Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
11 osób interesuje się tą książką
Natalia bała się przeprowadzki z Krakowa do Szwecji, ale teraz świetnie się tutaj czuje. Ma przyjaciół, ukochany zespół hip-hopowy Rabarbar i Matsa. W wakacje na chwilę opuszcza Skandynawię i wraz z Kariną i rodzicami wyrusza do Lwowa śladami zmarłej Selmy, światowej artystki baletowej. Spędza też wakacje w Krakowie i w górach. I występuje w filmie! Jednak po powrocie do Szwecji sprawy się komplikują – Natalię czeka kolejna przeprowadzka. Jest rozdarta, bo już pokochała Szwecję. No i Matsa…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 182
Barbara GawrylukDo widzenia, Bullerbyn!
© by Barbara Gawryluk © by Wydawnictwo Literatura
Okładka i ilustracje: Joanna Kłos
Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie elektroniczne I w Wydawnictwie Literatura, Łódź 2026 ISBN 978-83-8208-746-8
Wydawnictwo Literatura
91-334 Łódź, ul. Srebrna [email protected] tel. (42) 630-23-81www.wydawnictwoliteratura.pl
Plik przygotował Woblink
woblink.com
– Czy Taro nie czuje się teraz bezużyteczny? – zapytał Franek przy kolacji, na którą zostaliśmy zaproszeni przez rodziców Kariny.
Wszyscy roześmiali się, a pies popatrzył uważnie w stronę swojej pani. Karina poklepała go po grzbiecie.
– Ty nigdy nie będziesz bezużyteczny, piesku – powiedziała. – Nie ma lepszego przyjaciela.
Taro, uspokojony, położył się na swoim dywaniku, ale dalej przysłuchiwał się rozmowie, tak jakby wszystko rozumiał. Czarny labrador pracował jako pies asystent, kiedy Karina jeździła po wypadku na wózku, a potem dzielnie jej pilnował, kiedy uczyła się chodzić. Od kilku miesięcy Karina radziła sobie coraz lepiej, ale zawsze, nawet jak była ze mną na spacerze, miała obok siebie swojego psiego asystenta. Taro, który rozumiał, że to jego praca, nadal chodził z Kariną do szkoły i ćwiczył z nią w czasie rehabilitacji.
Teraz czekał grzecznie, aż chłopcy zjedzą kolację. Wiedział, że zaraz zacznie się zabawa w ogrodzie z bliźniakami. Moi bracia połknęli jedzenie, nie poczekali na deser, tylko wypadli z domu i za chwilę tarzali się z psem po trawie.
Wieczory były coraz dłuższe i cieplejsze. Zaczynałam rozumieć, dlaczego w Szwecji wszyscy tak tęsknią za wiosną i latem. Teraz w ogródkach przed domami siedziały całe rodziny. Wszędzie bawiły się dzieci, ludzie korzystali z każdej chwili, żeby nacieszyć się pachnącym wiosną powietrzem i coraz dłużej i mocniej świecącym słońcem.
– Za kilka tygodni noc będzie trwała tylko parę godzin. – Tata Kariny jakby czytał w moich myślach. – W czerwcu i w lipcu w ogóle śpi się niewiele, Szwedzi potrafią nadrobić to potem zimą. Nam jest trochę trudniej, ale rzeczywiście, te szwedzkie białe noce są zupełnie niesamowite. Macie już plany na wakacje? Zdaje się, że to o tym chcieliście porozmawiać? – Tata Kariny zwrócił się do moich rodziców, a my z Kariną popatrzyłyśmy na siebie znacząco. To miał być ten najważniejszy moment wieczoru!
– Nie mamy jeszcze wymyślonego nic na sierpień – odezwała się moja mama. – Ale wiemy już, jak będzie wyglądał początek wakacji. Po zakończeniu nauki dzieci pojadą do dziadków, do Krakowa. Potem my oboje dojedziemy do nich i razem wybierzemy się do Lwowa. Planowaliśmy tę wycieczkę od dawna, teraz jest kilka dodatkowych powodów, żeby tam pojechać.
Przy stole zapadła cisza. Wszyscy pomyśleli to samo. Ten najważniejszy powód to Selma, której nie było z nami już od kilku miesięcy. Kochana Selma, nasza sąsiadka z dziwnego, zaniedbanego domu. Tajemnicza staruszka, która została moją przyjaciółką, zmarła w zimie. Zostawiła po sobie wiele ciepłych wspomnień. Wciąż bardzo za nią tęskniłam – za jej śpiewnym akcentem, za jej niezwykłymi opowieściami z wielkiego świata, który poznała, gdy była młoda, za wieczorami spędzanymi w jej salonie nad starymi fotografiami.
Dopiero po jej śmierci okazało się, że Selma to był jej artystyczny pseudonim. Naprawdę nazywała się Tamara Szujska, młodość przeżyła we Lwowie, a potem została słynną tancerką występującą na najważniejszych scenach świata. Na starość zamieszkała w małym szwedzkim miasteczku, gdzie tylko niewielu wiedziało o jej sławie, a prawie wszyscy traktowali ją jak dziwaczkę. Trzeba było niezwykłego splotu zdarzeń, żebyśmy z Kariną i Taro znaleźli się w jej salonie. A kiedy już do niego trafiliśmy, chcieliśmy tam być jak najczęściej.
Zostało po niej bardzo dużo niezwykłych pamiątek. Część z nich trafiła do mojej rodziny. Najważniejsze były szmaragdowe kolczyki. Leżały w szkatułce w sejfie. Jeszcze nigdy ich nie nosiłam.
Któregoś dnia, już po śmierci Selmy, w jej domu na strychu odnalazły się stare listy. To była przedwojenna korespondencja między Selmą a tajemniczym Jankiem. Z listów dowiedzieliśmy się o łączącej ich miłości, o podróżach Selmy po świecie, o tęsknocie, aż wreszcie o śmierci jej ukochanego w czasie wojny. A wszystko to zaczęło się dawno temu we Lwowie.
– Pewnie będziecie szukać śladów Selmy? – zapytał pan Nowicki. – Ciekawe, czy żyje tam ktoś, kto ją pamięta?
– To raczej niemożliwe – powiedziała mama. – Selma opuściła Lwów jako młoda dziewczyna. Jej rówieśnicy byliby dzisiaj około dziewięćdziesiątki. Wielu z nich wyjechało ze Lwowa po wojnie. Ale oczywiście będziemy szukać. Mamy jej listy, trochę dokumentów, które przechowała dla nas pani Szujska, pamiętacie ją?
– To ta daleka krewna, która zjawiła się tutaj na pogrzebie? – upewnił się tata Kariny. – Wszyscy się dziwili, że nigdy wcześniej nie pokazała się u Selmy.
– Bo nie wiedziała, co się z nią działo. Dopiero poszukiwania adwokata realizującego testament Selmy spowodowały, że Zuzanna Szujska przyjechała do Szwecji – przypomniała moja mama. – Kiedy opowiedziałam jej, że wybieramy się do Lwowa, przysłała nam trochę zdjęć i dokumentów. Mówiła, że sama chętnie by pojechała, ale cały urlop wykorzystała, przyjeżdżając tutaj po śmierci Selmy. Zgodziła się, abyśmy trochę poszperali po Lwowie. To może być prawdziwa wakacyjna przygoda. I właśnie dlatego mamy dla was propozycję. – Mama wzięła głębszy oddech. – Chcemy, żeby do Lwowa, a wcześniej do Krakowa, pojechała z nami Karinka. – Mama popatrzyła z nadzieją na rodziców Kariny, a tata dodał:
– Bardzo chcemy zaprosić Karinę. Dziewczynki wymyśliły to razem, a nam się ten pomysł spodobał.
W kuchni znowu zapanowała cisza. Rodzice Kariny byli tak zaskoczeni, że bez słowa przyglądali się to nam, to Karinie, to sobie nawzajem.
– A to niespodzianka! – stwierdził tata Kariny. – Nie jestem pewien, czy Karina sobie poradzi. To daleka podróż, wyczerpująca, no i nie ma mowy, żeby Taro mógł z nią jechać. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
– Ale my sobie wyobrażamy – przekonywała moja mama. – Karina poleci do Krakowa z nami. Odpocznie, nabierze sił, już dziadkowie o to zadbają. Wycieczka do Lwowa będzie trwała kilka dni, dostosujemy nasz program do możliwości Kariny.
– Obserwuję Karinę, widzę, jakie zrobiła postępy. A poza tym, proszę, pamiętajcie, że jesteśmy lekarzami – uśmiechnął się mój tata. – Gwarantujemy dobrą opiekę!
Karina nie odezwała się dotąd ani jednym słowem. Ja też milczałam, widząc, jak niepewne i zaskoczone miny mieli jej rodzice.
– Musimy się zastanowić – powiedział w końcu tata Kariny. – Dajcie nam kilka dni. To nie takie proste. A ty, Karinko, co sądzisz?
– O niczym bardziej nie marzę. – Karinie aż drżał głos ze wzruszenia. – Natalka już dawno obiecała mi, że jak zacznę chodzić, to pojadę do Krakowa. A o Lwowie powiedziała mi niedawno. Bardzo chciałabym mieć takie wakacje!
– I poradzisz sobie bez nas? – zapytała z niepokojem mama Kariny. – I bez Taro?
– Kiedyś muszę spróbować. – Niepewnie uśmiechnęła się Karina. – A poza tym to przecież tylko dwa tygodnie. Tydzień w Krakowie i tydzień we Lwowie. Dam radę!
Rodzice Kariny ciągle jeszcze nie mogli się zdecydować. Bali się o nią, mówili, że Karina szybko się męczy, że będzie dla nas kłopotem w czasie wycieczek. Bardzo się martwiłam, jak to się wszystko skończy, obmyśliłyśmy już przecież cały plan.
Przede wszystkim chciałyśmy poszukać śladów Selmy. Miałyśmy stare zdjęcia jej domu, ulicy, przy której stał, szkoły, do której chodziła. Co prawda rodzice obawiali się, że wszystko kiedyś pewnie wyglądało inaczej, ale ja nie mogłam się doczekać tych poszukiwań.
– To trochę tak, jakbyśmy prowadziły śledztwo – mówiłam do Kariny, kiedy odpoczywałyśmy na łące w czasie rowerowej wycieczki. – Wiesz, jak w filmach, w których poszukuje się ludzi na podstawie pozostawionych przez nich śladów. A my mamy tak dużo: fotografie, listy, dokumenty. Na pewno coś odnajdziemy.
– Jeśli w ogóle z wami pojadę – powiedziała markotnie Karina. – Może oni mają rację, że będę wam tylko przeszkadzać…
– Nawet tak nie myśl! Karina! To przecież właśnie o to chodzi, żebyśmy były razem i żebyś się przekonała, jaka jesteś silna!
Karina, co prawda, dalej chodziła trochę dziwnie: kołysała się na boki, czasem szurała nogami po chodniku, ale pokonywała coraz większe odległości. Taro jej pilnował, szedł przy jej nodze, ale prawie nie zdarzało się już, żeby się musiała o niego opierać.
– Obiecałam ci, że pojedziemy na wakacje do Krakowa – i tak będzie. Na to twoi rodzice chyba się zgodzą. Najwyżej odłożymy Lwów do następnego roku.
Ale prawdę mówiąc, bardzo chciałam pojechać do Lwowa jak najszybciej! Elena pisała do mnie przynajmniej raz w tygodniu. Po powrocie do Ukrainy nie było jej łatwo. Siedziała sama w ławce, jej dawna paczka przyjaciół nie bardzo chciała ją przyjąć z powrotem, z nauką też miała problemy.
Ale za to gram w piłkę. Bardzo przydają mi się teraz treningi i mecze w reprezentacji szkoły w Szwecji. Od tygodnia jestem kapitanem naszej drużyny dziewczyn, wygrywamy mecz za meczem w szkolnej lidze. Natalko, namawiaj rodziców na wycieczkę do Lwowa, my mamy teraz duże mieszkanie, będziecie mogli się u nas zatrzymać. Rodzice zapraszają.
Życie rodziny Eleny zmieniło się po śmierci Selmy. Zapisała im w testamencie swój dom. Postanowili go sprzedać i wrócić do Ukrainy.
– Pamiętam, jak Elena wtedy płakała – opowiadałam Karinie. – Wcale nie chciała jechać do Lwowa. A ja, jakby mi ktoś powiedział, że jutro mam wracać do Krakowa, od razu bym się spakowała.
– Naprawdę? – zapytała smutno Karina. – Nic cię tu nie trzyma?
– No nie, masz rację, aż takie proste to to nie jest – zamyś-liłam się. – Ty przecież tutaj zostaniesz. Za tobą strasznie bym tęskniła. I za Taro. I za Rabarbarem, za Mają i Mią. Ale tak bym już chciała być w Krakowie, mieć blisko do Antosi i Marty.
– No ale tu jest jeszcze Mats – uśmiechnęła się Karina.
I od razu zepsuła mi humor. Bo przecież nie widziałam Matsa od kilku dni. Znowu był u swojego taty, który mieszka daleko w lesie nad jeziorem.
– Ja nie wiem, jak to jest z tym Matsem – westchnęłam. – Czasem mnie wcale nie zauważa albo potrafi gdzieś zniknąć i dopiero po jakimś czasie wysyła esemesa albo dzwoni. Teraz też tak było. Nie przyszedł do szkoły, nie było go w Rabarbarze, już się martwiłam, że coś się stało, a on dopiero dzisiaj dał mi znać, że jest z tatą. Napisał mi, że mają rodzinną imprezę i że musiał tam zostać.
– Ale napisał, tak? – Karina jak zwykle go usprawiedliwiała. – On cię lubi, Natalka, przecież to widać. Ale musi udawać przed chłopakami, że to nic poważnego. A dla ciebie to jest coś poważnego?
– No tak – przytaknęłam. – I ja wcale przed nikim nie udaję. Zależy mi na nim, lubię z nim być. Jak jest tylko ze mną, to jest całkiem inny. Fajnie jest z nim rozmawiać, lubię też, jak sobie razem milczymy. A najbardziej to lubię, jak tańczymy. Chociaż nigdy nie robimy tego w Rabarbarze. On się chyba boi, że chłopaki go wyśmieją. Ale zna cały układ Sandry i ten poprzedni, i ten, który teraz przygotowujemy na występ na koniec roku szkolnego. Gdy tańczymy we dwoje, czuję, jakby… jakby świat dookoła nie istniał. Uwielbiam tańczyć, a jeszcze bardziej uwielbiam tańczyć z Matsem!
– Ale ty o tym mówisz, Natalka… – Karinie zaświeciły się oczy. – Aż ci zazdroszczę. Ja pewnie już nigdy nie będę tańczyć…
– Karina, pamiętasz, co było jeszcze niedawno? Czy sądziłaś, że będziesz w zimie jeździć na łyżwach, a latem na rowerze aż do lasu? Czy w ogóle przypuszczałaś, że tak błys-kawicznie zaczniesz chodzić? Marzyłyśmy o tym, ale prawdę mówiąc, nie myślałam, że tak szybko wstaniesz z wózka. Tańczyć też będziesz, obiecuję! Może nie w Rabarbarze i na pewno jeszcze nie w czasie naszego pokazu na festynie, ale nauczę cię i breaka, i hip-hopu. To wcale nie jest trudne. A teraz wsiadamy na rowery. Wołaj Taro.
Taro biegał po łące, poszukując sobie tylko wiadomych zapachów. Karina zdjęła mu niebieski kubraczek, a dla psa był to sygnał, że ma przerwę w pracy. Ale nawet wtedy co chwilę podbiegał do swojej pani i sprawdzał, czy wszystko jest w porządku. Teraz, znowu w kubraczku, stanął koło roweru, gotowy do asystowania Karinie. Ruszyłyśmy w kierunku miasteczka, a czarny labrador z wywieszonym jęzorem biegł równo z rowerami.
Ciągle wspominamy, jak nam było fajnie u Ciebie. – To Tosia na czacie. – A w szkole to nam nasza pani kazała przez całą lekcję opowiadać o twojej klasie, o Rabarbarze i o Szwecji. Ale nie wygadałyśmy, co przytrafiło się Marcie w Sztokholmie, ani jak jej szukałyśmy na starówce. A w naszej klasie zawiesiłyśmy wesołą kartkę z symbolami Szwecji, którą kupiłyśmy na Starym Mieście, i teraz wszyscy wiedzą, jak wygląda szwedzka flaga i ratusz w Sztokholmie, i że na powitanie mówi się „hej!”.
Pamiętają mnie jeszcze?
Natalka, no co Ty? Pewnie, że Cię wszyscy pamiętają, i wiesz co? Chyba Ci trochę zazdroszczą. Jak opowiadałyśmy, że w Twoim miasteczku jest jak w Bullerbyn, to pani zaraz wyjęła książkę i zaczęła czytać ten rozdział, jak Lasse, Olle i pozostałe dzieci wracają do domu w ostatni dzień szkoły. I obiecała nam, że jeszcze w tym tygodniu przyniesie film i wszyscy obejrzymy.
Martwię się, że jak przyjadę w lecie, to w Krakowie nikogo nie będzie.
Zawsze ktoś będzie. My z Martą wyjeżdżamy na zmianę, najpierw ona nad morze w lipcu, a potem ja w sierpniu. A tak to będziemy w domu. Super, że przyjeżdżasz. A Karina?
Jest taki plan, ale nie wiadomo, czy jej rodzice się zgodzą. Pracujemy nad tym.
– Zostało nam tylko kilka tygodni do festynu – denerwował się Daniel. – Obiecaliście mi, że będziecie pracować, ale widzę, że sukces w konkursie zawrócił wam w głowach. Dlaczego nie ma Matsa i Sandry? Jak Natalia ma ćwiczyć nowy układ? To jest beznadziejne! Tak się nie da pracować!
Daniel chodził tam i z powrotem i krzyczał, a my siedzieliśmy na podłodze i nie bardzo wiedzieliśmy, jak go uspokoić. Właściwie to miał rację. Mats znowu się nie pokazał, ale przynajmniej dał znać, że jest u taty na wsi. Nikt natomiast nie miał pojęcia, co się stało z Sandrą.
– Pewnie znowu ma te swoje kryzysy? – Daniel zwrócił się z pytaniem do mnie.
– Nie wiem, my się widujemy tylko w Rabarbarze, ona chodzi do innej klasy – mówiłam, ale moje wyjaśnienia zakłócił odgłos otwieranych drzwi. To jednak nie była Sandra.
– Hej! – powiedziała Klara, moja nowa sąsiadka. Jej rodzina wprowadziła się niedawno do domu Selmy. – Podobno są u was wolne miejsca i można…
– Wchodź, wchodź! – krzyknął Daniel. – Akurat trafiłaś na nienajlepszy moment, mamy tu mały kryzys. A raczej bardzo poważny kryzys. Jesteś początkująca czy już coś umiesz?
– Nigdy nie tańczyłam w żadnym zespole – zaczęła Klara. – Nie mieliśmy takiej grupy w mojej poprzedniej szkole. Ale chodziłam na zajęcia z gimnastyki sportowej i uwielbiam muzykę, więc może to się da…
– Zobaczymy, czy się da – przerwał jej Daniel, któremu wcale nie poprawił się humor. – Na razie stań z tyłu i naśladuj tych, co są przed tobą. Robimy rozgrzewkę, potem próbujemy elementy nowego układu. Do roboty!
Ja już po kilku minutach wiedziałam, że Klara świetnie sobie daje radę. Trudno było uwierzyć, że nigdy nie tańczyła.
– Ech, chyba nie mówisz prawdy – zagadałam ją, kiedy przygotowywaliśmy się do powtórzenia układu. – Za dobrze ci idzie.
– To nie jest takie trudne, rozgrzewka jest nawet podobna jak na zajęciach z gimnastyki – wzruszyła ramionami. – Ale nie mam pojęcia, jak nauczyć się waszego układu.
– Klara, stań teraz koło mnie! – zawołał Daniel. – Na razie pooglądamy razem, jak Rabarbarowi nie wychodzi nowy taniec.
Dalej był okropnie zły. W sali panowała zupełna cisza. Właściwie to mu się nie dziwiłam. Występ na festynie na rynku się zbliżał, a my byliśmy zupełnie niegotowi.
– Ustawcie się. Natalia, sama musisz sobie radzić. Startujemy!
Daniel włączył muzykę. Wspólny układ na początku nawet jakoś poszedł, gorzej było z solówkami, no a mój duet z Sandrą – w pojedynkę – był bez sensu.
– Sami widzicie, bez pracy nic z tego nie będzie – denerwował się Daniel. – Dzisiaj powtarzamy do skutku. Startujemy!
I tak powtarzaliśmy chyba z dziesięć razy. Na koniec prawie padałam ze zmęczenia, ale kątem oka dostrzegłam, że Klara coraz śmielej rusza się za moimi plecami. Widziałam, że Daniel też ją obserwuje.
– Dobra! – zawołał w końcu. – Natalia i Klara zostają. Reszta niech lepiej znika mi z oczu, bo nie ręczę za siebie.
Chłopcy zwinęli się błyskawicznie, a Daniel ustawił mnie i Klarę obok siebie.
– Może coś z was będzie – uśmiechnął się nareszcie. – Jak się zjawi Sandra, to będziemy mieć tercet, a jak nie… Ty, Natalia, masz chyba wyjątkowe szczęście do partnerek. Próbujemy jeszcze raz! – I włączył muzykę.
Klara dała z siebie wszystko. Jeszcze się jej myliły kroki, jeszcze nie do końca chwytała niektóre momenty w hip-hopowym tańcu, ale nie wyglądała na choćby trochę zmęczoną.
– Natalia, tak się cieszę! Nie wierzyłam, że mnie od razu przyjmiecie – paplała, kiedy wracałyśmy z Rabarbaru do domu. Daniel powiedział jej na pożegnanie, że ma pewne miejsce w zespole i może nawet wystąpi na festynie. – Ciągle oglądam różne programy w telewizji, zawsze chciałam tańczyć, ale w mojej starej szkole mieliśmy tylko tę nudną gimnastykę.
– Ale za to jaką masz kondycję! – roześmiałam się. – Chłopaki dawno złapały zadyszkę, a ty nie odpuszczałaś. A Mats mówił ostatnio, że przydałaby się nowa siła, bo za dobrze się już wszyscy znamy.
– No właśnie, a co z Matsem? Długo go jeszcze nie będzie? – dopytywała Klara, a ja nie umiałam jej odpowiedzieć, bo sama niewiele wiedziałam. – Wy chyba chodzicie do jednej klasy, prawda? Bardzo nam pomógł, kiedy szukaliśmy Lisy.
Lisa, starsza siostra Klary, kilka tygodni temu uciekła z domu. Wszyscy jej szukali, policja była u nich prawie codziennie. Ale to Mats podpowiedział, że Lisa na pewno bardzo tęskni za swoimi przyjaciółmi na północy Szwecji i że tam należy jej szukać. Wszystko skończyło się dobrze, chociaż Lisa dalej nie czuje się w naszej szkole zbyt pewnie.
Wiesz, babciu, ona sama chyba nie chce się z nikim zaprzyjaźnić. – Wieczorem pisałam mejl do babci, która jak zwykle wyczekiwała wiadomości ze Szwecji. – Na przerwach w szkole przesiaduje sama, no chyba że z Klarą. Nie bierze udziału w żadnych szkolnych imprezach ani zawodach, nie gra w siatkówkę ani w piłkę nożną. Wieczorami widzę często, jak siedzi w ogrodzie i coś pisze. I dalej jest taka dziwna, ubiera się tak jakoś niesamowicie, no i te kolczyki w uszach i w nosie.
Zdążyłam zjeść kolację, a już w komputerze czekała na mnie odpowiedź od babci:
Dobrze wiesz, Natalko, że to, jak ktoś wygląda, nie ma żadnego znaczenia. Kolczyki? Przecież Twoja Selma też nosiła kolczyki. A że wyglądały trochę inaczej? Taka była wtedy moda. Ja widzę zupełnie inny problem. Lisa nie chce zapomnieć o przeszłości, bo tam zostawiła najbliższych przyjaciół. Chyba nikt inny jak Ty nie potrafi jej lepiej zrozumieć. Ona ma tak daleko do swojej Laponii jak Ty do Krakowa. Tobie przyzwyczajenie się do nowego życia zajęło prawie rok. Daj czas Lisie, wszystko się ułoży.
Ach, ta babcia! Za każdym razem, jak czytam jej listy, to myślę, że powinna pisać książki. Albo przynajmniej poradniki. Zawsze zna odpowiedź i zawsze pisze takie proste, ale mądre rzeczy. Jak dobrze mieć taką babcię!
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
CZĘŚĆ 1. DZIEWCZYNKA Z FOTOGRAFII
ROZDZIAŁ 1. WAKACYJNY PLAN
ROZDZIAŁ 2. Z KARINĄ NA ROWERZE
ROZDZIAŁ 3. DEBIUT KLARY
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
