 1938 do marca 1940 r., w 1938 był głęboko podzielony w sprawie stanowiska wobec kryzysu czechosłowackiego. Nie było trudno zgodzić się, że wobec Hitlera należy zająć zdecydowaną postawę. Większość polityków francuskich odrzucała przekonanie Chamberlaina, iż ustępstwa uczynią Führera mniej groźnym. Nie wiadomo było tylko, co zrobić, jeżeli zdecyduje się on na użycie siły. Problem był szczególnie dotkliwy, ponieważ na mocy traktatu Francja miała bronić Czechosłowacji przed niemieckim atakiem. W samym rządzie minister spraw zagranicznych, Georges Bonnet, i w sposób mniej zdecydowany premier, Edward Daladier, opowiadali się w ostateczności za ustępstwem, a nie wojną. Inni, jak Reynaud i Mandel, byli odmiennego zdania. Przekonywali oni do wojny, a raczej twierdzili, że na dłuższą metę wykazanie gotowości do walki stanowi jedyną szansę jej uniknięcia. W 1938 r. determinacja Chamberlaina w szukaniu porozumienia z Hitlerem pozwoliła Bonnetowi i Daladierowi przekonać współpracowników, aby ustąpili i zaniechali sojuszu z Czechami, podczas gdy winę za to wzięli na siebie Brytyjczycy.
Utrata Czechosłowacji martwiła dowództwo francuskich sił zbrojnych, zwłaszcza szefa sztabu, generała Gamelina. W celu jej zrekompensowania zwrócono się do Anglików z prośbą o poważniejszy udział w zbliżającej się wojnie, a zatem o wysłanie do Francji więcej oddziałów niż dwie dywizje, które Brytyjczycy obiecali w 1938 r. Ze względu na obawy o atak niemiecki na Belgię i Holandię, wyraźnie grożący na początku 1939 r., a także wobec zajęcia przez nazistów Pragi w marcu, Francuzi wymogli na Brytyjczykach zgodę na wprowadzenie powszechnej służby wojskowej w czasie pokoju i na stworzenie znacznie większej armii (składającej się z 32 dywizji) niż planowano uprzednio. Takie działanie łączyło się z brytyjską obietnicą obrony Francji przed każdym atakiem. Przystając na ustępstwa ministrowie brytyjscy wierzyli, że usztywnią postawę Francji, choć Chamberlain liczył ponadto na zapewnienie sobie wpływu na politykę tego kraju, aby skłonić jego rząd do ugody z Włochami.
Po marcu 1939 r. i po zajęciu Pragi również dla Francji stało się jasne, że hitlerowska dominacja we wschodniej Europie może być zatrzymana wyłącznie siłą. Na mocy układu Paryż był zobowiązany do obrony Polski w wypadku hitlerowskiego ataku. Układ ten potwierdzono w 1936 r., a odnowiono w 1939, kiedy Gamelin zachęcił Warszawę do oporu wobec niemieckich żądań, obiecując, że Francja zaatakuje, aby odciągnąć nazistów od uderzenia na swojego wschodniego sąsiada. Zdaniem rządu francuskiego wysoce pożądane było zawarcie nowego sojuszu z Rosją, który mówiłby o udzieleniu pomocy Polsce. Niebezpieczeństwo akcji ze strony Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji mogło powstrzymać Niemców. Sam Bonnet chętnie zgadzał się na sojusz, ale kiedy rokowania nie powiodły się, powrócił do swojego stanowiska sprzed roku. Według niego byłoby świetnie, gdyby Niemcy ustąpiły, ale jeżeli się na to nie zdecydują, będzie musiała to zrobić Francja. Dlatego wierzył, że w ostateczności należy Polskę skłonić lub zmusić do ustępstw. W ten sposób Paryż uniknąłby wstydu ponownego opuszczenia sojusznika.
Mimo wahań w 1939 r. Daladier był bardziej gotowy stawić czoło niebezpieczeństwu wojny niż rok wcześniej. Po konferencji w Monachium Bonnet próbował poprawić stosunki z rządem niemieckim. W grudniu do Paryża przybył Ribbentrop. Obie strony wydały wówczas przyjacielską deklarację. Ribbentrop twierdził później, że w prywatnej rozmowie Bonnet przyjął sugestię, aby zostawić Hitlerowi swobodę działania na Wschodzie. Jednak wydarzenia z pierwszej połowy 1939 r. podkreślały ujemne skutki takiego układu. Zajęcie Pragi ujawniło niewiarygodność Hitlera. Na początku 1939 r. odżyły też wyraźnie włoskie pretensje wobec terytorium Francji. Podpisanie zaś w kwietniu włosko-niemieckiego „paktu stalowego” ujawniło groźbę hitlerowskiego poparcia tych żądań.
Dlatego właśnie pozwolenie Hitlerowi na zdominowanie wschodniej Europy stawało się coraz bardziej niebezpieczne dla Francji. Zwłaszcza po niepowodzeniu rokowań w sprawie sojuszu ze Związkiem Sowieckim opór wobec Hitlera oznaczał ryzyko natychmiastowego wybuchu wojny. W końcu sierpnia, gdy niemiecki atak na Polskę stawał się bliski, rząd francuski ponownie rozważał tę złą sytuację. Bonnet sugerował porzucenie francuskich gwarancji dla Polski w razie jej zaatakowania. Z drugiej strony Gamelin uczynił gwarancję sprawą honoru. Według niego jeżeli Polacy stawią opór, można oczekiwać, iż walki na Wschodzie potrwają wystarczająco długo, aby uniemożliwić Niemcom atak na Francję w 1939 r. Ułatwi to siłom francuskim zwiększenie produkcji broni. Zdecydowane stanowisko Wielkiej Brytanii oznaczało, że Paryż mógł być w tym czasie pewien jej pomocy. Brytyjskie siły ekspedycyjne miały ułatwić obronę kraju w 1940 r. Bez rosyjskiej pomocy Francja nie mogła zaoszczędzić dostatecznych sił na froncie niemieckim, aby na samym początku wojny pokonać Włochy. Dlatego informacja podana w ostatnim tygodniu sierpnia, że Włochy pozostaną neutralne, potwierdzała rozumowanie Gamelina. Dla niego utrata sojuszu z Rosją czyniła tym pilniejszym wykorzystanie chwilowej korzyści, jaką była neutralność Rzymu i chęć do walki Brytyjczyków. Wahania Daladiera i innych ministrów zostały przezwyciężone determinacją wykazaną przez rządy polski i brytyjski. Jeżeli Francja miała kiedykolwiek walczyć o własną niezależność od niemieckiej ekspansji, sierpień 1939 r. wydawał się najlepszym do tego czasem.
Rządy prowadziły politykę zagraniczną i zbroiły się, atakowały i wypowiadały wojnę. Czuły się odpowiedzialne za utrzymanie bezpieczeństwa i niezależności swoich obywateli i dlatego prawdopodobnie były bardziej wrażliwe na ich zagrożenia niż przeciętni obywatele. Trudno określić, w jakim stopniu cztery rządy, które rozpoczęły wojnę w 1939 r., cieszyły się poparciem własnych społeczeństw. Panowała przynajmniej powszechna, choć niechętna, zgoda na wojnę rozumianą jako obronna, nawet ze strony Niemców, którzy sądzili, że została ona wywołana przez przeciwstawienie się Zachodu ich próbie naprawienia niesprawiedliwości Wersalu. Brakowało jednak u każdej ze stron entuzjazmu. Po prostu zbyt świeże były jeszcze lata 1914-1918.
W Wielkiej Brytanii poparcie dla wojny wydawało się bardziej zdecydowane niż we Francji. Gdy zbliżał się konflikt, rząd w Londynie czuł, że musi zająć ostrzejsze stanowisko, bo w przeciwnym razie ryzykuje wrogość opinii społecznej reprezentowanej w parlamencie. Inaczej we Francji, gdzie Daladier za ważne uważał pokazanie, że wyczerpano już wszelkie szanse pokojowego rozwiązania. Takie stanowisko widać było w jego różnych reakcjach na wysiłki ze strony Włoch zapobieżeniu wojny w ostatniej chwili. Jak się wydaje, wieloletnie starania rządów brytyjskich mające pokojowymi środkami zaspokoić skargi niemieckie, do 1939 r. przekonały opinię publiczną w Anglii, że Hitlera należy zatrzymać choćby siłą. Opinia francuska, przyzwyczajona do rządów, które zapowiadają czujny opór wobec Niemiec, była może mniej przekonana, że droga pokojowych rokowań została dostatecznie wykorzystana, aby usprawiedliwić wojnę. Jednak badania opinii społecznej w obu krajach sugerowały mniej lub bardziej niechętne poparcie dla oporu. W lipcu 1939 r. na pytanie, czy wojna z Niemcami powinna nastąpić po ataku na Polskę, 76% odpowiedzi brzmiało „tak”, z godną uwagi zbieżnością zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i we Francji.
Polska została zaatakowana o świcie 1 września 1939 r. Wielka Brytania, na życzenie Francji, opóźniła wypowiedzenie wojny do południa 3 września. Francja uczyniła to o 5.00 po południu.
Rozdział drugi. Podbój Polski, Norwegii, Holandii, Belgii i Francji
Wojna zaczęła się niemieckim atakiem na Polskę. Hitlerowcy zamierzali szybko podbić wschodniego sąsiada,\zanim jesienne deszcze utrudnią ruchy wojsk, a Francuzi ruszą z kontrofensywą od zachodu. Polscy dowódcy mieli nadzieję odpierać uderzenia wroga tak długo, aż francuska ofensywa, na którą liczyli, odciągnie oddziały niemieckie. Gamelin, w czasie wojny naczelny wódz francuskich sił lądowych, obiecał atak swojego wojska w szesnastym dniu mobilizacji, który wypadał 12 września. To, że Polacy zdecydowali się walczyć przeciwko najeźdźcom, przyniosło od razu należyty skutek: mobilizacja ich sprzymierzeńców przebiegała bez zakłóceń. Angielscy i francuscy stratedzy liczyli na przeciągający się opór polskich oddziałów, co opóźni niemiecką koncentrację przeciw ich wojskom na zachodzie na tyle, że stacjonujący we Francji Brytyjski Korpus Ekspedycyjny zostanie powiększony i w pełni wyszkolony. Obawiali się jednak równocześnie zbyt krótkiego oporu ze strony głównych oddziałów polskich. Oceny wahały się od sześciu tygodni do trzech miesięcy. Potem, przy pomocy Rosji, we wschodniej części kraju mogła być prowadzona walka partyzancka. Pakt Ribbentrop-Mołotow zniszczył taką nadzieję.
Polski broniło 30 regularnych dywizji piechoty i 10 dywizji rezerwowych. Siły ruchome stanowiło 11 brygad kawalerii i jedna brygada pancerna. Nacisk brytyjski na Polskę w końcu sierpnia, aby opóźniła mobilizację, miał na celu pozbawienie Niemców pretekstu do ataku. Spowodował on jednak to, że dywizje rezerwy nie były gotowe na czas. Hitlerowcy użyli 55 dywizji, z których 24 stanowiły dywizje piechoty pierwszego uderzenia, składające się w czterech piątych z żołnierzy zawodowych, a w jednej piątej ze świeżo zwolnionych z aktywnej służby rezerwistów. 15 dywizji piechoty należało do kategorii 2 i 3, dysponując regularnymi kadrami oraz dobrze wyszkolonymi młodymi rezerwistami. Zwykła niemiecka dywizja piechoty poruszała się pieszo. Transport i artylerię ciągnęły konie. Pozostałe 16 dywizji miało dopiero otworzyć nowy rozdział historii sztuki wojennej. Wszystkie one należały do najlepszych jednostek. Wiele z nich składało się wyłącznie z żołnierzy służby zawodowej i wszystkie były w pełni zmechanizowane. Niemcy dysponowali sześcioma dywizjami pancernymi. W skład ich wyposażenia wchodziły ciężkie i średnie czołgi wraz ze zmotoryzowaną piechotą i artylerią. Zadaniem ich było sforsowanie linii przeciwnika i wykorzystywanie zaistniałej sytuacji: rozbijanie obrony po błyskawicznych atakach na linie komunikacyjne, zaopatrzenie i dowództwo. Pozostałe dziesięć zmotoryzowanych dywizji piechoty miało być użyte do szybkiego umacniania dopiero co zdobytych kluczowych pozycji. Wolniej poruszające się dywizje piechoty zajmowały teren i likwidowały rozproszone grupy wroga, pozostawione przez postępujące naprzód czołgi.
Rozlokowanie polskich sił nie pozwalało na odparcie takiego ataku. Polskie dowództwo miało więc dwie możliwości. Mogło trzymać brygadę pancerną i inne dywizje ruchome w rezerwie, gotowe na szybkie przeciwnatarcia i na włamania w linie obronne. Na takie posunięcia Warszawa nie posiadała jednak dostatecznego sprzętu. Istniała też możliwość utworzenia pozycji obronnych na dalekich tyłach, aby zapobiec pancernym przełamaniom. Polska strategia utrudniała to, ponieważ jej dowództwo próbowało bronić całej, niezwykle długiej granicy od Słowacji aż po Prusy Wschodnie. Zamierzano wyraźnie stosować odwrót w walce z wysuniętych pozycji, utrzymując jednak stanowiska tak długo, jak tylko to możliwe. Szczególnie nie chciano szybko oddać terenów przemysłowych. To posunięcie miało być zastosowane do czasu, aż francuski atak na Zachodzie zmusi część sił niemieckich do wycofania się z frontu wschodniego. Rezultatem obrony stało się jednak ułatwienie celu, do którego dążyli hitlerowcy: przełamywania linii oporu i okrążenia.
Do sukcesu Niemców przyczyniła się ich zdecydowana przewaga w uzbrojeniu lotniczym, około 2 tys. samolotów Polacy mogli przeciwstawić 600 maszyn, przeważnie przestarzałych. Polskie siły powietrzne, z nieodpowiednim systemem wczesnego ostrzegania, zostały w dużej mierze zniszczone na ziemi. Luftwaffe mogła wspomagać oddziały lądowe oraz atakować punkty dowodzenia i linie komunikacyjne. W ciągu tygodnia wszystkie broniące się armie, z wyjątkiem jednej, uległy rozbiciu na pojedyncze grupy, a szereg polskich dywizji znalazło się w okrążeniu. Kontratak, podjęty 10 września przez jedyną nienaruszoną armię, doprowadził do jej otoczenia. Dwa tygodnie po rozpoczęciu inwazji większość polskich sił zbrojnych została podzielona na izolowane od siebie skupiska, z których największe utrzymywały się wokół Kutna, Radomia i Warszawy. Po uporczywej obronie stolica poddała się 27 września. Niektóre jednostki prowadziły walkę aż do 6 października.
Granice Polski z 1939 r. i linia podziału między Niemcami a ZSRR
Wcześniej nastąpiło wydarzenie złowieszcze dla Wielkiej Brytanii i Francji. 17 września wojska rosyjskie rozpoczęły marsz w głąb terytorium polskiego. Polska miała być podzielona pomiędzy Niemcy i Związek Sowiecki. Stało się jasne, że oba państwa dokonały pewnego rodzaju transakcji, zakładającej radziecką pomoc dla Niemców. Różniła się ona od ścisłej neutralności, która wymagałaby zatrzymania na terytorium Polski oddziałów hitlerowskich dla baczenia na Armię Czerwoną. Tak więc Stalin dawał Hitlerowi wolną rękę na Zachodzie. Co więcej, sowieckie dostawy minerałów i surowców w znacznym stopniu ograniczyły skutki morskiej blokady Niemiec.
Stawiało to pod znakiem zapytania strategię aliantów. Była ona spóźniona. Uprzednio sztaby alianckie uzgodniły, że z czasem zdolność Wielkiej Brytanii i Francji do samoobrony przed atakiem będzie wzrastała, podczas gdy blokada ekonomiczna, a później bombardowania z powietrza, niszczyć będą niemiecką potęgę i morale. W końcu Hitler zostanie obalony przez niezadowolonych rodaków albo w ostateczności aliancka inwazja doprowadzi do upadku osłabiony reżim. Wiele przemawiało za taką strategią. Jednak sam Hitler wydawał się przyjmować to samo podstawowe założenie, że czas nie pracował na jego korzyść. Był chętny do podjęcia wczesnego ataku na Francję, narzucając taki plan swoim generałom i początkowo wyznaczając jego termin na 12 listopada 1939 r. Przekładano go dwadzieścia dziewięć razy przed ustaleniem ostatecznej daty 10 maja 1940 r. Pod pewnymi względami siły brytyjskie i francuskie rosły szybciej od niemieckich. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 1940 r. połączona angielsko-francuska produkcja czołgów wyniosła 1412 sztuk w porównaniu z 558 zbudowanymi przez Niemcy. Od stycznia do maja tego roku aliancka produkcja samolotów wyniosła 6794 maszyny, podczas gdy niemiecka sięgała nieco ponad połowę tej liczby. Rząd brytyjski i jego wojskowi doradcy wciąż wierzyli w bierną strategię obrony przed atakiem Niemców i w blokadę, która powodzenie takiego ataku czyniła coraz mniej prawdopodobnym.
Francuzi nie byli tak pewni siebie. Według nich współpraca pomiędzy Związkiem Radzieckim a Niemcami umożliwiała atak hitlerowców na zachodzie przy użyciu wszystkich najlepszych jednostek armii. Sowiecka pomoc Hitlerowi czyniła blokadę Niemiec nieskuteczną. Francuzi uważali, że Niemcy stawały się coraz silniejsze, podczas gdy wkład brytyjskich sił lądowych przeznaczonych do obrony Francji wzrastał bardzo powoli. Sądzili, iż jeżeli nie uda się pokrzyżować sowieckiego udziału, kraj może zostać pokonany, nim angielsko-francuskie siły dogonią potencjał wroga. Przeciwnie, Brytyjczycy przypuszczali, iż porozumienie nazistowsko-sowieckie nie będzie trwało długo, a do końca ich przymierza blokada Niemiec odniesie pewne skutki. Według brytyjskiego Ministerstwa Gospodarki Wojennej czas pracował na korzyść aliantów i Niemcy nie dadzą sobie rady ze wzrastającymi problemami ekonomicznymi. Londyn zaś przede wszystkim bardziej od samego Paryża wierzył w możliwość obrony Francji. Francuscy premierzy, najpierw Daladier, a po nim Reynaud, a także dowódcy armii, Gamelin odpowiedzialny za siły lądowe, Darlan morskie i Vuillemin lotnicze, usilnie szukali nadzwyczajnych sposobów na osłabienie wroga, aby zmniejszyć siłę, którą Niemcy mogli skierować przeciwko ich ojczyźnie. Naciskali więc na przyjęcie przez Brytyjczyków czterech planów. Jeden z nich przewidywał wzniecenie walki w południowo-wschodniej Europie i zgromadzenie sił alianckich w Salonikach do jej obrony. Dwa inne projekty miały ograniczyć sowiecką pomoc dla Niemiec. W końcu listopada 1939 r. rząd radziecki, wyzyskując zgodę na ekspansję terytorialną przyznaną mu przez hitlerowców w układzie Ribbentrop-Mołotow, zdecydował o zaatakowaniu Finlandii. Francuscy ministrowie pragnęli wyraźnie pomóc jej w obronie. Trzeci plan zakładał zbombardowanie rosyjskich pól naftowych na Kaukazie. Ostatni miał na celu przerwanie dostaw wysokoprocentowych rud żelaza z północnej Szwecji do Rzeszy. Trzy pierwsze projekty wywołały spór pomiędzy Wielką Brytania a Francją. Zdaniem Anglików wspólna interwencja w południowo-wschodniej Europie była ryzykowna bez poparcia Włoch. Londyn nie chciał zmuszać Mussoliniego do podjęcia decyzji, która mogła okazać się niekorzystna, czy ma przystąpić do wojny z Niemcami, czy przeciw nim. Rząd brytyjski, a zwłaszcza sam Chamberlain, uważał neutralność Włoch za pożyteczną. Anglicy nie zgadzali się całkowicie z poglądem francuskim, że można ryzykować wojnę ze Związkiem Radzieckim. Wierzyli w koniec współpracy niemiecko-sowieckiej. Tymczasem Paryż obawiał się, że będzie ona trwać do klęski Francji. Tak więc Brytyjczycy zdecydowanie opierali się udzieleniu poparcia Finlandii i nie dopuścili do realizacji niepokojących projektów sojusznika zakładających zbombardowanie terytorium Rosji.
Uzgodniono więc jedynie odcięcie dostaw szwedzkiej rudy żelaza do Niemiec. Wysłanie alianckich oddziałów kolejami przez północną Norwegię i Szwecję tłumaczono początkowo koniecznością udzielenia pomocy Finlandii. Wojska sprzymierzone miały wówczas szansę opanować tereny rudonośne i drogi eksportu surowca. Kiedy 12 marca 1940 r. Finlandia się poddała, zrealizowano nowy pomysł. Brytyjczycy zgodzili się na zaminowanie norweskich wód terytorialnych, aby zablokować niezamarzający szlak, używany przez statki niemieckie do przewożenia rudy. Jeżeli, jak przewidywano, Niemcy odpowiedzą inwazją na kraje skandynawskie, ekspedycja aliancka będzie mogła natychmiast zająć bogate w rudę terytoria północne. Ostatecznie jednak to Hitler pierwszy przeprowadził prewencyjną inwazję.
Pomiędzy Brytyjczykami a Francuzami trwały sprzeczki. Polityczne zmiany we Francji doprowadziły do opóźnienia operacji w Norwegii. 21 marca rzekomo bardziej energiczny Reynaud zastąpił Daladiera na stanowisku premiera. Musiał jednak początkowo pozostawić Daladierowi kierowanie Ministerstwem Obrony Narodowej. Ten zaś był wrogo nastawiony do porozumienia anglo-francuskiego. 8 kwietnia Brytyjczycy rozpoczęli zaminowywanie wybrzeży Norwegii, ale tymczasem trwała już kontrakcja. Niemieckie jednostki zaopatrzeniowe wypłynęły do Norwegii 3 kwietnia, a trzy dni później wyruszyły cztery okręty wojenne z oddziałami wojskowymi na pokładzie. Wobec takiego rozwoju sytuacji Brytyjczycy natychmiast odwołali akcję minowania, porzucili plan lądowania w Norwegii i nakazali wszystkim okrętom wojennym, z którymi mieli kontakt, zaatakować jednostki wroga na morzu. Żołnierze brytyjscy, płynący już w kierunku Norwegii, zostali z powrotem wysadzeni na ląd, żeby powrócić na morze po 12 kwietnia. W rezultacie siły alianckie znalazły się wobec konieczności wyparcia wojsk niemieckich, które na dobre weszły już do Danii i Norwegii i korzystając z okrętów wojennych, aby przewieźć żołnierzy, dotarły na północy aż do Narwiku, portu przeładunku rudy. Oddziały brytyjskie wylądowały w środkowej Norwegii, ale powtórnie zostały wycofane. Połączone siły angielsko-francuskie z trudnością odbiły Narwik, by porzucić go w chwili ataku na Francję. W środkowej części Norwegii lotnictwo niemieckie utrudniało działania oddziałom alianckim i zagrażało okrętom wojennym krajów sprzymierzonych. Na dalekiej północy brytyjska przewaga na morzu tylko powoli równoważyła przewagę sił niemieckich wynikającą z wcześniejszej okupacji kraju. Podczas całej kampanii hitlerowcom udawało się rozszyfrować dużą część sygnałów w głównym brytyjskim kodzie floty. Zajęcie Norwegii zapewniło Niemcom dostawy rud żelaza i pomogło w prowadzeniu wojny na morzu przeciwko Wielkiej Brytanii. Niepowodzenie Anglii w Norwegii doprowadziło do upadku rządu Chamberlaina.
Skandynawia w 1940 r.
Następny punkt zwrotny w wojnie rozpoczął się 10 maja 1940 r. atakiem Niemiec na Holandię, Belgię, Luksemburg i Francję. Wypadki następnych sześciu tygodni zdecydowały o ogólnym kształcie całej wojny. Klęska Francji umożliwiła niemiecki atak na Rosję. Dzięki przetrwaniu w walce Wielkiej Brytanii doszło do interwencji Stanów Zjednoczonych w Europie. Dlatego też historyk zajmujący się zagadnieniami drugiej wojny światowej powinien starannie analizować i wyjaśniać te wypadki.
