Owocowe bajki - Barbara Gawryluk - ebook

Owocowe bajki ebook

Barbara Gawryluk

0,0

Opis

[PK]

Północna Kraina leży gdzieś... na północy. Las pełen jest poziomek, jagód, malin i pachnących ziół. W lesie mieszkają poczciwie trolle, a w miasteczku Bruk kapryśna Klara, łagodny księgarz i okrutny Hokan. Do miasteczka trolle dostarczają skarby lasu. Ale nie wszystkim się to podoba...

W "Owocowych bajkach" spotkacie wiele trolli i skrzatów, a także jedną czarownicę. Dowiecie się też, jaką zaczarowaną moc mogą mieć leśne owoce.

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych. 

 

Książka dostępna w zasobach:

Biblioteka Główna - Ośrodek Kultury w Brzeszczach

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 31

Rok wydania: 2013

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Barbara Gawryluk

Ouocoue

bajki

ilustracje Marta Kurczewska

0

U\Ł&

eł*0

Barbara Gawryluk

Ouocoue

BuUtiki jagodoue

5pis "treści

Ouocoue

bajki

Barbara Gawryluk Owocowe bajki

© by Barbara Gawryluk © by Wydawnictwo Literatura

Okładka i ilustracje:

Marta Kurczewska

Skład i korekta: T :J:- Kowalczyk, Joanna Pijewska

Wydanie I

ISBN 978-83-7672-203-0

?)W0

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2013 91-334 Łódź, ul. Srebrna 41 [email protected] tel. (42) 630 23 81 faks (42) 632 30 24 www.wyd-literatura.com.pl

Druk i oprawa: Rzeszowskie Zakłady Graficzne S. A.

jok m&Unouu

W Północnym Lesie mieszkała rodzina trolli. Nie były to zwykłe trolle - brzydkie, złośliwe i psotne. To znaczy były brzydkie, ale sympatyczne, grzeczne i uczynne. Ich liczną rodziną przewodził Teofil, stary troll z siwą brodą. Wyróżniał się nie tylko wiekiem i mądrością, ale i zapachem! Uwielbiał leśne zioła i dlatego używał tylko ziołowego mydła, szamponu, a także ziołowych olejków i wody kolońskiej.

O ile inne trolle całe dnie spędzały na psotach i dokuczaniu innym mieszkańcom lasu, a także pojawiającym się czasem na leśnych ścieżkach ludziom, to rodzina trolla Teofila była bardzo pracowita. Od dawna zajmowała się przede wszystkim produkcją soku z malin. Przez całe lato wszyscy codziennie wybierali się na zbiory dojrzałych owoców. Potem jesienią pracowite trolle przygotowywały buteleczki z pysznym, czerwonym sokiem. Suszyły też zioła, smażyły konfitury z jagód. 1 zanim spad! piei\\sz\ śnieg, trolle wybierały się całą rodziną na wyprawę, któia zajmowała im zwykle kilka tygodni. W małych wioskach i miasteczkach przed świtem rodzina trolla Teofila zosta-

wiała przed każdymi drzwiami koszyk z kilkoma buteleczkami najzdrowszego, najlepszego na wszystkie przeziębienia soku malinowego. Czasem do koszyka trolle wkładały

jeszcze słoiczek konfitury jagodowej albo woreczek suszonych ziół. Mieszkańcy Północnej Krainy przyzwyczaili się do tych corocznych prezentów. Tradycją stało się więc, że każdy przygotowywał dla trolli jakiś podarek. Albo był to woreczek z kaszą, albo ciepłe rękawiczki na zimę, a czasem nawet kołderka czy kocyk.

Był jednak jeden człowiek w miasteczku Bruk, któremu się te zwyczaje bardzo nie podobały. Nazywał się Ho-kan, był potężny, łysy, mówił grubym głosem i bardzo nie lubił trolli. Hokan miał największy w okolicy sklep i nie mógł ścierpieć konkurencji z lasu. W jego sklepie sok malinowy zalegał półki, a ludzie nie chcieli kupować drogich konfitur.

- Wykończę tego Teofila i całą jego rodzinkę - mruczał pod nosem Hokan, kiedy znowu, kolejną jesień z rzędu, szczęśliwi mieszkańcy miasteczka znaleźli pod swoimi drzwiami pyszny sok malinowy. - Muszę dotrzeć do ich siedziby i zniszczyć wszystko! Niech te wstrętne trolle zajmą się swoimi sprawami.

Hokan planował zemstę.

Na wiosnę, kiedy znowu zrobiło się ciepło, Hokan spakował trochę jedzenia i picia i wybrał się do lasu, żeby swoje niecne zamiary wprowadzić w czyn. Wcześniej popytał wśród mieszkańców miasteczka, czy wiedzą, gdzie mieszka rodzina trolla Teofila. Niewiele dostał wskazówek, ale przekonany, że uda mu się znaleźć wioskę trolli, ruszył w drogę. A że był gruby, ciężki i nieruchawy, niełatwo mu się wędrowało. Szedł cały dzień. Co kilka kilometrów robił przerwy. Dość szybko zjadł cały zapas jedzenia, pozostała mu tylko lodowata woda ze strumyka. Zrobiło się ciemno, a wioski trolli ani śladu.

Przenocuję pod tym wielkim dębem - postanowił. -Jutro, jak tylko wzejdzie słońce, na pewno znajdę te przeklęte trolle.

Dryblas ułożył pod drzewem koc, zmęczony zwalił się na legowisko i zaraz zasnął. Ale noce wczesną wiosną są bardzo zimne. W Północnej Krainie może jeszcze nawet chwycić mróz. Tak było i tej nocy. Hokan obudził się nad ranem zupełnie skostniały, pokryty białą warstwą szronu. Szczękając zębami, pozbierał rzeczy i ruszył w dalszą diogę.

— Nie popuszczę im! Muszę je znaleźć! Popamiętają mnie do końca życia! - odgrażał się, ale szedł coiaz wolniej i wolniej. Powłóczył nogami, było mu na zmianę zimno i gorąco. Nie zdawał sobie sprawy, że zaczyna go drążyć choroba.

Kiedy zrobiło się ciemno, zobaczył daleko w lesie migocące światełka.

- Są! Znalazłem! - wyszeptał i ostatkiem sił dobrnął do krańca lasu. Tam runął na ziemię i stracił przytomność.

Zobaczył go troll Teofil, który jak zwykle wieczorem dla utrzymania dobrej kondycji biegał truchtem po leśnych ścieżkach.

-A niech to puszczyk huknie! - wykrzyknął na widok wielkiego człowieka leżącego bez życia na leśnej drodze.