Droga do niewolności - Timothy Snyder - ebook + książka

Droga do niewolności ebook

Timothy Snyder

0,0
41,24 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wierzyliśmy, że koniec zimnej wojny przyniesie ostateczne zwycięstwo demokracji i zapewni wolność przyszłym pokoleniom. Byliśmy naiwni. Autorytaryzm powrócił do Rosji i Putinowska oligarchia bogaczy znalazła sojuszników na całym świecie.

Nacjonaliści, separatyści, radykałowie i kasta najbogatszych z pomocą cyberarmii dyktatora z Kremla oraz chciwych zachodnich technokratów potrafią skutecznie zagospodarować niezadowolenie – wydawałoby się – dojrzałych i odpornych na populizm zachodnich społeczeństw. Pierwsze rosyjskie cele zostały osiągnięte: brexit osłabi Unię Europejską, a Donald Trump odwróci wzrok w najważniejszym momencie. Rodzi się pytanie, jaki będzie następny krok.

Timothy Snyder wskazywał te zagrożenia w swojej niezrównanej książce O tyranii. Dzięki doskonałej analizie zarówno współczesności, jak i historii przejrzyście uświadamia, dokąd zmierzamy: ku wolności czy oligarchii, ku indywidualizmowi czy totalizmowi, ku prawdzie czy fałszowi.

Którą drogą pójdziemy?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 558

Data ważności licencji: 2/24/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Reporterom, bohaterom naszych czasów

PROLOG (2010)

Mój syn urodził się w Wiedniu. Poród był trudny, więc austriacki położnik i polska położna musieli dołożyć wszelkich starań, by wszystko zakończyło się pomyślnie. Noworodek wziął pierwszy oddech, matka potrzymała go przez moment, po czym zawieziono ją na salę operacyjną, a nasza położna Ewa podała mi syna. Przez kolejne godziny byliśmy obaj trochę zagubieni, ale trzymaliśmy się razem. Wokół nas migały zielone fartuchy – ze stukiem sabotów przemykali chirurdzy, pospiesznie zakładając maski. Fiołkowe oczy dziecka spoglądały tymczasem gdzieś w stronę sufitu.

Następnego dnia wszystko wydawało się w porządku. Na polecenie pielęgniarek wyszedłem z oddziału o normalnej porze, czyli o piątej po południu, pozostawiając matkę i dziecko do rana pod ich opieką. Teraz, z niewielkim opóźnieniem, mogłem rozesłać pocztą elektroniczną informację o narodzinach syna. Niektórzy z moich przyjaciół przeczytali tę radosną wiadomość w tej samej chwili, gdy dotarła do nich wieść o katastrofie, która zabrała życie innych. Jeden z nich – uczony, którego poznałem w Wiedniu w poprzednim stuleciu – wychodził właśnie w pośpiechu, by zdążyć na odlatujący z Warszawy samolot. Mój list, choć mknął z prędkością światła, nie zdołał go dogonić.

Rok 2010 był czasem refleksji. Kryzys finansowy sprzed dwóch lat zniszczył znaczną część światowego dobrobytu, a powolne i niepewne ożywienie sprzyjało bogatym. Urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych sprawował Afroamerykanin. Wielka przygoda Europy z początku XXI wieku, jaką było rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód, wydawała się zakończona. Minęło 10 lat od początku stulecia, 20 od końca komunizmu w Europie i 70 od wybuchu II wojny światowej – nadszedł czas rozrachunków.

Takiego rozrachunku dokonywałem wówczas wspólnie z umierającym historykiem. Tony’ego Judta najbardziej podziwiałem za jego historię Europy – opublikowane w 2005 roku Powojnie[I]. Opowiedział w nim o nieprawdopodobnym sukcesie Unii Europejskiej, której udało się skleić kawałki imperiów w największą gospodarkę i najważniejszy obszar demokracji na świecie. Książkę kończyły rozważania o pamięci o Holokauście europejskich Żydów. Judt sugerował, że w XXI wieku procedury i pieniądze nie wystarczą: warunkiem zachowania przyzwoitości politycznej będzie pamięć o straszliwej historii.

W 2008 roku Tony zapadł na chorobę neurodegeneracyjną – stwardnienie zanikowe boczne (ALS). Był uwięziony w ciele, które wypowiedziało posłuszeństwo umysłowi, i czekała go nieuchronna śmierć. Po tym, gdy stracił władzę w rękach, zaczęliśmy nagrywać nasze rozmowy o XX wieku. Rozmawiając w 2009 roku, obydwaj byliśmy zaniepokojeni amerykańskim przeświadczeniem, że kapitalizm jest niezmienny, a od demokracji nie ma odwrotu. We wcześniejszych książkach Tony opisywał nieodpowiedzialnych intelektualistów, którzy dali wsparcie totalitaryzmowi w XX wieku. Teraz obawiał się nowej nieodpowiedzialności w kolejnym stuleciu: całkowitego odrzucenia idei, a w rezultacie banalizacji dyskusji, paraliżu polityki i normalizacji nierówności.

Równolegle z naszymi konwersacjami pisałem historię masowych zbrodni politycznych popełnionych przez nazistowskie Niemcy oraz Związek Radziecki w Europie w latach 30. i 40. XX wieku. Punktem wyjścia dla tej opowieści byli ludzie i ich ojczyzny – w szczególności opisywałem Żydów, Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, Bałtów oraz Polaków doświadczonych przez obydwa reżimy w strefach, którymi władali kolejno naziści i Sowieci. Chociaż kolejne rozdziały książki traktowały o rzeczach strasznych – celowym głodzeniu, dołach śmierci i komorach gazowych – jej końcowe przesłanie brzmiało optymistycznie: jesteśmy w stanie ustalić przyczyny masowych morderstw oraz przywołać słowa zabitych. Można powiedzieć prawdę i wyciągnąć z niej lekcję.

Jeden z rozdziałów był poświęcony punktowi zwrotnemu historii XX wieku: paktowi między nazistami a Sowietami, który doprowadził do wybuchu II wojny światowej w Europie. We wrześniu 1939 roku nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki dokonały inwazji na Polskę, przy czym każdy z napastników postawił sobie za cel zniszczenie państwa polskiego oraz polskiej klasy politycznej. Wiosną 1940 roku sowiecka tajna policja zamordowała 21 892 polskich jeńców, w większości wykształconych oficerów rezerwy. Mężczyzn (oraz jedną kobietę) zabito strzałami w tył głowy w pięciu miejscach stracenia. Jednym z nich był Las Katyński pod Smoleńskiem w Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Dla Polaków zbrodnia katyńska stała się symbolem sowieckich represji.

Po II wojnie światowej Polska znalazła się pod rządami komunistycznymi jako państwo satelickie ZSRR, więc o Katyniu nie można było oficjalnie rozmawiać. Historycy mogli wyjaśnić przebieg wydarzeń dopiero po rozwiązaniu Związku Radzieckiego w 1991 roku. Dokumenty sowieckie nie pozostawiały wątpliwości: masowe morderstwa były celową polityką i osobiście zatwierdził je Józef Stalin. Od chwili rozpadu Związku Radzieckiego nowa Federacja Rosyjska borykała się ze spuścizną stalinowskiego terroru. 3 lutego 2010 roku, gdy kończyłem książkę, premier Rosji złożył swojemu polskiemu odpowiednikowi zaskakującą propozycję wspólnego upamiętnienia zbrodni katyńskiej w kwietniu, w jej 70. rocznicę. O północy 1 kwietnia, w dniu, w którym przypadał termin porodu, wysłałem książkę do wydawcy. 7 kwietnia polska delegacja rządowa pod przewodnictwem premiera przybyła do Rosji. Dzień później moja żona urodziła.

Dwa dni później do Rosji wyruszyła druga polska delegacja. W jej skład wchodzili prezydent Rzeczypospolitej Polskiej z żoną, dowódcy polskich sił zbrojnych, posłowie, działacze społeczni, kapłani i członkowie rodzin pomordowanych w Katyniu w 1940 roku. Był w niej też mój przyjaciel Tomek Merta – szanowany historyk myśli politycznej i wiceminister kultury odpowiedzialny za upamiętnienie wydarzeń katyńskich. Tomek wszedł na pokład samolotu wczesnym rankiem w sobotę 10 kwietnia 2010 roku. O 8.41 maszyna rozbiła się przed pasem startowym rosyjskiego lotniska wojskowego w Smoleńsku. Nikt nie przeżył katastrofy. Po drugiej stronie sali na oddziale położniczym w Wiedniu zadzwonił telefon komórkowy, po czym rozległ się krzyk młodej matki – krzyczała po polsku.

Następnego wieczora czytałem odpowiedzi na rozesłaną wiadomość o narodzinach syna. Jeden z przyjaciół wyraził obawę, że przeżywana radość uniemożliwi mi pojęcie tragedii, do jakiej doszło. „Nie chciałbym, żebyś znalazł się w trudnej sytuacji, więc muszę Cię poinformować, że zginął Tomek Merta”. Inny z przyjaciół, którego nazwisko znajdowało się na liście pasażerów, napisał mi, że się rozmyślił i został w domu. Jego żona miała kilka tygodni później termin porodu.

Swój list zakończył: „Odtąd wszystko będzie inaczej”.

W Austrii matki zostają w szpitalu przez cztery dni po porodzie, aby pielęgniarki mogły je nauczyć, jak karmić i kąpać dziecko oraz się nim opiekować. To wystarczająco długi czas, żeby rodziny mogły się poznać – żeby rodzice mogli ustalić, jakimi wspólnymi językami mówią, i zacząć ze sobą rozmawiać. Następnego dnia na oddziale położniczym rozmowy po polsku krążyły wokół spisku. Pojawiły się pierwsze pogłoski: samolot zestrzelili Rosjanie; polski rząd uczestniczył w zamachu na polskiego prezydenta, który był z innej partii niż premier. Młoda polska matka zapytała mnie, co o tym sądzę. Odpowiedziałem, że wszystko to jest bardzo mało prawdopodobne.

Dzień później wypuszczono nas do domu. Podczas gdy dziecko spało w kołysce, napisałem dwa artykuły o Tomku: po polsku nekrolog, a po angielsku opis katastrofy zakończony optymistycznym fragmentem poświęconym Rosji. Polski prezydent zginął, spiesząc na uroczystości upamiętniające zbrodnię popełnioną na rosyjskiej ziemi. Wyraziłem nadzieję, że premierowi Rosji Władimirowi Putinowi wydarzenia te posłużą za punkt wyjścia do ogólniejszych rozważań nad historią stalinizmu. Pośród żałoby panującej w kwietniu 2010 roku był to może rozsądny apel, ale kompletnie się nie sprawdził jako przepowiednia.

Odtąd wszystko było inaczej. Putin, który przed objęciem funkcji premiera pełnił już przez dwie kadencje urząd prezydenta, we wrześniu 2011 roku ogłosił, że chce ponownie objąć prezydenturę. W wyborach parlamentarnych w grudniu jego partia wypadła słabo, lecz mimo to uzyskała większość w Dumie. Putin powrócił zaś na urząd prezydencki w maju 2012 roku po wyborach, podczas których doszło do nieprawidłowości. Następnie dopilnował, aby dyskusje o sowieckiej przeszłości – takie jak ta o Katyniu, którą sam zainicjował – zostały uznane za przestępstwo. W Polsce katastrofa smoleńska zjednoczyła społeczeństwo na jeden dzień, a potem podzieliła je na lata. Obsesja na punkcie katastrofy z kwietnia 2010 roku narastała z czasem, wypierając nie tylko zbrodnię katyńską, którą miały upamiętnić ofiary, ale wręcz wszystkie przypadki polskiego cierpienia w dziejach. Polska i Rosja zaprzestały refleksji historycznej. Czasy się zmieniły, a może zmieniło się nasze poczucie czasu.

Unia Europejska popadła w niełaskę. O powodzeniu europejskiego przedsięwzięcia przypominał nasz wiedeński oddział położniczy, gdzie niedrogie ubezpieczenie dawało dostęp do wszystkich świadczeń. Uosabiał on usługi publiczne uznawane za coś oczywistego w dużej części Europy, a jednocześnie niewyobrażalne w Stanach Zjednoczonych. To samo można powiedzieć o szybkim i niezawodnym metrze, którym przyjechałem do szpitala: normalne w Europie i nieosiągalne w Ameryce. W 2013 roku Rosja zwróciła się przeciwko Unii Europejskiej, uznając ją za organizm dekadencki i wrogi. Sukces Wspólnoty mógłby przekonać Rosjan, że dawne imperia mogą się stać zamożnymi demokracjami, a zatem samo jej istnienie stało się nagle zagrożone.

Widząc, że sąsiednia Ukraina zbliża się do Unii Europejskiej, w 2014 roku Rosja napadła ją, zajmując część jej terytorium. Do 2015 roku rozszerzyła też zasięg swojej bezprecedensowej kampanii cybernetycznej poza Ukrainę: z pomocą licznych Europejczyków i Amerykanów dotarła ona do Europy oraz Stanów Zjednoczonych. W 2016 roku Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii Europejskiej, za czym od dawna opowiadała się Moskwa, a Amerykanie wybrali na prezydenta Donalda Trumpa, również nie bez udziału Rosjan. Do licznych wad nowego prezydenta USA należała niezdolność do refleksji nad historią: nie potrafił on upamiętnić Holokaustu, gdy nadeszła ku temu sposobność, ani potępić nazistów we własnym kraju.

Wiek XX skończył się na dobre, a jego lekcje zapomniano. W Rosji, Europie i Ameryce narodziła się nowa postać polityki – nowa niewolność na nowe czasy.

Obydwa artykuły o katastrofie smoleńskiej pisałem po latach rozważań nad polityką życia i śmierci – w noc, gdy linia je rozdzielająca wydawała się szczególnie cienka. „Twoje szczęście pośród nieszczęścia” – napisał jeden z przyjaciół – i to pierwsze wydawało się równie niezasłużone jak to drugie. Końce i początki były zbyt blisko siebie lub wydawały się następować w niewłaściwym porządku – śmierć przed życiem, a umierający przed żyjącymi; czas wydawał się kością wyłamaną w stawie[II].

W kwietniu 2010 roku, albo około tej daty, ludzki charakter uległ zmianie[III]. Gdy zawiadamiałem o narodzinach mojego pierwszego dziecka, musiałem się udać do gabinetu i skorzystać z komputera; smartfony nie były jeszcze w powszechnym użyciu. Odpowiedzi oczekiwałem zaś w ciągu dni lub tygodni, a nie od razu. Do momentu, gdy dwa lata później urodziła się moja córka, wszystko uległo zmianie: posiadanie smartfona stało się normą, a odpowiedzi przychodziły natychmiast lub wcale. Mieć dwójkę dzieci to coś zupełnie innego niż mieć jedno, a jednak sądzę, że z chwilą, gdy internet stał się równoznaczny z mediami społecznościowymi, czas stał się bardziej urywany i nieuchwytny dla nas wszystkich.

Maszyny, które miały tworzyć czas, w rzeczywistości go pochłaniały. Gdy utraciliśmy zdolność koncentracji i przywoływania rzeczy z pamięci, wszystko wydało nam się nowe. W sierpniu 2010 roku, po śmierci Tony’ego, odbyłem tournée promujące naszą wspólną książkę, którą zatytułował on Rozważania o wieku XX[IV]. Podróżując po Stanach Zjednoczonych, uświadomiłem sobie, że pamięć o jej temacie została pogrzebana zbyt skrzętnie. W pokojach hotelowych oglądałem rosyjską telewizję, która grała na traumatycznej nucie historii stosunków rasowych w USA, sugerując, jakoby Barack Obama urodził się w Afryce. Zaskoczyło mnie, że temat ten podchwycił wkrótce amerykański showman Donald Trump.

Amerykanów i Europejczyków przez nowe stulecie prowadziła opowieść o „końcu historii”, coś, co dalej będę nazywać myśleniem w kategoriach nieuchronności: poczucie, że przyszłość jest po prostu przedłużeniem teraźniejszości, prawa postępu są znane i nie ma alternatywy, a zatem nic tak naprawdę nie trzeba robić. W kapitalistycznej amerykańskiej wersji tej opowieści natura przyniosła rynek, rynek demokrację, a ta z kolei szczęśliwość. W wersji europejskiej historia przyniosła naród, który z wojny wyciągnął lekcję, że pokój jest dobry, i dlatego wybrał integrację oraz dobrobyt.

Przed upadkiem Związku Radzieckiego w 1991 roku komunizm pielęgnował własne myślenie w kategoriach nieuchronności: natura umożliwiła rozwój techniki, technika przyniosła zmianę społeczną, zmiana społeczna spowodowała rewolucję, a rewolucja zaprowadziła utopię. Kiedy okazało się to nieprawdą, europejscy i amerykańscy politycy propagujący tezę o nieuchronności zatriumfowali. W 1992 roku Europejczycy zabrali się do nadawania ostatecznego kształtu Unii Europejskiej. Amerykanie uznali z kolei, że klęska komunistycznego dyskursu potwierdziła prawdziwość kapitalistycznego. Zarówno Amerykanie, jak i Europejczycy powtarzali swoje opowieści o nieuchronności przez ćwierć wieku po upadku komunizmu, wychowując w ten sposób ahistoryczne pokolenie przełomu tysiącleci.

Amerykańskie myślenie w kategoriach nieuchronności, podobnie jak wszystkie takie opowieści, było odporne na fakty. Losy Rosji, Ukrainy i Białorusi po 1991 roku pokazywały wystarczająco dobitnie, że upadek ustroju nie pozostawia pustej przestrzeni, w której natura buduje rynki, a te z kolei tworzą prawa. Gdyby prowodyrzy nielegalnej amerykańskiej wojny z Irakiem w 2003 roku zastanowili się nad jej katastrofalnymi konsekwencjami, mogliby pojąć tę lekcję. Kryzys finansowy 2008 roku i deregulacja darowizn na kampanie wyborcze w USA w 2010 roku spotęgowały wpływy ludzi bogatych, odbierając je wyborcom. W miarę jak rosły nierówności ekonomiczne, horyzont czasowy się kurczył, a coraz mniej Amerykanów uważało, że przyszłość będzie lepszą wersją teraźniejszości. Pod nieobecność funkcjonującego państwa, które zapewniłoby podstawowe dobra społeczne uznawane za oczywistość w innych krajach – oświatę, emerytury, opiekę zdrowotną, transport, urlop rodzicielski czy wypoczynkowy – każdy dzień ich przytłaczał i tracili poczucie, że czeka ich jakaś przyszłość.

Upadek myślenia w kategoriach nieuchronności poskutkował odmiennym sposobem doświadczania czasu – myśleniem w kategoriach wieczności. Nieuchronność obiecuje wszystkim lepszą przyszłość, natomiast wieczność stawia jeden naród w centrum cyklicznie powracającej historii męczeństwa. Czas nie jest już linią prowadzącą w przyszłość, lecz okręgiem przynoszącym bez końca te same zagrożenia z przeszłości. W świecie nieuchronności nikt nie ponosi odpowiedzialności, gdyż wszyscy wiemy, że drobne problemy same się rozwiążą; w świecie wieczności nikt nie ponosi odpowiedzialności, gdyż wszyscy wiemy, że wróg nadejdzie bez względu na to, co uczynimy. Politycy wieczności głoszą, że rząd nie może pomóc całemu społeczeństwu – może jedynie strzec przed zagrożeniami. Postęp ustępuje miejsca katastrofie.

Sprawując władzę, politycy wieczności produkują kryzysy i manipulują wywołanymi przez nie emocjami. Aby odwrócić uwagę od swojej niezdolności lub niechęci do wprowadzania reform, nakazują obywatelom doświadczać na przemian euforii i oburzenia, topiąc przyszłość w teraźniejszości. W polityce zagranicznej bagatelizują i niweczą osiągnięcia innych krajów, które mogłyby posłużyć za wzory dla ich obywateli. Wykorzystując osiągnięcia techniki do rozpowszechniania fikcji politycznej zarówno w kraju, jak i za granicą, zaprzeczają prawdzie oraz próbują sprowadzić życie do spektaklu i emocji.

Być może w 2010 roku zaszło coś więcej, niż sądziliśmy. Być może kaskada zdarzeń dzielących katastrofę smoleńską od prezydentury Trumpa była erą transformacji, którą przeoczyliśmy. Być może prześlizgujemy się z jednej wizji czasu w drugą, gdyż nie dostrzegamy, jak kształtuje nas historia i jak my sami kształtujemy historię.

Nieuchronność oraz wieczność zmieniają fakty w narracje. Ci, których uwiodła nieuchronność, widzą każdy fakt jako epizod niemogący zmienić ogólnego kierunku postępu; ci, którzy opowiedzieli się za wiecznością, klasyfikują każde nowe zdarzenie jako kolejny przejaw nieustającego zagrożenia. Każde z tych podejść udaje historię i każde historię unieważnia. Politycy nieuchronności głoszą, że konkretne wydarzenia z przeszłości nie mają znaczenia, gdyż wszystko, co się dzieje, jest tylko kolejnym krokiem na drodze do postępu. Politycy wieczności przeskakują z jednej chwili w drugą, pomijając całe dekady lub stulecia, aby zbudować mit zagrożonej niewinności. Wyobrażają sobie przy tym cykliczne zagrożenia z przeszłości, żeby stworzyć wyimaginowany wzorzec, który realizują w teraźniejszości, produkując sztuczne kryzysy i codzienne dramaty.

Nieuchronność i wieczność cechują się charakterystycznymi stylami propagandowymi. Politycy nieuchronności przedstawiają fakty tak, aby zapewnić odbiorcom dobre samopoczucie. Z kolei politycy wieczności je tuszują, aby zbyć lekceważeniem zarówno doniesienia, że w innych krajach ludzie są bardziej wolni i zamożniejsi, jak i wszelkie pomysły na poparte wiedzą reformy. Znaczna część tego, co się działo po 2010 roku, bazowała na świadomym kreowaniu fikcji politycznej – niezwykłych historii i zwykłych kłamstw, które przyciągały uwagę i zawłaszczały przestrzeń niezbędną do zastanowienia. Niezależnie jednak od tego, jakie wrażenie w danej chwili wywołuje propaganda, nie jest to ostateczny werdykt historii. Istnieje różnica między pamięcią, czyli odczuwanym wrażeniem, a historią, czyli związkami, które możemy odkryć, jeżeli tylko chcemy.

Ta książka jest próbą odzyskania teraźniejszości dla czasu historycznego, a tym samym odzyskania czasu historycznego dla polityki. Oznacza to starania w celu zrozumienia wzajemnie powiązanych wydarzeń ze współczesnej historii świata – od Rosji po Stany Zjednoczone – w czasach, gdy zakwestionowano fakty jako takie. Inwazja Rosji na Ukrainę w 2014 roku była dla Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych konfrontacją z rzeczywistością. Okazało się, że wielu Europejczyków i Amerykanów woli podążać za wytworami rosyjskiej propagandy niż bronić porządku prawnego. Zarówno Europa, jak i Ameryka marnowały czas, pytając, czy tak naprawdę doszło do napaści, czy Ukraina jest krajem i czy w jakiś sposób zasłużyła na to, co ją spotkało. Ujawniły tym samym ogromną wewnętrzną słabość, którą Rosja wkrótce wykorzystała zarówno w UE, jak i w USA.

Historia jako dyscyplina naukowa ma swoje początki w konfrontacji z propagandą wojenną. W pierwszym dziele historycznym, którym była Wojna peloponeska, Tukidydes starał się odróżnić relacje przywódców o ich czynach od rzeczywistych powodów podejmowanych decyzji[V]. W naszych czasach, gdy rosnąca nierówność sprzyja fikcji politycznej, dziennikarstwo śledcze staje się coraz cenniejsze. Przeżyło ono renesans podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy odważni reporterzy przesyłali doniesienia z niebezpiecznych miejsc. W Rosji i na Ukrainie inicjatywy dziennikarskie skupiały się pierwotnie wokół problemów kleptokracji i korupcji, a wprawieni w pisaniu o nich reporterzy zajęli się później wojną.

To, do czego doszło już w Rosji, może się też zdarzyć w Ameryce i Europie: utrwalenie ogromnej nierówności, wyparcie polityki przez propagandę oraz przejście od myślenia w kategoriach nieuchronności do myślenia w kategoriach wieczności. Rosyjscy przywódcy mogą skłonić Europejczyków i Amerykanów do wejścia w wieczność, gdyż Rosja dotarła tam jako pierwsza. Rozumieją przy tym słabości amerykańskie i europejskie, które po raz pierwszy dostrzegli oraz wykorzystali we własnym kraju.

Dla wielu Europejczyków i Amerykanów wydarzenia, do których doszło w drugiej dekadzie XXI wieku – nadejście ery antydemokratycznej polityki, rosyjski zwrot przeciw Europie i inwazja na Ukrainę, referendum w sprawie brexitu czy wybór Trumpa – stanowiły niespodziankę. Amerykanie zazwyczaj reagują na zaskoczenie dwojako: albo wmawiając sobie, że do nieoczekiwanego zdarzenia tak naprawdę nie doszło, albo twierdząc, że jest ono zjawiskiem całkowicie nowym, a tym samym nie da się go wytłumaczyć w kategoriach historycznych. Albo wszystko pójdzie dobrze, albo wszystko poszło tak źle, że niczego nie da się zrobić. Pierwsza reakcja to mechanizm obronny ludzi myślących w kategoriach nieuchronności. Druga to skrzypienie, które nieuchronność wydaje tuż przed tym, zanim pęknie i ustąpi miejsca wieczności. Myślenie w kategoriach nieuchronności najpierw niszczy poczucie odpowiedzialności wśród obywateli, a gdy napotka poważne wyzwanie, gwałtownie zamienia się w myślenie w kategoriach wieczności. Amerykanie zareagowali na te dwa sposoby, gdy kandydat Rosji został prezydentem Stanów Zjednoczonych.

W ostatniej dekadzie XX wieku oraz pierwszej dekadzie wieku XXI Zachód wpływał na Wschód, przeszczepiając modele gospodarcze i polityczne, rozpowszechniając język angielski oraz rozszerzając Unię Europejską i NATO. Tymczasem nieuregulowane obszary amerykańskiego i europejskiego kapitalizmu zapraszały bogatych Rosjan do krainy pozbawionej rozróżnień między Wschodem a Zachodem – królestwa zagranicznych kont bankowych, firm przykrywek i anonimowych transakcji służących do prania majątku skradzionego mieszkańcom Rosji. Po części z tego właśnie powodu po 2010 roku Wschód zaczął wpływać na Zachód, gdyż wyprowadzanie bogactwa za granicę zamieniło się z wyjątku w regułę, a rosyjska fikcja polityczna przeniknęła poza Rosję. W Wojnie peloponeskiej Tukidydes zdefiniował oligarchię jako władzę nielicznych i przeciwstawił ją demokracji. Dla Arystotelesa oligarchia oznaczała z kolei władzę garstki bogaczy; to znaczenie słowa w latach 90. XX wieku powróciło do języka rosyjskiego, a następnie w drugiej dekadzie XXI stulecia – nie bez powodu – do angielskiego.

Pojęcia i praktyki wędrowały ze Wschodu na Zachód. Ilustracją jest słowo „fałszywy”, na przykład w określeniu „fałszywe wiadomości”. Brzmi ono jak amerykański wynalazek, a Donald Trump uznał je wręcz za własne osiągnięcie, ale termin ten był używany w Rosji i na Ukrainie na długo przed jego rozpowszechnieniem w Stanach Zjednoczonych. Oznaczał on stworzenie fikcyjnego tekstu udającego wynik pracy dziennikarza: zarówno w celu zaciemnienia obrazu konkretnego wydarzenia, jak i zdyskredytowania dziennikarstwa jako takiego. Politycy wieczności najpierw sami rozpowszechniają fałszywe wiadomości, po czym twierdzą, że wszystkie wiadomości są fałszywe, na koniec zaś, że prawdziwe są tylko ich spektakle. Rosyjska kampania zmierzająca do wypełnienia międzynarodowej sfery publicznej fikcją rozpoczęła się na Ukrainie w 2014 roku, po czym w 2015 roku dotarła do Stanów Zjednoczonych i w 2016 roku przyczyniła się do wyboru prezydenta USA. Techniki były wszędzie takie same, chociaż z upływem czasu rósł poziom ich wyrafinowania.

W drugiej dekadzie XXI wieku Rosja stała się kleptokratycznym reżimem dążącym do eksportu myślenia w kategoriach wieczności: celem było unieważnienie faktów, utrwalenie nierówności oraz przyspieszenie podobnych tendencji w Europie i Stanach Zjednoczonych. Doskonale widać to było z Ukrainy, gdzie Kreml toczył regularną wojnę, intensyfikując zarazem kampanie mające przynieść zgubę UE i Ameryce. Doradca pierwszego prorosyjskiego kandydata na prezydenta USA był wcześniej doradcą ostatniego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy. Taktyka Moskwy, która zawiodła na Ukrainie, okazała się skuteczna w Stanach Zjednoczonych. Rosyjscy i ukraińscy oligarchowie ukrywali swoje pieniądze, finansując jednocześnie karierę amerykańskiego kandydata. To wszystko składa się na jedną historię – historię naszej chwili i podejmowanych przez nas wyborów.

Czy historia może być tak współczesna? Wojny peloponeskie są dla nas dziejami starożytnymi, gdyż Ateńczycy walczyli ze Spartanami ponad dwa tysiące lat temu. Ich kronikarz Tukidydes opisywał jednak wydarzenia, których sam doświadczał. O przeszłości pisał przy tym w zakresie niezbędnym, aby wyjaśnić jej wpływ na teraźniejszość. W tej pracy z pokorą staram się go naśladować.

W Drodze do niewolności zagłębiam się w historię Rosji, Ukrainy, Europy i USA na tyle, na ile jest to niezbędne dla nakreślenia dzisiejszych problemów politycznych i obalenia niektórych otaczających je mitów. Wykorzystuję przy tym źródła pierwotne z krajów, których dotyczy książka, oraz poszukuję wzorców i koncepcji pomagających nam pojąć nasze własne czasy. Języki tych źródeł (rosyjski, ukraiński, polski, niemiecki, francuski i angielski) są narzędziami badawczymi, ale także nieprzebranymi skarbnicami doświadczeń. Przez ostatnie lata czytałem oraz oglądałem media rosyjskie, ukraińskie, europejskie i amerykańskie, podróżowałem do wielu miejsc, o których piszę, oraz niejednokrotnie miałem okazję porównywać relacje z wydarzeń z doświadczeniami własnymi bądź znanych mi osób. Każdy rozdział książki skupia się na konkretnym wydarzeniu i roku: powrocie myślenia totalitarnego (2011); upadku demokratycznej polityki w Rosji (2012); rosyjskim ataku na Unię Europejską (2013); rewolucji na Ukrainie i późniejszej rosyjskiej inwazji (2014); rozprzestrzenianiu się fikcji politycznej w Rosji, Europie i Ameryce (2015); oraz wyborze – i prezydenturze – Donalda Trumpa (2016).

Sugerując, jakoby fundamenty polityczne nie podlegały zmianie, myślenie w kategoriach nieuchronności wzbudziło niepewność co do tego, czym tak naprawdę są te fundamenty. Jeżeli sądzimy, że przyszłość przyniesie automatyczne przedłużenie właściwego porządku politycznego, nie musimy pytać, czym jest ten porządek, dlaczego jest on właściwy, jak jest utrzymywany i jak można go udoskonalić. Historia jest i musi być myślą polityczną w tym znaczeniu, że otwiera przestrzeń między nieuchronnością a wiecznością, chroniąc nas przed prostym przejściem z jednej w drugą i pomagając nam dostrzec moment, w którym możemy coś zmienić.

Gdy wychodzimy z nieuchronności i stawiamy czoło wieczności, historia rozpadu może się stać podręcznikiem naprawy. Erozja ujawnia, co jest odporne, co można wzmocnić, co daje się odbudować, a co trzeba zaprojektować od nowa. Wiedza daje siłę, więc tytuły kolejnych rozdziałów mają formę alternatywy: indywidualizm czy totalitaryzm; sukcesja czy klęska; integracja czy imperium; nowość czy wieczność; prawda czy kłamstwa; równość czy oligarchia. Indywidualność, wytrwałość, współpracę, nowość, uczciwość i sprawiedliwość przedstawiam jako cnoty polityczne. Nie są to jedynie komunały czy preferencje – są to fakty historyczne w takim samym stopniu jak siły materialne. Cnoty są nierozłączne od instytucji, dla których są inspiracją i którym dają wsparcie.

Instytucja może jednocześnie pielęgnować pewne idee dobra i być od nich zależna. Jeżeli instytucje mają się rozwijać, potrzebują cnót, jeżeli zaś cnoty mają być pielęgnowane, wymagają instytucji. Pytania natury moralnej o to, co jest dobrem i złem w życiu publicznym, nie da się nigdy oddzielić od historycznego badania struktury. To właśnie myślenie w kategoriach nieuchronności i wieczności sprawia, że cnoty wydają się nam nieistotne lub wręcz śmieszne: nieuchronność obiecuje, że dobro już istnieje i będzie się rozwijać przewidywalnie, wieczność zaś zapewnia, że zło przychodzi zawsze z zewnątrz, a my niezmiennie jesteśmy jego niewinnymi ofiarami.

Jeżeli chcemy się dowiedzieć więcej o dobru i złu, musimy wskrzesić historię.

[I] Książka została wydana w Polsce w przekładzie Roberta Bartołda w 2008 roku (wszystkie przypisy nieoznaczone inaczej pochodzą od tłumacza).

[II] Zob. W. Shakespeare, Hamlet, tłum. S. Barańczak, wyd. III poprawione, Kraków 1997, akt I, scena 5, s. 52.

[III] Zob. V. Woolf, Eseje wybrane, tłum. M. Heydel, Kraków 2015, s. 71.

[IV] T. Judt, T. Snyder, Rozważania o wieku XX: rozmowy Timothy’ego Snydera z Tonym Judtem, tłum. P. Marczewski, Poznań 2013.

[V] Zob. Tukidydes, Wojna peloponeska, wyd. IV, tłum. K. Kumaniecki, Warszawa 2003.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

INDYWIDUALIZM CZY TOTALITARYZM (2011)

Gdyż prawem mamy kraj budować, a nie bezprawiem niszczyć.

– Saga o Njalu, ok. 1280[VI]

Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenny.

– Carl Schmitt, 1922[VII]

Myślenie w kategoriach nieuchronności to idea mówiąca o tym, że nie ma żadnych idei. Jego wyznawcy zaprzeczają, jakoby miały one znaczenie, dowodząc tym jedynie, że niewoli ich potężna idea. Typowym dla tego rodzaju myślenia truizmem jest stwierdzenie: „nie ma żadnej alternatywy”. Akceptacja takiego poglądu oznacza zaprzeczenie indywidualnej odpowiedzialności za dostrzeganie historii i działanie na rzecz zmian. Życie przeistacza się wtedy w chód lunatyka w stronę opłaconego już i wykopanego grobu.

Wieczność powstaje z nieuchronności niczym duch z martwego ciała. Kapitalistyczna wersja myślenia w kategoriach nieuchronności, czyli rynek w zastępstwie polityki, generuje nierówności ekonomiczne podważające wiarę w postęp. W miarę zaniku mobilności społecznej nieuchronność ustępuje miejsca wieczności, a demokrację zastępuje oligarchia. Opowiadający o czasach niewinności oligarcha, odwołujący się przy tym nieraz do faszystowskich idei, oferuje fałszywą ochronę ludziom z prawdziwymi problemami. Drogę do tego spektaklu otwiera wiara w to, że osiągnięcia techniki służą wolności. W miarę jak rozproszenie zastępuje koncentrację, przyszłość topi się we frustracjach teraźniejszości, a wieczność staje się codziennością. Oligarcha ze świata fikcji wkracza w realną politykę i rządzi, przywołując mity oraz produkując kryzysy. W drugiej dekadzie XXI wieku jeden z takich ludzi, Władimir Putin, poprowadził innego – Donalda Trumpa – od fikcji do władzy[1].

Rosja jako pierwsza zaczęła rozumować w kategoriach wieczności, a rosyjscy przywódcy wyeksportowali ten sposób myślenia, by chronić siebie i swoje bogactwo. Naczelny oligarcha Władimir Putin wybrał przy tym na swojego przewodnika faszystowskiego filozofa Iwana Iljina. W 1953 roku poeta Czesław Miłosz napisał: „Dopiero w połowie XX wieku mieszkańcy wielu krajów europejskich zyskali, w sposób na ogół przykry, świadomość, że zawiłe i zbyt trudne dla przeciętnego śmiertelnika książki filozoficzne mają wpływ całkiem bezpośredni na ich losy”[2]. Część ważnych dziś traktatów filozoficznych napisał właśnie Iwan Iljin, który zmarł rok po tym, jak Miłosz dokonał powyższego spostrzeżenia. O Iljinie przypomniano sobie w oficjalnych kręgach Rosji na przełomie XX i XXI wieku, kiedy to nastąpił renesans jego myśli – faszystowskie poglądy filozofa zaadaptowano tak, aby umożliwić zaprowadzenie oligarchii, a jego konkretne idee wspomogły przywódców w przejściu od nieuchronności do wieczności.

Faszyzm epoki Iljina, czyli lat 20. i 30. XX wieku, miał trzy podstawowe cechy: stawiał wolę i przemoc przed rozumem i prawem, postulował mistyczny związek między przywódcą a narodem oraz przedstawiał globalizację jako spisek, nie zaś jako zbiór problemów. Reanimowany dziś w warunkach nierówności jako myślenie w kategoriach wieczności, faszyzm służy oligarchom za katalizator przemian oddalających nas od dyskusji publicznej na rzecz fikcji politycznej, zastępujących rzeczywiste głosowanie fałszywą demokracją i niszczących praworządność w imię zaprowadzenia rządów personalistycznych[3].

Historia nigdy się nie kończy i zawsze pojawiają się możliwości alternatywne. Jedną z nich jest Iljin. To nie jedyny faszystowski myśliciel wyciągnięty z zapomnienia w naszym stuleciu, ale najważniejszy spośród nich. Jest przewodnikiem na coraz mroczniejszej drodze do niewolności, która prowadzi od nieuchronności do wieczności. Poznając jego idee i wpływy, możemy zobaczyć, co nas czeka na tej drodze, i zacząć szukać światła oraz wyjść. To oznacza myślenie historyczne: zadawanie pytań, jakie znaczenie mogą mieć obecnie koncepcje z przeszłości, porównywanie globalizacji z czasów Iljina do naszej własnej, a także uświadomienie sobie, że wtedy – podobnie jak dziś – istniały rzeczywiste możliwości i było ich więcej niż dwie. Naturalnym następstwem zasłony nieuchronności jest całun wieczności, ale są inne drogi, które musimy odnaleźć, zanim on nas skryje. Jeżeli zaakceptujemy wieczność, poświęcimy indywidualność i nie będziemy już dostrzegać możliwości. Myślenie w kategoriach wieczności to kolejna idea, która stwierdza, że nie ma żadnych idei.

Gdy w 1991 roku upadł ZSRR, amerykańscy politycy nieuchronności ogłosili koniec historii, podczas gdy niektórzy Rosjanie poszukiwali nowych autorytetów w imperialnej przeszłości. Utworzony w 1922 roku Związek Radziecki odziedziczył większość ziem Imperium Rosyjskiego. Car władał największą domeną świata, rozciągającą się od Europy Środkowej na zachodzie po wybrzeża Pacyfiku na wschodzie i od Arktyki na północy po Azję Środkową na południu. Chociaż Rosja była w dużej mierze krajem chłopów i koczowników, na początku XX wieku tamtejsza klasa średnia oraz intelektualiści zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób imperium rządzone przez autokratę można uczynić nowocześniejszym i sprawiedliwszym.

Urodzony w rodzinie szlacheckiej w 1883 roku Iwan Iljin był w młodości typowym przedstawicielem swojego pokolenia. Na przełomie wieków pragnął on, by Rosja stała się państwem prawa. Po katastrofie I wojny światowej i doświadczeniu rewolucji bolszewickiej z 1917 roku Iljin opowiedział się po stronie kontrrewolucjonistów, postulując zwalczanie rewolucji siłą, a z czasem stworzył podwaliny pod chrześcijański faszyzm, który miał przezwyciężyć bolszewizm. W 1922 roku, na kilka miesięcy przed powstaniem Związku Radzieckiego, wygnano go z ojczyzny. Osiedlił się w Berlinie, gdzie w swoich pismach przedstawił program dla przeciwników nowego państwa – stronnictwa białych. Biali zmagali się z bolszewicką Armią Czerwoną w długiej i krwawej rosyjskiej wojnie domowej, a następnie, podobnie jak Iljin, podążyli na emigrację polityczną do krajów europejskich. W późniejszych latach Iljin formułował swoje pisma jako wskazówki dla rosyjskich przywódców, którzy dojdą do władzy po upadku ZSRR. Zmarł w 1954 roku[4].

Po tym, jak w 1991 roku na gruzach Związku Radzieckiego wyrosła Federacja Rosyjska, na rynek trafiły nowe wydania broszurki Iljina zatytułowanej „Nasze zadania”. Opublikowano też jego dzieła zebrane, a idee filozofa zyskały potężnych orędowników. Sam Iljin umarł w zapomnieniu w Szwajcarii, ale w 2005 roku Putin urządził mu ponowny pogrzeb w Moskwie. Dokumenty osobiste myśliciela po jego śmierci trafiły na Uniwersytet Stanowy Michigan, dokąd w 2006 roku Putin wysłał emisariusza, aby je odzyskać. Na tym etapie powoływał się już na Iljina w dorocznych prezydenckich przemówieniach kierowanych do rosyjskiego Zgromadzenia Federalnego. Były to ważne teksty pisane osobiście przez prezydenta. W drugiej dekadzie XXI wieku Putin oparł się na autorytecie Iljina, wyjaśniając, dlaczego Rosja musi podkopać fundamenty Unii Europejskiej i najechać Ukrainę. Gdy poproszono go o wskazanie historyka będącego dla niego autorytetem w sprawach przeszłości, wskazał właśnie Iljina[5].

Rosyjska klasa polityczna podążyła za przykładem z góry. Specjalista od propagandy Władisław Surkow zaadaptował idee Iljina do nowoczesnej rzeczywistości medialnej. To właśnie Surkow zaaranżował dojście Putina do władzy oraz nadzorował konsolidację mediów zapewniającą prezydentowi, jak się wydaje, wieczne rządy. Kierujący formalnie Putinowską partią polityczną Dmitrij Miedwiediew radził rosyjskiej młodzieży, by czytała Iljina. Nazwisko filozofa odmieniali przez wszystkie przypadki przywódcy fałszywych partii opozycyjnych: komuniści i (w istocie skrajnie prawicowi) „liberalni demokraci”, którzy współtworzyli zalecane przez niego symulakrum demokracji. Prezes sądu konstytucyjnego cytował Iljina w czasie, gdy popularność zyskiwała jego idea, że prawo oznacza miłość do przywódcy. Wspominali o nim gubernatorzy rosyjskich obwodów, gdy Rosja stawała się państwem scentralizowanym zgodnie z jego receptami. Na początku 2014 roku członkowie rosyjskiej partii rządzącej i wszyscy rosyjscy urzędnicy otrzymali z Kremla zbiór pism politycznych Iljina. W 2017 roku rosyjska telewizja upamiętniła 100. rocznicę rewolucji bolszewickiej filmem, w którym przedstawiono go jako autorytet moralny[6].

Iljin był politykiem wieczności. Jego myśl stała się modna w epoce upadku kapitalistycznej wersji polityki nieuchronności w Rosji przełomu wieków. W drugiej dekadzie XXI wieku, gdy Rosja zmieniła się w zorganizowaną kleptokrację, a nierówności osiągnęły oszałamiającą skalę, wpływy Iljina sięgnęły zenitu. Przez sam dobór celów rosyjski atak na Unię Europejską i Stany Zjednoczone ujawnił, które cnoty polityczne filozof ignorował lub wręcz nimi gardził: chodziło o indywidualizm, sukcesję, integrację, nowość, prawdę oraz równość[7].

Iljin zaprezentował swoje idee Rosjanom po raz pierwszy 100 lat temu, bezpośrednio po rewolucji rosyjskiej. Mimo to stał się filozofem naszych czasów. Żaden inny XX-wieczny myśliciel nie został z taką pompą zrehabilitowany w nowym stuleciu ani też nie wywarł takiego wpływu na politykę światową. Jeżeli to przeoczyliśmy, stało się tak dlatego, że pozostajemy w niewoli nieuchronności i sądzimy, że idee nie mają znaczenia. Myślenie historyczne oznacza przyjęcie do wiadomości, że rzeczy nam nieznane mogą być znaczące, oraz wysiłek, by uczynić je znanymi.

Nasze myślenie w kategoriach nieuchronności przypomina to praktykowane w erze Iljina. Podobnie jak przedział od końca lat 80. XX wieku do początku drugiej dekady XXI wieku, okres od końca lat 80. XIX wieku do początku drugiej dekady XX wieku był czasem globalizacji. W obydwu epokach powszechnie sądzono, że napędzany eksportem wzrost gospodarczy przyniesie oświeconą politykę i położy kres fanatyzmowi. Ten optymizm załamał się podczas I wojny światowej oraz późniejszych rewolucji i kontrrewolucji. Poglądy samego Iljina były wczesną ilustracją tych tendencji. Jako młody człowiek opowiadał się za rządami prawa, po czym przesunął się ku skrajnej prawicy, cały czas podziwiając taktykę, którą zaobserwował na skrajnej lewicy. Niegdysiejszy lewicowiec Benito Mussolini poprowadził swoich faszystów w marszu na Rzym wkrótce po tym, jak Iljina wygnano z Rosji; filozof widział w Duce nadzieję dla zepsutego świata[8].

Iljin uznał faszyzm za politykę przyszłości. Gdy przebywał na wygnaniu w latach 20. XX wieku, dręczyła go myśl, że Włosi uprzedzili Rosjan w jego wynalezieniu. Pocieszał się myślą, że inspiracją dla przewrotu Mussoliniego stali się rosyjscy biali: „biały ruch jako taki jest głębszy i szerszy od [włoskiego] faszyzmu”. Wyjaśnił przy tym, że ta głębokość i szerokość wynikają z przyjęcia szczególnego rodzaju chrześcijaństwa, które wymaga ofiary z krwi wrogów Boga. W latach 20. XX wieku, wierząc, że biali wygnańcy z Rosji mogą jeszcze dojść do władzy, Iljin zwracał się do nich: „moi biali bracia, faszyści”[9].

Podobnie wielkie wrażenie wywarł na nim Adolf Hitler. Chociaż Iljin odwiedzał Włochy i spędzał wakacje w Szwajcarii, jego domem w latach 1922–1938 był Berlin, gdzie pracował dla finansowanego ze środków rządowych instytutu naukowego. Jego matka była Niemką, a on sam uczył się psychoanalizy u Sigmunda Freuda i zgłębiał niemiecką filozofię; w języku niemieckim pisał tak samo sprawnie i obficie, jak w rosyjskim. Jego codzienna praca polegała na redagowaniu i sporządzaniu krytycznych studiów polityki sowieckiej (tylko w 1931 roku opublikował na przykład „Świat nad otchłanią” po niemiecku i „Truciznę bolszewizmu” po rosyjsku). Iljin uznawał Hitlera za obrońcę cywilizacji przed bolszewizmem: jak pisał, Führer „oddał ogromną przysługę całej Europie”, zapobiegając dalszym rewolucjom na wzór rosyjskiej. Zauważył też z aprobatą, że antysemityzm Hitlera jest pochodną ideologii rosyjskich białych. Ubolewał przy tym, że „Europa nie rozumie ruchu narodowosocjalistycznego”. Nazizm był dla niego przede wszystkim „duchem”, z którego powinni czerpać Rosjanie[10].

W 1938 roku Iljin wyjechał z Niemiec do Szwajcarii, gdzie mieszkał aż do śmierci w 1954 roku. Wspierała go tam finansowo żona pochodzącego z Niemiec amerykańskiego biznesmena; zarabiał też, wygłaszając wykłady po niemiecku. Pewien szwajcarski uczony wskazał, że przesłanie tych prelekcji było następujące: Rosję należy postrzegać nie jako aktualne komunistyczne zagrożenie, lecz jako przyszłe chrześcijańskie zbawienie. Według Iljina komunizm został narzucony niewinnej Rosji przez dekadencki Zachód. Pewnego dnia wyzwoli ona jednak siebie i inne kraje z pomocą chrześcijańskiego faszyzmu. Szwajcarski recenzent scharakteryzował książki filozofa jako „narodowe w tym sensie, że przeciwstawiają się całemu Zachodowi”[11].

Poglądy polityczne Iljina nie uległy zmianie po wybuchu II wojny światowej. W Szwajcarii obracał się wśród przedstawicieli skrajnej prawicy: Rudolf Grob uważał, że jego kraj powinien pójść śladem nazistowskich Niemiec; Theophil Spoerri należał do stowarzyszenia zamkniętego dla Żydów i masonów; Albert Riedweg był prawicowym prawnikiem, a jego brat Franz – najbardziej znanym szwajcarskim funkcjonariuszem nazistowskiej maszyny eksterminacji. Franz Riedweg poślubił córkę niemieckiego ministra wojny i wstąpił do SS, po czym wziął udział w inwazjach na Polskę, Francję i Związek Radziecki. Tę ostatnią Iljin uważał za rozliczenie z bolszewizmem, w wyniku którego naziści mogliby wyzwolić Rosjan[12].

Po tym, jak Związek Radziecki wygrał wojnę i w 1945 roku przesunął granice swojego imperium na zachód, Iljin zaczął pisać dla przyszłych pokoleń Rosjan. Swoją pracę charakteryzował jako niesienie latarenki pośród głębokiego mroku. W drugiej dekadzie XXI wieku przywódcy Rosji wykorzystali ten płomyk do rozniecenia pożaru[13].

W swoich poglądach Iljin był konsekwentny. Jego pierwszy ważny traktat filozoficzny napisany po rosyjsku (1916) był także ostatnim, gdy ukazał się w przeredagowanym tłumaczeniu niemieckim (1946)[14].

Utrzymywał on, że jedynym dobrem we wszechświecie była jedność Boga przed stworzeniem. Tworząc świat, Bóg zniszczył jedyną i całkowitą Prawdę, którą był on sam. Iljin dzielił świat na „kategoryczny”, czyli utraconą sferę tej jedynej idealnej koncepcji, oraz „historyczny”, czyli życie ludzkie wraz z jego faktami i namiętnościami. W jego pojęciu tragedia istnienia polegała na tym, że faktów nie dało się ponownie złożyć w boską jedność, a namiętności – w boski cel. Koncepcję tę wyłożył rumuński myśliciel Emil Cioran, który swego czasu sam był orędownikiem chrześcijańskiego faszyzmu: przed historią Bóg był doskonały i wieczny; gdy tylko puścił ją w ruch, wydał się „rozgorączkowany, robiący jeden błąd za drugim”. Jak ujął to Iljin: „Zatraciwszy się w empirycznej egzystencji, Bóg zagubił harmonijną jedność, logiczny rozum i nadrzędny cel”[15].

W oczach Iljina ludzki świat faktów i namiętności nie ma sensu. Ujmowanie faktów w historycznym kontekście uznawał on za rzecz niemoralną: „świata empirycznej egzystencji nie da się uzasadnić teologicznie”. Namiętności są złe. Bóg popełnił błąd w procesie stworzenia, uwalniając „zło zmysłowości”. Uległ „romantycznemu” impulsowi, tworząc ludzi, czyli istoty motywowane seksem. W ten sposób „romantyczna treść świata przezwycięża racjonalną formę myśli, a myśl ustępuje miejsca bezmyślnemu celowi” – miłości fizycznej. Bóg pozostawił nas pośród „relatywizmu duchowego i moralnego”[16].

Potępiając Boga, Iljin wzmocnił pozycję filozofii, a przynajmniej jednego filozofa: samego siebie. Zachował wizję boskiej „jedności”, która poprzedzała stworzenie świata, przyznając sobie zarazem prawo ujawnienia, jak można ją odzyskać. Usunąwszy Boga ze sceny, mógł sam orzekać o tym, co jest, a co być powinno. Istnieje świat pobożności, który trzeba zbawić, i to święte dzieło przypadnie ludziom pojmującym swoje tragiczne położenie dzięki Iljinowi i jego pismom[17].

Wizja Iljina była totalitarna. Powinniśmy dążyć do sytuacji, w której będziemy myśleć i odczuwać jak jedna istota, co oznacza zaniechanie wszelkiego myślenia i odczuwania. Musimy zakończyć swój byt jako jednostki. „Zło zaczyna się – pisał Iljin – tam, gdzie zaczyna się osoba”. Sama nasza indywidualność dowodzi jedynie, że świat jest niedoskonały: „empiryczne rozdrobnienie ludzkiego istnienia jest niewłaściwą, przejściową i metafizycznie fałszywą kondycją świata”. Iljin gardził klasą średnią, której idee społeczeństwa obywatelskiego i życia prywatnego uniemożliwiały jego zdaniem naprawę świata, trzymając Boga na dystans. Przynależność do warstwy oferującej jednostkom awans społeczny miała charakteryzować najgorszy rodzaj człowieka: „ta klasa uosabia najniższą ze wszystkich formę życia w społeczeństwie”[18].

Podobnie jak każdy rodzaj niemoralności, myślenie w kategoriach wieczności zaczyna się od uczynienia wyjątku dla samego siebie. Cała reszta stworzenia może być zła, ale ja wraz z moją grupą jesteśmy dobrzy, gdyż ja jestem sobą, a moja grupa jest moja. Inni mogą być zdezorientowani i zauroczeni faktami oraz namiętnościami historii, ale mój naród i ja sam zachowaliśmy prehistoryczną niewinność. Jako że jedynym dobrem jest nasza niewidzialna immanentna cecha, jedyną polityką jest ta, która chroni naszą niewinność każdym kosztem. Ci, którzy godzą się myśleć w kategoriach wieczności, nie oczekują dłuższego, szczęśliwszego ani bardziej owocnego życia. Akceptują cierpienie jako znak swojej prawości, jeżeli uważają, że winni, czyli cała reszta, cierpią bardziej. Życie jest plugawe, zwierzęce i krótkie, a cała jego przyjemność polega na tym, że można je uczynić bardziej plugawym i zwierzęcym oraz krótszym dla innych[19].

Iljin uczynił przy tym wyjątek dla Rosji i Rosjan. Rosyjskiej niewinności, którą głosił, nie dawało się dostrzec w świecie rzeczywistym. Był to akt wiary Iljina skierowany do jego własnego narodu: zbawienie wymagało widzenia Rosji inną, niż była naprawdę. Skoro fakty tego świata są zaledwie zepsutymi pozostałościami nieudanego stworzenia Bożego, prawdę dostrzegamy wtedy, gdy rozmyślamy nad niewidzialnym. Twórca pokrewnego rumuńskiego nurtu faszystowskiego Corneliu Codreanu ujrzał w więzieniu archanioła Michała i zanotował treść swojej wizji w paru wierszach. Chociaż Iljin rozpisał swoją koncepcję kontemplacji na kilka tomów, w istocie sprowadzała się ona do tego samego: ujrzał on swój własny naród jako sprawiedliwy, a czystość tej wizji była ważniejsza od wszystkiego, co w rzeczywistości robili Rosjanie. „Czysty i obiektywny” naród był tym, co zobaczył filozof, gdy założył klapki na oczy[20].

Niewinność przybrała przy tym specyficzną postać biologiczną – Iljin ujrzał dziewicze ciało Rosji. Podobnie jak faszyści i inni autorytaryści tamtych czasów, podkreślał, że jego naród jest żywym stworzeniem, „organizmem posiadającym naturę i duszę”, zwierzęciem w wolnym od grzechu pierworodnego rajskim ogrodzie. Jednostka nie mogła rozstrzygać, kto należy do rosyjskiego organizmu, gdyż komórki nie decydują, czy należą do ciała. Zdaniem Iljina kultura rosyjska automatycznie zaprowadzała „związek braterski” wszędzie tam, dokąd sięgała rosyjska władza. Pisał on o „Ukraińcach” w cudzysłowie, gdyż zaprzeczał ich odrębnej egzystencji poza rosyjskim organizmem. Kto wspominał o Ukrainie, był śmiertelnym wrogiem Rosji. Iljin uznawał za pewnik, że postsowiecka Rosja będzie obejmować terytorium Ukrainy[21].

Zdaniem Iljina władza sowiecka skupiła w sobie całą szatańską energię faktów i namiętności. Mimo tego twierdził, że triumf komunizmu jest dodatkowym dowodem na niewinność Rosji. Jego zdaniem komunizm był wynikiem uwiedzenia przez cudzoziemców i wyrasowionych Rosjan, których nazywał „Tarzanami”. Pragnęli oni zhańbić niepokalaną Rosję właśnie dlatego, że była prostolinijna i bezbronna. W 1917 roku Rosjanie byli po prostu zbyt poczciwi, by się oprzeć przywiezionemu z Zachodu grzechowi. Mimo grabieży dokonywanej przez sowieckich przywódców zachowali przy tym pewną nieuchwytną dobroć. W przeciwieństwie do Europy oraz Ameryki, które przyjmowały fakty i namiętności jako całość życia, Rosja zachowała ukrytego „ducha” będącego wspomnieniem boskiej jedności. „Naród nie jest Bogiem – pisał Iljin – ale siła jego duszy pochodzi od Boga”[22].

Kiedy Bóg stworzył świat, Rosja na swój sposób umknęła historii i pozostała w wieczności. W związku z tym Iljin uważał, że jego ojczyzna jest wolna od upływu czasu oraz nagromadzenia wypadków i wyborów, które uważał za rzecz nie do zniesienia. Zamiast tego na Rosję czyhały nawracające zagrożenia, przed którymi musiała się stale bronić. Wszystko, co się działo, było z definicji atakiem z zewnątrz na rosyjską niewinność lub uzasadnioną reakcją Rosji na takie niebezpieczeństwo. Przyjmując takie ramy, Iljin, który w rzeczywistości niewiele wiedział o dziejach Rosji, mógł z łatwością ująć całe stulecia jej historii w proste hasła. Coś, co historyk mógłby uznać za rozszerzenie wpływów Moskwy na całą północ Azji i połowę Europy, było dla Iljina zaledwie „samoobroną”. Według niego wszystkie bitwy, jakie kiedykolwiek stoczyli Rosjanie, miały charakter obronny. Rosja była nieodmiennie ofiarą nakładanej przez Europę „blokady kontynentalnej”. Filozof uznał, że „naród rosyjski od chwili pełnego nawrócenia na chrześcijaństwo doznał prawie tysiąca lat cierpień”. Rosja nie wyrządza zła; zło można jedynie wyrządzić Rosji. Fakty nie mają znaczenia, a wszelka odpowiedzialność znika[23].

Przed rewolucją bolszewicką Iljin był studentem prawa i orędownikiem postępu. Po 1917 roku wszystko wydawało się możliwe i dozwolone. Jego zdaniem na bezprawie skrajnej lewicy należało odpowiadać jeszcze większym bezprawiem skrajnej prawicy. W swoich późniejszych pismach Iljin gloryfikował zatem rosyjskie bezprawie jako patriotyczną cnotę. „W rzeczywistości – pisał – faszyzm jest odkupieńczym nadmiarem patriotycznej samowoli”. Rosyjski „proizwoł” (произвол), czyli „samowola”, niezmiennie irytował rosyjskich reformatorów. Przedstawiając go jako patriotyzm, Iljin opowiadał się przeciw reformie prawa i twierdził, że polityka musi być dyktowana kaprysem jednego człowieka – władcy[24].

Z kolei sposób użycia przez Iljina rosyjskiego słowa „spasitielnyj” (спасительный), czyli „odkupieńczy”, nadawał polityce głęboko religijne znaczenie. Podobnie jak inni faszyści, na przykład Adolf Hitler w Mein Kampf, ujął on chrześcijańskie idee poświęcenia i odkupienia w nowy sposób. Hitler twierdził, że odkupi świat w imieniu odległego Boga, uwalniając go od Żydów. „Dlatego też uważam, że działam zgodnie z wolą Stwórcy” – pisał. „Walcząc z Żydami, wykonuję pracę Pana naszego”. Rosyjski termin „spasitielnyj” był zazwyczaj używany przez prawosławnych chrześcijan, aby opisać zbawienie wiernych dzięki ofierze Chrystusa na Kalwarii. Iljinowi chodziło o to, że Rosja potrzebuje odkupiciela, który dokonałby „rycerskiej ofiary”, przelewając krew innych, by przejąć władzę. Faszystowski zamach stanu był „aktem zbawienia”, pierwszym krokiem ku przywróceniu jedności wszechświata[25].

Ludzie, którzy podejmowali się odkupienia niedoskonałego świata stworzonego przez Boga, musieli zignorować to, co mówił on o miłości. Jezus nauczał swoich uczniów, że po miłości do Boga najważniejszym prawem jest miłość bliźniego. W przypowieści o dobrym Samarytaninie Jezus przywołuje Księgę Kapłańską: „Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz!”[VIII]. Dla Iljina bliźni nie istnieli. Indywidualność jest zdeprawowana i przemijająca, więc jedynym prawdziwym związkiem jest utracona boska jedność. Dopóki świat pozostawał zdezintegrowany, miłość Boga oznaczała nieustanne zmagania „z wrogami Bożego porządku na ziemi”. Każdy wybór inny niż przyłączenie się do tych zmagań był równoznaczny z czynieniem zła: „Ten, kto się sprzeciwia

rycerskiej walce z diabłem, sam jest diabłem”. Wiara oznaczała wojnę: „Niech wasza modlitwa będzie mieczem, a wasz miecz modlitwą!”[26].

Świat był grzeszny, a Bóg nieobecny, więc szermierz sprawy boskiej musiał się objawić w niezdeprawowanej, pozostającej poza historią krainie. „Władza – twierdził Iljin – sama przychodzi do silnego człowieka”. Pojawiłby się on znikąd, a Rosjanie rozpoznaliby w nim odkupiciela: „Przyjmiemy naszą wolność i prawa od rosyjskiego patrioty, który poprowadzi Rosję do zbawienia”. Wyłaniając się z fikcji, odkupiciel lekceważy fakty tego świata i tworzy wokół siebie mit. Przyjmując na siebie ciężar namiętności Rosjan, przekuwa „zło zmysłowości” w wielką jedność. Przywódca ten będzie „wystarczająco męski”, podobnie jak Mussolini. „Zahartuje się on w sprawiedliwej i męskiej służbie. Jest natchniony duchem jedności, nie kieruje się motywacją osobistą czy partyjną. Stoi samotnie i kroczy samotnie, gdyż dostrzega przyszłość polityki i wie, co trzeba uczynić”. Rosjanie uklękną przed „żywym organem Rosji, narzędziem jej samoodkupienia”[27].

Odkupiciel ignoruje fakty, ukierunkowuje namiętności i buduje mity, nakazując gwałtowną napaść na wskazanego przez siebie wroga. Faszysta gardzi wszelką polityką zakorzenioną w społeczeństwie (jego woli, interesach, wizjach przyszłości, prawach jego członków i tak dalej). Faszyzm nie zaczyna się od oceny tego, co wewnątrz, lecz od odrzucenia tego, co na zewnątrz. Świat zewnętrzny jest literackim materiałem źródłowym dla rysowanego przez dyktatora wizerunku wroga. Naśladując nazistowskiego teoretyka prawa Carla Schmitta, Iljin zdefiniował politykę jako „sztukę wskazywania i neutralizacji wroga”. Dlatego też swój artykuł „O rosyjskim nacjonalizmie” rozpoczął od prostego stwierdzenia: „narodowa Rosja ma wrogów”. Niedoskonały świat musiał się sprzeciwiać Rosji, gdyż była ona jedynym źródłem boskiej jedności[28].

Na odkupicielu spoczywał obowiązek stoczenia wojny, a zarazem przysługiwało mu prawo wyboru, którą z nich stoczyć. Iljin twierdził, że wojna jest sprawiedliwa, gdy „duchowe osiągnięcia narodu są zagrożone”, a stan ten będzie się utrzymywać, dopóki nie położy się kresu indywidualności. Walka z wrogami Boga była wyrazem niewinności. Właściwym sposobem uwalniania namiętności była wojna (nie zaś miłość), gdyż nie zagrażała ona dziewictwu narodowego ciała, lecz je chroniła. W latach 30. XX wieku rumuńscy faszyści śpiewali o „zbrojnych w żelazo piersiach i białych jak lilie duszach”. Popychając innych do rozlewu krwi, odkupiciel Rosji miał skoncentrować w sobie całą energię seksualną Rosji i pokierować jej uwolnieniem. Wojna była jedynym „ekscesem”, na jaki zgadzał się Iljin – mistyczną wspólnotą dziewiczego organizmu i odkupiciela z innego świata. Prawdziwą „namiętnością” była faszystowska przemoc – uniesiony miecz, który okazywał się jednocześnie zmawianą na kolanach modlitwą[29].

„Wszystko zaczyna się od mistyki, a kończy na polityce” – przypomina nam poeta Charles Péguy[IX]. W 1916 roku myśl Iljina wyrosła z rozmyślań nad Bogiem, seksem i prawdą, a 100 lat później stała się kremlowską ortodoksją, dostarczając uzasadnienia dla wojny przeciwko Ukrainie, Unii Europejskiej i Stanom Zjednoczonym[30].

Destrukcja jest zawsze łatwiejsza od tworzenia. Określenie formy instytucjonalnej, jaką miałaby przybrać odkupiona Rosja, sprawiało Iljinowi trudności, a jego nierozwiązane problemy nadal prześladują przywódców tego kraju. Najważniejszym z nich jest trwałość państwa rosyjskiego. Zapewniające sukcesję władzy instytucje prawne pozwalają obywatelom wyobrazić sobie przyszłość, w której przywódcy się zmieniają, lecz państwa pozostają. Faszyzm oznacza jednak święty i wieczny związek między odkupicielem a jego narodem. Faszysta przedstawia instytucje i prawa jako niepożądane bariery dzielące przywódcę od ludu, które trzeba obejść lub zniszczyć.

Iljin usiłował zaprojektować rosyjski system polityczny, ale w swych szkicach nigdy nie zdołał rozwiązać tego dylematu. Problem próbował przezwyciężyć semantyką, traktując osobowość odkupiciela jako instytucję. Odkupiciel powinien być postrzegany jako „przywódca” („gosudar” – государь), „głowa państwa”, „demokratyczny dyktator” i „narodowy dyktator” – ten wykaz przypomina tytulaturę faszystowskich przywódców lat 20. i 30. XX wieku. Pełniłby on wszystkie funkcje wykonawcze, ustawodawcze i sądownicze oraz dowodziłby siłami zbrojnymi. Rosja stałaby się scentralizowanym państwem bez jednostek federalnych. Nie powinna jednak być państwem jednopartyjnym, jak faszystowskie reżimy lat 30. XX wieku. Oznaczałoby to o jedną partię za dużo. Rosja powinna obejść się bez partii, gdyż odkupi ją tylko człowiek. Jedynym celem istnienia partii według Iljina powinno być podtrzymywanie rytuału wyborczego[31].

Zdaniem Iljina umożliwienie Rosjanom głosowania w wolnych wyborach to jak powiedzenie embrionom, żeby wybrały sobie gatunek. Tajne głosowanie pozwala obywatelom myśleć o sobie jako o jednostkach, a tym samym potwierdza zło tego świata. „Zasadą demokracji jest nieodpowiedzialny ludzki atom”, a zatem indywidualność musi zostać przezwyciężona przez obyczaje polityczne, które pobudzą i podtrzymają zbiorową miłość Rosjan do odkupiciela. Tak więc trzeba odrzucić „mechaniczne i arytmetyczne pojmowanie polityki”, a także „ślepą wiarę w liczbę głosów i jej znaczenie polityczne”. Głosowanie winno jednoczyć naród w poddańczym geście. Wybory powinny być jawne, a karty do głosowania – podpisane[32].

Iljin wyobrażał sobie społeczeństwo jako korporacyjną strukturę, w której każda osoba i grupa zajmowałaby określone miejsce. Nie występowałyby żadne rozróżnienia między państwem a jego ludnością – zachodziłaby „organiczna i duchowa jedność rządu z ludźmi oraz ludzi z rządem”. Odkupiciel stałby samotnie na szczycie, a klasa średnia leżałaby na dnie, zdruzgotana ciężarem wszystkich innych. W normalnej terminologii klasa średnia znajduje się pośrodku, gdyż jest punktem wyjściowym do wzlotu (lub upadku). Umieszczenie jej na samym dole miało potwierdzić słuszność nierówności. Mobilność społeczną wykluczono już na samym początku[33].

W ten sposób idea, która w zamiarze Iljina miała być faszystowska, umożliwia i usprawiedliwia zaprowadzenie oligarchii, czyli rządów garstki bogaczy – jak w Rosji w drugiej dekadzie XXI wieku. Jeżeli celem państwa jest zachowanie bogactwa odkupiciela i jego przyjaciół, praworządność staje się niemożliwa. Bez rządów prawa trudno zaś zarobić pieniądze, które pozwolą na lepsze życie. Bez awansu społecznego trudno uwierzyć w jakąkolwiek opowieść o przyszłości. W tych warunkach słabość państwa jest przedstawiana jako mistyczny związek przywódcy z jego narodem. Zamiast rządzić, przywódca produkuje kryzysy i spektakle. Prawo przestaje oznaczać neutralne normy umożliwiające awans społeczny i oznacza podporządkowanie się status quo: przywilej obserwowania oraz obowiązek uczestniczenia w rozrywce.

Iljin używał terminu „prawo”, ale nie opowiadał się za rządami prawa. Przez „prawo” rozumiał związek między kaprysem odkupiciela a posłuszeństwem całej reszty. W tym przypadku faszystowska idea ponownie okazała się wygodna dla powstającej oligarchii. Płynącym z miłości obowiązkiem rosyjskich mas było przełożenie każdej zachcianki odkupiciela na poczucie obowiązku prawnego z ich strony. Obowiązek ten nie miał oczywiście charakteru wzajemnego. Rosjanie odznaczali się „szczególną konstrukcją duszy”, która pozwalała im stłumić głos rozumu i zaakceptować „prawo płynące z serca”. Iljin rozumiał przez to zignorowanie przez jednostkę własnego rozumu w imię narodowej uległości. W takim ustroju, z odkupicielem na czele, Rosja zyskałaby „metafizyczną tożsamość wszystkich ludzi należących do jednego narodu”[34].

Wezwany do stoczenia natychmiastowej wojny z duchowymi zagrożeniami, naród rosyjski zyskiwał boskie cechy dzięki podporządkowaniu się władzy sprawowanej zgodnie z uznaniem wyrosłego z fikcji przywódcy. Odkupiciel wziąłby na siebie ciężar eliminacji wszystkich faktów i namiętności, czyniąc w ten sposób bezcelowymi aspiracje jakiegokolwiek Rosjanina do widzenia, odczuwania czy zmieniania świata. Miejsce każdego Rosjanina w korporacyjnej strukturze byłoby ustalone niczym miejsce komórki w ciele i każdy z nich uważałby takie unieruchomienie za wolność. Zjednoczeni przez odkupiciela i spłukawszy swoje grzechy krwią innych, Rosjanie ponownie powitaliby Boga w jego dziele stworzenia. Faszystowski totalitaryzm chrześcijański jest zaproszeniem dla Boga, aby powrócił na ziemię i pomógł Rosji położyć wszędzie kres historii[35].

W roli prawdziwego Chrystusa Iljin obsadził człowieka, który musi złamać prawa miłości w imię Boga. Czyniąc to, zatarł różnicę między ludzkim a nieludzkim oraz między możliwym a niemożliwym. Fantazja o wiecznie niewinnej Rosji zawiera w sobie fantazję o wiecznie niewinnym odkupicielu, który nie czyni zła i dlatego nie umrze. Iljin nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, kto mógłby przejąć schedę po odkupicielu, gdyż odpowiedź taka oznaczałaby, że jest on człowiekiem, który się starzeje i umrze, i tak jak my wszyscy jest częścią niedoskonałego wszechświata. Innymi słowy, nie miał pojęcia, jak zapewnić przetrwanie państwu rosyjskiemu[36].

Przerażenie tym, co nadchodzi, rodzi poczucie zagrożenia, które można rzutować na innych środkami polityki zagranicznej. Totalitaryzm jest w istocie swoim własnym wrogiem, a sekret ten ukrywa przed sobą, atakując innych.

W drugiej dekadzie XXI wieku idee Iljina posłużyły postsowieckim miliarderom, a oni służyli tym ideom. Putin oraz jego przyjaciele i sojusznicy zgromadzili poza prawem ogromne majątki, a następnie przebudowali państwo, aby zachować te korzyści. Osiągnąwszy ten cel, rosyjscy przywódcy musieli zdefiniować politykę jako trwanie, nie zaś działanie. Na pytanie, dlaczego niektórzy ludzie mają bogactwo i władzę, ideologia iljinowska ma dawać odpowiedź inną niż chciwość oraz ambicja. Ostatecznie, jaki złodziej nie wolałby być nazywany odkupicielem?[37]

Dla ludzi, którzy wychowali się w Związku Radzieckim w latach 70. XX wieku, idee Iljina były wygodne z jeszcze jednego powodu. Wywodzący się z tamtego pokolenia rosyjscy kleptokraci, którzy sprawowali władzę w drugiej dekadzie XXI wieku, doskonale rozpoznawali ten styl myślenia. Chociaż Iljin był przeciwnikiem władzy sowieckiej, jego argumenty były zadziwiająco podobne do doktryn marksizmu, leninizmu i stalinizmu, które wpajano wszystkim obywatelom ZSRR. Mimo że rosyjscy kleptokraci nie byli w żadnym razie filozofami, nauka, jaką odebrali w latach młodości, zaprowadziła ich zaskakująco blisko uzasadnień niezbędnych im w dojrzałym życiu. Doktryna Iljina oraz marksizm, któremu się sprzeciwiał, miały

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ DRUGI

SUKCESJA CZY KLĘSKA (2012)

Dostępne w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ TRZECI

INTEGRACJA CZY IMPERIUM (2013)

Dostępne w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ CZWARTY

NOWOŚĆ CZY WIECZNOŚĆ (2014)

Dostępne w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ PIĄTY

PRAWDA CZY KŁAMSTWA (2015)

Dostępne w wersji pełnej.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

RÓWNOŚĆ CZY OLIGARCHIA (2016)

Dostępne w wersji pełnej.

EPILOG (20–)

Dostępne w wersji pełnej.

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Tytuł oryginału

The Road to Unfreedom. Russia, Europe, America

Copyright © 2018 by Timothy Snyder

First published in the United States by Tim Duggan Books,

an imprint of the Crown Publishing Group, a division of

Penguin Random House LLC, New York.

Projekt okładki na podstawie wydania oryginalnego

Marcin Słociński

Projekt okładki oryginału

Christopher Brand

Opieka redakcyjna

Monika Basiejko

Weryfikacja merytoryczna

Patryk Masny

Adiustacja

Edyta Chrzanowska / e-dytor.pl

Korekta

Aneta Iwan

Joanna Kłos

Indeks

Tomasz Babnis

Mapy

Beehive Mapping

Opracowanie map

Edycja

Copyright © for the translation by Bartłomiej Pietrzyk, 2019

Copyright © for this edition by SIW ZNAK Sp. z o.o., 2019

ISBN 978-83-240-5493-0

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek