Dojrzeć do miłości - Janice Maynard - ebook

Dojrzeć do miłości ebook

Janice Maynard

4,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wynn postanowił adoptować osieroconą siostrzenicę. Poprosił o pomoc Felicity, swoją miłość z dawnych lat. Felicity wzięła urlop i przeniosła się do rezydencji Wynna, by zająć się malutką Aylą, gdy on pracował. To taka przysługa dla starego przyjaciela, pomyślała. Przecież namiętność między nimi dawno już wygasła…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 163

Rok wydania: 2026

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Janice Maynard

Dojrzeć do miłości

Tłumaczenie:

Katarzyna Ciążyńska

Tytuł oryginału: The Comeback Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2022

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2022 by Janice Maynard

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o. o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2817-9

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Najgorsze są pogrzeby w listopadzie. Dzień był ponury, szary od przejmująco zimnego deszczu. Wierzchołki Great Smoky Mountains przesłaniał całun niskich chmur.

Felicity Vance otuliła się płaszczem. Trzymała się w pewnej odległości od pozostałych żałobników.

Miała na sobie czarną sukienkę z krepy z długim rękawem, niestety przemarzła w niej do kości. Powinna była pomyśleć o cieple i wygodzie. Kiedy przyjechała do domu pogrzebowego i dowiedziała się, że żadna ceremonia się tam nie odbędzie, a pożegnanie ograniczy się do kilku słów wypowiedzianych na cmentarzu, zabrakło jej odwagi, by przejść obok osób witających gości.

Zajrzała do zatłoczonego pomieszczenia, gdzie unosił się zapach goździków i bólu, po czym ruszyła na parking do samochodu. Widok trumny, nawet z daleka, był dla niej bolesny. Jeszcze boleśniejszy był widok brata zmarłej. Kiedyś Wynn Olivier był całym jej światem.

Widziała tylko jego szerokie ramiona w czarnym elegancki płaszczu. Był z gołą głową. Nie owinął nawet szyi szalikiem. Współczuła mu z całego serca. Niezależnie od trudnego dzieciństwa, a może właśnie z tego powodu, Wynn i jego siostra zawsze byli blisko. Shandy miała zaledwie dwadzieścia dziewięć lat – za mało, by umierać. Pokonał ją agresywny rak, a jej jedyne dziesięciomiesięczne dziecko zostało pod opieką opłakującego ją brata.

Wynn i Felicity byli cztery lata starsi. Dawno temu Felicity myślała, że Shandy zostanie jej szwagierką.

Życie zdecydowało inaczej.

Głos duchownego, który czytał wersy Psalmów mających przynieść ukojenie żałobnikom, płynął ponad niewielkim zgromadzeniem. Felicity zadrżała. Może nie powinna była tu przyjeżdżać.

Informację o pogrzebie przeczytała w mediach społecznościowych. Piętnaście lat temu opuściła to miasteczko, a w zasadzie osadę o nazwie Falcon’s Notch. Co prawda mieszkała teraz zaledwie kwadrans drogi stąd, w Knoxville w stanie Tennessee, a jednak zdawało się, że jej obecny adres to druga strona księżyca.

Falcon’s Notch tworzyła mała społeczność zamieszkująca ukryte w dolinie domy. Nie było tam nawet poczty. Autobusy woziły dzieci do szkoły w mieście. Mieszkańcy byli w pewnym sensie odseparowani od świata. Większości to odpowiadało. Wynn i Felicity marzyli jednak o tym, żeby poznać świat.

Czasami czuła się winna, że wyjechali i zostawili tu Shandy, lecz miała wtedy osiemnaście lat, jej świat się rozpadł, była pochłonięta własnym bólem. Odsunęła od siebie te myśli i wróciła do teraźniejszości.

Zielone zadaszenie miało chronić rodzinę zmarłej przed słońcem i deszczem. Na nierównej ziemi ustawiono białe składane krzesła. Były puste. Z rodziny Oliverów pozostał tylko Wynn. Stał wyprostowany, czekając, aż duchowny odmówi końcową modlitwę.

Potem, łamiąc serce Felicity, przyklęknął i położył na trumnie jedną różową różę. Później wstał i cofnął się, robiąc miejsce pracownikom firmy pogrzebowej, którzy złożyli Shandy w miejscu jej ostatniego spoczynku.

Oczy piekły Felicity od łez. Ten piękny górski zakątek krył w sobie tyle bólu. Ubóstwo. Uzależnienie. To przez to ostatnie Shandy nie udało się stąd uciec. Dopiero przed narodzeniem dziecka uwolniła się od narkotyków.

A teraz to…

Niewielkie zgromadzenie zaczęło się rozchodzić. Część z tych osób przyszła tu kierowana współczuciem i troską. Innych przywiodła ciekawość. Wielu chciało zobaczyć najsławniejszego syna tej ziemi. Człowieka, który dzięki własnej pracy został milionerem, a może nawet miliarderem. Niegdyś Wynn Oliver był jednym z nich. Teraz stał się istotą niemal mityczną.

Gdy już odniósł sukces, zbudował dom wysoko w górach tuż przy granicy parku narodowego. Niewiele osób go widziało, ale krążyło na ten temat mnóstwo plotek.

Teraz Wynn mieszkał w Nowym Jorku. Zastanawiała się, co skłoniło go do zbudowania domu w tej okolicy. Wlepiała wzrok w ziemię, przestępowała z nogi na nogę, powoli tracąc czucie w palcach, gdy usłyszała niski głos.

- Fliss?

Zszokowana uniosła głowę i spojrzała w oczy koloru letniego mchu.

- Wynn – powiedziała schrypniętym głosem.

- Widziałem cię w domu pogrzebowym.

Czyżby słyszała nutę oskarżenia?

- Mnóstwo osób chciało z tobą porozmawiać. Uznałam, że moja osoba to jedna za dużo. – Urwała. – Wybacz, Wynn. Naprawdę bardzo mi przykro. Shandy miała przed sobą całe życie. To niesprawiedliwe.

- Życie rzadko bywa sprawiedliwe. – Uśmiechnął się posępnie. – Sądziłem, że do tej pory się o tym przekonałaś.

Gdy wstrząsnął nią dreszcz, chwycił ją za łokieć.

- Mój Boże, jesteś przemarznięta. – Zerknął na jej nogi. – Shandy nie chciałaby, żebyś się rozchorowała.

- Powinnam już iść – powiedziała, choć mimo upływu lat Wynn wciąż ją pociągał.

- Nie. Musimy porozmawiać. U mnie. Ten czarny SUV jest otwarty. Wsiądź i zaczekaj. Później podrzucę cię na parking do twojego samochodu.

Jego słowa nie budziły w niej zaufania.

- Z jakiego powodu miałabym to zrobić? – spytała.

- Jesteś mi to winna, Fliss. To ważne. – Nie czekając na odpowiedź, oddalił się, by zamienić kilka słów z osobami, które przyszły oddać hołd jego zmarłej siostrze.

Nie mógł jej do niczego zmusić, a jednak dwie rzeczy ją zatrzymały. Po pierwsze ciekawość. Po drugie miał rację, w pewien sposób była mu to winna. Od piętnastu lat żyła z poczuciem winy. Ruszyła w stronę żwirowej drogi, gdzie parkowały auta. SUV Wynna był otwarty. Wsiadła i jęknęła z ulgą. Choć wewnątrz nie było dużo cieplej niż na zewnątrz, była chociaż osłonięta przed wiatrem i deszczem.

Samochód Wynna pachniał jak on sam. Chłopaka, którego niegdyś znała, nie było stać na drogie wody po goleniu. A jednak ten lekki męski zapach miał w sobie coś znajomego. Pomasowała uda. Gdyby pojechała do domu i wzięła gorącą kąpiel, szybciej zapomniałaby o tym trudnym dniu. Tymczasem po kwadransie Wynn otworzył drzwi i zajął miejsce za kierownicą. Wniósł z sobą woń rosnących tu drzew i deszczu. Gdy spojrzał na nią, zesztywniała.

- Dziękuję, że przyjechałaś – odezwał się dość szorstko. – Nie wiedziałem, że wciąż byłaś blisko z Shandy.

- Nie nazwałabym tego bliskością – odparła ostrożnie. – Wysyłałyśmy sobie kartki na Boże Narodzenie, czasem wymieniałyśmy mejle. Napisała mi o dziecku. Podzieliła się też ze mną swoją diagnozą. Raz odwiedziłam ją w szpitalu. Była taka dzielna, ale widziałam, że martwi się o dziecko.

- Właśnie o tym chcę z tobą porozmawiać.

Uruchomił silnik i ruszył ze zgrzytem opon. Jego dom znajdował się niedaleko, ale drogi tu były kręte. Gdy samochód wspinał się coraz wyżej, Felicity chwyciła za klamkę. Ulewne deszcze zniszczyły drogę, więc rzucało nimi na boki, choć SUV był przygotowany na gorsze warunki. Gdy podskoczyli na kolejnym wyboju, zauważyła:

- Jesteś bogaty. Czemu tego nie naprawisz?

Cudem ominął wielką dziurę, gwałtownie kręcąc kierownicą.

- Wyboje odstraszają niechcianych gości.

- Aha.

W końcu dotarli do żelaznej bramy z domofonem.

- Dzięki Bogu – oznajmiła. – Mam wrażenie, że podczas tej jazdy pękł mi ząb.

Wynn zaśmiał się, a zabrzmiało to tak, jakby nie robił tego od dłuższego czasu.

- Zawsze byłaś mądralińska.

Kiedy ich oczom pokazał się dom Wynna, powściągnęła westchnienie. Budynek z krytym łupkiem dachem i miedzianymi rynnami królował wyniośle pośród lasu.

- Jest piękny – powiedziała. – I spory. Jak dajesz sobie radę ze sprzątaniem?

Wynn zaparkował.

- Czemu to pierwsza rzecz, o jakiej myślą kobiety?

- Takie już jesteśmy.

- Gosposia przychodzi dwa razy w miesiącu. Matka jednego z naszych kolegów z klasy. Dyskretna i pracowita.

- Masz szczęście.

Wysiedli z auta niemal równocześnie. Wiatr się wzmógł, temperatura spadła. Zaczął padać deszcz ze śniegiem. Wynn wziął Felicity za rękę i pociągnął na schodki.

W domu panowała cisza. Wynn szedł przodem i po drodze zapalał światło. Felicity rozejrzała się i poczuła cień zazdrości. Pracowała jako stewardesa, dla niej mieszkanie znaczyło niewiele więcej niż baza między kolejnymi lotami. A jednak…

- No no, Wynn – powiedziała. – Wspaniały dom.

Główny pokój był ogromny, a przy tym przytulny, z dużymi miękkimi kanapami idealnymi do drzemki i leniuchowania. Barwne dywany dodawały mu ciepła. Z góry padał na nich blask żyrandola z rogów jelenia. Jedną ze ścian zdominował kominek z obu stron otoczony przez okna, za którymi widniał spowity mgłą las.

Wynn przykucnął przed kominkiem.

- Dziękuję – rzekł. – Lubię ten dom, choć nie bywam tu tak często. – Zapalił zapałkę. Drewno i podpałka zajęły się ogniem. Wkrótce zapłonęły grube polana i ciepło dotarło do dwuosobowej kanapy, gdzie przycupnęła Felicity.

Zdjęła przemoczone buty, podwinęła pod siebie nogi i przykryła się czerwonym wełnianym pledem. Wynn zdjął płaszcz. Czarne spodnie ciasno otulały jego biodra.

- Napijesz się kawy? Może gorącej czekolady?

- Gorąca czekolada będzie super.

- Zaraz wracam. – Skinął głową z nieczytelną miną.

Po jego wyjściu westchnęła i wtuliła się w poduszki. Kiepsko spała w nocy, zastanawiała się, czy powinna tu przyjeżdżać. Teraz, gdy ciepło z kominka rozgrzewało jej przemarznięte ciało, ogarnęła ją senność.

To zły pomysł, musi zachować czujność.

Nie byli z Wynnem przyjaciółmi. Nie była pewna, jak nazwać ich relację, a jej fizyczna reakcja na jego bliskość uświadomiła jej, że nie powinna tracić kontroli.

Dwadzieścia minut później Wynn wrócił z drewnianą tacą, którą postawił na szerokim pufie. W międzyczasie pozbył się krawata i rozpiął dwa górne guziki koszuli.

Kawa, którą dla siebie zaparzył, była czarna i zapewne mocna, tak jak lubił. Dla Felicity przygotował kubek czekolady z bitą śmietaną. Wypiła łyk i wiedziała, że to nie jest tania czekolada z torebki.

- Pycha – powiedziała. – Dziękuję.

- Nie ma za co. – Usiadł. – Zagrzałaś się?

- O tak.

Pochyliła twarz na kubkiem, by na niego nie patrzeć. Jej ciało reagowało na mężczyznę, który był jej pierwszą miłością. Pierwszym kochankiem. Piętnaście lat temu. Choć mieli wtedy wspólne nadzieje i marzenia, to nie wystarczyło. Rozdzielił ich zawód miłosny, ból i strata.

Wypiła czekoladę i odstawiła kubek na tacę.

- Po co mnie tu przywiozłeś, Wynn? Z przyjemnością zobaczyłam twój dom, ale chciałabym przed zmrokiem dotrzeć do siebie.

- Skąd ten pośpiech? Masz dziś randkę?

Poczuła, że policzki ją palą. Drażni się z nią? Drwi?

- To nie twoja sprawa. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać, to rozmawiajmy.

- Okej. – Wstał i zaczął krążyć po pokoju. Od czasu do czasu zatrzymywał się i dokładał polan do ognia. Wreszcie oparł się o drewniany wspornik i splótł ramiona na piersi.

- Shandy wyznaczyła mnie na opiekuna Ayli.

- Słyszałam. Dla ciebie to nie lada problem. Nie ma nikogo innego?

Wzruszył ramionami.

- Ojciec dziecka nigdy się nie pojawił, a nasi rodzice, jak wiesz, nie żyją.

- Słyszałam – odparła. – Przykro mi, że nigdy nie mogłeś na nich liczyć. – Rodzice Shandy i Wynna zmarli tej samej nocy na skutek przedawkowania narkotyków. Byli dysfunkcjonalnymi rodzicami. Kiedy Wynn chodził do podstawówki, sąsiad odkrył, że Wynn i Shandy całymi godzinami siedzieli w domu sami. Powiadomił opiekę społeczną i dzieci zostały zabrane z domu.

Rodzice Wynna wybłagali w sądzie, by oddano im dzieci. Po dwóch miesiącach w rodzinie zastępczej Wynn i Shandy do nich wrócili. Przez jakiś rok czy dwa sprawy układały się lepiej. Felicity wiedziała, że dla Wynna to była cenna lekcja. Pilnowali z Shandy, by już nikt nie dowiedział się, że rodzice zostawiają ich samych.

- Nawet gdyby żyli, nie oddałbym matce pod opiekę bezbronnego dziecka.

- Rozumiem. Gdzie jest Ayla?

- Teraz opiekuje się nią moja gospodyni. Musiałem się zająć pogrzebem i muszę opróżnić mieszkanie Shandy.

- Twoja firma jest w Nowym Jorku?

- Na szczęście pracują ze mną ludzie, na których mogę polegać. możemy porozumiewać się telefonicznie.

- Nie wiem, jak to jest mieć rodzeństwo, ale na pewno nie jest ci łatwo.

Jego twarz zdradzała zmęczenie i ból.

- To taka bezsensowna strata.

W końcu przeszedł przez pokój, odsunął tacę i usiadł na brzegu pufa, kolanami prawie dotykając kolan Felicity.

- Potrzebuję twojej pomocy, Fliss.

Wbijał w nią wzrok, patrząc tak, że nie była w stanie przełknąć. Choć chciała się odsunąć, siedziała nieruchomo.

- Mam pięć dni wolnych – odparła. – Mogę ci pomóc w sprzątaniu. We dwójkę pójdzie szybciej.

- Nie o to chodzi.

- Nie rozumiem. – Czego od niej oczekiwał?

- Tak się składa, że znam twojego szefa. Dwa lata temu pracowaliśmy razem w komitecie doradczym Federalnej Agencji Nadzoru Transportu Lotniczego.

Oboje Wynn i Felicity spełnili swoje dziecięce marzenie o lataniu, choć każde z nich w inny sposób.

- Okej… - mruknęła zdezorientowana.

- Wyjaśniłem mu swoją sytuację. Nie wspomniałem twojego nazwiska, spytałem tylko, czy w takich okolicznościach pracownik może otrzymać przedłużony urlop, a potem wrócić, nie tracąc praw ani benefitów.

Poczuła ucisk w żołądku. On nie sądzi chyba…

- Nie rozumiem.

- Potrzebuję cię. – Ujął jej dłonie.

- Już to mówiłeś. Ale do czego?

- Chcę, żebyś się zaopiekowała Aylą przez dziewięć do dwunastu miesięcy. I zamieszkała ze mną w Nowym Jorku.

Wyrwała ręce z jego dłoni. Prosił o rzecz niemożliwą.

- To jakiś absurd. Gdzie jak gdzie, ale w Nowym Jorku z pewnością nie brakuje agencji niań. Stać cię na najdroższą i najlepszą. Chętnych nie zabraknie.

- Nie – rzekł stanowczo. – Nie chcę nikogo obcego w domu ani w życiu Ayli.

Rozdział drugi

Serce Felicity biło szybko, w głowie jej się zakręciło.

- Ja jestem obca, Wynn. Ayla nigdy mnie nie widziała.

Ściągnął brwi.

- To prawda. Ale dla mnie nie jesteś obca. Znałaś Shandy. Jesteś dzieckiem Falcon’s Notch.

- Jaka to różnica?

- Wartości. Historia. Korzenie.

Powoli pokręciła głową.

- Ty i ja nie lubiliśmy tego miejsca. Nie mogliśmy się doczekać, żeby się stąd wyrwać.

- Tak mówiliśmy. Trudno jednak uciec przed pewnymi nieuchwytnymi rzeczami, które składają się na dzieciństwo. Żadne z nas nie miało idealnej rodziny, ale góry zawsze tu były. Lubiliśmy po nich chodzić. Nawet gdy codzienność była nędzna, wystarczyło podnieść wzrok i zobaczyć ten bezmiar przestrzeni, żeby poczuć się lepiej.

Cóż, jeśli będzie tak do niej mówił, ulegnie mu. Właśnie w tym zakochała się przed laty. W chłopcu, który nie miał niczego prócz wiedzy, wyobraźni i mądrości. Teraz siedział obok niej w eleganckim stroju, z pewnością siebie mężczyzny, który pokonał demony. Szukała słów, by zakończyć temat. Wynn stanowi zagrożenie dla spokoju jej ducha. Nie pozwoli, by ją wciągnął w swoją orbitę.

- Po pierwsze – zaczęła oschle – nie miałeś prawa rozmawiać z moim szefem, nawet ogólnikowo. Po drugie lubię moją pracę i jestem w tym dobra.

- A po trzecie? – Zmrużył oczy.

- Nie mam pojęcia, jak opiekować się dzieckiem.

- Ayla nie jest niemowlakiem, ma dziesięć miesięcy. Moja siostra przygotowała cholerny segregator ze szczegółami na temat jedzenia, snu, wizyt lekarskich… - Urwał. Odchrząknął. Oczy zaszły mu mgłą.

- Och, Wynn.

- To pewnie moja jedyna szansa na bycie ojcem – zauważył szorstko. – Nie chcę tego zepsuć.

- Masz trzydzieści trzy lata. Na pewno znasz wiele kobiet w Nowym Jorku.

- Znam, ale to co innego.

Dłużej nie mogła tego znieść. Nie dotykając go, podniosła się na nogi.

- To niemożliwe – odezwała się chłodno. – Wiesz o tym.

Wynn także wstał.

- Chcę być dobrym ojcem dla Ayli. Jesteś mi potrzebna, żeby to ułatwić. Tyle przynajmniej możesz zrobić, Fliss.

Przed jej oczami wirowały małe punkciki.

- To nie fair – szepnęła. – Nie zrobiłam nic złego.

Piętnaście lat wcześniej poroniła. Związana z tym trauma zakończyła jej związek z Wynnem, choć nie od razu.

Oboje byli zbyt niedojrzali, by poradzić sobie z bólem. Ona skupiła się na własnej stracie, nie rozumiała emocji Wynna. On z kolei był wściekły i zraniony, i ją o to obwinił. Był nawet taki moment, gdy ją oskarżał, że chciała ukryć przed nim ciążę. Zapewniała go, że nie miała o niej pojęcia, choć jego wątpliwości nie były całkiem niezrozumiałe. Rodzice Wynna byli notorycznymi kłamcami. Felicity nie doliczyłaby się, ile razy złamali dane dzieciom obietnice. Powiedzenie, że Wynn miał problem z zaufaniem, było niedopowiedzeniem.

Po tygodniu od poronienia, gdy usiłowali jakoś się pozbierać, Wynn się jej oświadczył. Do tej pory nie pojmowała, co nim kierowało. Czy uznał, że obrączka złagodzi ból straty? W każdym innym momencie ich relacji byłaby uszczęśliwiona. Kochała go, ale jej ciało i serce jeszcze się nie wyleczyły, więc nie przyjęła oświadczyn.

Wynn poczuł się odrzucony. Przysiągł, że nigdy więcej nie poprosi jej o rękę. Potem wyjechał i zaciągnął się do marynarki.

- Odwieź mnie na parking, proszę – powiedziała.

- Nie mogę, Fliss. Nie wypuszczę cię, dopóki się nie zgodzisz.

- Więc teraz porywasz kobiety? – zapytała rozzłoszczona. – To jest twój popisowy numer?

- Nie kobiety, tylko ciebie. Jest jeszcze jedno…

- Daruj sobie. Cokolwiek powiesz, nie zmienisz mojego zdania. To jakiś absurd.

- Pamiętam, ile razy powtarzałaś, jak ci jest ciężko bez matki. – Uśmiechnął się smętnie. – Kiedy zaczęłaś miesiączkować. Kiedy chciałaś się uczesać na jakąś okazję, a nie miałaś pieniędzy na fryzjera. Kiedy nie mogłaś się zdecydować, czy pójść ze mną do łóżka.

Wpatrywała się w niego z osłupieniem i niesmakiem. Zamierza wykorzystać jej nieszczęście, by dostać to, czego chce?

- Ty nieczuły draniu!

- Pomyśl o tym, Fliss. Całe życie marzyłaś o matce, bo matka cię porzuciła, a ojciec nie zdecydował się na drugie małżeństwo. Dziewczynki potrzebują matki. Kobiecej ręki. Nie dasz jej tego, czego sama nigdy nie miałaś? Dziewięć miesięcy, Fliss, najwyżej rok. Spiszemy umowę. Nie muszę chyba dodawać, że zrekompensuję ci to finansowo.

- Niech cię szlag.

Wiedział, że wygrał. Jego rysy złagodniały.

- Nie będzie tak źle. Nowy Jork to wielkie miasto. Będziesz miała wolny czas. Nie jestem potworem.

- Ustalmy jedno – powiedziała. – Jeśli się zgodzę, zrobię to dla Shandy i Ayli. Nie jestem ci nic winna. Przeszłość to przeszłość. To, co nas łączyło, minęło.

- Rozumiem. – Jego twarz była nieczytelna, ale wzruszenie ramion mówiło wszystko.

- Nie pomogę ci sprzątać mieszkania Shandy. Jeśli mam się przeprowadzić, muszę coś pozałatwiać.

- Tak, proszę pani.

- Może się nie udać – ostrzegła go. – Dziecko może nie nawiązać ze mną relacji. Albo z tobą. Co wtedy?

- Nie planuję porażki. Planuję sukces. Ta mała dziewczynka jest wszystkim, co mi zostało.

Trzy dni później Felicity weszła na pokład prywatnego samolotu lecącego na La Guardia. Jej walizka była na pokładzie. Wcześniej wysłała cztery pudła z ubraniami, które czekały na nią na miejscu. Panika towarzyszyła jej przy każdym kroku. Co ona robi? Poradzi sobie z tą sytuacją tylko wtedy, gdy skupi się na dziecku. Ayla była słodka. Miała jasne włosy Shandy i zielone oczy Wynna. Pewnego dnia złamie wiele serc.

Wchodząc do kabiny z dzieckiem na ręku, Wynn pochylił głowę. Od momentu, gdy podrzucił Felicity na parking, niewiele rozmawiali, wymienili tylko krótkie esemesy. Ale co było do powiedzenia? On wygrał.

Usiadła z tyłu i zapięła pas. Nie chciała okazać, że jest pod wrażeniem. Od dawna wiedziała, że odniósł spektakularny sukces i był niesamowicie bogaty, jednak zobaczenie tego na własne oczy to całkiem co innego.

Zawsze był ambitny. Czas spędzony w marynarce pozwolił mu zdobyć nowe umiejętności, a wojsko zapłaciło za jego studia. Po przejściu do cywila wymyślił czarną skrzynkę, która przekazywała wszystkie istotne informacje dotyczące samolotu w czasie rzeczywistym. Ten patent na zawsze odmienił jego życie.

Teraz umieścił Aylę w nosidełku przypiętym do fotela. Dziecko było pogodne. Felicity liczyła na to, że mała ją polubi, choć jeszcze nie miała okazji tego sprawdzić.

Gdy wznieśli się w powietrze, nie była w stanie dłużej ignorować swojego największego lęku. Nie bała się latania, w końcu od dawna robiła to zawodowo. Lęk, który ostatnio zakłócał jej sen, był natury osobistej. Miała zamieszkać z Wynnem, spać pod jego dachem, dzielić z nim posiłki.

Dziecko nie posłuży za przyzwoitkę. Może czasem pozwoli odwrócić uwagę, ale zgodnie z zapiskami, które zostawiła Shandy, Ayla zasypiała około wpół do ósmej i budziła się rano. Co ona, Felicity, zrobi z wolnym czasem?

Kiedy zamknęła oczy i udawała, że drzemie, widziała obrazy nagiego Wynna, który wpada na nią w holu. O świcie kobieta i mężczyzna, których łączy przeszłość, mogą narobić wiele niezłych głupstw.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji