Czyngis-chan. Architekt nowoczesnego świata - Jack Weatherford - ebook + książka

Czyngis-chan. Architekt nowoczesnego świata ebook

Weatherford Jack

0,0
59,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Z chaosu – porządek. Z wojen – postęp.

Czyngis-chan, barbarzyńca w oczach wrogów, wizjonerski przywódca w oczach historii.

W dwadzieścia pięć lat podbił więcej ziem niż Rzym przez cztery stulecia. Złamał świat muzułmański i obnażył słabości europejskiego rycerstwa.

Ale to nie podboje, a jego idee okazały się przetrwać wieki. Zjednoczył rozbite ludy, stworzył szlaki wymiany towarów, zbudował system oparty na tolerancji, promocji talentu i swobodnym przepływie wiedzy. Połączył zacofany wówczas Zachód z kwitnącą Azją.

Jack Weatherford w fascynujący sposób obala mit Mongołów jako dzikich barbarzyńców. Pokazuje, że to właśnie dzięki nim do Europy dotarły wspaniałe wynalazki i idee, które stały się fundamentem nowoczesności.

Autor nie tylko tworzy wspaniały obraz wielkiego przywódcy i jego spuścizny, ale zmusza nas do zastanowienia się nad tym, gdzie naprawdę leżą podwaliny współczesnego świata. Z mongolskich stepów wyłania się świat otwartych granic, wymiany myśli i technologii – świat, w którym żyjemy do dziś.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 547

Data ważności licencji: 2/24/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginalny: Genghis Khan and the Making of the Modern World

Copyright © 2004 by Jack Weatherford

No part of this book may be used or reproduced in any manner for the purpose of training artificial intelligence technologies or systems. This work is reserved from text and data mining (Article 4(3) Directive (EU) 2019/790). This edition published by arrangement with Crown, an imprint of the Crown Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC.

Przekład: Dorota Kozińska

Projekt okładki: Urszula Gireń

Redaktorka inicjująca: Natalia Hońca

Redaktorka prowadząca: Urszula Ilnicka-Gębarowska

Redaktorka językowa: Kamila Sowińska

Koordynatorka procesu wydawniczego: Agata Błasiak

Opieka promocyjna: Maria Adamik-Kubala

Adiustacja: Maria Zając

Korekta: Kinga Kosiba, Kamila Sowińska

Fotoedycja: Krzysztof Gębarowski

Opracowanie map: Marcin Słociński

Indeks: Tomasz Babnis

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

Copyright © for the translation by SIW Znak sp. z o.o.

ISBN 978-83-8427-529-0

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Do młodych Mongołów:

Nigdy nie zapominajcie o mongolskich uczonych,

którzy byli gotowi poświęcić życie, aby zachować waszą historię.

Wprowadzenie: Zaginiony zdobywca

„Czyngis-chan był człowiekiem czynu”1.

„Washington Post”, 1989

W 1937 roku „sztandar duchowy” Czyngis-chana zniknął z buddyjskiego Klasztoru Szanch w środkowej Mongolii, nad rzeką Orchon (Orkhon gol), u stóp czarnych gór Szanch, gdzie świątobliwi lamowie chronili go i otaczali czcią od stuleci. W latach trzydziestych siepacze Stalina wymordowali około trzydziestu tysięcy Mongołów w szeregu kampanii skierowanych przeciwko ich kulturze i religii. Bandy plądrowały jeden klasztor po drugim, rozstrzeliwały mnichów, gwałciły mniszki, bezcześciły obiekty kultu, niszczyły biblioteki, paliły księgi i demolowały świątynie. Podobno ktoś potajemnie wykradł ów sztandar z Klasztoru Szanch i przemycił go do kryjówki w Ułan Bator (Ulaanbaatar), stolicy Mongolii, gdzie ostatecznie zaginął.

Przez setki lat wojownicy-pasterze z pofałdowanych stepów Azji Środkowej nieśli ze sobą „sztandar duchowy”, zwany z tureckiego buńczukiem lub po mongolsku sulde,sporządzony z włosia najlepszych ogierów, przymocowanego do drzewca włóczni tuż poniżej ostrza. Ilekroć wojownik zakładał obóz, tylekroć wbijał sulde przed wejściem do zagrody jako swoją wizytówkę i wieczną strażniczkę obejścia. „Sztandar duchowy” zawsze tkwił na otwartej przestrzeni, pod czczonym przez Mongołów Wiecznym Błękitnym Niebem. Kosmyki włosia, nieustannie targane powiewami stepowego wiatru, czerpały moc z wichru, nieba i słońca, przenosząc siły przyrody na wojownika. Schwytany w końskie włosie wiatr przenikał sny pasterza i zagrzewał go do dalszej podróży szlakiem przeznaczenia. Zmierzwione kosmyki gnały właściciela sulde naprzód, skłaniając go do wędrówki z miejsca na miejsce, do wynajdywania lepszych pastwisk, do poszukiwania nowych przygód, do samodzielnego kierowania własnym losem na ziemi. Związek między człowiekiem a jego „sztandarem duchowym” był tak silny, że w myśl wierzeń mongolskich dusza zmarłego wojownika pozostawała na zawsze w pasmach końskiego włosia. Za życia wojownika sztandar ów niósł jego los, po śmierci – wchłaniał jego duszę. Szczątki doczesne porzucano wkrótce na pastwę natury, dusza trwała jednak po wieczne czasy w końskich kosmykach, będąc natchnieniem dla przyszłych pokoleń.

Czyngis-chan miał dwa sztandary: jeden z włosia siwych koni, używany w czasach pokoju, drugi z włosia karych ogierów, który prowadził go na wojnie. Biały sulde zaginął w zamierzchłej przeszłości – czarny przetrwał jako siedziba duszy potężnego chana. Lud mongolski czcił sztandar kryjący duszę wodza setki lat po jego śmierci. W XVI wieku lama Dzanabadzar, jeden z potomków Czyngis-chana, zbudował klasztor, który miał się stać schronieniem dla jego czarnego sulde. Wśród zawiei i zamieci, w dobie najazdów i wojen domowych, przeszło tysiąc lamów ze szkoły „żółtych czapek” buddyzmu tybetańskiego strzegło wielkiego sztandaru, nie zdołało jednak stawić czoła totalitarnej polityce XX wieku. Mnichów wymordowano, „sztandar duchowy” zniknął.

Los Czyngis-chana nie był darem, lecz dziełem jego własnych rąk. Trudno się było spodziewać, że pasterz zostanie właścicielem wystarczającej liczby koni, by sporządzić swój „sztandar duchowy”, jeszcze trudniej – że poniesie go przez cały śwKat. Chłopiec, który z czasem zyskał miano Czyngis-chana, wyrastał w atmosferze plemiennego okrucieństwa, naznaczonej mordem, porwaniami i zniewoleniem. Jako członek wyklętej rodziny, zostawionej na pewną śmierć w stepie, w dzieciństwie zetknął się jedynie z kilkuset współplemieńcami i nie otrzymał żadnej formalnej edukacji. W tym surowym otoczeniu poznał w najdrobniejszych szczegółach pełny wachlarz ludzkich emocji: pożądanie, ambicję i skłonność do okrucieństwa. Zanim zdążył dorosnąć, zabił przyrodniego brata, został pojmany i wzięty do niewoli przez rywalizujący klan, zdołał też ujść swoim prześladowcom.

Buddyjski Klasztor Szanch, w którym miało być przechowywane czarne sulde Czyngis-chana.

W tak przerażających okolicznościach chłopiec wykazał się wolą życia i instynktem przetrwania, nic jednak nie zwiastowało osiągnięć, jakie z czasem miały stać się jego udziałem. W dzieciństwie bał się psów i często wybuchał płaczem. Młodszy brat był od niego silniejszy, sprawniejszy w strzelaniu z łuku i w zapasach, przyrodni brat wyśmiewał go i znęcał się nad nim. Mimo upokarzających warunków głodu, poniżenia i niewoli chłopak rozpoczął mozolną drogę ku władzy. Przed osiągnięciem dojrzałości zainicjował dwa najważniejsze w swym życiu związki. Zaprzysiągł dozgonną przyjaźń i wierność nieco starszemu chłopcu – który został jego najbliższym druhem w młodości, w wieku dorosłym przemienił się jednak w jego najzajadlejszego wroga – znalazł też dziewczynę, którą pokochał na zawsze i uczynił matką przyszłych cesarzy. Wykształcona w młodym wieku zdolność odczuwania zarówno miłości, jak i nienawiści towarzyszyła Czyngis-chanowi przez całe życie i stała się głównym wyznacznikiem jego charakteru. Dręczące go rozterki miłości i ojcostwa, roztrząsane pod wspólnym pledem i w migotliwych płomieniach domowego ogniska, znalazły swoje odbicie w dziejach świata. Świat ogarnęły jego osobiste dążenia, pragnienia i niepokoje.

Rok po roku Czyngis-chan pokonywał kolejnych możniejszych od siebie wodzów, dopóki nie ujarzmił wszystkich plemion na mongolskim stepie. W wieku pięćdziesięciu lat, w którym większość potężnych zdobywców zaliczała swoje wojenne dokonania do dawno minionej przeszłości, Czyngis-chan dał się wywieść „sztandarowi duchowemu” daleko od ojczystej ziemi, gdzie stawił czoło armiom cywilizowanych ludów, od wieków gnębiących i biorących w niewolę przedstawicieli plemion koczowniczych. Pod koniec życia szedł za swym „sztandarem duchowym” po niejedno zwycięstwo na pustyni Gobi i nad rzeką Huang He – w głąb chińskich królestw, przez należące do Turków i Persów ziemie Azji Środkowej, na drugą stronę łańcuchów górskich w Afganistanie, aż po Indus.

W miarę kolejnych podbojów armia mongolska uczyniła z rzemiosła wojennego przedsięwzięcie na skalę międzykontynentalną, prowadzone na kilku frontach, rozciągniętych na przestrzeni wielu tysięcy kilometrów. Innowacyjne techniki wojskowe Czyngis-chana położyły kres ciężkozbrojnemu rycerstwu średniowiecznej Europy. Zastąpiła je zdys­cyplinowana konnica, prąca naprzód w ściśle określonym porządku. Zamiast polegać na sieci fortyfikacji, Czyngis-chan doprowadził do mistrzostwa sztukę ataku z zaskoczenia na polu bitwy, udoskonalił też rzemiosło oblężnicze do tego stopnia, że wznoszenie murów miejskich trzeba było uznać za przeżytek. Czyngis-chan nauczył swój lud nie tylko walki na ogromnych dystansach, lecz także prowadzenia kampanii przez lata, dziesięciolecia, a w dalszej perspektywie – przez ponad trzy pokolenia. Tyle lat nieustannych zmagań.

W ciągu ćwierćwiecza armia mongolska podbiła więcej ziem i ludów, niż Rzymianie zdołali sobie podporządkować przez cztery stulecia. Czyngis-chan oraz jego synowie i wnukowie wzięli pod swoje władanie najgęściej zaludnione tereny trzynastowiecznego świata. Bez względu na to, czy zmierzymy jego sukces ogólną liczbą podbitych ludów, liczbą zaanektowanych państw czy powierzchnią podporządkowanych sobie ziem, zdobycze Czyngis-chana okażą się przeszło dwukrotnie większe niż zdobycze najwybitniejszego wodza w historii. Kopyta mongolskich wierzchowców rozpryskiwały wody wszystkich rzek i jezior od Oceanu Spokojnego po Morze Śródziemne. Powierzchnia imperium w rozkwicie wahała się od dwudziestu pięciu do trzydziestu milionów kilometrów kwadratowych, co równa się mniej więcej połowie obszaru kontynentu afrykańskiego i znacznie przewyższa obszar Ameryki Północnej, ze Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Meksykiem, krajami Ameryki Środkowej i Karaibami włącznie. Włości Czyngis-chana rozpościerały się od zaśnieżonej syberyjskiej tundry po gorące równiny Indii, od pól ryżowych w Wietnamie po łany zbóż na Węgrzech, od Korei po Bałkany. Dziś większość ludzkości zamieszkuje ziemie podbite niegdyś przez Mongołów. Na mapie współczesnego świata terytoria podbojów Czyngis-chana obejmują trzydzieści państw, zaludnionych przez ponad trzy miliardy mieszkańców. W osiągnięciach Czyngis-chana najbardziej zaskakuje fakt, że całe plemię mongolskie pod jego dowództwem liczyło około miliona osób – mniej niż załoga niejednej współczesnej firmy. Z tego miliona wyłonił on swoją armię, złożoną z niespełna stu tysięcy wojowników – wojsko, które bez trudu zmieściłoby się na płycie nowoczesnego stadionu olimpijskiego.

Amerykanom łatwiej byłoby zrozumieć dokonania Czyngis-chana, gdyby Stanów Zjednoczonych nie stworzyła grupa wykształconych kupców i bogatych plantatorów, tylko jakiś niepiśmienny niewolnik, który dzięki potędze swojej osobowości, charyzmie i determinacji wyzwoliłby Amerykę spod władzy obcego państwa, zjednoczyłby jej mieszkańców, stworzyłby alfabet, napisałby konstytucję, wprowadziłby powszechną wolność wyznania, opracowałby nowe reguły sztuki wojennej, poprowadziłby armię z Kanady do Brazylii i zapewniłby warunki do rozwoju handlu, organizując strefę wolnego rynku na obszarze kilku kontynentów. Skala i zasięg osiągnięć Czyngis-chana – na każdym poziomie i z dowolnej perspektywy – przekraczają granice ludzkiej wyobraźni i wymykają się próbom naukowego potwierdzenia.

W XIII wieku, w miarę postępów konnicy Czyngis-chana, przesuwały się granice ówczesnego świata, którego tworzywem nie był kamień, lecz ludzie. Czyngis-chan, niezadowolony z mnogości maleńkich królestw, połączył je w większe organizmy państwowe. W Europie Wschodniej Mongołowie zjednoczyli dziesiątki słowiańskich grodów i księstewek w wielkie państwo ruskie. W Azji Wschodniej na przestrzeni trzech pokoleń stworzyli państwo chińskie, łącząc część południowych ziem dynastii Sung, ziemie Dżurdżenów w Mandżurii, Tybet na zachodzie, sąsiadujące z pustynią Gobi królestwo Tangutów i terytoria Ujgurów we wschodnim Turkiestanie. W miarę rozszerzania granic imperium powołali do życia Koreę oraz Indie, które przetrwały po dziś dzień niemal w takich samych granicach, jakie narzucili im mongolscy zdobywcy.

Imperium Czyngis-chana złączyło rozmaite cywilizacje, tworząc nowy porządek świata. W chwili narodzin wodza w 1162 roku w skład Starego Świata wchodził szereg kręgów cywilizacyjnych o regionalnym znaczeniu, których wiedza o innych kulturach ograniczała się do znajomości tradycji najbliższych sąsiadów. Nikt w Chinach nie słyszał o Europie, nikt w Europie nie słyszał o Chinach – o ile nam wiadomo, nikt nie przedsiębrał tak dalekich podróży. Zanim umarł w 1227 roku, Czyngis-chan zdążył zbudować między Europą a Chinami sieć kontaktów dyplomatycznych i handlowych, które przetrwały do dziś.

Zburzywszy feudalny system przywilejów wynikających z urodzenia, Czyngis-chan ustanowił nowy, jedyny w swoim rodzaju system oparty na osobistych zasługach, lojalności i uzdolnieniach. Rozproszone i senne miasta na jedwabnym szlaku włączył w największą w dziejach strefę wolnego rynku. Obniżył podatki na wszystko i zniósł wszelkie obciążenia wobec lekarzy, nauczycieli, kapłanów oraz instytucji wychowawczych. Przeprowadził spis powszechny i stworzył pierwszy w historii między­narodowy system pocztowy. Podstawą jego imperium nie były bogactwa ani skarb państwa: łupy wojenne rozdzielał, włączając je z powrotem w obieg handlowy. Ustanowił prawa międzynarodowe i zwierzchność Wiecznego Błękitnego Nieba nad całą ludzkością. W czasach, kiedy większość władców stawiała się ponad prawem, on honorował kodeks, który obejmował w równym stopniu ludzi sprawujących władzę, co pasterzy najniższego pochodzenia. W granicach swojego imperium wprowadził wolność religijną, od ujarzmionych poddanych żądał jednak bezwzględnej lojalności, niezależnie od wyznania. Domagał się rządów prawa i zniósł tortury, prowadził szeroko zakrojone kampanie przeciwko rzezimieszkom i skryto­bójcom. Sprzeciwiał się braniu jeńców i ustanowił nową praktykę gwarantowania ambasadorom i posłom immunitetu dyplomatycznego, również w odniesieniu do przedstawicieli wrogich ludów, z którymi toczył wojnę.

Zostawił imperium wsparte na podstawach dostatecznie solidnych, by mogło się rozrastać przez kolejne sto pięćdziesiąt lat. W późniejszych stuleciach, po upadku jego państwa, potomkowie Czyngis-chana sprawowali władzę nad szeregiem mniejszych imperiów i dużych państw, począwszy od Rusi i Turcji, a na Indiach, Chinach i Persji skończywszy. Posługiwali się zestawem różnych tytułów, wśród których znalazły się: chan, cesarz, sułtan, król, szach, emir i dalajlama. Pozostałości imperium Czyngis-chana pod rządami jego następców przetrwały siedem wieków. Niektórzy – znani pod nazwą Mogołów – rządzili Indiami do 1857 roku, kiedy to Wielka Brytania pozbawiła tronu Bahadura Szaha II, ściąwszy dwóch jego synów i wnuka. Said Mir Muhammed Alim Chan, ostatni emir Buchary i ostatni potomek Czyngis-chana, pozostał u władzy w Uzbekistanie aż do 1920 roku, kiedy musiał ustąpić wobec wzbierającej fali rozruchów.

Historia skazała większość zdobywców na żałosną przedwczesną śmierć. Aleksander Wielki zmarł w tajemniczych okolicznościach w Babilonie w wieku trzydziestu trzech lat – następcy wymordowali jego rodzinę i podzielili się jego ziemiami. Zaprzyjaźnieni arystokraci i dawni sprzymierzeńcy Juliusza Cezara zabili go w izbie posiedzeń senatu rzymskiego. Samotny, zgorzkniały Napoleon – po klęsce i utracie wszelkich dotychczasowych zdobyczy – wyszedł na spotkanie śmierci jako samotny więzień na jednej z najodleglejszych i najtrudniej dostępnych wysp ówczesnego świata. Tymczasem blisko siedemdziesięciodziewięcioletni Czyngis-chan skonał na posłaniu we własnym obozie, w otoczeniu kochającej rodziny, oddanych przyjaciół i wiernych żołnierzy, gotowych zaryzykować życie na jego rozkaz. Latem 1227 roku, podczas kampanii przeciwko Tangutom, toczącej się w górnym biegu rzeki Huang He, Czyngis-chan umarł albo – zgodnie z przekazem Mongołów, którzy wzdragali się wspominać o śmierci i chorobie – „wstąpił do nieba”. Okoliczności jego zgonu, przez kilka lat utrzymywane w tajemnicy, stały się przedmiotem licznych spekulacji, co przyczyniło się do powstania legendy, która z czasem nabrała cech faktu historycznego. Według pisemnej relacji Giovanniego da Piana del Carpinego, pierwszego posła europejskiego na terytorium Mongołów, Czyngis-chan zmarł, rażony piorunem. Marco Polo, który wiele podróżował po imperium mongolskim w okresie panowania Kubilaja, wnuka Czyngis-chana, pisze o śmierci przywódcy w następstwie zadanej strzałą rany kolana. Niektórzy utrzymywali, że został on otruty przez nieznanych wrogów. Z innych relacji wynika, że zmarł wskutek zaklęcia rzuconego przez króla Tangutów. Według opowieści rozpowszechnianej przez oczerniających go nieprzyjaciół wzięta w niewolę królowa Tangutów włożyła sobie do pochwy trującą substancję i kiedy Czyngis-chan uprawiał z nią miłość, trucizna przeżarła jego narządy płciowe i spowodowała śmierć w okrutnych męczarniach.

Na przekór wielu opowieściom zgon Czyngis-chana w koczowniczym gerze, podobnym do namiotu, w którym przyszedł na świat, jest miarą sukcesu, jaki odniósł w dziele zachowania tradycyjnego trybu życia swoich współplemieńców. Mimo to, jak na ironię, podtrzymując tradycje życia codziennego, Czyngis-chan dokonał reformy społecznej. Żołnierze eskortowali zwłoki zmarłego chana w drodze powrotnej do Mongolii, gdzie miał się odbyć sekretny pochówek – jego następcy pogrzebali go w bezimiennej mogile w ojczystych stronach, nie wystawiwszy mu ani mauzoleum, ani świątyni, ani piramidy, ani nawet zwykłego kamienia nagrobnego. Zgodnie z wierzeniami Mongołów ciało zmarłego należało zostawić w spokoju, nie upamiętniając miejsca pochówku, które nie jest miejscem pobytu duszy – ta żyje we wspomnianym „sztandarze duchowym”. Z chwilą pogrzebu Czyngis-chan wtopił się z powrotem w bezkresny pejzaż Mongolii – kraju, z którego pochodził. Szczegóły jego ostatniej drogi pozostały nieznane, a ludzie – z braku wiarygodnych informacji – puszczali wodze fantazji, tworząc własne wersje tej historii, barwne i pełne dramatyzmu. Według jednej z popularniejszych opowieści żołnierze z orszaku pogrzebowego zabili wszystkich świadków i wszystkie zwierzęta napotkane podczas czterdziestodniowej podróży. Po sekretnej ceremonii ośmiuset konnych kilkakrotnie stratowało okolicę, żeby zataić miejsce pochówku. Jak głosi podanie, konnych zgładził później kolejny oddział żołnierzy, żeby nie zdradzili tajemnicy, ci z kolei padli ofiarą następnej drużyny wojowników.

Złożywszy wodza potajemnie w jego ojczystej ziemi, żołnierze odgrodzili teren o powierzchni kilkuset kilometrów kwadratowych. Mieli tam wstęp wyłącznie członkowie rodziny Czyngis-chana oraz stacjonujący wewnątrz oddział specjalnie wyszkolonych wojowników, którzy mieli zabić każdego intruza. Przez niemal osiem wieków Ich Chorig – Wielkie Tabu w samym sercu Azji – było odcięte od świata. Wygląda na to, że wszystkie tajemnice imperium Czyngis-chana ukryto w jego ojczyźnie. Przez wiele lat po upadku mocarstwa, mimo inwazji obcych wojsk na tereny Mongolii, potomkowie Czyngis-chana nie dopuszczali nikogo do świętego miejsca pochówku swego przodka. Mongołowie przeszli z czasem na buddyzm, nie pozwolili jednak kapłanom upamiętnić mogiły świątynią, klasztorem ani kamieniem nagrobnym.

W XX wieku władze Związku Radzieckiego pilnie strzegły terenu, z obawy, że miejsce narodzin i śmierci Czyngis-chana stanie się punktem zbornym nacjonalistów. Zamiast podtrzymać tradycję Wielkiego Tabu lub określić obszar jedną z nazw historycznych, które mogłyby zdradzić jego powiązanie z Czyngis-chanem, nadano mu biurokratyczną nazwę strefy ściśle strzeżonej. Pod względem administracyjnym strefa zyskała status obszaru wydzielonego, pozostającego pod bezpośrednim nadzorem centralnych władz mongolskich, które z kolei objęto ścis­łą kontrolą Moskwy. Rosjanie dodatkowo zabezpieczyli obszar, obwarowawszy milion hektarów strefy ściśle strzeżonej równie rozległą strefą strze­żoną. Żeby uniemożliwić podróże w jej obrębie, władze komunistyczne zrezygnowały z budowy jakichkolwiek dróg i mostów. Rosjanie utrzymywali na tym terenie bazę samolotów bojowych MiG, nie jest też wykluczone, że pomiędzy strefą strzeżoną a Ułan Bator ulokowano magazyn broni nuklearnej. Wstępu do strefy zakazanej strzegła radziecka baza czołgów – armia ZSRR urządziła wewnątrz poligon ćwiczeń artyleryjskich i manewrów czołgowych.

Mongołowie nie przyczynili się do żadnego przełomu technologicznego, nie wykształcili nowej religii, nie stworzyli wielkiej literatury, nie ofiarowali światu nowych roślin użytkowych ani innowacyjnych metod uprawy ziemi. Mongolscy rzemieślnicy nie umieli tkać, odlewać metali, posługiwać się kołem garncarskim ani nawet piec chleba. Nie wytwarzali ani porcelany, ani naczyń glinianych, nie malowali obrazów, nie wznosili budowli. A mimo to wojska mongolskie ujarzmiały jedną kulturę za drugą, przejmowały umiejętności podbitych ludów i przekazywały je kolejnym cywilizacjom.

Spośród budowli o trwałym charakterze Czyngis-chan pozostawił po sobie jedynie mosty. Miał w pogardzie napotkane po drodze zamki, forty, miasta i mury obronne, wzniósł jednak więcej mostów niż jakikolwiek inny władca w historii. Spiął nimi brzegi setek strumieni i rzek, żeby przyśpieszyć ruchy wojsk i transport towarów. Mongołowie świadomie otworzyli świat na wymianę nie tylko dóbr materialnych, lecz także poglądów i wiedzy. Sprowadzili niemieckich górników do Chin i chińskich lekarzy do Persji. Niektóre transakcje miały charakter epokowy, inne były zupełnie nieistotne. Zdobywcy rozpowszechnili w całym świecie dywany, przenieśli uprawy cytryn i marchwi z Persji do Chin, sprowadzili na Zachód chiński makaron, grę w karty i herbatę. Wezwali z Paryża odlewnika, żeby wzniósł fontannę na suchym mongolskim stepie, zatrudnili angielskiego szlachcica jako tłumacza wojskowego, zaszczepili w Persji chińską praktykę pieczętowania się odciskami palców. Finansowali budowę kościołów chrześcijańskich w Chinach, świątyń i stup buddyjskich w Persji, muzułmańskich szkół koranicznych na Rusi. Szli przez świat jako zdobywcy, a zarazem bezprzykładni krzewiciele zdobyczy cywilizacyjnych podbitych ludów.

Spadkobiercy imperium Czyngis-chana kierowali się niepohamowaną potrzebą podziału dóbr i towarów oraz łączenia ich w sposób, który prowadził do powstania całkiem nowych produktów i absolutnie nieoczekiwanych wynalazków. Kiedy wytrawni inżynierowie z Chin, Persji i Europy połączyli chiński proch z muzułmańską technologią produkcji fajerwerków i europejskim rzemiosłem ludwisarskim – skonstruowali armatę, wynalazek przełomowy, który dał początek potężnemu arsenałowi nowożytnych broni: od ręcznej broni palnej po pociski artyleryjskie. Mimo że każde z rzemiosł odegrało znaczącą rolę w danej kulturze, najbrzemienniejszy w skutki okazał się sposób, w jaki Mongołowie dobrali je i złączyli w całość, w niezwykłą mieszaninę.

Do wszelkich zagadnień politycznych, gospodarczych oraz intelektualnych Mongołowie podchodzili ze szczerym i niezmiennie kosmo­politycznym zapałem. Chcieli nie tylko podbić świat, lecz także zaprowadzić w nim uniwersalny porządek, oparty na wolnym rynku, ujednoliconym prawie międzynarodowym oraz powszechnym, dostosowanym do wszystkich języków systemie pisma. Kubilaj-chan, wnuk Czyngis-chana, wprowadził do obiegu banknoty, którymi można było płacić wszędzie, próbował też zorganizować szkolnictwo powszechne, gwarantujące każdemu dziecku dostęp do formalnej edukacji, a tym samym ogólną piśmienność. Mongołowie udoskonalili i zunifikowali rachubę czasu, tworząc kalendarz na dziesięć tysięcy lat, dokładniejszy niż jakikolwiek wcześniejszy system, łożyli na sporządzenie najbardziej szczegółowych map ówczesnego świata, zachęcali kupców do podróży drogą lądową, wysyłali podróżników na lądy i morza, aż do Afryki, żeby rozszerzyć kontakty handlowe i dyplomatyczne.

Niemal w każdym kraju podbitym przez Mongołów po początkowym szoku i zniszczeniach, spowodowanych najazdem nieznanego, barbarzyńskiego plemienia, następowały rozkwit wymiany między­kulturowej2, rozwój handlu i wyniesienie cywilizacji na wyższy poziom. W Europie Mongołowie mordowali przedstawicieli stanu rycerskiego, rozczarowani jednak ubóstwem regionu w porównaniu z państwami znajdującymi się w strefie wpływów chińskich i muzułmańskich, zawracali wojska, nie zaprzątając sobie głowy obleganiem miast, pustoszeniem ziem ani włączaniem ich w granice rozszerzającego się imperium. W ostatecznym rozrachunku Europa ucierpiała niewiele, zważywszy na ogrom korzyści płynących z kontaktów nawiązywanych przez kupców – na przykład wenecką rodzinę Polo – oraz posłów krążących między mongolskimi chanami a europejskimi papieżami i władcami. Nowe technologie, zdobycze nauki i ożywiony handel legły u podstaw epoki renesansu, kiedy Europa zwróciła się poniekąd ku własnym korzeniom, a także – co istotniejsze – przejęła ze Wschodu tajniki druku, produkcji broni palnej, wynalazek kompasu i liczydła. Jak zauważył trzynastowieczny angielski uczony Roger Bacon3, Mongołowie odnieśli sukces nie tylko dzięki przewadze militarnej: „[…] powiodło im się za sprawą zdobyczy nauki”. Choć Mongołowie „rwali się do wojaczki”, zaszli w podbojach daleko, ponieważ „w wolnym czasie oddawali się roztrząsaniu problemów natury filozoficznej”. Praktycznie każdy aspekt życia w Europie – technika, rzemiosło wojenne, odzież, handel, żywność, sztuka, literatura i muzyka – uległ w dobie renesansu wpływom mongolskim. Nie chodzi tylko o nowe formy walki, nowe machiny i nowe potrawy – zmiany dotyczyły nawet najbardziej przyziemnych stron życia codziennego i następowały w miarę przejmowania przez Europejczyków mongolskich tkanin, spodni oraz kurt, które zastąpiły dotychczasowe tuniki i opończe, wprowadzania instrumentów smyczkowych w miejsce instrumentów strunowych szarpanych oraz wykształcania nowego stylu w malarstwie. Europejczycy przyswoili sobie nawet mongolski okrzyk „hurra”, dodający odwagi i zagrzewający do walki.

Zważywszy na osiągnięcia Mongołów, trudno się dziwić, że Geoffrey Chaucer, ojciec literatury angielskiej, poświęcił najdłuższą narrację w swoich Opowieściach kanterberyjskich azjatyckiemu przywódcy Czyngisowi, chanowi Mongołów. Przebija z niej nieskrywany podziw dla niego samego i jego dokonań. Mimo to wciąż nas zaskakuje, że wykształceni ludzie renesansu zdobywali się na takie komentarze wobec Mongołów, których reszta świata do dziś postrzega jako ucieleśnienie krwiożerczych barbarzyńców. Portrety Mongołów, które wyszły spod pióra Chaucera i Bacona, w niczym nie przypominają obrazów z późniejszych książek i filmów, przedstawiających Czyngis-chana i jego armię jako hordę dzikusów, żądnych złota, kobiet i krwi.

W późniejszych latach powstało wiele wizerunków i przedstawień Czyngis-chana, ale nie istnieje żaden portret sporządzony za życia wodza. W przeciwieństwie do innych zdobywców nigdy nie wyraził on zgody na malowanie swoich portretów, wykonywanie podobizn rzeźbiarskich ani umieszczanie imienia bądź wizerunku na monetach, a relacje jego współczesnych są intrygujące, lecz niemiarodajne. We współczesnej mongolskiej pieśni o Czyngis-chanie podsumowano to słowami: „Wyobrażaliśmy sobie, jak wyglądałeś, w naszych umysłach była jednak pustka”4.

Wobec braku podobizn Czyngis-chana oraz mongolskich źródeł pisanych światu nie pozostało nic innego, jak wyobrażać go sobie na własną modłę. Nikt nie odważył się namalować portretu wodza, dopóki nie upłynęło pół wieku od jego śmierci – odtąd każda kultura odciskała swoje piętno na wizerunku Czyngis-chana. Chińczycy przedstawiali go jako dobrotliwego starca z rzadką brodą i pustymi oczyma, których wyraz przywodził na myśl raczej zdystansowanego wobec świata chińskiego mędrca niż okrutnego mongolskiego wojownika. Na miniaturach perskich oglądamy go pod postacią tureckiego sułtana na tronie. Europejczycy portretowali Czyngis-chana jako barbarzyńcę z krwi i kości, o srogim obliczu i przenikliwym, okrutnym spojrzeniu, szpetnego w każdym calu.

Skryta natura Mongołów postawiła niewdzięczne zadanie przed przyszłymi historykami, którzy chcieli pisać o Czyngis-chanie i jego imperium. Biografowie i historycy praktycznie nie mieli na czym bazować. Znali chronologię podboju miast i klęsk poszczególnych armii, lecz informacje o pochodzeniu, charakterze, motywach posunięć i życiu osobistym Czyngis-chana były skąpe i mało wiarygodne. Przez wieki krążyły pogłoski, że wzmianki o najważniejszych aspektach życia wodza znajdują się w sekretnej księdze, dokumencie spisanym przez osobę z jego najbliższego otoczenia. Chińscy i perscy uczeni zapewniali o istnieniu tajemniczego tekstu – niektórzy utrzymywali nawet, że ujrzał on światło dzienne w szczytowym okresie rozwoju imperium Mongołów. Blisko sto lat po śmierci Czyngis-chana historyk perski Raszid al-Din5 określił dokument mianem „prawdziwej kroniki”, spisanej „zgodnie z duchem języka i literatury mongolskiej”. Zaznaczył jednak, że księga jest strzeżona w skarbcu, „ukryta przed wzrokiem niepowołanych”. Podkreślił, że dostęp do tekstu mongolskiego uniemożliwiono „wszystkim, którzy mogliby go zrozumieć i zgłębić jego sens”. Po upadku imperium Mongołów większość śladów, które mogłyby naprowadzić na trop tajnego dokumentu, uległa zatarciu. Z czasem nawet najwybitniejsi uczeni doszli do przekonania, że tekst nigdy nie istniał, i uznali go za jeden z mitów, jakie narosły wokół postaci Czyngis-chana.

Nie istnieje żaden wierny historycznie wizerunek Czyngis-chana. Ten oficjalny portret został namalowany pod koniec XIII w. przez anonimowego malarza dworskiego z dynastii Yuan, który nigdy nie spotkał Temudżyna.

Obdarzeni bujną wyobraźnią artyści tworzyli rozmaite – w zależności od kraju pochodzenia – wizerunki Czyngis-chana, podobnie zachowywali się uczeni. Od Korei aż po Armenię zestawiali oni wszelkie wersje podań i wydumanych historii z życia tego potężnego władcy. Z braku wiarygodnych informacji nakładali na istniejący przekaz własne lęki i uprzedzenia. Po latach zestawiania okrucieństw i niegodziwości, jakich dopuścili się Aleksander, Cezar, Karol Wielki i Napoleon, z ich osiągnięciami bądź szczególną pozycją w dziejach, zdołali zrównoważyć wszystko, co złe i moralnie wątpliwe. Tymczasem dokonania Czyngis-chana i Mongołów popadły w zapomnienie, a rozmiary ich rzekomych zbrodni i brutalności wyolbrzymiono. Czyngis-chan stał się stereo­typem barbarzyńcy, krwiożerczego okrutnika, bezwzględnego zdobywcy, który czerpał perwersyjną radość z dzieła zniszczenia. On i jego mongolska horda, a w szerszej perspektywie – wszyscy Azjaci, przeistoczyli się w karykaturę, symbol wszystkiego, co znajduje się po drugiej stronie muru, który odgradza cywilizację od reszty świata.

Pod koniec XVIII wieku, w dobie oświecenia, ten złowróżbny obraz znalazł swoje odbicie w Sierocie chińskim Woltera, tragedii o podboju Chin przez Czyngis-chana: „Zwą go królem nad króle, srogiego Czyngis-chana, co w perzynę obraca rodzajne Azji pola”. W przeciwieństwie do Chaucera, Wolter opisał Czyngisa jako „niszczycielskiego tyrana […], który butnie […] miażdży karki królów”, jest wszakże „niczym więcej, jak dzikim scytyjskim żołdakiem, sposobnym do wojaczki, wprawionym w kupczeniu krwią” (akt I, scena 1). Wolter przedstawił Czyngis-chana jako człowieka zazdrosnego o zdobycze zastanej cywilizacji, powodowanego przyziemną, barbarzyńską żądzą gwałtu na cywilizowanych kobietach i zniszczenia kultury, której nie jest w stanie pojąć.

Plemię Czyngis-chana nazywano rozmaicie – Tartarami, Tatarami, Mugalami, Mogołami, Moalami i Mongołami – każde określenie miało jednak rys złowieszczego przekleństwa. Kiedy dziewiętnastowieczni uczeni chcieli dowieść niższości ludów azjatyckich i amerykańskich Indian, sklasyfikowali ich jako plemiona mongoloidalne. Gdy lekarze próbowali dociec, dlaczego matki wyższej rasy białej wydają na świat dzieci opóźnione w rozwoju, charakterystyczne rysy twarzy posłużyły za „oczywisty” dowód, że któraś z ich przodkiń została zgwałcona przez mongolskiego wojownika. Skundlone potomstwo nie reprezentowało więc białej rasy, tylko plemię mongoloidów. Kiedy najzamożniejsi kapitaliści przechwalali się swym bogactwem, sławiąc wartości antydemokratyczne i elitarne, określano ich prześmiewczo „mongołami”, nawiązując do perskiej nazwy Mongołów.

Naturalną koleją rzeczy Mongołowie stali się kozłem ofiarnym, odpowiedzialnym za nieszczęścia i porażki innych narodów. Kiedy Rosja nie mogła dotrzymać kroku postępom technologicznym Zachodu ani dorównać potędze militarnej imperialistycznej Japonii, winą za to obarczono okrutne jarzmo tatarskie, nałożone przez Czyngis-chana. Gdy Chiny zostały w tyle za Japonią i Europą, przyczyny tego stanu rzeczy upatrywano w krwiożerczym wyzysku i represjach ze strony mongolskich i mandżurskich tyranów. Kiedy Indie nie zdołały się oprzeć kolonizacji brytyjskiej, uważano, że zawiniła nieposkromiona chciwość dynastii Mogołów. W XX wieku politycy arabscy zapewniali swoich zwolenników, że muzułmanie ubiegliby Amerykanów w wynalezieniu bomby atomowej, gdyby Mongołowie nie spalili wspaniałych bibliotek Arabów i nie zmietli ich miast z powierzchni ziemi. Kiedy w 2002 roku reżim talibów w Afganistanie upadł pod gradem amerykańskich bomb i pocisków, bojownicy talibscy porównali inwazję Amerykanów do najazdu Mongołów i w krwawym akcie odwetu wymordowali tysiące Haza­rów, potomków żołnierzy mongolskich, zamieszkujących Afganistan od ośmiuset lat. Rok później Saddam Husajn w jednym z ostatnich przemówień do Irakijczyków wysunął podobne oskarżenia pod adresem Mongołów, kiedy Stany Zjednoczone rozpoczęły inwazję na Irak, by odsunąć dyktatora od władzy.

Prawda o Czyngis-chanie uległa zatarciu w zalewie retoryki politycznej, wytworów pseudonauki i bujnej wyobraźni uczonych, pozornie stracona dla potomności. Jego ojczystą ziemię, gdzie przyszedł na świat i zdobył władzę, odgrodzili od reszty świata dwudziestowieczni komuniści – na równi z wojownikami sprzed wieków, broniący do niej dostępu. Mongolski dokument źródłowy, tak zwana Tajna historia Mongołów,okazał się tym bardziej tajny, że wcześniej zaginął, rozpłynąwszy się wśród mroków historii w okolicznościach jeszcze dziwniejszych niż grób Czyngis-chana.

Dwa wydarzenia w dziejach XX wieku niespodziewanie otworzyły drogę do rozwikłania części zagadek i sprostowania niektórych przekazów dotyczących Czyngis-chana. Pierwszym z nich było odczytanie rękopisów z bezcenną, dotąd uznawaną za zaginioną historią przywódcy. Mimo niewiedzy i uprzedzeń wobec Mongołów uczeni od wieków donosili o odnalezieniu legendarnego tekstu mongolskiego, opisującego żywot Czyngis-chana. Przyjmowane sceptycznie pogłoski nie po­ciągały za sobą dalszych badań – traktowano je podobnie jak doniesienia o spotkaniach ze zwierzętami uchodzącymi za wymarłe. Wreszcie w XIX wieku w Peki­nie odnaleziono kopię dokumentu sporządzoną pismem chińskim. Uczeni bez trudu rozpoznali znaki, słów jednak nie mogli zrozumieć, zanotowano je bowiem przy użyciu kodu, w którym chińskie ideogramy przypisano dźwiękom trzynastowiecznego języka mongolskiego. Jedyne, co badacze mogli odczytać, to krótkie streszczenia w języku chińskim, zamieszczone przy każdym rozdziale. Na ich podstawie można sobie było wiele obiecywać po tekście właściwym, ale dokument pozostał nieznany. Biorąc pod uwagę otaczającą go aurę tajemniczości, uczeni nadali mu tytuł Tajnej historii Mongołów, pod którym jest znany do dziś.

Pierwsza karta Tajnej historii Mongołów, spisanej po mongolsku w 1947 r.

Przez prawie cały XX wiek próby odczytania Tajnej historii… były w Mongolii zajęciem śmiertelnie niebezpiecznym. Władze komunistyczne broniły dostępu do ksiąg zarówno zwykłym ludziom, jak i uczonym, z obawy, że staroświeckie, nienaukowe i niesocjalistyczne ujęcie minionych zdarzeń wywrze na nich niepożądany wpływ. Wokół Tajnej historii… skupiło się jednak naukowe podziemie. Szeptana na ucho wieść o nowo odkrytej kronice rozprzestrzeniała się po stepie błyskawicznie, krążąc między obozami koczowników. Nareszcie odnaleziono dokument, w którym historia Mongołów została opisana z ich własnej perspektywy. Mongołowie nie byli zwykłymi barbarzyńcami, pustoszącymi wyżej rozwinięte sąsiednie cywilizacje. Z punktu widzenia koczowników mongolskich zdawało się, że rewelacje zawarte w Tajnej historii… pochodziły od samego Czyngis-chana, który powrócił do swego ludu, by obudzić w nim nadzieję i dodać mu ducha. Po przeszło siedmiu wiekach milcze­nia Mongołowie mogli wreszcie usłyszeć jego słowa.

Mimo prześladowań ze strony władz komunistycznych Mongołowie z pełną determinacją postanowili ocalić przekaz, aby nie popadł powtórnie w zapomnienie. W krótkim okresie liberalizacji życia politycznego po śmierci Stalina w 1953 roku oraz po wstąpieniu Mongolii do Organizacji Narodów Zjednoczonych w roku 1961 nabrali otuchy i z większą swobodą przystąpili do badań nad własną historią. W 1962 roku Mongolia wydała krótką serię znaczków pocztowych, upamiętniających osiemsetlecie urodzin Czyngis-chana. Tomor-Oczir, sekretarz KC Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, zezwolił na wzniesienie w miejscu jego narodzin nad rzeką Onon betonowego pomnika, wyłożył też fundusze na zorganizowanie konferencji naukowej, mającej ukazać pozytywne i negatywne aspekty imperium mongolskiego w dziejach. Zarówno na znaczkach, jak i w prostym reliefie na pomniku pojawił się motyw zaginionego sulde Czyngis-chana, „sztandaru duchowego” z końskiego włosia, symbolu podbojów i miejsca spoczynku duszy wodza.

Znaczki pocztowe z serii upamiętniającej 800. rocznicę urodzin Temudżyna, wydane w 1962 r. Waluta Mongolii to tugrik. Jeden tugrik to 100 mongów – właśnie ta nazwa widnieje na znaczkach (mong).1 – Paiza – przepustka dla kupców i podróżnych uprawniająca do swobodnego przemieszczania się na terenach imperium Mongołów i gwarantująca im zakwaterowanie, ochronę i zwolnienie z podatków – z obustronną inskrypcją spisaną w alfabecie stworzonym przez lamę Phagpę dla Kubilaja. Napis głosi:„Mocą Wiecznego Nieba, to edykt cesarza [chana]. Kto nie okaże respektu [okazicielowi] będzie winnym zniewagi”.Egzemplarz ze znaczka odnaleziono w XIX w. na terenach należących do Złotej Ordy.2 – Białe „pokojowe” sulde znane też jako tug lub buńczuk.3 – Portret Czyngis-chana nawiązujący stylem do jego XIII-wiecznych wizerunków pochodzących z Chin.4 – Stela Czyngis-chana – najstarszy zabytek języka mongolskiego. Stelę odnaleziono w 1818 r. w rosyjskiej Czycie. Kamień eksponowany jest obecnie w Ermitażu Państwowym w Petersburgu. Inskrypcja:„Po podboju dynastii Sartaɣul [w Azji Środkowej] przez Czyngis-chana w 1224 r., wszyscy mongolscy władcy spotkali się w Buqa-Sočiɣai. Tam Yisüngge, uzbrojony w łuk i strzałę, trafił w cel z odległości 335 ramion [ok. 535 m]”.

Mimo upływu blisko ośmiuset lat sulde wywoływał tak głębokie emocje – zarówno wśród Mongołów, jak i u przedstawicieli niektórych podbitych ludów – że Rosjanie potraktowali zwykły obrazek ze znaczka pocztowego jako manifest odrodzenia nacjonalistycznego i zapowiedź po­tencjalnego zagrożenia. Władze radzieckie zareagowały irracjonalnym gniewem, obawiając się, że ich państwo satelitarne wkroczy na drogę niepodległości albo – co gorsza – sprzymierzy się z sąsiednimi Chinami, dawnym sojusznikiem, obecnie zaś wrogiem ZSRR. Komunistyczne władze Mongolii wycofały znaczki z obiegu i położyły kres działalności uczonych. Tomor-Oczir za zdradę – czyli ocenioną tak przez władze partyjne „próbę idealizowania postaci Czyngis-chana”6 – został usunięty z urzędu i skazany na wygnanie w granicach kraju. Wkrótce zginął w tajemniczych okolicznościach od ran zadanych toporem. Po czystkach w łonie własnej partii komuniści skupili uwagę na badaniach mongolskich uczonych, których obrzucali epitetami i widzieli wśród: „elementów wrogich Partii”, „chińskich szpiegów”, „sabotażystów” oraz „szkodników”7. W późniejszej kampanii skierowanej przeciwko nacjonalistom władze osadziły w więzieniu archeologa Perlee’ego i przetrzymywały go w skandalicznych warunkach tylko dlatego, że był nauczycielem Tomor-Oczira i w tajemnicy zajmował się historią impe­rium Mongołów. Nauczyciele, historycy, artyści, poeci i śpiewacy, w jakikolwiek sposób zaangażowani w badania nad epoką Czyngis-chana, znaleźli się w poważnym niebezpieczeństwie. Część z nich została potajemnie zgładzona z nakazu władz. Niektórzy uczeni, straciwszy pracę i dom, musieli wraz z rodziną stawić czoło kaprysom surowego mongolskiego klimatu. Odmawiano im pomocy lekarskiej, wielu poszło na wygnanie i osiedliło się w odległych zakątkach niegościnnej Mongolii.

W trakcie czystek „sztandar duchowy” Czyngis-chana zaginął bezpowrotnie, prawdopodobnie zniszczony przez Rosjan, którzy chcieli w ten sposób ukarać Mongołów. Mimo brutalnych prześladowań – a może dzięki nim – wielu mongolskich uczonych podjęło badania nad Tajną historią… na własną rękę, z narażeniem życia, w poszukiwaniu prawdy o zniekształconej, zniesławionej przeszłości swego ludu.

Stela Czyngis-chana – zob. →

Poza granicami Mongolii nad odczytywaniem tekstu i tłumaczeniem go na języki nowożytne pracowali uczeni w wielu krajach, przede wszystkim Rosjanie, Niemcy, Francuzi i Węgrzy. Pozbawieni dostępu do źródeł mongolskich, mieli przed sobą niezwykle trudne zadanie. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęły się ukazywać pojedyncze rozdziały kroniki w wersji mongolskiej i angielskiej pod uważną redakcją i z komentarzem Igora de Rachewiltza, urodzonego we Włoszech uczonego australijskiego, wybitnego znawcy starożytnego języka mongolskiego. W tym samym czasie Amerykanin Francis Woodman Cleaves sporządził odrębny pieczołowity przekład, wydany w 1982 roku przez Harvard University Press. Zrozumienie tekstu wyma­gało jednak znacznie więcej, niż mogło zapewnić rozszyfrowanie kodu i przetłumaczenie dokumentu. Kroniki pozostały niejasne nawet w przekładzie: najwyraźniej pisano je z myślą o zamkniętym kręgu mongolskiej rodziny królewskiej, czyli ludziach doskonale znających nie tylko trzynastowieczną kulturę Mongołów, lecz także geografię swoich ziem. Kontekst historyczny, w którym powstawały rękopisy, i tożsamość występujących w nich postaci można byłoby ustalić dopiero po skrupulatnych badaniach in situ.

Drugie wydarzenie zaszło niespodziewanie w roku 1990, wraz z upadkiem komunizmu i zakończeniem okupacji Mongolii przez ZSRR. Wojska radzieckie się wycofały, samoloty odleciały, czołgi wyjechały z kraju. Mongolska rzeczywistość Azji Środkowej wreszcie stanęła otworem przed przybyszami z zewnątrz. Śmiałkowie, z początku nieliczni, zaczęli się zapuszczać do strefy strzeżonej. Mongolscy myśliwi urządzali polowania w pełnych zwierząt dolinach, pasterze wypasali trzody na obrzeżach strefy, przygodni wędrowcy przemierzali ją pieszo. W latach dziewięćdziesiątych zjawiło się tu w poszukiwaniu grobów Czyngis-chana i jego rodziny kilka doskonale wyposażonych zagranicznych ekspedycji. Członkowie wypraw dokonali wprawdzie wielu fascynujących odkryć, lecz cel ich misji nie został osiągnięty.

Moje badania zaczęły się od studiów nad rolą plemion koczowniczych w dziejach handlu światowego i jedwabnego szlaku, łączącego Chiny ze Środkowym Wschodem i Europą. W podróży, którą odbyłem od Zakazanego Miasta w Pekinie, poprzez Azję Środkową, aż do Pałacu Topkapi w Stambule, odwiedzałem stanowiska archeologiczne, biblioteki oraz uczonych. Począwszy od 1990 roku, czyli od wyprawy do Buriacji, syberyjskiej republiki zamieszkanej przez ludność mongolską, kierowałem się szlakiem Mongołów przez Rosję, Chiny, Mongolię, Uzbekistan, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Turkmenistan. Poświęciłem jedno lato, by prześledzić ścieżki migracji plemion tureckich, rozprzestrzeniających się ze swej pierwotnej ojczyzny w Mongolii aż po Bośnię u wybrzeży Morza Śródziemnego.

Następnie okrążyłem dawne imperium drogą morską zbliżoną do marszruty Marca Polo – z południowych Chin do Wietnamu, przez cieśninę Malakka do Indii, państw arabskich w Zatoce Perskiej i dalej do Wenecji.

Dzięki tym rozlicznym podróżom zebrałem wiele informacji, zrozumiałem jednak mniej, niż się spodziewałem. Mimo to sądziłem, że moje badania mają się ku końcowi, kiedy w 1998 roku przybyłem do Mongolii, by sfinalizować przedsięwzięcie. Wyposażony w niejaką wiedzę o kraju młodości Czyngis-chana, zamierzałem uwieńczyć swoje podróże krótką wycieczką. Wyprawa zajęła kolejne pięć lat badań, znacznie intensywniejszych, niż miałem w planach. Przekonałem się, że Mongołowie obsesyjnie strzegli swej wolności przez wieki obcego panowania, skupiając niemal cały zapał na ocaleniu pamięci o swoim protoplaście Czyngis-chanie. Mimo szybko postępującej komercjalizacji jego imienia, eksponowanego na etykietach wódki, tabliczkach czekolady i paczkach papierosów, mimo układanych na jego cześć pieśni, Czyngis-chan jako postać historyczna wciąż był nieznany. Nie dość, że z klasztoru zniknął jego „sztandar duchowy”, to jeszcze jego prawdziwe oblicze pozostaje do dziś brakującym ogniwem historii, zarówno Mongołów, jak i reszty świata. Kim był Czyngis-chan?

Bez jakichkolwiek zasług ani zabiegów ze swojej strony przybyłem do Mongolii w okresie, w którym niespodziewanie pojawiła się nadzieja na rozstrzygnięcie tej kwestii. Po raz pierwszy od blisko ośmiuset lat udostępniono „zakazaną strefę” – tereny, na których spędził dzieciństwo, a potem został pochowany Czyngis-chan – a jednocześnie ostatecznie złamano kod Tajnej historii…Żaden uczony nie poradziłby sobie z tym w pojedynkę, mogliśmy jednak przystąpić do szukania odpowiedzi dzięki współpracy kilku badaczy o odmiennych korzeniach kulturowych.

Jestem antropologiem kultury i z tej racji ściśle współpracowałem z archeologiem doktorem Ch. Lchagwasurenem8, mającym dostęp do wielu informacji zebranych przez jego profesora i mentora Ch. Perlee’ego, najwybitniejszego dwudziestowiecznego archeologa mongolskiego. Lchagwasuren kontaktował mnie stopniowo z innymi badaczami, którzy przez wiele lat pracowali w ukryciu i prawie bez wyjątku na własną rękę, bez szans na spisanie bądź opublikowanie wyników swoich dociekań. Profesor O. Purew, członek Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, wykorzystał swoją pozycję oficjalnego historyka partii zajmującego się badaniami nad praktykami szamańskimi Mongołów, traktując je jako klucz do interpretacji ukrytych znaczeń Tajnej historii… Ch. Szagdar, pułkownik armii, spożytkował swój pobyt w Moskwie na studia porównawcze opisanych w Tajnej historii… strategii militarnych i zwycięstw Czyngis-chana z materiałami źródłowymi zgromadzonymi w radziec­kich archiwach wojskowych. Politolog mongolski D. Bold-Erdene przeanalizował zabiegi polityczne, dzięki którym Czyngis-chan doszedł do władzy. Najszerzej zakrojone i najbardziej szczegółowe badania nad historią podbojów Czyngis-chana przeprowadził geograf O. Suchbaatar, pokonawszy w tym celu ponad milion kilometrów mongolskich szlaków.

Przystąpiliśmy do wspólnej pracy. Porównaliśmy najważniejsze źródła z pierwszej i drugiej ręki, spisane w kilkudziesięciu językach, z relacjami z Tajnej historii… Ślęczeliśmy nad mapami, roztrząsaliśmy znaczenie przekazów zawartych w rozmaitych dokumentach oraz wyniki wcześniejszych analiz. Zgodnie z oczekiwaniami odkryliśmy znaczne rozbieżności i wiele sprzecznych, trudnych do rozstrzygnięcia kwestii. Wkrótce się przekonałem, że Suchbaatar hołduje skrajnie empirycznej, literalnej metodzie analizy tekstu: uznaje każde stwierdzenie z Tajnej historii… za prawdziwe i próbuje je udowodnić naukowo. Purew z kolei uważał, że kronik nie można interpretować dosłownie. Jego zdaniem Czyngis-chan był najpotężniejszym szamanem w dziejach, tekst zaś zawiera sekretne przesłanie, ujęte w formie kroniki, ilustrującej jego dojście do władzy w sposób symboliczny. Jeśli udałoby się to przesłanie rozszyfrować, poznalibyśmy szamański plan podboju świata i sprawowania rządów w imperium.

Uświadomiliśmy sobie już na początku swojej współpracy, że nie wybrniemy z gąszczu sprzecznych interpretacji i stanowisk, dopóki nie ustalimy miejsca akcji. Ostatecznym probierzem wiarygodności poszczególnych tekstów będzie próba in situ, tam gdzie miały się rozegrać wydarzenia historyczne. Książki czasem kłamią, miejsca nigdy. Szybki, ale wyczerpujący przegląd najważniejszych lokalizacji podsunął nam odpowiedzi na wiele pytań, otworzył jednak szereg nowych kwestii. Przekonaliśmy się, że odnaleźć właściwe miejsce to za mało. Żeby zrozumieć przebieg zdarzeń, trzeba było poczekać na odpowiednią pogodę. Wracaliśmy w ten sam punkt po kilka razy, w różnych porach roku. Wybrane stanowiska były rozproszone na powierzchni tysięcy kilometrów kwadratowych, najbardziej interesujący nas obszar leżał jednak w tajemniczej, niedostępnej strefie, odgraniczonej tuż po śmierci Czyngis-chana. Z uwagi na koczowniczy tryb życia Czyngis-chana nasze przedsięwzięcie nabrało wędrownego charakteru – zamiast zwyczajowych wykopalisk archeologicznych w miejscu prowadziliśmy badania w ruchu.

Zdjęcia satelitarne przedstawiają krajobraz mongolski bez dróg bitych, pocięty za to tysiącami ścieżek, rozchodzących się w niemal wszystkich kierunkach po stepie, po pustyni Gobi i w górach. Ścieżki urywają się jednak na obrzeżach Ich Chorig, strefy wydzielonej. Żeby dotrzeć do ojczyzny Czyngis-chana, trzeba było pokonać strefę buforową, zajętą i umocnioną przez Rosjan, którzy bronili dostępu przybyszom z zewnątrz. Wycofując się z Mongolii, wojska radzieckie zostawiły za sobą surrealistyczny pejzaż, pełen lejów po wybuchach, zasłany stalowymi trupami czołgów, wrakami ciężarówek, rozkradzionymi na części samolotami, łuskami zużytych pocisków i niewypałami. W powietrzu unosił się dziwny zapach, nad ziemią na przemian snuły się i rozwiewały podejrzane mgły. Stosy poskręcanego żelastwa – pozostałości konstrukcji o niewiadomym przeznaczeniu – pięły się na wysokość kilku pięter. Zrujnowane budynki, w których niegdyś przechowywano urządzenia elektroniczne, ziały pustką wśród jałowych zwałów nasączonego smarem piachu. Na wypalonym stepie walały się szczątki porzuconej broni. Ciemne, ponure zbiorniki z niezidentyfikowanymi substancjami chemicznymi jaśniały upiorną poświatą w promieniach słońca. W nieruchomej toni unosiły się trudne do rozpoznania sczerniałe odpadki, na brzegach zbiorników piętrzyły się kości zwierzęce, wyschnięte ścierwa, kępy sierści i piór. Po drugiej stronie cmentarzyska dwudziestowiecznych okropności rozpościerał się skrajnie odmienny pejzaż nienaruszonej, odciętej od świata ojczyzny Czyngis-chana – kilkaset kilometrów kwad­ratowych dziewiczych lasów, gór, dolin, rzek i stepów.

Wkroczywszy do strefy ściśle strzeżonej, nie tylko cofnęliśmy się w czasie – zyskaliśmy sposobność odkrycia świata Czyngis-chana w niemal identycznym kształcie, w jakim pozostawił go po swojej śmierci. Wielkie Tabu przetrwało niczym bezludna wyspa, otoczona, a zarazem chroniona przez najgorsze okropności technologii XX wieku. Zwalone drzewa, gęste poszycie i olbrzymie głazy narzutowe broniły dostępu do większej części terenu. Na pozostałym obszarze w minionych ośmiuset latach pojawiały się tylko nieliczne patrole żołnierzy. Strefa strzeżona jest „żywym pomnikiem” Czyngis-chana – w podróży wciąż towarzyszyło nam poczucie, że ujrzymy na własne oczy, jak cwałuje wzdłuż rzeki albo przez płaskowyż, żeby znów stanąć obozem w ulubionym miejscu, ustrzelić z łuku mknącą gazelę, wyciąć przerębel w skutej lodem rzece Onon (Onon gol) lub schylić głowę w modlitwie na Burkan Kałdun (Burkhan Khaldun), świętej górze, która strzegła go nie tylko za życia, ale i po śmierci.

Działania naszej wyprawy badawczej do Wielkiego Tabu można przyrównać do pracy zespołu dochodzeniowego przeszukującego miejsce niedawnej zbrodni. Posługując się Tajną historią… jako przewodnikiem, przemierzaliśmy równinę i poddawaliśmy oględzinom każde, choćby najmniejsze wzgórze czy wzniesienie w dziewiczym pejzażu. Na otwartym stepie, z dala od gór, rzek i jezior, zdawaliśmy się na pasterzy, nawigujących w morzu traw niczym żeglarze po oceanie. Towarzyszyły nam coraz to nowsze grupki mongolskich studentów, uczonych, miejscowych pasterzy i jeźdźców, z przejęciem roztrząsających pytania, na które szukałem odpowiedzi. Ich wnioski i przemyślenia były zawsze celniejsze niż moje, a pytania, które zadawali, nie przyszłyby mi nawet do głowy. Mongołowie znali tok rozumowania pasterzy i – choć znaleźli się na nieznanym obszarze – potrafili bez trudu ustalić, gdzie ich przodkowie rozłożyli się obozem i dokąd ruszyli dalej. Od razu wykluczali miejsca niezdatne pod obóz letni ze względu na obfitość komarów i zbyt odsłonięte, by obozować tam zimą. Co istotniejsze, z zapałem weryfikowali swoje przypuszczenia w praktyce, na przykład ścigali się konno z jednego punktu do drugiego, żeby sprawdzić, ile czasu im to zajmie albo jaki dźwięk wydadzą ziemia i trawa w zetknięciu z końskimi kopytami, po czym zestawiali ze sobą poczynione w różnych miejscach obserwacje. Wiedzieli, jakiej grubości powinien być lód, żeby sforsować zmarzniętą rzekę konno, ile wystarczy do przejścia jej pieszo, kiedy zaś trzeba połamać lód i pokonać zimny nurt wpław.

Niektóre nazwy geograficzne miały charakter opisowy, mogliśmy więc przywrócić je świadomości Mongołów i bez trudu przypisać elementom otaczającego nas pejzażu. Z tekstu wynikało, że Czyngis-chan został wodzem plemienia nad jeziorem Choch u stóp góry Chara Dżyrugen, czyli nad Jeziorem Błękitnym u stóp Góry w Kształcie Odwróconego Serca. Każdy trafiłby w to miejsce – jego wygląd prawie nie zmienił się od stuleci. Inne nazwy, powiązane z narodzinami Czyngis-chana, na przykład wzgórze Wymię albo jezioro Śledziona, przysporzyły nam więcej kłopotów, nie mieliśmy bowiem pewności, czy nazwa odnosi się do wyglądu miejsca, czy do rozegranych w pobliżu wydarzeń. Poza tym kształt wzgórz i jezior mógł z czasem ulec zmianie ze względu na typowe dla tego regionu susze i zjawisko erozji wietrznej.

Z dostępnego materiału stopniowo złożyliśmy całą historię. Dzięki odkryciu miejsc związanych z dzieciństwem Czyngis-chana i skorygowaniu biegu wypadków na terenie kraju mogliśmy od razu spros­tować niektóre przekłamania dotyczące życia tego fascynującego władcy. Wprawdzie nie zawsze udało nam się dojść do porozumienia – choćby w kwestii niewielkiego wzgórza nad rzeką Onon, gdzie Czyngis-chan miał przyjść na świat – uznaliśmy jednak za rzecz oczywistą, że śródleśna rzeka o podmokłych brzegach to zdecydowanie nie to samo co otwarty step, gdzie żyła przeważająca część koczowników i gdzie – zdaniem większości historyków – dorastał Czyngis-chan. Ta różnica uwydatniła dystans dzielący go od pozostałych nomadów. Natychmiast stało się jasne, dlaczego w opisie dzieciństwa Czyngis-chana z Tajnej historii… jest więcej wzmianek o polowaniach niż o pasieniu trzód. Czyngis-chan spędził młode lata w warunkach typowych dla ludów syberyjskich, od których wedle przekazu Tajnej historii… wywodzą się Mongołowie, nie zaś dla plemion tureckich, przemierzających otwarte przestrzenie. Ta informacja pozwoliła nam znacznie lepiej zrozumieć strategię stosowaną przez Czyngis-chana w polu oraz sposób, w jaki traktował wrogów: ludność cywilną – jak zwierzęta, które trzeba zebrać w trzodę; żołnierzy – jak zwierzynę łowną.

Nasz zespół podróżował po kraju z przerwami przez pięć lat w najrozmaitszych warunkach i okolicznościach. Temperatura wahała się w granicach niemal stu stopni – od ponad czterdziestu stopni Celsjusza na otwartych, pozbawionych cienia równinach do minus czterdziestu sześciu, które zanotowaliśmy w styczniu 2001 roku na stepie Chorchonag (Khorkhonag) przy porywistym, przenikliwym wietrze. Poznaliśmy wszelkie przekleństwa i błogosławieństwa wędrówki po tych terenach. Zimą nasze pojazdy grzęzły w śniegu, wiosną w błocie, latem w piasku, a jeden z nich porwała woda podczas ulewnego deszczu. W zależności od pory roku nasze obozowiska niszczył wiatr, śnieg bądź… demolowali uczestnicy pijackich awantur. W ostatnich latach XX wieku rozkoszowaliśmy się cudowną obfitością mleka i mięsa, pewnej zimy na początku obecnego stulecia doświadczyliśmy jednak najgorszych okropieństw głodu zwierząt domowych, zwanego zud,kiedy konie i jaki padały niczym muchy, a bydło wszelkiego rodzaju zamarzało w nocy na śmierć.

Mimo to nigdy nie zwątpiliśmy w sens swojej pracy ani nie zakłóciło jej jakiekolwiek niebezpieczeństwo. W porównaniu ze znojem życia codziennego tutejszych pasterzy i myśliwych trapiły nas co najwyżej drobne nieprzyjemności. Za każdym razem, kiedy musiałem się borykać z przeciwnościami losu, wychodziłem z opresji bogatszy o nowe informacje na temat kraju i ludzi. Pewnego dnia, przejechawszy blisko osiemdziesiąt kilometrów konno, przekonałem się na własnej skórze, że ciasne owinięcie się w pasie pięcioma metrami jedwabiu istotnie pomaga utrzymać wnętrzności w miejscu i zapobiega rozstrojowi żołądka. Nauczyłem się też, że w tak długą podróż, kiedy nie ma czasu na postój ani przyrządzenie posiłku, trzeba wziąć w kieszeń trochę suszonego jogurtu. Podczas jazdy w drewnianym siodle doceniłem zalety deelu,czyli tradycyjnego grubego wełnianego mongolskiego kaftanu sięgającego kostek. Moich towarzyszy nie przestraszyło spotkanie z wilkiem w pobliżu świętej góry Burkan Kałdun – wzięli je raczej za błogosławieństwo. Z niezliczonych przypadków błądzenia w stepie i zmagań z popsutym sprzętem wynieśliśmy wiedzę, jak rozpoznawać kierunki, orientować się w terenie i czekać cierpliwie na pomoc. Raz po raz docierało do mnie, że Mongołowie znają swój świat dogłębnie, że mogę zdać się w pełni na ich przenikliwy osąd, sprawność fizyczną i niezwykłą uczynność.

W tej książce przedstawiłem nasze najistotniejsze odkrycia, nie wdając się w zbędne rozważania na temat pogody, potraw, pasożytów czy dolegliwości, pominąłem też milczeniem osobiste słabostki badaczy i napotkanych po drodze ludzi. Postanowiłem się skupić na celu naszej pracy – czyli zrozumieniu postaci Czyngis-chana oraz wpływu, jaki wywarł na historię świata.

Część pierwszą poświęciłem dojściu Czyngis-chana do władzy w stepie oraz czynnikom, które kształtowały jego życie i osobowość od chwili narodzin w 1162 roku do momentu zjednoczenia wszystkich plemion w roku 1206 i wykształcenia się narodu mongolskiego. W części drugiej opisałem wkroczenie Mongołów na scenę teatrudziejów w epoce ich podbojów, trwającej półwieku (od 1211 do 1261roku), dopóki wnukowie Czyngis-chana nie rozpoczęli walki o władzę. W części trzeciej omówiłem stulecie pokoju i „wielkie przebudzenie”, które legło u podstaw instytucji politycznych, handlowych i militarnych nowożytności.

Przypisy

1 Joel Aschenbacher, The Era of His Ways. In Which We Chose the Most Important Man of the Last Thousand Years, „Washington Post”, 31 grudnia 1989, s. F01.

2 Więcej informacji na temat wymiany kulturowej w: Thomas T. Allsen, Culture and Conquest in Mongol Eurasia,Cambridge 2001.

3 Roger Bacon, Opus Majus, 1267, przekł. ang.: The Opus Majus of Roger Bacon, trans. Robert Belle Burke, Philadelphia 1928, vol. 1, s. 416, vol. 2, s. 792. Jeśli nie ma odniesienia do polskiego wydania, przekład pochodzi od tłumaczki.

4 Z utworu D. Dżargalsajchana Czyngis-chan, wykonywanego przez zespół Chinggis Khaan.

5 Por. Thomas T. Allsen, Culture and Conquest in Mongol Eurasia, dz. cyt., s. 88.

6 Almaz Khan, Chinggis Khan. Erom Imperial Ancestor to Ethnic Hero, [w:] Cultural Encoun­ters on China’s Ethnic Frontiers, ed. Stevan Harrell, Seattle 1995, s. 261, 262.

7 Tom Ginsburg, Nationalism, Elites, and Mongolia’s Rapid Transformation, [w:] Mongolia in the Twentieth Century. Landlocked Cosmopolitan,ed. Stephen Kotkin, Bruce A. Elleman, Armonk 1999, s. 247.

8 Większość współczesnych Mongołów używa tylko nazwiska, na przykład Lchagwasuren albo Suchbaatar. W przypadkach, kiedy zachodzi konieczność rozróżnienia kilku osób noszących to samo nazwisko, Mongołowie uzupełniają je inicjałem imienia ojca.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Wprowadzenie: Zaginiony zdobywca

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Epigraf

Meritum publikacji

Przypisy